ludy
narody, plemiona…
Adibasowie Polacy wobec Indii
Wikipedia podaje, że Adibasowie żyją w dżungli — a gdzież to w Indiach jest jeszcze jakaś dżungla!?
[...]
Misjonarz Ojciec Marian Żelazek, werbista, (1918-2006), wyjechał do Indii w latach 70. Zaczął pracę misjonarską wśród Adibasów, koczowniczej ludności plemiennej w stanie Orissa, we wschodnich Indiach. W 1975 roku założył w Puri aszram dla chorych na trąd, wzorowany na tradycyjnej instytucji indyjskiej. Trędowaci byli zawsze wyrzucani poza obręb wiosek i skazani na wieczne tułactwo. W tym samym duchu troski o bliźniego-brata, z jakim Matka Teresa pracowała w Kalkucie, Ojciec Żelazek zaopiekował się chorymi, których zebrał aż 600. Pracował do końca swoich dni, zawsze pogodny i oddany sprawie. W 2002 roku z inicjatywy indyjskiego ruchu Maitrei (nie z inicjatywy polskiej) był desygnowany do pokojowej nagrody Nobla (otrzymał ją Jimmy Carter).
[...]
Misjonarz Ojciec Marian Żelazek, werbista, (1918-2006), wyjechał do Indii w latach 70. Zaczął pracę misjonarską wśród Adibasów, koczowniczej ludności plemiennej w stanie Orissa, we wschodnich Indiach. W 1975 roku założył w Puri aszram dla chorych na trąd, wzorowany na tradycyjnej instytucji indyjskiej. Trędowaci byli zawsze wyrzucani poza obręb wiosek i skazani na wieczne tułactwo. W tym samym duchu troski o bliźniego-brata, z jakim Matka Teresa pracowała w Kalkucie, Ojciec Żelazek zaopiekował się chorymi, których zebrał aż 600. Pracował do końca swoich dni, zawsze pogodny i oddany sprawie. W 2002 roku z inicjatywy indyjskiego ruchu Maitrei (nie z inicjatywy polskiej) był desygnowany do pokojowej nagrody Nobla (otrzymał ją Jimmy Carter).
Bahmanidowie królestwo Widżajanagaru
W 1447 roku król z dynastii Sangama okazał się słabym wojownikiem i już nie potrafił obronić północnych rubieży kraju przed najazdem Bahmanidów. Władzę przejął więc generał armii królewskiej, znany i szanowany Saluwa Narasimharadża, który wsławił się brawurą podczas wielu bitew. Został samozwańczym administratorem regionów północnych i zachodnich, ale dopiero w 1485 roku ruszył na Hampi i zdetronizował ostatniego króla z dynastii Sangama — Wirupaksaraję. Lecz w centralnych regionach królestwa nie był tak znany jak na północy i pięcioletni okres jego panowania okazał się niespokojny z powodu buntów pomniejszych dowódców armii.
Bharatowie Anglicy w Indiach, Bhagawadgita, India, Kriszna i Radha, Mahabharata, miejsca sacrum, Rama i Sita, religia rzeki Gangi
Na durbarze w Delhi nie obyło się bez paru skandali, jak na przykład odwrócenie się plecami do władcy brytyjskiego i odejście, zamiast eleganckiego wycofywania się tyłem ze wzrokiem utkwionym w oblicze cesarza Indii. To odwrócenie się plecami do Jerzego V podczas durbaru przeszło do historii jako czyn bohaterski — tak właśnie mieli postąpić maharadża z Barody i maharadża Udaj z Udajpuru. Świadectwa epoki zgodnie potwierdzają, iż durbar w Delhi był jedną z najświetniejszych i najokazalszych ceremonii Radżu brytyjskiego. Przenosząc stolicę z Kalkuty do Delhi, Anglicy chcieli przypodobać się Hindusom i okazać szacunek starożytnej stolicy, która została założona przez Bharatów i była cytowana w Mahabharacie. Na początku XX wieku Anglicy chwytali się propagandowych spektakli, nie mających już wielkiego znaczenia, ale łechcących dumę władców indyjskich. Wzniesiono podium o marmurowych schodach, gdzie cesarska para zasiadła pod złotym baldachimem. Wokół zbudowano amfiteatr mogący pomieścić 100 tysięcy osób, a całość terenu zajmowała 40 km2. Książęta i władcy Indii przybyli hucznie wraz z rodzinami, całym dworem i służbą, wydobyli z kufrów najlepsze paradne stroje, specjalnie obstalowane na tę okazję. Wystawiono dwieście dwadzieścia trzy książęce obozy, a w niezliczonej ilości namiotów (podobno 40 tysięcy), których wystrój i urządzenie w niczym nie odbiegało od luksusów pałacowych, rozkwitało paradne życie dworskie. Wokół namiotów roztaczały się ogrody i aleje wysadzane krzakami róż, łączące poszczególne obozowiska. Durbar trwał przez parę tygodni, a festyny, rauty, mecze gry w polo, spotkania za purdahem w zenanie dla kobiet i prywatne spotkania klubowe dla mężczyzn nie miały końca. W miasteczku namiotów zamieszkało podobno 300 tysięcy osób. Było obecnych 161 książąt. Ale rzucała się w oczy i była szeroko komentowana nieobecność maharany Mewaru, Fateha Singha. Należał do najstarszego królewskiego rodu, cieszył się uznaniem i estymą, nienawidził Anglików tak jak jego poprzednicy nienawidzili Wielkiego Mogoła. Reszta obnosiła i pokazywała publicznie najlepsze klejnoty z dworskiej szkatuły — maharadża z Patiali obnosił się ze swymi diamentami, maharadża z Gwalior obnażał publicznie wspaniały pas z prawdziwych pereł, a maharadża z Barody — słynny naszyjnik z pereł.
Kriszna w Mahabharacie pojawia się po raz pierwszy jako postać boska. Jest dorosłym mężczyzną, rezyduje w Dwarce z synem Pradjumną, który synów Drupady uczy sztuk walki. Mieszka też z nimi Abhimanju, syn ukochanej siostry Subhadry i ukochanego przyjaciela Ardżuny. Jest zaprzyjaźniony z całym rodem Pandawów — odwiedzają się wzajemnie i pytają o zdrowie, siedzą razem przy stole, śpią w jednym łóżku i chodzą na wspólne spacery. Gdyby w środku eposu o wojnie Bharatów nie pojawiła się Bhagawadgita, Kriszna zostałby tylko zwykłym ksiatriją, przywódcą klanu Jadawów, który to klan wyrzyna w pień sam siebie, tak jak wyrżnęły się wzajemnie wszystkie inne klany. Od pierwszej linijki Bhagawadgity natrafiamy na egzystencjalną sprzeczność: wojownik Ardżuna odczuwa rozpacz, a bóg miłości Kriszna podżega do bratobójczej wojny. Co się tutaj dzieje?
[...]
Wydaje się, że cała treść Mahabharaty, czyli brutalne historie i wojny Bharatów, stanowią idealne tło do udzielenia nowej nauki, pochodzącej z innej płaszczyzny społecznej, innej wręcz kultury. Jest ona tak zaskakująco nowa wobec wedyjskiego pojęcia dharmy, że musi zostać uruchomiona odpowiednia moc i siła, by nauka ta odniosła skutek i poruszyła odbiorców. Mimo upadku i chaosu świata dokonującego się z powodu nagromadzonej złej karmy ksiatrijów, to oni jednak pozostają głównymi słuchaczami nowej nauki. Bramini trzymali ją w sekrecie: Dzięki ćwiczeniom jogi osiąga się radość, Wytrzymałość wobec par przeciwieństw oraz spokój, Najwyższy to sekret, nie wolno go przekazać nikomu…
[...]
Upaniszady, tłum. Marta Kudelska, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego,Kraków 2004, Upaniszada Maitri, VI.29.
[...]
Wydaje się, że cała treść Mahabharaty, czyli brutalne historie i wojny Bharatów, stanowią idealne tło do udzielenia nowej nauki, pochodzącej z innej płaszczyzny społecznej, innej wręcz kultury. Jest ona tak zaskakująco nowa wobec wedyjskiego pojęcia dharmy, że musi zostać uruchomiona odpowiednia moc i siła, by nauka ta odniosła skutek i poruszyła odbiorców. Mimo upadku i chaosu świata dokonującego się z powodu nagromadzonej złej karmy ksiatrijów, to oni jednak pozostają głównymi słuchaczami nowej nauki. Bramini trzymali ją w sekrecie: Dzięki ćwiczeniom jogi osiąga się radość, Wytrzymałość wobec par przeciwieństw oraz spokój, Najwyższy to sekret, nie wolno go przekazać nikomu…
[...]
Upaniszady, tłum. Marta Kudelska, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego,Kraków 2004, Upaniszada Maitri, VI.29.
Plemię Bharatów, jedno z najstarszych plemion indoeuropejskich, ulokowało się w środkowym biegu rzek Gangi i Jamuny, między Delhi a Mathurą, w krainie o nazwie Doab, Dwurzecze. Tu także, na równinie Kurukszetra, w IX wieku p.n.e. rozegrała się legendarna bitwa między starym, dawno osiadłym klanem Kaurawów, a nowo przybyłymi Indoeuropejczykami, klanem Pandawów, o której opowiada staroindyjski epos Mahabharata.
W Rigwedzie jest wzmianka o tym jak Indra, bóg wojny zwyciężył 50 000 krisznów, którzy byli asiurami. Być może chodzi o pierwsze zwycięstwa Indoeuropejczyków odniesione nad autochtonami o ciemnej karnacji skóry, a Kriszna mógł być albo ich wodzem albo bóstwem (asiurowie są zazwyczaj bogami ludów podbitych). Lud ten, osiadły na terenie Gudżaratu, pomagał Bharatom przy odzyskiwaniu terytoriów utraconych w okresie pojawienia się drugiej fali ludów indoeuropejskich. Kriszna został niewątpliwie zaakceptowany przez społeczeństwo wedyjskie dzięki szlachetności postępowania (arya) i okazał się niezbędny dla procesu integracji.
Wielka bitwa Bharatów trwała osiemnaście dni — opis wzajemnego zabijania się, ślubów dawanych, że się zabije i dzikiej radości płynącej z faktu, że się zabiło jest nudny i niesmaczny. Nawet bóg Kriszna pała gniewem. Kobiecie trudno zrozumieć ten szał zabijania. Więc pomijam.
Są to również miejsca zstąpienia bogów i awatarów boskich na ziemię. Tradycyjną, klasyczną tirthą jest ghat — brzeg rzeki, miejsce rytualnych kąpieli i kremacji zwłok. Tirthą może być cała rzeka (Ganga, Kaweri), wyjątkowa góra (Arunaczala, Kailasa), jezioro (Manasarowar, Puszkar), brzeg morza (Kanyakumari) lub miejsce związane z pobytem wielkiego nauczyciela. Najczęściej w takim miejscu znajduje się świątynia, ale nie musi to być regułą. Równina Kurukszetra jest tirthą, przypominającą Wielką Bitwę Bharatów, ale nie ma tam żadnego sanktuarium.
Rama jest wyraźnie reprezentantem drugiej fali ludów indoeuropejskich, które zamiast upierać się przy swoim porządku społecznym jak czynili to Bharatowie, integrowali się szybciej i łagodniej z ludnością tubylczą. Te pomieszane ludy zajmują dziś strefę języków hindi, czyli Indie środkowo-północne; Kriszna reprezentuje natomiast pierwszą falę, zepchniętą na peryferia, strefę ludów mówiących językami: gudżarati, marati, orija i bengali.
[...]
Cała opowieść o porwaniu Sity i osadzeniu jej na samym krańcu Indii, na Sri Lance, o podróżach Ramy zaglądającego w każdy zakątek Indii w poszukiwaniu żony i o długim jego pobycie na południu zanim powrócił do Ajodhji, cała ta opowieść streszcza „zdobywanie” południa przez ludy indoeuropejskie i przyjmowanie przez nich nowych idei. Jak widzieliśmy, w Mahabharacie został opowiedziany moment dziejowy (trwający 200-300 lat, ale z punktu widzenia mitologii był to moment) całkowitego upadku etosu aryjskiego ksiatriji, z powodu sprzeniewierzenia się dharmie (brak panowania nad emocjami), co pociągnęło za sobą wzajemne wybicie się klanów. Ramajana opowiada, że dano sobie radę z ukróceniem rozpasanych obyczajów tej warstwy społecznej. Społeczeństwo, a zwłaszcza społeczeństwo Indii południowych, zrezygnowało już około VI wieku p.n.e. z wedyjskiego wywyższenia warny ksiatrijów. Dlatego Rama nie ma w sobie już nic z barbarzyństwa Bharatów, a posiada wszystkie cechy Drawidów. Zrealizował nowy obraz ksiatriji: zamiast nieokrzesanego wojownika pojawił się wspomożyciel, miłośnik Dharmy, niedościgły włodarz, nieskazitelny mąż.
[...]
Cała opowieść o porwaniu Sity i osadzeniu jej na samym krańcu Indii, na Sri Lance, o podróżach Ramy zaglądającego w każdy zakątek Indii w poszukiwaniu żony i o długim jego pobycie na południu zanim powrócił do Ajodhji, cała ta opowieść streszcza „zdobywanie” południa przez ludy indoeuropejskie i przyjmowanie przez nich nowych idei. Jak widzieliśmy, w Mahabharacie został opowiedziany moment dziejowy (trwający 200-300 lat, ale z punktu widzenia mitologii był to moment) całkowitego upadku etosu aryjskiego ksiatriji, z powodu sprzeniewierzenia się dharmie (brak panowania nad emocjami), co pociągnęło za sobą wzajemne wybicie się klanów. Ramajana opowiada, że dano sobie radę z ukróceniem rozpasanych obyczajów tej warstwy społecznej. Społeczeństwo, a zwłaszcza społeczeństwo Indii południowych, zrezygnowało już około VI wieku p.n.e. z wedyjskiego wywyższenia warny ksiatrijów. Dlatego Rama nie ma w sobie już nic z barbarzyństwa Bharatów, a posiada wszystkie cechy Drawidów. Zrealizował nowy obraz ksiatriji: zamiast nieokrzesanego wojownika pojawił się wspomożyciel, miłośnik Dharmy, niedościgły włodarz, nieskazitelny mąż.
Wokół rzeki Gangi, z przywiązania do jej piękna, tajemnicy i niesfornej natury utworzyła się cała religia, tak starożytna jak ludzka pamięć o pierwszych osadach nad rzeką Saraswati, przeniesionych na Nizinę Gangestańską. Starożytna kraina Bharatów, kolebka dzisiejszych Indii, leży między Gangą i Jamuną, w tak zwanym Doabie, Dwurzeczu. Historycy wciąż się spierają, czy Wielka Bitwa Bharatów między dawno już osiadłym klanem Kaurawów, a Pandawami, nowo przybyłym i bardzo agresywnym ludem aryjskim, istotnie rozegrała się. Niektóre wymienione w Mahabharacie miejsca są poświadczone historycznie, jak równina Kurukszetra, słynne miejsce bitwy. Wspomina się tam również o religijnych melach ku czci rzeki Gangi.
Bhilowie mieszkańcy
Pod koniec 4 tysiąclecia p.n.e. pojawiły się grupy migracyjne z Iranu, osiedlające się nad prawobrzeżnym Indusem — wysocy, postawni, o haczykowatym nosie i hardym spojrzeniu, do dziś stanowiący główną grupę ludności w Indiach północno-zachodnich. Po nich przybyły silne liczebnie grupy różnorodnych plemion indoaryjskich — Indoarjowie są wysocy, jasnoskórzy i długonosi, mieszkają na terenach między Kaszmirem i Radżputaną. Trudno dziś stwierdzić na pewno, czy Dasjowie, ciemnoskóra ludność tubylcza, jest tożsama z rasą drawidyjską. Drawidowie, prawdopodobnie autochtoni, mają skórę bardzo ciemną, hebanową, a nawet całkiem czarną, ale twarze bez rysów negroidalnych; są niscy i drobni, zamieszkują całe Indie południowe. Na pograniczu północno-wschodnim występują grupy mongoloidalne, przybyłe z Mongolii i Chin. Kolowie, Bhilowie i Mundowie to plemiona rodzime; są niskiego wzrostu, ciemnoskóre i wklęsłonose. Po Grekach nie zostało ani śladu (najwyżej na terenach dawnej Baktrii, czyli w dzisiejszym Pakistanie).
Bhonsla Wellington
12 marca 1803 poprowadził wojsko na pierwszą samodzielną wielką wyprawę wojenną, by wesprzeć Marathów (opłacanych przez Anglików) przeciw wielkim, niespokojnym książętom hinduskim: nie chcieli poddać się Anglikom członkowie rodu Gaekwad z Barody, ród Scindia z Gwalioru, Bhonsla z Nagpuru i Holkare z Indoru. Świeżo upieczony generał chciał podbić kraj, by uprzedzić w tym Francuzów, których motto brzmiało: Czy w okresie pokoju, czy też wojny z Wielką Brytanią, celem każdego francuskiego męża stanu musi być podważanie wpływów, władzy i dobrobytu Anglików w Indiach.
Bundelowie Stany Książęce Indii
Datia, na drodze z Orczi do Kadżuraho, była przez wieki lennem Bundelów z Bundelkhand, a dziś jest maleńkim, spokojnym sołtysostwem. A jednak Datia była cytowana w epopei Mahabharata… jako odwieczny kraj hindu…
Changpowie Kaszmir i Ladakh
Przejazd nad wysokogórskie Jezioro Tsomoriri (223 km, 8 godzin) otoczone sześciotysięcznikami, leżące na płaskowyżu Tybetańskim, na pograniczu Tybetu Zachodniego, tak piękne, że dech zapiera! Rejon ten był do niedawna całkowicie niedostępny dla turystów. Płaskowyż Rupshi jest zamieszkały przez Changpów, wędrownych pasterzy i bogaty w dziką zwierzynę (dzikie osły kyangi, czerwone lisy i niezwykle rzadkie śnieżne pantery), my widzieliśmy tam mnóstwo świstaków i jednego lisa. Kolacja i nocleg w namiotach w bazie Tsomoriri.
Czolowie cesarstwo Asioki, języki, kraj Czolów, miejsca sacrum, Stany Książęce Indii, świątynie tamilskie
Cesarstwo Asioki rozciągało się od Afganistanu po Bengal i od Nepalu do południowego Dekanu, a ludy drawidyjskie osadzone całkiem na południu współpracowały z cesarzem. Asioka miał Czolów za przyjaciół. Posyłał nauczycieli buddyjskich z misją na Wschód do Chin i na Zachód do imperium perskiego, które sięgało aż do ziem helleńskich i rzymskich. W świecie helleńskim mnisi głosili nieznaną naukę o miłości, współczuciu i porzuceniu wszelkich dóbr. Dla Egiptu, Grecji, Babilonu i świata żydowskiego nauki te miały zupełnie nowy wydźwięk. W czasach już późniejszych, ale z posiewu myśli Asioki, zbudowano w Antiochii i Aleksandrii wiele buddyjskich klasztorów. Jeszcze w IV wieku naszej ery mówiono o „fałszywych prorokach z Indii” (fałszywych znaczyło niezrozumiałych dla ówczesnej mentalności).
Tamilski uchodzi za język drawidyjski par excellence. Jest jednym z najstarszych, niemal całkowicie zachowanych języków, który nie uległ zasadniczym zmianom od 2500 lat. Język „rdzennych” Drawidów, „rodzimych” Czolów, a dziś — Tamilów. Istniejąca od II-III wieku literatura jest najobszerniejszą w świecie. Oficjalny język stanu Tamil Nadu, w którym porozumiewa się 65 milionów Tamilów, w świecie — 74 miliony ludzi, najwięcej w północnej Sri Lance. Kształt pisma współczesnego znacznie odbiega od używanego w starożytności i niewielu Tamilów potrafi odczytać inskrypcje na świątyniach. Ponadto istnieje tak ogromna różnica między językiem literackim, a językiem potocznym, że można mówić o dyglosji (dwujęzyczności). Wynika ona z faktu, że język literacki — poezja i liturgia rytuałów — był przez całe stulecia ezoteryczny, znany tylko nielicznym osobom w warstwach wyższych, głównie braminom. Przyjął on i zasymilował bogate słownictwo z sanskrytu, gdy tymczasem język potoczny nie przyjmował zmian. Dzisiaj, środki masowego przekazu i programy szkolne starają się zniwelować tę różnicę.
Nie wiadomo kiedy dokładnie pojawili się królowie nazywani Czolami, ale wspomina o nich Mahabharata. Ich późniejsze władanie poświadczone jest inskrypcją z czasów cesarza Asioki, to jest z III wieku p.n.e. Asioka, panujący nad całą północną częścią subkontynentu indyjskiego, traktował władców z południa jak przyjaciół, a nie jak poddanych czy wrogów. Inskrypcja wskazuje, że Czolowie od dawien dawna żyli w kraju Czolamandalam, który rozciągał się od Wybrzeża Koromandelskiego (nad dzisiejszą Zatoką Bengalską) na wschodzie po Wybrzeże Malabarskie za łańcuchem górskim Ghatów Zachodnich na zachodzie, od starożytnego miasta Maduraj na południu po płaskowyż Dekanu na północy. Na początku naszej ery mówiono także o ludności zwanej Czolami, dobrze znanej w ówczesnym świecie — wzmiankuje o nich grecki geograf Ptolemeusz z Aleksandrii. W starożytności, Wybrzeże Malabarskie bogaciło się na handlu korzeniami dzięki kupcom arabskim, którzy wywozili je do Arabia Felix, a następnie odsprzedawali dalej, zaś do cesarstwa rzymskiego wywozili barwnik na purpurę antyczną (tyryjską), pochodzącą z wydzieliny gruczołu śluzowego ślimaków purpurowca i rozkolców, niezbędną do barwienia słynnej senatorskiej togi. Po upadku Rzymu, Arabowie nadal wywozili korzenie, ale do bogacącej się i rosnącej w siłę Wenecji. Wiadomo, że między I a XI wiekiem porty Koromandelu prowadziły ożywiony handel z Cejlonem, Jawą i wybrzeżem malajskim.
[...]
W pierwszych wiekach naszej ery nastąpił rozkwit literatury tamilskiej, zwanej okresem Sangam, nierozerwalnie związany z ludem Czolów. Według opowieści mitologicznych pierwszy sangam odbył się nad rzeką Kaweri w obecności samego boga Śiwy i mędrca Agasti, któremu tradycja przypisuje ułożenie wielu hymnów Rigwedy — improwizowano wtedy i deklamowano najwyższą poezję duchową. Podczas drugiego sangamu opracowano gramatykę języka tamilskiego, a spotkanie odbyło się gdzieś nad brzegiem morza, niewykluczone, że w Mahaballipuram i miejsce to miało zostać pochłonięte przez fale. Trzeci sangam odbył się w Maduraju i trwał jakoby 1850 lat. Z owych trzech akademii zachowała się do naszych czasów literatura ostatniego sangamu — pisana między II a V wiekiem — i uważa się, iż miała ona związek z miastami cywilizacji Indusu, choć podobieństwa pomiędzy tą cywilizacją, a starożytną cywilizacją drawidyjską nie są do końca potwierdzone. Przypuszcza się, iż nazywano sangamem zbór zacnych osób, uroczyste spotkania poetów, kiedy improwizowali oni i recytowali swe utwory przy akompaniamencie muzyki i inscenizacji tańczących devadasi. Z pewnością były to spotkania na wolnym powietrzu, skupiające również miłośników słowa filozoficznego, a bramini czytali Wedy i inne staroindyjskie teksty, objaśniając zawiłości słowa pisanego. Rzesze ciekawskich stanowiły tło dla kunsztu słowa. Z czasem, między III a VII wiekiem, utworzyły się stowarzyszenia literackie, najstarsze w Indiach, nadal zajmujące się komponowaniem wierszy, ale również kompilowaniem i publikowaniem antologii zabezpieczających spuściznę poprzednich generacji poetów. Przetrwało do dziś dwa tysiące poematów, czyniąc tę literaturę najobszerniejszą w ówczesnym świecie. Rola Sangamu, niezależnie od tego czy jest to pojęcie mityczne, legendarne czy historyczne, pozostaje ogromna dla rozwoju literackiego języka pisanego i całej literatury tamilskiej.
[...]
W pierwszych wiekach naszej ery rzeka Kaweri była w pełni wykorzystana, a namuły przynoszone z gór przez spiętrzone monsunowe fale sprawiały, że grunt był niezwykle urodzajny. Mówiono, że kawałek ziemi, na której leżał słoń, wystarczy do nakarmienia siedmiu ludzi. Organizm państwowy funkcjonował sprawnie, władcy żyli z podatków od własności ziemskiej, handlu i wypraw łupieżczych przeciwko sąsiadom. Wraz z bogaceniem się dworu, bogacili się zwykli ludzie, odrzucający w jakimś momencie władzę jako zbędną. Tak stało się w V wieku z Czolami — przestali być potrzebni. Wystarczała wspólnotowa, „spółdzielcza” administracja produkcji rolnej pod egidą pańczajatów oraz siła gildii kupieckich, a produkty sprzedawano wprost, bez pośrednictwa urzędników państwowych, najchętniej żeglarzom przypływającym do znanego w całym ówczesnym świecie Wybrzeża Koromandel. Gdy nie płacono podatków, bogactwo pozostawało u producentów. Między V a VII wiekiem ludność żyła dostatnio, ale Czolowie przeżywali okres dynastycznej regresji. W VII wieku pojawili się nagle Pallawowie, przejmując na jakiś czas władzę i zaszczytne miejsce na scenie historii. Ze swej stolicy w Mahaballipuram penetrowali Koromandel aż do Cejlonu i Azji południowo-wschodniej. Pozostawili wspaniałe świątynie wykute w granitowej skale i zeszli ze sceny dziejowej równie nagle jak się na niej pojawili. Wrócili Czolowie.
[...]
Wszyscy Czolowie wielbili boga Śiwę, ale wzorowa tolerancja religijna była filarem ich państwa. Okres między X a XIII wiekiem został uznany za jeden z najlepszych okresów w dziejach sztuki indyjskiej, kiedy brązy osiągnęły najwyższy kunszt nie mając sobie równych. Śiwa tańczący pod postacią Nataradży, i związana z nim mitologia kosmicznego tańca, na trwałe zdobył sobie miejsce w religii wszystkich hindusów. W Indiach północnych, Śiwa medytuje na szczycie świętej góry Kailasy, w pokrytych śniegiem Himalajach, w Indiach południowych — tańczy w ekstazie i uśmiecha się do ludzi. Za czasów Pallawów życie religijne zdominowali buddyści i dżiniści, a ulubionym bogiem władców stał się Wisznu, występujący często pod tajemniczą postacią kobiecą, nazywany wtedy Mohini. Koczownicy mieszkający na rubieżach państwa nie ulegli braminizacji, pozostając przy wierzeniach animistycznych. Tolerancja religijna nadal była regułą.
[...]
W pierwszych wiekach naszej ery nastąpił rozkwit literatury tamilskiej, zwanej okresem Sangam, nierozerwalnie związany z ludem Czolów. Według opowieści mitologicznych pierwszy sangam odbył się nad rzeką Kaweri w obecności samego boga Śiwy i mędrca Agasti, któremu tradycja przypisuje ułożenie wielu hymnów Rigwedy — improwizowano wtedy i deklamowano najwyższą poezję duchową. Podczas drugiego sangamu opracowano gramatykę języka tamilskiego, a spotkanie odbyło się gdzieś nad brzegiem morza, niewykluczone, że w Mahaballipuram i miejsce to miało zostać pochłonięte przez fale. Trzeci sangam odbył się w Maduraju i trwał jakoby 1850 lat. Z owych trzech akademii zachowała się do naszych czasów literatura ostatniego sangamu — pisana między II a V wiekiem — i uważa się, iż miała ona związek z miastami cywilizacji Indusu, choć podobieństwa pomiędzy tą cywilizacją, a starożytną cywilizacją drawidyjską nie są do końca potwierdzone. Przypuszcza się, iż nazywano sangamem zbór zacnych osób, uroczyste spotkania poetów, kiedy improwizowali oni i recytowali swe utwory przy akompaniamencie muzyki i inscenizacji tańczących devadasi. Z pewnością były to spotkania na wolnym powietrzu, skupiające również miłośników słowa filozoficznego, a bramini czytali Wedy i inne staroindyjskie teksty, objaśniając zawiłości słowa pisanego. Rzesze ciekawskich stanowiły tło dla kunsztu słowa. Z czasem, między III a VII wiekiem, utworzyły się stowarzyszenia literackie, najstarsze w Indiach, nadal zajmujące się komponowaniem wierszy, ale również kompilowaniem i publikowaniem antologii zabezpieczających spuściznę poprzednich generacji poetów. Przetrwało do dziś dwa tysiące poematów, czyniąc tę literaturę najobszerniejszą w ówczesnym świecie. Rola Sangamu, niezależnie od tego czy jest to pojęcie mityczne, legendarne czy historyczne, pozostaje ogromna dla rozwoju literackiego języka pisanego i całej literatury tamilskiej.
[...]
W pierwszych wiekach naszej ery rzeka Kaweri była w pełni wykorzystana, a namuły przynoszone z gór przez spiętrzone monsunowe fale sprawiały, że grunt był niezwykle urodzajny. Mówiono, że kawałek ziemi, na której leżał słoń, wystarczy do nakarmienia siedmiu ludzi. Organizm państwowy funkcjonował sprawnie, władcy żyli z podatków od własności ziemskiej, handlu i wypraw łupieżczych przeciwko sąsiadom. Wraz z bogaceniem się dworu, bogacili się zwykli ludzie, odrzucający w jakimś momencie władzę jako zbędną. Tak stało się w V wieku z Czolami — przestali być potrzebni. Wystarczała wspólnotowa, „spółdzielcza” administracja produkcji rolnej pod egidą pańczajatów oraz siła gildii kupieckich, a produkty sprzedawano wprost, bez pośrednictwa urzędników państwowych, najchętniej żeglarzom przypływającym do znanego w całym ówczesnym świecie Wybrzeża Koromandel. Gdy nie płacono podatków, bogactwo pozostawało u producentów. Między V a VII wiekiem ludność żyła dostatnio, ale Czolowie przeżywali okres dynastycznej regresji. W VII wieku pojawili się nagle Pallawowie, przejmując na jakiś czas władzę i zaszczytne miejsce na scenie historii. Ze swej stolicy w Mahaballipuram penetrowali Koromandel aż do Cejlonu i Azji południowo-wschodniej. Pozostawili wspaniałe świątynie wykute w granitowej skale i zeszli ze sceny dziejowej równie nagle jak się na niej pojawili. Wrócili Czolowie.
[...]
Wszyscy Czolowie wielbili boga Śiwę, ale wzorowa tolerancja religijna była filarem ich państwa. Okres między X a XIII wiekiem został uznany za jeden z najlepszych okresów w dziejach sztuki indyjskiej, kiedy brązy osiągnęły najwyższy kunszt nie mając sobie równych. Śiwa tańczący pod postacią Nataradży, i związana z nim mitologia kosmicznego tańca, na trwałe zdobył sobie miejsce w religii wszystkich hindusów. W Indiach północnych, Śiwa medytuje na szczycie świętej góry Kailasy, w pokrytych śniegiem Himalajach, w Indiach południowych — tańczy w ekstazie i uśmiecha się do ludzi. Za czasów Pallawów życie religijne zdominowali buddyści i dżiniści, a ulubionym bogiem władców stał się Wisznu, występujący często pod tajemniczą postacią kobiecą, nazywany wtedy Mohini. Koczownicy mieszkający na rubieżach państwa nie ulegli braminizacji, pozostając przy wierzeniach animistycznych. Tolerancja religijna nadal była regułą.
Saptasindhawa, siedem świętych rzek hindu: to opiewana w Wedach, dziś już nieistniejąca Saraswati oraz Indus, w dorzeczu których rozwijała się starożytna cywilizacja harappejska. Indus (3180 km), dawniej Sindh, tworzący ze swymi dopływami krainę Pendżabu, Pięciorzecza, dał nazwę całemu subkontynentowi, ma swe źródła w Himalajach i uchodzi do Morza Arabskiego. Ganga (2700 km) i jej dopływ Jamuna (1370 km) tworzą historyczną krainę Doabu, Dwurzecza, kolebkę cywilizacji indyjskiej; obie wypływają z Himalajów; Ganga nawadnia Nizinę Hindustańską i uchodzi do Zatoki Bengalskiej. Godawari (1448) płynie w poprzek Indii, w kierunku południowo-wschodnim, uchodzi do Zatoki Bengalskiej, tworząc wspólną deltę z rzeką Kriszną. Narmada (1289 km) płynie ze wschodu na zachód przecinając subkontynent na pół i oddzielając Dekan od Niziny Hindustańskiej, uchodzi do Morza Arabskiego. Rzeka Kaweri (800 km), utożsamiana z Lopamudrą, córką Brahmy, płynie przez Karnatakę i Tamil Nadu, gdzie już od III wieku p.n.e. nawadniała pola pierwszych w tym regionie kultur rolniczych; była rzeką-żywicielką kraju Czolów.
[...]
Tandżawur — świątynia Brihadeswara, wystawiona przez najpotężniejszego władcę Czolów, Radżaradżę (985-1014) około roku 1000. Świątynię zwieńczyła piramidalna wieża, niejasne wspomnienie starożytnych budowli znad Indusu, o monolitycznej granitowej kopule, którą król kazał pokryć kutym złotem.
[...]
Wielkie czynne świątynie Czolów
[...]
Tandżawur — świątynia Brihadeswara, wystawiona przez najpotężniejszego władcę Czolów, Radżaradżę (985-1014) około roku 1000. Świątynię zwieńczyła piramidalna wieża, niejasne wspomnienie starożytnych budowli znad Indusu, o monolitycznej granitowej kopule, którą król kazał pokryć kutym złotem.
[...]
Wielkie czynne świątynie Czolów
Około X wieku panowała na tych terenach dynastia Czolów. Następnie prowincją zarządzała hinduska dynastia Kakatija z Karnataki, muzułmanie z Sułtanatu Delhijskiego, dynastie hinduskie z Widżajanagaru.
W Tandżawur, w Tamil Nadu, w świątyni Brihadeswara zbudowanej w 1010 roku, której szczyt wieńczyła niegdyś granitowa kopuła ze złotą iglicą, mieszkało ponad 400 devadasi, boskich tancerek, rozsławiających imię świątyni w całym królestwie Czolów. Świątynia Śiwy Nataradży w Czidambaram była jeszcze słynniejsza, gdyż devadasi układały choreografię do kosmicznego tańca Śiwy, Ananda Tandawy. Śiwa tańczył, a Parwati przyglądała się w zachwycie, ale kiedy ona zaczęła tańczyć, Śiwa przestraszył się, że zatańczy lepiej od niego. Wymyślał więc coraz trudniejsze karany i mudry. Parwati powtarzała je idealnie i była w swym tańcu coraz lepsza. Śiwa wymyślił już 101, 105 i 107 pozycji i układów rąk, ale Parwati wszystkie powtarzała idealnie. I nagle wtedy wypadł kolczyk z ucha Parwati, a Śiwa podniósł go stopą i włożył do swojego ucha — to jest 108 karana kosmicznego tańca Śiwy. Parwati straciła kolczyk i już nie wytańczyła tej karany. Śiwa wygrał. Na pamiątkę wydarzenia ustanowiono święto Thai Pusam, które odbywa się w Czidambaram co siedem lat.
Dasjowie mieszkańcy
Pod koniec 4 tysiąclecia p.n.e. pojawiły się grupy migracyjne z Iranu, osiedlające się nad prawobrzeżnym Indusem — wysocy, postawni, o haczykowatym nosie i hardym spojrzeniu, do dziś stanowiący główną grupę ludności w Indiach północno-zachodnich. Po nich przybyły silne liczebnie grupy różnorodnych plemion indoaryjskich — Indoarjowie są wysocy, jasnoskórzy i długonosi, mieszkają na terenach między Kaszmirem i Radżputaną. Trudno dziś stwierdzić na pewno, czy Dasjowie, ciemnoskóra ludność tubylcza, jest tożsama z rasą drawidyjską. Drawidowie, prawdopodobnie autochtoni, mają skórę bardzo ciemną, hebanową, a nawet całkiem czarną, ale twarze bez rysów negroidalnych; są niscy i drobni, zamieszkują całe Indie południowe. Na pograniczu północno-wschodnim występują grupy mongoloidalne, przybyłe z Mongolii i Chin. Kolowie, Bhilowie i Mundowie to plemiona rodzime; są niskiego wzrostu, ciemnoskóre i wklęsłonose. Po Grekach nie zostało ani śladu (najwyżej na terenach dawnej Baktrii, czyli w dzisiejszym Pakistanie).
Drawidowie Anglicy w Indiach, Arjowie, bramin, cesarstwo Asioki, Drawidowie, Ganeśa, języki, kraj Czolów, las indyjski, mieszkańcy, moje trasy, muzułmanie, pariasi, Rama i Sita, Stany Książęce Indii, warna
Stworzona przez Anglików Archeological Survey of India, którego pierwszym dyrektorem był Aleksander Cunningham, rozpoczęła badania nad dawną sztuką i numizmatyką indyjską. W Europie Indie zaczynają zadziwiać, nie tyle naturalną egzotyką, co starożytną historią i w pełni ukształtowanym systemem filozoficznym; Arthur Schopenhauer uznał Bhagawadgitę za najwspanialszy owoc filozoficznej myśli nie tylko indyjskiej, lecz światowej. Jednak ówczesne odkrycia doprowadziły do ukształtowania się mitu aryjskiego, zgodnie z którym Indie miały zawdzięczać rozwój swej wysokiej cywilizacji wyłącznie przybyciu tam plemion indoeuropejskich. W XIX wieku uważano, że cywilizacja indyjska ma co najwyżej 3500 lat, trzeba było późniejszych odkryć, by zrozumieć, że poprzedziła ją cywilizacja doliny Indusu, która zostawiła głębokie ślady w cywilizacji drawidyjskiej, do dziś żywej w południowych Indiach, i że prahistoria subkontynentu sięga 6000 lat. Do Indii zaczęli napływać z Wysp Brytyjskich prawdziwi koneserzy cywilizacji indyjskiej, rozpoczynający poważne studia i badania historyczno-archeologiczne.
Jednak Agni, Surya, Indra i inni bogowie panteonu wedyjskiego stali się bogami papierowymi, martwymi, gdyż nie dali odpowiedzi na nurtujące ludzi pytania egzystencjalne. Zostali zastąpieni przez bogów wyznawanych przez ludy hinduskie, którzy mieli ugruntowane własne pojęcia i rozwinięte filozofie. Ludy drawidyjskie, których pochodzenie nie jest do końca wyjaśnione, ale których języki, literatura i architektura świadczą o bardzo wysokiej, rodzimej cywilizacji południowych Indii, były spokrewnione z ludami Harappy i Mohendżo Daro.
Bramini odegrali w zamierzchłych czasach zupełnie wyjątkową rolę, a mianowicie przyswoili intelektualnie i przetworzyli ogromny dorobek cywilizacyjny ludów drawidyjskich i wszystkich innych ludów tubylczych, z którymi przyszło im się zetknąć na subkontynencie indyjskim. Przemierzali Indie wzdłuż i wszerz, dążąc oczywiście do rozprzestrzenienia ich wiedzy, czyli Wed, ale poznając jednocześnie rodzime tradycje. Ludności niearyjskiej starali się narzucić stworzony przez siebie ustrój społeczny, zgodny z kosmologią, mitologią i nauką Wed, ale także własne wyobrażenia, interpretacje i poglądy na życie i świat. Podglądając starożytne ryty i obyczaje, chętnie przejmowali wierzenia ludowe i niebanalne sposoby okiełznania nieprzychylnych człowiekowi sił przyrody, by następnie wszystko to legalizować i braminizować. Szerzone przez nich nauki stawały się coraz bardziej syntetyczne i synkretyczne. Gdziekolwiek się osiedlali, wszędzie zatrudniali się jako nauczyciele, mężowie zaufania książąt i władców, królów i pańczajatów, depozytariusze i interpretatorzy świętej tradycji Wed oraz stróże dharmy, a nadto jako egzorcyści, wykładacze snów i oznak niebiańskich. Jednak ich działalność nie mogła przekraczać wielu kompetencji lokalnych wodzów plemiennych i służebników kultów starszych niż wedyjskie. Od momentu pojawienia się na subkontynencie indyjskim byli skazani na współpracę i interpretowanie rozmaitych tradycji w duchu akceptacji i poszanowania tkanki, by tak rzec, rodzimej, zastanej. Służyli społeczeństwu swoją wiedzą i nabytym znawstwem wszystkich komponentów starożytnych indyjskich kultur. To oni spisywali tajemne mantry i ich wykładnie znaczeniowe, formułowali pierwsze zrozumienie pogłębionej myśli religijnej najeźdźców i redagowali pierwsze teksty religijne. Poprzez interpretację przyjmowali nowych bogów, zachowując zarazem własne pojęcia duchowe i uporządkowali to, co udało im się zrozumieć z najdawniejszego substraktu wierzeń na subkontynencie. To oni współtworzyli, wraz z poetami riszi i słuchającymi ich opowieści ludźmi, wspólny język — sanskryt. Przez trwający tysiąc lat okres wedyjski — od 1600 do 600 p.n.e. — byli ustami tworzącego się nowego społeczeństwa. Dopiero w późniejszym okresie męczyli ludność sztywnymi regułami, których znaczenia nikt już poza nimi nie rozumiał. Z początkiem naszej ery zaczęli poszerzać swoje wpływy poza Nizinę Hindustańską, na cały subkontynent indyjski, odgrywając zawsze wielką rolę w jednoczeniu różnych grup etnicznych w procesie braminizacji, który nie ustał do dziś.
Cesarstwo Asioki rozciągało się od Afganistanu po Bengal i od Nepalu do południowego Dekanu, a ludy drawidyjskie osadzone całkiem na południu współpracowały z cesarzem. Asioka miał Czolów za przyjaciół. Posyłał nauczycieli buddyjskich z misją na Wschód do Chin i na Zachód do imperium perskiego, które sięgało aż do ziem helleńskich i rzymskich. W świecie helleńskim mnisi głosili nieznaną naukę o miłości, współczuciu i porzuceniu wszelkich dóbr. Dla Egiptu, Grecji, Babilonu i świata żydowskiego nauki te miały zupełnie nowy wydźwięk. W czasach już późniejszych, ale z posiewu myśli Asioki, zbudowano w Antiochii i Aleksandrii wiele buddyjskich klasztorów. Jeszcze w IV wieku naszej ery mówiono o „fałszywych prorokach z Indii” (fałszywych znaczyło niezrozumiałych dla ówczesnej mentalności).
Nazwa ludu pochodzi od nazwy starożytnego klanu wojowników Damila, Dramila, Drawida, skąd pochodzą obie nazwy — Drawidowie i Tamilowie. Taka jest etymologia literacka.
[...]
Pierwotnie nazwa Drawidowie odnosiła się tylko do mieszkańców Tamil Nadu, ale dziś obejmuje pozostałe historyczne regiony Indii południowych, stany: Keralę, Karnatakę i Andhra Pradesh. Wysepki ludności pochodzenia drawidyjskiego, nikłe społeczności wiejskie, rozsiane są na całym obszarze Dekanu aż po Maharashtrę i zachodni Pakistan (ludność tubylcza mówiąca językiem brahui).
[...]
Wszystko wskazuje na to, że Drawidowie są bezpośrednimi spadkobiercami Harappejczyków, budowniczych cywilizacji Doliny Indusu, którzy byli ludźmi typu śródziemnomorskiego — szczupłymi, o długich głowach i wąskich nosach; typ ten spotykamy na całym terenie starożytnego Środkowego Wschodu i w Egipcie; stanowi on też ważny składnik dzisiejszej ludności Indii. Drugim elementem był typ protoaustraloidalny, o płaskim nosie i grubych wargach, spokrewniony z tubylczą ludnością Australii…
[...]
A.L. Basham, Indie, str.39
[...]
Pojawiła się też „teoria afrykańska”, sformułowana w latach 60. poprzedniego wieku przez Senegalczyka wykształconego we Francji, Cheikh Anta Diopy, który twierdził, że Drawidowie są z pochodzenia Afrykanami — Il est, en effet, incontestable que les Dravidiens partagent le meme sang noir avec leurs freres d'Afrique et la diaspora. Rzeczywiście, są wśród nich ludzie o czarnej lub bardzo ciemnej skórze, choć bez cech negroidalnych, o czarnych, prostych i mocnych włosach, choć nie kręconych. Jednak ta teoria nie zaprzecza poprzedniej, gdyż duża część budowniczych cywilizacji doliny Indusu musiała pochodzić z północno-wschodniej Afryki, głównie z Nubii, niezwykle zamożnej w czasach starożytnych dzięki swym kopalniom złota (okres Kerma 3100-2800 p.n.e.). W późniejszych latach Nubijczycy stali się quasi niewolnikami, ale od faraonów począwszy aż po władców perskich włącznie, byli doceniani jako żołnierze (Kserkses miał ich podobno 100 tysięcy). Za czasów Wielkich Mogołów nubijskie dziewczęta uważano za najpiękniejsze i masowo sprowadzano je do haremów; nawet Anglicy korzystali z dawnej tradycji — Nubijka była najdroższą kobietą do kupienia w domu publicznym. Komponent rasy czarnej pozostaje na południu Indii bardzo wysoki.
[...]
Alain Danielou uważa, że Drawidowie to jeden z ludów o największym potencjale cywilizacyjnym, jaki pojawił się w znanych nam czasach historycznych. Weszli na scenę historii w szóstym tysiącleciu przed naszą erą i trwali aż do drugiego. Promieniowanie objęło swym zasięgiem cały subkontynent indyjski, na północy sięgając aż po miasta sumeryjskie. Żadna cywilizacja epoki brązu nie miała tak dużego zasięgu — 500 tysięcy km2 (dwa razy większy niż Sumer). Ta cywilizacja wcale nie została rozbita i zniszczona przez hordy aryjskie, napływające między 1900 a 1500 p.n.e. (a może nawet wcześniej), lecz przez nich przejęta. Ale z powodu swej ciemnej skóry, choć nie ma na to żadnych dowodów, Drawidowie mogli zostać zdegradowani w hierarchii społecznej dając początek niższym warnom. Mogli też nie zostać przyjęci do wielkiej rodziny aryjskiego brata. Trzymając się koncepcji ich łagodnego, a nie bojowego charakteru, można założyć, że przed agresją Arjów nie potrafili się obronić nie tylko militarnie, ale i psychicznie.
[...]
Drawidowie opracowali około 3300 p.n.e., po Egipcjanach i Sumerach, trzecie pismo i choć językoznawcom nie udało się odczytać pisma piktograficznego, to wiadomo, że było to pismo samorodne, bez żadnych wpływów ościennych (dlatego nie można go odczytać). Cywilizacja ta oparta była o system powiązanych ze sobą autonomicznych państw-miast, prowadzących regularną i ożywioną wymianę handlową z wszystkimi niemal ośrodkami ówczesnego świata. Brak centralnej władzy politycznej szedł w parze z brakiem jednej totalitarnej religii, we wszystkich znanych nam domenach życia cechowała ją wielka różnorodność. Dzięki glinianym tabliczkom sumeryjskim wiadomo, że kwitł handel z Mezopotamią, dokąd Drawidowie przywozili metale szlachetne, perły, kość słoniową, wyroby z miedzi, ceramikę i szkło. Wprawdzie nie znali koła, ale byli znakomitymi żeglarzami, a system kanałów i wielkie rzeki pozwalały docierać stateczkami w każde miejsce. Cywilizację tę można nazwać teokracją przemysłowo-kupiecką. Był to jeden z pierwszych w świecie regionów uprawy zbóż na wielką skalę, a potężne magazyny w centrum każdego miasta pozwalają przypuszczać, że zboże było „walutą” wymienialną na wszystkie inne niezbędne produkty.
[...]
Pierwotnie nazwa Drawidowie odnosiła się tylko do mieszkańców Tamil Nadu, ale dziś obejmuje pozostałe historyczne regiony Indii południowych, stany: Keralę, Karnatakę i Andhra Pradesh. Wysepki ludności pochodzenia drawidyjskiego, nikłe społeczności wiejskie, rozsiane są na całym obszarze Dekanu aż po Maharashtrę i zachodni Pakistan (ludność tubylcza mówiąca językiem brahui).
[...]
Wszystko wskazuje na to, że Drawidowie są bezpośrednimi spadkobiercami Harappejczyków, budowniczych cywilizacji Doliny Indusu, którzy byli ludźmi typu śródziemnomorskiego — szczupłymi, o długich głowach i wąskich nosach; typ ten spotykamy na całym terenie starożytnego Środkowego Wschodu i w Egipcie; stanowi on też ważny składnik dzisiejszej ludności Indii. Drugim elementem był typ protoaustraloidalny, o płaskim nosie i grubych wargach, spokrewniony z tubylczą ludnością Australii…
[...]
A.L. Basham, Indie, str.39
[...]
Pojawiła się też „teoria afrykańska”, sformułowana w latach 60. poprzedniego wieku przez Senegalczyka wykształconego we Francji, Cheikh Anta Diopy, który twierdził, że Drawidowie są z pochodzenia Afrykanami — Il est, en effet, incontestable que les Dravidiens partagent le meme sang noir avec leurs freres d'Afrique et la diaspora. Rzeczywiście, są wśród nich ludzie o czarnej lub bardzo ciemnej skórze, choć bez cech negroidalnych, o czarnych, prostych i mocnych włosach, choć nie kręconych. Jednak ta teoria nie zaprzecza poprzedniej, gdyż duża część budowniczych cywilizacji doliny Indusu musiała pochodzić z północno-wschodniej Afryki, głównie z Nubii, niezwykle zamożnej w czasach starożytnych dzięki swym kopalniom złota (okres Kerma 3100-2800 p.n.e.). W późniejszych latach Nubijczycy stali się quasi niewolnikami, ale od faraonów począwszy aż po władców perskich włącznie, byli doceniani jako żołnierze (Kserkses miał ich podobno 100 tysięcy). Za czasów Wielkich Mogołów nubijskie dziewczęta uważano za najpiękniejsze i masowo sprowadzano je do haremów; nawet Anglicy korzystali z dawnej tradycji — Nubijka była najdroższą kobietą do kupienia w domu publicznym. Komponent rasy czarnej pozostaje na południu Indii bardzo wysoki.
[...]
Alain Danielou uważa, że Drawidowie to jeden z ludów o największym potencjale cywilizacyjnym, jaki pojawił się w znanych nam czasach historycznych. Weszli na scenę historii w szóstym tysiącleciu przed naszą erą i trwali aż do drugiego. Promieniowanie objęło swym zasięgiem cały subkontynent indyjski, na północy sięgając aż po miasta sumeryjskie. Żadna cywilizacja epoki brązu nie miała tak dużego zasięgu — 500 tysięcy km2 (dwa razy większy niż Sumer). Ta cywilizacja wcale nie została rozbita i zniszczona przez hordy aryjskie, napływające między 1900 a 1500 p.n.e. (a może nawet wcześniej), lecz przez nich przejęta. Ale z powodu swej ciemnej skóry, choć nie ma na to żadnych dowodów, Drawidowie mogli zostać zdegradowani w hierarchii społecznej dając początek niższym warnom. Mogli też nie zostać przyjęci do wielkiej rodziny aryjskiego brata. Trzymając się koncepcji ich łagodnego, a nie bojowego charakteru, można założyć, że przed agresją Arjów nie potrafili się obronić nie tylko militarnie, ale i psychicznie.
[...]
Drawidowie opracowali około 3300 p.n.e., po Egipcjanach i Sumerach, trzecie pismo i choć językoznawcom nie udało się odczytać pisma piktograficznego, to wiadomo, że było to pismo samorodne, bez żadnych wpływów ościennych (dlatego nie można go odczytać). Cywilizacja ta oparta była o system powiązanych ze sobą autonomicznych państw-miast, prowadzących regularną i ożywioną wymianę handlową z wszystkimi niemal ośrodkami ówczesnego świata. Brak centralnej władzy politycznej szedł w parze z brakiem jednej totalitarnej religii, we wszystkich znanych nam domenach życia cechowała ją wielka różnorodność. Dzięki glinianym tabliczkom sumeryjskim wiadomo, że kwitł handel z Mezopotamią, dokąd Drawidowie przywozili metale szlachetne, perły, kość słoniową, wyroby z miedzi, ceramikę i szkło. Wprawdzie nie znali koła, ale byli znakomitymi żeglarzami, a system kanałów i wielkie rzeki pozwalały docierać stateczkami w każde miejsce. Cywilizację tę można nazwać teokracją przemysłowo-kupiecką. Był to jeden z pierwszych w świecie regionów uprawy zbóż na wielką skalę, a potężne magazyny w centrum każdego miasta pozwalają przypuszczać, że zboże było „walutą” wymienialną na wszystkie inne niezbędne produkty.
Murugan, inne imię brata Ganeśi, to tamilskie bóstwo młodości, piękna i wojny, przywódca zastępów niebiańskich. Jest władcą świata Drawidów, walczył z Kaurawami i znana była jego lanca Welan, siedzi na pawiu i trzyma łuk.
Kiedy jednak w latach 70. nasiliły się działania zmierzające do odwołania angielskiego jako języka pomocniczego, okazało się, że ludność stanów południowych nie przyswoiła sobie języka hindi w stopniu dostatecznym. Mimo że hindi został wprowadzony obowiązkowo do wszystkich szkół państwowych wraz z nastaniem Republiki, to na ogromnych obszarach państwa indyjskiego pozostaje wciąż językiem obcym, zwłaszcza dla ludności drawidyjskiej Indii południowych. Jako język indoeuropejski jest dla niej trudny do opanowania.
[...]
Termin języki drawidyjskie został użyty po raz pierwszy w Europie w 1856 roku przez Francisa W. Ellisa na określenie języków Indii południowych należących do tej samej rodziny i zupełnie odmiennych od języków indoeuropejskich występujących w Indiach północnych. Wtedy też zaczęto używać nazwy Drawidowie na określenie nie tylko Tamilów, ale wszystkich ludów mówiących językami drawidyjskimi.
[...]
Trzy wielkie cywilizacje powstały u zarania dziejów w dolinach życiodajnych rzek — egipska nad Nilem, sumeryjska nad Tygrysem i Eufratem, drawidyjska nad Indusem. Po Egipcjanach, Sumerowie stworzyli około 3500 p.n.e. pismo klinowe, najstarszą odmianę pisma na Bliskim Wschodzie. Język elamicki, powstały w cieniu wielkiego wynalazku sumeryjskiego, również był zapisywany pismem klinowym. Drawidowie opracowali trzecie pismo około 3300 p.n.e., na tysiąc pięćset lat przed przybyciem pierwszych Arjów, którzy niewiarygodnie późno (dlaczego?) zastosowali devanagari do zapisu sanskrytu. Choć pismo piktograficzne znad Indusu nie zostało odczytane, to jednak wiadomo, że było samorodne, bez żadnych wpływów ościennych (dlatego nie można go odczytać). Języki sumeryjskie i drawidyjskie należą do aglutacyjnych, podobnie jak języki czarnej Afryki.
[...]
Dziś wiadomo, że osiedleni nad Indusem Drawidowie, którzy stworzyli cywilizację harappejską, nie zostali zaatakowani i podbici przez napływające z Kaukazu i Azji Centralnej ludy aryjskie, lecz już znacznie wcześniej przemieścili się na Nizinę Hindustańską i na południe Indii, uciekając po kataklizmach jakie nawiedziły regiony Indusu — trzęsienia ziemi doprowadziły do przemieszczenia i zaginięcia wielu rzek. Pozostaje tajemnicą dlaczego nad Gangą nie odnaleziono ani śladu drawidyjskiego pisma piktograficznego? Dlaczego Drawidowie nie zabrali ze sobą największego, jak nam się wydaje, wynalazku cywilizacji — pisma?
[...]
W długim procesie asymilacji rozmaitych czynników spotykanych po drodze, Drawidowie utworzyli specyficzną grupę ludnościową i językową, której poświadczona historycznie żywotność trwa nieprzerwanie od wieków do dziś. Jednak nie udało się odczytać glinianych tabliczek znad Indusu i język cywilizacji harappejskiej pozostaje nieznany.
[...]
Język brahui, którym posługują się społeczności (około 2 miliony osób) zamieszkałe w centralnym Beludżystanie (zachodni Pakistan) oraz w Afganistanie i Iranie (200 tysięcy) jest na razie jedynym niezbitym dowodem potwierdzającym tezę, że języki drawidyjskie pochodzą znad Indusu. I co za tym idzie, że Drawidowie są niekwestionowanymi spadkobiercami budowniczych tej cywilizacji.
[...]
Tamilski uchodzi za język drawidyjski par excellence. Jest jednym z najstarszych, niemal całkowicie zachowanych języków, który nie uległ zasadniczym zmianom od 2500 lat. Język „rdzennych” Drawidów, „rodzimych” Czolów, a dziś — Tamilów. Istniejąca od II-III wieku literatura jest najobszerniejszą w świecie. Oficjalny język stanu Tamil Nadu, w którym porozumiewa się 65 milionów Tamilów, w świecie — 74 miliony ludzi, najwięcej w północnej Sri Lance. Kształt pisma współczesnego znacznie odbiega od używanego w starożytności i niewielu Tamilów potrafi odczytać inskrypcje na świątyniach. Ponadto istnieje tak ogromna różnica między językiem literackim, a językiem potocznym, że można mówić o dyglosji (dwujęzyczności). Wynika ona z faktu, że język literacki — poezja i liturgia rytuałów — był przez całe stulecia ezoteryczny, znany tylko nielicznym osobom w warstwach wyższych, głównie braminom. Przyjął on i zasymilował bogate słownictwo z sanskrytu, gdy tymczasem język potoczny nie przyjmował zmian. Dzisiaj, środki masowego przekazu i programy szkolne starają się zniwelować tę różnicę.
[...]
Być może właśnie ze względu na niezwykłą wartość owych hymnów utworzyła się grupa osób, specyficzny klan zabezpieczający je przed pogrążeniem się w niepamięci dziejów. Utworzyli oni wspaniałe językowe sposoby zapamiętywania i jedyny możliwy system przekazu — z ojca na syna. Warna braminów narodziła się z „ust” złożonego w ofierze Praczłowieka — Pana Stworzeń, jak mówi jeden z hymnów Rigwedy, Puruszasukta. Bramini zebrali i skodyfikowali najstarsze pieśni, pochodzące z cywilizacji harappejskiej, a gdy stawały się coraz mniej zrozumiałe dla nowych pokoleń, komponowali w sanskrycie komentarze i wyjaśnienia, najprzeróżniejsze własne teksty filozoficzne — brahmany i sutry, aranjaki i upaniszady. Odegrali w czasach wedyjskich zupełnie wyjątkową rolę, a mianowicie przyswoili intelektualnie i przetworzyli ogromny dorobek cywilizacyjny ludów drawidyjskich i wszystkich innych ludów tubylczych, z którymi przyszło im się zetknąć na subkontynencie indyjskim. Najwyższym osiągnięciem braminów było zapamiętanie i przekazanie tekstów rodzącej się przez 1500 lat literatury utrwalanej tradycją przekazu ustnego aż do czasów ponownego wprowadzenia pisma w VI wieku p.n.e. Z tym, że pismo nadal wzbudzało nieufność, a tradycja przekazu ustnego przetrwała aż do naszych czasów jako umiejętność i wartość wyższa niż pisanie i czytanie.
[...]
Termin języki drawidyjskie został użyty po raz pierwszy w Europie w 1856 roku przez Francisa W. Ellisa na określenie języków Indii południowych należących do tej samej rodziny i zupełnie odmiennych od języków indoeuropejskich występujących w Indiach północnych. Wtedy też zaczęto używać nazwy Drawidowie na określenie nie tylko Tamilów, ale wszystkich ludów mówiących językami drawidyjskimi.
[...]
Trzy wielkie cywilizacje powstały u zarania dziejów w dolinach życiodajnych rzek — egipska nad Nilem, sumeryjska nad Tygrysem i Eufratem, drawidyjska nad Indusem. Po Egipcjanach, Sumerowie stworzyli około 3500 p.n.e. pismo klinowe, najstarszą odmianę pisma na Bliskim Wschodzie. Język elamicki, powstały w cieniu wielkiego wynalazku sumeryjskiego, również był zapisywany pismem klinowym. Drawidowie opracowali trzecie pismo około 3300 p.n.e., na tysiąc pięćset lat przed przybyciem pierwszych Arjów, którzy niewiarygodnie późno (dlaczego?) zastosowali devanagari do zapisu sanskrytu. Choć pismo piktograficzne znad Indusu nie zostało odczytane, to jednak wiadomo, że było samorodne, bez żadnych wpływów ościennych (dlatego nie można go odczytać). Języki sumeryjskie i drawidyjskie należą do aglutacyjnych, podobnie jak języki czarnej Afryki.
[...]
Dziś wiadomo, że osiedleni nad Indusem Drawidowie, którzy stworzyli cywilizację harappejską, nie zostali zaatakowani i podbici przez napływające z Kaukazu i Azji Centralnej ludy aryjskie, lecz już znacznie wcześniej przemieścili się na Nizinę Hindustańską i na południe Indii, uciekając po kataklizmach jakie nawiedziły regiony Indusu — trzęsienia ziemi doprowadziły do przemieszczenia i zaginięcia wielu rzek. Pozostaje tajemnicą dlaczego nad Gangą nie odnaleziono ani śladu drawidyjskiego pisma piktograficznego? Dlaczego Drawidowie nie zabrali ze sobą największego, jak nam się wydaje, wynalazku cywilizacji — pisma?
[...]
W długim procesie asymilacji rozmaitych czynników spotykanych po drodze, Drawidowie utworzyli specyficzną grupę ludnościową i językową, której poświadczona historycznie żywotność trwa nieprzerwanie od wieków do dziś. Jednak nie udało się odczytać glinianych tabliczek znad Indusu i język cywilizacji harappejskiej pozostaje nieznany.
[...]
Język brahui, którym posługują się społeczności (około 2 miliony osób) zamieszkałe w centralnym Beludżystanie (zachodni Pakistan) oraz w Afganistanie i Iranie (200 tysięcy) jest na razie jedynym niezbitym dowodem potwierdzającym tezę, że języki drawidyjskie pochodzą znad Indusu. I co za tym idzie, że Drawidowie są niekwestionowanymi spadkobiercami budowniczych tej cywilizacji.
[...]
Tamilski uchodzi za język drawidyjski par excellence. Jest jednym z najstarszych, niemal całkowicie zachowanych języków, który nie uległ zasadniczym zmianom od 2500 lat. Język „rdzennych” Drawidów, „rodzimych” Czolów, a dziś — Tamilów. Istniejąca od II-III wieku literatura jest najobszerniejszą w świecie. Oficjalny język stanu Tamil Nadu, w którym porozumiewa się 65 milionów Tamilów, w świecie — 74 miliony ludzi, najwięcej w północnej Sri Lance. Kształt pisma współczesnego znacznie odbiega od używanego w starożytności i niewielu Tamilów potrafi odczytać inskrypcje na świątyniach. Ponadto istnieje tak ogromna różnica między językiem literackim, a językiem potocznym, że można mówić o dyglosji (dwujęzyczności). Wynika ona z faktu, że język literacki — poezja i liturgia rytuałów — był przez całe stulecia ezoteryczny, znany tylko nielicznym osobom w warstwach wyższych, głównie braminom. Przyjął on i zasymilował bogate słownictwo z sanskrytu, gdy tymczasem język potoczny nie przyjmował zmian. Dzisiaj, środki masowego przekazu i programy szkolne starają się zniwelować tę różnicę.
[...]
Być może właśnie ze względu na niezwykłą wartość owych hymnów utworzyła się grupa osób, specyficzny klan zabezpieczający je przed pogrążeniem się w niepamięci dziejów. Utworzyli oni wspaniałe językowe sposoby zapamiętywania i jedyny możliwy system przekazu — z ojca na syna. Warna braminów narodziła się z „ust” złożonego w ofierze Praczłowieka — Pana Stworzeń, jak mówi jeden z hymnów Rigwedy, Puruszasukta. Bramini zebrali i skodyfikowali najstarsze pieśni, pochodzące z cywilizacji harappejskiej, a gdy stawały się coraz mniej zrozumiałe dla nowych pokoleń, komponowali w sanskrycie komentarze i wyjaśnienia, najprzeróżniejsze własne teksty filozoficzne — brahmany i sutry, aranjaki i upaniszady. Odegrali w czasach wedyjskich zupełnie wyjątkową rolę, a mianowicie przyswoili intelektualnie i przetworzyli ogromny dorobek cywilizacyjny ludów drawidyjskich i wszystkich innych ludów tubylczych, z którymi przyszło im się zetknąć na subkontynencie indyjskim. Najwyższym osiągnięciem braminów było zapamiętanie i przekazanie tekstów rodzącej się przez 1500 lat literatury utrwalanej tradycją przekazu ustnego aż do czasów ponownego wprowadzenia pisma w VI wieku p.n.e. Z tym, że pismo nadal wzbudzało nieufność, a tradycja przekazu ustnego przetrwała aż do naszych czasów jako umiejętność i wartość wyższa niż pisanie i czytanie.
Jak wszędzie, tak w dolinach rzek Indii południowych, nad Kaweri, Kriszną, Penneru i Ponnayar, rozwijały się u zarania dziejów cywilizacje rolnicze, a plony zbierano dwa razy do roku, głównie ryż. W czerwcu i październiku monsuny przynosiły obfite opady deszczu, a sieć znakomicie utrzymanych kanałów irygacyjnych pozwalała kontrolować przybór wód. Wieśniacy rozwijali coraz lepszą organizację plemienną, by odeprzeć zagrożenie ze strony koczowników i myśliwych mieszkających na wzgórzach, na suchych równinach i wyżynach pomiędzy życiodajnymi rzekami. Nauczyli się wybierać spośród siebie wodzów, których znaczenie rosło wraz z rozbudową systemu administracyjnego i poszerzania areału rolniczego. Królowie-wojownicy walczyli między sobą o dominację nad całym terytorium, ale zadanie to było trudne do wykonania z powodu górskiego ukształtowanie terenu i naturalnego braku komunikacji między kotlinami rzek, co również nie pozwalało utrzymać zdobytych sojuszników na trwałe. Granice pozostawały płynne, dynastie powstawały i upadały, łącząc się między sobą poprzez małżeństwa lub wyrzynając w pień, a wieśniacy cierpliwie nakłaniali bawoły do pracy w polu, śpiewając pieśni o nowych bogach, pijąc wino i tańcząc w ekstazie podczas religijnych świąt. Położone daleko na południu i odcięte od siebie doliny rzek uchroniły sięgającą czasów przedwedyjskich rodzimą kulturę tamilską przed wpływem Arjów, a język tamilski przed dominacją sanskrytu. Tamilowie przyjęli z czasem przybyłe z północy koncepcje religijne i od VIII do VII wieku p.n.e. poczęli wyznawać tych samych bogów, ale tworzyli własne mitologie. Kraj pozostał kolebką cywilizacji drawidyjskiej, której odrębność zachowała się do dziś. Nazwa ludu pochodzi od nazwy starożytnego klanu wojowników Damila, Dramila, Drawida, skąd pochodzą obie nazwy — Drawidowie i Tamilowie.
Według starożytnych tekstów hinduskich jesteśmy siódmą ludzkością żyjącą na Ziemi. Obecnie żyjemy w epoce Kali Yuga, czarnym wieku, którego świt nastał w 3606 p.n.e., a zmierzch przypada na rok 2442 roku n.e. W IV tysiącleciu p.n.e. w religii harappejskiej chroniono drzewa, uważając je za święte i trzymano pieczę nad źródłami wody, uważając je za święte. Drawidowie znad Indusu, a później plemiona indoeuropejskie, które weszły na subkontynent indyjski, wszyscy mieszkańcy i wszystkie religie otaczały opieką drzewa i źródła czystej wody. Bóg Brahma stworzył ze swej stopy rakszasy, obleśne i złośliwe potworki, czyniąc z nich strażników cennych pierwotnych wód Ziemi.
Pod koniec 4 tysiąclecia p.n.e. pojawiły się grupy migracyjne z Iranu, osiedlające się nad prawobrzeżnym Indusem — wysocy, postawni, o haczykowatym nosie i hardym spojrzeniu, do dziś stanowiący główną grupę ludności w Indiach północno-zachodnich. Po nich przybyły silne liczebnie grupy różnorodnych plemion indoaryjskich — Indoarjowie są wysocy, jasnoskórzy i długonosi, mieszkają na terenach między Kaszmirem i Radżputaną. Trudno dziś stwierdzić na pewno, czy Dasjowie, ciemnoskóra ludność tubylcza, jest tożsama z rasą drawidyjską. Drawidowie, prawdopodobnie autochtoni, mają skórę bardzo ciemną, hebanową, a nawet całkiem czarną, ale twarze bez rysów negroidalnych; są niscy i drobni, zamieszkują całe Indie południowe. Na pograniczu północno-wschodnim występują grupy mongoloidalne, przybyłe z Mongolii i Chin. Kolowie, Bhilowie i Mundowie to plemiona rodzime; są niskiego wzrostu, ciemnoskóre i wklęsłonose. Po Grekach nie zostało ani śladu (najwyżej na terenach dawnej Baktrii, czyli w dzisiejszym Pakistanie).
Kiedy myślę Indie i czuję zapach trociczek, i widzę oczyma wyobraźni kolorowe sari, i czuję wiatr od morza, to mam na myśli Indie południowe. Wbrew temu, co sądzi większość polskich turystów (daje o sobie znać stereotyp „biednej południowej części świata”) indyjskie stany południa — Kerala, Karnataka i Tamil Nadu — są zamożniejsze niż stany północne. Starożytna cywilizacja drawidyjska, spowinowacona z Egiptem, Sumerem i Mezopotamią zostawiła tu swój niezatarty ślad — to dla tych, którzy lubią w podróżach nutkę etnograficzną. Nie dotarli tu w zamierzchłych czasach Arjowie, wobec czego utrzymały się przedaryjskie kulty religijne i formy organizacji społecznej, nie został, na przykład, całkiem zniesiony matriarchat. W starożytności Wybrzeże Malabarskie bogaciło się na handlu korzennym z Arabami i Rzymem — stąd przywożono barwnik na słynną purpurę antyczną dla senatorskiej togi i jedwab na suknie dla bogatych Rzymianek, przyprawy i olejki eteryczne do produkcji wód perfumowanych. W czasach nowożytnych, kiedy Indie północne były plądrowane przez agresywne plemiona afgańskie, kobiety zabierane do haremów, a siłą obrzezani mężczyźni powtarzali dla ratowania życia pięć filarów wiary Mahometa, Indie południowe nadal wzbogacały się handlem z Wenecją i przeżywały renesans gospodarczy, religijny i kulturowy. Wielcy Mogołowie również nie zdobyli ani centralnie położonego Dekanu, ani południa i nie zdetronizowali żadnej z potężnych hinduskich dynastii władających tymi terenami. Nie zniszczyli — jak w Indiach północnych — hinduskich świątyń i miejsc kultu.
Jedynie na Wybrzeżu Malabarskim (na zachodzie) już od czasów starożytnych osiedlali się kupcy arabscy z Półwyspu Arabskiego, zakładając kantory i prowadząc pokojowy handel wymienny. Na tle ludności drawidyjskiej wyróżniali się piękną budową ciała i tężyzną fizyczną. Z czasem stworzyli coś na kształt talassokracji kupców całego Morza Arabskiego, zarządzanej przez zamorinów z portu Kalikut, gdzie udało im się założyć małe księstwo. Aż do XVI wieku ci „radżowie morza” pochodzenia arabskiego stawiali silny opór zakusom Portugalczyków, ale w 1604 podpisali traktat z Holendrami, kończący ich walkę z potęgą europejską.
— nazwa nadana przez Indoeuropejczyków tubylczym plemionom z dolin Indusu i Gangi, być może starożytnym ludom drawidyjskim. Były to ludy ciemnoskóre, mówiące różnymi dialektami, mieszkające w umocnionych osadach Indii północno-zachodnich, prawdopodobnie dalecy spadkobiercy upadłej i zapominanej cywilizacji Harappy i Mohendżo Daro. W czasach wedyjskich byli traktowani jak słudzy-niewolnicy. Część z nich z całą pewnością uległa cywilizacji aryjskiej, wchodząc w skład warny siudrów, a część pozostała poza warnami, poza kastami. Mechanizmy regulujące wchodzenie do nowego, warnowego systemu społeczeństwa, pozostawanie poza czy też nagłe bycie wykluczonym z systemu warnowego nie są znane i pozostają największą tajemnicą. Należy założyć, że chodziło o przyjęcie zupełnie nowego systemu wartości, propagowanego przez braminów i spisanego w Wedach. Nie wiadomo, co decydowało i na jakiej zasadzie niektóre ludy korzystały z procesu regulacji życia społecznego przez aryjskich przybyszów, a inne — nie korzystały.
Cała opowieść o porwaniu Sity i osadzeniu jej na samym krańcu Indii, na Sri Lance, o podróżach Ramy zaglądającego w każdy zakątek Indii w poszukiwaniu żony i o długim jego pobycie na południu zanim powrócił do Ajodhji, cała ta opowieść streszcza „zdobywanie” południa przez ludy indoeuropejskie i przyjmowanie przez nich nowych idei. Jak widzieliśmy, w Mahabharacie został opowiedziany moment dziejowy (trwający 200-300 lat, ale z punktu widzenia mitologii był to moment) całkowitego upadku etosu aryjskiego ksiatriji, z powodu sprzeniewierzenia się dharmie (brak panowania nad emocjami), co pociągnęło za sobą wzajemne wybicie się klanów. Ramajana opowiada, że dano sobie radę z ukróceniem rozpasanych obyczajów tej warstwy społecznej. Społeczeństwo, a zwłaszcza społeczeństwo Indii południowych, zrezygnowało już około VI wieku p.n.e. z wedyjskiego wywyższenia warny ksiatrijów. Dlatego Rama nie ma w sobie już nic z barbarzyństwa Bharatów, a posiada wszystkie cechy Drawidów. Zrealizował nowy obraz ksiatriji: zamiast nieokrzesanego wojownika pojawił się wspomożyciel, miłośnik Dharmy, niedościgły włodarz, nieskazitelny mąż.
Kerala za czasów Asioki (III wiek) była częścią królestwa tamilskiego o nazwie Keralaputra pod panowaniem dynastii Ćertala. Napływający z północy Arjowie integrowali się bez przeszkód z ludnością drawidyjską, rozwijały się religie hindu, nauki Buddy i Mahawiry. Wraz z przybyciem kupców perskich i syryjskich osiedlających się stopniowo na Wybrzeżu Malabarskim, rozprzestrzeniło się chrześcijaństwo św. Tomasza i powstał Kościół syro-malabarski. Istniało wiele kolonii kupców żydowskich, a w VII wieku wraz z kupcami arabskimi przybył islam.
Niesłusznie uważa się, że niedotykalni należą do warny siudrów, to błąd — są to ludzie spoza warn. Ich status społeczny pozostaje bardzo niejasny — dlaczego pozostali na marginesie społeczeństw zarówno drawidyjskich jak i aryjskich — tego nie wiadomo. Wiadomo, że już w bardzo odległych czasach nazywano ich niedotykalnymi. Musieli schodzić z drogi ludziom z pozostałych warn, nie wolno im było czerpać wody z tej samej studni, ani mieszkać w centrum wioski. Już od najdawniejszych czasów byli obarczani najbardziej „brudnymi” pracami, jak czyszczenie kanałów ściekowych i obsługa stosów kremacyjnych. Każde dotknięcie przez niedotykalnego, nawet przypadkowe, wiązało się z poczuciem bycia „nieczystym”, a hindus niczego bardziej się nie obawia niż posądzenia o „nieczystość”. Muzułmanie przejęli pewne „nieczyste” zawody, na przykład to oni są dziś w Indiach rzeźnikami.
Dżatowie daty, Dżatowie, maharadżowie, Radżputowie, Stany Książęce Indii, Tadż Mahal
panuje dynastia Tughlaków, założona przez syna tureckiego niewolnika służącego w armii sułtańskiej i Hinduski z plemienia Dżatów
Wieśniacy z okolic Agry, którzy zbuntowali się przeciwko atakom ucisku ze strony Aurangzeba. Tak długo jak chodziło tylko o podatki, byli skłonni je płacić, ale kiedy cesarz zaczął niszczyć świątynie, podnieśli w 1668 roku krwawy bunt. Przestali uprawiać ziemię i płacić podatki, a zaczęli plądrować okolicę, biorąc odwet za zbytek cesarskich urzędników i religijne zbezczeszczenia, sił zaś dodawały im rodząca się świadomość upadku cesarstwa i poczucie bezkarności. Tak jak Radżputowie, z którymi byli zresztą skoligaceni, przyczynili się do odnowy hinduskich tradycji i religii. Formowali specjalne oddziały i przyjęli nazwę — Dżatowie (może zostali tak nazwani przez innych). Wieśniacy ci posuwali się do tego, że zabijali własne kobiety, by uchronić je przed gwałtem muzułmanów i z samobójczą determinacją atakowali oddziały mogolskie. U schyłku cesarstwa stali się tak silni i bogaci, że potrafili powstrzymać armię mogolsko-maracką liczącą 80 tysięcy zbrojnych. To oni złupili grób Akbara w Sikandrze (1691), a po śmierci Aurangzeba — zrabowali i przetopili legendarne drzwi z czystego srebra w Tadż Mahalu. Splądrowali również Czerwony Fort w Agrze.
System zależności lennej wytworzył się w Indiach w wyniku wieloletniego paktowania — większość władców nie pochodziła bowiem z kraju, którym władała. Przychodzący z zewnątrz uzurpatorzy, jeśli chcieli stać się dobrymi administratorami i czerpać zyski z rzemiosła królowania, musieli układać się z gildiami kupców i wieśniaków, szefami starożytnych rodów i klanów (z tytułem dżagirdar, thakur lub talukdar) i chcąc nie chcąc poddać się istniejącym układom. Bagatelizowanie lokalnych tradycji i świąt, brak poszanowania istniejących układów sił wśród ludności miejscowej doprowadzały do upadku dynastii, a ludności tak naprawdę było obojętne kto rządzi, czyli komu płaci podatki. Władcy pochodzący z hinduskich klanów radżpuckich jak i rodzimi Marathowie, Dżatowie i Sikhowie, znakomicie wypełnili w XVIII wieku próżnię po zarządcach mogolskich. Kto tylko umiał zagarnąć władzę, ten ją zagarniał, a następcy stawali się bardziej lub mniej trwałą i udaną dynastią, której spadkobiercy niekiedy żyją po dziś dzień. Bardzo silna potrzeba społeczna odtworzenia starożytnej warny ksiatrijów sprawiła, że warstwa ta odrodziła się błyskawicznie, wspierana zresztą przez Anglików, którzy musieli się przecież na kimś oprzeć. Anglicy z Kompanii Wschodnioindyjskiej wspierali niemal każdego władcę terytorialnego w zamian za jego lojalność i, oczywiście, odpowiednie płatności oraz za utrzymywanie wojska najemnego, sipajów. Za Radżu brytyjskiego, wzmacniali dodatkowo poczucie bezpieczeństwa władców nadając im różne dziwaczne i nic nie znaczące tytuły i przywileje, komiczne herby, autorytatywnie określając, na przykład, ilość salw armatnich przynależnych tytułowi. Było to prześmiewcze i żenujące, ale Brytyjczycy świetnie się bawili. Izba Książąt (la Chambre des Princes) zorganizowana na podobieństwo Izby Lordów, broniąca interesów władców Indii i przywracająca im godność osobistą ukonstytuowała się dopiero w latach dwudziestych XX wieku.
Między V a VIII wiekiem trwał wielki proces hinduizacji (czy braminizacji) „nowych” plemion radżpuckich, które przyjęły hinduskie religie i obyczaje i poczęły wstępować na drogę wypełniania dharmy. Większość z nich stała się gorliwymi wyznawcami Kriszny, a Ramę uważała za protoplastę swego rodu. Klany radżpuckie, asymilując się z ludnością, wśród której legendy i mity z czasów wedyjskich były wciąż żywe, zaczęły udowadniać swe pochodzenie od rodów najbardziej starożytnych. Trochę później, w czasach średniowiecza, daje się zauważyć ogromne zainteresowanie i nawet zafascynowanie najdawniejszą historią lokalną, co zaowocowało swoistym „podłączeniem się pod tradycję wedyjską”, rozumianą zresztą jako wyjątkowa szansa wywyższenia swych rodów. Niewątpliwie bramini odegrali w tym nowym procesie mitotwórczym ogromną rolę. W Puranach cytowana jest legendarna dynastia braminów z czasów wedyjskich założona przez Ikszawaku, wnuka Surji, do której mieli należeć władcy Ajodhji, a więc Rama. Ten klan synów słońca, Surjawamsia, wzbogacił się zatem o klan Kaczwaha z Dżajpuru i Alwaru, klan Guhilot, klan Rathor z Dżodhpuru i Bikaneru, Sisodia z Udajpuru, klan Vakhela, które wszystkie zaczęły wywodzić swe pochodzenie od tej starożytnej linii. Inni Radżputowie zwrócili uwagę na „młodszą” linię Somawamsia lub Czandrawamsia, do której należały mityczne klany Jadawa (klan Kriszny), Paurawa i Kaśi, cytowane w Mahabharacie. Od synów księżyca wywiedli więc swe pochodzenie: Bhatti z Dżajsalmeru, Chudasama, klan Dżatów.
Bharatpur, maleńkie państewko o pow. 5 216 km2, leżące między Delhi a Agrą, było zamieszkałe przez Dżatów. Założył je w 1732 roku Suraj Mal. Obecny maharadża, Vishvendra Pratap Singh uważa się za spadkobiercę plemiennych dowódców wojskowych na usługach silnego w VI wieku p.n.e. państwa Matsja. To starożytne państwo i jego mieszkańcy byli jednymi z ważniejszych bohaterów Mahabharaty — umieć wywieść i udowodnić swe pochodzenie z aż tak legendarnych czasów to nie lada wyczyn! A co dopiero, gdy wiadomo też, iż w dużo późniejszych czasach ci sami dowódcy mieli dać solidny odpór Mahmudowi z Ghazni, Timurowi Kulawemu i samemu Baburowi! Ach, mieć takie bohaterskie pochodzenie…
Dżatowie po 1707 roku zabrali i przetopili legendarne drzwi z czystego srebra, a Persowie zrabowali w 1739 roku bezcenny baldachim z pereł zdobiący sarkofag Mumtaz; historia milczy na temat innych ukradzionych wspaniałości, nawet trudno domyślić się ich losów. Że grobowiec nie został całkowicie zniszczony, wysadzony w powietrze, zbezczeszczony, jest albo cudem, albo działaniem energii feng shui. Rząd indyjski nie zezwolił na otwarcie sarkofagu cesarzowej i przeprowadzenie stosownych badań naukowych, motywując tym, że w Indiach pozostało niewiele nietkniętych budowli i tę jedyną należy zostawić w spokoju.
Gaekwad Wellington
12 marca 1803 poprowadził wojsko na pierwszą samodzielną wielką wyprawę wojenną, by wesprzeć Marathów (opłacanych przez Anglików) przeciw wielkim, niespokojnym książętom hinduskim: nie chcieli poddać się Anglikom członkowie rodu Gaekwad z Barody, ród Scindia z Gwalioru, Bhonsla z Nagpuru i Holkare z Indoru. Świeżo upieczony generał chciał podbić kraj, by uprzedzić w tym Francuzów, których motto brzmiało: Czy w okresie pokoju, czy też wojny z Wielką Brytanią, celem każdego francuskiego męża stanu musi być podważanie wpływów, władzy i dobrobytu Anglików w Indiach.
Gaekwarowie Gayatri Devi
Gayatri Devi pochodzi z rodziny maharadży z Koś Biharu (Cooch Behar, Górny Bihar), maleńkiego państewka ukrytego w Himalajach. Miasto Darjeeling z widokiem na Kandżendzongę, otoczone plantacjami słynnej herbaty, założonymi przez Anglików, był niegdyś ich prywatną własnością. Matka, księżniczka Indira Devi pochodziła z klanu Gaekwarów z Barody, najbogatszych maharadżów Indii, którzy od końca XIX wieku prowadzili światłą politykę reform w swoim państwie. Wielki reformator Sajadżi Rao był jej matecznym dziadkiem. Byli bajecznie bogaci i dla księżniczki był przeznaczony na męża równie majętny maharadża z Gwalior, z klanu Scindia. Ale na durbarze w Delhi w 1911 roku poznała pięknego, acz biednego księcia, w którym zakochała się na zabój. Nawet nie był następcą tronu, lecz tylko młodszym synem. Jednak Indira dopięła swego i poślubiła go potajemnie wbrew woli rodziców.
Gondowie Gondowie, języki
Gondowie to lud pochodzenia drawidyjskiego, zamieszkujący rozległy obszar wokół miasta Nagpur, na wzgórzach wzdłuż górnego biegu Narmady i środkowego biegu Godawari, w górach Satpura i Windhja. Posługują się językiem gondi, należącym do języków drawidyjskich, zbliżonym do kannara, bardzo wcześnie przejęli hinduskie wierzenia i obyczaje.
Telugu jest językiem oficjalnym stanu Andhra Pradesh, którym mówi 65 milionów mieszkańców tego stanu, a 70 milionów na świecie. Wyróżnił się wyraźnie od tamilskiego między 1500 a 1000 p.n.e. i rozwój obu języków poszedł osobnymi drogami. Tradycja literacka sięga VII wieku, a rozkwit poezji nastąpił za czasów świetności królestwa Widżajanagar. Dialektem zbliżonym do telugu jest gondi mówiony przez Gondów, lud pochodzenia drawidyjskiego, zamieszkujący wyłącznie tereny wiejskie na rozległym obszarze od Orissy i Andhra Pradesh, przez Madhya Pradesh aż po Maharashtrę.
Gurkhowie Anglicy w Indiach, Gurkhowie, Radżputowie, Romowie
Kompania Wschodnioindyjska od końca XVIII wieku werbowała do swej armii rodzimych mieszkańców Indii, sipaje=miejscowi, głównie Sikhów i Gurkhów, poddając ich musztrze angielskich oficerów. Powstanie, Rewolta czy Bunt Sipajów wybuchł, kiedy dowiedziano się, że tłuszcz konieczny do czyszczenia luf armatnich czy konserwacji amunicji pochodzi jakoby z krowy, co wzburzyło hindusów lub wieprza, co wzburzyło muzułmanów. 29 marca 1857 roku 80 tysięcy żołnierzy było gotowych do przeciwstawienia się temu zarządzeniu. Powstańcy zdobyli Delhi i wiele innych ośrodków władzy brytyjskiej. Buntownicy, jak ich nazywają Anglicy, powstańcy, jak ich nazywają hindusi i muzułmanie, konsolidowali się wokół osoby cesarza mogolskiego, Bahadura Szaha II w Delhi, który dla nich był zapewne gwarantem starego porządku. Paradoksalnie, lepszy wydawał się powrót do „rodzimego” porządku cesarstwa mogolskiego niż panowanie prawdziwie „obcych” Anglików. Do buntu sipajów dołączyli wieśniacy (powstanie chłopskie) oraz muzułmanie z przesłaniem dżihadu, świętej wojny przeciw Anglikom i całe północne Indie stanęły w ogniu. Ale prawdziwym powodem wzburzenia było oczywiście pozbawienie prowincji Oudh suwerenności. Po roku powstanie zostało krwawo stłumione.
Gurkhowie przybyli do Nepalu w XVI wieku, uciekając z Radżastanu przed kolejną nawałnicą ludów afgańsko-mogolskich zdobywających północne Indie. Byli Radżputami. Ich los nie był ani przypadkowy, ani nieświadomy. Za nimi stała długa tradycja rodów radżpuckich ksiatrijów, którzy weszli na drogę hinduskiej dharmy około V wieku n.e. Pochodzili prawdopodobnie od Scytów i Hunów, ale na terenie Indii przejęli wierzenia i religie hindu, czym zdobywali sobie zaufanie wśród rodzimej ludności. W zasadzie zaprzestali rabunku i grabieży, a wybitnym dowódcom klanowym udawało się organizować małe państewka, gdyż nie tylko wojenkę mieli za zawód, ale także zarządzanie zdobytymi terytoriami i zasobami ludzkimi. Przechodzili z czasem w osiadły tryb życia ustanawiając dynastie, z których wiele istnieje do dziś. Opowieść mitologiczna wyjaśnia pochodzenie nazwy ludu i etosu rzemiosła wojennego, który od zarania dziejów naznaczył ich specyficzny los i pokierował jego spełnieniem.
[...]
W 1559 roku, Drawja Szah, który miał się, oczywiście, za bezpośredniego spadkobiercę Bappu Rawala z Mewaru, przeprowadził jakąś większą społeczność Gurkhów z Mewaru do środkowego Nepalu i zasiedlił jedną z dolin, nazywając ją imieniem świętego wojownika, którego pamięć czcili zapewne jego przodkowie. Ta niedostępna dolina dała im schronienie na długie lata, pozwoliła zbudować na skale twierdzę podobną do wszystkich twierdz radżpuckich i stworzyć potęgę militarną, opartą na specyficznym radżpuckim poczuciu honoru i plemiennym prawie silniejszego. Radżputowie byli waleczni z natury, uprawiali walkę wręcz i sztukę posługiwania się zakrzywionym nożem kukri, zatem łatwo podbili ludność okolicznych plemion o rozmaitym pochodzeniu i różnego autoramentu, wpajając im brawurę rzemiosła wojennego. Nie obawiając się nikogo rośli w siłę i pewność siebie.
[...]
Twórcą prawdziwej potęgi militarnej Gurkhów był Prithwi Narajan Szach, który w 1743 roku został szefem klanu. Jego też należy uznać za twórcę historii swego rodu, choć nie wiadomo dlaczego przybrał tytuł szaha, używany przez władców muzułmańskich. Był to wielki i jak miało się okazać jedyny w całej dynastii prawdziwy ksiatrija. Po dwudziestu pięciu latach przygotowań, Prithivi Narayan Szach uznał, że dysponuje wystarczającymi siłami, by zaatakować Dolinę Katmandu i podporządkować sobie nowe tereny. Wyruszył więc z doliny Gorkha i w 1768 roku zdobył Dolinę Katmandu, będącą pod panowaniem osłabionej wewnętrznymi sporami dynastii Mallów.
[...]
Gurkhowie narzucili Dolinie język gorkhali, należący do grupy języków pahari, używanych na niższych piętrach Himalajów, od Indii aż do Nepalu, którego nauczyli się w swojej dolinie od podbitych przez siebie plemion. Język ten jest jednym z prakrytów sanskrytu podobnym do hindi i ma wiele słów z sanskrytu. Język newari należący do rodziny tybetańsko-birmańskiej, którym mówiono za dynastii Mallów został wyparty, a za czasów dyktatury Ranów zakazany, i dziś praktycznie zaniknął.
[...]
Kolejni władcy nie mieli szczęścia i nawet gdy ktoś nie wierzy w przeznaczenie, to zauważy, że jakieś fatum zawisło na dynastii. Pratap Singh umarł po dwóch latach królowania, jego syn miał dwa latka kiedy posadzono go na tronie, więc rządzeniem zajęła się matka i wuj. Gdy dorósł, ustanowił dziedziczne stanowisko premiera i opuścił dwór, by zostać ascetą. Parę lat później, mając 31 lat został podstępnie zamordowany, a właściwie zabiczowany na śmierć przez męża swojej siostry. Decyzja Rany Bahadura Szacha o przekazaniu władzy premierowi była samobójcza nie tylko dla niego samego, ale dla całej dynastii — wnuk Prithivi Narayana oddał po prostu władzę królewską w obce ręce. Utworzenie dziedzicznego stanowiska premiera otworzyło drogę dla wszystkich późniejszych nadużyć. Od 1799 roku, Doliną Katmandu nie rządzili Szachowie, lecz różnego autoramentu doradcy, kochankowie królowej matki, dowódcy wojskowi, lokaje. Jedyną siłą konsolidującą jako tako władzę w Dolinie były oddziały wojskowe Gurkhów, które ćwiczyły się nadal w brawurze i rzemiośle wojennym, a ich dowódcy dysponowali całą władzą, jakiej wstępujące na tron, paroletnie królewiątka po prostu mieć nie mogli.
[...]
Oddział Gurkhów brał udział w walkach z Tybetem w 1814 roku i spisał się tak dobrze, że Brytyjczycy już od początku XIX wieku zaczęli ich wynajmować do poruczeń i misji specjalnych w szczególnie trudnych regionach i niebezpiecznych sytuacjach. Z dziesięciu pułków jakie znajdowały się w armii brytyjskiej w 1947 roku, cztery zostały przejęte przez Anglików, a sześć pozostało w Indiach. Brytyjscy Gurkhowie składają przysięgę wierności Koronie Brytyjskiej; brali udział w wojnie o Falklandy w 1982 roku. Gurkhowie indyjscy składają przysięgę wierności rządowi Indii; wysłano ich przeciwko Tamilskim Tygrysom na Sri Lance i na Malediwach. Ayo Gurkhali to budzący grozę średniowieczny okrzyk wojenny towarzyszący wyciąganiu noży kukri, a płynąca krew, nektar Mahakali, jest do dziś poświęcana bogini Kali.
[...]
Gurkhowie to dziś ogólna nazwa wojska nepalskiego. Zwykli żołnierze nie mają już nic wspólnego z klanem radżpuckich wojowników przybyłych do środkowego Nepalu w XVI wieku. Tamci już dawno zasymilowali się z lokalną ludnością. Najwyżej niektórzy przywódcy zdołali zachować czystość krwi i należą do szacownych rodzin nepalskich, trzymających teki różnych ministerstw. Gurkhowie rekrutują się z różnych grup etnicznych Małych i Średnich Himalajów czy z wysoko położonych dolin. Na rzemiośle wojskowym zarabiają bardzo dobrze, są do dziś drugim po turystyce najważniejszym źródłem dochodów Nepalu, a każda nepalska dziewczyna pragnie wyjść za mąż za Gurkha.
[...]
Birendra był świadkiem drugiego etapu zdobywania himalajskich ośmiotysięczników, kiedy to najwspanialsze ekipy Włochów, Szwajcarów, Francuzów, Polaków, Austriaków i Niemców wspinały się na szczyty, natomiast pielęgniarki-wolontariuszki z tych krajów przywoziły lekarstwa i szczepionki dla nepalskich dzieci, a uczniowie szkół średnich z zachodniej Europy budowali w czynie społecznym szkoły i szpitale. Było jakoś szlachetnie. Król wspierał wszystko, sam niczego nie budował, przyjmował każdą pomoc finansową, nie organizował żadnych nowych miejsc pracy i nie myślał o infrastrukturze, a o demokratyzacji instytucji państwowych po prostu zapomniał. Ponieważ jednak do Nepalu „się jeździło” więc zwiększały się wpływy z opłat wizowych i z permitów za trekingi i zdobywanie szczytów. Ogromne pieniądze przynosili wciąż Gurkhowie, których oddziały nadal były wynajmowane przez Indie i Wielką Brytanię. Król jeździł po świecie, uchodził za światłego władcę uroczego kraju, który nie ze swojej winy pozostawał biedny. Nie ze swojej winy, ale z winy królów.
[...]
21 listopada 2006 Praczanda, szef Partii komunistycznej Nepalu (Maoiści) i Girija Prasad Koirala, szef Kongresu Nepalu, podpisali umowę pokojową kończącą bunt mas (w większości mass-mediów napisano, że skończyła się wojna domowa, ale podkreślam z naciskiem, że w Nepalu nigdy nie było wojny domowej). Dołożyli wszelkich starań, by zorganizowano przejęcie powstańców w szeregi wojska Gurkhów, policji i innych instytucji państwowych. Od tego momentu datuje się połączenie sił i wspólne opracowanie stosownych dokumentów.
[...]
W 1559 roku, Drawja Szah, który miał się, oczywiście, za bezpośredniego spadkobiercę Bappu Rawala z Mewaru, przeprowadził jakąś większą społeczność Gurkhów z Mewaru do środkowego Nepalu i zasiedlił jedną z dolin, nazywając ją imieniem świętego wojownika, którego pamięć czcili zapewne jego przodkowie. Ta niedostępna dolina dała im schronienie na długie lata, pozwoliła zbudować na skale twierdzę podobną do wszystkich twierdz radżpuckich i stworzyć potęgę militarną, opartą na specyficznym radżpuckim poczuciu honoru i plemiennym prawie silniejszego. Radżputowie byli waleczni z natury, uprawiali walkę wręcz i sztukę posługiwania się zakrzywionym nożem kukri, zatem łatwo podbili ludność okolicznych plemion o rozmaitym pochodzeniu i różnego autoramentu, wpajając im brawurę rzemiosła wojennego. Nie obawiając się nikogo rośli w siłę i pewność siebie.
[...]
Twórcą prawdziwej potęgi militarnej Gurkhów był Prithwi Narajan Szach, który w 1743 roku został szefem klanu. Jego też należy uznać za twórcę historii swego rodu, choć nie wiadomo dlaczego przybrał tytuł szaha, używany przez władców muzułmańskich. Był to wielki i jak miało się okazać jedyny w całej dynastii prawdziwy ksiatrija. Po dwudziestu pięciu latach przygotowań, Prithivi Narayan Szach uznał, że dysponuje wystarczającymi siłami, by zaatakować Dolinę Katmandu i podporządkować sobie nowe tereny. Wyruszył więc z doliny Gorkha i w 1768 roku zdobył Dolinę Katmandu, będącą pod panowaniem osłabionej wewnętrznymi sporami dynastii Mallów.
[...]
Gurkhowie narzucili Dolinie język gorkhali, należący do grupy języków pahari, używanych na niższych piętrach Himalajów, od Indii aż do Nepalu, którego nauczyli się w swojej dolinie od podbitych przez siebie plemion. Język ten jest jednym z prakrytów sanskrytu podobnym do hindi i ma wiele słów z sanskrytu. Język newari należący do rodziny tybetańsko-birmańskiej, którym mówiono za dynastii Mallów został wyparty, a za czasów dyktatury Ranów zakazany, i dziś praktycznie zaniknął.
[...]
Kolejni władcy nie mieli szczęścia i nawet gdy ktoś nie wierzy w przeznaczenie, to zauważy, że jakieś fatum zawisło na dynastii. Pratap Singh umarł po dwóch latach królowania, jego syn miał dwa latka kiedy posadzono go na tronie, więc rządzeniem zajęła się matka i wuj. Gdy dorósł, ustanowił dziedziczne stanowisko premiera i opuścił dwór, by zostać ascetą. Parę lat później, mając 31 lat został podstępnie zamordowany, a właściwie zabiczowany na śmierć przez męża swojej siostry. Decyzja Rany Bahadura Szacha o przekazaniu władzy premierowi była samobójcza nie tylko dla niego samego, ale dla całej dynastii — wnuk Prithivi Narayana oddał po prostu władzę królewską w obce ręce. Utworzenie dziedzicznego stanowiska premiera otworzyło drogę dla wszystkich późniejszych nadużyć. Od 1799 roku, Doliną Katmandu nie rządzili Szachowie, lecz różnego autoramentu doradcy, kochankowie królowej matki, dowódcy wojskowi, lokaje. Jedyną siłą konsolidującą jako tako władzę w Dolinie były oddziały wojskowe Gurkhów, które ćwiczyły się nadal w brawurze i rzemiośle wojennym, a ich dowódcy dysponowali całą władzą, jakiej wstępujące na tron, paroletnie królewiątka po prostu mieć nie mogli.
[...]
Oddział Gurkhów brał udział w walkach z Tybetem w 1814 roku i spisał się tak dobrze, że Brytyjczycy już od początku XIX wieku zaczęli ich wynajmować do poruczeń i misji specjalnych w szczególnie trudnych regionach i niebezpiecznych sytuacjach. Z dziesięciu pułków jakie znajdowały się w armii brytyjskiej w 1947 roku, cztery zostały przejęte przez Anglików, a sześć pozostało w Indiach. Brytyjscy Gurkhowie składają przysięgę wierności Koronie Brytyjskiej; brali udział w wojnie o Falklandy w 1982 roku. Gurkhowie indyjscy składają przysięgę wierności rządowi Indii; wysłano ich przeciwko Tamilskim Tygrysom na Sri Lance i na Malediwach. Ayo Gurkhali to budzący grozę średniowieczny okrzyk wojenny towarzyszący wyciąganiu noży kukri, a płynąca krew, nektar Mahakali, jest do dziś poświęcana bogini Kali.
[...]
Gurkhowie to dziś ogólna nazwa wojska nepalskiego. Zwykli żołnierze nie mają już nic wspólnego z klanem radżpuckich wojowników przybyłych do środkowego Nepalu w XVI wieku. Tamci już dawno zasymilowali się z lokalną ludnością. Najwyżej niektórzy przywódcy zdołali zachować czystość krwi i należą do szacownych rodzin nepalskich, trzymających teki różnych ministerstw. Gurkhowie rekrutują się z różnych grup etnicznych Małych i Średnich Himalajów czy z wysoko położonych dolin. Na rzemiośle wojskowym zarabiają bardzo dobrze, są do dziś drugim po turystyce najważniejszym źródłem dochodów Nepalu, a każda nepalska dziewczyna pragnie wyjść za mąż za Gurkha.
[...]
Birendra był świadkiem drugiego etapu zdobywania himalajskich ośmiotysięczników, kiedy to najwspanialsze ekipy Włochów, Szwajcarów, Francuzów, Polaków, Austriaków i Niemców wspinały się na szczyty, natomiast pielęgniarki-wolontariuszki z tych krajów przywoziły lekarstwa i szczepionki dla nepalskich dzieci, a uczniowie szkół średnich z zachodniej Europy budowali w czynie społecznym szkoły i szpitale. Było jakoś szlachetnie. Król wspierał wszystko, sam niczego nie budował, przyjmował każdą pomoc finansową, nie organizował żadnych nowych miejsc pracy i nie myślał o infrastrukturze, a o demokratyzacji instytucji państwowych po prostu zapomniał. Ponieważ jednak do Nepalu „się jeździło” więc zwiększały się wpływy z opłat wizowych i z permitów za trekingi i zdobywanie szczytów. Ogromne pieniądze przynosili wciąż Gurkhowie, których oddziały nadal były wynajmowane przez Indie i Wielką Brytanię. Król jeździł po świecie, uchodził za światłego władcę uroczego kraju, który nie ze swojej winy pozostawał biedny. Nie ze swojej winy, ale z winy królów.
[...]
21 listopada 2006 Praczanda, szef Partii komunistycznej Nepalu (Maoiści) i Girija Prasad Koirala, szef Kongresu Nepalu, podpisali umowę pokojową kończącą bunt mas (w większości mass-mediów napisano, że skończyła się wojna domowa, ale podkreślam z naciskiem, że w Nepalu nigdy nie było wojny domowej). Dołożyli wszelkich starań, by zorganizowano przejęcie powstańców w szeregi wojska Gurkhów, policji i innych instytucji państwowych. Od tego momentu datuje się połączenie sił i wspólne opracowanie stosownych dokumentów.
Najdalej na południu położonym państwem zarządzanym przez dynastię radżpucką był Majsur, gdzie do dziś żyje, choć nie sprawuje władzy nad państwem, maharadża z dynastii Wadijar, a państwem leżącym najdalej na północy jest Nepal, gdzie dynastia Gurkhów właśnie zakończyła swe panowanie — 28 maja 2008 abdykował Gyanendra Bir Bikram Shah Dev.
Jedna z hipotez mówi, że nie stosowali się do prawa, dharmy, to znaczy nie dopełniali obowiązków klanowych, związanych ze składaniem ofiar lub rytuałem oczyszczenia przez ogień. Jest to prawdopodobne, bowiem właśnie między V a VIII wiekiem trwał proces wielkiego powrotu do wypełniania dharmy różnorodnych plemion radżpuckich. Romowie być może odmawiali złożenia przed braminami ofiary przebłagalnej (co było kosztowne) i zostali wykluczeni z wielkiej aryjskiej wspólnoty plemion… Ponieważ jednak opuścili Indie dopiero w XI-XII wieku, to jest bardziej prawdopodobne, że uchodzili przed Afganami. Podobnie przed muzułmanami afgańskimi uciekali hinduscy Gurkhowie, osiedlając się w cichym i dalekim od inwazji Nepalu.
Gypsy Romowie
Cyganie podzieleni są na wiele grup różniących się językowo, kulturowo i wyznaniowo. Lecz wszyscy wykazują typowo indyjskie zauroczenie ogniem i nieposkromioną swobodę, przejawiającą się we wszystkich dziedzinach życia. Nie stronią od magii i wróżbiarstwa. Tańczą w mandalicznym kręgu wokół ognia i śpiewają tęskne pieśni o miłosnym uniesieniu i żalu niespełnienia, kochają na zabój — tak jak gorący mieszkańcy znad pustyni Thar. Powszechnie znana jest ich klanowość — nie mają większej świętości niż rodzina, w obronie której gotowi są zabić. Przypominają Gypsy, wałęsające się po Gudżaracie i Radżastanie plemiona nomadów, nigdy i nigdzie nie osiadłe na stałe, przemieszczające się ze swoim dobytkiem tu i tam, trudniące się drobnym handlem i żyjące z kolorowych, prostych, głównie cyrkowych widowisk.
Holkare Wellington
12 marca 1803 poprowadził wojsko na pierwszą samodzielną wielką wyprawę wojenną, by wesprzeć Marathów (opłacanych przez Anglików) przeciw wielkim, niespokojnym książętom hinduskim: nie chcieli poddać się Anglikom członkowie rodu Gaekwad z Barody, ród Scindia z Gwalioru, Bhonsla z Nagpuru i Holkare z Indoru. Świeżo upieczony generał chciał podbić kraj, by uprzedzić w tym Francuzów, których motto brzmiało: Czy w okresie pokoju, czy też wojny z Wielką Brytanią, celem każdego francuskiego męża stanu musi być podważanie wpływów, władzy i dobrobytu Anglików w Indiach.
Jadawa Mahabharata
Kriszna próbował ocalić swój klan, Jadawów, wyprowadzając ich do świętej Prabhasy, gdzie rzeka Saraswati płynie na zachód ale nie zdołał, gdyż niczego nie można już było uratować: Jaki ksiatrija — powiedział (Satjaki) — mógłby zabić ludzi pogrążonych we śnie?Kritawarma zapłonął z gniewu. Wskazując Satjaki lewą ręką, by okazać mu brak szacunku, wybuchnął: «Skoro uważasz się za bohatera, powiedz mi, jak mogłeś w tak okrutny sposób zabić bezbronnego Bhuriszrawę, który siedział w medytacji z odłożoną bronią?»
[...]
str. 800-803
[...]
I wszyscy Jadawowie zginęli. Było ich miliony. Kriszna został w Dwarce zabity przez myśliwego, a woda morska zaczęła już wdzierać się na ulice miasta. Oglądając się za siebie, ludzie widzieli, jak fale pochłaniają fortecę otoczoną ze wszystkich stron morzem.
[...]
str.805
[...]
Ardżuna, przyjaciel Kriszny, zajął się obrzędami kremacji Jadawów, którzy wszyscy zabili się nawzajem, a następnie chciał zaprowadzić kobiety, pozbawione swych wielkich wojowników, w bezpieczne miejsce, ale obóz został po drodze ograbiony, a kobiety uprowadzone ze wszystkimi rodowymi bogactwami.
[...]
str. 800-803
[...]
I wszyscy Jadawowie zginęli. Było ich miliony. Kriszna został w Dwarce zabity przez myśliwego, a woda morska zaczęła już wdzierać się na ulice miasta. Oglądając się za siebie, ludzie widzieli, jak fale pochłaniają fortecę otoczoną ze wszystkich stron morzem.
[...]
str.805
[...]
Ardżuna, przyjaciel Kriszny, zajął się obrzędami kremacji Jadawów, którzy wszyscy zabili się nawzajem, a następnie chciał zaprowadzić kobiety, pozbawione swych wielkich wojowników, w bezpieczne miejsce, ale obóz został po drodze ograbiony, a kobiety uprowadzone ze wszystkimi rodowymi bogactwami.
Kaurawowie Kriszna i Radha
Kriszna opuścił brzegi Jamuny, Vrindavan i Mathurę i jako dorosły mężczyzna udał się ze swym klanem Jadawów do Gudżaratu, gdzie zbudował miasto Dwarkę i zamieszkał z żoną Rukmini. Zaprzyjaźnił się z braćmi Pandawami, ale najbardziej z Ardżuną i jej oddał za żonę swoją siostrę Subhadrę. Chciał pomóc Pandawom w wojnie z Kaurawami i przyjął funkcję woźnicy rydwanu Ardżuny. W przeddzień kataklizmu wojny otrzymał od Wisznu Najwyższą Moc Boskiej Energii i przekazał Wiedzę, objawienie nowego pojęcia Dharmy i trzech sposobów ujarzmienia namiętności, Jogę czynu, poznania i miłości.
Keralczycy Partition 1947
Utworzenie samodzielnego państwa Pakistan, wyłonionego sztucznie ze, zdawało się, nierozerwalnego ciała subkontynentu indyjskiego, otworzyło puszkę Pandory wszystkich praktycznie nacjonalizmów. Oprócz bezpośrednich konsekwencji, takich jak bezmyślne przemieszczenie ludności oraz wojny pakistańsko-indyjskie (islamo-hinduskie), Podział wyzwolił sny o możliwości utworzenia także innych suwerennych państw — Sikhów, Tamilów i Keralczyków.
Kolowie mieszkańcy
Pod koniec 4 tysiąclecia p.n.e. pojawiły się grupy migracyjne z Iranu, osiedlające się nad prawobrzeżnym Indusem — wysocy, postawni, o haczykowatym nosie i hardym spojrzeniu, do dziś stanowiący główną grupę ludności w Indiach północno-zachodnich. Po nich przybyły silne liczebnie grupy różnorodnych plemion indoaryjskich — Indoarjowie są wysocy, jasnoskórzy i długonosi, mieszkają na terenach między Kaszmirem i Radżputaną. Trudno dziś stwierdzić na pewno, czy Dasjowie, ciemnoskóra ludność tubylcza, jest tożsama z rasą drawidyjską. Drawidowie, prawdopodobnie autochtoni, mają skórę bardzo ciemną, hebanową, a nawet całkiem czarną, ale twarze bez rysów negroidalnych; są niscy i drobni, zamieszkują całe Indie południowe. Na pograniczu północno-wschodnim występują grupy mongoloidalne, przybyłe z Mongolii i Chin. Kolowie, Bhilowie i Mundowie to plemiona rodzime; są niskiego wzrostu, ciemnoskóre i wklęsłonose. Po Grekach nie zostało ani śladu (najwyżej na terenach dawnej Baktrii, czyli w dzisiejszym Pakistanie).
Kuru Mahabharata
Według mitologii, Bharata był władcą jednego z wcześniejszych plemion indoeuropejskich, które dotarły do Indii, zatrzymały się na krótko nad Indusem, ale poszły dalej i osiedliły się nad Gangą w dorzeczu Doabu. Jego spadkobiercą był mityczny Kuru, władca ludu Kuru, który założył silne państwo o tej samej nazwie ze stolicą w Hastinapura, jedno z 16 mahajanapad, wielkich państw północnych i środkowych Indii, istniejących jeszcze w VI-V wieku p.n.e. Założona przez niego dynastia Kaurawa, wywodząca się z linii księżycowej Czandra, znalazła się w politycznym impasie, gdy władzę objął Pandu, co znaczy blady (prawdopodobnie z powodu bielactwa wynikłego z trądu).
[...]
Po śmierci Pandu, jego pięciu synów zamieszkało na dworze stryja, korzystając z bogactwa całego rodu Kuru i mądrości Bhiszmy, który wychowując Kaurawów, został również nauczycielem Pandawów. Już wtedy, w dzieciństwie, synowie Dhritarasztry byli złośliwi w stosunku do swych kuzynów, a ich podstępne gierki i knowania doprowadziły do bratobójczej wojny. Ślepy Dhritarasztra uwielbiał swego syna Durjodhanę, nigdy nie sprzeciwiając się jego gruboskórnym wybrykom, pijaństwu, grubiaństwu i małostkowości, ale jednak juwaradżą, prawowitym następcą, uczynił jak nakazywało prawo najstarszego z braci Pandawów, Judhiszthirę. Zazdrość i dążenie do odzyskania władzy królewskiej doprowadziło do wojny.
[...]
Nauki Gautamy Siddharthy (563-483 p.n.e.), późniejszego Buddy, który żył i nauczał w królestwie Magadha, oddalonym od Kuru tylko o trzy inne państwa — Pańczalę, Kośalę z Ajodhją oraz Kaśi z Waranasi, nie mogły być dla braminów ani nowe, ani nawet niezwykłe. Budda nie wygłosił w Sarnath koło Waranasi nic takiego, co nie było zawarte w świętych pieśniach hindu. Dzięki własnemu doświadczeniu zrozumiał na czym polega cierpienie (dukkha) zrodzone z pożądania i dał narzędzia pozwalające przekroczyć matnię umysłu. O tym, o czym mówił Budda wyśpiewała już wcześniej chociażby upaniszada Maitri. Ale był jednym z wielu ksiatrijów, którzy odmówili spełniania dharmy w duchu wedyjskim, jak wiadomo w ogóle nie akceptował warn, nie uważał tekstów wedyjskich za święte, za nic miał ryty ognia i składanie ofiar. Ruch przybierał na sile i z czasem osiągnął rozmiary buntu społecznego, dlatego słowa: Mieszkańcy Dwarki postępowali bezwstydnie, grzesząc bez ograniczeń, ubliżając braminom, starszym i nauczycielom. Porzucono czczenie bóstw.
[...]
803 mogły równie dobrze odnosić się do czasów Buddy.
[...]
Historycy spierają się czy bitwa między społecznością Kuru i Pandu istotnie rozegrała się. W forcie Purana Qila w Delhi odnaleziono w 1911 roku ślady wioski Indrapat sprzed co najmniej 3000 lat — Indrapraszta zbudowana przez pięciu braci Pandawów nie jest więc miejscem mitycznym, lecz historycznym. Odnaleziono też ślady Hastinapury, bezprawnie trzymanej przez klan Kaurawów. A święty obszar Kurukszetra między Jamuną i Gangą w Doabie, miejsce boju zwaśnionych rodów, gdzie za świętych, niczym nie skłóconych czasów wedyjskich wojownik Kuru przybywał składać ofiary, to dziś równina Panipat, w stanie Haryana. Niektóre wydarzenia mogły rozegrać się już około roku 2200 p.n.e., ale bitwa dopiero około 800 p.n.e. Powiadają, że autorem Mahabharaty był Wjasa, a pisarzem Ganeśa, który spisał to, co Wjasa podyktował.
[...]
Po śmierci Pandu, jego pięciu synów zamieszkało na dworze stryja, korzystając z bogactwa całego rodu Kuru i mądrości Bhiszmy, który wychowując Kaurawów, został również nauczycielem Pandawów. Już wtedy, w dzieciństwie, synowie Dhritarasztry byli złośliwi w stosunku do swych kuzynów, a ich podstępne gierki i knowania doprowadziły do bratobójczej wojny. Ślepy Dhritarasztra uwielbiał swego syna Durjodhanę, nigdy nie sprzeciwiając się jego gruboskórnym wybrykom, pijaństwu, grubiaństwu i małostkowości, ale jednak juwaradżą, prawowitym następcą, uczynił jak nakazywało prawo najstarszego z braci Pandawów, Judhiszthirę. Zazdrość i dążenie do odzyskania władzy królewskiej doprowadziło do wojny.
[...]
Nauki Gautamy Siddharthy (563-483 p.n.e.), późniejszego Buddy, który żył i nauczał w królestwie Magadha, oddalonym od Kuru tylko o trzy inne państwa — Pańczalę, Kośalę z Ajodhją oraz Kaśi z Waranasi, nie mogły być dla braminów ani nowe, ani nawet niezwykłe. Budda nie wygłosił w Sarnath koło Waranasi nic takiego, co nie było zawarte w świętych pieśniach hindu. Dzięki własnemu doświadczeniu zrozumiał na czym polega cierpienie (dukkha) zrodzone z pożądania i dał narzędzia pozwalające przekroczyć matnię umysłu. O tym, o czym mówił Budda wyśpiewała już wcześniej chociażby upaniszada Maitri. Ale był jednym z wielu ksiatrijów, którzy odmówili spełniania dharmy w duchu wedyjskim, jak wiadomo w ogóle nie akceptował warn, nie uważał tekstów wedyjskich za święte, za nic miał ryty ognia i składanie ofiar. Ruch przybierał na sile i z czasem osiągnął rozmiary buntu społecznego, dlatego słowa: Mieszkańcy Dwarki postępowali bezwstydnie, grzesząc bez ograniczeń, ubliżając braminom, starszym i nauczycielom. Porzucono czczenie bóstw.
[...]
803 mogły równie dobrze odnosić się do czasów Buddy.
[...]
Historycy spierają się czy bitwa między społecznością Kuru i Pandu istotnie rozegrała się. W forcie Purana Qila w Delhi odnaleziono w 1911 roku ślady wioski Indrapat sprzed co najmniej 3000 lat — Indrapraszta zbudowana przez pięciu braci Pandawów nie jest więc miejscem mitycznym, lecz historycznym. Odnaleziono też ślady Hastinapury, bezprawnie trzymanej przez klan Kaurawów. A święty obszar Kurukszetra między Jamuną i Gangą w Doabie, miejsce boju zwaśnionych rodów, gdzie za świętych, niczym nie skłóconych czasów wedyjskich wojownik Kuru przybywał składać ofiary, to dziś równina Panipat, w stanie Haryana. Niektóre wydarzenia mogły rozegrać się już około roku 2200 p.n.e., ale bitwa dopiero około 800 p.n.e. Powiadają, że autorem Mahabharaty był Wjasa, a pisarzem Ganeśa, który spisał to, co Wjasa podyktował.
Kuszanowie daty
Kaniszka, władca kuszański z Gandhary, podbija środkową dolinę rzeki Gangi; prawdopodobnie za jego czasów przedstawiono po raz pierwszy Buddę w postaci ludzkiej i ustalono kanon buddyjski, który został wyryty na miedzianych tabliczkach i zdeponowany w klasztorze Kundalawana w Kaszmirze; stolicą państwa Kuszanów była Takszasila, a inne wielkie ośrodki to Peszawar i Mathura
Lobowie Mustang
Buddyjskie Królestwo Lo, przez obcokrajowców nazywane Mustangiem, leży na północ od ośmiotysięczników Annapurny i Daulagiri, na wyżynie między Nepalem a Tybetem. Do 1992 roku nikt nie odwiedzał tej krainy, nieosiągalnej za himalajskim łańcuchem gór o 6000 m n.p.m. wysokości, spowitej nimbem tajemnicy; obecnie zaledwie do tysiąca osób rocznie otrzymuje pozwolenie na pieszą wędrówkę z Jomsom do stolicy. Dziś Mustang jest częścią Nepalu. Szlak łączący Tybet z Indiami, poprzez przełom rzeki Kali Gandaki, należy do wielkich szlaków handlowych Azji — tędy szła słynna tybetańska sól ze słonych jezior na północ od rzeki Cangpo (Brahmaputra) oraz wełna jaków, minerały, herbata i jedwab. Rdzenni mieszkańcy tej ziemi, Lobowie, żyją ostrożnie, nie zakłócając ścisłych praw ekologii — unikają nadmiernej eksploatacji środowiska, a ich maksymą, która stanie się też naszą, jest:
Marathowie Anglicy w Indiach, daty, Drawidowie, dżati, Gayatri Devi, maharadżowie, Marathowie, Radżputowie, Stany Książęce Indii, tilak, Wellington
Wiliam Hawkins jako pierwszy rozwinął flagę angielską w porcie Surat w Gudżaracie, na wybrzeżu zachodnim, w 1608 roku. Port Surat został założony przez Portugalczyków w 1540 roku na mocy układów handlowych z cesarstwem Wielkich Mogołów, a niepoślednią rolę w jego zarządzaniu odegrali Parsowie, wyznawcy Zoroastry, przybyli z Persji. Przynosił ogromne dochody z opłat celnych od europejskich kupców, którzy wywozili stąd pierwsze indyjskie jedwabie, bawełnę i złoto. W niewiele lat port ten stał się wielkim ośrodkiem handlowym, z którego przede wszystkim korzystało cesarstwo, gdyż dla muzułmanów było to miejsce rozpoczęcia pielgrzymki do Mekki, a ogromną rolę odgrywali tu wciąż kupcy arabscy. W 1573 roku sam Akbar i jego matka wyruszyli stąd na pielgrzymkę do Mekki. W 1616 roku zarządzanie portem Surat przejęli Holendrzy, w 1664 roku przywódca Marathów Śiwadżi zdobył i splądrował Surat, który był ówcześnie największym i najbogatszym portem Indii. Śiwadżi oddał port pod zarządzanie Francuzów, a Kompania przejęła Surat dopiero w 1800 roku, kiedy był on już tylko portem peryferyjnym, wspomagającym Bombaj.
[...]
Pierwszym generalnym gubernatorem Fortu William w Bengalu i prawdziwym twórcą Indii brytyjskich był Warren Hastings (1772-1785), który wprowadził wiele znamiennych reform administracyjnych. Jego słynna polityka impeachment, postawienia w stan oskarżenia każdego władcy z błahego powodu, pozwalała na wprowadzenie żołnierzy na teren dóbr maharadży i bezpośrednią kontrolę nad wszystkimi jego przedsięwzięciami. Rozpoczął on rządy kolonialne według zasady Król panuje, a Kompania rządzi. Warren Hastings zażądał od władcy Benaresu (Waranasi) ogromnej kontrybucji pieniężnej za stawienie oporu Marathom, którzy jako jedyni zorganizowali zbrojny opór wojskom Kompanii. Gdy w 1780 roku maharadża wciąż odmawiał pieniędzy, żołnierze Warrena Hastingsa wtargnęli siłą do pałacu, znieważyli władcę zrzucając mu z głowy turban, a gdy służba zaczęła się bronić, rozgorzały walki, które zakończyły się dewastacją pałacu. Maharadża uciekł przez okno na sznurze z powiązanych szali, a oficerowie splądrowali pałac, dzieląc skarb między siebie i traktując go jako zdobycz. Władca tułał się po okolicy przez 30 lat z kartką na plecach: „Jestem maharadżą Benaresu”. Było to jedno z najbardziej skandalicznych wydarzeń XVIII wieku, które oburzyło nawet Brytyjczyków. Ale nie zmieniło brytyjskiej polityki kolonialnej, która przejęła kontrolę nad handlem na rzece Gandze w Waranasi, jednym z najbogatszych miast prowincji Oudh.
[...]
W maju 1798 roku przybył do Indii jako gubernator generalny Fortu William w Bengalu Robert Wellesley lord Mornington, sprawujący ten urząd do 1805 roku. Jego młodszy brat, Arthur Wellesley, późniejszy książę Wellington, zmiażdżył w 1799 roku opór Sułtana Tipu i Kompania przejęła kontrolę nad najsilniejszym państwem południowych Indii, państwem Majsur. Zwyciężył też w 1803 roku konfederację Marathów, która dała Kompanii terytoria o powierzchni 24 000 mil kwadratowych, łącznie z miastami Delhi (w 1803, miasto to należało wcześniej do Marathów), Gwalior, Baroda (odzyskała później suwerenność), Ahmadnagar, przynoszące rocznie dwa miliony funtów szterlingów.
[...]
Idąc wciąż za przykładem Robert Clive'a, kolejnym państwem indyjskim, zdobytym w 1843 roku w wojnie zaborczej prowadzonej przez Kompanię, był Sind (część dzisiejszego Pakistanu) — było to preludium do zwykłej już aneksji suwerennego państwa Sikhów, Pendżabu, dokonanej w 1848 roku przez Markiza Dalhousie (1848-1856). Jako wybitny Gubernator Generalny Indii był on twórcą prawdziwie kolonialnej polityki i imperialnej administracji, która ostatecznie okazała się nazbyt kosztowna. Za jego rządów Kompania została praktycznie zduszona i ostatecznie rozdzielono zarządy. Utworzono nowe stanowisko — zarządcy Bengalu, pod mianem wice-gubernatora (1854), który jednak był całkowicie zależny od politycznej funkcji gubernatora generalnego Indii. Markiz Dalhousie dokonał też ostatecznego podboju Birmy. To on wprowadził prawo doctrine of lapse, na mocy którego Brytyjczycy mogli dokonać aneksji każdego państwa, które nie posiadało męskiego następcy tronu. Otworzyło to drogę do wszelkich nadużyć, gdyż wiele państewek i księstw indyjskich korzystało z tradycji adopcji. W 1849 roku dokonano aneksji Satary i Sambalpuru, a w 1853 — Dżansi (Jhansi) i Nagpuru. Za jego rządów wszystkie brytyjskie ośrodki połączono telegrafem, stworzono imperialny system urzędów pocztowych i wprowadzono znaczki pocztowe, w 1855 roku otwarto pierwszą linię kolejową, budowano drogi i mosty. Została zdecydowanie ograniczona suwerenność wszystkich praktycznie indyjskich państewek. W 1856 roku zmuszono do abdykacji króla prowincji Oudh, którą włączono do posiadłości angielskich, prowincję niezależną od 1818 roku, zarządzaną w tym ostatnim okresie przez hinduskich Marathów, a obejmującą starożytne królestwa Awadhi i Kośala ze stolicą w Ajodhji. Wprawdzie została w XII wieku podbita przez muzułmanów i włączona do Sułtanatu Delhijskiego, ale zachowała wielkie tradycje cywilizacji hindu. Wadżid Ali Szach, ostatni król Oudh, był poetą piszącym w języku urdu, ale też sybarytą kochającym kobiety — jego harem liczył ich 300.
[...]
Pierwszym generalnym gubernatorem Fortu William w Bengalu i prawdziwym twórcą Indii brytyjskich był Warren Hastings (1772-1785), który wprowadził wiele znamiennych reform administracyjnych. Jego słynna polityka impeachment, postawienia w stan oskarżenia każdego władcy z błahego powodu, pozwalała na wprowadzenie żołnierzy na teren dóbr maharadży i bezpośrednią kontrolę nad wszystkimi jego przedsięwzięciami. Rozpoczął on rządy kolonialne według zasady Król panuje, a Kompania rządzi. Warren Hastings zażądał od władcy Benaresu (Waranasi) ogromnej kontrybucji pieniężnej za stawienie oporu Marathom, którzy jako jedyni zorganizowali zbrojny opór wojskom Kompanii. Gdy w 1780 roku maharadża wciąż odmawiał pieniędzy, żołnierze Warrena Hastingsa wtargnęli siłą do pałacu, znieważyli władcę zrzucając mu z głowy turban, a gdy służba zaczęła się bronić, rozgorzały walki, które zakończyły się dewastacją pałacu. Maharadża uciekł przez okno na sznurze z powiązanych szali, a oficerowie splądrowali pałac, dzieląc skarb między siebie i traktując go jako zdobycz. Władca tułał się po okolicy przez 30 lat z kartką na plecach: „Jestem maharadżą Benaresu”. Było to jedno z najbardziej skandalicznych wydarzeń XVIII wieku, które oburzyło nawet Brytyjczyków. Ale nie zmieniło brytyjskiej polityki kolonialnej, która przejęła kontrolę nad handlem na rzece Gandze w Waranasi, jednym z najbogatszych miast prowincji Oudh.
[...]
W maju 1798 roku przybył do Indii jako gubernator generalny Fortu William w Bengalu Robert Wellesley lord Mornington, sprawujący ten urząd do 1805 roku. Jego młodszy brat, Arthur Wellesley, późniejszy książę Wellington, zmiażdżył w 1799 roku opór Sułtana Tipu i Kompania przejęła kontrolę nad najsilniejszym państwem południowych Indii, państwem Majsur. Zwyciężył też w 1803 roku konfederację Marathów, która dała Kompanii terytoria o powierzchni 24 000 mil kwadratowych, łącznie z miastami Delhi (w 1803, miasto to należało wcześniej do Marathów), Gwalior, Baroda (odzyskała później suwerenność), Ahmadnagar, przynoszące rocznie dwa miliony funtów szterlingów.
[...]
Idąc wciąż za przykładem Robert Clive'a, kolejnym państwem indyjskim, zdobytym w 1843 roku w wojnie zaborczej prowadzonej przez Kompanię, był Sind (część dzisiejszego Pakistanu) — było to preludium do zwykłej już aneksji suwerennego państwa Sikhów, Pendżabu, dokonanej w 1848 roku przez Markiza Dalhousie (1848-1856). Jako wybitny Gubernator Generalny Indii był on twórcą prawdziwie kolonialnej polityki i imperialnej administracji, która ostatecznie okazała się nazbyt kosztowna. Za jego rządów Kompania została praktycznie zduszona i ostatecznie rozdzielono zarządy. Utworzono nowe stanowisko — zarządcy Bengalu, pod mianem wice-gubernatora (1854), który jednak był całkowicie zależny od politycznej funkcji gubernatora generalnego Indii. Markiz Dalhousie dokonał też ostatecznego podboju Birmy. To on wprowadził prawo doctrine of lapse, na mocy którego Brytyjczycy mogli dokonać aneksji każdego państwa, które nie posiadało męskiego następcy tronu. Otworzyło to drogę do wszelkich nadużyć, gdyż wiele państewek i księstw indyjskich korzystało z tradycji adopcji. W 1849 roku dokonano aneksji Satary i Sambalpuru, a w 1853 — Dżansi (Jhansi) i Nagpuru. Za jego rządów wszystkie brytyjskie ośrodki połączono telegrafem, stworzono imperialny system urzędów pocztowych i wprowadzono znaczki pocztowe, w 1855 roku otwarto pierwszą linię kolejową, budowano drogi i mosty. Została zdecydowanie ograniczona suwerenność wszystkich praktycznie indyjskich państewek. W 1856 roku zmuszono do abdykacji króla prowincji Oudh, którą włączono do posiadłości angielskich, prowincję niezależną od 1818 roku, zarządzaną w tym ostatnim okresie przez hinduskich Marathów, a obejmującą starożytne królestwa Awadhi i Kośala ze stolicą w Ajodhji. Wprawdzie została w XII wieku podbita przez muzułmanów i włączona do Sułtanatu Delhijskiego, ale zachowała wielkie tradycje cywilizacji hindu. Wadżid Ali Szach, ostatni król Oudh, był poetą piszącym w języku urdu, ale też sybarytą kochającym kobiety — jego harem liczył ich 300.
Śiwadżi Bhonsle buduje potęgę Marathów
[...]
powstaje państwo Baroda, zarządzane przez Marathów, jedno z późniejszych filarów Radżu brytyjskiego
[...]
powstaje Gwalior, bogate państwo Indii środkowych, zarządzane przez Marathów z klanu Scindia
[...]
Delhi przechodzi na własność Marathów
[...]
ostateczne rozgromienie potęgi Marathów przez Kompanię Wschodnioindyjską
[...]
powstaje państwo Baroda, zarządzane przez Marathów, jedno z późniejszych filarów Radżu brytyjskiego
[...]
powstaje Gwalior, bogate państwo Indii środkowych, zarządzane przez Marathów z klanu Scindia
[...]
Delhi przechodzi na własność Marathów
[...]
ostateczne rozgromienie potęgi Marathów przez Kompanię Wschodnioindyjską
W Indiach, żadna rasa nie może siebie nazwać „czystą”, nie ma więc czystej rasy drawidyjskiej. Regułą są rozmaite mieszanki i także w Indiach północnych ujawnia się substrat drawidyjski: Marathowie to Scytodrawidowie, większa część populacji doliny Gangi to Arjodrawidowie, a Bengal zamieszkują Mongołodrawidowie.
Twórca potęgi rodu Gaekwarów z Barody, Sajadżi Rao, był synem niepiśmiennego rolnika, którego ożeniono z piękną Ćimanabai, arystokratką z ludu Marathów (mieszkańcy Maharashtry).
Matka chciała poślubić księcia z Koć Biharu, ale natrafiła na zdecydowany opór rodziców. I wcale nie dlatego, że Koć Bihar było mniejsze i mniej ważne niż rodzinna Baroda, ani dlatego, że panująca tam rodzina pochodziła z innej kasty, ani też nie dlatego, że nie należała do dumnego klanu Marathów. Ani nawet z tego powodu, że sam książę był tylko młodszym synem, nie dziedziczącym tronu. Te wszystkie względy były dla mojego dziadka mało ważne. Największym zarzutem było to, że rodzina z Koć Biharu ulegała nadmiernym wpływom z Zachodu, a dziadek owe wpływy całkowicie potępiał. Dwór tamtejszy prowadził światowe życie, należał do śmietanki edwardiańskiej i przyjmował w Koć Biharze rozlicznych gości z Europy o różnych statusach społecznych. Gdzieś od 1911 roku jej członkowie zaskarbili sobie reputację lekkomyślnie prowadzących się i obyczajowo nie umiarkowanych, a to nie mogło podobać się mojemu dziadkowi wyznającemu raczej surowe obyczaje.(…)
Już dawno przepadła pamięć o latach świetności dawnych potężnych dynastii indyjskich, takich jak Czalukja, Maurya, Gupta, Czola, Pandawa czy Hojsala, kiedy w 1527 roku do Indii wkroczyły kohorty ludów turecko-mogolskich, których dowódcy wojskowi utworzyli samozwańczą dynastię Wielkich Mogołów. Za ich panowania nastąpił ostateczny upadek niezależności wielu średniowiecznych, a nawet starożytnych, lokalnych formacji społecznych. Jeśli maharadżom i sułtanom udawało się zachować państwowość, to tylko kosztem daleko idącej współpracy (państewka radżpuckie) lub konieczności płacenia różnego typu danin i haraczy (Golkonda, Bidżapur). Najeźdźcy przejęli silny Sułtanat Delhijski, istniejący od 1210 do roku 1626, kiedy to zmarł ostatni, sprzymierzony z Mogołami sułtan. Zajęli Indie północne, ale praktycznie nigdy na trwałe nie zdobyli całego Dekanu, ani zwłaszcza południa, gdzie przetrwały stare formacje. W 1489 roku muzułmańskie państwo Bahmanidów rozpadło się na pięć silnych sułtanatów: Bidar, Ahmednagar i Berar, Bidżapur, Golkonda (późniejszy Hajdarabad) i Ahmedabad. Widżajanagar, jedno z największych hinduskich królestw, założone w 1336 przez Hariharę i Bukkę kontrolowało całe Indie południowe i Wybrzeże Malabarskie. Jej upadek stał się faktem po słynnej bitwie pod Talikot w 1566 roku, kiedy konfederacja pięciu sułtanatów Dekanu splądrowała i zrównała z ziemią Hampi, bajkową stolicę Widżajanagaru. Wtedy urosło do wielkości potęgi państwo Majsur. W Kerali przez cały okres panowania Wielkich Mogołów trzymały się dzielnie miniaturowe księstwa hinduskie. W centralnych Indiach podnieśli się Marathowie, budując od XVI wieku nowoczesne państwo, które swym zasięgiem o mało co nie objęło w XVIII wieku całego subkontynentu.
[...]
System zależności lennej wytworzył się w Indiach w wyniku wieloletniego paktowania — większość władców nie pochodziła bowiem z kraju, którym władała. Przychodzący z zewnątrz uzurpatorzy, jeśli chcieli stać się dobrymi administratorami i czerpać zyski z rzemiosła królowania, musieli układać się z gildiami kupców i wieśniaków, szefami starożytnych rodów i klanów (z tytułem dżagirdar, thakur lub talukdar) i chcąc nie chcąc poddać się istniejącym układom. Bagatelizowanie lokalnych tradycji i świąt, brak poszanowania istniejących układów sił wśród ludności miejscowej doprowadzały do upadku dynastii, a ludności tak naprawdę było obojętne kto rządzi, czyli komu płaci podatki. Władcy pochodzący z hinduskich klanów radżpuckich jak i rodzimi Marathowie, Dżatowie i Sikhowie, znakomicie wypełnili w XVIII wieku próżnię po zarządcach mogolskich. Kto tylko umiał zagarnąć władzę, ten ją zagarniał, a następcy stawali się bardziej lub mniej trwałą i udaną dynastią, której spadkobiercy niekiedy żyją po dziś dzień. Bardzo silna potrzeba społeczna odtworzenia starożytnej warny ksiatrijów sprawiła, że warstwa ta odrodziła się błyskawicznie, wspierana zresztą przez Anglików, którzy musieli się przecież na kimś oprzeć. Anglicy z Kompanii Wschodnioindyjskiej wspierali niemal każdego władcę terytorialnego w zamian za jego lojalność i, oczywiście, odpowiednie płatności oraz za utrzymywanie wojska najemnego, sipajów. Za Radżu brytyjskiego, wzmacniali dodatkowo poczucie bezpieczeństwa władców nadając im różne dziwaczne i nic nie znaczące tytuły i przywileje, komiczne herby, autorytatywnie określając, na przykład, ilość salw armatnich przynależnych tytułowi. Było to prześmiewcze i żenujące, ale Brytyjczycy świetnie się bawili. Izba Książąt (la Chambre des Princes) zorganizowana na podobieństwo Izby Lordów, broniąca interesów władców Indii i przywracająca im godność osobistą ukonstytuowała się dopiero w latach dwudziestych XX wieku.
[...]
System zależności lennej wytworzył się w Indiach w wyniku wieloletniego paktowania — większość władców nie pochodziła bowiem z kraju, którym władała. Przychodzący z zewnątrz uzurpatorzy, jeśli chcieli stać się dobrymi administratorami i czerpać zyski z rzemiosła królowania, musieli układać się z gildiami kupców i wieśniaków, szefami starożytnych rodów i klanów (z tytułem dżagirdar, thakur lub talukdar) i chcąc nie chcąc poddać się istniejącym układom. Bagatelizowanie lokalnych tradycji i świąt, brak poszanowania istniejących układów sił wśród ludności miejscowej doprowadzały do upadku dynastii, a ludności tak naprawdę było obojętne kto rządzi, czyli komu płaci podatki. Władcy pochodzący z hinduskich klanów radżpuckich jak i rodzimi Marathowie, Dżatowie i Sikhowie, znakomicie wypełnili w XVIII wieku próżnię po zarządcach mogolskich. Kto tylko umiał zagarnąć władzę, ten ją zagarniał, a następcy stawali się bardziej lub mniej trwałą i udaną dynastią, której spadkobiercy niekiedy żyją po dziś dzień. Bardzo silna potrzeba społeczna odtworzenia starożytnej warny ksiatrijów sprawiła, że warstwa ta odrodziła się błyskawicznie, wspierana zresztą przez Anglików, którzy musieli się przecież na kimś oprzeć. Anglicy z Kompanii Wschodnioindyjskiej wspierali niemal każdego władcę terytorialnego w zamian za jego lojalność i, oczywiście, odpowiednie płatności oraz za utrzymywanie wojska najemnego, sipajów. Za Radżu brytyjskiego, wzmacniali dodatkowo poczucie bezpieczeństwa władców nadając im różne dziwaczne i nic nie znaczące tytuły i przywileje, komiczne herby, autorytatywnie określając, na przykład, ilość salw armatnich przynależnych tytułowi. Było to prześmiewcze i żenujące, ale Brytyjczycy świetnie się bawili. Izba Książąt (la Chambre des Princes) zorganizowana na podobieństwo Izby Lordów, broniąca interesów władców Indii i przywracająca im godność osobistą ukonstytuowała się dopiero w latach dwudziestych XX wieku.
Kraj Marathów leży w północno-zachodnim Dekanie, między drawidyjskim południem, a aryjsko-islamską północą.
[...]
Znaczenie Marathów rosło systematycznie od XVI wieku. Ludność ta była mobilna, zatwardziała w bojach o ziemię, napływowa, więc nie związana żadnym archaicznym czy sentymentalnym rytem. Nie podporządkowała się ani starożytnym rodzinom możnowładców ani władcom muzułmańskim, którzy musieli ostrożnie współpracować z wsią i zatrudniać ludzi miejscowych na znaczące nawet stanowiska. Należą do typu rasowego Scyto-drawidów i rzeczywiście łączą w sobie temperament Scytów i drawidyjską umiejętność współpracy dla wspólnej sprawy. Marathowie jako jeden z nielicznych ludów indyjskich przyznawali kobiecie prawo dziedziczenia ziemi, sprawowania władzy, a nawet dowodzenia armią.
[...]
Słynny Malik Ambar, wódz maracki abisyńskiego pochodzenia, zapoczątkował partyzancką wojnę przeciw Mogołom, kontynuowaną skutecznie przez Marathów. Hinduska partyzantka nie pozwoliła spać spokojnie ostatnim cesarzom. Lecz prawdziwym wielkim przywódcą marackim i twórcą ich późniejszej potęgi był Śiwadżi Bhonsle (1627-1680), który ustanowił olbrzymie imperium w środkowych Indiach i na części Niziny Hindustańskiej (bez Biharu i Bengalu). Powstało po splądrowaniu i zniszczeniu przez muzułmanów państewek południowych Indii i zapełniło pustkę po upadku pięciu sułtanatów Dekanu (wcześniejszego sułtanatu Bahmanidów).
[...]
Śiwadżi próbował nawiązać kontakty z Aurangzebem, gdy ten był gubernatorem Dekanu, nawet zaproponował przejście na służbę mogolską w zamian za uznanie go zwierzchnikiem Maharashtry. Aurangzeb nie wykazał zainteresowania propozycją, uważając marackiego przywódcę za osobę bez większych wpływów. Jako cesarz wysłał jednak ekspedycję wojskową pod dowództwem swego wuja Szaisty Chana, brata cesarzowej Mumtaz, by uspokoić zapędy Marathów. W 1663 roku Śiwadżi przeprowadził śmiały nocny atak (nigdy nie prowadzono operacji wojskowych w nocy, gdyż noc należała do sił demonicznych) na oddziały mogolskie i odniósł wspaniałe zwycięstwo. Zginął wtedy syn Szaisty Chana i wielu wyższych dowódców. Legenda przypisuje mu nocne wtargnięcie do sypialni Szaisty i obcięcie mu podczas snu trzech palców u ręki jako znak swej bytności. W kolejnych atakach i zmyślnie zastawionych zasadzkach Śiwadżi ukazał cały kunszt nowoczesnego myślenia strategicznego — unikał ataków frontalnych, cenił swoich żołnierzy więc nie wysyłał ich na bezmyślne akcje, działał z zaskoczenia. Niedługo po pierwszych sukcesach zrabował port Surat i zdobył wielkie łupy, które pozwoliły mu stworzyć i uzbroić regularną partyzantkę. Aurangzeb uznał go za godnego przeciwnika i zaprosił na durbar do Agry na rokowania pokojowe. Jednak Śiwadżi otrzymał tam bardzo niskie miejsce w hierarchii stawienia się przed oblicze cesarza, czekał na audiencję zbyt długo i wreszcie uciekł z cesarskiego dworu (legenda chce, żeby salwował się ucieczką bezpośrednio do Jamuny na oczach gości i samego cesarza). Zmylił oczywiście pogoń i uszedł bez szwanku. W kolejnych latach prowadził wiele wypraw łupieżczych na tereny leżące poza Maharashtrą, ale także rozszerzał swoją władzę na drodze układów pokojowych z lokalnymi możnowładcami.
[...]
Po śmierci Aurangzeba, kiedy cesarstwo Wielkich Mogołów praktycznie przestało istnieć, otworzyła się jeszcze większa szansa ekspansji marackiej, tym bardziej, że zwolniono z więzienia wnuka Śiwadżiego, Śahu. Udało mu się zdobyć kontrolę nad państwem i podpisać traktaty pokojowe z dworem mogolskim, a swoją politykę oparł o daleko idącą współpracę ze starymi rodami marackimi. W 1713 roku, Śahu utworzył urząd peszwy, premiera, i stanowisko to objął Baladżi Wiśwanath. Od roku 1727 peszwowie zagarnęli całą władzę, stanowisko stało się dziedziczne i w ich rękach spoczywała faktyczna władza nad państwem Marathów. Prowadzili nadal politykę ekspansji, zagarniając coraz to nowe ziemie. Zdobyli Gudżarat, Malwę, część Radżastanu, zagrozili nawet Bengalowi. W drugiej połowie XVIII wieku stanowili poważną siłę polityczną i militarną, odnosili zwycięstwa nad Anglikami i wydawało się, że nic nie powstrzyma ich przed opanowaniem całego kraju. Delhi przeszło na własność Marathów w 1788 roku.
[...]
Ale spory dynastyczne i ogrom terytorialny państwa doprowadziły do osłabienia jego politycznego znaczenia, a w dodatku rodziła się nowa potęga — angielski kolonializm. Po rozbiciu państwa Majsur w południowych Indiach w 1799 roku, Kompania Wschodnioindyjska skierowała wszystkie swoje siły na zniszczenie potęgi Marathów. Trzy wojny angielsko-marackie, prowadzone między 1779 a 1818 rokiem, doprowadziły do wykrwawienia i rozerwania w strzępy ogromnego terytorium, które zresztą zawsze było konfederacją wolnych księstw. Ostateczne dokumenty podpisano w 1818 roku, ostatni peszwa musiał oddać Punę pod zarząd rodzącego się Bombaju i tylko maleńkie królestwo Satara zachowało symboliczną niepodległość. Zarządzał nim Pratap Simha, potomek w prostej linii Śiwadżiego Bhonsle. To on przechował do naszych czasów jeden z jego mieczy i kolczugę, w której przed bitwą o Bidżapur w 1659 roku przybył na spotkanie z Afzal Chanem oraz słynne „pazury tygrysa”, które miał ukryte w rękawie i którymi tego wodza rozszarpał.
[...]
Znaczenie Marathów rosło systematycznie od XVI wieku. Ludność ta była mobilna, zatwardziała w bojach o ziemię, napływowa, więc nie związana żadnym archaicznym czy sentymentalnym rytem. Nie podporządkowała się ani starożytnym rodzinom możnowładców ani władcom muzułmańskim, którzy musieli ostrożnie współpracować z wsią i zatrudniać ludzi miejscowych na znaczące nawet stanowiska. Należą do typu rasowego Scyto-drawidów i rzeczywiście łączą w sobie temperament Scytów i drawidyjską umiejętność współpracy dla wspólnej sprawy. Marathowie jako jeden z nielicznych ludów indyjskich przyznawali kobiecie prawo dziedziczenia ziemi, sprawowania władzy, a nawet dowodzenia armią.
[...]
Słynny Malik Ambar, wódz maracki abisyńskiego pochodzenia, zapoczątkował partyzancką wojnę przeciw Mogołom, kontynuowaną skutecznie przez Marathów. Hinduska partyzantka nie pozwoliła spać spokojnie ostatnim cesarzom. Lecz prawdziwym wielkim przywódcą marackim i twórcą ich późniejszej potęgi był Śiwadżi Bhonsle (1627-1680), który ustanowił olbrzymie imperium w środkowych Indiach i na części Niziny Hindustańskiej (bez Biharu i Bengalu). Powstało po splądrowaniu i zniszczeniu przez muzułmanów państewek południowych Indii i zapełniło pustkę po upadku pięciu sułtanatów Dekanu (wcześniejszego sułtanatu Bahmanidów).
[...]
Śiwadżi próbował nawiązać kontakty z Aurangzebem, gdy ten był gubernatorem Dekanu, nawet zaproponował przejście na służbę mogolską w zamian za uznanie go zwierzchnikiem Maharashtry. Aurangzeb nie wykazał zainteresowania propozycją, uważając marackiego przywódcę za osobę bez większych wpływów. Jako cesarz wysłał jednak ekspedycję wojskową pod dowództwem swego wuja Szaisty Chana, brata cesarzowej Mumtaz, by uspokoić zapędy Marathów. W 1663 roku Śiwadżi przeprowadził śmiały nocny atak (nigdy nie prowadzono operacji wojskowych w nocy, gdyż noc należała do sił demonicznych) na oddziały mogolskie i odniósł wspaniałe zwycięstwo. Zginął wtedy syn Szaisty Chana i wielu wyższych dowódców. Legenda przypisuje mu nocne wtargnięcie do sypialni Szaisty i obcięcie mu podczas snu trzech palców u ręki jako znak swej bytności. W kolejnych atakach i zmyślnie zastawionych zasadzkach Śiwadżi ukazał cały kunszt nowoczesnego myślenia strategicznego — unikał ataków frontalnych, cenił swoich żołnierzy więc nie wysyłał ich na bezmyślne akcje, działał z zaskoczenia. Niedługo po pierwszych sukcesach zrabował port Surat i zdobył wielkie łupy, które pozwoliły mu stworzyć i uzbroić regularną partyzantkę. Aurangzeb uznał go za godnego przeciwnika i zaprosił na durbar do Agry na rokowania pokojowe. Jednak Śiwadżi otrzymał tam bardzo niskie miejsce w hierarchii stawienia się przed oblicze cesarza, czekał na audiencję zbyt długo i wreszcie uciekł z cesarskiego dworu (legenda chce, żeby salwował się ucieczką bezpośrednio do Jamuny na oczach gości i samego cesarza). Zmylił oczywiście pogoń i uszedł bez szwanku. W kolejnych latach prowadził wiele wypraw łupieżczych na tereny leżące poza Maharashtrą, ale także rozszerzał swoją władzę na drodze układów pokojowych z lokalnymi możnowładcami.
[...]
Po śmierci Aurangzeba, kiedy cesarstwo Wielkich Mogołów praktycznie przestało istnieć, otworzyła się jeszcze większa szansa ekspansji marackiej, tym bardziej, że zwolniono z więzienia wnuka Śiwadżiego, Śahu. Udało mu się zdobyć kontrolę nad państwem i podpisać traktaty pokojowe z dworem mogolskim, a swoją politykę oparł o daleko idącą współpracę ze starymi rodami marackimi. W 1713 roku, Śahu utworzył urząd peszwy, premiera, i stanowisko to objął Baladżi Wiśwanath. Od roku 1727 peszwowie zagarnęli całą władzę, stanowisko stało się dziedziczne i w ich rękach spoczywała faktyczna władza nad państwem Marathów. Prowadzili nadal politykę ekspansji, zagarniając coraz to nowe ziemie. Zdobyli Gudżarat, Malwę, część Radżastanu, zagrozili nawet Bengalowi. W drugiej połowie XVIII wieku stanowili poważną siłę polityczną i militarną, odnosili zwycięstwa nad Anglikami i wydawało się, że nic nie powstrzyma ich przed opanowaniem całego kraju. Delhi przeszło na własność Marathów w 1788 roku.
[...]
Ale spory dynastyczne i ogrom terytorialny państwa doprowadziły do osłabienia jego politycznego znaczenia, a w dodatku rodziła się nowa potęga — angielski kolonializm. Po rozbiciu państwa Majsur w południowych Indiach w 1799 roku, Kompania Wschodnioindyjska skierowała wszystkie swoje siły na zniszczenie potęgi Marathów. Trzy wojny angielsko-marackie, prowadzone między 1779 a 1818 rokiem, doprowadziły do wykrwawienia i rozerwania w strzępy ogromnego terytorium, które zresztą zawsze było konfederacją wolnych księstw. Ostateczne dokumenty podpisano w 1818 roku, ostatni peszwa musiał oddać Punę pod zarząd rodzącego się Bombaju i tylko maleńkie królestwo Satara zachowało symboliczną niepodległość. Zarządzał nim Pratap Simha, potomek w prostej linii Śiwadżiego Bhonsle. To on przechował do naszych czasów jeden z jego mieczy i kolczugę, w której przed bitwą o Bidżapur w 1659 roku przybył na spotkanie z Afzal Chanem oraz słynne „pazury tygrysa”, które miał ukryte w rękawie i którymi tego wodza rozszarpał.
Dżodhpur (Jodhpur), największe księstwo Radżputany o powierzchni 92 279 km2, należało do radżpuckiego klanu Rathore, synów słońca. Ich przodkowie pochodzą z Dekanu, wzmiankowani po raz pierwszy już w edyktach cesarza Asioki w III wieku p.n.e. byli prawdziwymi ksiatrijami, sprawowali przez wieki władzę na wielu terenach Gudżaratu, centralnych Indii i Malwy. Od V wieku byli władcami królestwa Kanaudż, leżącego nad Gangą (dziś Uttar Pradesh). W 1193 roku zostali stamtąd przepędzeni przez Afganów, Rao Sijadżi zdołał uciec ze swoją armią, unosząc ze sobą sztandar rodowy. Osiedlili się na pustynnych terenach Marwaru, w krainie śmierci, między górami Arawalli, pustynią Thar a rzeką Luni, gdzie utworzyli potężne państwo, trwające od początku XIV do XVIII wieku. Rao Jodha założył w 1459 roku nową stolicę i wzniósł największy radżpucki pałac-fortecę Meherangarh. Nieco później, w połowie XVI wieku miasto zostało otoczone murem obronnym o 10 km długości. Przyjaźń z władcami Mewaru, znakomita polityka wewnętrzna, umiejętność zarządzania, a przede wszystkim pakty pokojowe z Wielkimi Mogołami zapewniły bogactwo, a szczyt potęgi państwo osiągnęło w XVII wieku. W 1581 roku Akbar podpisał traktat o współpracy, na potwierdzenie którego córa tego rodu, słynna Dżodhabai wyszła za mąż za syna cesarza, przyszłego Dżahangira. Po upadku Mogołów, władcy są zmuszeni prowadzić walki z Marathami, których państwo rozciągało się aż do Delhi i Agry, co zrujnowało skarbiec i wieś.
[...]
Bikaner, o powierzchni 61 355 km2, został założony w 1488 roku przez Rao Bika, księcia z klanu Rathore, młodszego syna władcy Dżodhpuru. Książę wykazywał się nieposkromioną ambicją, wobec czego ojciec wysłał go na podbój nowych ziem, z dala od swego państwa. Mając pod swą komendą mały oddziałek wojska, Bika walczył przez trzydzieści lat z dzikimi plemionami osiadłymi na pustyni, ale osiągnął cel i zbudował sobie królestwo. Od XVI wieku Bikaner znajdował się na szlaku handlowym między Persją a Niziną Hindustańską, a nawet na szlaku jedwabnym między Chinami a Bliskim Wschodem. Władcy prowadzili w Wielkimi Mogołami politykę ugodową, dzięki czemu stali się drugim co do wielkości państwem Radżputany, a ich dewiza brzmiała: niech żyje król pustyni. Piękny pałac-forteca Junagarh został wzniesiony w 1588 roku przez radżę Radż Singha, a nowoczesny Lalgarh Palace (1902-1926) przez Gangę Singha za czasów angielskich. Traktat pokojowy z Anglikami, podpisany w 1818 roku, chronił radżpuckie księstwa przede wszystkim przed Marathami.
[...]
Bikaner, o powierzchni 61 355 km2, został założony w 1488 roku przez Rao Bika, księcia z klanu Rathore, młodszego syna władcy Dżodhpuru. Książę wykazywał się nieposkromioną ambicją, wobec czego ojciec wysłał go na podbój nowych ziem, z dala od swego państwa. Mając pod swą komendą mały oddziałek wojska, Bika walczył przez trzydzieści lat z dzikimi plemionami osiadłymi na pustyni, ale osiągnął cel i zbudował sobie królestwo. Od XVI wieku Bikaner znajdował się na szlaku handlowym między Persją a Niziną Hindustańską, a nawet na szlaku jedwabnym między Chinami a Bliskim Wschodem. Władcy prowadzili w Wielkimi Mogołami politykę ugodową, dzięki czemu stali się drugim co do wielkości państwem Radżputany, a ich dewiza brzmiała: niech żyje król pustyni. Piękny pałac-forteca Junagarh został wzniesiony w 1588 roku przez radżę Radż Singha, a nowoczesny Lalgarh Palace (1902-1926) przez Gangę Singha za czasów angielskich. Traktat pokojowy z Anglikami, podpisany w 1818 roku, chronił radżpuckie księstwa przede wszystkim przed Marathami.
Rządzący tam od XVIII wieku Gaekwarowie byli Marathami, a ich bohaterem — wielki Śiwadżi, obrońca tradycji hindu, świetny organizator i dowódca partyzantki walczącej z armią Wielkich Mogołów. Wielki hinduski zryw narodowy, który pod egidą Marathów ogarnął w XVIII wieku Dekan omal nie zakończył się zjednoczeniem całych Indii. Marathom nie powiodło się, ale ostatecznie utworzyli szereg państw, z których największe to Gwalior, Indore i Baroda. Powstała w 1719 roku, a swe bogactwo zawdzięczała ścisłej współpracy z Anglikami — handel i wojskowość były dwoma dziedzinami napełniającymi skarbiec. Lecz najbardziej Baroda wzbogaciła się na wzroście cen bawełny z powodu wojny secesyjnej w Ameryce. Khande Rao nabył w 1866 roku brazylijski diament „Gwiazdę Południa”.
[...]
Podatek nakładano na każdego podróżnego i na każdą płynącą Gangą łódź z towarem — miasto było tak bogate, że Balawant Singh (1740-1770) odbudował część Benaresu, sfinansował nową armię, wzniósł nowy pałac Ramnagar, zapoczątkował coroczne święto muzyki i tańca. Miasto (i państwo) stało się zbyt bogate, by ominęła je swym zainteresowaniem Kompania Wschodnioindyjska, która zmusiła gubernatora (mogolskiego) do poddania im miasta. Ale kiedy panujący bramin, Ćajt Singh objął w 1775 roku zarząd mennicy Kompanii, sytuacja uspokoiła się, ale tylko na pięć lat, niestety. Anglicy tak dalece nie orientowali się w wydarzeniach ówczesnych Indii, że sądzili, iż rosnąca potęga Marathów zagraża miastu i że zostanie ono przez nich zajęte. Marathowie byli wszak hindusami i nigdy nie splądrowaliby świętego miasta Benares, a jeśli plądrowali okolice, to wyłącznie schedę po Wielkich Mogołach. Warren Hastings, generalny gubernator Indii, zażądał od władcy wielkich pieniędzy za stawienie oporu Marathom. Gdy w 1780 roku maharadża wciąż odmawiał pieniędzy, żołnierze Warrena Hastingsa wtargnęli siłą do pałacu, znieważyli władcę zrzucając z głowy turban, a gdy służba zaczęła się bronić, rozgorzały walki i żołnierze zdewastowali pałac. Maharadża uciekł przez okno na sznurze z powiązanych szali, a oficerowie splądrowali pałac, dzieląc skarb między siebie i traktując go jako zdobycz. Władca tułał się po okolicy przez 30 lat z kartką na plecach: „Jestem maharadżą Benaresu”. Było to jedno z najbardziej skandalicznych wydarzeń XVIII wieku, które oburzyło nawet Brytyjczyków.
[...]
Gwalior posiada historię, która w sposób szczególny ukazuje zmienność losów i procesów przechodzenia władzy z rąk do rąk, zwłaszcza w Indiach środkowych. Pradawne dynastie hinduskie ustąpiły w XIII wieku miejsca Radżputom silnej dynastii Tomara, którzy pod panowaniem Man Singha wznieśli w latach 1486-1516 wspaniałą fortecę, przykład kunsztu hinduskiej architektury wojskowej. Została ona zdobyta przez Babura już podczas pierwszego ataku na Indie w 1527 roku. Kolejni cesarze ustanowili w niej więzienie stanowe, gdzie ginęli w czeluściach wrogowie stanu, między innymi syn Dary Szikoha i brat Aurangzeba. Po upadku cesarstwa przybyli tam w 1730 roku Marathowie z rodu Scindiów prowadzący bliską współpracę z Kompanią Wschodnioindyjską, która zaowocowała założeniem suwerennego państwa. Państwo to, o powierzchni 69 426 km2, stało się jednym z pięciu filarów Radżu brytyjskiego — w Gwalior ulokowano ogromne koszary wojskowe strzegące porządku na rubieżach Indii północnych i masowo produkowano broń. Pakt z Kompanią Wschodnioindyjską podpisano w 1817 roku.
[...]
Podatek nakładano na każdego podróżnego i na każdą płynącą Gangą łódź z towarem — miasto było tak bogate, że Balawant Singh (1740-1770) odbudował część Benaresu, sfinansował nową armię, wzniósł nowy pałac Ramnagar, zapoczątkował coroczne święto muzyki i tańca. Miasto (i państwo) stało się zbyt bogate, by ominęła je swym zainteresowaniem Kompania Wschodnioindyjska, która zmusiła gubernatora (mogolskiego) do poddania im miasta. Ale kiedy panujący bramin, Ćajt Singh objął w 1775 roku zarząd mennicy Kompanii, sytuacja uspokoiła się, ale tylko na pięć lat, niestety. Anglicy tak dalece nie orientowali się w wydarzeniach ówczesnych Indii, że sądzili, iż rosnąca potęga Marathów zagraża miastu i że zostanie ono przez nich zajęte. Marathowie byli wszak hindusami i nigdy nie splądrowaliby świętego miasta Benares, a jeśli plądrowali okolice, to wyłącznie schedę po Wielkich Mogołach. Warren Hastings, generalny gubernator Indii, zażądał od władcy wielkich pieniędzy za stawienie oporu Marathom. Gdy w 1780 roku maharadża wciąż odmawiał pieniędzy, żołnierze Warrena Hastingsa wtargnęli siłą do pałacu, znieważyli władcę zrzucając z głowy turban, a gdy służba zaczęła się bronić, rozgorzały walki i żołnierze zdewastowali pałac. Maharadża uciekł przez okno na sznurze z powiązanych szali, a oficerowie splądrowali pałac, dzieląc skarb między siebie i traktując go jako zdobycz. Władca tułał się po okolicy przez 30 lat z kartką na plecach: „Jestem maharadżą Benaresu”. Było to jedno z najbardziej skandalicznych wydarzeń XVIII wieku, które oburzyło nawet Brytyjczyków.
[...]
Gwalior posiada historię, która w sposób szczególny ukazuje zmienność losów i procesów przechodzenia władzy z rąk do rąk, zwłaszcza w Indiach środkowych. Pradawne dynastie hinduskie ustąpiły w XIII wieku miejsca Radżputom silnej dynastii Tomara, którzy pod panowaniem Man Singha wznieśli w latach 1486-1516 wspaniałą fortecę, przykład kunsztu hinduskiej architektury wojskowej. Została ona zdobyta przez Babura już podczas pierwszego ataku na Indie w 1527 roku. Kolejni cesarze ustanowili w niej więzienie stanowe, gdzie ginęli w czeluściach wrogowie stanu, między innymi syn Dary Szikoha i brat Aurangzeba. Po upadku cesarstwa przybyli tam w 1730 roku Marathowie z rodu Scindiów prowadzący bliską współpracę z Kompanią Wschodnioindyjską, która zaowocowała założeniem suwerennego państwa. Państwo to, o powierzchni 69 426 km2, stało się jednym z pięciu filarów Radżu brytyjskiego — w Gwalior ulokowano ogromne koszary wojskowe strzegące porządku na rubieżach Indii północnych i masowo produkowano broń. Pakt z Kompanią Wschodnioindyjską podpisano w 1817 roku.
Bohater narodowy Hindusów, przywódca Marathów, Śiwadżi (1627-1680) został nazwany obrońcą świętego znaku tilak.
W maju 1798 roku przybył do Indii jako gubernator generalny Fortu William w Bengalu jego brat, Robert Wellesley lord Mornington, sprawujący ten urząd do 1805 roku. Indie nie należały jeszcze do imperium, były luźną zbiorowością prowincji, pozostających nominalnie pod władzą rodzimych książąt, eksploatowanych niemiłosiernie przez Kompanię Wschodnio-indyjską. Francuzi układali się z książętami, by zagarnąć niektóre prowincje i wyrzucić z nich Anglików. Francuscy eksperci odlewali działa, a oficerowie musztrowali żołnierzy tak dla Sułtana Tipu, suwerena państwa Majsur, jak dla nizama z Hajdarabadu i Mahadżi Szinde, wodza Marathów. Nowy generalny gubernator kontynuował politykę Robert Clive'a i rozpoczął dzieło podporządkowania nowych państw, książętom pozostawiając zewnętrzne pozory rządzenia tylko wówczas, o ile rezygnowali oni z rzeczywistej władzy. Dwaj bracia Wellesley, Robert i Arthur, pokonali, jeden polityką, drugi orężem, dwie największe siły południowych Indii — państwo Majsur i konfederację sił marackich.
Mina Radżputowie
Dżajpur (Jaipur) jest stolicą klanu Kaczwaha dopiero od 1727 roku. Kaczwaha utrzymują, że pochodzą od Kusha, syna Ramy. Przybyli z Gwalior w 986 roku, kiedy Radża Ishwar Das porzucił stan królewski, by w Himalajach osiągnąć nirwanę, a jego synowie zostali stamtąd wyrzuceni i musieli szukać sobie nowej ziemi. Soda Rai szukał szczęścia w okolicy Adżmeru, ale prawdziwe szczęście znalazł dopiero jego syn, Dhola Rai, który w 1006 roku poślubił piękną księżniczkę, która wniosła mu w posagu ziemię wokół Amberu. Tubylczy lud Mina stał się podporą nowych rządów i miał przywilej stawiania świętego znaku tilak na czole władcy w dniu koronacji, stali się zarządcami i obrońcami wszystkich fortów, zachowali własne obyczaje i otrzymywali od władców dżagiry. Ziemie księstwa dzieliły się na thikany, czyli dobra najbliższej rodziny, które niekiedy dawały wielkie dochody i wzbogacały tak zarządców, jak dwór (dzięki podatkom). Z tych rodzin rekrutowali się doradcy dworu, administratorzy dóbr i przyjaciele. Służba pochodziła z niższych dżati, ale ponieważ wszyscy Radżputowie czuli się ksiatrijami, to byli oni bardzo dobrze traktowani i należeli do wielkiej rodziny, ich stanowiska były zresztą dziedziczne. Ziemia lenna Bissau była jedną z pięciu samodzielnych thikan regionu Szekawati, a ich pałacyk rodowy w Dżajpurze został w latach 50. zamieniony w hotel, w którym rezydują wszystkie grupy LOGOS TRAVEL MAREK ŚLIWKA…
Mundowie mieszkańcy
Pod koniec 4 tysiąclecia p.n.e. pojawiły się grupy migracyjne z Iranu, osiedlające się nad prawobrzeżnym Indusem — wysocy, postawni, o haczykowatym nosie i hardym spojrzeniu, do dziś stanowiący główną grupę ludności w Indiach północno-zachodnich. Po nich przybyły silne liczebnie grupy różnorodnych plemion indoaryjskich — Indoarjowie są wysocy, jasnoskórzy i długonosi, mieszkają na terenach między Kaszmirem i Radżputaną. Trudno dziś stwierdzić na pewno, czy Dasjowie, ciemnoskóra ludność tubylcza, jest tożsama z rasą drawidyjską. Drawidowie, prawdopodobnie autochtoni, mają skórę bardzo ciemną, hebanową, a nawet całkiem czarną, ale twarze bez rysów negroidalnych; są niscy i drobni, zamieszkują całe Indie południowe. Na pograniczu północno-wschodnim występują grupy mongoloidalne, przybyłe z Mongolii i Chin. Kolowie, Bhilowie i Mundowie to plemiona rodzime; są niskiego wzrostu, ciemnoskóre i wklęsłonose. Po Grekach nie zostało ani śladu (najwyżej na terenach dawnej Baktrii, czyli w dzisiejszym Pakistanie).
Pallawowie daty, kraj Czolów, świątynia
na południu panują Pallawowie, którzy utworzyli państwo Madras
W pierwszych wiekach naszej ery rzeka Kaweri była w pełni wykorzystana, a namuły przynoszone z gór przez spiętrzone monsunowe fale sprawiały, że grunt był niezwykle urodzajny. Mówiono, że kawałek ziemi, na której leżał słoń, wystarczy do nakarmienia siedmiu ludzi. Organizm państwowy funkcjonował sprawnie, władcy żyli z podatków od własności ziemskiej, handlu i wypraw łupieżczych przeciwko sąsiadom. Wraz z bogaceniem się dworu, bogacili się zwykli ludzie, odrzucający w jakimś momencie władzę jako zbędną. Tak stało się w V wieku z Czolami — przestali być potrzebni. Wystarczała wspólnotowa, „spółdzielcza” administracja produkcji rolnej pod egidą pańczajatów oraz siła gildii kupieckich, a produkty sprzedawano wprost, bez pośrednictwa urzędników państwowych, najchętniej żeglarzom przypływającym do znanego w całym ówczesnym świecie Wybrzeża Koromandel. Gdy nie płacono podatków, bogactwo pozostawało u producentów. Między V a VII wiekiem ludność żyła dostatnio, ale Czolowie przeżywali okres dynastycznej regresji. W VII wieku pojawili się nagle Pallawowie, przejmując na jakiś czas władzę i zaszczytne miejsce na scenie historii. Ze swej stolicy w Mahaballipuram penetrowali Koromandel aż do Cejlonu i Azji południowo-wschodniej. Pozostawili wspaniałe świątynie wykute w granitowej skale i zeszli ze sceny dziejowej równie nagle jak się na niej pojawili. Wrócili Czolowie.
[...]
Widżajala Czola był zrazu wasalem Pallawów, ale kiedy w 850 roku zdobył Tandżawur, on i jego synowie w trzy pokolenia zbudowali imperium. Do połowy X wieku podporządkowali sobie Pallawów i innych drobnych władców południowych Indii. Tandżawur stało się kosmopolityczną stolicą, do której przybywali kupcy z Arabii Felix oraz Malajowie i Chińczycy z Azji, a złoto i srebro wymieniano na indyjski heban i kość słoniową, przyprawy i bawełnę. Tamilowie od Chińczyków nauczyli się wszystkich tajemnic jedwabiu, od Arabów — żeglowania i handlowania, a od Malajów — jubilerstwa, tkactwa i barwienia batików. Międzynarodową renomą cieszyli się indyjscy rzemieślnicy zorganizowani w gildie i korporacje kupieckie, odlewający rzeźby z miedzi i brązu starożytną metodą traconego wosku. Tańczący Śiwa, Nataradża, stał się po wieki symbolem dynastii Czolów.
[...]
Wszyscy Czolowie wielbili boga Śiwę, ale wzorowa tolerancja religijna była filarem ich państwa. Okres między X a XIII wiekiem został uznany za jeden z najlepszych okresów w dziejach sztuki indyjskiej, kiedy brązy osiągnęły najwyższy kunszt nie mając sobie równych. Śiwa tańczący pod postacią Nataradży, i związana z nim mitologia kosmicznego tańca, na trwałe zdobył sobie miejsce w religii wszystkich hindusów. W Indiach północnych, Śiwa medytuje na szczycie świętej góry Kailasy, w pokrytych śniegiem Himalajach, w Indiach południowych — tańczy w ekstazie i uśmiecha się do ludzi. Za czasów Pallawów życie religijne zdominowali buddyści i dżiniści, a ulubionym bogiem władców stał się Wisznu, występujący często pod tajemniczą postacią kobiecą, nazywany wtedy Mohini. Koczownicy mieszkający na rubieżach państwa nie ulegli braminizacji, pozostając przy wierzeniach animistycznych. Tolerancja religijna nadal była regułą.
[...]
Widżajala Czola był zrazu wasalem Pallawów, ale kiedy w 850 roku zdobył Tandżawur, on i jego synowie w trzy pokolenia zbudowali imperium. Do połowy X wieku podporządkowali sobie Pallawów i innych drobnych władców południowych Indii. Tandżawur stało się kosmopolityczną stolicą, do której przybywali kupcy z Arabii Felix oraz Malajowie i Chińczycy z Azji, a złoto i srebro wymieniano na indyjski heban i kość słoniową, przyprawy i bawełnę. Tamilowie od Chińczyków nauczyli się wszystkich tajemnic jedwabiu, od Arabów — żeglowania i handlowania, a od Malajów — jubilerstwa, tkactwa i barwienia batików. Międzynarodową renomą cieszyli się indyjscy rzemieślnicy zorganizowani w gildie i korporacje kupieckie, odlewający rzeźby z miedzi i brązu starożytną metodą traconego wosku. Tańczący Śiwa, Nataradża, stał się po wieki symbolem dynastii Czolów.
[...]
Wszyscy Czolowie wielbili boga Śiwę, ale wzorowa tolerancja religijna była filarem ich państwa. Okres między X a XIII wiekiem został uznany za jeden z najlepszych okresów w dziejach sztuki indyjskiej, kiedy brązy osiągnęły najwyższy kunszt nie mając sobie równych. Śiwa tańczący pod postacią Nataradży, i związana z nim mitologia kosmicznego tańca, na trwałe zdobył sobie miejsce w religii wszystkich hindusów. W Indiach północnych, Śiwa medytuje na szczycie świętej góry Kailasy, w pokrytych śniegiem Himalajach, w Indiach południowych — tańczy w ekstazie i uśmiecha się do ludzi. Za czasów Pallawów życie religijne zdominowali buddyści i dżiniści, a ulubionym bogiem władców stał się Wisznu, występujący często pod tajemniczą postacią kobiecą, nazywany wtedy Mohini. Koczownicy mieszkający na rubieżach państwa nie ulegli braminizacji, pozostając przy wierzeniach animistycznych. Tolerancja religijna nadal była regułą.
W odróżnieniu od nich, w Indiach południowych ustaliły się zupełnie odmienne, choć wychodzące również od mandapy, założenia stylistyczne, z których wyłonił się styl nazywany drawidyjskim lub tamilskim. W Tamil Nadu, świątynie zaczęto wznosić znacznie później, dopiero za czasów Pallawów. Głównym elementem była wieża-sanktuarium o kwadratowej podstawie mandapy, nazywana wimana. Najwspanialszym przykładem są trzy świątynie Czolów — Brihadeswara z Tandżawur z 1010, Brihadeswara z Gangakondaczolapuram z 1035 oraz Airawateswara z Dasuram. Ich wimany sięgają 24 i 53 m wysokości. W świątyniach budowanych w późniejszym okresie wimana traci na znaczeniu i staje się płaskim sanktuarium głównym, a zyskuje na znaczeniu gopuram, wieża wieńcząca bramę wejściową, którą wchodzi się na dziedziniec. Gopuramy wznoszono aż do wieku XVII i osiągały one niekiedy gigantyczne rozmiary. Cechą charakterystyczną świątyń drawidyjskich jest niezwykła stabilność miejsca i kultu — te największe są czynne nieprzerwanie od tysiąca lat. Rozbudowywano je sukcesywnie, dodając nowe mandapy, otaczając murami i stawiając w ich obrębie domy dla służby świątynnej.
Pandawowie India
Plemię Bharatów, jedno z najstarszych plemion indoeuropejskich, ulokowało się w środkowym biegu rzek Gangi i Jamuny, między Delhi a Mathurą, w krainie o nazwie Doab, Dwurzecze. Tu także, na równinie Kurukszetra, w IX wieku p.n.e. rozegrała się legendarna bitwa między starym, dawno osiadłym klanem Kaurawów, a nowo przybyłymi Indoeuropejczykami, klanem Pandawów, o której opowiada staroindyjski epos Mahabharata.
Pandjowie kraj Czolów
Radżendra zmarł w 1044 roku i władzę objął jego syn, a następnie wnuk. Dochody państwa malały, rzemiosło i handel kwitły normalnie, tylko zmieniali się odbiorcy podatków. Trudno ustalić dokładną datę odejścia ostatniego syna dynastii, któregoś z kolei Radżendry — możliwe, że był to rok 1279. Dopiero w XIV wieku przestano mówić o państwie Czolów. Królowie choć utracili władzę, to nadal cieszyli się życiem, a choć nie spisywali już swych czynów, to wciąż odpowiadali na ukłony poddanych. Wieśniacy i złotnicy nie stracili głowy, lecz uparcie pracowali dalej. Niekiedy zdarzało się ciche i spokojne przejęcie władzy, zamiast spektakularnego upadku i wtedy ludność przez całe lata w ogóle nie zauważała wymiany dynastii. Po Czolach przyszli Pandjowie i królowali gdzieś do 1310 roku. Niewykluczone, iż byli spokrewnieni z Czolami. Około roku 1300 pewien sułtan zdobył mityczny Maduraj. Ale też nie na długo. Życie wieśniaków toczy się zawsze tak samo — bawoły przewracają ziemię na maleńkich poletkach nawadnianych wodą z rzeki Kaweri. Ryż rośnie ku uciesze braminów i wszystkich Tamilów.
Parsowie Anglicy w Indiach
Wiliam Hawkins jako pierwszy rozwinął flagę angielską w porcie Surat w Gudżaracie, na wybrzeżu zachodnim, w 1608 roku. Port Surat został założony przez Portugalczyków w 1540 roku na mocy układów handlowych z cesarstwem Wielkich Mogołów, a niepoślednią rolę w jego zarządzaniu odegrali Parsowie, wyznawcy Zoroastry, przybyli z Persji. Przynosił ogromne dochody z opłat celnych od europejskich kupców, którzy wywozili stąd pierwsze indyjskie jedwabie, bawełnę i złoto. W niewiele lat port ten stał się wielkim ośrodkiem handlowym, z którego przede wszystkim korzystało cesarstwo, gdyż dla muzułmanów było to miejsce rozpoczęcia pielgrzymki do Mekki, a ogromną rolę odgrywali tu wciąż kupcy arabscy. W 1573 roku sam Akbar i jego matka wyruszyli stąd na pielgrzymkę do Mekki. W 1616 roku zarządzanie portem Surat przejęli Holendrzy, w 1664 roku przywódca Marathów Śiwadżi zdobył i splądrował Surat, który był ówcześnie największym i najbogatszym portem Indii. Śiwadżi oddał port pod zarządzanie Francuzów, a Kompania przejęła Surat dopiero w 1800 roku, kiedy był on już tylko portem peryferyjnym, wspomagającym Bombaj.
Patanowie Stany Książęce Indii
Państwo Rampur było w rękach nababów z plemienia Patanów, pochodzących z regionu Rohel, położonego między Peshwarem i Afganistanem. Przybyli oni do Indii pod koniec XVII wieku, by splądrować, a następnie zająć nowe tereny. Utworzyli silne państwo, zagrażające nawet prowincji Oudh (dziś Luknau), która od starożytności była znakomicie zagospodarowana. Patanowie zawsze wspierali Anglików, dostarczając za duże pieniądze najemnych żołnierzy, sipajów, do wojsk Kompanii Wschodnioindyjskiej.
Pendżabi Sikhowie
Sikhowie to jednocześnie naród i wyznawcy religii, dlatego piszemy Sikhowie z dużej litery, gdy myślimy o narodzie, a z małej, sikhowie, gdy myślimy o ich religii (nie używam słowa sikhizm, gdyż podobnie jak hinduizm jest to słowo sztucznie spreparowane). W zlaicyzowanych, to znaczy politycznie poprawnych Indiach, nazywa się ich też często Pendżabi, od nazwy kraju, którego skrawki utworzyły jeden ze stanów współczesnych Indii.
Persowie India
Persowie wymawiali nazwę ziem w dolinie Indusu — hind, a ich mieszkańców nazywali — hindu.
Pratiharowie świątynie w Kadżuraho
W indyjskim tradycyjnym systemie feudalnym płacili oni lenno państwu Pratiharów, którzy władali Indią wschodnią i centralną po upadku imperium Harszy (VII wiek). W latach 950-1002 państwo Czandelów objęło cały dzisiejszy stan Madhya Pradesh, a szczyt świetności osiągnęło trzydzieści lat później. Ich stolica, Kadżuraho, znana była z pięknych, bogato zdobionych świątyń, którym nie dorównywały żadne inne w Indii północnej. Jednak walki z sąsiadami — warmanami z Bundelkhand i radżami z Waranasi — oraz napierające coraz silniej od północy najazdy obcych przybyszów, którym Czandelowie musieli stawić czoła, osłabiły ich potęgę, a świetność Kadżuraho poczęła gasnąć. Władcy przenieśli się do górskich warowni, z których prowadzili walkę obronną i ostatecznie pod koniec XII wieku ulegli siłom afgańskim. W 1182 roku Qutubuddin Aibak, dowódca niewolników w służbie Afganów, najechał i bezlitośnie splądrował kraj, rozbijając ołtarze i wywożąc wszystkie kosztowności, w tym słynną bramę wjazdową do Kadżuraho w formie palmy daktylowej pokrytej kutym złotem.
[...]
Pierwsze świątynie Czandelów nie powstały z niczego, noszą ślady architektury sąsiadów wschodnich — Malwy i Orissy oraz zachodnich — Guptów (III-V wiek), Radżputów z Osian (VIII-IX wiek), Pratiharów (VIII-XI wiek). Najstarsze to Chausath Yogini i Lalguan Mahadeva z lat 900-925. Poświęcona Wisznu świątynia Lakszmana z 950 roku, była w swej epoce najpiękniejszą ze wszystkich, osiągając nigdzie nie spotykany i pozazdroszczenia godny kunszt wykonania. Khandariya Mahadeva ku czci Śiwy, wielkiego boga z groty, została wykonana w czasach, gdy państwo było najbogatsze, około roku 1050. Do tego mniej więcej czasu wystawiono osiemdziesiąt pięć świątyń na obszarze o powierzchni 21 km2. Wznosiły się one nad zbiornikami wodnymi, sagar, zabezpieczającymi ludność przed suszą; z około sześćdziesięciu zbiorników do dziś zachowały się tylko trzy, jak Khajurasagar w centrum wioski. Zaś z osiemdziesięciu pięciu świątyń zachowało się jedynie dwadzieścia parę. Wielokrotne trzęsienia ziemi zniszczyły większość świątyń i zbiorników wodnych, pozbawiając odwiedzających wyobrażenia o całości zamysłu i bogato rozpisanej architekturze przestrzennej stolicy Czandelów.
[...]
Pierwsze świątynie Czandelów nie powstały z niczego, noszą ślady architektury sąsiadów wschodnich — Malwy i Orissy oraz zachodnich — Guptów (III-V wiek), Radżputów z Osian (VIII-IX wiek), Pratiharów (VIII-XI wiek). Najstarsze to Chausath Yogini i Lalguan Mahadeva z lat 900-925. Poświęcona Wisznu świątynia Lakszmana z 950 roku, była w swej epoce najpiękniejszą ze wszystkich, osiągając nigdzie nie spotykany i pozazdroszczenia godny kunszt wykonania. Khandariya Mahadeva ku czci Śiwy, wielkiego boga z groty, została wykonana w czasach, gdy państwo było najbogatsze, około roku 1050. Do tego mniej więcej czasu wystawiono osiemdziesiąt pięć świątyń na obszarze o powierzchni 21 km2. Wznosiły się one nad zbiornikami wodnymi, sagar, zabezpieczającymi ludność przed suszą; z około sześćdziesięciu zbiorników do dziś zachowały się tylko trzy, jak Khajurasagar w centrum wioski. Zaś z osiemdziesięciu pięciu świątyń zachowało się jedynie dwadzieścia parę. Wielokrotne trzęsienia ziemi zniszczyły większość świątyń i zbiorników wodnych, pozbawiając odwiedzających wyobrażenia o całości zamysłu i bogato rozpisanej architekturze przestrzennej stolicy Czandelów.
Radżputowie Akbar, Aurangzeb, Dara Szikoh, Dżatowie, Gurkhowie, pałac na kołach, Radżastan, Radżputowie, Romowie, sati, Stany Książęce Indii, świątynie w Kadżuraho, warna
Gdy przejmował tron, na Nizinie Gangestańskiej panował chaos i głód, prymitywni Afganowie niepodzielnie rządzili Bengalem. Gdy odchodził był — prawdopodobnie — najbogatszym władcą świata, zostawiał wspaniale zorganizowaną administrację i uszczelniony system podatkowy, odnowioną i sprawną armię. Zjednoczył dwie trzecie Indii, przede wszystkim mieczem i perswazją podporządkował sobie Radżputów (zostawił im dziedziczne prawo do własności domen), zdobył Gudżarat i uciszył Afganów w Bengalu, wcielił do imperium Kaszmir. Kiedy umierał, w skarbcu cesarskim znajdował się majątek wartości od 139 do 166 milionów rupii.
[...]
Od początku wiadomo było, że bez rozwiązania kwestii radżpuckiej nie można było w pełni sprawować kontroli nad Niziną Hindustańską — zastosował więc nową politykę wobec Radżputów. W 1562 wprowadził do haremu kobietę ze starego radżpuckiego klanu, córkę radży Bihari Mal z Amberu. Nie tylko nie zmusił jej do przejścia na islam, ale pozwolił swobodnie wyznawać swoją religię (była wyznawcą Kriszny). Oficjalnie nazywano ją Mariam uz-Zamani, historycy dali jej na imię Dżodabai. To ona, czystej krwi hinduska, powiła w 1569 roku księcia Salima, następcę tronu. Tego samego roku, by przypodobać się nowej małżonce, zakazał brania w jasyr hinduskich kobiet i dzieci. Zabronił ślubów dzieci poniżej 12-tu lat.
[...]
Od początku wiadomo było, że bez rozwiązania kwestii radżpuckiej nie można było w pełni sprawować kontroli nad Niziną Hindustańską — zastosował więc nową politykę wobec Radżputów. W 1562 wprowadził do haremu kobietę ze starego radżpuckiego klanu, córkę radży Bihari Mal z Amberu. Nie tylko nie zmusił jej do przejścia na islam, ale pozwolił swobodnie wyznawać swoją religię (była wyznawcą Kriszny). Oficjalnie nazywano ją Mariam uz-Zamani, historycy dali jej na imię Dżodabai. To ona, czystej krwi hinduska, powiła w 1569 roku księcia Salima, następcę tronu. Tego samego roku, by przypodobać się nowej małżonce, zakazał brania w jasyr hinduskich kobiet i dzieci. Zabronił ślubów dzieci poniżej 12-tu lat.
Dynastia upadła bez huku i fanfaronady. Synowie Aurangzeba byli gnuśni, zepsuci do szpiku kości i niezdolni do rządzenia. Okradano ich bezlitośnie. Synów ich synów też, a wnuków jeszcze bardziej. Od 1803 roku ostatni władcy mogolscy dostawali od Anglików rentę. Lecz nie było aż tak wielkiej anarchii, jak by się wydawało. Wieśniacy i rzemieślnicy pracowali, a urzędnicy nadal zbierali cesarskie podatki, teraz kładąc pieniądz we własną kieszeń. Bengal rozkwitł za czasów Mira Dżumli, niegdyś najwyższego urzędnika finansowego Golkondy, potem za jego syna Asaf Chana. Radżputowie budowali nowe miasta, radżowie odtworzyli swe tubylcze państewka. Władzę brał, kto chciał. Hindusi zaczynali żyć na nowo.
Radżputowie z Amberu uważali, że był zbyt wielkim liberałem religijnym, otoczonym zgrają fakirów i hinduskich mistyków, niezdolnym do sprawowania władzy, dlatego nie wspierali go jako przyszłego cesarza i w końcu zdradzili. Wątpili, by łatwowierny i ufny z natury Dara potrafił rządzić wielkimi Indiami, i rzeczywiście, w świecie brutalnej siły ten artystycznie utalentowany książę nie miał żadnych szans.
Wieśniacy z okolic Agry, którzy zbuntowali się przeciwko atakom ucisku ze strony Aurangzeba. Tak długo jak chodziło tylko o podatki, byli skłonni je płacić, ale kiedy cesarz zaczął niszczyć świątynie, podnieśli w 1668 roku krwawy bunt. Przestali uprawiać ziemię i płacić podatki, a zaczęli plądrować okolicę, biorąc odwet za zbytek cesarskich urzędników i religijne zbezczeszczenia, sił zaś dodawały im rodząca się świadomość upadku cesarstwa i poczucie bezkarności. Tak jak Radżputowie, z którymi byli zresztą skoligaceni, przyczynili się do odnowy hinduskich tradycji i religii. Formowali specjalne oddziały i przyjęli nazwę — Dżatowie (może zostali tak nazwani przez innych). Wieśniacy ci posuwali się do tego, że zabijali własne kobiety, by uchronić je przed gwałtem muzułmanów i z samobójczą determinacją atakowali oddziały mogolskie. U schyłku cesarstwa stali się tak silni i bogaci, że potrafili powstrzymać armię mogolsko-maracką liczącą 80 tysięcy zbrojnych. To oni złupili grób Akbara w Sikandrze (1691), a po śmierci Aurangzeba — zrabowali i przetopili legendarne drzwi z czystego srebra w Tadż Mahalu. Splądrowali również Czerwony Fort w Agrze.
Gurkhowie przybyli do Nepalu w XVI wieku, uciekając z Radżastanu przed kolejną nawałnicą ludów afgańsko-mogolskich zdobywających północne Indie. Byli Radżputami. Ich los nie był ani przypadkowy, ani nieświadomy. Za nimi stała długa tradycja rodów radżpuckich ksiatrijów, którzy weszli na drogę hinduskiej dharmy około V wieku n.e. Pochodzili prawdopodobnie od Scytów i Hunów, ale na terenie Indii przejęli wierzenia i religie hindu, czym zdobywali sobie zaufanie wśród rodzimej ludności. W zasadzie zaprzestali rabunku i grabieży, a wybitnym dowódcom klanowym udawało się organizować małe państewka, gdyż nie tylko wojenkę mieli za zawód, ale także zarządzanie zdobytymi terytoriami i zasobami ludzkimi. Przechodzili z czasem w osiadły tryb życia ustanawiając dynastie, z których wiele istnieje do dziś. Opowieść mitologiczna wyjaśnia pochodzenie nazwy ludu i etosu rzemiosła wojennego, który od zarania dziejów naznaczył ich specyficzny los i pokierował jego spełnieniem.
[...]
W 1559 roku, Drawja Szah, który miał się, oczywiście, za bezpośredniego spadkobiercę Bappu Rawala z Mewaru, przeprowadził jakąś większą społeczność Gurkhów z Mewaru do środkowego Nepalu i zasiedlił jedną z dolin, nazywając ją imieniem świętego wojownika, którego pamięć czcili zapewne jego przodkowie. Ta niedostępna dolina dała im schronienie na długie lata, pozwoliła zbudować na skale twierdzę podobną do wszystkich twierdz radżpuckich i stworzyć potęgę militarną, opartą na specyficznym radżpuckim poczuciu honoru i plemiennym prawie silniejszego. Radżputowie byli waleczni z natury, uprawiali walkę wręcz i sztukę posługiwania się zakrzywionym nożem kukri, zatem łatwo podbili ludność okolicznych plemion o rozmaitym pochodzeniu i różnego autoramentu, wpajając im brawurę rzemiosła wojennego. Nie obawiając się nikogo rośli w siłę i pewność siebie.
[...]
Kiedy w 1847 roku umiera trzydziestojednoletni król Rayendra Bir Bikram Shah Dev, premier Jung Bahadur Kuwar z radżpuckiej rodziny Szumszerów zmienia styl sprawowania rządów i przestaje skrywać się w cieniu królewskich wyrostków. Ogłasza się maharadżą Kaski i Lamjung (w regionie Pokhary) i przyjmuje tytuł Rany, królewski tytuł Radżputów z Mewaru. Ten tytuł brzmiał niestety lepiej niż szach. Stał się równy królowi i zaczął rządzić otwarcie. Otworzył towarową linię kolejową, dzięki której sprowadzał z Indii materiały do budowy swych okazałych pałaców i zbudował pierwszą w Nepalu elektrownię na ropę naftową, która produkowała prąd do tych okazałych pałaców. Sir Jung Bahadur Rana odwiedził Anglię, gdzie otrzymał od królowej tytuł sir, ale zrobił wszystko, by Anglików nie wpuścić do Nepalu. Uchroniło to kraj przed kolonializmem, ale zamknęło na wszelkie wpływy zewnętrzne, a radykalnie wsteczna i konserwatywna polityka prowadzona konsekwentnie przez wszystkich Ranów uczyniła z tego kraju królestwo feudalne z czasów wczesnego średniowiecza. Wszyscy ludzie byli własnością króla, a to swoiste niewolnictwo zostało zniesione dopiero w 1924 roku. Nepal właściwie nadal składał się z niezliczonej ilości drobnych księstw zajmujących niewielkie powierzchnie, a w każdej dolinie rządził kacyk opłacany przez kogoś z rodziny Szumszerów.
[...]
W 1559 roku, Drawja Szah, który miał się, oczywiście, za bezpośredniego spadkobiercę Bappu Rawala z Mewaru, przeprowadził jakąś większą społeczność Gurkhów z Mewaru do środkowego Nepalu i zasiedlił jedną z dolin, nazywając ją imieniem świętego wojownika, którego pamięć czcili zapewne jego przodkowie. Ta niedostępna dolina dała im schronienie na długie lata, pozwoliła zbudować na skale twierdzę podobną do wszystkich twierdz radżpuckich i stworzyć potęgę militarną, opartą na specyficznym radżpuckim poczuciu honoru i plemiennym prawie silniejszego. Radżputowie byli waleczni z natury, uprawiali walkę wręcz i sztukę posługiwania się zakrzywionym nożem kukri, zatem łatwo podbili ludność okolicznych plemion o rozmaitym pochodzeniu i różnego autoramentu, wpajając im brawurę rzemiosła wojennego. Nie obawiając się nikogo rośli w siłę i pewność siebie.
[...]
Kiedy w 1847 roku umiera trzydziestojednoletni król Rayendra Bir Bikram Shah Dev, premier Jung Bahadur Kuwar z radżpuckiej rodziny Szumszerów zmienia styl sprawowania rządów i przestaje skrywać się w cieniu królewskich wyrostków. Ogłasza się maharadżą Kaski i Lamjung (w regionie Pokhary) i przyjmuje tytuł Rany, królewski tytuł Radżputów z Mewaru. Ten tytuł brzmiał niestety lepiej niż szach. Stał się równy królowi i zaczął rządzić otwarcie. Otworzył towarową linię kolejową, dzięki której sprowadzał z Indii materiały do budowy swych okazałych pałaców i zbudował pierwszą w Nepalu elektrownię na ropę naftową, która produkowała prąd do tych okazałych pałaców. Sir Jung Bahadur Rana odwiedził Anglię, gdzie otrzymał od królowej tytuł sir, ale zrobił wszystko, by Anglików nie wpuścić do Nepalu. Uchroniło to kraj przed kolonializmem, ale zamknęło na wszelkie wpływy zewnętrzne, a radykalnie wsteczna i konserwatywna polityka prowadzona konsekwentnie przez wszystkich Ranów uczyniła z tego kraju królestwo feudalne z czasów wczesnego średniowiecza. Wszyscy ludzie byli własnością króla, a to swoiste niewolnictwo zostało zniesione dopiero w 1924 roku. Nepal właściwie nadal składał się z niezliczonej ilości drobnych księstw zajmujących niewielkie powierzchnie, a w każdej dolinie rządził kacyk opłacany przez kogoś z rodziny Szumszerów.
Kolej prowadzi nas do kraju walecznych Radżputów, dawnej Radżputany. Politycznie należy ona do potężnych Indii, ale życie tu jest odrębne, oparte na tysiącletniej przeszło tradycji. Żyją wciąż synowie potężnych rodów maharadżów, utrzymując wbrew czasowi swe bajeczne siedziby, strzegąc rodzinnych tajemnic, a dbając o stare i nowe interesy. Ich niezwykłe fortece i fortuny były tu zdobywane, tracone i odzyskiwane w rytmie wschodów i zachodów słońca. Kraj kolorowych kobiet, chowających się w malowanych domach haveli. Kraj pustyni i jej rumaków, wielbłądów. Jak całe Indie pełen kontrastów, gdzie oszałamiające bogactwo miesza się ze skrajną nędzą. Ale wszyscy tutaj, władcy i wieśniacy, hodowcy wielbłądów i kupcy, Radżputanki i służące są uśmiechnięci i gościnni — zapraszają do wędrówki w czas bohaterów, mitów i legend. Pałace i fortece otwierają swe podwoje dla zakochanych par, artystów, jubilatów, romantyków i arystokratów ducha, by dla odrobiny luksusu i krzty snobizmu spędzić tu Święta, Nowy Rok, podróż poślubną i zwykłą wyprawę…
Dawna Radżputana, kraj walecznych Radżputów, jest pod każdym względem krainą wyjątkową. Politycznie należy do Indii, ale prowadzi własne życie, oparte na przeszło tysiącletniej tradycji. Żyją wciąż synowie potężnych rodów maharadżów, utrzymując wbrew czasowi swe bajeczne siedziby, strzegąc rodzinnych tajemnic, a dbając o stare i nowe interesy. Ich niezwykłe fortece i fortuny były tu zdobywane, tracone i odzyskiwane w rytmie wschodów i zachodów słońca. Kraj kolorowych kobiet chowających się w malowanych domach haveli. Kraj pustyni i jej rumaków, wielbłądów. Jak całe Indie jest to kraj kontrastów, gdzie oszałamiające bogactwo miesza się ze skrajną nędzą. Ale wszyscy tutaj, władcy i wieśniacy, hodowcy wielbłądów i kupcy, Radżputanki czy służące są uśmiechnięci i gościnni — zapraszają do wędrówki w czas bohaterów, mitów i legend. Pałace i fortece otwierają swe podwoje dla zakochanych, artystów, jubilatów, romantyków i arystokratów ducha, by dla odrobiny luksusu i krzty snobizmu spędzić tu Święta, Nowy Rok, podróż poślubną i zwykłą wyprawę…
Między V a VIII wiekiem trwał wielki proces hinduizacji (czy braminizacji) „nowych” plemion radżpuckich, które przyjęły hinduskie religie i obyczaje i poczęły wstępować na drogę wypełniania dharmy. Większość z nich stała się gorliwymi wyznawcami Kriszny, a Ramę uważała za protoplastę swego rodu. Klany radżpuckie, asymilując się z ludnością, wśród której legendy i mity z czasów wedyjskich były wciąż żywe, zaczęły udowadniać swe pochodzenie od rodów najbardziej starożytnych. Trochę później, w czasach średniowiecza, daje się zauważyć ogromne zainteresowanie i nawet zafascynowanie najdawniejszą historią lokalną, co zaowocowało swoistym „podłączeniem się pod tradycję wedyjską”, rozumianą zresztą jako wyjątkowa szansa wywyższenia swych rodów. Niewątpliwie bramini odegrali w tym nowym procesie mitotwórczym ogromną rolę. W Puranach cytowana jest legendarna dynastia braminów z czasów wedyjskich założona przez Ikszawaku, wnuka Surji, do której mieli należeć władcy Ajodhji, a więc Rama. Ten klan synów słońca, Surjawamsia, wzbogacił się zatem o klan Kaczwaha z Dżajpuru i Alwaru, klan Guhilot, klan Rathor z Dżodhpuru i Bikaneru, Sisodia z Udajpuru, klan Vakhela, które wszystkie zaczęły wywodzić swe pochodzenie od tej starożytnej linii. Inni Radżputowie zwrócili uwagę na „młodszą” linię Somawamsia lub Czandrawamsia, do której należały mityczne klany Jadawa (klan Kriszny), Paurawa i Kaśi, cytowane w Mahabharacie. Od synów księżyca wywiedli więc swe pochodzenie: Bhatti z Dżajsalmeru, Chudasama, klan Dżatów.
[...]
Około wieku XV powstała nowa legenda, nawiązująca i do czasów wedyjskich, i do czasów walk ze Scytami czy Śwetahunami, a przede wszystkim do czasów przyjmowania religii hindu pod egidą braminów. Wszyscy Radżputowie uznawali zawsze za najważniejsze miejsce swego kultu najwyższy wierzchołek Mount Abu, w górach Arawalli, gdzie wyłoniły się z ognia cztery główne plemiona radżpuckie. Na zboczu góry Śikhara (1880 m) medytowali za czasów wedyjskich riszi, recytując najstarsze sanskryckie teksty. Właśnie tam, w świętym miejscu Agnikand, zapłonął wielki ogień Agnikula w intencji ratowania ziemi przed niszczącymi ją demonami. W odpowiedzi na modlitwy przebłagalne braminów z ognia wyłonili się czterej ksiatrijowie, którzy uwolnili ziemię od demonów. Można w tej legendzie dopatrzeć się reminiscencji z dawnych czasów, kiedy nie-aryjscy przywódcy plemienni pod okiem braminów sprawowali rytuały i palili stosy ofiarne przyjmując dharmę hindu i jednocześnie konsolidowali się, by stawić opór przeciw Scytom. Niewykluczone, że takie wielkie spotkanie głównych rodów radżpuckich odbyło się w 556 roku, kiedy Bappu Rawal, legendarny protoplasta klanu Sisodia, został obdarzony nadzwyczajną siłą, dzielnością i brawurą konieczną do obrony terytoriów. We wszystkich radżpuckich legendach rodzinnych powtarza się motyw konieczności ćwiczenia się w rzemiośle wojennym i jakby nakaz pozostania ksiatriją, wojownikiem, którego efektem jest ów słynny honor niepoddania się przeciwnikowi i walki aż do utraty życia w imię wolności klanu. Radżputowie podzielili się na cztery linie Agnikula, pochodzących z ognia, do których należały miedzy innymi dynastie Czalukja, Solanki z Gudżaratu, Chauhan z Kota. Linia Paramara obejmowała 35 klanów, Parihara — 12 klanów, Solanki — 16 klanów, Czauhan — 24 klany.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
[...]
Tytuły takie jak nizam, szach, sułtan wskazywały na władcę muzułmańskiego. Radżpuccy władcy przyjęli wedyjski tytuł raja, radża (w językach indoeuropejskich roy, roi to król) lub maharaja, wielki król, któremu podlegali pomniejsi okoliczni radżowie, płacący daninę w zamian za ochronę wojskową domeny. Władcy Mewaru, dla podkreślenia swej inności wobec pozostałych Radżputów, którzy zhańbili się współpracą z Wielkimi Mogołami, nosili tytuł rana, a z czasem maharana. Jedna z gałęzi rodu Sisodia tytułowała się rawal, a inna — rao.
[...]
Radżputowie mieli zwyczaj wysyłania swoich młodszych synów (starsi dziedziczyli tron po ojcu) na zbrojną wyprawę w celu zdobycia sobie kawałka ziemi i założenia własnego królestwa. Nie było to wejście w posiadanie ziemi, gdyż w starożytnych i średniowiecznych Indiach ziemia nie należała do władcy, lecz do wszystkich jej użytkowników, ale wejście w prawo do zarządzania, administrowania i pobierania rozmaitych podatków. Zajmowali stare, niekiedy wręcz starożytne terytoria i instalowali tam swoją dynastię, jak Wadijarowie w Majsurze. Mandatem lojalności była religia hindu i świetne dogadywanie się z braminami, których stali się zresztą obrońcami. Nowi władcy musieli jednak bardzo ostrożnie dogadywać się z tubylczą ludnością, wciąż dowodzoną przez własnych wodzów plemiennych.
[...]
Gdy nie mieli własnego syna, który mógłby zapewnić ciągłość dynastii, Radżputowie często uciekali się do adopcji. Rytuał adopcji był wiążący i niezbywalny, wzięcie dziecka na kolana oznaczało nominację go na syna. W dawnych czasach koronacja była skromnym rytuałem — młody maharadża siadał na zdobnej poduszce (gaddi) wśród swoich podwładnych, na posadzce w sali audiencji publicznych (diwan-i-am), a ważny urzędnik państwowy nakładał mu turban na głowę w dowód poddaństwa możnych nowemu władcy. Za czasów Wielkich Mogołów cesarz nakładał nowemu władcy rajtilak (kropkę na czole, znak przynależności do religii hindu). Kwestie genealogiczne rodów nabrały istotnego znaczenia dopiero w okresie mogolskim, odwoływali się do więzów krwi i wspólnego pochodzenia, wzmocnili mitotwórcze legendy rodzinne. Akbar pozostawił im prawo dziedziczenia własności domen, po części jako zapłatę za wierną służbę i, odwrotnie, jako gwarant ich wierności.
[...]
Właśnie to tak różnorodne pochodzenie uniemożliwiało zjednoczenie się walecznych Radżputów podczas najazdów turecko-afgańskich i mogolskich. Utworzyli oni wprawdzie silną organizację klanową, gdzie honor rycerski był ważniejszy od zdrowego rozsądku, ale za brak wyobraźni politycznej zapłacili wysoką cenę — nigdy nie utworzyli mocnego państwa, które mogłoby odeprzeć nawałnicę mogolską i obronić zarówno własne ziemie jak ziemie całych Indii północnych. Wprawdzie w XVIII wieku każde z tych księstw odrodziło się, wzbogaciło i zdobyło na terenie Indii wielkie znaczenie, to znowu w XIX wieku władcy musieli się, z większymi lub mniejszymi honorami, poddać władzy angielskiej.
[...]
W Deshnok (30 km) znajduje się świątynia poświęcona opiekunce księstwa. Zwyczajem wszystkich Radżputów, Rao Bika zapytał lokalną ludność jaką postać boską admirują i dla kogo ma wystawić świątynię, by żyć w zgodzie z lokalną tradycją. Opowiedziano mu historię kobiety, którą wysławiano za mądrość i współczucie do ludzi. Karni Mata była joginią i wiele osób przychodziło do niej z prośbą o radę. Kiedyś przyszły zapłakane małe dzieci pożalić się, że zmarła im matka i że zostały całkiem same na świecie. Jogini odpowiedziała im, że nie są same, gdyż w ich domu jest pełno szczurów, a każdy szczur jest inkarnacją jakiejś bliskiej osoby z rodziny. Poprosiła, by karmiły je i rozmawiały z nimi, a wtedy na pewno nie będą się czuły samotne. Karni Mata jest postacią legendarną i żyła prawdopodobnie tuż przed przybyciem Rao Biki w tamte regiony. Ludzie zawsze uważali ją za wcielenie bogini Durgi, gdyż zabiła największego demona — strach. Wszyscy władcy Bikaneru zawsze opiekowali się świątynią, czyniąc liczne fundacje i wspierając szczury żyjące tu na wolności.
[...]
Dżajpur (Jaipur) jest stolicą klanu Kaczwaha dopiero od 1727 roku. Kaczwaha utrzymują, że pochodzą od Kusha, syna Ramy. Przybyli z Gwalior w 986 roku, kiedy Radża Ishwar Das porzucił stan królewski, by w Himalajach osiągnąć nirwanę, a jego synowie zostali stamtąd wyrzuceni i musieli szukać sobie nowej ziemi. Soda Rai szukał szczęścia w okolicy Adżmeru, ale prawdziwe szczęście znalazł dopiero jego syn, Dhola Rai, który w 1006 roku poślubił piękną księżniczkę, która wniosła mu w posagu ziemię wokół Amberu. Tubylczy lud Mina stał się podporą nowych rządów i miał przywilej stawiania świętego znaku tilak na czole władcy w dniu koronacji, stali się zarządcami i obrońcami wszystkich fortów, zachowali własne obyczaje i otrzymywali od władców dżagiry. Ziemie księstwa dzieliły się na thikany, czyli dobra najbliższej rodziny, które niekiedy dawały wielkie dochody i wzbogacały tak zarządców, jak dwór (dzięki podatkom). Z tych rodzin rekrutowali się doradcy dworu, administratorzy dóbr i przyjaciele. Służba pochodziła z niższych dżati, ale ponieważ wszyscy Radżputowie czuli się ksiatrijami, to byli oni bardzo dobrze traktowani i należeli do wielkiej rodziny, ich stanowiska były zresztą dziedziczne. Ziemia lenna Bissau była jedną z pięciu samodzielnych thikan regionu Szekawati, a ich pałacyk rodowy w Dżajpurze został w latach 50. zamieniony w hotel, w którym rezydują wszystkie grupy LOGOS TRAVEL MAREK ŚLIWKA…
[...]
W 1562 roku, Rana Singh z Amberu oddał Akbarowi swą córkę Dżodabai za żonę. Spośród trzech kobiet, które oczekiwały dziecka, ta właśnie księżniczka powiła Dżahangira, następcę tronu. Parę lat później, po hekatombie Czittorgarhu, Akbar powierzył Ranie dowództwo nad armią cesarską i Radżputowie stali się zbrojnym ramieniem Wielkich Mogołów. Mogli wzbogacać się na kampaniach wojskowych i dziedziczyć swoje ziemie (tego nie wolno było hindusom).
[...]
Około wieku XV powstała nowa legenda, nawiązująca i do czasów wedyjskich, i do czasów walk ze Scytami czy Śwetahunami, a przede wszystkim do czasów przyjmowania religii hindu pod egidą braminów. Wszyscy Radżputowie uznawali zawsze za najważniejsze miejsce swego kultu najwyższy wierzchołek Mount Abu, w górach Arawalli, gdzie wyłoniły się z ognia cztery główne plemiona radżpuckie. Na zboczu góry Śikhara (1880 m) medytowali za czasów wedyjskich riszi, recytując najstarsze sanskryckie teksty. Właśnie tam, w świętym miejscu Agnikand, zapłonął wielki ogień Agnikula w intencji ratowania ziemi przed niszczącymi ją demonami. W odpowiedzi na modlitwy przebłagalne braminów z ognia wyłonili się czterej ksiatrijowie, którzy uwolnili ziemię od demonów. Można w tej legendzie dopatrzeć się reminiscencji z dawnych czasów, kiedy nie-aryjscy przywódcy plemienni pod okiem braminów sprawowali rytuały i palili stosy ofiarne przyjmując dharmę hindu i jednocześnie konsolidowali się, by stawić opór przeciw Scytom. Niewykluczone, że takie wielkie spotkanie głównych rodów radżpuckich odbyło się w 556 roku, kiedy Bappu Rawal, legendarny protoplasta klanu Sisodia, został obdarzony nadzwyczajną siłą, dzielnością i brawurą konieczną do obrony terytoriów. We wszystkich radżpuckich legendach rodzinnych powtarza się motyw konieczności ćwiczenia się w rzemiośle wojennym i jakby nakaz pozostania ksiatriją, wojownikiem, którego efektem jest ów słynny honor niepoddania się przeciwnikowi i walki aż do utraty życia w imię wolności klanu. Radżputowie podzielili się na cztery linie Agnikula, pochodzących z ognia, do których należały miedzy innymi dynastie Czalukja, Solanki z Gudżaratu, Chauhan z Kota. Linia Paramara obejmowała 35 klanów, Parihara — 12 klanów, Solanki — 16 klanów, Czauhan — 24 klany.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
[...]
Tytuły takie jak nizam, szach, sułtan wskazywały na władcę muzułmańskiego. Radżpuccy władcy przyjęli wedyjski tytuł raja, radża (w językach indoeuropejskich roy, roi to król) lub maharaja, wielki król, któremu podlegali pomniejsi okoliczni radżowie, płacący daninę w zamian za ochronę wojskową domeny. Władcy Mewaru, dla podkreślenia swej inności wobec pozostałych Radżputów, którzy zhańbili się współpracą z Wielkimi Mogołami, nosili tytuł rana, a z czasem maharana. Jedna z gałęzi rodu Sisodia tytułowała się rawal, a inna — rao.
[...]
Radżputowie mieli zwyczaj wysyłania swoich młodszych synów (starsi dziedziczyli tron po ojcu) na zbrojną wyprawę w celu zdobycia sobie kawałka ziemi i założenia własnego królestwa. Nie było to wejście w posiadanie ziemi, gdyż w starożytnych i średniowiecznych Indiach ziemia nie należała do władcy, lecz do wszystkich jej użytkowników, ale wejście w prawo do zarządzania, administrowania i pobierania rozmaitych podatków. Zajmowali stare, niekiedy wręcz starożytne terytoria i instalowali tam swoją dynastię, jak Wadijarowie w Majsurze. Mandatem lojalności była religia hindu i świetne dogadywanie się z braminami, których stali się zresztą obrońcami. Nowi władcy musieli jednak bardzo ostrożnie dogadywać się z tubylczą ludnością, wciąż dowodzoną przez własnych wodzów plemiennych.
[...]
Gdy nie mieli własnego syna, który mógłby zapewnić ciągłość dynastii, Radżputowie często uciekali się do adopcji. Rytuał adopcji był wiążący i niezbywalny, wzięcie dziecka na kolana oznaczało nominację go na syna. W dawnych czasach koronacja była skromnym rytuałem — młody maharadża siadał na zdobnej poduszce (gaddi) wśród swoich podwładnych, na posadzce w sali audiencji publicznych (diwan-i-am), a ważny urzędnik państwowy nakładał mu turban na głowę w dowód poddaństwa możnych nowemu władcy. Za czasów Wielkich Mogołów cesarz nakładał nowemu władcy rajtilak (kropkę na czole, znak przynależności do religii hindu). Kwestie genealogiczne rodów nabrały istotnego znaczenia dopiero w okresie mogolskim, odwoływali się do więzów krwi i wspólnego pochodzenia, wzmocnili mitotwórcze legendy rodzinne. Akbar pozostawił im prawo dziedziczenia własności domen, po części jako zapłatę za wierną służbę i, odwrotnie, jako gwarant ich wierności.
[...]
Właśnie to tak różnorodne pochodzenie uniemożliwiało zjednoczenie się walecznych Radżputów podczas najazdów turecko-afgańskich i mogolskich. Utworzyli oni wprawdzie silną organizację klanową, gdzie honor rycerski był ważniejszy od zdrowego rozsądku, ale za brak wyobraźni politycznej zapłacili wysoką cenę — nigdy nie utworzyli mocnego państwa, które mogłoby odeprzeć nawałnicę mogolską i obronić zarówno własne ziemie jak ziemie całych Indii północnych. Wprawdzie w XVIII wieku każde z tych księstw odrodziło się, wzbogaciło i zdobyło na terenie Indii wielkie znaczenie, to znowu w XIX wieku władcy musieli się, z większymi lub mniejszymi honorami, poddać władzy angielskiej.
[...]
W Deshnok (30 km) znajduje się świątynia poświęcona opiekunce księstwa. Zwyczajem wszystkich Radżputów, Rao Bika zapytał lokalną ludność jaką postać boską admirują i dla kogo ma wystawić świątynię, by żyć w zgodzie z lokalną tradycją. Opowiedziano mu historię kobiety, którą wysławiano za mądrość i współczucie do ludzi. Karni Mata była joginią i wiele osób przychodziło do niej z prośbą o radę. Kiedyś przyszły zapłakane małe dzieci pożalić się, że zmarła im matka i że zostały całkiem same na świecie. Jogini odpowiedziała im, że nie są same, gdyż w ich domu jest pełno szczurów, a każdy szczur jest inkarnacją jakiejś bliskiej osoby z rodziny. Poprosiła, by karmiły je i rozmawiały z nimi, a wtedy na pewno nie będą się czuły samotne. Karni Mata jest postacią legendarną i żyła prawdopodobnie tuż przed przybyciem Rao Biki w tamte regiony. Ludzie zawsze uważali ją za wcielenie bogini Durgi, gdyż zabiła największego demona — strach. Wszyscy władcy Bikaneru zawsze opiekowali się świątynią, czyniąc liczne fundacje i wspierając szczury żyjące tu na wolności.
[...]
Dżajpur (Jaipur) jest stolicą klanu Kaczwaha dopiero od 1727 roku. Kaczwaha utrzymują, że pochodzą od Kusha, syna Ramy. Przybyli z Gwalior w 986 roku, kiedy Radża Ishwar Das porzucił stan królewski, by w Himalajach osiągnąć nirwanę, a jego synowie zostali stamtąd wyrzuceni i musieli szukać sobie nowej ziemi. Soda Rai szukał szczęścia w okolicy Adżmeru, ale prawdziwe szczęście znalazł dopiero jego syn, Dhola Rai, który w 1006 roku poślubił piękną księżniczkę, która wniosła mu w posagu ziemię wokół Amberu. Tubylczy lud Mina stał się podporą nowych rządów i miał przywilej stawiania świętego znaku tilak na czole władcy w dniu koronacji, stali się zarządcami i obrońcami wszystkich fortów, zachowali własne obyczaje i otrzymywali od władców dżagiry. Ziemie księstwa dzieliły się na thikany, czyli dobra najbliższej rodziny, które niekiedy dawały wielkie dochody i wzbogacały tak zarządców, jak dwór (dzięki podatkom). Z tych rodzin rekrutowali się doradcy dworu, administratorzy dóbr i przyjaciele. Służba pochodziła z niższych dżati, ale ponieważ wszyscy Radżputowie czuli się ksiatrijami, to byli oni bardzo dobrze traktowani i należeli do wielkiej rodziny, ich stanowiska były zresztą dziedziczne. Ziemia lenna Bissau była jedną z pięciu samodzielnych thikan regionu Szekawati, a ich pałacyk rodowy w Dżajpurze został w latach 50. zamieniony w hotel, w którym rezydują wszystkie grupy LOGOS TRAVEL MAREK ŚLIWKA…
[...]
W 1562 roku, Rana Singh z Amberu oddał Akbarowi swą córkę Dżodabai za żonę. Spośród trzech kobiet, które oczekiwały dziecka, ta właśnie księżniczka powiła Dżahangira, następcę tronu. Parę lat później, po hekatombie Czittorgarhu, Akbar powierzył Ranie dowództwo nad armią cesarską i Radżputowie stali się zbrojnym ramieniem Wielkich Mogołów. Mogli wzbogacać się na kampaniach wojskowych i dziedziczyć swoje ziemie (tego nie wolno było hindusom).
Jedna z hipotez mówi, że nie stosowali się do prawa, dharmy, to znaczy nie dopełniali obowiązków klanowych, związanych ze składaniem ofiar lub rytuałem oczyszczenia przez ogień. Jest to prawdopodobne, bowiem właśnie między V a VIII wiekiem trwał proces wielkiego powrotu do wypełniania dharmy różnorodnych plemion radżpuckich. Romowie być może odmawiali złożenia przed braminami ofiary przebłagalnej (co było kosztowne) i zostali wykluczeni z wielkiej aryjskiej wspólnoty plemion… Ponieważ jednak opuścili Indie dopiero w XI-XII wieku, to jest bardziej prawdopodobne, że uchodzili przed Afganami. Podobnie przed muzułmanami afgańskimi uciekali hinduscy Gurkhowie, osiedlając się w cichym i dalekim od inwazji Nepalu.
Dżauhar był jeszcze innym, choć podobnym obyczajem, stosowanym przez klany Radżputów, lecz jedynie przez żony i konkubiny członków najwyższych warn, a więc braminów i ksiatrijów. Terytorialnie dotyczył wyłącznie państw Radżputany (a nie całych Indii) i terenów zdobytych przez Radżputów. Gdy forteca poddawała się i przechodziła w ręce wroga, kobiety, dzieci i starcy wchodzili na stos całopalny, by nie wpaść w ręce wroga i nie zostać pohańbionymi przez muzułmańskich najeźdźców, którzy starców zazwyczaj zabijali, a kobiety brali do swych haremów. Podobnie, polska szlachta kresowa mawiała: Wolę dziecko swe własnymi rękoma utłuc, niż na poturczenie w janczary oddać. Kiedy cesarz Akbar zdobywał Czittorgarh, nieugiętą fortecę Radżputów, widział z oddali czarne dymy zapalonych stosów: Kiedy został zabity dzielny Dżaj Mal, Radżputowie wycofali się, zebrali radę i wybrali na swego dowódcę młodego, szesnastoletniego Patę. Ten, uważając, iż bitwa była ostatecznie przegrana, zarządził dżauhar. Zapłonęły stosy w domach radżpuckich dowódców — Paty, Sahiba Chana z klanu Rathor, Isara Chana z klanu Czauhan oraz wielu innych, i tak trzysta ich żon, konkubin i służących weszło dobrowolnie w ogień, a wśród nich dziewięć żon dowódców klanów oraz pięć hinduskich księżniczek…
[...]
Louis Frederic, Akbar, le Grand Moghol Akbar nakazał wymordowanie całej ludności i mówi się, że poległo 30 tysięcy osób, w tym — 8 tysięcy ksiatrijów.
[...]
Kiedy został zabity dzielny Dżaj Mal, Radżputowie wycofali się, zebrali radę i wybrali na swego dowódcę młodego, szesnastoletniego Patę. Ten, uważając, iż bitwa była ostatecznie przegrana, zarządził dżauhar. Zapłonęły stosy w domach radżpuckich dowódców — Paty, Sahiba Chana z klanu Rathor, Isara Chana z klanu Czauhan oraz wielu innych, i tak trzysta ich żon, konkubin i służących weszło dobrowolnie w ogień, a wśród nich dziewięć żon dowódców klanów oraz pięć hinduskich księżniczek…
[...]
Louis Frederic, Akbar, le Grand Moghol Akbar nakazał wymordowanie całej ludności i mówi się, że poległo 30 tysięcy osób, w tym — 8 tysięcy ksiatrijów.
[...]
Kiedy został zabity dzielny Dżaj Mal, Radżputowie wycofali się, zebrali radę i wybrali na swego dowódcę młodego, szesnastoletniego Patę. Ten, uważając, iż bitwa była ostatecznie przegrana, zarządził dżauhar. Zapłonęły stosy w domach radżpuckich dowódców — Paty, Sahiba Chana z klanu Rathor, Isara Chana z klanu Czauhan oraz wielu innych, i tak trzysta ich żon, konkubin i służących weszło dobrowolnie w ogień, a wśród nich dziewięć żon dowódców klanów oraz pięć hinduskich księżniczek…
RadżputowieSą trzy rzeczy, jakich nigdy nie wolno żądać od Radżputa — jego konia, żony i miecza
[...]
I pognał przed siebie na rączym rumaku aż do rzeki Czambal, gdzie w 1342 roku założył kwitnące królestwo Harawati ze stolicą w Bundi. Od czasów Akbara władcy stali się jednymi z najgorętszych zwolenników i popleczników mogolskich cesarzy. Zdarzyło się, że dwunastu książąt z klanu Hara zginęło w jednej bitwie, przelewając krew za Szahdżahana. W dowód wdzięczności, kolejny władca otrzymał stanowisko gubernatora Delhi. Ale nigdy nie przeszli na stronę Aurangzeba, uważając Darę za prawowitego następcę tronu. Maharadżowie z klanu Hara musieli też wielokrotnie odpierać ataki sąsiadów, innych Radżputów z Mewaru.
[...]
Pałac, wystawiony przez Bir Singha Deo z Orczi w 1620 roku, uchodzi za jeden z najlepszych przykładów indyjskiej architektury prywatnej Radżputów klanu Bundela. W latach dwudziestych XX wieku, z braku męskiego potomka i angielskiej niezgody na prawo adopcji, pałac został opuszczony przez ostatnich spadkobierców. Jeśli nie popadł w kompletną ruinę, to tylko dzięki kompanii wojska indyjskiego, która kwateruje i zabezpiecza obiekt.
[...]
Dynastia Wadijarów wywodzi swe pochodzenie od dwóch braci ksiatrijów pochodzenia radżpuckiego, którzy około roku 1399 przybyli na południe aż z Dwarki w Gudżaracie w poszukiwaniu miejsc świętych. Tradycja mówi, iż wsparli oni miejscowego wodza w potyczkach z sąsiadami, a kiedy wódz zmarł, jeden z książąt otrzymał w dowód uznania rękę córki. Opierając się o lokalne układy sił, a przede wszystkim z racji upadku królestwa Widżajanagaru po 1566 roku, młodzi Radżputowie zbudowali z czasem prężne państwo, które we względnym spokoju przetrwało od 1568 aż do 1759 roku.
[...]
I pognał przed siebie na rączym rumaku aż do rzeki Czambal, gdzie w 1342 roku założył kwitnące królestwo Harawati ze stolicą w Bundi. Od czasów Akbara władcy stali się jednymi z najgorętszych zwolenników i popleczników mogolskich cesarzy. Zdarzyło się, że dwunastu książąt z klanu Hara zginęło w jednej bitwie, przelewając krew za Szahdżahana. W dowód wdzięczności, kolejny władca otrzymał stanowisko gubernatora Delhi. Ale nigdy nie przeszli na stronę Aurangzeba, uważając Darę za prawowitego następcę tronu. Maharadżowie z klanu Hara musieli też wielokrotnie odpierać ataki sąsiadów, innych Radżputów z Mewaru.
[...]
Pałac, wystawiony przez Bir Singha Deo z Orczi w 1620 roku, uchodzi za jeden z najlepszych przykładów indyjskiej architektury prywatnej Radżputów klanu Bundela. W latach dwudziestych XX wieku, z braku męskiego potomka i angielskiej niezgody na prawo adopcji, pałac został opuszczony przez ostatnich spadkobierców. Jeśli nie popadł w kompletną ruinę, to tylko dzięki kompanii wojska indyjskiego, która kwateruje i zabezpiecza obiekt.
[...]
Dynastia Wadijarów wywodzi swe pochodzenie od dwóch braci ksiatrijów pochodzenia radżpuckiego, którzy około roku 1399 przybyli na południe aż z Dwarki w Gudżaracie w poszukiwaniu miejsc świętych. Tradycja mówi, iż wsparli oni miejscowego wodza w potyczkach z sąsiadami, a kiedy wódz zmarł, jeden z książąt otrzymał w dowód uznania rękę córki. Opierając się o lokalne układy sił, a przede wszystkim z racji upadku królestwa Widżajanagaru po 1566 roku, młodzi Radżputowie zbudowali z czasem prężne państwo, które we względnym spokoju przetrwało od 1568 aż do 1759 roku.
Dynastia Czandela, jeden z klanów radżpuckich, wywodziła swe pochodzenie od synów Księżyca, Czandry, a za pierworodnego na ziemiach Gondu uznała Czandrawarmana, młodzieńca, który w wieku szesnastu lat zabił lwa. Heraldyczny lew stał na straży dwudziestu dwóch władców tej dynastii.
W toku dziejów starożytna warna ksiatrijów prawie całkowicie wyniszczyła się wzajemnie w konfliktach zbrojnych i w jej miejsce weszli między V a VII wiekiem n.e. Radżputowie oraz później, w XV wieku — Sikhowie. Jednak Radżputowie, którzy siebie nazwali ksiatrijami, wyrażali publicznie nadzwyczaj wielką uniżoność i poddaństwo do boga Ramy, ich klanowej iszta dewaty, boskości prowadzącej — maharadżowie Amberu i potem Dżajpuru codziennie rano odprawiali pudżę w prywatnej świątyni, w której musieli brać udział wszyscy doradcy i przywódcy wojskowi.
Romowie Romowie
Romowie w Europie:
[...]
W Polsce pierwsze wzmianki o Cyganach pochodzą z 1419 roku. Nazwa wywodzi się z greki bizantyjskiej — Atsinganos znaczy ten, który nie dotyka lub jest nietykalny. Tak nazywano pewną grupę etniczną zajmującą się czarami. Jest to wyraźne nawiązanie do niedotykalnych, czyli starożytnych ludów znad Indusu, którzy po inwazji Arjów zostali poniżeni do roli sług.
[...]
Wspólnym początkiem drogi dla wszystkich europejskich Romów nie był Egipt, lecz Indie. Na II Światowym Kongresie Cyganów w 1978 roku uznali oni Indie za swoją ojczyznę, a w 1981 oficjalny wysłannik premiera Indii, naówczas Indiry Gandhi, zadeklarował honorowy mecenat i opiekę nad europejskimi Cyganami.
[...]
Jedna z hipotez mówi, że nie stosowali się do prawa, dharmy, to znaczy nie dopełniali obowiązków klanowych, związanych ze składaniem ofiar lub rytuałem oczyszczenia przez ogień. Jest to prawdopodobne, bowiem właśnie między V a VIII wiekiem trwał proces wielkiego powrotu do wypełniania dharmy różnorodnych plemion radżpuckich. Romowie być może odmawiali złożenia przed braminami ofiary przebłagalnej (co było kosztowne) i zostali wykluczeni z wielkiej aryjskiej wspólnoty plemion… Ponieważ jednak opuścili Indie dopiero w XI-XII wieku, to jest bardziej prawdopodobne, że uchodzili przed Afganami. Podobnie przed muzułmanami afgańskimi uciekali hinduscy Gurkhowie, osiedlając się w cichym i dalekim od inwazji Nepalu.
[...]
Cyganie podzieleni są na wiele grup różniących się językowo, kulturowo i wyznaniowo. Lecz wszyscy wykazują typowo indyjskie zauroczenie ogniem i nieposkromioną swobodę, przejawiającą się we wszystkich dziedzinach życia. Nie stronią od magii i wróżbiarstwa. Tańczą w mandalicznym kręgu wokół ognia i śpiewają tęskne pieśni o miłosnym uniesieniu i żalu niespełnienia, kochają na zabój — tak jak gorący mieszkańcy znad pustyni Thar. Powszechnie znana jest ich klanowość — nie mają większej świętości niż rodzina, w obronie której gotowi są zabić. Przypominają Gypsy, wałęsające się po Gudżaracie i Radżastanie plemiona nomadów, nigdy i nigdzie nie osiadłe na stałe, przemieszczające się ze swoim dobytkiem tu i tam, trudniące się drobnym handlem i żyjące z kolorowych, prostych, głównie cyrkowych widowisk.
[...]
W Polsce pierwsze wzmianki o Cyganach pochodzą z 1419 roku. Nazwa wywodzi się z greki bizantyjskiej — Atsinganos znaczy ten, który nie dotyka lub jest nietykalny. Tak nazywano pewną grupę etniczną zajmującą się czarami. Jest to wyraźne nawiązanie do niedotykalnych, czyli starożytnych ludów znad Indusu, którzy po inwazji Arjów zostali poniżeni do roli sług.
[...]
Wspólnym początkiem drogi dla wszystkich europejskich Romów nie był Egipt, lecz Indie. Na II Światowym Kongresie Cyganów w 1978 roku uznali oni Indie za swoją ojczyznę, a w 1981 oficjalny wysłannik premiera Indii, naówczas Indiry Gandhi, zadeklarował honorowy mecenat i opiekę nad europejskimi Cyganami.
[...]
Jedna z hipotez mówi, że nie stosowali się do prawa, dharmy, to znaczy nie dopełniali obowiązków klanowych, związanych ze składaniem ofiar lub rytuałem oczyszczenia przez ogień. Jest to prawdopodobne, bowiem właśnie między V a VIII wiekiem trwał proces wielkiego powrotu do wypełniania dharmy różnorodnych plemion radżpuckich. Romowie być może odmawiali złożenia przed braminami ofiary przebłagalnej (co było kosztowne) i zostali wykluczeni z wielkiej aryjskiej wspólnoty plemion… Ponieważ jednak opuścili Indie dopiero w XI-XII wieku, to jest bardziej prawdopodobne, że uchodzili przed Afganami. Podobnie przed muzułmanami afgańskimi uciekali hinduscy Gurkhowie, osiedlając się w cichym i dalekim od inwazji Nepalu.
[...]
Cyganie podzieleni są na wiele grup różniących się językowo, kulturowo i wyznaniowo. Lecz wszyscy wykazują typowo indyjskie zauroczenie ogniem i nieposkromioną swobodę, przejawiającą się we wszystkich dziedzinach życia. Nie stronią od magii i wróżbiarstwa. Tańczą w mandalicznym kręgu wokół ognia i śpiewają tęskne pieśni o miłosnym uniesieniu i żalu niespełnienia, kochają na zabój — tak jak gorący mieszkańcy znad pustyni Thar. Powszechnie znana jest ich klanowość — nie mają większej świętości niż rodzina, w obronie której gotowi są zabić. Przypominają Gypsy, wałęsające się po Gudżaracie i Radżastanie plemiona nomadów, nigdy i nigdzie nie osiadłe na stałe, przemieszczające się ze swoim dobytkiem tu i tam, trudniące się drobnym handlem i żyjące z kolorowych, prostych, głównie cyrkowych widowisk.
Santalowie języki
— specyficzny język santali, którym posługują się Santalowie, grupa plemion (6 mln) z płaskowyżu Chola Nagpur w Bihar, Jharkhand i Orissie.
Scytowie daty, Marathowie, mieszkańcy, Radżputowie
Baktrię zajmują Partowie, a później Scytowie (Siakowie), którzy dochodzą aż do Mathury
Znaczenie Marathów rosło systematycznie od XVI wieku. Ludność ta była mobilna, zatwardziała w bojach o ziemię, napływowa, więc nie związana żadnym archaicznym czy sentymentalnym rytem. Nie podporządkowała się ani starożytnym rodzinom możnowładców ani władcom muzułmańskim, którzy musieli ostrożnie współpracować z wsią i zatrudniać ludzi miejscowych na znaczące nawet stanowiska. Należą do typu rasowego Scyto-drawidów i rzeczywiście łączą w sobie temperament Scytów i drawidyjską umiejętność współpracy dla wspólnej sprawy. Marathowie jako jeden z nielicznych ludów indyjskich przyznawali kobiecie prawo dziedziczenia ziemi, sprawowania władzy, a nawet dowodzenia armią.
Biali Hunowie (Heftalici), pochodzenia tureckiego, utworzyli silną organizację plemienną na terytorium dzisiejszego Afganistanu i wielokrotnie najeżdżali Indie północne, pozostawiając po sobie urodzone z gwałtów liczne potomstwo. Późniejsi Afganowie, którzy wtargnęli do Indii na dobre około roku 1200, są niewątpliwie spadkobiercami Hunów, mają piękne pociągłe twarze i jasny kolor skóry. Scytowie, nazwa nadana przez starożytnych Greków koczowniczym ludom pochodzenia irańskiego, zmieszali się całkowicie z ludami pogranicza.
W tyglu Azji Środkowej mieszały się rasy, języki i obyczaje, a plemiona raz po raz sprzymierzały się w rozmaite konfederacje i tworzyły różne kombinacje wojskowe, które parły do przodu i zagarniały coraz to nowe ziemie. W tamtych czasach nie było ani Afganistanu ani Pakistanu, tereny te również należały do Indii i były miejscem spotkań wszystkich przybyszów, którzy wcześniej czy później szli dalej do Indii, wlewając się na subkontynent przez słynny przesmyk Kyber. Zatrzymały się tam ludy indoeuropejskie, a za nimi miedzy VII a III wiekiem p.n.e. Scytowie, później Grecy, Partowie i Kuszanowie, lud irański pochodzący ze stepów Azji, który między I a III wiekiem n.e. utworzył dobrze zorganizowaną federację państw pod wodzą Kaniszki (127-147n.e.), którego dzieło było kontynuowane przez indyjską dynastię Guptów. Od V wieku pojawiają się znowu ludy irańskie — Śwetahunowie (przez Greków nazwani Heftalitami, a przez nas — Białymi Hunami), którzy zdominowali wszystkie osiadłe tam ludy i utworzyli silną organizację plemienną na terenie Afganistanu. Stąd wtargnęli do Indii niszcząc osady Doabu, Bengal i Bihar, zadając śmiertelny cios państwu Guptów, które zniknęło z dziejów na początku VI wieku. Przez jakieś trzydzieści lat zachodnie Indie znalazły się pod królami huńskimi, ale konfederacja radżów północnoindyjskich odniosła nad nimi druzgocące zwycięstwo w 528 roku. Ich impet został całkowicie wyhamowany, zostali odrzuceni aż do Kaszmiru, gdzie niebawem lud ten utracił swą odrębność i został wchłonięty przez mieszankę ludności miejscowej. Wszystkich obcych, którzy przybyli od północnego zachodu i z Hindukuszu, głównie Scytów, Partów, Saków i Hunów, osiedlających się na granicach Indii Zachodnich nazywano Śaka. Śwetahunowie najmniej zasymilowali się w Pendżabie i można przyjąć, że dzisiejsi Sikhowie są ich najbliższymi potomkami.
[...]
Około wieku XV powstała nowa legenda, nawiązująca i do czasów wedyjskich, i do czasów walk ze Scytami czy Śwetahunami, a przede wszystkim do czasów przyjmowania religii hindu pod egidą braminów. Wszyscy Radżputowie uznawali zawsze za najważniejsze miejsce swego kultu najwyższy wierzchołek Mount Abu, w górach Arawalli, gdzie wyłoniły się z ognia cztery główne plemiona radżpuckie. Na zboczu góry Śikhara (1880 m) medytowali za czasów wedyjskich riszi, recytując najstarsze sanskryckie teksty. Właśnie tam, w świętym miejscu Agnikand, zapłonął wielki ogień Agnikula w intencji ratowania ziemi przed niszczącymi ją demonami. W odpowiedzi na modlitwy przebłagalne braminów z ognia wyłonili się czterej ksiatrijowie, którzy uwolnili ziemię od demonów. Można w tej legendzie dopatrzeć się reminiscencji z dawnych czasów, kiedy nie-aryjscy przywódcy plemienni pod okiem braminów sprawowali rytuały i palili stosy ofiarne przyjmując dharmę hindu i jednocześnie konsolidowali się, by stawić opór przeciw Scytom. Niewykluczone, że takie wielkie spotkanie głównych rodów radżpuckich odbyło się w 556 roku, kiedy Bappu Rawal, legendarny protoplasta klanu Sisodia, został obdarzony nadzwyczajną siłą, dzielnością i brawurą konieczną do obrony terytoriów. We wszystkich radżpuckich legendach rodzinnych powtarza się motyw konieczności ćwiczenia się w rzemiośle wojennym i jakby nakaz pozostania ksiatriją, wojownikiem, którego efektem jest ów słynny honor niepoddania się przeciwnikowi i walki aż do utraty życia w imię wolności klanu. Radżputowie podzielili się na cztery linie Agnikula, pochodzących z ognia, do których należały miedzy innymi dynastie Czalukja, Solanki z Gudżaratu, Chauhan z Kota. Linia Paramara obejmowała 35 klanów, Parihara — 12 klanów, Solanki — 16 klanów, Czauhan — 24 klany.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
[...]
Około wieku XV powstała nowa legenda, nawiązująca i do czasów wedyjskich, i do czasów walk ze Scytami czy Śwetahunami, a przede wszystkim do czasów przyjmowania religii hindu pod egidą braminów. Wszyscy Radżputowie uznawali zawsze za najważniejsze miejsce swego kultu najwyższy wierzchołek Mount Abu, w górach Arawalli, gdzie wyłoniły się z ognia cztery główne plemiona radżpuckie. Na zboczu góry Śikhara (1880 m) medytowali za czasów wedyjskich riszi, recytując najstarsze sanskryckie teksty. Właśnie tam, w świętym miejscu Agnikand, zapłonął wielki ogień Agnikula w intencji ratowania ziemi przed niszczącymi ją demonami. W odpowiedzi na modlitwy przebłagalne braminów z ognia wyłonili się czterej ksiatrijowie, którzy uwolnili ziemię od demonów. Można w tej legendzie dopatrzeć się reminiscencji z dawnych czasów, kiedy nie-aryjscy przywódcy plemienni pod okiem braminów sprawowali rytuały i palili stosy ofiarne przyjmując dharmę hindu i jednocześnie konsolidowali się, by stawić opór przeciw Scytom. Niewykluczone, że takie wielkie spotkanie głównych rodów radżpuckich odbyło się w 556 roku, kiedy Bappu Rawal, legendarny protoplasta klanu Sisodia, został obdarzony nadzwyczajną siłą, dzielnością i brawurą konieczną do obrony terytoriów. We wszystkich radżpuckich legendach rodzinnych powtarza się motyw konieczności ćwiczenia się w rzemiośle wojennym i jakby nakaz pozostania ksiatriją, wojownikiem, którego efektem jest ów słynny honor niepoddania się przeciwnikowi i walki aż do utraty życia w imię wolności klanu. Radżputowie podzielili się na cztery linie Agnikula, pochodzących z ognia, do których należały miedzy innymi dynastie Czalukja, Solanki z Gudżaratu, Chauhan z Kota. Linia Paramara obejmowała 35 klanów, Parihara — 12 klanów, Solanki — 16 klanów, Czauhan — 24 klany.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
Sikhowie Akbar, Anglicy w Indiach, daty, hindu, India, maharadżowie, M.S. Swaminathan, obrzędy i święta, Radżputowie, sati, Sikhowie, Stany Książęce Indii, świątynia, warna
Od Akbara Sikhowie otrzymali firman nadający im ziemię wokół Amritsaru, który do dziś jest podstawą ich roszczeń do autonomicznego państwa.
Idąc wciąż za przykładem Robert Clive'a, kolejnym państwem indyjskim, zdobytym w 1843 roku w wojnie zaborczej prowadzonej przez Kompanię, był Sind (część dzisiejszego Pakistanu) — było to preludium do zwykłej już aneksji suwerennego państwa Sikhów, Pendżabu, dokonanej w 1848 roku przez Markiza Dalhousie (1848-1856). Jako wybitny Gubernator Generalny Indii był on twórcą prawdziwie kolonialnej polityki i imperialnej administracji, która ostatecznie okazała się nazbyt kosztowna. Za jego rządów Kompania została praktycznie zduszona i ostatecznie rozdzielono zarządy. Utworzono nowe stanowisko — zarządcy Bengalu, pod mianem wice-gubernatora (1854), który jednak był całkowicie zależny od politycznej funkcji gubernatora generalnego Indii. Markiz Dalhousie dokonał też ostatecznego podboju Birmy. To on wprowadził prawo doctrine of lapse, na mocy którego Brytyjczycy mogli dokonać aneksji każdego państwa, które nie posiadało męskiego następcy tronu. Otworzyło to drogę do wszelkich nadużyć, gdyż wiele państewek i księstw indyjskich korzystało z tradycji adopcji. W 1849 roku dokonano aneksji Satary i Sambalpuru, a w 1853 — Dżansi (Jhansi) i Nagpuru. Za jego rządów wszystkie brytyjskie ośrodki połączono telegrafem, stworzono imperialny system urzędów pocztowych i wprowadzono znaczki pocztowe, w 1855 roku otwarto pierwszą linię kolejową, budowano drogi i mosty. Została zdecydowanie ograniczona suwerenność wszystkich praktycznie indyjskich państewek. W 1856 roku zmuszono do abdykacji króla prowincji Oudh, którą włączono do posiadłości angielskich, prowincję niezależną od 1818 roku, zarządzaną w tym ostatnim okresie przez hinduskich Marathów, a obejmującą starożytne królestwa Awadhi i Kośala ze stolicą w Ajodhji. Wprawdzie została w XII wieku podbita przez muzułmanów i włączona do Sułtanatu Delhijskiego, ale zachowała wielkie tradycje cywilizacji hindu. Wadżid Ali Szach, ostatni król Oudh, był poetą piszącym w języku urdu, ale też sybarytą kochającym kobiety — jego harem liczył ich 300.
[...]
Kompania Wschodnioindyjska od końca XVIII wieku werbowała do swej armii rodzimych mieszkańców Indii, sipaje=miejscowi, głównie Sikhów i Gurkhów, poddając ich musztrze angielskich oficerów. Powstanie, Rewolta czy Bunt Sipajów wybuchł, kiedy dowiedziano się, że tłuszcz konieczny do czyszczenia luf armatnich czy konserwacji amunicji pochodzi jakoby z krowy, co wzburzyło hindusów lub wieprza, co wzburzyło muzułmanów. 29 marca 1857 roku 80 tysięcy żołnierzy było gotowych do przeciwstawienia się temu zarządzeniu. Powstańcy zdobyli Delhi i wiele innych ośrodków władzy brytyjskiej. Buntownicy, jak ich nazywają Anglicy, powstańcy, jak ich nazywają hindusi i muzułmanie, konsolidowali się wokół osoby cesarza mogolskiego, Bahadura Szaha II w Delhi, który dla nich był zapewne gwarantem starego porządku. Paradoksalnie, lepszy wydawał się powrót do „rodzimego” porządku cesarstwa mogolskiego niż panowanie prawdziwie „obcych” Anglików. Do buntu sipajów dołączyli wieśniacy (powstanie chłopskie) oraz muzułmanie z przesłaniem dżihadu, świętej wojny przeciw Anglikom i całe północne Indie stanęły w ogniu. Ale prawdziwym powodem wzburzenia było oczywiście pozbawienie prowincji Oudh suwerenności. Po roku powstanie zostało krwawo stłumione.
[...]
Kompania Wschodnioindyjska od końca XVIII wieku werbowała do swej armii rodzimych mieszkańców Indii, sipaje=miejscowi, głównie Sikhów i Gurkhów, poddając ich musztrze angielskich oficerów. Powstanie, Rewolta czy Bunt Sipajów wybuchł, kiedy dowiedziano się, że tłuszcz konieczny do czyszczenia luf armatnich czy konserwacji amunicji pochodzi jakoby z krowy, co wzburzyło hindusów lub wieprza, co wzburzyło muzułmanów. 29 marca 1857 roku 80 tysięcy żołnierzy było gotowych do przeciwstawienia się temu zarządzeniu. Powstańcy zdobyli Delhi i wiele innych ośrodków władzy brytyjskiej. Buntownicy, jak ich nazywają Anglicy, powstańcy, jak ich nazywają hindusi i muzułmanie, konsolidowali się wokół osoby cesarza mogolskiego, Bahadura Szaha II w Delhi, który dla nich był zapewne gwarantem starego porządku. Paradoksalnie, lepszy wydawał się powrót do „rodzimego” porządku cesarstwa mogolskiego niż panowanie prawdziwie „obcych” Anglików. Do buntu sipajów dołączyli wieśniacy (powstanie chłopskie) oraz muzułmanie z przesłaniem dżihadu, świętej wojny przeciw Anglikom i całe północne Indie stanęły w ogniu. Ale prawdziwym powodem wzburzenia było oczywiście pozbawienie prowincji Oudh suwerenności. Po roku powstanie zostało krwawo stłumione.
zbezczeszczenie świątyni Sikhów w Amritsarze i zamach na Indirę Gandhi
Hinduizm to termin europejski, sztucznie utworzony przez Anglików na potrzeby pierwszego spisu powszechnego, który został przeprowadzony w 1872 roku. W swej fobii klasyfikowania i oceniania, podzielili oni ludność subkontynentu na hindu people i muslim people. Ten zupełnie sztuczny i arbitralny podział, którego smutne konsekwencje trwają do dziś, nie dał oczywiście żadnej interesującej odpowiedzi na pytanie kim są badani. Z faktu, iż ktoś określił się hindu wcale nie wynikało, że wyznawał którąś z religii staroindyjskich lub hinduskich, mógł bowiem mieć na myśli przynależność do wspólnoty społecznej hindu. Właściwie wszyscy muzułmanie w Indiach są jednocześnie hindu — podbita ludność przechodziła na islam pod groźbą utraty życia lub utraty środków do życia. Wielu muzułmanów, jak na przykład mieszkańcy Bengalu, czują się na swój sposób hindu, gdyż są mieszkańcami subkontynentu oraz współtwórcami i uczestnikami cywilizacji hindu. Podobnie Sikhowie, którzy wprawdzie walczą o autonomię religijną i o wyłączenie ich religii z tygla wierzeń hinduskich, ale również mają siebie za hindu. Także dżiniści i buddyści uważają siebie za hindu. Mieszkańcy Indii do dziś bardziej utożsamiają się z miejscem zamieszkania niż z wyznawaną religią. Nazwa islam, zamiast wcześniej używanej nazwy w liczbie mnogiej mahometanie lub muzułmanie, pojawiła się w angielskim nazewnictwie też dopiero w XIX wieku.
Kiedy Indie odzyskały niepodległość, Mahatma Gandhi chciał wrócić do nazwy Hindustan (obok Pakistanu muzułmanów i śnionego Khalistanu Sikhów, a także Radżastanu, kraju radżów). Indyjscy muzułmanie nie mogli zgodzić się na taką nazwę państwa, gdyż oznaczałoby to, że Indie są zamieszkałe wyłącznie przez wyznawców religii hindu.
System zależności lennej wytworzył się w Indiach w wyniku wieloletniego paktowania — większość władców nie pochodziła bowiem z kraju, którym władała. Przychodzący z zewnątrz uzurpatorzy, jeśli chcieli stać się dobrymi administratorami i czerpać zyski z rzemiosła królowania, musieli układać się z gildiami kupców i wieśniaków, szefami starożytnych rodów i klanów (z tytułem dżagirdar, thakur lub talukdar) i chcąc nie chcąc poddać się istniejącym układom. Bagatelizowanie lokalnych tradycji i świąt, brak poszanowania istniejących układów sił wśród ludności miejscowej doprowadzały do upadku dynastii, a ludności tak naprawdę było obojętne kto rządzi, czyli komu płaci podatki. Władcy pochodzący z hinduskich klanów radżpuckich jak i rodzimi Marathowie, Dżatowie i Sikhowie, znakomicie wypełnili w XVIII wieku próżnię po zarządcach mogolskich. Kto tylko umiał zagarnąć władzę, ten ją zagarniał, a następcy stawali się bardziej lub mniej trwałą i udaną dynastią, której spadkobiercy niekiedy żyją po dziś dzień. Bardzo silna potrzeba społeczna odtworzenia starożytnej warny ksiatrijów sprawiła, że warstwa ta odrodziła się błyskawicznie, wspierana zresztą przez Anglików, którzy musieli się przecież na kimś oprzeć. Anglicy z Kompanii Wschodnioindyjskiej wspierali niemal każdego władcę terytorialnego w zamian za jego lojalność i, oczywiście, odpowiednie płatności oraz za utrzymywanie wojska najemnego, sipajów. Za Radżu brytyjskiego, wzmacniali dodatkowo poczucie bezpieczeństwa władców nadając im różne dziwaczne i nic nie znaczące tytuły i przywileje, komiczne herby, autorytatywnie określając, na przykład, ilość salw armatnich przynależnych tytułowi. Było to prześmiewcze i żenujące, ale Brytyjczycy świetnie się bawili. Izba Książąt (la Chambre des Princes) zorganizowana na podobieństwo Izby Lordów, broniąca interesów władców Indii i przywracająca im godność osobistą ukonstytuowała się dopiero w latach dwudziestych XX wieku.
Motorem akcji zwanej zieloną rewolucją była ekonomiczna motywacja zysku i regulacja rynku. Agronom z Teksasu — Norman Borlaug, laureat pokojowej nagrody Nobla z 1970 roku, wprowadził biologicznie zmodyfikowane odmiany zbóż, zwłaszcza ryżu i kukurydzy, które dla Swaminathana okazały się kluczem do indyjskiej drogi naprawy rolnictwa. Rewolucję rozpoczęto w Pendżabie, przy wielkim zaangażowaniu Sikhów, a następnie wprowadzono w Tamil Nadu i innych regionach.
Sikhowie świętują zniszczenie sił zła, ale mają jeszcze inny powód do radości, gdyż w 1620 roku na święto Diwali zostało uwolnionych z fortecy w Gwalior, więzienia stanowego Wielkich Mogołów, 52 radżów hinduskich. Uwolnienia środkami politycznymi domagał się 6-ty guru Sikhów, Hargobinda Singh, którego ludność witała wtedy w świątyniach pełnych zapalonych lampeczek.
W tyglu Azji Środkowej mieszały się rasy, języki i obyczaje, a plemiona raz po raz sprzymierzały się w rozmaite konfederacje i tworzyły różne kombinacje wojskowe, które parły do przodu i zagarniały coraz to nowe ziemie. W tamtych czasach nie było ani Afganistanu ani Pakistanu, tereny te również należały do Indii i były miejscem spotkań wszystkich przybyszów, którzy wcześniej czy później szli dalej do Indii, wlewając się na subkontynent przez słynny przesmyk Kyber. Zatrzymały się tam ludy indoeuropejskie, a za nimi miedzy VII a III wiekiem p.n.e. Scytowie, później Grecy, Partowie i Kuszanowie, lud irański pochodzący ze stepów Azji, który między I a III wiekiem n.e. utworzył dobrze zorganizowaną federację państw pod wodzą Kaniszki (127-147n.e.), którego dzieło było kontynuowane przez indyjską dynastię Guptów. Od V wieku pojawiają się znowu ludy irańskie — Śwetahunowie (przez Greków nazwani Heftalitami, a przez nas — Białymi Hunami), którzy zdominowali wszystkie osiadłe tam ludy i utworzyli silną organizację plemienną na terenie Afganistanu. Stąd wtargnęli do Indii niszcząc osady Doabu, Bengal i Bihar, zadając śmiertelny cios państwu Guptów, które zniknęło z dziejów na początku VI wieku. Przez jakieś trzydzieści lat zachodnie Indie znalazły się pod królami huńskimi, ale konfederacja radżów północnoindyjskich odniosła nad nimi druzgocące zwycięstwo w 528 roku. Ich impet został całkowicie wyhamowany, zostali odrzuceni aż do Kaszmiru, gdzie niebawem lud ten utracił swą odrębność i został wchłonięty przez mieszankę ludności miejscowej. Wszystkich obcych, którzy przybyli od północnego zachodu i z Hindukuszu, głównie Scytów, Partów, Saków i Hunów, osiedlających się na granicach Indii Zachodnich nazywano Śaka. Śwetahunowie najmniej zasymilowali się w Pendżabie i można przyjąć, że dzisiejsi Sikhowie są ich najbliższymi potomkami.
Wdowy po maharadży były niesione za nim w złoconych fotelach. Przed każdą trzymano wielkie zwierciadło i złoty parasol, symbole ich pozycji. Niewolnice szły pieszo. Starsi synowie maharadży i wielmoże szli boso, odziani w białe szaty. Kobiety miały spłonąć na stosie pogrzebowym męża — był to zwyczaj bramiński, który religia sikhijska przejęła. Akt zupełnie dobrowolny; wdowa mogła zdecydować się na śmierć w płomieniach, gdyż gwarantowało jej to wstęp do raju.Cztery wdowy, wszystkie bardzo piękne, spłonęły wraz z jego ciałem, podobnie jak pięć kaszmirskich niewolnic. Uczyniono wszystko, by temu zapobiec, jednak na próżno. Zagwarantowano im, że zachowają pozycję i majątek, ale nie dały się odwieść od swego zamiaru. Cztery żony usiadły na stosie, trzymając głowę Randżita Singha na kolanach…Dziewięć kobiet zarzuciło na głowy kaszmirskie szale. Zaczęto bić w bębny. Na drewno sandałowe wylano ghee i naniesiono siarkę, by kłąb ognia natychmiast pożarł ciała. Kolejnym znakiem łaski były narkotyki. Pierwsza żona własnymi rękami podłożyła ogień i zginęły — dziewięć istnień przepadło bez jednego krzyku czy jęku.
Ich historia nierozerwalnie związana jest z Guru Nanakiem, który zebrał w jednolity naród wiele grup i plemion etnicznych o rozmaitych rasach, wyznawców różnych odłamów hindu, osiedlających się w północnych Indiach na przestrzeni wieków. Tę barwną mozaikę etniczną nazwał Sikhami, uczniami. Tożsamość nowego narodu wzmocnił specyficzną religią, jeszcze bardziej wyróżniającą ich od pozostałych grup ludności.
[...]
Sikhowie to jednocześnie naród i wyznawcy religii, dlatego piszemy Sikhowie z dużej litery, gdy myślimy o narodzie, a z małej, sikhowie, gdy myślimy o ich religii (nie używam słowa sikhizm, gdyż podobnie jak hinduizm jest to słowo sztucznie spreparowane). W zlaicyzowanych, to znaczy politycznie poprawnych Indiach, nazywa się ich też często Pendżabi, od nazwy kraju, którego skrawki utworzyły jeden ze stanów współczesnych Indii.
[...]
Dziesiąty i ostatni guru — Guru Gobind Singh (1666-1708) zainicjował w 1699 roku ceremonię chrztu, wzmacniając jeszcze bardziej ich tożsamość religijną. Na krótko przed odejściem nakazał, by Guru Granth Sahib — święte pismo Sikhów, zebrane i wydane w 1604 roku, było ich jedynym autorytetem duchowym.
[...]
Najważniejszym miastem Sikhów jest Amritsar, założone przez Guru Ram Dasa w 1574 roku, gdzie zbudowali oni wspaniałą gurdwarę, Durbar Sahib. Jest to ich świątynia główna i najważniejsza, archetyp wszystkich innych. Budowana przez wiele lat, między innymi dzięki kradzieży budulca z grobowca Dżahangira w Lahore, otrzymała w 1802 roku dach pokryty złotymi płytkami i odtąd popularnie nazywana Złotą Świątynią. Stąd wydawane są świeckie zalecenia dla całej wspólnoty.
[...]
Religia Sikhów jest monoteistyczna — Bóg jest Jeden Wszechmogący Absolutny i Wszechobecny, jest Wiecznym Twórcą Przyczyny, a jednocześnie częścią własnego stworzenia i stwórcą świata. Nie mają innych bogów, ani nie czczą idoli i świętych obrazów. Bóg jest pozbawiony nienawiści i wrogości.
[...]
Sikhowie nie są zwolennikami ucieczki od świata, dlatego nie zakładają klasztorów. Normalne życie i zarabianie pieniędzy dla wspólnoty jest weryfikacją wyznawanej prawdy. Nie mają kleru — każdy sikh, mężczyzna i kobieta, może prowadzić modlitwę lub czynić posługę bożą. Nie uznają celibatu, gdyż uważają, że małżeństwo i życie rodzinne najbardziej odpowiada naturalnym potrzebom człowieka, podobnie jak obrona interesów wspólnoty. Nie uznają systemu kastowego. Życie nie jest grzeszne w swym początku, należy więc zachować pierwotną czystość, a religia to praktyczne życie, służenie innym, tolerancja, braterska miłość, wiara przepojona ideą pokoju i miłości.
[...]
W zasadzie od razu po wyodrębnieniu swej tożsamości, już w siedemnastym wieku, Sikhowie byli uciskani i prześladowani przez cesarzy mogolskich, ponosząc wielkie ofiary dla ochrony i zachowania swej wiary oraz odrębności narodowej. Paradoks polegał na tym, że ich religia była znacznie bliższa islamowi (instynkt samozachowawczy i przemyślność polityczna Guru Nanaka) niż jakakolwiek inna religia hindu, a mimo to muzułmanie traktowali ich jak innowierców, żądając płacenia podatku wyznaniowego (dżizja), co powodowało wieczne zatargi i niesnaski. Jedynie Akbar rozumiał intencje i aspiracje Sikhów, a także wyczuwał ich wzrastającą siłę, napierającą jak burza — otrzymali tedy firman nadający im ziemię wokół Amritsaru, który do dziś jest podstawą do roszczeń terytorialnych wciąż śnionego, autonomicznego państwa. Notorycznie odmawiali poddania się cesarstwu Wielkich Mogołów, zaciekle bronili przed hinduskimi radżami. Zawsze walczyli o swoją suwerenność.
[...]
Kiedy Afganowie rozpoczęli w osiemnastym wieku najazdy na Indie, Sikhowie wykorzystali tę okoliczność i wykroili sobie królestwo. Randżit Singh podpisał korzystny dla siebie traktat pokojowy z Kompanią Wschodnioindyjską i całkowicie uniezależnił się w 1805 roku. Doprowadził do zjednoczenia ziem, na których od czasów Aleksandra Wielkiego i późniejszej satrapii indo-greckiej i scytyjskiej, nie stanęła stopa zdobywcy. Wpoił Sikhom dumę narodową, uświadamiając im, że mieszkają również na terenach, gdzie osiedlały się pierwsze plemiona mówiące językami indoeuropejskimi (jakieś 1800-1700 lat p.n.e.), że tędy przeszły wszystkie inwazje obcych najeźdźców — Scytów, Kuszanów, Hunów, Mongołów, Afganów i Mogołów. Ziemie Pendżabu (Pańć-ap, pięciorzecze), niezwykle żyzne i od zarania dziejów świetnie rolniczo zagospodarowane były zawsze miejscem spotkań licznych narodów i kultur.
[...]
Królestwo Sikhów zostało rozszerzone o podbite prowincje Dżammu i Kaszmir i rozciągało się wielkim trójkątem od spieczonych równin Sindu po przełęcz Chajber na północy i Himalaje na północnym wschodzie. Na południu długa wstęga rzeki Satledż oddzielała je od Indii, gdzie coraz bardziej panoszyli się Brytyjczycy. Wyszkoleni przez europejskich najemników żołnierze sikhijscy stali się najwspanialszym wojskiem w Indiach, poza najemnymi sipajami Kompanii. Ich żelazna dyscyplina żołnierska była szeroko znana. Pendżab stał się niezależnym, bogatym i potężnym państwem. Przetrwało ono, niestety, tylko dziesięć lat od śmierci swego twórcy. Randżit Singh, Lew Pendżabu, zmarł 28 czerwca 1839 roku na zawał serca. Gdy został sparaliżowany i pozbawiony mowy, gestem nakazał, by Koh-i-Noora, jego największy skarb, złożono w ofierze w hinduskiej świątyni Dżagannath. Rozkazu tego nie wykonano.
[...]
Los niepodległego Pendżabu został ostatecznie przypieczętowany w 1848 roku, kiedy to Markiz Dalhousie postanowił przeprowadzić aneksję. Dalip pisze po latach jako więzień Londynu: Jego lordowska mość sprzedał niemal wszystkie moje przedmioty osobistego użytku, a także majątek, w tym klejnoty, złoto i srebro, nawet niektóre stroje i meble, a pieniądze rozdzielił między tych żołnierzy, którzy pomogli stłumić bunt. Wojny i bunty były przez Sikhów podejmowane raz za razem, lecz tłumiono je brutalnie.
[...]
Sikhowie nie zdołali utrzymać swego państwa, które zostało starte na proch w trzech obrotach koła historii: pierwszy, to aneksja Pendżabu przez Anglików w 1849 roku, preludium do przejęcia Indii przez Imperium Brytyjskie. Drugi to dramatyczny Podział w 1947 roku, rozdzierający jednolity kawałek ziemi pomiędzy dwa państwa — islamski Pakistan i w większości hinduskie, demokratyczne Indie; Sikhowie zwalczali wtedy zaciekle muzułmanów z niepojętym, jak na teoretyczne założenia ich religii, okrucieństwem, lecz raczej nie podnosili miecza na hindusów. I wreszcie trzeci obrót koła historii — podział przeprowadzony pokojowo reformą administracyjną w 1966 roku, kiedy to część indyjską podzielono jeszcze na dwa stany: Himachal Pradesh i Harjanę z ludnością mówiącą w hindi i wyznającą religie hindu oraz par excellence sikhijski Pendżab.
[...]
Właśnie ten ostatni podział wzburzył dumnych i hardych Sikhów najbardziej — utworzyli ruch ekstremistyczny ruch separatystyczny, nawiązujący zresztą do ruchu Akali (Nieśmiertelnych) z XIX wieku, uparcie dążąc do autonomii terytorialnej i walcząc wszelkimi sposobami o utworzenie Khalistanu oraz do autonomii religijnej i ostatecznego wyłączenia ich z religii hindu. Ekstremiści ogłosili świętą wojnę przeciwko reżimowi politycznemu Indiry Gandhi i ze Złotej Świątyni w Amritsar uczynili fortecę, w której zabarykadowali się aż do osiągnięcia zwycięstwa wszyscy przywódcy ruchu.
[...]
31 maja 1984 roku Indira Gandhi przeprowadziła długo planowaną i przygotowywaną operację Blue Star, w wyniku której wojsko indyjskie sforsowało gurdwarę i strzelało do bojowników walczących o niepodległość Pendżabu. Życie straciło 493 Sikhów, w tym osoby przypadkowe, przebywające w świątyni ze względów religijnych, a nie politycznych. Bunt krwawo stłumiono, ale za zbezczeszczenie świątyni premier Indii zapłaciła życiem: dwaj Sikhowie z jej przybocznej gwardii oddali siedemnaście strzałów, by dnia 31 października 1984 roku pomścić Złotą Świątynię. Do dziś nie ujawniono, czy działali oni w akcie osobistej zemsty, czy też na rozkaz dobrze ukrytej sikhijskiej organizacji. Wiadomo jednak, że Indira Gandhi była w jakiś sposób przygotowana i gotowa na śmierć, bowiem tylko śmierć mogła złagodzić karmiczne skutki zbezczeszczenia świętego miejsca.
[...]
Podczas uroczystości kremacji Indiry Gandhi, Sikhowie zajęli miejsca siedzące w pierwszych rzędach i „odbierali” zadośćuczynienie. Po tych niezwykłych i wyjątkowych przeprosinach w duchu iście hinduskim, ustały w zasadzie wszelkie akty przemocy między Sikhami i hindusami.
[...]
Sikhowie to jednocześnie naród i wyznawcy religii, dlatego piszemy Sikhowie z dużej litery, gdy myślimy o narodzie, a z małej, sikhowie, gdy myślimy o ich religii (nie używam słowa sikhizm, gdyż podobnie jak hinduizm jest to słowo sztucznie spreparowane). W zlaicyzowanych, to znaczy politycznie poprawnych Indiach, nazywa się ich też często Pendżabi, od nazwy kraju, którego skrawki utworzyły jeden ze stanów współczesnych Indii.
[...]
Dziesiąty i ostatni guru — Guru Gobind Singh (1666-1708) zainicjował w 1699 roku ceremonię chrztu, wzmacniając jeszcze bardziej ich tożsamość religijną. Na krótko przed odejściem nakazał, by Guru Granth Sahib — święte pismo Sikhów, zebrane i wydane w 1604 roku, było ich jedynym autorytetem duchowym.
[...]
Najważniejszym miastem Sikhów jest Amritsar, założone przez Guru Ram Dasa w 1574 roku, gdzie zbudowali oni wspaniałą gurdwarę, Durbar Sahib. Jest to ich świątynia główna i najważniejsza, archetyp wszystkich innych. Budowana przez wiele lat, między innymi dzięki kradzieży budulca z grobowca Dżahangira w Lahore, otrzymała w 1802 roku dach pokryty złotymi płytkami i odtąd popularnie nazywana Złotą Świątynią. Stąd wydawane są świeckie zalecenia dla całej wspólnoty.
[...]
Religia Sikhów jest monoteistyczna — Bóg jest Jeden Wszechmogący Absolutny i Wszechobecny, jest Wiecznym Twórcą Przyczyny, a jednocześnie częścią własnego stworzenia i stwórcą świata. Nie mają innych bogów, ani nie czczą idoli i świętych obrazów. Bóg jest pozbawiony nienawiści i wrogości.
[...]
Sikhowie nie są zwolennikami ucieczki od świata, dlatego nie zakładają klasztorów. Normalne życie i zarabianie pieniędzy dla wspólnoty jest weryfikacją wyznawanej prawdy. Nie mają kleru — każdy sikh, mężczyzna i kobieta, może prowadzić modlitwę lub czynić posługę bożą. Nie uznają celibatu, gdyż uważają, że małżeństwo i życie rodzinne najbardziej odpowiada naturalnym potrzebom człowieka, podobnie jak obrona interesów wspólnoty. Nie uznają systemu kastowego. Życie nie jest grzeszne w swym początku, należy więc zachować pierwotną czystość, a religia to praktyczne życie, służenie innym, tolerancja, braterska miłość, wiara przepojona ideą pokoju i miłości.
[...]
W zasadzie od razu po wyodrębnieniu swej tożsamości, już w siedemnastym wieku, Sikhowie byli uciskani i prześladowani przez cesarzy mogolskich, ponosząc wielkie ofiary dla ochrony i zachowania swej wiary oraz odrębności narodowej. Paradoks polegał na tym, że ich religia była znacznie bliższa islamowi (instynkt samozachowawczy i przemyślność polityczna Guru Nanaka) niż jakakolwiek inna religia hindu, a mimo to muzułmanie traktowali ich jak innowierców, żądając płacenia podatku wyznaniowego (dżizja), co powodowało wieczne zatargi i niesnaski. Jedynie Akbar rozumiał intencje i aspiracje Sikhów, a także wyczuwał ich wzrastającą siłę, napierającą jak burza — otrzymali tedy firman nadający im ziemię wokół Amritsaru, który do dziś jest podstawą do roszczeń terytorialnych wciąż śnionego, autonomicznego państwa. Notorycznie odmawiali poddania się cesarstwu Wielkich Mogołów, zaciekle bronili przed hinduskimi radżami. Zawsze walczyli o swoją suwerenność.
[...]
Kiedy Afganowie rozpoczęli w osiemnastym wieku najazdy na Indie, Sikhowie wykorzystali tę okoliczność i wykroili sobie królestwo. Randżit Singh podpisał korzystny dla siebie traktat pokojowy z Kompanią Wschodnioindyjską i całkowicie uniezależnił się w 1805 roku. Doprowadził do zjednoczenia ziem, na których od czasów Aleksandra Wielkiego i późniejszej satrapii indo-greckiej i scytyjskiej, nie stanęła stopa zdobywcy. Wpoił Sikhom dumę narodową, uświadamiając im, że mieszkają również na terenach, gdzie osiedlały się pierwsze plemiona mówiące językami indoeuropejskimi (jakieś 1800-1700 lat p.n.e.), że tędy przeszły wszystkie inwazje obcych najeźdźców — Scytów, Kuszanów, Hunów, Mongołów, Afganów i Mogołów. Ziemie Pendżabu (Pańć-ap, pięciorzecze), niezwykle żyzne i od zarania dziejów świetnie rolniczo zagospodarowane były zawsze miejscem spotkań licznych narodów i kultur.
[...]
Królestwo Sikhów zostało rozszerzone o podbite prowincje Dżammu i Kaszmir i rozciągało się wielkim trójkątem od spieczonych równin Sindu po przełęcz Chajber na północy i Himalaje na północnym wschodzie. Na południu długa wstęga rzeki Satledż oddzielała je od Indii, gdzie coraz bardziej panoszyli się Brytyjczycy. Wyszkoleni przez europejskich najemników żołnierze sikhijscy stali się najwspanialszym wojskiem w Indiach, poza najemnymi sipajami Kompanii. Ich żelazna dyscyplina żołnierska była szeroko znana. Pendżab stał się niezależnym, bogatym i potężnym państwem. Przetrwało ono, niestety, tylko dziesięć lat od śmierci swego twórcy. Randżit Singh, Lew Pendżabu, zmarł 28 czerwca 1839 roku na zawał serca. Gdy został sparaliżowany i pozbawiony mowy, gestem nakazał, by Koh-i-Noora, jego największy skarb, złożono w ofierze w hinduskiej świątyni Dżagannath. Rozkazu tego nie wykonano.
[...]
Los niepodległego Pendżabu został ostatecznie przypieczętowany w 1848 roku, kiedy to Markiz Dalhousie postanowił przeprowadzić aneksję. Dalip pisze po latach jako więzień Londynu: Jego lordowska mość sprzedał niemal wszystkie moje przedmioty osobistego użytku, a także majątek, w tym klejnoty, złoto i srebro, nawet niektóre stroje i meble, a pieniądze rozdzielił między tych żołnierzy, którzy pomogli stłumić bunt. Wojny i bunty były przez Sikhów podejmowane raz za razem, lecz tłumiono je brutalnie.
[...]
Sikhowie nie zdołali utrzymać swego państwa, które zostało starte na proch w trzech obrotach koła historii: pierwszy, to aneksja Pendżabu przez Anglików w 1849 roku, preludium do przejęcia Indii przez Imperium Brytyjskie. Drugi to dramatyczny Podział w 1947 roku, rozdzierający jednolity kawałek ziemi pomiędzy dwa państwa — islamski Pakistan i w większości hinduskie, demokratyczne Indie; Sikhowie zwalczali wtedy zaciekle muzułmanów z niepojętym, jak na teoretyczne założenia ich religii, okrucieństwem, lecz raczej nie podnosili miecza na hindusów. I wreszcie trzeci obrót koła historii — podział przeprowadzony pokojowo reformą administracyjną w 1966 roku, kiedy to część indyjską podzielono jeszcze na dwa stany: Himachal Pradesh i Harjanę z ludnością mówiącą w hindi i wyznającą religie hindu oraz par excellence sikhijski Pendżab.
[...]
Właśnie ten ostatni podział wzburzył dumnych i hardych Sikhów najbardziej — utworzyli ruch ekstremistyczny ruch separatystyczny, nawiązujący zresztą do ruchu Akali (Nieśmiertelnych) z XIX wieku, uparcie dążąc do autonomii terytorialnej i walcząc wszelkimi sposobami o utworzenie Khalistanu oraz do autonomii religijnej i ostatecznego wyłączenia ich z religii hindu. Ekstremiści ogłosili świętą wojnę przeciwko reżimowi politycznemu Indiry Gandhi i ze Złotej Świątyni w Amritsar uczynili fortecę, w której zabarykadowali się aż do osiągnięcia zwycięstwa wszyscy przywódcy ruchu.
[...]
31 maja 1984 roku Indira Gandhi przeprowadziła długo planowaną i przygotowywaną operację Blue Star, w wyniku której wojsko indyjskie sforsowało gurdwarę i strzelało do bojowników walczących o niepodległość Pendżabu. Życie straciło 493 Sikhów, w tym osoby przypadkowe, przebywające w świątyni ze względów religijnych, a nie politycznych. Bunt krwawo stłumiono, ale za zbezczeszczenie świątyni premier Indii zapłaciła życiem: dwaj Sikhowie z jej przybocznej gwardii oddali siedemnaście strzałów, by dnia 31 października 1984 roku pomścić Złotą Świątynię. Do dziś nie ujawniono, czy działali oni w akcie osobistej zemsty, czy też na rozkaz dobrze ukrytej sikhijskiej organizacji. Wiadomo jednak, że Indira Gandhi była w jakiś sposób przygotowana i gotowa na śmierć, bowiem tylko śmierć mogła złagodzić karmiczne skutki zbezczeszczenia świętego miejsca.
[...]
Podczas uroczystości kremacji Indiry Gandhi, Sikhowie zajęli miejsca siedzące w pierwszych rzędach i „odbierali” zadośćuczynienie. Po tych niezwykłych i wyjątkowych przeprosinach w duchu iście hinduskim, ustały w zasadzie wszelkie akty przemocy między Sikhami i hindusami.
Pewien radżpucki wojownik przywłaszczył sobie w XI wieku ziemie Doabu (między Gangą i Jamuną) w Pendżabie, które zostały przejęte przez przywódcę sikhijskiego. W latach 1747-1783 Sikhowie utworzyli tam małe księstwo, całkowicie uzależnione od Anglików. Sprzedając się w służbę wojskową Kompanii Wschodnioindyjskiej otrzymali zamindari, wielki majątek ziemski, w nagrodę za dobrą służbę. W 1890 roku Jagatjit Singh objął tron w wieku pięciu lat i z dochodów z tych włości zbudował sobie na początku XX wieku wymarzony pałac.
[...]
W XIV wieku terytoria te zostały podbite przez muzułmanów, a następnie włączone do cesarstwa Wielkich Mogołów jako prowincja Kaszmir. Po upadku cesarstwa, od 1756 roku na ziemie te napłynęły wojownicze plemiona afgańskie. Kaszmir został zdobyty przez Sikhów i włączony do Pendżabu w 1835 roku. Po wojnie angielsko-sikhijskiej, kiedy Brytyjczycy zaanektowali Pendżab (1849), Kaszmir został sprzedany władcy Jammu, Gulabowi Singhowi i stał się państwem Jammu & Kaszmir, z zimową stolicą w Jammu, a letnią — w Srinagar, ukochanym mieście Akbara. Nigdy nie został włączony do imperium brytyjskiego i pozostał samodzielnym księstwem, zarządzanym przez maharadżę.
[...]
Patiala została utworzona przez Babura, po jego wkroczeniu do Indii. Powierzył on funkcję poborcy podatkowego dla ziem położonych na południowy zachód od Delhi (dziś w Pendżabie) lokalnemu szefowi plemienia o imieniu Ful (był Dżatem zrodzonym z Radżputa i wieśniaczki). Cesarze mogolscy pozostawili tę funkcję rodzinie, która umocniła się i wzbogaciła. Ale dopiero Ala Singh, jako przywódca dużej społeczności Sikhów, wystąpił o przyznanie tytułu radży do ówcześnie panującego szacha w Delhi i otrzymał ten tytuł w 1762 roku. Niewiele lat później, w 1809 roku, następcy oddali się pod protekcję Kompanii Wschodnioindyjskiej.
[...]
W XIV wieku terytoria te zostały podbite przez muzułmanów, a następnie włączone do cesarstwa Wielkich Mogołów jako prowincja Kaszmir. Po upadku cesarstwa, od 1756 roku na ziemie te napłynęły wojownicze plemiona afgańskie. Kaszmir został zdobyty przez Sikhów i włączony do Pendżabu w 1835 roku. Po wojnie angielsko-sikhijskiej, kiedy Brytyjczycy zaanektowali Pendżab (1849), Kaszmir został sprzedany władcy Jammu, Gulabowi Singhowi i stał się państwem Jammu & Kaszmir, z zimową stolicą w Jammu, a letnią — w Srinagar, ukochanym mieście Akbara. Nigdy nie został włączony do imperium brytyjskiego i pozostał samodzielnym księstwem, zarządzanym przez maharadżę.
[...]
Patiala została utworzona przez Babura, po jego wkroczeniu do Indii. Powierzył on funkcję poborcy podatkowego dla ziem położonych na południowy zachód od Delhi (dziś w Pendżabie) lokalnemu szefowi plemienia o imieniu Ful (był Dżatem zrodzonym z Radżputa i wieśniaczki). Cesarze mogolscy pozostawili tę funkcję rodzinie, która umocniła się i wzbogaciła. Ale dopiero Ala Singh, jako przywódca dużej społeczności Sikhów, wystąpił o przyznanie tytułu radży do ówcześnie panującego szacha w Delhi i otrzymał ten tytuł w 1762 roku. Niewiele lat później, w 1809 roku, następcy oddali się pod protekcję Kompanii Wschodnioindyjskiej.
Sikhowie nazywają swoją świątynię gurudwarą, w jej centrum umieszczają pięknie ozdobiony egzemplarz świętej księgi Guru Granth Sahib, zbioru hymnów pochwalnych. Zbierają się w gurudwarze, by recytować i śpiewać pieśni.
W toku dziejów starożytna warna ksiatrijów prawie całkowicie wyniszczyła się wzajemnie w konfliktach zbrojnych i w jej miejsce weszli między V a VII wiekiem n.e. Radżputowie oraz później, w XV wieku — Sikhowie. Jednak Radżputowie, którzy siebie nazwali ksiatrijami, wyrażali publicznie nadzwyczaj wielką uniżoność i poddaństwo do boga Ramy, ich klanowej iszta dewaty, boskości prowadzącej — maharadżowie Amberu i potem Dżajpuru codziennie rano odprawiali pudżę w prywatnej świątyni, w której musieli brać udział wszyscy doradcy i przywódcy wojskowi.
Śiakjowie miejsca sacrum
Lumbini znajduje się w Nepalu, 25 kilometrów od dzisiejszej granicy z Indiami. Asioka uznał, że jest to miejsce urodzenia Śiakjamuniego, mędrca z plemienia Śiakjów, i wystawił granitową kolumnę upamiętniającą ten fakt. Kazał też stawiać liczne klasztory, mające przyjmować pielgrzymów i rozpowszechniać nową naukę. Buddyści odłamu therawada ze Sri Lanki budują tu od wielu lat wielki ośrodek pielgrzymkowo-medytacyjny.
Tamilowie Drawidowie, Europejczycy w Indiach, języki, kraj Czolów, miejsca sacrum, mieszkańcy, Partition 1947
Nazwa ludu pochodzi od nazwy starożytnego klanu wojowników Damila, Dramila, Drawida, skąd pochodzą obie nazwy — Drawidowie i Tamilowie. Taka jest etymologia literacka.
Rzymianie kupowali od Tamilów kamienie szlachetne i przyprawy, czyli tak zwane korzenie.
Termin języki drawidyjskie został użyty po raz pierwszy w Europie w 1856 roku przez Francisa W. Ellisa na określenie języków Indii południowych należących do tej samej rodziny i zupełnie odmiennych od języków indoeuropejskich występujących w Indiach północnych. Wtedy też zaczęto używać nazwy Drawidowie na określenie nie tylko Tamilów, ale wszystkich ludów mówiących językami drawidyjskimi.
[...]
Tamilski uchodzi za język drawidyjski par excellence. Jest jednym z najstarszych, niemal całkowicie zachowanych języków, który nie uległ zasadniczym zmianom od 2500 lat. Język „rdzennych” Drawidów, „rodzimych” Czolów, a dziś — Tamilów. Istniejąca od II-III wieku literatura jest najobszerniejszą w świecie. Oficjalny język stanu Tamil Nadu, w którym porozumiewa się 65 milionów Tamilów, w świecie — 74 miliony ludzi, najwięcej w północnej Sri Lance. Kształt pisma współczesnego znacznie odbiega od używanego w starożytności i niewielu Tamilów potrafi odczytać inskrypcje na świątyniach. Ponadto istnieje tak ogromna różnica między językiem literackim, a językiem potocznym, że można mówić o dyglosji (dwujęzyczności). Wynika ona z faktu, że język literacki — poezja i liturgia rytuałów — był przez całe stulecia ezoteryczny, znany tylko nielicznym osobom w warstwach wyższych, głównie braminom. Przyjął on i zasymilował bogate słownictwo z sanskrytu, gdy tymczasem język potoczny nie przyjmował zmian. Dzisiaj, środki masowego przekazu i programy szkolne starają się zniwelować tę różnicę.
[...]
Tamilski uchodzi za język drawidyjski par excellence. Jest jednym z najstarszych, niemal całkowicie zachowanych języków, który nie uległ zasadniczym zmianom od 2500 lat. Język „rdzennych” Drawidów, „rodzimych” Czolów, a dziś — Tamilów. Istniejąca od II-III wieku literatura jest najobszerniejszą w świecie. Oficjalny język stanu Tamil Nadu, w którym porozumiewa się 65 milionów Tamilów, w świecie — 74 miliony ludzi, najwięcej w północnej Sri Lance. Kształt pisma współczesnego znacznie odbiega od używanego w starożytności i niewielu Tamilów potrafi odczytać inskrypcje na świątyniach. Ponadto istnieje tak ogromna różnica między językiem literackim, a językiem potocznym, że można mówić o dyglosji (dwujęzyczności). Wynika ona z faktu, że język literacki — poezja i liturgia rytuałów — był przez całe stulecia ezoteryczny, znany tylko nielicznym osobom w warstwach wyższych, głównie braminom. Przyjął on i zasymilował bogate słownictwo z sanskrytu, gdy tymczasem język potoczny nie przyjmował zmian. Dzisiaj, środki masowego przekazu i programy szkolne starają się zniwelować tę różnicę.
Jak wszędzie, tak w dolinach rzek Indii południowych, nad Kaweri, Kriszną, Penneru i Ponnayar, rozwijały się u zarania dziejów cywilizacje rolnicze, a plony zbierano dwa razy do roku, głównie ryż. W czerwcu i październiku monsuny przynosiły obfite opady deszczu, a sieć znakomicie utrzymanych kanałów irygacyjnych pozwalała kontrolować przybór wód. Wieśniacy rozwijali coraz lepszą organizację plemienną, by odeprzeć zagrożenie ze strony koczowników i myśliwych mieszkających na wzgórzach, na suchych równinach i wyżynach pomiędzy życiodajnymi rzekami. Nauczyli się wybierać spośród siebie wodzów, których znaczenie rosło wraz z rozbudową systemu administracyjnego i poszerzania areału rolniczego. Królowie-wojownicy walczyli między sobą o dominację nad całym terytorium, ale zadanie to było trudne do wykonania z powodu górskiego ukształtowanie terenu i naturalnego braku komunikacji między kotlinami rzek, co również nie pozwalało utrzymać zdobytych sojuszników na trwałe. Granice pozostawały płynne, dynastie powstawały i upadały, łącząc się między sobą poprzez małżeństwa lub wyrzynając w pień, a wieśniacy cierpliwie nakłaniali bawoły do pracy w polu, śpiewając pieśni o nowych bogach, pijąc wino i tańcząc w ekstazie podczas religijnych świąt. Położone daleko na południu i odcięte od siebie doliny rzek uchroniły sięgającą czasów przedwedyjskich rodzimą kulturę tamilską przed wpływem Arjów, a język tamilski przed dominacją sanskrytu. Tamilowie przyjęli z czasem przybyłe z północy koncepcje religijne i od VIII do VII wieku p.n.e. poczęli wyznawać tych samych bogów, ale tworzyli własne mitologie. Kraj pozostał kolebką cywilizacji drawidyjskiej, której odrębność zachowała się do dziś. Nazwa ludu pochodzi od nazwy starożytnego klanu wojowników Damila, Dramila, Drawida, skąd pochodzą obie nazwy — Drawidowie i Tamilowie.
[...]
Radżendra zmarł w 1044 roku i władzę objął jego syn, a następnie wnuk. Dochody państwa malały, rzemiosło i handel kwitły normalnie, tylko zmieniali się odbiorcy podatków. Trudno ustalić dokładną datę odejścia ostatniego syna dynastii, któregoś z kolei Radżendry — możliwe, że był to rok 1279. Dopiero w XIV wieku przestano mówić o państwie Czolów. Królowie choć utracili władzę, to nadal cieszyli się życiem, a choć nie spisywali już swych czynów, to wciąż odpowiadali na ukłony poddanych. Wieśniacy i złotnicy nie stracili głowy, lecz uparcie pracowali dalej. Niekiedy zdarzało się ciche i spokojne przejęcie władzy, zamiast spektakularnego upadku i wtedy ludność przez całe lata w ogóle nie zauważała wymiany dynastii. Po Czolach przyszli Pandjowie i królowali gdzieś do 1310 roku. Niewykluczone, iż byli spokrewnieni z Czolami. Około roku 1300 pewien sułtan zdobył mityczny Maduraj. Ale też nie na długo. Życie wieśniaków toczy się zawsze tak samo — bawoły przewracają ziemię na maleńkich poletkach nawadnianych wodą z rzeki Kaweri. Ryż rośnie ku uciesze braminów i wszystkich Tamilów.
[...]
Radżendra zmarł w 1044 roku i władzę objął jego syn, a następnie wnuk. Dochody państwa malały, rzemiosło i handel kwitły normalnie, tylko zmieniali się odbiorcy podatków. Trudno ustalić dokładną datę odejścia ostatniego syna dynastii, któregoś z kolei Radżendry — możliwe, że był to rok 1279. Dopiero w XIV wieku przestano mówić o państwie Czolów. Królowie choć utracili władzę, to nadal cieszyli się życiem, a choć nie spisywali już swych czynów, to wciąż odpowiadali na ukłony poddanych. Wieśniacy i złotnicy nie stracili głowy, lecz uparcie pracowali dalej. Niekiedy zdarzało się ciche i spokojne przejęcie władzy, zamiast spektakularnego upadku i wtedy ludność przez całe lata w ogóle nie zauważała wymiany dynastii. Po Czolach przyszli Pandjowie i królowali gdzieś do 1310 roku. Niewykluczone, iż byli spokrewnieni z Czolami. Około roku 1300 pewien sułtan zdobył mityczny Maduraj. Ale też nie na długo. Życie wieśniaków toczy się zawsze tak samo — bawoły przewracają ziemię na maleńkich poletkach nawadnianych wodą z rzeki Kaweri. Ryż rośnie ku uciesze braminów i wszystkich Tamilów.
Maduraj — święte miasto Tamilów, z prehistorią sięgającą co najmniej 3000 lat. Świątynia Minakszi (Meenakshi, 1560), jedna z największych świątyń drawidyjskich, zdobna w 11 widocznych z oddali gopuram, z których południowa ma 60 m wysokości, olśniewa swym zbytkiem i ogromem. W zespole świątynnym znajdują się: Basen Złotego Lotosu, sanktuarium Minakszi, sanktuarium Sundareśwary (inne imię Śiwy), mandapa o tysiącu kolumn (w rzeczywistości 985) oraz wiele innych, na przykład kapliczka Ganeśi, któremu Śiwy mówi dobranoc przed udaniem się na spoczynek do Parwati.
Na południu Indii dominują Tamilowie (używana jest niepoprawna nazwa tego ludu — Tamilczycy), średniego wzrostu o ciemnej karnacji skóry. Przybywały do Indii wciąż nowe migracje ludności hebrajskiej — po zdobyciu Jerozolimy przez Nabuchodonozora II w 587 roku p.n.e. przybyli do Kerali Żydzi „Czarni”, a od 135 roku n.e. i później przybywali Żydzi „Biali”. Od II wieku naszej ery osiedlała się ludność syryjska. Arabowie z Półwyspu Arabskiego zasiedlali przez stulecia Wybrzeże Malabarskie i stanowią do dziś silną i zwartą grupę rasową. Znaleźli w Indiach azyl Parsowie, wyznawcy religii Zaratusztry, którzy uszli z Persji z powodu prześladowań ze strony muzułmanów w VII-XII wieku. Wielcy Mogołowie, którzy zdobyli północne Indie w 1527 roku, są mieszanką plemion tureckich i afgańskich. Portugalczycy pozostawili po sobie mieszanki ludności w Goa i Koczinie, Francuzi — w Pondicherry, ale po Anglikach, jak po Grekach, nie został żaden ślad.
Utworzenie samodzielnego państwa Pakistan, wyłonionego sztucznie ze, zdawało się, nierozerwalnego ciała subkontynentu indyjskiego, otworzyło puszkę Pandory wszystkich praktycznie nacjonalizmów. Oprócz bezpośrednich konsekwencji, takich jak bezmyślne przemieszczenie ludności oraz wojny pakistańsko-indyjskie (islamo-hinduskie), Podział wyzwolił sny o możliwości utworzenia także innych suwerennych państw — Sikhów, Tamilów i Keralczyków.
*


