osoby
osoby…
Abulfazl Akbar, Stany Książęce Indii
Odważny i samodzielny, przejął ster rządów gdy miał 17 lat. Nigdy nikomu nie ufał do końca, ale otaczał się wspaniałymi ludźmi, takimi jak dowódca cesarskiej armii Man Singh z Amberu, doradca Todar Mal, biograf i najczulszy przyjaciel Abulfazl czy radża Birbal, hindus, z którym uwielbiał grywać w szachy.
Księstwo Bundelów z Orczi leżało wprawdzie na kresach cesarstwa Wielkich Mogołów, ale daleko od głównych szlaków politycznych i handlowych, i trzeba było nieźle spiskować i paktować, by utrzymać władzę i dobrobyt terenów. Bir Singh Deo sprzymierzył się z następcą tronu księciem Salimem, przyszłym cesarzem Dżahangirem. Na jego rozkaz, by mu się przypodobać, zezwolił na zabójstwo Abulfazla, który był ukochanym przyjacielem Akbara, wezyrem (premierem) i biografem, i napisał o cesarskim przyjacielu słynną Akbar Nama, ale ostro łajał i krytykował księcia Salima za pijaństwo i rozwiązły tryb życia. Salim miał ministra swego ojca w nienawiści i czyhał tylko sposobności pozbycia się największego wroga — Bundelowie byli mu posłuszni. Po czym rozpoczęli budowę potężnego Jahangir Mahal dla cesarza (za pieniądze otrzymane za usługę), w którym cesarz był łaskaw spędzić tylko jedną noc, polując w okolicznych lasach. Niebawem Bundelowie podupadli, a od 1627 roku kraj popadł w rozdrobnienie feudalne, pozwalające plądrować go komukolwiek. Z błahego pseudopolitycznego powodu, a bardziej dla męskiej zabawy, Szahdżahan kazał splądrować mlekiem płynące i obsypane kwieciem ziemie Orczii.
Adwani Ajodhja 6 grudnia 1992
Aż pojawił się Adwani, przywódca nacjonalistów, i słowami podobnymi (ale tylko podobnymi, niestety) do słów Gandhiego, grzmiał o godności hindusów i kulturowej tożsamości, nawołując do zjednoczenia sił. Zdołał zmobilizować stutysięczną armię ludzi, która przeszła jak oszalała przez środkowe Indie i stanęła pod miasteczkiem Ajodhja, przeobrażając się niepostrzeżenie w krucjatę przeciwko muzułmanom.
[...]
Jeszcze w latach osiemdziesiątych XX wieku wzmogły działalność, czy nawet odrodziły się, ruchy nacjonalistyczne pod mianem „hindutvy” (samo słowo pochodzi z 1923). Adwani i pozostali liderzy ruchu uważali, że dotychczasowe rządy zbyt dużo uwagi poświęcały mniejszościom, zaniedbując potrzeby hinduskiej większości. Często do wzbudzania nastrojów nacjonalistycznych wykorzystywano (i wykorzystuje się nadal) symbolikę religijną, powołując się na nie rozwiązane problemy z przeszłości. Hindutva podniosła sprawę Ajodhji, podkreślając, że meczet został zbudowany przez najeźdźcę i okupanta zaledwie 350 lat temu, podczas gdy świątynia Ramy miałaby dzisiaj przeszło tysiąc trzysta lat i przede wszystkim, że została wzniesiona przez hindusów na ich własnej ziemi. W październiku 1992 roku zebrało się tam, by „rozpocząć dzieło zniszczenia”, 200 tysięcy ludzi, którzy skandowali dzień i noc w miejscu, gdzie urodził się Rama, zbudujemy świątynię!
[...]
Wypadki te doprowadziły do kryzysu rządowego, w wyniku którego upadł rząd, a Kongres Indii stracił na popularności. Adwani został aresztowany i szybko zniknął ze sceny politycznej. Jednak przez wszystkie ostatnie lata każdy polityk, chcący pozyskać dla siebie głosy wyborcze hindusów, przyrzekał i przyrzeka odbudowę świątyni w Ajodhji. Miejsce, w którym stał meczet zostało wykupione przez rząd stanu Uttar Pradesh z Luknau (by Delhi nie miało wpływu na tę sprawę) i otoczone palisadą z żelaznych prętów, najwyższą jaką kiedykolwiek widziałam. Gdy w 1999 roku szliśmy ścieżką między drutami kolczastymi, wielokrotnie zwiniętymi w ślimak, gdy mijaliśmy radosnych pielgrzymów recytujących mantrę Sita Ram Sita Ram Sita Sita Sita Ram, gdy przeszliśmy już przez wszystkie stanowiska kontroli bezpieczeństwa, gdy zabrano nam już wszystkie pomadki do ust, dezodoranty i zapalniczki, gdy dotarliśmy wreszcie do końca drogi, to oczom naszym ukazał się niewielki różowy namiot, w którym bramin odprawiał pudżę ku czci boga Ramy. I to już jest świątynia.
[...]
Jeszcze w latach osiemdziesiątych XX wieku wzmogły działalność, czy nawet odrodziły się, ruchy nacjonalistyczne pod mianem „hindutvy” (samo słowo pochodzi z 1923). Adwani i pozostali liderzy ruchu uważali, że dotychczasowe rządy zbyt dużo uwagi poświęcały mniejszościom, zaniedbując potrzeby hinduskiej większości. Często do wzbudzania nastrojów nacjonalistycznych wykorzystywano (i wykorzystuje się nadal) symbolikę religijną, powołując się na nie rozwiązane problemy z przeszłości. Hindutva podniosła sprawę Ajodhji, podkreślając, że meczet został zbudowany przez najeźdźcę i okupanta zaledwie 350 lat temu, podczas gdy świątynia Ramy miałaby dzisiaj przeszło tysiąc trzysta lat i przede wszystkim, że została wzniesiona przez hindusów na ich własnej ziemi. W październiku 1992 roku zebrało się tam, by „rozpocząć dzieło zniszczenia”, 200 tysięcy ludzi, którzy skandowali dzień i noc w miejscu, gdzie urodził się Rama, zbudujemy świątynię!
[...]
Wypadki te doprowadziły do kryzysu rządowego, w wyniku którego upadł rząd, a Kongres Indii stracił na popularności. Adwani został aresztowany i szybko zniknął ze sceny politycznej. Jednak przez wszystkie ostatnie lata każdy polityk, chcący pozyskać dla siebie głosy wyborcze hindusów, przyrzekał i przyrzeka odbudowę świątyni w Ajodhji. Miejsce, w którym stał meczet zostało wykupione przez rząd stanu Uttar Pradesh z Luknau (by Delhi nie miało wpływu na tę sprawę) i otoczone palisadą z żelaznych prętów, najwyższą jaką kiedykolwiek widziałam. Gdy w 1999 roku szliśmy ścieżką między drutami kolczastymi, wielokrotnie zwiniętymi w ślimak, gdy mijaliśmy radosnych pielgrzymów recytujących mantrę Sita Ram Sita Ram Sita Sita Sita Ram, gdy przeszliśmy już przez wszystkie stanowiska kontroli bezpieczeństwa, gdy zabrano nam już wszystkie pomadki do ust, dezodoranty i zapalniczki, gdy dotarliśmy wreszcie do końca drogi, to oczom naszym ukazał się niewielki różowy namiot, w którym bramin odprawiał pudżę ku czci boga Ramy. I to już jest świątynia.
Afzal Chan Marathowie
Ale spory dynastyczne i ogrom terytorialny państwa doprowadziły do osłabienia jego politycznego znaczenia, a w dodatku rodziła się nowa potęga — angielski kolonializm. Po rozbiciu państwa Majsur w południowych Indiach w 1799 roku, Kompania Wschodnioindyjska skierowała wszystkie swoje siły na zniszczenie potęgi Marathów. Trzy wojny angielsko-marackie, prowadzone między 1779 a 1818 rokiem, doprowadziły do wykrwawienia i rozerwania w strzępy ogromnego terytorium, które zresztą zawsze było konfederacją wolnych księstw. Ostateczne dokumenty podpisano w 1818 roku, ostatni peszwa musiał oddać Punę pod zarząd rodzącego się Bombaju i tylko maleńkie królestwo Satara zachowało symboliczną niepodległość. Zarządzał nim Pratap Simha, potomek w prostej linii Śiwadżiego Bhonsle. To on przechował do naszych czasów jeden z jego mieczy i kolczugę, w której przed bitwą o Bidżapur w 1659 roku przybył na spotkanie z Afzal Chanem oraz słynne „pazury tygrysa”, które miał ukryte w rękawie i którymi tego wodza rozszarpał.
Aiswarya Gurkhowie
Dnia 1 czerwca 2001 roku w piątek rodzina królewska spotkała się na zwyczajowej kolacji w Domu Królewskim w Katmandu (nie w pałacu). Przy obszernym stole w jadalni zasiedli: król Birendra, królowa-matka, rodzicielka trzech braci, z których najstarszy był królem, drugi był nieobecny, a trzeci siedział przy stole z żoną, pochodzącą również z rodu Ranów, obok nich siedział trzydziestoletni syn z żoną, pochodzącą z rodu maharadżów Scindia z Gwalior z dwójką dzieci, siedmioletnim wnukiem i dziesięcioletnią wnuczka trzeciego brata królewskiego, wreszcie królowa Aiswarya, pochodząca z rodziny Ranów i jej syn Dipendra, ówczesny następca tronu, kawaler, z młodszym bratem Nirayanem i siostrą Shruti. Razem dwanaście osób najbliższej rodziny, a pięć innych ofiar masakry należało do rodziny dalszej.
Alfassa, Mira aszram, Śri Aurobindo
Śri Aurobindo Aśram w Pondicherry istnieje od 1927 i jest poważnym dochodowym przedsiębiorstwem. Wśród wielu rodzajów działalności gospodarczych (wydawnictwo, pomoc ludziom starszym) aśram prowadzi jedną z najlepszych w świecie szkół średnich — Międzynarodowe Centrum Edukacji Śri Aurobindo, założone w 1956 roku przez Matkę (Mirę Alfassę).
Zarządzanie aszramem i sprawami doczesnymi przejęła Mira Alfassa Richard, naturalizowana Francuzka (jej ojciec był Turkiem, a matka Egipcjanką), która przybyła do Pondicherry w 1914 roku i została u boku Aurobindo na zawsze. Nazwana z czasem Matką, stała się porte parole wszystkich decyzji mistrza. W latach pięćdziesiątych powołała do życia Centre international d'Education Sri Aurobindo, jedną z najlepszych w Indiach szkół średnich, czynną do dziś.
[...]
Matka powołała do życia międzynarodowe miasto Auroville, przeznaczone dla poszukujących jedności, spokoju i miłości, niezależnie od wyznawanej religii i przynależności narodowej. Idąc za służebnym wezwaniem Śri Aurobindo, Matka powiedziała: Prawda objawia się w jedności, a nie w podziale. Rezygnacja z danej narodowości daje możliwość wyboru serca innych przestrzeni, ducha i prawdy wspólnej wszystkim narodom. Wszystkie narodowości tej ziemi są jednią, pozwalającą wejrzeć i doświadczyć Boskiej Jedności w harmonii różnorodności zorganizowanych w państwa.
[...]
Matka odeszła w 1973 roku, a jej ciało spoczęło u boku Śri Aurobindo, w aszramie w Pondicherry.
[...]
Aszram Śri Aurobindo w Pondicherry pozostaje do dziś znaczącą instytucją. Lecz Śri Aurobindo nadał inny sens pojęciu aszram — nie jest to zbór mnichów lub sannjasinów noszących pomarańczowe szaty i podążających drogą ascezy i wyrzeczenia, ale wolna grupa sadhaków, poszukiwaczy duchowych i aspirantów na drodze realizacji boskości w życiu doczesnym. Uczniowie pozostają ludźmi wolnymi i dążą do rozwoju umysłu idąc za głosem swej spontaniczności, korzystając ze wskazówek Mistrza i jego jogi integralnej. Medytacja, koncentracja, praca i posługa, każda działalność jest środkiem rozwoju. Słowa Matki: Praca dla Boskości jest modlitwą ciała pozostają wciąż aktualnym drogowskazem.
[...]
Międzynarodowe Centrum Edukacji Śri Aurobindo pozostaje ściśle zespolone z aszramem. Program tej szkoły realizuje założenia edukacyjne Śri Aurobindo i Matki, mające na celu rozwój pięciu podstawowych aspektów człowieka — fizyczności, żywotności, umysłowości, psychiczności i duchowości. Integralny i równomierny rozwój tych wszystkich aspektów daje podwaliny do rozwoju pełni istoty ludzkiej. Szkoła cieszy się międzynarodową renomą i uznaniem.
[...]
Matka powołała do życia międzynarodowe miasto Auroville, przeznaczone dla poszukujących jedności, spokoju i miłości, niezależnie od wyznawanej religii i przynależności narodowej. Idąc za służebnym wezwaniem Śri Aurobindo, Matka powiedziała: Prawda objawia się w jedności, a nie w podziale. Rezygnacja z danej narodowości daje możliwość wyboru serca innych przestrzeni, ducha i prawdy wspólnej wszystkim narodom. Wszystkie narodowości tej ziemi są jednią, pozwalającą wejrzeć i doświadczyć Boskiej Jedności w harmonii różnorodności zorganizowanych w państwa.
[...]
Matka odeszła w 1973 roku, a jej ciało spoczęło u boku Śri Aurobindo, w aszramie w Pondicherry.
[...]
Aszram Śri Aurobindo w Pondicherry pozostaje do dziś znaczącą instytucją. Lecz Śri Aurobindo nadał inny sens pojęciu aszram — nie jest to zbór mnichów lub sannjasinów noszących pomarańczowe szaty i podążających drogą ascezy i wyrzeczenia, ale wolna grupa sadhaków, poszukiwaczy duchowych i aspirantów na drodze realizacji boskości w życiu doczesnym. Uczniowie pozostają ludźmi wolnymi i dążą do rozwoju umysłu idąc za głosem swej spontaniczności, korzystając ze wskazówek Mistrza i jego jogi integralnej. Medytacja, koncentracja, praca i posługa, każda działalność jest środkiem rozwoju. Słowa Matki: Praca dla Boskości jest modlitwą ciała pozostają wciąż aktualnym drogowskazem.
[...]
Międzynarodowe Centrum Edukacji Śri Aurobindo pozostaje ściśle zespolone z aszramem. Program tej szkoły realizuje założenia edukacyjne Śri Aurobindo i Matki, mające na celu rozwój pięciu podstawowych aspektów człowieka — fizyczności, żywotności, umysłowości, psychiczności i duchowości. Integralny i równomierny rozwój tych wszystkich aspektów daje podwaliny do rozwoju pełni istoty ludzkiej. Szkoła cieszy się międzynarodową renomą i uznaniem.
Amar Singh Radżputowie
Maharana Pratap Singh (1572-1597) zdołał zbiec w góry i wraz z resztką oddziałów wojskowych kontynuował partyzantkę, odbił Mogołom niektóre forty, odzyskiwał teren za terenem, nigdy nie złożył broni, a kiedy wiadomość o jego śmierci dotarła do Akbara — cesarz zapłakał. Jego syn Amar Singh został pobity przez Mogołów w 1599 roku, ale klęska nie złamała potęgi Mewaru. Wprawdzie w 1614 roku władcy podpisali porozumienie pokojowe i musieli uznać ich zwierzchność, to ranowie z Mewaru nigdy nie złożyli wizyty na dworze cesarskim.
Ambedkar, Bhimrao Ramji dr Ambedkar, dżati
Podczas gdy Mahatma Gandhi jest na zachodzie postacią znaną i poważaną, dr Ambedkar pozostaje zupełnie nieznany. Był w czasach nam współczesnych pierwszym pariasem, który — dzięki poparciu Anglików — zdobył w latach 30-tych XX wieku wykształcenie i został prawnikiem.
[...]
Gandhi walczył o podniesienie moralności i godności wszystkich mieszkańców subkontynentu wobec Anglików, a sprawy kastowości były dlań pochodną zniewolenia kolonialnego. Ratował całą cywilizację indyjską i jej różnorodność. Oboje walczyli o równość, ale Gandhi chciał reformy moralnej, edukacji mas i indywidualnej odpowiedzialności, a Ambedkar — rozwiązań prawnych, nakazów i zakazów oraz władzy mas. Gandhi był przeciwny dyskryminacji warnowej i walczył o to, by niedotykalni mogli wejść do świątyni, poznać i zrozumieć starożytność kraju, a przez to współtworzyć obecną cywilizację hindu. Dla Ambedkara — było sprawą zupełnie obojętną czy pariasi uczęszczają do świątyni czy nie, natomiast bez względu na wykształcenie lub całkowity jego brak mieli obejmować stanowiska. Na obsadzenie wysokich stanowisk politycznych w administracji państwowej, w Parlamencie i na Uniwersytetach została ustalona quota, zarezerwowana dla pariasów i członków niskich dżati i wspólnot plemiennych.
[...]
Opozycja tych dwóch postaw — moralizatorstwa Gandhiego i legalizmu Ambedkara — doprowadziła do kompromisu, który utrzymał się do dziś. Od 1992 roku moralność i prawo zostało poszerzone o rynek — powstaje dziś realna ekonomia godności.
[...]
W latach 1947-51 dr Ambedkar był ministrem sprawiedliwości w rządzie J. Nehru. Był współtwórcą konstytucji Indii. Podziwiany przede wszystkim za przeforsowanie słynnego Artykułu 17: „Prawo przeciw dyskryminacji rasowej i religijnej”. Artykuł ten radykalnie znosi niedotykalność i zabrania stosowania takiego kryterium w jakiejkolwiek formie; zaś niedostosowanie się do powyższego i wystawienie osoby na przykrości wynikłe z powyższego jest uważane za wykroczenie i podlega karze.
[...]
Dr Ambedkar pod koniec życia przeszedł na buddyzm, ale w świadomości zbiorowej pozostaje pariasem, któremu się udało.
[...]
Gandhi walczył o podniesienie moralności i godności wszystkich mieszkańców subkontynentu wobec Anglików, a sprawy kastowości były dlań pochodną zniewolenia kolonialnego. Ratował całą cywilizację indyjską i jej różnorodność. Oboje walczyli o równość, ale Gandhi chciał reformy moralnej, edukacji mas i indywidualnej odpowiedzialności, a Ambedkar — rozwiązań prawnych, nakazów i zakazów oraz władzy mas. Gandhi był przeciwny dyskryminacji warnowej i walczył o to, by niedotykalni mogli wejść do świątyni, poznać i zrozumieć starożytność kraju, a przez to współtworzyć obecną cywilizację hindu. Dla Ambedkara — było sprawą zupełnie obojętną czy pariasi uczęszczają do świątyni czy nie, natomiast bez względu na wykształcenie lub całkowity jego brak mieli obejmować stanowiska. Na obsadzenie wysokich stanowisk politycznych w administracji państwowej, w Parlamencie i na Uniwersytetach została ustalona quota, zarezerwowana dla pariasów i członków niskich dżati i wspólnot plemiennych.
[...]
Opozycja tych dwóch postaw — moralizatorstwa Gandhiego i legalizmu Ambedkara — doprowadziła do kompromisu, który utrzymał się do dziś. Od 1992 roku moralność i prawo zostało poszerzone o rynek — powstaje dziś realna ekonomia godności.
[...]
W latach 1947-51 dr Ambedkar był ministrem sprawiedliwości w rządzie J. Nehru. Był współtwórcą konstytucji Indii. Podziwiany przede wszystkim za przeforsowanie słynnego Artykułu 17: „Prawo przeciw dyskryminacji rasowej i religijnej”. Artykuł ten radykalnie znosi niedotykalność i zabrania stosowania takiego kryterium w jakiejkolwiek formie; zaś niedostosowanie się do powyższego i wystawienie osoby na przykrości wynikłe z powyższego jest uważane za wykroczenie i podlega karze.
[...]
Dr Ambedkar pod koniec życia przeszedł na buddyzm, ale w świadomości zbiorowej pozostaje pariasem, któremu się udało.
Dr Ambedkar (1891-1956) pochodził z dżati niedotykalnych ze stanu Maharashtra; zdobył wykształcenie prawnika i objął w 1942 roku stanowisko ministra pracy, a po uzyskaniu przez Indie niepodległości współpracował przy tworzeniu pierwszej konstytucji Indii.
Ardżuna Bhagawadgita
Kriszna w Mahabharacie pojawia się po raz pierwszy jako postać boska. Jest dorosłym mężczyzną, rezyduje w Dwarce z synem Pradjumną, który synów Drupady uczy sztuk walki. Mieszka też z nimi Abhimanju, syn ukochanej siostry Subhadry i ukochanego przyjaciela Ardżuny. Jest zaprzyjaźniony z całym rodem Pandawów — odwiedzają się wzajemnie i pytają o zdrowie, siedzą razem przy stole, śpią w jednym łóżku i chodzą na wspólne spacery. Gdyby w środku eposu o wojnie Bharatów nie pojawiła się Bhagawadgita, Kriszna zostałby tylko zwykłym ksiatriją, przywódcą klanu Jadawów, który to klan wyrzyna w pień sam siebie, tak jak wyrżnęły się wzajemnie wszystkie inne klany. Od pierwszej linijki Bhagawadgity natrafiamy na egzystencjalną sprzeczność: wojownik Ardżuna odczuwa rozpacz, a bóg miłości Kriszna podżega do bratobójczej wojny. Co się tutaj dzieje?
[...]
Spójrz, Ardżuno, na setki i tysiące mych postaci, różnorodnych, boskich, różnobarwnych i różnokształtnych.
[...]
Kriszna, wojownik niearyjski, naucza Ardżunę, że przyczyną cierpienia i wszystkich naszych nieszczęść jest zamęt w umyśle spowodowany pragnieniem! Ogień pragnienia można ugasić tylko poprzez dyscyplinę umysłu i ukrócenie rozpasanych zmysłów. Joga to ujarzmianie świata emocjonalnego człowieka i uwalnianie wszelakich mniemań o sobie i innych. Narzędziem dyscypliny jest joga czynu, joga poznania i joga miłości. Każda z tych dróg pozwala uwolnić umysł i przerwać koło samsary.
[...]
Spójrz, Ardżuno, na setki i tysiące mych postaci, różnorodnych, boskich, różnobarwnych i różnokształtnych.
[...]
Kriszna, wojownik niearyjski, naucza Ardżunę, że przyczyną cierpienia i wszystkich naszych nieszczęść jest zamęt w umyśle spowodowany pragnieniem! Ogień pragnienia można ugasić tylko poprzez dyscyplinę umysłu i ukrócenie rozpasanych zmysłów. Joga to ujarzmianie świata emocjonalnego człowieka i uwalnianie wszelakich mniemań o sobie i innych. Narzędziem dyscypliny jest joga czynu, joga poznania i joga miłości. Każda z tych dróg pozwala uwolnić umysł i przerwać koło samsary.
Asaf Chan Aurangzeb, Dżahangir, Szahdżahan, Tadż Mahal
Dynastia upadła bez huku i fanfaronady. Synowie Aurangzeba byli gnuśni, zepsuci do szpiku kości i niezdolni do rządzenia. Okradano ich bezlitośnie. Synów ich synów też, a wnuków jeszcze bardziej. Od 1803 roku ostatni władcy mogolscy dostawali od Anglików rentę. Lecz nie było aż tak wielkiej anarchii, jak by się wydawało. Wieśniacy i rzemieślnicy pracowali, a urzędnicy nadal zbierali cesarskie podatki, teraz kładąc pieniądz we własną kieszeń. Bengal rozkwitł za czasów Mira Dżumli, niegdyś najwyższego urzędnika finansowego Golkondy, potem za jego syna Asaf Chana. Radżputowie budowali nowe miasta, radżowie odtworzyli swe tubylcze państewka. Władzę brał, kto chciał. Hindusi zaczynali żyć na nowo.
Poślubił z miłości wdowę po afgańskim dowódcy wojskowym, który zginął w Bengalu. Nadał jej imię Nurdżahan, a jej ojca uczynił pierwszym ministrem. W latach 1615-1627 trzy osoby sprawowały władzę w cesarstwie, tak zwany triumwirat perski: Etimaduddaula i jego syn Asaf Chan oraz córka Nurdżahan. Uważana za niezwykle piękną i inteligentną, słynęła z wyszukanego smaku, umiejętności projektowania ogrodów, złotych ozdób i wnętrz pałacowych, wymyślała nowe projekty ubiorów; jej matka wynalazła procedurę uzyskiwania olejku różanego. Umiała organizować niezwykłe widowiska, za jej czasów durbary osiągnęły szczyt zbytku i wyrafinowania, układała wiersze po persku, była świetnym myśliwym. Stała się ulubioną żoną Dżahangira i do końca panowania cesarza uzyskała znaczący wpływ na dworze — w jej imieniu bito monety, a dekrety cesarskie nosiły jej podpis. Po dojściu do władzy Szahdżahana została odsunięta od wpływów przez własnego brata i zamieszkała w Lahore, gdzie oddała się akcji charytatywnej. Kronika dworu notuje: W dniu 8 grudnia 1645 roku zmarła Nurdżahan Begam, wdowa po cesarzu Dżahangirze. Po poślubieniu cesarza zdołała go sobie podporządkować i rządziła tak absolutnie administracją i dochodami państwa, że byłoby nieprzyzwoicie rozwodzić się nad tym w tej księdze.
[...]
Jej równie uzdolniony brat, Asaf Chan, wzmocnił pozycję rodziny wydając swą córkę, przyszłą Mumtaz, za syna cesarskiego, przyszłego Szahdżahana. A Nurdżahan stała się niedoścignionym wzorem dla swej siostrzenicy…
[...]
Jej równie uzdolniony brat, Asaf Chan, wzmocnił pozycję rodziny wydając swą córkę, przyszłą Mumtaz, za syna cesarskiego, przyszłego Szahdżahana. A Nurdżahan stała się niedoścignionym wzorem dla swej siostrzenicy…
Wstąpił na tron dzięki pomocy potężnego teścia Asaf Chana, de facto sprawującego władzę za czasów Dżahangira. Udał własną śmierć (wypił kozią krew, a potem zwymiotował w obecności wojskowych dowódców i przewrócił się), a Mumtaz wiozła go w orszaku żałobnym aż do Agry. Na oczach tłumu podczas durbaru w Czerwonym Forcie wydobył się z trumny i ogłosił cesarzem. Wykonał natychmiastowy wyrok śmierci na wszystkich bratankach i kuzynach — bracia już nie żyli — był pierwszym monarchą mogolskim, który przelał cesarską krew rodzinną. Gdy wstępował na tron miał 36 lat i było przed nim 30 lat panowania. Był bardziej Indem niż Mogołem, a jego żona była czystą Persjanką.
[...]
Gustował w perfumach i był pedantem na punkcie czystości, tak uprzejmy, że nawet do najniższego sługi nigdy nie zwracał się na ty. W 1612 roku, gdy miał dwadzieścia lat poślubił dziewiętnastoletnią Ardżumand-banu, córkę Asaf Chana. Jako cesarzowa otrzymała ona imię Mumtaz Mahal, Perła Pałacu. Urodziła czternaścioro dzieci, z których sześcioro dożyło wieku dojrzałego i wszyscy odegrali doniosłe role na scenie rodzinnego dramatu, zakończonego bratobójczą zbrodnią. Ostatnie, dziewczynka, stała się przyczyną zgonu cesarzowej, która zmarła w połogu w obozie wojskowym 7 czerwca 1631 roku.
[...]
Gustował w perfumach i był pedantem na punkcie czystości, tak uprzejmy, że nawet do najniższego sługi nigdy nie zwracał się na ty. W 1612 roku, gdy miał dwadzieścia lat poślubił dziewiętnastoletnią Ardżumand-banu, córkę Asaf Chana. Jako cesarzowa otrzymała ona imię Mumtaz Mahal, Perła Pałacu. Urodziła czternaścioro dzieci, z których sześcioro dożyło wieku dojrzałego i wszyscy odegrali doniosłe role na scenie rodzinnego dramatu, zakończonego bratobójczą zbrodnią. Ostatnie, dziewczynka, stała się przyczyną zgonu cesarzowej, która zmarła w połogu w obozie wojskowym 7 czerwca 1631 roku.
Asaf ChanW latach 1615-1627 trzy osoby sprawowały władzę w cesarstwie Wielkich Mogołów — Etimaduddaula, jego syn Asaf Chan oraz córka, którą Dżahangir poślubił z wielkiej miłości, gdy miała 34 lata. Podobno dla jej długich, czarnych warkoczy, wybitnej inteligencji, świetnie opanowanej sztuce jeździeckiej i umiejętności polowania na tygrysy. Wyjątkowo piękna i zmysłowa kipiała pomysłami, radośnie wcielając je w życie — na przykład wprowadziła nową modę na ciągnące się po ziemi muślinowe treny, peszwy, i zmusiła dwór do ich noszenia. Jej knowania, by utrzymać niekiedy wymykającą się z rąk władzę obmierzły wreszcie wszystkim i wszyscy na końcu ją opuścili, ale mimo to dla historii pozostała kobietą fascynującą.
[...]
Najszczęśliwsze lata życia, swój raj na ziemi, spędzili w pałacykach Adżmeru, w samym sercu Radżputany, wśród zalesionych pagórków okalających prastary, dobrze utrzymany zbiornik wodny Ana Sagar. Było to ukochane miejsce Akbara, gdzie wszyscy dobrze go jeszcze pamiętali. Z dala od dworu i pijackich ekscesów tatusia pławili się w rozkoszy bogactwa i książęcego splendoru bez obawy o władzę, gdyż nie byli przeznaczeni na tron cesarski. Mieli dużo czasu i poświęcali go również dzieciom. Polowania, turnieje, zabawy, tańce i swawola — oto beztroskie życie książęcej pary. Tam urodziły się prawie wszystkie dzieci, a książę był im — rzecz niespotykana! — prawdziwym ojcem. Słuchał ich perlistego śmiechu, bawił się, żartował, trzymał w ramionach i cieszył się z ich małych radości. To młoda żona sprawiła, że uznał harem za miejsce ciekawsze od wojskowych spelun, a towarzystwo dzieci — za godną uwagi przyjemność. Odłóżmy jednak do lamusa nasze ckliwe przekonania, że książę nie korzystał z haremowych nałożnic i pozostawał doskonale wierny swej małżonce. Miał przecież rozliczne obowiązki służbowe, misje wojskowe czy oficjalne wizyty na dworze cesarskim, na które pospiesznie wyruszał sam. Wprawdzie harem pod okiem żony towarzyszył zawsze dłuższym wyprawom, lecz synchronizacja w czasie była trudna do wykonania i nierzadko obozy zakładano oddzielnie. Nie wątpimy, iż młodzi pałali ku sobie ognistym uczuciem, lecz może jeszcze bardziej dbali o zapewnienie sobie politycznego bezpieczeństwa i równowagi sił na szachownicy władzy, zręcznie żonglując między intrygami dworskich ugrupowań i klik. To Asaf Chan, zdradziwszy własną siostrę, ułożył sprawy polityczne tak, by po śmierci Dżahangira na tron wstąpił jego zięć, a ukochana córka została cesarzową.
[...]
Najszczęśliwsze lata życia, swój raj na ziemi, spędzili w pałacykach Adżmeru, w samym sercu Radżputany, wśród zalesionych pagórków okalających prastary, dobrze utrzymany zbiornik wodny Ana Sagar. Było to ukochane miejsce Akbara, gdzie wszyscy dobrze go jeszcze pamiętali. Z dala od dworu i pijackich ekscesów tatusia pławili się w rozkoszy bogactwa i książęcego splendoru bez obawy o władzę, gdyż nie byli przeznaczeni na tron cesarski. Mieli dużo czasu i poświęcali go również dzieciom. Polowania, turnieje, zabawy, tańce i swawola — oto beztroskie życie książęcej pary. Tam urodziły się prawie wszystkie dzieci, a książę był im — rzecz niespotykana! — prawdziwym ojcem. Słuchał ich perlistego śmiechu, bawił się, żartował, trzymał w ramionach i cieszył się z ich małych radości. To młoda żona sprawiła, że uznał harem za miejsce ciekawsze od wojskowych spelun, a towarzystwo dzieci — za godną uwagi przyjemność. Odłóżmy jednak do lamusa nasze ckliwe przekonania, że książę nie korzystał z haremowych nałożnic i pozostawał doskonale wierny swej małżonce. Miał przecież rozliczne obowiązki służbowe, misje wojskowe czy oficjalne wizyty na dworze cesarskim, na które pospiesznie wyruszał sam. Wprawdzie harem pod okiem żony towarzyszył zawsze dłuższym wyprawom, lecz synchronizacja w czasie była trudna do wykonania i nierzadko obozy zakładano oddzielnie. Nie wątpimy, iż młodzi pałali ku sobie ognistym uczuciem, lecz może jeszcze bardziej dbali o zapewnienie sobie politycznego bezpieczeństwa i równowagi sił na szachownicy władzy, zręcznie żonglując między intrygami dworskich ugrupowań i klik. To Asaf Chan, zdradziwszy własną siostrę, ułożył sprawy polityczne tak, by po śmierci Dżahangira na tron wstąpił jego zięć, a ukochana córka została cesarzową.
Atreja Ajurweda
Czaraka ze starożytnego miasta Takszasili stworzył pierwsze przekazane potomności dzieło lekarskie. Było przeznaczone do opanowania ustnego, w formie rozmowy między Atreją-lekarzem a uczniami, każda rozmowa kończyła się wierszem. Czaraka-Samhita ukazuje niezwykły poziom ziołolecznictwa, a zbiory ziół i leków przewyższają zbiory egipskie, z których zresztą wiele było zwyczajowo importowanych z Indii. Medycyna jako „mądrość życia” stanowiła podstawę nauczania w wielkich ośrodkach nauki. W Takszasili (dziś Taxila), która leżała na głównej trasie łączącej Azję Centralną z Indiami Środkowymi, a następnie była stolicą Gandhary Zachodniej, mieściło się słynne centrum nauk medycznych i buddyjskich.
[...]
Czaraka-Samhita zebrała przede wszystkim to, co opracowano w owym centrum, ale najwybitniejszym mędrcem i nauczycielem medycyny był Atreja, żyjący w VIII lub VII wieku p.n.e. i on był uważany za ojca skodyfikowanej indyjskiej medycyny. Jako że Atreja jest imieniem jednego z riszi z czasów wedyjskich, można przypuszczać, że najwybitniejsi lekarze przyjmowali to imię lub otrzymywali je od swoich uczniów.
[...]
Drugim znakomitym centrum medycyny było Benares, a Mistrz Suśruta z Benares był również jednym z największych lekarzy, jak twierdzono rówieśnikiem Atreji. Jego praca Suśruta-Samhita, skodyfikowana do trwałego przekazu ustnego około 800 p.n.e., ukazuje zdumiewający poziom staroindyjskiej chirurgii, która była w swoim czasie przykładem bez precedensu. Umiano zoperować zaćmę i usunąć kamienie w pęcherzu moczowym, przeprowadzano sekcje zwłok dla nauczania anatomii. Do zszywania ran jelit posługiwano się dużymi czarnymi, bengalskimi mrówkami. Bardzo wysoki poziom wiedzy dotyczył spraw kobiecych — podano dokładny opis kobiecej miednicy, umiano skorygować złe ułożenie dziecka tuż przed porodem, wykonywano cesarskie cięcie (ale tylko wtedy, gdy kobieta zmarła i należało uratować dziecko).
[...]
Czaraka-Samhita zebrała przede wszystkim to, co opracowano w owym centrum, ale najwybitniejszym mędrcem i nauczycielem medycyny był Atreja, żyjący w VIII lub VII wieku p.n.e. i on był uważany za ojca skodyfikowanej indyjskiej medycyny. Jako że Atreja jest imieniem jednego z riszi z czasów wedyjskich, można przypuszczać, że najwybitniejsi lekarze przyjmowali to imię lub otrzymywali je od swoich uczniów.
[...]
Drugim znakomitym centrum medycyny było Benares, a Mistrz Suśruta z Benares był również jednym z największych lekarzy, jak twierdzono rówieśnikiem Atreji. Jego praca Suśruta-Samhita, skodyfikowana do trwałego przekazu ustnego około 800 p.n.e., ukazuje zdumiewający poziom staroindyjskiej chirurgii, która była w swoim czasie przykładem bez precedensu. Umiano zoperować zaćmę i usunąć kamienie w pęcherzu moczowym, przeprowadzano sekcje zwłok dla nauczania anatomii. Do zszywania ran jelit posługiwano się dużymi czarnymi, bengalskimi mrówkami. Bardzo wysoki poziom wiedzy dotyczył spraw kobiecych — podano dokładny opis kobiecej miednicy, umiano skorygować złe ułożenie dziecka tuż przed porodem, wykonywano cesarskie cięcie (ale tylko wtedy, gdy kobieta zmarła i należało uratować dziecko).
Babhrawaja Kamasutra
Po przeczytaniu i rozpatrzeniu dzieł Babhrawaji i innych starożytnych autorów i po rozpoznaniu znaczenia rad, jakich on udziela, traktat ten został napisany zgodnie z zasadami Świętych Pism dla dobra świata przez Watsjajanę, gdy tenże prowadził życie ucznia duchowego w Benares i był głęboko pogrążony w kontemplacji Boga. Dzieło to nie powinno być w istocie swej używane jako narzędzie do zaspokojenia pragnień. Każdy, kto wie, na czym opiera się prawdziwa nauka, zachowa ją, a ten kto wie, czym jest jego dharma, artha i kama i przestrzega obyczajów swej społeczności, ten może być pewien, że opanuje swe zmysły. Krótko mówiąc, kto jest mądry i przemyślny, a ciesząc się dharmą, arthą i nawet kamą, nie staje się niewolnikiem swych pożądań, ten uzyska sukces we wszystkim, co przyjdzie mu przedsięwziąć.
[...]
Aforyzmy miłości Watsjajany zawierają około 1250 śloków czyli stanc, ułożonych w 7 części, 36 rozdziałów i 64 akapity. Choć nie ulega kwestii, że jest to dzieło na nowo przez autora przemyślane i skomponowane, to on również cytuje wcześniejszego autora, niejakiego Babhrawaję i jego uczniów, jakby podkreślając rangę starożytnych pism i przekazu ustnego. W tym sensie traktat ten nie jest więc oryginalny, lecz opiera się na długiej, może nawet tysiącletniej tradycji przekazu ustnego, przez Watsjajanę jedynie zapisanego w sanskrycie.
[...]
Aforyzmy miłości Watsjajany zawierają około 1250 śloków czyli stanc, ułożonych w 7 części, 36 rozdziałów i 64 akapity. Choć nie ulega kwestii, że jest to dzieło na nowo przez autora przemyślane i skomponowane, to on również cytuje wcześniejszego autora, niejakiego Babhrawaję i jego uczniów, jakby podkreślając rangę starożytnych pism i przekazu ustnego. W tym sensie traktat ten nie jest więc oryginalny, lecz opiera się na długiej, może nawet tysiącletniej tradycji przekazu ustnego, przez Watsjajanę jedynie zapisanego w sanskrycie.
Baburam Bhattarai Gurkhowie
13 lutego 1996 roku Partia komunistyczna Nepalu (Maoiści) pod wodzą Praczandy i Baburama Bhattarai ogłosiła utworzenie Nepalskiej Armii Ludowej i rzuciła hasło „walki zbrojnej narodu nepalskiego przeciw władzy”. Od początku było jasne, że chodziło o zniesienie monarchii i wprowadzenie demokracji, nigdy zaś nie myślano o wprowadzeniu systemu komunistycznego i zniesieniu prawa własności czy wolnego rynku, wiadomo też było, że ekonomia Nepalu pozostanie kapitalistyczna. Walka ta nigdy nie została zaakceptowana przez ogół państw europejskich ani uznana za słuszną, a rewolucjonistów nazywano rebeliantami, terrorystami, buntownikami. Siebie samych nazwali oni maoistami, co dla Europy było szokiem, przywołało bowiem stare fantomy i obudziło strach. Ponieważ jednak Europa i Stany Zjednoczone są legalistyczne, to w tamtych czasach nikomu nie przyszło do głowy, że walka miała słuszny cel. Trwała dziesięć lat: 1996-2006.
Bahadur Szah II Anglicy w Indiach
Kompania Wschodnioindyjska od końca XVIII wieku werbowała do swej armii rodzimych mieszkańców Indii, sipaje=miejscowi, głównie Sikhów i Gurkhów, poddając ich musztrze angielskich oficerów. Powstanie, Rewolta czy Bunt Sipajów wybuchł, kiedy dowiedziano się, że tłuszcz konieczny do czyszczenia luf armatnich czy konserwacji amunicji pochodzi jakoby z krowy, co wzburzyło hindusów lub wieprza, co wzburzyło muzułmanów. 29 marca 1857 roku 80 tysięcy żołnierzy było gotowych do przeciwstawienia się temu zarządzeniu. Powstańcy zdobyli Delhi i wiele innych ośrodków władzy brytyjskiej. Buntownicy, jak ich nazywają Anglicy, powstańcy, jak ich nazywają hindusi i muzułmanie, konsolidowali się wokół osoby cesarza mogolskiego, Bahadura Szaha II w Delhi, który dla nich był zapewne gwarantem starego porządku. Paradoksalnie, lepszy wydawał się powrót do „rodzimego” porządku cesarstwa mogolskiego niż panowanie prawdziwie „obcych” Anglików. Do buntu sipajów dołączyli wieśniacy (powstanie chłopskie) oraz muzułmanie z przesłaniem dżihadu, świętej wojny przeciw Anglikom i całe północne Indie stanęły w ogniu. Ale prawdziwym powodem wzburzenia było oczywiście pozbawienie prowincji Oudh suwerenności. Po roku powstanie zostało krwawo stłumione.
Baladżi Wiśwanath Marathowie
Po śmierci Aurangzeba, kiedy cesarstwo Wielkich Mogołów praktycznie przestało istnieć, otworzyła się jeszcze większa szansa ekspansji marackiej, tym bardziej, że zwolniono z więzienia wnuka Śiwadżiego, Śahu. Udało mu się zdobyć kontrolę nad państwem i podpisać traktaty pokojowe z dworem mogolskim, a swoją politykę oparł o daleko idącą współpracę ze starymi rodami marackimi. W 1713 roku, Śahu utworzył urząd peszwy, premiera, i stanowisko to objął Baladżi Wiśwanath. Od roku 1727 peszwowie zagarnęli całą władzę, stanowisko stało się dziedziczne i w ich rękach spoczywała faktyczna władza nad państwem Marathów. Prowadzili nadal politykę ekspansji, zagarniając coraz to nowe ziemie. Zdobyli Gudżarat, Malwę, część Radżastanu, zagrozili nawet Bengalowi. W drugiej połowie XVIII wieku stanowili poważną siłę polityczną i militarną, odnosili zwycięstwa nad Anglikami i wydawało się, że nic nie powstrzyma ich przed opanowaniem całego kraju. Delhi przeszło na własność Marathów w 1788 roku.
Balu Ma Amritananda Mayi
Był to zaczyn aszramu, rok 1978. Pierwszymi stałymi mieszkańcami, miłośnikami Ammy byli: młoda Australijka Gayatri, Amerykanin mieszkający wcześniej w aszramie Ramany Maharishiego oraz Balu, pierwszy uczeń, który porzucił rodzinę i przybył do mistrza na całe życie, nie zważając na brak dachu nad głową. Ci pierwsi brahmaczarjowie dzielili z Ammą wszystkie jej problemy rodzinne i nieznośną niechęć ojca. Żyli tylko i wyłącznie z datków i darowizn pielgrzymów przybywających na darśanę Devi bhava do Ammy.
Besant, Annie Jiddu Krishnamurti, Polacy wobec Indii
Członkowie Towarzystwa, egzaltowani i spragnieni przywództwa duchowego Europejczycy i Indusi, poszukiwali „nowego” awatarę Boga czy też „nowego” Mesjasza na miarę „nowych” czasów. „Znaleźli” go w osobie młodziutkiego Krishny, stawiając na czele Zakonu Gwiazdy na Wschodzie, dziwnej organizacji powołanej do życia w 1909 roku przez Annie Besant, przewodniczącą Towarzystwa Teozoficznego.
[...]
Annie Besant adoptowała Jiddu i jego brata i zabrała chłopców do Anglii. Byli tam prywatnie kształceni, a Krishnamurti przygotowywany do roli Nauczyciela Świata. Chłopcy bardzo cierpieli z powodu klimatu i niestosownego wyżywienia — kazano im codziennie wypijać ogromne ilości mleka, skarżyli się na płatki owsiane i jajka, których w Indiach nigdy nie jedli. Młody Jiddu nie rozumiał powodów uwielbienia i niezdrowej egzaltacji, jaka go otaczała — pytał Dlaczego uwzięli się właśnie na mnie?
[...]
Annie Besant adoptowała Jiddu i jego brata i zabrała chłopców do Anglii. Byli tam prywatnie kształceni, a Krishnamurti przygotowywany do roli Nauczyciela Świata. Chłopcy bardzo cierpieli z powodu klimatu i niestosownego wyżywienia — kazano im codziennie wypijać ogromne ilości mleka, skarżyli się na płatki owsiane i jajka, których w Indiach nigdy nie jedli. Młody Jiddu nie rozumiał powodów uwielbienia i niezdrowej egzaltacji, jaka go otaczała — pytał Dlaczego uwzięli się właśnie na mnie?
O Wandzie Dynowskiej-Umadevi (1888-1971) piękny i wyczerpujący artykuł napisał Kazimierz Tokarski, odsyłam do tej internetowej publikacji. Wanda Dynowska wyjechała do Indii w 1935 roku i została tam aż do śmierci, ostatnie dziesięć lat życia poświęcając sprawie tybetańskiej. Organizowała ochronki i szkoły dla tybetańskich dzieci, uciekających z ojczyzny po agresji Chin na Tybet. Poznała w swoim barwnym życiu wielu znakomitych mistrzów duchowych — Annie Besant, Jiddu Krishnamurtiego, Śri Aurobindo, Śri Ramanę Maharishiego, Nisargadattę Maharaja, wielokrotnie rozmawiała z Mahatmą Gandhim. Przyjaźniła się z Dalajlamą i Karolem Wojtyłłą. Uczyła, także samych Indusów, dostrzegać wielkość Indii. Wraz z Maurycym Frydmanem założyła Bibliotekę Indyjsko-Polską (która wciąż nie doczekała się w Polsce naukowego opracowania). Nazwano ją Wielką Ambasadorką kultury indyjskiej dla Polaków (ale Polacy wciąż nie znają ani jej życia, ani dorobku). Sama o sobie powiedziała: Jedyną dla mnie drogą, od której nie odstąpię nigdy, jest służenie Mistrzom i praca.
Bharata świątynie tamilskie
I wreszcie tancerka profesjonalna, gopika, która wykonywała zawód dziedzicznie i przekazywała swe umiejętności córce. Studiowała Natjasiastrę, traktat o tańcu, muzyce, sztuce dramatycznej i recytacji, napisany w I wieku n.e. przez Bharatę i uważany za piątą Wedę, w którym zawarto podstawowe zasady tworzenia teatru i układania spektakli, kompozycji utworów muzycznych i poetyckich oraz mimiki, czyli sztuki układania twarzy, abhinaya. Od starożytności była to jedna z najważniejszych umiejętności, pomocna w rozwijaniu wszystkich pozostałych sztuk ekspresyjnych. Abhinaya twarzy, na której wyraźnie miały malować się uczucia złości, nienawiści, pożądania, zazdrości, strachu czy miłości, wymagała wielu lat pracy i wyćwiczenia inteligencji. Studiowała abhinayę ciała i równie trudny, skodyfikowany język gestów i układu rąk, hasty i mudry, a każdy gest miał w tekście sanskryckim precyzyjnie określoną formułę i ściśle przyporządkowane układy mimiki twarzy. Gopika do utraty tchu powtarzała w ćwiczeniach 108 klasycznych pozycji Ananda Tandawy, szukając odpowiedniego ruchu, gati, dla każdej stopy.
Bholanath Ma Ananda Mayi
Została wydana za mąż w wieku 14 lat, ale od pierwszych dni małżeństwa deklarowała pragnienie zachowania czystości, bycia brahmaczarją. Jej mąż, Bholanath, uznał wyjątkowość Nirmali i oboje do końca życia pozostali w białym małżeństwie, uznawał żonę za swego guru. Sprawował nad nią czułą opiekę aż do czasu powstania pierwszych aszramów i przejęcia opieki przez uczniów. Również jej matka poszła za nią i uznała za guru, a w późniejszych latach życia została wielką joginią.
Bishan Singh Radżputowie
W latach 1699-1743 władcą był Dżaj Singh II, który zbudował miasto Dżajpur i przeniósł tam stolicę rodową. Jego ojciec, Bishan Singh, dał mu najlepsze możliwe wykształcenie, gdyż już w niemowlęctwie przepowiedziano mu wspaniały los. Wstąpił na tron w wieku 11 lat, panował przez 44 lata. To on dostał on Aurangzeba tytuł Sawai, raz i ćwiartkę mądrzejszy. Wstawał o świcie przy tajemniczym dźwięku fletu i w prostej szacie udawał się do świątyni Kali, gdzie modlił się żarliwie. Pracował przez 14 godzin dziennie, pasjonowała go matematyka i astronomia, studiował Syntaxe Ptolemeusza, Tabulae Astronomica De La Hire’a, Historia Coelestis Britanica Flamsteeda, Principia Newtona, Elements Euklidesa, tablice astronomiczne Mirza Ulug Bega oraz dzieła Aryabhatty, Varahmihiry, Brahmagupty i Bhaskaracharyi. Kazał tłumaczyć na sanskryt greckie i perskie dzieła starożytnych astronomów, zgromadził ogromną bibliotekę. Zbudował pięć obserwatoriów astronomicznych Jantar Mantar — w Dżajpurze, w swoim pałacu nad Gangą w Benaresie, w Udżdżainie i Mathurze, a w Delhi — dla potrzeb władcy mogolskiego Muhameda Szaha (jantra z sanskrytu instrument; mantra — formuła magiczna do obliczeń).
Bohm, David Jiddu Krishnamurti
Szerokim echem w Stanach Zjednoczonych odbiła się publikacja jego rozmów z Davidem Bohmem, laureatem nagrody Nobla w dziedzinie fizyki współczesnej, gdzie przedstawił koncepcję czasu według filozofii indyjskiej, nie odbiegającą od współczesnych teorii panujących w najnowszej fizyce.
Borlaug, Norman M.S. Swaminathan
Motorem akcji zwanej zieloną rewolucją była ekonomiczna motywacja zysku i regulacja rynku. Agronom z Teksasu — Norman Borlaug, laureat pokojowej nagrody Nobla z 1970 roku, wprowadził biologicznie zmodyfikowane odmiany zbóż, zwłaszcza ryżu i kukurydzy, które dla Swaminathana okazały się kluczem do indyjskiej drogi naprawy rolnictwa. Rewolucję rozpoczęto w Pendżabie, przy wielkim zaangażowaniu Sikhów, a następnie wprowadzono w Tamil Nadu i innych regionach.
Brairaj Singh Radżputowie, Stany Książęce Indii
Obecnym maharadżą jest Brairaj Singh.
Maharadża Brairaj Singh do dzisiaj pieści swój urząd.
Chusru Szahdżahan
W dzieciństwie nie był przeznaczony do tronu, miał bowiem dwóch starszych braci: Chusru i Parweza. Najstarszy został przez ojca oślepiony i wtrącony do lochu za spisek, młodszy — pił na umór i wpadał raz po raz w delirium tremens, aż zapił się na śmierć. Udział księcia w zamordowaniu braci nie jest potwierdzony żadnym pewnym źródłem, ale nie wykluczony.
Czandragupta Maurja maharadżowie
Przez cały wiek XVIII i pierwszą połowę wieku XIX (1707-1857) ekonomiczny i gospodarczy rozwój stanów książęcych był krępowany przez Kompanię Wschodnioindyjską, która nie przeszkadzała jednak — co trzeba wyraźnie podkreślić — rozwojowi wolności wyznania wszystkich religii na subkontynencie. Po 180 latach okupacji mogolskiej i panoszenia się islamu, dławiącego wszelkie przejawy hinduskiej obyczajowości i religijności, nastąpił wielki wybuch uczuć religijnych i niczym nie skrępowany powrót do własnych korzeni. Wszyscy władcy indyjscy mają w tej rehinduizacji ogromny udział. Nawet sułtani, nababowie i nizam Hajdarabadu, pozostający w Indiach brytyjskich władcami jak najbardziej legalnymi, wspierali powrót do tradycji hindu, niejednokrotnie zapraszając hindusów do udziału w świętach islamu. Jedną z najbardziej charakterystycznych cech władców Indii było zawsze to, że nie mieszali się oni w sprawy lokalnych religii — często było tak, że ludność wyznawała islam, a władca — religię hindu (Kaszmir i Hari Singh), albo odwrotnie — ludność była hindu, a władca — muzułmaninem (Majsur i Sułtan Tipu, Hajdarabad i dynastia nizamów). W państwach zarządzanych przez władców hinduskich (Dżajpur, Indore, Gwalior) muzułmańskie święto Id było obchodzone tak samo hucznie jak Diwali i Holi, a w państwach zarządzanych przez władców muzułmańskich (Bhopal, Hajdarabad) wyznawcy Śiwy i Kriszny czuli się bezpiecznie. Każdy władca interesował się wszystkimi religiami w księstwie i starał się w ramach swych możliwości każdej z nich czynić stosowne darowizny wspierające poszczególne tradycje. Władcy radżpuccy oddawali wreszcie swobodny kult bogu Ramie, którego zresztą uważali mniej za boga ile za władcę idealnego, a nawet za swego protoplastę, dla wieśniaków odbudowali zaś świątynie poświęcone Krisznie, zrujnowane przez Mogołów. W Benares odbudowane wszystkie śiwaickie świątynie, zburzone z rozkazu Aurangzeba. W wielkich świątyniach tamilskich, które przetrwały nietknięte, bramini powrócili z całą pompą do tradycji drawidyjskich dzięki hojności władców. Działalność ta daleko wykraczała poza zwykły obowiązek czy poprawność polityczną, lub tak zwaną tolerancję religijną — władca-administrator autentycznie interesował się sprawami ludności, nad którą miał pieczę, a wyznań starych i nowych, religii odwiecznych jak Indie oraz nowych jak islam była tak niezliczona ilość, że i samemu władcy trudno się było w nich wyznać. Wraz z całą falą odnowy tradycji hinduskich, władcy starali się powracać do najstarszych rodzimych modeli, i tak na przykład w sprawach politycznych opierali się na traktacie Arthashastra, napisanym w IV wieku p.n.e. przez Kautilię, ministra króla Czandragupty Maurji. Nie ulega kwestii, że renesans religii i tradycji hinduskich w XVIII, XIX i XX wieku jak kraj długi i szeroki Indie zawdzięczają maharadżom.
Czaraka Ajurweda
Jednak cały zasób owej wiedzy przetrwał w późniejszych utworach staroindyjskich lekarzy — Czaraki i Suśruty.
[...]
Czaraka ze starożytnego miasta Takszasili stworzył pierwsze przekazane potomności dzieło lekarskie. Było przeznaczone do opanowania ustnego, w formie rozmowy między Atreją-lekarzem a uczniami, każda rozmowa kończyła się wierszem. Czaraka-Samhita ukazuje niezwykły poziom ziołolecznictwa, a zbiory ziół i leków przewyższają zbiory egipskie, z których zresztą wiele było zwyczajowo importowanych z Indii. Medycyna jako „mądrość życia” stanowiła podstawę nauczania w wielkich ośrodkach nauki. W Takszasili (dziś Taxila), która leżała na głównej trasie łączącej Azję Centralną z Indiami Środkowymi, a następnie była stolicą Gandhary Zachodniej, mieściło się słynne centrum nauk medycznych i buddyjskich.
[...]
Czaraka ze starożytnego miasta Takszasili stworzył pierwsze przekazane potomności dzieło lekarskie. Było przeznaczone do opanowania ustnego, w formie rozmowy między Atreją-lekarzem a uczniami, każda rozmowa kończyła się wierszem. Czaraka-Samhita ukazuje niezwykły poziom ziołolecznictwa, a zbiory ziół i leków przewyższają zbiory egipskie, z których zresztą wiele było zwyczajowo importowanych z Indii. Medycyna jako „mądrość życia” stanowiła podstawę nauczania w wielkich ośrodkach nauki. W Takszasili (dziś Taxila), która leżała na głównej trasie łączącej Azję Centralną z Indiami Środkowymi, a następnie była stolicą Gandhary Zachodniej, mieściło się słynne centrum nauk medycznych i buddyjskich.
Ćimanabai dżati, Stany Książęce Indii
Twórca potęgi rodu Gaekwarów z Barody, Sajadżi Rao, był synem niepiśmiennego rolnika, którego ożeniono z piękną Ćimanabai, arystokratką z ludu Marathów (mieszkańcy Maharashtry).
Najchlubniejszym władcą był Sajadżi Rao III, który wstąpił na tron jako adoptowany syn poprzedniego władcy, mając zaledwie dwanaście lat i rządził Barodą przez 64 lata, od 1875 do 1939 roku. Poślubił piękną Ćimanabai, inteligentną arystokratkę z rodu Marathów, która stała się zagorzałą bojowniczką o prawa kobiet — w 1927 roku przewodniczyła ona pierwszej Ogólnoindyjskiej Konferencji Kobiet. Oboje przekształcili Barodę w jedno z najlepiej rozwiniętych państw Radżu brytyjskiego, a choć byli przy tym wielce przywiązani do tradycji, to uważano ich za najbardziej oświeconych władców Indii.
[...]
Wnuczką śmiałej Ćimanabai i oświeconego Sajadżi Rao jest Gayatri Devi, która zostając w 1940 roku maharanią Dżajpuru wniosła w wianie mężowi najbogatszy posag ówczesnych Indii.
[...]
Wnuczką śmiałej Ćimanabai i oświeconego Sajadżi Rao jest Gayatri Devi, która zostając w 1940 roku maharanią Dżajpuru wniosła w wianie mężowi najbogatszy posag ówczesnych Indii.
Danijal Akbar
W cieszącym się sporą swobodą haremie obok kobiet mogolskich żyły hinduski, Persjanki, Ormianki, Chinki i czarnulki… Miał około 20 żon i setkę dzieci, tak piszą dworscy kronikarze. Tylko dwie żony odegrały jakąś rolę u boku cesarza — bezimienna Radżputka z Amberu, która dała mu następcę tronu (po czym zniknęła z historii) oraz kuzynka Salima, Sultana Begam, najpierw konkubina, a od 1561 roku żona i przyjaciółka, która dała mu syna Murada. Danijal urodził się z konkubiny. Trzech synów walczyłoby niechybnie o tron na śmierć i życie, gdyby dwóch z nich nie zapiło się na śmierć, jeszcze za życia Akbara: Murad w kwiecie swych 29 lat, a Danijal — trzydziestu dwóch. Dżahangir, ukochany książę Salim, był przez całe życie alkoholikiem i narkomanem. Wydał dziwny dekret dotyczący własnych córek: księżniczki krwi nie mogły wyjść za mąż, więdły więc na oczach dworu w dusznym haremie — wykształcone, piękne i bogate. Kobiety szanował, ale do władzy nie dopuszczał, najbardziej kochał swoją matkę, Hamidę-begam, której rad chętnie słuchał; zmarła ona zaledwie rok przed cesarzem, w wieku 77 lat.
Desjardins, Arnaud Ma Ananda Mayi, Romain Rolland
Swami Widżajananda, francuski lekarz, którego powołała na ucznia w 1951 roku, otrzymał od niej szereg inicjacji, a po okresie długoletnich odosobnień w pustelniach himalajskich, powrócił do ukochanej mistrzyni w 1975 roku i trwał przy niej do ostatnich chwil. Także pod wielkim wpływem nauczania Ma pozostawał wielki francuski dziennikarz, Arnaud Desjardins, który odwiedził jej aszram w 1959 roku i jako pierwszy nakręcił film dla francuskiej telewizji o tej największej mistyczce dwudziestego wieku.
Na tej kultowej swego czasu księdze wychowało się parę pokoleń Francuzów, a wśród nich — Andre Malraux, Alain Danielou, Jacques Vigne, Arnaud Desjardins, Jacques Dupuis, Catherine Clement, Guy Deleury, Madelaine Biardeau, Daniel Roumanoff, Guy Sorman i inni. To dzięki nim wszystkim stałam się miłośnikiem Indii.
Dhundiah Wagh Wellington
Zorganizował i modelowo przeprowadził wyprawę przeciwko słynnemu rozbójnikowi Dhundiah Wagh, plądrującemu okolice. Najtrudniejszym manewrem było przejście przez dżunglę na granicy państwa Marathów i Majsuru. W lipcu 1800 padła główna forteca, po czym wymordowano 5 tysięcy ludzi. Wellesley wpadł do wioski na czele jazdy wprost na obóz, wycinając zabijaków jedną wspaniałą szarżą. Poniósł go bojowy entuzjazm, na który nigdy już więcej sobie nie pozwolił — po raz pierwszy i ostatni poprowadził osobiście atak jazdy konnej. Docenił wartość partyzantki, z której później chętnie korzystał.
[...]
W załączeniu przesyłam czek (…) na sumę tysiąca pagod, którą to sumę pozostawiam do dyspozycji Wysokiego Sądu w Seringapatam, z przeznaczeniem dla Salabuta Chana, syna nieżyjącego Dhundiah Wagha. Życzę sobie, aby Wysoki Sąd objął opiekuństwo nad wymienionym Salabutem-chanem i dopilnował jego wykształcenia, którego koszty mają być pokryte z powyższej sumy dwustu pagod, już na ten cel złożonych na ręce pułkownika…
[...]
W załączeniu przesyłam czek (…) na sumę tysiąca pagod, którą to sumę pozostawiam do dyspozycji Wysokiego Sądu w Seringapatam, z przeznaczeniem dla Salabuta Chana, syna nieżyjącego Dhundiah Wagha. Życzę sobie, aby Wysoki Sąd objął opiekuństwo nad wymienionym Salabutem-chanem i dopilnował jego wykształcenia, którego koszty mają być pokryte z powyższej sumy dwustu pagod, już na ten cel złożonych na ręce pułkownika…
Dipendra Gurkhowie
Dnia 1 czerwca 2001 roku w piątek rodzina królewska spotkała się na zwyczajowej kolacji w Domu Królewskim w Katmandu (nie w pałacu). Przy obszernym stole w jadalni zasiedli: król Birendra, królowa-matka, rodzicielka trzech braci, z których najstarszy był królem, drugi był nieobecny, a trzeci siedział przy stole z żoną, pochodzącą również z rodu Ranów, obok nich siedział trzydziestoletni syn z żoną, pochodzącą z rodu maharadżów Scindia z Gwalior z dwójką dzieci, siedmioletnim wnukiem i dziesięcioletnią wnuczka trzeciego brata królewskiego, wreszcie królowa Aiswarya, pochodząca z rodziny Ranów i jej syn Dipendra, ówczesny następca tronu, kawaler, z młodszym bratem Nirayanem i siostrą Shruti. Razem dwanaście osób najbliższej rodziny, a pięć innych ofiar masakry należało do rodziny dalszej.
[...]
Po masakrze, oficjalny komunikat wydany przez rząd powtarzał w nieskończoność, że między ojcem-królem a synem-królewiczem doszło do fatalnego konfliktu, że następca tronu był pijany, że wściekły wybiegł z pokoju i wrócił w stroju komandosa, i zastrzelił całą rodzinę. Dalecy krewni, którzy przeżyli jatkę, opowiedzieli po paru dniach, że istotnie miała miejsce gwałtowna wymiana zdań na temat żeniaczki królewicza, ale nieprawdą było, iż był pijany, wypił może jedną lampkę wina. Dipendra powtarzał, że nigdy nie poślubi Ranówny, ale królowa była zdania, że ma ją poślubić. Królewicz mówił, że chce ożenić się z koleżanką ze studiów, hinduską. Królowa powtórzyła, że nie zgodzi się na to, by jej syn następca tronu poślubił jakąś obcą zamiast Ranówny. Zdaje się, że rozstrzygnięcie sprawy ożenku, było jednym z głównych tematów wieczoru, gdyż Dipendra miał parę dni później skończyć trzydzieści lat. Królewicz groził, że kiedy zostanie królem, natychmiast odwoła ten konsensus, ale królowa powtarzał swoje. Mniej więcej w takim momencie wkroczył do akcji król. Ponieważ sprzeczka między matką a synem znalazła się nagle w centrum zainteresowania, poprosił on syna o opuszczenie sali jadalnej i udanie się do swego pokoju. W etykiecie dworskiej oznaczało to ukaranie syna przy zachowaniu twarzy wszystkich członków rodziny. Dipendra wyszedł i jakoby wrócił po paru minutach ubrany w strój komandosa i zaczął strzelać.
[...]
Dla służących Domu Królewskiego i dla mieszkańców Katmandu było od samego początku jasne, że zdarzyło się coś niepojętego. Dipendra nie był ani orłem ani aniołem, ale nie był zdolny do tego, by zabić z zimną krwią babcię, ojca, matkę, wujka, ciotkę, brata i siostrę ani dalszych krewnych. Dla jednego człowieka było to zadanie niemożliwe do wykonania. Nawet gdyby chciał, to technicznie było to niemożliwe.
[...]
Dipendra został przewieziony do szpitala w piątek późnym wieczorem. W jego plecach lekarze znaleźli paręnaście kul, był w agonii. Zmarł w poniedziałek rano. Nie wiedząc o tym, był królem Nepalu od 1 do 4 czerwca 2001. Kolejnym, trzynastym królem Nepalu został po raz wtóry jego wuj, brat ojca, Gyanendra Bir Bikram Shah Dev. Okoliczności, w jakich doszedł do władzy nie były wyjaśnione, ale na początku rządów wciąż korzystał z niepisanego „immunitetu” — był jednak wnukiem Tribhuvana, który otworzył Nepal na świat, otrzymał sakrę królewską w jego obecności.
[...]
Po masakrze, oficjalny komunikat wydany przez rząd powtarzał w nieskończoność, że między ojcem-królem a synem-królewiczem doszło do fatalnego konfliktu, że następca tronu był pijany, że wściekły wybiegł z pokoju i wrócił w stroju komandosa, i zastrzelił całą rodzinę. Dalecy krewni, którzy przeżyli jatkę, opowiedzieli po paru dniach, że istotnie miała miejsce gwałtowna wymiana zdań na temat żeniaczki królewicza, ale nieprawdą było, iż był pijany, wypił może jedną lampkę wina. Dipendra powtarzał, że nigdy nie poślubi Ranówny, ale królowa była zdania, że ma ją poślubić. Królewicz mówił, że chce ożenić się z koleżanką ze studiów, hinduską. Królowa powtórzyła, że nie zgodzi się na to, by jej syn następca tronu poślubił jakąś obcą zamiast Ranówny. Zdaje się, że rozstrzygnięcie sprawy ożenku, było jednym z głównych tematów wieczoru, gdyż Dipendra miał parę dni później skończyć trzydzieści lat. Królewicz groził, że kiedy zostanie królem, natychmiast odwoła ten konsensus, ale królowa powtarzał swoje. Mniej więcej w takim momencie wkroczył do akcji król. Ponieważ sprzeczka między matką a synem znalazła się nagle w centrum zainteresowania, poprosił on syna o opuszczenie sali jadalnej i udanie się do swego pokoju. W etykiecie dworskiej oznaczało to ukaranie syna przy zachowaniu twarzy wszystkich członków rodziny. Dipendra wyszedł i jakoby wrócił po paru minutach ubrany w strój komandosa i zaczął strzelać.
[...]
Dla służących Domu Królewskiego i dla mieszkańców Katmandu było od samego początku jasne, że zdarzyło się coś niepojętego. Dipendra nie był ani orłem ani aniołem, ale nie był zdolny do tego, by zabić z zimną krwią babcię, ojca, matkę, wujka, ciotkę, brata i siostrę ani dalszych krewnych. Dla jednego człowieka było to zadanie niemożliwe do wykonania. Nawet gdyby chciał, to technicznie było to niemożliwe.
[...]
Dipendra został przewieziony do szpitala w piątek późnym wieczorem. W jego plecach lekarze znaleźli paręnaście kul, był w agonii. Zmarł w poniedziałek rano. Nie wiedząc o tym, był królem Nepalu od 1 do 4 czerwca 2001. Kolejnym, trzynastym królem Nepalu został po raz wtóry jego wuj, brat ojca, Gyanendra Bir Bikram Shah Dev. Okoliczności, w jakich doszedł do władzy nie były wyjaśnione, ale na początku rządów wciąż korzystał z niepisanego „immunitetu” — był jednak wnukiem Tribhuvana, który otworzył Nepal na świat, otrzymał sakrę królewską w jego obecności.
Drupada Bhagawadgita
Kriszna w Mahabharacie pojawia się po raz pierwszy jako postać boska. Jest dorosłym mężczyzną, rezyduje w Dwarce z synem Pradjumną, który synów Drupady uczy sztuk walki. Mieszka też z nimi Abhimanju, syn ukochanej siostry Subhadry i ukochanego przyjaciela Ardżuny. Jest zaprzyjaźniony z całym rodem Pandawów — odwiedzają się wzajemnie i pytają o zdrowie, siedzą razem przy stole, śpią w jednym łóżku i chodzą na wspólne spacery. Gdyby w środku eposu o wojnie Bharatów nie pojawiła się Bhagawadgita, Kriszna zostałby tylko zwykłym ksiatriją, przywódcą klanu Jadawów, który to klan wyrzyna w pień sam siebie, tak jak wyrżnęły się wzajemnie wszystkie inne klany. Od pierwszej linijki Bhagawadgity natrafiamy na egzystencjalną sprzeczność: wojownik Ardżuna odczuwa rozpacz, a bóg miłości Kriszna podżega do bratobójczej wojny. Co się tutaj dzieje?
Dynowska, Wanda aszram, Polacy wobec Indii, Ramana Maharishi, swastyka
Ramana Maharishi mieszkał przez całe życie w grocie u stóp świętej góry Arunaczala i nie chciał jej porzucić, lecz jego uczniowie zbudowali w latach 30-tych XX wieku Ramana Maharishi Ashram, by nadać nauczaniu tego mistyka wymiar bardziej powszechny; mieszkała tam jakiś czas nasza rodaczka Wanda Dynowska.
O Wandzie Dynowskiej-Umadevi (1888-1971) piękny i wyczerpujący artykuł napisał Kazimierz Tokarski, odsyłam do tej internetowej publikacji. Wanda Dynowska wyjechała do Indii w 1935 roku i została tam aż do śmierci, ostatnie dziesięć lat życia poświęcając sprawie tybetańskiej. Organizowała ochronki i szkoły dla tybetańskich dzieci, uciekających z ojczyzny po agresji Chin na Tybet. Poznała w swoim barwnym życiu wielu znakomitych mistrzów duchowych — Annie Besant, Jiddu Krishnamurtiego, Śri Aurobindo, Śri Ramanę Maharishiego, Nisargadattę Maharaja, wielokrotnie rozmawiała z Mahatmą Gandhim. Przyjaźniła się z Dalajlamą i Karolem Wojtyłłą. Uczyła, także samych Indusów, dostrzegać wielkość Indii. Wraz z Maurycym Frydmanem założyła Bibliotekę Indyjsko-Polską (która wciąż nie doczekała się w Polsce naukowego opracowania). Nazwano ją Wielką Ambasadorką kultury indyjskiej dla Polaków (ale Polacy wciąż nie znają ani jej życia, ani dorobku). Sama o sobie powiedziała: Jedyną dla mnie drogą, od której nie odstąpię nigdy, jest służenie Mistrzom i praca.
W aszramie w Tiruvannamalai spędziła wiele czasu Wanda Dynowska.
Że tak się nie stało — wiemy. Jedną z osób, która przestrzegała Hindusów przed wejściem w sojusz z Niemcami, była Wanda Dynowska, Polka, która uciekła z armią Andersa i po zmiennych kolejach losu osiadła w południowych Indiach. W Pondicherry, mieście należącym jeszcze wtedy do Francuzów, spotykała się ze Śri Aurobindo, filozofem i myślicielem, którego wpływ na indyjską myśl polityczną był ogromny. Ona to właśnie ostrzegała go przed nazistami i ich grą na „archaicznych symbolach”.
Dżahanara Aurangzeb, Dara Szikoh, Szahdżahan, Tadż Mahal
Ogłosił się cesarzem 5 czerwca 1659 roku. Bracia jeszcze żyli, Szahdżahan był więźniem, a Dżahanara dobrowolną towarzyszką ojca. Kazał rzucać w tłum złote i srebrne monety, więc błyskawicznie roztrwonił nadwyżkę finansową państwa. Wydał zakaz picia wina i korzystania z rozrywek, używania haszyszu i gier hazardowych, pozamałżeńskich stosunków płciowych, wygłaszania heretyckich poglądów, bluźnierstw i noszenia brody dłuższej niż na szerokość czterech palców. Kobietom zakazał chodzić w obcisłych spodniach, nakazał wkładać tylko szerokie pantalony. Gardził przepychem dworu, a ponieważ w muzyce był głuchy jak pień, wyrzucił muzyków. Nie znosił malarstwa. Przepędził astrologów, zniósł urząd nadwornego poety, zresztą nie znosił języka perskiego, kochał tylko turecki, język obozów wojskowych. Zabronił sadzić róże w ogrodach cesarskich, nie interesował go harem, przestał przyjmować młode dziewczęta, więc światem kobiecym w pałacu w Delhi rządziły wdowy i stare panny.
Był synem Szahdżahana i Mumtaz. Nie był pierworodnym, urodził się jako drugie dziecko, po Dżahanarze. Od najmłodszych lat siostra, prawie bliźniaczka, była dlań kompanem, powiernikiem i nieodłącznym alter ego. Na durbary strojono ich na wzór i podobieństwo rodziców — urocza miniaturka książęcej pary — z wielką pompą składano im hołdy, a tłum szalał z zachwytu. Mieli doprawdy bajkowe dzieciństwo — płynęli przez życie beztrosko jak motyle unoszące się nad jeziorem Ana Sagar w Adżmerze.
[...]
Miał właśnie żenić się ze swą kuzynką Nadirą-begam, córką księcia Parweza, brata cesarza, obrzydliwego pijaka. Wtedy wydarzyła się największa rodzinna tragedia — umarła Mumtaz. Uroczystości weselne przesunięto o dwa lata, ale potem nie szczędzono już przepychu, wesele kosztowało trzy miliony rupii, z czego połowę zapłaciła Dżahanara. Nigdy nie zawarł innego związku małżeńskiego. Z Nadirą mieli ośmioro dzieci, w tym pięknego Sulajmana Szikoha i Sipehr Szikoha.
[...]
Był arystokratą ducha o wysokiej kulturze osobistej, człowiekiem skłonnym do ugody, pełen akceptacji dla odmienności religijnych, wolnym od demagogii, pobłażliwym dla błędów. Jako intelektualista opiewał Umiłowanie Wolności Słowa, jako mistyk — wszechobecną miłość. Boga poszukiwał w sobie. Rój fakirów, poetów i muzyków korzystał z patronatu księcia, nadużywając jego hojność. Wielka subtelna uroda ściągała niewybredne grono kobiet, gdzie niepodzielnie brylowała siostra Dżahanara i żona Nadira-begam.
[...]
Miał właśnie żenić się ze swą kuzynką Nadirą-begam, córką księcia Parweza, brata cesarza, obrzydliwego pijaka. Wtedy wydarzyła się największa rodzinna tragedia — umarła Mumtaz. Uroczystości weselne przesunięto o dwa lata, ale potem nie szczędzono już przepychu, wesele kosztowało trzy miliony rupii, z czego połowę zapłaciła Dżahanara. Nigdy nie zawarł innego związku małżeńskiego. Z Nadirą mieli ośmioro dzieci, w tym pięknego Sulajmana Szikoha i Sipehr Szikoha.
[...]
Był arystokratą ducha o wysokiej kulturze osobistej, człowiekiem skłonnym do ugody, pełen akceptacji dla odmienności religijnych, wolnym od demagogii, pobłażliwym dla błędów. Jako intelektualista opiewał Umiłowanie Wolności Słowa, jako mistyk — wszechobecną miłość. Boga poszukiwał w sobie. Rój fakirów, poetów i muzyków korzystał z patronatu księcia, nadużywając jego hojność. Wielka subtelna uroda ściągała niewybredne grono kobiet, gdzie niepodzielnie brylowała siostra Dżahanara i żona Nadira-begam.
Najstarszą była Dżahanara (1614). Jako księżniczka krwi, zwyczajem mogolskiego dworu za firmanem Akbara, nie została wydana za mąż. W chwili śmierci cesarzowej miała tylko 17 lat i można snuć domysły, że matka mając dwie piękne i znakomicie wykształcone córki myślała o zmianie tego prawa, ale przedwcześnie zmarła i pozostały one samotne. Dżahanara żywiła do najstarszego brata gorącą miłość, uczucie, które w późniejszym czasie nabrało charakteru dziwnie mistycznego — oboje uważali, że łączy ich nadprzyrodzona tożsamość. Była przywiązana do ojca, ale wszyscy ją uwielbiali. Przez całe życie studiowała żywoty muzułmańskich świętych, interesowała się duchowością hindu, pisała poezje i wraz z bratem stworzyli na dworze rodzaj mistyczno-duchowego klubu. Po śmierci matki rządziła przez dwadzieścia siedem lat haremem ojca z tytułem Begam Sahib, Księżniczki Doskonałej, a następnie, po śmierci ojca, jeszcze przez piętnaście lat haremem Aurangzeba. Gdy zmarła, cesarz kazał harem rozpuścić, bowiem kobiety nigdy go nie interesowały. Dożyła 68 lat i odeszła jako ostatnia z rodziny, tylko przed Aurangzebem, który przeżył ją o całe 25 lat.
[...]
Kuchnia wydawała na złotych i srebrnych półmiskach potrawy z ryb, ryżu i jaj, wszelkiego rodzaju warzywa i owoce. Uwielbiano słodkości z kardamonem i cynamonem. W komnatach odpoczywano na perskich dywanach, siadano „po turecku” na jedwabnych poduszkach, na dziedzińcach służba rozsypywała płatki róż i jaśminu, migotały lampki oliwne i pochodnie. Z powodu żywego ognia dochodziło czasem do tragedii — Dżahanara doznała raz oparzenia pierwszego stopnia, gdy schodząc do podziemi Czerwonego Fortu jej szaty zapaliły się od pochodni. Było to w roku 1644 i wszyscy bracia przyjechali zobaczyć ją po raz ostatni, sądzono bowiem, że umrze. Walczyła o życie przez parę dobrych miesięcy, ale wyzdrowiała.
[...]
Po przegranej bitwie Dary z Aurangzebem, poddaje fort 8 czerwca 1658 roku i staje się więźniem swego syna. Nigdy się już nie zobaczyli — najpierw napisali do siebie własnoręcznie parę listów obrzucając się inwektywami, potem pisali do siebie przez sekretarzy i wreszcie Aurangzeb odebrał staremu cesarzowi papier i inkaust, zabraniając w ogóle korespondencji ze światem. Pod koniec życia jest umęczonym własnymi fobiami starcem, tylko Dżahanara, która decyduje się dobrowolnie pozostać z ojcem, łagodzi jego ból. Z oddali dochodzą do nich wieści o wojnie sukcesyjnej między braćmi, potem wieść najstraszliwsza — o zasztyletowaniu Dary.
[...]
Panował trzydzieści lat, osiem lat był więźniem własnego syna, a umarł jako cesarz zdetronizowany, mając 75 lat. Dżahanara przewiozła łodzią zwłoki ojca do Tadż Mahalu i pochowała obok Mumtaz.
[...]
Kuchnia wydawała na złotych i srebrnych półmiskach potrawy z ryb, ryżu i jaj, wszelkiego rodzaju warzywa i owoce. Uwielbiano słodkości z kardamonem i cynamonem. W komnatach odpoczywano na perskich dywanach, siadano „po turecku” na jedwabnych poduszkach, na dziedzińcach służba rozsypywała płatki róż i jaśminu, migotały lampki oliwne i pochodnie. Z powodu żywego ognia dochodziło czasem do tragedii — Dżahanara doznała raz oparzenia pierwszego stopnia, gdy schodząc do podziemi Czerwonego Fortu jej szaty zapaliły się od pochodni. Było to w roku 1644 i wszyscy bracia przyjechali zobaczyć ją po raz ostatni, sądzono bowiem, że umrze. Walczyła o życie przez parę dobrych miesięcy, ale wyzdrowiała.
[...]
Po przegranej bitwie Dary z Aurangzebem, poddaje fort 8 czerwca 1658 roku i staje się więźniem swego syna. Nigdy się już nie zobaczyli — najpierw napisali do siebie własnoręcznie parę listów obrzucając się inwektywami, potem pisali do siebie przez sekretarzy i wreszcie Aurangzeb odebrał staremu cesarzowi papier i inkaust, zabraniając w ogóle korespondencji ze światem. Pod koniec życia jest umęczonym własnymi fobiami starcem, tylko Dżahanara, która decyduje się dobrowolnie pozostać z ojcem, łagodzi jego ból. Z oddali dochodzą do nich wieści o wojnie sukcesyjnej między braćmi, potem wieść najstraszliwsza — o zasztyletowaniu Dary.
[...]
Panował trzydzieści lat, osiem lat był więźniem własnego syna, a umarł jako cesarz zdetronizowany, mając 75 lat. Dżahanara przewiozła łodzią zwłoki ojca do Tadż Mahalu i pochowała obok Mumtaz.
dzieci Szahdżahana: Dżahanara, Dara Szikoh, Szudża, Rauszanara, Aurangzeb, Murad i Gauharara
Dżaj Gayatri Devi
Gayatri Devi odziedziczyła po matce wszystko — urodę i lekkość obejścia, talent w zarządzaniu dobrami, zaangażowanie w sprawy publiczne i orientację w sprawach politycznych, praktycznie cały majątek Gaekwarów z Barody i nawet zdrowy rozsądek. Podobnie jak jej matka potajemnie i wbrew woli rodziców wyszła za mąż za maharadżę z Dżajpuru. Dżaj był piękny, mądry i bogaty, a jeśli dwie pierwsze żony poślubił ze względów polityczno-rodowych, to śliczna Gayatri stała się wybranką jego serca. Została jego trzecią żoną, a ślub, którego matka długo nie mogła jej wybaczyć, a zwłaszcza tego, że jej córka została Jej Wysokością Trzecią, okazał się skandalem opisanym przez wszystkie londyńskie gazety. Po ślubie wrócili do Dżajpuru, gdzie Gayatri zamieszkała w zenanie, kobiecej części pałacu. Aktywnie włączyła się, podobnie jak większość dawnych władców Indii, do budowy Indii demokratycznych — została parlamentarzystką, wybraną największą ilością głosów. Wszyscy twierdzili, że byli z Dżajem niezwykle zgraną parą. Tragiczny wypadek przerwał tę sielankę — w 1970 roku Dżaj spadł z konia podczas gry w polo w Londynie i zginął na miejscu. Miał 59 lat. Obrzęd spopielenia zwłok zaszczyciła swą obecnością królowa Elżbieta II i jej małżonek książę Filip, a pożegnalną mowę wygłosił Lord Mountbatten.
Dżaj Singh Dara Szikoh
Dara uciekał najpierw w kierunku Pendżabu, później Radżputany, zawrócił do miejsca swego urodzenia do Adżmeru, ale jakoś marudził i nie wiadomo na co czekał. Mógł zwyczajem pradziada uciec do Teheranu i tam prowadzić urocze życie zdetronizowanego księcia. Lecz podobno jego kobiety bały się, że zostaną siłą wcielone do haremu ówcześnie panującego władcy, opilca i lekkoducha. Więc kręcił się w kółko, armia topniała, wytracił wielokrotnie rabowane całe obozowe wyposażenie i wreszcie, gdy umarła Nadira-begam, kompletnie się załamał. Byli razem 27 lat. W akcie rozpaczy odesłał wszystkich żołnierzy w kondukcie żałobnym do Lahore i pozostał sam, z młodszym synem i dwiema córkami. Niebawem przestali go wspierać wszyscy hinduscy przywódcy z Radżputany, chociaż był ich sprzymierzeńcem i występował w obronie ich wiary. Pojmany zdradziecko w dalekim Beludżystanie przez Malika Dżawana, wodza afgańskiego, u którego zatrzymał się w gościnę, został przekazany Dżaj Singhowi z Amberu, dowódcy armii cesarskiej. A ten oddał go w ręce Aurangzeba, który urządził szczególne widowisko, by pognębić brata.
Dżodabai Akbar, Radżputowie
Od początku wiadomo było, że bez rozwiązania kwestii radżpuckiej nie można było w pełni sprawować kontroli nad Niziną Hindustańską — zastosował więc nową politykę wobec Radżputów. W 1562 wprowadził do haremu kobietę ze starego radżpuckiego klanu, córkę radży Bihari Mal z Amberu. Nie tylko nie zmusił jej do przejścia na islam, ale pozwolił swobodnie wyznawać swoją religię (była wyznawcą Kriszny). Oficjalnie nazywano ją Mariam uz-Zamani, historycy dali jej na imię Dżodabai. To ona, czystej krwi hinduska, powiła w 1569 roku księcia Salima, następcę tronu. Tego samego roku, by przypodobać się nowej małżonce, zakazał brania w jasyr hinduskich kobiet i dzieci. Zabronił ślubów dzieci poniżej 12-tu lat.
W 1562 roku, Rana Singh z Amberu oddał Akbarowi swą córkę Dżodabai za żonę. Spośród trzech kobiet, które oczekiwały dziecka, ta właśnie księżniczka powiła Dżahangira, następcę tronu. Parę lat później, po hekatombie Czittorgarhu, Akbar powierzył Ranie dowództwo nad armią cesarską i Radżputowie stali się zbrojnym ramieniem Wielkich Mogołów. Mogli wzbogacać się na kampaniach wojskowych i dziedziczyć swoje ziemie (tego nie wolno było hindusom).
Dżodhabai Radżputowie
Dżodhpur (Jodhpur), największe księstwo Radżputany o powierzchni 92 279 km2, należało do radżpuckiego klanu Rathore, synów słońca. Ich przodkowie pochodzą z Dekanu, wzmiankowani po raz pierwszy już w edyktach cesarza Asioki w III wieku p.n.e. byli prawdziwymi ksiatrijami, sprawowali przez wieki władzę na wielu terenach Gudżaratu, centralnych Indii i Malwy. Od V wieku byli władcami królestwa Kanaudż, leżącego nad Gangą (dziś Uttar Pradesh). W 1193 roku zostali stamtąd przepędzeni przez Afganów, Rao Sijadżi zdołał uciec ze swoją armią, unosząc ze sobą sztandar rodowy. Osiedlili się na pustynnych terenach Marwaru, w krainie śmierci, między górami Arawalli, pustynią Thar a rzeką Luni, gdzie utworzyli potężne państwo, trwające od początku XIV do XVIII wieku. Rao Jodha założył w 1459 roku nową stolicę i wzniósł największy radżpucki pałac-fortecę Meherangarh. Nieco później, w połowie XVI wieku miasto zostało otoczone murem obronnym o 10 km długości. Przyjaźń z władcami Mewaru, znakomita polityka wewnętrzna, umiejętność zarządzania, a przede wszystkim pakty pokojowe z Wielkimi Mogołami zapewniły bogactwo, a szczyt potęgi państwo osiągnęło w XVII wieku. W 1581 roku Akbar podpisał traktat o współpracy, na potwierdzenie którego córa tego rodu, słynna Dżodhabai wyszła za mąż za syna cesarza, przyszłego Dżahangira. Po upadku Mogołów, władcy są zmuszeni prowadzić walki z Marathami, których państwo rozciągało się aż do Delhi i Agry, co zrujnowało skarbiec i wieś.
Erickson, Milton H. kobieca ścieżka duchowa
Matka nie zawsze mówi prawdę, ale używa w każdej sytuacji takich słów, by wzmocnić — nie zranić, utwierdzić — nie podcinać, przytaknąć — nie zaprzeczyć. Stosuje słuszną mowę, wypływającą z rozumu serca (le coeur a ses raisons que la raison ne connait pas, serce ma swój rozum, którego rozum nie zna). Używa takich słów, które spontanicznie przechodzą jej przez gardło i służą wyłącznie wzrostowi i szczęśliwości dziecka. „Coś” w nas wie, jakich słów mamy używać i kiedy, to coś to czakra gardła. Im bardziej jest oczyszczona, tym subtelniejsze słowa emituje (słowa brutalne, grubiańskie po prostu nie przechodzą przez gardło). Jednym z pierwszych terapeutów, który leczył słowami był Milton H. Erickson; z wypowiedzi jego uczniów wynika, że świadomie pracował nad czakrą gardła, by jego słowa leczyły, wspierały i pocieszały. Najgorszą emocją zatruwającą słowa jest złość, a wiele matek wyrzuca z siebie zaległe pokłady złości krzycząc na dziecko. Krzyk doprowadza do rozpaczy, powoduje natychmiastowe zaciśnięcie wszystkich czakr ze strachu, by nie zostały one uszkodzone złą energią, by nie zostały zbrukane i stłamszone. Zamknięte czakry to brak wymiany energetycznej ze światem, a więc poczucie zmęczenia i frustracji. Matka, lekarz i terapeuta nie są zobowiązani do mówienia prawdy, ale pod żadnym pozorem nie wolno im wyrzucać własnej złości w słowach skierowanych do innych. Tak bowiem jak słowa mogą leczyć, tak mogą też zatruwać i obezwładniać. Mogą też zabijać.
Etimaduddaula Dżahangir, Tadż Mahal
Poślubił z miłości wdowę po afgańskim dowódcy wojskowym, który zginął w Bengalu. Nadał jej imię Nurdżahan, a jej ojca uczynił pierwszym ministrem. W latach 1615-1627 trzy osoby sprawowały władzę w cesarstwie, tak zwany triumwirat perski: Etimaduddaula i jego syn Asaf Chan oraz córka Nurdżahan. Uważana za niezwykle piękną i inteligentną, słynęła z wyszukanego smaku, umiejętności projektowania ogrodów, złotych ozdób i wnętrz pałacowych, wymyślała nowe projekty ubiorów; jej matka wynalazła procedurę uzyskiwania olejku różanego. Umiała organizować niezwykłe widowiska, za jej czasów durbary osiągnęły szczyt zbytku i wyrafinowania, układała wiersze po persku, była świetnym myśliwym. Stała się ulubioną żoną Dżahangira i do końca panowania cesarza uzyskała znaczący wpływ na dworze — w jej imieniu bito monety, a dekrety cesarskie nosiły jej podpis. Po dojściu do władzy Szahdżahana została odsunięta od wpływów przez własnego brata i zamieszkała w Lahore, gdzie oddała się akcji charytatywnej. Kronika dworu notuje: W dniu 8 grudnia 1645 roku zmarła Nurdżahan Begam, wdowa po cesarzu Dżahangirze. Po poślubieniu cesarza zdołała go sobie podporządkować i rządziła tak absolutnie administracją i dochodami państwa, że byłoby nieprzyzwoicie rozwodzić się nad tym w tej księdze.
W latach 1615-1627 trzy osoby sprawowały władzę w cesarstwie Wielkich Mogołów — Etimaduddaula, jego syn Asaf Chan oraz córka, którą Dżahangir poślubił z wielkiej miłości, gdy miała 34 lata. Podobno dla jej długich, czarnych warkoczy, wybitnej inteligencji, świetnie opanowanej sztuce jeździeckiej i umiejętności polowania na tygrysy. Wyjątkowo piękna i zmysłowa kipiała pomysłami, radośnie wcielając je w życie — na przykład wprowadziła nową modę na ciągnące się po ziemi muślinowe treny, peszwy, i zmusiła dwór do ich noszenia. Jej knowania, by utrzymać niekiedy wymykającą się z rąk władzę obmierzły wreszcie wszystkim i wszyscy na końcu ją opuścili, ale mimo to dla historii pozostała kobietą fascynującą.
[...]
Mumtaz także doznała ogromnej czułości ze strony swego dziadka, który nosił ją na rękach, wytworny i zacny Etimaduddaula. Ojciec zaś, który świata poza nią nie widział, zrobił doprawdy wszystko, by uczynić ją szczęśliwą.
[...]
Mumtaz także doznała ogromnej czułości ze strony swego dziadka, który nosił ją na rękach, wytworny i zacny Etimaduddaula. Ojciec zaś, który świata poza nią nie widział, zrobił doprawdy wszystko, by uczynić ją szczęśliwą.
Frydman, Maurycy Nisargadatta Maharaj, Polacy wobec Indii
Gdy Maurycy Frydman spotkał go po raz pierwszy, wiedział od razu, że jest to mistrz wyjątkowy i dlatego podjął się trudnej sztuki tłumaczenia słuchaczom wypowiedzi mędrca z języka marathi na angielski. Następnie zaczął nagrywać rozmowy na taśmę magnetofonową, a wkrótce nagrania te stały się zaczynem licznych późniejszych opracowań mądrości Maharaja. Rozmowy były nagrywane i zapisywane również po śmierci Maurycego Frydmana. W 1980 roku Mistrz zachorował na raka gardła, ale nadal prowadził rozmowy z wszystkimi potrzebującymi ukojenia duchowego. Opuścił ciało w 1981 roku. Był trzecim, po Ramanie Maharishim i Jiddu Krishnamurtim, wielkim mędrcem hinduskim dwudziestego wieku; podobnie jak oni podążał drogą wedanty.
O Wandzie Dynowskiej-Umadevi (1888-1971) piękny i wyczerpujący artykuł napisał Kazimierz Tokarski, odsyłam do tej internetowej publikacji. Wanda Dynowska wyjechała do Indii w 1935 roku i została tam aż do śmierci, ostatnie dziesięć lat życia poświęcając sprawie tybetańskiej. Organizowała ochronki i szkoły dla tybetańskich dzieci, uciekających z ojczyzny po agresji Chin na Tybet. Poznała w swoim barwnym życiu wielu znakomitych mistrzów duchowych — Annie Besant, Jiddu Krishnamurtiego, Śri Aurobindo, Śri Ramanę Maharishiego, Nisargadattę Maharaja, wielokrotnie rozmawiała z Mahatmą Gandhim. Przyjaźniła się z Dalajlamą i Karolem Wojtyłłą. Uczyła, także samych Indusów, dostrzegać wielkość Indii. Wraz z Maurycym Frydmanem założyła Bibliotekę Indyjsko-Polską (która wciąż nie doczekała się w Polsce naukowego opracowania). Nazwano ją Wielką Ambasadorką kultury indyjskiej dla Polaków (ale Polacy wciąż nie znają ani jej życia, ani dorobku). Sama o sobie powiedziała: Jedyną dla mnie drogą, od której nie odstąpię nigdy, jest służenie Mistrzom i praca.
[...]
Maurycy Frydman, (1901-1976), którego losy zagnały do Indii z powodu zawieruchy wojennej, był postacią może mniej barwną, ale nie mniej zasługującą na naszą wdzięczną pamięć. Poza pracą na rzecz Biblioteki Polsko-Indyjskiej i długoletnią braterską przyjaźnią z Umadevi, dokonał bardzo ważnego dzieła, a mianowicie nagrał na taśmy magnetofonowe, a następnie przetłumaczył z języka marathi na angielski i opracował rozmowy z Mistrzem Nisargadattą Maharaj.
[...]
Maurycy Frydman, (1901-1976), którego losy zagnały do Indii z powodu zawieruchy wojennej, był postacią może mniej barwną, ale nie mniej zasługującą na naszą wdzięczną pamięć. Poza pracą na rzecz Biblioteki Polsko-Indyjskiej i długoletnią braterską przyjaźnią z Umadevi, dokonał bardzo ważnego dzieła, a mianowicie nagrał na taśmy magnetofonowe, a następnie przetłumaczył z języka marathi na angielski i opracował rozmowy z Mistrzem Nisargadattą Maharaj.
Gadż Singh II Radżputowie
Muhammad Ali Jinnah liczył na połączenie się Dżodhpuru z Pakistanem w 1947 roku, i maharadża wahał się, ale arystokracja i wyżsi urzędnicy byli temu całkowicie przeciwni motywując tym, że ludność była w przeważającej części hinduska. Obecny maharadża Gadż Singh II jest 38 w dynastii.
Gandhi, Mahatma ahimsa, Ajodhja 6 grudnia 1992, Anglicy w Indiach, aszram, bramin, czakra, daty, dr Ambedkar, India, Indie północne i Nepal, Indie południowe, języki, Kabir, kobieca ścieżka duchowa, krowa, maharadżowie, Mahatma Gandhi, miejsca sacrum, M.S. Swaminathan, pańczajat, pariasi, Partition 1947, Polacy wobec Indii, Rabindranath Tagore, Rama i Sita, Ramakrishna, Romain Rolland, samadhi, Tadż Mahal, warna, wedanta, Wiwekananda
Zasadę ahimsa paramo dharma stosował Mahatma Gandhi, który pozostał przez całe życie pod wielkim wpływem etyki dżinistów. Pochodził z małego miasteczka w Gudżaracie, zamieszkałego przez wyznawców tej religii, stosującą zasadę niekrzywdzenia w praktyce życia codziennego. Także im zawdzięczał swe zamiłowanie do ascetyzmu uprawianego pośród ludzi, a nie w odosobnieniu, oraz strój — białe doti. Taktyka biernego oporu, jaką przyjął w walce o niepodległość Indii, była zgodna z wyznawaną przezeń filozofią życiową. „Bierny opór” nie był więc tylko zmyślną „koncepcją” polityczną, lecz naturalną konsekwencją przyjętej raz na zawsze postawy życiowej.
Aż pojawił się Adwani, przywódca nacjonalistów, i słowami podobnymi (ale tylko podobnymi, niestety) do słów Gandhiego, grzmiał o godności hindusów i kulturowej tożsamości, nawołując do zjednoczenia sił. Zdołał zmobilizować stutysięczną armię ludzi, która przeszła jak oszalała przez środkowe Indie i stanęła pod miasteczkiem Ajodhja, przeobrażając się niepostrzeżenie w krucjatę przeciwko muzułmanom.
28 grudnia 1885 roku powstał w Bombaju Indian National Congress, Narodowy Kongres Indii, partia narodowa, która niemal natychmiast stała się bastionem walki narodowowyzwoleńczej. Poprzez cotygodniowy organ prasowy partii zatytułowany „India” wiadomości docierały do najodleglejszych prowincji. Podczas sesji w 1908 roku wypracowano projekt konstytucji, mający doprowadzić do autonomii administracyjnej i politycznej Indii. Gandhi został przewodniczącym Kongresu w 1924 i doprowadził go do zainicjowania w 1930 ruchu nieposłuszeństwa obywatelskiego.
Sewagram Ashram to jeden z aszramów Mahatmy Gandhiego, i dziś najbardziej znany.
Mahatma Gandhi pochodził z warny wajsiów, ale jego życie było spełnieniem ideału bramina.
szara, eteryczna, przypominająca pąk kwiatowy, o szesnastu płatkach, ulokowana w gardle. Gdy jest rozwijana przez mówców i nauczycieli sprawia, że słowo staje się ciałem i zostaje wprowadzone w czyn. Wtedy wypowiedziane Słowo ma taką moc, że może zmienić historię kontynentu (Jezus) lub kraju (Mahatma Gandhi). Gdyby wszyscy politycy oczyszczali tę czakrę i mówili tylko to, co może przejść im przez gardło nie wzbudzając potępienia, świat niewątpliwie byłby rajem…
ginie Mahatma Gandhi, zastrzelony przez hinduskiego nacjonalistę
Podczas gdy Mahatma Gandhi jest na zachodzie postacią znaną i poważaną, dr Ambedkar pozostaje zupełnie nieznany. Był w czasach nam współczesnych pierwszym pariasem, który — dzięki poparciu Anglików — zdobył w latach 30-tych XX wieku wykształcenie i został prawnikiem.
[...]
Mahatma Gandhi walczył zaciekle o jedność i niepodzielność narodu, przeciwstawiając się każdemu podziałowi, a dzięki jednemu ze swych słynnych postów (1932) nie dopuścił do wyłonienia osobnej, samorządzącej się grupy niedotykalnych — 150 mln pariasów stanowiło około 15% społeczeństwa indyjskiego (procent ten utrzymuje się).
[...]
Gandhi walczył o podniesienie moralności i godności wszystkich mieszkańców subkontynentu wobec Anglików, a sprawy kastowości były dlań pochodną zniewolenia kolonialnego. Ratował całą cywilizację indyjską i jej różnorodność. Oboje walczyli o równość, ale Gandhi chciał reformy moralnej, edukacji mas i indywidualnej odpowiedzialności, a Ambedkar — rozwiązań prawnych, nakazów i zakazów oraz władzy mas. Gandhi był przeciwny dyskryminacji warnowej i walczył o to, by niedotykalni mogli wejść do świątyni, poznać i zrozumieć starożytność kraju, a przez to współtworzyć obecną cywilizację hindu. Dla Ambedkara — było sprawą zupełnie obojętną czy pariasi uczęszczają do świątyni czy nie, natomiast bez względu na wykształcenie lub całkowity jego brak mieli obejmować stanowiska. Na obsadzenie wysokich stanowisk politycznych w administracji państwowej, w Parlamencie i na Uniwersytetach została ustalona quota, zarezerwowana dla pariasów i członków niskich dżati i wspólnot plemiennych.
[...]
Opozycja tych dwóch postaw — moralizatorstwa Gandhiego i legalizmu Ambedkara — doprowadziła do kompromisu, który utrzymał się do dziś. Od 1992 roku moralność i prawo zostało poszerzone o rynek — powstaje dziś realna ekonomia godności.
[...]
Mahatma Gandhi walczył zaciekle o jedność i niepodzielność narodu, przeciwstawiając się każdemu podziałowi, a dzięki jednemu ze swych słynnych postów (1932) nie dopuścił do wyłonienia osobnej, samorządzącej się grupy niedotykalnych — 150 mln pariasów stanowiło około 15% społeczeństwa indyjskiego (procent ten utrzymuje się).
[...]
Gandhi walczył o podniesienie moralności i godności wszystkich mieszkańców subkontynentu wobec Anglików, a sprawy kastowości były dlań pochodną zniewolenia kolonialnego. Ratował całą cywilizację indyjską i jej różnorodność. Oboje walczyli o równość, ale Gandhi chciał reformy moralnej, edukacji mas i indywidualnej odpowiedzialności, a Ambedkar — rozwiązań prawnych, nakazów i zakazów oraz władzy mas. Gandhi był przeciwny dyskryminacji warnowej i walczył o to, by niedotykalni mogli wejść do świątyni, poznać i zrozumieć starożytność kraju, a przez to współtworzyć obecną cywilizację hindu. Dla Ambedkara — było sprawą zupełnie obojętną czy pariasi uczęszczają do świątyni czy nie, natomiast bez względu na wykształcenie lub całkowity jego brak mieli obejmować stanowiska. Na obsadzenie wysokich stanowisk politycznych w administracji państwowej, w Parlamencie i na Uniwersytetach została ustalona quota, zarezerwowana dla pariasów i członków niskich dżati i wspólnot plemiennych.
[...]
Opozycja tych dwóch postaw — moralizatorstwa Gandhiego i legalizmu Ambedkara — doprowadziła do kompromisu, który utrzymał się do dziś. Od 1992 roku moralność i prawo zostało poszerzone o rynek — powstaje dziś realna ekonomia godności.
Kiedy Indie odzyskały niepodległość, Mahatma Gandhi chciał wrócić do nazwy Hindustan (obok Pakistanu muzułmanów i śnionego Khalistanu Sikhów, a także Radżastanu, kraju radżów). Indyjscy muzułmanie nie mogli zgodzić się na taką nazwę państwa, gdyż oznaczałoby to, że Indie są zamieszkałe wyłącznie przez wyznawców religii hindu.
Przylot do Delhi, wymiana pieniędzy, przyjazd do hotelu na małe spanko. Po śniadaniu — zwiedzanie Old Delhi: meczet Dżama Masdżid (największy w Indiach), z którego zobaczymy Czerwony Fort (Lal Qila) i Lahore Gate, gdzie ogłoszono niepodległość Indii. Dalej, Radż Ghat nad rzeką Jamuną z Samadhi Mahatmy Gandhiego. New Delhi: India Gate i rezydencja Prezydenta Indii (Rasztrapati Bhavan), Droga Królewska (Radżpath) wraz z Parlamentem (Sansad Bhavan). Po południu, dom-muzeum Indiry Gandhi, grobowiec Humajuna — pierwowzór Tadż Mahalu, a o zachodzie słońca — kompleks Qutab Minar. Wieczorową porą — świątynia Sikhów ze złotą kopułą i basenem do rytuału chrztu (amrita). Powrót do hotelu na kolację i nocleg.
Po śniadaniu — zwiedzanie Bombaju: Gateway of India (Brama Indii) i niezwykły hotel Tadż Mahal, gdzie rozgrywa się akcja powieści Pariasi Pascala Brucknera, spacer po eleganckim, nadmorskim deptaku, dzielnica Malabar Hill i Muzeum Gandhiego, najstarsza świątynia Bombaju poświęcona Lakszmi, bogini pomyślności. Po południu, dla chętnych — Wyspa Elephanta (14.30 — 19.00). Transfer na lotnisko międzynarodowe i lot do Europy.
W 1947 roku, Indie odziedziczyły po Anglikach cały podział administracyjny oparty na arbitralnych cięciach władzy kolonialnej, której dewizą było dziel i rządź, a celem — rozbijanie jedności etnicznej. Anglicy oparli się na podziale Akbara na powiaty zamindar, zgodnie z potrzebą ówczesnego cesarstwa. Ludność tych prowincji, podzielona etnicznie i językowo, chciała wreszcie w niepodległych Indiach wrócić do podziałów historyczno-językowych. Przecież o to właśnie walczył Gandhi, o wolność, godność i siłę samostanowienia każdej społeczności. Jawaharlal Nehru zaniedbał te sprawy aż do 1952 roku, kiedy działacz i bojownik o wolność kraju Andhra, Potti Sriramulu podjął głodówkę na rzecz wyłonienia nowego stanu obejmującego całą ludność mówiącą w języku telugu. Otóż na południu Indii dogorywało wielkie poangielskie państwo Madras, obejmujące swym zasięgiem Tamil Nadu (tamilski), część Andhra Pradesh (telugu) i część Karnataki (kannara). Nehru zbagatelizował „zamieszki” ludności domagającej się nowego państwa i Potti Sriramulu zmarł z głodu. Ten fakt wzburzył całe Indie i zmienił sytuację. Natychmiast powołano komisję językową, która zadecydowała ukonstytuowanie się w 1953 roku stanu Andhra Pradesh z telugu jako językiem urzędowym, a w 1956 roku powstały, na tych samych zasadach, stan Tamil Nadu z tamilskim i stan Karnataka z językiem kannara. Od tego czasu aż do dziś, podział etniczny i językowy stanowi podstawowe kryterium tworzenia się nowych stanów. Tak właśnie w 2000 roku wyłoniono z Biharu stan Jharkhand, a z Orissy — Chhattisgarh.
[...]
Malajalam oddzielił się od tamilskiego w X wieku wraz z pojawieniem się literatury. Występuje w nim niewielka różnica między językiem mówionym i pisanym. Mahatma Gandhi chciał uczynić go oficjalnym językiem Indii po odzyskaniu niepodległości. Oficjalny język stanu Kerala, w którym mówi 32 miliony Keralczyków, a w diasporze RPA — 3 miliony.
[...]
Malajalam oddzielił się od tamilskiego w X wieku wraz z pojawieniem się literatury. Występuje w nim niewielka różnica między językiem mówionym i pisanym. Mahatma Gandhi chciał uczynić go oficjalnym językiem Indii po odzyskaniu niepodległości. Oficjalny język stanu Kerala, w którym mówi 32 miliony Keralczyków, a w diasporze RPA — 3 miliony.
Siła jego poetyckiej ekspresji była tak wielka, że mimo względnej tolerancji słowa, jaka panowała w XV wieku w północnych Indiach, kazano mu opuścić Benares i ostatnie dwadzieścia lat swojego życia spędził na tułaczce jako wędrowny pieśniarz. Śpiewał o wolności i godności, o tym, że nie można zmienić społeczeństwa, zanim ludzie nie zmienią siebie. Mówią o tym wszyscy indyjscy nauczyciele i guru jak Indie długie, szerokie i stare, od początków tej cywilizacji, od Buddy i Patańdżalego, Śiankaraczarję i Ramakrishnę aż do Nisargadatty Maharaja i Mahatmy Gandhiego.
— szara, eteryczna, przypominająca pąk kwiatowy, o szesnastu płatkach, ulokowana w gardle. Gdy jest rozwijana przez mówców i nauczycieli sprawia, że słowo staje się ciałem i zostaje wprowadzone w czyn. Wtedy wypowiedziane Słowo ma taką moc, że może całkowicie zmienić oblicze świata (Jezus) lub całego kraju (Mahatma Gandhi). Gdyby wszyscy politycy oczyszczali tę czakrę i mówili tylko to, co może przejść im przez gardło nie wzbudzając potępienia, świat niewątpliwie byłby rajem…
Mahatma Gandhi powiedział kiedyś: Celem moim jest, aby cały świat przyjął zasadę ochrony krów, która oznacza wzięcie w opiekę wszelkiego pozbawionego głosu stworzenia, któremu Bóg dał życie.
Bieda w Indiach została wygenerowana w XIX wieku, kiedy Anglicy wprowadzili własność ziemską, w związku z czym ogromna rzesza drobnych rolników straciła swe poletka w wyniku różnych zadłużeń, manipulacji nieruchomościami i angielskiej polityki konfiskaty dóbr. Jak również z powodu wprowadzenia angielskiego monopolu na kultury przemysłowe — jutę (Bengal), herbatę (Assam, Madras), bawełnę i tytoń. Wyzuci z ziemi biedacy, nie mogący trwać przy uprawach tradycyjnych, tłoczyli się wokół powstających miast i byli zatrudniani w angielskich zakładach przemysłowych, skazani na łaskę i niełaskę kolonizatorów. To oni zaludniają do dziś slumsy wielkich aglomeracji, takich jak Bombaj czy Kalkuta, miast zbudowanych przecież za czasów angielskich. Mahatma Gandhi wprowadzając reformę rolną i oddając wieśniakom ziemię, chciał powrócić do stanu sprzed kolonizacji — kiedy ziemia należała do bogów, nie do władców, a wieśniacy tylko ją uprawiali. Lecz ten powrót byłby anachroniczny i nie mógłby udać się w świecie, w którym własność ziemska i własność nieruchomości są podstawą ekonomii.
Urodził się w zasobnej rodzinie kupców (wajsiów) w małym miasteczku w Gudżaracie. Rodzina wysłała go na studia prawnicze do Wielkiej Brytanii, gdzie spędził najsmutniejsze lata swego życia (bardzo cierpiał z powodu zimnego klimatu i braku wyżywienia wegetariańskiego). Karierę prawnika rozpoczął w Afryce Południowej (Natal) broniąc zrazu interesów swej kupieckiej dżati, a następnie, głęboko poruszony bardzo złym traktowaniem Indusów przez kolonizatorów, rozpoczął walkę o poprawę ich statusu społecznego. Pozostając bezwzględnie i bezgranicznie wierny raz przyjętym zasadom, zażądał tego samego od Indusów — najpierw zdobycie szacunku do własnej osoby, następnie zmianę poziomu świadomości (braminizacja) i dzięki temu zmianę spojrzenia na własny los, wreszcie — domaganie się sprawiedliwych praw dla społeczności. Osiągnięcie satyagrahy, siły prawdy, wymagało wprowadzenia w swoje życie dyscypliny i ascezy w sensie panowania nad emocjami i świadomością. Uważał, że tylko czyste życie upoważnia do walki o słuszne prawa. Nauczał oporu wobec niesprawiedliwości, ale przyjął żelazną zasadę niestosowania przemocy — ahimsę. Zasady te przyniosły zaskakujące rezultaty w budzeniu świadomości Indusów w Afryce i po powrocie do Indii, w 1914 roku Mahatma Gandhi zastosował je w walce z kolonizacją brytyjską. Znalazł natychmiastowe oparcie w silnych tradycją i moralnością wspólnotach wieśniaków, których status podniósł do rangi bojowników o wolność i demokrację. Anglików najbardziej zaskoczyła i zbiła z tropu metoda nieposłuszeństwa obywatelskiego oraz odniesienie się do etyki jako oręża działania politycznego. Siłą Mahatmy, półnagiego fakira, była jego nieprzewidywalność, a Anglicy obawiali się każdej akcji, gdyż nawet jeśli nie kończyła się jakimś realnym sukcesem politycznym, to Indusi integrowali się i podnosili poziom świadomości walki. Gandhi był wielokrotnie więziony przez Anglików, ale okresy odosobnienia znosił pogodnie i z pokorą, pracując nad dalszymi szczegółami akcji politycznej.
[...]
Mahatma Gandhi nie zwalczał systemu warnowego, wręcz przeciwnie, uważał, iż jest to jedna z najoryginalniejszych cech życia indyjskiego. Lecz potępiał jego niesprawiedliwości, przede wszystkim dyskryminację niskich warstw społecznych, jak na przykład fakt, że pariasi nie mogli wchodzić do świątyni hinduskiej, ani uczestniczyć w pudżach. Warny przeżywał i odczuwał dosłownie, tak jak powiedziano w jednym z hymnów Rigwedy: cztery warny, stany społeczne, powstały z różnych części ciała złożonego w ofierze Praczłowieka — Pana Stworzeń; z jego ust narodzili się bramini, z jego ramion — ksiatrijowie, z lędźwi — wajsiowie i ze stóp — siudrowie. Wierzył w siłę tego mitu, gdyż rozumiał jego głębokiego przesłanie — wzajemną współpracę poszczególnych grup społecznych, ich komplementarność, nie zaś hierarchię ważności, gdyż jedni nie mogą żyć i funkcjonować bez drugich, w tym znaczeniu stopy nie są gorsze od ust, a lędźwie od ramion. Gandhi chciał za wszelką cenę powrócić do czasów sprzed kolonizacji Anglików, a nawet sprzed inwazji Wielkich Mogołów i odrestaurować Indie w ich kształcie niemal mistycznym. Dlatego tak ostro występował przeciw własności prywatnej i doprowadził do oddania ziemi wieśniakom. Uważał, że warny są tworem boskim, a nie umową społeczną, dlatego przetrwają każdą narzuconą przez obcych strukturę polityczną, w tym również demokrację typu europejskiego, której świt przyszło mu było oglądać…
[...]
Niektórzy politolodzy (Guy Sorman) widzą w nim jedynie nietypowego polityka, którego ideologia poruszyła masy i doprowadziła do wyrzucenia Anglików z Indii. Jednak Gandhi nie był ani politykiem, ani rewolucjonistą, ani działaczem politycznym. Był uosobieniem indyjskiego guru, Nauczyciela, mieszkał wszak w założonym przez siebie aszramie, i czerpał z niezgłębionej skarbnicy odwiecznej myśli wielkich indyjskich filozofów, nauczycieli i mistyków. Jeśli tak szybko zwrócono nań uwagę — Hindusi w Republice Południowej Afryki — to dlatego, że wszystko, o czym mówił, pieczętował czynem. Jego walka to nie zmyślne, wyrachowane działanie polityczne, lecz nieugięta postawa życiowa, walka prowadzona przede wszystkim ze sobą samym (braminizacja, trzeba wciąż pamiętać, że Gandhi nie był braminem). Mimo, iż spędził w Anglii parę dobrych lat i poznał angielskie maniery, nigdy nie był English gentleman (jak Nehru i Jinnah) i w jego myśleniu i zachowaniu nie było śladu wpływu Zachodu. Zresztą do całej cywilizacji Zachodu zachowywał znamienną nieufność.
[...]
Mówi się dziś w polityce o wielkim wpływie Gandhiego na świat i o jego szczególnej postawie politycznej (fr. gandhisme). Guy Sorman pisze, że C'est sans conteste la contribution contemporaine essentielle de l'Inde au mondeTo bez wątpienia najistotniejszy wkład Indii dla współczesnego świata
[...]
Guy Sorman, Le genie de l'Inde, str.272.Zresztą pamięta się dziś bardziej, że był półnagim fakirem stosującym zmyślne sztuczki polityczne przeciwko Anglikom, że był atletą wolności
[...]
Catherine Clementbo choć drobnej postury i słabowitego zdrowia trenował siłę wewnętrzną (w codziennej dyscyplinie), że był guru i nauczał poprzez dawanie przykładu własnym życiem. Nie pamięta się, zwłaszcza w Indiach, o tym, że prowadził fachowe parlamentarne dysputy z wytrawnymi adwersarzami politycznymi.
[...]
Niektórzy twierdzą, że jest to utopia niemożliwa do zrealizowania. Z całą pewnością nie przez całe społeczeństwo, ale na poziomie jednostki może być realizowana jako obrana dobrowolnie postawa życiowa, tak jak życzył sobie tego Mahatma Gandhi. Może stać się też sposobem walki społeczno-politycznej w określonych okolicznościach, jak wykorzystał ją wielki polski ruch Solidarności.
[...]
Przypomnijmy słynne stwierdzenie Marksa, które stało się podstawą nie tylko myślenia marksistowskiego, ale całego dzisiejszego europejskiego materializmu: Filozofowie dotychczas interpretowali świat. Chodzi o to, by go zmienić. Wprawdzie przekroczyliśmy marksizm, ale pokusa zmieniania świata i dostosowania go do naszego widzimisię pozostała. Według myśli indyjskiej zmienianie świata jest agresją i nadużyciem. Słowne proklamacje i deklaracje nic nie znaczą, a Gandhi nie wierzył w żadne doktryny i nie tworzył żadnej ideologii, gdyż wiedział, że rodzą się one w egotycznym umyśle, a poza tym są nietrwałe. Możliwe zaś do zrealizowania jest tylko to, co jest doświadczone, sprawdzone w realnym życiu przez jednostkę będącą na wysokim poziomie rozwoju oraz trwałe jak niekrzywdzenie, miłość, współczucie.
[...]
Gandhi jak najbardziej chciał zmienić indyjskie społeczeństwo, ale nie poprzez zmianę struktur, lecz zgodnie z tradycją indyjską poprzez oddziaływanie światłych jednostek i dawanie przez nich przykładu. Tylko poprzez wysiłek zmiany siebie, można zmienić świat. Zmieniając świat, nie zmienimy człowieka — jest dokładnie odwrotnie. Satyagraha, siła prawdy, możliwa jest do osiągnięcia tylko poprzez moralność i ascezę. Jego nieufność do zachodniej cywilizacji wynikała z obserwacji niespójności życia i myślenia jej ideologów — podwójna moralność Anglików, którzy u siebie stosowali szlachetne prawo i jednocześnie zgodnie z tym prawem wyzyskiwali Indusów, potwierdzała jego przypuszczenia o niskim poziomie etycznym Europy (II wojna światowa ugruntowała tę postawę).
[...]
W swym działaniu Mahatma Gandhi stosował z żelazną konsekwencją zasadę ahimsa paramo dharma, niekrzywdzenie najwyższym prawem.
[...]
Po raz pierwszy na szeroką skalę Mahatma Gandhi użył tej broni organizując słynny marsz solny w 1930 roku, by złamać narzucony przez Anglików monopol sprzedaży soli; wyruszył z aszramu Sabarmati w Ahmadabadzie do Dandii nad oceanem, gdzie zamierzał uwarzyć sól z wody morskiej, co było zabronione. Jego zwycięstwem było nie uwarzenie soli, lecz solidarność tłumu wieśniaków, którzy w niespotykanej liczbie poszli za nim.
[...]
Terminy takie jak obywatelskie nieposłuszeństwo, desobeissance civile, bierny opór i non-violence weszły na stałe do języka polityki, a polski ruch Solidarności znakomicie zastosował zasadę ahimsy w polskiej rzeczywistości. Najbliższe myśleniu Mahatmy były także polskie akcje Pomarańczowej Alternatywy: zamiast przemocy — inteligentne przechytrzenie przeciwnika.
[...]
Łagodność charakteru Mahatmy Gandhiego, wrodzona i wyćwiczona w dyscyplinie codziennego życia, zwróciła na niego uwagę wszystkich kobiet. Kobiety brały ogromny udział w walce o niepodległość Indii. Nie dająca się już dziś ukryć androgynia jego myśli, w której dążenie do spokoju przeważało nad dążeniem do zwycięstwa za wszelką cenę, a zrozumienie drugiego człowieka (nawet Anglika) wykluczało zwalczanie go męskimi metodami, pozostaje postawą na wskroś indyjską. Bhakti, postawa miłości i łagodności nie jest tylko domeną kobiet, lecz także każdego indyjskiego guru i mędrca. Gandhi nie chciał Anglików wyrzucić z Indii, lecz wyprosić. Przeprowadzając głodówki protestacyjne wiedział, że wszyscy go tak bardzo kochają, że uczynią wszystko, byle tylko nie dopuścić do jego śmierci. Łagodząc konflikty religijne oparł się na tej miłości, a wszystkie strony, hindusi, muzułmanie i Sikhowie, ostatecznie ugięły się przed tą siłą kochania, zdolną wymusić na przeciwniku daleko idące ustępstwa.
[...]
Kiedy Mahatma Gandhi walczył o niepodległość Indii, był to bardzo biedny kraj, zniszczony ekonomicznie przez Anglików. A jednak w centrum jego nauki nie pojawia się idea wzbogacania się, lecz idea godności człowieka. W taki czy inny sposób, namawiał on raczej do samoograniczania się i skromności, niż do zdobywania majątku i bogacenia się za wszelką cenę. W pewnym sensie przywrócił wartość biedzie (nie głodowaniu), uznając ją za szlachetniejszą formą życia niż pogoń za dobrami materialnymi. Ten postulat skromności i godności, ascezy jako wolnego wyboru, wyrzeczenia się posiadania nadmiaru rzeczy materialnych jest również całkowicie indyjski, chociaż w dawnych wiekach rozwijała się jednocześnie trójmyśl artha — dharma — kama, wzbogacanie się — obowiązek — przyjemność.
[...]
W nauce Gandhiego zawarte są podobne myśli, gdyż indyjski sposób życia zakłada posiadanie wystarczającej ilości czasu i spokoju na prowadzenie refleksji, na przykład regularnego uprawiania jogi i medytacji dla dobra wewnętrznego.
[...]
Polityczna myśl Mahatmy Gandhiego powraca do nas jak bumerang, pomimo, a może właśnie dlatego, że jest na wskroś przesycona duchem religijnym. I choćbyśmy nie wiem jak krytykowali Indie, to okazuje się, że duchowości przetrwało tam więcej niż tu, i to w dodatku w państwie demokratycznym, któremu udało się wprowadzić najczystszą w świecie laicyzację. Gandhi niczego nie narzucał, lecz proponował. Warto przyjrzeć się jego propozycjom, jak zrobił to fenomenalnie Guy Sorman w Le genie de l'Inde. Mówi on, że „coś” zostało w Europie utracone. Tym czymś jest religijny w znaczeniu uświęcający siebie i innych aspekt życia, zawierający w sobie takie wartości jak niekrzywdzenie, miłość, odpowiedzialność i samokontrola. A także (zamiast europejskiej ego-logii) ekologię, uświęcenie przyrody ożywionej i nieożywionej oraz kobiece spojrzenie na świat.
[...]
Tyle otrzymaliśmy od Mahatmy Gandhiego.
[...]
Mahatma Gandhi nie zwalczał systemu warnowego, wręcz przeciwnie, uważał, iż jest to jedna z najoryginalniejszych cech życia indyjskiego. Lecz potępiał jego niesprawiedliwości, przede wszystkim dyskryminację niskich warstw społecznych, jak na przykład fakt, że pariasi nie mogli wchodzić do świątyni hinduskiej, ani uczestniczyć w pudżach. Warny przeżywał i odczuwał dosłownie, tak jak powiedziano w jednym z hymnów Rigwedy: cztery warny, stany społeczne, powstały z różnych części ciała złożonego w ofierze Praczłowieka — Pana Stworzeń; z jego ust narodzili się bramini, z jego ramion — ksiatrijowie, z lędźwi — wajsiowie i ze stóp — siudrowie. Wierzył w siłę tego mitu, gdyż rozumiał jego głębokiego przesłanie — wzajemną współpracę poszczególnych grup społecznych, ich komplementarność, nie zaś hierarchię ważności, gdyż jedni nie mogą żyć i funkcjonować bez drugich, w tym znaczeniu stopy nie są gorsze od ust, a lędźwie od ramion. Gandhi chciał za wszelką cenę powrócić do czasów sprzed kolonizacji Anglików, a nawet sprzed inwazji Wielkich Mogołów i odrestaurować Indie w ich kształcie niemal mistycznym. Dlatego tak ostro występował przeciw własności prywatnej i doprowadził do oddania ziemi wieśniakom. Uważał, że warny są tworem boskim, a nie umową społeczną, dlatego przetrwają każdą narzuconą przez obcych strukturę polityczną, w tym również demokrację typu europejskiego, której świt przyszło mu było oglądać…
[...]
Niektórzy politolodzy (Guy Sorman) widzą w nim jedynie nietypowego polityka, którego ideologia poruszyła masy i doprowadziła do wyrzucenia Anglików z Indii. Jednak Gandhi nie był ani politykiem, ani rewolucjonistą, ani działaczem politycznym. Był uosobieniem indyjskiego guru, Nauczyciela, mieszkał wszak w założonym przez siebie aszramie, i czerpał z niezgłębionej skarbnicy odwiecznej myśli wielkich indyjskich filozofów, nauczycieli i mistyków. Jeśli tak szybko zwrócono nań uwagę — Hindusi w Republice Południowej Afryki — to dlatego, że wszystko, o czym mówił, pieczętował czynem. Jego walka to nie zmyślne, wyrachowane działanie polityczne, lecz nieugięta postawa życiowa, walka prowadzona przede wszystkim ze sobą samym (braminizacja, trzeba wciąż pamiętać, że Gandhi nie był braminem). Mimo, iż spędził w Anglii parę dobrych lat i poznał angielskie maniery, nigdy nie był English gentleman (jak Nehru i Jinnah) i w jego myśleniu i zachowaniu nie było śladu wpływu Zachodu. Zresztą do całej cywilizacji Zachodu zachowywał znamienną nieufność.
[...]
Mówi się dziś w polityce o wielkim wpływie Gandhiego na świat i o jego szczególnej postawie politycznej (fr. gandhisme). Guy Sorman pisze, że C'est sans conteste la contribution contemporaine essentielle de l'Inde au mondeTo bez wątpienia najistotniejszy wkład Indii dla współczesnego świata
[...]
Guy Sorman, Le genie de l'Inde, str.272.Zresztą pamięta się dziś bardziej, że był półnagim fakirem stosującym zmyślne sztuczki polityczne przeciwko Anglikom, że był atletą wolności
[...]
Catherine Clementbo choć drobnej postury i słabowitego zdrowia trenował siłę wewnętrzną (w codziennej dyscyplinie), że był guru i nauczał poprzez dawanie przykładu własnym życiem. Nie pamięta się, zwłaszcza w Indiach, o tym, że prowadził fachowe parlamentarne dysputy z wytrawnymi adwersarzami politycznymi.
[...]
Niektórzy twierdzą, że jest to utopia niemożliwa do zrealizowania. Z całą pewnością nie przez całe społeczeństwo, ale na poziomie jednostki może być realizowana jako obrana dobrowolnie postawa życiowa, tak jak życzył sobie tego Mahatma Gandhi. Może stać się też sposobem walki społeczno-politycznej w określonych okolicznościach, jak wykorzystał ją wielki polski ruch Solidarności.
[...]
Przypomnijmy słynne stwierdzenie Marksa, które stało się podstawą nie tylko myślenia marksistowskiego, ale całego dzisiejszego europejskiego materializmu: Filozofowie dotychczas interpretowali świat. Chodzi o to, by go zmienić. Wprawdzie przekroczyliśmy marksizm, ale pokusa zmieniania świata i dostosowania go do naszego widzimisię pozostała. Według myśli indyjskiej zmienianie świata jest agresją i nadużyciem. Słowne proklamacje i deklaracje nic nie znaczą, a Gandhi nie wierzył w żadne doktryny i nie tworzył żadnej ideologii, gdyż wiedział, że rodzą się one w egotycznym umyśle, a poza tym są nietrwałe. Możliwe zaś do zrealizowania jest tylko to, co jest doświadczone, sprawdzone w realnym życiu przez jednostkę będącą na wysokim poziomie rozwoju oraz trwałe jak niekrzywdzenie, miłość, współczucie.
[...]
Gandhi jak najbardziej chciał zmienić indyjskie społeczeństwo, ale nie poprzez zmianę struktur, lecz zgodnie z tradycją indyjską poprzez oddziaływanie światłych jednostek i dawanie przez nich przykładu. Tylko poprzez wysiłek zmiany siebie, można zmienić świat. Zmieniając świat, nie zmienimy człowieka — jest dokładnie odwrotnie. Satyagraha, siła prawdy, możliwa jest do osiągnięcia tylko poprzez moralność i ascezę. Jego nieufność do zachodniej cywilizacji wynikała z obserwacji niespójności życia i myślenia jej ideologów — podwójna moralność Anglików, którzy u siebie stosowali szlachetne prawo i jednocześnie zgodnie z tym prawem wyzyskiwali Indusów, potwierdzała jego przypuszczenia o niskim poziomie etycznym Europy (II wojna światowa ugruntowała tę postawę).
[...]
W swym działaniu Mahatma Gandhi stosował z żelazną konsekwencją zasadę ahimsa paramo dharma, niekrzywdzenie najwyższym prawem.
[...]
Po raz pierwszy na szeroką skalę Mahatma Gandhi użył tej broni organizując słynny marsz solny w 1930 roku, by złamać narzucony przez Anglików monopol sprzedaży soli; wyruszył z aszramu Sabarmati w Ahmadabadzie do Dandii nad oceanem, gdzie zamierzał uwarzyć sól z wody morskiej, co było zabronione. Jego zwycięstwem było nie uwarzenie soli, lecz solidarność tłumu wieśniaków, którzy w niespotykanej liczbie poszli za nim.
[...]
Terminy takie jak obywatelskie nieposłuszeństwo, desobeissance civile, bierny opór i non-violence weszły na stałe do języka polityki, a polski ruch Solidarności znakomicie zastosował zasadę ahimsy w polskiej rzeczywistości. Najbliższe myśleniu Mahatmy były także polskie akcje Pomarańczowej Alternatywy: zamiast przemocy — inteligentne przechytrzenie przeciwnika.
[...]
Łagodność charakteru Mahatmy Gandhiego, wrodzona i wyćwiczona w dyscyplinie codziennego życia, zwróciła na niego uwagę wszystkich kobiet. Kobiety brały ogromny udział w walce o niepodległość Indii. Nie dająca się już dziś ukryć androgynia jego myśli, w której dążenie do spokoju przeważało nad dążeniem do zwycięstwa za wszelką cenę, a zrozumienie drugiego człowieka (nawet Anglika) wykluczało zwalczanie go męskimi metodami, pozostaje postawą na wskroś indyjską. Bhakti, postawa miłości i łagodności nie jest tylko domeną kobiet, lecz także każdego indyjskiego guru i mędrca. Gandhi nie chciał Anglików wyrzucić z Indii, lecz wyprosić. Przeprowadzając głodówki protestacyjne wiedział, że wszyscy go tak bardzo kochają, że uczynią wszystko, byle tylko nie dopuścić do jego śmierci. Łagodząc konflikty religijne oparł się na tej miłości, a wszystkie strony, hindusi, muzułmanie i Sikhowie, ostatecznie ugięły się przed tą siłą kochania, zdolną wymusić na przeciwniku daleko idące ustępstwa.
[...]
Kiedy Mahatma Gandhi walczył o niepodległość Indii, był to bardzo biedny kraj, zniszczony ekonomicznie przez Anglików. A jednak w centrum jego nauki nie pojawia się idea wzbogacania się, lecz idea godności człowieka. W taki czy inny sposób, namawiał on raczej do samoograniczania się i skromności, niż do zdobywania majątku i bogacenia się za wszelką cenę. W pewnym sensie przywrócił wartość biedzie (nie głodowaniu), uznając ją za szlachetniejszą formą życia niż pogoń za dobrami materialnymi. Ten postulat skromności i godności, ascezy jako wolnego wyboru, wyrzeczenia się posiadania nadmiaru rzeczy materialnych jest również całkowicie indyjski, chociaż w dawnych wiekach rozwijała się jednocześnie trójmyśl artha — dharma — kama, wzbogacanie się — obowiązek — przyjemność.
[...]
W nauce Gandhiego zawarte są podobne myśli, gdyż indyjski sposób życia zakłada posiadanie wystarczającej ilości czasu i spokoju na prowadzenie refleksji, na przykład regularnego uprawiania jogi i medytacji dla dobra wewnętrznego.
[...]
Polityczna myśl Mahatmy Gandhiego powraca do nas jak bumerang, pomimo, a może właśnie dlatego, że jest na wskroś przesycona duchem religijnym. I choćbyśmy nie wiem jak krytykowali Indie, to okazuje się, że duchowości przetrwało tam więcej niż tu, i to w dodatku w państwie demokratycznym, któremu udało się wprowadzić najczystszą w świecie laicyzację. Gandhi niczego nie narzucał, lecz proponował. Warto przyjrzeć się jego propozycjom, jak zrobił to fenomenalnie Guy Sorman w Le genie de l'Inde. Mówi on, że „coś” zostało w Europie utracone. Tym czymś jest religijny w znaczeniu uświęcający siebie i innych aspekt życia, zawierający w sobie takie wartości jak niekrzywdzenie, miłość, odpowiedzialność i samokontrola. A także (zamiast europejskiej ego-logii) ekologię, uświęcenie przyrody ożywionej i nieożywionej oraz kobiece spojrzenie na świat.
[...]
Tyle otrzymaliśmy od Mahatmy Gandhiego.
Święte jezioro Manasarowar, położone najwyżej na świecie na 4560 m, stworzył Brahma, by pielgrzymi podążający wokół Góry Kailasa mogli dokonać rytualnych ablucji — kąpiel oczyszcza przyszłą karmę. Wrzucono tu prochy Mahatmy Gandhiego, zgodnie z jego ostatnią wolą.
Pierwszy etap zielonej rewolucji pozwolił przezwyciężyć głód, następnie jej twórca, dr Swaminathan, nauczał jak przezwyciężyć biedę, a jego kolejną rewolucją jest dziś ekonomia godności — kombinacja naukowych nowości, praw rynku, indywidualnej przedsiębiorczości i eksperymentowania oraz etyki Mahatmy Gandhiego.
[...]
Wprowadzona przez niego „ekonomia godności” pozwala wzbogacać się biednym rolnikom, a nie organizacjom państwowym. W Indiach niczego nie da się wprowadzić rozkazem czy ustawą, pozytywne rezultaty można osiągnąć jedynie pracą u podstaw — rolnik sam z siebie musiał przekonać się o lepszej rentowności nowych ziaren. Swaminathan działa w duchu Mahatmy Gandhiego, który uważał, że rozwój mierzy się dobrobytem indywidualnego człowieka, a nie bogactwem Państwa. Indie pokazują, że XXI wiek będzie wiekiem małych dobrych rzeczy, w odróżnieniu od europejsko-amerykańskiej manii wielkości XX wieku, który obok wielkich projektów zrodził także katastrofy (Auschwitz, Hiroszima, Czernobyl).
[...]
Wprowadzona przez niego „ekonomia godności” pozwala wzbogacać się biednym rolnikom, a nie organizacjom państwowym. W Indiach niczego nie da się wprowadzić rozkazem czy ustawą, pozytywne rezultaty można osiągnąć jedynie pracą u podstaw — rolnik sam z siebie musiał przekonać się o lepszej rentowności nowych ziaren. Swaminathan działa w duchu Mahatmy Gandhiego, który uważał, że rozwój mierzy się dobrobytem indywidualnego człowieka, a nie bogactwem Państwa. Indie pokazują, że XXI wiek będzie wiekiem małych dobrych rzeczy, w odróżnieniu od europejsko-amerykańskiej manii wielkości XX wieku, który obok wielkich projektów zrodził także katastrofy (Auschwitz, Hiroszima, Czernobyl).
Najważniejsze były i są wioski i ich nieustępliwa wiejska autonomia, około 80% ludności Indii żyje w 500 000 wiosek. Organem zarządzającym jest w nich pańczajat, rada złożona z pięciu „starszych”, kierowana przez naczelnika, decydująca o wszystkich sprawach lokalnych. Jest to bardzo stara, istniejąca od stuleci forma zarządzania. Mahatma Gandhi nazywał ją anarchią zharmonizowaną i anarchią samokontrolującą się.
— boże dziecię, nazwa nadana przez Mahatmę Gandhiego, stała się nazwą ruchu na rzecz zniesienia niedotykalności (od 1929). Gandhi postulował równość tych ludzi wobec boga, gdyż, podobnie jak wszystkie istoty, zostali stworzeni przez tego samego Stwórcę i z tego tytułu mających prawo do nieskrępowanego życia i rozwoju. Ten ruch właśnie doprowadził do opublikowania artykułu 17 Konstytucji.Jednak Gandhi, mający idealne wyczucie systemu indyjskiego, najpierw wprowadzał w ich społecznościach w południowej Afryce żelazne rygory czystości i szacunku dla dharmy oraz nauczał poszanowania własnej godności, a dopiero potem walczył, by zostali oni uznani przez społeczeństwo. Zapoczątkował typowy proces braminizacji tych warstw.Jakkolwiek trudne są w swych założeniach religie hindu (zakazy/nakazy szlachetnego życia, fobia rozmaicie pojętej czystości), to jednak zawsze ostatecznie przyjmowały one na swe łono wszystkich tych, którzy akceptowali dość wysoko ustawioną poprzeczkę ideału społecznego i sami dążyli do poprawy statusu materialnego i karmicznego. Zawsze można było tego dokonać dzięki długopokoleniowej zmianie podwalin egzystencji, dzięki przyjęciu religijnego, to znaczy etyczno-moralnego, sposobu życia. Ale nie dzięki jednorazowemu, formalnemu rytuałowi, jak chrzest czy wyznanie wiary. Utrzymująca się wspaniała różnorodność, wielość i rozmaitość kultów, religii i wierzeń — Indie nigdy w żadnym momencie swej historii nie były monoteistyczne — zaprzecza w sposób oczywisty tezie o sztywności i schematyczności systemu warn (tak zwanego systemu kastowego). Choć nie istnieje formalny prozelityzm, czyli „przejście” na którąś z religii hindu, to wszystkie akceptowały obcych. Aż do dnia dzisiejszego.
Mahatma Gandhi (1869-1948), lider Indyjskiego Kongresu Narodowego
[...]
Muhammad Ali Jinnah, urodzony w kupieckiej rodzinie w Karaczi, był adwokatem, mieszkał w Bombaju i tam zasłynął jako wspaniały mówca (podobnie jak Gandhi). Jak wielu indyjskich prawników wykształconych przez Anglików był liberałem i w teorii żarliwie popierał system konstytucyjny, oparty na twardym prawie. W latach dojrzałych nie był leaderem żadnego ruchu społecznego (odwrotnie niż Gandhi). Popierał Indyjski Kongres Narodowy, partię hinduskich wieśniaków, a dopiero w latach dwudziestych XX wieku, będąc grubo po pięćdziesiątce, związał się z Ligą Muzułmańską, której najważniejszym postulatem było zabezpieczenie pozycji indyjskich muzułmanów. Nie wiadomo dokładnie kiedy i w jakich okolicznościach pojawiło się żądanie zapewnienia im równego udziału we władzy bez względu na ich liczbę, choć stanowili zaledwie 20% ogółu ludności subkontynentu i, o czym się głośno nie mówiło ale pamiętało, pozostawali oni obcymi najeźdźcami, którzy niegdyś niszczyli hinduską religijność.
[...]
Mahatma Gandhi stanowczo nie chciał Podziału. Twierdził, że Indiom odcina się skrzydła. Wiedział, że jest to krzywda dla obu wielkich społeczności. Wychował się w Gudżaracie, gdzie różne wspólnoty religijne, dżiniści, hindusi i muzułmanie, żyli obok siebie we wzajemnym poszanowaniu i tolerancji.
[...]
Gandhi ratował sytuację jak mógł. Wybrał najbardziej symboliczne ze wszystkich miejsc, by ogłosić niepodległość Indii. Lahore Gate w Czerwonym Forcie w Old Delhi była skierowana w kierunku stolicy nowego państwa. Ta dzielnica Delhi była nie tylko zamieszkała przez ludność całkowicie muzułmańską, ale nawiązywała do ostatniej przed Anglikami, rodzimej, choć nie w pełni hinduskiej formacji władzy — do Wielkich Mogołów i ich imperium. Gandhi chciał rozpocząć dzieło tworzenia nowego państwa od kontynuacji historii, a jeśli z wyłączeniem z tej historii kogoś, to Anglików, ale nigdy nie muzułmanów. Część z nich zrozumiała ten symboliczny gest.
[...]
Muhammad Ali Jinnah, urodzony w kupieckiej rodzinie w Karaczi, był adwokatem, mieszkał w Bombaju i tam zasłynął jako wspaniały mówca (podobnie jak Gandhi). Jak wielu indyjskich prawników wykształconych przez Anglików był liberałem i w teorii żarliwie popierał system konstytucyjny, oparty na twardym prawie. W latach dojrzałych nie był leaderem żadnego ruchu społecznego (odwrotnie niż Gandhi). Popierał Indyjski Kongres Narodowy, partię hinduskich wieśniaków, a dopiero w latach dwudziestych XX wieku, będąc grubo po pięćdziesiątce, związał się z Ligą Muzułmańską, której najważniejszym postulatem było zabezpieczenie pozycji indyjskich muzułmanów. Nie wiadomo dokładnie kiedy i w jakich okolicznościach pojawiło się żądanie zapewnienia im równego udziału we władzy bez względu na ich liczbę, choć stanowili zaledwie 20% ogółu ludności subkontynentu i, o czym się głośno nie mówiło ale pamiętało, pozostawali oni obcymi najeźdźcami, którzy niegdyś niszczyli hinduską religijność.
[...]
Mahatma Gandhi stanowczo nie chciał Podziału. Twierdził, że Indiom odcina się skrzydła. Wiedział, że jest to krzywda dla obu wielkich społeczności. Wychował się w Gudżaracie, gdzie różne wspólnoty religijne, dżiniści, hindusi i muzułmanie, żyli obok siebie we wzajemnym poszanowaniu i tolerancji.
[...]
Gandhi ratował sytuację jak mógł. Wybrał najbardziej symboliczne ze wszystkich miejsc, by ogłosić niepodległość Indii. Lahore Gate w Czerwonym Forcie w Old Delhi była skierowana w kierunku stolicy nowego państwa. Ta dzielnica Delhi była nie tylko zamieszkała przez ludność całkowicie muzułmańską, ale nawiązywała do ostatniej przed Anglikami, rodzimej, choć nie w pełni hinduskiej formacji władzy — do Wielkich Mogołów i ich imperium. Gandhi chciał rozpocząć dzieło tworzenia nowego państwa od kontynuacji historii, a jeśli z wyłączeniem z tej historii kogoś, to Anglików, ale nigdy nie muzułmanów. Część z nich zrozumiała ten symboliczny gest.
O Wandzie Dynowskiej-Umadevi (1888-1971) piękny i wyczerpujący artykuł napisał Kazimierz Tokarski, odsyłam do tej internetowej publikacji. Wanda Dynowska wyjechała do Indii w 1935 roku i została tam aż do śmierci, ostatnie dziesięć lat życia poświęcając sprawie tybetańskiej. Organizowała ochronki i szkoły dla tybetańskich dzieci, uciekających z ojczyzny po agresji Chin na Tybet. Poznała w swoim barwnym życiu wielu znakomitych mistrzów duchowych — Annie Besant, Jiddu Krishnamurtiego, Śri Aurobindo, Śri Ramanę Maharishiego, Nisargadattę Maharaja, wielokrotnie rozmawiała z Mahatmą Gandhim. Przyjaźniła się z Dalajlamą i Karolem Wojtyłłą. Uczyła, także samych Indusów, dostrzegać wielkość Indii. Wraz z Maurycym Frydmanem założyła Bibliotekę Indyjsko-Polską (która wciąż nie doczekała się w Polsce naukowego opracowania). Nazwano ją Wielką Ambasadorką kultury indyjskiej dla Polaków (ale Polacy wciąż nie znają ani jej życia, ani dorobku). Sama o sobie powiedziała: Jedyną dla mnie drogą, od której nie odstąpię nigdy, jest służenie Mistrzom i praca.
W 1921 roku, Tagore utworzył obok aszramu nową szkołę, nazwaną Domem Pokoju, która była skierowana wyłącznie ku pomocy ludności wiejskiej, gdyż marzył, by uwolnić wieś z kajdanów niemocy i niewiedzy. Stworzył tę szkołę, między innymi, jako odpowiedź na ruch Mahatmy Gandhiego, którego gwałtownych akcji po cichu nie popierał, będąc przeciwnikiem jakiegokolwiek buntu i skrajnym pacyfistą. Aszram i Dom Pokoju przetrwały — dziś Vishvabharati University jest jedną z najlepszych akademii sztuk pięknych w Indiach, ma także, rzecz jasna, wydział pedagogiczny.
Jako obrońca starożytnego porządku społecznego stoi na straży dharmy i systemu warn. Zyskał na popularności w ostatnich czasach z powodu impasu politycznego w Ajodhji i stał się ikoną hinduskiego nacjonalizmu. Ale bardziej jako bohater narodowy niż boski posłaniec boga Wisznu. Wielbicielem Ramy był Mahatma Gandhi.
Tytuł Paramahamsa, najwyższy łabędź, został mu nadany zwyczajowo jako wybitnemu nauczycielowi (ten tytuł zakonny otrzymali również Swami Jogananda i Mahatma Gandhi); on sam wyjaśnia go odwołując się do mitologii indyjskiej: Tak jak łabędź potrafi rozdzielić wodę i mleko, gdy zostały zmieszane, i wypija tylko mleko nie tknąwszy wody, podobnie Paramahamsa przyjmuje tylko to, co istotne (sat-czit-anandę), a odrzuca to, co nierealne (świat zjawisk)
[...]
L'ensignement de Ramakrishna, 88
[...]
L'ensignement de Ramakrishna, 88
Romain Rolland był zafascynowany sztuką teatralną i muzyką na długo przedtem zanim spotkał Rabindranatha Tagore, a przecież podobnie jak bengalski Poeta pragnął kształtować u przychodzącego do teatru widza wrażliwość na dobro, piękno i prawdę. Opiewał świat pokoju i braterstwa zamiast nienawiści na długo przedtem zanim spotkał Mahatmę Gandhiego i poznał jego ideały non-violence i nieposłuszeństwa obywatelskiego. Zbulwersowany zmierzchem Europy wskutek wybuchu bratobójczej I Wojny Światowej, przeciwstawiał się agresji, podobnie jak Gandhi, jedyną możliwą bronią — nieustępliwym głoszeniem pacyfizmu i wzajemnego szacunku między narodami. Za manifest przeciwko tej wojnie, Au-dessus de la mélee, Wyżej niż zamęt, oraz za Jana Krzysztofa, otrzymał w 1915 roku literacką Nagrodę Nobla. Pisarz spotkał się z Rabindranathem Tagore i Mahatmą Gandhim w 1931 roku w Szwajcarii, gdzie mieszkał na emigracji.
W Delhi, nad rzeką Jamuną, wzdłuż Radżghatu, mieszczą się Samadhi Mahatmy Gandhiego, Samadhi Indiry Gandhi, Samadhi Radżiwa Gandhiego — miejsca, gdzie płonęły ich stosy kremacyjne. Każde miasto i każde miasteczko ma swe lokalne, zwyczajowe miejsca kremacyjne, najczęściej nad rzekami, na ghatach.
Nie jest symbolem Indii, tak jak Pałac Kultury i Nauki nie jest symbolem Warszawy, a Wieża Eiffla — symbolem całej Francji. Dla Mahatmy Gandhiego był symbolem ucisku Indii.
Przypomnijmy akcje Mahatmy Gandhiego, który swą walkę o niepodległość Indii oparł wyłącznie o wieśniaków, a założona przez niego w 1895 roku partia, Kongres Indii, pozostaje do dziś partią indyjskich wiosek, w których mieszka aż 80% społeczeństwa. W Indiach miasto nie jest symbolem ani postępu, ani wysokiej kultury, to wioska pozostaje macierzą cywilizacji hindu.
[...]
W żadnym wypadku system oparty na warnach nie generuje sam z siebie biedy. Masy biedoty wytworzyły się w Indiach w drugiej połowie XIX wieku, kiedy Anglicy wprowadzili własność ziemi i kiedy ogromna rzesza biednych rolników straciła swoje poletka w wyniku różnych zadłużeń, manipulacji nieruchomościami i angielskiej polityki konfiskaty dóbr. A także z powodu wprowadzenia przez Anglików monokultur — juty, herbaty, kawy i tytoniu, które w niektórych regionach (Bengal) doprowadziły do rujnacji całych wsi. Wyzuci z ojcowizny biedacy tłoczyli się wokół powstających miast i byli zatrudniani w rodzących się na chybił trafił zakładach przemysłowych, skazani na łaskę i niełaskę kolonizatorów. To ci dawni wieśniacy zaludniają do dziś slumsy wielkich pokolonialnych aglomeracji, takich jak Bombaj (przybyli tłumnie od 1853 roku, gdy budowano pierwszą linię kolejową) czy Kalkuta (parę lat braku obfitego monsunu na początku XX wieku doprowadziło do ucieczki z bengalskich wiosek ogromnej rzeszy wieśniaków — oni to zaludnili słynne miasto radości). Mahatma Gandhi, wprowadzając reformę rolną i oddając wieśniakom ziemię, chciał powrócić do stanu sprzed kolonizacji — kiedy ziemia należała do bogów, a wieśniacy tylko ją uprawiali. Oczywiście, to nie mogło udać się w świecie, w którym własność ziemska stanowi podstawę ekonomii.
[...]
W żadnym wypadku system oparty na warnach nie generuje sam z siebie biedy. Masy biedoty wytworzyły się w Indiach w drugiej połowie XIX wieku, kiedy Anglicy wprowadzili własność ziemi i kiedy ogromna rzesza biednych rolników straciła swoje poletka w wyniku różnych zadłużeń, manipulacji nieruchomościami i angielskiej polityki konfiskaty dóbr. A także z powodu wprowadzenia przez Anglików monokultur — juty, herbaty, kawy i tytoniu, które w niektórych regionach (Bengal) doprowadziły do rujnacji całych wsi. Wyzuci z ojcowizny biedacy tłoczyli się wokół powstających miast i byli zatrudniani w rodzących się na chybił trafił zakładach przemysłowych, skazani na łaskę i niełaskę kolonizatorów. To ci dawni wieśniacy zaludniają do dziś slumsy wielkich pokolonialnych aglomeracji, takich jak Bombaj (przybyli tłumnie od 1853 roku, gdy budowano pierwszą linię kolejową) czy Kalkuta (parę lat braku obfitego monsunu na początku XX wieku doprowadziło do ucieczki z bengalskich wiosek ogromnej rzeszy wieśniaków — oni to zaludnili słynne miasto radości). Mahatma Gandhi, wprowadzając reformę rolną i oddając wieśniakom ziemię, chciał powrócić do stanu sprzed kolonizacji — kiedy ziemia należała do bogów, a wieśniacy tylko ją uprawiali. Oczywiście, to nie mogło udać się w świecie, w którym własność ziemska stanowi podstawę ekonomii.
Wedantę przywrócił współczesnym Indiom mistyk z Bengalu Ramakrishna Paramahamsa, a jego uczeń Wiwekananda przejął i objaśniał jej znaczenie. Sri Aurobindo pracował nad świętymi tekstami wiele lat i dał własną, nową interpretację (streszczoną w: Le Veda et la destinee humaine, Satprem, Institut de Recherches Evolutives, Paris 1992). Również wielki mistyk czasów współczesnych, Ramana Maharishi (1879-1950), porównywany czasem do św. Jana od Krzyża, nauczał wedanty. Pod jej wrażeniem pozostawał, choć nie przejął do końca, Mahatma Gandhi. By wymienić tylko niewielu.
Całe życie poświęcił pracy na rzecz poznania i zrozumienia przez Zachód kultur Wschodu. Współprzyczynił się do odrodzenia religii hindu. Do dziś uważany jest za jednego z największych interpretatorów wedanty. Pod jego wpływem pozostawali Rabindranath Tagore i Mahatma Gandhi.
Gauharara Tadż Mahal
dzieci Szahdżahana: Dżahanara, Dara Szikoh, Szudża, Rauszanara, Aurangzeb, Murad i GauhararaOstatnie dziecko, nieszczęsną Gauhararę, wydała na świat w 39 roku życia, w obozie wojskowym, po uciążliwej podróży w lektyce na wyboistych drogach, w indyjskim upale. Kiedy przybyła do obozu, cesarz załatwiał sprawy wojskowe i pił z dowódcami, a może nawet cieszył się jakąś młodą kobietą. Zaczęła rodzić wcześnie rano we wtorek. W środę po północy ciało nie wytrzymało naporu nowego życia. Zmarła 7 czerwca 1631 roku w wyniku krwotoku popołogowego. Dziewczynka, której ojciec nigdy nie chciał poznać, przeżyła.
Gawroński, Andrzej Polacy wobec Indii
Pierwszą i jednocześnie najwybitniejszą do dzisiaj osobą działającą na polu polskiej nauki w dziedzinie indologii był Andrzej Gawroński (1885-1927). Wybitny językoznawca i poliglota (znał około 60 języków), od 1916 roku profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Lwowskiego, wykładowca w Uniwersytecie w Lipsku, dał się poznać już w bardzo młodym wieku jako geniusz językowy. Niestety, z braku funduszy na leczenie zmarł w Lipsku na gruźlicę mając zaledwie czterdzieści dwa lata i tym samym nie dowiedzieliśmy się, jak bliskie pokrewieństwa łączą języki słowiańskie, a zwłaszcza język polski, z sanskrytem. Jego Podręcznik sanskrytu pozostaje do dzisiaj podstawowym podręcznikiem akademickim sanskrytu dla studentów indologii w Polsce.
Gayatri Devi Gayatri Devi, Rabindranath Tagore, Radżputowie, Stany Książęce Indii
Gayatri Devi pochodzi z rodziny maharadży z Koś Biharu (Cooch Behar, Górny Bihar), maleńkiego państewka ukrytego w Himalajach. Miasto Darjeeling z widokiem na Kandżendzongę, otoczone plantacjami słynnej herbaty, założonymi przez Anglików, był niegdyś ich prywatną własnością. Matka, księżniczka Indira Devi pochodziła z klanu Gaekwarów z Barody, najbogatszych maharadżów Indii, którzy od końca XIX wieku prowadzili światłą politykę reform w swoim państwie. Wielki reformator Sajadżi Rao był jej matecznym dziadkiem. Byli bajecznie bogaci i dla księżniczki był przeznaczony na męża równie majętny maharadża z Gwalior, z klanu Scindia. Ale na durbarze w Delhi w 1911 roku poznała pięknego, acz biednego księcia, w którym zakochała się na zabój. Nawet nie był następcą tronu, lecz tylko młodszym synem. Jednak Indira dopięła swego i poślubiła go potajemnie wbrew woli rodziców.
[...]
Byli bardzo szczęśliwą parą, mieli trzy córki i dwóch synów, a Gayatri Devi urodziła się w Londynie w 1919 roku. Londyńskie mgły źle wpływały na zdrowie maharadży — zmarł na gruźlicę mając zaledwie 36 lat. Indira Devi zajęła się wychowaniem dzieci i nie wyszła powtórnie za mąż, choć starali się o nią francuscy i angielscy arystokraci i magnaci finansowi oraz niejeden indyjski maharadża. Była nie tylko piękna, ale też ekscentryczna i zabawna — kasyna gry i wielkie sale balowe ówczesnej Europy zabiegały o jej obecność, a przyjęcia wydawane w jej olśniewającym pałacu Woodlands w Kalkucie uchodziły za najlepiej zorganizowane. Jako pierwsza zaczęła nosić muślinowe sari, wykonane w Paryżu według własnych projektów, buciki kupowała we Florencji, a biżuterię w najlepszych warsztatach złotniczych Golkondy i Bombaju, woziła ze sobą żółwia, którego skorupa wysadzana była brylantami i szmaragdami. Miała prywatny samolot, którym podróżowała z Europy do Indii.
[...]
Gayatri Devi odziedziczyła po matce wszystko — urodę i lekkość obejścia, talent w zarządzaniu dobrami, zaangażowanie w sprawy publiczne i orientację w sprawach politycznych, praktycznie cały majątek Gaekwarów z Barody i nawet zdrowy rozsądek. Podobnie jak jej matka potajemnie i wbrew woli rodziców wyszła za mąż za maharadżę z Dżajpuru. Dżaj był piękny, mądry i bogaty, a jeśli dwie pierwsze żony poślubił ze względów polityczno-rodowych, to śliczna Gayatri stała się wybranką jego serca. Została jego trzecią żoną, a ślub, którego matka długo nie mogła jej wybaczyć, a zwłaszcza tego, że jej córka została Jej Wysokością Trzecią, okazał się skandalem opisanym przez wszystkie londyńskie gazety. Po ślubie wrócili do Dżajpuru, gdzie Gayatri zamieszkała w zenanie, kobiecej części pałacu. Aktywnie włączyła się, podobnie jak większość dawnych władców Indii, do budowy Indii demokratycznych — została parlamentarzystką, wybraną największą ilością głosów. Wszyscy twierdzili, że byli z Dżajem niezwykle zgraną parą. Tragiczny wypadek przerwał tę sielankę — w 1970 roku Dżaj spadł z konia podczas gry w polo w Londynie i zginął na miejscu. Miał 59 lat. Obrzęd spopielenia zwłok zaszczyciła swą obecnością królowa Elżbieta II i jej małżonek książę Filip, a pożegnalną mowę wygłosił Lord Mountbatten.
[...]
Gayatri Devi nadal mieszka w rodowym pałacu Moti Doongri w Dżajpurze. Prowadzi działalność charytatywną.
[...]
Byli bardzo szczęśliwą parą, mieli trzy córki i dwóch synów, a Gayatri Devi urodziła się w Londynie w 1919 roku. Londyńskie mgły źle wpływały na zdrowie maharadży — zmarł na gruźlicę mając zaledwie 36 lat. Indira Devi zajęła się wychowaniem dzieci i nie wyszła powtórnie za mąż, choć starali się o nią francuscy i angielscy arystokraci i magnaci finansowi oraz niejeden indyjski maharadża. Była nie tylko piękna, ale też ekscentryczna i zabawna — kasyna gry i wielkie sale balowe ówczesnej Europy zabiegały o jej obecność, a przyjęcia wydawane w jej olśniewającym pałacu Woodlands w Kalkucie uchodziły za najlepiej zorganizowane. Jako pierwsza zaczęła nosić muślinowe sari, wykonane w Paryżu według własnych projektów, buciki kupowała we Florencji, a biżuterię w najlepszych warsztatach złotniczych Golkondy i Bombaju, woziła ze sobą żółwia, którego skorupa wysadzana była brylantami i szmaragdami. Miała prywatny samolot, którym podróżowała z Europy do Indii.
[...]
Gayatri Devi odziedziczyła po matce wszystko — urodę i lekkość obejścia, talent w zarządzaniu dobrami, zaangażowanie w sprawy publiczne i orientację w sprawach politycznych, praktycznie cały majątek Gaekwarów z Barody i nawet zdrowy rozsądek. Podobnie jak jej matka potajemnie i wbrew woli rodziców wyszła za mąż za maharadżę z Dżajpuru. Dżaj był piękny, mądry i bogaty, a jeśli dwie pierwsze żony poślubił ze względów polityczno-rodowych, to śliczna Gayatri stała się wybranką jego serca. Została jego trzecią żoną, a ślub, którego matka długo nie mogła jej wybaczyć, a zwłaszcza tego, że jej córka została Jej Wysokością Trzecią, okazał się skandalem opisanym przez wszystkie londyńskie gazety. Po ślubie wrócili do Dżajpuru, gdzie Gayatri zamieszkała w zenanie, kobiecej części pałacu. Aktywnie włączyła się, podobnie jak większość dawnych władców Indii, do budowy Indii demokratycznych — została parlamentarzystką, wybraną największą ilością głosów. Wszyscy twierdzili, że byli z Dżajem niezwykle zgraną parą. Tragiczny wypadek przerwał tę sielankę — w 1970 roku Dżaj spadł z konia podczas gry w polo w Londynie i zginął na miejscu. Miał 59 lat. Obrzęd spopielenia zwłok zaszczyciła swą obecnością królowa Elżbieta II i jej małżonek książę Filip, a pożegnalną mowę wygłosił Lord Mountbatten.
[...]
Gayatri Devi nadal mieszka w rodowym pałacu Moti Doongri w Dżajpurze. Prowadzi działalność charytatywną.
W 1901 roku przeniósł się do rodzinnej posiadłości w Santiniketan, w zachodnim Bengalu, z zamiarem utworzenia aszramu i „leśnej szkoły” opartej na tradycji nauczania starożytnych riszi. Program tej szkoły opierał się o doświadczenia indyjskie i europejskie, ale przede wszystkim o własne ideały — nacisk był położony na rozwijanie duchowych potrzeb człowieka, jego pragnienia harmonii i piękna, budzenia zdolności artystycznych i dążenia do najwyższych ideałów miłości i pokoju. Rabindranath Tagore wskrzesił ideał starożytnych leśnych mędrców riszi: czerpanie radości z procesu dochodzenia do prawdy i piękna. Przez 40 lat pracy pedagogicznej konsekwentnie realizował swój ideał wychowawczy. W „leśnej szkole” pobierała nauki, między innymi, skromna Indira Gandhi i ekscentryczna Gayatri Devi — obie do końca życia pozostały wielbicielkami Wielkiego Nauczyciela.
Rajmata Gayatri Devi mieszka w Dżajpurze w pałacu rodowym Moti Doongri.
Wnuczką śmiałej Ćimanabai i oświeconego Sajadżi Rao jest Gayatri Devi, która zostając w 1940 roku maharanią Dżajpuru wniosła w wianie mężowi najbogatszy posag ówczesnych Indii.
Gorakhnath Gurkhowie
Kiedy żyjący w VI wieku Bappu Rawal, legendarny założyciel dynastii Sisodia z Mewaru, był młody i polował na grubego zwierza, spotkał w lesie świętego wojownika Gorakhnatha siedzącego pod drzewem pippal w głębokiej medytacji. Przystanął i zadbał o bezpieczeństwo świętego. Gorakhnath, wzruszony zachowaniem młodego ksiatriji, podarował mu sztylet kukri i przepowiedział, że cała jego drużyna zyska chwałę i będzie podziwiana za brawurę, a wojownikom nadał imię Gorkhów. Bappu Rawal zasłynął brawurą i odwagą, bronił hindusko-buddyjskiego Kandaharu przed nawałnicą muzułmańską, zdobył jakoby Iran i Irak, po czym wycofał się na świętą górę Abu jako asceta. Słowo Gorka, Ghorka czy Gurkha pochodzi od sanskryckiego go, krowa, i rakh, rakśa, obrońca. Gorakhnath był joginem, obrońcą krów jak każdy hindus, uprawiającym ascezę hatha jogi i czcicielem boga Śiwy, a wielu żyło takich w północnych Indiach między X a XIV wiekiem. Inicjację Bappu Rawala na ksiatriję i otrzymanie noża kukri można uznać za piękne zdarzenie mitologiczne.
Hamida-begam Akbar, Humajun
W cieszącym się sporą swobodą haremie obok kobiet mogolskich żyły hinduski, Persjanki, Ormianki, Chinki i czarnulki… Miał około 20 żon i setkę dzieci, tak piszą dworscy kronikarze. Tylko dwie żony odegrały jakąś rolę u boku cesarza — bezimienna Radżputka z Amberu, która dała mu następcę tronu (po czym zniknęła z historii) oraz kuzynka Salima, Sultana Begam, najpierw konkubina, a od 1561 roku żona i przyjaciółka, która dała mu syna Murada. Danijal urodził się z konkubiny. Trzech synów walczyłoby niechybnie o tron na śmierć i życie, gdyby dwóch z nich nie zapiło się na śmierć, jeszcze za życia Akbara: Murad w kwiecie swych 29 lat, a Danijal — trzydziestu dwóch. Dżahangir, ukochany książę Salim, był przez całe życie alkoholikiem i narkomanem. Wydał dziwny dekret dotyczący własnych córek: księżniczki krwi nie mogły wyjść za mąż, więdły więc na oczach dworu w dusznym haremie — wykształcone, piękne i bogate. Kobiety szanował, ale do władzy nie dopuszczał, najbardziej kochał swoją matkę, Hamidę-begam, której rad chętnie słuchał; zmarła ona zaledwie rok przed cesarzem, w wieku 77 lat.
Mówi się, że wspaniały grobowiec w Delhi, przykład timurydzkiej, środkowoazjatyckiej architektury perskiej kazała wystawić jego żona, Hamida-begam, córka jednego z hinduskich przywódców duchowych. Inni mówią, że nie dała pomysłu, lecz dała pieniądze.
Harit Raszi Radżputowie
Udajpur (Mewar) o powierzchni 33 987 km2 jest jednym z najpiękniejszych regionów Indii. Władcy Mewaru noszą do dziś tytuł maharana, pochodzą ze starszej linii Surjawamsia, synów słońca, a pod swą komendą mieli niegdyś 36 innych klanów. Ich założycielem był legendarny Bappu Rawal, którego guru Harit Raszi namaścił w duchu odpowiedzialności za dobro swego ludu. Bogini Eklingji czuwa od VII wieku nad dharmą, spełnianiem obowiązku ksiatriji. Czittorgarh, najpotężniejsza forteca rodu i jednocześnie całej Radżputany, a w czasach Wielkich Mogołów — symbol potęgi Sisodiów, będąca przez osiemset lat ich stolicą, została zdobyta przez Akbara w 1567 roku i zrównana z ziemią. Zginęło 30 000 mieszkańców, mordowanych metodycznie i do ostatniego. Zginęło 8 000 ksiatrijów, wybornych wojowników. Ale uratował się podobno w całości radżpucki oddział wyśmienitych łuczników, którzy w odpowiednim momencie uszli z miasta w przebraniu biednych, wiejskich kobiet. W Czittor urodziła się i żyła największa hinduska poetka, Mira Bai (1503-1573), opiewająca mistyczną miłość do Kriszny; na szczęście wiodła życie wędrowne i podczas oblężenia przebywała w Dwarce.
Hodson, William Humajun
Żadne inne dzieło architektury mogolskiej nie spina tak dobitnie historii Wielkich Mogołów jak ten grobowiec właśnie. Grobowiec Humajuna jest pierwowzorem późniejszego Tadż Mahalu (nic nie powstaje ex nihilo) i wiadomo, że Szahdżahan wielokrotnie studiował tę budowlę. Tutaj zostało wrzucone bezgłowe ciało Dary Szikoha, syna Szahdżahana i Mumtaz, co sugeruje przecięta płyta cenotafu na górnym tarasie. Tutaj w 1857 roku Anglicy ujęli ostatniego cesarza Mogołów. Trzej inni młodzi książęta ukryci w saraceńskich arkadach zostali przez porucznika Hodsona siłą wywleczeni i bez sądu straceni, po czym wystawieni na widok publiczny. Panującego tylko w Delhi, marnego cesarza sądzono przez 42 dni — uznano winnym wszystkich zarzutów i skazano na wygnanie do Rangunu, gdzie zmarł w 1862 roku — ostatni z dynastii Timurydów.
Huan-Tsang miejsca sacrum, religia rzeki Gangi
Prayag położony w świętym miejscu sangam, u zbiegu trzech rzek Jamuny, Gangi i mitycznej Saraswati, został założony w starożytności przez osadników znad Indusu. Święto Kumbha Mela odbywa się tu co najmniej od 644 roku; Chińczyk Huan-Tsang (Xuan-Zang) filozof i erudyta, odwiedzający Indie w latach 629-645, dał pierwszy szczegółowy opis meli, odbywającej się tu za czasów króla Harszawardhana.
Chińczyk Huan-Tsang (Xuan-Zang) filozof i erudyta, podróżujący po Indiach w latach 629-645, dał pierwszy szczegółowy opis meli, jaka odbyła się w 644 roku, w Prayagu (dziś Allahabad), za czasów króla Harszawardhana. Był on wtedy studentem na pobliskim buddyjskim Uniwersytecie Nalanda — nie ma wątpliwości, co do rzetelności opisu tego, co widział. Zanotował, że wyraźnie mówiło się, iż święto trwa od czasów neolitu. Pierwszy kalendarz solarny (obok lunarnego) został ustanowiony w roku 283 p.n.e., więc wtedy mela musiała przyjąć swą formę. Nie ma wątpliwości, że Prayag był miejscem, gdzie odbyła się pierwsza khumba mela, ale nie wiadomo w jakiej epoce dokonano pełnej inscenizacji mitu. Chińczyk podkreśla, że w meli uczestniczyli hindusi, buddyści i dżiniści, bez żadnej różnicy.
Hussain Quli Khan krowa
Prześladowania religijne prowadzone systematycznie przez muzułmanów za panowania Wielkich Mogołów były często skierowane przeciw krowom żyjącym w świątyni. Na porządku dziennym było zabijanie tych biednych stworzeń na oczach hindusów, nawet za czasów Akbara, którego tolerancję wszyscy znali. A jednak dopuszczano się bezczeszczenia świątyń, zwłaszcza gubernatorzy prowincji i dowódcy wojskowi, którzy byli nietykalni i chronieni przez ortodoksyjnych ulemów i wobec których sam cesarz nie mógł interweniować. Jeden z najlepszych generałów mogolskich, Hussain Quli Khan, wpadł do hinduskiej świątyni w Nagarkot na koniu i zabił krowę na oczach wiernych, w obecności ukochanego przyjaciela Akbara, Radży Birbala (w 1572 roku). Nie można go było ukarać za to bestialstwo.
Ibn Bahita świątynie w Kadżuraho
Podróżnik arabski Ibn Bahita, który odwiedził kraj w 1335 roku, opisał wielki zbiornik czy staw wodny, nad którym stały świątynie zamieszkałe przez joginów o długich, posypanych popiołem włosach i pożółkłej od ascezy skórze. Dodał, że statuetki wielu bóstw były okaleczone albo całkowicie rozbite przez muzułmanów.
Indira Devi Gayatri Devi
Gayatri Devi pochodzi z rodziny maharadży z Koś Biharu (Cooch Behar, Górny Bihar), maleńkiego państewka ukrytego w Himalajach. Miasto Darjeeling z widokiem na Kandżendzongę, otoczone plantacjami słynnej herbaty, założonymi przez Anglików, był niegdyś ich prywatną własnością. Matka, księżniczka Indira Devi pochodziła z klanu Gaekwarów z Barody, najbogatszych maharadżów Indii, którzy od końca XIX wieku prowadzili światłą politykę reform w swoim państwie. Wielki reformator Sajadżi Rao był jej matecznym dziadkiem. Byli bajecznie bogaci i dla księżniczki był przeznaczony na męża równie majętny maharadża z Gwalior, z klanu Scindia. Ale na durbarze w Delhi w 1911 roku poznała pięknego, acz biednego księcia, w którym zakochała się na zabój. Nawet nie był następcą tronu, lecz tylko młodszym synem. Jednak Indira dopięła swego i poślubiła go potajemnie wbrew woli rodziców.
[...]
Byli bardzo szczęśliwą parą, mieli trzy córki i dwóch synów, a Gayatri Devi urodziła się w Londynie w 1919 roku. Londyńskie mgły źle wpływały na zdrowie maharadży — zmarł na gruźlicę mając zaledwie 36 lat. Indira Devi zajęła się wychowaniem dzieci i nie wyszła powtórnie za mąż, choć starali się o nią francuscy i angielscy arystokraci i magnaci finansowi oraz niejeden indyjski maharadża. Była nie tylko piękna, ale też ekscentryczna i zabawna — kasyna gry i wielkie sale balowe ówczesnej Europy zabiegały o jej obecność, a przyjęcia wydawane w jej olśniewającym pałacu Woodlands w Kalkucie uchodziły za najlepiej zorganizowane. Jako pierwsza zaczęła nosić muślinowe sari, wykonane w Paryżu według własnych projektów, buciki kupowała we Florencji, a biżuterię w najlepszych warsztatach złotniczych Golkondy i Bombaju, woziła ze sobą żółwia, którego skorupa wysadzana była brylantami i szmaragdami. Miała prywatny samolot, którym podróżowała z Europy do Indii.
[...]
„Pamiętam doskonale hałas wokół całej tej sprawy. Niewielu jeszcze Hindusów widywano wtedy w Anglii, a rzecz zrazu nie wydawała się aż tak huczna, by wywołać sensację. W każdym razie Indira Devi była kimś znacznie ciekawszym niż tylko przyciągającą uwagę wszystkich młoda damą, twierdzić zaś tylko, że była chodzącą pięknością uchodziło za zwykły banał. Reporterzy przybyli tłumnie, by uwiecznić ją na zdjęciach, my zaś upajaliśmy się kosztem jej chwały. Ten ślub okazał się wydarzeniem sezonu. Liczące się tygodniki poświęcały mu całe strony i zachowaliśmy pokaźną teczkę wycinków z prasy, które później przeglądaliśmy z rozrzewnieniem niezliczoną ilość razy” — opisywała moja ciotka.
[...]
Byli bardzo szczęśliwą parą, mieli trzy córki i dwóch synów, a Gayatri Devi urodziła się w Londynie w 1919 roku. Londyńskie mgły źle wpływały na zdrowie maharadży — zmarł na gruźlicę mając zaledwie 36 lat. Indira Devi zajęła się wychowaniem dzieci i nie wyszła powtórnie za mąż, choć starali się o nią francuscy i angielscy arystokraci i magnaci finansowi oraz niejeden indyjski maharadża. Była nie tylko piękna, ale też ekscentryczna i zabawna — kasyna gry i wielkie sale balowe ówczesnej Europy zabiegały o jej obecność, a przyjęcia wydawane w jej olśniewającym pałacu Woodlands w Kalkucie uchodziły za najlepiej zorganizowane. Jako pierwsza zaczęła nosić muślinowe sari, wykonane w Paryżu według własnych projektów, buciki kupowała we Florencji, a biżuterię w najlepszych warsztatach złotniczych Golkondy i Bombaju, woziła ze sobą żółwia, którego skorupa wysadzana była brylantami i szmaragdami. Miała prywatny samolot, którym podróżowała z Europy do Indii.
[...]
„Pamiętam doskonale hałas wokół całej tej sprawy. Niewielu jeszcze Hindusów widywano wtedy w Anglii, a rzecz zrazu nie wydawała się aż tak huczna, by wywołać sensację. W każdym razie Indira Devi była kimś znacznie ciekawszym niż tylko przyciągającą uwagę wszystkich młoda damą, twierdzić zaś tylko, że była chodzącą pięknością uchodziło za zwykły banał. Reporterzy przybyli tłumnie, by uwiecznić ją na zdjęciach, my zaś upajaliśmy się kosztem jej chwały. Ten ślub okazał się wydarzeniem sezonu. Liczące się tygodniki poświęcały mu całe strony i zachowaliśmy pokaźną teczkę wycinków z prasy, które później przeglądaliśmy z rozrzewnieniem niezliczoną ilość razy” — opisywała moja ciotka.
Jan Paweł II darśana, hindu, Matka Teresa
Spotkania Jana Pawła II w Polsce, to były jedne wielkie darśany, podczas których nawiązywała się niezwykła nić porozumienia i miłości między wielkim mędrcem i jego rodakami, i nie trzeba było być katolikiem w łonie Kościoła rzymskiego, by odczuwać miłość Jana Pawła do Polaków.
Kiedy papież Jan Paweł II przybył 6 listopada 1999 roku do Indii, powstał problem, kto ma go witać. Żaden ze świątobliwych mężów, guru, mistrzów duchowych, przewodników rozmaitych sekt, wyznań i religii nie ma bowiem w Indiach takiej rangi społecznej jak papież, będący głową całego Kościoła Katolickiego. Jana Pawła II witał Minister Spraw Zagranicznych, przyjmując go wyłącznie jako szefa państwa Watykan, a nie jako przywódcę religijnego. Obstając przy różnorodności religii, rząd indyjski konsekwentnie realizuje postulat czystej laickości państwa, nie godząc się na wpływ żadnej z nich na sprawy państwowe i pozostawiając sprawę uczuć religijnych wyłącznie życiu prywatnemu swych obywateli.
Dzień 15 sierpnia 2002 roku, w którym Jan Paweł II konsekrował swą ostatnią mszę na krakowskich Błoniach, spędziłam w towarzystwie Kumara, mego indyjskiego przyjaciela. Kiedy przed podróżą żegnał się z rodzicami, poprosili go, by odprawił za nich modlitwę w świętym mieście Krakowie (sądzili, że Jan Paweł urodził się tu). Cieszyli się wielkim szczęściem syna — spotkaniem świętego męża, zobaczeniem go na własne oczy, darśaną.
[...]
Kiedy Jan Paweł II przejeżdżał pod oknami mojego mieszkania na Dębnikach w Krakowie, twarz Kumara promieniała olśnieniem — on widział człowieka świętego. My pozostali widzieliśmy wielkiego papieża, wielkiego Polaka, widzieliśmy ukochanego przez studentów Karola Wojtyłę, także filozofa i wielkiego myśliciela naszych czasów. Nie widzieliśmy jego świętości. Tylko Kumar miał absolutną pewność, że widzi świętego.
[...]
Na Błoniach wokół ołtarza były namalowane postacie — Jan Paweł II otworzył proces beatyfikacyjny zakonników, którzy zginęli zamordowani przez nazistów.
[...]
Kiedy Jan Paweł II przejeżdżał pod oknami mojego mieszkania na Dębnikach w Krakowie, twarz Kumara promieniała olśnieniem — on widział człowieka świętego. My pozostali widzieliśmy wielkiego papieża, wielkiego Polaka, widzieliśmy ukochanego przez studentów Karola Wojtyłę, także filozofa i wielkiego myśliciela naszych czasów. Nie widzieliśmy jego świętości. Tylko Kumar miał absolutną pewność, że widzi świętego.
[...]
Na Błoniach wokół ołtarza były namalowane postacie — Jan Paweł II otworzył proces beatyfikacyjny zakonników, którzy zginęli zamordowani przez nazistów.
Junus Muhammad Muhammad Junus
Kiedy w 1974 roku niemiłosierny głód pustoszył wsie bengalskie, jeden z tych wielkich głodów od wieków nagminnie spadających na kraj, Muhammad Junus udał się do wieśniaków, by udzielić im pomocy. Miał wtedy w kieszeni tylko dwadzieścia siedem dolarów. Wkrótce potem stał się „bankierem biednych”.
[...]
Junus jest nauczycielem, a jedną z jego głównych działalności, oprócz prostego pożyczania pieniędzy, jest właśnie edukacja. Pożycza pieniądze przede wszystkim kobietom, a spłacanie długu odbywa się publicznie podczas cotygodniowego spotkania w wiosce, podczas którego kobiety uczą się zasad higieny, planowania rodziny, opieki nad niemowlętami i dziećmi, a także słuchają wykładów na temat ekonomii i zasad funkcjonowania wolnego rynku.
[...]
Kobiety muszą spełniać zasady Grameen Banku (16 przykazań), uczą się inwestowania skromnych sum tak, by przyniosły one realną korzyść rodzinie i wspólnocie. To przeniesienie punktu ciężkości na kobiety jest jedną z zasadniczych innowacji Junusa.
[...]
Zwracając uwagę całego świata na Muhammada Junusa, Komitet w Oslo chciał podkreślić, że stały pokój nie może zostać osiągnięty, dopóki nie znajdzie się rozwiązań służących likwidacji biedy Chciał też wskazać, że inicjatywa usuwania biedy rodzi się w państwach ową biedą dotkniętych, a nie tylko w państwach bogatych. Komitet uhonorował praktyczne działanie na rzecz ludzi bardzo biednych, ale przedsiębiorczych i mających swoją godność. Ukazał też światu inną twarz islamu — przedsiębiorczość kobiet i godność ludzi biednych.
[...]
Muhammad Junus urodził się w Bangladesz, studia ekonomiczne odbył w USA, do kraju powrócił w 1972 roku. Dziś jest profesorem uniwersytetu w Chittagongu, ma 66 lat.
[...]
Junus jest nauczycielem, a jedną z jego głównych działalności, oprócz prostego pożyczania pieniędzy, jest właśnie edukacja. Pożycza pieniądze przede wszystkim kobietom, a spłacanie długu odbywa się publicznie podczas cotygodniowego spotkania w wiosce, podczas którego kobiety uczą się zasad higieny, planowania rodziny, opieki nad niemowlętami i dziećmi, a także słuchają wykładów na temat ekonomii i zasad funkcjonowania wolnego rynku.
[...]
Kobiety muszą spełniać zasady Grameen Banku (16 przykazań), uczą się inwestowania skromnych sum tak, by przyniosły one realną korzyść rodzinie i wspólnocie. To przeniesienie punktu ciężkości na kobiety jest jedną z zasadniczych innowacji Junusa.
[...]
Zwracając uwagę całego świata na Muhammada Junusa, Komitet w Oslo chciał podkreślić, że stały pokój nie może zostać osiągnięty, dopóki nie znajdzie się rozwiązań służących likwidacji biedy Chciał też wskazać, że inicjatywa usuwania biedy rodzi się w państwach ową biedą dotkniętych, a nie tylko w państwach bogatych. Komitet uhonorował praktyczne działanie na rzecz ludzi bardzo biednych, ale przedsiębiorczych i mających swoją godność. Ukazał też światu inną twarz islamu — przedsiębiorczość kobiet i godność ludzi biednych.
[...]
Muhammad Junus urodził się w Bangladesz, studia ekonomiczne odbył w USA, do kraju powrócił w 1972 roku. Dziś jest profesorem uniwersytetu w Chittagongu, ma 66 lat.
Kautilia maharadżowie
Przez cały wiek XVIII i pierwszą połowę wieku XIX (1707-1857) ekonomiczny i gospodarczy rozwój stanów książęcych był krępowany przez Kompanię Wschodnioindyjską, która nie przeszkadzała jednak — co trzeba wyraźnie podkreślić — rozwojowi wolności wyznania wszystkich religii na subkontynencie. Po 180 latach okupacji mogolskiej i panoszenia się islamu, dławiącego wszelkie przejawy hinduskiej obyczajowości i religijności, nastąpił wielki wybuch uczuć religijnych i niczym nie skrępowany powrót do własnych korzeni. Wszyscy władcy indyjscy mają w tej rehinduizacji ogromny udział. Nawet sułtani, nababowie i nizam Hajdarabadu, pozostający w Indiach brytyjskich władcami jak najbardziej legalnymi, wspierali powrót do tradycji hindu, niejednokrotnie zapraszając hindusów do udziału w świętach islamu. Jedną z najbardziej charakterystycznych cech władców Indii było zawsze to, że nie mieszali się oni w sprawy lokalnych religii — często było tak, że ludność wyznawała islam, a władca — religię hindu (Kaszmir i Hari Singh), albo odwrotnie — ludność była hindu, a władca — muzułmaninem (Majsur i Sułtan Tipu, Hajdarabad i dynastia nizamów). W państwach zarządzanych przez władców hinduskich (Dżajpur, Indore, Gwalior) muzułmańskie święto Id było obchodzone tak samo hucznie jak Diwali i Holi, a w państwach zarządzanych przez władców muzułmańskich (Bhopal, Hajdarabad) wyznawcy Śiwy i Kriszny czuli się bezpiecznie. Każdy władca interesował się wszystkimi religiami w księstwie i starał się w ramach swych możliwości każdej z nich czynić stosowne darowizny wspierające poszczególne tradycje. Władcy radżpuccy oddawali wreszcie swobodny kult bogu Ramie, którego zresztą uważali mniej za boga ile za władcę idealnego, a nawet za swego protoplastę, dla wieśniaków odbudowali zaś świątynie poświęcone Krisznie, zrujnowane przez Mogołów. W Benares odbudowane wszystkie śiwaickie świątynie, zburzone z rozkazu Aurangzeba. W wielkich świątyniach tamilskich, które przetrwały nietknięte, bramini powrócili z całą pompą do tradycji drawidyjskich dzięki hojności władców. Działalność ta daleko wykraczała poza zwykły obowiązek czy poprawność polityczną, lub tak zwaną tolerancję religijną — władca-administrator autentycznie interesował się sprawami ludności, nad którą miał pieczę, a wyznań starych i nowych, religii odwiecznych jak Indie oraz nowych jak islam była tak niezliczona ilość, że i samemu władcy trudno się było w nich wyznać. Wraz z całą falą odnowy tradycji hinduskich, władcy starali się powracać do najstarszych rodzimych modeli, i tak na przykład w sprawach politycznych opierali się na traktacie Arthashastra, napisanym w IV wieku p.n.e. przez Kautilię, ministra króla Czandragupty Maurji. Nie ulega kwestii, że renesans religii i tradycji hinduskich w XVIII, XIX i XX wieku jak kraj długi i szeroki Indie zawdzięczają maharadżom.
Kempanna królestwo Widżajanagaru
Harihara budował królestwo wraz z czterema braćmi, którzy dochowali mu wierności i lojalności. Kempanna trzymał pieczę nad regionem Andhya, Bukka — w regionach centralnych, Marappa — na wschodzie, a Muddappa — kontrolował wybrzeże zachodnie. Było to zarządzanie modelowe. Bukka przejął władzę po swoim bracie i kontynuował jego politykę. Do 1447 roku państwo urosło w siłę i rozciągnęło kontrolę nad terenami Indii południowych aż do rzeki Kriszny, zmuszając władców muzułmańskich do opuszczenia Maduraju. Wzbogaciło wszystkie tereny południa, a wieść o bogactwie bajkowej stolicy Hampi, gdzie na bazarach można było znaleźć nie tylko towary indyjskie, ale towary najdroższe i najbardziej luksusowe, rozeszła się szerokim echem po całych Indiach. Hampi było wtedy jednym z najwyśmienitszych ośrodków handlowych na świecie. Wspaniałe świątynie przyciągały pielgrzymów, którzy podczas świąt religijnych przysparzali bogactwa braminom oraz przyświątynnym kupcom. Wszystkie praktycznie budowle były zorientowane na handel — świątynie miały długie perystyle, swoiste forum romanum, gdzie kwitło codzienne życie i wymiana towarów. Hampi było też stolicą religijną Widżajanagaru, a w świątyniach śpiewały, grały na instrumentach i tańczyły słynne devadasi, boskie służebnice, organizujące teatralne widowiska mniej religijne, a bardziej mitologiczne i uprawiające zapewne nierząd. Kult Wisznu charakteryzował się mniejszym natężeniem emocjonalnym i religijnym oddaniem, był za to bardziej radosny i zwyczajnie ludzki.
Khande Rao Anglicy w Indiach, Stany Książęce Indii
Czy to właśnie ten naszyjnik z 68 naturalnych pereł nanizanych na dwa sznury ze starego siedmiosznurowego naszyjnika, osiągnął rekord ceny za biżuterię naturalną podczas aukcji w Genewie? W listopadzie 2004 roku Baroda Pearls, należące niegdyś do Khande Rao z Barody, wystawione na pokazie biżuterii Magnificent Jewels, osiągnęły cenę 3,1 milionów dolarów. W marcu 2008 padł nowy rekord ceny za biżuterię naturalną — 7,1 mln dolarów za naszyjnik, a zakupił go licytując przez telefon nieznany kolekcjoner z Azji.
Rządzący tam od XVIII wieku Gaekwarowie byli Marathami, a ich bohaterem — wielki Śiwadżi, obrońca tradycji hindu, świetny organizator i dowódca partyzantki walczącej z armią Wielkich Mogołów. Wielki hinduski zryw narodowy, który pod egidą Marathów ogarnął w XVIII wieku Dekan omal nie zakończył się zjednoczeniem całych Indii. Marathom nie powiodło się, ale ostatecznie utworzyli szereg państw, z których największe to Gwalior, Indore i Baroda. Powstała w 1719 roku, a swe bogactwo zawdzięczała ścisłej współpracy z Anglikami — handel i wojskowość były dwoma dziedzinami napełniającymi skarbiec. Lecz najbardziej Baroda wzbogaciła się na wzroście cen bawełny z powodu wojny secesyjnej w Ameryce. Khande Rao nabył w 1866 roku brazylijski diament „Gwiazdę Południa”.
Kipling, Rudyard Birma-Kambodża, Stany Książęce Indii
Azja wita nas na lotnisku w Bangkoku, skąd potem wylatujemy do Rangunu, obecnie Yangonu, stolicy Birmy. Przylot do Rangunu. Odpoczynek po podróży, a potem zwiedzanie posągu leżącego Buddy, zespołu świątynnego Shwedagon, największej stupy świata, która zaczaruje nas na resztę podróży, tak jak niegdyś Kiplinga: This is Burma, and it will be quite unlike any land you know about.Nocleg w Rangunie.
Miasto Bundi rozlokowane u stóp fortecy-pałacu zachowało do dziś — jako jedno z nielicznych — niepowtarzalną, osiemnastowieczną atmosferę. A przyczepiony do skały pałac Bundi ka Mahal nie ma sobie równych w całej Radżputanie — projekt oparty o czystą architekturę radżpucką nie nosi śladu wpływu mogolskiego. Niezwykłe freski malowane przez uczniów słynnej osiemnastowiecznej szkoły z Bundi, są otwartą w plenerze galerią sztuki. Rudyard Kipling odwiedził pałac w Bundi pod koniec XIX wieku.
Kiran Bedi Phoolan Devi
Bandy dakoitów znad rzeki Czambal zostały spacyfikowane przez rząd stanowy Uttar Pradesh za rządów Indiry Gandhi, a dowódcy otrzymywali umowne kary więzienia około 6-8 lat. Fulan poddała się 12 lutego 1983 roku i trafiła do więzienia w Gwalior, a następnie do słynnego Tihar w Delhi, gdzie spędziła w sumie jedenaście lat. Została zwolniona decyzją Sądu Najwyższego na prośbę Kiran Bedi, zarządzającej więzieniem, za wycofaniem wszystkich skarg przez rząd Uttar Pradesh. Opuściła więzienie w 1994 roku, mając zaledwie 31 lat.
Ksawery, Franciszek daty, Europejczycy w Indiach
na Goa przybywa Franciszek Ksawery
Stare miasto Goa założone zostało przez sułtanów z dynastii Bahmanidów i około roku 1440 było dużym portem morskim. Lokalna ludność nazywała ten niewielki obszar, wciśnięty między skaliste wzgórza a Ocean Indyjski — Gopapura, Gowapuri. Zdobyte przez portugalskiego żeglarza Alfonso de Albuquerque, Goa stało się od 1510 roku przystanią dla przypływających z misją kolonizacyjną Portugalczyków. Ufortyfikowali oni miasto w 1565 roku i uczynili stolicą wszystkich swych posiadłości nad Oceanem Indyjskim. W 1538 roku powstało biskupstwo, a w 1557 — arcybiskupstwo. Już w 1542 roku przypłynął jezuita, Franciszek Ksawery, z misją chrystianizacji Wybrzeża Malabarskiego.
Mariam uz-Zamani Akbar
Od początku wiadomo było, że bez rozwiązania kwestii radżpuckiej nie można było w pełni sprawować kontroli nad Niziną Hindustańską — zastosował więc nową politykę wobec Radżputów. W 1562 wprowadził do haremu kobietę ze starego radżpuckiego klanu, córkę radży Bihari Mal z Amberu. Nie tylko nie zmusił jej do przejścia na islam, ale pozwolił swobodnie wyznawać swoją religię (była wyznawcą Kriszny). Oficjalnie nazywano ją Mariam uz-Zamani, historycy dali jej na imię Dżodabai. To ona, czystej krwi hinduska, powiła w 1569 roku księcia Salima, następcę tronu. Tego samego roku, by przypodobać się nowej małżonce, zakazał brania w jasyr hinduskich kobiet i dzieci. Zabronił ślubów dzieci poniżej 12-tu lat.
Menaka de Mahodaya świątynie tamilskie
Jednak możliwe okazało się odtworzenie 108 karan, wszystkich pozycji tańca Śiwy, dzięki odczytaniu języka ciała statuetek wykutych w kamieniu. Najlepsze i najpiękniejsze statuetki przedstawiające ów taniec znajdują się w świątyni Nataradży w Czidambaram. Trudniejszym zadaniem okazało się odtworzenie samego ruchu, a mianowicie połączenie statycznych pozycji w sekwencję taneczną. Dzisiaj, tancerki różnie interpretują ten taniec — jedne wykonują tylko czyste pozycje karana, nie dodając ruchu z obawy przed zdradą sztuki, inne — zdobywają się na kreację artystyczną i ośmielają przetworzyć karany w ruch dynamiczny. Jedną z pionierek w tej dziedzinie była francuska tancerka Menaka de Mahodaya, która wraz z indyjską tancerką Kumari Swarnamukhi i jej ojcem, odtworzyła w latach 70. XX wieku 47 na 108 pozycji tańca Śiwy. Karany w niczym nie przypominają ani ruchu, ani układów choreograficznych obmyślonych dla tańca Bharata Natyam.
Mountbatten, Edwina Lady Partition 1947
Wicekról zaprzyjaźnił się z równie doskonałym w manierach Jawaharlalem Nehru, w którego ramiona wpadła od razu Edwina Lady Mountbatten, skandalistka i ekscentryczka, pozostając z nim w tajemnym związku do końca życia. Cała ta trójka bawiła się dobrze. Anglia wyznaczyła termin do końca czerwca. Chodziło o to, by upłynnić Indie jak najszybciej.
Mukunda Lal Ghosh Jogananda
Mukunda Lal Ghosh urodził się w 1893 roku w Gorakpur, w Zjednoczonych Prowincjach północnych Indii. Jego rodzice byli uczniami największego indyjskiego jogina czasów nowożytnych, Lahiri Mahasai. W domu panowała niezwykle duchowa atmosfera, której uległy również siostry Mukundy, a nie uległ jedynie najstarszy brat. Miał 11 lat, gdy odeszła matka i ta strata wzmogła tęsknotę za ideałem. Ojciec, pracownik Kolei Bengalsko-Nagpurskiej, przeniósł się z rodziną do Kalkuty i przejął pełną opiekę nad ośmiorgiem dzieci. Pragnienie czegoś niezniszczalnego pchało Mugundę od dzieciństwa w kierunku Himalajów, ostoi duchowości, a pierwszej ucieczki dokonał, gdy był uczniem szkoły średniej. Gimnazjaliści zostali sprowadzeni do domów przez pracowników kolei.
Mumtaz Anglicy w Indiach, Aurangzeb, Dara Szikoh, Dżahangir, Dżatowie, Humajun, Marathowie, miejsca sacrum, Szahdżahan, Tadż Mahal
Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska wysłała swego przedstawiciela z misją uzyskania cesarskiego firmanu, dekretu zezwalającego na handel. Sir Thomas Roe przybył na dwór cesarski pod koniec 1615 roku. Miał ze sobą listy uwierzytelniające króla Jakuba I, gażę 600 funtów rocznie, kapelana i lekarza w swojej świcie oraz opłaconą służbę. Spędził w Indiach trzy lata, głównie na dworze Dżahangira w Adżmerze, gdzie poznał księcia Churram i jego żonę Ardżumand-banu, późniejszą parę cesarską Szahdżahan i Mumtaz. Sir Thomas Roe umiejętnie wykorzystał niestabilność psychiczną cesarza i jego coraz bardziej widoczny brak rozeznania w zawiłościach politycznych. Dżahangir musiał być nieźle pijany, naćpany, lub jedno i drugie, kiedy w lutym 1619 roku podyktował i podpisał list następującej treści: Wydałem rozkaz wszystkim królestwom i wszystkim portom w moich posiadłościach przyjmowania wszystkich kupców angielskiej narodowości jako poddanych mego przyjaciela [Jakuba I], tak aby w każdym miejscu, w którym zechcą się osiedlić, zgotowano im odpowiednie przyjęcie oraz zagwarantowano pobyt wolny od niewygód i bezpieczny oraz zapewniono swobodę sprzedawania i kupowania wszelkich towarów bez jakichkolwiek ograniczeń. Brytyjczycy do dziś posiadają ten dokument.
Obaj bracia, Dara Szikoh i Aurangzeb, byli ludźmi głęboko wyobcowanymi. Samotni, oderwani od rzeczywistości, pławiący się w dostatku życia dworskiego i uwielbieniu poddanych, karmili swe kompleksy, dręczące przeczucia i fobie tak, że urosły one do wielkości potworów, które mogły już tylko nawzajem się pożreć. Nie wiadomo, czy ukochana Mumtaz była świadoma narastającej z dnia na dzień nienawiści Aurangzeba do swego najstarszego brata. Para cesarska rozwiązała ten problem zdawałoby się najprościej — nielubianego Aurangzeba trzymano z daleka od dworu, a jako czternastolatka wysłano do obozu wojskowego na naukę. Gdy Darę faworyzowano w sposób ostentacyjny, obsypywano prezentami i zaszczytami, Aurangzeba łajano za nieudolność militarną, nawet gdy kampanie były niemożliwe do wygrania. Cesarz nie dawał synowi pieniędzy na operacje wojskowe, a gdy ten przegrywał, nie był zapraszany na durbar, a jeśli był — cesarz krytykował go publicznie, nie dawał prezentów ani apanaży.
Był synem Szahdżahana i Mumtaz. Nie był pierworodnym, urodził się jako drugie dziecko, po Dżahanarze. Od najmłodszych lat siostra, prawie bliźniaczka, była dlań kompanem, powiernikiem i nieodłącznym alter ego. Na durbary strojono ich na wzór i podobieństwo rodziców — urocza miniaturka książęcej pary — z wielką pompą składano im hołdy, a tłum szalał z zachwytu. Mieli doprawdy bajkowe dzieciństwo — płynęli przez życie beztrosko jak motyle unoszące się nad jeziorem Ana Sagar w Adżmerze.
[...]
Miał właśnie żenić się ze swą kuzynką Nadirą-begam, córką księcia Parweza, brata cesarza, obrzydliwego pijaka. Wtedy wydarzyła się największa rodzinna tragedia — umarła Mumtaz. Uroczystości weselne przesunięto o dwa lata, ale potem nie szczędzono już przepychu, wesele kosztowało trzy miliony rupii, z czego połowę zapłaciła Dżahanara. Nigdy nie zawarł innego związku małżeńskiego. Z Nadirą mieli ośmioro dzieci, w tym pięknego Sulajmana Szikoha i Sipehr Szikoha.
[...]
Miał właśnie żenić się ze swą kuzynką Nadirą-begam, córką księcia Parweza, brata cesarza, obrzydliwego pijaka. Wtedy wydarzyła się największa rodzinna tragedia — umarła Mumtaz. Uroczystości weselne przesunięto o dwa lata, ale potem nie szczędzono już przepychu, wesele kosztowało trzy miliony rupii, z czego połowę zapłaciła Dżahanara. Nigdy nie zawarł innego związku małżeńskiego. Z Nadirą mieli ośmioro dzieci, w tym pięknego Sulajmana Szikoha i Sipehr Szikoha.
Jej równie uzdolniony brat, Asaf Chan, wzmocnił pozycję rodziny wydając swą córkę, przyszłą Mumtaz, za syna cesarskiego, przyszłego Szahdżahana. A Nurdżahan stała się niedoścignionym wzorem dla swej siostrzenicy…
Wielokrotnie atakowali i wywozili łupy również z Czerwonego Fortu w Delhi, lecz wiadomo, że największej wywózki majątku Wielkich Mogołów dokonał władca Persji, Nadir Szach, który w 1739 roku przybył z Teheranu do Delhi ze sporą armią. Na wozach zaprzężonych w indyjskie bawoły i wielbłądy całymi tygodniami wywoził z pałaców dworskich namiestników cenne tureckie i perskie kobierce, zasłony, lampy i złote łańcuchy (biżuterię pozabierała służba). Wywiózł cesarskie konie i bogato zdobne słonie oraz całe tabory wyposażonych we wszystko namiotów. Persowie zrabowali też bezcenny baldachim z pereł zdobiący sarkofag Mumtaz w Tadż Mahalu, a także słynny pawi tron wykonany na polecenie Szahdżahana przez złotników z Czandni Czowk w Szahdżahanbadzie (Old Delhi), który być może nadal znajduje się w Teheranie. Po Persach i Dżatach nic już nie zostało do zrabowania dla Anglików…
Żadne inne dzieło architektury mogolskiej nie spina tak dobitnie historii Wielkich Mogołów jak ten grobowiec właśnie. Grobowiec Humajuna jest pierwowzorem późniejszego Tadż Mahalu (nic nie powstaje ex nihilo) i wiadomo, że Szahdżahan wielokrotnie studiował tę budowlę. Tutaj zostało wrzucone bezgłowe ciało Dary Szikoha, syna Szahdżahana i Mumtaz, co sugeruje przecięta płyta cenotafu na górnym tarasie. Tutaj w 1857 roku Anglicy ujęli ostatniego cesarza Mogołów. Trzej inni młodzi książęta ukryci w saraceńskich arkadach zostali przez porucznika Hodsona siłą wywleczeni i bez sądu straceni, po czym wystawieni na widok publiczny. Panującego tylko w Delhi, marnego cesarza sądzono przez 42 dni — uznano winnym wszystkich zarzutów i skazano na wygnanie do Rangunu, gdzie zmarł w 1862 roku — ostatni z dynastii Timurydów.
Śiwadżi próbował nawiązać kontakty z Aurangzebem, gdy ten był gubernatorem Dekanu, nawet zaproponował przejście na służbę mogolską w zamian za uznanie go zwierzchnikiem Maharashtry. Aurangzeb nie wykazał zainteresowania propozycją, uważając marackiego przywódcę za osobę bez większych wpływów. Jako cesarz wysłał jednak ekspedycję wojskową pod dowództwem swego wuja Szaisty Chana, brata cesarzowej Mumtaz, by uspokoić zapędy Marathów. W 1663 roku Śiwadżi przeprowadził śmiały nocny atak (nigdy nie prowadzono operacji wojskowych w nocy, gdyż noc należała do sił demonicznych) na oddziały mogolskie i odniósł wspaniałe zwycięstwo. Zginął wtedy syn Szaisty Chana i wielu wyższych dowódców. Legenda przypisuje mu nocne wtargnięcie do sypialni Szaisty i obcięcie mu podczas snu trzech palców u ręki jako znak swej bytności. W kolejnych atakach i zmyślnie zastawionych zasadzkach Śiwadżi ukazał cały kunszt nowoczesnego myślenia strategicznego — unikał ataków frontalnych, cenił swoich żołnierzy więc nie wysyłał ich na bezmyślne akcje, działał z zaskoczenia. Niedługo po pierwszych sukcesach zrabował port Surat i zdobył wielkie łupy, które pozwoliły mu stworzyć i uzbroić regularną partyzantkę. Aurangzeb uznał go za godnego przeciwnika i zaprosił na durbar do Agry na rokowania pokojowe. Jednak Śiwadżi otrzymał tam bardzo niskie miejsce w hierarchii stawienia się przed oblicze cesarza, czekał na audiencję zbyt długo i wreszcie uciekł z cesarskiego dworu (legenda chce, żeby salwował się ucieczką bezpośrednio do Jamuny na oczach gości i samego cesarza). Zmylił oczywiście pogoń i uszedł bez szwanku. W kolejnych latach prowadził wiele wypraw łupieżczych na tereny leżące poza Maharashtrą, ale także rozszerzał swoją władzę na drodze układów pokojowych z lokalnymi możnowładcami.
Tadż Mahal — grobowiec cesarzowej Mumtaz, żony Szahdżahana.
cesarzowa Mumtaz,Wstąpił na tron dzięki pomocy potężnego teścia Asaf Chana, de facto sprawującego władzę za czasów Dżahangira. Udał własną śmierć (wypił kozią krew, a potem zwymiotował w obecności wojskowych dowódców i przewrócił się), a Mumtaz wiozła go w orszaku żałobnym aż do Agry. Na oczach tłumu podczas durbaru w Czerwonym Forcie wydobył się z trumny i ogłosił cesarzem. Wykonał natychmiastowy wyrok śmierci na wszystkich bratankach i kuzynach — bracia już nie żyli — był pierwszym monarchą mogolskim, który przelał cesarską krew rodzinną. Gdy wstępował na tron miał 36 lat i było przed nim 30 lat panowania. Był bardziej Indem niż Mogołem, a jego żona była czystą Persjanką.
[...]
Gustował w perfumach i był pedantem na punkcie czystości, tak uprzejmy, że nawet do najniższego sługi nigdy nie zwracał się na ty. W 1612 roku, gdy miał dwadzieścia lat poślubił dziewiętnastoletnią Ardżumand-banu, córkę Asaf Chana. Jako cesarzowa otrzymała ona imię Mumtaz Mahal, Perła Pałacu. Urodziła czternaścioro dzieci, z których sześcioro dożyło wieku dojrzałego i wszyscy odegrali doniosłe role na scenie rodzinnego dramatu, zakończonego bratobójczą zbrodnią. Ostatnie, dziewczynka, stała się przyczyną zgonu cesarzowej, która zmarła w połogu w obozie wojskowym 7 czerwca 1631 roku.
[...]
Dara Szikoh (1615) był pierwszym synem Szahdżahana i Mumtaz, następcą tronu. Poświęcam mu osobną opowieść.
[...]
Aurangzeb (1618) miał trzynaście lat kiedy zmarła Mumtaz i natychmiast został odesłany do obozów wojskowych. Samozwańczym cesarzem ogłosił się mając 41 lat, rządził, podobnie jak Akbar, przez 49 lat, a zmarł dożywszy 89 lat!.
[...]
Znacznie młodszy od pozostałego rodzeństwa był Murad (1624). Miał zaledwie siedem lat, gdy zmarła Mumtaz i nikt się już nim nie zajął. Był głupi, wulgarny i nieokrzesany, niczym się nie wyróżniał, nie nadawał się nawet na marnego dowódcę wojskowego. Jako wicekról Dekanu sprawował władzę w Gudżaracie, gdzie nie dawał sobie rady i dopiero książę Aurangzeb zaczął dobrze zarządzać tą bogatą prowincją. Na początku wojny o sukcesję tronu ni stąd ni zowąd ogłosił się cesarzem. Pojmany w 1658 roku, osadzony w więzieniu Salimgarh w Delhi, następnie w fortecy Gwalior, został tam wreszcie ścięty w wieku 37 lat.
[...]
I ma się nieodparte wrażenie, że śmierć Mumtaz zapoczątkowała fatalne w skutkach niesnaski między rodzeństwem, zwłaszcza między braćmi. Kto wie czy losy Indii nie potoczyłyby się zupełnie inaczej, gdyby Mumtaz dożyła późnego wieku…
[...]
Szahdżahan był umiarkowanym i zręcznym politykiem, trafnie dobierał sobie współpracowników i dobrze wykorzystywał ich zdolności. Jednak po śmierci Mumtaz popadł w depresję, z której właściwie nigdy się nie wydobył, nawet chciał targnąć się na swoje życie.
[...]
Gdy rządził z cesarzową, wstawał o czwartej rano, dokonywał zwyczajowych ablucji, trzy kwadranse po wschodzie słońca ukazywał się w oknie dżarokha, następnie dokonywał przeglądu oddziałów kawaleryjskich. Przechodził na diwan-i-am, dziedziniec audiencji publicznych, gdzie rozchodziła się woń piżma i ambry, a on odbierał sprawozdania o zarządzaniu cesarstwem, spotykał kandydatów na stanowiska, przyjmował ambasadorów, orkiestra grała, bajadery tańczyły, a służba rozpylała na tłum wodę różaną i rozdawała liście betelu. Później przechodził na diwan-i-khas, dziedziniec audiencji prywatnych, znajdujący się tuż obok haremu — własnoręcznie pisał listy, przyjmował dygnitarzy, zajmował się finansami. Pierwszą damą cesarstwa była zawsze cesarzowa matka lub jakaś księżniczka krwi, nigdy małżonka cesarza, ale Mumtaz była wyjątkiem i świetnie zarządzała haremem, organizując go w prawdziwą instytucję. Po południu cesarz szedł do haremu na godzinną drzemkę, odprawiał modlitwy i załatwiał ostatnie nie cierpiące zwłoki sprawy państwowe. Był niezwykle pracowity, dzień pracy kończył o ósmej wieczorem. Tuż przed zaśnięciem lektorzy czytali mu żywoty świętych.
[...]
Od 1652 roku cesarz rezyduje wyłącznie w Delhi. Oddaje się seksualnym ekscesom — wybiera na konkubiny do haremu dziewczęta podobne do Mumtaz i każe im uprawiać miłość z młodzieńcami podobnymi do siebie z młodości — uprawia wojeryzm, podglądactwo. Rozwiązłość idzie w parze z chciwością — przegląda szkatuły ze złotymi monetami i dawną kolekcją biżuterii, której już nie zakłada, bywa, że nie myje się wcale i nie przebiera szat, nie goli się i nie rozczesuje włosów, zamyka się w forcie i nikogo nie przyjmuje. Gdzież mu teraz do wytwornego księcia z młodości! Wreszcie popada w chorobę i nie ukazuje się w oknie dżarokha. Manucci pisze tak sam sprowadził na siebie chorobę. Chciał się zabawić jak młodzieniaszek i w tym celu zażywał różne środki podniecające. Astrolodzy radzą, by jechał do Agry i umarł patrząc na grobowiec, dla Aurangzeba jest to upragniony i wyczekiwany od lat sygnał do przejęcia władzy.
[...]
Panował trzydzieści lat, osiem lat był więźniem własnego syna, a umarł jako cesarz zdetronizowany, mając 75 lat. Dżahanara przewiozła łodzią zwłoki ojca do Tadż Mahalu i pochowała obok Mumtaz.
[...]
Gustował w perfumach i był pedantem na punkcie czystości, tak uprzejmy, że nawet do najniższego sługi nigdy nie zwracał się na ty. W 1612 roku, gdy miał dwadzieścia lat poślubił dziewiętnastoletnią Ardżumand-banu, córkę Asaf Chana. Jako cesarzowa otrzymała ona imię Mumtaz Mahal, Perła Pałacu. Urodziła czternaścioro dzieci, z których sześcioro dożyło wieku dojrzałego i wszyscy odegrali doniosłe role na scenie rodzinnego dramatu, zakończonego bratobójczą zbrodnią. Ostatnie, dziewczynka, stała się przyczyną zgonu cesarzowej, która zmarła w połogu w obozie wojskowym 7 czerwca 1631 roku.
[...]
Dara Szikoh (1615) był pierwszym synem Szahdżahana i Mumtaz, następcą tronu. Poświęcam mu osobną opowieść.
[...]
Aurangzeb (1618) miał trzynaście lat kiedy zmarła Mumtaz i natychmiast został odesłany do obozów wojskowych. Samozwańczym cesarzem ogłosił się mając 41 lat, rządził, podobnie jak Akbar, przez 49 lat, a zmarł dożywszy 89 lat!.
[...]
Znacznie młodszy od pozostałego rodzeństwa był Murad (1624). Miał zaledwie siedem lat, gdy zmarła Mumtaz i nikt się już nim nie zajął. Był głupi, wulgarny i nieokrzesany, niczym się nie wyróżniał, nie nadawał się nawet na marnego dowódcę wojskowego. Jako wicekról Dekanu sprawował władzę w Gudżaracie, gdzie nie dawał sobie rady i dopiero książę Aurangzeb zaczął dobrze zarządzać tą bogatą prowincją. Na początku wojny o sukcesję tronu ni stąd ni zowąd ogłosił się cesarzem. Pojmany w 1658 roku, osadzony w więzieniu Salimgarh w Delhi, następnie w fortecy Gwalior, został tam wreszcie ścięty w wieku 37 lat.
[...]
I ma się nieodparte wrażenie, że śmierć Mumtaz zapoczątkowała fatalne w skutkach niesnaski między rodzeństwem, zwłaszcza między braćmi. Kto wie czy losy Indii nie potoczyłyby się zupełnie inaczej, gdyby Mumtaz dożyła późnego wieku…
[...]
Szahdżahan był umiarkowanym i zręcznym politykiem, trafnie dobierał sobie współpracowników i dobrze wykorzystywał ich zdolności. Jednak po śmierci Mumtaz popadł w depresję, z której właściwie nigdy się nie wydobył, nawet chciał targnąć się na swoje życie.
[...]
Gdy rządził z cesarzową, wstawał o czwartej rano, dokonywał zwyczajowych ablucji, trzy kwadranse po wschodzie słońca ukazywał się w oknie dżarokha, następnie dokonywał przeglądu oddziałów kawaleryjskich. Przechodził na diwan-i-am, dziedziniec audiencji publicznych, gdzie rozchodziła się woń piżma i ambry, a on odbierał sprawozdania o zarządzaniu cesarstwem, spotykał kandydatów na stanowiska, przyjmował ambasadorów, orkiestra grała, bajadery tańczyły, a służba rozpylała na tłum wodę różaną i rozdawała liście betelu. Później przechodził na diwan-i-khas, dziedziniec audiencji prywatnych, znajdujący się tuż obok haremu — własnoręcznie pisał listy, przyjmował dygnitarzy, zajmował się finansami. Pierwszą damą cesarstwa była zawsze cesarzowa matka lub jakaś księżniczka krwi, nigdy małżonka cesarza, ale Mumtaz była wyjątkiem i świetnie zarządzała haremem, organizując go w prawdziwą instytucję. Po południu cesarz szedł do haremu na godzinną drzemkę, odprawiał modlitwy i załatwiał ostatnie nie cierpiące zwłoki sprawy państwowe. Był niezwykle pracowity, dzień pracy kończył o ósmej wieczorem. Tuż przed zaśnięciem lektorzy czytali mu żywoty świętych.
[...]
Od 1652 roku cesarz rezyduje wyłącznie w Delhi. Oddaje się seksualnym ekscesom — wybiera na konkubiny do haremu dziewczęta podobne do Mumtaz i każe im uprawiać miłość z młodzieńcami podobnymi do siebie z młodości — uprawia wojeryzm, podglądactwo. Rozwiązłość idzie w parze z chciwością — przegląda szkatuły ze złotymi monetami i dawną kolekcją biżuterii, której już nie zakłada, bywa, że nie myje się wcale i nie przebiera szat, nie goli się i nie rozczesuje włosów, zamyka się w forcie i nikogo nie przyjmuje. Gdzież mu teraz do wytwornego księcia z młodości! Wreszcie popada w chorobę i nie ukazuje się w oknie dżarokha. Manucci pisze tak sam sprowadził na siebie chorobę. Chciał się zabawić jak młodzieniaszek i w tym celu zażywał różne środki podniecające. Astrolodzy radzą, by jechał do Agry i umarł patrząc na grobowiec, dla Aurangzeba jest to upragniony i wyczekiwany od lat sygnał do przejęcia władzy.
[...]
Panował trzydzieści lat, osiem lat był więźniem własnego syna, a umarł jako cesarz zdetronizowany, mając 75 lat. Dżahanara przewiozła łodzią zwłoki ojca do Tadż Mahalu i pochowała obok Mumtaz.
Tylko, że Tadż Mahal nie znajduje się w Kaszmirze, a prowincja Kaszmir nie kojarzy się z opisaną egzotyką, leży bowiem u stóp Himalajów, w terenie górzystym, mroźnym i chłodnym, gdzie nie rośnie ani mango, ani kokosy, ani paczuli, ani drzewo sandałowe, które rosną właśnie na południu Indii. Otwieram książkę Żonglerka tygrysami Neila Kelly. Autor opowiada o pracy w indyjskiej agencji reklamowej w Delhi. I choć ani jedno słowo nie jest poświęcone cesarzowej Mumtaz, to rycina jej grobowca kłuje w oczy na pierwszej stronie książki. Oglądam prospekty biur podróży — gdy tylko mowa o wycieczce do Indii, wszędzie pojawia się Tadż Mahal.
[...]
Wszyscy wiedzą, że pewien cesarz tak bardzo kochał swoją żonę, że po jej śmierci zbudował najpiękniejszy grobowiec świata. Niektórzy wiedzą trochę więcej, a mianowicie to, że cesarz ten miał na imię Szahdżahan, jego żona — Mumtaz, i że nieoczekiwanie zmarła ona w połogu.
[...]
Ckliwi Europejczycy porównują „miłość” Szahdżahana i Mumtaz do miłości Romea i Julii. Tymczasem cesarska para znacznie przekroczyła wiek młodziutkich kochanków i przeżyła ze sobą dwadzieścia trudnych i skomplikowanych lat. Kochankowie z Werony zrodzili się w głowie starzejącego się Szekspira, podczas gdy cesarz i cesarzowa żyli naprawdę.
[...]
jego syn, wysoki urzędnik na dworze, ojciec Mumtazjego córka, cesarzowa 1627-1631 pod imieniem MumtazŻona cesarza Szahdżahana miała wiele imion, ale do historii przeszła pod imieniem Mumtaz, Perła. Pochodziła z najbardziej na dworze wpływowej rodziny, zwanej perskim triumwiratem. Musimy odłożyć do lamusa europejskie romantyczne opowieści o tym, że młody książę spotkał ją na bazarze jako biedną, acz piękną handlarkę (nasz mit o Kopciuszku!) i wyniósł do rangi księżniczki.
[...]
Jest rzeczą pewną, że młodzi spotykali się na dworze od zawsze, przy okazji licznych uroczystości dworskich. Nie wiadomo kto pierwszy i kiedy wpadł na pomysł połączenia ich losów, ale wiadomo, że nigdy nie mieli nic przeciwko temu. Różnica wieku wynosiła zaledwie rok, zaręczyny odbyły się, gdy on miał 15, a ona 14 lat. Oboje pobierali podobne nauki u tych samych nauczycieli, gdyż oboje należeli do arystokratycznych rodzin wysoko ceniących wiedzę i umiejętności. Mumtaz otrzymała, oprócz ogłady na dworze u boku cesarzowej Nurdżahan, która była dla niej wzorem do naśladowania, fantastyczne wprost wykształcenie — czytała perskich poetów w oryginale, znała język arabski, a starożytne filozofie uprawiała tak sprawnie jak jazdę konną, tańczyła, grała na wielu instrumentach, malowała i doskonale znała Kamasutrę, o czym nie możemy wątpić.
[...]
Mumtaz także doznała ogromnej czułości ze strony swego dziadka, który nosił ją na rękach, wytworny i zacny Etimaduddaula. Ojciec zaś, który świata poza nią nie widział, zrobił doprawdy wszystko, by uczynić ją szczęśliwą.
[...]
Koronacja miała miejsce w Agrze 4 lutego 1628 roku. Szahdżahan miał 36, a Mumtaz — 35 lat.
[...]
Zostawszy cesarzową, Mumtaz przejmuje pieczę nad haremem, który zgodnie ze zwyczajem mogolskim powinien być kierowany przez cesarzową-matkę, wdowę po zmarłym cesarzu lub przez księżniczkę krwi (siostrę). Ze względu na wcześniejsze sprzeniewierzenie się Szahdżahanowi, Nurdżahan zostaje całkowicie odsunięta od władzy, nie była zresztą jego matką. Cały ciężar władzy kobiecej cesarstwa spoczywa na Mumtaz.
[...]
Szahdżahan lubi najdrobniejsze szczegóły. Przyswaja je sobie dzięki wrodzonym zdolnościom i pilnej pracy. Znając jego słabości i rzeczywiste potrzeby — są razem już 16 lat — Mumtaz organizuje mu wspaniale pracujący sekretariat: bezpieczny, dokładny i przyjemny. Przekształca harem w prawdziwą instytucję, niebawem niezbędną i niezastąpioną w prowadzeniu spraw państwowych. Harem zawsze był najlepiej strzeżonym miejscem na dworze, tam umieszczano skarbiec cesarski, tam kobiety z bogatych rodów trzymały rodzinne kosztowności. Nie do pomyślenia, by w haremie mogli kręcić się obcy mężczyźni, co zmniejszało liczbę potencjalnych zabójców i szpiegów z zewnątrz. Dzięki kobietom, które widzą i wiedzą wszystko, gdyż sprawują pieczę nad sprawami i sprawkami swych mężów, kochanków, synów i pasierbów, cesarzowa szybko podchwytuje sznurki kluczowych politycznych spraw i ekonomicznych interesów. Informacje zbiera błyskawicznie — w cesarskim haremie zawsze przebywa choć jedna przedstawicielka liczącego się w państwie arystokratycznego rodu, często sama będąc zakładniczką tej czy innej racji stanu. Mumtaz jest na dworze w pełni obecna. Jest nie tylko żoną i matką, dała już cesarzowi aż czterech dorodnych synów, zostaje jego doradcą i powiernicą tajnych spraw, jest współ-władczynią. Prowadzi własną politykę, którą jest wyciszanie wszelkich konfliktów, zwłaszcza religijnych między hindusami a muzułmanami. Podczas ważnych politycznych obrad wypowiada dyskretnym szeptem, spod zasłony pardy, słowa skierowane prosto do cesarskiego ucha, słowa otuchy, nagany czy porady. Ostrzega, mobilizuje i podrzuca niebanalne pomysły. Pod jej czujnym okiem pracują same wykształcone kobiety, głównie Persjanki, a we wszystkim pomaga jej Satiunnisa, Grot Dzidy Między Niewiastami, obdarzona godnością strażniczki pieczęci cesarzowej. Jaka szkoda, że ten Grot pochodzący z perskiej rodziny uczonych i lekarzy — sama będąca znakomitą lekarką — bardziej zasłynęła na dworze jako deklamatorka Koranu i perskiej poezji, niż strażniczka zdrowia cesarzowej.
[...]
Śmierć tej królowej była jednym z największych nieszczęść, jakie dotknęły Szahdżahana w ciągu całego życia, jak nieraz oświadczał w rozmowach z dworzanami pisze Waldemar Hansen w Pawim tronie (str.337). Wraz z jej śmiercią stracił jedyne wsparcie, polityczne i prywatne poczucie całkowitego bezpieczeństwa. Przez tydzień nie załatwiał żadnych spraw państwowych i nigdy już potem nie pracował z dawnym zapałem. Cesarstwo stworzone ex nihilo przez dziada Akbara, tak cudnie sterowane razem, teraz przestało go w ogóle cieszyć i interesować. Nakazał dwa lata nadzwyczajnej żałoby, sam unikał zabaw i zabronił bawić się innym. Możliwe, że miał kazirodczy związek z najstarszą córką Dżahanarą, tak bardzo przypominającą Mumtaz. Zanosił się konwulsyjnym płaczem, bił głową w mur, długo ubierał się tylko w żałobną biel, wyrzekł się muzyki i zaprzestał używania pachnideł. Ponura wieść o tym, że Mumtaz nie żyje, docierała do Szahdżahana długo, całymi miesiącami ciszy haremu, instytucji, gdzie teraz rwały się wszystkie misternie splecione przez nią nitki. Po pierwszym straszliwym ogłuszeniu, do cesarza dotarło tylko jedno — Mumtaz nie pójdzie do raju.
[...]
Taka jest wiara islamu — kobieta nie idzie do raju. Szahdżahan nakazuje ulemom (uczonym w piśmie) studiować wszystkie możliwe księgi i sprawdzić, czy nie ma jakiejś wyjątkowej klauzuli. Twarda odpowiedź islamu jest jedna: nie, kobieta po śmierci nie idzie do raju. W cesarzu rodzi się strach, poczucie winy, głucha rozpacz i przerażenie. Ogarnia go niemoc. Dźwięczy wciąż to samo pytanie — dlaczego nie spotka jej w raju, dlaczego? Była wzorem cnót niewieścich, wielkoduszna, nieskalana, pogodna i cierpliwa. Władczyni, cesarzowa, mąż stanu, polityk. A mimo to, raj jest dlań zamknięty. Tak mówią ulemowie. Budowy (Mum)Taz Mahalu, pałacu dla Mumtaz, cesarz nie rozpoczyna od razu. Rok trwało nim zebrał myśli, dobył pomysłu, rozwinął nadzieję: uderzy do samego Allaha, nie do ulemów. Zbuduje coś tak pięknego, że zauroczy Go, oszołomi i przekona. Wzruszy i, czemuż by nie, przekupi. Przeprosi za wszystko dziełem tak pięknym, że Allah aż oniemieje z zachwytu i zabierze Mumtaz do raju.
[...]
Ulemowie zacierają ręce. Przez całe lata nie mieli w cesarstwie żadnych wpływów, nic nie znaczyli na racjonalnie prowadzonym dworze niczego nie lękających się ludzi szczęśliwych, którym Allah sprzyjał bez zbędnych próśb i modlitw. Po tragedii Szahdżahan wraca do Allaha, zaczyna brać udział w muzułmańskich świętach, okazywać publicznie cześć świętym mężom islamu i otaczać opieką miejsca kultu. Wznosi nowe meczety. Ulemowie stają się ważni, a cesarz oczekuje ich wsparcia. W zamian za raj dla Mumtaz oni żądają teraz zniszczenia wszystkich hinduskich świątyń. I tak w roku 1633 cesarz wydaje zakaz wznoszenia nowych i naprawiania starych hinduskich świątyń oraz rozkaz wyburzenia świątyń hinduskich wzniesionych za panowania Szahdżahana, a także nakaz wyburzenia wielkich świątyń w Waranasi, gdzie rozpoczyna się systematyczne (a nie jak dotąd sporadyczne) niszczenie, dokończone później przez Aurangzeba. Ulemowie podjudzają, uważają, że czas już rozprawić się z chrześcijanami na Goa i z hindusami, oczywiście. Cztery tysiące jeńców jest torturowanych publicznie na placach Agry, są siłą obrzezani i w ten sposób przechodzą na islam. W hinduskiej wiosce jest święto, ludzie tańczą w rytm muzyki, nagle wpadają oddziały wojska i cała wieś ginie zmieciona ogniem islamu, choć mieszkańcy zwyczajnie nic nie wiedzieli o nakazie nadzwyczajnej żałoby. I jeszcze jeden zaskakujący firman: w rok po śmierci żony, w 1633 roku, cesarz wydaje oficjalny zakaz małżeństw muzułmańsko-hinduskich, rzecz nie do pomyślenia za czasów Mumtaz. Ulemowie są zachwyceni i przychylają się do pomysłu budowli dla Allaha.
[...]
Tadż Mahal został zbudowany dla Allaha. By Allah zabrał Mumtaz do raju.
[...]
Niech raj będzie domem Mumtaz.
[...]
Dżatowie po 1707 roku zabrali i przetopili legendarne drzwi z czystego srebra, a Persowie zrabowali w 1739 roku bezcenny baldachim z pereł zdobiący sarkofag Mumtaz; historia milczy na temat innych ukradzionych wspaniałości, nawet trudno domyślić się ich losów. Że grobowiec nie został całkowicie zniszczony, wysadzony w powietrze, zbezczeszczony, jest albo cudem, albo działaniem energii feng shui. Rząd indyjski nie zezwolił na otwarcie sarkofagu cesarzowej i przeprowadzenie stosownych badań naukowych, motywując tym, że w Indiach pozostało niewiele nietkniętych budowli i tę jedyną należy zostawić w spokoju.
[...]
Dla hindusów jest świadectwem chwały dynastii, która zawładnęła Indiami i gnębiła jej mieszkańców. Jest też według nich budowlą bezużyteczną, nie spełniającą pierwotnego założenia, gdyż życie Mumtaz — jak każde życie — podlega prawu karmy i reinkarnacji, więc cesarzowej i tak, nawet gdyby poszła do raju, nie uda się pozostać tam na wieczność.
[...]
Wszyscy wiedzą, że pewien cesarz tak bardzo kochał swoją żonę, że po jej śmierci zbudował najpiękniejszy grobowiec świata. Niektórzy wiedzą trochę więcej, a mianowicie to, że cesarz ten miał na imię Szahdżahan, jego żona — Mumtaz, i że nieoczekiwanie zmarła ona w połogu.
[...]
Ckliwi Europejczycy porównują „miłość” Szahdżahana i Mumtaz do miłości Romea i Julii. Tymczasem cesarska para znacznie przekroczyła wiek młodziutkich kochanków i przeżyła ze sobą dwadzieścia trudnych i skomplikowanych lat. Kochankowie z Werony zrodzili się w głowie starzejącego się Szekspira, podczas gdy cesarz i cesarzowa żyli naprawdę.
[...]
jego syn, wysoki urzędnik na dworze, ojciec Mumtazjego córka, cesarzowa 1627-1631 pod imieniem MumtazŻona cesarza Szahdżahana miała wiele imion, ale do historii przeszła pod imieniem Mumtaz, Perła. Pochodziła z najbardziej na dworze wpływowej rodziny, zwanej perskim triumwiratem. Musimy odłożyć do lamusa europejskie romantyczne opowieści o tym, że młody książę spotkał ją na bazarze jako biedną, acz piękną handlarkę (nasz mit o Kopciuszku!) i wyniósł do rangi księżniczki.
[...]
Jest rzeczą pewną, że młodzi spotykali się na dworze od zawsze, przy okazji licznych uroczystości dworskich. Nie wiadomo kto pierwszy i kiedy wpadł na pomysł połączenia ich losów, ale wiadomo, że nigdy nie mieli nic przeciwko temu. Różnica wieku wynosiła zaledwie rok, zaręczyny odbyły się, gdy on miał 15, a ona 14 lat. Oboje pobierali podobne nauki u tych samych nauczycieli, gdyż oboje należeli do arystokratycznych rodzin wysoko ceniących wiedzę i umiejętności. Mumtaz otrzymała, oprócz ogłady na dworze u boku cesarzowej Nurdżahan, która była dla niej wzorem do naśladowania, fantastyczne wprost wykształcenie — czytała perskich poetów w oryginale, znała język arabski, a starożytne filozofie uprawiała tak sprawnie jak jazdę konną, tańczyła, grała na wielu instrumentach, malowała i doskonale znała Kamasutrę, o czym nie możemy wątpić.
[...]
Mumtaz także doznała ogromnej czułości ze strony swego dziadka, który nosił ją na rękach, wytworny i zacny Etimaduddaula. Ojciec zaś, który świata poza nią nie widział, zrobił doprawdy wszystko, by uczynić ją szczęśliwą.
[...]
Koronacja miała miejsce w Agrze 4 lutego 1628 roku. Szahdżahan miał 36, a Mumtaz — 35 lat.
[...]
Zostawszy cesarzową, Mumtaz przejmuje pieczę nad haremem, który zgodnie ze zwyczajem mogolskim powinien być kierowany przez cesarzową-matkę, wdowę po zmarłym cesarzu lub przez księżniczkę krwi (siostrę). Ze względu na wcześniejsze sprzeniewierzenie się Szahdżahanowi, Nurdżahan zostaje całkowicie odsunięta od władzy, nie była zresztą jego matką. Cały ciężar władzy kobiecej cesarstwa spoczywa na Mumtaz.
[...]
Szahdżahan lubi najdrobniejsze szczegóły. Przyswaja je sobie dzięki wrodzonym zdolnościom i pilnej pracy. Znając jego słabości i rzeczywiste potrzeby — są razem już 16 lat — Mumtaz organizuje mu wspaniale pracujący sekretariat: bezpieczny, dokładny i przyjemny. Przekształca harem w prawdziwą instytucję, niebawem niezbędną i niezastąpioną w prowadzeniu spraw państwowych. Harem zawsze był najlepiej strzeżonym miejscem na dworze, tam umieszczano skarbiec cesarski, tam kobiety z bogatych rodów trzymały rodzinne kosztowności. Nie do pomyślenia, by w haremie mogli kręcić się obcy mężczyźni, co zmniejszało liczbę potencjalnych zabójców i szpiegów z zewnątrz. Dzięki kobietom, które widzą i wiedzą wszystko, gdyż sprawują pieczę nad sprawami i sprawkami swych mężów, kochanków, synów i pasierbów, cesarzowa szybko podchwytuje sznurki kluczowych politycznych spraw i ekonomicznych interesów. Informacje zbiera błyskawicznie — w cesarskim haremie zawsze przebywa choć jedna przedstawicielka liczącego się w państwie arystokratycznego rodu, często sama będąc zakładniczką tej czy innej racji stanu. Mumtaz jest na dworze w pełni obecna. Jest nie tylko żoną i matką, dała już cesarzowi aż czterech dorodnych synów, zostaje jego doradcą i powiernicą tajnych spraw, jest współ-władczynią. Prowadzi własną politykę, którą jest wyciszanie wszelkich konfliktów, zwłaszcza religijnych między hindusami a muzułmanami. Podczas ważnych politycznych obrad wypowiada dyskretnym szeptem, spod zasłony pardy, słowa skierowane prosto do cesarskiego ucha, słowa otuchy, nagany czy porady. Ostrzega, mobilizuje i podrzuca niebanalne pomysły. Pod jej czujnym okiem pracują same wykształcone kobiety, głównie Persjanki, a we wszystkim pomaga jej Satiunnisa, Grot Dzidy Między Niewiastami, obdarzona godnością strażniczki pieczęci cesarzowej. Jaka szkoda, że ten Grot pochodzący z perskiej rodziny uczonych i lekarzy — sama będąca znakomitą lekarką — bardziej zasłynęła na dworze jako deklamatorka Koranu i perskiej poezji, niż strażniczka zdrowia cesarzowej.
[...]
Śmierć tej królowej była jednym z największych nieszczęść, jakie dotknęły Szahdżahana w ciągu całego życia, jak nieraz oświadczał w rozmowach z dworzanami pisze Waldemar Hansen w Pawim tronie (str.337). Wraz z jej śmiercią stracił jedyne wsparcie, polityczne i prywatne poczucie całkowitego bezpieczeństwa. Przez tydzień nie załatwiał żadnych spraw państwowych i nigdy już potem nie pracował z dawnym zapałem. Cesarstwo stworzone ex nihilo przez dziada Akbara, tak cudnie sterowane razem, teraz przestało go w ogóle cieszyć i interesować. Nakazał dwa lata nadzwyczajnej żałoby, sam unikał zabaw i zabronił bawić się innym. Możliwe, że miał kazirodczy związek z najstarszą córką Dżahanarą, tak bardzo przypominającą Mumtaz. Zanosił się konwulsyjnym płaczem, bił głową w mur, długo ubierał się tylko w żałobną biel, wyrzekł się muzyki i zaprzestał używania pachnideł. Ponura wieść o tym, że Mumtaz nie żyje, docierała do Szahdżahana długo, całymi miesiącami ciszy haremu, instytucji, gdzie teraz rwały się wszystkie misternie splecione przez nią nitki. Po pierwszym straszliwym ogłuszeniu, do cesarza dotarło tylko jedno — Mumtaz nie pójdzie do raju.
[...]
Taka jest wiara islamu — kobieta nie idzie do raju. Szahdżahan nakazuje ulemom (uczonym w piśmie) studiować wszystkie możliwe księgi i sprawdzić, czy nie ma jakiejś wyjątkowej klauzuli. Twarda odpowiedź islamu jest jedna: nie, kobieta po śmierci nie idzie do raju. W cesarzu rodzi się strach, poczucie winy, głucha rozpacz i przerażenie. Ogarnia go niemoc. Dźwięczy wciąż to samo pytanie — dlaczego nie spotka jej w raju, dlaczego? Była wzorem cnót niewieścich, wielkoduszna, nieskalana, pogodna i cierpliwa. Władczyni, cesarzowa, mąż stanu, polityk. A mimo to, raj jest dlań zamknięty. Tak mówią ulemowie. Budowy (Mum)Taz Mahalu, pałacu dla Mumtaz, cesarz nie rozpoczyna od razu. Rok trwało nim zebrał myśli, dobył pomysłu, rozwinął nadzieję: uderzy do samego Allaha, nie do ulemów. Zbuduje coś tak pięknego, że zauroczy Go, oszołomi i przekona. Wzruszy i, czemuż by nie, przekupi. Przeprosi za wszystko dziełem tak pięknym, że Allah aż oniemieje z zachwytu i zabierze Mumtaz do raju.
[...]
Ulemowie zacierają ręce. Przez całe lata nie mieli w cesarstwie żadnych wpływów, nic nie znaczyli na racjonalnie prowadzonym dworze niczego nie lękających się ludzi szczęśliwych, którym Allah sprzyjał bez zbędnych próśb i modlitw. Po tragedii Szahdżahan wraca do Allaha, zaczyna brać udział w muzułmańskich świętach, okazywać publicznie cześć świętym mężom islamu i otaczać opieką miejsca kultu. Wznosi nowe meczety. Ulemowie stają się ważni, a cesarz oczekuje ich wsparcia. W zamian za raj dla Mumtaz oni żądają teraz zniszczenia wszystkich hinduskich świątyń. I tak w roku 1633 cesarz wydaje zakaz wznoszenia nowych i naprawiania starych hinduskich świątyń oraz rozkaz wyburzenia świątyń hinduskich wzniesionych za panowania Szahdżahana, a także nakaz wyburzenia wielkich świątyń w Waranasi, gdzie rozpoczyna się systematyczne (a nie jak dotąd sporadyczne) niszczenie, dokończone później przez Aurangzeba. Ulemowie podjudzają, uważają, że czas już rozprawić się z chrześcijanami na Goa i z hindusami, oczywiście. Cztery tysiące jeńców jest torturowanych publicznie na placach Agry, są siłą obrzezani i w ten sposób przechodzą na islam. W hinduskiej wiosce jest święto, ludzie tańczą w rytm muzyki, nagle wpadają oddziały wojska i cała wieś ginie zmieciona ogniem islamu, choć mieszkańcy zwyczajnie nic nie wiedzieli o nakazie nadzwyczajnej żałoby. I jeszcze jeden zaskakujący firman: w rok po śmierci żony, w 1633 roku, cesarz wydaje oficjalny zakaz małżeństw muzułmańsko-hinduskich, rzecz nie do pomyślenia za czasów Mumtaz. Ulemowie są zachwyceni i przychylają się do pomysłu budowli dla Allaha.
[...]
Tadż Mahal został zbudowany dla Allaha. By Allah zabrał Mumtaz do raju.
[...]
Niech raj będzie domem Mumtaz.
[...]
Dżatowie po 1707 roku zabrali i przetopili legendarne drzwi z czystego srebra, a Persowie zrabowali w 1739 roku bezcenny baldachim z pereł zdobiący sarkofag Mumtaz; historia milczy na temat innych ukradzionych wspaniałości, nawet trudno domyślić się ich losów. Że grobowiec nie został całkowicie zniszczony, wysadzony w powietrze, zbezczeszczony, jest albo cudem, albo działaniem energii feng shui. Rząd indyjski nie zezwolił na otwarcie sarkofagu cesarzowej i przeprowadzenie stosownych badań naukowych, motywując tym, że w Indiach pozostało niewiele nietkniętych budowli i tę jedyną należy zostawić w spokoju.
[...]
Dla hindusów jest świadectwem chwały dynastii, która zawładnęła Indiami i gnębiła jej mieszkańców. Jest też według nich budowlą bezużyteczną, nie spełniającą pierwotnego założenia, gdyż życie Mumtaz — jak każde życie — podlega prawu karmy i reinkarnacji, więc cesarzowej i tak, nawet gdyby poszła do raju, nie uda się pozostać tam na wieczność.
Nadira-begam Dara Szikoh
Miał właśnie żenić się ze swą kuzynką Nadirą-begam, córką księcia Parweza, brata cesarza, obrzydliwego pijaka. Wtedy wydarzyła się największa rodzinna tragedia — umarła Mumtaz. Uroczystości weselne przesunięto o dwa lata, ale potem nie szczędzono już przepychu, wesele kosztowało trzy miliony rupii, z czego połowę zapłaciła Dżahanara. Nigdy nie zawarł innego związku małżeńskiego. Z Nadirą mieli ośmioro dzieci, w tym pięknego Sulajmana Szikoha i Sipehr Szikoha.
[...]
Był arystokratą ducha o wysokiej kulturze osobistej, człowiekiem skłonnym do ugody, pełen akceptacji dla odmienności religijnych, wolnym od demagogii, pobłażliwym dla błędów. Jako intelektualista opiewał Umiłowanie Wolności Słowa, jako mistyk — wszechobecną miłość. Boga poszukiwał w sobie. Rój fakirów, poetów i muzyków korzystał z patronatu księcia, nadużywając jego hojność. Wielka subtelna uroda ściągała niewybredne grono kobiet, gdzie niepodzielnie brylowała siostra Dżahanara i żona Nadira-begam.
[...]
Dara uciekał najpierw w kierunku Pendżabu, później Radżputany, zawrócił do miejsca swego urodzenia do Adżmeru, ale jakoś marudził i nie wiadomo na co czekał. Mógł zwyczajem pradziada uciec do Teheranu i tam prowadzić urocze życie zdetronizowanego księcia. Lecz podobno jego kobiety bały się, że zostaną siłą wcielone do haremu ówcześnie panującego władcy, opilca i lekkoducha. Więc kręcił się w kółko, armia topniała, wytracił wielokrotnie rabowane całe obozowe wyposażenie i wreszcie, gdy umarła Nadira-begam, kompletnie się załamał. Byli razem 27 lat. W akcie rozpaczy odesłał wszystkich żołnierzy w kondukcie żałobnym do Lahore i pozostał sam, z młodszym synem i dwiema córkami. Niebawem przestali go wspierać wszyscy hinduscy przywódcy z Radżputany, chociaż był ich sprzymierzeńcem i występował w obronie ich wiary. Pojmany zdradziecko w dalekim Beludżystanie przez Malika Dżawana, wodza afgańskiego, u którego zatrzymał się w gościnę, został przekazany Dżaj Singhowi z Amberu, dowódcy armii cesarskiej. A ten oddał go w ręce Aurangzeba, który urządził szczególne widowisko, by pognębić brata.
[...]
Był arystokratą ducha o wysokiej kulturze osobistej, człowiekiem skłonnym do ugody, pełen akceptacji dla odmienności religijnych, wolnym od demagogii, pobłażliwym dla błędów. Jako intelektualista opiewał Umiłowanie Wolności Słowa, jako mistyk — wszechobecną miłość. Boga poszukiwał w sobie. Rój fakirów, poetów i muzyków korzystał z patronatu księcia, nadużywając jego hojność. Wielka subtelna uroda ściągała niewybredne grono kobiet, gdzie niepodzielnie brylowała siostra Dżahanara i żona Nadira-begam.
[...]
Dara uciekał najpierw w kierunku Pendżabu, później Radżputany, zawrócił do miejsca swego urodzenia do Adżmeru, ale jakoś marudził i nie wiadomo na co czekał. Mógł zwyczajem pradziada uciec do Teheranu i tam prowadzić urocze życie zdetronizowanego księcia. Lecz podobno jego kobiety bały się, że zostaną siłą wcielone do haremu ówcześnie panującego władcy, opilca i lekkoducha. Więc kręcił się w kółko, armia topniała, wytracił wielokrotnie rabowane całe obozowe wyposażenie i wreszcie, gdy umarła Nadira-begam, kompletnie się załamał. Byli razem 27 lat. W akcie rozpaczy odesłał wszystkich żołnierzy w kondukcie żałobnym do Lahore i pozostał sam, z młodszym synem i dwiema córkami. Niebawem przestali go wspierać wszyscy hinduscy przywódcy z Radżputany, chociaż był ich sprzymierzeńcem i występował w obronie ich wiary. Pojmany zdradziecko w dalekim Beludżystanie przez Malika Dżawana, wodza afgańskiego, u którego zatrzymał się w gościnę, został przekazany Dżaj Singhowi z Amberu, dowódcy armii cesarskiej. A ten oddał go w ręce Aurangzeba, który urządził szczególne widowisko, by pognębić brata.
Nirayan Gurkhowie
Dnia 1 czerwca 2001 roku w piątek rodzina królewska spotkała się na zwyczajowej kolacji w Domu Królewskim w Katmandu (nie w pałacu). Przy obszernym stole w jadalni zasiedli: król Birendra, królowa-matka, rodzicielka trzech braci, z których najstarszy był królem, drugi był nieobecny, a trzeci siedział przy stole z żoną, pochodzącą również z rodu Ranów, obok nich siedział trzydziestoletni syn z żoną, pochodzącą z rodu maharadżów Scindia z Gwalior z dwójką dzieci, siedmioletnim wnukiem i dziesięcioletnią wnuczka trzeciego brata królewskiego, wreszcie królowa Aiswarya, pochodząca z rodziny Ranów i jej syn Dipendra, ówczesny następca tronu, kawaler, z młodszym bratem Nirayanem i siostrą Shruti. Razem dwanaście osób najbliższej rodziny, a pięć innych ofiar masakry należało do rodziny dalszej.
Nurdżahan Dżahangir
cesarzowa Nurdżahan,Poślubił z miłości wdowę po afgańskim dowódcy wojskowym, który zginął w Bengalu. Nadał jej imię Nurdżahan, a jej ojca uczynił pierwszym ministrem. W latach 1615-1627 trzy osoby sprawowały władzę w cesarstwie, tak zwany triumwirat perski: Etimaduddaula i jego syn Asaf Chan oraz córka Nurdżahan. Uważana za niezwykle piękną i inteligentną, słynęła z wyszukanego smaku, umiejętności projektowania ogrodów, złotych ozdób i wnętrz pałacowych, wymyślała nowe projekty ubiorów; jej matka wynalazła procedurę uzyskiwania olejku różanego. Umiała organizować niezwykłe widowiska, za jej czasów durbary osiągnęły szczyt zbytku i wyrafinowania, układała wiersze po persku, była świetnym myśliwym. Stała się ulubioną żoną Dżahangira i do końca panowania cesarza uzyskała znaczący wpływ na dworze — w jej imieniu bito monety, a dekrety cesarskie nosiły jej podpis. Po dojściu do władzy Szahdżahana została odsunięta od wpływów przez własnego brata i zamieszkała w Lahore, gdzie oddała się akcji charytatywnej. Kronika dworu notuje: W dniu 8 grudnia 1645 roku zmarła Nurdżahan Begam, wdowa po cesarzu Dżahangirze. Po poślubieniu cesarza zdołała go sobie podporządkować i rządziła tak absolutnie administracją i dochodami państwa, że byłoby nieprzyzwoicie rozwodzić się nad tym w tej księdze.
[...]
Jej równie uzdolniony brat, Asaf Chan, wzmocnił pozycję rodziny wydając swą córkę, przyszłą Mumtaz, za syna cesarskiego, przyszłego Szahdżahana. A Nurdżahan stała się niedoścignionym wzorem dla swej siostrzenicy…
[...]
Jej równie uzdolniony brat, Asaf Chan, wzmocnił pozycję rodziny wydając swą córkę, przyszłą Mumtaz, za syna cesarskiego, przyszłego Szahdżahana. A Nurdżahan stała się niedoścignionym wzorem dla swej siostrzenicy…
Palkhivala, N. A. Gayatri Devi
Mogę okazać się stronnicza, i prawdopodobnie rzeczywiście jestem, dlatego wolę zacytować wypowiedź jednego z najwybitniejszych prawników Indii, N. A. Palkhivali, by przypomnieć tło historyczne omawianych wydarzeń. W pamflecie o wymownym tytule Prawne i moralne aspekty listy książąt, pisze on: Kiedy w 1947 roku zaświtała jutrzenka swobody, głównym problemem politycznym było pytanie, czy władcy indyjskich państw zdecydują się na najwyższe poświęcenie i złożą je w ofierze na ołtarzu jedności narodowej. Nowe Indie, pozbawione stanów książęcych, byłyby rozbite, gdyż to one właśnie zawsze dawały rekojmię jedności, dzieląc subkontynent zbawiennym krzyżem na cztery części. Wprowadzenie tych państw pod dominację Indii było żywą koniecznością, ale postawiło przed Okrojonym Państwem następujące pytanie: «Indie przeżyją nawet gdy amputuje się im muzułmańskie ramiona na północnym wschodzie i zachodzie, ale czy przeżyją, gdy zostaną pozbawione serca?»
[...]
N. A. Palkhivala cytuje Białą Księgę, dotyczącą losu stanów książęcych, wydaną w Indiach w 1950 roku: Władcy wielkich i małych stanów, dobrowolnie idąc z duchem czasu, dążyli do obalenia mitu jakoby niepodległość Indii miała rozbijać się o twardą skałę ich nieprzejednanej postawy. Tymczasem gmach demokratycznych Indii wznosi się na solidnych fundamentach wspólnego wysiłku władców i ludu… Gdyby wszyscy książęta nie współpracowali ze sobą ożywieni duchem patriotyzmu, nie byłoby możliwe wprowadzenie tak ogromnych zmian, dających korzyści zarówno narodowi jak i książętom. Przyzwyczajeni do — zgodnej z tradycją — władzy osobistej, w nowym porządku zmuszeni do przejścia radykalnych zmian, dali dowody żywej wyobraźni, daru przewidywania i patriotyzmu, okazując dobrą wolę dla nowych ewolucyjnych reform. Rozumiejąc pragnienia narodu, przystali na włączenie swoich księstw do Indii i przekazanie władzy ludowi, czuwając nad spokojem i porządkiem społecznym. Słusznie więc mogą uważać siebie za współtwórców wolnych i demokratycznych Indii, w których wolne narody stanów książęcych podobnie jak narody pozostałych prowincji, będą mogły cieszyć się pełnią wolności, by wspólnie ruszyć naprzód jako obywatele niepodległych Indii.
[...]
N. A. Palkhivala cytuje Białą Księgę, dotyczącą losu stanów książęcych, wydaną w Indiach w 1950 roku: Władcy wielkich i małych stanów, dobrowolnie idąc z duchem czasu, dążyli do obalenia mitu jakoby niepodległość Indii miała rozbijać się o twardą skałę ich nieprzejednanej postawy. Tymczasem gmach demokratycznych Indii wznosi się na solidnych fundamentach wspólnego wysiłku władców i ludu… Gdyby wszyscy książęta nie współpracowali ze sobą ożywieni duchem patriotyzmu, nie byłoby możliwe wprowadzenie tak ogromnych zmian, dających korzyści zarówno narodowi jak i książętom. Przyzwyczajeni do — zgodnej z tradycją — władzy osobistej, w nowym porządku zmuszeni do przejścia radykalnych zmian, dali dowody żywej wyobraźni, daru przewidywania i patriotyzmu, okazując dobrą wolę dla nowych ewolucyjnych reform. Rozumiejąc pragnienia narodu, przystali na włączenie swoich księstw do Indii i przekazanie władzy ludowi, czuwając nad spokojem i porządkiem społecznym. Słusznie więc mogą uważać siebie za współtwórców wolnych i demokratycznych Indii, w których wolne narody stanów książęcych podobnie jak narody pozostałych prowincji, będą mogły cieszyć się pełnią wolności, by wspólnie ruszyć naprzód jako obywatele niepodległych Indii.
Panini języki, Mahabharata, przekaz ustny — zapisany
Ten kto zna moją gramatykę, zna Boga — tymi słowy złożył hołd matematycznej i psychologicznej doskonałości sanskrytu wielki filozof starożytnych Indii i gramatyk, Panini.
[...]
Sanskryt jako język mówiony został opisany i skodyfikowany w doskonałej gramatyce, której autorem był pochodzący znad Indusu Panini, żyjący prawdopodobnie w IV wieku p.n.e. Jego gramatyka sanskrytu składa się z 4 tysięcy sutr przeznaczonych do przyswojenia pamięciowego. Od tego momentu sanskryt przestał ewoluować i stał się językiem ezoterycznym, zachowawczym i ostatecznie archaicznym. Jedynie bramini, jak zwykle, uchronili go przed całkowitym zapomnieniem.
[...]
3. W okresie klasycznym używano sanskrytu klasycznego, w którym powstały wszystkich pozostałe teksty, układane między V wiekiem p.n.e. a XII wiekiem naszej ery. Sanskryt został opisany i skodyfikowany przez gramatyków, zwłaszcza w znakomitej gramatyce Paniniego z IV wieku p.n.e.
[...]
Sanskryt jako język mówiony został opisany i skodyfikowany w doskonałej gramatyce, której autorem był pochodzący znad Indusu Panini, żyjący prawdopodobnie w IV wieku p.n.e. Jego gramatyka sanskrytu składa się z 4 tysięcy sutr przeznaczonych do przyswojenia pamięciowego. Od tego momentu sanskryt przestał ewoluować i stał się językiem ezoterycznym, zachowawczym i ostatecznie archaicznym. Jedynie bramini, jak zwykle, uchronili go przed całkowitym zapomnieniem.
[...]
3. W okresie klasycznym używano sanskrytu klasycznego, w którym powstały wszystkich pozostałe teksty, układane między V wiekiem p.n.e. a XII wiekiem naszej ery. Sanskryt został opisany i skodyfikowany przez gramatyków, zwłaszcza w znakomitej gramatyce Paniniego z IV wieku p.n.e.
Poemat epicki, najdłuższy jaki przetrwał do naszych czasów liczy około 100 tysięcy ślok, czyli zwrotek, ułożonych w 18 ksiąg. Początek układania opowieści sięga czasów wedyjskich, wiele odrębnych historii przyłączano przypadkowo, inne zaś świadomie; zmieniały się języki, w których recytowano księgi, ale przekaz ustny zabezpieczał wątki główne. Rzetelną kompozycję poematu podjęto już w IV wieku p.n.e., po ukazaniu się gramatyki Paniniego, ale układanie trwało aż do VI wieku n.e. Jakieś 1000 lat. Została zredagowana między II i VII wiekiem n.e., (zapisana?) w różnych wersjach językowych i w różnych alfabetach, ale trzeba było kolejnych tysiąc lat, by dzięki wysiłkowi rzetelnego przepisywania tekstów uzyskała ten kształt jaki znamy. Zapis był wspólnym dziełem zawodowych recytatorów i pisarzy, angażował czas wszystkich jednocześnie członków wielu bramińskich rodzin. Bardowie tworzyli odrębną dżati, ale nie wiadomo czy panowali nad całością tekstu czy dzielili się partiami, by sprostać recytacji. Czy istniał zawód suflera, czy recytowano zamiennie, czy też każdy znał na pamięć tylko jedną kwestię i psalmodiował ją zawsze i wszędzie niezmiennie przez całe lata jako swoją „własność” i zawodowy wyróżnik? Wiadomo, że w czasach wedyjskich przy recytacji tekstów śruti gawiedź nie mogła być obecna, ale Mahabharata należy już do innej epoki, a jej strofy nie są święte, lecz należą do tradycji przekazu smriti.
V wiek p.n.e. — wielki gramatyk indyjski Panini (520-460) układa gramatykę sanskrytu, która jest wprawdzie genialnym opisem morfologii języka, ale zatrzymuje jego rozwój. Panini podaje tak ścisłe reguły i zasady, że nie można ich omijać. Bramini nadal pieczołowicie przekazują Wedy w języku wedyjskim, a pozostałe teksty w sanskrycie klasycznym, opisanym przez Paniniego.
[...]
Pismo brahmi zostaje po raz pierwszy zastosowane przez Asiokę, ale przyjmuje się, że było znane na długo wcześniej, nie wiadomo tylko czy było używane i jakim służyło celom. Być może Panini użył go do zapisu swej gramatyki. Tradycja przekazu ustnego pozostaje nadal żelazną regułą.
[...]
I wiek n.e. — już tylko i wyłącznie bramini znają i pielęgnują sanskryt klasyczny, sformalizowany przez Paniniego; najstarszy zachowany zabytek poezji w sanskrycie klasycznym — Buddhaczarita, życiorys Buddy, napisany przez Aśwaghoszę; najstarszy zabytek prozy sanskryckiej to inskrypcja Rudradamana w Girnar z roku 150 n.e.
[...]
Pismo brahmi zostaje po raz pierwszy zastosowane przez Asiokę, ale przyjmuje się, że było znane na długo wcześniej, nie wiadomo tylko czy było używane i jakim służyło celom. Być może Panini użył go do zapisu swej gramatyki. Tradycja przekazu ustnego pozostaje nadal żelazną regułą.
[...]
I wiek n.e. — już tylko i wyłącznie bramini znają i pielęgnują sanskryt klasyczny, sformalizowany przez Paniniego; najstarszy zachowany zabytek poezji w sanskrycie klasycznym — Buddhaczarita, życiorys Buddy, napisany przez Aśwaghoszę; najstarszy zabytek prozy sanskryckiej to inskrypcja Rudradamana w Girnar z roku 150 n.e.
Parwez Dara Szikoh, Szahdżahan
Miał właśnie żenić się ze swą kuzynką Nadirą-begam, córką księcia Parweza, brata cesarza, obrzydliwego pijaka. Wtedy wydarzyła się największa rodzinna tragedia — umarła Mumtaz. Uroczystości weselne przesunięto o dwa lata, ale potem nie szczędzono już przepychu, wesele kosztowało trzy miliony rupii, z czego połowę zapłaciła Dżahanara. Nigdy nie zawarł innego związku małżeńskiego. Z Nadirą mieli ośmioro dzieci, w tym pięknego Sulajmana Szikoha i Sipehr Szikoha.
W dzieciństwie nie był przeznaczony do tronu, miał bowiem dwóch starszych braci: Chusru i Parweza. Najstarszy został przez ojca oślepiony i wtrącony do lochu za spisek, młodszy — pił na umór i wpadał raz po raz w delirium tremens, aż zapił się na śmierć. Udział księcia w zamordowaniu braci nie jest potwierdzony żadnym pewnym źródłem, ale nie wykluczony.
Pata sati
Kiedy został zabity dzielny Dżaj Mal, Radżputowie wycofali się, zebrali radę i wybrali na swego dowódcę młodego, szesnastoletniego Patę. Ten, uważając, iż bitwa była ostatecznie przegrana, zarządził dżauhar. Zapłonęły stosy w domach radżpuckich dowódców — Paty, Sahiba Chana z klanu Rathor, Isara Chana z klanu Czauhan oraz wielu innych, i tak trzysta ich żon, konkubin i służących weszło dobrowolnie w ogień, a wśród nich dziewięć żon dowódców klanów oraz pięć hinduskich księżniczek…
Patandźali Polacy wobec Indii
Leon Cyboran, (1928-1977), badacz filozofii indyjskiej, wybitny znawca klasycznej jogi, którą uprawiał przez wiele lat. Autor polskiego przekładu Jogasutr Patandźalego wraz z komentarzem Wjasy.
Phoolan Devi Phoolan Devi, przekaz ustny — przypowieści
Urodziła się w 1963 roku w wiejskiej rodzinie biednego mallaha (jedna z niskich dżati wśród śiudrów), nad rzeką Czambal. Czworo dzieciaków miało dzieciństwo nie tyle biedne, co upokarzające. Fulan była bita i wyszydzana przez dzieci bogaczy za swą niezależność, a przez dorosłych — za hardy charakter, szukała więc wytchnienia w odosobnieniu i samotności. Wydana siłą tradycji za mąż w wieku 11 lat, była maltretowana przez lubieżnego starca, od którego udało jej się uciec. Jednak rodzina nie chciała jej przyjąć z powrotem, gdyż zgodnie z indyjskim obyczajem żona jest bezsporną własnością męża. Do nikogo nie należąca i przez nikogo nie ochraniana dziewczyna stała się łupem bandytów, była wielokrotnie gwałcona i katowana.
[...]
Zdobywając obóz innego bandyty wziął Fulan jako brankę. Był pierwszym człowiekiem, który wysłuchał jej wstrząsającej opowieści, pierwszym mężczyzną, którego nie bała się — Lubiłam słuchać, jak czyta na głos gazety. Lubiłam również patrzeć, jak kieruje ludźmi. To był dobry dowódca. Sprawiedliwy i bezstronny. Ślubu udzielił im bramin z zaprzyjaźnionej wioski, ale ich szczęście nie trwało długo. Gdy Wikram został zamordowany, jego żona przejęła obowiązki herszta bandy i została Królową Bandytów. Wieśniacy, a zwłaszcza gwałcone kobiety, uwierzyli, że była inkarnacją Durgi, bogini zemsty. I tak zrodziła się legenda.
[...]
Bandy dakoitów znad rzeki Czambal zostały spacyfikowane przez rząd stanowy Uttar Pradesh za rządów Indiry Gandhi, a dowódcy otrzymywali umowne kary więzienia około 6-8 lat. Fulan poddała się 12 lutego 1983 roku i trafiła do więzienia w Gwalior, a następnie do słynnego Tihar w Delhi, gdzie spędziła w sumie jedenaście lat. Została zwolniona decyzją Sądu Najwyższego na prośbę Kiran Bedi, zarządzającej więzieniem, za wycofaniem wszystkich skarg przez rząd Uttar Pradesh. Opuściła więzienie w 1994 roku, mając zaledwie 31 lat.
[...]
Nikt nigdy nie dowie się, ilu mężczyzn zostało zastrzelonych przez nią samą, a ilu z jej rozkazu, ilu mężczyzn upokorzyła tylko słowem, ilu publiczną manifestacją, a ilu pozbawiła męskości. Pomściła nie tylko swoje krzywdy wobec mężczyzn, którzy potraktowali ją z niewiarygodną wprost brutalnością, lecz także krzywdy innych kobiet. Kiedy wraz z Wikramem wpadali nagle do wioski, Fulan Dewi zbierała na placu przed świątynią wszystkie kobiety i pytała, kto jest w wiosce najbardziej okrutnym i rozpasanym nikczemnikiem. Wioska zazwyczaj przestawała chronić takiego człowieka i wydawała go bandytom.
[...]
Fulan nie chodziło tylko o zemstę, lecz o naprawianie krzywd — Stojąc na dachu domu (pewnego bogacza), wzywam wszystkich mieszkańców wsi przez megafon. Wszystkich tych, którzy oddali mu w zastaw swoje pola, klejnoty żon, czasem własny dom. Odbierają swoje papiery, klejnoty i, szalejąc z radości, wybiegają, żeby opowiedzieć o zajściu tym, którzy mieszkają dalej. (...) Innego dnia w mieście, rozdaliśmy część łupu zdobytego w dużych sklepach z tkaninami. Około stu tysięcy rupii. Ludzie tłoczyli się wokół nas…
[...]
str.263
[...]
Książka Ja, Phoolan Devi, królowa bandytów powstała w więzieniu. Lecz Fulan nie pisała, a opowiadała swe życie francuskim dziennikarzom w rodzinnym języku bundelkhandi. Nagrane taśmy tłumaczono na hindi, a następnie na francuski. Jeszcze za jej życia nakręcono słynny film Shekhara Kapura. Znakomity przekład na język polski jest dziełem Belli Szwarcman-Czarnota. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Tenten, Warszawa 1996.
[...]
Zdobywając obóz innego bandyty wziął Fulan jako brankę. Był pierwszym człowiekiem, który wysłuchał jej wstrząsającej opowieści, pierwszym mężczyzną, którego nie bała się — Lubiłam słuchać, jak czyta na głos gazety. Lubiłam również patrzeć, jak kieruje ludźmi. To był dobry dowódca. Sprawiedliwy i bezstronny. Ślubu udzielił im bramin z zaprzyjaźnionej wioski, ale ich szczęście nie trwało długo. Gdy Wikram został zamordowany, jego żona przejęła obowiązki herszta bandy i została Królową Bandytów. Wieśniacy, a zwłaszcza gwałcone kobiety, uwierzyli, że była inkarnacją Durgi, bogini zemsty. I tak zrodziła się legenda.
[...]
Bandy dakoitów znad rzeki Czambal zostały spacyfikowane przez rząd stanowy Uttar Pradesh za rządów Indiry Gandhi, a dowódcy otrzymywali umowne kary więzienia około 6-8 lat. Fulan poddała się 12 lutego 1983 roku i trafiła do więzienia w Gwalior, a następnie do słynnego Tihar w Delhi, gdzie spędziła w sumie jedenaście lat. Została zwolniona decyzją Sądu Najwyższego na prośbę Kiran Bedi, zarządzającej więzieniem, za wycofaniem wszystkich skarg przez rząd Uttar Pradesh. Opuściła więzienie w 1994 roku, mając zaledwie 31 lat.
[...]
Nikt nigdy nie dowie się, ilu mężczyzn zostało zastrzelonych przez nią samą, a ilu z jej rozkazu, ilu mężczyzn upokorzyła tylko słowem, ilu publiczną manifestacją, a ilu pozbawiła męskości. Pomściła nie tylko swoje krzywdy wobec mężczyzn, którzy potraktowali ją z niewiarygodną wprost brutalnością, lecz także krzywdy innych kobiet. Kiedy wraz z Wikramem wpadali nagle do wioski, Fulan Dewi zbierała na placu przed świątynią wszystkie kobiety i pytała, kto jest w wiosce najbardziej okrutnym i rozpasanym nikczemnikiem. Wioska zazwyczaj przestawała chronić takiego człowieka i wydawała go bandytom.
[...]
Fulan nie chodziło tylko o zemstę, lecz o naprawianie krzywd — Stojąc na dachu domu (pewnego bogacza), wzywam wszystkich mieszkańców wsi przez megafon. Wszystkich tych, którzy oddali mu w zastaw swoje pola, klejnoty żon, czasem własny dom. Odbierają swoje papiery, klejnoty i, szalejąc z radości, wybiegają, żeby opowiedzieć o zajściu tym, którzy mieszkają dalej. (...) Innego dnia w mieście, rozdaliśmy część łupu zdobytego w dużych sklepach z tkaninami. Około stu tysięcy rupii. Ludzie tłoczyli się wokół nas…
[...]
str.263
[...]
Książka Ja, Phoolan Devi, królowa bandytów powstała w więzieniu. Lecz Fulan nie pisała, a opowiadała swe życie francuskim dziennikarzom w rodzinnym języku bundelkhandi. Nagrane taśmy tłumaczono na hindi, a następnie na francuski. Jeszcze za jej życia nakręcono słynny film Shekhara Kapura. Znakomity przekład na język polski jest dziełem Belli Szwarcman-Czarnota. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Tenten, Warszawa 1996.
Wielu mistrzów, jeszcze w XIX wieku, było niepiśmiennych i nazywano ich „analfabetami”… To wielkie nieporozumienie. Niepiśmienny był Kabir, poeta mistyk, który śpiewał swe pieśni w zrozumiałym języku lokalnym. Niepiśmienny był Akbar, cesarz Wielkich Mogołów, przyjmujący od hinduskich guru nauczanie przekazywane ustnie. Niepiśmienny był Ramakrishna, mistyk bengalski, którego nauk słuchali z zapartym tchem intelektualiści. Ze współczesnych — Phoolan Devi, parlamentarzystka, bojowniczka o prawa kobiet. Jeśli nie umieli pisać, to nie znaczy, że byli analfabetami.
Potti Sriramulu języki
W 1947 roku, Indie odziedziczyły po Anglikach cały podział administracyjny oparty na arbitralnych cięciach władzy kolonialnej, której dewizą było dziel i rządź, a celem — rozbijanie jedności etnicznej. Anglicy oparli się na podziale Akbara na powiaty zamindar, zgodnie z potrzebą ówczesnego cesarstwa. Ludność tych prowincji, podzielona etnicznie i językowo, chciała wreszcie w niepodległych Indiach wrócić do podziałów historyczno-językowych. Przecież o to właśnie walczył Gandhi, o wolność, godność i siłę samostanowienia każdej społeczności. Jawaharlal Nehru zaniedbał te sprawy aż do 1952 roku, kiedy działacz i bojownik o wolność kraju Andhra, Potti Sriramulu podjął głodówkę na rzecz wyłonienia nowego stanu obejmującego całą ludność mówiącą w języku telugu. Otóż na południu Indii dogorywało wielkie poangielskie państwo Madras, obejmujące swym zasięgiem Tamil Nadu (tamilski), część Andhra Pradesh (telugu) i część Karnataki (kannara). Nehru zbagatelizował „zamieszki” ludności domagającej się nowego państwa i Potti Sriramulu zmarł z głodu. Ten fakt wzburzył całe Indie i zmienił sytuację. Natychmiast powołano komisję językową, która zadecydowała ukonstytuowanie się w 1953 roku stanu Andhra Pradesh z telugu jako językiem urzędowym, a w 1956 roku powstały, na tych samych zasadach, stan Tamil Nadu z tamilskim i stan Karnataka z językiem kannara. Od tego czasu aż do dziś, podział etniczny i językowy stanowi podstawowe kryterium tworzenia się nowych stanów. Tak właśnie w 2000 roku wyłoniono z Biharu stan Jharkhand, a z Orissy — Chhattisgarh.
Pratap Sikhowie
Następca Randżita Singha, zażywający opium maharadża imbecyl utrzymał się na tronie rok i trzy miesiące. Otruto go, a jego syn zginął tragicznie, gdy wracał z ceremonii pogrzebowej ojca. Kolejny Singh zasiadł na tronie w styczniu 1841 roku, a został zastrzelony już we wrześniu 1843 roku, podczas gdy jego dwunastoletni syn Pratap został poćwiartowany we własnym ogrodzie — oto fragment historii dynastii, której pochodzenie od Hunów nie wzbudza cienia wątpliwości…
Rauszanara Szahdżahan, Tadż Mahal
Drugą córką cesarskiej pary była Rauszanara (1617), o której dworscy kronikarze albo w ogóle nie pamiętają, albo piszą tylko źle. Ma się nieodparte wrażenie, że ponieważ „przyporządkowano” ją niecnemu Aurangzebowi, także była niecna. Jakby sztucznie stworzono parę aniołów — Darę i Dżahanarę oraz parę potworów — Aurangzeba i Rauszanarę. Mówi się więc, że była zawistną, małostkową, seksualnie wygłodzoną i żądną władzy sekutnicą. Zausznica Aurangzeba, od jego koronacji rządziła cesarskim haremem aż do roku 1666, kiedy to powróciła z dobrowolnej niewoli starsza siostra o kryształowej reputacji. Opuściła wtedy dwór i oddała się — powiadają — jawnej rozpuście. Zmarła mając 54 lata w nie wyjaśnionych okolicznościach.
dzieci Szahdżahana: Dżahanara, Dara Szikoh, Szudża, Rauszanara, Aurangzeb, Murad i Gauharara
Roe, Thomas Sir Anglicy w Indiach, Dżahangir
Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska wysłała swego przedstawiciela z misją uzyskania cesarskiego firmanu, dekretu zezwalającego na handel. Sir Thomas Roe przybył na dwór cesarski pod koniec 1615 roku. Miał ze sobą listy uwierzytelniające króla Jakuba I, gażę 600 funtów rocznie, kapelana i lekarza w swojej świcie oraz opłaconą służbę. Spędził w Indiach trzy lata, głównie na dworze Dżahangira w Adżmerze, gdzie poznał księcia Churram i jego żonę Ardżumand-banu, późniejszą parę cesarską Szahdżahan i Mumtaz. Sir Thomas Roe umiejętnie wykorzystał niestabilność psychiczną cesarza i jego coraz bardziej widoczny brak rozeznania w zawiłościach politycznych. Dżahangir musiał być nieźle pijany, naćpany, lub jedno i drugie, kiedy w lutym 1619 roku podyktował i podpisał list następującej treści: Wydałem rozkaz wszystkim królestwom i wszystkim portom w moich posiadłościach przyjmowania wszystkich kupców angielskiej narodowości jako poddanych mego przyjaciela [Jakuba I], tak aby w każdym miejscu, w którym zechcą się osiedlić, zgotowano im odpowiednie przyjęcie oraz zagwarantowano pobyt wolny od niewygód i bezpieczny oraz zapewniono swobodę sprzedawania i kupowania wszelkich towarów bez jakichkolwiek ograniczeń. Brytyjczycy do dziś posiadają ten dokument.
Kompania Wschodnioindyjska wykorzystała jego niestabilność i coraz bardziej widoczny brak rozeznania i orientacji w zawiłościach politycznych. Wysłała swego przedstawiciela z misją uzyskania cesarskiego firmanu, dekretu zezwalającego na handel. Sir Thomas Roe przybył na dwór cesarski pod koniec 1615 roku. Miał ze sobą listy uwierzytelniające króla Jakuba I, gażę 600 funtów rocznie, kapelana i lekarza w swojej świcie oraz opłaconą służbę. Spędził w Indiach trzy lata, głównie na dworze w Adżmerze, gdzie poznał księcia Churram i Ardżumand-banu. Dżahangir musiał być nieźle pijany, naćpany, lub jedno i drugie, kiedy w lutym 1619 roku podyktował i podpisał list następującej treści: Wydałem rozkaz wszystkim królestwom i wszystkim portom w moich posiadłościach przyjmowania wszystkich kupców angielskiej narodowości jako poddanych mego przyjaciela [Jakuba I], tak aby w każdym miejscu, w którym zechcą się osiedlić, zgotowano im odpowiednie przyjęcie oraz zagwarantowano pobyt wolny od niewygód i bezpieczny oraz zapewniono swobodę sprzedawania i kupowania wszelkich towarów bez jakichkolwiek ograniczeń.Do Europy zaczęły napływać: opium, indygo do barwienia tkanin, muśliny, jedwabie i brokaty, diamenty, pieprz, imbir, masło indyjskie (ghee, masło sklarowane), cukier z trzciny cukrowej, laka, saletra do wyrobu prochu strzelniczego i wiele innych towarów.
Rolland, Romain Ramakrishna, Romain Rolland
Na Zachodzie Ramakrishna zyskał dużą popularność, w Stanach Zjednoczonych dzięki Wiwekanandzie, a we Francji — dzięki biografii Romain Rollanda La vie de Ramakrishna, wydanej w 1929 roku; na tej księdze wychowały się całe pokolenia francuskich miłośników Indii. Także dzięki Jean Herbertowi, który popularyzował dzieło wielu wybitnych mędrców indyjskich. W Polsce pozostaje wciąż mało znany.
Romain Rolland był zafascynowany sztuką teatralną i muzyką na długo przedtem zanim spotkał Rabindranatha Tagore, a przecież podobnie jak bengalski Poeta pragnął kształtować u przychodzącego do teatru widza wrażliwość na dobro, piękno i prawdę. Opiewał świat pokoju i braterstwa zamiast nienawiści na długo przedtem zanim spotkał Mahatmę Gandhiego i poznał jego ideały non-violence i nieposłuszeństwa obywatelskiego. Zbulwersowany zmierzchem Europy wskutek wybuchu bratobójczej I Wojny Światowej, przeciwstawiał się agresji, podobnie jak Gandhi, jedyną możliwą bronią — nieustępliwym głoszeniem pacyfizmu i wzajemnego szacunku między narodami. Za manifest przeciwko tej wojnie, Au-dessus de la mélee, Wyżej niż zamęt, oraz za Jana Krzysztofa, otrzymał w 1915 roku literacką Nagrodę Nobla. Pisarz spotkał się z Rabindranathem Tagore i Mahatmą Gandhim w 1931 roku w Szwajcarii, gdzie mieszkał na emigracji.
Roy Ram Mohan Rabindranath Tagore
Ród Tagore z Kalkuty był jednym z tych wyśmienitych rodów, które w XIX wieku, mimo obecności Anglików, pracowały nad kształtem Indii całkowicie indyjskich. Jego dziadek Dvarkanath Tagore i wielki Ram Mohan Roy założyli w 1830 roku „Brahmo Samaj”, ruch teistyczny łączący elementy tradycji hinduskiej, islamskiej i chrześcijańskiej, odrzucający kult obrazków i idolatrię. Ruch ten był elitarny i nie miał wielkiego zasięgu ani większego wsparcia, nawet wśród średniej klasy rodzącego się w Kalkucie indyjskiego mieszczaństwa, nie mówiąc o biedniejszych warstwach społecznych, ale wpłynął pośrednio i w czasach dużo późniejszych na odnowienie myśli i religii hinduskiej i otworzył nowe horyzonty. Przede wszystkim, Bengalczycy zogniskowani wokół Ram Mohan Roya, Dvarkanatha i Debendranatha Tagore, jak później wokół Rabindranatha, zajęli się sprawami społecznymi walcząc o zniesienie niesprawiedliwości generowanych przez system warnowy, promowali filantropię, namawiali do akcji charytatywnych, budowali za swoje pieniądze nowe świątynie hinduskie, a restaurowali stare, zakładali szkoły i ochronki dla biednych dzieci, organizowali szpitale i wsparcie finansowe dla najbiedniejszych. Wnieśli wielki wkład w emancypację kobiet poprzez nakłanianie kobiet do nauki i pracy. Rodzina Tagore nie potępiała systemu warnowego jako takiego, lecz walczyła o jego prawidłowe zrozumienie, takie jakie miał w czasach historycznych. Uważali, że jego nieprawidłowe funkcjonowanie bierze się z nadużywania władzy przez warny wyższe, czyli z braku wiedzy o tym, czym jest dharma, a nieumiejętność samoobrony warn niższych pochodzi z braku wiedzy o tym, na czym polega elementarna godność ludzka — to właśnie rodzi niesprawiedliwość społeczną.
Sahib Chan sati
Kiedy został zabity dzielny Dżaj Mal, Radżputowie wycofali się, zebrali radę i wybrali na swego dowódcę młodego, szesnastoletniego Patę. Ten, uważając, iż bitwa była ostatecznie przegrana, zarządził dżauhar. Zapłonęły stosy w domach radżpuckich dowódców — Paty, Sahiba Chana z klanu Rathor, Isara Chana z klanu Czauhan oraz wielu innych, i tak trzysta ich żon, konkubin i służących weszło dobrowolnie w ogień, a wśród nich dziewięć żon dowódców klanów oraz pięć hinduskich księżniczek…
Salabut Chan Wellington
W załączeniu przesyłam czek (…) na sumę tysiąca pagod, którą to sumę pozostawiam do dyspozycji Wysokiego Sądu w Seringapatam, z przeznaczeniem dla Salabuta Chana, syna nieżyjącego Dhundiah Wagha. Życzę sobie, aby Wysoki Sąd objął opiekuństwo nad wymienionym Salabutem-chanem i dopilnował jego wykształcenia, którego koszty mają być pokryte z powyższej sumy dwustu pagod, już na ten cel złożonych na ręce pułkownika…
Salim Akbar
Od początku wiadomo było, że bez rozwiązania kwestii radżpuckiej nie można było w pełni sprawować kontroli nad Niziną Hindustańską — zastosował więc nową politykę wobec Radżputów. W 1562 wprowadził do haremu kobietę ze starego radżpuckiego klanu, córkę radży Bihari Mal z Amberu. Nie tylko nie zmusił jej do przejścia na islam, ale pozwolił swobodnie wyznawać swoją religię (była wyznawcą Kriszny). Oficjalnie nazywano ją Mariam uz-Zamani, historycy dali jej na imię Dżodabai. To ona, czystej krwi hinduska, powiła w 1569 roku księcia Salima, następcę tronu. Tego samego roku, by przypodobać się nowej małżonce, zakazał brania w jasyr hinduskich kobiet i dzieci. Zabronił ślubów dzieci poniżej 12-tu lat.
[...]
Wielką innowacją był więc pomysł Akbara na stałą rezydencję, pałac cesarski, który przetrwałby dłużej niż krucha materia namiotowej plandeki. Na miejsce budowy nowej stolicy imperium wybrał wioskę Sikri — chciał być jak najbliżej mędrca sufi, Salima. Budowę rozpoczął w 1570 roku — urocze pawilony i ażurowe pałacyki z czerwonego piaskowca rozlokowane w artystycznym nieładzie i tak bardziej przypominają obóz namiotów niż pałac cesarski. Po wielkim zwycięstwie nad Gudżaratem, w 1572 roku, co pozwoliło przejąć szlaki handlowe wiodące do „rodzimej” Persji, cesarz nazwał plac budowy Fatehpur — Miasto Zwycięstwa, a na bramie wielkiego cesarskiego meczetu, Dżama Masdżid, kazał umieścić werset perskiego poety (a może swój własny?): Świat jest mostem, przejdź po nim, ale nie buduj na nim. Ten, kto ma nadzieję na godzinę, może mieć nadzieję na wieczność. Świat jest tylko godziną, spędź ją w pobożności, reszta jest niewidzialna.
[...]
Wielką innowacją był więc pomysł Akbara na stałą rezydencję, pałac cesarski, który przetrwałby dłużej niż krucha materia namiotowej plandeki. Na miejsce budowy nowej stolicy imperium wybrał wioskę Sikri — chciał być jak najbliżej mędrca sufi, Salima. Budowę rozpoczął w 1570 roku — urocze pawilony i ażurowe pałacyki z czerwonego piaskowca rozlokowane w artystycznym nieładzie i tak bardziej przypominają obóz namiotów niż pałac cesarski. Po wielkim zwycięstwie nad Gudżaratem, w 1572 roku, co pozwoliło przejąć szlaki handlowe wiodące do „rodzimej” Persji, cesarz nazwał plac budowy Fatehpur — Miasto Zwycięstwa, a na bramie wielkiego cesarskiego meczetu, Dżama Masdżid, kazał umieścić werset perskiego poety (a może swój własny?): Świat jest mostem, przejdź po nim, ale nie buduj na nim. Ten, kto ma nadzieję na godzinę, może mieć nadzieję na wieczność. Świat jest tylko godziną, spędź ją w pobożności, reszta jest niewidzialna.
Satiunnisa Tadż Mahal
Szahdżahan lubi najdrobniejsze szczegóły. Przyswaja je sobie dzięki wrodzonym zdolnościom i pilnej pracy. Znając jego słabości i rzeczywiste potrzeby — są razem już 16 lat — Mumtaz organizuje mu wspaniale pracujący sekretariat: bezpieczny, dokładny i przyjemny. Przekształca harem w prawdziwą instytucję, niebawem niezbędną i niezastąpioną w prowadzeniu spraw państwowych. Harem zawsze był najlepiej strzeżonym miejscem na dworze, tam umieszczano skarbiec cesarski, tam kobiety z bogatych rodów trzymały rodzinne kosztowności. Nie do pomyślenia, by w haremie mogli kręcić się obcy mężczyźni, co zmniejszało liczbę potencjalnych zabójców i szpiegów z zewnątrz. Dzięki kobietom, które widzą i wiedzą wszystko, gdyż sprawują pieczę nad sprawami i sprawkami swych mężów, kochanków, synów i pasierbów, cesarzowa szybko podchwytuje sznurki kluczowych politycznych spraw i ekonomicznych interesów. Informacje zbiera błyskawicznie — w cesarskim haremie zawsze przebywa choć jedna przedstawicielka liczącego się w państwie arystokratycznego rodu, często sama będąc zakładniczką tej czy innej racji stanu. Mumtaz jest na dworze w pełni obecna. Jest nie tylko żoną i matką, dała już cesarzowi aż czterech dorodnych synów, zostaje jego doradcą i powiernicą tajnych spraw, jest współ-władczynią. Prowadzi własną politykę, którą jest wyciszanie wszelkich konfliktów, zwłaszcza religijnych między hindusami a muzułmanami. Podczas ważnych politycznych obrad wypowiada dyskretnym szeptem, spod zasłony pardy, słowa skierowane prosto do cesarskiego ucha, słowa otuchy, nagany czy porady. Ostrzega, mobilizuje i podrzuca niebanalne pomysły. Pod jej czujnym okiem pracują same wykształcone kobiety, głównie Persjanki, a we wszystkim pomaga jej Satiunnisa, Grot Dzidy Między Niewiastami, obdarzona godnością strażniczki pieczęci cesarzowej. Jaka szkoda, że ten Grot pochodzący z perskiej rodziny uczonych i lekarzy — sama będąca znakomitą lekarką — bardziej zasłynęła na dworze jako deklamatorka Koranu i perskiej poezji, niż strażniczka zdrowia cesarzowej.
Scindia Madhavrao Stany Książęce Indii
Maharadża Madhavrao Scindia, ówczesny Minister Turystyki, zginął w wypadku samolotowym w październiku 2001 roku. Miasto zorganizowało swemu władcy pompatyczne pożegnanie i trwało w żałobie przez cały tydzień — nie handlowano w sklepach i na targach (ponosząc „straty”), mieszkańcy składali kondolencje rodzinie w otwartym pałacu, a stos kremacyjny zapłonął w ogrodach pałacowych. Przybyli ministrowie z Delhi.
Shruti Gurkhowie
Dnia 1 czerwca 2001 roku w piątek rodzina królewska spotkała się na zwyczajowej kolacji w Domu Królewskim w Katmandu (nie w pałacu). Przy obszernym stole w jadalni zasiedli: król Birendra, królowa-matka, rodzicielka trzech braci, z których najstarszy był królem, drugi był nieobecny, a trzeci siedział przy stole z żoną, pochodzącą również z rodu Ranów, obok nich siedział trzydziestoletni syn z żoną, pochodzącą z rodu maharadżów Scindia z Gwalior z dwójką dzieci, siedmioletnim wnukiem i dziesięcioletnią wnuczka trzeciego brata królewskiego, wreszcie królowa Aiswarya, pochodząca z rodziny Ranów i jej syn Dipendra, ówczesny następca tronu, kawaler, z młodszym bratem Nirayanem i siostrą Shruti. Razem dwanaście osób najbliższej rodziny, a pięć innych ofiar masakry należało do rodziny dalszej.
Sipehr Szikoh Dara Szikoh
Miał właśnie żenić się ze swą kuzynką Nadirą-begam, córką księcia Parweza, brata cesarza, obrzydliwego pijaka. Wtedy wydarzyła się największa rodzinna tragedia — umarła Mumtaz. Uroczystości weselne przesunięto o dwa lata, ale potem nie szczędzono już przepychu, wesele kosztowało trzy miliony rupii, z czego połowę zapłaciła Dżahanara. Nigdy nie zawarł innego związku małżeńskiego. Z Nadirą mieli ośmioro dzieci, w tym pięknego Sulajmana Szikoha i Sipehr Szikoha.
[...]
Został zasztyletowany tej samej nocy, 30 sierpnia 1659, w celi więziennej na oczach młodego Sipehra Szikoha, po czym odrąbano mu głowę. Następnego ranka jego bezgłowe ciało obwożono na słoniu po ulicach Delhi, zwłok nie umyto, nie zawinięto w całun, nie odprowadzono w uroczystym orszaku do grobu godnego księcia — zostało wrzucone w otchłań grobowca cesarza Humajuna, bezimiennie. Głowę Dary Szikoha podobno Aurangzeb odesłał w beczce z solą Szahdżahanowi. Miała zostać rzucona na łono nieszczęsnej matki, do grobowca Tadż Mahal.
[...]
Piękny jak obrazek syn Dary, Sulajman Szikoh, który z powodzeniem zarządzał księstwem Srinagar w Kaszmirze, został pojmany i osadzony w więzieniu Salimgarh w Delhi. Doprowadzony przed oblicze wuja-cesarza na diwan-i-khas, postawny, wykwintny i jak zawsze dobrze ułożony, uprzejmie poprosił, że gdyby zamierzano dawać mu do picia poust, to pokornie prosi o natychmiastowe skazanie go na śmierć. Osadzony w Gwalior dostawał codziennie kubek poustu i póki go nie wypił, nie dawano mu nic do jedzenia — wywar z mlecznego soku maku lekarskiego był klasyczną trucizną dla rodziny cesarskiej, picie tego napoju powodowało utajoną, powolną śmierć, ofiary stopniowo chudły, popadały w apatię, a w końcu w otępienie i ogłupienie. Spędził półtora roku w fortecy, po czym uduszono go. Miał 26 lat. Czternastoletni Sipehr Szikoh, świadek zabójstwa ojca, został osadzony w fortecy Gwalior, gdzie spędził dwanaście lat, następnie ożeniono go z jedną z córek Aurangzeba, po czym znika z kart historii w wieku 30 lat. Nie wiadomo, co stało się się z córkami, pewnie trafiły do haremu Aurangzeba i odeszły w niepamięć, bezimienne.
[...]
Został zasztyletowany tej samej nocy, 30 sierpnia 1659, w celi więziennej na oczach młodego Sipehra Szikoha, po czym odrąbano mu głowę. Następnego ranka jego bezgłowe ciało obwożono na słoniu po ulicach Delhi, zwłok nie umyto, nie zawinięto w całun, nie odprowadzono w uroczystym orszaku do grobu godnego księcia — zostało wrzucone w otchłań grobowca cesarza Humajuna, bezimiennie. Głowę Dary Szikoha podobno Aurangzeb odesłał w beczce z solą Szahdżahanowi. Miała zostać rzucona na łono nieszczęsnej matki, do grobowca Tadż Mahal.
[...]
Piękny jak obrazek syn Dary, Sulajman Szikoh, który z powodzeniem zarządzał księstwem Srinagar w Kaszmirze, został pojmany i osadzony w więzieniu Salimgarh w Delhi. Doprowadzony przed oblicze wuja-cesarza na diwan-i-khas, postawny, wykwintny i jak zawsze dobrze ułożony, uprzejmie poprosił, że gdyby zamierzano dawać mu do picia poust, to pokornie prosi o natychmiastowe skazanie go na śmierć. Osadzony w Gwalior dostawał codziennie kubek poustu i póki go nie wypił, nie dawano mu nic do jedzenia — wywar z mlecznego soku maku lekarskiego był klasyczną trucizną dla rodziny cesarskiej, picie tego napoju powodowało utajoną, powolną śmierć, ofiary stopniowo chudły, popadały w apatię, a w końcu w otępienie i ogłupienie. Spędził półtora roku w fortecy, po czym uduszono go. Miał 26 lat. Czternastoletni Sipehr Szikoh, świadek zabójstwa ojca, został osadzony w fortecy Gwalior, gdzie spędził dwanaście lat, następnie ożeniono go z jedną z córek Aurangzeba, po czym znika z kart historii w wieku 30 lat. Nie wiadomo, co stało się się z córkami, pewnie trafiły do haremu Aurangzeba i odeszły w niepamięć, bezimienne.
Sulajman Szikoh Dara Szikoh
Miał właśnie żenić się ze swą kuzynką Nadirą-begam, córką księcia Parweza, brata cesarza, obrzydliwego pijaka. Wtedy wydarzyła się największa rodzinna tragedia — umarła Mumtaz. Uroczystości weselne przesunięto o dwa lata, ale potem nie szczędzono już przepychu, wesele kosztowało trzy miliony rupii, z czego połowę zapłaciła Dżahanara. Nigdy nie zawarł innego związku małżeńskiego. Z Nadirą mieli ośmioro dzieci, w tym pięknego Sulajmana Szikoha i Sipehr Szikoha.
[...]
Piękny jak obrazek syn Dary, Sulajman Szikoh, który z powodzeniem zarządzał księstwem Srinagar w Kaszmirze, został pojmany i osadzony w więzieniu Salimgarh w Delhi. Doprowadzony przed oblicze wuja-cesarza na diwan-i-khas, postawny, wykwintny i jak zawsze dobrze ułożony, uprzejmie poprosił, że gdyby zamierzano dawać mu do picia poust, to pokornie prosi o natychmiastowe skazanie go na śmierć. Osadzony w Gwalior dostawał codziennie kubek poustu i póki go nie wypił, nie dawano mu nic do jedzenia — wywar z mlecznego soku maku lekarskiego był klasyczną trucizną dla rodziny cesarskiej, picie tego napoju powodowało utajoną, powolną śmierć, ofiary stopniowo chudły, popadały w apatię, a w końcu w otępienie i ogłupienie. Spędził półtora roku w fortecy, po czym uduszono go. Miał 26 lat. Czternastoletni Sipehr Szikoh, świadek zabójstwa ojca, został osadzony w fortecy Gwalior, gdzie spędził dwanaście lat, następnie ożeniono go z jedną z córek Aurangzeba, po czym znika z kart historii w wieku 30 lat. Nie wiadomo, co stało się się z córkami, pewnie trafiły do haremu Aurangzeba i odeszły w niepamięć, bezimienne.
[...]
Piękny jak obrazek syn Dary, Sulajman Szikoh, który z powodzeniem zarządzał księstwem Srinagar w Kaszmirze, został pojmany i osadzony w więzieniu Salimgarh w Delhi. Doprowadzony przed oblicze wuja-cesarza na diwan-i-khas, postawny, wykwintny i jak zawsze dobrze ułożony, uprzejmie poprosił, że gdyby zamierzano dawać mu do picia poust, to pokornie prosi o natychmiastowe skazanie go na śmierć. Osadzony w Gwalior dostawał codziennie kubek poustu i póki go nie wypił, nie dawano mu nic do jedzenia — wywar z mlecznego soku maku lekarskiego był klasyczną trucizną dla rodziny cesarskiej, picie tego napoju powodowało utajoną, powolną śmierć, ofiary stopniowo chudły, popadały w apatię, a w końcu w otępienie i ogłupienie. Spędził półtora roku w fortecy, po czym uduszono go. Miał 26 lat. Czternastoletni Sipehr Szikoh, świadek zabójstwa ojca, został osadzony w fortecy Gwalior, gdzie spędził dwanaście lat, następnie ożeniono go z jedną z córek Aurangzeba, po czym znika z kart historii w wieku 30 lat. Nie wiadomo, co stało się się z córkami, pewnie trafiły do haremu Aurangzeba i odeszły w niepamięć, bezimienne.
Sultana Begam Akbar
W cieszącym się sporą swobodą haremie obok kobiet mogolskich żyły hinduski, Persjanki, Ormianki, Chinki i czarnulki… Miał około 20 żon i setkę dzieci, tak piszą dworscy kronikarze. Tylko dwie żony odegrały jakąś rolę u boku cesarza — bezimienna Radżputka z Amberu, która dała mu następcę tronu (po czym zniknęła z historii) oraz kuzynka Salima, Sultana Begam, najpierw konkubina, a od 1561 roku żona i przyjaciółka, która dała mu syna Murada. Danijal urodził się z konkubiny. Trzech synów walczyłoby niechybnie o tron na śmierć i życie, gdyby dwóch z nich nie zapiło się na śmierć, jeszcze za życia Akbara: Murad w kwiecie swych 29 lat, a Danijal — trzydziestu dwóch. Dżahangir, ukochany książę Salim, był przez całe życie alkoholikiem i narkomanem. Wydał dziwny dekret dotyczący własnych córek: księżniczki krwi nie mogły wyjść za mąż, więdły więc na oczach dworu w dusznym haremie — wykształcone, piękne i bogate. Kobiety szanował, ale do władzy nie dopuszczał, najbardziej kochał swoją matkę, Hamidę-begam, której rad chętnie słuchał; zmarła ona zaledwie rok przed cesarzem, w wieku 77 lat.
Suśruta Ajurweda
Jednak cały zasób owej wiedzy przetrwał w późniejszych utworach staroindyjskich lekarzy — Czaraki i Suśruty.
[...]
Drugim znakomitym centrum medycyny było Benares, a Mistrz Suśruta z Benares był również jednym z największych lekarzy, jak twierdzono rówieśnikiem Atreji. Jego praca Suśruta-Samhita, skodyfikowana do trwałego przekazu ustnego około 800 p.n.e., ukazuje zdumiewający poziom staroindyjskiej chirurgii, która była w swoim czasie przykładem bez precedensu. Umiano zoperować zaćmę i usunąć kamienie w pęcherzu moczowym, przeprowadzano sekcje zwłok dla nauczania anatomii. Do zszywania ran jelit posługiwano się dużymi czarnymi, bengalskimi mrówkami. Bardzo wysoki poziom wiedzy dotyczył spraw kobiecych — podano dokładny opis kobiecej miednicy, umiano skorygować złe ułożenie dziecka tuż przed porodem, wykonywano cesarskie cięcie (ale tylko wtedy, gdy kobieta zmarła i należało uratować dziecko).
[...]
Nowoczesne formy narzędzi chirurgicznych mają swoje pierwowzory w dawnych narzędziach, w zbiorze Suśruty opisano 20 ostrych i 101 tępych noży i mówi się o stołach do przeprowadzania operacji.
[...]
Drugim znakomitym centrum medycyny było Benares, a Mistrz Suśruta z Benares był również jednym z największych lekarzy, jak twierdzono rówieśnikiem Atreji. Jego praca Suśruta-Samhita, skodyfikowana do trwałego przekazu ustnego około 800 p.n.e., ukazuje zdumiewający poziom staroindyjskiej chirurgii, która była w swoim czasie przykładem bez precedensu. Umiano zoperować zaćmę i usunąć kamienie w pęcherzu moczowym, przeprowadzano sekcje zwłok dla nauczania anatomii. Do zszywania ran jelit posługiwano się dużymi czarnymi, bengalskimi mrówkami. Bardzo wysoki poziom wiedzy dotyczył spraw kobiecych — podano dokładny opis kobiecej miednicy, umiano skorygować złe ułożenie dziecka tuż przed porodem, wykonywano cesarskie cięcie (ale tylko wtedy, gdy kobieta zmarła i należało uratować dziecko).
[...]
Nowoczesne formy narzędzi chirurgicznych mają swoje pierwowzory w dawnych narzędziach, w zbiorze Suśruty opisano 20 ostrych i 101 tępych noży i mówi się o stołach do przeprowadzania operacji.
Swaminathan Monkombu Sambasivan M.S. Swaminathan
Motorem akcji zwanej zieloną rewolucją była ekonomiczna motywacja zysku i regulacja rynku. Agronom z Teksasu — Norman Borlaug, laureat pokojowej nagrody Nobla z 1970 roku, wprowadził biologicznie zmodyfikowane odmiany zbóż, zwłaszcza ryżu i kukurydzy, które dla Swaminathana okazały się kluczem do indyjskiej drogi naprawy rolnictwa. Rewolucję rozpoczęto w Pendżabie, przy wielkim zaangażowaniu Sikhów, a następnie wprowadzono w Tamil Nadu i innych regionach.
[...]
Pierwszy etap zielonej rewolucji pozwolił przezwyciężyć głód, następnie jej twórca, dr Swaminathan, nauczał jak przezwyciężyć biedę, a jego kolejną rewolucją jest dziś ekonomia godności — kombinacja naukowych nowości, praw rynku, indywidualnej przedsiębiorczości i eksperymentowania oraz etyki Mahatmy Gandhiego.
[...]
W wiosce Kizhoor, koło Pondicherry, wieśniacy zbierają ryż trzy razy do roku (zamiast dwóch), a pariasi zajęli się hodowaniem ryb w stawie znajdującym się — jak się okazało — na ich terenie i przez nikogo nie używanym (wcześniej pariasi nie wiedzieli, że mogą tym się zajmować), kobiety zaś uprawiają pieczarki i grzyby poszukiwane przez chińskie restauracje w Pondicherry. Swaminathan udowadnia, że wiedza daje ekonomiczną stabilność i rozeznanie w rynku. W zorganizowanej przez niego na terenie Tamil Nadu sieci biowiosek ogromną rolę odgrywa Internet. Dzięki Internetowi założona w 1995 roku organizacja MSSRF (M.S. Swaminathan Research Foundation) znana jest na całym świecie. Ten „guru techniczny”, nauczający z własnej woli i inicjatywy, stymulujący i wspierający przedsiębiorczość oddolną, nie działa w próżni — bierze na przykład pod uwagę i system dżati, i na wskroś indyjską mentalność nieufności wobec polityków, działaczy i Państwa jako takiego. Dla wieśniaków ważne jest tylko zaufanie do nauczyciela i własne doświadczenie.
[...]
Wprowadzona przez niego „ekonomia godności” pozwala wzbogacać się biednym rolnikom, a nie organizacjom państwowym. W Indiach niczego nie da się wprowadzić rozkazem czy ustawą, pozytywne rezultaty można osiągnąć jedynie pracą u podstaw — rolnik sam z siebie musiał przekonać się o lepszej rentowności nowych ziaren. Swaminathan działa w duchu Mahatmy Gandhiego, który uważał, że rozwój mierzy się dobrobytem indywidualnego człowieka, a nie bogactwem Państwa. Indie pokazują, że XXI wiek będzie wiekiem małych dobrych rzeczy, w odróżnieniu od europejsko-amerykańskiej manii wielkości XX wieku, który obok wielkich projektów zrodził także katastrofy (Auschwitz, Hiroszima, Czernobyl).
[...]
Pierwszy etap zielonej rewolucji pozwolił przezwyciężyć głód, następnie jej twórca, dr Swaminathan, nauczał jak przezwyciężyć biedę, a jego kolejną rewolucją jest dziś ekonomia godności — kombinacja naukowych nowości, praw rynku, indywidualnej przedsiębiorczości i eksperymentowania oraz etyki Mahatmy Gandhiego.
[...]
W wiosce Kizhoor, koło Pondicherry, wieśniacy zbierają ryż trzy razy do roku (zamiast dwóch), a pariasi zajęli się hodowaniem ryb w stawie znajdującym się — jak się okazało — na ich terenie i przez nikogo nie używanym (wcześniej pariasi nie wiedzieli, że mogą tym się zajmować), kobiety zaś uprawiają pieczarki i grzyby poszukiwane przez chińskie restauracje w Pondicherry. Swaminathan udowadnia, że wiedza daje ekonomiczną stabilność i rozeznanie w rynku. W zorganizowanej przez niego na terenie Tamil Nadu sieci biowiosek ogromną rolę odgrywa Internet. Dzięki Internetowi założona w 1995 roku organizacja MSSRF (M.S. Swaminathan Research Foundation) znana jest na całym świecie. Ten „guru techniczny”, nauczający z własnej woli i inicjatywy, stymulujący i wspierający przedsiębiorczość oddolną, nie działa w próżni — bierze na przykład pod uwagę i system dżati, i na wskroś indyjską mentalność nieufności wobec polityków, działaczy i Państwa jako takiego. Dla wieśniaków ważne jest tylko zaufanie do nauczyciela i własne doświadczenie.
[...]
Wprowadzona przez niego „ekonomia godności” pozwala wzbogacać się biednym rolnikom, a nie organizacjom państwowym. W Indiach niczego nie da się wprowadzić rozkazem czy ustawą, pozytywne rezultaty można osiągnąć jedynie pracą u podstaw — rolnik sam z siebie musiał przekonać się o lepszej rentowności nowych ziaren. Swaminathan działa w duchu Mahatmy Gandhiego, który uważał, że rozwój mierzy się dobrobytem indywidualnego człowieka, a nie bogactwem Państwa. Indie pokazują, że XXI wiek będzie wiekiem małych dobrych rzeczy, w odróżnieniu od europejsko-amerykańskiej manii wielkości XX wieku, który obok wielkich projektów zrodził także katastrofy (Auschwitz, Hiroszima, Czernobyl).
Swarnamukhi, Kumari świątynie tamilskie
Jednak możliwe okazało się odtworzenie 108 karan, wszystkich pozycji tańca Śiwy, dzięki odczytaniu języka ciała statuetek wykutych w kamieniu. Najlepsze i najpiękniejsze statuetki przedstawiające ów taniec znajdują się w świątyni Nataradży w Czidambaram. Trudniejszym zadaniem okazało się odtworzenie samego ruchu, a mianowicie połączenie statycznych pozycji w sekwencję taneczną. Dzisiaj, tancerki różnie interpretują ten taniec — jedne wykonują tylko czyste pozycje karana, nie dodając ruchu z obawy przed zdradą sztuki, inne — zdobywają się na kreację artystyczną i ośmielają przetworzyć karany w ruch dynamiczny. Jedną z pionierek w tej dziedzinie była francuska tancerka Menaka de Mahodaya, która wraz z indyjską tancerką Kumari Swarnamukhi i jej ojcem, odtworzyła w latach 70. XX wieku 47 na 108 pozycji tańca Śiwy. Karany w niczym nie przypominają ani ruchu, ani układów choreograficznych obmyślonych dla tańca Bharata Natyam.
Szaista Chan Marathowie
Śiwadżi próbował nawiązać kontakty z Aurangzebem, gdy ten był gubernatorem Dekanu, nawet zaproponował przejście na służbę mogolską w zamian za uznanie go zwierzchnikiem Maharashtry. Aurangzeb nie wykazał zainteresowania propozycją, uważając marackiego przywódcę za osobę bez większych wpływów. Jako cesarz wysłał jednak ekspedycję wojskową pod dowództwem swego wuja Szaisty Chana, brata cesarzowej Mumtaz, by uspokoić zapędy Marathów. W 1663 roku Śiwadżi przeprowadził śmiały nocny atak (nigdy nie prowadzono operacji wojskowych w nocy, gdyż noc należała do sił demonicznych) na oddziały mogolskie i odniósł wspaniałe zwycięstwo. Zginął wtedy syn Szaisty Chana i wielu wyższych dowódców. Legenda przypisuje mu nocne wtargnięcie do sypialni Szaisty i obcięcie mu podczas snu trzech palców u ręki jako znak swej bytności. W kolejnych atakach i zmyślnie zastawionych zasadzkach Śiwadżi ukazał cały kunszt nowoczesnego myślenia strategicznego — unikał ataków frontalnych, cenił swoich żołnierzy więc nie wysyłał ich na bezmyślne akcje, działał z zaskoczenia. Niedługo po pierwszych sukcesach zrabował port Surat i zdobył wielkie łupy, które pozwoliły mu stworzyć i uzbroić regularną partyzantkę. Aurangzeb uznał go za godnego przeciwnika i zaprosił na durbar do Agry na rokowania pokojowe. Jednak Śiwadżi otrzymał tam bardzo niskie miejsce w hierarchii stawienia się przed oblicze cesarza, czekał na audiencję zbyt długo i wreszcie uciekł z cesarskiego dworu (legenda chce, żeby salwował się ucieczką bezpośrednio do Jamuny na oczach gości i samego cesarza). Zmylił oczywiście pogoń i uszedł bez szwanku. W kolejnych latach prowadził wiele wypraw łupieżczych na tereny leżące poza Maharashtrą, ale także rozszerzał swoją władzę na drodze układów pokojowych z lokalnymi możnowładcami.
Szudża Anglicy w Indiach, Szahdżahan, Tadż Mahal
To od Bengalu Robert Clive zaczął więc budować podwaliny pod przyszłe imperium brytyjskie. Bengal, Bihar i Orissa od czasów Akbara były jedną silną, świetnie zagospodarowaną i administracyjnie dobrze zorganizowaną prowincją, zarządzaną bezpośrednio przez drugiego syna cesarskiego (pierwszy był następcą tronu) — było to jedno z najwyższych i najbardziej odpowiedzialnych stanowisk na dworze, a prowincja była tak bogata, że cesarze nigdy nie chcieli jej oddać w obce ręce. Szudża, syn Szahdżahana i brat Aurangzeba, został namiestnikiem Bengalu, Biharu i Orissy gdy miał 26 lat i wkrótce stał się niekoronowanym władcą Indii Wschodnich, zaś w czasie wojny sukcesyjnej rzeczywiście koronował się na cesarza, zanim uciekł przed bratem w kierunku Chittagongu. Prowincja urosła w siłę i uniezależniła się od cesarstwa, pozostając pod zarządem wysokich urzędników, którzy utworzyli dynastię muzułmańskich nababów, pozwalając zasiadać na niższych stanowiskach państwowych rodowitym Bengalczykom. Na terenie Bengalu zawsze istniała wielka sieć bazarów, na których kupcy muzułmańscy i hinduscy wymieniali towary pochodzące ze wszystkich regionów Indii. W Bengalu uprawiano ryż i rośliny strączkowe oraz morwę do hodowli jedwabników, w Biharze — pszenicę i opium. W wymianie handlowej uczestniczyli nie tylko Hindusi, ale także Arabowie i muzułmanie indyjscy oraz wszyscy Europejczycy. Tak więc Bengal miał w XVII wieku kwitnącą gospodarkę, dobrze rozwiniętą wymianę handlową i sieć przedsiębiorstw finansowych, służących pożyczkami i zabezpieczeniami. Niezależność Bengalu została jednak zaprzepaszczona przez samego władcę. Młody Siradż ud-Daula zajął nierozważnie w 1756 roku Fort William, koło Kalkuty, bastion Albionu, co wywołało panikę i wściekłość Anglików. Robert Clive odzyskał Fort w roku następnym, a nababowi wydał ostateczną bitwę pod Palasi. Chaos w Bengalu trwał do 1764 roku, kiedy w bitwie pod Buksor wojsko Kompanii pokonało kolejnego władcę, wezyra. W 1765 roku Kompania podpisała traktaty pokojowe z cesarzem mogolskim w Delhi, który nadał jej tytuł nababa Bengalu, włączając Kompanię w struktury imperium mogolskiego. Punkt ciężkości rodzącego się imperium brytyjskiego przeniósł się z zachodniego wybrzeża do Indii Wschodnich, do Bengalu i późniejszej Prezydentury Madras, obejmującej Karnatakę (państwo Majsur) i Tamil Nadu. Bombaj ustąpił na jakiś czas miejsca Kalkucie. Dopiero za Radżu brytyjskiego Bombaj zyskał na znaczeniu, a Kalkuta nic na tym nie straciła.
Kolejny syn to Szudża (1616). Miał zmysłową urodę lekkoducha, był dobrze wykształcony i inteligentny, ale znudzony wykwintnym życiem dworu, pobłażał wszystkim swoim zachciankom. Nie interesował się ani sprawami ducha czy religii, ani polityką. Zapisano w kronikach, że nie odznaczał się żadnym talentem z wyjątkiem umiejętności korzystania z życia. Był sybarytą, a zabawy w napady na nieprzyjacielskie cytadele wyraźnie go nudziły. Gdy miał 26 lat ojciec zrobił go namiestnikiem Bengalu, Biharu i Orissy i wkrótce stał się niekoronowanym władcą Indii Wschodnich. Ale zmarniał z dala od głównego nurtu historii. W czasie wojny sukcesyjnej uciekł przed bratem w tropikalną dżunglę w okolice Czittagongu, gdzie prawdopodobnie zginął wraz z całym oddziałem wojskowym. Miał 43 lata. Aurangzeb nie zaznał spokoju do końca życia, bojąc się zemsty, nigdy bowiem nie odnaleziono ciała Szudży.
dzieci Szahdżahana: Dżahanara, Dara Szikoh, Szudża, Rauszanara, Aurangzeb, Murad i Gauharara
Tagore, Debendranath Rabindranath Tagore
Ród Tagore z Kalkuty był jednym z tych wyśmienitych rodów, które w XIX wieku, mimo obecności Anglików, pracowały nad kształtem Indii całkowicie indyjskich. Jego dziadek Dvarkanath Tagore i wielki Ram Mohan Roy założyli w 1830 roku „Brahmo Samaj”, ruch teistyczny łączący elementy tradycji hinduskiej, islamskiej i chrześcijańskiej, odrzucający kult obrazków i idolatrię. Ruch ten był elitarny i nie miał wielkiego zasięgu ani większego wsparcia, nawet wśród średniej klasy rodzącego się w Kalkucie indyjskiego mieszczaństwa, nie mówiąc o biedniejszych warstwach społecznych, ale wpłynął pośrednio i w czasach dużo późniejszych na odnowienie myśli i religii hinduskiej i otworzył nowe horyzonty. Przede wszystkim, Bengalczycy zogniskowani wokół Ram Mohan Roya, Dvarkanatha i Debendranatha Tagore, jak później wokół Rabindranatha, zajęli się sprawami społecznymi walcząc o zniesienie niesprawiedliwości generowanych przez system warnowy, promowali filantropię, namawiali do akcji charytatywnych, budowali za swoje pieniądze nowe świątynie hinduskie, a restaurowali stare, zakładali szkoły i ochronki dla biednych dzieci, organizowali szpitale i wsparcie finansowe dla najbiedniejszych. Wnieśli wielki wkład w emancypację kobiet poprzez nakłanianie kobiet do nauki i pracy. Rodzina Tagore nie potępiała systemu warnowego jako takiego, lecz walczyła o jego prawidłowe zrozumienie, takie jakie miał w czasach historycznych. Uważali, że jego nieprawidłowe funkcjonowanie bierze się z nadużywania władzy przez warny wyższe, czyli z braku wiedzy o tym, czym jest dharma, a nieumiejętność samoobrony warn niższych pochodzi z braku wiedzy o tym, na czym polega elementarna godność ludzka — to właśnie rodzi niesprawiedliwość społeczną.
Tagore, Dvarkanath Rabindranath Tagore
Ród Tagore z Kalkuty był jednym z tych wyśmienitych rodów, które w XIX wieku, mimo obecności Anglików, pracowały nad kształtem Indii całkowicie indyjskich. Jego dziadek Dvarkanath Tagore i wielki Ram Mohan Roy założyli w 1830 roku „Brahmo Samaj”, ruch teistyczny łączący elementy tradycji hinduskiej, islamskiej i chrześcijańskiej, odrzucający kult obrazków i idolatrię. Ruch ten był elitarny i nie miał wielkiego zasięgu ani większego wsparcia, nawet wśród średniej klasy rodzącego się w Kalkucie indyjskiego mieszczaństwa, nie mówiąc o biedniejszych warstwach społecznych, ale wpłynął pośrednio i w czasach dużo późniejszych na odnowienie myśli i religii hinduskiej i otworzył nowe horyzonty. Przede wszystkim, Bengalczycy zogniskowani wokół Ram Mohan Roya, Dvarkanatha i Debendranatha Tagore, jak później wokół Rabindranatha, zajęli się sprawami społecznymi walcząc o zniesienie niesprawiedliwości generowanych przez system warnowy, promowali filantropię, namawiali do akcji charytatywnych, budowali za swoje pieniądze nowe świątynie hinduskie, a restaurowali stare, zakładali szkoły i ochronki dla biednych dzieci, organizowali szpitale i wsparcie finansowe dla najbiedniejszych. Wnieśli wielki wkład w emancypację kobiet poprzez nakłanianie kobiet do nauki i pracy. Rodzina Tagore nie potępiała systemu warnowego jako takiego, lecz walczyła o jego prawidłowe zrozumienie, takie jakie miał w czasach historycznych. Uważali, że jego nieprawidłowe funkcjonowanie bierze się z nadużywania władzy przez warny wyższe, czyli z braku wiedzy o tym, czym jest dharma, a nieumiejętność samoobrony warn niższych pochodzi z braku wiedzy o tym, na czym polega elementarna godność ludzka — to właśnie rodzi niesprawiedliwość społeczną.
Todar Mal Akbar
Odważny i samodzielny, przejął ster rządów gdy miał 17 lat. Nigdy nikomu nie ufał do końca, ale otaczał się wspaniałymi ludźmi, takimi jak dowódca cesarskiej armii Man Singh z Amberu, doradca Todar Mal, biograf i najczulszy przyjaciel Abulfazl czy radża Birbal, hindus, z którym uwielbiał grywać w szachy.
Umadevi Polacy wobec Indii
Maurycy Frydman, (1901-1976), którego losy zagnały do Indii z powodu zawieruchy wojennej, był postacią może mniej barwną, ale nie mniej zasługującą na naszą wdzięczną pamięć. Poza pracą na rzecz Biblioteki Polsko-Indyjskiej i długoletnią braterską przyjaźnią z Umadevi, dokonał bardzo ważnego dzieła, a mianowicie nagrał na taśmy magnetofonowe, a następnie przetłumaczył z języka marathi na angielski i opracował rozmowy z Mistrzem Nisargadattą Maharaj.
Vigne, Jacques Jacques Vigne, Romain Rolland, tłumaczenia
Jacques nazywa siebie sadhaką, samotnym mnichem, podążającym własną ścieżką duchową.
[...]
Jacques przez dwa lata studiował matematykę i fizykę teoretyczną, ale przedmioty te nic mu nie mówiły o człowieku, wybrał przeto medycynę, którą po siedmiu latach studiowania zakończył rozprawą na temat medytacji. Specjalizację z psychiatrii zdobywał w szpitalach paryskich, między innymi w słynnej kuźni talentów psychoanalitycznych, w La Salpetriere, gdzie swego czasu wykładał Charcot, Janet i Freud. Ważnym ogniwem była praca w Algierii — zainteresował się tam mistyką islamu, a sufi, których spotkał, mieli wielki wpływ na późniejsze zainteresowania zawodowe. Studia akademickie zakończył ostatecznie w 1986 roku pracą z psychiatrii na temat mistycznego obłędu i sposobów jego leczenia metodami tradycyjnymi, na przykładzie życia dwóch mistyków — muzułmańskiego sufi i indyjskiego jogina.
[...]
Spotkałam go po raz pierwszy w 1989 roku w Waranasi i miałam to szczęście, że Jacques wybierał się właśnie w podróż do paru aszramów, by dopracować pewne szczegóły do mającej się ukazać pracy porównawczej o indyjskich guru i europejskich terapeutach. Po prostu zabrałam się z nim w tę podróż.
[...]
To była dla mnie klasyczna inicjacja i, co tu gadać, nigdy więcej w życiu nie odbyłam tak wspaniałej pielgrzymki. Jacques okazał się wspaniałym nauczycielem i przewodnikiem, to dzięki niemu poznałam jakieś tam podstawy indyjskiej religii i filozofii i zaczęłam coś niecoś pojmować z wielkich Indii. Odwiedziliśmy niezwykłych ludzi, a najważniejszym dla mnie było spotkanie ze Swami Widżajanandą — szczęśliwy los dozwolił mi usiąść u stóp mistrza i powracać doń wielokrotnie.
[...]
W 1996 roku Jacques odwiedził Polskę: w Krakowie przeprowadził serię zajęć w Szkole Gestalt, a w Katowicach — w Ośrodku Leczenia Odwykowego na temat leczenia uzależnień.
[...]
Od marca 2007 do lutego 2008 Jacques odbył wielkie tournee po Francji i Włoszech, odwiedzając praktycznie wszystkie zaprzyjaźnione ośrodki terapeutyczne, szkoły jogi i medytacji, domy rozwoju wewnętrznego, dzieląc się z innymi swym pięknym doświadczeniem. I znów, od kwietnia 2008, zaszył się w swej ulubionej aszramie w Almora, a może nawet wyżej w pustelni Dhaulchina w Himalajach indyjskich i patrzy na świat z wysokości 7000 metrów, a przed nim roztacza się bajeczny widok na Nanda Devi, najwyższy szczyt Indii. Mówił, że chce medytować przez parę dobrych lat.
[...]
Dwie prace pozostają nieopublikowane, pierwsza to Inde interieure. Aspects du joga, de l'hindouisme et du bouddhisme, Indie wewnętrzne, aspekty jogi, hinduizmu i buddyzmu, ukazująca wciąż nikłe zrozumienie przez umysł europejski filozofii i religii hindu i wszelkie wypływające stąd nieporozumienia. Już tytuł podkreśla tę dychotomię — jeśli Europejczycy znają Indie to najwyżej zewnętrzne, podczas gdy nie mają bladego pojęcia o Indiach wewnętrznych. Pozostająca w maszynopisie praca Violece et monoteisme. Le point de vue de la psychologie, de l'hindouisme et du bouddhisme, Przemoc a monoteizm, punkty widzenia psychologii, hinduizmu i buddyzmu, dotyczy polityki i szeroko pojętego życia doczesnego. Jacques porusza w niej najważniejszą kwestię naszych czasów, a mianowicie terroryzm, fanatyzm i agresję religijną. Stawia dramatyczne pytanie: dlaczego religie monoteistyczne (judaizm, chrześcijaństwo, islam) mówiące tak wiele o miłości, wciąż się wzajemnie zwalczają i mordują wyznawców innych religii. Książka tak nowatorska i kontrowersyjna w swej wymowie, że nawet paryski niezależny Albin Michel waha się czy rzucić ją na księgarskie półki…
[...]
Jacques przez dwa lata studiował matematykę i fizykę teoretyczną, ale przedmioty te nic mu nie mówiły o człowieku, wybrał przeto medycynę, którą po siedmiu latach studiowania zakończył rozprawą na temat medytacji. Specjalizację z psychiatrii zdobywał w szpitalach paryskich, między innymi w słynnej kuźni talentów psychoanalitycznych, w La Salpetriere, gdzie swego czasu wykładał Charcot, Janet i Freud. Ważnym ogniwem była praca w Algierii — zainteresował się tam mistyką islamu, a sufi, których spotkał, mieli wielki wpływ na późniejsze zainteresowania zawodowe. Studia akademickie zakończył ostatecznie w 1986 roku pracą z psychiatrii na temat mistycznego obłędu i sposobów jego leczenia metodami tradycyjnymi, na przykładzie życia dwóch mistyków — muzułmańskiego sufi i indyjskiego jogina.
[...]
Spotkałam go po raz pierwszy w 1989 roku w Waranasi i miałam to szczęście, że Jacques wybierał się właśnie w podróż do paru aszramów, by dopracować pewne szczegóły do mającej się ukazać pracy porównawczej o indyjskich guru i europejskich terapeutach. Po prostu zabrałam się z nim w tę podróż.
[...]
To była dla mnie klasyczna inicjacja i, co tu gadać, nigdy więcej w życiu nie odbyłam tak wspaniałej pielgrzymki. Jacques okazał się wspaniałym nauczycielem i przewodnikiem, to dzięki niemu poznałam jakieś tam podstawy indyjskiej religii i filozofii i zaczęłam coś niecoś pojmować z wielkich Indii. Odwiedziliśmy niezwykłych ludzi, a najważniejszym dla mnie było spotkanie ze Swami Widżajanandą — szczęśliwy los dozwolił mi usiąść u stóp mistrza i powracać doń wielokrotnie.
[...]
W 1996 roku Jacques odwiedził Polskę: w Krakowie przeprowadził serię zajęć w Szkole Gestalt, a w Katowicach — w Ośrodku Leczenia Odwykowego na temat leczenia uzależnień.
[...]
Od marca 2007 do lutego 2008 Jacques odbył wielkie tournee po Francji i Włoszech, odwiedzając praktycznie wszystkie zaprzyjaźnione ośrodki terapeutyczne, szkoły jogi i medytacji, domy rozwoju wewnętrznego, dzieląc się z innymi swym pięknym doświadczeniem. I znów, od kwietnia 2008, zaszył się w swej ulubionej aszramie w Almora, a może nawet wyżej w pustelni Dhaulchina w Himalajach indyjskich i patrzy na świat z wysokości 7000 metrów, a przed nim roztacza się bajeczny widok na Nanda Devi, najwyższy szczyt Indii. Mówił, że chce medytować przez parę dobrych lat.
[...]
Dwie prace pozostają nieopublikowane, pierwsza to Inde interieure. Aspects du joga, de l'hindouisme et du bouddhisme, Indie wewnętrzne, aspekty jogi, hinduizmu i buddyzmu, ukazująca wciąż nikłe zrozumienie przez umysł europejski filozofii i religii hindu i wszelkie wypływające stąd nieporozumienia. Już tytuł podkreśla tę dychotomię — jeśli Europejczycy znają Indie to najwyżej zewnętrzne, podczas gdy nie mają bladego pojęcia o Indiach wewnętrznych. Pozostająca w maszynopisie praca Violece et monoteisme. Le point de vue de la psychologie, de l'hindouisme et du bouddhisme, Przemoc a monoteizm, punkty widzenia psychologii, hinduizmu i buddyzmu, dotyczy polityki i szeroko pojętego życia doczesnego. Jacques porusza w niej najważniejszą kwestię naszych czasów, a mianowicie terroryzm, fanatyzm i agresję religijną. Stawia dramatyczne pytanie: dlaczego religie monoteistyczne (judaizm, chrześcijaństwo, islam) mówiące tak wiele o miłości, wciąż się wzajemnie zwalczają i mordują wyznawców innych religii. Książka tak nowatorska i kontrowersyjna w swej wymowie, że nawet paryski niezależny Albin Michel waha się czy rzucić ją na księgarskie półki…
Na tej kultowej swego czasu księdze wychowało się parę pokoleń Francuzów, a wśród nich — Andre Malraux, Alain Danielou, Jacques Vigne, Arnaud Desjardins, Jacques Dupuis, Catherine Clement, Guy Deleury, Madelaine Biardeau, Daniel Roumanoff, Guy Sorman i inni. To dzięki nim wszystkim stałam się miłośnikiem Indii.
W tym dziale pragnę zaprezentować tłumaczenia fragmentów tekstów, które są mi emocjonalnie bliskie lub dostarczyły mi niezapomnianych wrażeń intelektualnych. Chodzi nie o całe książki, lecz fragmenty lub drobne formy literackie, takie perełki. Przypuszczam, że znajdzie się tu ogromna ilość tekstów Jacques'a Vigne'a, a to z bardzo wielu powodów.
Wasuki kraj Czolów
Tiruwalluwar (Walluwar) jest najbardziej znanym poetą tamtych czasów. Należał do jednej z podkast tkaczy, był protegowanym króla Ugraperuwaludi (128-140) z dynastii Pandja (później, bo od XIII wieku do 1310 rządzili krajem naprzemiennie z Czolami, być może byli z nimi spokrewnieni). Jego żona Wasuki była słynną patiwrata, wzorem żony stawianej za przykład do naśladowania. Jego dziełem jest Kural lub Tirukkural, święte dwuwiersze, dzieło składające się ze 133 tematycznie zróżnicowanych wierszy, składających się każdy z 10 dystychów, kurali. Są one ułożone w trzy cykle tematyczne — o sztuce życia (aram), o sztuce rządzenia (porul) i o sztuce miłości (kamam).
Wellesley, Arthur Anglicy w Indiach, daty, Stany Książęce Indii, Wellington
W maju 1798 roku przybył do Indii jako gubernator generalny Fortu William w Bengalu Robert Wellesley lord Mornington, sprawujący ten urząd do 1805 roku. Jego młodszy brat, Arthur Wellesley, późniejszy książę Wellington, zmiażdżył w 1799 roku opór Sułtana Tipu i Kompania przejęła kontrolę nad najsilniejszym państwem południowych Indii, państwem Majsur. Zwyciężył też w 1803 roku konfederację Marathów, która dała Kompanii terytoria o powierzchni 24 000 mil kwadratowych, łącznie z miastami Delhi (w 1803, miasto to należało wcześniej do Marathów), Gwalior, Baroda (odzyskała później suwerenność), Ahmadnagar, przynoszące rocznie dwa miliony funtów szterlingów.
rozgromienie wojsk Sułtana Tipu przez Wellingtona i przejęcie władzy nad państwem Majsur przez Anglików; dopiero w 1881 powrócili Wadijarowie, rodzimi władcy
Przewrót pałacowy Hajdara Ali w 1759 roku pozbawił Wadijarów władzy, a państwo majsurskie stało się pod ich panowaniem najpoważniejszym zagrożeniem dla angielskich interesów w południowych Indiach. Sułtan Hajdar Ali i jego syn, słynny Sułtan Tipu, walczyli zaciekle, by pokonać Anglików i zabronić im wstępu do Indii południowych. Mimo że sprzymierzyli się z Francuzami, zostali jednak pokonani w 1799 roku przez Arthura Wellesleya.
Na pokład statku zabrał biblioteczkę dzieł o Indiach, studiował historię i położenie kraju, przeczytał sprawozdania z dawniejszych kampanii indyjskich — brytyjski oficer podejmujący inteligentne i systematyczne przygotowania do odpowiedzialnych obowiązków to była w tamtych czasach rzadkość. Dnia 17 lutego 1797 roku pułkownik Wellesley przypłynął ze swym 33. regimentem do Kalkuty.
[...]
W maju 1798 roku przybył do Indii jako gubernator generalny Fortu William w Bengalu jego brat, Robert Wellesley lord Mornington, sprawujący ten urząd do 1805 roku. Indie nie należały jeszcze do imperium, były luźną zbiorowością prowincji, pozostających nominalnie pod władzą rodzimych książąt, eksploatowanych niemiłosiernie przez Kompanię Wschodnio-indyjską. Francuzi układali się z książętami, by zagarnąć niektóre prowincje i wyrzucić z nich Anglików. Francuscy eksperci odlewali działa, a oficerowie musztrowali żołnierzy tak dla Sułtana Tipu, suwerena państwa Majsur, jak dla nizama z Hajdarabadu i Mahadżi Szinde, wodza Marathów. Nowy generalny gubernator kontynuował politykę Robert Clive'a i rozpoczął dzieło podporządkowania nowych państw, książętom pozostawiając zewnętrzne pozory rządzenia tylko wówczas, o ile rezygnowali oni z rzeczywistej władzy. Dwaj bracia Wellesley, Robert i Arthur, pokonali, jeden polityką, drugi orężem, dwie największe siły południowych Indii — państwo Majsur i konfederację sił marackich.
[...]
Wellesley dysponując oddziałami sipajów i Anglików awansował na dowódcę dywizji.
[...]
Pierwszym punktem programu było zmiecenie z powierzchni ziemi wojsk Sułtana Tipu, który na swą główną kwaterę obrał Seringapatam, piętnaście kilometrów od Majsuru. Armia brytyjska składała się z 20 tysięcy Europejczyków i sipajów pod naczelnym dowództwem generała Harrisa. Wojsku towarzyszyło 200 tysięcy ludzi z obsługi, 120 tysięcy wołów, niezliczone stada osłów, wielbłądów, koni i słoni. Do tego wędrującego miasta, które posuwało się 20 kilometrów dziennie, przyłączył się nizam z Hajdarabadu z siłami 16 tysięcy wojowników, oddając swe siły pod komendę Arthur Wellesleya. Sułtan Tipu posiadał zaś 33 tysiące dobrze wyćwiczonej piechoty, 15 tysięcy jazdy i znaczny ciąg artylerii. Przystępując do ataku na bagnety, Arthur Wellesley rozstrzygnął pierwsze starcie na korzyść Anglików.
[...]
Do szturmu doszło 4 maja pod dowództwem generała Bairda, więźnia Sułtana Tipu, ziejącego nienawiścią i żądzą zemsty. Według ludowej opowieści, ktoś zdradził i otworzył niewielkie drzwi, prowadzące na zewnątrz fortecy, przez które sułtan chciał uciec. Zginął na miejscu, pod murami swojego miasta, zamordowany przez nieznanego osobnika. Ciało znaleziono parę dni później, a uroczysty muzułmański pogrzeb został odprawiony przez Wellesleya, który także zaopiekował się rodziną i haremem Sułtana Tipu.
[...]
— pisze Wellesley. —Wellesley został dowódcą miasta — płacił za kwatery i za prowiant dla wojska, przyzwoicie traktował podbitą ludność. Bez chwili wahania wysłał do miasta swój słynny 33. regiment w charakterze żandarmerii. Powywieszał największych gwałtowników i rabusiów, innych wychłostał, chciał wzbudzić zaufanie do rządów angielskich. Zdołał ocalić spichlerze, pałac i skarbiec, fabrykę prochu i wielkie zapasy amunicji, zdjął z murów miasta i zachował 1200 dział armatnich. Mieszkańcy wrócili do swoich zajęć i do pracy w warsztatach, a mężowie stanu Sułtana Tipu — na stanowiska. Naprawiono uszkodzone podczas oblężenia mury, odbudowano zrujnowane domy, ochroniono królewskie grobowce. Wellesley zadbał o nowe stroje dla kobiet z zenany pałacu Sułtana Tipu.
[...]
Zorganizował i modelowo przeprowadził wyprawę przeciwko słynnemu rozbójnikowi Dhundiah Wagh, plądrującemu okolice. Najtrudniejszym manewrem było przejście przez dżunglę na granicy państwa Marathów i Majsuru. W lipcu 1800 padła główna forteca, po czym wymordowano 5 tysięcy ludzi. Wellesley wpadł do wioski na czele jazdy wprost na obóz, wycinając zabijaków jedną wspaniałą szarżą. Poniósł go bojowy entuzjazm, na który nigdy już więcej sobie nie pozwolił — po raz pierwszy i ostatni poprowadził osobiście atak jazdy konnej. Docenił wartość partyzantki, z której później chętnie korzystał.
[...]
Kiedy wrócił do Seringapatam, przekazał władzę nad państwem Majsur dawnemu wezyrowi Sułtana Tipu, którego bystrość i talenty podziwiał. Przywrócił wartość zdewaluowanego pieniądza, kazał budować drogi i mosty, wycinać lasy na budowę okrętów wojskowych, wznosić koszary; ferował wyroki, zwalczał bandytyzm, rozsądzał pijackie kłótnie między oficerami, powściągał brutalność własnych rodaków, którzy do krajowców odnosili się jak do bydła — oto codzienne, szare i przyziemne zajęcia pułkownika Wellesleya w zapadłym zakątku Indii. Wiele wolnego czasu poświęcił ogrodnictwu, sprowadzając z Anglii przez Bombaj sadzonki, sadził seler, kapustę i ziemniaki
[...]
25 września 1803 Wellesley znalazł się niespodziewanie w obliczu marackiej armii, sam posiadając zaledwie 5 tysięcy ludzi i 17 armat. Odniósł druzgocące zwycięstwo. Była to jego ostatnia bitwa w Indiach, a kompania maracka została zwycięsko zakończona (ostatecznie wszystkie terytoria do 1818 roku dostały się pod władanie Anglików).
[...]
Zgodnie z warunkami traktatów, Anglia zagarnęła terytoria o powierzchni 24 000 mil kwadratowych, łącznie z miastami Delhi, Gwalior, Baroda, Ahmadnagar, przynoszące rocznie dwa miliony funtów szterlingów. Anglia to znaczyło Kompania Wschodnioindyjska, która ani myślała podziękować Arthurowi Wellesleyowi za cokolwiek. Jedynie mieszkańcy Seringapatam wysłali list podpisany przez hindusów i muzułmanów z wyrazami wdzięczności za spokój, bezpieczeństwo i szczęśliwość, jakiej zaznaliśmy pod Waszą opieką. Od Anglii otrzymał tytuł Kawalera Orderu Łaźni.
[...]
Zdobył w Indiach reputację zarówno jako wódz jak i administrator. Zostawił po sobie przykład bez precedensu, nie spotykany ani wśród oficerów brytyjskich, ani cywilnych urzędników — przykład uczciwości, przyzwoitego traktowania krajowców, bezwzględności w ściganiu nieróbstwa i nieudolności zawodowej. W sprawach wojskowych wprowadził zmiany rewolucyjne — zaopatrywanie wojska w pochodzie przez lokalnych dostawców, dyscyplinę i szybkie manewry, dbałość o żołnierza. Doprowadził wojsko angielskie do niespotykanego przedtem stanu sprawności bojowej. Dla siebie zdobył 40 000 funtów szterlingów drogą legalną, jako wypłaty za udział w łupach. Dzięki abstynencji w jedzeniu i piciu oraz codziennym kąpielom (wpływ regularnie myjących się hindusów), wrócił do ojczyzny w lepszym stanie zdrowia niż przyjechał do Indii. We wrześniu 1805 roku Sir Arthur Wellesley dopłynął do Anglii, po drodze odpoczywając przez cały okrągły miesiąc na Wyspie Św. Heleny, miejscu późniejszego zesłania Napoleona, którego tak nieoczekiwanie pokonał pod Waterloo w 1815 roku.
[...]
Jego brata, nowo kreowanego markiza, odwołano nagle i bezceremonialnie ze stanowiska gubernatora generalnego. Kompania Wschodnioindyjska nie przebierała w środkach, by bluźnić i szkalować. Główny zarzut przeciw gubernatorowi generalnemu był oczywisty — zamiast koncentrować wysiłki na pomnażaniu dochodów Kompanii, wydawał pieniądze na rozszerzanie dominacji angielskiej. Tego Kompania tolerować nie mogła. Dyrektorzy dążyli do postawienia markiza w stan oskarżenia przed parlamentem — zagarnięte książętom indyjskim ziemie zaczynały przynosić dochody koronie Wielkiej Brytanii, a nie Kompanii. Wellesley obronił brata przed bezsensownymi oskarżeniami.
[...]
W maju 1798 roku przybył do Indii jako gubernator generalny Fortu William w Bengalu jego brat, Robert Wellesley lord Mornington, sprawujący ten urząd do 1805 roku. Indie nie należały jeszcze do imperium, były luźną zbiorowością prowincji, pozostających nominalnie pod władzą rodzimych książąt, eksploatowanych niemiłosiernie przez Kompanię Wschodnio-indyjską. Francuzi układali się z książętami, by zagarnąć niektóre prowincje i wyrzucić z nich Anglików. Francuscy eksperci odlewali działa, a oficerowie musztrowali żołnierzy tak dla Sułtana Tipu, suwerena państwa Majsur, jak dla nizama z Hajdarabadu i Mahadżi Szinde, wodza Marathów. Nowy generalny gubernator kontynuował politykę Robert Clive'a i rozpoczął dzieło podporządkowania nowych państw, książętom pozostawiając zewnętrzne pozory rządzenia tylko wówczas, o ile rezygnowali oni z rzeczywistej władzy. Dwaj bracia Wellesley, Robert i Arthur, pokonali, jeden polityką, drugi orężem, dwie największe siły południowych Indii — państwo Majsur i konfederację sił marackich.
[...]
Wellesley dysponując oddziałami sipajów i Anglików awansował na dowódcę dywizji.
[...]
Pierwszym punktem programu było zmiecenie z powierzchni ziemi wojsk Sułtana Tipu, który na swą główną kwaterę obrał Seringapatam, piętnaście kilometrów od Majsuru. Armia brytyjska składała się z 20 tysięcy Europejczyków i sipajów pod naczelnym dowództwem generała Harrisa. Wojsku towarzyszyło 200 tysięcy ludzi z obsługi, 120 tysięcy wołów, niezliczone stada osłów, wielbłądów, koni i słoni. Do tego wędrującego miasta, które posuwało się 20 kilometrów dziennie, przyłączył się nizam z Hajdarabadu z siłami 16 tysięcy wojowników, oddając swe siły pod komendę Arthur Wellesleya. Sułtan Tipu posiadał zaś 33 tysiące dobrze wyćwiczonej piechoty, 15 tysięcy jazdy i znaczny ciąg artylerii. Przystępując do ataku na bagnety, Arthur Wellesley rozstrzygnął pierwsze starcie na korzyść Anglików.
[...]
Do szturmu doszło 4 maja pod dowództwem generała Bairda, więźnia Sułtana Tipu, ziejącego nienawiścią i żądzą zemsty. Według ludowej opowieści, ktoś zdradził i otworzył niewielkie drzwi, prowadzące na zewnątrz fortecy, przez które sułtan chciał uciec. Zginął na miejscu, pod murami swojego miasta, zamordowany przez nieznanego osobnika. Ciało znaleziono parę dni później, a uroczysty muzułmański pogrzeb został odprawiony przez Wellesleya, który także zaopiekował się rodziną i haremem Sułtana Tipu.
[...]
— pisze Wellesley. —Wellesley został dowódcą miasta — płacił za kwatery i za prowiant dla wojska, przyzwoicie traktował podbitą ludność. Bez chwili wahania wysłał do miasta swój słynny 33. regiment w charakterze żandarmerii. Powywieszał największych gwałtowników i rabusiów, innych wychłostał, chciał wzbudzić zaufanie do rządów angielskich. Zdołał ocalić spichlerze, pałac i skarbiec, fabrykę prochu i wielkie zapasy amunicji, zdjął z murów miasta i zachował 1200 dział armatnich. Mieszkańcy wrócili do swoich zajęć i do pracy w warsztatach, a mężowie stanu Sułtana Tipu — na stanowiska. Naprawiono uszkodzone podczas oblężenia mury, odbudowano zrujnowane domy, ochroniono królewskie grobowce. Wellesley zadbał o nowe stroje dla kobiet z zenany pałacu Sułtana Tipu.
[...]
Zorganizował i modelowo przeprowadził wyprawę przeciwko słynnemu rozbójnikowi Dhundiah Wagh, plądrującemu okolice. Najtrudniejszym manewrem było przejście przez dżunglę na granicy państwa Marathów i Majsuru. W lipcu 1800 padła główna forteca, po czym wymordowano 5 tysięcy ludzi. Wellesley wpadł do wioski na czele jazdy wprost na obóz, wycinając zabijaków jedną wspaniałą szarżą. Poniósł go bojowy entuzjazm, na który nigdy już więcej sobie nie pozwolił — po raz pierwszy i ostatni poprowadził osobiście atak jazdy konnej. Docenił wartość partyzantki, z której później chętnie korzystał.
[...]
Kiedy wrócił do Seringapatam, przekazał władzę nad państwem Majsur dawnemu wezyrowi Sułtana Tipu, którego bystrość i talenty podziwiał. Przywrócił wartość zdewaluowanego pieniądza, kazał budować drogi i mosty, wycinać lasy na budowę okrętów wojskowych, wznosić koszary; ferował wyroki, zwalczał bandytyzm, rozsądzał pijackie kłótnie między oficerami, powściągał brutalność własnych rodaków, którzy do krajowców odnosili się jak do bydła — oto codzienne, szare i przyziemne zajęcia pułkownika Wellesleya w zapadłym zakątku Indii. Wiele wolnego czasu poświęcił ogrodnictwu, sprowadzając z Anglii przez Bombaj sadzonki, sadził seler, kapustę i ziemniaki
[...]
25 września 1803 Wellesley znalazł się niespodziewanie w obliczu marackiej armii, sam posiadając zaledwie 5 tysięcy ludzi i 17 armat. Odniósł druzgocące zwycięstwo. Była to jego ostatnia bitwa w Indiach, a kompania maracka została zwycięsko zakończona (ostatecznie wszystkie terytoria do 1818 roku dostały się pod władanie Anglików).
[...]
Zgodnie z warunkami traktatów, Anglia zagarnęła terytoria o powierzchni 24 000 mil kwadratowych, łącznie z miastami Delhi, Gwalior, Baroda, Ahmadnagar, przynoszące rocznie dwa miliony funtów szterlingów. Anglia to znaczyło Kompania Wschodnioindyjska, która ani myślała podziękować Arthurowi Wellesleyowi za cokolwiek. Jedynie mieszkańcy Seringapatam wysłali list podpisany przez hindusów i muzułmanów z wyrazami wdzięczności za spokój, bezpieczeństwo i szczęśliwość, jakiej zaznaliśmy pod Waszą opieką. Od Anglii otrzymał tytuł Kawalera Orderu Łaźni.
[...]
Zdobył w Indiach reputację zarówno jako wódz jak i administrator. Zostawił po sobie przykład bez precedensu, nie spotykany ani wśród oficerów brytyjskich, ani cywilnych urzędników — przykład uczciwości, przyzwoitego traktowania krajowców, bezwzględności w ściganiu nieróbstwa i nieudolności zawodowej. W sprawach wojskowych wprowadził zmiany rewolucyjne — zaopatrywanie wojska w pochodzie przez lokalnych dostawców, dyscyplinę i szybkie manewry, dbałość o żołnierza. Doprowadził wojsko angielskie do niespotykanego przedtem stanu sprawności bojowej. Dla siebie zdobył 40 000 funtów szterlingów drogą legalną, jako wypłaty za udział w łupach. Dzięki abstynencji w jedzeniu i piciu oraz codziennym kąpielom (wpływ regularnie myjących się hindusów), wrócił do ojczyzny w lepszym stanie zdrowia niż przyjechał do Indii. We wrześniu 1805 roku Sir Arthur Wellesley dopłynął do Anglii, po drodze odpoczywając przez cały okrągły miesiąc na Wyspie Św. Heleny, miejscu późniejszego zesłania Napoleona, którego tak nieoczekiwanie pokonał pod Waterloo w 1815 roku.
[...]
Jego brata, nowo kreowanego markiza, odwołano nagle i bezceremonialnie ze stanowiska gubernatora generalnego. Kompania Wschodnioindyjska nie przebierała w środkach, by bluźnić i szkalować. Główny zarzut przeciw gubernatorowi generalnemu był oczywisty — zamiast koncentrować wysiłki na pomnażaniu dochodów Kompanii, wydawał pieniądze na rozszerzanie dominacji angielskiej. Tego Kompania tolerować nie mogła. Dyrektorzy dążyli do postawienia markiza w stan oskarżenia przed parlamentem — zagarnięte książętom indyjskim ziemie zaczynały przynosić dochody koronie Wielkiej Brytanii, a nie Kompanii. Wellesley obronił brata przed bezsensownymi oskarżeniami.
Wellesley, Robert Anglicy w Indiach, Wellington
W maju 1798 roku przybył do Indii jako gubernator generalny Fortu William w Bengalu Robert Wellesley lord Mornington, sprawujący ten urząd do 1805 roku. Jego młodszy brat, Arthur Wellesley, późniejszy książę Wellington, zmiażdżył w 1799 roku opór Sułtana Tipu i Kompania przejęła kontrolę nad najsilniejszym państwem południowych Indii, państwem Majsur. Zwyciężył też w 1803 roku konfederację Marathów, która dała Kompanii terytoria o powierzchni 24 000 mil kwadratowych, łącznie z miastami Delhi (w 1803, miasto to należało wcześniej do Marathów), Gwalior, Baroda (odzyskała później suwerenność), Ahmadnagar, przynoszące rocznie dwa miliony funtów szterlingów.
W maju 1798 roku przybył do Indii jako gubernator generalny Fortu William w Bengalu jego brat, Robert Wellesley lord Mornington, sprawujący ten urząd do 1805 roku. Indie nie należały jeszcze do imperium, były luźną zbiorowością prowincji, pozostających nominalnie pod władzą rodzimych książąt, eksploatowanych niemiłosiernie przez Kompanię Wschodnio-indyjską. Francuzi układali się z książętami, by zagarnąć niektóre prowincje i wyrzucić z nich Anglików. Francuscy eksperci odlewali działa, a oficerowie musztrowali żołnierzy tak dla Sułtana Tipu, suwerena państwa Majsur, jak dla nizama z Hajdarabadu i Mahadżi Szinde, wodza Marathów. Nowy generalny gubernator kontynuował politykę Robert Clive'a i rozpoczął dzieło podporządkowania nowych państw, książętom pozostawiając zewnętrzne pozory rządzenia tylko wówczas, o ile rezygnowali oni z rzeczywistej władzy. Dwaj bracia Wellesley, Robert i Arthur, pokonali, jeden polityką, drugi orężem, dwie największe siły południowych Indii — państwo Majsur i konfederację sił marackich.
Wellington, książę Anglicy w Indiach
W maju 1798 roku przybył do Indii jako gubernator generalny Fortu William w Bengalu Robert Wellesley lord Mornington, sprawujący ten urząd do 1805 roku. Jego młodszy brat, Arthur Wellesley, późniejszy książę Wellington, zmiażdżył w 1799 roku opór Sułtana Tipu i Kompania przejęła kontrolę nad najsilniejszym państwem południowych Indii, państwem Majsur. Zwyciężył też w 1803 roku konfederację Marathów, która dała Kompanii terytoria o powierzchni 24 000 mil kwadratowych, łącznie z miastami Delhi (w 1803, miasto to należało wcześniej do Marathów), Gwalior, Baroda (odzyskała później suwerenność), Ahmadnagar, przynoszące rocznie dwa miliony funtów szterlingów.
Wikram Phoolan Devi
Los pozwolił jej spotkać człowieka, który odmienił jej życie. Bandyta, dakoit znad rzeki Czambal, był hersztem jednej z band, które żyły z okupu i plądrowania wiosek. Skłócone między sobą i bezwzględnie walczące o wpływy terytorialne były dla wieśniaków istną plagą. Ale były i takie, które współpracowały z wioskami, chroniąc przed wyzyskiem thakurów, drobnych, ale okrutnych obszarników należących do starożytnej warny ksiatrijów. Wikram należał do tych, którzy w podległych im wioskach zabierali pieniądze bogatym i rozdawali biednym i żebrakom.
[...]
Zdobywając obóz innego bandyty wziął Fulan jako brankę. Był pierwszym człowiekiem, który wysłuchał jej wstrząsającej opowieści, pierwszym mężczyzną, którego nie bała się — Lubiłam słuchać, jak czyta na głos gazety. Lubiłam również patrzeć, jak kieruje ludźmi. To był dobry dowódca. Sprawiedliwy i bezstronny. Ślubu udzielił im bramin z zaprzyjaźnionej wioski, ale ich szczęście nie trwało długo. Gdy Wikram został zamordowany, jego żona przejęła obowiązki herszta bandy i została Królową Bandytów. Wieśniacy, a zwłaszcza gwałcone kobiety, uwierzyli, że była inkarnacją Durgi, bogini zemsty. I tak zrodziła się legenda.
[...]
Nikt nigdy nie dowie się, ilu mężczyzn zostało zastrzelonych przez nią samą, a ilu z jej rozkazu, ilu mężczyzn upokorzyła tylko słowem, ilu publiczną manifestacją, a ilu pozbawiła męskości. Pomściła nie tylko swoje krzywdy wobec mężczyzn, którzy potraktowali ją z niewiarygodną wprost brutalnością, lecz także krzywdy innych kobiet. Kiedy wraz z Wikramem wpadali nagle do wioski, Fulan Dewi zbierała na placu przed świątynią wszystkie kobiety i pytała, kto jest w wiosce najbardziej okrutnym i rozpasanym nikczemnikiem. Wioska zazwyczaj przestawała chronić takiego człowieka i wydawała go bandytom.
[...]
Zdobywając obóz innego bandyty wziął Fulan jako brankę. Był pierwszym człowiekiem, który wysłuchał jej wstrząsającej opowieści, pierwszym mężczyzną, którego nie bała się — Lubiłam słuchać, jak czyta na głos gazety. Lubiłam również patrzeć, jak kieruje ludźmi. To był dobry dowódca. Sprawiedliwy i bezstronny. Ślubu udzielił im bramin z zaprzyjaźnionej wioski, ale ich szczęście nie trwało długo. Gdy Wikram został zamordowany, jego żona przejęła obowiązki herszta bandy i została Królową Bandytów. Wieśniacy, a zwłaszcza gwałcone kobiety, uwierzyli, że była inkarnacją Durgi, bogini zemsty. I tak zrodziła się legenda.
[...]
Nikt nigdy nie dowie się, ilu mężczyzn zostało zastrzelonych przez nią samą, a ilu z jej rozkazu, ilu mężczyzn upokorzyła tylko słowem, ilu publiczną manifestacją, a ilu pozbawiła męskości. Pomściła nie tylko swoje krzywdy wobec mężczyzn, którzy potraktowali ją z niewiarygodną wprost brutalnością, lecz także krzywdy innych kobiet. Kiedy wraz z Wikramem wpadali nagle do wioski, Fulan Dewi zbierała na placu przed świątynią wszystkie kobiety i pytała, kto jest w wiosce najbardziej okrutnym i rozpasanym nikczemnikiem. Wioska zazwyczaj przestawała chronić takiego człowieka i wydawała go bandytom.
Żelazek, Marian Polacy wobec Indii
Misjonarz Ojciec Marian Żelazek, werbista, (1918-2006), wyjechał do Indii w latach 70. Zaczął pracę misjonarską wśród Adibasów, koczowniczej ludności plemiennej w stanie Orissa, we wschodnich Indiach. W 1975 roku założył w Puri aszram dla chorych na trąd, wzorowany na tradycyjnej instytucji indyjskiej. Trędowaci byli zawsze wyrzucani poza obręb wiosek i skazani na wieczne tułactwo. W tym samym duchu troski o bliźniego-brata, z jakim Matka Teresa pracowała w Kalkucie, Ojciec Żelazek zaopiekował się chorymi, których zebrał aż 600. Pracował do końca swoich dni, zawsze pogodny i oddany sprawie. W 2002 roku z inicjatywy indyjskiego ruchu Maitrei (nie z inicjatywy polskiej) był desygnowany do pokojowej nagrody Nobla (otrzymał ją Jimmy Carter).
*


