nauczyciele
nauczyciele, jogini, prorocy, filozofowie, myśliciele, leśni mędrcy…
Ananda sat-cit-ananda, Wedy
Najbliższy i najmilszy uczeń Gautamy Siddharthy, późniejszego Buddy, miał na imię Ananda. Był prawdopodobnie pierwszym uczniem, który zrozumiał przesłanie mistrza i niewątpliwie tym, dzięki któremu poszło ono w świat.
Komponowane dużo później, krótkie wyjaśniające przewodniki po niezwykle obszernej i drobiazgowej twórczości brahmanów, dotyczą głównie rytuałów ofiarnych, codziennych modlitw i ceremoniałów, zawierają również aforyzmy oraz wiadomości z zakresu gramatyki i wymowy. Powstały w czasach buddyjskich, kiedy spisywano słowa Buddy — jego uczeń Ananda, miał kończyć każdą przytoczoną myśl Mistrza słowami: evam me suttam, tak usłyszałem.
Atreja Ajurweda
Czaraka ze starożytnego miasta Takszasili stworzył pierwsze przekazane potomności dzieło lekarskie. Było przeznaczone do opanowania ustnego, w formie rozmowy między Atreją-lekarzem a uczniami, każda rozmowa kończyła się wierszem. Czaraka-Samhita ukazuje niezwykły poziom ziołolecznictwa, a zbiory ziół i leków przewyższają zbiory egipskie, z których zresztą wiele było zwyczajowo importowanych z Indii. Medycyna jako „mądrość życia” stanowiła podstawę nauczania w wielkich ośrodkach nauki. W Takszasili (dziś Taxila), która leżała na głównej trasie łączącej Azję Centralną z Indiami Środkowymi, a następnie była stolicą Gandhary Zachodniej, mieściło się słynne centrum nauk medycznych i buddyjskich.
[...]
Czaraka-Samhita zebrała przede wszystkim to, co opracowano w owym centrum, ale najwybitniejszym mędrcem i nauczycielem medycyny był Atreja, żyjący w VIII lub VII wieku p.n.e. i on był uważany za ojca skodyfikowanej indyjskiej medycyny. Jako że Atreja jest imieniem jednego z riszi z czasów wedyjskich, można przypuszczać, że najwybitniejsi lekarze przyjmowali to imię lub otrzymywali je od swoich uczniów.
[...]
Drugim znakomitym centrum medycyny było Benares, a Mistrz Suśruta z Benares był również jednym z największych lekarzy, jak twierdzono rówieśnikiem Atreji. Jego praca Suśruta-Samhita, skodyfikowana do trwałego przekazu ustnego około 800 p.n.e., ukazuje zdumiewający poziom staroindyjskiej chirurgii, która była w swoim czasie przykładem bez precedensu. Umiano zoperować zaćmę i usunąć kamienie w pęcherzu moczowym, przeprowadzano sekcje zwłok dla nauczania anatomii. Do zszywania ran jelit posługiwano się dużymi czarnymi, bengalskimi mrówkami. Bardzo wysoki poziom wiedzy dotyczył spraw kobiecych — podano dokładny opis kobiecej miednicy, umiano skorygować złe ułożenie dziecka tuż przed porodem, wykonywano cesarskie cięcie (ale tylko wtedy, gdy kobieta zmarła i należało uratować dziecko).
[...]
Czaraka-Samhita zebrała przede wszystkim to, co opracowano w owym centrum, ale najwybitniejszym mędrcem i nauczycielem medycyny był Atreja, żyjący w VIII lub VII wieku p.n.e. i on był uważany za ojca skodyfikowanej indyjskiej medycyny. Jako że Atreja jest imieniem jednego z riszi z czasów wedyjskich, można przypuszczać, że najwybitniejsi lekarze przyjmowali to imię lub otrzymywali je od swoich uczniów.
[...]
Drugim znakomitym centrum medycyny było Benares, a Mistrz Suśruta z Benares był również jednym z największych lekarzy, jak twierdzono rówieśnikiem Atreji. Jego praca Suśruta-Samhita, skodyfikowana do trwałego przekazu ustnego około 800 p.n.e., ukazuje zdumiewający poziom staroindyjskiej chirurgii, która była w swoim czasie przykładem bez precedensu. Umiano zoperować zaćmę i usunąć kamienie w pęcherzu moczowym, przeprowadzano sekcje zwłok dla nauczania anatomii. Do zszywania ran jelit posługiwano się dużymi czarnymi, bengalskimi mrówkami. Bardzo wysoki poziom wiedzy dotyczył spraw kobiecych — podano dokładny opis kobiecej miednicy, umiano skorygować złe ułożenie dziecka tuż przed porodem, wykonywano cesarskie cięcie (ale tylko wtedy, gdy kobieta zmarła i należało uratować dziecko).
Aurobindo, Śri aszram, Europejczycy w Indiach, Indie południowe, Polacy wobec Indii, samadhi, sat-cit-ananda, śri, Śri Aurobindo, Stany Książęce Indii, swastyka, wedanta, Wedy
Śri Aurobindo Aśram w Pondicherry istnieje od 1927 i jest poważnym dochodowym przedsiębiorstwem. Wśród wielu rodzajów działalności gospodarczych (wydawnictwo, pomoc ludziom starszym) aśram prowadzi jedną z najlepszych w świecie szkół średnich — Międzynarodowe Centrum Edukacji Śri Aurobindo, założone w 1956 roku przez Matkę (Mirę Alfassę).
[...]
Śri Aurobindo Aśram
[...]
Śri Aurobindo Aśram
Miasto Pondicherry zostało założone przez Francuza Francois Martina w 1673 roku, i należało później przez jakiś czas do Holendrów, a nawet do Anglików, ale ostatecznie w XIX wieku rozwinęło się jako duży ośrodek kultury francuskiej, łącząc styl kolonialny z francuszczyzną. W XIX wieku było niejednokrotnie miejscem schronienia działaczy walki narodowowyzwoleńczej, którzy ukrywali się tu przed Anglikami (Sri Aurobindo). Wszystkie posiadłości francuskie stały się własnością Francji w 1817 roku i były bezpośrednio administrowane przez Francję od 1848 roku.
Przejazd autokarem do Pondicherry (132 km), najbardziej francuskiego miasta Indii (dawna kolonia francuska). Zwiedzanie Auroville, miasta założonego w 1968 roku: Matri Mandir (świątynia medytacji), drzewo pokoju i urna z ziemią z wszystkich państw świata. Zakwaterowanie w hotelu i lunch. Po południu — zwiedzanie dzielnicy pokolonialnej, odwiedziny w aszramie Śri Aurobindo, spacer po dzielnicy rybackiej. Wieczorem — czas wolny na zakupy i spacer bulwarem wschodzącego Księżyca… nad Oceanem Indyjskim. Nocleg w Pondicherry.
O Wandzie Dynowskiej-Umadevi (1888-1971) piękny i wyczerpujący artykuł napisał Kazimierz Tokarski, odsyłam do tej internetowej publikacji. Wanda Dynowska wyjechała do Indii w 1935 roku i została tam aż do śmierci, ostatnie dziesięć lat życia poświęcając sprawie tybetańskiej. Organizowała ochronki i szkoły dla tybetańskich dzieci, uciekających z ojczyzny po agresji Chin na Tybet. Poznała w swoim barwnym życiu wielu znakomitych mistrzów duchowych — Annie Besant, Jiddu Krishnamurtiego, Śri Aurobindo, Śri Ramanę Maharishiego, Nisargadattę Maharaja, wielokrotnie rozmawiała z Mahatmą Gandhim. Przyjaźniła się z Dalajlamą i Karolem Wojtyłłą. Uczyła, także samych Indusów, dostrzegać wielkość Indii. Wraz z Maurycym Frydmanem założyła Bibliotekę Indyjsko-Polską (która wciąż nie doczekała się w Polsce naukowego opracowania). Nazwano ją Wielką Ambasadorką kultury indyjskiej dla Polaków (ale Polacy wciąż nie znają ani jej życia, ani dorobku). Sama o sobie powiedziała: Jedyną dla mnie drogą, od której nie odstąpię nigdy, jest służenie Mistrzom i praca.
W Kankhal koło Haridwaru, w północnych Indiach, znajduje się samadhi jednej z największych współczesnych indyjskich świętych, Ma Anandy Mayi, przy którym wielbiciele gromadzą się codziennie podczas wieczornej pudży; Samadhi Matki Teresy — na dziedzińcu jej Domu w Kalkucie, odwiedzane przez pielgrzymów wszystkich wyznań i religii; Samadhi Ramany Maharishiego — w aszramie w Tiruvannamalai, gdzie mieszkał i nauczał; Samadhi wielkiego indyjskiego filozofa Śri Aurobindo oraz Matki, jego życiowej siakti, znajduje się na terenie założonego przez nich aszramu w Pondicherry, koło Madras.
Według Śri Aurobindo sat-czit-ananda jest nieznane, wszechobecne, niezniszczalne, czego ludzka świadomość wiecznie szuka, odwieczne w swej świadomości i zmysłowości, percepcji i działaniu.
[...]
(La vie divine)
[...]
(La vie divine)
We współczesnych Indiach słowo używane dla podkreślenia szacunku, często występujące w samym imieniu jako honorificum ważnych osób: Śri Aurobindo, Śri Ramana Maharishi.
Rok więzienia okazał się momentem zwrotnym w życiu Śri Aurobindo. Poświęcił się bez reszty studiowaniu jogi i medytacji, a idea wyzwolenia Indii od kolonizatorów przybrała znacznie szerszą postać — wyzwolenia człowieka od ograniczeń projektowanych przez umysł. Gdy wyszedł z więzienia, jego zapał walki rewolucyjnej miał już zupełnie inny wymiar. Anglicy jednak nadal nadzorowali działalność dziennikarską Aurobindo i byli gotowi znów go zatrzymać. Ukrywał się najpierw we francuskim kantorze Chandernagor, by ostatecznie w 1910 roku zbiec do Pondicherry. Uznał, iż niepodległość Indii jest tylko kwestią czasu, a jego obecność w tej walce nie jest ani niezbędna, ani konieczna. Oznaczało to przede wszystkim całkowite zerwanie z dotychczasową działalnością nawołującą do zbrojnej rewolucji.
[...]
Od momentu przybycia do Pondicherry poświęcił się głębokim studiom nad starożytną jogą. Założone w 1914 roku czasopismo Arya dawało wykładnię wielkiej syntezy filozoficznej Aurobindo, w której przedstawił on nową wizję człowieka i historii, możliwości osiągnięcia przez ludzkość stanu boskiego, boskiej harmonii i jedności. Omawiał prawdziwy sens starożytnych Wed, pogłębione znaczenie Upaniszad i Bhagawadgity oraz innych, zapoznanych aspektów duchowości starożytnej kultury indyjskiej. Powstały niezwykłe prace: La Vie divine, La Synthese des Yogas, Le Cycle humain, L'Ideal de l'Unite humaine, La Poesie future, Le Secret du Veda, Huit Oupanishads, Essai sur la Gita, Les Fondements de la culture indienne i inne. Czasopismo Arya było wydawane do 1921 roku. Oddziaływanie Aurobindo jako wielkiego myśliciela epoki było ogromne i z woli jego uczniów powstał aszram, dający schronienie twórcy niezwykłej myśli. W grudniu 1926 roku Śri Aurobindo opuścił świat zewnętrzny i przestał się pokazywać publicznie, choć nie zerwał całkowicie kontaktów z uczniami, czuwając nad ich sadhaną i utrzymując liczną korespondencję. Jednak całkowicie pochłonęła go joga i czysta filozofia. Był bardziej wizjonerem niż myślicielem. Chciał zmienić nie świat, lecz człowieka.
[...]
Zarządzanie aszramem i sprawami doczesnymi przejęła Mira Alfassa Richard, naturalizowana Francuzka (jej ojciec był Turkiem, a matka Egipcjanką), która przybyła do Pondicherry w 1914 roku i została u boku Aurobindo na zawsze. Nazwana z czasem Matką, stała się porte parole wszystkich decyzji mistrza. W latach pięćdziesiątych powołała do życia Centre international d'Education Sri Aurobindo, jedną z najlepszych w Indiach szkół średnich, czynną do dziś.
[...]
Śri Aurobindo opuścił swe ciało fizyczne w 1950 roku i został pochowany w samadhi z białego marmuru na terenie aszramu.
[...]
Matka powołała do życia międzynarodowe miasto Auroville, przeznaczone dla poszukujących jedności, spokoju i miłości, niezależnie od wyznawanej religii i przynależności narodowej. Idąc za służebnym wezwaniem Śri Aurobindo, Matka powiedziała: Prawda objawia się w jedności, a nie w podziale. Rezygnacja z danej narodowości daje możliwość wyboru serca innych przestrzeni, ducha i prawdy wspólnej wszystkim narodom. Wszystkie narodowości tej ziemi są jednią, pozwalającą wejrzeć i doświadczyć Boskiej Jedności w harmonii różnorodności zorganizowanych w państwa.
[...]
Matka odeszła w 1973 roku, a jej ciało spoczęło u boku Śri Aurobindo, w aszramie w Pondicherry.
[...]
Śri Aurobindo nie spotkał na swej drodze wielkiego mistrza, tylko jednego marackiego jogina, który przekazał mu techniczne podstawy sadhany i, jak pisał, nie otrzymał od nikogo żadnego wsparcia duchowego. Jego droga nie opierała się na samym studiowaniu tekstów duchowych, choć intelektualnie poznał je wszystkie dogłębnie, lecz na doświadczeniu płynącym z wnętrza. Starożytne teksty — Bhagawadgitę i Upaniszady — czytał w ich warstwie dosłownej i w języku oryginału, i znalazł tam odpowiedzi na wszystkie duchowe pytania i wątpliwości. Teksty te, które dla wielu były tylko czystą poezją lub pomnikiem jakiejś niejasnej, dawno przebrzmiałej epoki, zostały przezeń odczytane na nowo jako kompendium prawdziwej, wciąż aktualnej i pomocnej wiedzy duchowej. Jogę rozumiano dotychczas jako metodę prowadzącą do zerwania ze światem i odcięcia się od jego doczesnych wpływów. Joga w rozumieniu Śri Aurobindo prowadzi natomiast do oczyszczenia umysłu, tak by mógł on odkryć Umysł kosmiczny i sprowadzić jego jasność, szczęśliwość, moc i subtelność w życie codzienne. Według Śri Aurobindo dzięki jodze jest możliwe otwarcie się na boską wyższą świadomość i odkrycie własnego prawdziwego Ja oraz pozostanie w jedności z Boskością tak, by owa siła przemieniała nasz umysł, życie i ciało. Idąc drogą jogi dynamicznej możliwe staje się urzeczywistnienie Życia Boskiego tu i teraz.Jeśli prawdą jest, że Umysł skrywa się w Materii i że cała Przyroda jest Bogiem ukrytym, to jest oczywiste, iż ujawnienie Boskości i urzeczywistnienie Boga w nim i poza nim są najwyższym i jedynym uprawnionym celem człowieka na Ziemi
[...]
Śri Aurobindo
[...]
Nauczanie Śri Aurobindo powraca do punktu wyjścia, do nauki przekazanej przez starożytnych mędrców Indii, którzy już dawno temu powiedzieli, że Rzeczywistość Najwyższej Istoty, Świadomości Kosmicznej, Najwyższego Ja wszystkich rzeczy znajduje się poza światem pozorów. Wszystko zawiera się w owym Ja, w jednym Umyśle i w Jedni Kosmosu. Jednak nasz umysł, nasze ciało i życie odbiera tę Rzeczywistość jako oddzieloną, pokawałkowaną, różną od pierwiastka Boskiego. Dzięki psychologicznej dyscyplinie, jaką jest joga, możemy unieść oddzielającą nas od Rzeczywistości zasłonę i uświadomić sobie Boskość nas samych i wszystkiego, co nas otacza. Najwyższa Świadomość jest ukryta w Materii. Proces ewolucji wydobywa z Materii, z nieświadomości, pierwiastek boski. Dlatego nasza świadomość musi dać się ponieść Ewolucji. Dar życia jest pierwszym etapem wyzwolenia świadomości, wyzwolenie umysłu — etapem drugim, a ten etap nie wyznacza jeszcze końca ewolucji, lecz jest początkiem drogi ku czemuś większemu, wyższemu, duchowemu. Aurobindo nazywa to świadomością ponadumysłową — Supramentalem. Ewolucja świadomości nie może dokonać się tylko za sprawą wolnej woli, gdyż umysł zatacza krąg wokół samego siebie, a osiągnąwszy jakiś poziom zaczyna kręcić się w kółko. JA musi dokonać konwersji, wielkiej zmiany, wyjść poza siebie. Dyscyplina jogi, rozumiana jako ćwiczenie bardziej psychologiczne niż fizyczne, umożliwia przekształcenie zwykłej świadomości w świadomość wyższą. Dotychczas rozumiano jogę jako ćwiczenie zmierzające do porzucenia świata, zaś zgodna z nauczaniem starożytnych mędrców nauka Śri Aurobindo zmierza do pozostania w świecie. Przekroczenie kondycji zwierzęcej, uświadomienie kondycji ludzkiej i świadome zmierzanie ku kondycji boskiej — oto joga zrozumiana na nowo (La synthese des Yogas).
[...]
Konwersja nie dokona się bez wysiłku, ani w krótkim czasie, ani za sprawą cudu — poszukujący wchodzi na drogę obudzenia wewnętrznych mocy. Zwykły człowiek żyje na powierzchni zewnętrznych doznań i choć wejście w głąb nie jest trudne, to wymaga odwagi pokonania owej powierzchni. Wewnątrz siebie poszukujący odnajduje własną moc pozwalającą wydobyć się poza zasłonę ułudy, poza pozory, ku pięknu, harmonii i prawdzie. Ogień wewnętrzny przepala bariery ziemskich pragnień i pasji, i wydobywa Istotę ku innej Rzeczywistości, nazywanej świadomością kosmiczną. Nie chodzi tu o ascezę w aspekcie fizycznym, lecz ascezę psychologiczną zmierzającą do pokonania pragnienia i przywiązania do rzeczy pozornych, przekroczenia apetytów ciała i instynktu bezmyślnego trwania przy życiu, przezwyciężenia ulotnych potrzeb i ułudy życia byle jakiego, bycia byle kim. Starożytne systemy nawołują do Drogi rozróżnienia między Rzeczywistością a pozorem rzeczywistości, do Drogi Serca, czyli spontanicznego poddania się Wyższej Idei, Drogi działania i służenia innym, wykroczenia poza własne jednostkowe ego. Otwarcia się na działanie i odpowiedź (odpowiedzialność) na TO, co jest poza nami, na słuchanie Mistrza, w tym także Mistrza Wewnętrznego. Nie chodzi tu o wypracowanie jakiejś nowej religii opartej o dogmaty, lecz o spontaniczne, wyższe to znaczy religijne, działanie. Jedynym celem jogi Śri Aurobindo jest rozwój wewnętrzny, odkrycie własnego Ja i związanie (religere) ze świadomością Supramentalną, która poprowadzi do ubóstwienia ludzkiej natury.
[...]
Aszram Śri Aurobindo w Pondicherry pozostaje do dziś znaczącą instytucją. Lecz Śri Aurobindo nadał inny sens pojęciu aszram — nie jest to zbór mnichów lub sannjasinów noszących pomarańczowe szaty i podążających drogą ascezy i wyrzeczenia, ale wolna grupa sadhaków, poszukiwaczy duchowych i aspirantów na drodze realizacji boskości w życiu doczesnym. Uczniowie pozostają ludźmi wolnymi i dążą do rozwoju umysłu idąc za głosem swej spontaniczności, korzystając ze wskazówek Mistrza i jego jogi integralnej. Medytacja, koncentracja, praca i posługa, każda działalność jest środkiem rozwoju. Słowa Matki: Praca dla Boskości jest modlitwą ciała pozostają wciąż aktualnym drogowskazem.
[...]
Międzynarodowe Centrum Edukacji Śri Aurobindo pozostaje ściśle zespolone z aszramem. Program tej szkoły realizuje założenia edukacyjne Śri Aurobindo i Matki, mające na celu rozwój pięciu podstawowych aspektów człowieka — fizyczności, żywotności, umysłowości, psychiczności i duchowości. Integralny i równomierny rozwój tych wszystkich aspektów daje podwaliny do rozwoju pełni istoty ludzkiej. Szkoła cieszy się międzynarodową renomą i uznaniem.
[...]
Od momentu przybycia do Pondicherry poświęcił się głębokim studiom nad starożytną jogą. Założone w 1914 roku czasopismo Arya dawało wykładnię wielkiej syntezy filozoficznej Aurobindo, w której przedstawił on nową wizję człowieka i historii, możliwości osiągnięcia przez ludzkość stanu boskiego, boskiej harmonii i jedności. Omawiał prawdziwy sens starożytnych Wed, pogłębione znaczenie Upaniszad i Bhagawadgity oraz innych, zapoznanych aspektów duchowości starożytnej kultury indyjskiej. Powstały niezwykłe prace: La Vie divine, La Synthese des Yogas, Le Cycle humain, L'Ideal de l'Unite humaine, La Poesie future, Le Secret du Veda, Huit Oupanishads, Essai sur la Gita, Les Fondements de la culture indienne i inne. Czasopismo Arya było wydawane do 1921 roku. Oddziaływanie Aurobindo jako wielkiego myśliciela epoki było ogromne i z woli jego uczniów powstał aszram, dający schronienie twórcy niezwykłej myśli. W grudniu 1926 roku Śri Aurobindo opuścił świat zewnętrzny i przestał się pokazywać publicznie, choć nie zerwał całkowicie kontaktów z uczniami, czuwając nad ich sadhaną i utrzymując liczną korespondencję. Jednak całkowicie pochłonęła go joga i czysta filozofia. Był bardziej wizjonerem niż myślicielem. Chciał zmienić nie świat, lecz człowieka.
[...]
Zarządzanie aszramem i sprawami doczesnymi przejęła Mira Alfassa Richard, naturalizowana Francuzka (jej ojciec był Turkiem, a matka Egipcjanką), która przybyła do Pondicherry w 1914 roku i została u boku Aurobindo na zawsze. Nazwana z czasem Matką, stała się porte parole wszystkich decyzji mistrza. W latach pięćdziesiątych powołała do życia Centre international d'Education Sri Aurobindo, jedną z najlepszych w Indiach szkół średnich, czynną do dziś.
[...]
Śri Aurobindo opuścił swe ciało fizyczne w 1950 roku i został pochowany w samadhi z białego marmuru na terenie aszramu.
[...]
Matka powołała do życia międzynarodowe miasto Auroville, przeznaczone dla poszukujących jedności, spokoju i miłości, niezależnie od wyznawanej religii i przynależności narodowej. Idąc za służebnym wezwaniem Śri Aurobindo, Matka powiedziała: Prawda objawia się w jedności, a nie w podziale. Rezygnacja z danej narodowości daje możliwość wyboru serca innych przestrzeni, ducha i prawdy wspólnej wszystkim narodom. Wszystkie narodowości tej ziemi są jednią, pozwalającą wejrzeć i doświadczyć Boskiej Jedności w harmonii różnorodności zorganizowanych w państwa.
[...]
Matka odeszła w 1973 roku, a jej ciało spoczęło u boku Śri Aurobindo, w aszramie w Pondicherry.
[...]
Śri Aurobindo nie spotkał na swej drodze wielkiego mistrza, tylko jednego marackiego jogina, który przekazał mu techniczne podstawy sadhany i, jak pisał, nie otrzymał od nikogo żadnego wsparcia duchowego. Jego droga nie opierała się na samym studiowaniu tekstów duchowych, choć intelektualnie poznał je wszystkie dogłębnie, lecz na doświadczeniu płynącym z wnętrza. Starożytne teksty — Bhagawadgitę i Upaniszady — czytał w ich warstwie dosłownej i w języku oryginału, i znalazł tam odpowiedzi na wszystkie duchowe pytania i wątpliwości. Teksty te, które dla wielu były tylko czystą poezją lub pomnikiem jakiejś niejasnej, dawno przebrzmiałej epoki, zostały przezeń odczytane na nowo jako kompendium prawdziwej, wciąż aktualnej i pomocnej wiedzy duchowej. Jogę rozumiano dotychczas jako metodę prowadzącą do zerwania ze światem i odcięcia się od jego doczesnych wpływów. Joga w rozumieniu Śri Aurobindo prowadzi natomiast do oczyszczenia umysłu, tak by mógł on odkryć Umysł kosmiczny i sprowadzić jego jasność, szczęśliwość, moc i subtelność w życie codzienne. Według Śri Aurobindo dzięki jodze jest możliwe otwarcie się na boską wyższą świadomość i odkrycie własnego prawdziwego Ja oraz pozostanie w jedności z Boskością tak, by owa siła przemieniała nasz umysł, życie i ciało. Idąc drogą jogi dynamicznej możliwe staje się urzeczywistnienie Życia Boskiego tu i teraz.Jeśli prawdą jest, że Umysł skrywa się w Materii i że cała Przyroda jest Bogiem ukrytym, to jest oczywiste, iż ujawnienie Boskości i urzeczywistnienie Boga w nim i poza nim są najwyższym i jedynym uprawnionym celem człowieka na Ziemi
[...]
Śri Aurobindo
[...]
Nauczanie Śri Aurobindo powraca do punktu wyjścia, do nauki przekazanej przez starożytnych mędrców Indii, którzy już dawno temu powiedzieli, że Rzeczywistość Najwyższej Istoty, Świadomości Kosmicznej, Najwyższego Ja wszystkich rzeczy znajduje się poza światem pozorów. Wszystko zawiera się w owym Ja, w jednym Umyśle i w Jedni Kosmosu. Jednak nasz umysł, nasze ciało i życie odbiera tę Rzeczywistość jako oddzieloną, pokawałkowaną, różną od pierwiastka Boskiego. Dzięki psychologicznej dyscyplinie, jaką jest joga, możemy unieść oddzielającą nas od Rzeczywistości zasłonę i uświadomić sobie Boskość nas samych i wszystkiego, co nas otacza. Najwyższa Świadomość jest ukryta w Materii. Proces ewolucji wydobywa z Materii, z nieświadomości, pierwiastek boski. Dlatego nasza świadomość musi dać się ponieść Ewolucji. Dar życia jest pierwszym etapem wyzwolenia świadomości, wyzwolenie umysłu — etapem drugim, a ten etap nie wyznacza jeszcze końca ewolucji, lecz jest początkiem drogi ku czemuś większemu, wyższemu, duchowemu. Aurobindo nazywa to świadomością ponadumysłową — Supramentalem. Ewolucja świadomości nie może dokonać się tylko za sprawą wolnej woli, gdyż umysł zatacza krąg wokół samego siebie, a osiągnąwszy jakiś poziom zaczyna kręcić się w kółko. JA musi dokonać konwersji, wielkiej zmiany, wyjść poza siebie. Dyscyplina jogi, rozumiana jako ćwiczenie bardziej psychologiczne niż fizyczne, umożliwia przekształcenie zwykłej świadomości w świadomość wyższą. Dotychczas rozumiano jogę jako ćwiczenie zmierzające do porzucenia świata, zaś zgodna z nauczaniem starożytnych mędrców nauka Śri Aurobindo zmierza do pozostania w świecie. Przekroczenie kondycji zwierzęcej, uświadomienie kondycji ludzkiej i świadome zmierzanie ku kondycji boskiej — oto joga zrozumiana na nowo (La synthese des Yogas).
[...]
Konwersja nie dokona się bez wysiłku, ani w krótkim czasie, ani za sprawą cudu — poszukujący wchodzi na drogę obudzenia wewnętrznych mocy. Zwykły człowiek żyje na powierzchni zewnętrznych doznań i choć wejście w głąb nie jest trudne, to wymaga odwagi pokonania owej powierzchni. Wewnątrz siebie poszukujący odnajduje własną moc pozwalającą wydobyć się poza zasłonę ułudy, poza pozory, ku pięknu, harmonii i prawdzie. Ogień wewnętrzny przepala bariery ziemskich pragnień i pasji, i wydobywa Istotę ku innej Rzeczywistości, nazywanej świadomością kosmiczną. Nie chodzi tu o ascezę w aspekcie fizycznym, lecz ascezę psychologiczną zmierzającą do pokonania pragnienia i przywiązania do rzeczy pozornych, przekroczenia apetytów ciała i instynktu bezmyślnego trwania przy życiu, przezwyciężenia ulotnych potrzeb i ułudy życia byle jakiego, bycia byle kim. Starożytne systemy nawołują do Drogi rozróżnienia między Rzeczywistością a pozorem rzeczywistości, do Drogi Serca, czyli spontanicznego poddania się Wyższej Idei, Drogi działania i służenia innym, wykroczenia poza własne jednostkowe ego. Otwarcia się na działanie i odpowiedź (odpowiedzialność) na TO, co jest poza nami, na słuchanie Mistrza, w tym także Mistrza Wewnętrznego. Nie chodzi tu o wypracowanie jakiejś nowej religii opartej o dogmaty, lecz o spontaniczne, wyższe to znaczy religijne, działanie. Jedynym celem jogi Śri Aurobindo jest rozwój wewnętrzny, odkrycie własnego Ja i związanie (religere) ze świadomością Supramentalną, która poprowadzi do ubóstwienia ludzkiej natury.
[...]
Aszram Śri Aurobindo w Pondicherry pozostaje do dziś znaczącą instytucją. Lecz Śri Aurobindo nadał inny sens pojęciu aszram — nie jest to zbór mnichów lub sannjasinów noszących pomarańczowe szaty i podążających drogą ascezy i wyrzeczenia, ale wolna grupa sadhaków, poszukiwaczy duchowych i aspirantów na drodze realizacji boskości w życiu doczesnym. Uczniowie pozostają ludźmi wolnymi i dążą do rozwoju umysłu idąc za głosem swej spontaniczności, korzystając ze wskazówek Mistrza i jego jogi integralnej. Medytacja, koncentracja, praca i posługa, każda działalność jest środkiem rozwoju. Słowa Matki: Praca dla Boskości jest modlitwą ciała pozostają wciąż aktualnym drogowskazem.
[...]
Międzynarodowe Centrum Edukacji Śri Aurobindo pozostaje ściśle zespolone z aszramem. Program tej szkoły realizuje założenia edukacyjne Śri Aurobindo i Matki, mające na celu rozwój pięciu podstawowych aspektów człowieka — fizyczności, żywotności, umysłowości, psychiczności i duchowości. Integralny i równomierny rozwój tych wszystkich aspektów daje podwaliny do rozwoju pełni istoty ludzkiej. Szkoła cieszy się międzynarodową renomą i uznaniem.
To on zatrudnił jako sekretarza młodego Aurobindo, powracającego ze studiów w Anglii, który w Barodzie miał spędzić czternaście niezwykle płodnych i kształcących lat życia (1893-1907). W tamtejszych bibliotekach publicznych i prywatnych po raz pierwszy zetknął się ze starożytną historią Indii i nauczył się sanskrytu, czytając z wypiekami na twarzy indyjskie eposy Mahabharatę i Ramajanę. Na dworze w Barodzie powstał i rozgorzał jeden z najsilniejszych ośrodków walki narodowowyzwoleńczej przeciwko Anglikom (obok Kalkuty).
[...]
Maharadża dawnego Kaszmiru, jeden z najbardziej światłych ludzi epoki, dr Karan Singh jest pisarzem i myślicielem (z doktoratem na temat myśli politycznej Sri Aurobindo), zaangażowanym we wszystkie ważne wydarzenia polityczne swego kraju. Był negocjatorem w konflikcie nepalskim, po zamordowaniu króla Nepalu w 2001, gdyż jego żona jest córką wysokiego generała armii nepalskiej.Sikhowie
[...]
Maharadża dawnego Kaszmiru, jeden z najbardziej światłych ludzi epoki, dr Karan Singh jest pisarzem i myślicielem (z doktoratem na temat myśli politycznej Sri Aurobindo), zaangażowanym we wszystkie ważne wydarzenia polityczne swego kraju. Był negocjatorem w konflikcie nepalskim, po zamordowaniu króla Nepalu w 2001, gdyż jego żona jest córką wysokiego generała armii nepalskiej.Sikhowie
Że tak się nie stało — wiemy. Jedną z osób, która przestrzegała Hindusów przed wejściem w sojusz z Niemcami, była Wanda Dynowska, Polka, która uciekła z armią Andersa i po zmiennych kolejach losu osiadła w południowych Indiach. W Pondicherry, mieście należącym jeszcze wtedy do Francuzów, spotykała się ze Śri Aurobindo, filozofem i myślicielem, którego wpływ na indyjską myśl polityczną był ogromny. Ona to właśnie ostrzegała go przed nazistami i ich grą na „archaicznych symbolach”.
Wedantę przywrócił współczesnym Indiom mistyk z Bengalu Ramakrishna Paramahamsa, a jego uczeń Wiwekananda przejął i objaśniał jej znaczenie. Sri Aurobindo pracował nad świętymi tekstami wiele lat i dał własną, nową interpretację (streszczoną w: Le Veda et la destinee humaine, Satprem, Institut de Recherches Evolutives, Paris 1992). Również wielki mistyk czasów współczesnych, Ramana Maharishi (1879-1950), porównywany czasem do św. Jana od Krzyża, nauczał wedanty. Pod jej wrażeniem pozostawał, choć nie przejął do końca, Mahatma Gandhi. By wymienić tylko niewielu.
mówi Sri Aurobindo
Bhairawi Brahmini Ramakrishna
Tradycję wedanty przejął od wędrownego mnicha Tota Puri i w niezwykle krótkim czasie doznał zjednoczenia z brahmanem. W młodym wieku był uczniem kobiety-wyrzeczeńca Bhairawi Brahmini, dzięki której poznał tantryzm i religię miłośników Śiwy. Poprzez doświadczenie mistyczne (a nie intelektualne) poznał zarówno chrześcijaństwo jak islam. Nauki swe przekazywał ustnie, nigdy nikogo nie nawracał, a w każdym człowieku odkrywał pierwiastek boski. Uznawał jedność wszystkich religii — bowiem każda droga religijna, jeżeli postępuje się nią wytrwale i z zapałem, prowadzi do ostatecznego celu, jakim jest wyzwolenie.
Budda awatara, cesarstwo Asioki, czakra, daty, hindu, India, Jezus z Nazaretu, języki, Kabir, Kamasutra, las indyjski, Mahabharata, miejsca sacrum, om, padma, Pieśń na cześć Buddy, przekaz ustny — zapisany, reinkarnacja, riszi, sacrum a profanum, sat-cit-ananda, Stany Książęce Indii, sufi, świątynia, tanka, warna, Wedy, Wisznu i Lakszmi
Budda, to według braminów dziewiąta awatara. Przyniósł ludziom naukę o nich samych, a bramini uznali go za Wielkiego Badacza i Znawcę Umysłu, psychologa i lekarza, który znalazł remedium na ludzkie cierpienie. Był Wielkim Terapeutą, bowiem najpierw sam uleczył swój umysł, a następnie nauczał odkrytej przez siebie metody — w jaki sposób umorzyć ludzkie cierpienie i osiągnąć spokój (ośmioraka szlachetna ścieżka). Był mistrzem i nauczycielem, który przekazał wewnętrzne doświadczenie i mógł dzięki temu stać się wzorcem do naśladowania, podobnie jak Jezus. Był dżiwanmuktą, wyzwolonym za życia, bowiem osiągnąwszy stan nirwany, wygaszenia namiętności, doznał mokszy, wyzwolenia z cyklu narodzin.
Po brutalnym rozprawieniu się z ludnością Kalingi (państwo we wschodnich Indiach, dzisiejsza Orissa) i jej całkowitym podporządkowaniu, w trakcie którego zginęło ponoć 50 tysięcy mieszkańców, Asioka z dynastii Maurjów zamknął się na długi czas w odosobnieniu. Do świata powrócił jako nowy człowiek. Przyjął dharmę Buddy, którą zapragnął rozprzestrzeniać w swoim państwie. Wspierał mnichów buddyjskich i fundował liczne klasztory. Prawdopodobnie podjął studia w znanym uniwersytecie buddyjskim w Takszasili, wielkim ówczesnym ośrodku medycyny i buddyzmu. Choć znamy niewiele szczegółów z jego życia, pozostawił po sobie wspomnienie władcy sprawiedliwego i oświeconego, głosiciela pokoju i dobroci. Podobno pijał greckie wino i jadał figi, a na swój dwór miał sprowadzić greckiego sofistę.
zielona, w stanie lotnym, o dwunastu płatkach lotosu, ulokowana w sercu. Łączy czakry dolne i czakry wyższe. Co najmniej od 3000 lat, od czasów leśnych mędrców, a później Buddy, ludzkość znajduje się na etapie rozwijania czakry serca; wszyscy mistycy, mędrcy i guru podkreślają konieczność świadomego otwierania się na miłość (nurt bhakti w Indiach, rozwijanie współczucia w buddyzmie, nauki Jezusa o miłości bliźniego). Na poziomie indywidualnym, słuchanie i patrzenie sercem to rozwijanie intuicji i przekraczanie ego, wyjście ku drugiemu. Na tym co najmniej poziomie sytuują się wszystkie świadome matki, niektórzy terapeuci i lekarze, a także wielu społeczników oraz wszyscy bez wyjątku prawdziwi guru (gdy wiedzie ich pycha i żądza władzy dusz, to znaczy, że ich świadomość pozostaje na poziomie trzeciej czakry). Trzeba podkreślić, że na Zachodzie człowiek w swej masie wciąż wycofuje się do poziomu czakry splotu słonecznego, czyli do poziomu dziecięcego infantylizmu i niebezpiecznego narcyzmu. Praca nad podniesieniem poziomu świadomości całego społeczeństwa wymaga czasu i ogromnego wysiłku ludzi przebudzonych.
żyje Siddhartha Gautama (rówieśnik Pitagorasa, Heraklita i Mahawiry), późniejszy Budda
[...]
Kaniszka, władca kuszański z Gandhary, podbija środkową dolinę rzeki Gangi; prawdopodobnie za jego czasów przedstawiono po raz pierwszy Buddę w postaci ludzkiej i ustalono kanon buddyjski, który został wyryty na miedzianych tabliczkach i zdeponowany w klasztorze Kundalawana w Kaszmirze; stolicą państwa Kuszanów była Takszasila, a inne wielkie ośrodki to Peszawar i Mathura
[...]
Kaniszka, władca kuszański z Gandhary, podbija środkową dolinę rzeki Gangi; prawdopodobnie za jego czasów przedstawiono po raz pierwszy Buddę w postaci ludzkiej i ustalono kanon buddyjski, który został wyryty na miedzianych tabliczkach i zdeponowany w klasztorze Kundalawana w Kaszmirze; stolicą państwa Kuszanów była Takszasila, a inne wielkie ośrodki to Peszawar i Mathura
Tak więc, gdy mieszkaniec Indii mówi nam dzisiaj, że jest hindu, to nigdy nie mamy pewności czy ma on na myśli cywilizację czy swoją religię. Hinduska tożsamość obejmuje przede wszystkim miejsce zamieszkania, następnie cywilizację, światopogląd i mentalność, a także religię (ale niekoniecznie). Trzeba podkreślić z wielkim naciskiem, że podobnie jak nauki Buddy (tak zwany buddyzm) obejmują filozofię, religię i psychologię oraz stosowne rytuały, tak hinduizm obejmuje powyższe dyscypliny oraz inne, niezwykle różnorodne dziedziny życia, myślenia i działania ludzkiego, jak choćby jogę, wedyzm, braminizm, ajurwedę, kamasutrę, wegetarianizm oraz indywidualne nauki mędrców (Ramakrishny, Wiwekanandy, Joganandy, Sai Baby) mówiące o zjednoczeniu człowieka z Absolutem, z Jednią, z Nieokreślonym, z TYM.
[...]
Starożytną religię Indii określa się mianem wedyzmu, ale nic już z niego nie przetrwało oprócz literatury i od dawna nie składa się przebłagalnych rytualnych ofiar bogom zgodnie z nakazem Wed. Późniejszy braminizm, który wypracował bardziej osobisty stosunek człowieka do bóstwa i dyscyplinę pobożności, rozumianej jako pokora wobec niepojętej Wyższej Rzeczywistości, wchłonąwszy w swój system religijny wiele elementów ludowych, też już w Indiach przestał istnieć, zwłaszcza gdy potępiono, wydaje się raz na zawsze, system warnowy. Od połowy I tysiąclecia p.n.e. bramiński system religijno-społeczny przeżył kryzys pod wpływem ruchu reformatorskiego leśnych mędrców, riszi, z których Makkhali Gosala (560-484), Mahawira ( 547-467) i Gautama Budda (550-483) stworzyli nowe szkoły. W dzisiejszej religijności hindu rysuje się dominanta pracy nad sobą na wybranej indywidualnie drodze, zgodnie z wewnętrznymi potrzebami ducha. Można rzec, iż istotnie dokonała się głęboka, postulowana przez braminów przemiana rozpalenia ognia wewnętrznego, zamiast ognia rytualnego. Poszukiwaniom własnego Ja przyświeca starożytna formuła tot twam asi, a zmagania ze sobą są rozsupływane przez wciąż dostępną starożytną wiedzę psychologiczną. W procesie historycznego rozwoju przepadło więc wiele elementów hindu, zbędnych i mało dla człowieka znaczących, ale pozostało doświadczenie jednostek, riszi, guru, świętych i wyzwolonych za życia, którzy swą wiedzę przekazywali i przekazują w tradycji ustnej. To do nich zwracają się dzisiejsi poszukujący.
[...]
Według mitologii indyjskiej na początku była Ziemia, Śri (nie Słowo) spoczywająca na kwiecie lotosu, więc lotos jest symbolem Stworzenia, kreacji, podporą wszystkiego, co istnieje w świecie materialnym i duchowym. Bogini Lakszmi spoczywa na różowym kwiecie lotosu, a bogini Saraswati — na białym; w ikonografii wielu bogów przedstawia się siedzących na kwiecie lotosu, także — Buddę. Lotos jest apoteozą piękna i idealnej symetrii. Korzenie kwiatu lotosu tkwią w mętnych wodach podświadomości, zamknięty kwiat o kształcie jaja wynurza się i przebija łodygą taflę wody, naszą świadomość, rozchylające się płatki symbolizują proces otwierania się duszy, zaś płatki otwarte ku górze — nasze dążenie ku nadświadomości, boskiej jaźni.
[...]
Starożytną religię Indii określa się mianem wedyzmu, ale nic już z niego nie przetrwało oprócz literatury i od dawna nie składa się przebłagalnych rytualnych ofiar bogom zgodnie z nakazem Wed. Późniejszy braminizm, który wypracował bardziej osobisty stosunek człowieka do bóstwa i dyscyplinę pobożności, rozumianej jako pokora wobec niepojętej Wyższej Rzeczywistości, wchłonąwszy w swój system religijny wiele elementów ludowych, też już w Indiach przestał istnieć, zwłaszcza gdy potępiono, wydaje się raz na zawsze, system warnowy. Od połowy I tysiąclecia p.n.e. bramiński system religijno-społeczny przeżył kryzys pod wpływem ruchu reformatorskiego leśnych mędrców, riszi, z których Makkhali Gosala (560-484), Mahawira ( 547-467) i Gautama Budda (550-483) stworzyli nowe szkoły. W dzisiejszej religijności hindu rysuje się dominanta pracy nad sobą na wybranej indywidualnie drodze, zgodnie z wewnętrznymi potrzebami ducha. Można rzec, iż istotnie dokonała się głęboka, postulowana przez braminów przemiana rozpalenia ognia wewnętrznego, zamiast ognia rytualnego. Poszukiwaniom własnego Ja przyświeca starożytna formuła tot twam asi, a zmagania ze sobą są rozsupływane przez wciąż dostępną starożytną wiedzę psychologiczną. W procesie historycznego rozwoju przepadło więc wiele elementów hindu, zbędnych i mało dla człowieka znaczących, ale pozostało doświadczenie jednostek, riszi, guru, świętych i wyzwolonych za życia, którzy swą wiedzę przekazywali i przekazują w tradycji ustnej. To do nich zwracają się dzisiejsi poszukujący.
[...]
Według mitologii indyjskiej na początku była Ziemia, Śri (nie Słowo) spoczywająca na kwiecie lotosu, więc lotos jest symbolem Stworzenia, kreacji, podporą wszystkiego, co istnieje w świecie materialnym i duchowym. Bogini Lakszmi spoczywa na różowym kwiecie lotosu, a bogini Saraswati — na białym; w ikonografii wielu bogów przedstawia się siedzących na kwiecie lotosu, także — Buddę. Lotos jest apoteozą piękna i idealnej symetrii. Korzenie kwiatu lotosu tkwią w mętnych wodach podświadomości, zamknięty kwiat o kształcie jaja wynurza się i przebija łodygą taflę wody, naszą świadomość, rozchylające się płatki symbolizują proces otwierania się duszy, zaś płatki otwarte ku górze — nasze dążenie ku nadświadomości, boskiej jaźni.
Największym Indem był Budda.
Jezus spotkał być może mnichów buddyjskich czy hinduskich mędrców, albo osoby powracające z Indii po latach nauki, i zabrał się z nimi w drogę. Ówczesne trakty handlowe były bardzo ruchliwe i otwarte dla wszystkich, a jeśli dla kupców jadących z towarem okazywały się niebezpieczne, to dla biedaków podążających w blasku dnia były z pewnością całkiem przyjazne. Można domyślać się, że w ciągu tych siedemnastu lat spędzonych poza Palestyną, Jezus przerywał niejednokrotnie swą podróż i zatrzymywał się na dłuższy czas w jakimś ośrodku. Poznał więc, i to wydaje się prawdopodobne, najważniejsze ówczesne nurty filozoficzno-religijne. Ale nie tylko poznał owe dyscypliny w sensie intelektualnego studiowania teorii i doktryn, ale odbył praktykę duchową i uświęcił swoją wiedzę doświadczeniem. W tym sensie, poszedł śladami Buddy.
[...]
Joga jest zarówno wiedzą jak i praktyką; polega między innymi na opanowaniu zjawisk świadomości poprzez ćwiczenia pranajamy, czyli kontrolę oddechu. Osiągnięcie nadnaturalnych mocy nie jest celem samym w sobie, lecz naturalną konsekwencją ascezy, oznaką udanej praktyki. Uzyskane w ten sposób cudowne moce, siddhi, mogą zostać spożytkowane albo bezpośrednio dla dobra drugiego człowieka: uzdrowienie opętanego, trędowatego, paralityka, otworzenie oczu niewidzącemu, albo pośrednio dla dobrostanu wspólnoty: chodzenie po wodzie, by nie obciążać łodzi płynącej pod wiatr, zamiana wody w wino w czasie wesela, rozmnożenie chleba. Takie moce były i są w posiadaniu wielu indyjskich joginów. Ale ostatecznie nie chodzi o moc jezusową samą w sobie, lecz o to, w jaki sposób wykorzystał ją do swoich celów: przekazania ludziom swego posłannictwa, idei ahimsy. Jedną z zasad dharmy jest to, że wiedzy duchowej nie wolno zatrzymywać dla siebie. Powinnością jest przekazywanie własnego doświadczenia innym ludziom. Rozumiał tę powinność podobnie jak Budda.
[...]
Nawoływał do braterstwa powszechnego i wolności ducha. Poszerzył znaczenie rodziny — wszyscy byli dla niego jedną wielką rodziną i każdy był umiłowanym bratem. Szczególną miłością otoczył kobiety, których nie wykluczył ze wspólnoty, a wręcz odwrotnie — bronił je, wspierał i traktował na równi z braćmi. Inaczej niż Budda, który nie przyjął kobiet do wspólnoty (sanghi).
[...]
Joga jest zarówno wiedzą jak i praktyką; polega między innymi na opanowaniu zjawisk świadomości poprzez ćwiczenia pranajamy, czyli kontrolę oddechu. Osiągnięcie nadnaturalnych mocy nie jest celem samym w sobie, lecz naturalną konsekwencją ascezy, oznaką udanej praktyki. Uzyskane w ten sposób cudowne moce, siddhi, mogą zostać spożytkowane albo bezpośrednio dla dobra drugiego człowieka: uzdrowienie opętanego, trędowatego, paralityka, otworzenie oczu niewidzącemu, albo pośrednio dla dobrostanu wspólnoty: chodzenie po wodzie, by nie obciążać łodzi płynącej pod wiatr, zamiana wody w wino w czasie wesela, rozmnożenie chleba. Takie moce były i są w posiadaniu wielu indyjskich joginów. Ale ostatecznie nie chodzi o moc jezusową samą w sobie, lecz o to, w jaki sposób wykorzystał ją do swoich celów: przekazania ludziom swego posłannictwa, idei ahimsy. Jedną z zasad dharmy jest to, że wiedzy duchowej nie wolno zatrzymywać dla siebie. Powinnością jest przekazywanie własnego doświadczenia innym ludziom. Rozumiał tę powinność podobnie jak Budda.
[...]
Nawoływał do braterstwa powszechnego i wolności ducha. Poszerzył znaczenie rodziny — wszyscy byli dla niego jedną wielką rodziną i każdy był umiłowanym bratem. Szczególną miłością otoczył kobiety, których nie wykluczył ze wspólnoty, a wręcz odwrotnie — bronił je, wspierał i traktował na równi z braćmi. Inaczej niż Budda, który nie przyjął kobiet do wspólnoty (sanghi).
Od początku naszej ery zredagowano i zapisano starożytne teksty w alfabecie brahmi, a tysiąc lat później przepisano je w alfabecie dewanagari, który rozwinął się z brahmi dopiero w XII wieku. Redakcją zajmowali się oczywiście zawsze bramini, depozytariusze całej ustnej i odtąd zapisanej już Wiedzy. Sanskryt jako język mówiony zaczął umierać, a wielkie teksty otrzymały raz na zawsze ustaloną formę, stały się literaturą i trwają do dziś w swej skamielinie. W miejsce sanskrytu mówionego pojawiły się języki lokalne i prakryty, z których wywodzi się większość współczesnych języków Indii. Już w czasach Buddy, czyli w V wieku p.n.e., porozumiewano się w prakrycie pali, a nie w sanskrycie. Powszechne stosowanie sanskrytu jako języka mówionego skończyło się ostatecznie mniej więcej w pierwszych wiekach naszej ery.
[...]
Język palijski dał początek współczesnym językom Indii z grupy indoeuropejskich. Odwrotnie niż sanskryt, był bliski mowie przeciętnego człowieka, gdyż był prostszy. W pali wypowiadał swe sutry Budda, a także Mahawira.
[...]
Język palijski dał początek współczesnym językom Indii z grupy indoeuropejskich. Odwrotnie niż sanskryt, był bliski mowie przeciętnego człowieka, gdyż był prostszy. W pali wypowiadał swe sutry Budda, a także Mahawira.
Siła jego poetyckiej ekspresji była tak wielka, że mimo względnej tolerancji słowa, jaka panowała w XV wieku w północnych Indiach, kazano mu opuścić Benares i ostatnie dwadzieścia lat swojego życia spędził na tułaczce jako wędrowny pieśniarz. Śpiewał o wolności i godności, o tym, że nie można zmienić społeczeństwa, zanim ludzie nie zmienią siebie. Mówią o tym wszyscy indyjscy nauczyciele i guru jak Indie długie, szerokie i stare, od początków tej cywilizacji, od Buddy i Patańdżalego, Śiankaraczarję i Ramakrishnę aż do Nisargadatty Maharaja i Mahatmy Gandhiego.
Najbardziej znanymi sutrami są nauki Buddy, objaśniające rozmaite techniki pracy z umysłem. Inną ważną sutrą jest Jogasutra, klasyczny traktat o technikach jogi, autorstwa Patańdżalego.
Leśne pustelnie były w starożytności miejscem pobierania nauk, zarówno świeckich jak i duchowych. Pustelnicy, nazywani leśnymi mędrcami, riszi, utrzymywali ścisły kontakt z okoliczną wspólnotą wiejską, a będąc od niej uzależnieni materialnie udzielali nauk; prowadzili też własną praktykę duchową i uprawiali filozofię. Tworzyli Aranjaki, teksty leśne, odnoszące się do Wed, lecz o charakterze bardziej metafizycznym, niekiedy trudno zrozumiałym dla słuchaczy. Żyjąc poza wspólnotą, mogli się niekiedy całkowicie uniezależnić od braminów i religii wedyjskiej, a nawet całkowicie odrzucić Wedy, jak to uczynił żyjący na przełomie VI i V wieku p.n.e. riszi Gosala i jego uczniowie, Mahawira i Budda.
[...]
Koniec okresu wedyjskiego przypada na IV-III wiek p.n.e., kiedy to zaczęły rozprzestrzeniać się w Indiach północnych wielkie nauki Buddy i Mahawiry, a bramini musieli zrezygnować z dużej części swej władzy. Mędrzec Gosala, choć dziś niemal całkowicie zapoznany, był tym, który przekazał wiedzę o starożytnej filozofii przed-aryjskiej, nie związanej ani z Wedami i ich dyscypliną czystości duchowej, ani z warnowym układem społeczeństwa. To on prawdopodobnie wprowadził ponownie kult boga Wisznu i uważany jest za ojca adżiwików, kolejnego pokolenia leśnych ascetów, których nauki przetrwały aż do XIV wieku. Tak więc jednocześnie i obok braminizmu, buddyzmu i dżinizmu, religii rygorystycznych i trudnych intelektualnie (appolińskich), zawsze rozwijały się w Indiach, niekiedy w nurcie ukrytym i podziemnym, przed-aryjskie idee śiwaickie, podobne do religii dionizyjskich, gdzie szansę na wyzwolenie z okowów samsary dawał taniec, ekstaza, erotyzm i łagodność wobec siebie. Odnowienie pierwotnego śiwaizmu, tantryzmu i jogi było dziełem Lakuliśy, nie-aryjskiego kapłana, żyjącego prawdopodobnie na początku n.e. Rozwój tych nauk i ich wpływ na społeczeństwo zbiegł się w czasie z niebywałym wprost rozkwitem sztuki, literatury, mistyki i filozofii i trwał aż do inwazji muzułmańskich XII wieku (około 1200 lat).
[...]
Tapovan należał do mędrców, był oazą spokoju. Pójść do lasu oznaczało poświęcić czas na medytację i praktyki duchowe. Budda pobierał nauki u leśnych mędrców, riszi, a gdy sam został mędrcem przekazywał sutry siedząc pod drzewem, a nie w świątyni, ośrodkach miejskich czy pałacu władcy. Rama, syn króla Ajodhji, gdy musiał opuścić królestwo, poszedł do lasu i przez czternaście lat pobierał nauki u riszi — o tym opowiada epos Ramajana. Ludzie z pobliskich wiosek dobrze wiedzieli, gdzie mieszka asceta i odwiedzali go, by przeżyć darśanę. W tym lesie był zakaz polowania na zwierzynę i często sarny podchodziły do ludzi tak blisko, że można je było dotknąć. Budda przedstawił uczniom swoją pierwszą sutrę w parku jeleni, a więc tam gdzie nawet płochliwa zwierzyna nie obawiała się agresji człowieka.
[...]
Umiłowanie do drzewa pippal (ficus religiosa) znane było już w religii przed-aryjskiej, harappejskiej. Poświęcone jest Wisznu, a buddyści uważają, że właśnie pod tym drzewem Budda doznał Przebudzenia, a następnie nauczał.
[...]
Koniec okresu wedyjskiego przypada na IV-III wiek p.n.e., kiedy to zaczęły rozprzestrzeniać się w Indiach północnych wielkie nauki Buddy i Mahawiry, a bramini musieli zrezygnować z dużej części swej władzy. Mędrzec Gosala, choć dziś niemal całkowicie zapoznany, był tym, który przekazał wiedzę o starożytnej filozofii przed-aryjskiej, nie związanej ani z Wedami i ich dyscypliną czystości duchowej, ani z warnowym układem społeczeństwa. To on prawdopodobnie wprowadził ponownie kult boga Wisznu i uważany jest za ojca adżiwików, kolejnego pokolenia leśnych ascetów, których nauki przetrwały aż do XIV wieku. Tak więc jednocześnie i obok braminizmu, buddyzmu i dżinizmu, religii rygorystycznych i trudnych intelektualnie (appolińskich), zawsze rozwijały się w Indiach, niekiedy w nurcie ukrytym i podziemnym, przed-aryjskie idee śiwaickie, podobne do religii dionizyjskich, gdzie szansę na wyzwolenie z okowów samsary dawał taniec, ekstaza, erotyzm i łagodność wobec siebie. Odnowienie pierwotnego śiwaizmu, tantryzmu i jogi było dziełem Lakuliśy, nie-aryjskiego kapłana, żyjącego prawdopodobnie na początku n.e. Rozwój tych nauk i ich wpływ na społeczeństwo zbiegł się w czasie z niebywałym wprost rozkwitem sztuki, literatury, mistyki i filozofii i trwał aż do inwazji muzułmańskich XII wieku (około 1200 lat).
[...]
Tapovan należał do mędrców, był oazą spokoju. Pójść do lasu oznaczało poświęcić czas na medytację i praktyki duchowe. Budda pobierał nauki u leśnych mędrców, riszi, a gdy sam został mędrcem przekazywał sutry siedząc pod drzewem, a nie w świątyni, ośrodkach miejskich czy pałacu władcy. Rama, syn króla Ajodhji, gdy musiał opuścić królestwo, poszedł do lasu i przez czternaście lat pobierał nauki u riszi — o tym opowiada epos Ramajana. Ludzie z pobliskich wiosek dobrze wiedzieli, gdzie mieszka asceta i odwiedzali go, by przeżyć darśanę. W tym lesie był zakaz polowania na zwierzynę i często sarny podchodziły do ludzi tak blisko, że można je było dotknąć. Budda przedstawił uczniom swoją pierwszą sutrę w parku jeleni, a więc tam gdzie nawet płochliwa zwierzyna nie obawiała się agresji człowieka.
[...]
Umiłowanie do drzewa pippal (ficus religiosa) znane było już w religii przed-aryjskiej, harappejskiej. Poświęcone jest Wisznu, a buddyści uważają, że właśnie pod tym drzewem Budda doznał Przebudzenia, a następnie nauczał.
Nauki Gautamy Siddharthy (563-483 p.n.e.), późniejszego Buddy, który żył i nauczał w królestwie Magadha, oddalonym od Kuru tylko o trzy inne państwa — Pańczalę, Kośalę z Ajodhją oraz Kaśi z Waranasi, nie mogły być dla braminów ani nowe, ani nawet niezwykłe. Budda nie wygłosił w Sarnath koło Waranasi nic takiego, co nie było zawarte w świętych pieśniach hindu. Dzięki własnemu doświadczeniu zrozumiał na czym polega cierpienie (dukkha) zrodzone z pożądania i dał narzędzia pozwalające przekroczyć matnię umysłu. O tym, o czym mówił Budda wyśpiewała już wcześniej chociażby upaniszada Maitri. Ale był jednym z wielu ksiatrijów, którzy odmówili spełniania dharmy w duchu wedyjskim, jak wiadomo w ogóle nie akceptował warn, nie uważał tekstów wedyjskich za święte, za nic miał ryty ognia i składanie ofiar. Ruch przybierał na sile i z czasem osiągnął rozmiary buntu społecznego, dlatego słowa: Mieszkańcy Dwarki postępowali bezwstydnie, grzesząc bez ograniczeń, ubliżając braminom, starszym i nauczycielom. Porzucono czczenie bóstw.
[...]
803 mogły równie dobrze odnosić się do czasów Buddy.
[...]
Mahawira, także pochodzący z rodu książęcego, był jeszcze bardziej radykalny niż Budda, a jego moralno-etyczny nakaz niestosowania przemocy i niekrzywdzenia drugiego człowieka — ahimsa — odegrał wielką rolę w przekształceniu świadomości społecznej. Masowe porzucanie „pola dharmy” przez mężczyzn musiało w jakiś sposób zapoczątkować zaprzestanie bratobójczych walk i dać sygnał do odnowy moralnej całego społeczeństwa. Stworzenie tego społeczeństwa o nowej świadomości będzie trwało tysiąc lat, a jego budowniczymi zostaną już nie ksiatrijowie, lecz bramini, jogini, mędrcy, asceci i wielbiciele Kriszny.
[...]
Rozpacz Ardżuny przed rozpoczęciem decydującej bitwy (Bhagawadgita) przypomina rozpacz Asioki po tym, jak jego wojownicy wycięli w pień wszystkich mieszkańców Kalingi. Historycy podają, że na Polu Dhauli (dziś Bubaneszwar) mogło zginąć 100 tysięcy wojowników, a ponieważ w wojsku drawidyjskim kobiety walczyły na równi z mężczyznami, doniesiono Asioce o ogromnej liczbie ciał kobiecych porozrzucanych w nieładzie, i o ciałach dzieci. Konsekwencją tej zagłady było, jak wiadomo, przyjęcie przez Asiokę nauk Buddy. Cesarz nie „przeszedł” na „buddyzm” jak byśmy to dziś powiedzieli, lecz pod wpływem światłych ludzi, wśród których byli zarówno wielbiciele doktryny Buddy jak i adepci Mahawiry, jogini, bramini i wielu innych, zmienił zasady swej polityki. Prymat moralności uznał za najważniejszy. Tyle wiemy.
[...]
Bramini układający pieśni Mahabharaty przesadzali być może w opisie niecnych czynów ksiatrijów, ale ich analizy powstawania gniewu, złości, pożądania i nienawiści, które, zrazu niewinne, napędzały i wciągały w wir ogłupienia całe potężne rody arystokracji, świadczą nie tylko o zmyśle obserwacji i chęci zaradzenia złu, ale o wiedzy jaką już posiedli studiując nowe prądy. Wspaniała analiza „wejścia w konflikt” i takiego zawiązania intrygi, by wycofanie się nie było możliwe, godna jest najlepszych strategów. Oni także uznali, jak Budda i Mahawira, że to namiętności władców burzą porządek społeczny. Przystali więc na powolne kształtowanie się nowego i przenikanie nowych wierzeń, pochodzących od ludów dotychczas niemych i wzgardzanych. Tylko bowiem rozbicie od zewnątrz zamkniętego koła wedyjskiego świata dawało nadzieję na utworzenie nowej Sanatana Dharmy. Stary świat oparty na recytacji Wed i skupiony wokół ognia był heroiczną próbą wprowadzenia zasad rozumnych: idealnego podziału pracy i ustanowienia dobrych kontaktów z siłami przyrody, bez podporządkowania się komukolwiek. Lecz nikomu nie podporządkowana wola rozrosła się w pychę. Nowy świat zrezygnuje więc z rozumu i wesprze się o pojęcie całkowitego oddania się Najwyższej Istocie Boskiej, bowiem okazało się, że człowiek w ogóle nie ma wpływu na swoje losy. Kriszna, przyjaciel Pandawów, tajemniczy wojownik z Dwarki, nie pochodzący z rodów indoeuropejskich stanie się ową Najwyższą Boską Istotą, zdolną przy pomocy człowieka uwolnionego od pragnień uratować świat. Ale to jest wniosek późniejszy.
[...]
803 mogły równie dobrze odnosić się do czasów Buddy.
[...]
Mahawira, także pochodzący z rodu książęcego, był jeszcze bardziej radykalny niż Budda, a jego moralno-etyczny nakaz niestosowania przemocy i niekrzywdzenia drugiego człowieka — ahimsa — odegrał wielką rolę w przekształceniu świadomości społecznej. Masowe porzucanie „pola dharmy” przez mężczyzn musiało w jakiś sposób zapoczątkować zaprzestanie bratobójczych walk i dać sygnał do odnowy moralnej całego społeczeństwa. Stworzenie tego społeczeństwa o nowej świadomości będzie trwało tysiąc lat, a jego budowniczymi zostaną już nie ksiatrijowie, lecz bramini, jogini, mędrcy, asceci i wielbiciele Kriszny.
[...]
Rozpacz Ardżuny przed rozpoczęciem decydującej bitwy (Bhagawadgita) przypomina rozpacz Asioki po tym, jak jego wojownicy wycięli w pień wszystkich mieszkańców Kalingi. Historycy podają, że na Polu Dhauli (dziś Bubaneszwar) mogło zginąć 100 tysięcy wojowników, a ponieważ w wojsku drawidyjskim kobiety walczyły na równi z mężczyznami, doniesiono Asioce o ogromnej liczbie ciał kobiecych porozrzucanych w nieładzie, i o ciałach dzieci. Konsekwencją tej zagłady było, jak wiadomo, przyjęcie przez Asiokę nauk Buddy. Cesarz nie „przeszedł” na „buddyzm” jak byśmy to dziś powiedzieli, lecz pod wpływem światłych ludzi, wśród których byli zarówno wielbiciele doktryny Buddy jak i adepci Mahawiry, jogini, bramini i wielu innych, zmienił zasady swej polityki. Prymat moralności uznał za najważniejszy. Tyle wiemy.
[...]
Bramini układający pieśni Mahabharaty przesadzali być może w opisie niecnych czynów ksiatrijów, ale ich analizy powstawania gniewu, złości, pożądania i nienawiści, które, zrazu niewinne, napędzały i wciągały w wir ogłupienia całe potężne rody arystokracji, świadczą nie tylko o zmyśle obserwacji i chęci zaradzenia złu, ale o wiedzy jaką już posiedli studiując nowe prądy. Wspaniała analiza „wejścia w konflikt” i takiego zawiązania intrygi, by wycofanie się nie było możliwe, godna jest najlepszych strategów. Oni także uznali, jak Budda i Mahawira, że to namiętności władców burzą porządek społeczny. Przystali więc na powolne kształtowanie się nowego i przenikanie nowych wierzeń, pochodzących od ludów dotychczas niemych i wzgardzanych. Tylko bowiem rozbicie od zewnątrz zamkniętego koła wedyjskiego świata dawało nadzieję na utworzenie nowej Sanatana Dharmy. Stary świat oparty na recytacji Wed i skupiony wokół ognia był heroiczną próbą wprowadzenia zasad rozumnych: idealnego podziału pracy i ustanowienia dobrych kontaktów z siłami przyrody, bez podporządkowania się komukolwiek. Lecz nikomu nie podporządkowana wola rozrosła się w pychę. Nowy świat zrezygnuje więc z rozumu i wesprze się o pojęcie całkowitego oddania się Najwyższej Istocie Boskiej, bowiem okazało się, że człowiek w ogóle nie ma wpływu na swoje losy. Kriszna, przyjaciel Pandawów, tajemniczy wojownik z Dwarki, nie pochodzący z rodów indoeuropejskich stanie się ową Najwyższą Boską Istotą, zdolną przy pomocy człowieka uwolnionego od pragnień uratować świat. Ale to jest wniosek późniejszy.
Budda nie nakłaniał do przemieszczania się w miejsca święte w tłumie pielgrzymów, a do samotnej pracy nad umysłem w spokoju i zaciszu przyrody. Prawdopodobnie w ogóle nie uznawał żadnych miejsc za święte. Byłby więc zdziwiony, gdyby wiedział, że już cesarz Asioka odczuwał wyraźną potrzebę odnalezienia miejsc związanych z jego życiem. W III wieku p.n.e., jakieś 250 lat po odejściu Nauczyciela, precyzyjnie wskazano cztery miejsca, co do których można było nie mieć większych wątpliwości, że przebywał w nich historyczny Siddhartha Gautama.
[...]
[Nota bene, Budda nie doznał Oświecenia — błędne angielskie sformułowanie enlightenment — lecz Przebudzenia, od sanskryckiego budh — przebudzić się i dlatego otrzymał imię Budda, Przebudzony.]
[...]
Bodh Gaja, w stanie Bihar, na południe od Patny, jest najważniejszą tirthą dla wszystkich buddystów. Znajduje się tu figowiec rosnący w miejscu drzewa pippal, pod którego konarami po 49 dniach głębokiej medytacji Budda doświadczył bodhi, Przebudzenia umysłu. Również tutaj Asioka wzniósł liczne klasztory i świątynię Mahabodhi, która przetrwała do dziś (wielokrotnie przebudowywana). Niedaleko stąd, w Gaja, znajduje się świątynia Wisznupada, gdzie Wisznu pozostawił w kamieniu odcisk swojej stopy.
[...]
[Nota bene, nie wygłaszał on żadnych kazań, gdyż kazania są formą przekazu dogmatów wygłaszanych przez księży w Kościele katolickim, a Budda przedstawił naukę wynikającą z jego własnego doświadczenia medytacji. I nie zdarzyło się to w Parku Jeleni ani Jelenim Parku, lecz w zacisznym zagajniku oddalonym od gwaru Waranasi, gdzie żyły różne zwierzęta, a przede wszystkim jelenie — isipatana znaczy piękne, zielone miejsce, gdzie zbierają się jelenie; podobnie riszipatana nie znaczy Park Mędrców, lecz ulubione miejsce spotkań i dyskusji leśnych mędrców.]
[...]
W Sarnath koło Waranasi, Budda przekazał pierwszym pięciu uczniom swoją doktrynę, zwaną pierwszym obrotem Koła Dharmy lub puszczeniem go w ruch. To doskonałe koło doktryny zostało puszczone w ruch przez Pana w Benaresie w isipatanie, tego koła nie puścił w ruch żaden asceta, bramin, bóg, Mara, Brahma ani nikt inny w świecie
[...]
Sangharakszita, Wprowadzenie do buddyzmu, Wydawnictwo A, Kraków 2002, str. 73
[...]
W Kushinagar Budda odszedł z tego świata, zostawiając uczniom swą ostatnią sutrę: Wszystko co jest złożone ulega rozłożeniu.
[...]
Mahawira, podobnie jak Budda, nauczał w Waranasi, gdzie znajdowało się wiele ośrodków duchowym. Być może obaj mędrcy spotkali się tutaj.
[...]
Od zawsze istniały tu wielkie ośrodki duchowe i Budda nie przez przypadek osiedlił się w pobliskim Sarnath, wiedząc, że jego nauka zostanie tu zrozumiana lepiej niż gdziekolwiek indziej.Stany Książęce Indii
[...]
[Nota bene, Budda nie doznał Oświecenia — błędne angielskie sformułowanie enlightenment — lecz Przebudzenia, od sanskryckiego budh — przebudzić się i dlatego otrzymał imię Budda, Przebudzony.]
[...]
Bodh Gaja, w stanie Bihar, na południe od Patny, jest najważniejszą tirthą dla wszystkich buddystów. Znajduje się tu figowiec rosnący w miejscu drzewa pippal, pod którego konarami po 49 dniach głębokiej medytacji Budda doświadczył bodhi, Przebudzenia umysłu. Również tutaj Asioka wzniósł liczne klasztory i świątynię Mahabodhi, która przetrwała do dziś (wielokrotnie przebudowywana). Niedaleko stąd, w Gaja, znajduje się świątynia Wisznupada, gdzie Wisznu pozostawił w kamieniu odcisk swojej stopy.
[...]
[Nota bene, nie wygłaszał on żadnych kazań, gdyż kazania są formą przekazu dogmatów wygłaszanych przez księży w Kościele katolickim, a Budda przedstawił naukę wynikającą z jego własnego doświadczenia medytacji. I nie zdarzyło się to w Parku Jeleni ani Jelenim Parku, lecz w zacisznym zagajniku oddalonym od gwaru Waranasi, gdzie żyły różne zwierzęta, a przede wszystkim jelenie — isipatana znaczy piękne, zielone miejsce, gdzie zbierają się jelenie; podobnie riszipatana nie znaczy Park Mędrców, lecz ulubione miejsce spotkań i dyskusji leśnych mędrców.]
[...]
W Sarnath koło Waranasi, Budda przekazał pierwszym pięciu uczniom swoją doktrynę, zwaną pierwszym obrotem Koła Dharmy lub puszczeniem go w ruch. To doskonałe koło doktryny zostało puszczone w ruch przez Pana w Benaresie w isipatanie, tego koła nie puścił w ruch żaden asceta, bramin, bóg, Mara, Brahma ani nikt inny w świecie
[...]
Sangharakszita, Wprowadzenie do buddyzmu, Wydawnictwo A, Kraków 2002, str. 73
[...]
W Kushinagar Budda odszedł z tego świata, zostawiając uczniom swą ostatnią sutrę: Wszystko co jest złożone ulega rozłożeniu.
[...]
Mahawira, podobnie jak Budda, nauczał w Waranasi, gdzie znajdowało się wiele ośrodków duchowym. Być może obaj mędrcy spotkali się tutaj.
[...]
Od zawsze istniały tu wielkie ośrodki duchowe i Budda nie przez przypadek osiedlił się w pobliskim Sarnath, wiedząc, że jego nauka zostanie tu zrozumiana lepiej niż gdziekolwiek indziej.Stany Książęce Indii
Om = Najwyższa Rzeczywistość, mani = klejnot, diament, padme = lotos, hum = materialna postać umysłu Buddy. Mantra jest wezwaniem pomocy, wołaniem o przywrócenie pierwotnego, nieskazitelnego stanu świata, przywołaniem Najwyższej Siły, która na nowo ustanawia stan pierwotny.
Rozwinięty kwiat lotosu, koloru białego lub różowego, stał się tronem Buddy, który niemal zawsze wyobrażony jest jako jogin siedzący w pozycji lotosu w kwiecie lotosu, podobnie większość bodhisattwów.
[...]
Wielu mędrców i mistyków indyjskich lub tybetańskich, a także liczni władcy wprowadzali słowo padme do swego imienia; najbardziej znanym jest hinduski nauczyciel Padmasambhawa, który wprowadził do Tybetu nauki Buddy i został tam nazwany Guru Rinpocze.
[...]
Wielu mędrców i mistyków indyjskich lub tybetańskich, a także liczni władcy wprowadzali słowo padme do swego imienia; najbardziej znanym jest hinduski nauczyciel Padmasambhawa, który wprowadził do Tybetu nauki Buddy i został tam nazwany Guru Rinpocze.
The Treefold Puja, pieśń lub modlitwa do Buddy, jest śpiewana przez członków ruchu buddyjskiego Western Buddhist Order (WBO) założonego przez Sangharakszitę, wybitnego znawcę tradycji buddyjskiej, którego Wprowadzenie do buddyzmu ukazało się nakładem Wydawnictwa A. Przełożyliśmy tę pieśń z angielskiego razem z Amarasiddhi, świeckim mnichem zakonu WBO, nauczającym medytacji metta bhavana.
I wiek n.e. — już tylko i wyłącznie bramini znają i pielęgnują sanskryt klasyczny, sformalizowany przez Paniniego; najstarszy zachowany zabytek poezji w sanskrycie klasycznym — Buddhaczarita, życiorys Buddy, napisany przez Aśwaghoszę; najstarszy zabytek prozy sanskryckiej to inskrypcja Rudradamana w Girnar z roku 150 n.e.
Nic w przyrodzie nie ginie, lecz zmienia formy. Ta zmienność form nie jest przypadkowa, lecz uwarunkowana przeszłymi uczynkami i stanami świadomości. Ostatnie słowa Buddy brzmią:
Wszystko, co złożone ulega rozłożeniu
[...]
Budda nie wierzył w istnienie jednostkowej, nieśmiertelnej duszy, która również ulega rozłożeniu w chwili śmierci, lecz w coś na kształt wiązki zjawisk psychicznych, naładowanych energią, przechodzących do kolejnego jestestwa.
[...]
Budda nie wierzył w istnienie jednostkowej, nieśmiertelnej duszy, która również ulega rozłożeniu w chwili śmierci, lecz w coś na kształt wiązki zjawisk psychicznych, naładowanych energią, przechodzących do kolejnego jestestwa.
Wśród leśnych mędrców uczył się młody Siddhartha Gautama, późniejszy Budda, który przejął od nich wiele tradycji. Odrzucił jednak ascezę, a zwłaszcza umartwianie ciała poprzez nadmierne posty, twierdząc, iż marne jedzenie zbytnio osłabia umysł. Buddyjska nauka to droga środka pomiędzy skrajnościami życia w luksusie i ascezie.
Budda zbudował swą doktrynę w oparciu o własne doświadczenie i hinduską tradycję: Możecie brać odpowiedzialność tylko za to, co sami widzieliście, sami poznaliście i sami zrozumieliście.
Najbliższy i najmilszy uczeń Gautamy Siddharthy, późniejszego Buddy, miał na imię Ananda. Był prawdopodobnie pierwszym uczniem, który zrozumiał przesłanie mistrza i niewątpliwie tym, dzięki któremu poszło ono w świat.
Kaszmir był od VII wieku bogatym, niezależnym księstwem indyjskim, obejmującym ogromne terytoria zamieszkałe przez spokojne i pokojowo nastawione ludy pod wodzą dowódców plemiennych. Stopniowo przechodziły one pod wpływ nauk Buddy. Zbudowano liczne klasztory, a nauki mnichów i nauczycieli rozprzestrzeniały się w całych Indiach północnych. Stąd wyruszył do Tybetu wielki Padmasambhawa, który nauczał tantry i przełożył na język tybetański kanon pism buddyjskich zapisany w sanskrycie. Dla Tybetańczyków stał się drugim Buddą.
[...]
Kerala za czasów Asioki (III wiek) była częścią królestwa tamilskiego o nazwie Keralaputra pod panowaniem dynastii Ćertala. Napływający z północy Arjowie integrowali się bez przeszkód z ludnością drawidyjską, rozwijały się religie hindu, nauki Buddy i Mahawiry. Wraz z przybyciem kupców perskich i syryjskich osiedlających się stopniowo na Wybrzeżu Malabarskim, rozprzestrzeniło się chrześcijaństwo św. Tomasza i powstał Kościół syro-malabarski. Istniało wiele kolonii kupców żydowskich, a w VII wieku wraz z kupcami arabskimi przybył islam.
[...]
Kerala za czasów Asioki (III wiek) była częścią królestwa tamilskiego o nazwie Keralaputra pod panowaniem dynastii Ćertala. Napływający z północy Arjowie integrowali się bez przeszkód z ludnością drawidyjską, rozwijały się religie hindu, nauki Buddy i Mahawiry. Wraz z przybyciem kupców perskich i syryjskich osiedlających się stopniowo na Wybrzeżu Malabarskim, rozprzestrzeniło się chrześcijaństwo św. Tomasza i powstał Kościół syro-malabarski. Istniało wiele kolonii kupców żydowskich, a w VII wieku wraz z kupcami arabskimi przybył islam.
hinduizm zamiast miłość do Ramy lub poddanie się Śiwie, lub wielbienie Kriszny; buddyzm zamiast — nauki Buddy, dżinizm zamiast — nauka Mahawry
Buddyjska stupa nie jest świątynią, lecz pamiątką i znakiem Dharmy, nauki rozpowszechnionej przez Buddę. Odprawianie rytuału polega na okrążaniu stupy zgodnie z ruchem wskazówek zegara i powtarzaniu mantr wraz z kręceniem młynka modlitewnego. Mówi się, że umierający Budda potrącił miseczkę, a ona potoczyła się i przewróciła — uczniowie przyjęli ten ostatni dany przez Nauczyciela znak jako znak Dharmy. Pierwotne stupy były małymi kopcami usypanymi z ziemi. Stupa może być relikwiarzem i zawierać prochy wielkiego lamy (w Ladakhu). Cesarz Asioka zbudował stupy we wszystkich miejscach związanych z domniemanym pobytem Buddy, w czasach późniejszych — wybierano miejsca arbitralnie. Klasztor buddyjski wraz z salą zebrań dla mnichów z posągiem siedzącego Buddy to wihara; w Indiach uchowały się przed pożogą muzułmańską tylko wihary dobrze ukryte, jak te wykute w skale w Adżancie.
Przedstawia najczęściej życie Buddy lub wizerunek bodhisattwy, istoty przebudzonej, albo też graficzną mandalę medytacyjną.
[...]
Przedstawiała Koło życia (albo Koło żywotów). Mnisi przenosili ją zwiniętą w rulon od wioski do wioski, a rozwijali podczas głoszenia i objaśniania nauk Buddy.
[...]
Przedstawiała Koło życia (albo Koło żywotów). Mnisi przenosili ją zwiniętą w rulon od wioski do wioski, a rozwijali podczas głoszenia i objaśniania nauk Buddy.
Były epoki (czasy powedyjskie), kiedy bramini rządzili niepodzielnie wieśniakami i zbijali fortuny na składaniu ofiar całopalnych. Były takie czasy (za życia Buddy), kiedy rządzili ksiatrijowie, którzy zdobywali nowe terytoria i budowali nowe państwa. Ksiatrijowie prawie zawsze wywodzili się z wieśniaków — uzyskawszy przewagę ekonomiczną dzięki dobrej ekonomii, zbroili się, a następnie uzyskiwali wsparcie ideologiczno-astrologiczne braminów i po otrzymaniu świętego znaku tilak, tworzyli dynastie, które panowały aż do wygaśnięcia. Gdy cała dżati brała za broń, wtedy wszyscy stawali się wojownikami-ksiatrijami (Sikhowie z Pendżabu pod egidą Guru Nanaka). W czasach nowożytnych, od 1527 roku, kiedy Indie dostały się pod jarzmo Wielkich Mogołów, rola braminów znacznie zmalała i stali się oni bardziej nauczycielami w konspiracji, dzięki którym hindusi nie zapomnieli o własnej tożsamości. Za czasów angielskich bramini jako urzędnicy brali odpowiedzialność za losy radżu brytyjskiego, ale także za przetrwanie starożytnych Indii. System warn miał w czasach kolonialnych wszelkie możliwe warunki, by raz na zawsze upaść. Jednak przetrwał i uratował hinduską tożsamość.
Budda odrzucił świętość Wed, opierając poszukiwania duchowe nie na skodyfikowanych, niezmiennych tekstach, lecz na indywidualnym doświadczeniu wewnętrznym.
[...]
Właśnie ten pomysł — cichej pracy nad sobą, bez interwencji bogów (bez łaski), a tylko za ich pomocą, jest najlepszym wyjściem z cierpienia egzystencji (z Kena Wilbera). Ta linia przekazu duchowości wewnętrznej i budowania ołtarzy we własnym sercu zachowała się w Indiach od trzech i pół tysiąca lat, a spadkobiercą nauczania leśnych mędrców był przecież Budda. Współcześnie żyjącym riszi był Ramana Maharishi, mędrzec z Góry Świętego Płomienia. Bramini poszli swoją drogą i zakuli wedyzm w kostyczny rytualizm aż do ostatecznego wygaśnięcia tej linii.
[...]
Komponowane dużo później, krótkie wyjaśniające przewodniki po niezwykle obszernej i drobiazgowej twórczości brahmanów, dotyczą głównie rytuałów ofiarnych, codziennych modlitw i ceremoniałów, zawierają również aforyzmy oraz wiadomości z zakresu gramatyki i wymowy. Powstały w czasach buddyjskich, kiedy spisywano słowa Buddy — jego uczeń Ananda, miał kończyć każdą przytoczoną myśl Mistrza słowami: evam me suttam, tak usłyszałem.
[...]
Właśnie ten pomysł — cichej pracy nad sobą, bez interwencji bogów (bez łaski), a tylko za ich pomocą, jest najlepszym wyjściem z cierpienia egzystencji (z Kena Wilbera). Ta linia przekazu duchowości wewnętrznej i budowania ołtarzy we własnym sercu zachowała się w Indiach od trzech i pół tysiąca lat, a spadkobiercą nauczania leśnych mędrców był przecież Budda. Współcześnie żyjącym riszi był Ramana Maharishi, mędrzec z Góry Świętego Płomienia. Bramini poszli swoją drogą i zakuli wedyzm w kostyczny rytualizm aż do ostatecznego wygaśnięcia tej linii.
[...]
Komponowane dużo później, krótkie wyjaśniające przewodniki po niezwykle obszernej i drobiazgowej twórczości brahmanów, dotyczą głównie rytuałów ofiarnych, codziennych modlitw i ceremoniałów, zawierają również aforyzmy oraz wiadomości z zakresu gramatyki i wymowy. Powstały w czasach buddyjskich, kiedy spisywano słowa Buddy — jego uczeń Ananda, miał kończyć każdą przytoczoną myśl Mistrza słowami: evam me suttam, tak usłyszałem.
Rama, Kriszna i Budda przybyli na Ziemię z mocą Wisznu i ofiarowali ludziom dharmę, bhakti i dżnianę (poznanie siebie samego). Dla hindusów Budda jest Nauczycielem i zgodnie z jego życzeniem nie traktuje się go jak boga. Ani tym bardziej jako założyciela religii. Ponieważ jednak każdy Wielki Nauczyciel jest awatarą boskości, więc nie ma nic dziwnego w tym, że przez wyznawców niektórych sekt, na przykład buddyzmu therawada, został on ubóstwiony i stał się Lordem Buddą, bogiem, iszta dewatą. Prowadzi ku wyzwoleniu tych, którzy poprzez akt zaufania i miłości (bhakti) zawierzyli tej właśnie postaci przejawu boskości.
[...]
Dla wielu innych Budda jest Wielkim Badaczem Umysłu, psychologiem, lekarzem, terapeutą, który wskazał przyczynę ludzkiego cierpienia i znalazł remedium na jego usunięcie — ośmioraką szlachetną ścieżkę. Jest dżiwanmuktą, wyzwolonym za życia, bowiem osiągnąwszy stan nirwany, wygaszenia namiętności, doznał mokszy, wyzwolenia z cyklu narodzin, co jest celem samym w sobie każdego hindusa.
[...]
Dla wielu innych Budda jest Wielkim Badaczem Umysłu, psychologiem, lekarzem, terapeutą, który wskazał przyczynę ludzkiego cierpienia i znalazł remedium na jego usunięcie — ośmioraką szlachetną ścieżkę. Jest dżiwanmuktą, wyzwolonym za życia, bowiem osiągnąwszy stan nirwany, wygaszenia namiętności, doznał mokszy, wyzwolenia z cyklu narodzin, co jest celem samym w sobie każdego hindusa.
Chidananda sat-cit-ananda
Słowo ananda znaczy: dobre działanie, błogość, pomyślność, niezmącona radość, czysta radość, radość przeżywania, szczęśliwość — cechy często określające naturę mędrców. Dlatego wielu z nich nosi to pojęcie w swych imionach: Wiwekananda, Jogananda, Ma Ananda Mayi, Widżajananda, Śiwananda, Chidananda, Ma Amritananda Mayi…
Cziszti Chodża ud-Din sufi
Miasto Adżmer (Ajmer) jest jednym z najważniejszych ośrodków muzułmańskich pielgrzymek w Indiach. Znajduje się tam dargah świętego Chodży ud-Dina Cziszti (1141-1236), który wywarł ogromny wpływ na rozwój mistycznej religijności sufickiej. Jego wielbicielem był cesarz Akbar, który odbywał regularne pielgrzymki do dargahu tego świętego, a dla miasta zbudował meczet.
Cziszti Nizam ud-Din sufi
W Delhi znajduje się jedno z największych skupisk adeptów sufi, zgrupowanych wokół grobu Nizam ud-Dina Cziszti, świętego męża i mistyka żyjącego w XIV wieku. Do dziś śpiewa się jego mistyczne gawwali, skomponowane w języku hindi. Muzyka, śpiew, ekstatyczna miłość i radość są podstawą religijnego uniesienia uczestników spotkań. Ale na grób przychodzą także złożyć kwiaty hindusi i chrześcijanie, a następnie posłuchać nauk przekazywanych przez pira. Sufi uczestniczą zaś w wielkich świętach hinduskich.
Cziszti Salim Dżahangir, Indie północne i Nepal, pałac na kołach, sufi
Historia narodzin Dżahangira, obfituje w niejedną legendę. Akbar mając 27 lat miał wszystko, ale nie miał syna. Poradzono mu, by udał się z pielgrzymką do Sikri, gdzie mieszkał Szejk Salim Cziszti, uważany wtedy za największego w Indiach świętego. Przepowiedział cesarzowi trzech synów. Nieoczekiwanie to hinduska, Radżputanka z Amberu powiła w 1569 roku księcia Salima, następcę tronu, Dzierżyciela Świata. Był jedynym cesarzem nie obrzezanym.
Wyjazd z hotelu wcześnie rano do ogrodów Sisodia Rani, podpatrywanie pielgrzymów w zespole świątyń w Galta i karmienie świętych małp. Lunch w przydrożnym zajeździe, a następnie Fatehpur Sikri, Umarłe Miasto Mogołów i wspaniały meczet Akbara ze słynną Bramą Zwycięstwa oraz ażurowy grobowiec świętego męża Salima Cziszti na dziedzińcu meczetu. Przyjazd do Agry i zakwaterowanie w hotelu. Nocleg w Agrze.
zwiedzanie Fatehpur Sikri, umarłego miasta Mogołów (1572 r.) i wspaniałego meczetu Akbara ze słynną Bramą Zwycięstwa, Buland Darwaza, oraz ażurowym grobowcem świętego męża Salima Cziszti
Innym ważnym miejscem sufickich zborów jest grobowiec świętego męża Salima Cziszti, żyjącego w XVI wieku w Fatehpur Sikri. Był on nauczycielem i przyjacielem Akbara, który w dowód wdzięczności i szacunku za przepowiednię o tym, że będzie miał trzech synów, ufundował na dziedzińcu Wielkiego Meczetu jeden z najpiękniejszych w Indiach dargahów. Z białego marmuru, o ażurowych ścianach, przyciąga on kobiety, nie tylko muzułmanki, modlące się o płodność i rodzenie synów.
Dalajlama Bhutan-Nepal-Tybet, Mahatma Gandhi, Polacy wobec Indii
Zwiedzanie monumentalnej Potali, tajemniczo zawieszonej na skałach siedziby Dalaj Lamów. Oglądanie wnętrza w migotliwym świetle łojowych lampek, spacery wąskimi korytarzami wśród mnóstwa ołtarzy, setek posągów, bóstw i demonów… Następnie Norbulinka — letnia rezydencja Piątego Dalaj Lamy zatopiona wśród soczystej zieleni; to stąd wyruszył na wygnanie do Indii XIV Dalajlama. Po południu — zwiedzanie klasztoru Sera (5km), jednego z trzech największych klasztorów porządku Gelugpa. Powrót do Lhasy na nocleg.
Feminizacja świata nie znaczy, że światem mają rządzić kobiety (męskimi metodami), lecz chodzi o inne spojrzenie na świat, nie zawłaszczające i segregujące, ale współczujące i obejmujące jego nędzę. Feminizacja nie zawsze w Europie idzie w parze z kobiecością i rozwijaniem cech zwyczajowo uważanych za kobiece. Uprzejmość zamiast arogancji, ciche słowa zamiast krzyku, tłumaczenie zamiast dobitnego wykładania racji, sumowanie wartości, a nie wykluczanie, łagodność do siebie samego i do innych — oto cechy mędrca, a jednocześnie cechy typowo kobiece. Podobnie myśli i działa Dalajlama, przywódca duchowy Tybetańczyków. Także wewnętrzna dyscyplina współżycia z innymi, cecha kobieca, prowadzi do harmonijnej jedności w różnorodności, dewizy Indii współczesnych. Wiele osób, które w Indiach przebywały dłużej niż przez jedną wycieczkę turystyczną, wiedzą, jak bardzo Indie są kobiece.
O Wandzie Dynowskiej-Umadevi (1888-1971) piękny i wyczerpujący artykuł napisał Kazimierz Tokarski, odsyłam do tej internetowej publikacji. Wanda Dynowska wyjechała do Indii w 1935 roku i została tam aż do śmierci, ostatnie dziesięć lat życia poświęcając sprawie tybetańskiej. Organizowała ochronki i szkoły dla tybetańskich dzieci, uciekających z ojczyzny po agresji Chin na Tybet. Poznała w swoim barwnym życiu wielu znakomitych mistrzów duchowych — Annie Besant, Jiddu Krishnamurtiego, Śri Aurobindo, Śri Ramanę Maharishiego, Nisargadattę Maharaja, wielokrotnie rozmawiała z Mahatmą Gandhim. Przyjaźniła się z Dalajlamą i Karolem Wojtyłłą. Uczyła, także samych Indusów, dostrzegać wielkość Indii. Wraz z Maurycym Frydmanem założyła Bibliotekę Indyjsko-Polską (która wciąż nie doczekała się w Polsce naukowego opracowania). Nazwano ją Wielką Ambasadorką kultury indyjskiej dla Polaków (ale Polacy wciąż nie znają ani jej życia, ani dorobku). Sama o sobie powiedziała: Jedyną dla mnie drogą, od której nie odstąpię nigdy, jest służenie Mistrzom i praca.
Gobind Singh, Guru Sikhowie
Dziesiąty i ostatni guru — Guru Gobind Singh (1666-1708) zainicjował w 1699 roku ceremonię chrztu, wzmacniając jeszcze bardziej ich tożsamość religijną. Na krótko przed odejściem nakazał, by Guru Granth Sahib — święte pismo Sikhów, zebrane i wydane w 1604 roku, było ich jedynym autorytetem duchowym.
[...]
spodnie-szarawary, wygodne w walce, bowiem jak powiedział Guru Gobind Singh: Jeśli zawiodły wszelkie środki, usprawiedliwione jest wyjęcie miecza z pochwy, (w tamtych czasach mężczyźni chodzili w doti, niewygodnej chuście pętającej nogi i utrudniającej walkę);
[...]
spodnie-szarawary, wygodne w walce, bowiem jak powiedział Guru Gobind Singh: Jeśli zawiodły wszelkie środki, usprawiedliwione jest wyjęcie miecza z pochwy, (w tamtych czasach mężczyźni chodzili w doti, niewygodnej chuście pętającej nogi i utrudniającej walkę);
Gosala Makkhali hindu, las indyjski
Starożytną religię Indii określa się mianem wedyzmu, ale nic już z niego nie przetrwało oprócz literatury i od dawna nie składa się przebłagalnych rytualnych ofiar bogom zgodnie z nakazem Wed. Późniejszy braminizm, który wypracował bardziej osobisty stosunek człowieka do bóstwa i dyscyplinę pobożności, rozumianej jako pokora wobec niepojętej Wyższej Rzeczywistości, wchłonąwszy w swój system religijny wiele elementów ludowych, też już w Indiach przestał istnieć, zwłaszcza gdy potępiono, wydaje się raz na zawsze, system warnowy. Od połowy I tysiąclecia p.n.e. bramiński system religijno-społeczny przeżył kryzys pod wpływem ruchu reformatorskiego leśnych mędrców, riszi, z których Makkhali Gosala (560-484), Mahawira ( 547-467) i Gautama Budda (550-483) stworzyli nowe szkoły. W dzisiejszej religijności hindu rysuje się dominanta pracy nad sobą na wybranej indywidualnie drodze, zgodnie z wewnętrznymi potrzebami ducha. Można rzec, iż istotnie dokonała się głęboka, postulowana przez braminów przemiana rozpalenia ognia wewnętrznego, zamiast ognia rytualnego. Poszukiwaniom własnego Ja przyświeca starożytna formuła tot twam asi, a zmagania ze sobą są rozsupływane przez wciąż dostępną starożytną wiedzę psychologiczną. W procesie historycznego rozwoju przepadło więc wiele elementów hindu, zbędnych i mało dla człowieka znaczących, ale pozostało doświadczenie jednostek, riszi, guru, świętych i wyzwolonych za życia, którzy swą wiedzę przekazywali i przekazują w tradycji ustnej. To do nich zwracają się dzisiejsi poszukujący.
Leśne pustelnie były w starożytności miejscem pobierania nauk, zarówno świeckich jak i duchowych. Pustelnicy, nazywani leśnymi mędrcami, riszi, utrzymywali ścisły kontakt z okoliczną wspólnotą wiejską, a będąc od niej uzależnieni materialnie udzielali nauk; prowadzili też własną praktykę duchową i uprawiali filozofię. Tworzyli Aranjaki, teksty leśne, odnoszące się do Wed, lecz o charakterze bardziej metafizycznym, niekiedy trudno zrozumiałym dla słuchaczy. Żyjąc poza wspólnotą, mogli się niekiedy całkowicie uniezależnić od braminów i religii wedyjskiej, a nawet całkowicie odrzucić Wedy, jak to uczynił żyjący na przełomie VI i V wieku p.n.e. riszi Gosala i jego uczniowie, Mahawira i Budda.
[...]
Koniec okresu wedyjskiego przypada na IV-III wiek p.n.e., kiedy to zaczęły rozprzestrzeniać się w Indiach północnych wielkie nauki Buddy i Mahawiry, a bramini musieli zrezygnować z dużej części swej władzy. Mędrzec Gosala, choć dziś niemal całkowicie zapoznany, był tym, który przekazał wiedzę o starożytnej filozofii przed-aryjskiej, nie związanej ani z Wedami i ich dyscypliną czystości duchowej, ani z warnowym układem społeczeństwa. To on prawdopodobnie wprowadził ponownie kult boga Wisznu i uważany jest za ojca adżiwików, kolejnego pokolenia leśnych ascetów, których nauki przetrwały aż do XIV wieku. Tak więc jednocześnie i obok braminizmu, buddyzmu i dżinizmu, religii rygorystycznych i trudnych intelektualnie (appolińskich), zawsze rozwijały się w Indiach, niekiedy w nurcie ukrytym i podziemnym, przed-aryjskie idee śiwaickie, podobne do religii dionizyjskich, gdzie szansę na wyzwolenie z okowów samsary dawał taniec, ekstaza, erotyzm i łagodność wobec siebie. Odnowienie pierwotnego śiwaizmu, tantryzmu i jogi było dziełem Lakuliśy, nie-aryjskiego kapłana, żyjącego prawdopodobnie na początku n.e. Rozwój tych nauk i ich wpływ na społeczeństwo zbiegł się w czasie z niebywałym wprost rozkwitem sztuki, literatury, mistyki i filozofii i trwał aż do inwazji muzułmańskich XII wieku (około 1200 lat).
[...]
Koniec okresu wedyjskiego przypada na IV-III wiek p.n.e., kiedy to zaczęły rozprzestrzeniać się w Indiach północnych wielkie nauki Buddy i Mahawiry, a bramini musieli zrezygnować z dużej części swej władzy. Mędrzec Gosala, choć dziś niemal całkowicie zapoznany, był tym, który przekazał wiedzę o starożytnej filozofii przed-aryjskiej, nie związanej ani z Wedami i ich dyscypliną czystości duchowej, ani z warnowym układem społeczeństwa. To on prawdopodobnie wprowadził ponownie kult boga Wisznu i uważany jest za ojca adżiwików, kolejnego pokolenia leśnych ascetów, których nauki przetrwały aż do XIV wieku. Tak więc jednocześnie i obok braminizmu, buddyzmu i dżinizmu, religii rygorystycznych i trudnych intelektualnie (appolińskich), zawsze rozwijały się w Indiach, niekiedy w nurcie ukrytym i podziemnym, przed-aryjskie idee śiwaickie, podobne do religii dionizyjskich, gdzie szansę na wyzwolenie z okowów samsary dawał taniec, ekstaza, erotyzm i łagodność wobec siebie. Odnowienie pierwotnego śiwaizmu, tantryzmu i jogi było dziełem Lakuliśy, nie-aryjskiego kapłana, żyjącego prawdopodobnie na początku n.e. Rozwój tych nauk i ich wpływ na społeczeństwo zbiegł się w czasie z niebywałym wprost rozkwitem sztuki, literatury, mistyki i filozofii i trwał aż do inwazji muzułmańskich XII wieku (około 1200 lat).
Gurudeva Rabindranath Tagore
Był bardziej Nauczycielem niż pisarzem — zachęcał do pracy nad sobą, traktując pogłębianie samowiedzy jako przejaw głębokiej religijności. Uczniowie nazywali go Gurudeva, boski nauczyciel.
Hargobinda Singh, Guru obrzędy i święta
Sikhowie świętują zniszczenie sił zła, ale mają jeszcze inny powód do radości, gdyż w 1620 roku na święto Diwali zostało uwolnionych z fortecy w Gwalior, więzienia stanowego Wielkich Mogołów, 52 radżów hinduskich. Uwolnienia środkami politycznymi domagał się 6-ty guru Sikhów, Hargobinda Singh, którego ludność witała wtedy w świątyniach pełnych zapalonych lampeczek.
Jezus z Nazaretu awatara, czakra, dżiwanmukta, Jezus z Nazaretu, joga, kobieca ścieżka duchowa, Matka Teresa, sadhana
Hindusi bez zastrzeżeń uznają boskość Jezusa z Nazaretu, zstąpił on bowiem na ziemię jako syn boży i jest awatarą Boga Ojca. Nie uznają natomiast jego wyjątkowości — uważają, że był jednym z wielu nauczycieli, mistrzów duchowych, którzy pojawili się, by nauczać wyższej świadomości. Twierdzenie o wyjątkowości Jezusa biorą za nieuzasadnioną postawę roszczeniową jednego z wyznań.
[...]
Budda, to według braminów dziewiąta awatara. Przyniósł ludziom naukę o nich samych, a bramini uznali go za Wielkiego Badacza i Znawcę Umysłu, psychologa i lekarza, który znalazł remedium na ludzkie cierpienie. Był Wielkim Terapeutą, bowiem najpierw sam uleczył swój umysł, a następnie nauczał odkrytej przez siebie metody — w jaki sposób umorzyć ludzkie cierpienie i osiągnąć spokój (ośmioraka szlachetna ścieżka). Był mistrzem i nauczycielem, który przekazał wewnętrzne doświadczenie i mógł dzięki temu stać się wzorcem do naśladowania, podobnie jak Jezus. Był dżiwanmuktą, wyzwolonym za życia, bowiem osiągnąwszy stan nirwany, wygaszenia namiętności, doznał mokszy, wyzwolenia z cyklu narodzin.
[...]
Budda, to według braminów dziewiąta awatara. Przyniósł ludziom naukę o nich samych, a bramini uznali go za Wielkiego Badacza i Znawcę Umysłu, psychologa i lekarza, który znalazł remedium na ludzkie cierpienie. Był Wielkim Terapeutą, bowiem najpierw sam uleczył swój umysł, a następnie nauczał odkrytej przez siebie metody — w jaki sposób umorzyć ludzkie cierpienie i osiągnąć spokój (ośmioraka szlachetna ścieżka). Był mistrzem i nauczycielem, który przekazał wewnętrzne doświadczenie i mógł dzięki temu stać się wzorcem do naśladowania, podobnie jak Jezus. Był dżiwanmuktą, wyzwolonym za życia, bowiem osiągnąwszy stan nirwany, wygaszenia namiętności, doznał mokszy, wyzwolenia z cyklu narodzin.
zielona, w stanie lotnym, o dwunastu płatkach lotosu, ulokowana w sercu. Łączy czakry dolne i czakry wyższe. Co najmniej od 3000 lat, od czasów leśnych mędrców, a później Buddy, ludzkość znajduje się na etapie rozwijania czakry serca; wszyscy mistycy, mędrcy i guru podkreślają konieczność świadomego otwierania się na miłość (nurt bhakti w Indiach, rozwijanie współczucia w buddyzmie, nauki Jezusa o miłości bliźniego). Na poziomie indywidualnym, słuchanie i patrzenie sercem to rozwijanie intuicji i przekraczanie ego, wyjście ku drugiemu. Na tym co najmniej poziomie sytuują się wszystkie świadome matki, niektórzy terapeuci i lekarze, a także wielu społeczników oraz wszyscy bez wyjątku prawdziwi guru (gdy wiedzie ich pycha i żądza władzy dusz, to znaczy, że ich świadomość pozostaje na poziomie trzeciej czakry). Trzeba podkreślić, że na Zachodzie człowiek w swej masie wciąż wycofuje się do poziomu czakry splotu słonecznego, czyli do poziomu dziecięcego infantylizmu i niebezpiecznego narcyzmu. Praca nad podniesieniem poziomu świadomości całego społeczeństwa wymaga czasu i ogromnego wysiłku ludzi przebudzonych.
[...]
szara, eteryczna, przypominająca pąk kwiatowy, o szesnastu płatkach, ulokowana w gardle. Gdy jest rozwijana przez mówców i nauczycieli sprawia, że słowo staje się ciałem i zostaje wprowadzone w czyn. Wtedy wypowiedziane Słowo ma taką moc, że może zmienić historię kontynentu (Jezus) lub kraju (Mahatma Gandhi). Gdyby wszyscy politycy oczyszczali tę czakrę i mówili tylko to, co może przejść im przez gardło nie wzbudzając potępienia, świat niewątpliwie byłby rajem…
[...]
szara, eteryczna, przypominająca pąk kwiatowy, o szesnastu płatkach, ulokowana w gardle. Gdy jest rozwijana przez mówców i nauczycieli sprawia, że słowo staje się ciałem i zostaje wprowadzone w czyn. Wtedy wypowiedziane Słowo ma taką moc, że może zmienić historię kontynentu (Jezus) lub kraju (Mahatma Gandhi). Gdyby wszyscy politycy oczyszczali tę czakrę i mówili tylko to, co może przejść im przez gardło nie wzbudzając potępienia, świat niewątpliwie byłby rajem…
To ten, kto osiągnął szczyt rozwoju duchowego, kogo identyfikuje się z Absolutem i utożsamia ze świadomością powszechną, choć żyje normalnym życiem zwykłych ludzi. Istota spełniona. Biblia mówi o takim człowieku „sprawiedliwy”. Według hindusów Jezus z Nazaretu był dżiwanmuktą.
[...]
Św. Klemens Aleksandryjski zgadza się z tym, że wyzwolony za życia czy też „wiedzący” (budda) są całkowicie niezależni w swoim jestestwie.Ten, kto ma za rozmówcę Natchnionego, którego słuchali piszący Święte Księgi (Ducha Świętego), jest wtajemniczony w arkana misteriów, ten jest przeto dla innych natchnioną księgą Boga
[...]
Stromata, Ks.IV, rozdz. 23 I dalej: Istota ludzka, która odda się kontemplacji idei, będzie żyła jak Bóg, choć zostanie pośród ludzi
[...]
Ibid. Jezus wskazuje drogę do wyzwolenia, ponieważ jest wolny.
[...]
Św. Klemens Aleksandryjski zgadza się z tym, że wyzwolony za życia czy też „wiedzący” (budda) są całkowicie niezależni w swoim jestestwie.Ten, kto ma za rozmówcę Natchnionego, którego słuchali piszący Święte Księgi (Ducha Świętego), jest wtajemniczony w arkana misteriów, ten jest przeto dla innych natchnioną księgą Boga
[...]
Stromata, Ks.IV, rozdz. 23 I dalej: Istota ludzka, która odda się kontemplacji idei, będzie żyła jak Bóg, choć zostanie pośród ludzi
[...]
Ibid. Jezus wskazuje drogę do wyzwolenia, ponieważ jest wolny.
Życie młodego Jezusa jest owiane mgłą tajemnicy.
[...]
Jest bardzo mało prawdopodobne, a wręcz niemożliwe, że Jezus był w Indiach między 12 a 30 rokiem życia.
[...]
Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go.Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami.
[...]
Łukasz pisze dalej, że Rodzice zabrali Jezusa do Nazaretu i „był im poddany” i „czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi”. Któregoś dnia znów poszedł do świątyni, ale tym razem nie wrócił do domu. Maria szukała go jak zwykle.
[...]
Jezus spotkał być może mnichów buddyjskich czy hinduskich mędrców, albo osoby powracające z Indii po latach nauki, i zabrał się z nimi w drogę. Ówczesne trakty handlowe były bardzo ruchliwe i otwarte dla wszystkich, a jeśli dla kupców jadących z towarem okazywały się niebezpieczne, to dla biedaków podążających w blasku dnia były z pewnością całkiem przyjazne. Można domyślać się, że w ciągu tych siedemnastu lat spędzonych poza Palestyną, Jezus przerywał niejednokrotnie swą podróż i zatrzymywał się na dłuższy czas w jakimś ośrodku. Poznał więc, i to wydaje się prawdopodobne, najważniejsze ówczesne nurty filozoficzno-religijne. Ale nie tylko poznał owe dyscypliny w sensie intelektualnego studiowania teorii i doktryn, ale odbył praktykę duchową i uświęcił swoją wiedzę doświadczeniem. W tym sensie, poszedł śladami Buddy.
[...]
Jezus już jako trzydziestoletni dojrzały mężczyzna wrócił nad rzekę Jordan, która była symboliczną granicą wpływu religii azjatyckich. Przekroczenie Jordanu musiało oznaczać powrót do judaizmu, ale przecież Jezus wracał do Galilei jako nauczyciel nowej świadomości, którą chciał rozpowszechniać i podarować innym, wracał głosić Dobrą Nowinę.
[...]
Jezus obnażył się i w pokorze dał ochrzcić przez Jana, a ten widział zapewne aurę i karmę napotkanego człowieka. To on dał pierwsze świadectwo: Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim (…) Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym
[...]
Ewangelia wg św. Jana1,32-34
[...]
Jezus zyskał na znaczeniu w oczach ludzi i mógł rozpocząć swą misję właśnie wtedy, gdy Jan Chrzciciel uznał go publicznie.
[...]
Kiedy Jezus powrócił do rodzinnych stron i zaczął nauczać Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie
[...]
Ewangelia wg św. Marka, 1, 22
[...]
Co Jezus miał do przekazania ludziom w tamtych czasach?
[...]
Żył w konkretnej epoce i, jak byśmy to dziś nazwali, niepokoił go etyczno-moralny poziom wzajemnych kontaktów międzyludzkich. To co najistotniejsze w jego przekazie i całkowicie nowe wobec starotestamentowego oko za oko, ząb za ząb, to było wezwanie do miłości. Nie chodziło mu o biologiczną miłość matki do dziecka, plemienną miłość ojca do syna i wojownika do wodza, czy społecznie konieczne miłosne przywiązanie męża do żony. Chodziło mu o miłość do każdego napotkanego człowieka, o uznanie go bratem mimo braku związków krwi. Prawdziwi krewni Jezusa. Któż jest moją matką i [którzy] są braćmi? I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką»
[...]
Ewangelia wg św. Marka, 3, 33-35
[...]
Jezus mówił o miłości do wszystkiego, co żyje, mówił o ćwiczeniu łagodności, akceptacji, szacunku, poszanowania, namawiał do niekrzywdzenia, do nie zadeptywania tego, co żyje. W ściśle religijnym znaczeniu, ten szczególny rodzaj miłości jest drogą pełnego zaufania, oddania się, stopienia, całkowitego poddania wybranej osobowej formie boskości. Ta wybrana forma, Osoba (iszta devata), prowadzi nas do wyzwolenia. Jedną z form miłości na drodze oddania jest naśladowanie ukochanego mistrza. Dzięki duchowej praktyce Jezus stał się wyzwolony za życia (dżiwanmukta) i oddał się swoim uczniom na wieczną ikonę doskonałości. Jezus przyciągał tłumy mocą swej Prawdy i namawiał, by wszyscy czynili tak jak on. Powołał uczniów. Jeśli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania
[...]
Ewangelia wg św. Jana, 14, 15
[...]
Jezus rozumiał potrzebę darśany, widzenia, zobaczenia wielkiej osoby na własne oczy. Dlatego wciąż przebywał wśród ludzi, pokazywał się w wioskach i na targowiskach, na placach pod świątynią i na gościńcach, uczył każdego wprost, bezpośrednio, odpowiadał na każde zadane pytanie. Trudne filozoficzne prawdy objaśniał stosując formę przypowieści. Ważna była serdeczna rozmowa i to, że każdy mógł go jak brata dotknąć, trzymać za rękę, przytrzymać rąbek szaty, przylgnąć policzkiem do sukni, usiąść u jego stóp, spojrzeć mu w oczy. Kobiety również mogły w ten sposób okazywać mu swoją miłość i przywiązanie. Przykazanie nowe daję Wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem (…) po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali
[...]
Ewangelia wg św. Jana, 13,34-35
[...]
Bywał w domach ludzi biednych. Jego nauczanie było nowe, bo kierowało uwagę na drugiego człowieka, mniej na Boga. Podczas gdy uczeni w Piśmie określali powinności człowieka względem Boga, a bramini wyznaczali, jakie ofiary człowiek winien bogom składać, Jezus nakreślił powinności człowieka względem drugiego człowieka. Nowe Prawo to było współczucie dla innych, szacunek i miłość dla bliźniego i dla siebie samego, wstrzemięźliwość w używaniu dóbr, wspomaganie innych: ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni
[...]
Ewangelia wg św. Mateusza, 5,18
[...]
Podczas siedemnastoletniej nieobecności w Palestynie, Jezus oddał się zapewne intensywnej praktyce jogi, asan i pranajamy, pod okiem jakiegoś wybitnego jogina i oczyścił (przepalił) wszystkie siedem czakr, ośrodków energii. Na szczycie głowy rozwinął kwiat lotosu o tysiącu płatków, czystą boską świadomość, wyraźnie widoczną przez tych, którzy go kochali i byli na drodze duchowego rozwoju. Niektórzy być może otrzymali od Jezusa dar ujrzenia go jako dżiwanmuktę, wyzwolonego za życia. Pierwsi chrześcijanie przedstawiali go znacznie częściej z aureolą niż z koroną cierniową. Jan Chrzciciel, również oczyszczony ze złogów karmicznych, pierwszy dał świadectwo ujrzawszy Jezusa z aureolę, oznakę urzeczywistnionej boskości: Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim (…) Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym
[...]
Ewangelia wg św.Jana, 1, 32-34
[...]
Jezus naraził się władzom politycznym, gdyż zbierające się wokół niego tłumy były niebezpieczne dla Rzymu. Został więc zatrzymany, osądzony przez Piłata i skazany na ukrzyżowanie. Dlaczego nie uciekł? Dlaczego nie podjął próby ucieczki tuż przed pojmaniem, choć bogaty Nikodem, jak wielu innych, gotowy był zapłacić każde pieniądze za jego uwolnienie?
[...]
Decyzja pozostania i przyjęcia śmierci płynęła z doskonale wolnej woli. W najwyższym akcie wolnej woli Jezus wziął na siebie karmę tych wszystkich, którzy uwierzyli w niego i w jego słowa. Poprzez nadludzkie cierpienie przepalił wszystkie złe uczynki (karmę) tych, którzy go umiłowali. Jezus idąc na krzyż nie chciał, by jego cierpienie „nie miało sensu”, chciał ulżyć innym: "Jam jest baranek boży, który gładzi grzechy świata. Gładził, to znaczy brał na siebie, odbierając cierpienie innym.
[...]
Jest możliwe i całkiem prawdopodobne, że dzięki ćwiczeniu jogi i zdobytym mocom siddhi, Jezus przetrwał na krzyżu do czasu, gdy Józef z Arymatei zabrał jego ciało. Według trzech Ewangelistów, Mateusza, Marka i Łukasza, krzyż niósł go za niego Szymon z Cyreny, który wracał z pola, Jezus był więc w miarę wypoczęty. Wszyscy trzej podają dokładnie te same fakty: ukrzyżowano go o godzinie trzeciej, A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej
[...]
Marek, 15, 33 Mateusz i Marek podają, że ostatnie słowa Jezusa brzmiały: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił, a Łukasz: Ojcze, w twoje ręce powierzam ducha mojego. Jezus oddał ducha w piątek wieczorem, tuż po godzinie dziewiątej. Cierpienie krzyża trwało sześć godzin. Nie jest niemożliwe, że Jezus nie przetrwał tej kaźni. Możliwe, że przetrwał. Według Mateusza, Marka i Łukasza, nie złamano mu goleni (żeby szybciej skonał). Mógł przetrwać.
[...]
Możliwe, że Jezus nie był do końca pewny mocy swych siddhi i brał pod uwagę fakt, że nie przetrzyma kaźni i umrze na krzyżu, gdyby go nie zdjęto w odpowiednim momencie. Chciał poznać smak najwyższej ludzkiej goryczy — wszak człowiek człowiekowi zgotował los krzyża. Decyzja poddania się próbie nadludzkiego cierpienia, takiego jakie było udziałem jego braci złoczyńców i złodziei, było aktem współczucia i miarą jego boskości.
[...]
Kobiety odegrały najważniejszą rolę na Golgocie. Wśród ludzi, którzy szli za Jezusem na ukrzyżowanie, a potem mogli go uratować, było wiele kobiet. Było tam również wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka. Szły one za Jezusem z Galilei i usługiwały Mu. Między nimi były: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa
[...]
Mateusz, 27, 55 Marek dodaje, że była tam także Salome I wiele innych, które razem z Nim przyszły do Jerozolimy
[...]
Marek, 15, 41
[...]
Było tam również wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka. Szły one za Jezusem z Galilei i usługiwały Mu. Między nimi były: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa
[...]
Pod osłoną nocy znajomi natychmiast zaczęli działać. W piątek wieczorem, po zmierzchu, zaczynało się Przygotowanie do szabatu, podczas którego nikt nie mógł pracować. Ciało Jezusa należało natychmiast „pochować”, jeszcze w piątek. Wśród przyglądających się z daleka był Józef z Arymatei, który poprosił Piłata o możliwość zdjęcia ciała z krzyża. Ewangelia wg św. Jana podaje, że był tam również Nikodem. Józef miał na wzgórzu Golgoty, poniżej miejsca krzyżowania, świeżo wykuty grób w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. Wszystkim tym znajomym bardzo zależało, żeby Jezus jak najszybciej spoczął w grobie. Nikodem przyniósł sto funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami. Przed wejściem do grobu, Józef zatoczył duży kamień, a Maria Magdalena i druga Maria pozostały tam naprzeciw grobu. Łukasz podaje, że niewiasty Obejrzały grób i w jaki sposób zostało złożone ciało Jezusa.
[...]
Łukasz, 23, 55
[...]
sto funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami.
[...]
Obejrzały grób i w jaki sposób zostało złożone ciało Jezusa.
[...]
Żadna Ewangelia nie podaje, co działo się w szabat. Ale jeśli kobiety były u grobu, to zostały tam przez cały szabat. Opatrzyły Jezusowi rany i przygotowały do odejścia. Mirra jest środkiem przeciwzapalnym, dezynfekującym i gojącym rany, a aloes wzmacnia organizm, ma właściwości bakteriobójcze i przeciwzapalne, przyspiesza proces gojenia ran i jest lekiem przeciwbólowym — Nikodem przyniósł sto funtów tych lekarstw. Po odejściu Jezusa, w grobie pozostały płótna, czyli bandaże.
[...]
Jezus pozwolił się uratować. Martyrologia nie była wartością samą w sobie i niczemu nie służyła. Najwyższą wartością było życie.
[...]
Te kobiety nie miały żadnych wątpliwości, że to był Jezus.
[...]
Jezus sam mówił, że przekaz duchowy jest tak cenny jak perła. I mówił: Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały
[...]
Ewangelia św. Mateusza, 7, 6
[...]
Według wschodnich, żelaznych zasad Mistrz czeka na indywidualnego ucznia, który do niego przychodzi. Sam nie wychodzi do tłumu. Tłum zdradza. Zawsze i wszędzie. Na tłumie nie można polegać. A lud stał i patrzył. Lud zachował się paskudnie i zdradził Jezusa, ale tak zachowuje się zawsze każdy tłum. Dramat Mistrza polega na tym, że nie może przedstawiać nauk ludziom bezimiennym. Nieprzygotowanym i niewiedzącym.
[...]
Jezus został odrzucony przez swój naród
[...]
Ci, którzy wierzą, że Jezus umarł na krzyżu, przestali, jak sądzę, grzeszyć, gdyż każdy grzech przysparza Mu nieludzkich cierpień. Którzy wierzą, że Chrystus zmartwychwstał i żyje w nas, rozpoczęli życie nowe i radują się, a także mają nadzieję na życie wieczne. Którzy wierzą, że był Nauczycielem i nauczał przestrzegania dharmy i miłości do sióstr i braci, ci spotykają Jezusa na drodze do Emaus.
[...]
Jest bardzo mało prawdopodobne, a wręcz niemożliwe, że Jezus był w Indiach między 12 a 30 rokiem życia.
[...]
Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go.Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami.
[...]
Łukasz pisze dalej, że Rodzice zabrali Jezusa do Nazaretu i „był im poddany” i „czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi”. Któregoś dnia znów poszedł do świątyni, ale tym razem nie wrócił do domu. Maria szukała go jak zwykle.
[...]
Jezus spotkał być może mnichów buddyjskich czy hinduskich mędrców, albo osoby powracające z Indii po latach nauki, i zabrał się z nimi w drogę. Ówczesne trakty handlowe były bardzo ruchliwe i otwarte dla wszystkich, a jeśli dla kupców jadących z towarem okazywały się niebezpieczne, to dla biedaków podążających w blasku dnia były z pewnością całkiem przyjazne. Można domyślać się, że w ciągu tych siedemnastu lat spędzonych poza Palestyną, Jezus przerywał niejednokrotnie swą podróż i zatrzymywał się na dłuższy czas w jakimś ośrodku. Poznał więc, i to wydaje się prawdopodobne, najważniejsze ówczesne nurty filozoficzno-religijne. Ale nie tylko poznał owe dyscypliny w sensie intelektualnego studiowania teorii i doktryn, ale odbył praktykę duchową i uświęcił swoją wiedzę doświadczeniem. W tym sensie, poszedł śladami Buddy.
[...]
Jezus już jako trzydziestoletni dojrzały mężczyzna wrócił nad rzekę Jordan, która była symboliczną granicą wpływu religii azjatyckich. Przekroczenie Jordanu musiało oznaczać powrót do judaizmu, ale przecież Jezus wracał do Galilei jako nauczyciel nowej świadomości, którą chciał rozpowszechniać i podarować innym, wracał głosić Dobrą Nowinę.
[...]
Jezus obnażył się i w pokorze dał ochrzcić przez Jana, a ten widział zapewne aurę i karmę napotkanego człowieka. To on dał pierwsze świadectwo: Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim (…) Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym
[...]
Ewangelia wg św. Jana1,32-34
[...]
Jezus zyskał na znaczeniu w oczach ludzi i mógł rozpocząć swą misję właśnie wtedy, gdy Jan Chrzciciel uznał go publicznie.
[...]
Kiedy Jezus powrócił do rodzinnych stron i zaczął nauczać Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie
[...]
Ewangelia wg św. Marka, 1, 22
[...]
Co Jezus miał do przekazania ludziom w tamtych czasach?
[...]
Żył w konkretnej epoce i, jak byśmy to dziś nazwali, niepokoił go etyczno-moralny poziom wzajemnych kontaktów międzyludzkich. To co najistotniejsze w jego przekazie i całkowicie nowe wobec starotestamentowego oko za oko, ząb za ząb, to było wezwanie do miłości. Nie chodziło mu o biologiczną miłość matki do dziecka, plemienną miłość ojca do syna i wojownika do wodza, czy społecznie konieczne miłosne przywiązanie męża do żony. Chodziło mu o miłość do każdego napotkanego człowieka, o uznanie go bratem mimo braku związków krwi. Prawdziwi krewni Jezusa. Któż jest moją matką i [którzy] są braćmi? I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką»
[...]
Ewangelia wg św. Marka, 3, 33-35
[...]
Jezus mówił o miłości do wszystkiego, co żyje, mówił o ćwiczeniu łagodności, akceptacji, szacunku, poszanowania, namawiał do niekrzywdzenia, do nie zadeptywania tego, co żyje. W ściśle religijnym znaczeniu, ten szczególny rodzaj miłości jest drogą pełnego zaufania, oddania się, stopienia, całkowitego poddania wybranej osobowej formie boskości. Ta wybrana forma, Osoba (iszta devata), prowadzi nas do wyzwolenia. Jedną z form miłości na drodze oddania jest naśladowanie ukochanego mistrza. Dzięki duchowej praktyce Jezus stał się wyzwolony za życia (dżiwanmukta) i oddał się swoim uczniom na wieczną ikonę doskonałości. Jezus przyciągał tłumy mocą swej Prawdy i namawiał, by wszyscy czynili tak jak on. Powołał uczniów. Jeśli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania
[...]
Ewangelia wg św. Jana, 14, 15
[...]
Jezus rozumiał potrzebę darśany, widzenia, zobaczenia wielkiej osoby na własne oczy. Dlatego wciąż przebywał wśród ludzi, pokazywał się w wioskach i na targowiskach, na placach pod świątynią i na gościńcach, uczył każdego wprost, bezpośrednio, odpowiadał na każde zadane pytanie. Trudne filozoficzne prawdy objaśniał stosując formę przypowieści. Ważna była serdeczna rozmowa i to, że każdy mógł go jak brata dotknąć, trzymać za rękę, przytrzymać rąbek szaty, przylgnąć policzkiem do sukni, usiąść u jego stóp, spojrzeć mu w oczy. Kobiety również mogły w ten sposób okazywać mu swoją miłość i przywiązanie. Przykazanie nowe daję Wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem (…) po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali
[...]
Ewangelia wg św. Jana, 13,34-35
[...]
Bywał w domach ludzi biednych. Jego nauczanie było nowe, bo kierowało uwagę na drugiego człowieka, mniej na Boga. Podczas gdy uczeni w Piśmie określali powinności człowieka względem Boga, a bramini wyznaczali, jakie ofiary człowiek winien bogom składać, Jezus nakreślił powinności człowieka względem drugiego człowieka. Nowe Prawo to było współczucie dla innych, szacunek i miłość dla bliźniego i dla siebie samego, wstrzemięźliwość w używaniu dóbr, wspomaganie innych: ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni
[...]
Ewangelia wg św. Mateusza, 5,18
[...]
Podczas siedemnastoletniej nieobecności w Palestynie, Jezus oddał się zapewne intensywnej praktyce jogi, asan i pranajamy, pod okiem jakiegoś wybitnego jogina i oczyścił (przepalił) wszystkie siedem czakr, ośrodków energii. Na szczycie głowy rozwinął kwiat lotosu o tysiącu płatków, czystą boską świadomość, wyraźnie widoczną przez tych, którzy go kochali i byli na drodze duchowego rozwoju. Niektórzy być może otrzymali od Jezusa dar ujrzenia go jako dżiwanmuktę, wyzwolonego za życia. Pierwsi chrześcijanie przedstawiali go znacznie częściej z aureolą niż z koroną cierniową. Jan Chrzciciel, również oczyszczony ze złogów karmicznych, pierwszy dał świadectwo ujrzawszy Jezusa z aureolę, oznakę urzeczywistnionej boskości: Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim (…) Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym
[...]
Ewangelia wg św.Jana, 1, 32-34
[...]
Jezus naraził się władzom politycznym, gdyż zbierające się wokół niego tłumy były niebezpieczne dla Rzymu. Został więc zatrzymany, osądzony przez Piłata i skazany na ukrzyżowanie. Dlaczego nie uciekł? Dlaczego nie podjął próby ucieczki tuż przed pojmaniem, choć bogaty Nikodem, jak wielu innych, gotowy był zapłacić każde pieniądze za jego uwolnienie?
[...]
Decyzja pozostania i przyjęcia śmierci płynęła z doskonale wolnej woli. W najwyższym akcie wolnej woli Jezus wziął na siebie karmę tych wszystkich, którzy uwierzyli w niego i w jego słowa. Poprzez nadludzkie cierpienie przepalił wszystkie złe uczynki (karmę) tych, którzy go umiłowali. Jezus idąc na krzyż nie chciał, by jego cierpienie „nie miało sensu”, chciał ulżyć innym: "Jam jest baranek boży, który gładzi grzechy świata. Gładził, to znaczy brał na siebie, odbierając cierpienie innym.
[...]
Jest możliwe i całkiem prawdopodobne, że dzięki ćwiczeniu jogi i zdobytym mocom siddhi, Jezus przetrwał na krzyżu do czasu, gdy Józef z Arymatei zabrał jego ciało. Według trzech Ewangelistów, Mateusza, Marka i Łukasza, krzyż niósł go za niego Szymon z Cyreny, który wracał z pola, Jezus był więc w miarę wypoczęty. Wszyscy trzej podają dokładnie te same fakty: ukrzyżowano go o godzinie trzeciej, A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej
[...]
Marek, 15, 33 Mateusz i Marek podają, że ostatnie słowa Jezusa brzmiały: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił, a Łukasz: Ojcze, w twoje ręce powierzam ducha mojego. Jezus oddał ducha w piątek wieczorem, tuż po godzinie dziewiątej. Cierpienie krzyża trwało sześć godzin. Nie jest niemożliwe, że Jezus nie przetrwał tej kaźni. Możliwe, że przetrwał. Według Mateusza, Marka i Łukasza, nie złamano mu goleni (żeby szybciej skonał). Mógł przetrwać.
[...]
Możliwe, że Jezus nie był do końca pewny mocy swych siddhi i brał pod uwagę fakt, że nie przetrzyma kaźni i umrze na krzyżu, gdyby go nie zdjęto w odpowiednim momencie. Chciał poznać smak najwyższej ludzkiej goryczy — wszak człowiek człowiekowi zgotował los krzyża. Decyzja poddania się próbie nadludzkiego cierpienia, takiego jakie było udziałem jego braci złoczyńców i złodziei, było aktem współczucia i miarą jego boskości.
[...]
Kobiety odegrały najważniejszą rolę na Golgocie. Wśród ludzi, którzy szli za Jezusem na ukrzyżowanie, a potem mogli go uratować, było wiele kobiet. Było tam również wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka. Szły one za Jezusem z Galilei i usługiwały Mu. Między nimi były: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa
[...]
Mateusz, 27, 55 Marek dodaje, że była tam także Salome I wiele innych, które razem z Nim przyszły do Jerozolimy
[...]
Marek, 15, 41
[...]
Było tam również wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka. Szły one za Jezusem z Galilei i usługiwały Mu. Między nimi były: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa
[...]
Pod osłoną nocy znajomi natychmiast zaczęli działać. W piątek wieczorem, po zmierzchu, zaczynało się Przygotowanie do szabatu, podczas którego nikt nie mógł pracować. Ciało Jezusa należało natychmiast „pochować”, jeszcze w piątek. Wśród przyglądających się z daleka był Józef z Arymatei, który poprosił Piłata o możliwość zdjęcia ciała z krzyża. Ewangelia wg św. Jana podaje, że był tam również Nikodem. Józef miał na wzgórzu Golgoty, poniżej miejsca krzyżowania, świeżo wykuty grób w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. Wszystkim tym znajomym bardzo zależało, żeby Jezus jak najszybciej spoczął w grobie. Nikodem przyniósł sto funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami. Przed wejściem do grobu, Józef zatoczył duży kamień, a Maria Magdalena i druga Maria pozostały tam naprzeciw grobu. Łukasz podaje, że niewiasty Obejrzały grób i w jaki sposób zostało złożone ciało Jezusa.
[...]
Łukasz, 23, 55
[...]
sto funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami.
[...]
Obejrzały grób i w jaki sposób zostało złożone ciało Jezusa.
[...]
Żadna Ewangelia nie podaje, co działo się w szabat. Ale jeśli kobiety były u grobu, to zostały tam przez cały szabat. Opatrzyły Jezusowi rany i przygotowały do odejścia. Mirra jest środkiem przeciwzapalnym, dezynfekującym i gojącym rany, a aloes wzmacnia organizm, ma właściwości bakteriobójcze i przeciwzapalne, przyspiesza proces gojenia ran i jest lekiem przeciwbólowym — Nikodem przyniósł sto funtów tych lekarstw. Po odejściu Jezusa, w grobie pozostały płótna, czyli bandaże.
[...]
Jezus pozwolił się uratować. Martyrologia nie była wartością samą w sobie i niczemu nie służyła. Najwyższą wartością było życie.
[...]
Te kobiety nie miały żadnych wątpliwości, że to był Jezus.
[...]
Jezus sam mówił, że przekaz duchowy jest tak cenny jak perła. I mówił: Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały
[...]
Ewangelia św. Mateusza, 7, 6
[...]
Według wschodnich, żelaznych zasad Mistrz czeka na indywidualnego ucznia, który do niego przychodzi. Sam nie wychodzi do tłumu. Tłum zdradza. Zawsze i wszędzie. Na tłumie nie można polegać. A lud stał i patrzył. Lud zachował się paskudnie i zdradził Jezusa, ale tak zachowuje się zawsze każdy tłum. Dramat Mistrza polega na tym, że nie może przedstawiać nauk ludziom bezimiennym. Nieprzygotowanym i niewiedzącym.
[...]
Jezus został odrzucony przez swój naród
[...]
Ci, którzy wierzą, że Jezus umarł na krzyżu, przestali, jak sądzę, grzeszyć, gdyż każdy grzech przysparza Mu nieludzkich cierpień. Którzy wierzą, że Chrystus zmartwychwstał i żyje w nas, rozpoczęli życie nowe i radują się, a także mają nadzieję na życie wieczne. Którzy wierzą, że był Nauczycielem i nauczał przestrzegania dharmy i miłości do sióstr i braci, ci spotykają Jezusa na drodze do Emaus.
kontemplacja mistyczna, zespolenie z wybranym przez siebie bóstwem (iszta devata, bóstwo wiodące) i całkowite zawierzenie mu w prowadzeniu na drodze; to doświadczenie roztopienia się w przedmiocie uwielbienia ułatwia rozpuszczenie własnej samsary i uzyskanie samadhi; chrześcijaństwo jako religia jest bhakti jogą, gdyż wspiera się właśnie na pobożności mistycznej — na bezwarunkowej adoracji Osoby Jezus Chrystusa i Osoby Matki Boskiej, jako Osób prowadzących ku zbawieniu; w Indiach bhaktami są wielbiciele Kriszny, a najważniejszym dla nich tekstem jest Bhagawadgita, Pieśń Spełnionego: Niech twój umysł zwróci się ku mnie,mnie niech obejmie twoja miłość,ku mnie niech się skieruje twa ofiara,mnie jednemu oddawaj cześć!W ten sposób osiągnąwszy jogę,we mnie widząc twój cel najwyższyprzybędziesz do mnie.
[...]
Bhagawadgita, IX,34, tłum. Joanna Sachse
[...]
Bhagawadgita, IX,34, tłum. Joanna Sachse
— zielona, w stanie lotnym, o dwunastu płatkach lotosu, ulokowana w sercu. Łączy czakry dolne i czakry wyższe. Co najmniej od 3000 lat, od czasów leśnych mędrców, a później Buddy, ludzkość znajduje się na etapie rozwijania czakry serca; wszyscy mistycy, mędrcy i guru podkreślają konieczność świadomego otwierania się na miłość (nurt bhakti w Indiach, rozwijanie współczucia w buddyzmie, nauki Jezusa o miłości bliźniego). Na poziomie indywidualnym, słuchanie i patrzenie sercem to rozwijanie intuicji i przekraczanie ego, wyjście ku drugiemu. Na tym co najmniej poziomie sytuują się wszystkie świadome matki, niektórzy terapeuci i lekarze, a także wielu społeczników oraz wszyscy bez wyjątku prawdziwi guru (gdy wiedzie ich pycha i żądza władzy dusz, to znaczy, że ich świadomość pozostaje na poziomie trzeciej czakry). Trzeba podkreślić, że na Zachodzie człowiek w swej masie wciąż wycofuje się do poziomu czakry splotu słonecznego, czyli do poziomu dziecięcego infantylizmu i niebezpiecznego narcyzmu. Praca nad podniesieniem poziomu świadomości całego społeczeństwa wymaga czasu i ogromnego wysiłku ludzi przebudzonych.
[...]
— szara, eteryczna, przypominająca pąk kwiatowy, o szesnastu płatkach, ulokowana w gardle. Gdy jest rozwijana przez mówców i nauczycieli sprawia, że słowo staje się ciałem i zostaje wprowadzone w czyn. Wtedy wypowiedziane Słowo ma taką moc, że może całkowicie zmienić oblicze świata (Jezus) lub całego kraju (Mahatma Gandhi). Gdyby wszyscy politycy oczyszczali tę czakrę i mówili tylko to, co może przejść im przez gardło nie wzbudzając potępienia, świat niewątpliwie byłby rajem…
[...]
— szara, eteryczna, przypominająca pąk kwiatowy, o szesnastu płatkach, ulokowana w gardle. Gdy jest rozwijana przez mówców i nauczycieli sprawia, że słowo staje się ciałem i zostaje wprowadzone w czyn. Wtedy wypowiedziane Słowo ma taką moc, że może całkowicie zmienić oblicze świata (Jezus) lub całego kraju (Mahatma Gandhi). Gdyby wszyscy politycy oczyszczali tę czakrę i mówili tylko to, co może przejść im przez gardło nie wzbudzając potępienia, świat niewątpliwie byłby rajem…
Śmiem twierdzić, że Matka Teresa nie miałaby żadnych szans na zrealizowanie siebie w Europie… Indie ją powołały i były jej powołaniem, a bogiem prowadzącym, iszta devatą — Jezus. Jej ciało jako dżiwanmukty, wyzwolonej za życia, zostało pochowane (a nie spalone) w grobowcu w Domu w Kalkucie, do którego zmierzają pielgrzymi różnych wyznań i religii. W Indiach na długo przed śmiercią uważano ją za świętą, holy woman. Nikt nie pamięta, że pochodziła z Europy, wszyscy mają ją za hinduskę — tak mocno zintegrowała się z duchowością Indii.
Nicią przewodnią sadhany może być recytowanie mantry, obserwacja oddechu, asany, medytacja, oddanie się boskości wiodącej, iszta dewata (np. Krisznie, Jezusowi), bezpośredni kontakt z mistrzem oraz inne formy zdyscyplinowania umysłu.
[...]
Sadhaną chrześcijanina — podążanie drogą wskazaną przez Jezusa z Nazaretu, miłość bliźniego swego.
[...]
Sadhaną chrześcijanina — podążanie drogą wskazaną przez Jezusa z Nazaretu, miłość bliźniego swego.
Jogananda, Swami awatara, hindu, joga, Jogananda, Ramakrishna, sat-cit-ananda
Prawie wszystkie bóstwa braministyczne mają swoje awatary, a w szerszym znaczeniu — każdy wielki mędrzec jest awatarą, zstąpieniem boskości ku pomocy ludziom, jak Ramakrishna Paramahamsa czy Paramahamsa Jogananda.
Tak więc, gdy mieszkaniec Indii mówi nam dzisiaj, że jest hindu, to nigdy nie mamy pewności czy ma on na myśli cywilizację czy swoją religię. Hinduska tożsamość obejmuje przede wszystkim miejsce zamieszkania, następnie cywilizację, światopogląd i mentalność, a także religię (ale niekoniecznie). Trzeba podkreślić z wielkim naciskiem, że podobnie jak nauki Buddy (tak zwany buddyzm) obejmują filozofię, religię i psychologię oraz stosowne rytuały, tak hinduizm obejmuje powyższe dyscypliny oraz inne, niezwykle różnorodne dziedziny życia, myślenia i działania ludzkiego, jak choćby jogę, wedyzm, braminizm, ajurwedę, kamasutrę, wegetarianizm oraz indywidualne nauki mędrców (Ramakrishny, Wiwekanandy, Joganandy, Sai Baby) mówiące o zjednoczeniu człowieka z Absolutem, z Jednią, z Nieokreślonym, z TYM.
zjednoczenie z Nieskończonym poprzez pewne działanie lub rytuał pozwalający uwolnić się od karmy; techniki podstawowe, takie jak dyscyplina ciała, opanowanie myśli i medytacja świętej zgłoski Om prowadzą do odkrycia tajemnicy świadomości kosmicznej poprzez opanowanie oddechu; ta joga stała się powszechnie znana we współczesnych Indiach dzięki wielkiemu joginowi Lahiri Mahasai, a jego uczeń Paramahamsa Jogananda nauczał ją następnie w Stanach Zjednoczonych; Swami Kebalananda, uczeń Lahiri Mahasai, mówił, że krija joga to najskuteczniejszy środek do zbawienia za pomocą własnego wysiłku, jaki kiedykolwiek został wypracowany w historii ludzkich poszukiwań Nieskończonego. zob. też: Paramahamsa Jogananda, Autobiografia jogina, wyd. Stowarzyszenie Krija Jogi, 2004
W 1914 roku, w kilka tygodni po ukończeniu studiów, wstąpił do zakonu swamich i od mistrza otrzymał przywilej wybrania sobie imienia (według tradycji tytuł ten można uzyskać tylko od innego swamiego). Wybrał imię Jogananda: Szczęśliwość (ananda) przez boskie zjednoczenie (joga). Mistrz kazał mu przywdziać szaty o tradycyjnym kolorze ochry, ale z jedwabiu, a nie z bawełny.
[...]
Dzięki pomocy maharadży z Kasimbazar założył w 1918 roku szkołę w Ranczi, której program nawiązywał do nauk starożytnych riszich. Był absolutnie przekonany, że tylko wartości etyczno-moralne i duchowe dają człowiekowi szczęście. Zakres nauczania obejmował przedmioty praktyczne z rolnictwa, przemysłu i handlu oraz podstawowe wiadomości teoretyczne. Uczniowie uczyli się jogi i medytacji, a od 1916 roku przyjęto Jogodę, specjalnie przygotowany przez Joganandę program rozwoju wewnętrznego uczniów. Szkoła ta stała się znaną na całe Indie instytucją, a pod ogólną nazwą Jogoda Sat-Sanga rozwinęły się filie w Midnapore, Lakszmanpurzez i Puri. Siedziba główna w Ranczi prowadzi do dziś oddział medyczny, który bezpłatnie otacza opieką ubogich mieszkańców okolicznych wiosek. Ten sam ruch został na Zachodzie nazwany Self-Realization Fellowship.
[...]
Paramahamsa Jogananda powrócił do Stanów Zjednoczonych w 1936 roku, oddając się nauczaniu krija jogi i szerzeniu wschodnich nauk duchowych.
[...]
Dzięki pomocy maharadży z Kasimbazar założył w 1918 roku szkołę w Ranczi, której program nawiązywał do nauk starożytnych riszich. Był absolutnie przekonany, że tylko wartości etyczno-moralne i duchowe dają człowiekowi szczęście. Zakres nauczania obejmował przedmioty praktyczne z rolnictwa, przemysłu i handlu oraz podstawowe wiadomości teoretyczne. Uczniowie uczyli się jogi i medytacji, a od 1916 roku przyjęto Jogodę, specjalnie przygotowany przez Joganandę program rozwoju wewnętrznego uczniów. Szkoła ta stała się znaną na całe Indie instytucją, a pod ogólną nazwą Jogoda Sat-Sanga rozwinęły się filie w Midnapore, Lakszmanpurzez i Puri. Siedziba główna w Ranczi prowadzi do dziś oddział medyczny, który bezpłatnie otacza opieką ubogich mieszkańców okolicznych wiosek. Ten sam ruch został na Zachodzie nazwany Self-Realization Fellowship.
[...]
Paramahamsa Jogananda powrócił do Stanów Zjednoczonych w 1936 roku, oddając się nauczaniu krija jogi i szerzeniu wschodnich nauk duchowych.
Tytuł Paramahamsa, najwyższy łabędź, został mu nadany zwyczajowo jako wybitnemu nauczycielowi (ten tytuł zakonny otrzymali również Swami Jogananda i Mahatma Gandhi); on sam wyjaśnia go odwołując się do mitologii indyjskiej: Tak jak łabędź potrafi rozdzielić wodę i mleko, gdy zostały zmieszane, i wypija tylko mleko nie tknąwszy wody, podobnie Paramahamsa przyjmuje tylko to, co istotne (sat-czit-anandę), a odrzuca to, co nierealne (świat zjawisk)
[...]
L'ensignement de Ramakrishna, 88
[...]
L'ensignement de Ramakrishna, 88
Słowo ananda znaczy: dobre działanie, błogość, pomyślność, niezmącona radość, czysta radość, radość przeżywania, szczęśliwość — cechy często określające naturę mędrców. Dlatego wielu z nich nosi to pojęcie w swych imionach: Wiwekananda, Jogananda, Ma Ananda Mayi, Widżajananda, Śiwananda, Chidananda, Ma Amritananda Mayi…
Jukteśwara Giri, Sri Jogananda
Został oddany na naukę sanskrytu do Swami Kebalanandy, również ucznia Lahiri Mahasai. Lecz ślęczenie nad starożytnymi tekstami nie zajmowało go aż tak bardzo, porzucił więc dom w Kalkucie i udał się do jednego z aszramów w Waranasi. Któregoś dnia idąc na zakupy zobaczył w zaułku pięknego człowieka, rozpoznał w nim natychmiast gurudevę, upragnionego i oczekiwanego od lat mistrza — był nim Swami Śri Jukteśwara Giri z Serampore, uczeń Lahiri Mahasai. Nie odstępował go na krok przez kolejnych 10 lat i zamieszkał przy nim w pustelni w Serampore. Uważał go za ucieleśnienie mądrości — dżnianawatarę.
[...]
Tuż przed odejściem ukochanego mistrza Śri Jukteśwary, z którym zdążył się jeszcze spotkać, otrzymał wyższy tytuł zakonny Paramahamsa, najwyższy łabędź. Łabędź to w mitologii hinduskiej pojazd Brahmy, najwyższego ducha, a sama wymowa sanskryckiego słowa hamsa przypomina wibracje wdechu i wydechu.
[...]
Tuż przed odejściem ukochanego mistrza Śri Jukteśwary, z którym zdążył się jeszcze spotkać, otrzymał wyższy tytuł zakonny Paramahamsa, najwyższy łabędź. Łabędź to w mitologii hinduskiej pojazd Brahmy, najwyższego ducha, a sama wymowa sanskryckiego słowa hamsa przypomina wibracje wdechu i wydechu.
Katja Baba Krisznadas religia rzeki Gangi, sannjasin
Spotkaliśmy Katja Babę Krisznadasa, odwiedziliśmy obóz Śri Sai Baby i Ma Anandy Mayi. Wszystkie najważniejsze aszramy Indii przysłały tam swoich przedstawicieli. Ogromne wrażenie zrobił na nas obóz naga babów. Naga to kij wędrownego ascety, będący znakiem opanowania namiętności ciała, baba to wielbiciel boga Ramy. Młodzi adepci ascezy, rekrutujący się z rodzin bogatych wieśniaków i braminów Maharashtry, utworzyli w XVI wieku w środkowych Indiach całą sieć oddziałów, gotowych walczyć gołymi rękami z napierającymi oddziałami muzułmańskich wojsk Aurangzeba. Potrafili nie jeść i nie pić całymi dniami, podchodzić bezszelestnie pod obóz wroga i uwalniać wszystkie konie, bez których armia rozpadała się. Potrafili całymi dniami i nocami siedzieć ukryci na drzewach w postawach ascetycznych i nagle spadać na wroga jak lawina, mordując bezlitośnie gołymi rękoma. Nie wolno im było używać ognia, ani posiadać broni, w ogóle nie posiadali niczego, nawet derki do spania. Nie plądrowali, lecz umyślnie dezorganizowali wszelkie ruchy armii. Muzułmanie bali się ich straszliwie i brali za dzieci demona. Przetrwali jako jedna z ważniejszych religijnych grup ascetycznych Indii i są traktowani z wielkim szacunkiem jako obrońcy wszystkich religii hindu. Dlatego zawsze idą na przedzie wielkiej procesji do rzeki Gangi. Było ich w Haridwar około 5 tysięcy. Skąd wzięła się ta armia nagich, posypanych popiołem ascetów, nie mających nawet przepaski na biodrach, o długich zwiniętych w węzeł włosach też posypanych popiołem? Z himalajskich ostępów i grot.
Podczas święta Kumbha Mela w 1998 roku spotkałam niezwykłych ludzi, wśród nich — Katja Babę Krisznadasa.
Kebalananda, Swami joga, Jogananda
zjednoczenie z Nieskończonym poprzez pewne działanie lub rytuał pozwalający uwolnić się od karmy; techniki podstawowe, takie jak dyscyplina ciała, opanowanie myśli i medytacja świętej zgłoski Om prowadzą do odkrycia tajemnicy świadomości kosmicznej poprzez opanowanie oddechu; ta joga stała się powszechnie znana we współczesnych Indiach dzięki wielkiemu joginowi Lahiri Mahasai, a jego uczeń Paramahamsa Jogananda nauczał ją następnie w Stanach Zjednoczonych; Swami Kebalananda, uczeń Lahiri Mahasai, mówił, że krija joga to najskuteczniejszy środek do zbawienia za pomocą własnego wysiłku, jaki kiedykolwiek został wypracowany w historii ludzkich poszukiwań Nieskończonego. zob. też: Paramahamsa Jogananda, Autobiografia jogina, wyd. Stowarzyszenie Krija Jogi, 2004
Został oddany na naukę sanskrytu do Swami Kebalanandy, również ucznia Lahiri Mahasai. Lecz ślęczenie nad starożytnymi tekstami nie zajmowało go aż tak bardzo, porzucił więc dom w Kalkucie i udał się do jednego z aszramów w Waranasi. Któregoś dnia idąc na zakupy zobaczył w zaułku pięknego człowieka, rozpoznał w nim natychmiast gurudevę, upragnionego i oczekiwanego od lat mistrza — był nim Swami Śri Jukteśwara Giri z Serampore, uczeń Lahiri Mahasai. Nie odstępował go na krok przez kolejnych 10 lat i zamieszkał przy nim w pustelni w Serampore. Uważał go za ucieleśnienie mądrości — dżnianawatarę.
Krishnamurti, Jiddu Jiddu Krishnamurti, Nisargadatta Maharaj, Polacy wobec Indii, U.G. Krishnamurti
Członkowie Towarzystwa, egzaltowani i spragnieni przywództwa duchowego Europejczycy i Indusi, poszukiwali „nowego” awatarę Boga czy też „nowego” Mesjasza na miarę „nowych” czasów. „Znaleźli” go w osobie młodziutkiego Krishny, stawiając na czele Zakonu Gwiazdy na Wschodzie, dziwnej organizacji powołanej do życia w 1909 roku przez Annie Besant, przewodniczącą Towarzystwa Teozoficznego.
[...]
Annie Besant adoptowała Jiddu i jego brata i zabrała chłopców do Anglii. Byli tam prywatnie kształceni, a Krishnamurti przygotowywany do roli Nauczyciela Świata. Chłopcy bardzo cierpieli z powodu klimatu i niestosownego wyżywienia — kazano im codziennie wypijać ogromne ilości mleka, skarżyli się na płatki owsiane i jajka, których w Indiach nigdy nie jedli. Młody Jiddu nie rozumiał powodów uwielbienia i niezdrowej egzaltacji, jaka go otaczała — pytał Dlaczego uwzięli się właśnie na mnie?
[...]
Annie Besant adoptowała Jiddu i jego brata i zabrała chłopców do Anglii. Byli tam prywatnie kształceni, a Krishnamurti przygotowywany do roli Nauczyciela Świata. Chłopcy bardzo cierpieli z powodu klimatu i niestosownego wyżywienia — kazano im codziennie wypijać ogromne ilości mleka, skarżyli się na płatki owsiane i jajka, których w Indiach nigdy nie jedli. Młody Jiddu nie rozumiał powodów uwielbienia i niezdrowej egzaltacji, jaka go otaczała — pytał Dlaczego uwzięli się właśnie na mnie?
Gdy Maurycy Frydman spotkał go po raz pierwszy, wiedział od razu, że jest to mistrz wyjątkowy i dlatego podjął się trudnej sztuki tłumaczenia słuchaczom wypowiedzi mędrca z języka marathi na angielski. Następnie zaczął nagrywać rozmowy na taśmę magnetofonową, a wkrótce nagrania te stały się zaczynem licznych późniejszych opracowań mądrości Maharaja. Rozmowy były nagrywane i zapisywane również po śmierci Maurycego Frydmana. W 1980 roku Mistrz zachorował na raka gardła, ale nadal prowadził rozmowy z wszystkimi potrzebującymi ukojenia duchowego. Opuścił ciało w 1981 roku. Był trzecim, po Ramanie Maharishim i Jiddu Krishnamurtim, wielkim mędrcem hinduskim dwudziestego wieku; podobnie jak oni podążał drogą wedanty.
O Wandzie Dynowskiej-Umadevi (1888-1971) piękny i wyczerpujący artykuł napisał Kazimierz Tokarski, odsyłam do tej internetowej publikacji. Wanda Dynowska wyjechała do Indii w 1935 roku i została tam aż do śmierci, ostatnie dziesięć lat życia poświęcając sprawie tybetańskiej. Organizowała ochronki i szkoły dla tybetańskich dzieci, uciekających z ojczyzny po agresji Chin na Tybet. Poznała w swoim barwnym życiu wielu znakomitych mistrzów duchowych — Annie Besant, Jiddu Krishnamurtiego, Śri Aurobindo, Śri Ramanę Maharishiego, Nisargadattę Maharaja, wielokrotnie rozmawiała z Mahatmą Gandhim. Przyjaźniła się z Dalajlamą i Karolem Wojtyłłą. Uczyła, także samych Indusów, dostrzegać wielkość Indii. Wraz z Maurycym Frydmanem założyła Bibliotekę Indyjsko-Polską (która wciąż nie doczekała się w Polsce naukowego opracowania). Nazwano ją Wielką Ambasadorką kultury indyjskiej dla Polaków (ale Polacy wciąż nie znają ani jej życia, ani dorobku). Sama o sobie powiedziała: Jedyną dla mnie drogą, od której nie odstąpię nigdy, jest służenie Mistrzom i praca.
Wiele osób myli go z Jiddu Krishnamurtim, a to są dwie różne postacie
[...]
Od najmłodszych lat spędzał wiele czasu w pustelniach himalajskich, uprawiając jogę i medytację, między innymi u Swamiego Śiwanandy. Słuchał wykładów Jiddu Krishnamurtiego w Madras w latach 1947-1953, lecz za bardzo różnili się temperamentem, by zostać przyjaciółmi. W dniu swoich czterdziestu dziewięciu urodzin przeżył głębokie doświadczenie, które nazwał klęską, calamity. Było to doświadczenie podobne do śmierci — coś na kształt całkowitej utraty tożsamości, braku poczucia jedności z sobą sprzed owego dnia. Mimo, iż nazwał to przeżycie klęską czy nawet kataklizmem, było ono najbardziej wyzwalającym zdarzeniem całego życia.
[...]
Pozycje, które zbulwersowały zachodnią Europę, to: Myśl jest twoim wrogiem i Odwaga bycia samotnym. W obu książkach widać wyraźny wpływ myśli Jiddu Krishnamurtiego, od której zawsze zaciekle się odżegnywał.
[...]
Od najmłodszych lat spędzał wiele czasu w pustelniach himalajskich, uprawiając jogę i medytację, między innymi u Swamiego Śiwanandy. Słuchał wykładów Jiddu Krishnamurtiego w Madras w latach 1947-1953, lecz za bardzo różnili się temperamentem, by zostać przyjaciółmi. W dniu swoich czterdziestu dziewięciu urodzin przeżył głębokie doświadczenie, które nazwał klęską, calamity. Było to doświadczenie podobne do śmierci — coś na kształt całkowitej utraty tożsamości, braku poczucia jedności z sobą sprzed owego dnia. Mimo, iż nazwał to przeżycie klęską czy nawet kataklizmem, było ono najbardziej wyzwalającym zdarzeniem całego życia.
[...]
Pozycje, które zbulwersowały zachodnią Europę, to: Myśl jest twoim wrogiem i Odwaga bycia samotnym. W obu książkach widać wyraźny wpływ myśli Jiddu Krishnamurtiego, od której zawsze zaciekle się odżegnywał.
Krishnamurti, U.G. manas, U.G. Krishnamurti
Racjonalizm zachodni opiera się na postulacie Kartezjusza: Myślę więc jestem Ramana Maharishi mówi: Myślenie nie jest prawdziwą naturą człowieka Krishnamurti napisał całą książkę pod tytułem: Myśl jest twoim wrogiem. Właśnie celem praktyki medytacji jest zatrzymanie umysłu automatycznego, po pierwsze dlatego, że jego praca jest próżna i nic nowego nie wnosi; po drugie — pochłania ogromne ilości energii. Ileż energii pozostawałoby ludziom do życia, gdyby przestali zrzędzić! Dotyczy to tak młodych jak i starych, choć ludzie starzy narzekają więcej i bardziej zajadle, tracąc tak cenną w późniejszych latach energię życiową, z której mogliby skorzystać w inny sposób. Niewydatkowanie energii to zachowanie młodości.
Wiele osób myli go z Jiddu Krishnamurtim, a to są dwie różne postacie
Lahiri Mahasai joga, Jogananda
zjednoczenie z Nieskończonym poprzez pewne działanie lub rytuał pozwalający uwolnić się od karmy; techniki podstawowe, takie jak dyscyplina ciała, opanowanie myśli i medytacja świętej zgłoski Om prowadzą do odkrycia tajemnicy świadomości kosmicznej poprzez opanowanie oddechu; ta joga stała się powszechnie znana we współczesnych Indiach dzięki wielkiemu joginowi Lahiri Mahasai, a jego uczeń Paramahamsa Jogananda nauczał ją następnie w Stanach Zjednoczonych; Swami Kebalananda, uczeń Lahiri Mahasai, mówił, że krija joga to najskuteczniejszy środek do zbawienia za pomocą własnego wysiłku, jaki kiedykolwiek został wypracowany w historii ludzkich poszukiwań Nieskończonego. zob. też: Paramahamsa Jogananda, Autobiografia jogina, wyd. Stowarzyszenie Krija Jogi, 2004
Mukunda Lal Ghosh urodził się w 1893 roku w Gorakpur, w Zjednoczonych Prowincjach północnych Indii. Jego rodzice byli uczniami największego indyjskiego jogina czasów nowożytnych, Lahiri Mahasai. W domu panowała niezwykle duchowa atmosfera, której uległy również siostry Mukundy, a nie uległ jedynie najstarszy brat. Miał 11 lat, gdy odeszła matka i ta strata wzmogła tęsknotę za ideałem. Ojciec, pracownik Kolei Bengalsko-Nagpurskiej, przeniósł się z rodziną do Kalkuty i przejął pełną opiekę nad ośmiorgiem dzieci. Pragnienie czegoś niezniszczalnego pchało Mugundę od dzieciństwa w kierunku Himalajów, ostoi duchowości, a pierwszej ucieczki dokonał, gdy był uczniem szkoły średniej. Gimnazjaliści zostali sprowadzeni do domów przez pracowników kolei.
[...]
Został oddany na naukę sanskrytu do Swami Kebalanandy, również ucznia Lahiri Mahasai. Lecz ślęczenie nad starożytnymi tekstami nie zajmowało go aż tak bardzo, porzucił więc dom w Kalkucie i udał się do jednego z aszramów w Waranasi. Któregoś dnia idąc na zakupy zobaczył w zaułku pięknego człowieka, rozpoznał w nim natychmiast gurudevę, upragnionego i oczekiwanego od lat mistrza — był nim Swami Śri Jukteśwara Giri z Serampore, uczeń Lahiri Mahasai. Nie odstępował go na krok przez kolejnych 10 lat i zamieszkał przy nim w pustelni w Serampore. Uważał go za ucieleśnienie mądrości — dżnianawatarę.
[...]
Został oddany na naukę sanskrytu do Swami Kebalanandy, również ucznia Lahiri Mahasai. Lecz ślęczenie nad starożytnymi tekstami nie zajmowało go aż tak bardzo, porzucił więc dom w Kalkucie i udał się do jednego z aszramów w Waranasi. Któregoś dnia idąc na zakupy zobaczył w zaułku pięknego człowieka, rozpoznał w nim natychmiast gurudevę, upragnionego i oczekiwanego od lat mistrza — był nim Swami Śri Jukteśwara Giri z Serampore, uczeń Lahiri Mahasai. Nie odstępował go na krok przez kolejnych 10 lat i zamieszkał przy nim w pustelni w Serampore. Uważał go za ucieleśnienie mądrości — dżnianawatarę.
Lakuliśa las indyjski
Koniec okresu wedyjskiego przypada na IV-III wiek p.n.e., kiedy to zaczęły rozprzestrzeniać się w Indiach północnych wielkie nauki Buddy i Mahawiry, a bramini musieli zrezygnować z dużej części swej władzy. Mędrzec Gosala, choć dziś niemal całkowicie zapoznany, był tym, który przekazał wiedzę o starożytnej filozofii przed-aryjskiej, nie związanej ani z Wedami i ich dyscypliną czystości duchowej, ani z warnowym układem społeczeństwa. To on prawdopodobnie wprowadził ponownie kult boga Wisznu i uważany jest za ojca adżiwików, kolejnego pokolenia leśnych ascetów, których nauki przetrwały aż do XIV wieku. Tak więc jednocześnie i obok braminizmu, buddyzmu i dżinizmu, religii rygorystycznych i trudnych intelektualnie (appolińskich), zawsze rozwijały się w Indiach, niekiedy w nurcie ukrytym i podziemnym, przed-aryjskie idee śiwaickie, podobne do religii dionizyjskich, gdzie szansę na wyzwolenie z okowów samsary dawał taniec, ekstaza, erotyzm i łagodność wobec siebie. Odnowienie pierwotnego śiwaizmu, tantryzmu i jogi było dziełem Lakuliśy, nie-aryjskiego kapłana, żyjącego prawdopodobnie na początku n.e. Rozwój tych nauk i ich wpływ na społeczeństwo zbiegł się w czasie z niebywałym wprost rozkwitem sztuki, literatury, mistyki i filozofii i trwał aż do inwazji muzułmańskich XII wieku (około 1200 lat).
Ma Amritananda Mayi Jezus z Nazaretu, Ma Amritananda Mayi, Matka Teresa, sadhana, sat-cit-ananda
Każdy wielki nauczyciel ma moc powoływania uczniów. Ma Ananda Mayi, Ma Amritananda Mayi powołały uczniów podobnie jak żyjący w XIX wieku mistyk bengalski Ramakrishna, który oddał się swoim uczniom i był dla nich wzorem wszelkich cnót.
Gdziekolwiek przybywa rozdaje miłość, bhakti, przytulając do serca każdego człowieka potrzebującego ciepła, czułości i ukojenia — stąd nazywana jest „hugging guru”, przytulającym nauczycielem. Poprzez przytulenie i przekaz energii Amma otwiera czakrę serca i uruchamia oziębione emocje, inicjując otwarcie się ludzi na świat i na innych. Przekazuje tak silną energię, że wiele osób reaguje gwałtownym szlochem czy omdleniem.
[...]
Wiadomo, że przez 36 lat swej działalności podczas spotkań, darśan, Amma przytuliła i uścisnęła na całym świecie i w Indiach około 26 mln osób, ale wcale nie wiadomo, czy wszystkie te osoby rzeczywiście naśladują ją oraz czy są jej wyznawcami…
[...]
Otrzymała wizję boskiej Matki wszechświata, która ukazała się pod postacią światła i całkowicie „wzięła w posiadanie” osobowość Sudhamani, napełniając umysł spokojem spełnienia. Była to inicjacja na najwyższy poziom matczynej troski i miłości. Następnie doznała zjednoczenia z Absolutem bez formy i jakości. Od momentu mistycznego zjednoczenia, pod koniec 1975 roku, zaczęła identyfikować się z boską Matką, a uczniowie nazwali ją Ammą.
[...]
Naturalną koleją rzeczy Amma przyciągała tłumy ludzi, którzy chcieli pozostawać pod jej wpływem. Przybywali na darśanę, spotykając ją codziennie w małej lokalnej świątyni. Nie wszyscy mieszkańcy wioski akceptowali tłumy, od strony rodziny doznawała wciąż samych uciążliwości, a ojciec i brat zabraniali ludziom przychodzić do domu. Amma nie posiadała nic na własność, ani kawałka ziemi, ani domu, kiedy jednak pojawili się uczniowie, którzy starym indyjskim obyczajem pragnęli usiąść u stóp mistrza i prowadzić sadhanę pod jej okiem, ojciec zdecydował się oddać kawałek ziemi pod budowę niewielkiego szałasu.
[...]
Był to zaczyn aszramu, rok 1978. Pierwszymi stałymi mieszkańcami, miłośnikami Ammy byli: młoda Australijka Gayatri, Amerykanin mieszkający wcześniej w aszramie Ramany Maharishiego oraz Balu, pierwszy uczeń, który porzucił rodzinę i przybył do mistrza na całe życie, nie zważając na brak dachu nad głową. Ci pierwsi brahmaczarjowie dzielili z Ammą wszystkie jej problemy rodzinne i nieznośną niechęć ojca. Żyli tylko i wyłącznie z datków i darowizn pielgrzymów przybywających na darśanę Devi bhava do Ammy.
[...]
6 maja 1981 roku powstał z inicjatywy uczniów Mata Amritanandamayi Mission Trust, zarejestrowany jako fundacja niedochodowa, a Amma przyjęła imię Mata Amritanandamayi, Matki (pełnej) Nieśmiertelnej Szczęśliwości. Otwarto też bibliotekę duchową oraz szkołę wedanty i sanskrytu. Jednak Amma namawia uczniów bardziej do ćwiczenia medytacji (poświęca się jej w aszramie aż 6-8 godzin dziennie) i oddania się bóstwu prowadzącemu niż do pobierania wiedzy intelektualnej.
[...]
Wiadomo, że przez 36 lat swej działalności podczas spotkań, darśan, Amma przytuliła i uścisnęła na całym świecie i w Indiach około 26 mln osób, ale wcale nie wiadomo, czy wszystkie te osoby rzeczywiście naśladują ją oraz czy są jej wyznawcami…
[...]
Otrzymała wizję boskiej Matki wszechświata, która ukazała się pod postacią światła i całkowicie „wzięła w posiadanie” osobowość Sudhamani, napełniając umysł spokojem spełnienia. Była to inicjacja na najwyższy poziom matczynej troski i miłości. Następnie doznała zjednoczenia z Absolutem bez formy i jakości. Od momentu mistycznego zjednoczenia, pod koniec 1975 roku, zaczęła identyfikować się z boską Matką, a uczniowie nazwali ją Ammą.
[...]
Naturalną koleją rzeczy Amma przyciągała tłumy ludzi, którzy chcieli pozostawać pod jej wpływem. Przybywali na darśanę, spotykając ją codziennie w małej lokalnej świątyni. Nie wszyscy mieszkańcy wioski akceptowali tłumy, od strony rodziny doznawała wciąż samych uciążliwości, a ojciec i brat zabraniali ludziom przychodzić do domu. Amma nie posiadała nic na własność, ani kawałka ziemi, ani domu, kiedy jednak pojawili się uczniowie, którzy starym indyjskim obyczajem pragnęli usiąść u stóp mistrza i prowadzić sadhanę pod jej okiem, ojciec zdecydował się oddać kawałek ziemi pod budowę niewielkiego szałasu.
[...]
Był to zaczyn aszramu, rok 1978. Pierwszymi stałymi mieszkańcami, miłośnikami Ammy byli: młoda Australijka Gayatri, Amerykanin mieszkający wcześniej w aszramie Ramany Maharishiego oraz Balu, pierwszy uczeń, który porzucił rodzinę i przybył do mistrza na całe życie, nie zważając na brak dachu nad głową. Ci pierwsi brahmaczarjowie dzielili z Ammą wszystkie jej problemy rodzinne i nieznośną niechęć ojca. Żyli tylko i wyłącznie z datków i darowizn pielgrzymów przybywających na darśanę Devi bhava do Ammy.
[...]
6 maja 1981 roku powstał z inicjatywy uczniów Mata Amritanandamayi Mission Trust, zarejestrowany jako fundacja niedochodowa, a Amma przyjęła imię Mata Amritanandamayi, Matki (pełnej) Nieśmiertelnej Szczęśliwości. Otwarto też bibliotekę duchową oraz szkołę wedanty i sanskrytu. Jednak Amma namawia uczniów bardziej do ćwiczenia medytacji (poświęca się jej w aszramie aż 6-8 godzin dziennie) i oddania się bóstwu prowadzącemu niż do pobierania wiedzy intelektualnej.
- Jak to ogłoszą? Gdzie ogłoszą? Kto ma ogłaszać? Co w ogóle mają ogłaszać, przecież każdy człowiek wie, że ona była świętą kobietą. Całe jej życie świadczyło o jej świętości. Przecież wszyscy w Kalkucie i w całych Indiach wiedzą, że ona była holy woman. Nazywano ją Ma, tak jak naszą obecną wielką świętą Ma Amritanandę Mayi z Kerali. I tak jak Ma Anandę Mayi, która odeszła w 1981 roku.
Sadhaną współcześnie żyjącej Ma Amritanandamayi jest bhakti, miłość i współczucie.
Słowo ananda znaczy: dobre działanie, błogość, pomyślność, niezmącona radość, czysta radość, radość przeżywania, szczęśliwość — cechy często określające naturę mędrców. Dlatego wielu z nich nosi to pojęcie w swych imionach: Wiwekananda, Jogananda, Ma Ananda Mayi, Widżajananda, Śiwananda, Chidananda, Ma Amritananda Mayi…
Ma Ananda Mayi aszram, darśana, Jacques Vigne, Jezus z Nazaretu, Ma Ananda Mayi, Matka Teresa, religia rzeki Gangi, samadhi, sat-cit-ananda, Swami Vijayananda
Ma Ananda Mayi Ashram
Takie święta dają właśnie możliwość odnalezienia guru, którego nauki są ważne i potrzebne w danej chwili, a nawet na całe życie. Gdy pojawia się coup de foudre, gwałtowne wewnętrzne przekonanie, jakby miłość, że to jest właśnie nasz guru, którego szukaliśmy przez całe życie, wtedy zostajemy przy nim. Gdy Swami Widżajananda zobaczył podczas darśany Ma Anandę Mayi, poczuł, że jest przez nią powołany i został przy niej na całe życie.
Do Indii przyjechał w 1985 roku na studia filozofii i sanskrytu w Banaras Hindu University w Waranasi, korzystając ze stypendium rządu francuskiego. Spotkał Swami Widżajanandę, francuskiego lekarza, ucznia Ma Anandy Mayi i ten pobyt u stóp mistrza okazał się kresem poszukiwań i początkiem własnej drogi duchowej. Wybrał tradycję wedanty, nie-dwoistości. Osiadł na wiele lat przy aszramie Ma Anandy Mayi w Kankhal koło Rishikesh, by pracować pod kierunkiem mistrza. Choć przebył paroletnie odosobnienie w pustelni Almora w Himalajach, to nigdy nie zerwał kontaktów ze światem ani z przyjaciółmi — specjalnie dla nich od czasu do czasu „schodzi z gór”.
Każdy wielki nauczyciel ma moc powoływania uczniów. Ma Ananda Mayi, Ma Amritananda Mayi powołały uczniów podobnie jak żyjący w XIX wieku mistyk bengalski Ramakrishna, który oddał się swoim uczniom i był dla nich wzorem wszelkich cnót.
Ma Ananda Mayi, Matka Wypełniona Szczęśliwością, od najmłodszych lat promieniowała magnetyczną siłą przyciągania, która większości jej wielbicieli dawała pewność, że w Mataji — Ukochanej Matce — objawia się Bóg. Miała też moc powoływania uczniów i wiele osób pozostało przy niej nawet wbrew swoim oczekiwaniom. Często, zwłaszcza w młodym wieku, doznawała religijnej ekstazy, pogrążała się w samoistnym stanie samadhi, tańczyła na koniuszkach palców z wyrazem błogości i uwielbienia na twarzy. Od zarania podążała spontanicznie drogą wedanty, niedwoistości. Nie pobierała nauk od żadnego guru, czerpała je z boskiej intuicji.
[...]
Swami Widżajananda, francuski lekarz, którego powołała na ucznia w 1951 roku, otrzymał od niej szereg inicjacji, a po okresie długoletnich odosobnień w pustelniach himalajskich, powrócił do ukochanej mistrzyni w 1975 roku i trwał przy niej do ostatnich chwil. Także pod wielkim wpływem nauczania Ma pozostawał wielki francuski dziennikarz, Arnaud Desjardins, który odwiedził jej aszram w 1959 roku i jako pierwszy nakręcił film dla francuskiej telewizji o tej największej mistyczce dwudziestego wieku.
[...]
Swami Widżajananda, francuski lekarz, którego powołała na ucznia w 1951 roku, otrzymał od niej szereg inicjacji, a po okresie długoletnich odosobnień w pustelniach himalajskich, powrócił do ukochanej mistrzyni w 1975 roku i trwał przy niej do ostatnich chwil. Także pod wielkim wpływem nauczania Ma pozostawał wielki francuski dziennikarz, Arnaud Desjardins, który odwiedził jej aszram w 1959 roku i jako pierwszy nakręcił film dla francuskiej telewizji o tej największej mistyczce dwudziestego wieku.
- Jak to ogłoszą? Gdzie ogłoszą? Kto ma ogłaszać? Co w ogóle mają ogłaszać, przecież każdy człowiek wie, że ona była świętą kobietą. Całe jej życie świadczyło o jej świętości. Przecież wszyscy w Kalkucie i w całych Indiach wiedzą, że ona była holy woman. Nazywano ją Ma, tak jak naszą obecną wielką świętą Ma Amritanandę Mayi z Kerali. I tak jak Ma Anandę Mayi, która odeszła w 1981 roku.
Spotkaliśmy Katja Babę Krisznadasa, odwiedziliśmy obóz Śri Sai Baby i Ma Anandy Mayi. Wszystkie najważniejsze aszramy Indii przysłały tam swoich przedstawicieli. Ogromne wrażenie zrobił na nas obóz naga babów. Naga to kij wędrownego ascety, będący znakiem opanowania namiętności ciała, baba to wielbiciel boga Ramy. Młodzi adepci ascezy, rekrutujący się z rodzin bogatych wieśniaków i braminów Maharashtry, utworzyli w XVI wieku w środkowych Indiach całą sieć oddziałów, gotowych walczyć gołymi rękami z napierającymi oddziałami muzułmańskich wojsk Aurangzeba. Potrafili nie jeść i nie pić całymi dniami, podchodzić bezszelestnie pod obóz wroga i uwalniać wszystkie konie, bez których armia rozpadała się. Potrafili całymi dniami i nocami siedzieć ukryci na drzewach w postawach ascetycznych i nagle spadać na wroga jak lawina, mordując bezlitośnie gołymi rękoma. Nie wolno im było używać ognia, ani posiadać broni, w ogóle nie posiadali niczego, nawet derki do spania. Nie plądrowali, lecz umyślnie dezorganizowali wszelkie ruchy armii. Muzułmanie bali się ich straszliwie i brali za dzieci demona. Przetrwali jako jedna z ważniejszych religijnych grup ascetycznych Indii i są traktowani z wielkim szacunkiem jako obrońcy wszystkich religii hindu. Dlatego zawsze idą na przedzie wielkiej procesji do rzeki Gangi. Było ich w Haridwar około 5 tysięcy. Skąd wzięła się ta armia nagich, posypanych popiołem ascetów, nie mających nawet przepaski na biodrach, o długich zwiniętych w węzeł włosach też posypanych popiołem? Z himalajskich ostępów i grot.
W Kankhal koło Haridwaru, w północnych Indiach, znajduje się samadhi jednej z największych współczesnych indyjskich świętych, Ma Anandy Mayi, przy którym wielbiciele gromadzą się codziennie podczas wieczornej pudży; Samadhi Matki Teresy — na dziedzińcu jej Domu w Kalkucie, odwiedzane przez pielgrzymów wszystkich wyznań i religii; Samadhi Ramany Maharishiego — w aszramie w Tiruvannamalai, gdzie mieszkał i nauczał; Samadhi wielkiego indyjskiego filozofa Śri Aurobindo oraz Matki, jego życiowej siakti, znajduje się na terenie założonego przez nich aszramu w Pondicherry, koło Madras.
Słowo ananda znaczy: dobre działanie, błogość, pomyślność, niezmącona radość, czysta radość, radość przeżywania, szczęśliwość — cechy często określające naturę mędrców. Dlatego wielu z nich nosi to pojęcie w swych imionach: Wiwekananda, Jogananda, Ma Ananda Mayi, Widżajananda, Śiwananda, Chidananda, Ma Amritananda Mayi…
W lutym 1951 roku spotyka Ma Anandę Mayi i natychmiast prosi o pozwolenie zostania przy niej. Przez półtora roku nie odstępuje jej na krok. Kiedy jego spodnie miały już tylko same dziury, a łaty nie trzymały się łat i wszystkie odpadły, wtedy Ma ulitowała się i przywołała go do siebie. Otrzymał najpiękniejszy prezent — pomarańczowe szaty sannjasina.
[...]
Przez osiem lat mieszka w aszramie Ma w Benares nad Gangą. Przez dziewięć lat pędzi życie prawie pustelnicze w małej aszramie Almora u podnóży Himalajów, skąd schodzi do wioski tylko po jedzenie. Przez siedem lat oddaje się całkowitej samotności w pustelni Dhaulchina w Himalajach indyjskich na wysokości 7000 metrów, podziwiając Nanda Devi. Na wyraźne życzenie Ma schodzi w 1975 na niziny i osiedla się u jej boku w Kankhal, gdzie mieszka do dziś.
[...]
Przez osiem lat mieszka w aszramie Ma w Benares nad Gangą. Przez dziewięć lat pędzi życie prawie pustelnicze w małej aszramie Almora u podnóży Himalajów, skąd schodzi do wioski tylko po jedzenie. Przez siedem lat oddaje się całkowitej samotności w pustelni Dhaulchina w Himalajach indyjskich na wysokości 7000 metrów, podziwiając Nanda Devi. Na wyraźne życzenie Ma schodzi w 1975 na niziny i osiedla się u jej boku w Kankhal, gdzie mieszka do dziś.
Mahawira hindu, języki, las indyjski, Mahabharata, miejsca sacrum, obrzędy i święta, riszi, Stany Książęce Indii, sufi
Starożytną religię Indii określa się mianem wedyzmu, ale nic już z niego nie przetrwało oprócz literatury i od dawna nie składa się przebłagalnych rytualnych ofiar bogom zgodnie z nakazem Wed. Późniejszy braminizm, który wypracował bardziej osobisty stosunek człowieka do bóstwa i dyscyplinę pobożności, rozumianej jako pokora wobec niepojętej Wyższej Rzeczywistości, wchłonąwszy w swój system religijny wiele elementów ludowych, też już w Indiach przestał istnieć, zwłaszcza gdy potępiono, wydaje się raz na zawsze, system warnowy. Od połowy I tysiąclecia p.n.e. bramiński system religijno-społeczny przeżył kryzys pod wpływem ruchu reformatorskiego leśnych mędrców, riszi, z których Makkhali Gosala (560-484), Mahawira ( 547-467) i Gautama Budda (550-483) stworzyli nowe szkoły. W dzisiejszej religijności hindu rysuje się dominanta pracy nad sobą na wybranej indywidualnie drodze, zgodnie z wewnętrznymi potrzebami ducha. Można rzec, iż istotnie dokonała się głęboka, postulowana przez braminów przemiana rozpalenia ognia wewnętrznego, zamiast ognia rytualnego. Poszukiwaniom własnego Ja przyświeca starożytna formuła tot twam asi, a zmagania ze sobą są rozsupływane przez wciąż dostępną starożytną wiedzę psychologiczną. W procesie historycznego rozwoju przepadło więc wiele elementów hindu, zbędnych i mało dla człowieka znaczących, ale pozostało doświadczenie jednostek, riszi, guru, świętych i wyzwolonych za życia, którzy swą wiedzę przekazywali i przekazują w tradycji ustnej. To do nich zwracają się dzisiejsi poszukujący.
Język palijski dał początek współczesnym językom Indii z grupy indoeuropejskich. Odwrotnie niż sanskryt, był bliski mowie przeciętnego człowieka, gdyż był prostszy. W pali wypowiadał swe sutry Budda, a także Mahawira.
Leśne pustelnie były w starożytności miejscem pobierania nauk, zarówno świeckich jak i duchowych. Pustelnicy, nazywani leśnymi mędrcami, riszi, utrzymywali ścisły kontakt z okoliczną wspólnotą wiejską, a będąc od niej uzależnieni materialnie udzielali nauk; prowadzili też własną praktykę duchową i uprawiali filozofię. Tworzyli Aranjaki, teksty leśne, odnoszące się do Wed, lecz o charakterze bardziej metafizycznym, niekiedy trudno zrozumiałym dla słuchaczy. Żyjąc poza wspólnotą, mogli się niekiedy całkowicie uniezależnić od braminów i religii wedyjskiej, a nawet całkowicie odrzucić Wedy, jak to uczynił żyjący na przełomie VI i V wieku p.n.e. riszi Gosala i jego uczniowie, Mahawira i Budda.
[...]
Koniec okresu wedyjskiego przypada na IV-III wiek p.n.e., kiedy to zaczęły rozprzestrzeniać się w Indiach północnych wielkie nauki Buddy i Mahawiry, a bramini musieli zrezygnować z dużej części swej władzy. Mędrzec Gosala, choć dziś niemal całkowicie zapoznany, był tym, który przekazał wiedzę o starożytnej filozofii przed-aryjskiej, nie związanej ani z Wedami i ich dyscypliną czystości duchowej, ani z warnowym układem społeczeństwa. To on prawdopodobnie wprowadził ponownie kult boga Wisznu i uważany jest za ojca adżiwików, kolejnego pokolenia leśnych ascetów, których nauki przetrwały aż do XIV wieku. Tak więc jednocześnie i obok braminizmu, buddyzmu i dżinizmu, religii rygorystycznych i trudnych intelektualnie (appolińskich), zawsze rozwijały się w Indiach, niekiedy w nurcie ukrytym i podziemnym, przed-aryjskie idee śiwaickie, podobne do religii dionizyjskich, gdzie szansę na wyzwolenie z okowów samsary dawał taniec, ekstaza, erotyzm i łagodność wobec siebie. Odnowienie pierwotnego śiwaizmu, tantryzmu i jogi było dziełem Lakuliśy, nie-aryjskiego kapłana, żyjącego prawdopodobnie na początku n.e. Rozwój tych nauk i ich wpływ na społeczeństwo zbiegł się w czasie z niebywałym wprost rozkwitem sztuki, literatury, mistyki i filozofii i trwał aż do inwazji muzułmańskich XII wieku (około 1200 lat).
[...]
Koniec okresu wedyjskiego przypada na IV-III wiek p.n.e., kiedy to zaczęły rozprzestrzeniać się w Indiach północnych wielkie nauki Buddy i Mahawiry, a bramini musieli zrezygnować z dużej części swej władzy. Mędrzec Gosala, choć dziś niemal całkowicie zapoznany, był tym, który przekazał wiedzę o starożytnej filozofii przed-aryjskiej, nie związanej ani z Wedami i ich dyscypliną czystości duchowej, ani z warnowym układem społeczeństwa. To on prawdopodobnie wprowadził ponownie kult boga Wisznu i uważany jest za ojca adżiwików, kolejnego pokolenia leśnych ascetów, których nauki przetrwały aż do XIV wieku. Tak więc jednocześnie i obok braminizmu, buddyzmu i dżinizmu, religii rygorystycznych i trudnych intelektualnie (appolińskich), zawsze rozwijały się w Indiach, niekiedy w nurcie ukrytym i podziemnym, przed-aryjskie idee śiwaickie, podobne do religii dionizyjskich, gdzie szansę na wyzwolenie z okowów samsary dawał taniec, ekstaza, erotyzm i łagodność wobec siebie. Odnowienie pierwotnego śiwaizmu, tantryzmu i jogi było dziełem Lakuliśy, nie-aryjskiego kapłana, żyjącego prawdopodobnie na początku n.e. Rozwój tych nauk i ich wpływ na społeczeństwo zbiegł się w czasie z niebywałym wprost rozkwitem sztuki, literatury, mistyki i filozofii i trwał aż do inwazji muzułmańskich XII wieku (około 1200 lat).
Mahawira, także pochodzący z rodu książęcego, był jeszcze bardziej radykalny niż Budda, a jego moralno-etyczny nakaz niestosowania przemocy i niekrzywdzenia drugiego człowieka — ahimsa — odegrał wielką rolę w przekształceniu świadomości społecznej. Masowe porzucanie „pola dharmy” przez mężczyzn musiało w jakiś sposób zapoczątkować zaprzestanie bratobójczych walk i dać sygnał do odnowy moralnej całego społeczeństwa. Stworzenie tego społeczeństwa o nowej świadomości będzie trwało tysiąc lat, a jego budowniczymi zostaną już nie ksiatrijowie, lecz bramini, jogini, mędrcy, asceci i wielbiciele Kriszny.
[...]
Rozpacz Ardżuny przed rozpoczęciem decydującej bitwy (Bhagawadgita) przypomina rozpacz Asioki po tym, jak jego wojownicy wycięli w pień wszystkich mieszkańców Kalingi. Historycy podają, że na Polu Dhauli (dziś Bubaneszwar) mogło zginąć 100 tysięcy wojowników, a ponieważ w wojsku drawidyjskim kobiety walczyły na równi z mężczyznami, doniesiono Asioce o ogromnej liczbie ciał kobiecych porozrzucanych w nieładzie, i o ciałach dzieci. Konsekwencją tej zagłady było, jak wiadomo, przyjęcie przez Asiokę nauk Buddy. Cesarz nie „przeszedł” na „buddyzm” jak byśmy to dziś powiedzieli, lecz pod wpływem światłych ludzi, wśród których byli zarówno wielbiciele doktryny Buddy jak i adepci Mahawiry, jogini, bramini i wielu innych, zmienił zasady swej polityki. Prymat moralności uznał za najważniejszy. Tyle wiemy.
[...]
Bramini układający pieśni Mahabharaty przesadzali być może w opisie niecnych czynów ksiatrijów, ale ich analizy powstawania gniewu, złości, pożądania i nienawiści, które, zrazu niewinne, napędzały i wciągały w wir ogłupienia całe potężne rody arystokracji, świadczą nie tylko o zmyśle obserwacji i chęci zaradzenia złu, ale o wiedzy jaką już posiedli studiując nowe prądy. Wspaniała analiza „wejścia w konflikt” i takiego zawiązania intrygi, by wycofanie się nie było możliwe, godna jest najlepszych strategów. Oni także uznali, jak Budda i Mahawira, że to namiętności władców burzą porządek społeczny. Przystali więc na powolne kształtowanie się nowego i przenikanie nowych wierzeń, pochodzących od ludów dotychczas niemych i wzgardzanych. Tylko bowiem rozbicie od zewnątrz zamkniętego koła wedyjskiego świata dawało nadzieję na utworzenie nowej Sanatana Dharmy. Stary świat oparty na recytacji Wed i skupiony wokół ognia był heroiczną próbą wprowadzenia zasad rozumnych: idealnego podziału pracy i ustanowienia dobrych kontaktów z siłami przyrody, bez podporządkowania się komukolwiek. Lecz nikomu nie podporządkowana wola rozrosła się w pychę. Nowy świat zrezygnuje więc z rozumu i wesprze się o pojęcie całkowitego oddania się Najwyższej Istocie Boskiej, bowiem okazało się, że człowiek w ogóle nie ma wpływu na swoje losy. Kriszna, przyjaciel Pandawów, tajemniczy wojownik z Dwarki, nie pochodzący z rodów indoeuropejskich stanie się ową Najwyższą Boską Istotą, zdolną przy pomocy człowieka uwolnionego od pragnień uratować świat. Ale to jest wniosek późniejszy.
[...]
Rozpacz Ardżuny przed rozpoczęciem decydującej bitwy (Bhagawadgita) przypomina rozpacz Asioki po tym, jak jego wojownicy wycięli w pień wszystkich mieszkańców Kalingi. Historycy podają, że na Polu Dhauli (dziś Bubaneszwar) mogło zginąć 100 tysięcy wojowników, a ponieważ w wojsku drawidyjskim kobiety walczyły na równi z mężczyznami, doniesiono Asioce o ogromnej liczbie ciał kobiecych porozrzucanych w nieładzie, i o ciałach dzieci. Konsekwencją tej zagłady było, jak wiadomo, przyjęcie przez Asiokę nauk Buddy. Cesarz nie „przeszedł” na „buddyzm” jak byśmy to dziś powiedzieli, lecz pod wpływem światłych ludzi, wśród których byli zarówno wielbiciele doktryny Buddy jak i adepci Mahawiry, jogini, bramini i wielu innych, zmienił zasady swej polityki. Prymat moralności uznał za najważniejszy. Tyle wiemy.
[...]
Bramini układający pieśni Mahabharaty przesadzali być może w opisie niecnych czynów ksiatrijów, ale ich analizy powstawania gniewu, złości, pożądania i nienawiści, które, zrazu niewinne, napędzały i wciągały w wir ogłupienia całe potężne rody arystokracji, świadczą nie tylko o zmyśle obserwacji i chęci zaradzenia złu, ale o wiedzy jaką już posiedli studiując nowe prądy. Wspaniała analiza „wejścia w konflikt” i takiego zawiązania intrygi, by wycofanie się nie było możliwe, godna jest najlepszych strategów. Oni także uznali, jak Budda i Mahawira, że to namiętności władców burzą porządek społeczny. Przystali więc na powolne kształtowanie się nowego i przenikanie nowych wierzeń, pochodzących od ludów dotychczas niemych i wzgardzanych. Tylko bowiem rozbicie od zewnątrz zamkniętego koła wedyjskiego świata dawało nadzieję na utworzenie nowej Sanatana Dharmy. Stary świat oparty na recytacji Wed i skupiony wokół ognia był heroiczną próbą wprowadzenia zasad rozumnych: idealnego podziału pracy i ustanowienia dobrych kontaktów z siłami przyrody, bez podporządkowania się komukolwiek. Lecz nikomu nie podporządkowana wola rozrosła się w pychę. Nowy świat zrezygnuje więc z rozumu i wesprze się o pojęcie całkowitego oddania się Najwyższej Istocie Boskiej, bowiem okazało się, że człowiek w ogóle nie ma wpływu na swoje losy. Kriszna, przyjaciel Pandawów, tajemniczy wojownik z Dwarki, nie pochodzący z rodów indoeuropejskich stanie się ową Najwyższą Boską Istotą, zdolną przy pomocy człowieka uwolnionego od pragnień uratować świat. Ale to jest wniosek późniejszy.
Wajśala, miejsce urodzenia Mahawiry oraz Pawapuri, miejsce jego kremacji, gdzie na stawie pełnym lotosów wznosi się biały Jalmandir; oba znajdują się w Bihar, niedaleko Patny.
[...]
Śravanabelagola, Karnataka — posąg Gomateśwary, pierwszego człowieka, który osiągnął wyzwolenie postulowane przez Mahawirę. Dla dżinistów jest najważniejszym miejsce pielgrzymek, zwłaszcza dla odzianych w powietrze, czyli należących do odłamu digambara. Na granitowe wzgórze prowadzą wykute w granicie schody, a na szczycie znajduje się wysoki na 18 m posąg, którego wykucie w skale trwało tylko 15 lat (978-992). Święto Maha Masthaka Abhisheka, które odbywa się co 12 lat (ostatnie w 2006), zbiera tłumy dżinistów, a posąg oblewany jest mlekiem, masłem, kurkumą i obsypywany cynobrowym proszkiem.
[...]
Mahawira, podobnie jak Budda, nauczał w Waranasi, gdzie znajdowało się wiele ośrodków duchowym. Być może obaj mędrcy spotkali się tutaj.
[...]
Śravanabelagola, Karnataka — posąg Gomateśwary, pierwszego człowieka, który osiągnął wyzwolenie postulowane przez Mahawirę. Dla dżinistów jest najważniejszym miejsce pielgrzymek, zwłaszcza dla odzianych w powietrze, czyli należących do odłamu digambara. Na granitowe wzgórze prowadzą wykute w granicie schody, a na szczycie znajduje się wysoki na 18 m posąg, którego wykucie w skale trwało tylko 15 lat (978-992). Święto Maha Masthaka Abhisheka, które odbywa się co 12 lat (ostatnie w 2006), zbiera tłumy dżinistów, a posąg oblewany jest mlekiem, masłem, kurkumą i obsypywany cynobrowym proszkiem.
[...]
Mahawira, podobnie jak Budda, nauczał w Waranasi, gdzie znajdowało się wiele ośrodków duchowym. Być może obaj mędrcy spotkali się tutaj.
Dżiniści obchodzą natomiast ustanowienie dharmy przez Mahawirę.
Mahawira, Wielki Mąż, założyciel dżinizmu, był również jednym z nich. Uważał on, że osiągnięcie doskonałości jest możliwe przez całkowite wyrzeczenie się świata materialnego. Wyznawał pełną ahimsę, podkreślając, że „wszystkie żyjące istoty powinny sobie wzajemnie pomagać”. Do dziś jest najbardziej ascetyczną ze wszystkich religii hindu.
Kerala za czasów Asioki (III wiek) była częścią królestwa tamilskiego o nazwie Keralaputra pod panowaniem dynastii Ćertala. Napływający z północy Arjowie integrowali się bez przeszkód z ludnością drawidyjską, rozwijały się religie hindu, nauki Buddy i Mahawiry. Wraz z przybyciem kupców perskich i syryjskich osiedlających się stopniowo na Wybrzeżu Malabarskim, rozprzestrzeniło się chrześcijaństwo św. Tomasza i powstał Kościół syro-malabarski. Istniało wiele kolonii kupców żydowskich, a w VII wieku wraz z kupcami arabskimi przybył islam.
hinduizm zamiast miłość do Ramy lub poddanie się Śiwie, lub wielbienie Kriszny; buddyzm zamiast — nauki Buddy, dżinizm zamiast — nauka Mahawry
Mahomet Babur, moje trasy
Bo, jak powiedział Mahomet, trzy rzeczy dają sercu długie życie: spoglądanie na wodę, zieleń i piękna twarz.Babur, jak się wydaje, cenił sobie wyżej piękną twarz męską, zwłaszcza że kobieca była ukryta pod czardafem. Nie unikał alkoholu ani opium. Pozostał pełnym sprzeczności wzorem dla wszystkich mogolskich władców.
Kiedy myślę Indie i czuję zapach trociczek, i widzę oczyma wyobraźni kolorowe sari, i czuję wiatr od morza, to mam na myśli Indie południowe. Wbrew temu, co sądzi większość polskich turystów (daje o sobie znać stereotyp „biednej południowej części świata”) indyjskie stany południa — Kerala, Karnataka i Tamil Nadu — są zamożniejsze niż stany północne. Starożytna cywilizacja drawidyjska, spowinowacona z Egiptem, Sumerem i Mezopotamią zostawiła tu swój niezatarty ślad — to dla tych, którzy lubią w podróżach nutkę etnograficzną. Nie dotarli tu w zamierzchłych czasach Arjowie, wobec czego utrzymały się przedaryjskie kulty religijne i formy organizacji społecznej, nie został, na przykład, całkiem zniesiony matriarchat. W starożytności Wybrzeże Malabarskie bogaciło się na handlu korzennym z Arabami i Rzymem — stąd przywożono barwnik na słynną purpurę antyczną dla senatorskiej togi i jedwab na suknie dla bogatych Rzymianek, przyprawy i olejki eteryczne do produkcji wód perfumowanych. W czasach nowożytnych, kiedy Indie północne były plądrowane przez agresywne plemiona afgańskie, kobiety zabierane do haremów, a siłą obrzezani mężczyźni powtarzali dla ratowania życia pięć filarów wiary Mahometa, Indie południowe nadal wzbogacały się handlem z Wenecją i przeżywały renesans gospodarczy, religijny i kulturowy. Wielcy Mogołowie również nie zdobyli ani centralnie położonego Dekanu, ani południa i nie zdetronizowali żadnej z potężnych hinduskich dynastii władających tymi terenami. Nie zniszczyli — jak w Indiach północnych — hinduskich świątyń i miejsc kultu.
Matka Teresa aszram, Matka Teresa, Polacy wobec Indii, sacrum a profanum, samadhi
O aśramie Matki Teresy w Kalkucie, założonym w latach czterdziestych XX wieku, wiemy wszystko.
Pozwolono zająć jej starą, nieczynną świątynię poświęconą bogini Kali, która symbolizuje Matkę wszechświata, Dawczynię Życia i Śmierci. Była bardzo szczęśliwa, że tam mogła przyjmować nędzarzy, z których wielu umarło na jej rękach jako ludzie kochani. Matka Teresa uważała, że najgorsze jest poczucie bycia niechcianym, niekochanym i że jedynym lekarstwem, które może uleczyć tę nędzę jest nieskończona miłość. W 1952 roku otworzyła pierwszy „Dom dla Umierających Nędzarzy”.
[...]
Matka Teresa codziennie rano oddawała się medytacji, gdyż bez medytacji-modlitwy nie mogłaby utrzymać mocy działania, ani radości, ani zdrowego rozsądku. Uprawiała jogę, przyczyniając się do zaakceptowania nauk jogi w Kościele katolickim jako techniki pozwalającej pogłębić indywidualne doświadczenie religijne i poznać samego siebie.
[...]
O swojej pracy mówiła, że to nie dobroczynność (takie słowo nie istnieje w językach indyjskich), lecz miłość akceptująca, bhakti. Bardzo indyjskie w jej pracy było wyrażanie miłości poprzez dotyk — dotknięcie zbolałego ciała biedaka czy chorego na trąd wymaga od Sióstr niezmierzonych pokładów miłości i pełnej akceptacji, ale też wysokiej świadomości i wiedzy psychologicznej. Całkowite poddanie się woli Boga, bez oceniania i nawet bez rozumienia tego, dlaczego zostało się powołanym, działanie na rzecz drugiego człowieka, przekroczenie własnego Ja oraz ułudy świata wewnętrznego na rzecz realności świata zewnętrznego w całej jego nędzy i brutalności — oto droga Matki Teresy i jej Sióstr.
[...]
Jest rzeczą charakterystyczną, że młoda Matka Teresa (zawsze tak ją nazywano, nawet w młodości) umiejętnie wykorzystała w sensie organizacyjnym całe indyjskie środowisko, w którym zaczęła pracować. Aszram pomagali jej zakładać ludzie ze slumsów, potem nauczyciele i lekarze środowiskowi, najpierw małe organizacje, a następnie wielkie korporacje i zrzeszenia. Dziś na Dom w Kalkucie przychodzą fundusze z całego świata, z Watykanu i z ONZ, od Jimmy Cartera i królowej Elżbiety, fundacja księżnej Diany nie zaprzestała słać pomocy finansowej. Lecz dawniej, kiedy znana była tylko w slumsach w Kalkucie, pieniążki płynęły cienką strużką, uzbierane z maleńkich okrągłych lub kwadratowych paisa — zapomniano już o niezwykłej solidarności indyjskich biedaków! Nawet dziś, w każdym pociągu najwięcej najmniejszych pieniążków ofiarują biedacy biedakom w przedziałach trzeciej i czwartej klasy!
[...]
Śmiem twierdzić, że Matka Teresa nie miałaby żadnych szans na zrealizowanie siebie w Europie… Indie ją powołały i były jej powołaniem, a bogiem prowadzącym, iszta devatą — Jezus. Jej ciało jako dżiwanmukty, wyzwolonej za życia, zostało pochowane (a nie spalone) w grobowcu w Domu w Kalkucie, do którego zmierzają pielgrzymi różnych wyznań i religii. W Indiach na długo przed śmiercią uważano ją za świętą, holy woman. Nikt nie pamięta, że pochodziła z Europy, wszyscy mają ją za hinduskę — tak mocno zintegrowała się z duchowością Indii.
[...]
- Będą, gdy Kościół w Rzymie uzna ich za świętych. Podobnie jak Matka Teresa z Kalkuty zostanie świętą, gdy zakończy się proces najpierw beatyfikacyjny, a następnie kanonizacyjny.
[...]
- Nie rozumiem. Przecież Matka Teresa jest holy.
[...]
- Tak wiem, kto to jest. I wiem, że w Indiach Matka Teresa była od dawna uważana za świętą. Ale u nas Kościół, i papież, i Rzym muszą ją dopiero ogłosić świętą, rozumiesz? Musi być proces.
[...]
- Ja wiem, Kumar. Ale u nas nie wszyscy uważają, że Matka Teresa była świętą.
[...]
Matka Teresa codziennie rano oddawała się medytacji, gdyż bez medytacji-modlitwy nie mogłaby utrzymać mocy działania, ani radości, ani zdrowego rozsądku. Uprawiała jogę, przyczyniając się do zaakceptowania nauk jogi w Kościele katolickim jako techniki pozwalającej pogłębić indywidualne doświadczenie religijne i poznać samego siebie.
[...]
O swojej pracy mówiła, że to nie dobroczynność (takie słowo nie istnieje w językach indyjskich), lecz miłość akceptująca, bhakti. Bardzo indyjskie w jej pracy było wyrażanie miłości poprzez dotyk — dotknięcie zbolałego ciała biedaka czy chorego na trąd wymaga od Sióstr niezmierzonych pokładów miłości i pełnej akceptacji, ale też wysokiej świadomości i wiedzy psychologicznej. Całkowite poddanie się woli Boga, bez oceniania i nawet bez rozumienia tego, dlaczego zostało się powołanym, działanie na rzecz drugiego człowieka, przekroczenie własnego Ja oraz ułudy świata wewnętrznego na rzecz realności świata zewnętrznego w całej jego nędzy i brutalności — oto droga Matki Teresy i jej Sióstr.
[...]
Jest rzeczą charakterystyczną, że młoda Matka Teresa (zawsze tak ją nazywano, nawet w młodości) umiejętnie wykorzystała w sensie organizacyjnym całe indyjskie środowisko, w którym zaczęła pracować. Aszram pomagali jej zakładać ludzie ze slumsów, potem nauczyciele i lekarze środowiskowi, najpierw małe organizacje, a następnie wielkie korporacje i zrzeszenia. Dziś na Dom w Kalkucie przychodzą fundusze z całego świata, z Watykanu i z ONZ, od Jimmy Cartera i królowej Elżbiety, fundacja księżnej Diany nie zaprzestała słać pomocy finansowej. Lecz dawniej, kiedy znana była tylko w slumsach w Kalkucie, pieniążki płynęły cienką strużką, uzbierane z maleńkich okrągłych lub kwadratowych paisa — zapomniano już o niezwykłej solidarności indyjskich biedaków! Nawet dziś, w każdym pociągu najwięcej najmniejszych pieniążków ofiarują biedacy biedakom w przedziałach trzeciej i czwartej klasy!
[...]
Śmiem twierdzić, że Matka Teresa nie miałaby żadnych szans na zrealizowanie siebie w Europie… Indie ją powołały i były jej powołaniem, a bogiem prowadzącym, iszta devatą — Jezus. Jej ciało jako dżiwanmukty, wyzwolonej za życia, zostało pochowane (a nie spalone) w grobowcu w Domu w Kalkucie, do którego zmierzają pielgrzymi różnych wyznań i religii. W Indiach na długo przed śmiercią uważano ją za świętą, holy woman. Nikt nie pamięta, że pochodziła z Europy, wszyscy mają ją za hinduskę — tak mocno zintegrowała się z duchowością Indii.
[...]
- Będą, gdy Kościół w Rzymie uzna ich za świętych. Podobnie jak Matka Teresa z Kalkuty zostanie świętą, gdy zakończy się proces najpierw beatyfikacyjny, a następnie kanonizacyjny.
[...]
- Nie rozumiem. Przecież Matka Teresa jest holy.
[...]
- Tak wiem, kto to jest. I wiem, że w Indiach Matka Teresa była od dawna uważana za świętą. Ale u nas Kościół, i papież, i Rzym muszą ją dopiero ogłosić świętą, rozumiesz? Musi być proces.
[...]
- Ja wiem, Kumar. Ale u nas nie wszyscy uważają, że Matka Teresa była świętą.
Misjonarz Ojciec Marian Żelazek, werbista, (1918-2006), wyjechał do Indii w latach 70. Zaczął pracę misjonarską wśród Adibasów, koczowniczej ludności plemiennej w stanie Orissa, we wschodnich Indiach. W 1975 roku założył w Puri aszram dla chorych na trąd, wzorowany na tradycyjnej instytucji indyjskiej. Trędowaci byli zawsze wyrzucani poza obręb wiosek i skazani na wieczne tułactwo. W tym samym duchu troski o bliźniego-brata, z jakim Matka Teresa pracowała w Kalkucie, Ojciec Żelazek zaopiekował się chorymi, których zebrał aż 600. Pracował do końca swoich dni, zawsze pogodny i oddany sprawie. W 2002 roku z inicjatywy indyjskiego ruchu Maitrei (nie z inicjatywy polskiej) był desygnowany do pokojowej nagrody Nobla (otrzymał ją Jimmy Carter).
[...]
Poza tymi słowy, wszyscy misjonarze na czele z Matką Teresą z Kalkuty byli i są w Indiach kochani, adorowani i uwielbiani, ale nie za akcję nawracania, lecz wyłącznie za dobroć i miłość, jakimi spontanicznie obdarzają ludzi, zarówno biednych jak i bogatych. Miłość i współczucie dla innych są ich racją bycia. Po prostu. Bez żadnej ideologii.
[...]
Poza tymi słowy, wszyscy misjonarze na czele z Matką Teresą z Kalkuty byli i są w Indiach kochani, adorowani i uwielbiani, ale nie za akcję nawracania, lecz wyłącznie za dobroć i miłość, jakimi spontanicznie obdarzają ludzi, zarówno biednych jak i bogatych. Miłość i współczucie dla innych są ich racją bycia. Po prostu. Bez żadnej ideologii.
W Indiach świętość można zobaczyć, dotknąć i przytulić. Matkę Teresę z Kalkuty uważano za świętą już wtedy, gdy była młodą kobietą, od zarania nazywano ją holy woman. Nie przeszkadzało to młodym pielęgniarkom w aszramie krytykować ją i ostro upominać, a nawet nakrzyczeć, gdy za dużo pracowała i za mało jadła. Nie obawiano się jej świętości, ale i nie stawiano na piedestale.
W Kankhal koło Haridwaru, w północnych Indiach, znajduje się samadhi jednej z największych współczesnych indyjskich świętych, Ma Anandy Mayi, przy którym wielbiciele gromadzą się codziennie podczas wieczornej pudży; Samadhi Matki Teresy — na dziedzińcu jej Domu w Kalkucie, odwiedzane przez pielgrzymów wszystkich wyznań i religii; Samadhi Ramany Maharishiego — w aszramie w Tiruvannamalai, gdzie mieszkał i nauczał; Samadhi wielkiego indyjskiego filozofa Śri Aurobindo oraz Matki, jego życiowej siakti, znajduje się na terenie założonego przez nich aszramu w Pondicherry, koło Madras.
Nanak, Guru bakszysz, daty, języki, Sikhowie, warna
Sikhowie, od czasu Guru Nanaka, idąc za przykładem muzułmanów również kładą nacisk na konieczność dzielenia się i wspomagania innych. Przy ich świątyniach, gurdwarach, funkcjonują kuchnie wspólnoty, langar, finansowane z datków, gdzie ubogi i bogaty, uczony i ignorant, książę i biedak otrzymują taki sam posiłek, siedząc razem w jednym rzędzie — na znak całkowitej równości. Zakładane przez sikhów centra misyjne, przeznaczone do przyjmowania i dystrybucji jałmużny i darów nazywają się wprost „bakszysz”.
żyje w Pendżabie Guru Nanak, założyciel sikhizmu
Pendżabi posługuje się około 100 mln mieszkańców Pendżabu. Wyłoniony z jednego ze średnioindyjskich prakrytów, z zapisem w alfabecie gurmukhi, posiada od XVI wieku bardzo oryginalną literaturę. Pierwsze teksty, pisane w uproszczonym dialekcie, to hagiografie Guru Nanaka, złożone z krótkich ludowych anegdot, mających formę pytań i odpowiedzi.
Ich historia nierozerwalnie związana jest z Guru Nanakiem, który zebrał w jednolity naród wiele grup i plemion etnicznych o rozmaitych rasach, wyznawców różnych odłamów hindu, osiedlających się w północnych Indiach na przestrzeni wieków. Tę barwną mozaikę etniczną nazwał Sikhami, uczniami. Tożsamość nowego narodu wzmocnił specyficzną religią, jeszcze bardziej wyróżniającą ich od pozostałych grup ludności.
[...]
Guru Nanak urodził się w 1469 roku, w małej wiosce koło Lahore. Od najmłodszych lat nie akceptował rytuałów, dogmatów i zabobonów, na których opierały się wszystkie ówczesne religie. Całe życie nauczał tolerancji i wiary w jednego, bezosobowego Boga, wspólnego wszystkim religiom. Dużo podróżował, był w Tybecie i w Mekce. Zmarł w 1539 roku. Życie tego człowieka i dziewięciu guru, jego następców, stanowi wspaniały przykład połączenia życia duchowego i aktywnej działalności świeckiej.
[...]
W zasadzie od razu po wyodrębnieniu swej tożsamości, już w siedemnastym wieku, Sikhowie byli uciskani i prześladowani przez cesarzy mogolskich, ponosząc wielkie ofiary dla ochrony i zachowania swej wiary oraz odrębności narodowej. Paradoks polegał na tym, że ich religia była znacznie bliższa islamowi (instynkt samozachowawczy i przemyślność polityczna Guru Nanaka) niż jakakolwiek inna religia hindu, a mimo to muzułmanie traktowali ich jak innowierców, żądając płacenia podatku wyznaniowego (dżizja), co powodowało wieczne zatargi i niesnaski. Jedynie Akbar rozumiał intencje i aspiracje Sikhów, a także wyczuwał ich wzrastającą siłę, napierającą jak burza — otrzymali tedy firman nadający im ziemię wokół Amritsaru, który do dziś jest podstawą do roszczeń terytorialnych wciąż śnionego, autonomicznego państwa. Notorycznie odmawiali poddania się cesarstwu Wielkich Mogołów, zaciekle bronili przed hinduskimi radżami. Zawsze walczyli o swoją suwerenność.
[...]
Guru Nanak urodził się w 1469 roku, w małej wiosce koło Lahore. Od najmłodszych lat nie akceptował rytuałów, dogmatów i zabobonów, na których opierały się wszystkie ówczesne religie. Całe życie nauczał tolerancji i wiary w jednego, bezosobowego Boga, wspólnego wszystkim religiom. Dużo podróżował, był w Tybecie i w Mekce. Zmarł w 1539 roku. Życie tego człowieka i dziewięciu guru, jego następców, stanowi wspaniały przykład połączenia życia duchowego i aktywnej działalności świeckiej.
[...]
W zasadzie od razu po wyodrębnieniu swej tożsamości, już w siedemnastym wieku, Sikhowie byli uciskani i prześladowani przez cesarzy mogolskich, ponosząc wielkie ofiary dla ochrony i zachowania swej wiary oraz odrębności narodowej. Paradoks polegał na tym, że ich religia była znacznie bliższa islamowi (instynkt samozachowawczy i przemyślność polityczna Guru Nanaka) niż jakakolwiek inna religia hindu, a mimo to muzułmanie traktowali ich jak innowierców, żądając płacenia podatku wyznaniowego (dżizja), co powodowało wieczne zatargi i niesnaski. Jedynie Akbar rozumiał intencje i aspiracje Sikhów, a także wyczuwał ich wzrastającą siłę, napierającą jak burza — otrzymali tedy firman nadający im ziemię wokół Amritsaru, który do dziś jest podstawą do roszczeń terytorialnych wciąż śnionego, autonomicznego państwa. Notorycznie odmawiali poddania się cesarstwu Wielkich Mogołów, zaciekle bronili przed hinduskimi radżami. Zawsze walczyli o swoją suwerenność.
Były epoki (czasy powedyjskie), kiedy bramini rządzili niepodzielnie wieśniakami i zbijali fortuny na składaniu ofiar całopalnych. Były takie czasy (za życia Buddy), kiedy rządzili ksiatrijowie, którzy zdobywali nowe terytoria i budowali nowe państwa. Ksiatrijowie prawie zawsze wywodzili się z wieśniaków — uzyskawszy przewagę ekonomiczną dzięki dobrej ekonomii, zbroili się, a następnie uzyskiwali wsparcie ideologiczno-astrologiczne braminów i po otrzymaniu świętego znaku tilak, tworzyli dynastie, które panowały aż do wygaśnięcia. Gdy cała dżati brała za broń, wtedy wszyscy stawali się wojownikami-ksiatrijami (Sikhowie z Pendżabu pod egidą Guru Nanaka). W czasach nowożytnych, od 1527 roku, kiedy Indie dostały się pod jarzmo Wielkich Mogołów, rola braminów znacznie zmalała i stali się oni bardziej nauczycielami w konspiracji, dzięki którym hindusi nie zapomnieli o własnej tożsamości. Za czasów angielskich bramini jako urzędnicy brali odpowiedzialność za losy radżu brytyjskiego, ale także za przetrwanie starożytnych Indii. System warn miał w czasach kolonialnych wszelkie możliwe warunki, by raz na zawsze upaść. Jednak przetrwał i uratował hinduską tożsamość.
Nisargadatta Maharaj joga, Kabir, Nisargadatta Maharaj, Polacy wobec Indii, przekaz ustny — przypowieści
Nisargadatta Maharaj mówi, że: Najgłębszą istotę jogi stanowi ciągłe podnoszenie poziomu świadomości, odkrywanie nowych wymiarów z ich cechami, wartościami i mocami. W tym sensie cały wszechświat staje się szkołą jogi (Yogaksetra)Cały świat jest polem działania jogi — Jogaksetra to Pole Wszechświata.
Siła jego poetyckiej ekspresji była tak wielka, że mimo względnej tolerancji słowa, jaka panowała w XV wieku w północnych Indiach, kazano mu opuścić Benares i ostatnie dwadzieścia lat swojego życia spędził na tułaczce jako wędrowny pieśniarz. Śpiewał o wolności i godności, o tym, że nie można zmienić społeczeństwa, zanim ludzie nie zmienią siebie. Mówią o tym wszyscy indyjscy nauczyciele i guru jak Indie długie, szerokie i stare, od początków tej cywilizacji, od Buddy i Patańdżalego, Śiankaraczarję i Ramakrishnę aż do Nisargadatty Maharaja i Mahatmy Gandhiego.
Urodził się w 1897 roku w Bombaju. Jego ojciec pracował na służbie u kupca, a następnie nabył kawałek ziemi pod uprawę roli w okolicach Bombaju. Zaprzyjaźnił się z wykształconym braminem i prowadził z nim wnikliwe rozmowy duchowe, którym syn przysłuchiwał się z niezwykłym jak na swój młody wiek zainteresowaniem. Po śmierci ojca, musiał wyjechać do miasta do pracy. Osiedlił się w biednej dzielnicy Bombaju, zarabiając na życie sprzedażą papierosów bidi. Ożenił się, miał jednego syna i trzy córki. Prowadził zwyczajne życie.
[...]
Jednak trawił go wciąż niezaspokojony głód poszukiwań duchowych. W wieku 37 lat spotkał guru, a trzyletnia sadhana nad pytaniem Kim jestem? dała spełnienie duchowe. Przyjął imię Nisargadatta od nisarga = spontaniczny, wrodzony oraz datta = obecność. Chciał porzucić rodzinę i prowadzić życie wyrzeczeńca w Himalajach, ale uczeń jego mistrza przekonał go, że życie całkowicie oderwane od świata nie będzie dla niego dobrą drogą. Wrócił więc do Bombaju, do rodziny i urządził sobie pokój do medytacji nad sklepem prowadzonym przez syna. Nie odwiedzał świątyń, nie spotykał świętych. Ludzie szybko zaczęli zbierali się wokół sklepu, przyciągani mądrością i szczególnym darem wymowy Nisargadatty. W latach siedemdziesiątych zaczęli też przybywać spragnieni duchowości ludzie Zachodu. Zadawali pytania, a mistrz odpowiadał.
[...]
Gdy Maurycy Frydman spotkał go po raz pierwszy, wiedział od razu, że jest to mistrz wyjątkowy i dlatego podjął się trudnej sztuki tłumaczenia słuchaczom wypowiedzi mędrca z języka marathi na angielski. Następnie zaczął nagrywać rozmowy na taśmę magnetofonową, a wkrótce nagrania te stały się zaczynem licznych późniejszych opracowań mądrości Maharaja. Rozmowy były nagrywane i zapisywane również po śmierci Maurycego Frydmana. W 1980 roku Mistrz zachorował na raka gardła, ale nadal prowadził rozmowy z wszystkimi potrzebującymi ukojenia duchowego. Opuścił ciało w 1981 roku. Był trzecim, po Ramanie Maharishim i Jiddu Krishnamurtim, wielkim mędrcem hinduskim dwudziestego wieku; podobnie jak oni podążał drogą wedanty.
[...]
Nie można „streścić” nauki Nisargadatta Maharaja, gdyż to, co przekazywał wypływało z jego wewnętrznego doświadczenia. Opowiadał o swoim niepowtarzalnym dochodzeniu do prawdy i nauczał jak zmierzać do własnej. Lecz siedzieć u stóp mistrza to nie to samo, co czytać relacje ze spotkań z nim. Nauki zapisane na papierze są naukami martwymi.
[...]
Kilka cytatów z książki Nisargadatta Maharaj Spotkania z mędrcem, Pracownia Arkadia, Bielsko-Biała 2007.
[...]
Jednak trawił go wciąż niezaspokojony głód poszukiwań duchowych. W wieku 37 lat spotkał guru, a trzyletnia sadhana nad pytaniem Kim jestem? dała spełnienie duchowe. Przyjął imię Nisargadatta od nisarga = spontaniczny, wrodzony oraz datta = obecność. Chciał porzucić rodzinę i prowadzić życie wyrzeczeńca w Himalajach, ale uczeń jego mistrza przekonał go, że życie całkowicie oderwane od świata nie będzie dla niego dobrą drogą. Wrócił więc do Bombaju, do rodziny i urządził sobie pokój do medytacji nad sklepem prowadzonym przez syna. Nie odwiedzał świątyń, nie spotykał świętych. Ludzie szybko zaczęli zbierali się wokół sklepu, przyciągani mądrością i szczególnym darem wymowy Nisargadatty. W latach siedemdziesiątych zaczęli też przybywać spragnieni duchowości ludzie Zachodu. Zadawali pytania, a mistrz odpowiadał.
[...]
Gdy Maurycy Frydman spotkał go po raz pierwszy, wiedział od razu, że jest to mistrz wyjątkowy i dlatego podjął się trudnej sztuki tłumaczenia słuchaczom wypowiedzi mędrca z języka marathi na angielski. Następnie zaczął nagrywać rozmowy na taśmę magnetofonową, a wkrótce nagrania te stały się zaczynem licznych późniejszych opracowań mądrości Maharaja. Rozmowy były nagrywane i zapisywane również po śmierci Maurycego Frydmana. W 1980 roku Mistrz zachorował na raka gardła, ale nadal prowadził rozmowy z wszystkimi potrzebującymi ukojenia duchowego. Opuścił ciało w 1981 roku. Był trzecim, po Ramanie Maharishim i Jiddu Krishnamurtim, wielkim mędrcem hinduskim dwudziestego wieku; podobnie jak oni podążał drogą wedanty.
[...]
Nie można „streścić” nauki Nisargadatta Maharaja, gdyż to, co przekazywał wypływało z jego wewnętrznego doświadczenia. Opowiadał o swoim niepowtarzalnym dochodzeniu do prawdy i nauczał jak zmierzać do własnej. Lecz siedzieć u stóp mistrza to nie to samo, co czytać relacje ze spotkań z nim. Nauki zapisane na papierze są naukami martwymi.
[...]
Kilka cytatów z książki Nisargadatta Maharaj Spotkania z mędrcem, Pracownia Arkadia, Bielsko-Biała 2007.
O Wandzie Dynowskiej-Umadevi (1888-1971) piękny i wyczerpujący artykuł napisał Kazimierz Tokarski, odsyłam do tej internetowej publikacji. Wanda Dynowska wyjechała do Indii w 1935 roku i została tam aż do śmierci, ostatnie dziesięć lat życia poświęcając sprawie tybetańskiej. Organizowała ochronki i szkoły dla tybetańskich dzieci, uciekających z ojczyzny po agresji Chin na Tybet. Poznała w swoim barwnym życiu wielu znakomitych mistrzów duchowych — Annie Besant, Jiddu Krishnamurtiego, Śri Aurobindo, Śri Ramanę Maharishiego, Nisargadattę Maharaja, wielokrotnie rozmawiała z Mahatmą Gandhim. Przyjaźniła się z Dalajlamą i Karolem Wojtyłłą. Uczyła, także samych Indusów, dostrzegać wielkość Indii. Wraz z Maurycym Frydmanem założyła Bibliotekę Indyjsko-Polską (która wciąż nie doczekała się w Polsce naukowego opracowania). Nazwano ją Wielką Ambasadorką kultury indyjskiej dla Polaków (ale Polacy wciąż nie znają ani jej życia, ani dorobku). Sama o sobie powiedziała: Jedyną dla mnie drogą, od której nie odstąpię nigdy, jest służenie Mistrzom i praca.
[...]
Maurycy Frydman, (1901-1976), którego losy zagnały do Indii z powodu zawieruchy wojennej, był postacią może mniej barwną, ale nie mniej zasługującą na naszą wdzięczną pamięć. Poza pracą na rzecz Biblioteki Polsko-Indyjskiej i długoletnią braterską przyjaźnią z Umadevi, dokonał bardzo ważnego dzieła, a mianowicie nagrał na taśmy magnetofonowe, a następnie przetłumaczył z języka marathi na angielski i opracował rozmowy z Mistrzem Nisargadattą Maharaj.
[...]
Maurycy Frydman, (1901-1976), którego losy zagnały do Indii z powodu zawieruchy wojennej, był postacią może mniej barwną, ale nie mniej zasługującą na naszą wdzięczną pamięć. Poza pracą na rzecz Biblioteki Polsko-Indyjskiej i długoletnią braterską przyjaźnią z Umadevi, dokonał bardzo ważnego dzieła, a mianowicie nagrał na taśmy magnetofonowe, a następnie przetłumaczył z języka marathi na angielski i opracował rozmowy z Mistrzem Nisargadattą Maharaj.
Oczywiście, zawsze spisywano słowa wielkich mistrzów, by zachować je dla potomności, dziś — nagrywa się je na taśmę magnetofonową (Nisargadatta Maharaj), a publiczne wystąpienia guru rejestruje się na taśmie filmowej. Jednak nadal w Indiach „siedzieć u stóp” mistrza i słuchać jego słów, to nie to samo, co czytać martwy tekst.
Padmasambhawa padma, Stany Książęce Indii
Wielu mędrców i mistyków indyjskich lub tybetańskich, a także liczni władcy wprowadzali słowo padme do swego imienia; najbardziej znanym jest hinduski nauczyciel Padmasambhawa, który wprowadził do Tybetu nauki Buddy i został tam nazwany Guru Rinpocze.
Kaszmir był od VII wieku bogatym, niezależnym księstwem indyjskim, obejmującym ogromne terytoria zamieszkałe przez spokojne i pokojowo nastawione ludy pod wodzą dowódców plemiennych. Stopniowo przechodziły one pod wpływ nauk Buddy. Zbudowano liczne klasztory, a nauki mnichów i nauczycieli rozprzestrzeniały się w całych Indiach północnych. Stąd wyruszył do Tybetu wielki Padmasambhawa, który nauczał tantry i przełożył na język tybetański kanon pism buddyjskich zapisany w sanskrycie. Dla Tybetańczyków stał się drugim Buddą.
Patańdżali joga, Kabir, Kamasutra
Klasyczną definicję jogi sformułował Patańdżali, wielki filozof i gramatyk sanskrytu żyjący w II wieku p.n.e., autor traktatu Jogasutra: joga powściągnięciem zjawisk świadomościEuropa poznała Jogasutry dzięki tłumaczeniu Schopenhauera, Aphorismes de Patanjali.
[...]
Jedynym i ostatecznym celem jogi jest wyzwolenie od ego i uzyskanie stanu samadhi. Temu celowi służą odpowiednio dobrane postawy ciała, asany, pozwalające przepalić, to znaczy przepracować wszelkie skrępowania ciała i umysłu. Ćwiczenia oddechowe pranajamy wprowadzają na wyższy poziom świadomości. Joga jest par excellence sztuką medytacji, roztopieniem się w ciszy pustki własnego umysłu. Patańdżali mówi o świadomości gładkiej jak tafla jeziora niezmąconego powiewem wiatru — tylko wtedy świat odbija się taki, jaki jest.
[...]
Jedynym i ostatecznym celem jogi jest wyzwolenie od ego i uzyskanie stanu samadhi. Temu celowi służą odpowiednio dobrane postawy ciała, asany, pozwalające przepalić, to znaczy przepracować wszelkie skrępowania ciała i umysłu. Ćwiczenia oddechowe pranajamy wprowadzają na wyższy poziom świadomości. Joga jest par excellence sztuką medytacji, roztopieniem się w ciszy pustki własnego umysłu. Patańdżali mówi o świadomości gładkiej jak tafla jeziora niezmąconego powiewem wiatru — tylko wtedy świat odbija się taki, jaki jest.
Siła jego poetyckiej ekspresji była tak wielka, że mimo względnej tolerancji słowa, jaka panowała w XV wieku w północnych Indiach, kazano mu opuścić Benares i ostatnie dwadzieścia lat swojego życia spędził na tułaczce jako wędrowny pieśniarz. Śpiewał o wolności i godności, o tym, że nie można zmienić społeczeństwa, zanim ludzie nie zmienią siebie. Mówią o tym wszyscy indyjscy nauczyciele i guru jak Indie długie, szerokie i stare, od początków tej cywilizacji, od Buddy i Patańdżalego, Śiankaraczarję i Ramakrishnę aż do Nisargadatty Maharaja i Mahatmy Gandhiego.
Najbardziej znanymi sutrami są nauki Buddy, objaśniające rozmaite techniki pracy z umysłem. Inną ważną sutrą jest Jogasutra, klasyczny traktat o technikach jogi, autorstwa Patańdżalego.
Prabhupada, Swami aszram, bhakti
ISKCON — International Society of Krishna Consciousness, Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kriszny założone przez Swami Prabhupada w 1965 roku w San Francisco, nazywane niekiedy ruchem Hare Kriszna, zrzesza dziś w świecie miliony wyznawców i prowadzi konkretne akcje charytatywne (dożywianie głodujących). Mają swój piękny ośrodek i świątynię w Brindaban koło Agry, gdzie według mitologii żył Kriszna.
W czasach nam współczesnych, bhakti wyznacza sposób życia członków ISKCON-u, popularnie zwanego ruchem Hare Kriszna. Założony w 1969 roku w San Francisco przez Swami Prabhupadę International Society of Krishna Conscious (Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kriszny) działa dziś na sześciu kontynentach, ma ponad milion zwolenników i około 350 świątyń. Prowadzi działalność charytatywną Food for Life, w ramach której serwuje się wegetariański posiłek ludziom głodującym.
[...]
Prabhupada głosił całkowite oddanie się Krisznie poprzez taniec i śpiewanie hymnów na jego cześć, propagował zakaz jedzenia mięsa (ahimsa), palenia tytoniu i stosowania używek. Nawoływał do śpiewania wielkiej mantry (mahamantry) Hare Kriszna Hare Kriszna Kriszna Kriszna Hare Hare Hare Rama Hare Rama Rama Rama Hare Hare, która ma moc uwolnienia umysłu od złudzenia. Tylko 10% wyznawców Kriszny mieszka w świątyniach, pozostali — prowadzą normalne życie cywilne. W Polsce jest ich około 12 tysięcy. Niektórzy uważają ten ruch za sektę, ale odwołanie się do liczącej pięć tysięcy lat kultury współczucia, miłosierdzia, szacunku dla każdego żyjącego stworzenia i bezgranicznej miłości do Boga, niweczy sekciarskie poszlaki, a sam ruch zasługuje raczej na uwagę niż na pogardę…
[...]
Prabhupada głosił całkowite oddanie się Krisznie poprzez taniec i śpiewanie hymnów na jego cześć, propagował zakaz jedzenia mięsa (ahimsa), palenia tytoniu i stosowania używek. Nawoływał do śpiewania wielkiej mantry (mahamantry) Hare Kriszna Hare Kriszna Kriszna Kriszna Hare Hare Hare Rama Hare Rama Rama Rama Hare Hare, która ma moc uwolnienia umysłu od złudzenia. Tylko 10% wyznawców Kriszny mieszka w świątyniach, pozostali — prowadzą normalne życie cywilne. W Polsce jest ich około 12 tysięcy. Niektórzy uważają ten ruch za sektę, ale odwołanie się do liczącej pięć tysięcy lat kultury współczucia, miłosierdzia, szacunku dla każdego żyjącego stworzenia i bezgranicznej miłości do Boga, niweczy sekciarskie poszlaki, a sam ruch zasługuje raczej na uwagę niż na pogardę…
Ramakrishna Kabir
Siła jego poetyckiej ekspresji była tak wielka, że mimo względnej tolerancji słowa, jaka panowała w XV wieku w północnych Indiach, kazano mu opuścić Benares i ostatnie dwadzieścia lat swojego życia spędził na tułaczce jako wędrowny pieśniarz. Śpiewał o wolności i godności, o tym, że nie można zmienić społeczeństwa, zanim ludzie nie zmienią siebie. Mówią o tym wszyscy indyjscy nauczyciele i guru jak Indie długie, szerokie i stare, od początków tej cywilizacji, od Buddy i Patańdżalego, Śiankaraczarję i Ramakrishnę aż do Nisargadatty Maharaja i Mahatmy Gandhiego.
Ramakrishna Paramahamsa aszram, awatara, Devi, Durga, Kali i inne boginie, hindu, Jezus z Nazaretu, Ma Amritananda Mayi, nirwana, o strachu, przekaz ustny — przypowieści, przewodnik czy pilot, Ramana Maharishi, Romain Rolland, wedanta, Wiwekananda
Ramakrishna Mission, założona przez Wiwekanandę w 1897 w Belur pod Kalkutą, budowała i prowadziła szkoły, biblioteki, sierocińce, szpitale. Misje nie szerzyły i nie szerzą żadnej religii, ich celem jest poznanie nauk Ramakrishny, wybitnego bengalskiego mędrca.
Prawie wszystkie bóstwa braministyczne mają swoje awatary, a w szerszym znaczeniu — każdy wielki mędrzec jest awatarą, zstąpieniem boskości ku pomocy ludziom, jak Ramakrishna Paramahamsa czy Paramahamsa Jogananda.
Kult bogini Kali przetrwał w najsilniejszej formie w Bengalu, gdzie każda wioska ma swoją kalibari, przybytek bogini. Jej wielkim poddanym był Ramakrishna, mistyk bengalski z XIX wieku, który przywrócił w Indiach czysty kult tej bogini. Świątynia Dakshineswar w północnej Kalkucie stała się najważniejszym miejscem kultu. Anglicy kolonizujący w tym czasie Kalkutę myśleli, iż owa intensywność oddawania kultu bogini jest typowa dla całych Indii — miasto było zbudowane na ziemi Kali (Kali-kshetra), nad brzegiem Gangi i nazywało się Kalighat. Ale to Ramakrishna i jego uczeń Wiwekananda przyciągnęli żarem oddania innych mieszkańców nowego miasta. W walce o niepodległość Indii, Kali zyskała nową symbolikę — jako personifikacja Bengalu pomogła wystąpić w ataku frontalnym przeciw Anglikom, a walka ta rozpoczęła się właśnie w Kalkucie.
Tak więc, gdy mieszkaniec Indii mówi nam dzisiaj, że jest hindu, to nigdy nie mamy pewności czy ma on na myśli cywilizację czy swoją religię. Hinduska tożsamość obejmuje przede wszystkim miejsce zamieszkania, następnie cywilizację, światopogląd i mentalność, a także religię (ale niekoniecznie). Trzeba podkreślić z wielkim naciskiem, że podobnie jak nauki Buddy (tak zwany buddyzm) obejmują filozofię, religię i psychologię oraz stosowne rytuały, tak hinduizm obejmuje powyższe dyscypliny oraz inne, niezwykle różnorodne dziedziny życia, myślenia i działania ludzkiego, jak choćby jogę, wedyzm, braminizm, ajurwedę, kamasutrę, wegetarianizm oraz indywidualne nauki mędrców (Ramakrishny, Wiwekanandy, Joganandy, Sai Baby) mówiące o zjednoczeniu człowieka z Absolutem, z Jednią, z Nieokreślonym, z TYM.
[...]
W hindu nie ma panteonu bogów o strukturze hierarchicznej zależności. Nie ma Boga najwyższego, który sprawowałby władzę nad innymi. Bogowie nie dzierżą zresztą żadnej władzy. Nawet najwyżsi, są tylko aspektami Rzeczywistości, częścią tej Rzeczywistości, która jako całość pozostaje niepoznawalna. Cząstkowość, niepełność boga, ale nie jego ułomność, wyrażona jest poprzez koncepcję awatary, całkowitego zstąpienia boga na ziemię tu i teraz pod jakąś konkretną postacią. Ramakrishna powiedział: awatara to ten, który daje zbawienie. Za każdym razem, kiedy objawia się szczególna moc Boskości, następuje wcielenie. A jeśli komuś trudno było zrozumieć ideę wcielenia, mówił: wystarczy wierzyć, że Boskie istnieje, i że cały wszechświat i wszystkie istoty są jego objawieniem.
[...]
L’enseignement de Ramakrishna, chapitre XVI, 1036-1048.
[...]
W hindu nie ma panteonu bogów o strukturze hierarchicznej zależności. Nie ma Boga najwyższego, który sprawowałby władzę nad innymi. Bogowie nie dzierżą zresztą żadnej władzy. Nawet najwyżsi, są tylko aspektami Rzeczywistości, częścią tej Rzeczywistości, która jako całość pozostaje niepoznawalna. Cząstkowość, niepełność boga, ale nie jego ułomność, wyrażona jest poprzez koncepcję awatary, całkowitego zstąpienia boga na ziemię tu i teraz pod jakąś konkretną postacią. Ramakrishna powiedział: awatara to ten, który daje zbawienie. Za każdym razem, kiedy objawia się szczególna moc Boskości, następuje wcielenie. A jeśli komuś trudno było zrozumieć ideę wcielenia, mówił: wystarczy wierzyć, że Boskie istnieje, i że cały wszechświat i wszystkie istoty są jego objawieniem.
[...]
L’enseignement de Ramakrishna, chapitre XVI, 1036-1048.
Każdy wielki nauczyciel ma moc powoływania uczniów. Ma Ananda Mayi, Ma Amritananda Mayi powołały uczniów podobnie jak żyjący w XIX wieku mistyk bengalski Ramakrishna, który oddał się swoim uczniom i był dla nich wzorem wszelkich cnót.
[...]
Niektórzy hinduscy święci biorą na siebie karmę swoich uczniów, tak jak zrobili to Ramakrishna i Ramana Maharishi.
[...]
Niektórzy hinduscy święci biorą na siebie karmę swoich uczniów, tak jak zrobili to Ramakrishna i Ramana Maharishi.
Jej sadhaną jest bhakti joga; cechuje ją niezwykłe oddanie i miłość do uczniów i wszystkich, którzy odwiedzają jej aszram i przybywają na spotkania w świecie; osobowością przypomina Ramakrishnę. Większą część czasu spędza w Kerali, w południowych Indiach, prowadząc aszram i przyjmując fanów (a fan znaczy miłośnik). Od 1987 roku podróżuje po świecie i w ciągu 20 lat odwiedziła prawie wszystkie kraje Azji, większość krajów Europy i wielokrotnie — Stany Zjednoczone. Bierze aktywny udział w ważnych spotkaniach międzynarodowych dotyczących dialogu między religiami i pokoju na świecie.
Ramakrishna mówił, że wyzwolony jest jak solna laleczka, która po śmierci wrzucona do oceanu rozpływa się w nim (a ocean to symbol Wielkiej Matki).
Komentarz Ramakrishny:
Wielu mistrzów, jeszcze w XIX wieku, było niepiśmiennych i nazywano ich „analfabetami”… To wielkie nieporozumienie. Niepiśmienny był Kabir, poeta mistyk, który śpiewał swe pieśni w zrozumiałym języku lokalnym. Niepiśmienny był Akbar, cesarz Wielkich Mogołów, przyjmujący od hinduskich guru nauczanie przekazywane ustnie. Niepiśmienny był Ramakrishna, mistyk bengalski, którego nauk słuchali z zapartym tchem intelektualiści. Ze współczesnych — Phoolan Devi, parlamentarzystka, bojowniczka o prawa kobiet. Jeśli nie umieli pisać, to nie znaczy, że byli analfabetami.
Gajd lokalny w dalekim kraju nie zna słowa polonicum, nie ma pojęcia o związkach tegoż kraju z Polską, nie wie, ile my o nim wiemy i dlaczego tak mało. Nie wie, skąd wiemy tak dużo o Indirze Gandhi, a kompletnie nic — o Ramakrishnie. Nie rozumie, dlaczego my uważamy, że system warn jest zły, a demokracja wspaniała.
Niewątpliwie najbardziej znany guru XX wieku — jego wpływ wykroczył znacznie poza mistykę indyjską, oddziałując na rozwój duchowości Europy i Stanów Zjednoczonych. Jego szczególna droga, sadhana, polegała na nieustannym stawianiu pytania „Kim jestem?” i odrzucaniu wszelkich werbalnych i niewerbalnych odpowiedzi pojawiających się na ekranie umysłu. Kontynuował mistyczną tradycję Ramakrishny i jego rozumienie wedanty.
La vie de Ramakrishna, biografia mistyka żyjącego w Bengalu w XIX wieku, napisana przez francuskiego Pisarza, była moją pierwszą książką na temat Indii. Czytałam ją na wakacjach roku 1978, kiedy było zimno, szaro i padał deszcz. Ale ja miałam wypieki na twarzy i po raz pierwszy w życiu poczułam palące słońce Indii. Z kart opowieści bił jakiś magiczny żar, jakiego nigdy wcześniej nie doznałam przy żadnej lekturze. Niewiele wtedy rozumiałam, ale ta roztaczająca się wokół mnie magia słów i prawda bijąca od niezwykłej osoby Hindusa, pozwoliła mi unieść wzrok ku przestrzeni ducha. Także po raz pierwszy w życiu. I nie o zrozumienie wtedy chodziło, lecz o przekroczenie granicy między znanym i nieznanym, o błahe drgnięcie świadomości pragnącej czegoś wyższego, jeszcze ukrytego i niewysłowionego. Postać Ramakrishny jest ucieleśnieniem tego „czegoś”, a Pisarz zdołał opowiedzieć o nim z takim zachwytem, że bez wahania podążyłam za „tym”.
Wedantę przywrócił współczesnym Indiom mistyk z Bengalu Ramakrishna Paramahamsa, a jego uczeń Wiwekananda przejął i objaśniał jej znaczenie. Sri Aurobindo pracował nad świętymi tekstami wiele lat i dał własną, nową interpretację (streszczoną w: Le Veda et la destinee humaine, Satprem, Institut de Recherches Evolutives, Paris 1992). Również wielki mistyk czasów współczesnych, Ramana Maharishi (1879-1950), porównywany czasem do św. Jana od Krzyża, nauczał wedanty. Pod jej wrażeniem pozostawał, choć nie przejął do końca, Mahatma Gandhi. By wymienić tylko niewielu.
Urodził się w Kalkucie w rodzinie starej bengalskiej arystokracji. Gdy jako młody człowiek spotkał wielkiego bengalskiego mistyka Ramakrishnę, porzucił dom i został jego uczniem. Po odejściu ukochanego mistrza, zgodnie z jego zaleceniem, prowadził przez trzy lata życie wędrownego mnicha. Następnie zdobył pełne wykształcenie uniwersyteckie. Odbył czteroletnią podróż do różnych krajów, by zapoznać ludzi z naukami Ramakrishny.
[...]
W 1897 założył w Belur pod Kalkutą Ramakrishna Mission, instytucję, której zadaniem było budowanie szkół, bibliotek, sierocińców, szpitali i opieka nad wychowankami. Misje nie szerzą żadnej religii, ich celem jest: z hindusa uczynić lepszego hindusa, z chrześcijanina — lepszego chrześcijanina, dzięki zrozumieniu nauk Ramakrishny.
[...]
W 1897 założył w Belur pod Kalkutą Ramakrishna Mission, instytucję, której zadaniem było budowanie szkół, bibliotek, sierocińców, szpitali i opieka nad wychowankami. Misje nie szerzą żadnej religii, ich celem jest: z hindusa uczynić lepszego hindusa, z chrześcijanina — lepszego chrześcijanina, dzięki zrozumieniu nauk Ramakrishny.
Ramana Maharishi aszram, Jezus z Nazaretu, las indyjski, Ma Amritananda Mayi, manas, miejsca sacrum, Nisargadatta Maharaj, Polacy wobec Indii, Ramana Maharishi, riszi, sadhana, samadhi, śri, wedanta, Wedy
Ramana Maharishi mieszkał przez całe życie w grocie u stóp świętej góry Arunaczala i nie chciał jej porzucić, lecz jego uczniowie zbudowali w latach 30-tych XX wieku Ramana Maharishi Ashram, by nadać nauczaniu tego mistyka wymiar bardziej powszechny; mieszkała tam jakiś czas nasza rodaczka Wanda Dynowska.
Niektórzy hinduscy święci biorą na siebie karmę swoich uczniów, tak jak zrobili to Ramakrishna i Ramana Maharishi.
Ale ponieważ w Indiach nic nie umiera całkowicie, a tylko ulega przekształceniu, więc las pozostawał przez setki lat schronieniem dla kolejnych ascetów, riszi i wolnomyślicieli. Był miejscem ucieczki zarówno przed społeczeństwem, jak i przed opresją islamu, gdy ten stawał się zbyt nachalny. Do XIX wieku, za sprawą obecności świętych mężów, las był wciąż dla wieśniaków miejscem świętym oraz teatrum wielu religijnych świąt. Ostatni leśny mędrzec to Ramana Maharishi (1879-1950), żyjący w grocie u stóp góry Arunaczala, w Indiach południowych. Dzisiejsi asceci przenieśli się w trudno dostępne regiony Himalajów, zamieszkali w grotach i wciąż prowadzą życie dalekie od trudów społecznych uzależnień.
Był to zaczyn aszramu, rok 1978. Pierwszymi stałymi mieszkańcami, miłośnikami Ammy byli: młoda Australijka Gayatri, Amerykanin mieszkający wcześniej w aszramie Ramany Maharishiego oraz Balu, pierwszy uczeń, który porzucił rodzinę i przybył do mistrza na całe życie, nie zważając na brak dachu nad głową. Ci pierwsi brahmaczarjowie dzielili z Ammą wszystkie jej problemy rodzinne i nieznośną niechęć ojca. Żyli tylko i wyłącznie z datków i darowizn pielgrzymów przybywających na darśanę Devi bhava do Ammy.
Racjonalizm zachodni opiera się na postulacie Kartezjusza: Myślę więc jestem Ramana Maharishi mówi: Myślenie nie jest prawdziwą naturą człowieka Krishnamurti napisał całą książkę pod tytułem: Myśl jest twoim wrogiem. Właśnie celem praktyki medytacji jest zatrzymanie umysłu automatycznego, po pierwsze dlatego, że jego praca jest próżna i nic nowego nie wnosi; po drugie — pochłania ogromne ilości energii. Ileż energii pozostawałoby ludziom do życia, gdyby przestali zrzędzić! Dotyczy to tak młodych jak i starych, choć ludzie starzy narzekają więcej i bardziej zajadle, tracąc tak cenną w późniejszych latach energię życiową, z której mogliby skorzystać w inny sposób. Niewydatkowanie energii to zachowanie młodości.
Arunaczala, Góra Świętego Płomienia — święta góra w południowych Indiach. Młody Ramana Maharishi był przekonany, że ta góra nie istnieje, że jest mityczną siedzibą bogów, kiedy więc ją zobaczył istniejącą naprawdę, wpadł w ekstatyczny zachwyt. Całe życie medytował w grocie u jej podnóża, a z czasem zaczęli tam przybywać uczniowie. Dziś jest już aszram wzniesiony przez uczniów, a także grobowiec tego wielkiego mistyka.
[...]
Tiruvannamalai — leżąca na południowym szlaku Śiwy świątynia Arunaczaleswara, początkowo poświęcona Surji, posiada najwyższy gopuram w całym Tamil Nadu. Aszram mędrca z południowych Indii, Ramany Maharishi, znajduje się u stóp góry Arunaczala.
[...]
Tiruvannamalai — leżąca na południowym szlaku Śiwy świątynia Arunaczaleswara, początkowo poświęcona Surji, posiada najwyższy gopuram w całym Tamil Nadu. Aszram mędrca z południowych Indii, Ramany Maharishi, znajduje się u stóp góry Arunaczala.
Gdy Maurycy Frydman spotkał go po raz pierwszy, wiedział od razu, że jest to mistrz wyjątkowy i dlatego podjął się trudnej sztuki tłumaczenia słuchaczom wypowiedzi mędrca z języka marathi na angielski. Następnie zaczął nagrywać rozmowy na taśmę magnetofonową, a wkrótce nagrania te stały się zaczynem licznych późniejszych opracowań mądrości Maharaja. Rozmowy były nagrywane i zapisywane również po śmierci Maurycego Frydmana. W 1980 roku Mistrz zachorował na raka gardła, ale nadal prowadził rozmowy z wszystkimi potrzebującymi ukojenia duchowego. Opuścił ciało w 1981 roku. Był trzecim, po Ramanie Maharishim i Jiddu Krishnamurtim, wielkim mędrcem hinduskim dwudziestego wieku; podobnie jak oni podążał drogą wedanty.
O Wandzie Dynowskiej-Umadevi (1888-1971) piękny i wyczerpujący artykuł napisał Kazimierz Tokarski, odsyłam do tej internetowej publikacji. Wanda Dynowska wyjechała do Indii w 1935 roku i została tam aż do śmierci, ostatnie dziesięć lat życia poświęcając sprawie tybetańskiej. Organizowała ochronki i szkoły dla tybetańskich dzieci, uciekających z ojczyzny po agresji Chin na Tybet. Poznała w swoim barwnym życiu wielu znakomitych mistrzów duchowych — Annie Besant, Jiddu Krishnamurtiego, Śri Aurobindo, Śri Ramanę Maharishiego, Nisargadattę Maharaja, wielokrotnie rozmawiała z Mahatmą Gandhim. Przyjaźniła się z Dalajlamą i Karolem Wojtyłłą. Uczyła, także samych Indusów, dostrzegać wielkość Indii. Wraz z Maurycym Frydmanem założyła Bibliotekę Indyjsko-Polską (która wciąż nie doczekała się w Polsce naukowego opracowania). Nazwano ją Wielką Ambasadorką kultury indyjskiej dla Polaków (ale Polacy wciąż nie znają ani jej życia, ani dorobku). Sama o sobie powiedziała: Jedyną dla mnie drogą, od której nie odstąpię nigdy, jest służenie Mistrzom i praca.
Jego pełne imię brzmiało Bhagavan Śri Ramana Maharishi. To uczniowie nazywali go Bhagavan, boski, Błogosławiony.
[...]
Powszechnie nazywano go Maharishi, Wielki Riszi, Wielki Mędrzec.
[...]
Powszechnie nazywano go Maharishi, Wielki Riszi, Wielki Mędrzec.
Największym współczesnym mędrcem, a zarazem ucieleśnieniem mitycznego wzorca riszi był Ramana Maharishi (1879-1950), żyjący w południowych Indiach. Jego sadhaną było słynne pytanie: „Kim jestem?” i odrzucanie wszelkich pojawiających się na ekranie umysłu odpowiedzi jako a priori fałszywych. Był jednym z największych współczesnych tłumaczy Wedanty.
Sadhaną Ramany Maharishiego było nieustanne pytanie — Kim jestem? — i systematyczne odrzucanie pojawiających się na ekranie umysłu różnorakich odpowiedzi.
W Kankhal koło Haridwaru, w północnych Indiach, znajduje się samadhi jednej z największych współczesnych indyjskich świętych, Ma Anandy Mayi, przy którym wielbiciele gromadzą się codziennie podczas wieczornej pudży; Samadhi Matki Teresy — na dziedzińcu jej Domu w Kalkucie, odwiedzane przez pielgrzymów wszystkich wyznań i religii; Samadhi Ramany Maharishiego — w aszramie w Tiruvannamalai, gdzie mieszkał i nauczał; Samadhi wielkiego indyjskiego filozofa Śri Aurobindo oraz Matki, jego życiowej siakti, znajduje się na terenie założonego przez nich aszramu w Pondicherry, koło Madras.
We współczesnych Indiach słowo używane dla podkreślenia szacunku, często występujące w samym imieniu jako honorificum ważnych osób: Śri Aurobindo, Śri Ramana Maharishi.
Wedantę przywrócił współczesnym Indiom mistyk z Bengalu Ramakrishna Paramahamsa, a jego uczeń Wiwekananda przejął i objaśniał jej znaczenie. Sri Aurobindo pracował nad świętymi tekstami wiele lat i dał własną, nową interpretację (streszczoną w: Le Veda et la destinee humaine, Satprem, Institut de Recherches Evolutives, Paris 1992). Również wielki mistyk czasów współczesnych, Ramana Maharishi (1879-1950), porównywany czasem do św. Jana od Krzyża, nauczał wedanty. Pod jej wrażeniem pozostawał, choć nie przejął do końca, Mahatma Gandhi. By wymienić tylko niewielu.
Właśnie ten pomysł — cichej pracy nad sobą, bez interwencji bogów (bez łaski), a tylko za ich pomocą, jest najlepszym wyjściem z cierpienia egzystencji (z Kena Wilbera). Ta linia przekazu duchowości wewnętrznej i budowania ołtarzy we własnym sercu zachowała się w Indiach od trzech i pół tysiąca lat, a spadkobiercą nauczania leśnych mędrców był przecież Budda. Współcześnie żyjącym riszi był Ramana Maharishi, mędrzec z Góry Świętego Płomienia. Bramini poszli swoją drogą i zakuli wedyzm w kostyczny rytualizm aż do ostatecznego wygaśnięcia tej linii.
Ram Das, Guru amrita, Sikhowie
Amritsar, najważniejsze miasto sikhów, zostało założone przez Guru Ram Dasa w 1574 roku. Zbudowana w tym samym roku świątynia Har Mandir, pokryta w 1802 roku płytkami złota (masło i złoty kruszec — to materia słońca), a więc Złota Świątynia, jest archetypem gurdwary, modelem dla wszystkich pozostałych, zbudowanych dużo później, aż do czasów nam współczesnych.
Najważniejszym miastem Sikhów jest Amritsar, założone przez Guru Ram Dasa w 1574 roku, gdzie zbudowali oni wspaniałą gurdwarę, Durbar Sahib. Jest to ich świątynia główna i najważniejsza, archetyp wszystkich innych. Budowana przez wiele lat, między innymi dzięki kradzieży budulca z grobowca Dżahangira w Lahore, otrzymała w 1802 roku dach pokryty złotymi płytkami i odtąd popularnie nazywana Złotą Świątynią. Stąd wydawane są świeckie zalecenia dla całej wspólnoty.
Sai Baba, Sri aszram, hindu, maharadżowie, religia rzeki Gangi
Aśramy Sai Baby — zakładane są od 1945 roku; najbardziej znana to aśrama Punie i Puttaparthi koło Bangalore.
Tak więc, gdy mieszkaniec Indii mówi nam dzisiaj, że jest hindu, to nigdy nie mamy pewności czy ma on na myśli cywilizację czy swoją religię. Hinduska tożsamość obejmuje przede wszystkim miejsce zamieszkania, następnie cywilizację, światopogląd i mentalność, a także religię (ale niekoniecznie). Trzeba podkreślić z wielkim naciskiem, że podobnie jak nauki Buddy (tak zwany buddyzm) obejmują filozofię, religię i psychologię oraz stosowne rytuały, tak hinduizm obejmuje powyższe dyscypliny oraz inne, niezwykle różnorodne dziedziny życia, myślenia i działania ludzkiego, jak choćby jogę, wedyzm, braminizm, ajurwedę, kamasutrę, wegetarianizm oraz indywidualne nauki mędrców (Ramakrishny, Wiwekanandy, Joganandy, Sai Baby) mówiące o zjednoczeniu człowieka z Absolutem, z Jednią, z Nieokreślonym, z TYM.
[...]
Wedy nie są, jak sądzą niektórzy, pismem świętym religii hindu, określającymi kanon lub dogmat obowiązujący wszystkich hindusów. Religia hindu nie jest religią księgi. Arjowie, Wedy i sanskryt to przybysze z zewnątrz. Do dziś przetrwały w nieskazitelnej formie niektóre religie wcześniejsze (w większości kobiece), a inne choć uległy ogromnym przekształceniom, to ukazują substrat przedaryjski (śiwaizm, tantryzm, siaktyzm). Wedy pozostają najważniejszym tekstem świętym dla braminów, którzy stanowią najwyżej 6% społeczeństwa. Dla miłośników Kriszny tekstem świętym jest Bhagawadgita. Dla podążających za przykładem Ramy najważniejszym tekstem, nie uważanym za święty, jest Ramajana. Kto wybrał na iszta dewatę współczesnego mędrca i guru, na przykład Sai Babę, ten będzie jego teksty uważał za święte.
[...]
Wedy nie są, jak sądzą niektórzy, pismem świętym religii hindu, określającymi kanon lub dogmat obowiązujący wszystkich hindusów. Religia hindu nie jest religią księgi. Arjowie, Wedy i sanskryt to przybysze z zewnątrz. Do dziś przetrwały w nieskazitelnej formie niektóre religie wcześniejsze (w większości kobiece), a inne choć uległy ogromnym przekształceniom, to ukazują substrat przedaryjski (śiwaizm, tantryzm, siaktyzm). Wedy pozostają najważniejszym tekstem świętym dla braminów, którzy stanowią najwyżej 6% społeczeństwa. Dla miłośników Kriszny tekstem świętym jest Bhagawadgita. Dla podążających za przykładem Ramy najważniejszym tekstem, nie uważanym za święty, jest Ramajana. Kto wybrał na iszta dewatę współczesnego mędrca i guru, na przykład Sai Babę, ten będzie jego teksty uważał za święte.
Władca przechadzał się wśród ludzi swobodnie — znam jednego radżę, który w czasach nam współczesnych codziennie objeżdża na rowerze jedyną wioskę, jaka mu została w posiadaniu, by porozmawiać z ludźmi o ich problemach i cieszyć się ich sukcesami, wieśniacy z wioski bardzo go kochają i okazują tę miłość. Był jednym z wielu, bywał na uroczystościach rodzinnych. Trzymał na rękach niejedno wiejskie dziecko podczas rytuału nadania imienia, niemal zawsze uczestniczył w największym święcie rodzinnym — uroczystościach ślubu młodej pary, tak ważnym jak najważniejsze święto religijne. Sprawował patronat nad kulturą, dbał o rozwój muzyki klasycznej — na dworach książęcych Indii północnych szczególnie rozwijała się raga, typ muzyki wymagający studiów i przekazu wiedzy z mistrza na ucznia. Dbał o rozwój klasycznego tańca indyjskiego, którego wykonanie odbywało się najczęściej podczas świąt ku czci boga Śiwy w jego świątyniach. Zlecał przekłady starożytnych dzieł na nowożytne języki indyjskie, którymi mówiono w jego księstwie. Zatrudniał na dworze na stałe muzyków, którzy dawali koncerty prywatne i publiczne podczas świąt i durbarów. Codziennie rano w pałacowej świątyni uczestniczył w pudży, na której była obecna nie tylko rodzina i goście, ale wszyscy domownicy, mający praktycznie nieograniczony dostęp do władcy. Opieka nad domownikami, mniej nazywanymi „służbą”, a jeszcze rzadziej „poddanymi” w naszym znaczeniu tego słowa, polegała na zainteresowaniu sprawami najmniejszego domownika, udzieleniu mu pomocy doraźnej lub stałej, a czasem tylko na zwykłej, serdecznej rozmowie. Miłość władcy do ludzi — i nie bójmy się tego słowa — była powszechna i naturalna. Domownicy i wieśniacy odwzajemniali tę miłość, kochali swych władców za poczucie bezpieczeństwa i ładu społecznego oraz utrzymywanie ciągłości tradycji. Podczas obrzędu nazarana wszyscy poddani ( w znaczeniu „wierni”) od najwyższego urzędnika aż do najmarniejszego sługi oddawali ukłon radży na znak wierności w służbie. Sam maharadża też był poddanym i skłaniał głowę przed iszta dewatą, boskością prowadzącą (Kriszna, Rama, Śiwa lub hinduski święty) oraz przed swym guru, nauczycielem duchowym. Większość władców korzystała ze wsparcia duchowego i pomocy takich osób (Indira Gandhi często odwiedzała swego guru w Himalajach, a Abdul Kalam, były prezydent Indii, jest wielbicielem Sai Baby, obecnie żyjącego świętego i nauczyciela).
Spotkaliśmy Katja Babę Krisznadasa, odwiedziliśmy obóz Śri Sai Baby i Ma Anandy Mayi. Wszystkie najważniejsze aszramy Indii przysłały tam swoich przedstawicieli. Ogromne wrażenie zrobił na nas obóz naga babów. Naga to kij wędrownego ascety, będący znakiem opanowania namiętności ciała, baba to wielbiciel boga Ramy. Młodzi adepci ascezy, rekrutujący się z rodzin bogatych wieśniaków i braminów Maharashtry, utworzyli w XVI wieku w środkowych Indiach całą sieć oddziałów, gotowych walczyć gołymi rękami z napierającymi oddziałami muzułmańskich wojsk Aurangzeba. Potrafili nie jeść i nie pić całymi dniami, podchodzić bezszelestnie pod obóz wroga i uwalniać wszystkie konie, bez których armia rozpadała się. Potrafili całymi dniami i nocami siedzieć ukryci na drzewach w postawach ascetycznych i nagle spadać na wroga jak lawina, mordując bezlitośnie gołymi rękoma. Nie wolno im było używać ognia, ani posiadać broni, w ogóle nie posiadali niczego, nawet derki do spania. Nie plądrowali, lecz umyślnie dezorganizowali wszelkie ruchy armii. Muzułmanie bali się ich straszliwie i brali za dzieci demona. Przetrwali jako jedna z ważniejszych religijnych grup ascetycznych Indii i są traktowani z wielkim szacunkiem jako obrońcy wszystkich religii hindu. Dlatego zawsze idą na przedzie wielkiej procesji do rzeki Gangi. Było ich w Haridwar około 5 tysięcy. Skąd wzięła się ta armia nagich, posypanych popiołem ascetów, nie mających nawet przepaski na biodrach, o długich zwiniętych w węzeł włosach też posypanych popiołem? Z himalajskich ostępów i grot.
Sarmad Dara Szikoh
Dara sprawował mecenat nad poetami i malarzami. Objął patronat nad cesarską biblioteką i zgromadził bezcenną dla potomności kolekcję miniatur mogolskich. Zajmował się metafizyką i mistyką, czytał Arystotelesa i Platona. Choć blisko związany z mistycznymi prądami islamu — przyjaźnił się z nagim fakirem Sarmadem, nie gardził hinduskimi świętymi, z którymi prowadził długie dysputy. Przełożył z hindi na język perski Bhagawadgitę i ta właśnie wersja zainspirowała Schopenhauera, a także Upaniszady, sądził bowiem, że muzułmanie powinni poszerzyć swą wiedzę z zakresu filozofii i religii hindu. Kopie tego tłumaczenia rozesłano po całym kraju.
Siddhartha Gautama daty, Mahabharata, miejsca sacrum, riszi, sat-cit-ananda
żyje Siddhartha Gautama (rówieśnik Pitagorasa, Heraklita i Mahawiry), późniejszy Budda
Nauki Gautamy Siddharthy (563-483 p.n.e.), późniejszego Buddy, który żył i nauczał w królestwie Magadha, oddalonym od Kuru tylko o trzy inne państwa — Pańczalę, Kośalę z Ajodhją oraz Kaśi z Waranasi, nie mogły być dla braminów ani nowe, ani nawet niezwykłe. Budda nie wygłosił w Sarnath koło Waranasi nic takiego, co nie było zawarte w świętych pieśniach hindu. Dzięki własnemu doświadczeniu zrozumiał na czym polega cierpienie (dukkha) zrodzone z pożądania i dał narzędzia pozwalające przekroczyć matnię umysłu. O tym, o czym mówił Budda wyśpiewała już wcześniej chociażby upaniszada Maitri. Ale był jednym z wielu ksiatrijów, którzy odmówili spełniania dharmy w duchu wedyjskim, jak wiadomo w ogóle nie akceptował warn, nie uważał tekstów wedyjskich za święte, za nic miał ryty ognia i składanie ofiar. Ruch przybierał na sile i z czasem osiągnął rozmiary buntu społecznego, dlatego słowa: Mieszkańcy Dwarki postępowali bezwstydnie, grzesząc bez ograniczeń, ubliżając braminom, starszym i nauczycielom. Porzucono czczenie bóstw.
[...]
803 mogły równie dobrze odnosić się do czasów Buddy.
[...]
803 mogły równie dobrze odnosić się do czasów Buddy.
Budda nie nakłaniał do przemieszczania się w miejsca święte w tłumie pielgrzymów, a do samotnej pracy nad umysłem w spokoju i zaciszu przyrody. Prawdopodobnie w ogóle nie uznawał żadnych miejsc za święte. Byłby więc zdziwiony, gdyby wiedział, że już cesarz Asioka odczuwał wyraźną potrzebę odnalezienia miejsc związanych z jego życiem. W III wieku p.n.e., jakieś 250 lat po odejściu Nauczyciela, precyzyjnie wskazano cztery miejsca, co do których można było nie mieć większych wątpliwości, że przebywał w nich historyczny Siddhartha Gautama.
[...]
[Nota bene, Siddhartha Gautama nie umarł, lecz odszedł. W Indiach nie mówi się o kimś „umarł” lecz „odszedł”.]
[...]
[Nota bene, Siddhartha Gautama nie umarł, lecz odszedł. W Indiach nie mówi się o kimś „umarł” lecz „odszedł”.]
Wśród leśnych mędrców uczył się młody Siddhartha Gautama, późniejszy Budda, który przejął od nich wiele tradycji. Odrzucił jednak ascezę, a zwłaszcza umartwianie ciała poprzez nadmierne posty, twierdząc, iż marne jedzenie zbytnio osłabia umysł. Buddyjska nauka to droga środka pomiędzy skrajnościami życia w luksusie i ascezie.
Najbliższy i najmilszy uczeń Gautamy Siddharthy, późniejszego Buddy, miał na imię Ananda. Był prawdopodobnie pierwszym uczniem, który zrozumiał przesłanie mistrza i niewątpliwie tym, dzięki któremu poszło ono w świat.
Sudhamani Ma Amritananda Mayi
Przyszła na świat w 1953 roku w Wallikawu, małej keralskiej wiosce, zagubionej wśród palm kokosowych tuż nad oceanem, leżącej w odległości 35 kilometrów od Kollam, w rodzinie skromnych rybaków. Matka dała jej na imię Sudhamani, klejnot ambrozji. Urodziła się bez płaczu, z niezwykłym uśmiechem na twarzy. Jej ciałko miało błękitny odcień. Była radosnym i żywiołowym dzieckiem, ale popadała często w głębokie stany zadumy, nieobecna dla świata. Od piątego roku życia układała pieśni ku czci Kriszny, śpiewając z uwielbieniem i tańcząc aż do ekstazy. Rodzice nie rozumieli córki i karali ją dodatkową pracą. Gdy Sudhamani miała dziewięć lat, matka zachorowała ciężko i młoda dziewczyna została obarczona wszystkimi obowiązkami domowymi. Musiała zrezygnować ze szkoły i zajmować się rodzicami, braćmi i siostrami, całym obejściem i domowymi zwierzętami. Była niezwykle silna i nigdy nie upadała na duchu, a kolejne obowiązki przyjmowała z pogodą ducha.
[...]
Po skończonym dniu pracy, zamiast odpoczywać i spać, chodziła nad morze lub do świątyni i całymi nocami medytowała, śpiewała i mantrowała. Jej obyczaje wzbudzały podejrzliwość, temperowaną jedynie wielkim oddaniem i miłością do ludzi — zawsze jeszcze znajdowała czas, by odwiedzać starych i chorych, którzy zwierzali się jej ze swych nieszczęść, przede wszystkim braku miłości i opieki swych dorosłych dzieci. Obserwując egoizm ludzkich zachowań Sudhamani upewniała się, że jedyną stałą wartością w świecie jest bezwarunkowe oddanie się miłości boskiej. Droga, na którą wstąpiła w tak młodym wieku, prowadzi ją do dziś — pragnienie uwewnętrznienia w sobie boskiej miłości i oddania się ludziom.
[...]
Nikt z bliskich nie rozumiał, co dzieje się z Sudhamani, a kiedy chciano ją wydać za mąż, kategorycznie odmówiła, tłumacząc, iż jest zaślubiona Krisznie. Wyrzucono ją z domu — dziś ojciec bardzo żałuje swej srogości wobec córki, ale, jak podkreśla, w ogóle jej nie rozumiał. Zwyczajem indyjskim żyła z jałmużny, oddając się głębokim praktykom duchowym i pozostając przez całe dnie w stanie samadhi, z niezwykle silnym pragnieniem ujrzenia i mistycznego zjednoczenia z boską Matką, której imię wymawiała ze czcią.
[...]
Otrzymała wizję boskiej Matki wszechświata, która ukazała się pod postacią światła i całkowicie „wzięła w posiadanie” osobowość Sudhamani, napełniając umysł spokojem spełnienia. Była to inicjacja na najwyższy poziom matczynej troski i miłości. Następnie doznała zjednoczenia z Absolutem bez formy i jakości. Od momentu mistycznego zjednoczenia, pod koniec 1975 roku, zaczęła identyfikować się z boską Matką, a uczniowie nazwali ją Ammą.
[...]
Po skończonym dniu pracy, zamiast odpoczywać i spać, chodziła nad morze lub do świątyni i całymi nocami medytowała, śpiewała i mantrowała. Jej obyczaje wzbudzały podejrzliwość, temperowaną jedynie wielkim oddaniem i miłością do ludzi — zawsze jeszcze znajdowała czas, by odwiedzać starych i chorych, którzy zwierzali się jej ze swych nieszczęść, przede wszystkim braku miłości i opieki swych dorosłych dzieci. Obserwując egoizm ludzkich zachowań Sudhamani upewniała się, że jedyną stałą wartością w świecie jest bezwarunkowe oddanie się miłości boskiej. Droga, na którą wstąpiła w tak młodym wieku, prowadzi ją do dziś — pragnienie uwewnętrznienia w sobie boskiej miłości i oddania się ludziom.
[...]
Nikt z bliskich nie rozumiał, co dzieje się z Sudhamani, a kiedy chciano ją wydać za mąż, kategorycznie odmówiła, tłumacząc, iż jest zaślubiona Krisznie. Wyrzucono ją z domu — dziś ojciec bardzo żałuje swej srogości wobec córki, ale, jak podkreśla, w ogóle jej nie rozumiał. Zwyczajem indyjskim żyła z jałmużny, oddając się głębokim praktykom duchowym i pozostając przez całe dnie w stanie samadhi, z niezwykle silnym pragnieniem ujrzenia i mistycznego zjednoczenia z boską Matką, której imię wymawiała ze czcią.
[...]
Otrzymała wizję boskiej Matki wszechświata, która ukazała się pod postacią światła i całkowicie „wzięła w posiadanie” osobowość Sudhamani, napełniając umysł spokojem spełnienia. Była to inicjacja na najwyższy poziom matczynej troski i miłości. Następnie doznała zjednoczenia z Absolutem bez formy i jakości. Od momentu mistycznego zjednoczenia, pod koniec 1975 roku, zaczęła identyfikować się z boską Matką, a uczniowie nazwali ją Ammą.
Sundari, Nirmala Ma Ananda Mayi
Urodziła się w rodzinie bramina, w małej wiosce w zachodnim Bengalu, dziś — w Bangladesz. Jej ojciec, człowiek głęboko religijny, utrzymywał rodzinę skromnymi środkami, czerpanymi z uprawy niewielkiego kawałka ziemi. Nirmala Sundari była otwartym radosnym dzieckiem o zawsze pogodnym usposobieniu. Lubiła wraz z ojcem śpiewać pieśni religijne, chętnie wtórowała modlitwie muezina nawołującego muzułmanów do meczetu, znała też pieśni śpiewane podczas świąt chrześcijańskich. Od dzieciństwa przyjmowała za prawdziwą każdą religię.
[...]
Została wydana za mąż w wieku 14 lat, ale od pierwszych dni małżeństwa deklarowała pragnienie zachowania czystości, bycia brahmaczarją. Jej mąż, Bholanath, uznał wyjątkowość Nirmali i oboje do końca życia pozostali w białym małżeństwie, uznawał żonę za swego guru. Sprawował nad nią czułą opiekę aż do czasu powstania pierwszych aszramów i przejęcia opieki przez uczniów. Również jej matka poszła za nią i uznała za guru, a w późniejszych latach życia została wielką joginią.
[...]
Została wydana za mąż w wieku 14 lat, ale od pierwszych dni małżeństwa deklarowała pragnienie zachowania czystości, bycia brahmaczarją. Jej mąż, Bholanath, uznał wyjątkowość Nirmali i oboje do końca życia pozostali w białym małżeństwie, uznawał żonę za swego guru. Sprawował nad nią czułą opiekę aż do czasu powstania pierwszych aszramów i przejęcia opieki przez uczniów. Również jej matka poszła za nią i uznała za guru, a w późniejszych latach życia została wielką joginią.
Śiakjamuni miejsca sacrum
Lumbini znajduje się w Nepalu, 25 kilometrów od dzisiejszej granicy z Indiami. Asioka uznał, że jest to miejsce urodzenia Śiakjamuniego, mędrca z plemienia Śiakjów, i wystawił granitową kolumnę upamiętniającą ten fakt. Kazał też stawiać liczne klasztory, mające przyjmować pielgrzymów i rozpowszechniać nową naukę. Buddyści odłamu therawada ze Sri Lanki budują tu od wielu lat wielki ośrodek pielgrzymkowo-medytacyjny.
Śiankaraczarja Kabir, swami
Siła jego poetyckiej ekspresji była tak wielka, że mimo względnej tolerancji słowa, jaka panowała w XV wieku w północnych Indiach, kazano mu opuścić Benares i ostatnie dwadzieścia lat swojego życia spędził na tułaczce jako wędrowny pieśniarz. Śpiewał o wolności i godności, o tym, że nie można zmienić społeczeństwa, zanim ludzie nie zmienią siebie. Mówią o tym wszyscy indyjscy nauczyciele i guru jak Indie długie, szerokie i stare, od początków tej cywilizacji, od Buddy i Patańdżalego, Śiankaraczarję i Ramakrishnę aż do Nisargadatty Maharaja i Mahatmy Gandhiego.
Śiankaraczarja, nauczyciel duchowy żyjący prawdopodobnie pod koniec VIII wieku n.e., powołał zakon mnichów o nazwie swami.
Śiwananda sat-cit-ananda, U.G. Krishnamurti
Słowo ananda znaczy: dobre działanie, błogość, pomyślność, niezmącona radość, czysta radość, radość przeżywania, szczęśliwość — cechy często określające naturę mędrców. Dlatego wielu z nich nosi to pojęcie w swych imionach: Wiwekananda, Jogananda, Ma Ananda Mayi, Widżajananda, Śiwananda, Chidananda, Ma Amritananda Mayi…
Od najmłodszych lat spędzał wiele czasu w pustelniach himalajskich, uprawiając jogę i medytację, między innymi u Swamiego Śiwanandy. Słuchał wykładów Jiddu Krishnamurtiego w Madras w latach 1947-1953, lecz za bardzo różnili się temperamentem, by zostać przyjaciółmi. W dniu swoich czterdziestu dziewięciu urodzin przeżył głębokie doświadczenie, które nazwał klęską, calamity. Było to doświadczenie podobne do śmierci — coś na kształt całkowitej utraty tożsamości, braku poczucia jedności z sobą sprzed owego dnia. Mimo, iż nazwał to przeżycie klęską czy nawet kataklizmem, było ono najbardziej wyzwalającym zdarzeniem całego życia.
Tota Puri Ramakrishna
Tradycję wedanty przejął od wędrownego mnicha Tota Puri i w niezwykle krótkim czasie doznał zjednoczenia z brahmanem. W młodym wieku był uczniem kobiety-wyrzeczeńca Bhairawi Brahmini, dzięki której poznał tantryzm i religię miłośników Śiwy. Poprzez doświadczenie mistyczne (a nie intelektualne) poznał zarówno chrześcijaństwo jak islam. Nauki swe przekazywał ustnie, nigdy nikogo nie nawracał, a w każdym człowieku odkrywał pierwiastek boski. Uznawał jedność wszystkich religii — bowiem każda droga religijna, jeżeli postępuje się nią wytrwale i z zapałem, prowadzi do ostatecznego celu, jakim jest wyzwolenie.
Widjaranja, Sri królestwo Widżajanagaru
Harihara przejął nie tylko wzory prawa i zarządzania, lecz ich bóstwa domowe oraz otoczył kultem boga Wisznu. Jego nauczycielem duchowym został Sri Widjaranja, niosący wiedzę, wielki ówczesny filozof śiwaicki, autor dzieła Zwierciadło nauki, będące sanskryckim streszczeniem wedyjskich upaniszad. Stworzył on oprawę religijną państwa i dał dynastii Sangama filozoficzną wykładnię władzy. Być może nazwa państwa wzięła się od imienia tego wielkiego mędrca południowych Indii, a wszyscy późniejsi władcy oddawali mu nie mniejszą cześć niż Harihara i uważali go za rzeczywistego twórce Widżajanagaru. Za swój emblemat przyjęli Warahę, trzecią awatarę boga Wisznu, który właśnie pod postacią dzika zwyciężył demona Hiranję, władcę przestworzy.
Widżajananda, Swami darśana, Jacques Vigne, Ma Ananda Mayi, sat-cit-ananda, Swami Vijayananda
Takie święta dają właśnie możliwość odnalezienia guru, którego nauki są ważne i potrzebne w danej chwili, a nawet na całe życie. Gdy pojawia się coup de foudre, gwałtowne wewnętrzne przekonanie, jakby miłość, że to jest właśnie nasz guru, którego szukaliśmy przez całe życie, wtedy zostajemy przy nim. Gdy Swami Widżajananda zobaczył podczas darśany Ma Anandę Mayi, poczuł, że jest przez nią powołany i został przy niej na całe życie.
Do Indii przyjechał w 1985 roku na studia filozofii i sanskrytu w Banaras Hindu University w Waranasi, korzystając ze stypendium rządu francuskiego. Spotkał Swami Widżajanandę, francuskiego lekarza, ucznia Ma Anandy Mayi i ten pobyt u stóp mistrza okazał się kresem poszukiwań i początkiem własnej drogi duchowej. Wybrał tradycję wedanty, nie-dwoistości. Osiadł na wiele lat przy aszramie Ma Anandy Mayi w Kankhal koło Rishikesh, by pracować pod kierunkiem mistrza. Choć przebył paroletnie odosobnienie w pustelni Almora w Himalajach, to nigdy nie zerwał kontaktów ze światem ani z przyjaciółmi — specjalnie dla nich od czasu do czasu „schodzi z gór”.
[...]
To była dla mnie klasyczna inicjacja i, co tu gadać, nigdy więcej w życiu nie odbyłam tak wspaniałej pielgrzymki. Jacques okazał się wspaniałym nauczycielem i przewodnikiem, to dzięki niemu poznałam jakieś tam podstawy indyjskiej religii i filozofii i zaczęłam coś niecoś pojmować z wielkich Indii. Odwiedziliśmy niezwykłych ludzi, a najważniejszym dla mnie było spotkanie ze Swami Widżajanandą — szczęśliwy los dozwolił mi usiąść u stóp mistrza i powracać doń wielokrotnie.
[...]
To była dla mnie klasyczna inicjacja i, co tu gadać, nigdy więcej w życiu nie odbyłam tak wspaniałej pielgrzymki. Jacques okazał się wspaniałym nauczycielem i przewodnikiem, to dzięki niemu poznałam jakieś tam podstawy indyjskiej religii i filozofii i zaczęłam coś niecoś pojmować z wielkich Indii. Odwiedziliśmy niezwykłych ludzi, a najważniejszym dla mnie było spotkanie ze Swami Widżajanandą — szczęśliwy los dozwolił mi usiąść u stóp mistrza i powracać doń wielokrotnie.
Swami Widżajananda, francuski lekarz, którego powołała na ucznia w 1951 roku, otrzymał od niej szereg inicjacji, a po okresie długoletnich odosobnień w pustelniach himalajskich, powrócił do ukochanej mistrzyni w 1975 roku i trwał przy niej do ostatnich chwil. Także pod wielkim wpływem nauczania Ma pozostawał wielki francuski dziennikarz, Arnaud Desjardins, który odwiedził jej aszram w 1959 roku i jako pierwszy nakręcił film dla francuskiej telewizji o tej największej mistyczce dwudziestego wieku.
Słowo ananda znaczy: dobre działanie, błogość, pomyślność, niezmącona radość, czysta radość, radość przeżywania, szczęśliwość — cechy często określające naturę mędrców. Dlatego wielu z nich nosi to pojęcie w swych imionach: Wiwekananda, Jogananda, Ma Ananda Mayi, Widżajananda, Śiwananda, Chidananda, Ma Amritananda Mayi…
Widżajananda emanuje wiedzą radosną.
Wiwekananda, Swami aszram, Devi, Durga, Kali i inne boginie, hindu, joga, Ramakrishna, sat-cit-ananda, Swami Vijayananda, wedanta, Wiwekananda
Ramakrishna Mission, założona przez Wiwekanandę w 1897 w Belur pod Kalkutą, budowała i prowadziła szkoły, biblioteki, sierocińce, szpitale. Misje nie szerzyły i nie szerzą żadnej religii, ich celem jest poznanie nauk Ramakrishny, wybitnego bengalskiego mędrca.
Kult bogini Kali przetrwał w najsilniejszej formie w Bengalu, gdzie każda wioska ma swoją kalibari, przybytek bogini. Jej wielkim poddanym był Ramakrishna, mistyk bengalski z XIX wieku, który przywrócił w Indiach czysty kult tej bogini. Świątynia Dakshineswar w północnej Kalkucie stała się najważniejszym miejscem kultu. Anglicy kolonizujący w tym czasie Kalkutę myśleli, iż owa intensywność oddawania kultu bogini jest typowa dla całych Indii — miasto było zbudowane na ziemi Kali (Kali-kshetra), nad brzegiem Gangi i nazywało się Kalighat. Ale to Ramakrishna i jego uczeń Wiwekananda przyciągnęli żarem oddania innych mieszkańców nowego miasta. W walce o niepodległość Indii, Kali zyskała nową symbolikę — jako personifikacja Bengalu pomogła wystąpić w ataku frontalnym przeciw Anglikom, a walka ta rozpoczęła się właśnie w Kalkucie.
[...]
Wiwekananda przepowiedział, że Matka powróci do świadomości ludzi na całym świecie po tym, jak została przez religie patriarchalne zmuszona do zejścia w podświadomość. Dzięki tym dwóm osobom, mistyka i myśliciela, kult Kali nabrał w Indiach nowej wartości i nowej mocy, lecz szersze spectrum boskości żeńskiej przejawia jednak Durga.
[...]
Wiwekananda przepowiedział, że Matka powróci do świadomości ludzi na całym świecie po tym, jak została przez religie patriarchalne zmuszona do zejścia w podświadomość. Dzięki tym dwóm osobom, mistyka i myśliciela, kult Kali nabrał w Indiach nowej wartości i nowej mocy, lecz szersze spectrum boskości żeńskiej przejawia jednak Durga.
Tak więc, gdy mieszkaniec Indii mówi nam dzisiaj, że jest hindu, to nigdy nie mamy pewności czy ma on na myśli cywilizację czy swoją religię. Hinduska tożsamość obejmuje przede wszystkim miejsce zamieszkania, następnie cywilizację, światopogląd i mentalność, a także religię (ale niekoniecznie). Trzeba podkreślić z wielkim naciskiem, że podobnie jak nauki Buddy (tak zwany buddyzm) obejmują filozofię, religię i psychologię oraz stosowne rytuały, tak hinduizm obejmuje powyższe dyscypliny oraz inne, niezwykle różnorodne dziedziny życia, myślenia i działania ludzkiego, jak choćby jogę, wedyzm, braminizm, ajurwedę, kamasutrę, wegetarianizm oraz indywidualne nauki mędrców (Ramakrishny, Wiwekanandy, Joganandy, Sai Baby) mówiące o zjednoczeniu człowieka z Absolutem, z Jednią, z Nieokreślonym, z TYM.
joga działania, bezinteresownego czynu, wyżycia czyli wypalenia karmy w normalnym życiu; działaniem jest po prostu zwykła, codzienna praca, wykonywana rzetelnie i z poczuciem obowiązku; poszerzanie świadomości i włączenie roli tak zwanego świadka, bezstronnego obserwatora, oraz poznanie swych własnych ograniczeń pozwala przewidzieć skutki działań; na tej drodze wzmacnia się działania pozytywne, a niweluje negatywne oraz unika działań powodujących konflikt; Kriszna, woźnica Ardżuny z Bhagawadgity jest mistrzem karma jogi dla wszystkich hindusów — Działaj więc nieustannie, a bezosobiście, pełniąc czyn, który spełniony być musi. Przez działanie wolne od pragnienia plonów, człowiek najwyższego dosięga. zob.też: Swami Wiwekananda, Karmajoga, joga działania, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 1997
Mistyk bengalski, którego wpływ wykroczył daleko poza indyjską mistykę XIX wieku, oddziałując na rozwój duchowości w Europie i Stanach Zjednoczonych. Przekaz w duchu ekumenicznym został rozwinięty przez jego wybitnego ucznia, Wiwekanandę.
[...]
Na Zachodzie Ramakrishna zyskał dużą popularność, w Stanach Zjednoczonych dzięki Wiwekanandzie, a we Francji — dzięki biografii Romain Rollanda La vie de Ramakrishna, wydanej w 1929 roku; na tej księdze wychowały się całe pokolenia francuskich miłośników Indii. Także dzięki Jean Herbertowi, który popularyzował dzieło wielu wybitnych mędrców indyjskich. W Polsce pozostaje wciąż mało znany.
[...]
Na Zachodzie Ramakrishna zyskał dużą popularność, w Stanach Zjednoczonych dzięki Wiwekanandzie, a we Francji — dzięki biografii Romain Rollanda La vie de Ramakrishna, wydanej w 1929 roku; na tej księdze wychowały się całe pokolenia francuskich miłośników Indii. Także dzięki Jean Herbertowi, który popularyzował dzieło wielu wybitnych mędrców indyjskich. W Polsce pozostaje wciąż mało znany.
Słowo ananda znaczy: dobre działanie, błogość, pomyślność, niezmącona radość, czysta radość, radość przeżywania, szczęśliwość — cechy często określające naturę mędrców. Dlatego wielu z nich nosi to pojęcie w swych imionach: Wiwekananda, Jogananda, Ma Ananda Mayi, Widżajananda, Śiwananda, Chidananda, Ma Amritananda Mayi…
Urodził się w 1914 roku w Marsylii. Dzieciństwo przeżył w skupieniu religijnym. W wieku dorastania odrzucił katechizm i Kościół Katolicki. Mając 18 lat przeżył pierwszy zachwyt myślą Wschodu czytając Karmajogę Wiwekanandy. Wybrał studia medyczne i zawód lekarza. Prowadził praktykę lekarską koło Marsylii, ale po ośmiu latach pracy przekazał ją swojemu bratu. Studiował dogłębnie buddyzm terawadę i hinduską wedantę. W 1950 roku wybrał się na wakacje duchowe do Indii i na Sri Lankę.
Wedantę przywrócił współczesnym Indiom mistyk z Bengalu Ramakrishna Paramahamsa, a jego uczeń Wiwekananda przejął i objaśniał jej znaczenie. Sri Aurobindo pracował nad świętymi tekstami wiele lat i dał własną, nową interpretację (streszczoną w: Le Veda et la destinee humaine, Satprem, Institut de Recherches Evolutives, Paris 1992). Również wielki mistyk czasów współczesnych, Ramana Maharishi (1879-1950), porównywany czasem do św. Jana od Krzyża, nauczał wedanty. Pod jej wrażeniem pozostawał, choć nie przejął do końca, Mahatma Gandhi. By wymienić tylko niewielu.
Urodził się w Kalkucie w rodzinie starej bengalskiej arystokracji. Gdy jako młody człowiek spotkał wielkiego bengalskiego mistyka Ramakrishnę, porzucił dom i został jego uczniem. Po odejściu ukochanego mistrza, zgodnie z jego zaleceniem, prowadził przez trzy lata życie wędrownego mnicha. Następnie zdobył pełne wykształcenie uniwersyteckie. Odbył czteroletnią podróż do różnych krajów, by zapoznać ludzi z naukami Ramakrishny.
*


