państwa
państwa, królestwa, księstwa…
Afganistan Babur, cesarstwo Asioki, Jezus z Nazaretu, języki, Koh-i-noor, mieszkańcy, muzułmanie, Radżputowie, Stany Książęce Indii, Szahdżahan
Według własnego mniemania był prawnukiem Timura Kulawego po ojcu i Czyngis-chana po matce. Władał miniaturowym państewkiem zagubionym gdzieś w południowym Uzbekistanie albo Tadżykistanie, a straciwszy bezpowrotnie nadzieję na odzyskanie Samarkandy, zdobył w 1504 roku Kabul w Afganistanie, gdzie osiadł.
Cesarstwo Asioki rozciągało się od Afganistanu po Bengal i od Nepalu do południowego Dekanu, a ludy drawidyjskie osadzone całkiem na południu współpracowały z cesarzem. Asioka miał Czolów za przyjaciół. Posyłał nauczycieli buddyjskich z misją na Wschód do Chin i na Zachód do imperium perskiego, które sięgało aż do ziem helleńskich i rzymskich. W świecie helleńskim mnisi głosili nieznaną naukę o miłości, współczuciu i porzuceniu wszelkich dóbr. Dla Egiptu, Grecji, Babilonu i świata żydowskiego nauki te miały zupełnie nowy wydźwięk. W czasach już późniejszych, ale z posiewu myśli Asioki, zbudowano w Antiochii i Aleksandrii wiele buddyjskich klasztorów. Jeszcze w IV wieku naszej ery mówiono o „fałszywych prorokach z Indii” (fałszywych znaczyło niezrozumiałych dla ówczesnej mentalności).
Oprócz pustelni riszi, nazywanych leśnymi akademiami, było też na Bliskim Wschodzie wiele ośrodków medytacji, gdzie wykładano tajniki wiedzy wyższej, do której z pewnością należała starożytna joga, już wtedy uważana za należycie przez wieki sprawdzony system doskonalenia ciała i umysłu. Od czasów Asioki, istniały też liczne klasztory buddyjskie, zwłaszcza w krainie Uddijana (dzisiejszy Afganistan i Kaszmir), których poziom nauczania i oddziaływanie były właśnie w tamtych czasach najwyższe.
Język brahui, którym posługują się społeczności (około 2 miliony osób) zamieszkałe w centralnym Beludżystanie (zachodni Pakistan) oraz w Afganistanie i Iranie (200 tysięcy) jest na razie jedynym niezbitym dowodem potwierdzającym tezę, że języki drawidyjskie pochodzą znad Indusu. I co za tym idzie, że Drawidowie są niekwestionowanymi spadkobiercami budowniczych tej cywilizacji.
Następnie trafia do Kabulu, gdzie jest przechowywany do 1813 roku. Władca Afganistanu, szach Szudża-al-Mulik wolał połknąć ten ogromny kamień, niż oddać go Randżitowi Singhowi. Odczekano, wymyto, zabrano.
Biali Hunowie (Heftalici), pochodzenia tureckiego, utworzyli silną organizację plemienną na terytorium dzisiejszego Afganistanu i wielokrotnie najeżdżali Indie północne, pozostawiając po sobie urodzone z gwałtów liczne potomstwo. Późniejsi Afganowie, którzy wtargnęli do Indii na dobre około roku 1200, są niewątpliwie spadkobiercami Hunów, mają piękne pociągłe twarze i jasny kolor skóry. Scytowie, nazwa nadana przez starożytnych Greków koczowniczym ludom pochodzenia irańskiego, zmieszali się całkowicie z ludami pogranicza.
Podbój północnych Indii przez muzułmanów nie dokonał się za sprawą Arabów z kalifatów Damaszku, a później Bagdadu, których oddziały dotarły jedynie do Sindu (kraina w dolinie rzeki Indus) oraz do Afganistanu, i następnie musiały się wycofać. Indie zostały zaatakowane przez afgańskie i tureckie plemiona z Azji Środkowej, nawrócone na islam. Początkowo ich celem był tylko rabunek.
[...]
Pewien turecki niewolnik, rozpoczynający swą karierę jako członek straży przybocznej, potem szef gwardii, zawładnął Ghazni w Afganistanie i założył niezależne królestwo, które między 962 a 1186 miało 16 władców.
[...]
Pewien turecki niewolnik, rozpoczynający swą karierę jako członek straży przybocznej, potem szef gwardii, zawładnął Ghazni w Afganistanie i założył niezależne królestwo, które między 962 a 1186 miało 16 władców.
W tyglu Azji Środkowej mieszały się rasy, języki i obyczaje, a plemiona raz po raz sprzymierzały się w rozmaite konfederacje i tworzyły różne kombinacje wojskowe, które parły do przodu i zagarniały coraz to nowe ziemie. W tamtych czasach nie było ani Afganistanu ani Pakistanu, tereny te również należały do Indii i były miejscem spotkań wszystkich przybyszów, którzy wcześniej czy później szli dalej do Indii, wlewając się na subkontynent przez słynny przesmyk Kyber. Zatrzymały się tam ludy indoeuropejskie, a za nimi miedzy VII a III wiekiem p.n.e. Scytowie, później Grecy, Partowie i Kuszanowie, lud irański pochodzący ze stepów Azji, który między I a III wiekiem n.e. utworzył dobrze zorganizowaną federację państw pod wodzą Kaniszki (127-147n.e.), którego dzieło było kontynuowane przez indyjską dynastię Guptów. Od V wieku pojawiają się znowu ludy irańskie — Śwetahunowie (przez Greków nazwani Heftalitami, a przez nas — Białymi Hunami), którzy zdominowali wszystkie osiadłe tam ludy i utworzyli silną organizację plemienną na terenie Afganistanu. Stąd wtargnęli do Indii niszcząc osady Doabu, Bengal i Bihar, zadając śmiertelny cios państwu Guptów, które zniknęło z dziejów na początku VI wieku. Przez jakieś trzydzieści lat zachodnie Indie znalazły się pod królami huńskimi, ale konfederacja radżów północnoindyjskich odniosła nad nimi druzgocące zwycięstwo w 528 roku. Ich impet został całkowicie wyhamowany, zostali odrzuceni aż do Kaszmiru, gdzie niebawem lud ten utracił swą odrębność i został wchłonięty przez mieszankę ludności miejscowej. Wszystkich obcych, którzy przybyli od północnego zachodu i z Hindukuszu, głównie Scytów, Partów, Saków i Hunów, osiedlających się na granicach Indii Zachodnich nazywano Śaka. Śwetahunowie najmniej zasymilowali się w Pendżabie i można przyjąć, że dzisiejsi Sikhowie są ich najbliższymi potomkami.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
[...]
Forteca pozostała nietknięta, jej położenie na kresach Radżputany przenosi w świat Tysiąca i jednej nocy. Złote Miasto, skarb pustyni, średniowieczny obraz Afganistanu — te nazwy, choć prawdziwe, nie dają wyobrażenia o niezwykłości tego miejsca.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
[...]
Forteca pozostała nietknięta, jej położenie na kresach Radżputany przenosi w świat Tysiąca i jednej nocy. Złote Miasto, skarb pustyni, średniowieczny obraz Afganistanu — te nazwy, choć prawdziwe, nie dają wyobrażenia o niezwykłości tego miejsca.
Państwo Rampur było w rękach nababów z plemienia Patanów, pochodzących z regionu Rohel, położonego między Peshwarem i Afganistanem. Przybyli oni do Indii pod koniec XVII wieku, by splądrować, a następnie zająć nowe tereny. Utworzyli silne państwo, zagrażające nawet prowincji Oudh (dziś Luknau), która od starożytności była znakomicie zagospodarowana. Patanowie zawsze wspierali Anglików, dostarczając za duże pieniądze najemnych żołnierzy, sipajów, do wojsk Kompanii Wschodnioindyjskiej.
Książę Churram otrzymał od ojca tytuł Władcy Świata, gdy złamał na jakiś czas opozycję Dekanu. Zadowolił się tym, co otrzymał w spadku po Akbarze. Budował więcej niż walczył. Zdobył tylko Pendżab i Afganistan. Sławę zawdzięcza przede wszystkim działalności fundacyjnej — budował meczety i seraje dla biednych muzułmanów. Wszystkie budowle charakteryzuje wyrafinowany smak artystyczny i doskonałość stylu, którego nie byli już w stanie osiągnąć późniejsi artyści.
Awanti daty
tworzenie się królestw Kosala, Magadha, Watsa i Awanti, dwa stulecia wpływów perskich (20-ta satrapia)
Bangladesz Dara Szikoh, daty, języki, Ma Ananda Mayi, Partition 1947, Rabindranath Tagore
…nie byłoby Pakistanu, nie powstałby Bangladesz, nie doszłoby do bratobójczych wojen.
w wyniku indyjskiej akcji militarnej powstaje Bangladesz (dawny Pakistan Wschodni )
Bengali wywodzi się z prakrytu magadhi, zapisywany alfabetem kutila, pochodnym od devanagari. Poezja śpiewana, baczan, inspirowana folklorem i religią, powstała w latach 950 — 1100, a wielki poemat Gita Gowinda Dżajadewy jest ukoronowaniem stylu. Bengali posługuje się 170 mln osób na terenie Indii i Bangladesz.
Urodziła się w rodzinie bramina, w małej wiosce w zachodnim Bengalu, dziś — w Bangladesz. Jej ojciec, człowiek głęboko religijny, utrzymywał rodzinę skromnymi środkami, czerpanymi z uprawy niewielkiego kawałka ziemi. Nirmala Sundari była otwartym radosnym dzieckiem o zawsze pogodnym usposobieniu. Lubiła wraz z ojcem śpiewać pieśni religijne, chętnie wtórowała modlitwie muezina nawołującego muzułmanów do meczetu, znała też pieśni śpiewane podczas świąt chrześcijańskich. Od dzieciństwa przyjmowała za prawdziwą każdą religię.
W 1970 roku w Pakistanie Wschodnim doszło do wybuchu zbrojnego powstania, w wyniku którego kraj ten oderwał się od przyrodniego brata przy pomocy błyskawicznej interwencji (13 dni) armii indyjskiej przysłanej przez Indirę Gandhi. Stał się Bangla Deśiem, krajem bengalczyków.
[...]
Nikt nie chciał Pakistanu z wyjątkiem Jinnaha, nikt nie marzył o suwerennym, osobnym Bengalu. Utworzono te sztuczne państwowości (Bangladesz jest dziś praktycznie kolejnym stanem Indii), ale Sikhowie i Tamilowie z trudem zrezygnowali ze swych marzeń o autonomicznych państwach. Czy na długo?
[...]
Nikt nie chciał Pakistanu z wyjątkiem Jinnaha, nikt nie marzył o suwerennym, osobnym Bengalu. Utworzono te sztuczne państwowości (Bangladesz jest dziś praktycznie kolejnym stanem Indii), ale Sikhowie i Tamilowie z trudem zrezygnowali ze swych marzeń o autonomicznych państwach. Czy na długo?
Jego pieśń Jana Gana Mana stała się w 1950 roku hymnem państwowym Indii, a pieśń Amar Shonar Bangla w 1971 roku — hymnem nowego państwa Bangladesz, tego Bengalu, który został amputowany Matce Indii.
Baroda Anglicy w Indiach, daty
W maju 1798 roku przybył do Indii jako gubernator generalny Fortu William w Bengalu Robert Wellesley lord Mornington, sprawujący ten urząd do 1805 roku. Jego młodszy brat, Arthur Wellesley, późniejszy książę Wellington, zmiażdżył w 1799 roku opór Sułtana Tipu i Kompania przejęła kontrolę nad najsilniejszym państwem południowych Indii, państwem Majsur. Zwyciężył też w 1803 roku konfederację Marathów, która dała Kompanii terytoria o powierzchni 24 000 mil kwadratowych, łącznie z miastami Delhi (w 1803, miasto to należało wcześniej do Marathów), Gwalior, Baroda (odzyskała później suwerenność), Ahmadnagar, przynoszące rocznie dwa miliony funtów szterlingów.
[...]
Już od początku lat dwudziestych XIX wieku jedynie Kompania dysponowała liczącą się siłą militarną na subkontynencie. Jednakże jej zwierzchność nad Indiami nigdy nie miała charakteru całkowitego. Trzymanie w dyscyplinie praktycznie każdego regionu wymagało obecności wojska i dowódców oraz planowanych akcji bojowych. Przy pomocy sipajów, wojska najemnego, utrzymywanego zresztą przez indyjskich władców, prowadzono praktycznie bez przerwy operacje militarne przeciwko Birmańczykom na północnym wschodzie, a na północnym zachodzie — przeciwko Afganom. Tylko dwa państwa indyjskie zachowały ostatecznie całkowitą autonomię — Baroda i Majsur.
[...]
Na durbarze w Delhi nie obyło się bez paru skandali, jak na przykład odwrócenie się plecami do władcy brytyjskiego i odejście, zamiast eleganckiego wycofywania się tyłem ze wzrokiem utkwionym w oblicze cesarza Indii. To odwrócenie się plecami do Jerzego V podczas durbaru przeszło do historii jako czyn bohaterski — tak właśnie mieli postąpić maharadża z Barody i maharadża Udaj z Udajpuru. Świadectwa epoki zgodnie potwierdzają, iż durbar w Delhi był jedną z najświetniejszych i najokazalszych ceremonii Radżu brytyjskiego. Przenosząc stolicę z Kalkuty do Delhi, Anglicy chcieli przypodobać się Hindusom i okazać szacunek starożytnej stolicy, która została założona przez Bharatów i była cytowana w Mahabharacie. Na początku XX wieku Anglicy chwytali się propagandowych spektakli, nie mających już wielkiego znaczenia, ale łechcących dumę władców indyjskich. Wzniesiono podium o marmurowych schodach, gdzie cesarska para zasiadła pod złotym baldachimem. Wokół zbudowano amfiteatr mogący pomieścić 100 tysięcy osób, a całość terenu zajmowała 40 km2. Książęta i władcy Indii przybyli hucznie wraz z rodzinami, całym dworem i służbą, wydobyli z kufrów najlepsze paradne stroje, specjalnie obstalowane na tę okazję. Wystawiono dwieście dwadzieścia trzy książęce obozy, a w niezliczonej ilości namiotów (podobno 40 tysięcy), których wystrój i urządzenie w niczym nie odbiegało od luksusów pałacowych, rozkwitało paradne życie dworskie. Wokół namiotów roztaczały się ogrody i aleje wysadzane krzakami róż, łączące poszczególne obozowiska. Durbar trwał przez parę tygodni, a festyny, rauty, mecze gry w polo, spotkania za purdahem w zenanie dla kobiet i prywatne spotkania klubowe dla mężczyzn nie miały końca. W miasteczku namiotów zamieszkało podobno 300 tysięcy osób. Było obecnych 161 książąt. Ale rzucała się w oczy i była szeroko komentowana nieobecność maharany Mewaru, Fateha Singha. Należał do najstarszego królewskiego rodu, cieszył się uznaniem i estymą, nienawidził Anglików tak jak jego poprzednicy nienawidzili Wielkiego Mogoła. Reszta obnosiła i pokazywała publicznie najlepsze klejnoty z dworskiej szkatuły — maharadża z Patiali obnosił się ze swymi diamentami, maharadża z Gwalior obnażał publicznie wspaniały pas z prawdziwych pereł, a maharadża z Barody — słynny naszyjnik z pereł.
[...]
Czy to właśnie ten naszyjnik z 68 naturalnych pereł nanizanych na dwa sznury ze starego siedmiosznurowego naszyjnika, osiągnął rekord ceny za biżuterię naturalną podczas aukcji w Genewie? W listopadzie 2004 roku Baroda Pearls, należące niegdyś do Khande Rao z Barody, wystawione na pokazie biżuterii Magnificent Jewels, osiągnęły cenę 3,1 milionów dolarów. W marcu 2008 padł nowy rekord ceny za biżuterię naturalną — 7,1 mln dolarów za naszyjnik, a zakupił go licytując przez telefon nieznany kolekcjoner z Azji.
[...]
Już od początku lat dwudziestych XIX wieku jedynie Kompania dysponowała liczącą się siłą militarną na subkontynencie. Jednakże jej zwierzchność nad Indiami nigdy nie miała charakteru całkowitego. Trzymanie w dyscyplinie praktycznie każdego regionu wymagało obecności wojska i dowódców oraz planowanych akcji bojowych. Przy pomocy sipajów, wojska najemnego, utrzymywanego zresztą przez indyjskich władców, prowadzono praktycznie bez przerwy operacje militarne przeciwko Birmańczykom na północnym wschodzie, a na północnym zachodzie — przeciwko Afganom. Tylko dwa państwa indyjskie zachowały ostatecznie całkowitą autonomię — Baroda i Majsur.
[...]
Na durbarze w Delhi nie obyło się bez paru skandali, jak na przykład odwrócenie się plecami do władcy brytyjskiego i odejście, zamiast eleganckiego wycofywania się tyłem ze wzrokiem utkwionym w oblicze cesarza Indii. To odwrócenie się plecami do Jerzego V podczas durbaru przeszło do historii jako czyn bohaterski — tak właśnie mieli postąpić maharadża z Barody i maharadża Udaj z Udajpuru. Świadectwa epoki zgodnie potwierdzają, iż durbar w Delhi był jedną z najświetniejszych i najokazalszych ceremonii Radżu brytyjskiego. Przenosząc stolicę z Kalkuty do Delhi, Anglicy chcieli przypodobać się Hindusom i okazać szacunek starożytnej stolicy, która została założona przez Bharatów i była cytowana w Mahabharacie. Na początku XX wieku Anglicy chwytali się propagandowych spektakli, nie mających już wielkiego znaczenia, ale łechcących dumę władców indyjskich. Wzniesiono podium o marmurowych schodach, gdzie cesarska para zasiadła pod złotym baldachimem. Wokół zbudowano amfiteatr mogący pomieścić 100 tysięcy osób, a całość terenu zajmowała 40 km2. Książęta i władcy Indii przybyli hucznie wraz z rodzinami, całym dworem i służbą, wydobyli z kufrów najlepsze paradne stroje, specjalnie obstalowane na tę okazję. Wystawiono dwieście dwadzieścia trzy książęce obozy, a w niezliczonej ilości namiotów (podobno 40 tysięcy), których wystrój i urządzenie w niczym nie odbiegało od luksusów pałacowych, rozkwitało paradne życie dworskie. Wokół namiotów roztaczały się ogrody i aleje wysadzane krzakami róż, łączące poszczególne obozowiska. Durbar trwał przez parę tygodni, a festyny, rauty, mecze gry w polo, spotkania za purdahem w zenanie dla kobiet i prywatne spotkania klubowe dla mężczyzn nie miały końca. W miasteczku namiotów zamieszkało podobno 300 tysięcy osób. Było obecnych 161 książąt. Ale rzucała się w oczy i była szeroko komentowana nieobecność maharany Mewaru, Fateha Singha. Należał do najstarszego królewskiego rodu, cieszył się uznaniem i estymą, nienawidził Anglików tak jak jego poprzednicy nienawidzili Wielkiego Mogoła. Reszta obnosiła i pokazywała publicznie najlepsze klejnoty z dworskiej szkatuły — maharadża z Patiali obnosił się ze swymi diamentami, maharadża z Gwalior obnażał publicznie wspaniały pas z prawdziwych pereł, a maharadża z Barody — słynny naszyjnik z pereł.
[...]
Czy to właśnie ten naszyjnik z 68 naturalnych pereł nanizanych na dwa sznury ze starego siedmiosznurowego naszyjnika, osiągnął rekord ceny za biżuterię naturalną podczas aukcji w Genewie? W listopadzie 2004 roku Baroda Pearls, należące niegdyś do Khande Rao z Barody, wystawione na pokazie biżuterii Magnificent Jewels, osiągnęły cenę 3,1 milionów dolarów. W marcu 2008 padł nowy rekord ceny za biżuterię naturalną — 7,1 mln dolarów za naszyjnik, a zakupił go licytując przez telefon nieznany kolekcjoner z Azji.
powstaje państwo Baroda, zarządzane przez Marathów, jedno z późniejszych filarów Radżu brytyjskiego
Bhutan Bhutan-Nepal-Tybet, fiszka pilotarska, Gurkhowie, tanka
Przylot do Delhi w godzinach nocnych. Przerwa tranzytowa. Przesiadka na samolot do Paro. Godz. 07:30 wylot do Królestwa Bhutanu — najbardziej tajemniczego kraju świata. Karkołomne lądowanie na krótkim pasie w Paro. Wymiana pieniędzy i transfer do hotelu na lunch i krótki odpoczynek. Po południu — ruiny fortecy Drukgyel Dzong, która obroniła dolinę Paro przed najazdem Tybetańczyków; świątynia Kyichu z VIII wieku. Następnie klasztor Paro Dzong, gdzie nakręcono zdjęcia do filmu Mały Budda. Objazd idyllicznej doliny kończy się ceremonią picia herbaty z masłem jaka w typowym domu bhutańskim. Kolacja w restauracyjce w miasteczku. Powrót do hotelu na upragniony nocleg.
[...]
Ranne przebudzenie w urzekającym świecie gór. Po śniadaniu — trekking do wiszącego na skale klasztoru Takstang, a po drodze herbatka i odpoczynek na platformie, skąd rozpościera się oszałamiający widok na „tygrysią norę” (możliwość wynajęcia małego konika-muła za 300,- rupii do samego klasztoru lub za 250,- rupii do platformy widokowej). Po niezliczonych schodach wdrapujemy się coraz wyżej, w tajemniczą krainę kontemplacji i medytacji, zadumy i refleksji, zostawiając w dole ciemne otchłanie bezdennych przepaści, gdzie jak w czarnych dziurach nikną złe myśli i troski zdrożonego wędrowca… Powrót w doliny i lunch w Paro. Muzeum Narodowe Ta Dzong (jedyne w Bhutanie). Po południu, przejazd do stolicy królestwa Bhutanu, Thimpu. Zwiedzanie: jedyny w swoim rodzaju klasztor żeński, czorten królowej i najstarszy dzong doliny (z XII wieku) z niezwykłym malowidłem Koła Życia, a także buddyjska świątynia, w której można uczestniczyć w pudży. Wieczorny spacer po mieście. Kolacja i nocleg w Thimpu.
[...]
Wyjazd za góry i lasy przez przełęcz Dochu La na wys. 3050 m do doliny Punakha. Uroda okolicy połączona z wysokością może powodować omdlenia, a zwiedzanie doliny wraz z Punakha Dzongiem wprawi nas w niemy zachwyt. Lunch nad rzeką. Spacer wśród wiosek i pól do świątyni Chime Lhakhang, gdzie kobiety modlą się o płodność własną oraz całej przyrody. Wizyta w zoo — podziwianie takina, narodowego zwierzęcia Bhutanu. Powrót na kolację i nocleg do Thimpu.
[...]
Wyjazd wcześnie rano — zjazd jedną z najpiękniejszych himalajskich dróg widokowych przez cały wschodni Bhutan aż do granicy z Indiami, czyli aż do Niziny Gangestańskiej leżącej na poziomie morza. Po drodze, piknik pod wiszącą skałą z widokiem na góry. Odprawa na granicy w Phuentsholing. Spotkanie z kontrahentem nepalskim i wymiana autobusu. Przejazd przez Sikkim, zielony spichlerz północnych Indii, dawniej odrębne królestwo, do Siliguri na nocleg. Po drodze — plantacje herbaty Darjeeling. Nocleg w Siliguri.
[...]
Ranne przebudzenie w urzekającym świecie gór. Po śniadaniu — trekking do wiszącego na skale klasztoru Takstang, a po drodze herbatka i odpoczynek na platformie, skąd rozpościera się oszałamiający widok na „tygrysią norę” (możliwość wynajęcia małego konika-muła za 300,- rupii do samego klasztoru lub za 250,- rupii do platformy widokowej). Po niezliczonych schodach wdrapujemy się coraz wyżej, w tajemniczą krainę kontemplacji i medytacji, zadumy i refleksji, zostawiając w dole ciemne otchłanie bezdennych przepaści, gdzie jak w czarnych dziurach nikną złe myśli i troski zdrożonego wędrowca… Powrót w doliny i lunch w Paro. Muzeum Narodowe Ta Dzong (jedyne w Bhutanie). Po południu, przejazd do stolicy królestwa Bhutanu, Thimpu. Zwiedzanie: jedyny w swoim rodzaju klasztor żeński, czorten królowej i najstarszy dzong doliny (z XII wieku) z niezwykłym malowidłem Koła Życia, a także buddyjska świątynia, w której można uczestniczyć w pudży. Wieczorny spacer po mieście. Kolacja i nocleg w Thimpu.
[...]
Wyjazd za góry i lasy przez przełęcz Dochu La na wys. 3050 m do doliny Punakha. Uroda okolicy połączona z wysokością może powodować omdlenia, a zwiedzanie doliny wraz z Punakha Dzongiem wprawi nas w niemy zachwyt. Lunch nad rzeką. Spacer wśród wiosek i pól do świątyni Chime Lhakhang, gdzie kobiety modlą się o płodność własną oraz całej przyrody. Wizyta w zoo — podziwianie takina, narodowego zwierzęcia Bhutanu. Powrót na kolację i nocleg do Thimpu.
[...]
Wyjazd wcześnie rano — zjazd jedną z najpiękniejszych himalajskich dróg widokowych przez cały wschodni Bhutan aż do granicy z Indiami, czyli aż do Niziny Gangestańskiej leżącej na poziomie morza. Po drodze, piknik pod wiszącą skałą z widokiem na góry. Odprawa na granicy w Phuentsholing. Spotkanie z kontrahentem nepalskim i wymiana autobusu. Przejazd przez Sikkim, zielony spichlerz północnych Indii, dawniej odrębne królestwo, do Siliguri na nocleg. Po drodze — plantacje herbaty Darjeeling. Nocleg w Siliguri.
Bhutan Sikkim (Nepal) TybetBhutan Nepal TybetBhutan - Assam - trasa autorska
Struktura ówczesnej władzy politycznej była prosta — każdą większą czy mniejszą doliną rządził lokalny kacyk, szef, wódz, herszt plemienny, pochodzący zazwyczaj z dominującej grupy etnicznej. Ogromne zróżnicowanie etniczne ludności zamieszkującej pierwsze piętra Himalajów, od Indii aż po Bhutan, nigdy nie przeszkadzało w prowadzeniu ożywionych wzajemnych stosunków handlowych między dolinami, ale koncepcja zjednoczenia była im obca i całkowicie sprzeczna z interesem rodzin trzymających władzę w górach. Żaden z drobnych władców lokalnych, znający specyfikę swego terenu i wspierany przez swój lud, nie godził się na oddanie władzy jakiemuś dalekiemu królowi z Doliny Katmandu. A zdobyć Dolinę znaczyło narzucić zwierzchność właśnie tym szefom plemiennym.
Obraz na tkaninie o tematyce religijnej, wieszany nad ołtarzami bóstw w Tybecie, Nepalu, Bhutanie i Sikkimie.
Bikaner maharadżowie, Radżputowie
Kolonizatorzy podzielili stany książęce na trzy kategorie: 118 stanów mających prawo do jednej salwy, 117 — nie mających prawa do żadnej salwy i 327 wczesnych lokalnych formacji feudalno-plemiennych (tubylcze państewka), zarządzanych prawem dynastycznych sukcesji przez dżagirdarów, thakurów i talukdarów będących często ludźmi znacznie bardziej bogatymi i poważanymi niż niejeden maharadża, któremu służyli. Pięć wyróżnionych wielkich państw-filarów Radżu brytyjskiego mających prawo, podczas oficjalnych uroczystości dworskich, do dwudziestu jeden salw armatnich to Hajdarabad, Majsur, Baroda, Gwalior i Kaszmir, wśród których jedynym władcą pochodzenia radżpuckiego był Wadijar z Majsuru, lecz ani jeden książę wczesnośredniowiecznych rodów samej Radżputany nie został wyróżniony. Oprócz wyżej wymienionych, inne państwa zarządzane z wiekim kunsztem administracyjnym przez hinduskich władców to Travancore, Indore i Bikaner. Wszędzie na dworach indyjskich panowała mieszanka obyczajów hinduskich, mogolskich i bardziej lub mniej angielskich.
Między V a VIII wiekiem trwał wielki proces hinduizacji (czy braminizacji) „nowych” plemion radżpuckich, które przyjęły hinduskie religie i obyczaje i poczęły wstępować na drogę wypełniania dharmy. Większość z nich stała się gorliwymi wyznawcami Kriszny, a Ramę uważała za protoplastę swego rodu. Klany radżpuckie, asymilując się z ludnością, wśród której legendy i mity z czasów wedyjskich były wciąż żywe, zaczęły udowadniać swe pochodzenie od rodów najbardziej starożytnych. Trochę później, w czasach średniowiecza, daje się zauważyć ogromne zainteresowanie i nawet zafascynowanie najdawniejszą historią lokalną, co zaowocowało swoistym „podłączeniem się pod tradycję wedyjską”, rozumianą zresztą jako wyjątkowa szansa wywyższenia swych rodów. Niewątpliwie bramini odegrali w tym nowym procesie mitotwórczym ogromną rolę. W Puranach cytowana jest legendarna dynastia braminów z czasów wedyjskich założona przez Ikszawaku, wnuka Surji, do której mieli należeć władcy Ajodhji, a więc Rama. Ten klan synów słońca, Surjawamsia, wzbogacił się zatem o klan Kaczwaha z Dżajpuru i Alwaru, klan Guhilot, klan Rathor z Dżodhpuru i Bikaneru, Sisodia z Udajpuru, klan Vakhela, które wszystkie zaczęły wywodzić swe pochodzenie od tej starożytnej linii. Inni Radżputowie zwrócili uwagę na „młodszą” linię Somawamsia lub Czandrawamsia, do której należały mityczne klany Jadawa (klan Kriszny), Paurawa i Kaśi, cytowane w Mahabharacie. Od synów księżyca wywiedli więc swe pochodzenie: Bhatti z Dżajsalmeru, Chudasama, klan Dżatów.
[...]
Marwar — maru wara, kraina śmierci — rozciąga się na północy, między górami Arawalli a pustynią Thar, obejmując tereny trudno dostępne, a ze względu na brak wody — nieprzyjazne. Dla mieszkańców był to jednak zawsze atut — wojska mogolskie i marackie niechętnie zapędzały się w te okolice. Wojownicy z klanu Rathore zbudowali królestwa Dżodhpur i Bikaner, a z klanu Bhatti — Dżajsalmer.
[...]
Bikaner, o powierzchni 61 355 km2, został założony w 1488 roku przez Rao Bika, księcia z klanu Rathore, młodszego syna władcy Dżodhpuru. Książę wykazywał się nieposkromioną ambicją, wobec czego ojciec wysłał go na podbój nowych ziem, z dala od swego państwa. Mając pod swą komendą mały oddziałek wojska, Bika walczył przez trzydzieści lat z dzikimi plemionami osiadłymi na pustyni, ale osiągnął cel i zbudował sobie królestwo. Od XVI wieku Bikaner znajdował się na szlaku handlowym między Persją a Niziną Hindustańską, a nawet na szlaku jedwabnym między Chinami a Bliskim Wschodem. Władcy prowadzili w Wielkimi Mogołami politykę ugodową, dzięki czemu stali się drugim co do wielkości państwem Radżputany, a ich dewiza brzmiała: niech żyje król pustyni. Piękny pałac-forteca Junagarh został wzniesiony w 1588 roku przez radżę Radż Singha, a nowoczesny Lalgarh Palace (1902-1926) przez Gangę Singha za czasów angielskich. Traktat pokojowy z Anglikami, podpisany w 1818 roku, chronił radżpuckie księstwa przede wszystkim przed Marathami.
[...]
Znajduje się tutaj jedyna w Azji farma hodowli wielbłądów, założona pod koniec XIX wieku, dostarczająca wielbłądy juczne dla armii sipajów, która prowadziła uciążliwe wojny afgańskie. Bez wielbłądów Anglicy nie mogliby przerzucać prowiantu, broni i amunicji, a radżowie — wzbogacić się. Dzięki ogromnym sumom pobieranym od Anglików za wielbłądy, zbudowano pierwszą w Indiach sieć elektryczną, zmodernizowano administrację, budowano szkoły i szpitale. Ale największym przedsięwzięciem była budowa kanału Ganga i sieci kanałów irygacyjnych, dzięki którym ogromne tereny księstwa Bikaner zostały pokryte żyznymi polami żywiącymi ludzi. Autorem powyższych usprawnień był Radża Ganga Singh (1881-1942), jeden z najbardziej światłych ludzi swej epoki.
[...]
W Deshnok (30 km) znajduje się świątynia poświęcona opiekunce księstwa. Zwyczajem wszystkich Radżputów, Rao Bika zapytał lokalną ludność jaką postać boską admirują i dla kogo ma wystawić świątynię, by żyć w zgodzie z lokalną tradycją. Opowiedziano mu historię kobiety, którą wysławiano za mądrość i współczucie do ludzi. Karni Mata była joginią i wiele osób przychodziło do niej z prośbą o radę. Kiedyś przyszły zapłakane małe dzieci pożalić się, że zmarła im matka i że zostały całkiem same na świecie. Jogini odpowiedziała im, że nie są same, gdyż w ich domu jest pełno szczurów, a każdy szczur jest inkarnacją jakiejś bliskiej osoby z rodziny. Poprosiła, by karmiły je i rozmawiały z nimi, a wtedy na pewno nie będą się czuły samotne. Karni Mata jest postacią legendarną i żyła prawdopodobnie tuż przed przybyciem Rao Biki w tamte regiony. Ludzie zawsze uważali ją za wcielenie bogini Durgi, gdyż zabiła największego demona — strach. Wszyscy władcy Bikaneru zawsze opiekowali się świątynią, czyniąc liczne fundacje i wspierając szczury żyjące tu na wolności.
[...]
Marwar — maru wara, kraina śmierci — rozciąga się na północy, między górami Arawalli a pustynią Thar, obejmując tereny trudno dostępne, a ze względu na brak wody — nieprzyjazne. Dla mieszkańców był to jednak zawsze atut — wojska mogolskie i marackie niechętnie zapędzały się w te okolice. Wojownicy z klanu Rathore zbudowali królestwa Dżodhpur i Bikaner, a z klanu Bhatti — Dżajsalmer.
[...]
Bikaner, o powierzchni 61 355 km2, został założony w 1488 roku przez Rao Bika, księcia z klanu Rathore, młodszego syna władcy Dżodhpuru. Książę wykazywał się nieposkromioną ambicją, wobec czego ojciec wysłał go na podbój nowych ziem, z dala od swego państwa. Mając pod swą komendą mały oddziałek wojska, Bika walczył przez trzydzieści lat z dzikimi plemionami osiadłymi na pustyni, ale osiągnął cel i zbudował sobie królestwo. Od XVI wieku Bikaner znajdował się na szlaku handlowym między Persją a Niziną Hindustańską, a nawet na szlaku jedwabnym między Chinami a Bliskim Wschodem. Władcy prowadzili w Wielkimi Mogołami politykę ugodową, dzięki czemu stali się drugim co do wielkości państwem Radżputany, a ich dewiza brzmiała: niech żyje król pustyni. Piękny pałac-forteca Junagarh został wzniesiony w 1588 roku przez radżę Radż Singha, a nowoczesny Lalgarh Palace (1902-1926) przez Gangę Singha za czasów angielskich. Traktat pokojowy z Anglikami, podpisany w 1818 roku, chronił radżpuckie księstwa przede wszystkim przed Marathami.
[...]
Znajduje się tutaj jedyna w Azji farma hodowli wielbłądów, założona pod koniec XIX wieku, dostarczająca wielbłądy juczne dla armii sipajów, która prowadziła uciążliwe wojny afgańskie. Bez wielbłądów Anglicy nie mogliby przerzucać prowiantu, broni i amunicji, a radżowie — wzbogacić się. Dzięki ogromnym sumom pobieranym od Anglików za wielbłądy, zbudowano pierwszą w Indiach sieć elektryczną, zmodernizowano administrację, budowano szkoły i szpitale. Ale największym przedsięwzięciem była budowa kanału Ganga i sieci kanałów irygacyjnych, dzięki którym ogromne tereny księstwa Bikaner zostały pokryte żyznymi polami żywiącymi ludzi. Autorem powyższych usprawnień był Radża Ganga Singh (1881-1942), jeden z najbardziej światłych ludzi swej epoki.
[...]
W Deshnok (30 km) znajduje się świątynia poświęcona opiekunce księstwa. Zwyczajem wszystkich Radżputów, Rao Bika zapytał lokalną ludność jaką postać boską admirują i dla kogo ma wystawić świątynię, by żyć w zgodzie z lokalną tradycją. Opowiedziano mu historię kobiety, którą wysławiano za mądrość i współczucie do ludzi. Karni Mata była joginią i wiele osób przychodziło do niej z prośbą o radę. Kiedyś przyszły zapłakane małe dzieci pożalić się, że zmarła im matka i że zostały całkiem same na świecie. Jogini odpowiedziała im, że nie są same, gdyż w ich domu jest pełno szczurów, a każdy szczur jest inkarnacją jakiejś bliskiej osoby z rodziny. Poprosiła, by karmiły je i rozmawiały z nimi, a wtedy na pewno nie będą się czuły samotne. Karni Mata jest postacią legendarną i żyła prawdopodobnie tuż przed przybyciem Rao Biki w tamte regiony. Ludzie zawsze uważali ją za wcielenie bogini Durgi, gdyż zabiła największego demona — strach. Wszyscy władcy Bikaneru zawsze opiekowali się świątynią, czyniąc liczne fundacje i wspierając szczury żyjące tu na wolności.
Birma Anglicy w Indiach, Birma-Kambodża, fiszka pilotarska, języki, moje trasy, Partition 1947
Idąc wciąż za przykładem Robert Clive'a, kolejnym państwem indyjskim, zdobytym w 1843 roku w wojnie zaborczej prowadzonej przez Kompanię, był Sind (część dzisiejszego Pakistanu) — było to preludium do zwykłej już aneksji suwerennego państwa Sikhów, Pendżabu, dokonanej w 1848 roku przez Markiza Dalhousie (1848-1856). Jako wybitny Gubernator Generalny Indii był on twórcą prawdziwie kolonialnej polityki i imperialnej administracji, która ostatecznie okazała się nazbyt kosztowna. Za jego rządów Kompania została praktycznie zduszona i ostatecznie rozdzielono zarządy. Utworzono nowe stanowisko — zarządcy Bengalu, pod mianem wice-gubernatora (1854), który jednak był całkowicie zależny od politycznej funkcji gubernatora generalnego Indii. Markiz Dalhousie dokonał też ostatecznego podboju Birmy. To on wprowadził prawo doctrine of lapse, na mocy którego Brytyjczycy mogli dokonać aneksji każdego państwa, które nie posiadało męskiego następcy tronu. Otworzyło to drogę do wszelkich nadużyć, gdyż wiele państewek i księstw indyjskich korzystało z tradycji adopcji. W 1849 roku dokonano aneksji Satary i Sambalpuru, a w 1853 — Dżansi (Jhansi) i Nagpuru. Za jego rządów wszystkie brytyjskie ośrodki połączono telegrafem, stworzono imperialny system urzędów pocztowych i wprowadzono znaczki pocztowe, w 1855 roku otwarto pierwszą linię kolejową, budowano drogi i mosty. Została zdecydowanie ograniczona suwerenność wszystkich praktycznie indyjskich państewek. W 1856 roku zmuszono do abdykacji króla prowincji Oudh, którą włączono do posiadłości angielskich, prowincję niezależną od 1818 roku, zarządzaną w tym ostatnim okresie przez hinduskich Marathów, a obejmującą starożytne królestwa Awadhi i Kośala ze stolicą w Ajodhji. Wprawdzie została w XII wieku podbita przez muzułmanów i włączona do Sułtanatu Delhijskiego, ale zachowała wielkie tradycje cywilizacji hindu. Wadżid Ali Szach, ostatni król Oudh, był poetą piszącym w języku urdu, ale też sybarytą kochającym kobiety — jego harem liczył ich 300.
Azja wita nas na lotnisku w Bangkoku, skąd potem wylatujemy do Rangunu, obecnie Yangonu, stolicy Birmy. Przylot do Rangunu. Odpoczynek po podróży, a potem zwiedzanie posągu leżącego Buddy, zespołu świątynnego Shwedagon, największej stupy świata, która zaczaruje nas na resztę podróży, tak jak niegdyś Kiplinga: This is Burma, and it will be quite unlike any land you know about.Nocleg w Rangunie.
[...]
Zwiedzanie miasta, na które Orwell narzekał kiedyś, że są w nim tylko cztery ciekawe rzeczy i wszystkie na „p”: priests (księża), pariasi, pagody i prostytutkiW rzeczywistości nikt z nas nie będzie się ani sekundy nudził — po śniadaniu ruszymy zwiedzać pałac królewski, targ pełen motywów fotograficznych, rażące swoją bielą świątynie, na czele ze świętością Birmy, Mahamuni-Buddą. Po południu, wycieczka do Mingunu, gdzie znajduje się największa na świecie pagoda, projekt pewnego szalonego króla. Zakupy kolorowych lalek i kolonialnych kapeluszy. Zachód słońca widziany z najdłuższego mostu tekowego U Bein w Amarapurze. Nocleg w Mandalay.
[...]
Zwiedzanie miasta, na które Orwell narzekał kiedyś, że są w nim tylko cztery ciekawe rzeczy i wszystkie na „p”: priests (księża), pariasi, pagody i prostytutkiW rzeczywistości nikt z nas nie będzie się ani sekundy nudził — po śniadaniu ruszymy zwiedzać pałac królewski, targ pełen motywów fotograficznych, rażące swoją bielą świątynie, na czele ze świętością Birmy, Mahamuni-Buddą. Po południu, wycieczka do Mingunu, gdzie znajduje się największa na świecie pagoda, projekt pewnego szalonego króla. Zakupy kolorowych lalek i kolonialnych kapeluszy. Zachód słońca widziany z najdłuższego mostu tekowego U Bein w Amarapurze. Nocleg w Mandalay.
Birma KambodżaBirma Kambodża Wietnam Laos
Pali jest historycznie jednym z wielu dialektów będących w użyciu już w pierwszej połowie I tysiąclecia p.n.e., zapisany również w brahmi, a następnie w dewanagari. Przedstawia wczesną fazę rozwoju języków, stan między wedyjskim a sanskrytem klasycznym. Posiadał swoje odmiany literackie, poświadczone inskrypcjami wcześniejszymi niż te zapisane w sanskrycie. Podobnie jak sanskryt, był językiem religii i nauki w północnych Indiach, na Sri Lance, w Birmie, Tajlandii, Laosie, Kambodży.
Birma-Kambodża
Lord Mountbatten był pewnym siebie lwem salonowym, dobrym admirałem, który jako dowódca sił alianckich w Azji południowo-wschodniej wsławił się tym, że wyparł wojska japońskie z Birmy. W sprawach indyjskich wykazywał się totalną ignorancją, a misją uwolnienia Indii od Anglików został obarczony dlatego, iż był prawnukiem królowej Wiktorii (a także bratankiem cara Mikołaja i kuzynem Alfonsa XIII).
Chiny cesarstwo Asioki, Dżatowie, fiszka pilotarska, mieszkańcy, Polacy wobec Indii, Radżputowie
Cesarstwo Asioki rozciągało się od Afganistanu po Bengal i od Nepalu do południowego Dekanu, a ludy drawidyjskie osadzone całkiem na południu współpracowały z cesarzem. Asioka miał Czolów za przyjaciół. Posyłał nauczycieli buddyjskich z misją na Wschód do Chin i na Zachód do imperium perskiego, które sięgało aż do ziem helleńskich i rzymskich. W świecie helleńskim mnisi głosili nieznaną naukę o miłości, współczuciu i porzuceniu wszelkich dóbr. Dla Egiptu, Grecji, Babilonu i świata żydowskiego nauki te miały zupełnie nowy wydźwięk. W czasach już późniejszych, ale z posiewu myśli Asioki, zbudowano w Antiochii i Aleksandrii wiele buddyjskich klasztorów. Jeszcze w IV wieku naszej ery mówiono o „fałszywych prorokach z Indii” (fałszywych znaczyło niezrozumiałych dla ówczesnej mentalności).
Dziś ma tam schronienie 415 gatunków ptaków, w tym 117 przybyłych z Syberii i Chin.
Indię przejechałam wzdłuż i wszerz — od przylądka Kanyakumari po Himalaje, niemal pod granicę z Chinami w Ladakhu. Od Bombaju do Kalkuty.
Pod koniec 4 tysiąclecia p.n.e. pojawiły się grupy migracyjne z Iranu, osiedlające się nad prawobrzeżnym Indusem — wysocy, postawni, o haczykowatym nosie i hardym spojrzeniu, do dziś stanowiący główną grupę ludności w Indiach północno-zachodnich. Po nich przybyły silne liczebnie grupy różnorodnych plemion indoaryjskich — Indoarjowie są wysocy, jasnoskórzy i długonosi, mieszkają na terenach między Kaszmirem i Radżputaną. Trudno dziś stwierdzić na pewno, czy Dasjowie, ciemnoskóra ludność tubylcza, jest tożsama z rasą drawidyjską. Drawidowie, prawdopodobnie autochtoni, mają skórę bardzo ciemną, hebanową, a nawet całkiem czarną, ale twarze bez rysów negroidalnych; są niscy i drobni, zamieszkują całe Indie południowe. Na pograniczu północno-wschodnim występują grupy mongoloidalne, przybyłe z Mongolii i Chin. Kolowie, Bhilowie i Mundowie to plemiona rodzime; są niskiego wzrostu, ciemnoskóre i wklęsłonose. Po Grekach nie zostało ani śladu (najwyżej na terenach dawnej Baktrii, czyli w dzisiejszym Pakistanie).
O Wandzie Dynowskiej-Umadevi (1888-1971) piękny i wyczerpujący artykuł napisał Kazimierz Tokarski, odsyłam do tej internetowej publikacji. Wanda Dynowska wyjechała do Indii w 1935 roku i została tam aż do śmierci, ostatnie dziesięć lat życia poświęcając sprawie tybetańskiej. Organizowała ochronki i szkoły dla tybetańskich dzieci, uciekających z ojczyzny po agresji Chin na Tybet. Poznała w swoim barwnym życiu wielu znakomitych mistrzów duchowych — Annie Besant, Jiddu Krishnamurtiego, Śri Aurobindo, Śri Ramanę Maharishiego, Nisargadattę Maharaja, wielokrotnie rozmawiała z Mahatmą Gandhim. Przyjaźniła się z Dalajlamą i Karolem Wojtyłłą. Uczyła, także samych Indusów, dostrzegać wielkość Indii. Wraz z Maurycym Frydmanem założyła Bibliotekę Indyjsko-Polską (która wciąż nie doczekała się w Polsce naukowego opracowania). Nazwano ją Wielką Ambasadorką kultury indyjskiej dla Polaków (ale Polacy wciąż nie znają ani jej życia, ani dorobku). Sama o sobie powiedziała: Jedyną dla mnie drogą, od której nie odstąpię nigdy, jest służenie Mistrzom i praca.
Bikaner, o powierzchni 61 355 km2, został założony w 1488 roku przez Rao Bika, księcia z klanu Rathore, młodszego syna władcy Dżodhpuru. Książę wykazywał się nieposkromioną ambicją, wobec czego ojciec wysłał go na podbój nowych ziem, z dala od swego państwa. Mając pod swą komendą mały oddziałek wojska, Bika walczył przez trzydzieści lat z dzikimi plemionami osiadłymi na pustyni, ale osiągnął cel i zbudował sobie królestwo. Od XVI wieku Bikaner znajdował się na szlaku handlowym między Persją a Niziną Hindustańską, a nawet na szlaku jedwabnym między Chinami a Bliskim Wschodem. Władcy prowadzili w Wielkimi Mogołami politykę ugodową, dzięki czemu stali się drugim co do wielkości państwem Radżputany, a ich dewiza brzmiała: niech żyje król pustyni. Piękny pałac-forteca Junagarh został wzniesiony w 1588 roku przez radżę Radż Singha, a nowoczesny Lalgarh Palace (1902-1926) przez Gangę Singha za czasów angielskich. Traktat pokojowy z Anglikami, podpisany w 1818 roku, chronił radżpuckie księstwa przede wszystkim przed Marathami.
Dżajpur Radżputowie
Między V a VIII wiekiem trwał wielki proces hinduizacji (czy braminizacji) „nowych” plemion radżpuckich, które przyjęły hinduskie religie i obyczaje i poczęły wstępować na drogę wypełniania dharmy. Większość z nich stała się gorliwymi wyznawcami Kriszny, a Ramę uważała za protoplastę swego rodu. Klany radżpuckie, asymilując się z ludnością, wśród której legendy i mity z czasów wedyjskich były wciąż żywe, zaczęły udowadniać swe pochodzenie od rodów najbardziej starożytnych. Trochę później, w czasach średniowiecza, daje się zauważyć ogromne zainteresowanie i nawet zafascynowanie najdawniejszą historią lokalną, co zaowocowało swoistym „podłączeniem się pod tradycję wedyjską”, rozumianą zresztą jako wyjątkowa szansa wywyższenia swych rodów. Niewątpliwie bramini odegrali w tym nowym procesie mitotwórczym ogromną rolę. W Puranach cytowana jest legendarna dynastia braminów z czasów wedyjskich założona przez Ikszawaku, wnuka Surji, do której mieli należeć władcy Ajodhji, a więc Rama. Ten klan synów słońca, Surjawamsia, wzbogacił się zatem o klan Kaczwaha z Dżajpuru i Alwaru, klan Guhilot, klan Rathor z Dżodhpuru i Bikaneru, Sisodia z Udajpuru, klan Vakhela, które wszystkie zaczęły wywodzić swe pochodzenie od tej starożytnej linii. Inni Radżputowie zwrócili uwagę na „młodszą” linię Somawamsia lub Czandrawamsia, do której należały mityczne klany Jadawa (klan Kriszny), Paurawa i Kaśi, cytowane w Mahabharacie. Od synów księżyca wywiedli więc swe pochodzenie: Bhatti z Dżajsalmeru, Chudasama, klan Dżatów.
[...]
Dżajpur należał do regionu Dhundhar, wschodniej części Radżputany sąsiadującej na południu z Malwą, a na wschodzie z Doabem.
[...]
Dziś jest to największe po Dżajpurze miasto Radżastanu.
[...]
Władcy Dżajpuru zaczynają swe kroniki rodzinne tak: Nasz ród był mądry i wykorzystał wszystkie sprzyjające okoliczności, by rozwinąć swą potęgę, a dzięki lojalności wobec władzy Wielkich Mogołów brał udział we wszystkich znaczących wydarzeniach tamtych czasów. Córy naszego szlachetnego rodu nie tylko rodziły cesarskie dzieci i następców tronu, lecz dostępowały zaszczytu noszenia korony cesarskiej…
[...]
Dżajpur (Jaipur) jest stolicą klanu Kaczwaha dopiero od 1727 roku. Kaczwaha utrzymują, że pochodzą od Kusha, syna Ramy. Przybyli z Gwalior w 986 roku, kiedy Radża Ishwar Das porzucił stan królewski, by w Himalajach osiągnąć nirwanę, a jego synowie zostali stamtąd wyrzuceni i musieli szukać sobie nowej ziemi. Soda Rai szukał szczęścia w okolicy Adżmeru, ale prawdziwe szczęście znalazł dopiero jego syn, Dhola Rai, który w 1006 roku poślubił piękną księżniczkę, która wniosła mu w posagu ziemię wokół Amberu. Tubylczy lud Mina stał się podporą nowych rządów i miał przywilej stawiania świętego znaku tilak na czole władcy w dniu koronacji, stali się zarządcami i obrońcami wszystkich fortów, zachowali własne obyczaje i otrzymywali od władców dżagiry. Ziemie księstwa dzieliły się na thikany, czyli dobra najbliższej rodziny, które niekiedy dawały wielkie dochody i wzbogacały tak zarządców, jak dwór (dzięki podatkom). Z tych rodzin rekrutowali się doradcy dworu, administratorzy dóbr i przyjaciele. Służba pochodziła z niższych dżati, ale ponieważ wszyscy Radżputowie czuli się ksiatrijami, to byli oni bardzo dobrze traktowani i należeli do wielkiej rodziny, ich stanowiska były zresztą dziedziczne. Ziemia lenna Bissau była jedną z pięciu samodzielnych thikan regionu Szekawati, a ich pałacyk rodowy w Dżajpurze został w latach 50. zamieniony w hotel, w którym rezydują wszystkie grupy LOGOS TRAVEL MAREK ŚLIWKA…
[...]
W latach 1699-1743 władcą był Dżaj Singh II, który zbudował miasto Dżajpur i przeniósł tam stolicę rodową. Jego ojciec, Bishan Singh, dał mu najlepsze możliwe wykształcenie, gdyż już w niemowlęctwie przepowiedziano mu wspaniały los. Wstąpił na tron w wieku 11 lat, panował przez 44 lata. To on dostał on Aurangzeba tytuł Sawai, raz i ćwiartkę mądrzejszy. Wstawał o świcie przy tajemniczym dźwięku fletu i w prostej szacie udawał się do świątyni Kali, gdzie modlił się żarliwie. Pracował przez 14 godzin dziennie, pasjonowała go matematyka i astronomia, studiował Syntaxe Ptolemeusza, Tabulae Astronomica De La Hire’a, Historia Coelestis Britanica Flamsteeda, Principia Newtona, Elements Euklidesa, tablice astronomiczne Mirza Ulug Bega oraz dzieła Aryabhatty, Varahmihiry, Brahmagupty i Bhaskaracharyi. Kazał tłumaczyć na sanskryt greckie i perskie dzieła starożytnych astronomów, zgromadził ogromną bibliotekę. Zbudował pięć obserwatoriów astronomicznych Jantar Mantar — w Dżajpurze, w swoim pałacu nad Gangą w Benaresie, w Udżdżainie i Mathurze, a w Delhi — dla potrzeb władcy mogolskiego Muhameda Szaha (jantra z sanskrytu instrument; mantra — formuła magiczna do obliczeń).
[...]
W latach 1778-1803 władzę dzierżył Pratap Singh, hojny mecenas sztuki, który zatrudniał pięćdziesiąt artystów w szkole miniatur, dla swych żon i konkubin zbudował Hawa Mahal. W 1803 roku podpisał traktat przekazujący Dżajpur pod protektorat brytyjski.
[...]
Man Singh II (1922-1970), nazywany Dżajem, pochodził z bocznej linii panującego rodu, wychował się w skromnej wiosce i dzięki szczególnym cechom charakteru, został jako siedmioletnie dziecko desygnowany na następcę. Był jednym z wybitniejszych maharadżów księstwa Dżajpur. Wprowadził swoje stare państwo do nowoczesnych Indii i przeprowadził wszystkie konieczne reformy. W 1970 roku spadł z konia podczas gry w polo i poniósł śmierć na miejscu. Na rytuale kremacji ciała była obecna królowa Anglii, Elżbieta II, która odwiedziła Dżajpur w 1964 roku, a mowę pogrzebową wygłosił Lord Mountbatten.
[...]
Rajmata Gayatri Devi mieszka w Dżajpurze w pałacu rodowym Moti Doongri.
[...]
Dżajpur należał do regionu Dhundhar, wschodniej części Radżputany sąsiadującej na południu z Malwą, a na wschodzie z Doabem.
[...]
Dziś jest to największe po Dżajpurze miasto Radżastanu.
[...]
Władcy Dżajpuru zaczynają swe kroniki rodzinne tak: Nasz ród był mądry i wykorzystał wszystkie sprzyjające okoliczności, by rozwinąć swą potęgę, a dzięki lojalności wobec władzy Wielkich Mogołów brał udział we wszystkich znaczących wydarzeniach tamtych czasów. Córy naszego szlachetnego rodu nie tylko rodziły cesarskie dzieci i następców tronu, lecz dostępowały zaszczytu noszenia korony cesarskiej…
[...]
Dżajpur (Jaipur) jest stolicą klanu Kaczwaha dopiero od 1727 roku. Kaczwaha utrzymują, że pochodzą od Kusha, syna Ramy. Przybyli z Gwalior w 986 roku, kiedy Radża Ishwar Das porzucił stan królewski, by w Himalajach osiągnąć nirwanę, a jego synowie zostali stamtąd wyrzuceni i musieli szukać sobie nowej ziemi. Soda Rai szukał szczęścia w okolicy Adżmeru, ale prawdziwe szczęście znalazł dopiero jego syn, Dhola Rai, który w 1006 roku poślubił piękną księżniczkę, która wniosła mu w posagu ziemię wokół Amberu. Tubylczy lud Mina stał się podporą nowych rządów i miał przywilej stawiania świętego znaku tilak na czole władcy w dniu koronacji, stali się zarządcami i obrońcami wszystkich fortów, zachowali własne obyczaje i otrzymywali od władców dżagiry. Ziemie księstwa dzieliły się na thikany, czyli dobra najbliższej rodziny, które niekiedy dawały wielkie dochody i wzbogacały tak zarządców, jak dwór (dzięki podatkom). Z tych rodzin rekrutowali się doradcy dworu, administratorzy dóbr i przyjaciele. Służba pochodziła z niższych dżati, ale ponieważ wszyscy Radżputowie czuli się ksiatrijami, to byli oni bardzo dobrze traktowani i należeli do wielkiej rodziny, ich stanowiska były zresztą dziedziczne. Ziemia lenna Bissau była jedną z pięciu samodzielnych thikan regionu Szekawati, a ich pałacyk rodowy w Dżajpurze został w latach 50. zamieniony w hotel, w którym rezydują wszystkie grupy LOGOS TRAVEL MAREK ŚLIWKA…
[...]
W latach 1699-1743 władcą był Dżaj Singh II, który zbudował miasto Dżajpur i przeniósł tam stolicę rodową. Jego ojciec, Bishan Singh, dał mu najlepsze możliwe wykształcenie, gdyż już w niemowlęctwie przepowiedziano mu wspaniały los. Wstąpił na tron w wieku 11 lat, panował przez 44 lata. To on dostał on Aurangzeba tytuł Sawai, raz i ćwiartkę mądrzejszy. Wstawał o świcie przy tajemniczym dźwięku fletu i w prostej szacie udawał się do świątyni Kali, gdzie modlił się żarliwie. Pracował przez 14 godzin dziennie, pasjonowała go matematyka i astronomia, studiował Syntaxe Ptolemeusza, Tabulae Astronomica De La Hire’a, Historia Coelestis Britanica Flamsteeda, Principia Newtona, Elements Euklidesa, tablice astronomiczne Mirza Ulug Bega oraz dzieła Aryabhatty, Varahmihiry, Brahmagupty i Bhaskaracharyi. Kazał tłumaczyć na sanskryt greckie i perskie dzieła starożytnych astronomów, zgromadził ogromną bibliotekę. Zbudował pięć obserwatoriów astronomicznych Jantar Mantar — w Dżajpurze, w swoim pałacu nad Gangą w Benaresie, w Udżdżainie i Mathurze, a w Delhi — dla potrzeb władcy mogolskiego Muhameda Szaha (jantra z sanskrytu instrument; mantra — formuła magiczna do obliczeń).
[...]
W latach 1778-1803 władzę dzierżył Pratap Singh, hojny mecenas sztuki, który zatrudniał pięćdziesiąt artystów w szkole miniatur, dla swych żon i konkubin zbudował Hawa Mahal. W 1803 roku podpisał traktat przekazujący Dżajpur pod protektorat brytyjski.
[...]
Man Singh II (1922-1970), nazywany Dżajem, pochodził z bocznej linii panującego rodu, wychował się w skromnej wiosce i dzięki szczególnym cechom charakteru, został jako siedmioletnie dziecko desygnowany na następcę. Był jednym z wybitniejszych maharadżów księstwa Dżajpur. Wprowadził swoje stare państwo do nowoczesnych Indii i przeprowadził wszystkie konieczne reformy. W 1970 roku spadł z konia podczas gry w polo i poniósł śmierć na miejscu. Na rytuale kremacji ciała była obecna królowa Anglii, Elżbieta II, która odwiedziła Dżajpur w 1964 roku, a mowę pogrzebową wygłosił Lord Mountbatten.
[...]
Rajmata Gayatri Devi mieszka w Dżajpurze w pałacu rodowym Moti Doongri.
Dżajsalmer Radżputowie
Między V a VIII wiekiem trwał wielki proces hinduizacji (czy braminizacji) „nowych” plemion radżpuckich, które przyjęły hinduskie religie i obyczaje i poczęły wstępować na drogę wypełniania dharmy. Większość z nich stała się gorliwymi wyznawcami Kriszny, a Ramę uważała za protoplastę swego rodu. Klany radżpuckie, asymilując się z ludnością, wśród której legendy i mity z czasów wedyjskich były wciąż żywe, zaczęły udowadniać swe pochodzenie od rodów najbardziej starożytnych. Trochę później, w czasach średniowiecza, daje się zauważyć ogromne zainteresowanie i nawet zafascynowanie najdawniejszą historią lokalną, co zaowocowało swoistym „podłączeniem się pod tradycję wedyjską”, rozumianą zresztą jako wyjątkowa szansa wywyższenia swych rodów. Niewątpliwie bramini odegrali w tym nowym procesie mitotwórczym ogromną rolę. W Puranach cytowana jest legendarna dynastia braminów z czasów wedyjskich założona przez Ikszawaku, wnuka Surji, do której mieli należeć władcy Ajodhji, a więc Rama. Ten klan synów słońca, Surjawamsia, wzbogacił się zatem o klan Kaczwaha z Dżajpuru i Alwaru, klan Guhilot, klan Rathor z Dżodhpuru i Bikaneru, Sisodia z Udajpuru, klan Vakhela, które wszystkie zaczęły wywodzić swe pochodzenie od tej starożytnej linii. Inni Radżputowie zwrócili uwagę na „młodszą” linię Somawamsia lub Czandrawamsia, do której należały mityczne klany Jadawa (klan Kriszny), Paurawa i Kaśi, cytowane w Mahabharacie. Od synów księżyca wywiedli więc swe pochodzenie: Bhatti z Dżajsalmeru, Chudasama, klan Dżatów.
[...]
Marwar — maru wara, kraina śmierci — rozciąga się na północy, między górami Arawalli a pustynią Thar, obejmując tereny trudno dostępne, a ze względu na brak wody — nieprzyjazne. Dla mieszkańców był to jednak zawsze atut — wojska mogolskie i marackie niechętnie zapędzały się w te okolice. Wojownicy z klanu Rathore zbudowali królestwa Dżodhpur i Bikaner, a z klanu Bhatti — Dżajsalmer.
[...]
Dżajsalmer (Jaisalmer) może poszczycić się jedną z najbardziej czarownych legend objaśniających lokację. Jest to miejsce ofiary, jaką Kriszna i Ardżuna złożyli po legendarnej bitwie opisanej w Mahabharacie. Kriszna przepowiedział, że ksiatrija z jego rodzinnego klanu Jadawa założy tu potężne królestwo. Ale legenda ostrzegała też, że miasto zostanie splądrowane dwa i pół raza. W XII wieku Rawal Dżajsal (Jaisal) z rodu Bhatti ulokował na tych terenach swoich ludzi i wzniósł w 1156 roku drugą z najstarszych i największych fortec Radżputany (pierwszą jest Czittorgarh). Miasto prosperowało, gdyż było świetną oazą na szlaku handlowym między Egiptem, Arabią, Persją i Azją Centralną, można było wymienić wielbłądy i bogate towary. Władców z rodu Bhatti nazywano „wilkami pustyni”.
[...]
W XVII wieku maharawal Sabal Singh (1651-1661) potwierdził hołd lenny Aurangzebowi, ale zważywszy na rychły upadek imperium, nie miało to już żadnego znaczenia. Miasto i państwo o powierzchni 42 268 km2 rozkwitły, a bogaci kupcy zbudowali jedne z najpiękniejszych radżpuckich haveli (bogate i pięknie dekorowane domy) — Patwon ki, Salim Singh ki, Nathmal ki. Jako jedno z ostatnich księstw, Dżajsalmer podpisał traktaty ugodowe z Brytyjczykami dopiero w XIX wieku.
[...]
Marwar — maru wara, kraina śmierci — rozciąga się na północy, między górami Arawalli a pustynią Thar, obejmując tereny trudno dostępne, a ze względu na brak wody — nieprzyjazne. Dla mieszkańców był to jednak zawsze atut — wojska mogolskie i marackie niechętnie zapędzały się w te okolice. Wojownicy z klanu Rathore zbudowali królestwa Dżodhpur i Bikaner, a z klanu Bhatti — Dżajsalmer.
[...]
Dżajsalmer (Jaisalmer) może poszczycić się jedną z najbardziej czarownych legend objaśniających lokację. Jest to miejsce ofiary, jaką Kriszna i Ardżuna złożyli po legendarnej bitwie opisanej w Mahabharacie. Kriszna przepowiedział, że ksiatrija z jego rodzinnego klanu Jadawa założy tu potężne królestwo. Ale legenda ostrzegała też, że miasto zostanie splądrowane dwa i pół raza. W XII wieku Rawal Dżajsal (Jaisal) z rodu Bhatti ulokował na tych terenach swoich ludzi i wzniósł w 1156 roku drugą z najstarszych i największych fortec Radżputany (pierwszą jest Czittorgarh). Miasto prosperowało, gdyż było świetną oazą na szlaku handlowym między Egiptem, Arabią, Persją i Azją Centralną, można było wymienić wielbłądy i bogate towary. Władców z rodu Bhatti nazywano „wilkami pustyni”.
[...]
W XVII wieku maharawal Sabal Singh (1651-1661) potwierdził hołd lenny Aurangzebowi, ale zważywszy na rychły upadek imperium, nie miało to już żadnego znaczenia. Miasto i państwo o powierzchni 42 268 km2 rozkwitły, a bogaci kupcy zbudowali jedne z najpiękniejszych radżpuckich haveli (bogate i pięknie dekorowane domy) — Patwon ki, Salim Singh ki, Nathmal ki. Jako jedno z ostatnich księstw, Dżajsalmer podpisał traktaty ugodowe z Brytyjczykami dopiero w XIX wieku.
Dżansi Stany Książęce Indii
Dżansi (Jhansi) było tak znakomicie zarządzane przez drobną szlachtę lokalną, że w XVIII wieku szybko się rozwinęło i nawet zagarnęło ziemie Orchhi. Ale od 1803 roku Kompania Wschodnioindyjska chciała osadzić w fortecy swój garnizon i zażądała podpisania stosownych traktatów, których podpisania lokalni władcy odmawiali. Kiedy w 1853 roku radża zmarł bezdzietnie, a władzę przejęła jego żona, Lakszmi Bai, Anglicy wykorzystali sytuację, by przejąć fort. Odrzucili odwieczne tradycyjne prawo indyjskich władców do adopcji i wprowadzili precedens prawny mówiący o tym, że jeśli władca nie ma męskiego potomka, to jego państwo automatycznie przechodzi pod panowanie Anglików. Lakszmi Bai została z fortu brutalnie wyrzucona i musiała się ukryć. Otrzymała schronienie u radży z Orchhi, zebrała resztki swej armii, skorzystała z pospolitego ruszenia i próbowała odbić fort. Nie miała szans i wkrótce poległa w walce. Rani z Jhansi jest utożsamiana z francuską Joanną d'Arc, walczącą przeciwko Anglikom.
Dżodhpur Radżputowie
Między V a VIII wiekiem trwał wielki proces hinduizacji (czy braminizacji) „nowych” plemion radżpuckich, które przyjęły hinduskie religie i obyczaje i poczęły wstępować na drogę wypełniania dharmy. Większość z nich stała się gorliwymi wyznawcami Kriszny, a Ramę uważała za protoplastę swego rodu. Klany radżpuckie, asymilując się z ludnością, wśród której legendy i mity z czasów wedyjskich były wciąż żywe, zaczęły udowadniać swe pochodzenie od rodów najbardziej starożytnych. Trochę później, w czasach średniowiecza, daje się zauważyć ogromne zainteresowanie i nawet zafascynowanie najdawniejszą historią lokalną, co zaowocowało swoistym „podłączeniem się pod tradycję wedyjską”, rozumianą zresztą jako wyjątkowa szansa wywyższenia swych rodów. Niewątpliwie bramini odegrali w tym nowym procesie mitotwórczym ogromną rolę. W Puranach cytowana jest legendarna dynastia braminów z czasów wedyjskich założona przez Ikszawaku, wnuka Surji, do której mieli należeć władcy Ajodhji, a więc Rama. Ten klan synów słońca, Surjawamsia, wzbogacił się zatem o klan Kaczwaha z Dżajpuru i Alwaru, klan Guhilot, klan Rathor z Dżodhpuru i Bikaneru, Sisodia z Udajpuru, klan Vakhela, które wszystkie zaczęły wywodzić swe pochodzenie od tej starożytnej linii. Inni Radżputowie zwrócili uwagę na „młodszą” linię Somawamsia lub Czandrawamsia, do której należały mityczne klany Jadawa (klan Kriszny), Paurawa i Kaśi, cytowane w Mahabharacie. Od synów księżyca wywiedli więc swe pochodzenie: Bhatti z Dżajsalmeru, Chudasama, klan Dżatów.
[...]
Marwar — maru wara, kraina śmierci — rozciąga się na północy, między górami Arawalli a pustynią Thar, obejmując tereny trudno dostępne, a ze względu na brak wody — nieprzyjazne. Dla mieszkańców był to jednak zawsze atut — wojska mogolskie i marackie niechętnie zapędzały się w te okolice. Wojownicy z klanu Rathore zbudowali królestwa Dżodhpur i Bikaner, a z klanu Bhatti — Dżajsalmer.
[...]
Dżodhpur (Jodhpur), największe księstwo Radżputany o powierzchni 92 279 km2, należało do radżpuckiego klanu Rathore, synów słońca. Ich przodkowie pochodzą z Dekanu, wzmiankowani po raz pierwszy już w edyktach cesarza Asioki w III wieku p.n.e. byli prawdziwymi ksiatrijami, sprawowali przez wieki władzę na wielu terenach Gudżaratu, centralnych Indii i Malwy. Od V wieku byli władcami królestwa Kanaudż, leżącego nad Gangą (dziś Uttar Pradesh). W 1193 roku zostali stamtąd przepędzeni przez Afganów, Rao Sijadżi zdołał uciec ze swoją armią, unosząc ze sobą sztandar rodowy. Osiedlili się na pustynnych terenach Marwaru, w krainie śmierci, między górami Arawalli, pustynią Thar a rzeką Luni, gdzie utworzyli potężne państwo, trwające od początku XIV do XVIII wieku. Rao Jodha założył w 1459 roku nową stolicę i wzniósł największy radżpucki pałac-fortecę Meherangarh. Nieco później, w połowie XVI wieku miasto zostało otoczone murem obronnym o 10 km długości. Przyjaźń z władcami Mewaru, znakomita polityka wewnętrzna, umiejętność zarządzania, a przede wszystkim pakty pokojowe z Wielkimi Mogołami zapewniły bogactwo, a szczyt potęgi państwo osiągnęło w XVII wieku. W 1581 roku Akbar podpisał traktat o współpracy, na potwierdzenie którego córa tego rodu, słynna Dżodhabai wyszła za mąż za syna cesarza, przyszłego Dżahangira. Po upadku Mogołów, władcy są zmuszeni prowadzić walki z Marathami, których państwo rozciągało się aż do Delhi i Agry, co zrujnowało skarbiec i wieś.
[...]
Muhammad Ali Jinnah liczył na połączenie się Dżodhpuru z Pakistanem w 1947 roku, i maharadża wahał się, ale arystokracja i wyżsi urzędnicy byli temu całkowicie przeciwni motywując tym, że ludność była w przeważającej części hinduska. Obecny maharadża Gadż Singh II jest 38 w dynastii.
[...]
Bikaner, o powierzchni 61 355 km2, został założony w 1488 roku przez Rao Bika, księcia z klanu Rathore, młodszego syna władcy Dżodhpuru. Książę wykazywał się nieposkromioną ambicją, wobec czego ojciec wysłał go na podbój nowych ziem, z dala od swego państwa. Mając pod swą komendą mały oddziałek wojska, Bika walczył przez trzydzieści lat z dzikimi plemionami osiadłymi na pustyni, ale osiągnął cel i zbudował sobie królestwo. Od XVI wieku Bikaner znajdował się na szlaku handlowym między Persją a Niziną Hindustańską, a nawet na szlaku jedwabnym między Chinami a Bliskim Wschodem. Władcy prowadzili w Wielkimi Mogołami politykę ugodową, dzięki czemu stali się drugim co do wielkości państwem Radżputany, a ich dewiza brzmiała: niech żyje król pustyni. Piękny pałac-forteca Junagarh został wzniesiony w 1588 roku przez radżę Radż Singha, a nowoczesny Lalgarh Palace (1902-1926) przez Gangę Singha za czasów angielskich. Traktat pokojowy z Anglikami, podpisany w 1818 roku, chronił radżpuckie księstwa przede wszystkim przed Marathami.
[...]
Marwar — maru wara, kraina śmierci — rozciąga się na północy, między górami Arawalli a pustynią Thar, obejmując tereny trudno dostępne, a ze względu na brak wody — nieprzyjazne. Dla mieszkańców był to jednak zawsze atut — wojska mogolskie i marackie niechętnie zapędzały się w te okolice. Wojownicy z klanu Rathore zbudowali królestwa Dżodhpur i Bikaner, a z klanu Bhatti — Dżajsalmer.
[...]
Dżodhpur (Jodhpur), największe księstwo Radżputany o powierzchni 92 279 km2, należało do radżpuckiego klanu Rathore, synów słońca. Ich przodkowie pochodzą z Dekanu, wzmiankowani po raz pierwszy już w edyktach cesarza Asioki w III wieku p.n.e. byli prawdziwymi ksiatrijami, sprawowali przez wieki władzę na wielu terenach Gudżaratu, centralnych Indii i Malwy. Od V wieku byli władcami królestwa Kanaudż, leżącego nad Gangą (dziś Uttar Pradesh). W 1193 roku zostali stamtąd przepędzeni przez Afganów, Rao Sijadżi zdołał uciec ze swoją armią, unosząc ze sobą sztandar rodowy. Osiedlili się na pustynnych terenach Marwaru, w krainie śmierci, między górami Arawalli, pustynią Thar a rzeką Luni, gdzie utworzyli potężne państwo, trwające od początku XIV do XVIII wieku. Rao Jodha założył w 1459 roku nową stolicę i wzniósł największy radżpucki pałac-fortecę Meherangarh. Nieco później, w połowie XVI wieku miasto zostało otoczone murem obronnym o 10 km długości. Przyjaźń z władcami Mewaru, znakomita polityka wewnętrzna, umiejętność zarządzania, a przede wszystkim pakty pokojowe z Wielkimi Mogołami zapewniły bogactwo, a szczyt potęgi państwo osiągnęło w XVII wieku. W 1581 roku Akbar podpisał traktat o współpracy, na potwierdzenie którego córa tego rodu, słynna Dżodhabai wyszła za mąż za syna cesarza, przyszłego Dżahangira. Po upadku Mogołów, władcy są zmuszeni prowadzić walki z Marathami, których państwo rozciągało się aż do Delhi i Agry, co zrujnowało skarbiec i wieś.
[...]
Muhammad Ali Jinnah liczył na połączenie się Dżodhpuru z Pakistanem w 1947 roku, i maharadża wahał się, ale arystokracja i wyżsi urzędnicy byli temu całkowicie przeciwni motywując tym, że ludność była w przeważającej części hinduska. Obecny maharadża Gadż Singh II jest 38 w dynastii.
[...]
Bikaner, o powierzchni 61 355 km2, został założony w 1488 roku przez Rao Bika, księcia z klanu Rathore, młodszego syna władcy Dżodhpuru. Książę wykazywał się nieposkromioną ambicją, wobec czego ojciec wysłał go na podbój nowych ziem, z dala od swego państwa. Mając pod swą komendą mały oddziałek wojska, Bika walczył przez trzydzieści lat z dzikimi plemionami osiadłymi na pustyni, ale osiągnął cel i zbudował sobie królestwo. Od XVI wieku Bikaner znajdował się na szlaku handlowym między Persją a Niziną Hindustańską, a nawet na szlaku jedwabnym między Chinami a Bliskim Wschodem. Władcy prowadzili w Wielkimi Mogołami politykę ugodową, dzięki czemu stali się drugim co do wielkości państwem Radżputany, a ich dewiza brzmiała: niech żyje król pustyni. Piękny pałac-forteca Junagarh został wzniesiony w 1588 roku przez radżę Radż Singha, a nowoczesny Lalgarh Palace (1902-1926) przez Gangę Singha za czasów angielskich. Traktat pokojowy z Anglikami, podpisany w 1818 roku, chronił radżpuckie księstwa przede wszystkim przed Marathami.
Gwalior daty
powstaje Gwalior, bogate państwo Indii środkowych, zarządzane przez Marathów z klanu Scindia
Hajdarabad daty, maharadżowie
utworzenie państwa Hajdarabad, pod zarządem muzułmańskich Nizamów
Kiedy w 1707 roku zmarł Aurangzeb, imperium nie rozpadło się w ciągu jednego dnia, a Indie nie pogrążyły się w anarchii. Władza cesarska stopniowo przechodziła w ręce lokalnych możnowładców, sprawnych administratorów czy miejscowej szlachty, a często też — poborców podatkowych. Na gruzach cesarstwa, ale czerpiąc soki z pradawnych korzeni wyrosły jak grzyby po deszczu nowe, niezależne formacje polityczne pod wodzą silnych jednostek i sprawnej arystokracji lokalnej (Baroda, Gwalior, Indore, Hajdarabad). Wspaniale odrodziły się i niebawem rozkwitły pradawne malownicze księstwa hinduskie w Radżputanie pod panowaniem ranów, radżów i maharadżów, odnowiło się państwo Majsur rządzone przez Wadijarów, a następnie trzymane silną ręką Hajdara Ali i Sułtana Tipu (1759-99), Bengal pod zarządem bajecznie bogatych nababów, dawnych urzędników mogolskich. Na tych silnych, utworzonych przez Indusów państwach, miał wkrótce oprzeć swą władzę nowy najeźdźca-kolonizator, Radż brytyjski.
[...]
Do 14 sierpnia 1947 roku mniej lub bardziej samodzielni książęta indyjscy sprawowali władzę nad 1/3 terytorium Indii, mając pod swoim zarządem około 100 milionów dusz mieszkających w 565 Princely States of India, Etats princiers des Indes, Stanach Książęcych Indii, z których niektóre były tak wielkie jak Francja czy Włochy (Hajdarabad, Jammu & Kaszmir), czy jak Belgia i Holandia razem wzięte (Dżajpur), a inne tak maleńkie jak Angora czy Liechtenstein (Bhaktapur, Orczia). W 1947 roku Stany Książęce, de facto ich władcy, wchodzili do Federacji Indyjskiej dobrowolnie i pozostawiono im wybór czy chcą przynależeć do Federacji Indyjskiej czy do Pakistanu, nie pozostawiono natomiast wyboru kontynuacji suwerenności.
[...]
Raja to król (z języka indoeuropejskiego, fr. roi, hiszp. roy). W dawnych Indiach rodzimi władcy posługiwali się tytułem raja, a gdy król okazywał się wybitny nazywano go rajaraja (król królów). Maharaja to wielki król współpracujący z lokalnymi pomniejszymi władcami, rajami, na zasadzie współzależności lenno-feudalnej. W języku polskim utrwaliła się forma maharadża i maharani. Niektórzy władcy hinduscy używali innych tytułów, jak maharana = wielki książę, maharawal = wielki zarządca, maharao (wielki król w języku marackim), mahatar i wiele innych. W Indiach środkowych i południowych używano tytułu varman, np. Yasovarman z dynastii Czandela (podobnie jak władcy w imperium Khmerów w Kambodży). Władcy muzułmańscy nazywali siebie nabab = poborca podatkowy, zarządca oraz khan = wódz, mir, żony nosiły tytuł begam. Władcy Hajdarabadu, potężnego państwa w południowych Indiach, nazywali siebie wyjątkowo nizam, po arabsku administrator; tamtejsza dynastia ugruntowała się i przyjęła ten tytuł w 1724 roku. Władcy sikhijscy i niektórzy radżpuccy używali natomiast tytułu singh = lew.
[...]
Do 14 sierpnia 1947 roku mniej lub bardziej samodzielni książęta indyjscy sprawowali władzę nad 1/3 terytorium Indii, mając pod swoim zarządem około 100 milionów dusz mieszkających w 565 Princely States of India, Etats princiers des Indes, Stanach Książęcych Indii, z których niektóre były tak wielkie jak Francja czy Włochy (Hajdarabad, Jammu & Kaszmir), czy jak Belgia i Holandia razem wzięte (Dżajpur), a inne tak maleńkie jak Angora czy Liechtenstein (Bhaktapur, Orczia). W 1947 roku Stany Książęce, de facto ich władcy, wchodzili do Federacji Indyjskiej dobrowolnie i pozostawiono im wybór czy chcą przynależeć do Federacji Indyjskiej czy do Pakistanu, nie pozostawiono natomiast wyboru kontynuacji suwerenności.
[...]
Raja to król (z języka indoeuropejskiego, fr. roi, hiszp. roy). W dawnych Indiach rodzimi władcy posługiwali się tytułem raja, a gdy król okazywał się wybitny nazywano go rajaraja (król królów). Maharaja to wielki król współpracujący z lokalnymi pomniejszymi władcami, rajami, na zasadzie współzależności lenno-feudalnej. W języku polskim utrwaliła się forma maharadża i maharani. Niektórzy władcy hinduscy używali innych tytułów, jak maharana = wielki książę, maharawal = wielki zarządca, maharao (wielki król w języku marackim), mahatar i wiele innych. W Indiach środkowych i południowych używano tytułu varman, np. Yasovarman z dynastii Czandela (podobnie jak władcy w imperium Khmerów w Kambodży). Władcy muzułmańscy nazywali siebie nabab = poborca podatkowy, zarządca oraz khan = wódz, mir, żony nosiły tytuł begam. Władcy Hajdarabadu, potężnego państwa w południowych Indiach, nazywali siebie wyjątkowo nizam, po arabsku administrator; tamtejsza dynastia ugruntowała się i przyjęła ten tytuł w 1724 roku. Władcy sikhijscy i niektórzy radżpuccy używali natomiast tytułu singh = lew.
Hastinapura Mahabharata
Według mitologii, Bharata był władcą jednego z wcześniejszych plemion indoeuropejskich, które dotarły do Indii, zatrzymały się na krótko nad Indusem, ale poszły dalej i osiedliły się nad Gangą w dorzeczu Doabu. Jego spadkobiercą był mityczny Kuru, władca ludu Kuru, który założył silne państwo o tej samej nazwie ze stolicą w Hastinapura, jedno z 16 mahajanapad, wielkich państw północnych i środkowych Indii, istniejących jeszcze w VI-V wieku p.n.e. Założona przez niego dynastia Kaurawa, wywodząca się z linii księżycowej Czandra, znalazła się w politycznym impasie, gdy władzę objął Pandu, co znaczy blady (prawdopodobnie z powodu bielactwa wynikłego z trądu).
[...]
Jego starszy brat, Dhritarasztra, był ślepy i z tego powodu nie mógł dziedziczyć tronu po swoim ojcu. Obaj bracia zostali wychowani przez Bhiszmę, wspaniałego nauczyciela, oddanego przyjaciela rodziny o nieskazitelnych przymiotach wojownika i wiernego sługi królestwa Hastinapury, jej długoletniego regenta. Chłopcy otrzymali od niego, wydawałoby się, modelowe wykształcenie i wiarę w etos warny ksiatrijów. A jednak to właśnie Bhiszma i ślepy Dhritarasztra, starszyzna rodu, ponoszą odpowiedzialność za doprowadzenie do wojny. Ich winą było milczenie i brak umiejętności podejmowania właściwej decyzji we właściwym momencie.
[...]
Historycy spierają się czy bitwa między społecznością Kuru i Pandu istotnie rozegrała się. W forcie Purana Qila w Delhi odnaleziono w 1911 roku ślady wioski Indrapat sprzed co najmniej 3000 lat — Indrapraszta zbudowana przez pięciu braci Pandawów nie jest więc miejscem mitycznym, lecz historycznym. Odnaleziono też ślady Hastinapury, bezprawnie trzymanej przez klan Kaurawów. A święty obszar Kurukszetra między Jamuną i Gangą w Doabie, miejsce boju zwaśnionych rodów, gdzie za świętych, niczym nie skłóconych czasów wedyjskich wojownik Kuru przybywał składać ofiary, to dziś równina Panipat, w stanie Haryana. Niektóre wydarzenia mogły rozegrać się już około roku 2200 p.n.e., ale bitwa dopiero około 800 p.n.e. Powiadają, że autorem Mahabharaty był Wjasa, a pisarzem Ganeśa, który spisał to, co Wjasa podyktował.
[...]
Jego starszy brat, Dhritarasztra, był ślepy i z tego powodu nie mógł dziedziczyć tronu po swoim ojcu. Obaj bracia zostali wychowani przez Bhiszmę, wspaniałego nauczyciela, oddanego przyjaciela rodziny o nieskazitelnych przymiotach wojownika i wiernego sługi królestwa Hastinapury, jej długoletniego regenta. Chłopcy otrzymali od niego, wydawałoby się, modelowe wykształcenie i wiarę w etos warny ksiatrijów. A jednak to właśnie Bhiszma i ślepy Dhritarasztra, starszyzna rodu, ponoszą odpowiedzialność za doprowadzenie do wojny. Ich winą było milczenie i brak umiejętności podejmowania właściwej decyzji we właściwym momencie.
[...]
Historycy spierają się czy bitwa między społecznością Kuru i Pandu istotnie rozegrała się. W forcie Purana Qila w Delhi odnaleziono w 1911 roku ślady wioski Indrapat sprzed co najmniej 3000 lat — Indrapraszta zbudowana przez pięciu braci Pandawów nie jest więc miejscem mitycznym, lecz historycznym. Odnaleziono też ślady Hastinapury, bezprawnie trzymanej przez klan Kaurawów. A święty obszar Kurukszetra między Jamuną i Gangą w Doabie, miejsce boju zwaśnionych rodów, gdzie za świętych, niczym nie skłóconych czasów wedyjskich wojownik Kuru przybywał składać ofiary, to dziś równina Panipat, w stanie Haryana. Niektóre wydarzenia mogły rozegrać się już około roku 2200 p.n.e., ale bitwa dopiero około 800 p.n.e. Powiadają, że autorem Mahabharaty był Wjasa, a pisarzem Ganeśa, który spisał to, co Wjasa podyktował.
Indie ahimsa, Ajodhja 6 grudnia 1992, Ajurweda, Akbar, Anglicy w Indiach, Arjowie, aszram, Babur, bakszysz, Bhagawadgita, bhakti, boginie i bogowie, bramin, brat i siostra, Dara Szikoh, darśana, Devi, Durga, Kali i inne boginie, dżati, Ganeśa, Gondowie, Gurkhowie, hindu, Humajun, India, Jacques Vigne, języki, Jogananda, Kabir, Kamasutra, Kriszna i Radha, królestwo Widżajanagaru, krowa, liczby, linga, maharadżowie, Mahatma Gandhi, Matka Teresa, miejsca sacrum, mieszkańcy, moje trasy, M.S. Swaminathan, muzułmanie, nauczyciele, pałac na kołach, pańczajat, pariasi, Partition 1947, Polacy wobec Indii, przewodnik czy pilot, pudża, Radżastan, Radżputowie, Rama i Sita, Ramajana, Romowie, siakti, Stany Książęce Indii, sufi, Swami Vijayananda, swastyka, świątynia, świątynie tamilskie, Tadż Mahal, tilak, tłumaczenia, warna, wedanta, Wedy, Wellington, Wielcy Mogołowie
Zasadę ahimsa paramo dharma stosował Mahatma Gandhi, który pozostał przez całe życie pod wielkim wpływem etyki dżinistów. Pochodził z małego miasteczka w Gudżaracie, zamieszkałego przez wyznawców tej religii, stosującą zasadę niekrzywdzenia w praktyce życia codziennego. Także im zawdzięczał swe zamiłowanie do ascetyzmu uprawianego pośród ludzi, a nie w odosobnieniu, oraz strój — białe doti. Taktyka biernego oporu, jaką przyjął w walce o niepodległość Indii, była zgodna z wyznawaną przezeń filozofią życiową. „Bierny opór” nie był więc tylko zmyślną „koncepcją” polityczną, lecz naturalną konsekwencją przyjętej raz na zawsze postawy życiowej.
Aż pojawił się Adwani, przywódca nacjonalistów, i słowami podobnymi (ale tylko podobnymi, niestety) do słów Gandhiego, grzmiał o godności hindusów i kulturowej tożsamości, nawołując do zjednoczenia sił. Zdołał zmobilizować stutysięczną armię ludzi, która przeszła jak oszalała przez środkowe Indie i stanęła pod miasteczkiem Ajodhja, przeobrażając się niepostrzeżenie w krucjatę przeciwko muzułmanom.
Pierwsze szpitale powstały w Indiach za czasów cesarza Asioki (273-232 p.n.e.); późniejsi władcy fundowali szpitale jedynie w okresie prosperity swego państwa.
Z wysokości tronu w Fatehpur Sikri, Akbar przeprowadził swoje najlepsze reformy. Do służby państwowej przyjmował wszystkich zdolnych, bez względu na wiarę i pochodzenie. W 25-tym roku panowania miał na dworze 222 urzędników, w tym 47 Persów (o żydach historia milczy), opierał się na hindusach i muzułmanach ze starych rodzin, które osiadły w Indiach jeszcze za czasów Sułtanatu Delhijskiego; mordował i gromił tylko krnąbrnych wodzów afgańskich. Przeprowadzał ścisłe kontrole urzędników. Za zdradę rzadko karał śmiercią, raczej piętnował publicznie podczas durbarów — poniżenie i hańba były najwyższą karą. Błędy i niedopatrzenia po ojcowsku wybaczał, jednając sobie wczorajszych wrogów na wiernych współpracowników.
Anglicy pojawili się w Indiach sto lat po Portugalczykach, tak naprawdę dopiero po roku 1619, kiedy otrzymali od Dżahangira monopol na prowadzenie handlu. Do roku 1707 działalność Kompanii Wschodnioindyjskiej była sporadyczna, a Anglicy osiedlali się jedynie na wybrzeżach i nie docierali w głąb kraju. Po śmierci Aurangzeba, która wyznaczyła kres panowania dynastii Wielkich Mogołów nad północnymi Indiami, Kompania prowadziła niczym nie ograniczone grabieże, plądrowanie i łupienie indyjskich towarów. Wprawdzie na tronie cesarskim w Delhi zasiadali nadal, do 1858 roku, spadkobiercy dynastii mogolskiej, lecz całkowicie utracili oni władzę i przestano się z nimi liczyć. Kompania umiejętnie wykorzystała pustkę władzy i rozpoczęła systematyczną eksploatację Indii, która trwała do lat 60. XIX wieku.
[...]
W 1858 roku Indie stały się kolonią Wielkiej Brytanii i rozpoczął się okres systematycznej i planowej kolonizacji. Pojawili się wprawdzie pierwsi wielcy administratorzy odpowiedzialni za Indie, ale budowali oni imperium brytyjskie w duchu kolonialnym. To okres Radżu brytyjskiego, kiedy rozwinęła się produkcja, a grabież Indii odbywała się w majestacie prawa. Polityka kolonialna i imperialna doznała ciosu po I wojnie światowej i od 1921 roku dominacja brytyjska zaczęła chylić się ku upadkowi, co pozwoliło Indusom przejmować sprawy polityczne i gospodarcze w swoje ręce. W wyniku II wojny światowej Indie odzyskały niepodległość 15 sierpnia 1947 roku.
[...]
Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska wysłała swego przedstawiciela z misją uzyskania cesarskiego firmanu, dekretu zezwalającego na handel. Sir Thomas Roe przybył na dwór cesarski pod koniec 1615 roku. Miał ze sobą listy uwierzytelniające króla Jakuba I, gażę 600 funtów rocznie, kapelana i lekarza w swojej świcie oraz opłaconą służbę. Spędził w Indiach trzy lata, głównie na dworze Dżahangira w Adżmerze, gdzie poznał księcia Churram i jego żonę Ardżumand-banu, późniejszą parę cesarską Szahdżahan i Mumtaz. Sir Thomas Roe umiejętnie wykorzystał niestabilność psychiczną cesarza i jego coraz bardziej widoczny brak rozeznania w zawiłościach politycznych. Dżahangir musiał być nieźle pijany, naćpany, lub jedno i drugie, kiedy w lutym 1619 roku podyktował i podpisał list następującej treści: Wydałem rozkaz wszystkim królestwom i wszystkim portom w moich posiadłościach przyjmowania wszystkich kupców angielskiej narodowości jako poddanych mego przyjaciela [Jakuba I], tak aby w każdym miejscu, w którym zechcą się osiedlić, zgotowano im odpowiednie przyjęcie oraz zagwarantowano pobyt wolny od niewygód i bezpieczny oraz zapewniono swobodę sprzedawania i kupowania wszelkich towarów bez jakichkolwiek ograniczeń. Brytyjczycy do dziś posiadają ten dokument.
[...]
W pierwszej połowie XVIII wieku zyski handlowe Kompanii ustępowały zyskom stowarzyszeń kupców arabskich, ale ponieważ jej zwierzchność zaczęła ogarniać wnętrze kraju, a nie tylko wybrzeża, zaczęła też przejmować wszelkimi sposobami dostawców, na których dotychczas nie miała wpływu, gdyż dostawy pozostawały w rękach kupców indyjskich, a źródła dostaw były jej niekiedy całkowicie nieznane i znajdowały się daleko od portów. Kupcy angielscy zaczęli przejmować lokalny handel cukrem, betelem, opium i solą. Europa płaciła srebrem, gdyż jeśli chodzi o towary nie miała wiele do zaproponowania Indiom, a Anglicy srebra nie mieli, więc musieli stosować inne manewry. Indie należały do największych na świecie producentów bawełny i jedwabiu, głównie na Wybrzeżu Koromandel. Handel bawełną i jedwabiem przyniósł prawdziwe bogactwo Kompanii. Największe sukcesy handlowe można było osiągnąć także w Bengalu — zakłady włókiennicze były rozlokowane nad całą rzeką Gangą, co pozwalało spławiać bawełnę z Delhi, Luknau, Allahabadu, Waranasi i Patny, wzdłuż rzeki Hugli aż do Fortu William w Bengalu.
[...]
Kompania zdołała utrzymać monopol solny i handlu opium, rozpoczynając erę kultur przemysłowych — herbaty w Madras i Assamie, juty w Bengalu, bawełny, kawy i tytoniu w wielu różnych regionach. Systematyczna eksploatacja Indii i scentralizowana biurokracja doprowadziły do niewiarygodnego zubożenia praktycznie wszystkich mieszkańców subkontynentu, gdyż handel zamiast przez hinduskich wajsiów był prowadzony przez urzędników Kompanii, zaś kultury przemysłowe, czyli monokultury, zrujnowały wielowiekowe doświadczenie wieśniaków, którzy prowadzili uprawy różnorodne, zgodnie z warunkami klimatyczno-geograficznymi. Wieś była zawsze w Indiach jednostką autonomiczną, samodzielnie zarządzającą zarówno sprawami gospodarczymi jak i społecznymi, zupełnie nie interesując się polityką, którą zajmował się król, nie mieszając się z kolei w sprawę zarządzania wsią. Tradycja, czyli doświadczenie mówiło, że każda wieś musi dysponować wielorakim asortymentem upraw, by nie znaleźć się w dramatycznej sytuacji, gdy jedna uprawa dozna klęski nieurodzaju. Tradycja, czyli doświadczenie mówiło, że wieś musi całkowicie wyżywić się sama, a dopiero nadwyżki mogą być odsprzedawane drogą wymiany handlowej. Anglicy zniszczyli doszczętnie subtelny system gospodarczy, który leżał u podstaw zamożności każdej warny i każdej dżati (kasty). Znamiennym jest fakt, że wszyscy najeźdźcy, zarówno starożytni Arjowie, jak średniowieczni Afganowie i nawet Wielcy Mogołowie, zrozumieli mądrość owego tradycyjnego systemu uprawiania ziemi i nigdy go nie zniszczyli, a tylko czerpali potężne korzyści finansowe z produkowanego bogactwa, czyli podatków; niszczyli natomiast, jako wyznawcy islamu, hinduską religijność; Anglicy zaś w swej indyferencji religijnej nie mieszali się w sprawy religijne, ale zniszczyli doszczętnie system ekonomiczny Indii, a zatem bogactwo ich mieszkańców, mieszając się w sprawy gospodarki. Koszta własne tej polityki były przerażające — 100 000 000, sto milionów istnień ludzkich pochłonęły błędy angielskiej gospodarki scentralizowanej, kompletnie nieprzystosowanej do specyficznej sytuacji rolnictwa w Indiach. Sto milionów istnień ludzkich poniosło śmierć w wyniku niemożności zaspokojenia potrzeby podstawowej, a mianowicie żywności, ci ludzie umarli z powodu głodu i braku rozmaitości w rolnictwie. Niekontrolowane wylewy rzek, głównie w Bengalu w delcie rzeki Gangi, normalne, bo historycznie od wieków występujące, więc poświadczone i przewidywalne susze oraz brak komunikacji między regionami monokultur kosztowały, powtórzmy to po raz trzeci — 100 000 000 śmierci. Ten ostatni problem mogła rozwiązać dopiero, i zaiste rozwiązała, dobra komunikacja, i dopiero budowa kolei w połowie XIX wieku poprawiła częściowo problemy związane z wyżywieniem. O ileż lepszy byłby wyzysk (w formie podatków), gdyby tylko pozwolono Indusom rządzić się po swojemu we własnych strukturach! Systematycznie i systemowo wprowadzano też prawo własności ziemskiej, które pozbawiało wieśniaków ojcowizny i pod koniec XIX wieku spowodowało swoiste apogeum — ruch emigracji za chlebem do ośrodków przemysłowych (Bombaj, Kalkuta), gdzie utworzyli oni slumsy, istniejące do dziś.
[...]
Zajęcie przez Kompanię Bengalu (1756), Pendżabu (1848) i prowincji Oudh (1856) oznaczało, że Indie północne nie miały już nic do powiedzenia. Ścisła kontrola nad południowymi Indiami poprzez państwo Majsur (od 1799, oddane później rodzimym władcom, dynastii Wadijarów) oraz całkowite rozbicie państwa Marathów (1818) dawało Kompanii nadzór nad wszystkimi praktycznie punktami strategicznymi Indii. Teraz czekano już tylko pretekstu do przejęcia całych Indii przez Koronę brytyjską. Takim pretekstem okazała się rewolta Sipajów.
[...]
Kompania Wschodnioindyjska od końca XVIII wieku werbowała do swej armii rodzimych mieszkańców Indii, sipaje=miejscowi, głównie Sikhów i Gurkhów, poddając ich musztrze angielskich oficerów. Powstanie, Rewolta czy Bunt Sipajów wybuchł, kiedy dowiedziano się, że tłuszcz konieczny do czyszczenia luf armatnich czy konserwacji amunicji pochodzi jakoby z krowy, co wzburzyło hindusów lub wieprza, co wzburzyło muzułmanów. 29 marca 1857 roku 80 tysięcy żołnierzy było gotowych do przeciwstawienia się temu zarządzeniu. Powstańcy zdobyli Delhi i wiele innych ośrodków władzy brytyjskiej. Buntownicy, jak ich nazywają Anglicy, powstańcy, jak ich nazywają hindusi i muzułmanie, konsolidowali się wokół osoby cesarza mogolskiego, Bahadura Szaha II w Delhi, który dla nich był zapewne gwarantem starego porządku. Paradoksalnie, lepszy wydawał się powrót do „rodzimego” porządku cesarstwa mogolskiego niż panowanie prawdziwie „obcych” Anglików. Do buntu sipajów dołączyli wieśniacy (powstanie chłopskie) oraz muzułmanie z przesłaniem dżihadu, świętej wojny przeciw Anglikom i całe północne Indie stanęły w ogniu. Ale prawdziwym powodem wzburzenia było oczywiście pozbawienie prowincji Oudh suwerenności. Po roku powstanie zostało krwawo stłumione.
[...]
Bezpośrednim następstwem Rewolty sipajów było przejęcie rządów w Indiach przez monarchię brytyjską oraz przejęcie majątku i posiadłości Kompanii.
[...]
W 1947 roku, kiedy Indie odzyskały niepodległość, Jerzy VI zrzekł się tytułu cesarza Indii, ale pozostał królem Indii i królem Pakistanu. Dopiero w 1950 roku, kiedy Indie stały się republiką, Jerzy VI stracił tytuł królewski.
[...]
Formalnie dopiero w latach osiemdziesiątych XIX wieku brytyjskie władze w Indiach zostały podporządkowane parlamentowi w Londynie.
[...]
Jerzy V był jedynym władcą brytyjskim, który odwiedził Indie. Po raz pierwszy jeszcze jako książę Walii w 1906 roku, a po raz dugi — już jako król Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i cesarz Indii. Przybył do Indii wraz z małżonką królową Marią, by odebrać hołd książąt, władców i poddanych na słynnym durbarze koronacyjnym w Delhi, który odbył się 12 grudnia 1911 w asyście 100 tysięcy osób. Ta audiencja publiczna miała umocnić lojalność Indusów wobec korony brytyjskiej i była równie wspaniała jak w Westminsterze. To wtedy wzniesiono w Bombaju słynną Gate of India, Bramę Indii, przez którą władcy przeszli i w symboliczny sposób wzięli w posiadanie Indie; ostatni żołnierze brytyjscy również symbolicznie przechodzili przez tę bramę opuszczając Indie w 1948 roku.
[...]
Stworzona przez Anglików Archeological Survey of India, którego pierwszym dyrektorem był Aleksander Cunningham, rozpoczęła badania nad dawną sztuką i numizmatyką indyjską. W Europie Indie zaczynają zadziwiać, nie tyle naturalną egzotyką, co starożytną historią i w pełni ukształtowanym systemem filozoficznym; Arthur Schopenhauer uznał Bhagawadgitę za najwspanialszy owoc filozoficznej myśli nie tylko indyjskiej, lecz światowej. Jednak ówczesne odkrycia doprowadziły do ukształtowania się mitu aryjskiego, zgodnie z którym Indie miały zawdzięczać rozwój swej wysokiej cywilizacji wyłącznie przybyciu tam plemion indoeuropejskich. W XIX wieku uważano, że cywilizacja indyjska ma co najwyżej 3500 lat, trzeba było późniejszych odkryć, by zrozumieć, że poprzedziła ją cywilizacja doliny Indusu, która zostawiła głębokie ślady w cywilizacji drawidyjskiej, do dziś żywej w południowych Indiach, i że prahistoria subkontynentu sięga 6000 lat. Do Indii zaczęli napływać z Wysp Brytyjskich prawdziwi koneserzy cywilizacji indyjskiej, rozpoczynający poważne studia i badania historyczno-archeologiczne.
[...]
To on nazwał Indie perłą w koronie brytyjskiej.
[...]
Po pierwszej wojnie światowej angielskie inwestycje w Indiach zaczęły gwałtownie maleć. Podnieśli głowę rodzimi inwestorzy indyjscy — Birla, Tata, Agarwar.
[...]
W 1945 roku w całych Indiach pracowało już tylko pięciuset wyższych urzędników Indian Civil Service i tylko dwustu policjantów!
[...]
W 1858 roku Indie stały się kolonią Wielkiej Brytanii i rozpoczął się okres systematycznej i planowej kolonizacji. Pojawili się wprawdzie pierwsi wielcy administratorzy odpowiedzialni za Indie, ale budowali oni imperium brytyjskie w duchu kolonialnym. To okres Radżu brytyjskiego, kiedy rozwinęła się produkcja, a grabież Indii odbywała się w majestacie prawa. Polityka kolonialna i imperialna doznała ciosu po I wojnie światowej i od 1921 roku dominacja brytyjska zaczęła chylić się ku upadkowi, co pozwoliło Indusom przejmować sprawy polityczne i gospodarcze w swoje ręce. W wyniku II wojny światowej Indie odzyskały niepodległość 15 sierpnia 1947 roku.
[...]
Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska wysłała swego przedstawiciela z misją uzyskania cesarskiego firmanu, dekretu zezwalającego na handel. Sir Thomas Roe przybył na dwór cesarski pod koniec 1615 roku. Miał ze sobą listy uwierzytelniające króla Jakuba I, gażę 600 funtów rocznie, kapelana i lekarza w swojej świcie oraz opłaconą służbę. Spędził w Indiach trzy lata, głównie na dworze Dżahangira w Adżmerze, gdzie poznał księcia Churram i jego żonę Ardżumand-banu, późniejszą parę cesarską Szahdżahan i Mumtaz. Sir Thomas Roe umiejętnie wykorzystał niestabilność psychiczną cesarza i jego coraz bardziej widoczny brak rozeznania w zawiłościach politycznych. Dżahangir musiał być nieźle pijany, naćpany, lub jedno i drugie, kiedy w lutym 1619 roku podyktował i podpisał list następującej treści: Wydałem rozkaz wszystkim królestwom i wszystkim portom w moich posiadłościach przyjmowania wszystkich kupców angielskiej narodowości jako poddanych mego przyjaciela [Jakuba I], tak aby w każdym miejscu, w którym zechcą się osiedlić, zgotowano im odpowiednie przyjęcie oraz zagwarantowano pobyt wolny od niewygód i bezpieczny oraz zapewniono swobodę sprzedawania i kupowania wszelkich towarów bez jakichkolwiek ograniczeń. Brytyjczycy do dziś posiadają ten dokument.
[...]
W pierwszej połowie XVIII wieku zyski handlowe Kompanii ustępowały zyskom stowarzyszeń kupców arabskich, ale ponieważ jej zwierzchność zaczęła ogarniać wnętrze kraju, a nie tylko wybrzeża, zaczęła też przejmować wszelkimi sposobami dostawców, na których dotychczas nie miała wpływu, gdyż dostawy pozostawały w rękach kupców indyjskich, a źródła dostaw były jej niekiedy całkowicie nieznane i znajdowały się daleko od portów. Kupcy angielscy zaczęli przejmować lokalny handel cukrem, betelem, opium i solą. Europa płaciła srebrem, gdyż jeśli chodzi o towary nie miała wiele do zaproponowania Indiom, a Anglicy srebra nie mieli, więc musieli stosować inne manewry. Indie należały do największych na świecie producentów bawełny i jedwabiu, głównie na Wybrzeżu Koromandel. Handel bawełną i jedwabiem przyniósł prawdziwe bogactwo Kompanii. Największe sukcesy handlowe można było osiągnąć także w Bengalu — zakłady włókiennicze były rozlokowane nad całą rzeką Gangą, co pozwalało spławiać bawełnę z Delhi, Luknau, Allahabadu, Waranasi i Patny, wzdłuż rzeki Hugli aż do Fortu William w Bengalu.
[...]
Kompania zdołała utrzymać monopol solny i handlu opium, rozpoczynając erę kultur przemysłowych — herbaty w Madras i Assamie, juty w Bengalu, bawełny, kawy i tytoniu w wielu różnych regionach. Systematyczna eksploatacja Indii i scentralizowana biurokracja doprowadziły do niewiarygodnego zubożenia praktycznie wszystkich mieszkańców subkontynentu, gdyż handel zamiast przez hinduskich wajsiów był prowadzony przez urzędników Kompanii, zaś kultury przemysłowe, czyli monokultury, zrujnowały wielowiekowe doświadczenie wieśniaków, którzy prowadzili uprawy różnorodne, zgodnie z warunkami klimatyczno-geograficznymi. Wieś była zawsze w Indiach jednostką autonomiczną, samodzielnie zarządzającą zarówno sprawami gospodarczymi jak i społecznymi, zupełnie nie interesując się polityką, którą zajmował się król, nie mieszając się z kolei w sprawę zarządzania wsią. Tradycja, czyli doświadczenie mówiło, że każda wieś musi dysponować wielorakim asortymentem upraw, by nie znaleźć się w dramatycznej sytuacji, gdy jedna uprawa dozna klęski nieurodzaju. Tradycja, czyli doświadczenie mówiło, że wieś musi całkowicie wyżywić się sama, a dopiero nadwyżki mogą być odsprzedawane drogą wymiany handlowej. Anglicy zniszczyli doszczętnie subtelny system gospodarczy, który leżał u podstaw zamożności każdej warny i każdej dżati (kasty). Znamiennym jest fakt, że wszyscy najeźdźcy, zarówno starożytni Arjowie, jak średniowieczni Afganowie i nawet Wielcy Mogołowie, zrozumieli mądrość owego tradycyjnego systemu uprawiania ziemi i nigdy go nie zniszczyli, a tylko czerpali potężne korzyści finansowe z produkowanego bogactwa, czyli podatków; niszczyli natomiast, jako wyznawcy islamu, hinduską religijność; Anglicy zaś w swej indyferencji religijnej nie mieszali się w sprawy religijne, ale zniszczyli doszczętnie system ekonomiczny Indii, a zatem bogactwo ich mieszkańców, mieszając się w sprawy gospodarki. Koszta własne tej polityki były przerażające — 100 000 000, sto milionów istnień ludzkich pochłonęły błędy angielskiej gospodarki scentralizowanej, kompletnie nieprzystosowanej do specyficznej sytuacji rolnictwa w Indiach. Sto milionów istnień ludzkich poniosło śmierć w wyniku niemożności zaspokojenia potrzeby podstawowej, a mianowicie żywności, ci ludzie umarli z powodu głodu i braku rozmaitości w rolnictwie. Niekontrolowane wylewy rzek, głównie w Bengalu w delcie rzeki Gangi, normalne, bo historycznie od wieków występujące, więc poświadczone i przewidywalne susze oraz brak komunikacji między regionami monokultur kosztowały, powtórzmy to po raz trzeci — 100 000 000 śmierci. Ten ostatni problem mogła rozwiązać dopiero, i zaiste rozwiązała, dobra komunikacja, i dopiero budowa kolei w połowie XIX wieku poprawiła częściowo problemy związane z wyżywieniem. O ileż lepszy byłby wyzysk (w formie podatków), gdyby tylko pozwolono Indusom rządzić się po swojemu we własnych strukturach! Systematycznie i systemowo wprowadzano też prawo własności ziemskiej, które pozbawiało wieśniaków ojcowizny i pod koniec XIX wieku spowodowało swoiste apogeum — ruch emigracji za chlebem do ośrodków przemysłowych (Bombaj, Kalkuta), gdzie utworzyli oni slumsy, istniejące do dziś.
[...]
Zajęcie przez Kompanię Bengalu (1756), Pendżabu (1848) i prowincji Oudh (1856) oznaczało, że Indie północne nie miały już nic do powiedzenia. Ścisła kontrola nad południowymi Indiami poprzez państwo Majsur (od 1799, oddane później rodzimym władcom, dynastii Wadijarów) oraz całkowite rozbicie państwa Marathów (1818) dawało Kompanii nadzór nad wszystkimi praktycznie punktami strategicznymi Indii. Teraz czekano już tylko pretekstu do przejęcia całych Indii przez Koronę brytyjską. Takim pretekstem okazała się rewolta Sipajów.
[...]
Kompania Wschodnioindyjska od końca XVIII wieku werbowała do swej armii rodzimych mieszkańców Indii, sipaje=miejscowi, głównie Sikhów i Gurkhów, poddając ich musztrze angielskich oficerów. Powstanie, Rewolta czy Bunt Sipajów wybuchł, kiedy dowiedziano się, że tłuszcz konieczny do czyszczenia luf armatnich czy konserwacji amunicji pochodzi jakoby z krowy, co wzburzyło hindusów lub wieprza, co wzburzyło muzułmanów. 29 marca 1857 roku 80 tysięcy żołnierzy było gotowych do przeciwstawienia się temu zarządzeniu. Powstańcy zdobyli Delhi i wiele innych ośrodków władzy brytyjskiej. Buntownicy, jak ich nazywają Anglicy, powstańcy, jak ich nazywają hindusi i muzułmanie, konsolidowali się wokół osoby cesarza mogolskiego, Bahadura Szaha II w Delhi, który dla nich był zapewne gwarantem starego porządku. Paradoksalnie, lepszy wydawał się powrót do „rodzimego” porządku cesarstwa mogolskiego niż panowanie prawdziwie „obcych” Anglików. Do buntu sipajów dołączyli wieśniacy (powstanie chłopskie) oraz muzułmanie z przesłaniem dżihadu, świętej wojny przeciw Anglikom i całe północne Indie stanęły w ogniu. Ale prawdziwym powodem wzburzenia było oczywiście pozbawienie prowincji Oudh suwerenności. Po roku powstanie zostało krwawo stłumione.
[...]
Bezpośrednim następstwem Rewolty sipajów było przejęcie rządów w Indiach przez monarchię brytyjską oraz przejęcie majątku i posiadłości Kompanii.
[...]
W 1947 roku, kiedy Indie odzyskały niepodległość, Jerzy VI zrzekł się tytułu cesarza Indii, ale pozostał królem Indii i królem Pakistanu. Dopiero w 1950 roku, kiedy Indie stały się republiką, Jerzy VI stracił tytuł królewski.
[...]
Formalnie dopiero w latach osiemdziesiątych XIX wieku brytyjskie władze w Indiach zostały podporządkowane parlamentowi w Londynie.
[...]
Jerzy V był jedynym władcą brytyjskim, który odwiedził Indie. Po raz pierwszy jeszcze jako książę Walii w 1906 roku, a po raz dugi — już jako król Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i cesarz Indii. Przybył do Indii wraz z małżonką królową Marią, by odebrać hołd książąt, władców i poddanych na słynnym durbarze koronacyjnym w Delhi, który odbył się 12 grudnia 1911 w asyście 100 tysięcy osób. Ta audiencja publiczna miała umocnić lojalność Indusów wobec korony brytyjskiej i była równie wspaniała jak w Westminsterze. To wtedy wzniesiono w Bombaju słynną Gate of India, Bramę Indii, przez którą władcy przeszli i w symboliczny sposób wzięli w posiadanie Indie; ostatni żołnierze brytyjscy również symbolicznie przechodzili przez tę bramę opuszczając Indie w 1948 roku.
[...]
Stworzona przez Anglików Archeological Survey of India, którego pierwszym dyrektorem był Aleksander Cunningham, rozpoczęła badania nad dawną sztuką i numizmatyką indyjską. W Europie Indie zaczynają zadziwiać, nie tyle naturalną egzotyką, co starożytną historią i w pełni ukształtowanym systemem filozoficznym; Arthur Schopenhauer uznał Bhagawadgitę za najwspanialszy owoc filozoficznej myśli nie tylko indyjskiej, lecz światowej. Jednak ówczesne odkrycia doprowadziły do ukształtowania się mitu aryjskiego, zgodnie z którym Indie miały zawdzięczać rozwój swej wysokiej cywilizacji wyłącznie przybyciu tam plemion indoeuropejskich. W XIX wieku uważano, że cywilizacja indyjska ma co najwyżej 3500 lat, trzeba było późniejszych odkryć, by zrozumieć, że poprzedziła ją cywilizacja doliny Indusu, która zostawiła głębokie ślady w cywilizacji drawidyjskiej, do dziś żywej w południowych Indiach, i że prahistoria subkontynentu sięga 6000 lat. Do Indii zaczęli napływać z Wysp Brytyjskich prawdziwi koneserzy cywilizacji indyjskiej, rozpoczynający poważne studia i badania historyczno-archeologiczne.
[...]
To on nazwał Indie perłą w koronie brytyjskiej.
[...]
Po pierwszej wojnie światowej angielskie inwestycje w Indiach zaczęły gwałtownie maleć. Podnieśli głowę rodzimi inwestorzy indyjscy — Birla, Tata, Agarwar.
[...]
W 1945 roku w całych Indiach pracowało już tylko pięciuset wyższych urzędników Indian Civil Service i tylko dwustu policjantów!
Tak czy inaczej, rola Indoeuropejczyków została wielce przeceniona w koncepcjach dziewiętnastowiecznego historyzmu. Z jednej strony wykazywał on wyższość wszystkiego, co europejskie, a z drugiej — wyższość wszystkiego, co starożytne. Kiedy nagle okazało się, że cywilizacja Indii jest starsza od cywilizacji greckiej, trzeba było zbudować takie teorie, które pozwoliłyby podłączyć się pod ową starszą od greckiej starożytność. Stąd mit o wspólnym pochodzeniu. Anglikom było to pomocne w zarządzaniu Indiami, a Niemcy mieli na czym oprzeć swe rasistowskie i nazistowskie, jakoby starożytne, koncepcje wyższości i czystości ras. Była to czysta ideologia Indoeuropejczyków z Europy. Dziś, zarówno w Indiach jak i na Zachodzie, zwraca się szczególniejszą uwagę na rodzime cywilizacje, zwłaszcza Indii południowych.
[...]
W jednym z hymnów wedyjskich mówi się, że cztery stany społeczne zwane warnami powstały z różnych części ciała złożonego w ofierze Praczłowieka — Pana Stworzeń. Z jego ust narodzili się bramini, z jego ramion — ksiatrijowie, z lędźwi — wajsiowie i ze stóp — siudrowie. Uważa się nadal, że to Indoeuropejczycy, którzy nad Indusem przyjęli imię Arya, zbudowali w północnych Indiach system warnowy. Ale pozostaje niejasne, czy ten podział został rzeczywiście przyniesiony przez nich, czy tylko ugruntowali oni i opisali układ społeczny, który w Indiach istniał dużo wcześniej. Byłby to wtedy podział społeczny par excellence hindu, pochodzący znad rzeki Indus. Przemawia za tym fakt, że na południu wśród ludów drawidyjskich, dokąd dotarli Harappejczycy, a Indoeuropejczycy nawet nie doszli, system warnowy był osadzony równie mocno jak na północy.
[...]
Do dziś w całych Indiach wielu mężczyzn, zwłaszcza z rodzin bramińskich, nosi imię Arya.
[...]
Guy Sorman w Le genie de l'Inde uważa, że Arjowie i ich warny nie pochodzą od Indoeuropejczyków, a mit „aryjski” został ukuty w XIX wieku. W rzeczywistości warnowy układ społeczny, oparty o kryterium arya, szlachetny wytworzył się w Indiach pod wpływem mieszania się czynników politycznych, społecznych, kulturowych, ludowych, rasowych, językowych, etnicznych, tak rodzimych jak i napływowych.
[...]
W jednym z hymnów wedyjskich mówi się, że cztery stany społeczne zwane warnami powstały z różnych części ciała złożonego w ofierze Praczłowieka — Pana Stworzeń. Z jego ust narodzili się bramini, z jego ramion — ksiatrijowie, z lędźwi — wajsiowie i ze stóp — siudrowie. Uważa się nadal, że to Indoeuropejczycy, którzy nad Indusem przyjęli imię Arya, zbudowali w północnych Indiach system warnowy. Ale pozostaje niejasne, czy ten podział został rzeczywiście przyniesiony przez nich, czy tylko ugruntowali oni i opisali układ społeczny, który w Indiach istniał dużo wcześniej. Byłby to wtedy podział społeczny par excellence hindu, pochodzący znad rzeki Indus. Przemawia za tym fakt, że na południu wśród ludów drawidyjskich, dokąd dotarli Harappejczycy, a Indoeuropejczycy nawet nie doszli, system warnowy był osadzony równie mocno jak na północy.
[...]
Do dziś w całych Indiach wielu mężczyzn, zwłaszcza z rodzin bramińskich, nosi imię Arya.
[...]
Guy Sorman w Le genie de l'Inde uważa, że Arjowie i ich warny nie pochodzą od Indoeuropejczyków, a mit „aryjski” został ukuty w XIX wieku. W rzeczywistości warnowy układ społeczny, oparty o kryterium arya, szlachetny wytworzył się w Indiach pod wpływem mieszania się czynników politycznych, społecznych, kulturowych, ludowych, rasowych, językowych, etnicznych, tak rodzimych jak i napływowych.
Trudno sobie wyobrazić Indie bez aszramu, która jest swoistą instytucją.
W 1519 przekroczył Indus. 21 kwietnia 1526 roku, kiedy Słońce stało w znaku Strzelca, „na wysokości grotu lancy” 12 tysięcy nieuchwytnych kawalerzystów szarżujących na koniach arabskich rozgromiło pod Panipatem 100 tysięcy najmitów ostatniego sułtana Delhi, Ibrahima Lodi. Rozpoczyna się w Indiach panowanie rodu, który sam siebie nazwał dynastią Wielkich Mogołów.
Otóż w Indiach bakszysz jest kontrolowany społecznie. Za drobne usługi cena jest zwyczajowo ustalona i tylko taką należy wypłacać.
[...]
W starożytnych Indiach istniał jeszcze prasad, dar pożywienia składany w świątyni bogom.
[...]
Wydaje się, że baksz-system spełnia w Indiach funkcję Janosika — odbiera tym, którzy mają więcej i daje tym, którzy mają mniej. Jest nie tylko akceptowany społecznie, jest społecznie niezbędny w państwie całkowicie pozbawionym systemu zabezpieczeń socjalnych, funkcjonującym wprost przeciwnie niż państwo opiekuńcze. Zastępuje też redystrybucję pieniądza płynącego z podatków, utrzymujących tylko wielkie przedsięwzięcia państwowe. Granice między niegroźnym baksz-systemem, szarą strefą, systemem mafijnym, a kontrolowanym przez państwo systemem podatkowym są oczywiście bardzo płynne i niemożliwe do uchwycenia.
[...]
gdyby nie szara strefa w gospodarce, to Indie nie ruszyłyby z miejsca.
[...]
W starożytnych Indiach istniał jeszcze prasad, dar pożywienia składany w świątyni bogom.
[...]
Wydaje się, że baksz-system spełnia w Indiach funkcję Janosika — odbiera tym, którzy mają więcej i daje tym, którzy mają mniej. Jest nie tylko akceptowany społecznie, jest społecznie niezbędny w państwie całkowicie pozbawionym systemu zabezpieczeń socjalnych, funkcjonującym wprost przeciwnie niż państwo opiekuńcze. Zastępuje też redystrybucję pieniądza płynącego z podatków, utrzymujących tylko wielkie przedsięwzięcia państwowe. Granice między niegroźnym baksz-systemem, szarą strefą, systemem mafijnym, a kontrolowanym przez państwo systemem podatkowym są oczywiście bardzo płynne i niemożliwe do uchwycenia.
[...]
gdyby nie szara strefa w gospodarce, to Indie nie ruszyłyby z miejsca.
[Główny podatek od ziemi i stad, 1/6 do 1/3 dochodów, pobierany w dawnych Indiach przez władców, nazywał się bhaga i był podatkiem od wzbogacenia; dzisiejszy VAT.]
Opozycją do bhakti jest kama, pożądanie, ale nie — zmysłowość, która jest istotą każdego communion mystique. Nurty bhakti wywodzą się z Indii południowych, zwłaszcza z orgiastycznych rytuałów ku czci boga Śiwy, prawdopodobnie najstarszej warstwy religijnej hindu. Ogarnęły praktycznie całe Indie i zabarwiły wszystkie wierzenia i odłamy religijne — to nie tyle ruch czy filozofia, ile nowy sposób percepcji bóstwa i jego roli w świecie. Rozwijały się nie tyle w opozycji do (sztywnego i nudnego) nauczania braminów i rytualistycznego hinduizmu Wed, ale mimowolnie i spontanicznie. Podkreślały znaczenie indywidualnej pobożności i głębokiego oddania bogom, zwłaszcza Krisznie. Brak skomplikowanych ceremonii i brak różnic kastowych — wobec bóstwa wszyscy są równi — zjednał szerokie rzesze wyznawców. Przypomniał i wzmocnił dżinijską ahimsę, niekrzywdzenie i powrócił do wegetarianizmu. Trudno powiedzieć czy nurty te były zwalczane i dławione, ale były z pewnością deprecjonowane. To zapewne bramini nazwali bhaktów „wrogami Wed”.
[...]
W Indiach bhakti najbardziej ujawniała się i ujawnia w kulcie boga Kriszny, zwłaszcza w słynnym tańcu lilarasa. Kiedy Kriszna gra na flecie wszystkie kobiety opuszczają swoich mężów i biegną oddać się szalonemu tańcu z bogiem, a każda kobieta ma złudzenie, że bóg tańczy tylko z nią. Opowieści o pożądaniu i pragnieniu zespolenia z Kriszną wkładane są w usta pastereczki Radhy, która opiewa tęsknotę w rzewnych pieśniach (ragach). Wymykanie się młodej kobiety nocą spod dachu małżonka prosto w objęcia pięknego Kriszny, to oczywiście metafora duszy, która tęskni za zjednoczeniem z boskością. Gra na flecie to odwieczne przywoływanie duszy, to czarowanie jej, by zapomniała o ziemskim cierpieniu. Do kultu i tradycji Kriszny odwołuje się dziś w Indiach około 300 mln ludzi.
[...]
W Indiach bhakti najbardziej ujawniała się i ujawnia w kulcie boga Kriszny, zwłaszcza w słynnym tańcu lilarasa. Kiedy Kriszna gra na flecie wszystkie kobiety opuszczają swoich mężów i biegną oddać się szalonemu tańcu z bogiem, a każda kobieta ma złudzenie, że bóg tańczy tylko z nią. Opowieści o pożądaniu i pragnieniu zespolenia z Kriszną wkładane są w usta pastereczki Radhy, która opiewa tęsknotę w rzewnych pieśniach (ragach). Wymykanie się młodej kobiety nocą spod dachu małżonka prosto w objęcia pięknego Kriszny, to oczywiście metafora duszy, która tęskni za zjednoczeniem z boskością. Gra na flecie to odwieczne przywoływanie duszy, to czarowanie jej, by zapomniała o ziemskim cierpieniu. Do kultu i tradycji Kriszny odwołuje się dziś w Indiach około 300 mln ludzi.
Jednak owa konstrukcja na trzy, oparta na indoeuropejskiej koncepcji trójdziałania męskiej mocy sprawczej, zetknęła się w Indiach z zupełnie różną, lecz dobrze wypracowaną koncepcją współdziałania dwóch energii, z których rodzi się mnogość form świata. Rozumienie świata sprzed przybycia Indoeuropejczyków, było oparte na koncepcji DWÓCH pierwiastków, które tworzą rzeczywistość: siakti i śiwa, żeńska energia działania i męska energia stwórcza. Mnogość światów powstaje, rodzi się z kombinacji owych dwóch przeciwstawnych zasad.
[...]
Pierwiastek Śiwa został sprowadzony do obrazu boga o konkretnych cechach osobowych, natomiast siakti nie została sprowadzona do postaci jednego, konkretnego bóstwa, pozostając czystą energią poruszającą świat, czystym działaniem, czystym spełnianiem i wykonaniem. Z drugiej strony, boginie uosabiające ów pierwiastek żeński występowały w Indiach przedaryjskich tak licznie, że dziś nie sposób dojść, ile ich było. Wszystkie nosiły i noszą wspólne imię Mahadevi, ale praktycznie każdy zakątek Indii, każda wioska czciła siakti pod swoim imieniem.
[...]
O pierwotności bogini świadczy na przykład fakt, że w wielkiej świątyni w Maduraj, poświęconej Minakszi (Meenakshi), to nie bogini jest przenoszona do sypialni Śiwy, lecz odwrotnie — bramini przenoszą w srebrnej lektyce wielkiego boga Śiwę do sypialni bogini, silnej niegdyś w Indiach południowych żeńskiej postaci boskości.
[...]
Pierwiastek Śiwa został sprowadzony do obrazu boga o konkretnych cechach osobowych, natomiast siakti nie została sprowadzona do postaci jednego, konkretnego bóstwa, pozostając czystą energią poruszającą świat, czystym działaniem, czystym spełnianiem i wykonaniem. Z drugiej strony, boginie uosabiające ów pierwiastek żeński występowały w Indiach przedaryjskich tak licznie, że dziś nie sposób dojść, ile ich było. Wszystkie nosiły i noszą wspólne imię Mahadevi, ale praktycznie każdy zakątek Indii, każda wioska czciła siakti pod swoim imieniem.
[...]
O pierwotności bogini świadczy na przykład fakt, że w wielkiej świątyni w Maduraj, poświęconej Minakszi (Meenakshi), to nie bogini jest przenoszona do sypialni Śiwy, lecz odwrotnie — bramini przenoszą w srebrnej lektyce wielkiego boga Śiwę do sypialni bogini, silnej niegdyś w Indiach południowych żeńskiej postaci boskości.
Za czasów radżu brytyjskiego, Anglicy zatrudniali braminów jako urzędników, a więc zostawali oni wykształconymi prawnikami, adwokatami, sekretarzami, lekarzami… Cały system warn miał w czasach kolonialnych wszelkie możliwe warunki, by upaść. A jednak przetrwał i nie stał się przeżytkiem, i w dzisiejszych Indiach też ma się dobrze. Z całą pewnością przeżyje także demokrację, choć podlega stałym zmianom ewolucyjnym (ale nie rewolucyjnym).
[...]
W dawnych Indiach bramini spełniali czasem funkcję kapłanów i byli pośrednikami, jak wszędzie, między człowiekiem a bóstwem, odprawiając rozmaite obrzędy religijne stosownie do zapotrzebowań różnych społeczności. Ale obsługiwali tylko ryty wedyjskie, skupiając się przede wszystkim na studiowaniu Wed. Obrzędy lokalne sprzed przybycia Arjów były odprawiane przez niearyjskich służebników, w rodzimych dialektach i w tradycyjnych, bardzo starożytnych miejscach kultu. Każda społeczność wiejska dysponowała grupą ludzi obsługującą te miejsca i przynależne im święta, zgodnie z lokalnym obrzędem — bramini byli dopuszczeni albo nie do biernego udziału i obserwowania pradawnej religijności. Z pewnością nie obsługiwali obrzędów niearyjskich. Do dzisiaj każda dżati w społecznościach wiejskich ma własną świątynię, w której czci swoje własne, jedyne i niepowtarzalne bóstwo i swoich ludzi (nie braminów) do odprawiania pudży. Ci służebnicy (gurav), wybierani przez każdą dżati oddzielnie, żyli i żyją do dziś z datków ludności tubylczej i ewentualnie z opłat pielgrzymów odwiedzających świątynię.
[...]
Bramini odegrali w zamierzchłych czasach zupełnie wyjątkową rolę, a mianowicie przyswoili intelektualnie i przetworzyli ogromny dorobek cywilizacyjny ludów drawidyjskich i wszystkich innych ludów tubylczych, z którymi przyszło im się zetknąć na subkontynencie indyjskim. Przemierzali Indie wzdłuż i wszerz, dążąc oczywiście do rozprzestrzenienia ich wiedzy, czyli Wed, ale poznając jednocześnie rodzime tradycje. Ludności niearyjskiej starali się narzucić stworzony przez siebie ustrój społeczny, zgodny z kosmologią, mitologią i nauką Wed, ale także własne wyobrażenia, interpretacje i poglądy na życie i świat. Podglądając starożytne ryty i obyczaje, chętnie przejmowali wierzenia ludowe i niebanalne sposoby okiełznania nieprzychylnych człowiekowi sił przyrody, by następnie wszystko to legalizować i braminizować. Szerzone przez nich nauki stawały się coraz bardziej syntetyczne i synkretyczne. Gdziekolwiek się osiedlali, wszędzie zatrudniali się jako nauczyciele, mężowie zaufania książąt i władców, królów i pańczajatów, depozytariusze i interpretatorzy świętej tradycji Wed oraz stróże dharmy, a nadto jako egzorcyści, wykładacze snów i oznak niebiańskich. Jednak ich działalność nie mogła przekraczać wielu kompetencji lokalnych wodzów plemiennych i służebników kultów starszych niż wedyjskie. Od momentu pojawienia się na subkontynencie indyjskim byli skazani na współpracę i interpretowanie rozmaitych tradycji w duchu akceptacji i poszanowania tkanki, by tak rzec, rodzimej, zastanej. Służyli społeczeństwu swoją wiedzą i nabytym znawstwem wszystkich komponentów starożytnych indyjskich kultur. To oni spisywali tajemne mantry i ich wykładnie znaczeniowe, formułowali pierwsze zrozumienie pogłębionej myśli religijnej najeźdźców i redagowali pierwsze teksty religijne. Poprzez interpretację przyjmowali nowych bogów, zachowując zarazem własne pojęcia duchowe i uporządkowali to, co udało im się zrozumieć z najdawniejszego substraktu wierzeń na subkontynencie. To oni współtworzyli, wraz z poetami riszi i słuchającymi ich opowieści ludźmi, wspólny język — sanskryt. Przez trwający tysiąc lat okres wedyjski — od 1600 do 600 p.n.e. — byli ustami tworzącego się nowego społeczeństwa. Dopiero w późniejszym okresie męczyli ludność sztywnymi regułami, których znaczenia nikt już poza nimi nie rozumiał. Z początkiem naszej ery zaczęli poszerzać swoje wpływy poza Nizinę Hindustańską, na cały subkontynent indyjski, odgrywając zawsze wielką rolę w jednoczeniu różnych grup etnicznych w procesie braminizacji, który nie ustał do dziś.
[...]
Nie zgadzam się z twierdzeniem Jana Kieniewicza w jego Historii Indii, że jest to kraj z wielką przeszłością, ale bez historii.Bramini opowiadają swoim synom do dziś najstarsze tradycje wedyjskie, a więc najbardziej istotną część historii. I jeśli Indie są takie modne, to właśnie dlatego, że tylko tam przetrwała najistotniejsza treść ludzkiej działalności — myśl egzystencjalna, filozofia Upaniszad, duchowość i tradycje ezoteryczne.
[...]
W dawnych Indiach bramini spełniali czasem funkcję kapłanów i byli pośrednikami, jak wszędzie, między człowiekiem a bóstwem, odprawiając rozmaite obrzędy religijne stosownie do zapotrzebowań różnych społeczności. Ale obsługiwali tylko ryty wedyjskie, skupiając się przede wszystkim na studiowaniu Wed. Obrzędy lokalne sprzed przybycia Arjów były odprawiane przez niearyjskich służebników, w rodzimych dialektach i w tradycyjnych, bardzo starożytnych miejscach kultu. Każda społeczność wiejska dysponowała grupą ludzi obsługującą te miejsca i przynależne im święta, zgodnie z lokalnym obrzędem — bramini byli dopuszczeni albo nie do biernego udziału i obserwowania pradawnej religijności. Z pewnością nie obsługiwali obrzędów niearyjskich. Do dzisiaj każda dżati w społecznościach wiejskich ma własną świątynię, w której czci swoje własne, jedyne i niepowtarzalne bóstwo i swoich ludzi (nie braminów) do odprawiania pudży. Ci służebnicy (gurav), wybierani przez każdą dżati oddzielnie, żyli i żyją do dziś z datków ludności tubylczej i ewentualnie z opłat pielgrzymów odwiedzających świątynię.
[...]
Bramini odegrali w zamierzchłych czasach zupełnie wyjątkową rolę, a mianowicie przyswoili intelektualnie i przetworzyli ogromny dorobek cywilizacyjny ludów drawidyjskich i wszystkich innych ludów tubylczych, z którymi przyszło im się zetknąć na subkontynencie indyjskim. Przemierzali Indie wzdłuż i wszerz, dążąc oczywiście do rozprzestrzenienia ich wiedzy, czyli Wed, ale poznając jednocześnie rodzime tradycje. Ludności niearyjskiej starali się narzucić stworzony przez siebie ustrój społeczny, zgodny z kosmologią, mitologią i nauką Wed, ale także własne wyobrażenia, interpretacje i poglądy na życie i świat. Podglądając starożytne ryty i obyczaje, chętnie przejmowali wierzenia ludowe i niebanalne sposoby okiełznania nieprzychylnych człowiekowi sił przyrody, by następnie wszystko to legalizować i braminizować. Szerzone przez nich nauki stawały się coraz bardziej syntetyczne i synkretyczne. Gdziekolwiek się osiedlali, wszędzie zatrudniali się jako nauczyciele, mężowie zaufania książąt i władców, królów i pańczajatów, depozytariusze i interpretatorzy świętej tradycji Wed oraz stróże dharmy, a nadto jako egzorcyści, wykładacze snów i oznak niebiańskich. Jednak ich działalność nie mogła przekraczać wielu kompetencji lokalnych wodzów plemiennych i służebników kultów starszych niż wedyjskie. Od momentu pojawienia się na subkontynencie indyjskim byli skazani na współpracę i interpretowanie rozmaitych tradycji w duchu akceptacji i poszanowania tkanki, by tak rzec, rodzimej, zastanej. Służyli społeczeństwu swoją wiedzą i nabytym znawstwem wszystkich komponentów starożytnych indyjskich kultur. To oni spisywali tajemne mantry i ich wykładnie znaczeniowe, formułowali pierwsze zrozumienie pogłębionej myśli religijnej najeźdźców i redagowali pierwsze teksty religijne. Poprzez interpretację przyjmowali nowych bogów, zachowując zarazem własne pojęcia duchowe i uporządkowali to, co udało im się zrozumieć z najdawniejszego substraktu wierzeń na subkontynencie. To oni współtworzyli, wraz z poetami riszi i słuchającymi ich opowieści ludźmi, wspólny język — sanskryt. Przez trwający tysiąc lat okres wedyjski — od 1600 do 600 p.n.e. — byli ustami tworzącego się nowego społeczeństwa. Dopiero w późniejszym okresie męczyli ludność sztywnymi regułami, których znaczenia nikt już poza nimi nie rozumiał. Z początkiem naszej ery zaczęli poszerzać swoje wpływy poza Nizinę Hindustańską, na cały subkontynent indyjski, odgrywając zawsze wielką rolę w jednoczeniu różnych grup etnicznych w procesie braminizacji, który nie ustał do dziś.
[...]
Nie zgadzam się z twierdzeniem Jana Kieniewicza w jego Historii Indii, że jest to kraj z wielką przeszłością, ale bez historii.Bramini opowiadają swoim synom do dziś najstarsze tradycje wedyjskie, a więc najbardziej istotną część historii. I jeśli Indie są takie modne, to właśnie dlatego, że tylko tam przetrwała najistotniejsza treść ludzkiej działalności — myśl egzystencjalna, filozofia Upaniszad, duchowość i tradycje ezoteryczne.
W Indiach dominują więzy maciczne: matka-syn i matka-córka to silne związki, ale żaden nie jest parą.
[...]
Archetypem o słabszym oddziaływaniu, ale realizowanym w Indiach na co dzień, jest rodzeństwo — brat i siostra pochodzący z tej samej macicy, gdzie brat jest starszy i zapewnia siostrze poczucie bezpieczeństwa. Doskonała wzajemna miłość braci przedstawiona jest w mitologii w postaciach Balaramy, starszego brata Kriszny i Lakszmany, brata Ramy. Lakszmana, będący dla hindusów ideałem oddanego brata, ma zresztą brata bliźniaka, Śatrughnę.
[...]
Dla mężczyzny, kolejnym wyzwaniem przekroczenia prazwiązku z siostrą, odnowionym i powielonym w związku małżeńskim, jest traktowanie każdej obcej kobiety jak siostry. I tak właśnie jest traktowana kobieta w Indiach południowych.
[...]
W dawnych Indiach istniało natomiast modelowe zrównoważenie pierwiastka żeńskiego i męskiego aż do czasu przybycia Arjów, którzy zniszczyli tę subtelną ideę egzystencjalnej równości. Patriarchat odarł kobietę ze wszystkich jej pierwotnych sił i możliwości — brutalnie odebrał ją bratu i wrzucił w ramiona obcego, panującego nad jej losem. Odebrał ją matce i wrzucił w domostwo obcej, starej kobiety. Stłumił naturalny dziewczęcy erotyzm i wykreował jedyną możliwą dla kobiety rolę — rolę matki. Ubóstwił dziewicę, a dla ulżenia swym chuciom i sprawienia sobie przyjemności wykreował prostytutkę. Dawniej patriarchat oceniał kobietę przez pryzmat jej rozrodczości, dziś szacuje kobietę wyłącznie przez pryzmat jej seksualności.
[...]
W Indiach i Nepalu kobiety świętują podczas Diwali dzień brata. Pieką ciasteczka i plotą girlandę z kwiatów i ziół, by założyć ją bratu wokół szyi, podobnie jak mężowi w dniu zaślubin (ale tylko jeden raz w życiu, podczas kiedy rytuał uhonorowania brata jest powtarzany każdego roku). Siostry okazują przywiązanie i proszą o opiekę i wsparcie.
[...]
Archetypem o słabszym oddziaływaniu, ale realizowanym w Indiach na co dzień, jest rodzeństwo — brat i siostra pochodzący z tej samej macicy, gdzie brat jest starszy i zapewnia siostrze poczucie bezpieczeństwa. Doskonała wzajemna miłość braci przedstawiona jest w mitologii w postaciach Balaramy, starszego brata Kriszny i Lakszmany, brata Ramy. Lakszmana, będący dla hindusów ideałem oddanego brata, ma zresztą brata bliźniaka, Śatrughnę.
[...]
Dla mężczyzny, kolejnym wyzwaniem przekroczenia prazwiązku z siostrą, odnowionym i powielonym w związku małżeńskim, jest traktowanie każdej obcej kobiety jak siostry. I tak właśnie jest traktowana kobieta w Indiach południowych.
[...]
W dawnych Indiach istniało natomiast modelowe zrównoważenie pierwiastka żeńskiego i męskiego aż do czasu przybycia Arjów, którzy zniszczyli tę subtelną ideę egzystencjalnej równości. Patriarchat odarł kobietę ze wszystkich jej pierwotnych sił i możliwości — brutalnie odebrał ją bratu i wrzucił w ramiona obcego, panującego nad jej losem. Odebrał ją matce i wrzucił w domostwo obcej, starej kobiety. Stłumił naturalny dziewczęcy erotyzm i wykreował jedyną możliwą dla kobiety rolę — rolę matki. Ubóstwił dziewicę, a dla ulżenia swym chuciom i sprawienia sobie przyjemności wykreował prostytutkę. Dawniej patriarchat oceniał kobietę przez pryzmat jej rozrodczości, dziś szacuje kobietę wyłącznie przez pryzmat jej seksualności.
[...]
W Indiach i Nepalu kobiety świętują podczas Diwali dzień brata. Pieką ciasteczka i plotą girlandę z kwiatów i ziół, by założyć ją bratu wokół szyi, podobnie jak mężowi w dniu zaślubin (ale tylko jeden raz w życiu, podczas kiedy rytuał uhonorowania brata jest powtarzany każdego roku). Siostry okazują przywiązanie i proszą o opiekę i wsparcie.
Gdyby Dara Szikoh został cesarzem, Indie byłyby dzisiaj innym krajem.
Jak Indie długie i szerokie, hindusi przemieszczają się za świętymi posągami, świętymi osobami, nauczycielami duchowymi, za różnego autoramentu guru, a nawet za aktorami filmowymi odgrywającymi postacie bogów, by ich ujrzeć i dotknąć.
A w Indiach boginią reprezentującą wszechobecny aspekt żeńskiej energii siakti jest bogini Durga. Nie imiona są ważne — ma ich nieskończoną ilość — lecz przetrwanie substratu Wielkiej Bogini, Mahadevi, pochodzącej z najstarszych epok ludzkości. Była dobrze znana w cywilizacji harappejskiej już co najmniej 3 000 lat p.n.e., na długo przed pojawieniem się ludów aryjskich. Indie są jedynym krajem na świecie, gdzie kult bogini przetrwał do naszych czasów, objawiając się w przekształconych formach — między innymi odwołują się do niego, jeszcze wciąż tylko podświadomie, rozmaite ruchy feministyczne.
[...]
Za patriarchalnych czasów wedyjskich starożytne boginie ustąpiły miejsca męskim bogom słonecznej mocy, ale kult siakti, energii żeńskiej powrócił ze zdwojoną mocą w epoce klasycznej i późniejszych. Literatura epicka i opowieści mitologiczne, Purany, przypominają imiona wszystkich starożytnych bogiń i nadają im formy ikonograficzne, znane do dziś. Od końca epoki buddyjskiej, czyli od około 200 lat p.n.e. aż do lat 1200 n.e. traktaty filozoficzno-religijne rozwijające kult siakti przyjęły ogólną nazwę tantry. Kult Wielkiej Bogini zaczął zapewne odradzać się na antypodach myśli buddyjskiej, całkowicie pozbawionej pierwiastka żeńskiego. Siaktyzm i tantryzm, nieco odmienne, ale oba odwołujące się do idei żeńskiej energii kosmicznej, centralnego tematu Devi-sutry z Rigwedy, X, 125, stały się osobnymi religiami, które objęły całe Indie i przetrwały do naszych czasów. W tekstach filozoficznych epoki klasycznej, siakti to Mahadevi (Maha Devi), Wielka Bogini lub Mahamaya, Wielka Iluzja, która w wierzeniach ludowych przybrała w każdym regionie i w każdej wiosce inną postać ikonograficzną i inne imię, lecz najczęściej występując pod postacią Wielkiej Matki. Mahamaya jest tą, która daje życie, karmi i odbiera życie. Ale przede wszystkim pozostaje potęgą kosmiczną wprowadzającą świat w ruch, w życie.
[...]
Za patriarchalnych czasów wedyjskich starożytne boginie ustąpiły miejsca męskim bogom słonecznej mocy, ale kult siakti, energii żeńskiej powrócił ze zdwojoną mocą w epoce klasycznej i późniejszych. Literatura epicka i opowieści mitologiczne, Purany, przypominają imiona wszystkich starożytnych bogiń i nadają im formy ikonograficzne, znane do dziś. Od końca epoki buddyjskiej, czyli od około 200 lat p.n.e. aż do lat 1200 n.e. traktaty filozoficzno-religijne rozwijające kult siakti przyjęły ogólną nazwę tantry. Kult Wielkiej Bogini zaczął zapewne odradzać się na antypodach myśli buddyjskiej, całkowicie pozbawionej pierwiastka żeńskiego. Siaktyzm i tantryzm, nieco odmienne, ale oba odwołujące się do idei żeńskiej energii kosmicznej, centralnego tematu Devi-sutry z Rigwedy, X, 125, stały się osobnymi religiami, które objęły całe Indie i przetrwały do naszych czasów. W tekstach filozoficznych epoki klasycznej, siakti to Mahadevi (Maha Devi), Wielka Bogini lub Mahamaya, Wielka Iluzja, która w wierzeniach ludowych przybrała w każdym regionie i w każdej wiosce inną postać ikonograficzną i inne imię, lecz najczęściej występując pod postacią Wielkiej Matki. Mahamaya jest tą, która daje życie, karmi i odbiera życie. Ale przede wszystkim pozostaje potęgą kosmiczną wprowadzającą świat w ruch, w życie.
Dr Ambedkar (1891-1956) pochodził z dżati niedotykalnych ze stanu Maharashtra; zdobył wykształcenie prawnika i objął w 1942 roku stanowisko ministra pracy, a po uzyskaniu przez Indie niepodległości współpracował przy tworzeniu pierwszej konstytucji Indii.
Jest opiekunem ksiąg i zapisanej w nich mądrości praktycznej, a książki te są zazwyczaj jemu dedykowane. Zawsze i wszędzie jak Indie długie i szerokie obecny w szkole, zwłaszcza w klasach podstawowych, gdzie dzieci stawiają pierwsze litery. Dopiero po wyrecytowaniu mantry Om Śri Ganeśaja Namah, cześć świętemu Ganeśowi chwała, nauczyciel zaczyna uczyć dzieci alfabetu. Ganeśa pomaga dziś dzieciom klikać na komputerze i układać pierwsze programy komputerowe. Jest nie tylko opiekunem dzieci, ale przekazuje im swoją radość życia, pozytywne myślenie i brak strachu przed usuwaniem przeszkód (usuwa u dzieci przeszkodę strachu przed strachem), a także buduje pozytywny obraz świata i zaufanie do życia.
Zdobywszy Bihar i Bengal, cesarz Akbar zamierzał podbić kolejno wszystkie krainy płaskowyżu Dekanu, a następnie przejąć całe Indie południowe. Przeciw drobnym państewkom wysyłał często Afganów, dowodzonych przez nieokrzesanych i brutalnych wodzów, którzy przedkładali wojenkę i życie obozowe nad luksusy życia ustatkowanego. Afganowie osiadli w Bihar, z dala od dworu cesarskiego, regularnie plądrowali okolice i choć nie mordowali lokalnych władców, to korzystali z ich bogactwa. Panną, na północnej granicy Gondwany, zarządzał Asaf Khan Abul Masdżid, rodowity Tadżyk, którego ojciec zabrał się z drużyną Babura aż na podbój Indii. Kiedy Akbar powierzył temu Tadżykowi misję podboju Gondwany, ziemiami Gondów władała księżniczka z radżpuckiego rodu Czandela z Bundelkhand, rani Durgawati. Odpierała zwycięsko najazdy Afganów z Biharu, ale uległa szpiegom Tadżyka Asaf Khana, przebranym za wędrownych kupców…
W 1911 roku, Tribhuvan Bir Bikram Shah Dev został koronowany na ósmego króla Nepalu. Miał 5 lat i pozostawał pod kuratelą premiera, którym naówczas był Czandra Szumszer Jang Bahadur Rana. Król odważył się w 1950 roku uknuć spisek. Pomagały Indie i grupa nepalskich intelektualistów osiadłych w Kalkucie. Osobista sekretarka króla, Angielka, przewiozła go potajemnie własnym samochodem do Ambasady Indyjskiej, a stamtąd, już pod osłoną indyjskich żołnierzy, na lotnisko. Król nie zamierzał uciekać, była to tylko jedna z akcji misternie ułożonego planu zmierzającego do złamania oligarchicznych rządów rodziny Ranów.
[...]
Birendra był świadkiem drugiego etapu zdobywania himalajskich ośmiotysięczników, kiedy to najwspanialsze ekipy Włochów, Szwajcarów, Francuzów, Polaków, Austriaków i Niemców wspinały się na szczyty, natomiast pielęgniarki-wolontariuszki z tych krajów przywoziły lekarstwa i szczepionki dla nepalskich dzieci, a uczniowie szkół średnich z zachodniej Europy budowali w czynie społecznym szkoły i szpitale. Było jakoś szlachetnie. Król wspierał wszystko, sam niczego nie budował, przyjmował każdą pomoc finansową, nie organizował żadnych nowych miejsc pracy i nie myślał o infrastrukturze, a o demokratyzacji instytucji państwowych po prostu zapomniał. Ponieważ jednak do Nepalu „się jeździło” więc zwiększały się wpływy z opłat wizowych i z permitów za trekingi i zdobywanie szczytów. Ogromne pieniądze przynosili wciąż Gurkhowie, których oddziały nadal były wynajmowane przez Indie i Wielką Brytanię. Król jeździł po świecie, uchodził za światłego władcę uroczego kraju, który nie ze swojej winy pozostawał biedny. Nie ze swojej winy, ale z winy królów.
[...]
Birendra był świadkiem drugiego etapu zdobywania himalajskich ośmiotysięczników, kiedy to najwspanialsze ekipy Włochów, Szwajcarów, Francuzów, Polaków, Austriaków i Niemców wspinały się na szczyty, natomiast pielęgniarki-wolontariuszki z tych krajów przywoziły lekarstwa i szczepionki dla nepalskich dzieci, a uczniowie szkół średnich z zachodniej Europy budowali w czynie społecznym szkoły i szpitale. Było jakoś szlachetnie. Król wspierał wszystko, sam niczego nie budował, przyjmował każdą pomoc finansową, nie organizował żadnych nowych miejsc pracy i nie myślał o infrastrukturze, a o demokratyzacji instytucji państwowych po prostu zapomniał. Ponieważ jednak do Nepalu „się jeździło” więc zwiększały się wpływy z opłat wizowych i z permitów za trekingi i zdobywanie szczytów. Ogromne pieniądze przynosili wciąż Gurkhowie, których oddziały nadal były wynajmowane przez Indie i Wielką Brytanię. Król jeździł po świecie, uchodził za światłego władcę uroczego kraju, który nie ze swojej winy pozostawał biedny. Nie ze swojej winy, ale z winy królów.
Hindu to zbawienna pułapka. Wszyscy przybysze z zewnątrz, nawet muzułmanie, ulegli urokowi prawdy o człowieku i świecie, wiedzy o czystej psychologii i socjologii zupełnie pozbawionych ideologii politycznych. Kogo choć raz wstrząśnie iluzja świata, ten postawi stopę na subkontynencie i podąży drogami Indii. Choćby we śnie. Indie nie czekają na odkrycie, ale cierpliwie czekają na zrozumienie.
[...]
Pytanie o liczbę bogów w religiach hindu jest bezzasadne, gdyż rzeczywistość boska mieni się niezliczoną ilością aspektów. Część opracowań, artykułów, podręczników, przewodników i słowników, powtarza z uporem, że w Indiach jest 330 milionów bogów. Kiedy Indie odzyskały niepodległość i rozpoczęto poważne prace badawcze na temat indyjskiej religijności, wciąż pytano hindusów: ilu macie bogów? Ktoś wreszcie odpowiedział — bogów jest tylu, ilu mieszkańców Indii. A że w 1947 roku było w Indiach 330 milionów mieszkańców… Śmieszne, że wciąż bezkrytycznie cytuje się tę liczbę. Przewodnik po Hampi, którego uważnie podsłuchiwałam podczas zwiedzania ruin miasta, powiedział z całkowitą powagą dwóm Francuzkom, że w Indiach jest 2 miliony bogów — przynajmniej twórczo interpretował.
[...]
Pytanie o liczbę bogów w religiach hindu jest bezzasadne, gdyż rzeczywistość boska mieni się niezliczoną ilością aspektów. Część opracowań, artykułów, podręczników, przewodników i słowników, powtarza z uporem, że w Indiach jest 330 milionów bogów. Kiedy Indie odzyskały niepodległość i rozpoczęto poważne prace badawcze na temat indyjskiej religijności, wciąż pytano hindusów: ilu macie bogów? Ktoś wreszcie odpowiedział — bogów jest tylu, ilu mieszkańców Indii. A że w 1947 roku było w Indiach 330 milionów mieszkańców… Śmieszne, że wciąż bezkrytycznie cytuje się tę liczbę. Przewodnik po Hampi, którego uważnie podsłuchiwałam podczas zwiedzania ruin miasta, powiedział z całkowitą powagą dwóm Francuzkom, że w Indiach jest 2 miliony bogów — przynajmniej twórczo interpretował.
W 1544 roku stracił Indie na rzecz władcy afgańskiego Szer Szacha i mozolnie budowane przez Babura państwo stanęło na krawędzi katastrofy. Humajun udał się na wygnanie na dwór szacha Persji, gdzie spędził dziesięć lat, osiągnąwszy znakomitą wiedzę o kulturze perskiej i architekturze Timurydów w Samarkandzie i Heracie. Udało mu się zebrać „drużynę” i cudem odzyskać w 1555 roku skrawek Indii wokół Delhi. Przywiózł ze sobą dwóch słynnych perskich mistrzów miniatury, którzy wprowadzili artystów mogolskich w arkana tej sztuki. Wpływ kultury perskiej był wyraźny za panowania pierwszych cesarzy, a język perski stał się językiem urzędowym i administracyjnym.
Kiedy Indie odzyskały niepodległość, Mahatma Gandhi chciał wrócić do nazwy Hindustan (obok Pakistanu muzułmanów i śnionego Khalistanu Sikhów, a także Radżastanu, kraju radżów). Indyjscy muzułmanie nie mogli zgodzić się na taką nazwę państwa, gdyż oznaczałoby to, że Indie są zamieszkałe wyłącznie przez wyznawców religii hindu.
Le maître et le thérapeute to pierwsza publikacja, wydana przez Albin Michel w 1991 roku, owoc pięciu lat badań, ukończonych dysertacją doktorską. Jest to prowokujące i bardzo krytyczne wobec współczesnych europejskich terapeutów dzieło, porównujące rolę i znaczenie mistrza duchowego i terapeuty. Guru spotyka osoby wyjątkowo zdrowe psychicznie, gdyż świadome swego rozwoju duchowego i (w Indiach) dążące do wyzwolenia, natomiast terapeuta spotyka osoby o umyśle zagubionym, niekiedy zaburzonym patologicznie, „pacjentów” nieświadomych swego duchowego potencjału i jego umysł zostaje zainfekowany, skażony. Autor przejechał całe Indie wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu autentycznych mistrzów duchowych, opisuje ich pracę z uczniami, a także ostrzega przed tymi, których nie sposób obdarzyć zaufaniem ze względu na drobne, nieczytelne dla profana, patologie. Jest to pozycja wyjątkowa, gdyż pozwala nauczyć się rozróżniać dobrego terapeutę od hochsztaplera, mistrza terapii ducha od rzemieślnika umysłu i ciała, guru od szalbierza zgubnych idei, osobę świętą od wariata. Książka nie została przetłumaczona na język polski ze względu na blokadę silnych środowisk psychoterapeutycznych.
[...]
Dwie prace pozostają nieopublikowane, pierwsza to Inde interieure. Aspects du joga, de l'hindouisme et du bouddhisme, Indie wewnętrzne, aspekty jogi, hinduizmu i buddyzmu, ukazująca wciąż nikłe zrozumienie przez umysł europejski filozofii i religii hindu i wszelkie wypływające stąd nieporozumienia. Już tytuł podkreśla tę dychotomię — jeśli Europejczycy znają Indie to najwyżej zewnętrzne, podczas gdy nie mają bladego pojęcia o Indiach wewnętrznych. Pozostająca w maszynopisie praca Violece et monoteisme. Le point de vue de la psychologie, de l'hindouisme et du bouddhisme, Przemoc a monoteizm, punkty widzenia psychologii, hinduizmu i buddyzmu, dotyczy polityki i szeroko pojętego życia doczesnego. Jacques porusza w niej najważniejszą kwestię naszych czasów, a mianowicie terroryzm, fanatyzm i agresję religijną. Stawia dramatyczne pytanie: dlaczego religie monoteistyczne (judaizm, chrześcijaństwo, islam) mówiące tak wiele o miłości, wciąż się wzajemnie zwalczają i mordują wyznawców innych religii. Książka tak nowatorska i kontrowersyjna w swej wymowie, że nawet paryski niezależny Albin Michel waha się czy rzucić ją na księgarskie półki…
[...]
Dwie prace pozostają nieopublikowane, pierwsza to Inde interieure. Aspects du joga, de l'hindouisme et du bouddhisme, Indie wewnętrzne, aspekty jogi, hinduizmu i buddyzmu, ukazująca wciąż nikłe zrozumienie przez umysł europejski filozofii i religii hindu i wszelkie wypływające stąd nieporozumienia. Już tytuł podkreśla tę dychotomię — jeśli Europejczycy znają Indie to najwyżej zewnętrzne, podczas gdy nie mają bladego pojęcia o Indiach wewnętrznych. Pozostająca w maszynopisie praca Violece et monoteisme. Le point de vue de la psychologie, de l'hindouisme et du bouddhisme, Przemoc a monoteizm, punkty widzenia psychologii, hinduizmu i buddyzmu, dotyczy polityki i szeroko pojętego życia doczesnego. Jacques porusza w niej najważniejszą kwestię naszych czasów, a mianowicie terroryzm, fanatyzm i agresję religijną. Stawia dramatyczne pytanie: dlaczego religie monoteistyczne (judaizm, chrześcijaństwo, islam) mówiące tak wiele o miłości, wciąż się wzajemnie zwalczają i mordują wyznawców innych religii. Książka tak nowatorska i kontrowersyjna w swej wymowie, że nawet paryski niezależny Albin Michel waha się czy rzucić ją na księgarskie półki…
W 1947 roku, Indie odziedziczyły po Anglikach cały podział administracyjny oparty na arbitralnych cięciach władzy kolonialnej, której dewizą było dziel i rządź, a celem — rozbijanie jedności etnicznej. Anglicy oparli się na podziale Akbara na powiaty zamindar, zgodnie z potrzebą ówczesnego cesarstwa. Ludność tych prowincji, podzielona etnicznie i językowo, chciała wreszcie w niepodległych Indiach wrócić do podziałów historyczno-językowych. Przecież o to właśnie walczył Gandhi, o wolność, godność i siłę samostanowienia każdej społeczności. Jawaharlal Nehru zaniedbał te sprawy aż do 1952 roku, kiedy działacz i bojownik o wolność kraju Andhra, Potti Sriramulu podjął głodówkę na rzecz wyłonienia nowego stanu obejmującego całą ludność mówiącą w języku telugu. Otóż na południu Indii dogorywało wielkie poangielskie państwo Madras, obejmujące swym zasięgiem Tamil Nadu (tamilski), część Andhra Pradesh (telugu) i część Karnataki (kannara). Nehru zbagatelizował „zamieszki” ludności domagającej się nowego państwa i Potti Sriramulu zmarł z głodu. Ten fakt wzburzył całe Indie i zmienił sytuację. Natychmiast powołano komisję językową, która zadecydowała ukonstytuowanie się w 1953 roku stanu Andhra Pradesh z telugu jako językiem urzędowym, a w 1956 roku powstały, na tych samych zasadach, stan Tamil Nadu z tamilskim i stan Karnataka z językiem kannara. Od tego czasu aż do dziś, podział etniczny i językowy stanowi podstawowe kryterium tworzenia się nowych stanów. Tak właśnie w 2000 roku wyłoniono z Biharu stan Jharkhand, a z Orissy — Chhattisgarh.
Dzięki pomocy maharadży z Kasimbazar założył w 1918 roku szkołę w Ranczi, której program nawiązywał do nauk starożytnych riszich. Był absolutnie przekonany, że tylko wartości etyczno-moralne i duchowe dają człowiekowi szczęście. Zakres nauczania obejmował przedmioty praktyczne z rolnictwa, przemysłu i handlu oraz podstawowe wiadomości teoretyczne. Uczniowie uczyli się jogi i medytacji, a od 1916 roku przyjęto Jogodę, specjalnie przygotowany przez Joganandę program rozwoju wewnętrznego uczniów. Szkoła ta stała się znaną na całe Indie instytucją, a pod ogólną nazwą Jogoda Sat-Sanga rozwinęły się filie w Midnapore, Lakszmanpurzez i Puri. Siedziba główna w Ranczi prowadzi do dziś oddział medyczny, który bezpłatnie otacza opieką ubogich mieszkańców okolicznych wiosek. Ten sam ruch został na Zachodzie nazwany Self-Realization Fellowship.
Siła jego poetyckiej ekspresji była tak wielka, że mimo względnej tolerancji słowa, jaka panowała w XV wieku w północnych Indiach, kazano mu opuścić Benares i ostatnie dwadzieścia lat swojego życia spędził na tułaczce jako wędrowny pieśniarz. Śpiewał o wolności i godności, o tym, że nie można zmienić społeczeństwa, zanim ludzie nie zmienią siebie. Mówią o tym wszyscy indyjscy nauczyciele i guru jak Indie długie, szerokie i stare, od początków tej cywilizacji, od Buddy i Patańdżalego, Śiankaraczarję i Ramakrishnę aż do Nisargadatty Maharaja i Mahatmy Gandhiego.
Życie jest celebracją każdej chwili, każdej czynności i każdego spotkania człowieka z człowiekiem. Rytuały nadają sens naszej egzystencji — wyznaczają początek i koniec ważnych etapów życiowych, nadają ważność chwili obecnej. Indie potrafiły ubogacić i nadać sens najważniejszej dziedzinie ludzkiej komunikacji.
Na jego przedaryjskie pochodzenie, oprócz koloru skóry, wskazuje wierność Śiwie i kult lingamu. W Bhagawadgicie objawia się jako Najwyższa Moc Boska i jako Boski Nauczyciel, który przekazuje indoeuropejskim wojownikom Naukę Jogi, należącą do najstarszej warstwy cywilizacyjnej Indii, przechowaną przez mędrców znad Indusu. Podczas tego długiego procesu wymiany kulturowej między spadkobiercami cywilizacji harappejskiej, a nowymi przybyszami, Kriszna nie został jednak włączony do panteonu wedyjskiego, mimo że zdetronizował Indrę, ale jego kult był niezwykle żywy wśród ludów rolniczych. Paradoksalnie później niż Rama, siódmy awatara Wisznu, dopiero w pierwszych wiekach naszej ery stał się jedną z najważniejszych Boskich Postaci hinduskiej sanatany dharmy, według której pojawił się na ziemi jako ósmy awatara Wisznu, przynosząc na ziemię ideę miłości w znaczeniu ahimsy i bhakti, niekrzywdzenia i bezwarunkowego, całkowitego oddania się bogu. Rama i Kriszna pojawili się na ziemi wśród ludzi, zadbali o potrzebę kontaktu ludzi z boskością, stali się bliscy i dlatego są najbardziej z wszystkich boskich postaci wielbieni, kochani i adorowani.
W 1296 roku starożytne królestwo Jadawów (Yadavagiri), leżące w południowych Indiach, zostało rozbite i splądrowane przez muzułmańskie kohorty tureckiego pochodzenia z rozkazu władcy Ala ud-Dina Chaldżiego. Ucierpiało wiele innych państewek, jak choćby Majsur Hojsalów, a zwłaszcza ich hinduskie świątynie w Halebid i Belur. Lokalna ludność postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce, ufortyfikować miejsca strategiczne, zorganizować swoiste pospolite ruszenie i bronić terenów przed najazdami z północy, o których snuto ponure opowieści — gwałty, plądrowanie, porywanie dziewcząt do haremów, a chłopaków do oddziałów wojskowych oraz niszczenie statuetek bóstw w świątyniach stawało się dla Hindusów chlebem powszednim. Wszak Indie północne już od 1210 roku były ciemiężone przez Sułtanat Delhijski.
Tymczasem Indie były zawsze par excellence wiejskie, bukoliczne, ludyczne, płodne i obfite, a wiejskość generowała wysoką kulturę, która streszcza się właśnie w nadaniu szczególnej godności zwierzęciu, które daje do życia wszystko, czego człowiek potrzebuje. Jest wcieleniem dobrego, łagodnego aspektu Wielkiej Bogini, której łono jest nieskończone — Gau Mata, Matka Krowa. To płodność i obfitość w czystej postaci.
Stany ukształtowały się z wielkim trudem mniej więcej w latach 1947-1954 roku, na bazie starych, a nawet starożytnych państwowości. W pierwszych latach niepodległości poszczególne regiony walczyły zaciekle o przynależność do konkretnego stanu, a decydujące znaczenie miały język i historia. Przez długie lata Indie składały się z 22 stanów, jednak ostatnio, przy wzroście świadomości i wiedzy historycznej, odezwały się nowe potrzeby, i tak na przykład Uttaranchal oddzielił się od Uttar Pradesh, a Haryana od Pendżabu (ze stolicą w tym samym mieście — Chandigarh). Wyłoniły się nowe stany Jharkhand i Chhattisgarh.
Kosmologia indyjska mówi o trójistotowej naturze świata — bezruch sprawczej idei nazywa Śiwą, energię wykonania i spełnienia nazywa — Śiakti, natomiast relację między nimi, związek dwóch przeciwstawnych i przeplatających się form, nazywa anandą, rozkoszą. Rozkosz jest boskim stanem transcendencji i jest tożsama z czystą radością istnienia. W akcie rozkoszy zapominamy o sobie, obowiązkach i całym bożym świecie — to jest właśnie owa sekunda nirwany, wyzwolenia, roztopienia się w boskości. Prokreacja nie ma nic wspólnego z tym stanem. Dziecko może być owocem miłosnego zespolenia, ale nie jego przyczyną. Przynosząca szczęście boska para, tak często przedstawiana w świątyni nie jest żadnym symbolem płodności, lecz symbolem erotyzmu. Śiwa i Parwati nie mają wspólnych dzieci, Skanda, bóg piękna jeżdżący na pawiu jest synkiem Śiwy, a Ganeśa, bóg roztropności siedzący na szczurku, synkiem bogini Parwati. Wbrew temu, co sądzili pierwsi badający Indie etnolodzy, płodność nie jest panindyjskim konceptem. Jest nim erotyzm.
Już dawno przepadła pamięć o latach świetności dawnych potężnych dynastii indyjskich, takich jak Czalukja, Maurya, Gupta, Czola, Pandawa czy Hojsala, kiedy w 1527 roku do Indii wkroczyły kohorty ludów turecko-mogolskich, których dowódcy wojskowi utworzyli samozwańczą dynastię Wielkich Mogołów. Za ich panowania nastąpił ostateczny upadek niezależności wielu średniowiecznych, a nawet starożytnych, lokalnych formacji społecznych. Jeśli maharadżom i sułtanom udawało się zachować państwowość, to tylko kosztem daleko idącej współpracy (państewka radżpuckie) lub konieczności płacenia różnego typu danin i haraczy (Golkonda, Bidżapur). Najeźdźcy przejęli silny Sułtanat Delhijski, istniejący od 1210 do roku 1626, kiedy to zmarł ostatni, sprzymierzony z Mogołami sułtan. Zajęli Indie północne, ale praktycznie nigdy na trwałe nie zdobyli całego Dekanu, ani zwłaszcza południa, gdzie przetrwały stare formacje. W 1489 roku muzułmańskie państwo Bahmanidów rozpadło się na pięć silnych sułtanatów: Bidar, Ahmednagar i Berar, Bidżapur, Golkonda (późniejszy Hajdarabad) i Ahmedabad. Widżajanagar, jedno z największych hinduskich królestw, założone w 1336 przez Hariharę i Bukkę kontrolowało całe Indie południowe i Wybrzeże Malabarskie. Jej upadek stał się faktem po słynnej bitwie pod Talikot w 1566 roku, kiedy konfederacja pięciu sułtanatów Dekanu splądrowała i zrównała z ziemią Hampi, bajkową stolicę Widżajanagaru. Wtedy urosło do wielkości potęgi państwo Majsur. W Kerali przez cały okres panowania Wielkich Mogołów trzymały się dzielnie miniaturowe księstwa hinduskie. W centralnych Indiach podnieśli się Marathowie, budując od XVI wieku nowoczesne państwo, które swym zasięgiem o mało co nie objęło w XVIII wieku całego subkontynentu.
[...]
Kiedy w 1707 roku zmarł Aurangzeb, imperium nie rozpadło się w ciągu jednego dnia, a Indie nie pogrążyły się w anarchii. Władza cesarska stopniowo przechodziła w ręce lokalnych możnowładców, sprawnych administratorów czy miejscowej szlachty, a często też — poborców podatkowych. Na gruzach cesarstwa, ale czerpiąc soki z pradawnych korzeni wyrosły jak grzyby po deszczu nowe, niezależne formacje polityczne pod wodzą silnych jednostek i sprawnej arystokracji lokalnej (Baroda, Gwalior, Indore, Hajdarabad). Wspaniale odrodziły się i niebawem rozkwitły pradawne malownicze księstwa hinduskie w Radżputanie pod panowaniem ranów, radżów i maharadżów, odnowiło się państwo Majsur rządzone przez Wadijarów, a następnie trzymane silną ręką Hajdara Ali i Sułtana Tipu (1759-99), Bengal pod zarządem bajecznie bogatych nababów, dawnych urzędników mogolskich. Na tych silnych, utworzonych przez Indusów państwach, miał wkrótce oprzeć swą władzę nowy najeźdźca-kolonizator, Radż brytyjski.
[...]
Przez cały wiek XVIII i pierwszą połowę wieku XIX (1707-1857) ekonomiczny i gospodarczy rozwój stanów książęcych był krępowany przez Kompanię Wschodnioindyjską, która nie przeszkadzała jednak — co trzeba wyraźnie podkreślić — rozwojowi wolności wyznania wszystkich religii na subkontynencie. Po 180 latach okupacji mogolskiej i panoszenia się islamu, dławiącego wszelkie przejawy hinduskiej obyczajowości i religijności, nastąpił wielki wybuch uczuć religijnych i niczym nie skrępowany powrót do własnych korzeni. Wszyscy władcy indyjscy mają w tej rehinduizacji ogromny udział. Nawet sułtani, nababowie i nizam Hajdarabadu, pozostający w Indiach brytyjskich władcami jak najbardziej legalnymi, wspierali powrót do tradycji hindu, niejednokrotnie zapraszając hindusów do udziału w świętach islamu. Jedną z najbardziej charakterystycznych cech władców Indii było zawsze to, że nie mieszali się oni w sprawy lokalnych religii — często było tak, że ludność wyznawała islam, a władca — religię hindu (Kaszmir i Hari Singh), albo odwrotnie — ludność była hindu, a władca — muzułmaninem (Majsur i Sułtan Tipu, Hajdarabad i dynastia nizamów). W państwach zarządzanych przez władców hinduskich (Dżajpur, Indore, Gwalior) muzułmańskie święto Id było obchodzone tak samo hucznie jak Diwali i Holi, a w państwach zarządzanych przez władców muzułmańskich (Bhopal, Hajdarabad) wyznawcy Śiwy i Kriszny czuli się bezpiecznie. Każdy władca interesował się wszystkimi religiami w księstwie i starał się w ramach swych możliwości każdej z nich czynić stosowne darowizny wspierające poszczególne tradycje. Władcy radżpuccy oddawali wreszcie swobodny kult bogu Ramie, którego zresztą uważali mniej za boga ile za władcę idealnego, a nawet za swego protoplastę, dla wieśniaków odbudowali zaś świątynie poświęcone Krisznie, zrujnowane przez Mogołów. W Benares odbudowane wszystkie śiwaickie świątynie, zburzone z rozkazu Aurangzeba. W wielkich świątyniach tamilskich, które przetrwały nietknięte, bramini powrócili z całą pompą do tradycji drawidyjskich dzięki hojności władców. Działalność ta daleko wykraczała poza zwykły obowiązek czy poprawność polityczną, lub tak zwaną tolerancję religijną — władca-administrator autentycznie interesował się sprawami ludności, nad którą miał pieczę, a wyznań starych i nowych, religii odwiecznych jak Indie oraz nowych jak islam była tak niezliczona ilość, że i samemu władcy trudno się było w nich wyznać. Wraz z całą falą odnowy tradycji hinduskich, władcy starali się powracać do najstarszych rodzimych modeli, i tak na przykład w sprawach politycznych opierali się na traktacie Arthashastra, napisanym w IV wieku p.n.e. przez Kautilię, ministra króla Czandragupty Maurji. Nie ulega kwestii, że renesans religii i tradycji hinduskich w XVIII, XIX i XX wieku jak kraj długi i szeroki Indie zawdzięczają maharadżom.
[...]
Nad maharadżami górował wice-król Indii — pierwszym został generalny gubernator, dyrektor Kompanii Wschodnioindyjskiej w roku 1858, Charles Canning, a ostatnim był — Lord Mountbatten, prawnuk królowej Wiktorii, który doprowadził Indie do niepodległości. Wice-król współpracował z gubernatorami prowincji, których kolonizatorzy dobierali starannie spośród kandydatów rekrutowanych przez Indian Civil Service. Królowa Wiktoria została cesarzową Indii bynajmniej nie z powodu przejęcia się rolą władczyni nad dalekim subkontynentem lub samego faktu włączenia Indii do Korony Brytyjskiej. Otrzymała ten tytuł z zupełnie innego, bardzo europejskiego powodu: otóż Niemcy proklamowały w 1871 roku Cesarstwo Niemieckie i jej najstarsza córka, również Wiktoria, została cesarzową Niemiec jako żona cesarza Fryderyka III Hohenzollerna. Oznaczało to, że córka ma wyższy tytuł niż matka. Z tego powodu ukonstytuowano „Akt o tytułach królewskich” nadający Wiktorii tytuł cesarzowej Indii, który został jej wręczony przez premiera Wielkiej Brytanii, Benjamina Disraeli, powierzył on też królowej koronę cesarzowej Indii. Nie odbyła się z tego powodu żadna poważna uroczystość, gdyż królowa Wiktoria była pogrążona w żałobie po śmierci męża.
[...]
Kiedy w 1707 roku zmarł Aurangzeb, imperium nie rozpadło się w ciągu jednego dnia, a Indie nie pogrążyły się w anarchii. Władza cesarska stopniowo przechodziła w ręce lokalnych możnowładców, sprawnych administratorów czy miejscowej szlachty, a często też — poborców podatkowych. Na gruzach cesarstwa, ale czerpiąc soki z pradawnych korzeni wyrosły jak grzyby po deszczu nowe, niezależne formacje polityczne pod wodzą silnych jednostek i sprawnej arystokracji lokalnej (Baroda, Gwalior, Indore, Hajdarabad). Wspaniale odrodziły się i niebawem rozkwitły pradawne malownicze księstwa hinduskie w Radżputanie pod panowaniem ranów, radżów i maharadżów, odnowiło się państwo Majsur rządzone przez Wadijarów, a następnie trzymane silną ręką Hajdara Ali i Sułtana Tipu (1759-99), Bengal pod zarządem bajecznie bogatych nababów, dawnych urzędników mogolskich. Na tych silnych, utworzonych przez Indusów państwach, miał wkrótce oprzeć swą władzę nowy najeźdźca-kolonizator, Radż brytyjski.
[...]
Przez cały wiek XVIII i pierwszą połowę wieku XIX (1707-1857) ekonomiczny i gospodarczy rozwój stanów książęcych był krępowany przez Kompanię Wschodnioindyjską, która nie przeszkadzała jednak — co trzeba wyraźnie podkreślić — rozwojowi wolności wyznania wszystkich religii na subkontynencie. Po 180 latach okupacji mogolskiej i panoszenia się islamu, dławiącego wszelkie przejawy hinduskiej obyczajowości i religijności, nastąpił wielki wybuch uczuć religijnych i niczym nie skrępowany powrót do własnych korzeni. Wszyscy władcy indyjscy mają w tej rehinduizacji ogromny udział. Nawet sułtani, nababowie i nizam Hajdarabadu, pozostający w Indiach brytyjskich władcami jak najbardziej legalnymi, wspierali powrót do tradycji hindu, niejednokrotnie zapraszając hindusów do udziału w świętach islamu. Jedną z najbardziej charakterystycznych cech władców Indii było zawsze to, że nie mieszali się oni w sprawy lokalnych religii — często było tak, że ludność wyznawała islam, a władca — religię hindu (Kaszmir i Hari Singh), albo odwrotnie — ludność była hindu, a władca — muzułmaninem (Majsur i Sułtan Tipu, Hajdarabad i dynastia nizamów). W państwach zarządzanych przez władców hinduskich (Dżajpur, Indore, Gwalior) muzułmańskie święto Id było obchodzone tak samo hucznie jak Diwali i Holi, a w państwach zarządzanych przez władców muzułmańskich (Bhopal, Hajdarabad) wyznawcy Śiwy i Kriszny czuli się bezpiecznie. Każdy władca interesował się wszystkimi religiami w księstwie i starał się w ramach swych możliwości każdej z nich czynić stosowne darowizny wspierające poszczególne tradycje. Władcy radżpuccy oddawali wreszcie swobodny kult bogu Ramie, którego zresztą uważali mniej za boga ile za władcę idealnego, a nawet za swego protoplastę, dla wieśniaków odbudowali zaś świątynie poświęcone Krisznie, zrujnowane przez Mogołów. W Benares odbudowane wszystkie śiwaickie świątynie, zburzone z rozkazu Aurangzeba. W wielkich świątyniach tamilskich, które przetrwały nietknięte, bramini powrócili z całą pompą do tradycji drawidyjskich dzięki hojności władców. Działalność ta daleko wykraczała poza zwykły obowiązek czy poprawność polityczną, lub tak zwaną tolerancję religijną — władca-administrator autentycznie interesował się sprawami ludności, nad którą miał pieczę, a wyznań starych i nowych, religii odwiecznych jak Indie oraz nowych jak islam była tak niezliczona ilość, że i samemu władcy trudno się było w nich wyznać. Wraz z całą falą odnowy tradycji hinduskich, władcy starali się powracać do najstarszych rodzimych modeli, i tak na przykład w sprawach politycznych opierali się na traktacie Arthashastra, napisanym w IV wieku p.n.e. przez Kautilię, ministra króla Czandragupty Maurji. Nie ulega kwestii, że renesans religii i tradycji hinduskich w XVIII, XIX i XX wieku jak kraj długi i szeroki Indie zawdzięczają maharadżom.
[...]
Nad maharadżami górował wice-król Indii — pierwszym został generalny gubernator, dyrektor Kompanii Wschodnioindyjskiej w roku 1858, Charles Canning, a ostatnim był — Lord Mountbatten, prawnuk królowej Wiktorii, który doprowadził Indie do niepodległości. Wice-król współpracował z gubernatorami prowincji, których kolonizatorzy dobierali starannie spośród kandydatów rekrutowanych przez Indian Civil Service. Królowa Wiktoria została cesarzową Indii bynajmniej nie z powodu przejęcia się rolą władczyni nad dalekim subkontynentem lub samego faktu włączenia Indii do Korony Brytyjskiej. Otrzymała ten tytuł z zupełnie innego, bardzo europejskiego powodu: otóż Niemcy proklamowały w 1871 roku Cesarstwo Niemieckie i jej najstarsza córka, również Wiktoria, została cesarzową Niemiec jako żona cesarza Fryderyka III Hohenzollerna. Oznaczało to, że córka ma wyższy tytuł niż matka. Z tego powodu ukonstytuowano „Akt o tytułach królewskich” nadający Wiktorii tytuł cesarzowej Indii, który został jej wręczony przez premiera Wielkiej Brytanii, Benjamina Disraeli, powierzył on też królowej koronę cesarzowej Indii. Nie odbyła się z tego powodu żadna poważna uroczystość, gdyż królowa Wiktoria była pogrążona w żałobie po śmierci męża.
Mahatma Gandhi nie zwalczał systemu warnowego, wręcz przeciwnie, uważał, iż jest to jedna z najoryginalniejszych cech życia indyjskiego. Lecz potępiał jego niesprawiedliwości, przede wszystkim dyskryminację niskich warstw społecznych, jak na przykład fakt, że pariasi nie mogli wchodzić do świątyni hinduskiej, ani uczestniczyć w pudżach. Warny przeżywał i odczuwał dosłownie, tak jak powiedziano w jednym z hymnów Rigwedy: cztery warny, stany społeczne, powstały z różnych części ciała złożonego w ofierze Praczłowieka — Pana Stworzeń; z jego ust narodzili się bramini, z jego ramion — ksiatrijowie, z lędźwi — wajsiowie i ze stóp — siudrowie. Wierzył w siłę tego mitu, gdyż rozumiał jego głębokiego przesłanie — wzajemną współpracę poszczególnych grup społecznych, ich komplementarność, nie zaś hierarchię ważności, gdyż jedni nie mogą żyć i funkcjonować bez drugich, w tym znaczeniu stopy nie są gorsze od ust, a lędźwie od ramion. Gandhi chciał za wszelką cenę powrócić do czasów sprzed kolonizacji Anglików, a nawet sprzed inwazji Wielkich Mogołów i odrestaurować Indie w ich kształcie niemal mistycznym. Dlatego tak ostro występował przeciw własności prywatnej i doprowadził do oddania ziemi wieśniakom. Uważał, że warny są tworem boskim, a nie umową społeczną, dlatego przetrwają każdą narzuconą przez obcych strukturę polityczną, w tym również demokrację typu europejskiego, której świt przyszło mu było oglądać…
[...]
Feminizacja świata nie znaczy, że światem mają rządzić kobiety (męskimi metodami), lecz chodzi o inne spojrzenie na świat, nie zawłaszczające i segregujące, ale współczujące i obejmujące jego nędzę. Feminizacja nie zawsze w Europie idzie w parze z kobiecością i rozwijaniem cech zwyczajowo uważanych za kobiece. Uprzejmość zamiast arogancji, ciche słowa zamiast krzyku, tłumaczenie zamiast dobitnego wykładania racji, sumowanie wartości, a nie wykluczanie, łagodność do siebie samego i do innych — oto cechy mędrca, a jednocześnie cechy typowo kobiece. Podobnie myśli i działa Dalajlama, przywódca duchowy Tybetańczyków. Także wewnętrzna dyscyplina współżycia z innymi, cecha kobieca, prowadzi do harmonijnej jedności w różnorodności, dewizy Indii współczesnych. Wiele osób, które w Indiach przebywały dłużej niż przez jedną wycieczkę turystyczną, wiedzą, jak bardzo Indie są kobiece.
[...]
Feminizacja świata nie znaczy, że światem mają rządzić kobiety (męskimi metodami), lecz chodzi o inne spojrzenie na świat, nie zawłaszczające i segregujące, ale współczujące i obejmujące jego nędzę. Feminizacja nie zawsze w Europie idzie w parze z kobiecością i rozwijaniem cech zwyczajowo uważanych za kobiece. Uprzejmość zamiast arogancji, ciche słowa zamiast krzyku, tłumaczenie zamiast dobitnego wykładania racji, sumowanie wartości, a nie wykluczanie, łagodność do siebie samego i do innych — oto cechy mędrca, a jednocześnie cechy typowo kobiece. Podobnie myśli i działa Dalajlama, przywódca duchowy Tybetańczyków. Także wewnętrzna dyscyplina współżycia z innymi, cecha kobieca, prowadzi do harmonijnej jedności w różnorodności, dewizy Indii współczesnych. Wiele osób, które w Indiach przebywały dłużej niż przez jedną wycieczkę turystyczną, wiedzą, jak bardzo Indie są kobiece.
Śmiem twierdzić, że Matka Teresa nie miałaby żadnych szans na zrealizowanie siebie w Europie… Indie ją powołały i były jej powołaniem, a bogiem prowadzącym, iszta devatą — Jezus. Jej ciało jako dżiwanmukty, wyzwolonej za życia, zostało pochowane (a nie spalone) w grobowcu w Domu w Kalkucie, do którego zmierzają pielgrzymi różnych wyznań i religii. W Indiach na długo przed śmiercią uważano ją za świętą, holy woman. Nikt nie pamięta, że pochodziła z Europy, wszyscy mają ją za hinduskę — tak mocno zintegrowała się z duchowością Indii.
Prayag położony w świętym miejscu sangam, u zbiegu trzech rzek Jamuny, Gangi i mitycznej Saraswati, został założony w starożytności przez osadników znad Indusu. Święto Kumbha Mela odbywa się tu co najmniej od 644 roku; Chińczyk Huan-Tsang (Xuan-Zang) filozof i erudyta, odwiedzający Indie w latach 629-645, dał pierwszy szczegółowy opis meli, odbywającej się tu za czasów króla Harszawardhana.
Pod koniec 4 tysiąclecia p.n.e. pojawiły się grupy migracyjne z Iranu, osiedlające się nad prawobrzeżnym Indusem — wysocy, postawni, o haczykowatym nosie i hardym spojrzeniu, do dziś stanowiący główną grupę ludności w Indiach północno-zachodnich. Po nich przybyły silne liczebnie grupy różnorodnych plemion indoaryjskich — Indoarjowie są wysocy, jasnoskórzy i długonosi, mieszkają na terenach między Kaszmirem i Radżputaną. Trudno dziś stwierdzić na pewno, czy Dasjowie, ciemnoskóra ludność tubylcza, jest tożsama z rasą drawidyjską. Drawidowie, prawdopodobnie autochtoni, mają skórę bardzo ciemną, hebanową, a nawet całkiem czarną, ale twarze bez rysów negroidalnych; są niscy i drobni, zamieszkują całe Indie południowe. Na pograniczu północno-wschodnim występują grupy mongoloidalne, przybyłe z Mongolii i Chin. Kolowie, Bhilowie i Mundowie to plemiona rodzime; są niskiego wzrostu, ciemnoskóre i wklęsłonose. Po Grekach nie zostało ani śladu (najwyżej na terenach dawnej Baktrii, czyli w dzisiejszym Pakistanie).
[...]
Biali Hunowie (Heftalici), pochodzenia tureckiego, utworzyli silną organizację plemienną na terytorium dzisiejszego Afganistanu i wielokrotnie najeżdżali Indie północne, pozostawiając po sobie urodzone z gwałtów liczne potomstwo. Późniejsi Afganowie, którzy wtargnęli do Indii na dobre około roku 1200, są niewątpliwie spadkobiercami Hunów, mają piękne pociągłe twarze i jasny kolor skóry. Scytowie, nazwa nadana przez starożytnych Greków koczowniczym ludom pochodzenia irańskiego, zmieszali się całkowicie z ludami pogranicza.
[...]
Na południu Indii dominują Tamilowie (używana jest niepoprawna nazwa tego ludu — Tamilczycy), średniego wzrostu o ciemnej karnacji skóry. Przybywały do Indii wciąż nowe migracje ludności hebrajskiej — po zdobyciu Jerozolimy przez Nabuchodonozora II w 587 roku p.n.e. przybyli do Kerali Żydzi „Czarni”, a od 135 roku n.e. i później przybywali Żydzi „Biali”. Od II wieku naszej ery osiedlała się ludność syryjska. Arabowie z Półwyspu Arabskiego zasiedlali przez stulecia Wybrzeże Malabarskie i stanowią do dziś silną i zwartą grupę rasową. Znaleźli w Indiach azyl Parsowie, wyznawcy religii Zaratusztry, którzy uszli z Persji z powodu prześladowań ze strony muzułmanów w VII-XII wieku. Wielcy Mogołowie, którzy zdobyli północne Indie w 1527 roku, są mieszanką plemion tureckich i afgańskich. Portugalczycy pozostawili po sobie mieszanki ludności w Goa i Koczinie, Francuzi — w Pondicherry, ale po Anglikach, jak po Grekach, nie został żaden ślad.
[...]
Biali Hunowie (Heftalici), pochodzenia tureckiego, utworzyli silną organizację plemienną na terytorium dzisiejszego Afganistanu i wielokrotnie najeżdżali Indie północne, pozostawiając po sobie urodzone z gwałtów liczne potomstwo. Późniejsi Afganowie, którzy wtargnęli do Indii na dobre około roku 1200, są niewątpliwie spadkobiercami Hunów, mają piękne pociągłe twarze i jasny kolor skóry. Scytowie, nazwa nadana przez starożytnych Greków koczowniczym ludom pochodzenia irańskiego, zmieszali się całkowicie z ludami pogranicza.
[...]
Na południu Indii dominują Tamilowie (używana jest niepoprawna nazwa tego ludu — Tamilczycy), średniego wzrostu o ciemnej karnacji skóry. Przybywały do Indii wciąż nowe migracje ludności hebrajskiej — po zdobyciu Jerozolimy przez Nabuchodonozora II w 587 roku p.n.e. przybyli do Kerali Żydzi „Czarni”, a od 135 roku n.e. i później przybywali Żydzi „Biali”. Od II wieku naszej ery osiedlała się ludność syryjska. Arabowie z Półwyspu Arabskiego zasiedlali przez stulecia Wybrzeże Malabarskie i stanowią do dziś silną i zwartą grupę rasową. Znaleźli w Indiach azyl Parsowie, wyznawcy religii Zaratusztry, którzy uszli z Persji z powodu prześladowań ze strony muzułmanów w VII-XII wieku. Wielcy Mogołowie, którzy zdobyli północne Indie w 1527 roku, są mieszanką plemion tureckich i afgańskich. Portugalczycy pozostawili po sobie mieszanki ludności w Goa i Koczinie, Francuzi — w Pondicherry, ale po Anglikach, jak po Grekach, nie został żaden ślad.
Kiedy myślę Indie i czuję zapach trociczek, i widzę oczyma wyobraźni kolorowe sari, i czuję wiatr od morza, to mam na myśli Indie południowe. Wbrew temu, co sądzi większość polskich turystów (daje o sobie znać stereotyp „biednej południowej części świata”) indyjskie stany południa — Kerala, Karnataka i Tamil Nadu — są zamożniejsze niż stany północne. Starożytna cywilizacja drawidyjska, spowinowacona z Egiptem, Sumerem i Mezopotamią zostawiła tu swój niezatarty ślad — to dla tych, którzy lubią w podróżach nutkę etnograficzną. Nie dotarli tu w zamierzchłych czasach Arjowie, wobec czego utrzymały się przedaryjskie kulty religijne i formy organizacji społecznej, nie został, na przykład, całkiem zniesiony matriarchat. W starożytności Wybrzeże Malabarskie bogaciło się na handlu korzennym z Arabami i Rzymem — stąd przywożono barwnik na słynną purpurę antyczną dla senatorskiej togi i jedwab na suknie dla bogatych Rzymianek, przyprawy i olejki eteryczne do produkcji wód perfumowanych. W czasach nowożytnych, kiedy Indie północne były plądrowane przez agresywne plemiona afgańskie, kobiety zabierane do haremów, a siłą obrzezani mężczyźni powtarzali dla ratowania życia pięć filarów wiary Mahometa, Indie południowe nadal wzbogacały się handlem z Wenecją i przeżywały renesans gospodarczy, religijny i kulturowy. Wielcy Mogołowie również nie zdobyli ani centralnie położonego Dekanu, ani południa i nie zdetronizowali żadnej z potężnych hinduskich dynastii władających tymi terenami. Nie zniszczyli — jak w Indiach północnych — hinduskich świątyń i miejsc kultu.
[...]
Trasa Indie północne i Nepal jest klasyczną propozycją dla większości turystów, którzy przewidują, iż Indii nie pokochają, a chcą zwiedzić najważniejsze zabytki, takie jak Tadż Mahal, Czerwony Fort w Agrze czy świątynie w Kadżuraho i zobaczyć rzekę Gangę w Varanasi. Trasa jest trochę uciążliwa ze względu na przeludnienie północnych Indii — Uttar Pradesh liczy sobie 180 mln mieszkańców — więc drogi są zakorkowane, zabytki zadeptane, knajpki zatkane, a hotele zarezerwowane, ale poza tym jest to trasa sprawdzona, bez niespodzianek. Zwiedza się jednak głównie Indie muzułmańskie. Nepal natomiast zachwyca (po Indiach!) znikomą liczbą ludności i pięknymi widokami Małych Himalajów.
[...]
Trasa Indie północne i Nepal jest klasyczną propozycją dla większości turystów, którzy przewidują, iż Indii nie pokochają, a chcą zwiedzić najważniejsze zabytki, takie jak Tadż Mahal, Czerwony Fort w Agrze czy świątynie w Kadżuraho i zobaczyć rzekę Gangę w Varanasi. Trasa jest trochę uciążliwa ze względu na przeludnienie północnych Indii — Uttar Pradesh liczy sobie 180 mln mieszkańców — więc drogi są zakorkowane, zabytki zadeptane, knajpki zatkane, a hotele zarezerwowane, ale poza tym jest to trasa sprawdzona, bez niespodzianek. Zwiedza się jednak głównie Indie muzułmańskie. Nepal natomiast zachwyca (po Indiach!) znikomą liczbą ludności i pięknymi widokami Małych Himalajów.
Aż do lat 70. XX wieku Indie były „kontynentem głodu”, dopiero w 1976 roku Indira Gandhi ogłosiła samowystarczalność kraju w kwestii wyżywienia. W początkowym okresie zielona rewolucja zrujnowała jednak gleby i z powodu zwiększenia areału rolnego, doprowadziła do wycięcia ogromnej przestrzeni lasów.
[...]
Niesłusznie traktuje się Indie jako kraj trzeciego świata, gdyż w krajach 3-ciego świata nie ma ani demokracji, ani własności prywatnej; w dobie globalizacji ta terminologia jest już na szczęście anachroniczna.
[...]
Wprowadzona przez niego „ekonomia godności” pozwala wzbogacać się biednym rolnikom, a nie organizacjom państwowym. W Indiach niczego nie da się wprowadzić rozkazem czy ustawą, pozytywne rezultaty można osiągnąć jedynie pracą u podstaw — rolnik sam z siebie musiał przekonać się o lepszej rentowności nowych ziaren. Swaminathan działa w duchu Mahatmy Gandhiego, który uważał, że rozwój mierzy się dobrobytem indywidualnego człowieka, a nie bogactwem Państwa. Indie pokazują, że XXI wiek będzie wiekiem małych dobrych rzeczy, w odróżnieniu od europejsko-amerykańskiej manii wielkości XX wieku, który obok wielkich projektów zrodził także katastrofy (Auschwitz, Hiroszima, Czernobyl).
[...]
Niesłusznie traktuje się Indie jako kraj trzeciego świata, gdyż w krajach 3-ciego świata nie ma ani demokracji, ani własności prywatnej; w dobie globalizacji ta terminologia jest już na szczęście anachroniczna.
[...]
Wprowadzona przez niego „ekonomia godności” pozwala wzbogacać się biednym rolnikom, a nie organizacjom państwowym. W Indiach niczego nie da się wprowadzić rozkazem czy ustawą, pozytywne rezultaty można osiągnąć jedynie pracą u podstaw — rolnik sam z siebie musiał przekonać się o lepszej rentowności nowych ziaren. Swaminathan działa w duchu Mahatmy Gandhiego, który uważał, że rozwój mierzy się dobrobytem indywidualnego człowieka, a nie bogactwem Państwa. Indie pokazują, że XXI wiek będzie wiekiem małych dobrych rzeczy, w odróżnieniu od europejsko-amerykańskiej manii wielkości XX wieku, który obok wielkich projektów zrodził także katastrofy (Auschwitz, Hiroszima, Czernobyl).
Podbój północnych Indii przez muzułmanów nie dokonał się za sprawą Arabów z kalifatów Damaszku, a później Bagdadu, których oddziały dotarły jedynie do Sindu (kraina w dolinie rzeki Indus) oraz do Afganistanu, i następnie musiały się wycofać. Indie zostały zaatakowane przez afgańskie i tureckie plemiona z Azji Środkowej, nawrócone na islam. Początkowo ich celem był tylko rabunek.
[...]
A potem znów inni Afganowie rozpoczęli nową erę muzułmańskich podbojów, zdobywając najpierw Pendżab, potem Delhi, Waranasi, Gwalior i Adżmer. Pokonali ostatnich władców hinduskich, zakładając w 1192 Sułtanat Delhijski, którego panowanie rozszerzyło się na całe Indie Północne. Wkrótce podbili Dekan, a ich coraz lepiej zorganizowana administracja pozwalała ściągać od hinduskich podwładnych coraz większe podatki, pozbawiając ich politycznego znaczenia. Wszędzie, gdzie pojawiały się muzułmańskie wojska, na ruinach hinduskich świątyń wznoszono meczety.
[...]
Kto zaczyna podróż w Delhi, a kończy w Waranasi, ten zaskoczony jest surowym pięknem wspaniałych budowli islamu. Same forty i meczety — obecność niegdysiejszej władzy politycznej i religijnej. Dziwi brak imponujących, hinduskich świątyń, otwartych dla każdego, szokuje obecność wojska i bramki mające wykryć bombę, zapalnik lub proch. To pozostałość wielkiej, nie dającej się na razie przekroczyć animozji religijnej (i wykorzystywania jej przez siły polityczne). Indie północne to nie tylko religie hindu, to także religie islamu. Terroryzm.
[...]
A potem znów inni Afganowie rozpoczęli nową erę muzułmańskich podbojów, zdobywając najpierw Pendżab, potem Delhi, Waranasi, Gwalior i Adżmer. Pokonali ostatnich władców hinduskich, zakładając w 1192 Sułtanat Delhijski, którego panowanie rozszerzyło się na całe Indie Północne. Wkrótce podbili Dekan, a ich coraz lepiej zorganizowana administracja pozwalała ściągać od hinduskich podwładnych coraz większe podatki, pozbawiając ich politycznego znaczenia. Wszędzie, gdzie pojawiały się muzułmańskie wojska, na ruinach hinduskich świątyń wznoszono meczety.
[...]
Kto zaczyna podróż w Delhi, a kończy w Waranasi, ten zaskoczony jest surowym pięknem wspaniałych budowli islamu. Same forty i meczety — obecność niegdysiejszej władzy politycznej i religijnej. Dziwi brak imponujących, hinduskich świątyń, otwartych dla każdego, szokuje obecność wojska i bramki mające wykryć bombę, zapalnik lub proch. To pozostałość wielkiej, nie dającej się na razie przekroczyć animozji religijnej (i wykorzystywania jej przez siły polityczne). Indie północne to nie tylko religie hindu, to także religie islamu. Terroryzm.
Niektórzy pozostawili pisma z wykładnią swych nauk. Intymne smakowanie tych pism utrzymuje sploty misternie utkanej materii ducha. Indie, choć wahają się i prawdopodobnie częściowo ulegną pokusie rzeczy materialnych, to jednak przechowały najdłużej rysunek i splot owej materii. Nawet jeśli dzisiaj nie widzimy piękna tych splotów, to przekażmy je przyszłym pokoleniom.
Kolej prowadzi nas do kraju walecznych Radżputów, dawnej Radżputany. Politycznie należy ona do potężnych Indii, ale życie tu jest odrębne, oparte na tysiącletniej przeszło tradycji. Żyją wciąż synowie potężnych rodów maharadżów, utrzymując wbrew czasowi swe bajeczne siedziby, strzegąc rodzinnych tajemnic, a dbając o stare i nowe interesy. Ich niezwykłe fortece i fortuny były tu zdobywane, tracone i odzyskiwane w rytmie wschodów i zachodów słońca. Kraj kolorowych kobiet, chowających się w malowanych domach haveli. Kraj pustyni i jej rumaków, wielbłądów. Jak całe Indie pełen kontrastów, gdzie oszałamiające bogactwo miesza się ze skrajną nędzą. Ale wszyscy tutaj, władcy i wieśniacy, hodowcy wielbłądów i kupcy, Radżputanki i służące są uśmiechnięci i gościnni — zapraszają do wędrówki w czas bohaterów, mitów i legend. Pałace i fortece otwierają swe podwoje dla zakochanych par, artystów, jubilatów, romantyków i arystokratów ducha, by dla odrobiny luksusu i krzty snobizmu spędzić tu Święta, Nowy Rok, podróż poślubną i zwykłą wyprawę…
Jednocześnie Indie nigdy wcześniej nie były jednolitym państwem, a mieszkańcy nie byli patriotami, gdyż idea patriotyzmu pozostała obca. Ani książęta, ani wieśniacy nie utożsamiali indyjskiej cywilizacji z ideą państwowości. Indie zawsze były konglomeracją wspólnot różnych dżati, organizujących się samodzielnie i zarządzanych przez pańczajaty, mozaiką małych republik funkcjonujących na podobieństwo miast greckich. Zamieszkujące je społeczności tworzyły przysłowiowy groch z kapustą, wielobarwną układankę, galerię osobliwych rozmaitości społecznych, religijnych, kultowych, plemiennych i każdych innych, a demokracja była obecna bardziej na dole, niż na górze (gdzie możni i wpływowi zawsze bili się o dostęp do pieniędzy płynących z podatków) i oznaczała dogadanie się, porozumienie na zasadach wzajemnego nieprzeszkadzania sobie.
— boże dziecię, nazwa nadana przez Mahatmę Gandhiego, stała się nazwą ruchu na rzecz zniesienia niedotykalności (od 1929). Gandhi postulował równość tych ludzi wobec boga, gdyż, podobnie jak wszystkie istoty, zostali stworzeni przez tego samego Stwórcę i z tego tytułu mających prawo do nieskrępowanego życia i rozwoju. Ten ruch właśnie doprowadził do opublikowania artykułu 17 Konstytucji.Jednak Gandhi, mający idealne wyczucie systemu indyjskiego, najpierw wprowadzał w ich społecznościach w południowej Afryce żelazne rygory czystości i szacunku dla dharmy oraz nauczał poszanowania własnej godności, a dopiero potem walczył, by zostali oni uznani przez społeczeństwo. Zapoczątkował typowy proces braminizacji tych warstw.Jakkolwiek trudne są w swych założeniach religie hindu (zakazy/nakazy szlachetnego życia, fobia rozmaicie pojętej czystości), to jednak zawsze ostatecznie przyjmowały one na swe łono wszystkich tych, którzy akceptowali dość wysoko ustawioną poprzeczkę ideału społecznego i sami dążyli do poprawy statusu materialnego i karmicznego. Zawsze można było tego dokonać dzięki długopokoleniowej zmianie podwalin egzystencji, dzięki przyjęciu religijnego, to znaczy etyczno-moralnego, sposobu życia. Ale nie dzięki jednorazowemu, formalnemu rytuałowi, jak chrzest czy wyznanie wiary. Utrzymująca się wspaniała różnorodność, wielość i rozmaitość kultów, religii i wierzeń — Indie nigdy w żadnym momencie swej historii nie były monoteistyczne — zaprzecza w sposób oczywisty tezie o sztywności i schematyczności systemu warn (tak zwanego systemu kastowego). Choć nie istnieje formalny prozelityzm, czyli „przejście” na którąś z religii hindu, to wszystkie akceptowały obcych. Aż do dnia dzisiejszego.
Wicekról zaprzyjaźnił się z równie doskonałym w manierach Jawaharlalem Nehru, w którego ramiona wpadła od razu Edwina Lady Mountbatten, skandalistka i ekscentryczka, pozostając z nim w tajemnym związku do końca życia. Cała ta trójka bawiła się dobrze. Anglia wyznaczyła termin do końca czerwca. Chodziło o to, by upłynnić Indie jak najszybciej.
[...]
12 sierpnia 1947 roku Podział stał się faktem i na subkontynencie indyjskim powstały dwa niezależne, suwerenne państwa — okrojone Indie oraz Pakistan Zachodni i Pakistan Wschodni zarządzany surrealistycznie jako jeden kraj. Był to w gruncie rzeczy trójpodział — Indiom odcięto historyczną kolebkę hindusów, dorzecze rzeki Indus oraz brutalnie rozpołowiono i Pendżab i Bengal. Nikt na tym nie zyskał, raczej wszyscy stracili. Mimo to 15 sierpnia świętowano pierwszy dzień niepodległości.
[...]
Państwo muzułmańskie tworzono w pośpiechu, przejęto 17,5 procent majątku dawnych nie podzielonych Indii i jedną trzecią sił zbrojnych. Dwie części, które utworzyły Pakistan, „kraj czystych”, paki, nie miały ze sobą nic wspólnego przed rokiem 1947. Indie nie były przygotowane na rozpad — żadna ze stron nie miała koncepcji granic i praktycznie wszystkie nowe granice były od razu sporne. Należy podkreślić, że granice wcześniejsze — dystryktów, państw, księstw i innych formacji administracyjnych — zostały przeprowadzone przez Wielkich Mogołów w taki sposób, by służyć wyłącznie interesom cesarstwa, a późniejsza brytyjska polityka wygrywała dla siebie wszelkie regionalne i religijne antagonizmy, zrodzone na tym tle za czasów cesarstwa. Granice te przebiegały często niezgodnie z granicami językowymi, kulturowymi i historycznymi poszczególnych regionów. Podział rozognił wszystkie stare rany, a marzenie o prawdziwej wolności dodało siły i buty, by walczyć o tożsamość dawnych krain.
[...]
12 sierpnia 1947 roku Podział stał się faktem i na subkontynencie indyjskim powstały dwa niezależne, suwerenne państwa — okrojone Indie oraz Pakistan Zachodni i Pakistan Wschodni zarządzany surrealistycznie jako jeden kraj. Był to w gruncie rzeczy trójpodział — Indiom odcięto historyczną kolebkę hindusów, dorzecze rzeki Indus oraz brutalnie rozpołowiono i Pendżab i Bengal. Nikt na tym nie zyskał, raczej wszyscy stracili. Mimo to 15 sierpnia świętowano pierwszy dzień niepodległości.
[...]
Państwo muzułmańskie tworzono w pośpiechu, przejęto 17,5 procent majątku dawnych nie podzielonych Indii i jedną trzecią sił zbrojnych. Dwie części, które utworzyły Pakistan, „kraj czystych”, paki, nie miały ze sobą nic wspólnego przed rokiem 1947. Indie nie były przygotowane na rozpad — żadna ze stron nie miała koncepcji granic i praktycznie wszystkie nowe granice były od razu sporne. Należy podkreślić, że granice wcześniejsze — dystryktów, państw, księstw i innych formacji administracyjnych — zostały przeprowadzone przez Wielkich Mogołów w taki sposób, by służyć wyłącznie interesom cesarstwa, a późniejsza brytyjska polityka wygrywała dla siebie wszelkie regionalne i religijne antagonizmy, zrodzone na tym tle za czasów cesarstwa. Granice te przebiegały często niezgodnie z granicami językowymi, kulturowymi i historycznymi poszczególnych regionów. Podział rozognił wszystkie stare rany, a marzenie o prawdziwej wolności dodało siły i buty, by walczyć o tożsamość dawnych krain.
Obraz Indii jest zawsze negatywny. Indie są zawsze potępiane. Z wszystkich cywilizowanych krajów był to kraj długo najbiedniejszy, to prawda. Ale dziennikarze nie szukają odpowiedzi na podstawowe pytanie, dlaczego, z jakiego powodu Indie stały się biedne. Zawsze i wszędzie pojawia się odpowiedź mechaniczna — bieda generowana jest przez system „kastowy”, „wsteczna” religia jest hamulcem rozwoju. A przecież kiedy Europejczycy przybyli do Indii poziom życia był tam najwyższy w świecie, zaś bajeczne bogactwa — przysłowiowe. Nie tylko paru książąt było bogatych, lecz całe społeczeństwo, a tkaniny i biżuteria nigdzie wtedy w świecie nie osiągały tak wysokiego poziomu wykonania jak w Indiach. Anglicy w parę lat zrujnowali cały przemysł tekstylny, wprowadzając podatek od eksportu i pozwalając wolnym od cła towarom angielskim swobodnie wpływać do kraju. Kolejnym ciosem dla gospodarki indyjskiej było wprowadzenie od XVIII wieku własności ziemi. System warnowy podtrzymywał (i nadal utrzymuje) równowagę między różnymi grupami społecznymi i licznymi plemionami. Mało kto w Polsce przypomina o tragicznej eksploatacji prowadzonej przez angielskich kolonizatorów, ba, większość Polaków jest przekonanych, że kolonizacja przyniosła Indiom niebywały wręcz postęp.
[...]
W mentalności Polaków w ogóle nie funkcjonuje coś takiego jak indyjska duchowość. Jeśli mamy znamienitych indologów, to przekazują oni swą wiedzę tylko studentom uniwersytetu i piszą prace naukowe tak szczegółowe, że nie mogą być one ani dostępne, ani zrozumiałe szerszemu gremium zainteresowanych. Nie mamy szczęścia do dobrych popularyzatorów o szerokim spektrum zainteresowań, z pozytywnym nastawieniem do Indii, mogących przekonać do starożytnej indyjskiej filozofii, której oddziaływanie na Zachodzie jest faktem już od dobrych paru dziesięcioleci. Dla większości Polaków jest zaskoczeniem informacja, że Indie posiadają samorodny, w pełni usystematyzowany system filozoficzny, mający co najmniej 4 tysiące lat. Joga i medycyna ajurwedyczna wciąż wzbudzają podejrzenia u Polaków.
[...]
Nasze polskie myślenie o Indiach pozostaje na poziomie dziewiętnastowiecznych, pierwszych interpretacji uczynionych przez Anglików. Niewielu badaczy wykazało przenikliwość i żywe zainteresowanie indyjską przeszłością, z wyjątkiem A. Bashama, który oddał Indiom hołd, dając swej dziś już klasycznej książce tytuł The wonder that was India, Cud, jakim były Indie. Polski wydawca, Państwowy Instytut Wydawniczy, uprzejmie zrezygnował z tego znamiennego tytułu, wprowadzając tytuł banalny: Indie. Pytam — dlaczego pozbawiono nas wiedzy o tym, że Indie były kiedyś cudem?
[...]
Pierwszym Polakiem, który odwiedził Indie był prawdopodobnie żeglarz z Gdańska, Krzysztof Pawłowski. Wypłynął z Portugalczykami z Lizbony i dotarł do Goa w 1596 roku. Pozostawił po sobie opis drogi morskiej w formie obszernego listu-relacji w języku francuskim. Nie był zachwycony Indiami, pisał, że spotkał „okopciałych” ludzi… Zmarł w 1603.
[...]
W mentalności Polaków w ogóle nie funkcjonuje coś takiego jak indyjska duchowość. Jeśli mamy znamienitych indologów, to przekazują oni swą wiedzę tylko studentom uniwersytetu i piszą prace naukowe tak szczegółowe, że nie mogą być one ani dostępne, ani zrozumiałe szerszemu gremium zainteresowanych. Nie mamy szczęścia do dobrych popularyzatorów o szerokim spektrum zainteresowań, z pozytywnym nastawieniem do Indii, mogących przekonać do starożytnej indyjskiej filozofii, której oddziaływanie na Zachodzie jest faktem już od dobrych paru dziesięcioleci. Dla większości Polaków jest zaskoczeniem informacja, że Indie posiadają samorodny, w pełni usystematyzowany system filozoficzny, mający co najmniej 4 tysiące lat. Joga i medycyna ajurwedyczna wciąż wzbudzają podejrzenia u Polaków.
[...]
Nasze polskie myślenie o Indiach pozostaje na poziomie dziewiętnastowiecznych, pierwszych interpretacji uczynionych przez Anglików. Niewielu badaczy wykazało przenikliwość i żywe zainteresowanie indyjską przeszłością, z wyjątkiem A. Bashama, który oddał Indiom hołd, dając swej dziś już klasycznej książce tytuł The wonder that was India, Cud, jakim były Indie. Polski wydawca, Państwowy Instytut Wydawniczy, uprzejmie zrezygnował z tego znamiennego tytułu, wprowadzając tytuł banalny: Indie. Pytam — dlaczego pozbawiono nas wiedzy o tym, że Indie były kiedyś cudem?
[...]
Pierwszym Polakiem, który odwiedził Indie był prawdopodobnie żeglarz z Gdańska, Krzysztof Pawłowski. Wypłynął z Portugalczykami z Lizbony i dotarł do Goa w 1596 roku. Pozostawił po sobie opis drogi morskiej w formie obszernego listu-relacji w języku francuskim. Nie był zachwycony Indiami, pisał, że spotkał „okopciałych” ludzi… Zmarł w 1603.
Znam nie tyle potrzeby polskiego turysty, ile orientuję się w poziomie jego wiedzy, bo ostatecznie oglądam polską telewizję i czytam polską prasę, gdzie wciąż odsmaża się stare stereotypy pochodzące z XIX wieku, zamiast rzeczowo na nowo Indie interpretować. Wiadomo, że im więcej informacji o danym kraju, tym bardziej kraj ten staje się dla nas otwarty, przyjazny, swojski. I dopiero wtedy warto samemu wyjść z hotelu, pogadać ze sklepikarzem, wziąć rikszę, zjeść na ulicy pakorę.
Kapłankami ołtarzy domowych są oczywiście kobiety, które codziennie rano o wschodzie słońca jak Indie długie i szerokie składają kwiaty, oblewają mlekiem i święconą wodą rodzinnych bogów, posypują ołtarze cynobrowym proszkiem — każda po swojemu. To one kładą znak tilak na czole domowników przed ich wyjściem z domu. Tylko w Indiach jeszcze kobiety są nadal kapłankami domowej świątyni i strażniczkami świętego ognia, aarti. Zobacz film Czasem słońce, czasem deszcz!
Dawna Radżputana, kraj walecznych Radżputów, jest pod każdym względem krainą wyjątkową. Politycznie należy do Indii, ale prowadzi własne życie, oparte na przeszło tysiącletniej tradycji. Żyją wciąż synowie potężnych rodów maharadżów, utrzymując wbrew czasowi swe bajeczne siedziby, strzegąc rodzinnych tajemnic, a dbając o stare i nowe interesy. Ich niezwykłe fortece i fortuny były tu zdobywane, tracone i odzyskiwane w rytmie wschodów i zachodów słońca. Kraj kolorowych kobiet chowających się w malowanych domach haveli. Kraj pustyni i jej rumaków, wielbłądów. Jak całe Indie jest to kraj kontrastów, gdzie oszałamiające bogactwo miesza się ze skrajną nędzą. Ale wszyscy tutaj, władcy i wieśniacy, hodowcy wielbłądów i kupcy, Radżputanki czy służące są uśmiechnięci i gościnni — zapraszają do wędrówki w czas bohaterów, mitów i legend. Pałace i fortece otwierają swe podwoje dla zakochanych, artystów, jubilatów, romantyków i arystokratów ducha, by dla odrobiny luksusu i krzty snobizmu spędzić tu Święta, Nowy Rok, podróż poślubną i zwykłą wyprawę…
W tyglu Azji Środkowej mieszały się rasy, języki i obyczaje, a plemiona raz po raz sprzymierzały się w rozmaite konfederacje i tworzyły różne kombinacje wojskowe, które parły do przodu i zagarniały coraz to nowe ziemie. W tamtych czasach nie było ani Afganistanu ani Pakistanu, tereny te również należały do Indii i były miejscem spotkań wszystkich przybyszów, którzy wcześniej czy później szli dalej do Indii, wlewając się na subkontynent przez słynny przesmyk Kyber. Zatrzymały się tam ludy indoeuropejskie, a za nimi miedzy VII a III wiekiem p.n.e. Scytowie, później Grecy, Partowie i Kuszanowie, lud irański pochodzący ze stepów Azji, który między I a III wiekiem n.e. utworzył dobrze zorganizowaną federację państw pod wodzą Kaniszki (127-147n.e.), którego dzieło było kontynuowane przez indyjską dynastię Guptów. Od V wieku pojawiają się znowu ludy irańskie — Śwetahunowie (przez Greków nazwani Heftalitami, a przez nas — Białymi Hunami), którzy zdominowali wszystkie osiadłe tam ludy i utworzyli silną organizację plemienną na terenie Afganistanu. Stąd wtargnęli do Indii niszcząc osady Doabu, Bengal i Bihar, zadając śmiertelny cios państwu Guptów, które zniknęło z dziejów na początku VI wieku. Przez jakieś trzydzieści lat zachodnie Indie znalazły się pod królami huńskimi, ale konfederacja radżów północnoindyjskich odniosła nad nimi druzgocące zwycięstwo w 528 roku. Ich impet został całkowicie wyhamowany, zostali odrzuceni aż do Kaszmiru, gdzie niebawem lud ten utracił swą odrębność i został wchłonięty przez mieszankę ludności miejscowej. Wszystkich obcych, którzy przybyli od północnego zachodu i z Hindukuszu, głównie Scytów, Partów, Saków i Hunów, osiedlających się na granicach Indii Zachodnich nazywano Śaka. Śwetahunowie najmniej zasymilowali się w Pendżabie i można przyjąć, że dzisiejsi Sikhowie są ich najbliższymi potomkami.
[...]
Maharadżowie stali się niezwykle bogaci, gdyż od czasów Wielkich Mogołów produkowali kule armatnie, sprzedając je do cesarskiej armii. Kiedy zaś pojawili się Anglicy, sprzedawali kule Anglikom, a kiedy nastały Indie niepodległe — sprzedawali je rządowi indyjskiemu.
[...]
Maharadżowie stali się niezwykle bogaci, gdyż od czasów Wielkich Mogołów produkowali kule armatnie, sprzedając je do cesarskiej armii. Kiedy zaś pojawili się Anglicy, sprzedawali kule Anglikom, a kiedy nastały Indie niepodległe — sprzedawali je rządowi indyjskiemu.
Rama jest wyraźnie reprezentantem drugiej fali ludów indoeuropejskich, które zamiast upierać się przy swoim porządku społecznym jak czynili to Bharatowie, integrowali się szybciej i łagodniej z ludnością tubylczą. Te pomieszane ludy zajmują dziś strefę języków hindi, czyli Indie środkowo-północne; Kriszna reprezentuje natomiast pierwszą falę, zepchniętą na peryferia, strefę ludów mówiących językami: gudżarati, marati, orija i bengali.
Wracając przez całe Indie do Ajodhji, ludzie wszędzie okazywali mu wdzięczność i na znak radości palili kadzidełka i rozpalali lampki oliwne, symbol światła i pokonania zła.
Wspólnym początkiem drogi dla wszystkich europejskich Romów nie był Egipt, lecz Indie. Na II Światowym Kongresie Cyganów w 1978 roku uznali oni Indie za swoją ojczyznę, a w 1981 oficjalny wysłannik premiera Indii, naówczas Indiry Gandhi, zadeklarował honorowy mecenat i opiekę nad europejskimi Cyganami.
[...]
Jedna z hipotez mówi, że nie stosowali się do prawa, dharmy, to znaczy nie dopełniali obowiązków klanowych, związanych ze składaniem ofiar lub rytuałem oczyszczenia przez ogień. Jest to prawdopodobne, bowiem właśnie między V a VIII wiekiem trwał proces wielkiego powrotu do wypełniania dharmy różnorodnych plemion radżpuckich. Romowie być może odmawiali złożenia przed braminami ofiary przebłagalnej (co było kosztowne) i zostali wykluczeni z wielkiej aryjskiej wspólnoty plemion… Ponieważ jednak opuścili Indie dopiero w XI-XII wieku, to jest bardziej prawdopodobne, że uchodzili przed Afganami. Podobnie przed muzułmanami afgańskimi uciekali hinduscy Gurkhowie, osiedlając się w cichym i dalekim od inwazji Nepalu.
[...]
Jedna z hipotez mówi, że nie stosowali się do prawa, dharmy, to znaczy nie dopełniali obowiązków klanowych, związanych ze składaniem ofiar lub rytuałem oczyszczenia przez ogień. Jest to prawdopodobne, bowiem właśnie między V a VIII wiekiem trwał proces wielkiego powrotu do wypełniania dharmy różnorodnych plemion radżpuckich. Romowie być może odmawiali złożenia przed braminami ofiary przebłagalnej (co było kosztowne) i zostali wykluczeni z wielkiej aryjskiej wspólnoty plemion… Ponieważ jednak opuścili Indie dopiero w XI-XII wieku, to jest bardziej prawdopodobne, że uchodzili przed Afganami. Podobnie przed muzułmanami afgańskimi uciekali hinduscy Gurkhowie, osiedlając się w cichym i dalekim od inwazji Nepalu.
Na pograniczu z Himalajami i w Tybecie nosi imię Tara i jest epifanią Wielkiej Bogini z najdawniejszych i najbardziej starożytnych Indii. Indie są jedynym krajem, gdzie kult Bogini występującej pod wieloma imionami jest wciąż żywy, a każda kobieta jest ucieleśnieniem siakti.
Gwalior posiada historię, która w sposób szczególny ukazuje zmienność losów i procesów przechodzenia władzy z rąk do rąk, zwłaszcza w Indiach środkowych. Pradawne dynastie hinduskie ustąpiły w XIII wieku miejsca Radżputom silnej dynastii Tomara, którzy pod panowaniem Man Singha wznieśli w latach 1486-1516 wspaniałą fortecę, przykład kunsztu hinduskiej architektury wojskowej. Została ona zdobyta przez Babura już podczas pierwszego ataku na Indie w 1527 roku. Kolejni cesarze ustanowili w niej więzienie stanowe, gdzie ginęli w czeluściach wrogowie stanu, między innymi syn Dary Szikoha i brat Aurangzeba. Po upadku cesarstwa przybyli tam w 1730 roku Marathowie z rodu Scindiów prowadzący bliską współpracę z Kompanią Wschodnioindyjską, która zaowocowała założeniem suwerennego państwa. Państwo to, o powierzchni 69 426 km2, stało się jednym z pięciu filarów Radżu brytyjskiego — w Gwalior ulokowano ogromne koszary wojskowe strzegące porządku na rubieżach Indii północnych i masowo produkowano broń. Pakt z Kompanią Wschodnioindyjską podpisano w 1817 roku.
We Francji musiałem bezustannie tłumaczyć się, dlaczego moje przyzwyczajenia kulinarne i sposób ubierania się są inne. W Indiach inność jest normą, nikt nikogo o nic nie pyta i każdy żyje jak mu się podoba — pisze muzułmanin, który powrócił do Indii.
Urodził się w 1914 roku w Marsylii. Dzieciństwo przeżył w skupieniu religijnym. W wieku dorastania odrzucił katechizm i Kościół Katolicki. Mając 18 lat przeżył pierwszy zachwyt myślą Wschodu czytając Karmajogę Wiwekanandy. Wybrał studia medyczne i zawód lekarza. Prowadził praktykę lekarską koło Marsylii, ale po ośmiu latach pracy przekazał ją swojemu bratu. Studiował dogłębnie buddyzm terawadę i hinduską wedantę. W 1950 roku wybrał się na wakacje duchowe do Indii i na Sri Lankę.
Występujący w wielu dawnych kulturach znak słońca, symbol solarny do Indii został przyniesiony przez Arjów.
[...]
I wreszcie ostatni powód, natury czysto politycznej — w swojej wizji totalnej inwazji i zdobycia całego świata, hitlerowskie Niemcy miały nadzieję, że Indie poprą ich politykę właśnie dzięki owym tajemniczym, starożytnym więzom krwi, które miały zostać przypieczętowane znakiem swastyki. Miała nastąpić fuzja starożytnych ludów ras aryjskich całego świata i ich oczywista supremacja. Niemcy popierały w ten sposób Indie w ich walce o niepodległość z angielskim kolonizatorem — były pewne, że Indie wejdą w każdy sojusz skierowany przeciwko Anglikom.
[...]
I wreszcie ostatni powód, natury czysto politycznej — w swojej wizji totalnej inwazji i zdobycia całego świata, hitlerowskie Niemcy miały nadzieję, że Indie poprą ich politykę właśnie dzięki owym tajemniczym, starożytnym więzom krwi, które miały zostać przypieczętowane znakiem swastyki. Miała nastąpić fuzja starożytnych ludów ras aryjskich całego świata i ich oczywista supremacja. Niemcy popierały w ten sposób Indie w ich walce o niepodległość z angielskim kolonizatorem — były pewne, że Indie wejdą w każdy sojusz skierowany przeciwko Anglikom.
Z wszystkich muzułmańskich władców Indii jedynie Akbar nie niszczył miejsc kultu innych religii, a nawet wydał dekret mówiący, że: Gdyby jakiś niewierny chciał zbudować kościół albo synagogę, albo świątynię dla jakiegoś bóstwa, albo parsyjską wieżę milczenia, nikt nie może mu w tym przeszkodzić
Po upadku dynastii Czolów, sława devadasi poczęła gasnąć aż do dekadencji obyczajowej i całkowitej ruiny zawodu włącznie. Pozbawione ochrony i szacunku możnych i bogatych obywateli państwa, a także pod wpływem sztywnego, ortodoksyjnego islamu, musiały zaprzestać uprawiania sztuki i stały się służącymi braminów, którzy sprzedawali je jako prostytutki. W latach 1675 — 1855 na dworze książąt Tanjore z dynastii Nayak podjęto próby odtworzenia kanonu tańca południowych Indii, ustalając jakieś zasady i repertuar. Nazywano go różnie, ale ostatecznie w roku 1920 przyjął nazwę Bharata Natyam. Jednak nadal nie wiadomo dokładnie jak wyglądał taniec boskich służebnic. W Kerali przetrwały zręby tańca kobiet — Mohini Attam. W stanie Orissa przetrwał taniec odissi, wykonywany przez mahari, tancerki świątynne, które odgrywały dramat liryczny Gitagowindę, skomponowany przez Dżajadewę około roku 1200, opiewający miłość Kriszny i Radhy. W Indiach północnych, pod wyraźnym wpływem tańca derwiszów rozwijał się taniec kathak, którego podstawowe elementy to obroty i wybijanie rytmu stopami. Ale ten taniec to już sprawa męska, nie mająca nic wspólnego z kobiecymi tańcami wielkich świątyń Indii południowych. System devadasi został ostatecznie zniesiony przez Anglików dopiero w 1925 roku, gdyż przez cały wiek XIX i wcześniej angielscy arystokraci korzystali z ich usług, nazywając je bajaderami lub naucz girls.
Wieńcząca korpus dzieła charakterystyczna kopuła nie jest ani cebulą, ani gruszką, ani piersią kobiecą (jak czytam w różnych publikacjach), jest wzorowana na hełmie tureckiego wojownika z armii Babura, który podbił Indie i stała się z daleka widocznym znakiem islamu. Wszystkie meczety mają podobny kształt kopuły, którą po mistrzowsku odwzorowano. Taki hełm można oglądnąć w muzeum City Palace w Dżajpurze, w zbrojowni.
Każda religia Indii wypracowała swój własny znak tilak.
Po pierwsze, otrzymałam je od niego w formie „rękopisu”, to znaczy zostały one wystukane na zwykłej maszynie do pisania w małym domku w Kankhal i jako że nie były nigdzie publikowane, mogę je tu przedstawić. Po drugie, poznał on Indie tak dogłębnie — religie, filozofie i życie zwykłego człowieka — że jest jedyną osobą, której mogę zawierzyć, a przyznaję, że jego właśnie interpretacje najbardziej rozjaśniły mi i przybliżyły światopogląd hindusów.
[...]
Po trzecie, bardzo lubię tłumaczyć jego teksty, gdyż są one dla mnie długą, radosną rozmową — siedzimy nad brzegiem Gangi w Kankhal, przed nami pierwsze pagórki Himalajów, obok nas kąpiący się hindusi, nad nami palące słońce Indii. I wreszcie, tym właśnie tłumaczeniem jego słów z bliskiego mi języka francuskiego na język polski, chciałam mu serdecznie podziękować za wieloletnią przyjaźń, jaką mnie obdarzył. A wszystkim bogom Indii dziękuję, żem go w ogóle nad Gangą spotkała.
[...]
Po trzecie, bardzo lubię tłumaczyć jego teksty, gdyż są one dla mnie długą, radosną rozmową — siedzimy nad brzegiem Gangi w Kankhal, przed nami pierwsze pagórki Himalajów, obok nas kąpiący się hindusi, nad nami palące słońce Indii. I wreszcie, tym właśnie tłumaczeniem jego słów z bliskiego mi języka francuskiego na język polski, chciałam mu serdecznie podziękować za wieloletnią przyjaźń, jaką mnie obdarzył. A wszystkim bogom Indii dziękuję, żem go w ogóle nad Gangą spotkała.
Zauważyłam, że słowo kasta wzbudza w rozmowach o rzeczywistości społecznej dzisiejszych Indii niewspółmiernie silne emocje. Takie emocje nigdy nie pojawiają się w moich rozmowach z Indusami na subkontynencie indyjskim.
[...]
Dzięki władzy kast (chodzi o dżati) — pisze współczesny nam Guy Sorman, chcący wreszcie zrozumieć — w Indiach nigdy nie doszło do absolutyzmu, dyktatury czy totalitaryzmu, władcy zawsze i wszędzie musieli liczyć się z głosem ludu zorganizowanego w kasty (chodzi o dżati). To właśnie kastowość sprawiła, że Indie mogły stać się (mimo wielu trudności) największą demokracją świata.
[...]
Przypomnijmy akcje Mahatmy Gandhiego, który swą walkę o niepodległość Indii oparł wyłącznie o wieśniaków, a założona przez niego w 1895 roku partia, Kongres Indii, pozostaje do dziś partią indyjskich wiosek, w których mieszka aż 80% społeczeństwa. W Indiach miasto nie jest symbolem ani postępu, ani wysokiej kultury, to wioska pozostaje macierzą cywilizacji hindu.
[...]
Były epoki (czasy powedyjskie), kiedy bramini rządzili niepodzielnie wieśniakami i zbijali fortuny na składaniu ofiar całopalnych. Były takie czasy (za życia Buddy), kiedy rządzili ksiatrijowie, którzy zdobywali nowe terytoria i budowali nowe państwa. Ksiatrijowie prawie zawsze wywodzili się z wieśniaków — uzyskawszy przewagę ekonomiczną dzięki dobrej ekonomii, zbroili się, a następnie uzyskiwali wsparcie ideologiczno-astrologiczne braminów i po otrzymaniu świętego znaku tilak, tworzyli dynastie, które panowały aż do wygaśnięcia. Gdy cała dżati brała za broń, wtedy wszyscy stawali się wojownikami-ksiatrijami (Sikhowie z Pendżabu pod egidą Guru Nanaka). W czasach nowożytnych, od 1527 roku, kiedy Indie dostały się pod jarzmo Wielkich Mogołów, rola braminów znacznie zmalała i stali się oni bardziej nauczycielami w konspiracji, dzięki którym hindusi nie zapomnieli o własnej tożsamości. Za czasów angielskich bramini jako urzędnicy brali odpowiedzialność za losy radżu brytyjskiego, ale także za przetrwanie starożytnych Indii. System warn miał w czasach kolonialnych wszelkie możliwe warunki, by raz na zawsze upaść. Jednak przetrwał i uratował hinduską tożsamość.
[...]
Gdy do tego doliczymy muzułmanów — około 180 mln — oraz buddystów, dżinistów i chrześcijan, wszystkich tych, którzy nie uznają hinduskiego systemu warn, to zgodnie z wedyjskim podziałem żyje 2/3 ludności Indii, tj. jakieś 750 mln obywateli.
[...]
Dzięki władzy kast (chodzi o dżati) — pisze współczesny nam Guy Sorman, chcący wreszcie zrozumieć — w Indiach nigdy nie doszło do absolutyzmu, dyktatury czy totalitaryzmu, władcy zawsze i wszędzie musieli liczyć się z głosem ludu zorganizowanego w kasty (chodzi o dżati). To właśnie kastowość sprawiła, że Indie mogły stać się (mimo wielu trudności) największą demokracją świata.
[...]
Przypomnijmy akcje Mahatmy Gandhiego, który swą walkę o niepodległość Indii oparł wyłącznie o wieśniaków, a założona przez niego w 1895 roku partia, Kongres Indii, pozostaje do dziś partią indyjskich wiosek, w których mieszka aż 80% społeczeństwa. W Indiach miasto nie jest symbolem ani postępu, ani wysokiej kultury, to wioska pozostaje macierzą cywilizacji hindu.
[...]
Były epoki (czasy powedyjskie), kiedy bramini rządzili niepodzielnie wieśniakami i zbijali fortuny na składaniu ofiar całopalnych. Były takie czasy (za życia Buddy), kiedy rządzili ksiatrijowie, którzy zdobywali nowe terytoria i budowali nowe państwa. Ksiatrijowie prawie zawsze wywodzili się z wieśniaków — uzyskawszy przewagę ekonomiczną dzięki dobrej ekonomii, zbroili się, a następnie uzyskiwali wsparcie ideologiczno-astrologiczne braminów i po otrzymaniu świętego znaku tilak, tworzyli dynastie, które panowały aż do wygaśnięcia. Gdy cała dżati brała za broń, wtedy wszyscy stawali się wojownikami-ksiatrijami (Sikhowie z Pendżabu pod egidą Guru Nanaka). W czasach nowożytnych, od 1527 roku, kiedy Indie dostały się pod jarzmo Wielkich Mogołów, rola braminów znacznie zmalała i stali się oni bardziej nauczycielami w konspiracji, dzięki którym hindusi nie zapomnieli o własnej tożsamości. Za czasów angielskich bramini jako urzędnicy brali odpowiedzialność za losy radżu brytyjskiego, ale także za przetrwanie starożytnych Indii. System warn miał w czasach kolonialnych wszelkie możliwe warunki, by raz na zawsze upaść. Jednak przetrwał i uratował hinduską tożsamość.
[...]
Gdy do tego doliczymy muzułmanów — około 180 mln — oraz buddystów, dżinistów i chrześcijan, wszystkich tych, którzy nie uznają hinduskiego systemu warn, to zgodnie z wedyjskim podziałem żyje 2/3 ludności Indii, tj. jakieś 750 mln obywateli.
Nazwa ta określa zarówno Upaniszady z okresu wedyjskiego jak i nurt filozoficzny, który powstał w okresie hinduskiego renesansu po zaniku szkół buddyjskich, nawiązujący do starożytnych tekstów Indii. Zakończenie to znaczy zwieńczenie, ukoronowanie, dojście do celu, w tym sensie, że już wszystko, co najistotniejsze zostało powiedziane i teraz tylko trzeba to realizować.
Okres przenikania wierzeń indoeuropejskich na tereny północnych Indii i nad Gangę, spisywanie mantr i ich wykładni znaczeniowej, formułowanie pierwszego rozumienia pogłębionej myśli religijnej najeźdźców i przyjmowanie nowych bogów-idei z jednoczesnym zachowaniem własnych pojęć duchowych, wzajemne poznawanie się i przenikanie kultur oraz tworzenie się sanskrytu, to trwający tysiąc lat okres wedyjski, od 1600 do 600 p.n.e. Dzięki silnej tradycji przekazu ustnego wszystkie pieśni zachowały swą pierwotną wersję językową — bramini przekazywali je synom z pokolenia na pokolenie, trzymając się wiernie tekstu. Uważa się, że Wedy powstały, tak jak bogowie, ze świętej sylaby om, więc sacrum zawarte jest nie tylko w samej treści, ale i w dźwięku.
Pod pozorami luksusu na zamku Dungan panował niedostatek, więc jego ojciec, lord Mornington, sprzedał w końcu dobra za długi i przeniósł rodzinę do Londynu. Arthur został wysłany do słynnego Eton College. Ze szkoły wyniósł jedynie zamiłowanie do muzyki — przez całe życie grał dobrze na skrzypcach. O karierze wojskowej syna zadecydowała matka, umieszczając go w akademii oficerów kawalerii w Angers, we Francji. W 1787 uzyskał dzięki protekcji brata, lorda Morningtona, szarżę oficerską, następnie został kapitanem kawalerii i adiutantem gubernatora Irlandii. Od młodych lat cechowała go swoista prostota i uczciwość. Ale zwyczajem tamtych czasów kupił stopień podpułkownika i dowódcy jednego z regimentów. Szybko podniósł dyscyplinę żołnierzy, walczył o odpowiedni ekwipunek, dbał o wystarczające wyżywienie i sprawił, że 33-ci regiment zebrał same pochwały i był najlepiej wymusztrowanym i najsprawniejszym w całej Irlandii. W roku 1796 trafia mu się możliwość dalszego doskonalenia rzemiosła wojskowego — 33-ci regiment otrzymuje rozkaz wyjazdu do Indii.
[...]
W maju 1798 roku przybył do Indii jako gubernator generalny Fortu William w Bengalu jego brat, Robert Wellesley lord Mornington, sprawujący ten urząd do 1805 roku. Indie nie należały jeszcze do imperium, były luźną zbiorowością prowincji, pozostających nominalnie pod władzą rodzimych książąt, eksploatowanych niemiłosiernie przez Kompanię Wschodnio-indyjską. Francuzi układali się z książętami, by zagarnąć niektóre prowincje i wyrzucić z nich Anglików. Francuscy eksperci odlewali działa, a oficerowie musztrowali żołnierzy tak dla Sułtana Tipu, suwerena państwa Majsur, jak dla nizama z Hajdarabadu i Mahadżi Szinde, wodza Marathów. Nowy generalny gubernator kontynuował politykę Robert Clive'a i rozpoczął dzieło podporządkowania nowych państw, książętom pozostawiając zewnętrzne pozory rządzenia tylko wówczas, o ile rezygnowali oni z rzeczywistej władzy. Dwaj bracia Wellesley, Robert i Arthur, pokonali, jeden polityką, drugi orężem, dwie największe siły południowych Indii — państwo Majsur i konfederację sił marackich.
[...]
Zaopiekował się czteroletnim synkiem zabitego herszta, kazał go kształcić, a gdy opuścił Indie, wyznaczył urzędowego opiekuna i zostawił niezłą sumkę pieniędzy na naukę chłopca aż do pełnoletności. Była to ostatnia sprawa, jaką załatwił przed opuszczeniem Indii. Wysłał list do zarządzających miastem Seringapatam: W załączeniu przesyłam czek (…) na sumę tysiąca pagod, którą to sumę pozostawiam do dyspozycji Wysokiego Sądu w Seringapatam, z przeznaczeniem dla Salabuta Chana, syna nieżyjącego Dhundiah Wagha. Życzę sobie, aby Wysoki Sąd objął opiekuństwo nad wymienionym Salabutem-chanem i dopilnował jego wykształcenia, którego koszty mają być pokryte z powyższej sumy dwustu pagod, już na ten cel złożonych na ręce pułkownika…
[...]
Kiedy wrócił do Seringapatam, przekazał władzę nad państwem Majsur dawnemu wezyrowi Sułtana Tipu, którego bystrość i talenty podziwiał. Przywrócił wartość zdewaluowanego pieniądza, kazał budować drogi i mosty, wycinać lasy na budowę okrętów wojskowych, wznosić koszary; ferował wyroki, zwalczał bandytyzm, rozsądzał pijackie kłótnie między oficerami, powściągał brutalność własnych rodaków, którzy do krajowców odnosili się jak do bydła — oto codzienne, szare i przyziemne zajęcia pułkownika Wellesleya w zapadłym zakątku Indii. Wiele wolnego czasu poświęcił ogrodnictwu, sprowadzając z Anglii przez Bombaj sadzonki, sadził seler, kapustę i ziemniaki
[...]
Zdobył w Indiach reputację zarówno jako wódz jak i administrator. Zostawił po sobie przykład bez precedensu, nie spotykany ani wśród oficerów brytyjskich, ani cywilnych urzędników — przykład uczciwości, przyzwoitego traktowania krajowców, bezwzględności w ściganiu nieróbstwa i nieudolności zawodowej. W sprawach wojskowych wprowadził zmiany rewolucyjne — zaopatrywanie wojska w pochodzie przez lokalnych dostawców, dyscyplinę i szybkie manewry, dbałość o żołnierza. Doprowadził wojsko angielskie do niespotykanego przedtem stanu sprawności bojowej. Dla siebie zdobył 40 000 funtów szterlingów drogą legalną, jako wypłaty za udział w łupach. Dzięki abstynencji w jedzeniu i piciu oraz codziennym kąpielom (wpływ regularnie myjących się hindusów), wrócił do ojczyzny w lepszym stanie zdrowia niż przyjechał do Indii. We wrześniu 1805 roku Sir Arthur Wellesley dopłynął do Anglii, po drodze odpoczywając przez cały okrągły miesiąc na Wyspie Św. Heleny, miejscu późniejszego zesłania Napoleona, którego tak nieoczekiwanie pokonał pod Waterloo w 1815 roku.
[...]
W maju 1798 roku przybył do Indii jako gubernator generalny Fortu William w Bengalu jego brat, Robert Wellesley lord Mornington, sprawujący ten urząd do 1805 roku. Indie nie należały jeszcze do imperium, były luźną zbiorowością prowincji, pozostających nominalnie pod władzą rodzimych książąt, eksploatowanych niemiłosiernie przez Kompanię Wschodnio-indyjską. Francuzi układali się z książętami, by zagarnąć niektóre prowincje i wyrzucić z nich Anglików. Francuscy eksperci odlewali działa, a oficerowie musztrowali żołnierzy tak dla Sułtana Tipu, suwerena państwa Majsur, jak dla nizama z Hajdarabadu i Mahadżi Szinde, wodza Marathów. Nowy generalny gubernator kontynuował politykę Robert Clive'a i rozpoczął dzieło podporządkowania nowych państw, książętom pozostawiając zewnętrzne pozory rządzenia tylko wówczas, o ile rezygnowali oni z rzeczywistej władzy. Dwaj bracia Wellesley, Robert i Arthur, pokonali, jeden polityką, drugi orężem, dwie największe siły południowych Indii — państwo Majsur i konfederację sił marackich.
[...]
Zaopiekował się czteroletnim synkiem zabitego herszta, kazał go kształcić, a gdy opuścił Indie, wyznaczył urzędowego opiekuna i zostawił niezłą sumkę pieniędzy na naukę chłopca aż do pełnoletności. Była to ostatnia sprawa, jaką załatwił przed opuszczeniem Indii. Wysłał list do zarządzających miastem Seringapatam: W załączeniu przesyłam czek (…) na sumę tysiąca pagod, którą to sumę pozostawiam do dyspozycji Wysokiego Sądu w Seringapatam, z przeznaczeniem dla Salabuta Chana, syna nieżyjącego Dhundiah Wagha. Życzę sobie, aby Wysoki Sąd objął opiekuństwo nad wymienionym Salabutem-chanem i dopilnował jego wykształcenia, którego koszty mają być pokryte z powyższej sumy dwustu pagod, już na ten cel złożonych na ręce pułkownika…
[...]
Kiedy wrócił do Seringapatam, przekazał władzę nad państwem Majsur dawnemu wezyrowi Sułtana Tipu, którego bystrość i talenty podziwiał. Przywrócił wartość zdewaluowanego pieniądza, kazał budować drogi i mosty, wycinać lasy na budowę okrętów wojskowych, wznosić koszary; ferował wyroki, zwalczał bandytyzm, rozsądzał pijackie kłótnie między oficerami, powściągał brutalność własnych rodaków, którzy do krajowców odnosili się jak do bydła — oto codzienne, szare i przyziemne zajęcia pułkownika Wellesleya w zapadłym zakątku Indii. Wiele wolnego czasu poświęcił ogrodnictwu, sprowadzając z Anglii przez Bombaj sadzonki, sadził seler, kapustę i ziemniaki
[...]
Zdobył w Indiach reputację zarówno jako wódz jak i administrator. Zostawił po sobie przykład bez precedensu, nie spotykany ani wśród oficerów brytyjskich, ani cywilnych urzędników — przykład uczciwości, przyzwoitego traktowania krajowców, bezwzględności w ściganiu nieróbstwa i nieudolności zawodowej. W sprawach wojskowych wprowadził zmiany rewolucyjne — zaopatrywanie wojska w pochodzie przez lokalnych dostawców, dyscyplinę i szybkie manewry, dbałość o żołnierza. Doprowadził wojsko angielskie do niespotykanego przedtem stanu sprawności bojowej. Dla siebie zdobył 40 000 funtów szterlingów drogą legalną, jako wypłaty za udział w łupach. Dzięki abstynencji w jedzeniu i piciu oraz codziennym kąpielom (wpływ regularnie myjących się hindusów), wrócił do ojczyzny w lepszym stanie zdrowia niż przyjechał do Indii. We wrześniu 1805 roku Sir Arthur Wellesley dopłynął do Anglii, po drodze odpoczywając przez cały okrągły miesiąc na Wyspie Św. Heleny, miejscu późniejszego zesłania Napoleona, którego tak nieoczekiwanie pokonał pod Waterloo w 1815 roku.
We wszystkich podbitych przez islam państwach — Syria, Palestyna, Persja, Egipt, Azerbejdżan, Armenia, Turkiestan, Irak, Bizancjum i zdobyty przez Turków w 1453 Konstantynopol — wszędzie islam zwyciężył jako religia. Jedynie Indie oparły się islamizacji. Co więcej, z licznych listów i traktatów ulemów z XVI wieku przebija strach przed utratą przez wspólnotę muzułmańską poczucia duchowej tożsamości. Wszyscy cesarze znali język hindi, a niektórzy kochali filozofię i religię hindu. Po śmierci Akbara podniosły głowę radykalne i ortodoksyjne ugrupowania muzułmańskie, które doprowadziły do ostrego podziału między dwiema największymi wspólnotami religijnymi subkontynentu. Od tamtego czasu do dziś antyhinduskie nastroje nie milkną, ale Indie obroniły wszystkie swoje religie.
[...]
Jedynie Indie oparły się islamizacjiKiedy zmarł Aurangzeb w 1707 roku, imperium nie rozpadło się w ciągu jednego dnia, a Indie nie pogrążyły się w anarchii. Władza cesarska zaczęła stopniowo przechodzić w ręce lokalnej szlachty i miejscowych możnych. Tworzyły się nowe, niezależne formacje polityczne pod wodzą silnych jednostek — hinduskie malownicze królestwa w Radżputanie pod panowaniem ranów, radżów i maharadżów, olbrzymie państwo Majsur trzymane pod butem Sułtana Tipu, Bengal pod zarządem bajecznie bogatych nababów, dawnych urzędników mogolskich… Kompania Wschodnioindyjska panoszyła się po kontynencie i w połowie XVIII wieku zdobyła orężem swe pierwsze posiadłości w Bengalu i w okolicach Madrasu. Zawierała porozumienia z miejscowymi elitami wykorzystując siłę militarną, naciski gospodarcze, lisią politykę i podstępne intrygi, a przede wszystkim słynną rzymską zasadę imperialną dziel i rządź. Angielskie imperium po mistrzowsku wykorzystało wszystkie stare napięcia zrodzone z wcześniejszych konfliktów między hindusami i muzułmanami aż do rewolty śipajów włącznie, utrzymując i podkreślając różnice, rozdrapując stare rany i podkreślając naturalny rozdźwięk między dwoma religiami.
[...]
Dlatego Arthur L. Basham zatrzymuje się w opisie Indii właśnie na roku 1526, a swemu dziełu nadaje podtytuł The Wonder That Was India, (Ten cud, jakim były Indie).
[...]
Dzisiejsze Indie podnoszą się dopiero ze wstrząsu, jakiego doznały w 1526 roku.
[...]
Anglicy umiejętnie wykorzystali słabość Indii po mogolskiej okupacji i od 1707 roku wypełniali próżnię po władzy centralnej. Zdołali, jak wiadomo, świetnie przejąć cały handel, to znaczy wywóz wszystkich cennych towarów. Chwała im za to, że w swej indyferencji religijnej nie przeszkadzali odbudować religii hindu. Choć złupili Indie doszczętnie, nie został po nich żaden ślad, z wyjątkiem języka angielskiego.
[...]
Jedynie Indie oparły się islamizacjiKiedy zmarł Aurangzeb w 1707 roku, imperium nie rozpadło się w ciągu jednego dnia, a Indie nie pogrążyły się w anarchii. Władza cesarska zaczęła stopniowo przechodzić w ręce lokalnej szlachty i miejscowych możnych. Tworzyły się nowe, niezależne formacje polityczne pod wodzą silnych jednostek — hinduskie malownicze królestwa w Radżputanie pod panowaniem ranów, radżów i maharadżów, olbrzymie państwo Majsur trzymane pod butem Sułtana Tipu, Bengal pod zarządem bajecznie bogatych nababów, dawnych urzędników mogolskich… Kompania Wschodnioindyjska panoszyła się po kontynencie i w połowie XVIII wieku zdobyła orężem swe pierwsze posiadłości w Bengalu i w okolicach Madrasu. Zawierała porozumienia z miejscowymi elitami wykorzystując siłę militarną, naciski gospodarcze, lisią politykę i podstępne intrygi, a przede wszystkim słynną rzymską zasadę imperialną dziel i rządź. Angielskie imperium po mistrzowsku wykorzystało wszystkie stare napięcia zrodzone z wcześniejszych konfliktów między hindusami i muzułmanami aż do rewolty śipajów włącznie, utrzymując i podkreślając różnice, rozdrapując stare rany i podkreślając naturalny rozdźwięk między dwoma religiami.
[...]
Dlatego Arthur L. Basham zatrzymuje się w opisie Indii właśnie na roku 1526, a swemu dziełu nadaje podtytuł The Wonder That Was India, (Ten cud, jakim były Indie).
[...]
Dzisiejsze Indie podnoszą się dopiero ze wstrząsu, jakiego doznały w 1526 roku.
[...]
Anglicy umiejętnie wykorzystali słabość Indii po mogolskiej okupacji i od 1707 roku wypełniali próżnię po władzy centralnej. Zdołali, jak wiadomo, świetnie przejąć cały handel, to znaczy wywóz wszystkich cennych towarów. Chwała im za to, że w swej indyferencji religijnej nie przeszkadzali odbudować religii hindu. Choć złupili Indie doszczętnie, nie został po nich żaden ślad, z wyjątkiem języka angielskiego.
Indore maharadżowie
Kiedy w 1707 roku zmarł Aurangzeb, imperium nie rozpadło się w ciągu jednego dnia, a Indie nie pogrążyły się w anarchii. Władza cesarska stopniowo przechodziła w ręce lokalnych możnowładców, sprawnych administratorów czy miejscowej szlachty, a często też — poborców podatkowych. Na gruzach cesarstwa, ale czerpiąc soki z pradawnych korzeni wyrosły jak grzyby po deszczu nowe, niezależne formacje polityczne pod wodzą silnych jednostek i sprawnej arystokracji lokalnej (Baroda, Gwalior, Indore, Hajdarabad). Wspaniale odrodziły się i niebawem rozkwitły pradawne malownicze księstwa hinduskie w Radżputanie pod panowaniem ranów, radżów i maharadżów, odnowiło się państwo Majsur rządzone przez Wadijarów, a następnie trzymane silną ręką Hajdara Ali i Sułtana Tipu (1759-99), Bengal pod zarządem bajecznie bogatych nababów, dawnych urzędników mogolskich. Na tych silnych, utworzonych przez Indusów państwach, miał wkrótce oprzeć swą władzę nowy najeźdźca-kolonizator, Radż brytyjski.
[...]
Dynastie osiemnastowieczne powstały najczęściej w wyniku przewrotu pałacowego i pochodzą od dowódców armii obsługujących słabych władców, jak dynastia Hajdarabadu, rody Gaekwarów z Barody, Scindiów z Gwalior, Holkarów z Indore. Państwo Benares rozkwitło, jak zawsze dzięki swej lokacji nad rzeką Gangą i wysokim podatkom z handlu i pielgrzymek. Niektórym starożytnym dynastiom radżpuckim udało się wspaniale odbudować swoje państwa — Dżajpur, Udajpur czy Majsur, ale po 1857 roku władzę w Indiach, drogą energicznej kolonizacji, dyplomacji oraz zwykłego podboju lub schedy po Kompanii Wschodnioindyjskiej, skutecznie przejęła Wielka Brytania. Setki książąt indyjskich podpisywało traktaty, przekazując swoje państewka pod protekcję, czyli dominację angielskiego imperium. Wielu maharadżów stało się władcami jedynie dzięki wsparciu Anglików — podpisywali tak zwane traktaty pokojowe, alianse i pakty przyjaźni, zwane dosti London. Niektórzy radżowie nigdy się nie ugięli, o wielu zupełnie zapomniano, a jeszcze inni byli na indyjskiej szachownicy tak marnymi pionkami, że nie warto było fatygować dyplomatów, gdyż stany książęce nie leżały na drodze interesów twórców imperium brytyjskiego. Anglicy nigdy nie byli władcami całych Indii, na indyjskiej mapie pozostało sporo miejsc, w których nigdy nie pojawił się żaden angielski kolonizator w słynnym kasku i na koniu, z czasem pojawili się natomiast angielscy miłośnicy, wielbiciele i koneserzy indyjskiej cywilizacji.
[...]
Kolonizatorzy podzielili stany książęce na trzy kategorie: 118 stanów mających prawo do jednej salwy, 117 — nie mających prawa do żadnej salwy i 327 wczesnych lokalnych formacji feudalno-plemiennych (tubylcze państewka), zarządzanych prawem dynastycznych sukcesji przez dżagirdarów, thakurów i talukdarów będących często ludźmi znacznie bardziej bogatymi i poważanymi niż niejeden maharadża, któremu służyli. Pięć wyróżnionych wielkich państw-filarów Radżu brytyjskiego mających prawo, podczas oficjalnych uroczystości dworskich, do dwudziestu jeden salw armatnich to Hajdarabad, Majsur, Baroda, Gwalior i Kaszmir, wśród których jedynym władcą pochodzenia radżpuckiego był Wadijar z Majsuru, lecz ani jeden książę wczesnośredniowiecznych rodów samej Radżputany nie został wyróżniony. Oprócz wyżej wymienionych, inne państwa zarządzane z wiekim kunsztem administracyjnym przez hinduskich władców to Travancore, Indore i Bikaner. Wszędzie na dworach indyjskich panowała mieszanka obyczajów hinduskich, mogolskich i bardziej lub mniej angielskich.
[...]
Dynastie osiemnastowieczne powstały najczęściej w wyniku przewrotu pałacowego i pochodzą od dowódców armii obsługujących słabych władców, jak dynastia Hajdarabadu, rody Gaekwarów z Barody, Scindiów z Gwalior, Holkarów z Indore. Państwo Benares rozkwitło, jak zawsze dzięki swej lokacji nad rzeką Gangą i wysokim podatkom z handlu i pielgrzymek. Niektórym starożytnym dynastiom radżpuckim udało się wspaniale odbudować swoje państwa — Dżajpur, Udajpur czy Majsur, ale po 1857 roku władzę w Indiach, drogą energicznej kolonizacji, dyplomacji oraz zwykłego podboju lub schedy po Kompanii Wschodnioindyjskiej, skutecznie przejęła Wielka Brytania. Setki książąt indyjskich podpisywało traktaty, przekazując swoje państewka pod protekcję, czyli dominację angielskiego imperium. Wielu maharadżów stało się władcami jedynie dzięki wsparciu Anglików — podpisywali tak zwane traktaty pokojowe, alianse i pakty przyjaźni, zwane dosti London. Niektórzy radżowie nigdy się nie ugięli, o wielu zupełnie zapomniano, a jeszcze inni byli na indyjskiej szachownicy tak marnymi pionkami, że nie warto było fatygować dyplomatów, gdyż stany książęce nie leżały na drodze interesów twórców imperium brytyjskiego. Anglicy nigdy nie byli władcami całych Indii, na indyjskiej mapie pozostało sporo miejsc, w których nigdy nie pojawił się żaden angielski kolonizator w słynnym kasku i na koniu, z czasem pojawili się natomiast angielscy miłośnicy, wielbiciele i koneserzy indyjskiej cywilizacji.
[...]
Kolonizatorzy podzielili stany książęce na trzy kategorie: 118 stanów mających prawo do jednej salwy, 117 — nie mających prawa do żadnej salwy i 327 wczesnych lokalnych formacji feudalno-plemiennych (tubylcze państewka), zarządzanych prawem dynastycznych sukcesji przez dżagirdarów, thakurów i talukdarów będących często ludźmi znacznie bardziej bogatymi i poważanymi niż niejeden maharadża, któremu służyli. Pięć wyróżnionych wielkich państw-filarów Radżu brytyjskiego mających prawo, podczas oficjalnych uroczystości dworskich, do dwudziestu jeden salw armatnich to Hajdarabad, Majsur, Baroda, Gwalior i Kaszmir, wśród których jedynym władcą pochodzenia radżpuckiego był Wadijar z Majsuru, lecz ani jeden książę wczesnośredniowiecznych rodów samej Radżputany nie został wyróżniony. Oprócz wyżej wymienionych, inne państwa zarządzane z wiekim kunsztem administracyjnym przez hinduskich władców to Travancore, Indore i Bikaner. Wszędzie na dworach indyjskich panowała mieszanka obyczajów hinduskich, mogolskich i bardziej lub mniej angielskich.
Irak Gurkhowie
Kiedy żyjący w VI wieku Bappu Rawal, legendarny założyciel dynastii Sisodia z Mewaru, był młody i polował na grubego zwierza, spotkał w lesie świętego wojownika Gorakhnatha siedzącego pod drzewem pippal w głębokiej medytacji. Przystanął i zadbał o bezpieczeństwo świętego. Gorakhnath, wzruszony zachowaniem młodego ksiatriji, podarował mu sztylet kukri i przepowiedział, że cała jego drużyna zyska chwałę i będzie podziwiana za brawurę, a wojownikom nadał imię Gorkhów. Bappu Rawal zasłynął brawurą i odwagą, bronił hindusko-buddyjskiego Kandaharu przed nawałnicą muzułmańską, zdobył jakoby Iran i Irak, po czym wycofał się na świętą górę Abu jako asceta. Słowo Gorka, Ghorka czy Gurkha pochodzi od sanskryckiego go, krowa, i rakh, rakśa, obrońca. Gorakhnath był joginem, obrońcą krów jak każdy hindus, uprawiającym ascezę hatha jogi i czcicielem boga Śiwy, a wielu żyło takich w północnych Indiach między X a XIV wiekiem. Inicjację Bappu Rawala na ksiatriję i otrzymanie noża kukri można uznać za piękne zdarzenie mitologiczne.
Iran Gurkhowie, mieszkańcy, Radżputowie
Kiedy żyjący w VI wieku Bappu Rawal, legendarny założyciel dynastii Sisodia z Mewaru, był młody i polował na grubego zwierza, spotkał w lesie świętego wojownika Gorakhnatha siedzącego pod drzewem pippal w głębokiej medytacji. Przystanął i zadbał o bezpieczeństwo świętego. Gorakhnath, wzruszony zachowaniem młodego ksiatriji, podarował mu sztylet kukri i przepowiedział, że cała jego drużyna zyska chwałę i będzie podziwiana za brawurę, a wojownikom nadał imię Gorkhów. Bappu Rawal zasłynął brawurą i odwagą, bronił hindusko-buddyjskiego Kandaharu przed nawałnicą muzułmańską, zdobył jakoby Iran i Irak, po czym wycofał się na świętą górę Abu jako asceta. Słowo Gorka, Ghorka czy Gurkha pochodzi od sanskryckiego go, krowa, i rakh, rakśa, obrońca. Gorakhnath był joginem, obrońcą krów jak każdy hindus, uprawiającym ascezę hatha jogi i czcicielem boga Śiwy, a wielu żyło takich w północnych Indiach między X a XIV wiekiem. Inicjację Bappu Rawala na ksiatriję i otrzymanie noża kukri można uznać za piękne zdarzenie mitologiczne.
Pod koniec 4 tysiąclecia p.n.e. pojawiły się grupy migracyjne z Iranu, osiedlające się nad prawobrzeżnym Indusem — wysocy, postawni, o haczykowatym nosie i hardym spojrzeniu, do dziś stanowiący główną grupę ludności w Indiach północno-zachodnich. Po nich przybyły silne liczebnie grupy różnorodnych plemion indoaryjskich — Indoarjowie są wysocy, jasnoskórzy i długonosi, mieszkają na terenach między Kaszmirem i Radżputaną. Trudno dziś stwierdzić na pewno, czy Dasjowie, ciemnoskóra ludność tubylcza, jest tożsama z rasą drawidyjską. Drawidowie, prawdopodobnie autochtoni, mają skórę bardzo ciemną, hebanową, a nawet całkiem czarną, ale twarze bez rysów negroidalnych; są niscy i drobni, zamieszkują całe Indie południowe. Na pograniczu północno-wschodnim występują grupy mongoloidalne, przybyłe z Mongolii i Chin. Kolowie, Bhilowie i Mundowie to plemiona rodzime; są niskiego wzrostu, ciemnoskóre i wklęsłonose. Po Grekach nie zostało ani śladu (najwyżej na terenach dawnej Baktrii, czyli w dzisiejszym Pakistanie).
W XVI wieku w górach Arawalli ukształtowały się już niezależne księstwa, których władcy ze szczytu swych warownych fortec, uchodzących za nie do zdobycia, sprawowali kontrolę nad szlakami handlowymi między Gudżaratem, czyli zachodnim wybrzeżem, a Niziną Hindustańską. Żyli z grabieży lub pobierali opłaty od kupców przewożących karawany towarów z Persji do sułtanatów, przeprowadzali łupieżcze najazdy na bogatsze tereny i, przede wszystkim, nie dali się nikomu podbić ani podporządkować. Ale poszczególne rody radżpuckie, władające niewielkimi obszarami, były najczęściej w konflikcie z wszystkimi sąsiadami.
[...]
Bikaner, o powierzchni 61 355 km2, został założony w 1488 roku przez Rao Bika, księcia z klanu Rathore, młodszego syna władcy Dżodhpuru. Książę wykazywał się nieposkromioną ambicją, wobec czego ojciec wysłał go na podbój nowych ziem, z dala od swego państwa. Mając pod swą komendą mały oddziałek wojska, Bika walczył przez trzydzieści lat z dzikimi plemionami osiadłymi na pustyni, ale osiągnął cel i zbudował sobie królestwo. Od XVI wieku Bikaner znajdował się na szlaku handlowym między Persją a Niziną Hindustańską, a nawet na szlaku jedwabnym między Chinami a Bliskim Wschodem. Władcy prowadzili w Wielkimi Mogołami politykę ugodową, dzięki czemu stali się drugim co do wielkości państwem Radżputany, a ich dewiza brzmiała: niech żyje król pustyni. Piękny pałac-forteca Junagarh został wzniesiony w 1588 roku przez radżę Radż Singha, a nowoczesny Lalgarh Palace (1902-1926) przez Gangę Singha za czasów angielskich. Traktat pokojowy z Anglikami, podpisany w 1818 roku, chronił radżpuckie księstwa przede wszystkim przed Marathami.
[...]
Dżajsalmer (Jaisalmer) może poszczycić się jedną z najbardziej czarownych legend objaśniających lokację. Jest to miejsce ofiary, jaką Kriszna i Ardżuna złożyli po legendarnej bitwie opisanej w Mahabharacie. Kriszna przepowiedział, że ksiatrija z jego rodzinnego klanu Jadawa założy tu potężne królestwo. Ale legenda ostrzegała też, że miasto zostanie splądrowane dwa i pół raza. W XII wieku Rawal Dżajsal (Jaisal) z rodu Bhatti ulokował na tych terenach swoich ludzi i wzniósł w 1156 roku drugą z najstarszych i największych fortec Radżputany (pierwszą jest Czittorgarh). Miasto prosperowało, gdyż było świetną oazą na szlaku handlowym między Egiptem, Arabią, Persją i Azją Centralną, można było wymienić wielbłądy i bogate towary. Władców z rodu Bhatti nazywano „wilkami pustyni”.
[...]
Bikaner, o powierzchni 61 355 km2, został założony w 1488 roku przez Rao Bika, księcia z klanu Rathore, młodszego syna władcy Dżodhpuru. Książę wykazywał się nieposkromioną ambicją, wobec czego ojciec wysłał go na podbój nowych ziem, z dala od swego państwa. Mając pod swą komendą mały oddziałek wojska, Bika walczył przez trzydzieści lat z dzikimi plemionami osiadłymi na pustyni, ale osiągnął cel i zbudował sobie królestwo. Od XVI wieku Bikaner znajdował się na szlaku handlowym między Persją a Niziną Hindustańską, a nawet na szlaku jedwabnym między Chinami a Bliskim Wschodem. Władcy prowadzili w Wielkimi Mogołami politykę ugodową, dzięki czemu stali się drugim co do wielkości państwem Radżputany, a ich dewiza brzmiała: niech żyje król pustyni. Piękny pałac-forteca Junagarh został wzniesiony w 1588 roku przez radżę Radż Singha, a nowoczesny Lalgarh Palace (1902-1926) przez Gangę Singha za czasów angielskich. Traktat pokojowy z Anglikami, podpisany w 1818 roku, chronił radżpuckie księstwa przede wszystkim przed Marathami.
[...]
Dżajsalmer (Jaisalmer) może poszczycić się jedną z najbardziej czarownych legend objaśniających lokację. Jest to miejsce ofiary, jaką Kriszna i Ardżuna złożyli po legendarnej bitwie opisanej w Mahabharacie. Kriszna przepowiedział, że ksiatrija z jego rodzinnego klanu Jadawa założy tu potężne królestwo. Ale legenda ostrzegała też, że miasto zostanie splądrowane dwa i pół raza. W XII wieku Rawal Dżajsal (Jaisal) z rodu Bhatti ulokował na tych terenach swoich ludzi i wzniósł w 1156 roku drugą z najstarszych i największych fortec Radżputany (pierwszą jest Czittorgarh). Miasto prosperowało, gdyż było świetną oazą na szlaku handlowym między Egiptem, Arabią, Persją i Azją Centralną, można było wymienić wielbłądy i bogate towary. Władców z rodu Bhatti nazywano „wilkami pustyni”.
Kambodża Birma-Kambodża, fiszka pilotarska, języki, maharadżowie, moje trasy
Transfer na lotnisko, wylot do Bangkoku. Przerwa tranzytowa. Dalszy przelot do Kambodży. Przylot do Phnom Penh, stolicy Kambodży. Transfer do hotelu. Spacer nad nadrzeczny bulwar. Nocleg.
Birma KambodżaBirma Kambodża Wietnam Laos
Pali jest historycznie jednym z wielu dialektów będących w użyciu już w pierwszej połowie I tysiąclecia p.n.e., zapisany również w brahmi, a następnie w dewanagari. Przedstawia wczesną fazę rozwoju języków, stan między wedyjskim a sanskrytem klasycznym. Posiadał swoje odmiany literackie, poświadczone inskrypcjami wcześniejszymi niż te zapisane w sanskrycie. Podobnie jak sanskryt, był językiem religii i nauki w północnych Indiach, na Sri Lance, w Birmie, Tajlandii, Laosie, Kambodży.
Raja to król (z języka indoeuropejskiego, fr. roi, hiszp. roy). W dawnych Indiach rodzimi władcy posługiwali się tytułem raja, a gdy król okazywał się wybitny nazywano go rajaraja (król królów). Maharaja to wielki król współpracujący z lokalnymi pomniejszymi władcami, rajami, na zasadzie współzależności lenno-feudalnej. W języku polskim utrwaliła się forma maharadża i maharani. Niektórzy władcy hinduscy używali innych tytułów, jak maharana = wielki książę, maharawal = wielki zarządca, maharao (wielki król w języku marackim), mahatar i wiele innych. W Indiach środkowych i południowych używano tytułu varman, np. Yasovarman z dynastii Czandela (podobnie jak władcy w imperium Khmerów w Kambodży). Władcy muzułmańscy nazywali siebie nabab = poborca podatkowy, zarządca oraz khan = wódz, mir, żony nosiły tytuł begam. Władcy Hajdarabadu, potężnego państwa w południowych Indiach, nazywali siebie wyjątkowo nizam, po arabsku administrator; tamtejsza dynastia ugruntowała się i przyjęła ten tytuł w 1724 roku. Władcy sikhijscy i niektórzy radżpuccy używali natomiast tytułu singh = lew.
Na trasie Birma-Kambodża najważniejszy jest dla mnie oczywiście Angkor Wat. Został on zbudowany przez Khmerów, ludność Kambodży, ale cały kunszt architektoniczny zawdzięcza władcom obcym, przybyłym tu z Indii południowych. Władcy ci, podobnie jak władcy indyjscy, przyjęli tytuł Varmana, a ich iszta dewatą, boskością prowadzącą, był hinduski bóg Rama. Stąd na płaskorzeźbach większości starych świątyń przedstawiona jest historia Ramy i Sity według eposu Ramajana.
[...]
Birma-Kambodża
[...]
Birma-Kambodża
Kanaudż Radżputowie
Dżodhpur (Jodhpur), największe księstwo Radżputany o powierzchni 92 279 km2, należało do radżpuckiego klanu Rathore, synów słońca. Ich przodkowie pochodzą z Dekanu, wzmiankowani po raz pierwszy już w edyktach cesarza Asioki w III wieku p.n.e. byli prawdziwymi ksiatrijami, sprawowali przez wieki władzę na wielu terenach Gudżaratu, centralnych Indii i Malwy. Od V wieku byli władcami królestwa Kanaudż, leżącego nad Gangą (dziś Uttar Pradesh). W 1193 roku zostali stamtąd przepędzeni przez Afganów, Rao Sijadżi zdołał uciec ze swoją armią, unosząc ze sobą sztandar rodowy. Osiedlili się na pustynnych terenach Marwaru, w krainie śmierci, między górami Arawalli, pustynią Thar a rzeką Luni, gdzie utworzyli potężne państwo, trwające od początku XIV do XVIII wieku. Rao Jodha założył w 1459 roku nową stolicę i wzniósł największy radżpucki pałac-fortecę Meherangarh. Nieco później, w połowie XVI wieku miasto zostało otoczone murem obronnym o 10 km długości. Przyjaźń z władcami Mewaru, znakomita polityka wewnętrzna, umiejętność zarządzania, a przede wszystkim pakty pokojowe z Wielkimi Mogołami zapewniły bogactwo, a szczyt potęgi państwo osiągnęło w XVII wieku. W 1581 roku Akbar podpisał traktat o współpracy, na potwierdzenie którego córa tego rodu, słynna Dżodhabai wyszła za mąż za syna cesarza, przyszłego Dżahangira. Po upadku Mogołów, władcy są zmuszeni prowadzić walki z Marathami, których państwo rozciągało się aż do Delhi i Agry, co zrujnowało skarbiec i wieś.
Kaśi Mahabharata
Nauki Gautamy Siddharthy (563-483 p.n.e.), późniejszego Buddy, który żył i nauczał w królestwie Magadha, oddalonym od Kuru tylko o trzy inne państwa — Pańczalę, Kośalę z Ajodhją oraz Kaśi z Waranasi, nie mogły być dla braminów ani nowe, ani nawet niezwykłe. Budda nie wygłosił w Sarnath koło Waranasi nic takiego, co nie było zawarte w świętych pieśniach hindu. Dzięki własnemu doświadczeniu zrozumiał na czym polega cierpienie (dukkha) zrodzone z pożądania i dał narzędzia pozwalające przekroczyć matnię umysłu. O tym, o czym mówił Budda wyśpiewała już wcześniej chociażby upaniszada Maitri. Ale był jednym z wielu ksiatrijów, którzy odmówili spełniania dharmy w duchu wedyjskim, jak wiadomo w ogóle nie akceptował warn, nie uważał tekstów wedyjskich za święte, za nic miał ryty ognia i składanie ofiar. Ruch przybierał na sile i z czasem osiągnął rozmiary buntu społecznego, dlatego słowa: Mieszkańcy Dwarki postępowali bezwstydnie, grzesząc bez ograniczeń, ubliżając braminom, starszym i nauczycielom. Porzucono czczenie bóstw.
[...]
803 mogły równie dobrze odnosić się do czasów Buddy.
[...]
803 mogły równie dobrze odnosić się do czasów Buddy.
Katodia Gayatri Devi
Absurdalnym wydaje się ten fakt, że tuż po oświadczeniu, rząd nie wyraził zgody na przekazanie dawnym władcom pięćdziesięciu milionów rupii — niecałych siedmiu milionów dolarów — to znaczy tyle, ile obejmowała cała lista cywilno-prawna książąt. Spośród dwustu siedemdziesięciu dawnych władców, pierwszym na liście był maharadża z Majsuru z pensją 2 600 000 rupii, a ostatnim — władca maleńkiego państewka Katodia, w rejonie Saurasztry, otrzymujący zaledwie 192 rupie rocznie. Byłoby równie absurdalne, gdyby któryś z książąt wytoczył ze swej strony proces cywilny. Dla jednych i dla drugich pozostała kwestia zasadnicza — rządowi chodziło o wzmocnienie socjalistycznej drogi, jaką wybrano już wcześniej, a nam — o prawo osadzone na Konstytucji.
Keralaputra Stany Książęce Indii
Kerala za czasów Asioki (III wiek) była częścią królestwa tamilskiego o nazwie Keralaputra pod panowaniem dynastii Ćertala. Napływający z północy Arjowie integrowali się bez przeszkód z ludnością drawidyjską, rozwijały się religie hindu, nauki Buddy i Mahawiry. Wraz z przybyciem kupców perskich i syryjskich osiedlających się stopniowo na Wybrzeżu Malabarskim, rozprzestrzeniło się chrześcijaństwo św. Tomasza i powstał Kościół syro-malabarski. Istniało wiele kolonii kupców żydowskich, a w VII wieku wraz z kupcami arabskimi przybył islam.
Khimsar Stany Książęce Indii
Nazwy głównych miast-stolic były w większości jednocześnie nazwami państw (państwo Hajdarabad, państwo Baroda, itd.). Po nacjonalizacji w 1949 roku, kiedy ziemskie posiadłości zostały rozparcelowane, więź maharadżów z ludnością wiejską została praktycznie zerwana, a wieśniacy musieli sami zacząć troszczyć się o swoje świątynie i święta, o wybór upraw i kanały melioracyjne. W nielicznych przypadkach, kiedy państewko było miniaturowe i pozbawione wielkiej aglomeracji, więź pozostała (Khimsar).
Kosala daty
tworzenie się królestw Kosala, Magadha, Watsa i Awanti, dwa stulecia wpływów perskich (20-ta satrapia)
Kośala Mahabharata
Nauki Gautamy Siddharthy (563-483 p.n.e.), późniejszego Buddy, który żył i nauczał w królestwie Magadha, oddalonym od Kuru tylko o trzy inne państwa — Pańczalę, Kośalę z Ajodhją oraz Kaśi z Waranasi, nie mogły być dla braminów ani nowe, ani nawet niezwykłe. Budda nie wygłosił w Sarnath koło Waranasi nic takiego, co nie było zawarte w świętych pieśniach hindu. Dzięki własnemu doświadczeniu zrozumiał na czym polega cierpienie (dukkha) zrodzone z pożądania i dał narzędzia pozwalające przekroczyć matnię umysłu. O tym, o czym mówił Budda wyśpiewała już wcześniej chociażby upaniszada Maitri. Ale był jednym z wielu ksiatrijów, którzy odmówili spełniania dharmy w duchu wedyjskim, jak wiadomo w ogóle nie akceptował warn, nie uważał tekstów wedyjskich za święte, za nic miał ryty ognia i składanie ofiar. Ruch przybierał na sile i z czasem osiągnął rozmiary buntu społecznego, dlatego słowa: Mieszkańcy Dwarki postępowali bezwstydnie, grzesząc bez ograniczeń, ubliżając braminom, starszym i nauczycielom. Porzucono czczenie bóstw.
[...]
803 mogły równie dobrze odnosić się do czasów Buddy.
[...]
803 mogły równie dobrze odnosić się do czasów Buddy.
Kota Stany Książęce Indii
Kota powstało w 1624 roku, ale znacznie wcześniej było ziemią lenną (1532) młodszego syna rao z Bundi z ważnego radżpuckiego klanu Hara. Panujący w XVII wieku Zalim Singh, nazywany Talleyrandem Indii północnych, dokonał wszelkich starań, by jego ziemie nie zostały wchłonięte przez kolejne ościenne mocarstwa — władcy Mewaru i Dżajpuru, Mogołowie, różni dowódcy maraccy, a nawet kuzynowie z Bundi podejmowali wciąż zakusy na Kotę. Udało się przetrwać aż do czasów angielskich i wtedy władcy podpisali, jako jedni z pierwszych Radżputów, pakty pokojowe z Kompanią Wschodnioindyjską. Umad Singh II (1889-1940) przeprowadził tak skuteczne reformy, że zapewnił swemu lennu wielką pomyślność. Pułkownik Tod pisał: W Kota od razu ma się wrażenie dobrobytu, żywotności i ruchliwości, które odczuwa się znacznie intensywniej niż w większości innych miast indyjskich. Linia maharadży zachowała się do dziś.
Madras daty
niewierny Tomasz, apostoł, przybywa do Muziris na Wybrzeże Koromandel; 20 lat później zostaje zamordowany w okolicach Madrasu
[...]
na południu panują Pallawowie, którzy utworzyli państwo Madras
[...]
na południu panują Pallawowie, którzy utworzyli państwo Madras
Magadha daty, Mahabharata
tworzenie się królestw Kosala, Magadha, Watsa i Awanti, dwa stulecia wpływów perskich (20-ta satrapia)
[...]
na tronie Magadhy zasiada król Czandragupta z dynastii Maurjów, pierwszy wielki król Indii
[...]
na tronie Magadhy zasiada król Czandragupta z dynastii Maurjów, pierwszy wielki król Indii
Nauki Gautamy Siddharthy (563-483 p.n.e.), późniejszego Buddy, który żył i nauczał w królestwie Magadha, oddalonym od Kuru tylko o trzy inne państwa — Pańczalę, Kośalę z Ajodhją oraz Kaśi z Waranasi, nie mogły być dla braminów ani nowe, ani nawet niezwykłe. Budda nie wygłosił w Sarnath koło Waranasi nic takiego, co nie było zawarte w świętych pieśniach hindu. Dzięki własnemu doświadczeniu zrozumiał na czym polega cierpienie (dukkha) zrodzone z pożądania i dał narzędzia pozwalające przekroczyć matnię umysłu. O tym, o czym mówił Budda wyśpiewała już wcześniej chociażby upaniszada Maitri. Ale był jednym z wielu ksiatrijów, którzy odmówili spełniania dharmy w duchu wedyjskim, jak wiadomo w ogóle nie akceptował warn, nie uważał tekstów wedyjskich za święte, za nic miał ryty ognia i składanie ofiar. Ruch przybierał na sile i z czasem osiągnął rozmiary buntu społecznego, dlatego słowa: Mieszkańcy Dwarki postępowali bezwstydnie, grzesząc bez ograniczeń, ubliżając braminom, starszym i nauczycielom. Porzucono czczenie bóstw.
[...]
803 mogły równie dobrze odnosić się do czasów Buddy.
[...]
803 mogły równie dobrze odnosić się do czasów Buddy.
Majsur Anglicy w Indiach, daty, języki, królestwo Widżajanagaru, Marathowie, Radżputowie, Stany Książęce Indii
— eksploatacja systematyczna i zabór indyjskich państw — Majsuru, Bengalu, Pendżabu i Oudh
[...]
To od Bengalu Robert Clive zaczął więc budować podwaliny pod przyszłe imperium brytyjskie. Bengal, Bihar i Orissa od czasów Akbara były jedną silną, świetnie zagospodarowaną i administracyjnie dobrze zorganizowaną prowincją, zarządzaną bezpośrednio przez drugiego syna cesarskiego (pierwszy był następcą tronu) — było to jedno z najwyższych i najbardziej odpowiedzialnych stanowisk na dworze, a prowincja była tak bogata, że cesarze nigdy nie chcieli jej oddać w obce ręce. Szudża, syn Szahdżahana i brat Aurangzeba, został namiestnikiem Bengalu, Biharu i Orissy gdy miał 26 lat i wkrótce stał się niekoronowanym władcą Indii Wschodnich, zaś w czasie wojny sukcesyjnej rzeczywiście koronował się na cesarza, zanim uciekł przed bratem w kierunku Chittagongu. Prowincja urosła w siłę i uniezależniła się od cesarstwa, pozostając pod zarządem wysokich urzędników, którzy utworzyli dynastię muzułmańskich nababów, pozwalając zasiadać na niższych stanowiskach państwowych rodowitym Bengalczykom. Na terenie Bengalu zawsze istniała wielka sieć bazarów, na których kupcy muzułmańscy i hinduscy wymieniali towary pochodzące ze wszystkich regionów Indii. W Bengalu uprawiano ryż i rośliny strączkowe oraz morwę do hodowli jedwabników, w Biharze — pszenicę i opium. W wymianie handlowej uczestniczyli nie tylko Hindusi, ale także Arabowie i muzułmanie indyjscy oraz wszyscy Europejczycy. Tak więc Bengal miał w XVII wieku kwitnącą gospodarkę, dobrze rozwiniętą wymianę handlową i sieć przedsiębiorstw finansowych, służących pożyczkami i zabezpieczeniami. Niezależność Bengalu została jednak zaprzepaszczona przez samego władcę. Młody Siradż ud-Daula zajął nierozważnie w 1756 roku Fort William, koło Kalkuty, bastion Albionu, co wywołało panikę i wściekłość Anglików. Robert Clive odzyskał Fort w roku następnym, a nababowi wydał ostateczną bitwę pod Palasi. Chaos w Bengalu trwał do 1764 roku, kiedy w bitwie pod Buksor wojsko Kompanii pokonało kolejnego władcę, wezyra. W 1765 roku Kompania podpisała traktaty pokojowe z cesarzem mogolskim w Delhi, który nadał jej tytuł nababa Bengalu, włączając Kompanię w struktury imperium mogolskiego. Punkt ciężkości rodzącego się imperium brytyjskiego przeniósł się z zachodniego wybrzeża do Indii Wschodnich, do Bengalu i późniejszej Prezydentury Madras, obejmującej Karnatakę (państwo Majsur) i Tamil Nadu. Bombaj ustąpił na jakiś czas miejsca Kalkucie. Dopiero za Radżu brytyjskiego Bombaj zyskał na znaczeniu, a Kalkuta nic na tym nie straciła.
[...]
W maju 1798 roku przybył do Indii jako gubernator generalny Fortu William w Bengalu Robert Wellesley lord Mornington, sprawujący ten urząd do 1805 roku. Jego młodszy brat, Arthur Wellesley, późniejszy książę Wellington, zmiażdżył w 1799 roku opór Sułtana Tipu i Kompania przejęła kontrolę nad najsilniejszym państwem południowych Indii, państwem Majsur. Zwyciężył też w 1803 roku konfederację Marathów, która dała Kompanii terytoria o powierzchni 24 000 mil kwadratowych, łącznie z miastami Delhi (w 1803, miasto to należało wcześniej do Marathów), Gwalior, Baroda (odzyskała później suwerenność), Ahmadnagar, przynoszące rocznie dwa miliony funtów szterlingów.
[...]
Już od początku lat dwudziestych XIX wieku jedynie Kompania dysponowała liczącą się siłą militarną na subkontynencie. Jednakże jej zwierzchność nad Indiami nigdy nie miała charakteru całkowitego. Trzymanie w dyscyplinie praktycznie każdego regionu wymagało obecności wojska i dowódców oraz planowanych akcji bojowych. Przy pomocy sipajów, wojska najemnego, utrzymywanego zresztą przez indyjskich władców, prowadzono praktycznie bez przerwy operacje militarne przeciwko Birmańczykom na północnym wschodzie, a na północnym zachodzie — przeciwko Afganom. Tylko dwa państwa indyjskie zachowały ostatecznie całkowitą autonomię — Baroda i Majsur.
[...]
To od Bengalu Robert Clive zaczął więc budować podwaliny pod przyszłe imperium brytyjskie. Bengal, Bihar i Orissa od czasów Akbara były jedną silną, świetnie zagospodarowaną i administracyjnie dobrze zorganizowaną prowincją, zarządzaną bezpośrednio przez drugiego syna cesarskiego (pierwszy był następcą tronu) — było to jedno z najwyższych i najbardziej odpowiedzialnych stanowisk na dworze, a prowincja była tak bogata, że cesarze nigdy nie chcieli jej oddać w obce ręce. Szudża, syn Szahdżahana i brat Aurangzeba, został namiestnikiem Bengalu, Biharu i Orissy gdy miał 26 lat i wkrótce stał się niekoronowanym władcą Indii Wschodnich, zaś w czasie wojny sukcesyjnej rzeczywiście koronował się na cesarza, zanim uciekł przed bratem w kierunku Chittagongu. Prowincja urosła w siłę i uniezależniła się od cesarstwa, pozostając pod zarządem wysokich urzędników, którzy utworzyli dynastię muzułmańskich nababów, pozwalając zasiadać na niższych stanowiskach państwowych rodowitym Bengalczykom. Na terenie Bengalu zawsze istniała wielka sieć bazarów, na których kupcy muzułmańscy i hinduscy wymieniali towary pochodzące ze wszystkich regionów Indii. W Bengalu uprawiano ryż i rośliny strączkowe oraz morwę do hodowli jedwabników, w Biharze — pszenicę i opium. W wymianie handlowej uczestniczyli nie tylko Hindusi, ale także Arabowie i muzułmanie indyjscy oraz wszyscy Europejczycy. Tak więc Bengal miał w XVII wieku kwitnącą gospodarkę, dobrze rozwiniętą wymianę handlową i sieć przedsiębiorstw finansowych, służących pożyczkami i zabezpieczeniami. Niezależność Bengalu została jednak zaprzepaszczona przez samego władcę. Młody Siradż ud-Daula zajął nierozważnie w 1756 roku Fort William, koło Kalkuty, bastion Albionu, co wywołało panikę i wściekłość Anglików. Robert Clive odzyskał Fort w roku następnym, a nababowi wydał ostateczną bitwę pod Palasi. Chaos w Bengalu trwał do 1764 roku, kiedy w bitwie pod Buksor wojsko Kompanii pokonało kolejnego władcę, wezyra. W 1765 roku Kompania podpisała traktaty pokojowe z cesarzem mogolskim w Delhi, który nadał jej tytuł nababa Bengalu, włączając Kompanię w struktury imperium mogolskiego. Punkt ciężkości rodzącego się imperium brytyjskiego przeniósł się z zachodniego wybrzeża do Indii Wschodnich, do Bengalu i późniejszej Prezydentury Madras, obejmującej Karnatakę (państwo Majsur) i Tamil Nadu. Bombaj ustąpił na jakiś czas miejsca Kalkucie. Dopiero za Radżu brytyjskiego Bombaj zyskał na znaczeniu, a Kalkuta nic na tym nie straciła.
[...]
W maju 1798 roku przybył do Indii jako gubernator generalny Fortu William w Bengalu Robert Wellesley lord Mornington, sprawujący ten urząd do 1805 roku. Jego młodszy brat, Arthur Wellesley, późniejszy książę Wellington, zmiażdżył w 1799 roku opór Sułtana Tipu i Kompania przejęła kontrolę nad najsilniejszym państwem południowych Indii, państwem Majsur. Zwyciężył też w 1803 roku konfederację Marathów, która dała Kompanii terytoria o powierzchni 24 000 mil kwadratowych, łącznie z miastami Delhi (w 1803, miasto to należało wcześniej do Marathów), Gwalior, Baroda (odzyskała później suwerenność), Ahmadnagar, przynoszące rocznie dwa miliony funtów szterlingów.
[...]
Już od początku lat dwudziestych XIX wieku jedynie Kompania dysponowała liczącą się siłą militarną na subkontynencie. Jednakże jej zwierzchność nad Indiami nigdy nie miała charakteru całkowitego. Trzymanie w dyscyplinie praktycznie każdego regionu wymagało obecności wojska i dowódców oraz planowanych akcji bojowych. Przy pomocy sipajów, wojska najemnego, utrzymywanego zresztą przez indyjskich władców, prowadzono praktycznie bez przerwy operacje militarne przeciwko Birmańczykom na północnym wschodzie, a na północnym zachodzie — przeciwko Afganom. Tylko dwa państwa indyjskie zachowały ostatecznie całkowitą autonomię — Baroda i Majsur.
rozgromienie wojsk Sułtana Tipu przez Wellingtona i przejęcie władzy nad państwem Majsur przez Anglików; dopiero w 1881 powrócili Wadijarowie, rodzimi władcy
[...]
systematyczna eksploatacja Indii i zabór kolejnych indyjskich państw — Majsuru 1799, Sindu 1843, Pendżabu 1848 i Oudh 1856
[...]
systematyczna eksploatacja Indii i zabór kolejnych indyjskich państw — Majsuru 1799, Sindu 1843, Pendżabu 1848 i Oudh 1856
Kannara jest również jednym z najstarszych, zachowanych do dziś języków mówionych. Dawniej oficjalny język państwa Majsur, dziś — stanu Karnataka, z pismem uformowanym około I wieku, a z tradycją literacką od V-VII wieku. Posługuje się nim 53 miliony mieszkańców Karnataki.
W 1296 roku starożytne królestwo Jadawów (Yadavagiri), leżące w południowych Indiach, zostało rozbite i splądrowane przez muzułmańskie kohorty tureckiego pochodzenia z rozkazu władcy Ala ud-Dina Chaldżiego. Ucierpiało wiele innych państewek, jak choćby Majsur Hojsalów, a zwłaszcza ich hinduskie świątynie w Halebid i Belur. Lokalna ludność postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce, ufortyfikować miejsca strategiczne, zorganizować swoiste pospolite ruszenie i bronić terenów przed najazdami z północy, o których snuto ponure opowieści — gwałty, plądrowanie, porywanie dziewcząt do haremów, a chłopaków do oddziałów wojskowych oraz niszczenie statuetek bóstw w świątyniach stawało się dla Hindusów chlebem powszednim. Wszak Indie północne już od 1210 roku były ciemiężone przez Sułtanat Delhijski.
Ale spory dynastyczne i ogrom terytorialny państwa doprowadziły do osłabienia jego politycznego znaczenia, a w dodatku rodziła się nowa potęga — angielski kolonializm. Po rozbiciu państwa Majsur w południowych Indiach w 1799 roku, Kompania Wschodnioindyjska skierowała wszystkie swoje siły na zniszczenie potęgi Marathów. Trzy wojny angielsko-marackie, prowadzone między 1779 a 1818 rokiem, doprowadziły do wykrwawienia i rozerwania w strzępy ogromnego terytorium, które zresztą zawsze było konfederacją wolnych księstw. Ostateczne dokumenty podpisano w 1818 roku, ostatni peszwa musiał oddać Punę pod zarząd rodzącego się Bombaju i tylko maleńkie królestwo Satara zachowało symboliczną niepodległość. Zarządzał nim Pratap Simha, potomek w prostej linii Śiwadżiego Bhonsle. To on przechował do naszych czasów jeden z jego mieczy i kolczugę, w której przed bitwą o Bidżapur w 1659 roku przybył na spotkanie z Afzal Chanem oraz słynne „pazury tygrysa”, które miał ukryte w rękawie i którymi tego wodza rozszarpał.
Radżputowie mieli zwyczaj wysyłania swoich młodszych synów (starsi dziedziczyli tron po ojcu) na zbrojną wyprawę w celu zdobycia sobie kawałka ziemi i założenia własnego królestwa. Nie było to wejście w posiadanie ziemi, gdyż w starożytnych i średniowiecznych Indiach ziemia nie należała do władcy, lecz do wszystkich jej użytkowników, ale wejście w prawo do zarządzania, administrowania i pobierania rozmaitych podatków. Zajmowali stare, niekiedy wręcz starożytne terytoria i instalowali tam swoją dynastię, jak Wadijarowie w Majsurze. Mandatem lojalności była religia hindu i świetne dogadywanie się z braminami, których stali się zresztą obrońcami. Nowi władcy musieli jednak bardzo ostrożnie dogadywać się z tubylczą ludnością, wciąż dowodzoną przez własnych wodzów plemiennych.
[...]
Najdalej na południu położonym państwem zarządzanym przez dynastię radżpucką był Majsur, gdzie do dziś żyje, choć nie sprawuje władzy nad państwem, maharadża z dynastii Wadijar, a państwem leżącym najdalej na północy jest Nepal, gdzie dynastia Gurkhów właśnie zakończyła swe panowanie — 28 maja 2008 abdykował Gyanendra Bir Bikram Shah Dev.
[...]
Najdalej na południu położonym państwem zarządzanym przez dynastię radżpucką był Majsur, gdzie do dziś żyje, choć nie sprawuje władzy nad państwem, maharadża z dynastii Wadijar, a państwem leżącym najdalej na północy jest Nepal, gdzie dynastia Gurkhów właśnie zakończyła swe panowanie — 28 maja 2008 abdykował Gyanendra Bir Bikram Shah Dev.
Podczas gdy wśród władców europejskich panowała fobia posiadania syna-następcy i dynastie przepadały z powodu jego braku, a kłótnie o objęcie tronu doprowadzały do zamieszek, wojen o sukcesję, agresji z zewnątrz i innych kataklizmów społecznych, w Indiach istniało od zawsze zwyczajowe prawo adopcji. Korzystali z niego wszyscy, a dla władców był to prosty i skuteczny sposób nie tylko zapewnienia ciągłości linii rodowej, ale zapewnienia spokoju w księstwie. Skorzystali z niego Wadijarowie z Majsuru, Gaekwarowie z Barody, Sawai Madho Singh, który adoptował 11-letniego Sawai Man Singha II (Dżaja) z Dżajpuru, później wielkiego przyjaciela królowej Elżbiety, księcia Filipa i Lorda Mountbattena. I obecny maharadża Dżajpuru przeprowadził niedawno rytuał adopcji swego wnuka na kolejnego maharadżę klanu Kaczwaha.
[...]
Majsur (Mysore) było najlepiej zarządzanym państwem południowych Indii, a dynastia Wadijarów uczyniła zeń krainę mlekiem i miodem płynącą — Hindusi mówili: bogatą w masło i miód — o powierzchni 77 705 km2 (wielkość Szkocji). Za czasów angielskich Majsur był filarem Radżu brytyjskiego i najbardziej nowoczesnym państwem XIX-wiecznych Indii. Choć władców Benaresu darzono najwyższym uznaniem i estymą dzięki ich pracy na rzecz odrodzenia religii hindu, to maharadżowie Majsuru byli jedynymi władcami, którym oddawano cześć boską.
[...]
Majsur (Mysore) było najlepiej zarządzanym państwem południowych Indii, a dynastia Wadijarów uczyniła zeń krainę mlekiem i miodem płynącą — Hindusi mówili: bogatą w masło i miód — o powierzchni 77 705 km2 (wielkość Szkocji). Za czasów angielskich Majsur był filarem Radżu brytyjskiego i najbardziej nowoczesnym państwem XIX-wiecznych Indii. Choć władców Benaresu darzono najwyższym uznaniem i estymą dzięki ich pracy na rzecz odrodzenia religii hindu, to maharadżowie Majsuru byli jedynymi władcami, którym oddawano cześć boską.
Malediwy Gurkhowie
Oddział Gurkhów brał udział w walkach z Tybetem w 1814 roku i spisał się tak dobrze, że Brytyjczycy już od początku XIX wieku zaczęli ich wynajmować do poruczeń i misji specjalnych w szczególnie trudnych regionach i niebezpiecznych sytuacjach. Z dziesięciu pułków jakie znajdowały się w armii brytyjskiej w 1947 roku, cztery zostały przejęte przez Anglików, a sześć pozostało w Indiach. Brytyjscy Gurkhowie składają przysięgę wierności Koronie Brytyjskiej; brali udział w wojnie o Falklandy w 1982 roku. Gurkhowie indyjscy składają przysięgę wierności rządowi Indii; wysłano ich przeciwko Tamilskim Tygrysom na Sri Lance i na Malediwach. Ayo Gurkhali to budzący grozę średniowieczny okrzyk wojenny towarzyszący wyciąganiu noży kukri, a płynąca krew, nektar Mahakali, jest do dziś poświęcana bogini Kali.
Malerkotla Stany Książęce Indii
Malerkotla — nababowie rządzący tym okruchem księstwa byli z pochodzenia Afganami. Za czasów dynastii Ibrahima Lodi, panującej w Delhi, protoplasta rodu wziął sobie żonę z posagiem trzydziestu ośmiu wsi w zachodniej części Pendżabu. I na tym posagu rodzina przetrwała do dziś.
Matsja Stany Książęce Indii
Bharatpur, maleńkie państewko o pow. 5 216 km2, leżące między Delhi a Agrą, było zamieszkałe przez Dżatów. Założył je w 1732 roku Suraj Mal. Obecny maharadża, Vishvendra Pratap Singh uważa się za spadkobiercę plemiennych dowódców wojskowych na usługach silnego w VI wieku p.n.e. państwa Matsja. To starożytne państwo i jego mieszkańcy byli jednymi z ważniejszych bohaterów Mahabharaty — umieć wywieść i udowodnić swe pochodzenie z aż tak legendarnych czasów to nie lada wyczyn! A co dopiero, gdy wiadomo też, iż w dużo późniejszych czasach ci sami dowódcy mieli dać solidny odpór Mahmudowi z Ghazni, Timurowi Kulawemu i samemu Baburowi! Ach, mieć takie bohaterskie pochodzenie…
Mewar Gurkhowie, Radżputowie
Kiedy żyjący w VI wieku Bappu Rawal, legendarny założyciel dynastii Sisodia z Mewaru, był młody i polował na grubego zwierza, spotkał w lesie świętego wojownika Gorakhnatha siedzącego pod drzewem pippal w głębokiej medytacji. Przystanął i zadbał o bezpieczeństwo świętego. Gorakhnath, wzruszony zachowaniem młodego ksiatriji, podarował mu sztylet kukri i przepowiedział, że cała jego drużyna zyska chwałę i będzie podziwiana za brawurę, a wojownikom nadał imię Gorkhów. Bappu Rawal zasłynął brawurą i odwagą, bronił hindusko-buddyjskiego Kandaharu przed nawałnicą muzułmańską, zdobył jakoby Iran i Irak, po czym wycofał się na świętą górę Abu jako asceta. Słowo Gorka, Ghorka czy Gurkha pochodzi od sanskryckiego go, krowa, i rakh, rakśa, obrońca. Gorakhnath był joginem, obrońcą krów jak każdy hindus, uprawiającym ascezę hatha jogi i czcicielem boga Śiwy, a wielu żyło takich w północnych Indiach między X a XIV wiekiem. Inicjację Bappu Rawala na ksiatriję i otrzymanie noża kukri można uznać za piękne zdarzenie mitologiczne.
[...]
W 1559 roku, Drawja Szah, który miał się, oczywiście, za bezpośredniego spadkobiercę Bappu Rawala z Mewaru, przeprowadził jakąś większą społeczność Gurkhów z Mewaru do środkowego Nepalu i zasiedlił jedną z dolin, nazywając ją imieniem świętego wojownika, którego pamięć czcili zapewne jego przodkowie. Ta niedostępna dolina dała im schronienie na długie lata, pozwoliła zbudować na skale twierdzę podobną do wszystkich twierdz radżpuckich i stworzyć potęgę militarną, opartą na specyficznym radżpuckim poczuciu honoru i plemiennym prawie silniejszego. Radżputowie byli waleczni z natury, uprawiali walkę wręcz i sztukę posługiwania się zakrzywionym nożem kukri, zatem łatwo podbili ludność okolicznych plemion o rozmaitym pochodzeniu i różnego autoramentu, wpajając im brawurę rzemiosła wojennego. Nie obawiając się nikogo rośli w siłę i pewność siebie.
[...]
Kiedy w 1847 roku umiera trzydziestojednoletni król Rayendra Bir Bikram Shah Dev, premier Jung Bahadur Kuwar z radżpuckiej rodziny Szumszerów zmienia styl sprawowania rządów i przestaje skrywać się w cieniu królewskich wyrostków. Ogłasza się maharadżą Kaski i Lamjung (w regionie Pokhary) i przyjmuje tytuł Rany, królewski tytuł Radżputów z Mewaru. Ten tytuł brzmiał niestety lepiej niż szach. Stał się równy królowi i zaczął rządzić otwarcie. Otworzył towarową linię kolejową, dzięki której sprowadzał z Indii materiały do budowy swych okazałych pałaców i zbudował pierwszą w Nepalu elektrownię na ropę naftową, która produkowała prąd do tych okazałych pałaców. Sir Jung Bahadur Rana odwiedził Anglię, gdzie otrzymał od królowej tytuł sir, ale zrobił wszystko, by Anglików nie wpuścić do Nepalu. Uchroniło to kraj przed kolonializmem, ale zamknęło na wszelkie wpływy zewnętrzne, a radykalnie wsteczna i konserwatywna polityka prowadzona konsekwentnie przez wszystkich Ranów uczyniła z tego kraju królestwo feudalne z czasów wczesnego średniowiecza. Wszyscy ludzie byli własnością króla, a to swoiste niewolnictwo zostało zniesione dopiero w 1924 roku. Nepal właściwie nadal składał się z niezliczonej ilości drobnych księstw zajmujących niewielkie powierzchnie, a w każdej dolinie rządził kacyk opłacany przez kogoś z rodziny Szumszerów.
[...]
W 1559 roku, Drawja Szah, który miał się, oczywiście, za bezpośredniego spadkobiercę Bappu Rawala z Mewaru, przeprowadził jakąś większą społeczność Gurkhów z Mewaru do środkowego Nepalu i zasiedlił jedną z dolin, nazywając ją imieniem świętego wojownika, którego pamięć czcili zapewne jego przodkowie. Ta niedostępna dolina dała im schronienie na długie lata, pozwoliła zbudować na skale twierdzę podobną do wszystkich twierdz radżpuckich i stworzyć potęgę militarną, opartą na specyficznym radżpuckim poczuciu honoru i plemiennym prawie silniejszego. Radżputowie byli waleczni z natury, uprawiali walkę wręcz i sztukę posługiwania się zakrzywionym nożem kukri, zatem łatwo podbili ludność okolicznych plemion o rozmaitym pochodzeniu i różnego autoramentu, wpajając im brawurę rzemiosła wojennego. Nie obawiając się nikogo rośli w siłę i pewność siebie.
[...]
Kiedy w 1847 roku umiera trzydziestojednoletni król Rayendra Bir Bikram Shah Dev, premier Jung Bahadur Kuwar z radżpuckiej rodziny Szumszerów zmienia styl sprawowania rządów i przestaje skrywać się w cieniu królewskich wyrostków. Ogłasza się maharadżą Kaski i Lamjung (w regionie Pokhary) i przyjmuje tytuł Rany, królewski tytuł Radżputów z Mewaru. Ten tytuł brzmiał niestety lepiej niż szach. Stał się równy królowi i zaczął rządzić otwarcie. Otworzył towarową linię kolejową, dzięki której sprowadzał z Indii materiały do budowy swych okazałych pałaców i zbudował pierwszą w Nepalu elektrownię na ropę naftową, która produkowała prąd do tych okazałych pałaców. Sir Jung Bahadur Rana odwiedził Anglię, gdzie otrzymał od królowej tytuł sir, ale zrobił wszystko, by Anglików nie wpuścić do Nepalu. Uchroniło to kraj przed kolonializmem, ale zamknęło na wszelkie wpływy zewnętrzne, a radykalnie wsteczna i konserwatywna polityka prowadzona konsekwentnie przez wszystkich Ranów uczyniła z tego kraju królestwo feudalne z czasów wczesnego średniowiecza. Wszyscy ludzie byli własnością króla, a to swoiste niewolnictwo zostało zniesione dopiero w 1924 roku. Nepal właściwie nadal składał się z niezliczonej ilości drobnych księstw zajmujących niewielkie powierzchnie, a w każdej dolinie rządził kacyk opłacany przez kogoś z rodziny Szumszerów.
Tytuły takie jak nizam, szach, sułtan wskazywały na władcę muzułmańskiego. Radżpuccy władcy przyjęli wedyjski tytuł raja, radża (w językach indoeuropejskich roy, roi to król) lub maharaja, wielki król, któremu podlegali pomniejsi okoliczni radżowie, płacący daninę w zamian za ochronę wojskową domeny. Władcy Mewaru, dla podkreślenia swej inności wobec pozostałych Radżputów, którzy zhańbili się współpracą z Wielkimi Mogołami, nosili tytuł rana, a z czasem maharana. Jedna z gałęzi rodu Sisodia tytułowała się rawal, a inna — rao.
[...]
Mewar leży na południu Radżputany, za górami Arawalli, które oddzielają ten region od gorącego powietrza pustyni Thar. Żyzna dolina rzeki Czambal była zawsze spichlerzem krainy należącej kiedyś do starego klanu Sisodia, pochodzącego z północnych Indii, który następnie przeniósł się do Gudżaratu i tam ostatecznie osiadł. Imponująca forteca Czittorgarh, wzniesiona w 734 roku na niedostępnym pitonie była przez osiem wieków niezdobyta. Kiedy Akbar ją zdobył i zrównał z ziemią, Udaj Singh przeniósł siedzibę rodu do Udajpuru.
[...]
Dżodhpur (Jodhpur), największe księstwo Radżputany o powierzchni 92 279 km2, należało do radżpuckiego klanu Rathore, synów słońca. Ich przodkowie pochodzą z Dekanu, wzmiankowani po raz pierwszy już w edyktach cesarza Asioki w III wieku p.n.e. byli prawdziwymi ksiatrijami, sprawowali przez wieki władzę na wielu terenach Gudżaratu, centralnych Indii i Malwy. Od V wieku byli władcami królestwa Kanaudż, leżącego nad Gangą (dziś Uttar Pradesh). W 1193 roku zostali stamtąd przepędzeni przez Afganów, Rao Sijadżi zdołał uciec ze swoją armią, unosząc ze sobą sztandar rodowy. Osiedlili się na pustynnych terenach Marwaru, w krainie śmierci, między górami Arawalli, pustynią Thar a rzeką Luni, gdzie utworzyli potężne państwo, trwające od początku XIV do XVIII wieku. Rao Jodha założył w 1459 roku nową stolicę i wzniósł największy radżpucki pałac-fortecę Meherangarh. Nieco później, w połowie XVI wieku miasto zostało otoczone murem obronnym o 10 km długości. Przyjaźń z władcami Mewaru, znakomita polityka wewnętrzna, umiejętność zarządzania, a przede wszystkim pakty pokojowe z Wielkimi Mogołami zapewniły bogactwo, a szczyt potęgi państwo osiągnęło w XVII wieku. W 1581 roku Akbar podpisał traktat o współpracy, na potwierdzenie którego córa tego rodu, słynna Dżodhabai wyszła za mąż za syna cesarza, przyszłego Dżahangira. Po upadku Mogołów, władcy są zmuszeni prowadzić walki z Marathami, których państwo rozciągało się aż do Delhi i Agry, co zrujnowało skarbiec i wieś.
[...]
Władcy Mewaru zaczynają historię swego rodu od stwierdzenia: Nasz ród nigdy nie splamił się współpracą z wielkim Mogołem i nigdy żadna córa naszego szlachetnego rodu nie poszła za cesarza, by rodzić mu synów…
[...]
Udajpur (Mewar) o powierzchni 33 987 km2 jest jednym z najpiękniejszych regionów Indii. Władcy Mewaru noszą do dziś tytuł maharana, pochodzą ze starszej linii Surjawamsia, synów słońca, a pod swą komendą mieli niegdyś 36 innych klanów. Ich założycielem był legendarny Bappu Rawal, którego guru Harit Raszi namaścił w duchu odpowiedzialności za dobro swego ludu. Bogini Eklingji czuwa od VII wieku nad dharmą, spełnianiem obowiązku ksiatriji. Czittorgarh, najpotężniejsza forteca rodu i jednocześnie całej Radżputany, a w czasach Wielkich Mogołów — symbol potęgi Sisodiów, będąca przez osiemset lat ich stolicą, została zdobyta przez Akbara w 1567 roku i zrównana z ziemią. Zginęło 30 000 mieszkańców, mordowanych metodycznie i do ostatniego. Zginęło 8 000 ksiatrijów, wybornych wojowników. Ale uratował się podobno w całości radżpucki oddział wyśmienitych łuczników, którzy w odpowiednim momencie uszli z miasta w przebraniu biednych, wiejskich kobiet. W Czittor urodziła się i żyła największa hinduska poetka, Mira Bai (1503-1573), opiewająca mistyczną miłość do Kriszny; na szczęście wiodła życie wędrowne i podczas oblężenia przebywała w Dwarce.
[...]
Maharana Pratap Singh (1572-1597) zdołał zbiec w góry i wraz z resztką oddziałów wojskowych kontynuował partyzantkę, odbił Mogołom niektóre forty, odzyskiwał teren za terenem, nigdy nie złożył broni, a kiedy wiadomość o jego śmierci dotarła do Akbara — cesarz zapłakał. Jego syn Amar Singh został pobity przez Mogołów w 1599 roku, ale klęska nie złamała potęgi Mewaru. Wprawdzie w 1614 roku władcy podpisali porozumienie pokojowe i musieli uznać ich zwierzchność, to ranowie z Mewaru nigdy nie złożyli wizyty na dworze cesarskim.
[...]
Udaj Singh wskazał miejsce na lokację miasta już w 1569 roku, ale Udajpur był budowany w latach 1597-1620 i stał się jednym z najpiękniejszych miast Radżputany. Zwłaszcza XVIII wiek był okresem największej prosperity — odrodziły się sztuki plastyczne, zwłaszcza oryginalna sztuka miniatury mewarskiej, najstarsza w Radżputanie, istniejąca od XV wieku i najmniej podobna do miniatury mogolskiej. Podobnie jak inni władcy, ranowie z Mewaru podpisali traktaty pokojowe z Anglikami w 1818 roku.
[...]
Fateh Singh, maharana Mewaru, nie pojawił się na durbarze w Delhi wydanym przez lorda Curzona w 1903, ani na uroczystości złożenia wiernopoddańczego hołdu królowi Jerzemu V i królowej Marii w 1911.
[...]
Mewar leży na południu Radżputany, za górami Arawalli, które oddzielają ten region od gorącego powietrza pustyni Thar. Żyzna dolina rzeki Czambal była zawsze spichlerzem krainy należącej kiedyś do starego klanu Sisodia, pochodzącego z północnych Indii, który następnie przeniósł się do Gudżaratu i tam ostatecznie osiadł. Imponująca forteca Czittorgarh, wzniesiona w 734 roku na niedostępnym pitonie była przez osiem wieków niezdobyta. Kiedy Akbar ją zdobył i zrównał z ziemią, Udaj Singh przeniósł siedzibę rodu do Udajpuru.
[...]
Dżodhpur (Jodhpur), największe księstwo Radżputany o powierzchni 92 279 km2, należało do radżpuckiego klanu Rathore, synów słońca. Ich przodkowie pochodzą z Dekanu, wzmiankowani po raz pierwszy już w edyktach cesarza Asioki w III wieku p.n.e. byli prawdziwymi ksiatrijami, sprawowali przez wieki władzę na wielu terenach Gudżaratu, centralnych Indii i Malwy. Od V wieku byli władcami królestwa Kanaudż, leżącego nad Gangą (dziś Uttar Pradesh). W 1193 roku zostali stamtąd przepędzeni przez Afganów, Rao Sijadżi zdołał uciec ze swoją armią, unosząc ze sobą sztandar rodowy. Osiedlili się na pustynnych terenach Marwaru, w krainie śmierci, między górami Arawalli, pustynią Thar a rzeką Luni, gdzie utworzyli potężne państwo, trwające od początku XIV do XVIII wieku. Rao Jodha założył w 1459 roku nową stolicę i wzniósł największy radżpucki pałac-fortecę Meherangarh. Nieco później, w połowie XVI wieku miasto zostało otoczone murem obronnym o 10 km długości. Przyjaźń z władcami Mewaru, znakomita polityka wewnętrzna, umiejętność zarządzania, a przede wszystkim pakty pokojowe z Wielkimi Mogołami zapewniły bogactwo, a szczyt potęgi państwo osiągnęło w XVII wieku. W 1581 roku Akbar podpisał traktat o współpracy, na potwierdzenie którego córa tego rodu, słynna Dżodhabai wyszła za mąż za syna cesarza, przyszłego Dżahangira. Po upadku Mogołów, władcy są zmuszeni prowadzić walki z Marathami, których państwo rozciągało się aż do Delhi i Agry, co zrujnowało skarbiec i wieś.
[...]
Władcy Mewaru zaczynają historię swego rodu od stwierdzenia: Nasz ród nigdy nie splamił się współpracą z wielkim Mogołem i nigdy żadna córa naszego szlachetnego rodu nie poszła za cesarza, by rodzić mu synów…
[...]
Udajpur (Mewar) o powierzchni 33 987 km2 jest jednym z najpiękniejszych regionów Indii. Władcy Mewaru noszą do dziś tytuł maharana, pochodzą ze starszej linii Surjawamsia, synów słońca, a pod swą komendą mieli niegdyś 36 innych klanów. Ich założycielem był legendarny Bappu Rawal, którego guru Harit Raszi namaścił w duchu odpowiedzialności za dobro swego ludu. Bogini Eklingji czuwa od VII wieku nad dharmą, spełnianiem obowiązku ksiatriji. Czittorgarh, najpotężniejsza forteca rodu i jednocześnie całej Radżputany, a w czasach Wielkich Mogołów — symbol potęgi Sisodiów, będąca przez osiemset lat ich stolicą, została zdobyta przez Akbara w 1567 roku i zrównana z ziemią. Zginęło 30 000 mieszkańców, mordowanych metodycznie i do ostatniego. Zginęło 8 000 ksiatrijów, wybornych wojowników. Ale uratował się podobno w całości radżpucki oddział wyśmienitych łuczników, którzy w odpowiednim momencie uszli z miasta w przebraniu biednych, wiejskich kobiet. W Czittor urodziła się i żyła największa hinduska poetka, Mira Bai (1503-1573), opiewająca mistyczną miłość do Kriszny; na szczęście wiodła życie wędrowne i podczas oblężenia przebywała w Dwarce.
[...]
Maharana Pratap Singh (1572-1597) zdołał zbiec w góry i wraz z resztką oddziałów wojskowych kontynuował partyzantkę, odbił Mogołom niektóre forty, odzyskiwał teren za terenem, nigdy nie złożył broni, a kiedy wiadomość o jego śmierci dotarła do Akbara — cesarz zapłakał. Jego syn Amar Singh został pobity przez Mogołów w 1599 roku, ale klęska nie złamała potęgi Mewaru. Wprawdzie w 1614 roku władcy podpisali porozumienie pokojowe i musieli uznać ich zwierzchność, to ranowie z Mewaru nigdy nie złożyli wizyty na dworze cesarskim.
[...]
Udaj Singh wskazał miejsce na lokację miasta już w 1569 roku, ale Udajpur był budowany w latach 1597-1620 i stał się jednym z najpiękniejszych miast Radżputany. Zwłaszcza XVIII wiek był okresem największej prosperity — odrodziły się sztuki plastyczne, zwłaszcza oryginalna sztuka miniatury mewarskiej, najstarsza w Radżputanie, istniejąca od XV wieku i najmniej podobna do miniatury mogolskiej. Podobnie jak inni władcy, ranowie z Mewaru podpisali traktaty pokojowe z Anglikami w 1818 roku.
[...]
Fateh Singh, maharana Mewaru, nie pojawił się na durbarze w Delhi wydanym przez lorda Curzona w 1903, ani na uroczystości złożenia wiernopoddańczego hołdu królowi Jerzemu V i królowej Marii w 1911.
Mongolia mieszkańcy
Pod koniec 4 tysiąclecia p.n.e. pojawiły się grupy migracyjne z Iranu, osiedlające się nad prawobrzeżnym Indusem — wysocy, postawni, o haczykowatym nosie i hardym spojrzeniu, do dziś stanowiący główną grupę ludności w Indiach północno-zachodnich. Po nich przybyły silne liczebnie grupy różnorodnych plemion indoaryjskich — Indoarjowie są wysocy, jasnoskórzy i długonosi, mieszkają na terenach między Kaszmirem i Radżputaną. Trudno dziś stwierdzić na pewno, czy Dasjowie, ciemnoskóra ludność tubylcza, jest tożsama z rasą drawidyjską. Drawidowie, prawdopodobnie autochtoni, mają skórę bardzo ciemną, hebanową, a nawet całkiem czarną, ale twarze bez rysów negroidalnych; są niscy i drobni, zamieszkują całe Indie południowe. Na pograniczu północno-wschodnim występują grupy mongoloidalne, przybyłe z Mongolii i Chin. Kolowie, Bhilowie i Mundowie to plemiona rodzime; są niskiego wzrostu, ciemnoskóre i wklęsłonose. Po Grekach nie zostało ani śladu (najwyżej na terenach dawnej Baktrii, czyli w dzisiejszym Pakistanie).
Nepal Bhutan-Nepal-Tybet, brat i siostra, cesarstwo Asioki, Devi, Durga, Kali i inne boginie, Gurkhowie, Indie północne i Nepal, jesteś gościem, języki, las indyjski, małżeństwo, miejsca sacrum, moje trasy, Mustang, namaste, Radżputowie, Romowie, Stany Książęce Indii, tanka
Dojazd do granicy z Nepalem. Odprawa. I dalej przejazd przez najbogatsze tereny rolnicze Nepalu na lotnisko w Biratnagar. Przelot do Katmandu. Lądowanie w godzinach popołudniowych. Transfer do hotelu, krótki odpoczynek. Zwiedzanie Katmandu — Durbar Square z świątyniami fundatorów, Hanuman Doka i Pałac Królewski, Dom Żywej Bogini Kumari, a wieczorem — spacer po Thamelu. Nocleg w Katmandu.
W Indiach i Nepalu kobiety świętują podczas Diwali dzień brata. Pieką ciasteczka i plotą girlandę z kwiatów i ziół, by założyć ją bratu wokół szyi, podobnie jak mężowi w dniu zaślubin (ale tylko jeden raz w życiu, podczas kiedy rytuał uhonorowania brata jest powtarzany każdego roku). Siostry okazują przywiązanie i proszą o opiekę i wsparcie.
Cesarstwo Asioki rozciągało się od Afganistanu po Bengal i od Nepalu do południowego Dekanu, a ludy drawidyjskie osadzone całkiem na południu współpracowały z cesarzem. Asioka miał Czolów za przyjaciół. Posyłał nauczycieli buddyjskich z misją na Wschód do Chin i na Zachód do imperium perskiego, które sięgało aż do ziem helleńskich i rzymskich. W świecie helleńskim mnisi głosili nieznaną naukę o miłości, współczuciu i porzuceniu wszelkich dóbr. Dla Egiptu, Grecji, Babilonu i świata żydowskiego nauki te miały zupełnie nowy wydźwięk. W czasach już późniejszych, ale z posiewu myśli Asioki, zbudowano w Antiochii i Aleksandrii wiele buddyjskich klasztorów. Jeszcze w IV wieku naszej ery mówiono o „fałszywych prorokach z Indii” (fałszywych znaczyło niezrozumiałych dla ówczesnej mentalności).
W Nepalu, Bengalu i Kaszmirze bogini ma na imię Tara.
[...]
Archetyp Kali, Wielkiej Matki, nie zawsze przybiera formę ikonograficzną, czasem przedstawia ją zwykły blok kamienia o obłym kształcie i w kolorze czarnym lub szczelina w czarnej skale przypominają obecność żeńskiej zasady świata. W Kaszmirze, bogini nosi imię Tripura lub Tripurasundari, w Nepalu — Tara.
[...]
Archetyp Kali, Wielkiej Matki, nie zawsze przybiera formę ikonograficzną, czasem przedstawia ją zwykły blok kamienia o obłym kształcie i w kolorze czarnym lub szczelina w czarnej skale przypominają obecność żeńskiej zasady świata. W Kaszmirze, bogini nosi imię Tripura lub Tripurasundari, w Nepalu — Tara.
Gurkhowie przybyli do Nepalu w XVI wieku, uciekając z Radżastanu przed kolejną nawałnicą ludów afgańsko-mogolskich zdobywających północne Indie. Byli Radżputami. Ich los nie był ani przypadkowy, ani nieświadomy. Za nimi stała długa tradycja rodów radżpuckich ksiatrijów, którzy weszli na drogę hinduskiej dharmy około V wieku n.e. Pochodzili prawdopodobnie od Scytów i Hunów, ale na terenie Indii przejęli wierzenia i religie hindu, czym zdobywali sobie zaufanie wśród rodzimej ludności. W zasadzie zaprzestali rabunku i grabieży, a wybitnym dowódcom klanowym udawało się organizować małe państewka, gdyż nie tylko wojenkę mieli za zawód, ale także zarządzanie zdobytymi terytoriami i zasobami ludzkimi. Przechodzili z czasem w osiadły tryb życia ustanawiając dynastie, z których wiele istnieje do dziś. Opowieść mitologiczna wyjaśnia pochodzenie nazwy ludu i etosu rzemiosła wojennego, który od zarania dziejów naznaczył ich specyficzny los i pokierował jego spełnieniem.
[...]
W 1559 roku, Drawja Szah, który miał się, oczywiście, za bezpośredniego spadkobiercę Bappu Rawala z Mewaru, przeprowadził jakąś większą społeczność Gurkhów z Mewaru do środkowego Nepalu i zasiedlił jedną z dolin, nazywając ją imieniem świętego wojownika, którego pamięć czcili zapewne jego przodkowie. Ta niedostępna dolina dała im schronienie na długie lata, pozwoliła zbudować na skale twierdzę podobną do wszystkich twierdz radżpuckich i stworzyć potęgę militarną, opartą na specyficznym radżpuckim poczuciu honoru i plemiennym prawie silniejszego. Radżputowie byli waleczni z natury, uprawiali walkę wręcz i sztukę posługiwania się zakrzywionym nożem kukri, zatem łatwo podbili ludność okolicznych plemion o rozmaitym pochodzeniu i różnego autoramentu, wpajając im brawurę rzemiosła wojennego. Nie obawiając się nikogo rośli w siłę i pewność siebie.
[...]
Prithivi Narayan Szach był pierwszym władcą, który mógł o sobie powiedzieć król Nepalu, ale podporządkowanie kraju było zadaniem trudniejszym do wykonania niż mu się wydawało. Nie udało mu się nadać głębszego sensu idei zjednoczenia i nie obudził poczucia przynależności do jednego państwa, ani tym bardziej do idei jednego narodu. Zmarł po siedmiu latach od rozpoczęcia dzieła. Jego następcy nie potrafili ukończyć projektu. Jednoczenie okolic i zapanowanie nad kolejnymi regionami zabrało im dwadzieścia pięć lat szarpaniny, która polegała na umiejętnym wchodzeniu w lokalne układy przy wykorzystaniu lokalnych sporów i niesnasek. Wprawdzie ostatecznie zapanowano nad krajem i zaczęto wprowadzać jakieś rudymentarne prawo, ale wizja jedności państwa poniosła całkowitą klęskę i przestała być rozwijana.
[...]
Gurkhowie narzucili Dolinie język gorkhali, należący do grupy języków pahari, używanych na niższych piętrach Himalajów, od Indii aż do Nepalu, którego nauczyli się w swojej dolinie od podbitych przez siebie plemion. Język ten jest jednym z prakrytów sanskrytu podobnym do hindi i ma wiele słów z sanskrytu. Język newari należący do rodziny tybetańsko-birmańskiej, którym mówiono za dynastii Mallów został wyparty, a za czasów dyktatury Ranów zakazany, i dziś praktycznie zaniknął.
[...]
Kiedy w 1847 roku umiera trzydziestojednoletni król Rayendra Bir Bikram Shah Dev, premier Jung Bahadur Kuwar z radżpuckiej rodziny Szumszerów zmienia styl sprawowania rządów i przestaje skrywać się w cieniu królewskich wyrostków. Ogłasza się maharadżą Kaski i Lamjung (w regionie Pokhary) i przyjmuje tytuł Rany, królewski tytuł Radżputów z Mewaru. Ten tytuł brzmiał niestety lepiej niż szach. Stał się równy królowi i zaczął rządzić otwarcie. Otworzył towarową linię kolejową, dzięki której sprowadzał z Indii materiały do budowy swych okazałych pałaców i zbudował pierwszą w Nepalu elektrownię na ropę naftową, która produkowała prąd do tych okazałych pałaców. Sir Jung Bahadur Rana odwiedził Anglię, gdzie otrzymał od królowej tytuł sir, ale zrobił wszystko, by Anglików nie wpuścić do Nepalu. Uchroniło to kraj przed kolonializmem, ale zamknęło na wszelkie wpływy zewnętrzne, a radykalnie wsteczna i konserwatywna polityka prowadzona konsekwentnie przez wszystkich Ranów uczyniła z tego kraju królestwo feudalne z czasów wczesnego średniowiecza. Wszyscy ludzie byli własnością króla, a to swoiste niewolnictwo zostało zniesione dopiero w 1924 roku. Nepal właściwie nadal składał się z niezliczonej ilości drobnych księstw zajmujących niewielkie powierzchnie, a w każdej dolinie rządził kacyk opłacany przez kogoś z rodziny Szumszerów.
[...]
Gurkhowie to dziś ogólna nazwa wojska nepalskiego. Zwykli żołnierze nie mają już nic wspólnego z klanem radżpuckich wojowników przybyłych do środkowego Nepalu w XVI wieku. Tamci już dawno zasymilowali się z lokalną ludnością. Najwyżej niektórzy przywódcy zdołali zachować czystość krwi i należą do szacownych rodzin nepalskich, trzymających teki różnych ministerstw. Gurkhowie rekrutują się z różnych grup etnicznych Małych i Średnich Himalajów czy z wysoko położonych dolin. Na rzemiośle wojskowym zarabiają bardzo dobrze, są do dziś drugim po turystyce najważniejszym źródłem dochodów Nepalu, a każda nepalska dziewczyna pragnie wyjść za mąż za Gurkha.
[...]
W 1911 roku, Tribhuvan Bir Bikram Shah Dev został koronowany na ósmego króla Nepalu. Miał 5 lat i pozostawał pod kuratelą premiera, którym naówczas był Czandra Szumszer Jang Bahadur Rana. Król odważył się w 1950 roku uknuć spisek. Pomagały Indie i grupa nepalskich intelektualistów osiadłych w Kalkucie. Osobista sekretarka króla, Angielka, przewiozła go potajemnie własnym samochodem do Ambasady Indyjskiej, a stamtąd, już pod osłoną indyjskich żołnierzy, na lotnisko. Król nie zamierzał uciekać, była to tylko jedna z akcji misternie ułożonego planu zmierzającego do złamania oligarchicznych rządów rodziny Ranów.
[...]
I tu zaczyna się bardzo ważny wątek, rzucający pewne światło na późniejsze królobójstwo. Otóż Tribhuvan, mimo że ufał w powodzenie całej akcji, zdecydował się zabrać ze sobą do Indii najstarszego wnuka, by go mieć przy sobie „na wszelki wypadek”, a młodszego „na wszelki wypadek” zostawił w Nepalu. Przed ucieczką do Indii poprosił braminów, by odprawili dla obu wnuków pudżę sakralizującą ich władzę królewską!
[...]
I tak Gyanendra Bir Bikram Shah Dev został po raz pierwszy, pod nieobecność dziadka, królem Nepalu. Miał trzy lata i 4 miesiące. Być może, ale o tym nie mówiło się głośno, Ranowie stworzyli taki scenariusz. Królewskie dziecko jako zakładnik zostało w rękach Ranów „na wszelki wypadek”. Król Tribhuvan wrócił do Nepalu w styczniu 1951 roku wspierany przez rząd Indii. Na dokument odbierający Ranom ich tytuły i dziedziczny urząd premiera przystawił lal mohur, czerwoną pieczęć, której od 1847 roku nie trzymał w dłoni żaden król z dynastii Gorkha. Jego wnukowie poszli do szkoły, młodszy jako namaszczony były król, a starszy jako namaszczony przyszły król. Obie rodziny doszły do porozumienia i ułożyli konsensus, wedle którego każdy król Nepalu miał żenić się z Ranówną.
[...]
Jego syn i następca Birendra był najlepiej wykształconym władcą Nepalu, ukończył Eton College, Harvard University i wiele innych znakomitych szkół międzynarodowych, znał siedem języków, w tym japoński. W latach 1972-1990 był nie tylko nadzieją, ale gwarantem rozwoju Nepalu, a dla wszystkich rządów i niezliczonych fundacji charytatywnych i pararządowych wdzięcznym odbiorcą ogromnych funduszy, jakie w darze przypływały do jego kraju. Mało kto wtedy zauważył, że te pieniądze nie zostały nigdzie zainwestowane i tak naprawdę nie wiadomo jak, gdzie i przez kogo zostały spożytkowane.
[...]
Birendra był świadkiem drugiego etapu zdobywania himalajskich ośmiotysięczników, kiedy to najwspanialsze ekipy Włochów, Szwajcarów, Francuzów, Polaków, Austriaków i Niemców wspinały się na szczyty, natomiast pielęgniarki-wolontariuszki z tych krajów przywoziły lekarstwa i szczepionki dla nepalskich dzieci, a uczniowie szkół średnich z zachodniej Europy budowali w czynie społecznym szkoły i szpitale. Było jakoś szlachetnie. Król wspierał wszystko, sam niczego nie budował, przyjmował każdą pomoc finansową, nie organizował żadnych nowych miejsc pracy i nie myślał o infrastrukturze, a o demokratyzacji instytucji państwowych po prostu zapomniał. Ponieważ jednak do Nepalu „się jeździło” więc zwiększały się wpływy z opłat wizowych i z permitów za trekingi i zdobywanie szczytów. Ogromne pieniądze przynosili wciąż Gurkhowie, których oddziały nadal były wynajmowane przez Indie i Wielką Brytanię. Król jeździł po świecie, uchodził za światłego władcę uroczego kraju, który nie ze swojej winy pozostawał biedny. Nie ze swojej winy, ale z winy królów.
[...]
Wszystko zaczęło się w 1990 roku i świat bardzo się zdziwił, kiedy ogromna demonstracja niezadowolonych Nepalczyków przetoczyła się przez ulice Katmandu i zatrzymała pod pałacem królewskim. Ruchy ludowe zmusiły króla do zaakceptowania wielopartyjności i do ułożenia Konstytucji. Nepal stał się po raz pierwszy monarchią konstytucyjną, ale paradoksalnie ta konstytucja właśnie przyczyniła się do wzrostu niezadowolenia ludzi i przyspieszenia procesów rewolucyjnych. Konstytucja z 1991 roku nazwała bowiem Nepal monarchią hinduską, co upokorzyło wyznawców innych religii i wierzeń, głównie buddystów, niepewnie też poczuły się wszystkie mniejszości etniczne, gdyż konstytucja nie wspomniała o nich ani słowem. Religie hindu, głównie śiwaizm, zostały wprowadzone do Doliny Katmandu przez indyjską dynastię Mallów pod koniec XV wieku. Wraz z religią hindu zaprowadzono system warnowy i chociaż w tamtych czasach podział organizacji pracy na różne dżati i warny przyczynił się do natychmiastowego wzbogacenia Doliny Katmandu (Złoty Wiek Mallów), to jednak od dyktatury Ranów system ten kojarzył się z nadużyciem pozycji wyższych sfer. Konstytucja roku 1991 poprzez określenie ustroju jako „monarchię hinduską” jakby przywracała system warnowy. Szybko zorientowano się, że wielopartyjność oznaczała upominanie się stołecznych partii i partyjek o własne interesy, z pominięciem interesów ludności mieszkającej daleko poza Doliną. I wreszcie trzecim czynnikiem, który doprowadził do walki zbrojnej, była korupcja całej administracji państwowej i zaprzestanie pracy w strukturach królewskich na terenie całego kraju oraz powszechne przekonanie, nie pozbawione zresztą słuszności, o wielkich transferach pieniężnych do banków Indii, dokonywanych przez rodzinę królewską.
[...]
13 lutego 1996 roku Partia komunistyczna Nepalu (Maoiści) pod wodzą Praczandy i Baburama Bhattarai ogłosiła utworzenie Nepalskiej Armii Ludowej i rzuciła hasło „walki zbrojnej narodu nepalskiego przeciw władzy”. Od początku było jasne, że chodziło o zniesienie monarchii i wprowadzenie demokracji, nigdy zaś nie myślano o wprowadzeniu systemu komunistycznego i zniesieniu prawa własności czy wolnego rynku, wiadomo też było, że ekonomia Nepalu pozostanie kapitalistyczna. Walka ta nigdy nie została zaakceptowana przez ogół państw europejskich ani uznana za słuszną, a rewolucjonistów nazywano rebeliantami, terrorystami, buntownikami. Siebie samych nazwali oni maoistami, co dla Europy było szokiem, przywołało bowiem stare fantomy i obudziło strach. Ponieważ jednak Europa i Stany Zjednoczone są legalistyczne, to w tamtych czasach nikomu nie przyszło do głowy, że walka miała słuszny cel. Trwała dziesięć lat: 1996-2006.
[...]
Lecz bezpośrednią przyczyną upadku monarchii w Nepalu było królewskie bratobójstwo. Ostatni król Nepalu, Gyanendra nigdy nie oczyścił się w sposób jednoznaczny i wiarygodny z zarzutów zabójstwa swego brata Birendry. Sprawiał wrażenie, że żadne zarzuty nie mogą go dotyczyć. Nigdy nie odwołał ani nie zmodyfikował „oficjalnego komunikatu”, w którym bez wahania oskarżył o królobójstwo syna swego brata, ówczesnego następcę tronu. Wszyscy w Katmandu wiedzieli od pierwszego dnia, że ta wersja była wierutnym politycznym kłamstwem.
[...]
1 czerwca 2001 roku został zamordowany król Nepalu Bir Birendra Bikram Szach z dynastii Gorkha.
[...]
By dobrze zrozumieć wydarzenia, które wstrząsnęły Nepalem i doprowadziły do obalenia monarchii, trzeba zwrócić uwagę na pewne okoliczności towarzyszące. Drugi syn królewski Gyanendra, brat króla, był razem z synem i żoną nieobecny, gdyż bawił w tym dniu w Indiach, a jego syn wizytował ze swoją rodziną niewielki pałac królewski w Pokharze. Trzej bracia królewscy mieli za żony trzy siostry Ranówny.
[...]
Dipendra został przewieziony do szpitala w piątek późnym wieczorem. W jego plecach lekarze znaleźli paręnaście kul, był w agonii. Zmarł w poniedziałek rano. Nie wiedząc o tym, był królem Nepalu od 1 do 4 czerwca 2001. Kolejnym, trzynastym królem Nepalu został po raz wtóry jego wuj, brat ojca, Gyanendra Bir Bikram Shah Dev. Okoliczności, w jakich doszedł do władzy nie były wyjaśnione, ale na początku rządów wciąż korzystał z niepisanego „immunitetu” — był jednak wnukiem Tribhuvana, który otworzył Nepal na świat, otrzymał sakrę królewską w jego obecności.
[...]
Ale doprawdy, ten król zrobił wszystko, by Nepalczycy wyrzucili go ze stanowiska. Gyanendra nie był żadną osobowością, był lękliwy i arogancki, ambitny, pewny siebie i ślepy jak nietoperz. Przeliczył się co do następujących kwestii: po pierwsze, nie docenił świadomości ludzi, którzy stopniowo, ale nieuchronnie dojrzewali do przemiany społeczeństwa; po drugie, partie legalne, istniejące od lat 80. dogadały się z maoistami i stworzyły wspólny front; po trzecie, nawet środowiska inteligencji opowiedziały się przeciwko monarchii i poważnie poddały w wątpliwość zdrowie psychiczne królów z dynastii Gorkha, wtedy już zaczęto głośno mówić, że jeden był obłąkany, inny chorobliwie rozwiązły, większość zaś — niezdolna do sprawowania rządów, krótko mówiąc wszyscy mieli dość monarchii. I wreszcie wspólnota międzynarodowa, mimo braku rozumienia sytuacji i mimo strachu przed widmem komunizmu i możliwością zamknięcia Nepalu dla turystów i himalaistów, nigdy oficjalnie nie wzięła króla w obronę i nie potępiła ruchu maoistycznego jako takiego.
[...]
W sierpniu 2002 roku rząd Belgii sprzedał nieoczekiwanie Nepalowi broń w liczbie 5500 karabinów i rebelię nazwano ruchem terrorystycznym. Wojna ludu nepalskiego (ale nie wojna domowa) przeciw monarchii rozgorzała ze zdwojoną siłą. Partia komunistyczna Nepalu odegrała w tej walce największą rolę.
[...]
Dnia 6 kwietnia 2006 cały Nepal zastygł w strajku generalnym. Pod pałac królewski w Katmandu podeszły kobiety z dziećmi na ręku, usiadły zbite w grupki. Panowała idealna cisza i nawet dzieci prawie nie płakały. Wokół Katmandu stacjonowały uzbrojone po zęby oddziały maoistów, a mówiono, że ludność całego Nepalu przyjdzie któregoś dnia pod pałac królewski.
[...]
19 maja 2006 w piątek Konstytuanta podjęła najważniejsze decyzje, a mianowicie odebrała królowi dowództwo nad armią i możliwość powołania rządu, ale przede wszystkim zniosła status świętości osoby królewskiej, w związku z czym Gyanendra stał się normalnym, zwykłym obywatelem Nepalu. Od tego momentu rozlicza się z dochodów i płaci podatki.
[...]
21 listopada 2006 Praczanda, szef Partii komunistycznej Nepalu (Maoiści) i Girija Prasad Koirala, szef Kongresu Nepalu, podpisali umowę pokojową kończącą bunt mas (w większości mass-mediów napisano, że skończyła się wojna domowa, ale podkreślam z naciskiem, że w Nepalu nigdy nie było wojny domowej). Dołożyli wszelkich starań, by zorganizowano przejęcie powstańców w szeregi wojska Gurkhów, policji i innych instytucji państwowych. Od tego momentu datuje się połączenie sił i wspólne opracowanie stosownych dokumentów.
[...]
28 maja 2008 Zgromadzenie Narodowe oficjalnie zniosło monarchię i proklamowało Republikę Nepalu (wiadomo na razie, że jest demokratyczna i federalna, ale nie sprecyzowano całej nazwy). Podczas głosowania za monarchią opowiedziały się 4 osoby, a 564 za zniesieniem monarchii. Królowi dano termin 15 dni na opuszczenie pałacu, który ma zostać, jak ustanowiono, przekształcony w muzeum. Do czasu utworzenia rządu obowiązki króla przejął premier.
[...]
Dnia 11 czerwca 2008 roku, król Nepalu Gyanendra Bir Bikram Shah Dev zrzekł się korony, opuścił pałac królewski Narayanhiti i przeniósł się do swej posiadłości Nagarjun, na przedmieściach Katmandu. W swej ostatniej mowie, zrzekając się korony, powiedział, że został zmuszony do przejęcia korony, co nie było jego zamiarem ani pragnieniem [King said that he could only „accept the crown quietly” and it was not his intention or desire.]
[...]
W 1559 roku, Drawja Szah, który miał się, oczywiście, za bezpośredniego spadkobiercę Bappu Rawala z Mewaru, przeprowadził jakąś większą społeczność Gurkhów z Mewaru do środkowego Nepalu i zasiedlił jedną z dolin, nazywając ją imieniem świętego wojownika, którego pamięć czcili zapewne jego przodkowie. Ta niedostępna dolina dała im schronienie na długie lata, pozwoliła zbudować na skale twierdzę podobną do wszystkich twierdz radżpuckich i stworzyć potęgę militarną, opartą na specyficznym radżpuckim poczuciu honoru i plemiennym prawie silniejszego. Radżputowie byli waleczni z natury, uprawiali walkę wręcz i sztukę posługiwania się zakrzywionym nożem kukri, zatem łatwo podbili ludność okolicznych plemion o rozmaitym pochodzeniu i różnego autoramentu, wpajając im brawurę rzemiosła wojennego. Nie obawiając się nikogo rośli w siłę i pewność siebie.
[...]
Prithivi Narayan Szach był pierwszym władcą, który mógł o sobie powiedzieć król Nepalu, ale podporządkowanie kraju było zadaniem trudniejszym do wykonania niż mu się wydawało. Nie udało mu się nadać głębszego sensu idei zjednoczenia i nie obudził poczucia przynależności do jednego państwa, ani tym bardziej do idei jednego narodu. Zmarł po siedmiu latach od rozpoczęcia dzieła. Jego następcy nie potrafili ukończyć projektu. Jednoczenie okolic i zapanowanie nad kolejnymi regionami zabrało im dwadzieścia pięć lat szarpaniny, która polegała na umiejętnym wchodzeniu w lokalne układy przy wykorzystaniu lokalnych sporów i niesnasek. Wprawdzie ostatecznie zapanowano nad krajem i zaczęto wprowadzać jakieś rudymentarne prawo, ale wizja jedności państwa poniosła całkowitą klęskę i przestała być rozwijana.
[...]
Gurkhowie narzucili Dolinie język gorkhali, należący do grupy języków pahari, używanych na niższych piętrach Himalajów, od Indii aż do Nepalu, którego nauczyli się w swojej dolinie od podbitych przez siebie plemion. Język ten jest jednym z prakrytów sanskrytu podobnym do hindi i ma wiele słów z sanskrytu. Język newari należący do rodziny tybetańsko-birmańskiej, którym mówiono za dynastii Mallów został wyparty, a za czasów dyktatury Ranów zakazany, i dziś praktycznie zaniknął.
[...]
Kiedy w 1847 roku umiera trzydziestojednoletni król Rayendra Bir Bikram Shah Dev, premier Jung Bahadur Kuwar z radżpuckiej rodziny Szumszerów zmienia styl sprawowania rządów i przestaje skrywać się w cieniu królewskich wyrostków. Ogłasza się maharadżą Kaski i Lamjung (w regionie Pokhary) i przyjmuje tytuł Rany, królewski tytuł Radżputów z Mewaru. Ten tytuł brzmiał niestety lepiej niż szach. Stał się równy królowi i zaczął rządzić otwarcie. Otworzył towarową linię kolejową, dzięki której sprowadzał z Indii materiały do budowy swych okazałych pałaców i zbudował pierwszą w Nepalu elektrownię na ropę naftową, która produkowała prąd do tych okazałych pałaców. Sir Jung Bahadur Rana odwiedził Anglię, gdzie otrzymał od królowej tytuł sir, ale zrobił wszystko, by Anglików nie wpuścić do Nepalu. Uchroniło to kraj przed kolonializmem, ale zamknęło na wszelkie wpływy zewnętrzne, a radykalnie wsteczna i konserwatywna polityka prowadzona konsekwentnie przez wszystkich Ranów uczyniła z tego kraju królestwo feudalne z czasów wczesnego średniowiecza. Wszyscy ludzie byli własnością króla, a to swoiste niewolnictwo zostało zniesione dopiero w 1924 roku. Nepal właściwie nadal składał się z niezliczonej ilości drobnych księstw zajmujących niewielkie powierzchnie, a w każdej dolinie rządził kacyk opłacany przez kogoś z rodziny Szumszerów.
[...]
Gurkhowie to dziś ogólna nazwa wojska nepalskiego. Zwykli żołnierze nie mają już nic wspólnego z klanem radżpuckich wojowników przybyłych do środkowego Nepalu w XVI wieku. Tamci już dawno zasymilowali się z lokalną ludnością. Najwyżej niektórzy przywódcy zdołali zachować czystość krwi i należą do szacownych rodzin nepalskich, trzymających teki różnych ministerstw. Gurkhowie rekrutują się z różnych grup etnicznych Małych i Średnich Himalajów czy z wysoko położonych dolin. Na rzemiośle wojskowym zarabiają bardzo dobrze, są do dziś drugim po turystyce najważniejszym źródłem dochodów Nepalu, a każda nepalska dziewczyna pragnie wyjść za mąż za Gurkha.
[...]
W 1911 roku, Tribhuvan Bir Bikram Shah Dev został koronowany na ósmego króla Nepalu. Miał 5 lat i pozostawał pod kuratelą premiera, którym naówczas był Czandra Szumszer Jang Bahadur Rana. Król odważył się w 1950 roku uknuć spisek. Pomagały Indie i grupa nepalskich intelektualistów osiadłych w Kalkucie. Osobista sekretarka króla, Angielka, przewiozła go potajemnie własnym samochodem do Ambasady Indyjskiej, a stamtąd, już pod osłoną indyjskich żołnierzy, na lotnisko. Król nie zamierzał uciekać, była to tylko jedna z akcji misternie ułożonego planu zmierzającego do złamania oligarchicznych rządów rodziny Ranów.
[...]
I tu zaczyna się bardzo ważny wątek, rzucający pewne światło na późniejsze królobójstwo. Otóż Tribhuvan, mimo że ufał w powodzenie całej akcji, zdecydował się zabrać ze sobą do Indii najstarszego wnuka, by go mieć przy sobie „na wszelki wypadek”, a młodszego „na wszelki wypadek” zostawił w Nepalu. Przed ucieczką do Indii poprosił braminów, by odprawili dla obu wnuków pudżę sakralizującą ich władzę królewską!
[...]
I tak Gyanendra Bir Bikram Shah Dev został po raz pierwszy, pod nieobecność dziadka, królem Nepalu. Miał trzy lata i 4 miesiące. Być może, ale o tym nie mówiło się głośno, Ranowie stworzyli taki scenariusz. Królewskie dziecko jako zakładnik zostało w rękach Ranów „na wszelki wypadek”. Król Tribhuvan wrócił do Nepalu w styczniu 1951 roku wspierany przez rząd Indii. Na dokument odbierający Ranom ich tytuły i dziedziczny urząd premiera przystawił lal mohur, czerwoną pieczęć, której od 1847 roku nie trzymał w dłoni żaden król z dynastii Gorkha. Jego wnukowie poszli do szkoły, młodszy jako namaszczony były król, a starszy jako namaszczony przyszły król. Obie rodziny doszły do porozumienia i ułożyli konsensus, wedle którego każdy król Nepalu miał żenić się z Ranówną.
[...]
Jego syn i następca Birendra był najlepiej wykształconym władcą Nepalu, ukończył Eton College, Harvard University i wiele innych znakomitych szkół międzynarodowych, znał siedem języków, w tym japoński. W latach 1972-1990 był nie tylko nadzieją, ale gwarantem rozwoju Nepalu, a dla wszystkich rządów i niezliczonych fundacji charytatywnych i pararządowych wdzięcznym odbiorcą ogromnych funduszy, jakie w darze przypływały do jego kraju. Mało kto wtedy zauważył, że te pieniądze nie zostały nigdzie zainwestowane i tak naprawdę nie wiadomo jak, gdzie i przez kogo zostały spożytkowane.
[...]
Birendra był świadkiem drugiego etapu zdobywania himalajskich ośmiotysięczników, kiedy to najwspanialsze ekipy Włochów, Szwajcarów, Francuzów, Polaków, Austriaków i Niemców wspinały się na szczyty, natomiast pielęgniarki-wolontariuszki z tych krajów przywoziły lekarstwa i szczepionki dla nepalskich dzieci, a uczniowie szkół średnich z zachodniej Europy budowali w czynie społecznym szkoły i szpitale. Było jakoś szlachetnie. Król wspierał wszystko, sam niczego nie budował, przyjmował każdą pomoc finansową, nie organizował żadnych nowych miejsc pracy i nie myślał o infrastrukturze, a o demokratyzacji instytucji państwowych po prostu zapomniał. Ponieważ jednak do Nepalu „się jeździło” więc zwiększały się wpływy z opłat wizowych i z permitów za trekingi i zdobywanie szczytów. Ogromne pieniądze przynosili wciąż Gurkhowie, których oddziały nadal były wynajmowane przez Indie i Wielką Brytanię. Król jeździł po świecie, uchodził za światłego władcę uroczego kraju, który nie ze swojej winy pozostawał biedny. Nie ze swojej winy, ale z winy królów.
[...]
Wszystko zaczęło się w 1990 roku i świat bardzo się zdziwił, kiedy ogromna demonstracja niezadowolonych Nepalczyków przetoczyła się przez ulice Katmandu i zatrzymała pod pałacem królewskim. Ruchy ludowe zmusiły króla do zaakceptowania wielopartyjności i do ułożenia Konstytucji. Nepal stał się po raz pierwszy monarchią konstytucyjną, ale paradoksalnie ta konstytucja właśnie przyczyniła się do wzrostu niezadowolenia ludzi i przyspieszenia procesów rewolucyjnych. Konstytucja z 1991 roku nazwała bowiem Nepal monarchią hinduską, co upokorzyło wyznawców innych religii i wierzeń, głównie buddystów, niepewnie też poczuły się wszystkie mniejszości etniczne, gdyż konstytucja nie wspomniała o nich ani słowem. Religie hindu, głównie śiwaizm, zostały wprowadzone do Doliny Katmandu przez indyjską dynastię Mallów pod koniec XV wieku. Wraz z religią hindu zaprowadzono system warnowy i chociaż w tamtych czasach podział organizacji pracy na różne dżati i warny przyczynił się do natychmiastowego wzbogacenia Doliny Katmandu (Złoty Wiek Mallów), to jednak od dyktatury Ranów system ten kojarzył się z nadużyciem pozycji wyższych sfer. Konstytucja roku 1991 poprzez określenie ustroju jako „monarchię hinduską” jakby przywracała system warnowy. Szybko zorientowano się, że wielopartyjność oznaczała upominanie się stołecznych partii i partyjek o własne interesy, z pominięciem interesów ludności mieszkającej daleko poza Doliną. I wreszcie trzecim czynnikiem, który doprowadził do walki zbrojnej, była korupcja całej administracji państwowej i zaprzestanie pracy w strukturach królewskich na terenie całego kraju oraz powszechne przekonanie, nie pozbawione zresztą słuszności, o wielkich transferach pieniężnych do banków Indii, dokonywanych przez rodzinę królewską.
[...]
13 lutego 1996 roku Partia komunistyczna Nepalu (Maoiści) pod wodzą Praczandy i Baburama Bhattarai ogłosiła utworzenie Nepalskiej Armii Ludowej i rzuciła hasło „walki zbrojnej narodu nepalskiego przeciw władzy”. Od początku było jasne, że chodziło o zniesienie monarchii i wprowadzenie demokracji, nigdy zaś nie myślano o wprowadzeniu systemu komunistycznego i zniesieniu prawa własności czy wolnego rynku, wiadomo też było, że ekonomia Nepalu pozostanie kapitalistyczna. Walka ta nigdy nie została zaakceptowana przez ogół państw europejskich ani uznana za słuszną, a rewolucjonistów nazywano rebeliantami, terrorystami, buntownikami. Siebie samych nazwali oni maoistami, co dla Europy było szokiem, przywołało bowiem stare fantomy i obudziło strach. Ponieważ jednak Europa i Stany Zjednoczone są legalistyczne, to w tamtych czasach nikomu nie przyszło do głowy, że walka miała słuszny cel. Trwała dziesięć lat: 1996-2006.
[...]
Lecz bezpośrednią przyczyną upadku monarchii w Nepalu było królewskie bratobójstwo. Ostatni król Nepalu, Gyanendra nigdy nie oczyścił się w sposób jednoznaczny i wiarygodny z zarzutów zabójstwa swego brata Birendry. Sprawiał wrażenie, że żadne zarzuty nie mogą go dotyczyć. Nigdy nie odwołał ani nie zmodyfikował „oficjalnego komunikatu”, w którym bez wahania oskarżył o królobójstwo syna swego brata, ówczesnego następcę tronu. Wszyscy w Katmandu wiedzieli od pierwszego dnia, że ta wersja była wierutnym politycznym kłamstwem.
[...]
1 czerwca 2001 roku został zamordowany król Nepalu Bir Birendra Bikram Szach z dynastii Gorkha.
[...]
By dobrze zrozumieć wydarzenia, które wstrząsnęły Nepalem i doprowadziły do obalenia monarchii, trzeba zwrócić uwagę na pewne okoliczności towarzyszące. Drugi syn królewski Gyanendra, brat króla, był razem z synem i żoną nieobecny, gdyż bawił w tym dniu w Indiach, a jego syn wizytował ze swoją rodziną niewielki pałac królewski w Pokharze. Trzej bracia królewscy mieli za żony trzy siostry Ranówny.
[...]
Dipendra został przewieziony do szpitala w piątek późnym wieczorem. W jego plecach lekarze znaleźli paręnaście kul, był w agonii. Zmarł w poniedziałek rano. Nie wiedząc o tym, był królem Nepalu od 1 do 4 czerwca 2001. Kolejnym, trzynastym królem Nepalu został po raz wtóry jego wuj, brat ojca, Gyanendra Bir Bikram Shah Dev. Okoliczności, w jakich doszedł do władzy nie były wyjaśnione, ale na początku rządów wciąż korzystał z niepisanego „immunitetu” — był jednak wnukiem Tribhuvana, który otworzył Nepal na świat, otrzymał sakrę królewską w jego obecności.
[...]
Ale doprawdy, ten król zrobił wszystko, by Nepalczycy wyrzucili go ze stanowiska. Gyanendra nie był żadną osobowością, był lękliwy i arogancki, ambitny, pewny siebie i ślepy jak nietoperz. Przeliczył się co do następujących kwestii: po pierwsze, nie docenił świadomości ludzi, którzy stopniowo, ale nieuchronnie dojrzewali do przemiany społeczeństwa; po drugie, partie legalne, istniejące od lat 80. dogadały się z maoistami i stworzyły wspólny front; po trzecie, nawet środowiska inteligencji opowiedziały się przeciwko monarchii i poważnie poddały w wątpliwość zdrowie psychiczne królów z dynastii Gorkha, wtedy już zaczęto głośno mówić, że jeden był obłąkany, inny chorobliwie rozwiązły, większość zaś — niezdolna do sprawowania rządów, krótko mówiąc wszyscy mieli dość monarchii. I wreszcie wspólnota międzynarodowa, mimo braku rozumienia sytuacji i mimo strachu przed widmem komunizmu i możliwością zamknięcia Nepalu dla turystów i himalaistów, nigdy oficjalnie nie wzięła króla w obronę i nie potępiła ruchu maoistycznego jako takiego.
[...]
W sierpniu 2002 roku rząd Belgii sprzedał nieoczekiwanie Nepalowi broń w liczbie 5500 karabinów i rebelię nazwano ruchem terrorystycznym. Wojna ludu nepalskiego (ale nie wojna domowa) przeciw monarchii rozgorzała ze zdwojoną siłą. Partia komunistyczna Nepalu odegrała w tej walce największą rolę.
[...]
Dnia 6 kwietnia 2006 cały Nepal zastygł w strajku generalnym. Pod pałac królewski w Katmandu podeszły kobiety z dziećmi na ręku, usiadły zbite w grupki. Panowała idealna cisza i nawet dzieci prawie nie płakały. Wokół Katmandu stacjonowały uzbrojone po zęby oddziały maoistów, a mówiono, że ludność całego Nepalu przyjdzie któregoś dnia pod pałac królewski.
[...]
19 maja 2006 w piątek Konstytuanta podjęła najważniejsze decyzje, a mianowicie odebrała królowi dowództwo nad armią i możliwość powołania rządu, ale przede wszystkim zniosła status świętości osoby królewskiej, w związku z czym Gyanendra stał się normalnym, zwykłym obywatelem Nepalu. Od tego momentu rozlicza się z dochodów i płaci podatki.
[...]
21 listopada 2006 Praczanda, szef Partii komunistycznej Nepalu (Maoiści) i Girija Prasad Koirala, szef Kongresu Nepalu, podpisali umowę pokojową kończącą bunt mas (w większości mass-mediów napisano, że skończyła się wojna domowa, ale podkreślam z naciskiem, że w Nepalu nigdy nie było wojny domowej). Dołożyli wszelkich starań, by zorganizowano przejęcie powstańców w szeregi wojska Gurkhów, policji i innych instytucji państwowych. Od tego momentu datuje się połączenie sił i wspólne opracowanie stosownych dokumentów.
[...]
28 maja 2008 Zgromadzenie Narodowe oficjalnie zniosło monarchię i proklamowało Republikę Nepalu (wiadomo na razie, że jest demokratyczna i federalna, ale nie sprecyzowano całej nazwy). Podczas głosowania za monarchią opowiedziały się 4 osoby, a 564 za zniesieniem monarchii. Królowi dano termin 15 dni na opuszczenie pałacu, który ma zostać, jak ustanowiono, przekształcony w muzeum. Do czasu utworzenia rządu obowiązki króla przejął premier.
[...]
Dnia 11 czerwca 2008 roku, król Nepalu Gyanendra Bir Bikram Shah Dev zrzekł się korony, opuścił pałac królewski Narayanhiti i przeniósł się do swej posiadłości Nagarjun, na przedmieściach Katmandu. W swej ostatniej mowie, zrzekając się korony, powiedział, że został zmuszony do przejęcia korony, co nie było jego zamiarem ani pragnieniem [King said that he could only „accept the crown quietly” and it was not his intention or desire.]
Całodzienny przejazd do granicy z Nepalem. Po wypełnieniu formalności dojazd do hotelu w Bhairawa na nocleg.
[...]
Chitwan Park — przejażdżka łodziami po rzece Rapti (i po grzbietach krokodyli) do farmy słoni z nowo narodzonymi słoniątkami. Po południu — przejazd jedną z najpiękniejszych tras widokowych Nepalu — przez Nizinę Teraj, pasmo Sziwalik i Małe Himalaje do Pokhary. Nocleg w Pokharze.
[...]
Przejazd z Pokhary do Katmandu przez centralną część Nepalu, jedną z najpiękniejszych tras górskich. Po drodze, dla chętnych: wypoczynkowy rafting na rzece Trisuli (25$). Wieczorem — spacer po Thamelu. Nocleg w Katmandu.
[...]
Chitwan Park — przejażdżka łodziami po rzece Rapti (i po grzbietach krokodyli) do farmy słoni z nowo narodzonymi słoniątkami. Po południu — przejazd jedną z najpiękniejszych tras widokowych Nepalu — przez Nizinę Teraj, pasmo Sziwalik i Małe Himalaje do Pokhary. Nocleg w Pokharze.
[...]
Przejazd z Pokhary do Katmandu przez centralną część Nepalu, jedną z najpiękniejszych tras górskich. Po drodze, dla chętnych: wypoczynkowy rafting na rzece Trisuli (25$). Wieczorem — spacer po Thamelu. Nocleg w Katmandu.
Gdy podróżujemy z innymi, obowiązuje zasada primum non nocere — nie szkodzić innym w obserwowaniu świata. Krytyka krzywdzi, gwałci, szkodzi, narzuca. Krytyka jest agresją. Bywa, że zamienia się w próżne krytykanctwo. Wiadomo, że warunki szkolnictwa w Nepalu są gorsze niż w Polsce, ale wiadomo, że w Polsce są gorsze niż we Francji. Wiadomo, że w Indiach drogi są gorsze niż w Polsce, ale w Polsce są gorsze niż w Niemczech. Wiadomo, że w Bombaju jest dużo żebraków, ale w Stanach Zjednoczonych jest żebraków za dużo jak na amerykańskie bogactwo.
Maithili do niedawna był uważany za jeden z dialektów hindi, ale w 2003 roku uzyskał status języka urzędowego w stanie Bihar. Używa go 30 mln mieszkańców Biharu (pozostali używają hindi) oraz 12% ludności Nepalu, gdzie jest drugim językiem mówionym po nepali. Był używany na dworze królewskim nepalskiej dynastii Mallów. Posiada bogatą literaturę od XIII wieku.
[...]
Nepali jest urzędowym językiem Nepalu (16 mln), ale w Indiach również wywalczył sobie status języka urzędowego (z alfabetem devanagari), gdyż posługuje się nim ludność Sikkimu, około 1/2 mln osób. Przed wyodrębnieniem należał do grupy języków pahari.
[...]
Pahari jest to jeden z tych języków, które dopiero niedawno wywalczyły sobie status języka urzędowego. Pahari określa tak naprawdę całą kolejną grupę języków, więc mówi się o językach pahari. Używane są na niższych piętrach Himalajów, od Indii aż do Nepalu. Bliski językowi nepalskiemu.
[...]
Nepali jest urzędowym językiem Nepalu (16 mln), ale w Indiach również wywalczył sobie status języka urzędowego (z alfabetem devanagari), gdyż posługuje się nim ludność Sikkimu, około 1/2 mln osób. Przed wyodrębnieniem należał do grupy języków pahari.
[...]
Pahari jest to jeden z tych języków, które dopiero niedawno wywalczyły sobie status języka urzędowego. Pahari określa tak naprawdę całą kolejną grupę języków, więc mówi się o językach pahari. Używane są na niższych piętrach Himalajów, od Indii aż do Nepalu. Bliski językowi nepalskiemu.
W XIX wieku naganiacze podprowadzali na tereny łowieckie każdą ilość zwierzyny, a kolonizatorzy bawili się w polowania, które nie były niczym innym jak czystą jatką — nie liczyła się umiejętność szlachetnego dobycia celu, a większość zwierząt była barbarzyńsko dobijana przez siepaczy. Podczas jednego tylko safari w roku 1911, król Jerzy V i jego syn Książę Walii, późniejszy Edward VIII, zabili w dżungli na granicy z Nepalem 39 tygrysów i 18 nosorożców. Kiedy w 1973 roku tworzono Royal Chitwan National Park mający ochronić resztkę tej dżungli, uchowało się tam 20 tygrysów i 100 nosorożców! Polowania były zwykłą zbrodnią, której skutki — wybicie tygrysa bengalskiego, nosorożca i wielu innych gatunków — nie pociągnęły za sobą żadnych konsekwencji. Nie ukarano ani nie napiętnowano kolonizatorów, nie zorganizowano „procesu Norymberskiego” przeciw zbrodni zwierzęciobójstwa — ta historia rozpłynęła się we mgle dziejów.
W Nepalu małe dziewczynki „poślubiają” dzwon.
[...]
Już od dzieciństwa Kumara przyzwyczajałam się do myśli, że poślubi on pannę z Nepalu, Kaszmiru, no, może z Tybetu, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że aż z Polski, z dalekiej Europy.
[...]
Już od dzieciństwa Kumara przyzwyczajałam się do myśli, że poślubi on pannę z Nepalu, Kaszmiru, no, może z Tybetu, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że aż z Polski, z dalekiej Europy.
Lumbini znajduje się w Nepalu, 25 kilometrów od dzisiejszej granicy z Indiami. Asioka uznał, że jest to miejsce urodzenia Śiakjamuniego, mędrca z plemienia Śiakjów, i wystawił granitową kolumnę upamiętniającą ten fakt. Kazał też stawiać liczne klasztory, mające przyjmować pielgrzymów i rozpowszechniać nową naukę. Buddyści odłamu therawada ze Sri Lanki budują tu od wielu lat wielki ośrodek pielgrzymkowo-medytacyjny.
Trasa Indie północne i Nepal jest klasyczną propozycją dla większości turystów, którzy przewidują, iż Indii nie pokochają, a chcą zwiedzić najważniejsze zabytki, takie jak Tadż Mahal, Czerwony Fort w Agrze czy świątynie w Kadżuraho i zobaczyć rzekę Gangę w Varanasi. Trasa jest trochę uciążliwa ze względu na przeludnienie północnych Indii — Uttar Pradesh liczy sobie 180 mln mieszkańców — więc drogi są zakorkowane, zabytki zadeptane, knajpki zatkane, a hotele zarezerwowane, ale poza tym jest to trasa sprawdzona, bez niespodzianek. Zwiedza się jednak głównie Indie muzułmańskie. Nepal natomiast zachwyca (po Indiach!) znikomą liczbą ludności i pięknymi widokami Małych Himalajów.
Buddyjskie Królestwo Lo, przez obcokrajowców nazywane Mustangiem, leży na północ od ośmiotysięczników Annapurny i Daulagiri, na wyżynie między Nepalem a Tybetem. Do 1992 roku nikt nie odwiedzał tej krainy, nieosiągalnej za himalajskim łańcuchem gór o 6000 m n.p.m. wysokości, spowitej nimbem tajemnicy; obecnie zaledwie do tysiąca osób rocznie otrzymuje pozwolenie na pieszą wędrówkę z Jomsom do stolicy. Dziś Mustang jest częścią Nepalu. Szlak łączący Tybet z Indiami, poprzez przełom rzeki Kali Gandaki, należy do wielkich szlaków handlowych Azji — tędy szła słynna tybetańska sól ze słonych jezior na północ od rzeki Cangpo (Brahmaputra) oraz wełna jaków, minerały, herbata i jedwab. Rdzenni mieszkańcy tej ziemi, Lobowie, żyją ostrożnie, nie zakłócając ścisłych praw ekologii — unikają nadmiernej eksploatacji środowiska, a ich maksymą, która stanie się też naszą, jest:Z Chhuksang do Samar (3700 m). Ścieżka opuszcza dolinę i wspina się do uroczej, przyklejonej do zbocza wioseczki Chele. Mijamy coraz mniejsze skupiska ludzkie, kaniony potoków himalajskich z rwącą wodą (gdyby tak przemienić to nepalskie „białe złoto” w energię elektryczną, to jakże bogatym krajem byłby Nepal). Przechodzimy wskroś kolczastych krzewów, postrzępionych skał i białych obłoków, a wciąż widać północne ściany masywu Annapurny. Dochodzimy do wioski Samar, dokąd chętnie docierają ornitolodzy, by obserwować rzadkie drapieżne ptaki. Nocleg w guest house.
[...]
Rano — lot samolotem z Jomsom do Pokhary. Przejazd autobusem z Pokhary do Katmandu przez centralną część Nepalu, jedną z najpiękniejszych tras górskich. Po drodze, dla chętnych: wypoczynkowy rafting na rzece Trisuli (25$). Nocleg w Katmandu.
[...]
Rano — lot samolotem z Jomsom do Pokhary. Przejazd autobusem z Pokhary do Katmandu przez centralną część Nepalu, jedną z najpiękniejszych tras górskich. Po drodze, dla chętnych: wypoczynkowy rafting na rzece Trisuli (25$). Nocleg w Katmandu.
pozdrowienie używane w Indiach i Nepalu na powitanie i na pożegnanie
Najdalej na południu położonym państwem zarządzanym przez dynastię radżpucką był Majsur, gdzie do dziś żyje, choć nie sprawuje władzy nad państwem, maharadża z dynastii Wadijar, a państwem leżącym najdalej na północy jest Nepal, gdzie dynastia Gurkhów właśnie zakończyła swe panowanie — 28 maja 2008 abdykował Gyanendra Bir Bikram Shah Dev.
Jedna z hipotez mówi, że nie stosowali się do prawa, dharmy, to znaczy nie dopełniali obowiązków klanowych, związanych ze składaniem ofiar lub rytuałem oczyszczenia przez ogień. Jest to prawdopodobne, bowiem właśnie między V a VIII wiekiem trwał proces wielkiego powrotu do wypełniania dharmy różnorodnych plemion radżpuckich. Romowie być może odmawiali złożenia przed braminami ofiary przebłagalnej (co było kosztowne) i zostali wykluczeni z wielkiej aryjskiej wspólnoty plemion… Ponieważ jednak opuścili Indie dopiero w XI-XII wieku, to jest bardziej prawdopodobne, że uchodzili przed Afganami. Podobnie przed muzułmanami afgańskimi uciekali hinduscy Gurkhowie, osiedlając się w cichym i dalekim od inwazji Nepalu.
Maharadża dawnego Kaszmiru, jeden z najbardziej światłych ludzi epoki, dr Karan Singh jest pisarzem i myślicielem (z doktoratem na temat myśli politycznej Sri Aurobindo), zaangażowanym we wszystkie ważne wydarzenia polityczne swego kraju. Był negocjatorem w konflikcie nepalskim, po zamordowaniu króla Nepalu w 2001, gdyż jego żona jest córką wysokiego generała armii nepalskiej.Sikhowie
Obraz na tkaninie o tematyce religijnej, wieszany nad ołtarzami bóstw w Tybecie, Nepalu, Bhutanie i Sikkimie.
Oudh daty
systematyczna eksploatacja Indii i zabór kolejnych indyjskich państw — Majsuru 1799, Sindu 1843, Pendżabu 1848 i Oudh 1856
Pakistan Anglicy w Indiach, Arjowie, Dara Szikoh, daty, Drawidowie, India, języki, maharadżowie, Mahatma Gandhi, mieszkańcy, muzułmanie, Partition 1947, Radżputowie, Romowie, Sikhowie, Stany Książęce Indii
Idąc wciąż za przykładem Robert Clive'a, kolejnym państwem indyjskim, zdobytym w 1843 roku w wojnie zaborczej prowadzonej przez Kompanię, był Sind (część dzisiejszego Pakistanu) — było to preludium do zwykłej już aneksji suwerennego państwa Sikhów, Pendżabu, dokonanej w 1848 roku przez Markiza Dalhousie (1848-1856). Jako wybitny Gubernator Generalny Indii był on twórcą prawdziwie kolonialnej polityki i imperialnej administracji, która ostatecznie okazała się nazbyt kosztowna. Za jego rządów Kompania została praktycznie zduszona i ostatecznie rozdzielono zarządy. Utworzono nowe stanowisko — zarządcy Bengalu, pod mianem wice-gubernatora (1854), który jednak był całkowicie zależny od politycznej funkcji gubernatora generalnego Indii. Markiz Dalhousie dokonał też ostatecznego podboju Birmy. To on wprowadził prawo doctrine of lapse, na mocy którego Brytyjczycy mogli dokonać aneksji każdego państwa, które nie posiadało męskiego następcy tronu. Otworzyło to drogę do wszelkich nadużyć, gdyż wiele państewek i księstw indyjskich korzystało z tradycji adopcji. W 1849 roku dokonano aneksji Satary i Sambalpuru, a w 1853 — Dżansi (Jhansi) i Nagpuru. Za jego rządów wszystkie brytyjskie ośrodki połączono telegrafem, stworzono imperialny system urzędów pocztowych i wprowadzono znaczki pocztowe, w 1855 roku otwarto pierwszą linię kolejową, budowano drogi i mosty. Została zdecydowanie ograniczona suwerenność wszystkich praktycznie indyjskich państewek. W 1856 roku zmuszono do abdykacji króla prowincji Oudh, którą włączono do posiadłości angielskich, prowincję niezależną od 1818 roku, zarządzaną w tym ostatnim okresie przez hinduskich Marathów, a obejmującą starożytne królestwa Awadhi i Kośala ze stolicą w Ajodhji. Wprawdzie została w XII wieku podbita przez muzułmanów i włączona do Sułtanatu Delhijskiego, ale zachowała wielkie tradycje cywilizacji hindu. Wadżid Ali Szach, ostatni król Oudh, był poetą piszącym w języku urdu, ale też sybarytą kochającym kobiety — jego harem liczył ich 300.
[...]
W 1947 roku, kiedy Indie odzyskały niepodległość, Jerzy VI zrzekł się tytułu cesarza Indii, ale pozostał królem Indii i królem Pakistanu. Dopiero w 1950 roku, kiedy Indie stały się republiką, Jerzy VI stracił tytuł królewski.
[...]
Wszechindyjska Liga Muzułmańska powstała w 1900 roku w Bombaju; poparła ona Wielką Brytanię w I wojnie światowej. Ali Jinnah odwołał się do tego faktu, kiedy kiełkował pomysł na utworzenie państwa Pakistan, a od 1933 roku wzmaga się walka o kraj dla muzułmanów indyjskich.
[...]
W 1947 roku, kiedy Indie odzyskały niepodległość, Jerzy VI zrzekł się tytułu cesarza Indii, ale pozostał królem Indii i królem Pakistanu. Dopiero w 1950 roku, kiedy Indie stały się republiką, Jerzy VI stracił tytuł królewski.
[...]
Wszechindyjska Liga Muzułmańska powstała w 1900 roku w Bombaju; poparła ona Wielką Brytanię w I wojnie światowej. Ali Jinnah odwołał się do tego faktu, kiedy kiełkował pomysł na utworzenie państwa Pakistan, a od 1933 roku wzmaga się walka o kraj dla muzułmanów indyjskich.
Cywilizacja doliny Indusu powstała w tym samym czasie, co cywilizacje starożytnej Mezopotamii i Egiptu. Miasta Harappa i Mohendżo Daro, oddalone od siebie o 640 km, leżały nad rzeką Indus, która dziś płynie przez pustynne już rejony Pakistanu nieco innym korytem. W tamtych czasach były to tereny dobrze nawodnione, nazywane rejonem Siedmiu Rzek. Miasta miały regularnie rozplanowane ulice ze znakomitą siecią kanalizacji i imponującym systemem usuwania nieczystości. Domy z cegły mułowej, umieszczone szeregowo, były obszerne i wygodne, a największym pomieszczeniem były łazienki z bieżącą wodą, basenem i sauną — wszystko to świadczy o wysokim poziomie technologicznym tej na wskroś miejskiej cywilizacji. Osiągnięcia sanitarno-portowe mogą rywalizować z tym, co wybudowali później Rzymianie — wielka łaźnia w Mohendżo Daro miała 83 m2 powierzchni, imponujących rozmiarów był dok dla statków w Lothal. Cywilizacja ta była „surowa, śmiała i niestandardowa”, ale nie militarna, gdyż nie znaleziono żadnej broni. Ogromne spichlerze ulokowane w centrum miasta spełniały zapewne funkcję banków. Według brytyjskich archeologów, zabytki te są częścią największego „eksperymentu politycznego przed powstaniem imperium rzymskiego”.
…nie byłoby Pakistanu, nie powstałby Bangladesz, nie doszłoby do bratobójczych wojen.
pierwszy dzień niepodległości Indii i Podział — powstaje Pakistan i Pakistan Wschodni
[...]
pierwsza próba nuklearna na pustyni Thar na granicy z Pakistanem
[...]
Indie ogłaszają posiadanie broni jądrowej (o jeden dzień później niż ogłosił ten fakt Pakistan)
[...]
pierwsza próba nuklearna na pustyni Thar na granicy z Pakistanem
[...]
Indie ogłaszają posiadanie broni jądrowej (o jeden dzień później niż ogłosił ten fakt Pakistan)
Pierwotnie nazwa Drawidowie odnosiła się tylko do mieszkańców Tamil Nadu, ale dziś obejmuje pozostałe historyczne regiony Indii południowych, stany: Keralę, Karnatakę i Andhra Pradesh. Wysepki ludności pochodzenia drawidyjskiego, nikłe społeczności wiejskie, rozsiane są na całym obszarze Dekanu aż po Maharashtrę i zachodni Pakistan (ludność tubylcza mówiąca językiem brahui).
[...]
Stanowiska archeologiczne badające miasta doliny Indusu zamknięto wskutek wybuchu II wojny światowej, a później nie zostały otwarte z powodu przejęcia tego regionu przez Pakistan w 1947 roku. Rząd Pakistanu nie wyrażał przez długi czas zgody na uruchomienie stanowisk. Dopiero w latach 60., pod wpływem nacisków międzynarodowych, zwłaszcza angielskich, uczeni indyjscy mogli dalej poprowadzić badania nad początkiem swojej cywilizacji, gdyż nie ma wątpliwości, iż była ona na wskroś indyjska. Wiele skarbów bezpowrotnie przepadło — Pakistańczycy przeprowadzali próby nuklearne na pustyni Thar, a wcześniej, w XIX wieku, wykorzystali potężne bloki kamienne z portu Lothal do budowy podkładów dla linii kolejowej Lahore-Multan. Dzisiejsze odkrycia zbulwersowały naszą wiedzę o rzekomym prymacie cywilizacji indoeuropejskiej nad indyjską. Odkryto ogromną ilość stanowisk na terenie dzisiejszych Indii (około 2 tysiące) na półwyspie Kathiawar w Gudżaracie i w Zatoce Kambajskiej, wprawdzie znacznie uboższych, ale świadczących o jej wielkim zasięgu. W Radżastanie, na północ od Bikaneru, odsłonięto spod piasków pustyni Kalibangan, najstarsze miasto harappejskie położone na terenie Indii. Podczas wykopalisk (1961-1969), odsłoniły się ślady uprawiania ziemi drewnianym pługiem, datowane na 3000 p.n.e. i świadczące o wysokiej kulturze rolniczej. Znaleziono też śliczny gliniany gwizdek w kształcie odlatującego ptaka.
[...]
Stanowiska archeologiczne badające miasta doliny Indusu zamknięto wskutek wybuchu II wojny światowej, a później nie zostały otwarte z powodu przejęcia tego regionu przez Pakistan w 1947 roku. Rząd Pakistanu nie wyrażał przez długi czas zgody na uruchomienie stanowisk. Dopiero w latach 60., pod wpływem nacisków międzynarodowych, zwłaszcza angielskich, uczeni indyjscy mogli dalej poprowadzić badania nad początkiem swojej cywilizacji, gdyż nie ma wątpliwości, iż była ona na wskroś indyjska. Wiele skarbów bezpowrotnie przepadło — Pakistańczycy przeprowadzali próby nuklearne na pustyni Thar, a wcześniej, w XIX wieku, wykorzystali potężne bloki kamienne z portu Lothal do budowy podkładów dla linii kolejowej Lahore-Multan. Dzisiejsze odkrycia zbulwersowały naszą wiedzę o rzekomym prymacie cywilizacji indoeuropejskiej nad indyjską. Odkryto ogromną ilość stanowisk na terenie dzisiejszych Indii (około 2 tysiące) na półwyspie Kathiawar w Gudżaracie i w Zatoce Kambajskiej, wprawdzie znacznie uboższych, ale świadczących o jej wielkim zasięgu. W Radżastanie, na północ od Bikaneru, odsłonięto spod piasków pustyni Kalibangan, najstarsze miasto harappejskie położone na terenie Indii. Podczas wykopalisk (1961-1969), odsłoniły się ślady uprawiania ziemi drewnianym pługiem, datowane na 3000 p.n.e. i świadczące o wysokiej kulturze rolniczej. Znaleziono też śliczny gliniany gwizdek w kształcie odlatującego ptaka.
Rzeka Ganga jest matką Indii, a (utraconym) ojcem — rzeka Indus, dziś — w Pakistanie.
[...]
Kiedy Indie odzyskały niepodległość, Mahatma Gandhi chciał wrócić do nazwy Hindustan (obok Pakistanu muzułmanów i śnionego Khalistanu Sikhów, a także Radżastanu, kraju radżów). Indyjscy muzułmanie nie mogli zgodzić się na taką nazwę państwa, gdyż oznaczałoby to, że Indie są zamieszkałe wyłącznie przez wyznawców religii hindu.
[...]
Kiedy Indie odzyskały niepodległość, Mahatma Gandhi chciał wrócić do nazwy Hindustan (obok Pakistanu muzułmanów i śnionego Khalistanu Sikhów, a także Radżastanu, kraju radżów). Indyjscy muzułmanie nie mogli zgodzić się na taką nazwę państwa, gdyż oznaczałoby to, że Indie są zamieszkałe wyłącznie przez wyznawców religii hindu.
Język brahui, którym posługują się społeczności (około 2 miliony osób) zamieszkałe w centralnym Beludżystanie (zachodni Pakistan) oraz w Afganistanie i Iranie (200 tysięcy) jest na razie jedynym niezbitym dowodem potwierdzającym tezę, że języki drawidyjskie pochodzą znad Indusu. I co za tym idzie, że Drawidowie są niekwestionowanymi spadkobiercami budowniczych tej cywilizacji.
[...]
Urdu był w XIX wieku oficjalnym językiem dworu w Bihar, dzięki czemu stał się językiem kręgów arystokratycznych. Dziś jest urzędowym językiem Pakistanu, gdzie nabywa wyrafinowaną i bogatą formę, a pisarze podkreślają rozłam między urdu pakistańskim i urdu indyjskich muzułmanów. Ma składnię języka hindi, słownictwo przejęte z perskiego i tureckiego, a zapis literami alfabetu persko-arabskiego. Używany początkowo przez muzułmanów, którzy zdobywali Dekan, z czasem stał się językiem wszystkich muzułmanów indyjskich. Tureckie ordo, co znaczy królewski obóz, wyraźnie wskazuje, że język ten zrodził się w obozach wojskowych jako narzędzie porozumienia najemników. Od XVIII wieku pisali w tym języku niektórzy poeci sufi. Posługuje się nim 160 mln osób, w tym 60-80 mln w Pendżabie (Indie) i tyleż samo w Pakistanie.
[...]
Urdu był w XIX wieku oficjalnym językiem dworu w Bihar, dzięki czemu stał się językiem kręgów arystokratycznych. Dziś jest urzędowym językiem Pakistanu, gdzie nabywa wyrafinowaną i bogatą formę, a pisarze podkreślają rozłam między urdu pakistańskim i urdu indyjskich muzułmanów. Ma składnię języka hindi, słownictwo przejęte z perskiego i tureckiego, a zapis literami alfabetu persko-arabskiego. Używany początkowo przez muzułmanów, którzy zdobywali Dekan, z czasem stał się językiem wszystkich muzułmanów indyjskich. Tureckie ordo, co znaczy królewski obóz, wyraźnie wskazuje, że język ten zrodził się w obozach wojskowych jako narzędzie porozumienia najemników. Od XVIII wieku pisali w tym języku niektórzy poeci sufi. Posługuje się nim 160 mln osób, w tym 60-80 mln w Pendżabie (Indie) i tyleż samo w Pakistanie.
Do 14 sierpnia 1947 roku mniej lub bardziej samodzielni książęta indyjscy sprawowali władzę nad 1/3 terytorium Indii, mając pod swoim zarządem około 100 milionów dusz mieszkających w 565 Princely States of India, Etats princiers des Indes, Stanach Książęcych Indii, z których niektóre były tak wielkie jak Francja czy Włochy (Hajdarabad, Jammu & Kaszmir), czy jak Belgia i Holandia razem wzięte (Dżajpur), a inne tak maleńkie jak Angora czy Liechtenstein (Bhaktapur, Orczia). W 1947 roku Stany Książęce, de facto ich władcy, wchodzili do Federacji Indyjskiej dobrowolnie i pozostawiono im wybór czy chcą przynależeć do Federacji Indyjskiej czy do Pakistanu, nie pozostawiono natomiast wyboru kontynuacji suwerenności.
Uczestniczył w negocjacjach dotyczących odzyskania niepodległości — był żarliwym przeciwnikiem podziału Indii i podział ten uznał za swą osobistą porażkę (wspierane przez Anglików odłączenie się Pakistanu od Indii). Usiłował doprowadzić do zaprzestania konfrontacji na tle religijnym między muzułmanami i hindusami poprzez protestacyjne głodówki (uratował obie społeczności w Kalkucie i w Delhi), ale poległ ostatecznie na tym właśnie polu. W styczniu 1948 roku został zastrzelony przez hinduskiego fanatyka, który miał mu za złe obronę interesów muzułmanów w Indiach.
Pod koniec 4 tysiąclecia p.n.e. pojawiły się grupy migracyjne z Iranu, osiedlające się nad prawobrzeżnym Indusem — wysocy, postawni, o haczykowatym nosie i hardym spojrzeniu, do dziś stanowiący główną grupę ludności w Indiach północno-zachodnich. Po nich przybyły silne liczebnie grupy różnorodnych plemion indoaryjskich — Indoarjowie są wysocy, jasnoskórzy i długonosi, mieszkają na terenach między Kaszmirem i Radżputaną. Trudno dziś stwierdzić na pewno, czy Dasjowie, ciemnoskóra ludność tubylcza, jest tożsama z rasą drawidyjską. Drawidowie, prawdopodobnie autochtoni, mają skórę bardzo ciemną, hebanową, a nawet całkiem czarną, ale twarze bez rysów negroidalnych; są niscy i drobni, zamieszkują całe Indie południowe. Na pograniczu północno-wschodnim występują grupy mongoloidalne, przybyłe z Mongolii i Chin. Kolowie, Bhilowie i Mundowie to plemiona rodzime; są niskiego wzrostu, ciemnoskóre i wklęsłonose. Po Grekach nie zostało ani śladu (najwyżej na terenach dawnej Baktrii, czyli w dzisiejszym Pakistanie).
Jeśli najazdy muzułmańskie niszczyły od czasu do czasu i niejako po drodze, tradycyjne miejsca kultu hinduizmu i buddyzmu na północy Indii, to Wielcy Mogołowie zniszczyli je metodycznie, systematycznie, programowo, fachowo i z premedytacją. Wejście Babura do Indii było dla subkontynentu wstrząsem, którego skutki trwają do dziś pisze Waldemar Hansen w Pawim tronie — przeczytałam to zdanie w dniu, w którym ogłoszono posiadanie broni atomowej przez Pakistan i nazajutrz — przez Indie…
12 sierpnia 1947 roku Podział stał się faktem i na subkontynencie indyjskim powstały dwa niezależne, suwerenne państwa — okrojone Indie oraz Pakistan Zachodni i Pakistan Wschodni zarządzany surrealistycznie jako jeden kraj. Był to w gruncie rzeczy trójpodział — Indiom odcięto historyczną kolebkę hindusów, dorzecze rzeki Indus oraz brutalnie rozpołowiono i Pendżab i Bengal. Nikt na tym nie zyskał, raczej wszyscy stracili. Mimo to 15 sierpnia świętowano pierwszy dzień niepodległości.
[...]
Państwo muzułmańskie tworzono w pośpiechu, przejęto 17,5 procent majątku dawnych nie podzielonych Indii i jedną trzecią sił zbrojnych. Dwie części, które utworzyły Pakistan, „kraj czystych”, paki, nie miały ze sobą nic wspólnego przed rokiem 1947. Indie nie były przygotowane na rozpad — żadna ze stron nie miała koncepcji granic i praktycznie wszystkie nowe granice były od razu sporne. Należy podkreślić, że granice wcześniejsze — dystryktów, państw, księstw i innych formacji administracyjnych — zostały przeprowadzone przez Wielkich Mogołów w taki sposób, by służyć wyłącznie interesom cesarstwa, a późniejsza brytyjska polityka wygrywała dla siebie wszelkie regionalne i religijne antagonizmy, zrodzone na tym tle za czasów cesarstwa. Granice te przebiegały często niezgodnie z granicami językowymi, kulturowymi i historycznymi poszczególnych regionów. Podział rozognił wszystkie stare rany, a marzenie o prawdziwej wolności dodało siły i buty, by walczyć o tożsamość dawnych krain.
[...]
Pendżab został brutalnie rozcięty — dwie piąte dawnego kraju znalazły się w Indiach, trzy piąte — stały się Pakistanem Zachodnim. Jednak i tu prowincje długo nie mogły ułożyć sobie stosunków między sobą. Słabo zaludniony Beludżystan, zamieszkały przez ludy o niewielkim stopniu integracji, zawsze był w rękach drobnych wodzów wspólnot plemiennych. Mieszkańcy Sindu szczycą się odmienną kulturą i historią, które są nasycone wpływami staroperskimi; posługują się własnym językiem — sindi oraz, w mniejszym stopniu, urdu. Problemem stali się uchodźcy z Indii, w liczbie około 6 milionów, czyli jedna szósta mieszkańców Pakistanu Zachodniego. Rodowici mieszkańcy Pendżabu odgrywali dominującą rolę w administracji indyjsko-angielskiej i w siłach zbrojnych, wielu porzuciło niebawem Pakistan i wbrew swej woli pozostało przy Indiach. Podział Pendżabu był oddzielną tragedią Sikhów, których rodziny nagle znalazły się po dwóch stronach granicy, a Sikhowie po stronie pakistańskiej zostali pozbawieni świątyni w Amritsar.
[...]
Bengal, stara hinduska prowincja najwcześniej zdobyta przez Mogołów, gdzie zdołała się wytworzyć niemalże idealna symbioza między hindusami i muzułmanami, zwłaszcza w obliczu Anglików rezydujących w Kalkucie, wobec których ustanowili oni jeden front, został arbitralnie przecięty na pół i jego wschodnia część stała się Pakistanem Wschodnim. Kraj ten zawsze był trudny do rządzenia ze względu na nikłą komunikację między pojedynczymi wioskami, a wylewy dopływów Gangi w delcie odcinały ludność od wszelkiej władzy centralnej. Większość urzędników wysokiego szczebla i dowódcy armii pochodzili z Pakistanu Zachodniego, wzbudzając tu wrogość. Kulturowa jedność i wspólna historia łączyła wszystkich muzułmanów pomimo wszystko z Bengalem. Ludność muzułmańska posługiwała się językiem bengalskim.
[...]
Jedynym łączącym wszystkich mieszkańców Pakistanu spoiwem miała być jedna religia — islam.
[...]
Dziś w Pakistanie wciąż nie ma narodu, są muzułmanie. A Podział trwa.
[...]
Utworzenie samodzielnego państwa Pakistan, wyłonionego sztucznie ze, zdawało się, nierozerwalnego ciała subkontynentu indyjskiego, otworzyło puszkę Pandory wszystkich praktycznie nacjonalizmów. Oprócz bezpośrednich konsekwencji, takich jak bezmyślne przemieszczenie ludności oraz wojny pakistańsko-indyjskie (islamo-hinduskie), Podział wyzwolił sny o możliwości utworzenia także innych suwerennych państw — Sikhów, Tamilów i Keralczyków.
[...]
Nikt nie chciał Pakistanu z wyjątkiem Jinnaha, nikt nie marzył o suwerennym, osobnym Bengalu. Utworzono te sztuczne państwowości (Bangladesz jest dziś praktycznie kolejnym stanem Indii), ale Sikhowie i Tamilowie z trudem zrezygnowali ze swych marzeń o autonomicznych państwach. Czy na długo?
[...]
Państwo muzułmańskie tworzono w pośpiechu, przejęto 17,5 procent majątku dawnych nie podzielonych Indii i jedną trzecią sił zbrojnych. Dwie części, które utworzyły Pakistan, „kraj czystych”, paki, nie miały ze sobą nic wspólnego przed rokiem 1947. Indie nie były przygotowane na rozpad — żadna ze stron nie miała koncepcji granic i praktycznie wszystkie nowe granice były od razu sporne. Należy podkreślić, że granice wcześniejsze — dystryktów, państw, księstw i innych formacji administracyjnych — zostały przeprowadzone przez Wielkich Mogołów w taki sposób, by służyć wyłącznie interesom cesarstwa, a późniejsza brytyjska polityka wygrywała dla siebie wszelkie regionalne i religijne antagonizmy, zrodzone na tym tle za czasów cesarstwa. Granice te przebiegały często niezgodnie z granicami językowymi, kulturowymi i historycznymi poszczególnych regionów. Podział rozognił wszystkie stare rany, a marzenie o prawdziwej wolności dodało siły i buty, by walczyć o tożsamość dawnych krain.
[...]
Pendżab został brutalnie rozcięty — dwie piąte dawnego kraju znalazły się w Indiach, trzy piąte — stały się Pakistanem Zachodnim. Jednak i tu prowincje długo nie mogły ułożyć sobie stosunków między sobą. Słabo zaludniony Beludżystan, zamieszkały przez ludy o niewielkim stopniu integracji, zawsze był w rękach drobnych wodzów wspólnot plemiennych. Mieszkańcy Sindu szczycą się odmienną kulturą i historią, które są nasycone wpływami staroperskimi; posługują się własnym językiem — sindi oraz, w mniejszym stopniu, urdu. Problemem stali się uchodźcy z Indii, w liczbie około 6 milionów, czyli jedna szósta mieszkańców Pakistanu Zachodniego. Rodowici mieszkańcy Pendżabu odgrywali dominującą rolę w administracji indyjsko-angielskiej i w siłach zbrojnych, wielu porzuciło niebawem Pakistan i wbrew swej woli pozostało przy Indiach. Podział Pendżabu był oddzielną tragedią Sikhów, których rodziny nagle znalazły się po dwóch stronach granicy, a Sikhowie po stronie pakistańskiej zostali pozbawieni świątyni w Amritsar.
[...]
Bengal, stara hinduska prowincja najwcześniej zdobyta przez Mogołów, gdzie zdołała się wytworzyć niemalże idealna symbioza między hindusami i muzułmanami, zwłaszcza w obliczu Anglików rezydujących w Kalkucie, wobec których ustanowili oni jeden front, został arbitralnie przecięty na pół i jego wschodnia część stała się Pakistanem Wschodnim. Kraj ten zawsze był trudny do rządzenia ze względu na nikłą komunikację między pojedynczymi wioskami, a wylewy dopływów Gangi w delcie odcinały ludność od wszelkiej władzy centralnej. Większość urzędników wysokiego szczebla i dowódcy armii pochodzili z Pakistanu Zachodniego, wzbudzając tu wrogość. Kulturowa jedność i wspólna historia łączyła wszystkich muzułmanów pomimo wszystko z Bengalem. Ludność muzułmańska posługiwała się językiem bengalskim.
[...]
Jedynym łączącym wszystkich mieszkańców Pakistanu spoiwem miała być jedna religia — islam.
[...]
Dziś w Pakistanie wciąż nie ma narodu, są muzułmanie. A Podział trwa.
[...]
Utworzenie samodzielnego państwa Pakistan, wyłonionego sztucznie ze, zdawało się, nierozerwalnego ciała subkontynentu indyjskiego, otworzyło puszkę Pandory wszystkich praktycznie nacjonalizmów. Oprócz bezpośrednich konsekwencji, takich jak bezmyślne przemieszczenie ludności oraz wojny pakistańsko-indyjskie (islamo-hinduskie), Podział wyzwolił sny o możliwości utworzenia także innych suwerennych państw — Sikhów, Tamilów i Keralczyków.
[...]
Nikt nie chciał Pakistanu z wyjątkiem Jinnaha, nikt nie marzył o suwerennym, osobnym Bengalu. Utworzono te sztuczne państwowości (Bangladesz jest dziś praktycznie kolejnym stanem Indii), ale Sikhowie i Tamilowie z trudem zrezygnowali ze swych marzeń o autonomicznych państwach. Czy na długo?
W tyglu Azji Środkowej mieszały się rasy, języki i obyczaje, a plemiona raz po raz sprzymierzały się w rozmaite konfederacje i tworzyły różne kombinacje wojskowe, które parły do przodu i zagarniały coraz to nowe ziemie. W tamtych czasach nie było ani Afganistanu ani Pakistanu, tereny te również należały do Indii i były miejscem spotkań wszystkich przybyszów, którzy wcześniej czy później szli dalej do Indii, wlewając się na subkontynent przez słynny przesmyk Kyber. Zatrzymały się tam ludy indoeuropejskie, a za nimi miedzy VII a III wiekiem p.n.e. Scytowie, później Grecy, Partowie i Kuszanowie, lud irański pochodzący ze stepów Azji, który między I a III wiekiem n.e. utworzył dobrze zorganizowaną federację państw pod wodzą Kaniszki (127-147n.e.), którego dzieło było kontynuowane przez indyjską dynastię Guptów. Od V wieku pojawiają się znowu ludy irańskie — Śwetahunowie (przez Greków nazwani Heftalitami, a przez nas — Białymi Hunami), którzy zdominowali wszystkie osiadłe tam ludy i utworzyli silną organizację plemienną na terenie Afganistanu. Stąd wtargnęli do Indii niszcząc osady Doabu, Bengal i Bihar, zadając śmiertelny cios państwu Guptów, które zniknęło z dziejów na początku VI wieku. Przez jakieś trzydzieści lat zachodnie Indie znalazły się pod królami huńskimi, ale konfederacja radżów północnoindyjskich odniosła nad nimi druzgocące zwycięstwo w 528 roku. Ich impet został całkowicie wyhamowany, zostali odrzuceni aż do Kaszmiru, gdzie niebawem lud ten utracił swą odrębność i został wchłonięty przez mieszankę ludności miejscowej. Wszystkich obcych, którzy przybyli od północnego zachodu i z Hindukuszu, głównie Scytów, Partów, Saków i Hunów, osiedlających się na granicach Indii Zachodnich nazywano Śaka. Śwetahunowie najmniej zasymilowali się w Pendżabie i można przyjąć, że dzisiejsi Sikhowie są ich najbliższymi potomkami.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
[...]
Muhammad Ali Jinnah liczył na połączenie się Dżodhpuru z Pakistanem w 1947 roku, i maharadża wahał się, ale arystokracja i wyżsi urzędnicy byli temu całkowicie przeciwni motywując tym, że ludność była w przeważającej części hinduska. Obecny maharadża Gadż Singh II jest 38 w dynastii.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
[...]
Muhammad Ali Jinnah liczył na połączenie się Dżodhpuru z Pakistanem w 1947 roku, i maharadża wahał się, ale arystokracja i wyżsi urzędnicy byli temu całkowicie przeciwni motywując tym, że ludność była w przeważającej części hinduska. Obecny maharadża Gadż Singh II jest 38 w dynastii.
Wiadomo, że przywędrowali z północno-zachodnich Indii, z historycznego regionu Sindh (dzisiejszy Pakistan), leżącego między Persją a Indiami. Już w 1927 językoznawcy udowodnili, że fonetyka języka cygańskiego wykazuje bliski związek z centralną grupą języków hindi oraz z językiem perskim. Język ten uformował się około V wieku. Czy sami zadecydowali o swojej wędrówce czy zostali wypędzeni i za co — nie wiadomo.
19 lutego 1846 roku Brytyjczycy rozpoczęli rzeź, a rzeka Satledż spłynęła krwią. Podpisano traktat w Lahore. Dżammu i Kaszmir sprzedano Gulabowi Singhowi (za 68 lakhów rupii), którego potomkowie władali Kaszmirem aż do Podziału w 1947 roku, nie godząc się na przyłączenie tych ziem do Pakistanu. W Lahore stanęły wojska brytyjskie, ustanowiono rząd. Dalip Singh był czwartym uznanym synem maharadży, urodził się 6 września 1838 roku z rani Dżindan, ulubionej tancerki władcy. Brutalnie rozłączono go z matką, którą zobaczył ponownie dopiero po trzynastu latach. W 1847 roku otrzymał kuratelę rządu brytyjskiego i godność radży.
[...]
Sikhowie nie zdołali utrzymać swego państwa, które zostało starte na proch w trzech obrotach koła historii: pierwszy, to aneksja Pendżabu przez Anglików w 1849 roku, preludium do przejęcia Indii przez Imperium Brytyjskie. Drugi to dramatyczny Podział w 1947 roku, rozdzierający jednolity kawałek ziemi pomiędzy dwa państwa — islamski Pakistan i w większości hinduskie, demokratyczne Indie; Sikhowie zwalczali wtedy zaciekle muzułmanów z niepojętym, jak na teoretyczne założenia ich religii, okrucieństwem, lecz raczej nie podnosili miecza na hindusów. I wreszcie trzeci obrót koła historii — podział przeprowadzony pokojowo reformą administracyjną w 1966 roku, kiedy to część indyjską podzielono jeszcze na dwa stany: Himachal Pradesh i Harjanę z ludnością mówiącą w hindi i wyznającą religie hindu oraz par excellence sikhijski Pendżab.
[...]
Sikhowie nie zdołali utrzymać swego państwa, które zostało starte na proch w trzech obrotach koła historii: pierwszy, to aneksja Pendżabu przez Anglików w 1849 roku, preludium do przejęcia Indii przez Imperium Brytyjskie. Drugi to dramatyczny Podział w 1947 roku, rozdzierający jednolity kawałek ziemi pomiędzy dwa państwa — islamski Pakistan i w większości hinduskie, demokratyczne Indie; Sikhowie zwalczali wtedy zaciekle muzułmanów z niepojętym, jak na teoretyczne założenia ich religii, okrucieństwem, lecz raczej nie podnosili miecza na hindusów. I wreszcie trzeci obrót koła historii — podział przeprowadzony pokojowo reformą administracyjną w 1966 roku, kiedy to część indyjską podzielono jeszcze na dwa stany: Himachal Pradesh i Harjanę z ludnością mówiącą w hindi i wyznającą religie hindu oraz par excellence sikhijski Pendżab.
W 1947 roku, ówczesny maharadża Hari Singh stanął przed dramatyczną decyzją: czy włączyć swoje księstwo do Indii czy do Pakistanu. Podjął jednoosobową decyzję o przyłączeniu się do demokratycznych Indii. W ramach Podziału część terytorium przeszła jednak pod zarząd Pakistanu, a większość, o powierzchni 226 013 km2 pozostała w Indiach. Muzułmańska ludność indyjskiego Kaszmiru była zdecydowanie przeciwna tej decyzji, uzasadniając jej nieważność poprzez fakt podjęcia jej przez władcę wyznającego religię hindu. Ludność pakistańskiego Kaszmiru rozpoczęła walkę o odebranie części indyjskiej — konfliktom i wojnom o Kaszmir nie było końca i do niedawna nienawiść rozdzierała naród leżący po dwóch stronach granicy (wytyczonej przez Lorda Mountbattena).
Pakistan Wschodni daty, Partition 1947
pierwszy dzień niepodległości Indii i Podział — powstaje Pakistan i Pakistan Wschodni
[...]
w wyniku indyjskiej akcji militarnej powstaje Bangladesz (dawny Pakistan Wschodni )
[...]
w wyniku indyjskiej akcji militarnej powstaje Bangladesz (dawny Pakistan Wschodni )
12 sierpnia 1947 roku Podział stał się faktem i na subkontynencie indyjskim powstały dwa niezależne, suwerenne państwa — okrojone Indie oraz Pakistan Zachodni i Pakistan Wschodni zarządzany surrealistycznie jako jeden kraj. Był to w gruncie rzeczy trójpodział — Indiom odcięto historyczną kolebkę hindusów, dorzecze rzeki Indus oraz brutalnie rozpołowiono i Pendżab i Bengal. Nikt na tym nie zyskał, raczej wszyscy stracili. Mimo to 15 sierpnia świętowano pierwszy dzień niepodległości.
[...]
Bengal, stara hinduska prowincja najwcześniej zdobyta przez Mogołów, gdzie zdołała się wytworzyć niemalże idealna symbioza między hindusami i muzułmanami, zwłaszcza w obliczu Anglików rezydujących w Kalkucie, wobec których ustanowili oni jeden front, został arbitralnie przecięty na pół i jego wschodnia część stała się Pakistanem Wschodnim. Kraj ten zawsze był trudny do rządzenia ze względu na nikłą komunikację między pojedynczymi wioskami, a wylewy dopływów Gangi w delcie odcinały ludność od wszelkiej władzy centralnej. Większość urzędników wysokiego szczebla i dowódcy armii pochodzili z Pakistanu Zachodniego, wzbudzając tu wrogość. Kulturowa jedność i wspólna historia łączyła wszystkich muzułmanów pomimo wszystko z Bengalem. Ludność muzułmańska posługiwała się językiem bengalskim.
[...]
W 1970 roku w Pakistanie Wschodnim doszło do wybuchu zbrojnego powstania, w wyniku którego kraj ten oderwał się od przyrodniego brata przy pomocy błyskawicznej interwencji (13 dni) armii indyjskiej przysłanej przez Indirę Gandhi. Stał się Bangla Deśiem, krajem bengalczyków.
[...]
Bengal, stara hinduska prowincja najwcześniej zdobyta przez Mogołów, gdzie zdołała się wytworzyć niemalże idealna symbioza między hindusami i muzułmanami, zwłaszcza w obliczu Anglików rezydujących w Kalkucie, wobec których ustanowili oni jeden front, został arbitralnie przecięty na pół i jego wschodnia część stała się Pakistanem Wschodnim. Kraj ten zawsze był trudny do rządzenia ze względu na nikłą komunikację między pojedynczymi wioskami, a wylewy dopływów Gangi w delcie odcinały ludność od wszelkiej władzy centralnej. Większość urzędników wysokiego szczebla i dowódcy armii pochodzili z Pakistanu Zachodniego, wzbudzając tu wrogość. Kulturowa jedność i wspólna historia łączyła wszystkich muzułmanów pomimo wszystko z Bengalem. Ludność muzułmańska posługiwała się językiem bengalskim.
[...]
W 1970 roku w Pakistanie Wschodnim doszło do wybuchu zbrojnego powstania, w wyniku którego kraj ten oderwał się od przyrodniego brata przy pomocy błyskawicznej interwencji (13 dni) armii indyjskiej przysłanej przez Indirę Gandhi. Stał się Bangla Deśiem, krajem bengalczyków.
Pandja miejsca sacrum
Minakszi, „o oczach w kształcie ryby”, córka jakoby jednego z władców Pandja, od urodzenia miała trzy piersi. Przepowiedziano, że jedna zniknie w dniu, w którym dziewczyna spotka swego przyszłego męża. I spotkała Śiwę na Górze Kailasa. Śiwy kazał jej powrócić do Maduraju, a sam przybył trzy dni później, by Minakszi poślubić. Tę przedaryjską, może drawidyjską, boginię bramini przemianowali na Parwati i wprowadzili do panteonu hindu. Codziennie wieczorem odbywa się tu niezwykła pudża, podczas której pudżarini przenoszą w srebrnej lektyce posąg Sundareśwary do sypialni bogini, by rano odnieść go z powrotem do siebie; raz w roku odbywa się ceremonia zaślubin boskiej pary.kraj Czolów
Pańczala Mahabharata
Nauki Gautamy Siddharthy (563-483 p.n.e.), późniejszego Buddy, który żył i nauczał w królestwie Magadha, oddalonym od Kuru tylko o trzy inne państwa — Pańczalę, Kośalę z Ajodhją oraz Kaśi z Waranasi, nie mogły być dla braminów ani nowe, ani nawet niezwykłe. Budda nie wygłosił w Sarnath koło Waranasi nic takiego, co nie było zawarte w świętych pieśniach hindu. Dzięki własnemu doświadczeniu zrozumiał na czym polega cierpienie (dukkha) zrodzone z pożądania i dał narzędzia pozwalające przekroczyć matnię umysłu. O tym, o czym mówił Budda wyśpiewała już wcześniej chociażby upaniszada Maitri. Ale był jednym z wielu ksiatrijów, którzy odmówili spełniania dharmy w duchu wedyjskim, jak wiadomo w ogóle nie akceptował warn, nie uważał tekstów wedyjskich za święte, za nic miał ryty ognia i składanie ofiar. Ruch przybierał na sile i z czasem osiągnął rozmiary buntu społecznego, dlatego słowa: Mieszkańcy Dwarki postępowali bezwstydnie, grzesząc bez ograniczeń, ubliżając braminom, starszym i nauczycielom. Porzucono czczenie bóstw.
[...]
803 mogły równie dobrze odnosić się do czasów Buddy.
[...]
803 mogły równie dobrze odnosić się do czasów Buddy.
Patiala Stany Książęce Indii
Patiala została utworzona przez Babura, po jego wkroczeniu do Indii. Powierzył on funkcję poborcy podatkowego dla ziem położonych na południowy zachód od Delhi (dziś w Pendżabie) lokalnemu szefowi plemienia o imieniu Ful (był Dżatem zrodzonym z Radżputa i wieśniaczki). Cesarze mogolscy pozostawili tę funkcję rodzinie, która umocniła się i wzbogaciła. Ale dopiero Ala Singh, jako przywódca dużej społeczności Sikhów, wystąpił o przyznanie tytułu radży do ówcześnie panującego szacha w Delhi i otrzymał ten tytuł w 1762 roku. Niewiele lat później, w 1809 roku, następcy oddali się pod protekcję Kompanii Wschodnioindyjskiej.
Pendżab daty
cywilizacja Doabu rozciąga się od Pendżabu po Bihar, powstają miasta Indraprasztha i Benares
[...]
żyje w Pendżabie Guru Nanak, założyciel sikhizmu
[...]
umiera Aurangzeb i kończy się panowanie Wielkich Mogołów nad Niziną Hindustańską, w Kaszmirze, Pendżabie, Bengalu, Radżastanie i Gudżaracie
[...]
systematyczna eksploatacja Indii i zabór kolejnych indyjskich państw — Majsuru 1799, Sindu 1843, Pendżabu 1848 i Oudh 1856
[...]
żyje w Pendżabie Guru Nanak, założyciel sikhizmu
[...]
umiera Aurangzeb i kończy się panowanie Wielkich Mogołów nad Niziną Hindustańską, w Kaszmirze, Pendżabie, Bengalu, Radżastanie i Gudżaracie
[...]
systematyczna eksploatacja Indii i zabór kolejnych indyjskich państw — Majsuru 1799, Sindu 1843, Pendżabu 1848 i Oudh 1856
Pratihara Radżputowie
Wydaje się, że to właśnie przeciw Śwetahunom ludy północno-zachodnich Indii po raz pierwszy stawiły opór i skonsolidowały swe siły, wtedy też zdobyły ogromne doświadczenie militarne. Najazdy pod egidą wodzów huńskich zniszczyły lub rozproszyły dawne wojownicze, ale słabo zorganizowane plemiona Radżputany, a ich miejsce zajęli zasymilowani przybysze różnego pochodzenia i autoramentu. Od nich wywodzi się większość wczesnośredniowiecznych klanów radżpuckich, z których wiele istnieje do dziś. Zbulwersowali oni system warnowy odnawiając aryjską warnę ksiatrijów i przejęli na długie lata organizację państwową terenów rozlokowanych między Azją środkową a Doabem. Od końca V do XI wieku istniał tu słaby twór państwowy nazwany Pratihara od imienia dynastii wywodzącej się z klanu Gurjara przybyłego z Azji Centralnej. W tym samym czasie Niziną Hindustańską, Biharem i Bengalem dowodziła dynastia Pala (750 — XII wiek), a Dekanem i ziemiami nad Morzem Arabskim — dynastia Rashtrakuta (około 700-950).
Rampur Stany Książęce Indii
Państwo Rampur było w rękach nababów z plemienia Patanów, pochodzących z regionu Rohel, położonego między Peshwarem i Afganistanem. Przybyli oni do Indii pod koniec XVII wieku, by splądrować, a następnie zająć nowe tereny. Utworzyli silne państwo, zagrażające nawet prowincji Oudh (dziś Luknau), która od starożytności była znakomicie zagospodarowana. Patanowie zawsze wspierali Anglików, dostarczając za duże pieniądze najemnych żołnierzy, sipajów, do wojsk Kompanii Wschodnioindyjskiej.
[...]
Nazwiska rodowe świadczą niezbicie o wyznawanej religii — bracia Syed Mohammed Ali Khan i Kazim Ali Khan są światłymi muzułmanami, ich małżonki noszą tytuł begam. Powodem ich największej dumy jest niezwykła i ocalała ze wszystkich pogromów biblioteka wschodnich rękopisów (Raza), obejmująca 80 tysięcy ksiąg i 16 tysięcy manuskryptów, między innymi Koran z VII wieku, w językach arabskim, perskim i urdu; biblioteka-diament znajduje się w siedzibie rodowej w Rampur.
[...]
Nazwiska rodowe świadczą niezbicie o wyznawanej religii — bracia Syed Mohammed Ali Khan i Kazim Ali Khan są światłymi muzułmanami, ich małżonki noszą tytuł begam. Powodem ich największej dumy jest niezwykła i ocalała ze wszystkich pogromów biblioteka wschodnich rękopisów (Raza), obejmująca 80 tysięcy ksiąg i 16 tysięcy manuskryptów, między innymi Koran z VII wieku, w językach arabskim, perskim i urdu; biblioteka-diament znajduje się w siedzibie rodowej w Rampur.
Satara Marathowie
Ale spory dynastyczne i ogrom terytorialny państwa doprowadziły do osłabienia jego politycznego znaczenia, a w dodatku rodziła się nowa potęga — angielski kolonializm. Po rozbiciu państwa Majsur w południowych Indiach w 1799 roku, Kompania Wschodnioindyjska skierowała wszystkie swoje siły na zniszczenie potęgi Marathów. Trzy wojny angielsko-marackie, prowadzone między 1779 a 1818 rokiem, doprowadziły do wykrwawienia i rozerwania w strzępy ogromnego terytorium, które zresztą zawsze było konfederacją wolnych księstw. Ostateczne dokumenty podpisano w 1818 roku, ostatni peszwa musiał oddać Punę pod zarząd rodzącego się Bombaju i tylko maleńkie królestwo Satara zachowało symboliczną niepodległość. Zarządzał nim Pratap Simha, potomek w prostej linii Śiwadżiego Bhonsle. To on przechował do naszych czasów jeden z jego mieczy i kolczugę, w której przed bitwą o Bidżapur w 1659 roku przybył na spotkanie z Afzal Chanem oraz słynne „pazury tygrysa”, które miał ukryte w rękawie i którymi tego wodza rozszarpał.
Sind daty
na północy panuje siakijska dynastia zachodnich satrapów, z której następnie powstaje Radżputana i Sind
[...]
Arabowie zdobywają Sind (dalej już nigdy nie poszli) — ekspansja kupiecka Arabów w kierunku Azji południowo-wschodniej trwa do X wieku, lecz nigdzie nie udaje im się utworzyć trwałych państwowości
[...]
systematyczna eksploatacja Indii i zabór kolejnych indyjskich państw — Majsuru 1799, Sindu 1843, Pendżabu 1848 i Oudh 1856
[...]
Arabowie zdobywają Sind (dalej już nigdy nie poszli) — ekspansja kupiecka Arabów w kierunku Azji południowo-wschodniej trwa do X wieku, lecz nigdzie nie udaje im się utworzyć trwałych państwowości
[...]
systematyczna eksploatacja Indii i zabór kolejnych indyjskich państw — Majsuru 1799, Sindu 1843, Pendżabu 1848 i Oudh 1856
Sri Lanka daty, Gurkhowie, Hanuman, miejsca sacrum, obrzędy i święta, Rama i Sita, Ramajana, Swami Vijayananda
rozgromienie Tamilskich Tygrysów na Sri Lance
Oddział Gurkhów brał udział w walkach z Tybetem w 1814 roku i spisał się tak dobrze, że Brytyjczycy już od początku XIX wieku zaczęli ich wynajmować do poruczeń i misji specjalnych w szczególnie trudnych regionach i niebezpiecznych sytuacjach. Z dziesięciu pułków jakie znajdowały się w armii brytyjskiej w 1947 roku, cztery zostały przejęte przez Anglików, a sześć pozostało w Indiach. Brytyjscy Gurkhowie składają przysięgę wierności Koronie Brytyjskiej; brali udział w wojnie o Falklandy w 1982 roku. Gurkhowie indyjscy składają przysięgę wierności rządowi Indii; wysłano ich przeciwko Tamilskim Tygrysom na Sri Lance i na Malediwach. Ayo Gurkhali to budzący grozę średniowieczny okrzyk wojenny towarzyszący wyciąganiu noży kukri, a płynąca krew, nektar Mahakali, jest do dziś poświęcana bogini Kali.
Pomagał Ramie odnaleźć Sitę, gdy została porwana na Sri Lankę i był głównym, obok Ramy, bohaterem wielkiej bitwy, w której Rawana i jego rakszasy zostały całkowicie rozbite. Po bitwie Rama chciał zapłacić Hanumanowi za usługę, ale ten odmówił, ciesząc się jednak, że został potraktowany jak dowódca małp, a nie jak sługa niewolnik, któremu nigdy się za usługi nie płaci. Odtąd służył Ramie bezgranicznie oddany i wierny.
[...]
Kiedy po bitwie na Sri Lance zachorował Lakszmana, brat Ramy, Hanuman poleciał w Himalaje po zioła. Przeniósł całą górę, gdyż wtedy jeszcze nie umiał rozróżniać ziół. Ale bardzo szybko nauczył się je zbierać i nawet został aptekarzem i lekarzem. Dawniej leczył rany odniesione w bitwach, a dziś chroni ludzi od wypadków drogowych i wzdłuż wszystkich indyjskich dróg rozlokowane są małe świątynki jemu poświęcone.
[...]
Kiedy po bitwie na Sri Lance zachorował Lakszmana, brat Ramy, Hanuman poleciał w Himalaje po zioła. Przeniósł całą górę, gdyż wtedy jeszcze nie umiał rozróżniać ziół. Ale bardzo szybko nauczył się je zbierać i nawet został aptekarzem i lekarzem. Dawniej leczył rany odniesione w bitwach, a dziś chroni ludzi od wypadków drogowych i wzdłuż wszystkich indyjskich dróg rozlokowane są małe świątynki jemu poświęcone.
Dham boga Ramy znajduje się na południu, w Rameswaram. Ogromnych rozmiarów świątynia Ramanathaswamy wznosi się przy Moście Adama (ciąg wysepek, raf koralowych, mielizn, łach piaskowych i skał podwodnych tworzących „most” między Indiami i Sri Lanką), gdzie Rama postawił jedną stopę, by drugą stopą przejść na Sri Lankę, pokonać demona Rawanę i uwolnić Sitę. Tutaj dokonał ablucji po zabiciu Rawany, a następnie wzniósł lingam na cześć Śiwy. Stąd też rozpoczął wraz z Sitą swój triumfalny powrót do domu, do Ajodhji. Hindusi wdzięczni za zwycięstwo nad demonem (symbol niewiedzy) rozświetlali mu drogę rozpalając lampki oliwne (symbol prawdy). Podczas Diwali, święta światła, w całych Indiach ludzie palą światło na pamiątkę tego mitologicznego zdarzenia.
[...]
Lumbini znajduje się w Nepalu, 25 kilometrów od dzisiejszej granicy z Indiami. Asioka uznał, że jest to miejsce urodzenia Śiakjamuniego, mędrca z plemienia Śiakjów, i wystawił granitową kolumnę upamiętniającą ten fakt. Kazał też stawiać liczne klasztory, mające przyjmować pielgrzymów i rozpowszechniać nową naukę. Buddyści odłamu therawada ze Sri Lanki budują tu od wielu lat wielki ośrodek pielgrzymkowo-medytacyjny.
[...]
Lumbini znajduje się w Nepalu, 25 kilometrów od dzisiejszej granicy z Indiami. Asioka uznał, że jest to miejsce urodzenia Śiakjamuniego, mędrca z plemienia Śiakjów, i wystawił granitową kolumnę upamiętniającą ten fakt. Kazał też stawiać liczne klasztory, mające przyjmować pielgrzymów i rozpowszechniać nową naukę. Buddyści odłamu therawada ze Sri Lanki budują tu od wielu lat wielki ośrodek pielgrzymkowo-medytacyjny.
diwali, dipawali — najważniejsze święto obchodzone w całych Indiach, rozpoczyna się w 14-ty dzień księżycowy miesiąca kartik, po dwóch tygodniach ciemności, gdy księżyc jest w nowiu, a więc w czarnym księżycu, między końcem września a początkiem listopada; dipa to mała lampka oliwna, zaś awali znaczy rząd — podczas święta wszyscy hindusi, niezależnie od wyznawanej religii, wystawiają przed dom rzędy zapalonych lampek oliwnych. Jest to symboliczne zwycięstwo światła nad ciemnością, dobra nad złem, na pamiątkę zwycięstwa boga Ramy nad demonem Rawaną. W opowieści mitologicznej, ludzie uszczęśliwieni tym ostatecznym rozgromieniem zła oświetlali drogę bogu Ramie kiedy powracał w triumfalnym marszu z Sitą, Lakszmaną i Hanumanem ze Sri Lanki do Ajodhji.Ramajana
Cała opowieść o porwaniu Sity i osadzeniu jej na samym krańcu Indii, na Sri Lance, o podróżach Ramy zaglądającego w każdy zakątek Indii w poszukiwaniu żony i o długim jego pobycie na południu zanim powrócił do Ajodhji, cała ta opowieść streszcza „zdobywanie” południa przez ludy indoeuropejskie i przyjmowanie przez nich nowych idei. Jak widzieliśmy, w Mahabharacie został opowiedziany moment dziejowy (trwający 200-300 lat, ale z punktu widzenia mitologii był to moment) całkowitego upadku etosu aryjskiego ksiatriji, z powodu sprzeniewierzenia się dharmie (brak panowania nad emocjami), co pociągnęło za sobą wzajemne wybicie się klanów. Ramajana opowiada, że dano sobie radę z ukróceniem rozpasanych obyczajów tej warstwy społecznej. Społeczeństwo, a zwłaszcza społeczeństwo Indii południowych, zrezygnowało już około VI wieku p.n.e. z wedyjskiego wywyższenia warny ksiatrijów. Dlatego Rama nie ma w sobie już nic z barbarzyństwa Bharatów, a posiada wszystkie cechy Drawidów. Zrealizował nowy obraz ksiatriji: zamiast nieokrzesanego wojownika pojawił się wspomożyciel, miłośnik Dharmy, niedościgły włodarz, nieskazitelny mąż.
[...]
Był młodszym bratem Ramy, a wraz ze swoim bratem-bliźniakiem otrzymali przy urodzeniu jedną czwartą boskiej inkarnacji Wisznu. Dlatego odznaczał się wielką łagodnością, ale i potężną boską siłą przenikliwości pozwalającą ochraniać i służyć. Dla hindusów jest ideałem oddanego brata, który o nic nie pytając łagodzi, rozumie i służy. Był nieodłącznym towarzyszem Ramy i Sity na wygnaniu w lesie, pobierał wraz z nimi stosowne nauki, a kiedy Sita została porwana — udał się z Ramą na poszukiwania i uczestniczył w wielkiej bitwie przeciwko Rawanie. Po zwycięstwie ciężko zachorował i wszyscy obawiali się o jego życie. Mogło mu pomóc tylko jedno zioło, które rosło w Himalajach. W Himalaje poleciał Hanuman, a nie umiejąc rozróżnić owego zioła od wielu innych ziół rosnących na stokach gór, zabrał ze sobą całą górę i przeniósł ją na Sri Lankę, ratując życie Lakszmany.
[...]
Był młodszym bratem Ramy, a wraz ze swoim bratem-bliźniakiem otrzymali przy urodzeniu jedną czwartą boskiej inkarnacji Wisznu. Dlatego odznaczał się wielką łagodnością, ale i potężną boską siłą przenikliwości pozwalającą ochraniać i służyć. Dla hindusów jest ideałem oddanego brata, który o nic nie pytając łagodzi, rozumie i służy. Był nieodłącznym towarzyszem Ramy i Sity na wygnaniu w lesie, pobierał wraz z nimi stosowne nauki, a kiedy Sita została porwana — udał się z Ramą na poszukiwania i uczestniczył w wielkiej bitwie przeciwko Rawanie. Po zwycięstwie ciężko zachorował i wszyscy obawiali się o jego życie. Mogło mu pomóc tylko jedno zioło, które rosło w Himalajach. W Himalaje poleciał Hanuman, a nie umiejąc rozróżnić owego zioła od wielu innych ziół rosnących na stokach gór, zabrał ze sobą całą górę i przeniósł ją na Sri Lankę, ratując życie Lakszmany.
W Lakszmanie zakochała się rakszasi, demonica, ale kiedy poprosiła Sitę o wstawiennictwo za nią u brata męża, Sita odmówiła. To rozzłościło rakszasi, która pożaliła się swemu bratu, wielkiemu Rawanie. Rawana był uosobieniem zła w najczystszej postaci, a w dodatku obdarzonym mocą rozsiewania go i rozprzestrzeniania. Bez pomocy Ramy ludzie nie potrafiliby go ani opanować ani nawet unieszkodliwić. Rawana postanowił pomścić siostrę i wysłał do lasu pięknego, złotego jelonka na przynętę. Kiedy Sita zobaczyła jelonka pobiegła za nim, ale nie mogła go dogonić i poprosiła Ramę, by go upolował. Rama i Lakszmana wyruszyli w pogoń za jelonkiem. Sita została sama i wtedy właśnie Rawana zjechał do niej z przestworzy na lśniącym rydwanie i porwał ją na Sri Lankę. Sita zachowała na tyle przytomności umysłu, że kiedy znalazła się na rydwanie rozerwała naszyjnik z pereł, by znaczyć drogę porwania. Rawana chciał ją tylko przestraszyć, ale Sita była tak piękna, że uległ jej czarowi i ubzdurał sobie, że ją zdobędzie na żonę. Zbudował dla niej piękny szmaragdowy pałac, obezwładniał zapachami, nie żałował kosztownego jadła i wina, a także kadzidełek i obdarowywał kosztownościami. A pałac urządził tak bogato, że nawet jego sklepienia i ścieżki ogrodowe skrzyły się klejnotami.
[...]
Bracia długo w rozpaczy szukali Sity, ale wiedzieli, że muszą szukać pomocy, gdyż sami jej nie odnajdą. Pomogli królowi Sugriwie odzyskać królestwo zagarnięte przez przyrodniego brata, a było to królestwo małp. Sugriwa tak się wzruszył nieszczęściem młodego małżonka, że oddał mu w służbę swego najlepszego generała — Hanumana. Ta dzielna małpa była nie tylko nadzwyczajnie silna i inteligentna, ale potrafiła latać jak ptak. Hanuman wziął sprawy w swoje ręce i dzięki swym małpim zastępom odszukał Sitę na Sri Lance. Nawet odwiedził ją i przyniósł pierścień od Ramy, by wiedziała, że zostanie przez niego uratowana. Rama, Lakszmana i Hanuman zorganizowali wielką wyprawę, zbudowali most na Sri Lankę, by małpy mogły się tam przedostać.
[...]
Doszło do spotkania z Rawaną i rozgorzała mityczna bitwa. Rama doskonale celował, ale za każdym razem, gdy spadała jedna z dziesięciu głów demona zła, odrastały następne. Hanuman swoim ogonem przerzucił ogień na wyspę i Sri Lanka stanęła w płomieniach. Lakszmana zabijał demony z szybkością błyskawicy, ale Rawana był niezniszczalny. Dopiero jego syn, Indrasitu, przerażony demoniczną siłą ojca zdradza Ramie sekret — trzeba wysłać strzałę w pępek Rawany. Kiedy Rama wypuścił ostatnią swą strzałę trafiając w pępek Rawany, ten zachwiał się i upadł. Został pokonany. Sita była wolna i połączyła się z Ramą.
[...]
Rama uwolnił świat od jarzma demona zła i rozpoczął wprowadzanie dharmy, prawa. Wprawdzie podczas wielkiej bitwy zło w czystej postaci zostało rozbite, ale należało je wykorzenić i wypalić. Dopiero po wyplenieniu zła, ludzie mogli osiągnąć spokój na ziemi. Na Sri Lance pozostał Indrasitu i rządził mądrze i sprawiedliwie. Po zabiciu demona, Rama dokonał świętych ablucji i kazał wystawić lingam ku czci Śiwy. Dopiero wtedy ruszył w drogę powrotną.
[...]
Bracia długo w rozpaczy szukali Sity, ale wiedzieli, że muszą szukać pomocy, gdyż sami jej nie odnajdą. Pomogli królowi Sugriwie odzyskać królestwo zagarnięte przez przyrodniego brata, a było to królestwo małp. Sugriwa tak się wzruszył nieszczęściem młodego małżonka, że oddał mu w służbę swego najlepszego generała — Hanumana. Ta dzielna małpa była nie tylko nadzwyczajnie silna i inteligentna, ale potrafiła latać jak ptak. Hanuman wziął sprawy w swoje ręce i dzięki swym małpim zastępom odszukał Sitę na Sri Lance. Nawet odwiedził ją i przyniósł pierścień od Ramy, by wiedziała, że zostanie przez niego uratowana. Rama, Lakszmana i Hanuman zorganizowali wielką wyprawę, zbudowali most na Sri Lankę, by małpy mogły się tam przedostać.
[...]
Doszło do spotkania z Rawaną i rozgorzała mityczna bitwa. Rama doskonale celował, ale za każdym razem, gdy spadała jedna z dziesięciu głów demona zła, odrastały następne. Hanuman swoim ogonem przerzucił ogień na wyspę i Sri Lanka stanęła w płomieniach. Lakszmana zabijał demony z szybkością błyskawicy, ale Rawana był niezniszczalny. Dopiero jego syn, Indrasitu, przerażony demoniczną siłą ojca zdradza Ramie sekret — trzeba wysłać strzałę w pępek Rawany. Kiedy Rama wypuścił ostatnią swą strzałę trafiając w pępek Rawany, ten zachwiał się i upadł. Został pokonany. Sita była wolna i połączyła się z Ramą.
[...]
Rama uwolnił świat od jarzma demona zła i rozpoczął wprowadzanie dharmy, prawa. Wprawdzie podczas wielkiej bitwy zło w czystej postaci zostało rozbite, ale należało je wykorzenić i wypalić. Dopiero po wyplenieniu zła, ludzie mogli osiągnąć spokój na ziemi. Na Sri Lance pozostał Indrasitu i rządził mądrze i sprawiedliwie. Po zabiciu demona, Rama dokonał świętych ablucji i kazał wystawić lingam ku czci Śiwy. Dopiero wtedy ruszył w drogę powrotną.
Urodził się w 1914 roku w Marsylii. Dzieciństwo przeżył w skupieniu religijnym. W wieku dorastania odrzucił katechizm i Kościół Katolicki. Mając 18 lat przeżył pierwszy zachwyt myślą Wschodu czytając Karmajogę Wiwekanandy. Wybrał studia medyczne i zawód lekarza. Prowadził praktykę lekarską koło Marsylii, ale po ośmiu latach pracy przekazał ją swojemu bratu. Studiował dogłębnie buddyzm terawadę i hinduską wedantę. W 1950 roku wybrał się na wakacje duchowe do Indii i na Sri Lankę.
Travancore maharadżowie
Kolonizatorzy podzielili stany książęce na trzy kategorie: 118 stanów mających prawo do jednej salwy, 117 — nie mających prawa do żadnej salwy i 327 wczesnych lokalnych formacji feudalno-plemiennych (tubylcze państewka), zarządzanych prawem dynastycznych sukcesji przez dżagirdarów, thakurów i talukdarów będących często ludźmi znacznie bardziej bogatymi i poważanymi niż niejeden maharadża, któremu służyli. Pięć wyróżnionych wielkich państw-filarów Radżu brytyjskiego mających prawo, podczas oficjalnych uroczystości dworskich, do dwudziestu jeden salw armatnich to Hajdarabad, Majsur, Baroda, Gwalior i Kaszmir, wśród których jedynym władcą pochodzenia radżpuckiego był Wadijar z Majsuru, lecz ani jeden książę wczesnośredniowiecznych rodów samej Radżputany nie został wyróżniony. Oprócz wyżej wymienionych, inne państwa zarządzane z wiekim kunsztem administracyjnym przez hinduskich władców to Travancore, Indore i Bikaner. Wszędzie na dworach indyjskich panowała mieszanka obyczajów hinduskich, mogolskich i bardziej lub mniej angielskich.
Udajpur Radżputowie
Między V a VIII wiekiem trwał wielki proces hinduizacji (czy braminizacji) „nowych” plemion radżpuckich, które przyjęły hinduskie religie i obyczaje i poczęły wstępować na drogę wypełniania dharmy. Większość z nich stała się gorliwymi wyznawcami Kriszny, a Ramę uważała za protoplastę swego rodu. Klany radżpuckie, asymilując się z ludnością, wśród której legendy i mity z czasów wedyjskich były wciąż żywe, zaczęły udowadniać swe pochodzenie od rodów najbardziej starożytnych. Trochę później, w czasach średniowiecza, daje się zauważyć ogromne zainteresowanie i nawet zafascynowanie najdawniejszą historią lokalną, co zaowocowało swoistym „podłączeniem się pod tradycję wedyjską”, rozumianą zresztą jako wyjątkowa szansa wywyższenia swych rodów. Niewątpliwie bramini odegrali w tym nowym procesie mitotwórczym ogromną rolę. W Puranach cytowana jest legendarna dynastia braminów z czasów wedyjskich założona przez Ikszawaku, wnuka Surji, do której mieli należeć władcy Ajodhji, a więc Rama. Ten klan synów słońca, Surjawamsia, wzbogacił się zatem o klan Kaczwaha z Dżajpuru i Alwaru, klan Guhilot, klan Rathor z Dżodhpuru i Bikaneru, Sisodia z Udajpuru, klan Vakhela, które wszystkie zaczęły wywodzić swe pochodzenie od tej starożytnej linii. Inni Radżputowie zwrócili uwagę na „młodszą” linię Somawamsia lub Czandrawamsia, do której należały mityczne klany Jadawa (klan Kriszny), Paurawa i Kaśi, cytowane w Mahabharacie. Od synów księżyca wywiedli więc swe pochodzenie: Bhatti z Dżajsalmeru, Chudasama, klan Dżatów.
[...]
Mewar leży na południu Radżputany, za górami Arawalli, które oddzielają ten region od gorącego powietrza pustyni Thar. Żyzna dolina rzeki Czambal była zawsze spichlerzem krainy należącej kiedyś do starego klanu Sisodia, pochodzącego z północnych Indii, który następnie przeniósł się do Gudżaratu i tam ostatecznie osiadł. Imponująca forteca Czittorgarh, wzniesiona w 734 roku na niedostępnym pitonie była przez osiem wieków niezdobyta. Kiedy Akbar ją zdobył i zrównał z ziemią, Udaj Singh przeniósł siedzibę rodu do Udajpuru.
[...]
Udajpur (Mewar) o powierzchni 33 987 km2 jest jednym z najpiękniejszych regionów Indii. Władcy Mewaru noszą do dziś tytuł maharana, pochodzą ze starszej linii Surjawamsia, synów słońca, a pod swą komendą mieli niegdyś 36 innych klanów. Ich założycielem był legendarny Bappu Rawal, którego guru Harit Raszi namaścił w duchu odpowiedzialności za dobro swego ludu. Bogini Eklingji czuwa od VII wieku nad dharmą, spełnianiem obowiązku ksiatriji. Czittorgarh, najpotężniejsza forteca rodu i jednocześnie całej Radżputany, a w czasach Wielkich Mogołów — symbol potęgi Sisodiów, będąca przez osiemset lat ich stolicą, została zdobyta przez Akbara w 1567 roku i zrównana z ziemią. Zginęło 30 000 mieszkańców, mordowanych metodycznie i do ostatniego. Zginęło 8 000 ksiatrijów, wybornych wojowników. Ale uratował się podobno w całości radżpucki oddział wyśmienitych łuczników, którzy w odpowiednim momencie uszli z miasta w przebraniu biednych, wiejskich kobiet. W Czittor urodziła się i żyła największa hinduska poetka, Mira Bai (1503-1573), opiewająca mistyczną miłość do Kriszny; na szczęście wiodła życie wędrowne i podczas oblężenia przebywała w Dwarce.
[...]
Udaj Singh wskazał miejsce na lokację miasta już w 1569 roku, ale Udajpur był budowany w latach 1597-1620 i stał się jednym z najpiękniejszych miast Radżputany. Zwłaszcza XVIII wiek był okresem największej prosperity — odrodziły się sztuki plastyczne, zwłaszcza oryginalna sztuka miniatury mewarskiej, najstarsza w Radżputanie, istniejąca od XV wieku i najmniej podobna do miniatury mogolskiej. Podobnie jak inni władcy, ranowie z Mewaru podpisali traktaty pokojowe z Anglikami w 1818 roku.
[...]
Mewar leży na południu Radżputany, za górami Arawalli, które oddzielają ten region od gorącego powietrza pustyni Thar. Żyzna dolina rzeki Czambal była zawsze spichlerzem krainy należącej kiedyś do starego klanu Sisodia, pochodzącego z północnych Indii, który następnie przeniósł się do Gudżaratu i tam ostatecznie osiadł. Imponująca forteca Czittorgarh, wzniesiona w 734 roku na niedostępnym pitonie była przez osiem wieków niezdobyta. Kiedy Akbar ją zdobył i zrównał z ziemią, Udaj Singh przeniósł siedzibę rodu do Udajpuru.
[...]
Udajpur (Mewar) o powierzchni 33 987 km2 jest jednym z najpiękniejszych regionów Indii. Władcy Mewaru noszą do dziś tytuł maharana, pochodzą ze starszej linii Surjawamsia, synów słońca, a pod swą komendą mieli niegdyś 36 innych klanów. Ich założycielem był legendarny Bappu Rawal, którego guru Harit Raszi namaścił w duchu odpowiedzialności za dobro swego ludu. Bogini Eklingji czuwa od VII wieku nad dharmą, spełnianiem obowiązku ksiatriji. Czittorgarh, najpotężniejsza forteca rodu i jednocześnie całej Radżputany, a w czasach Wielkich Mogołów — symbol potęgi Sisodiów, będąca przez osiemset lat ich stolicą, została zdobyta przez Akbara w 1567 roku i zrównana z ziemią. Zginęło 30 000 mieszkańców, mordowanych metodycznie i do ostatniego. Zginęło 8 000 ksiatrijów, wybornych wojowników. Ale uratował się podobno w całości radżpucki oddział wyśmienitych łuczników, którzy w odpowiednim momencie uszli z miasta w przebraniu biednych, wiejskich kobiet. W Czittor urodziła się i żyła największa hinduska poetka, Mira Bai (1503-1573), opiewająca mistyczną miłość do Kriszny; na szczęście wiodła życie wędrowne i podczas oblężenia przebywała w Dwarce.
[...]
Udaj Singh wskazał miejsce na lokację miasta już w 1569 roku, ale Udajpur był budowany w latach 1597-1620 i stał się jednym z najpiękniejszych miast Radżputany. Zwłaszcza XVIII wiek był okresem największej prosperity — odrodziły się sztuki plastyczne, zwłaszcza oryginalna sztuka miniatury mewarskiej, najstarsza w Radżputanie, istniejąca od XV wieku i najmniej podobna do miniatury mogolskiej. Podobnie jak inni władcy, ranowie z Mewaru podpisali traktaty pokojowe z Anglikami w 1818 roku.
Vadodara Stany Książęce Indii
Baroda (dziś Vadodara), o powierzchni 21 408 km2, leżała nad Morzem Arabskim i korzystała z dobrodziejstw handlu z Arabami.
Watsa daty
tworzenie się królestw Kosala, Magadha, Watsa i Awanti, dwa stulecia wpływów perskich (20-ta satrapia)
Widżajanagar daty, Marathowie, miejsca sacrum, Stany Książęce Indii
w środkowych Indiach osiąga potęgę hinduskie królestwo Widżajanagaru
Na sąsiednich ziemiach rozciągał się potężny sułtanat Bahmanidów ze stolicą w Gulbarga (Karnataka) i prosperowało hinduskie królestwo Widżajanagaru, które powstrzymało muzułmańską ekspansję na Dekan. W Maharashtrze hinduska drobna szlachta rosła w siłę i znaczenie, przeprowadzając reformy w zarządzaniu wsią — stosunkowo szybko przejęła dochody z nadwyżek produkcyjnych i zabrała się za organizowanie armii do walki z Wielkimi Mogołami.
Hampi — ruiny stolicy Widżajanagaru, ostatniego wielkiego hinduskiego królestwa południowych Indii.
Około X wieku panowała na tych terenach dynastia Czolów. Następnie prowincją zarządzała hinduska dynastia Kakatija z Karnataki, muzułmanie z Sułtanatu Delhijskiego, dynastie hinduskie z Widżajanagaru.
[...]
Dynastia Wadijarów wywodzi swe pochodzenie od dwóch braci ksiatrijów pochodzenia radżpuckiego, którzy około roku 1399 przybyli na południe aż z Dwarki w Gudżaracie w poszukiwaniu miejsc świętych. Tradycja mówi, iż wsparli oni miejscowego wodza w potyczkach z sąsiadami, a kiedy wódz zmarł, jeden z książąt otrzymał w dowód uznania rękę córki. Opierając się o lokalne układy sił, a przede wszystkim z racji upadku królestwa Widżajanagaru po 1566 roku, młodzi Radżputowie zbudowali z czasem prężne państwo, które we względnym spokoju przetrwało od 1568 aż do 1759 roku.
[...]
Dynastia Wadijarów wywodzi swe pochodzenie od dwóch braci ksiatrijów pochodzenia radżpuckiego, którzy około roku 1399 przybyli na południe aż z Dwarki w Gudżaracie w poszukiwaniu miejsc świętych. Tradycja mówi, iż wsparli oni miejscowego wodza w potyczkach z sąsiadami, a kiedy wódz zmarł, jeden z książąt otrzymał w dowód uznania rękę córki. Opierając się o lokalne układy sił, a przede wszystkim z racji upadku królestwa Widżajanagaru po 1566 roku, młodzi Radżputowie zbudowali z czasem prężne państwo, które we względnym spokoju przetrwało od 1568 aż do 1759 roku.
*


