przybysze
ludy napływowe, kolonizatorzy, najeźdźcy…
Afganowie Akbar, Anglicy w Indiach, daty, Gondowie, mieszkańcy, muzułmanie, Radżputowie, Sikhowie, Stany Książęce Indii, świątynie w Kadżuraho
Gdy przejmował tron, na Nizinie Gangestańskiej panował chaos i głód, prymitywni Afganowie niepodzielnie rządzili Bengalem. Gdy odchodził był — prawdopodobnie — najbogatszym władcą świata, zostawiał wspaniale zorganizowaną administrację i uszczelniony system podatkowy, odnowioną i sprawną armię. Zjednoczył dwie trzecie Indii, przede wszystkim mieczem i perswazją podporządkował sobie Radżputów (zostawił im dziedziczne prawo do własności domen), zdobył Gudżarat i uciszył Afganów w Bengalu, wcielił do imperium Kaszmir. Kiedy umierał, w skarbcu cesarskim znajdował się majątek wartości od 139 do 166 milionów rupii.
Kompania zdołała utrzymać monopol solny i handlu opium, rozpoczynając erę kultur przemysłowych — herbaty w Madras i Assamie, juty w Bengalu, bawełny, kawy i tytoniu w wielu różnych regionach. Systematyczna eksploatacja Indii i scentralizowana biurokracja doprowadziły do niewiarygodnego zubożenia praktycznie wszystkich mieszkańców subkontynentu, gdyż handel zamiast przez hinduskich wajsiów był prowadzony przez urzędników Kompanii, zaś kultury przemysłowe, czyli monokultury, zrujnowały wielowiekowe doświadczenie wieśniaków, którzy prowadzili uprawy różnorodne, zgodnie z warunkami klimatyczno-geograficznymi. Wieś była zawsze w Indiach jednostką autonomiczną, samodzielnie zarządzającą zarówno sprawami gospodarczymi jak i społecznymi, zupełnie nie interesując się polityką, którą zajmował się król, nie mieszając się z kolei w sprawę zarządzania wsią. Tradycja, czyli doświadczenie mówiło, że każda wieś musi dysponować wielorakim asortymentem upraw, by nie znaleźć się w dramatycznej sytuacji, gdy jedna uprawa dozna klęski nieurodzaju. Tradycja, czyli doświadczenie mówiło, że wieś musi całkowicie wyżywić się sama, a dopiero nadwyżki mogą być odsprzedawane drogą wymiany handlowej. Anglicy zniszczyli doszczętnie subtelny system gospodarczy, który leżał u podstaw zamożności każdej warny i każdej dżati (kasty). Znamiennym jest fakt, że wszyscy najeźdźcy, zarówno starożytni Arjowie, jak średniowieczni Afganowie i nawet Wielcy Mogołowie, zrozumieli mądrość owego tradycyjnego systemu uprawiania ziemi i nigdy go nie zniszczyli, a tylko czerpali potężne korzyści finansowe z produkowanego bogactwa, czyli podatków; niszczyli natomiast, jako wyznawcy islamu, hinduską religijność; Anglicy zaś w swej indyferencji religijnej nie mieszali się w sprawy religijne, ale zniszczyli doszczętnie system ekonomiczny Indii, a zatem bogactwo ich mieszkańców, mieszając się w sprawy gospodarki. Koszta własne tej polityki były przerażające — 100 000 000, sto milionów istnień ludzkich pochłonęły błędy angielskiej gospodarki scentralizowanej, kompletnie nieprzystosowanej do specyficznej sytuacji rolnictwa w Indiach. Sto milionów istnień ludzkich poniosło śmierć w wyniku niemożności zaspokojenia potrzeby podstawowej, a mianowicie żywności, ci ludzie umarli z powodu głodu i braku rozmaitości w rolnictwie. Niekontrolowane wylewy rzek, głównie w Bengalu w delcie rzeki Gangi, normalne, bo historycznie od wieków występujące, więc poświadczone i przewidywalne susze oraz brak komunikacji między regionami monokultur kosztowały, powtórzmy to po raz trzeci — 100 000 000 śmierci. Ten ostatni problem mogła rozwiązać dopiero, i zaiste rozwiązała, dobra komunikacja, i dopiero budowa kolei w połowie XIX wieku poprawiła częściowo problemy związane z wyżywieniem. O ileż lepszy byłby wyzysk (w formie podatków), gdyby tylko pozwolono Indusom rządzić się po swojemu we własnych strukturach! Systematycznie i systemowo wprowadzano też prawo własności ziemskiej, które pozbawiało wieśniaków ojcowizny i pod koniec XIX wieku spowodowało swoiste apogeum — ruch emigracji za chlebem do ośrodków przemysłowych (Bombaj, Kalkuta), gdzie utworzyli oni slumsy, istniejące do dziś.
Mahmud z Ghazni wkracza po raz pierwszy do północnych Indii, a jego muzułmańscy Afganowie rujnują w kolejnych 17 wyprawach bogactwo Niziny Hindustańskiej
[...]
Afganowie pokonują ostatniego hinduskiego władcę Delhi
[...]
Afganowie niszczą buddyjski uniwersytet w Nalanda wyznaczając tym samym koniec buddyzmu w północnych Indiach
[...]
Afganowie pokonują ostatniego hinduskiego władcę Delhi
[...]
Afganowie niszczą buddyjski uniwersytet w Nalanda wyznaczając tym samym koniec buddyzmu w północnych Indiach
Zdobywszy Bihar i Bengal, cesarz Akbar zamierzał podbić kolejno wszystkie krainy płaskowyżu Dekanu, a następnie przejąć całe Indie południowe. Przeciw drobnym państewkom wysyłał często Afganów, dowodzonych przez nieokrzesanych i brutalnych wodzów, którzy przedkładali wojenkę i życie obozowe nad luksusy życia ustatkowanego. Afganowie osiadli w Bihar, z dala od dworu cesarskiego, regularnie plądrowali okolice i choć nie mordowali lokalnych władców, to korzystali z ich bogactwa. Panną, na północnej granicy Gondwany, zarządzał Asaf Khan Abul Masdżid, rodowity Tadżyk, którego ojciec zabrał się z drużyną Babura aż na podbój Indii. Kiedy Akbar powierzył temu Tadżykowi misję podboju Gondwany, ziemiami Gondów władała księżniczka z radżpuckiego rodu Czandela z Bundelkhand, rani Durgawati. Odpierała zwycięsko najazdy Afganów z Biharu, ale uległa szpiegom Tadżyka Asaf Khana, przebranym za wędrownych kupców…
Biali Hunowie (Heftalici), pochodzenia tureckiego, utworzyli silną organizację plemienną na terytorium dzisiejszego Afganistanu i wielokrotnie najeżdżali Indie północne, pozostawiając po sobie urodzone z gwałtów liczne potomstwo. Późniejsi Afganowie, którzy wtargnęli do Indii na dobre około roku 1200, są niewątpliwie spadkobiercami Hunów, mają piękne pociągłe twarze i jasny kolor skóry. Scytowie, nazwa nadana przez starożytnych Greków koczowniczym ludom pochodzenia irańskiego, zmieszali się całkowicie z ludami pogranicza.
Już podczas tego pierwszego najazdu muzułmanów złupiono Nalandę i inne wielkie klasztory na terenie północno-wschodnich Indii. Tam gdzie pojawiali się muzułmanie afgańscy, tam płonęły księgozbiory i mordowano zakonników. Klasztor w Nalandzie powstał w pierwszych wiekach naszej ery i był jednym z najstarszych i najświetniejszych uniwersytetów na świecie. Przez siedem stuleci stanowił duchowe centrum Azji Południowej. Uczęszczało do niego nawet czasem aż do 10 000 studentów, a nauczało aż 2 000 nauczycieli. Medycyna, nauki przyrodnicze, prawo oraz filozofie wszystkich religii stały otworem dla każdego, bez ograniczenia stanu, majątku czy koloru skóry. Afganowie wzięli podobno mnichów za żołnierzy i spalili obiekt — biblioteka zawierająca 9 mln rękopisów miała gorzeć cały rok. W ciągu dwustu lat zostały zrujnowane wszystkie klasztory, a rok 1199 — zniszczenie uniwersytetu-klasztoru w Nalandzie (dziś Bihar) — jest symboliczną datą końca buddyzmu w Indiach.
[...]
A potem znów inni Afganowie rozpoczęli nową erę muzułmańskich podbojów, zdobywając najpierw Pendżab, potem Delhi, Waranasi, Gwalior i Adżmer. Pokonali ostatnich władców hinduskich, zakładając w 1192 Sułtanat Delhijski, którego panowanie rozszerzyło się na całe Indie Północne. Wkrótce podbili Dekan, a ich coraz lepiej zorganizowana administracja pozwalała ściągać od hinduskich podwładnych coraz większe podatki, pozbawiając ich politycznego znaczenia. Wszędzie, gdzie pojawiały się muzułmańskie wojska, na ruinach hinduskich świątyń wznoszono meczety.
[...]
A potem znów inni Afganowie rozpoczęli nową erę muzułmańskich podbojów, zdobywając najpierw Pendżab, potem Delhi, Waranasi, Gwalior i Adżmer. Pokonali ostatnich władców hinduskich, zakładając w 1192 Sułtanat Delhijski, którego panowanie rozszerzyło się na całe Indie Północne. Wkrótce podbili Dekan, a ich coraz lepiej zorganizowana administracja pozwalała ściągać od hinduskich podwładnych coraz większe podatki, pozbawiając ich politycznego znaczenia. Wszędzie, gdzie pojawiały się muzułmańskie wojska, na ruinach hinduskich świątyń wznoszono meczety.
Dżodhpur (Jodhpur), największe księstwo Radżputany o powierzchni 92 279 km2, należało do radżpuckiego klanu Rathore, synów słońca. Ich przodkowie pochodzą z Dekanu, wzmiankowani po raz pierwszy już w edyktach cesarza Asioki w III wieku p.n.e. byli prawdziwymi ksiatrijami, sprawowali przez wieki władzę na wielu terenach Gudżaratu, centralnych Indii i Malwy. Od V wieku byli władcami królestwa Kanaudż, leżącego nad Gangą (dziś Uttar Pradesh). W 1193 roku zostali stamtąd przepędzeni przez Afganów, Rao Sijadżi zdołał uciec ze swoją armią, unosząc ze sobą sztandar rodowy. Osiedlili się na pustynnych terenach Marwaru, w krainie śmierci, między górami Arawalli, pustynią Thar a rzeką Luni, gdzie utworzyli potężne państwo, trwające od początku XIV do XVIII wieku. Rao Jodha założył w 1459 roku nową stolicę i wzniósł największy radżpucki pałac-fortecę Meherangarh. Nieco później, w połowie XVI wieku miasto zostało otoczone murem obronnym o 10 km długości. Przyjaźń z władcami Mewaru, znakomita polityka wewnętrzna, umiejętność zarządzania, a przede wszystkim pakty pokojowe z Wielkimi Mogołami zapewniły bogactwo, a szczyt potęgi państwo osiągnęło w XVII wieku. W 1581 roku Akbar podpisał traktat o współpracy, na potwierdzenie którego córa tego rodu, słynna Dżodhabai wyszła za mąż za syna cesarza, przyszłego Dżahangira. Po upadku Mogołów, władcy są zmuszeni prowadzić walki z Marathami, których państwo rozciągało się aż do Delhi i Agry, co zrujnowało skarbiec i wieś.
Kiedy Afganowie rozpoczęli w osiemnastym wieku najazdy na Indie, Sikhowie wykorzystali tę okoliczność i wykroili sobie królestwo. Randżit Singh podpisał korzystny dla siebie traktat pokojowy z Kompanią Wschodnioindyjską i całkowicie uniezależnił się w 1805 roku. Doprowadził do zjednoczenia ziem, na których od czasów Aleksandra Wielkiego i późniejszej satrapii indo-greckiej i scytyjskiej, nie stanęła stopa zdobywcy. Wpoił Sikhom dumę narodową, uświadamiając im, że mieszkają również na terenach, gdzie osiedlały się pierwsze plemiona mówiące językami indoeuropejskimi (jakieś 1800-1700 lat p.n.e.), że tędy przeszły wszystkie inwazje obcych najeźdźców — Scytów, Kuszanów, Hunów, Mongołów, Afganów i Mogołów. Ziemie Pendżabu (Pańć-ap, pięciorzecze), niezwykle żyzne i od zarania dziejów świetnie rolniczo zagospodarowane były zawsze miejscem spotkań licznych narodów i kultur.
Malerkotla — nababowie rządzący tym okruchem księstwa byli z pochodzenia Afganami. Za czasów dynastii Ibrahima Lodi, panującej w Delhi, protoplasta rodu wziął sobie żonę z posagiem trzydziestu ośmiu wsi w zachodniej części Pendżabu. I na tym posagu rodzina przetrwała do dziś.
W indyjskim tradycyjnym systemie feudalnym płacili oni lenno państwu Pratiharów, którzy władali Indią wschodnią i centralną po upadku imperium Harszy (VII wiek). W latach 950-1002 państwo Czandelów objęło cały dzisiejszy stan Madhya Pradesh, a szczyt świetności osiągnęło trzydzieści lat później. Ich stolica, Kadżuraho, znana była z pięknych, bogato zdobionych świątyń, którym nie dorównywały żadne inne w Indii północnej. Jednak walki z sąsiadami — warmanami z Bundelkhand i radżami z Waranasi — oraz napierające coraz silniej od północy najazdy obcych przybyszów, którym Czandelowie musieli stawić czoła, osłabiły ich potęgę, a świetność Kadżuraho poczęła gasnąć. Władcy przenieśli się do górskich warowni, z których prowadzili walkę obronną i ostatecznie pod koniec XII wieku ulegli siłom afgańskim. W 1182 roku Qutubuddin Aibak, dowódca niewolników w służbie Afganów, najechał i bezlitośnie splądrował kraj, rozbijając ołtarze i wywożąc wszystkie kosztowności, w tym słynną bramę wjazdową do Kadżuraho w formie palmy daktylowej pokrytej kutym złotem.
Anglicy Anglicy w Indiach, Arjowie, aszram, Aurangzeb, daty, Devi, Durga, Kali i inne boginie, dr Ambedkar, Drawidowie, dżati, Dżatowie, Europejczycy w Indiach, Gayatri Devi, Gurkhowie, hindu, Humajun, India, Indie północne i Nepal, języki, Kamasutra, królestwo Widżajanagaru, las indyjski, maharadżowie, Mahatma Gandhi, Marathowie, mieszkańcy, Partition 1947, Polacy wobec Indii, Rabindranath Tagore, Radżputowie, sati, Sikhowie, Śiwa i Parwati, Śri Aurobindo, Stany Książęce Indii, świątynie tamilskie, warna, Wellington, Wielcy Mogołowie
Anglicy pojawili się w Indiach sto lat po Portugalczykach, tak naprawdę dopiero po roku 1619, kiedy otrzymali od Dżahangira monopol na prowadzenie handlu. Do roku 1707 działalność Kompanii Wschodnioindyjskiej była sporadyczna, a Anglicy osiedlali się jedynie na wybrzeżach i nie docierali w głąb kraju. Po śmierci Aurangzeba, która wyznaczyła kres panowania dynastii Wielkich Mogołów nad północnymi Indiami, Kompania prowadziła niczym nie ograniczone grabieże, plądrowanie i łupienie indyjskich towarów. Wprawdzie na tronie cesarskim w Delhi zasiadali nadal, do 1858 roku, spadkobiercy dynastii mogolskiej, lecz całkowicie utracili oni władzę i przestano się z nimi liczyć. Kompania umiejętnie wykorzystała pustkę władzy i rozpoczęła systematyczną eksploatację Indii, która trwała do lat 60. XIX wieku.
[...]
W pierwszej połowie XVIII wieku zyski handlowe Kompanii ustępowały zyskom stowarzyszeń kupców arabskich, ale ponieważ jej zwierzchność zaczęła ogarniać wnętrze kraju, a nie tylko wybrzeża, zaczęła też przejmować wszelkimi sposobami dostawców, na których dotychczas nie miała wpływu, gdyż dostawy pozostawały w rękach kupców indyjskich, a źródła dostaw były jej niekiedy całkowicie nieznane i znajdowały się daleko od portów. Kupcy angielscy zaczęli przejmować lokalny handel cukrem, betelem, opium i solą. Europa płaciła srebrem, gdyż jeśli chodzi o towary nie miała wiele do zaproponowania Indiom, a Anglicy srebra nie mieli, więc musieli stosować inne manewry. Indie należały do największych na świecie producentów bawełny i jedwabiu, głównie na Wybrzeżu Koromandel. Handel bawełną i jedwabiem przyniósł prawdziwe bogactwo Kompanii. Największe sukcesy handlowe można było osiągnąć także w Bengalu — zakłady włókiennicze były rozlokowane nad całą rzeką Gangą, co pozwalało spławiać bawełnę z Delhi, Luknau, Allahabadu, Waranasi i Patny, wzdłuż rzeki Hugli aż do Fortu William w Bengalu.
[...]
To od Bengalu Robert Clive zaczął więc budować podwaliny pod przyszłe imperium brytyjskie. Bengal, Bihar i Orissa od czasów Akbara były jedną silną, świetnie zagospodarowaną i administracyjnie dobrze zorganizowaną prowincją, zarządzaną bezpośrednio przez drugiego syna cesarskiego (pierwszy był następcą tronu) — było to jedno z najwyższych i najbardziej odpowiedzialnych stanowisk na dworze, a prowincja była tak bogata, że cesarze nigdy nie chcieli jej oddać w obce ręce. Szudża, syn Szahdżahana i brat Aurangzeba, został namiestnikiem Bengalu, Biharu i Orissy gdy miał 26 lat i wkrótce stał się niekoronowanym władcą Indii Wschodnich, zaś w czasie wojny sukcesyjnej rzeczywiście koronował się na cesarza, zanim uciekł przed bratem w kierunku Chittagongu. Prowincja urosła w siłę i uniezależniła się od cesarstwa, pozostając pod zarządem wysokich urzędników, którzy utworzyli dynastię muzułmańskich nababów, pozwalając zasiadać na niższych stanowiskach państwowych rodowitym Bengalczykom. Na terenie Bengalu zawsze istniała wielka sieć bazarów, na których kupcy muzułmańscy i hinduscy wymieniali towary pochodzące ze wszystkich regionów Indii. W Bengalu uprawiano ryż i rośliny strączkowe oraz morwę do hodowli jedwabników, w Biharze — pszenicę i opium. W wymianie handlowej uczestniczyli nie tylko Hindusi, ale także Arabowie i muzułmanie indyjscy oraz wszyscy Europejczycy. Tak więc Bengal miał w XVII wieku kwitnącą gospodarkę, dobrze rozwiniętą wymianę handlową i sieć przedsiębiorstw finansowych, służących pożyczkami i zabezpieczeniami. Niezależność Bengalu została jednak zaprzepaszczona przez samego władcę. Młody Siradż ud-Daula zajął nierozważnie w 1756 roku Fort William, koło Kalkuty, bastion Albionu, co wywołało panikę i wściekłość Anglików. Robert Clive odzyskał Fort w roku następnym, a nababowi wydał ostateczną bitwę pod Palasi. Chaos w Bengalu trwał do 1764 roku, kiedy w bitwie pod Buksor wojsko Kompanii pokonało kolejnego władcę, wezyra. W 1765 roku Kompania podpisała traktaty pokojowe z cesarzem mogolskim w Delhi, który nadał jej tytuł nababa Bengalu, włączając Kompanię w struktury imperium mogolskiego. Punkt ciężkości rodzącego się imperium brytyjskiego przeniósł się z zachodniego wybrzeża do Indii Wschodnich, do Bengalu i późniejszej Prezydentury Madras, obejmującej Karnatakę (państwo Majsur) i Tamil Nadu. Bombaj ustąpił na jakiś czas miejsca Kalkucie. Dopiero za Radżu brytyjskiego Bombaj zyskał na znaczeniu, a Kalkuta nic na tym nie straciła.
[...]
Kompania zdołała utrzymać monopol solny i handlu opium, rozpoczynając erę kultur przemysłowych — herbaty w Madras i Assamie, juty w Bengalu, bawełny, kawy i tytoniu w wielu różnych regionach. Systematyczna eksploatacja Indii i scentralizowana biurokracja doprowadziły do niewiarygodnego zubożenia praktycznie wszystkich mieszkańców subkontynentu, gdyż handel zamiast przez hinduskich wajsiów był prowadzony przez urzędników Kompanii, zaś kultury przemysłowe, czyli monokultury, zrujnowały wielowiekowe doświadczenie wieśniaków, którzy prowadzili uprawy różnorodne, zgodnie z warunkami klimatyczno-geograficznymi. Wieś była zawsze w Indiach jednostką autonomiczną, samodzielnie zarządzającą zarówno sprawami gospodarczymi jak i społecznymi, zupełnie nie interesując się polityką, którą zajmował się król, nie mieszając się z kolei w sprawę zarządzania wsią. Tradycja, czyli doświadczenie mówiło, że każda wieś musi dysponować wielorakim asortymentem upraw, by nie znaleźć się w dramatycznej sytuacji, gdy jedna uprawa dozna klęski nieurodzaju. Tradycja, czyli doświadczenie mówiło, że wieś musi całkowicie wyżywić się sama, a dopiero nadwyżki mogą być odsprzedawane drogą wymiany handlowej. Anglicy zniszczyli doszczętnie subtelny system gospodarczy, który leżał u podstaw zamożności każdej warny i każdej dżati (kasty). Znamiennym jest fakt, że wszyscy najeźdźcy, zarówno starożytni Arjowie, jak średniowieczni Afganowie i nawet Wielcy Mogołowie, zrozumieli mądrość owego tradycyjnego systemu uprawiania ziemi i nigdy go nie zniszczyli, a tylko czerpali potężne korzyści finansowe z produkowanego bogactwa, czyli podatków; niszczyli natomiast, jako wyznawcy islamu, hinduską religijność; Anglicy zaś w swej indyferencji religijnej nie mieszali się w sprawy religijne, ale zniszczyli doszczętnie system ekonomiczny Indii, a zatem bogactwo ich mieszkańców, mieszając się w sprawy gospodarki. Koszta własne tej polityki były przerażające — 100 000 000, sto milionów istnień ludzkich pochłonęły błędy angielskiej gospodarki scentralizowanej, kompletnie nieprzystosowanej do specyficznej sytuacji rolnictwa w Indiach. Sto milionów istnień ludzkich poniosło śmierć w wyniku niemożności zaspokojenia potrzeby podstawowej, a mianowicie żywności, ci ludzie umarli z powodu głodu i braku rozmaitości w rolnictwie. Niekontrolowane wylewy rzek, głównie w Bengalu w delcie rzeki Gangi, normalne, bo historycznie od wieków występujące, więc poświadczone i przewidywalne susze oraz brak komunikacji między regionami monokultur kosztowały, powtórzmy to po raz trzeci — 100 000 000 śmierci. Ten ostatni problem mogła rozwiązać dopiero, i zaiste rozwiązała, dobra komunikacja, i dopiero budowa kolei w połowie XIX wieku poprawiła częściowo problemy związane z wyżywieniem. O ileż lepszy byłby wyzysk (w formie podatków), gdyby tylko pozwolono Indusom rządzić się po swojemu we własnych strukturach! Systematycznie i systemowo wprowadzano też prawo własności ziemskiej, które pozbawiało wieśniaków ojcowizny i pod koniec XIX wieku spowodowało swoiste apogeum — ruch emigracji za chlebem do ośrodków przemysłowych (Bombaj, Kalkuta), gdzie utworzyli oni slumsy, istniejące do dziś.
[...]
Kompania Wschodnioindyjska od końca XVIII wieku werbowała do swej armii rodzimych mieszkańców Indii, sipaje=miejscowi, głównie Sikhów i Gurkhów, poddając ich musztrze angielskich oficerów. Powstanie, Rewolta czy Bunt Sipajów wybuchł, kiedy dowiedziano się, że tłuszcz konieczny do czyszczenia luf armatnich czy konserwacji amunicji pochodzi jakoby z krowy, co wzburzyło hindusów lub wieprza, co wzburzyło muzułmanów. 29 marca 1857 roku 80 tysięcy żołnierzy było gotowych do przeciwstawienia się temu zarządzeniu. Powstańcy zdobyli Delhi i wiele innych ośrodków władzy brytyjskiej. Buntownicy, jak ich nazywają Anglicy, powstańcy, jak ich nazywają hindusi i muzułmanie, konsolidowali się wokół osoby cesarza mogolskiego, Bahadura Szaha II w Delhi, który dla nich był zapewne gwarantem starego porządku. Paradoksalnie, lepszy wydawał się powrót do „rodzimego” porządku cesarstwa mogolskiego niż panowanie prawdziwie „obcych” Anglików. Do buntu sipajów dołączyli wieśniacy (powstanie chłopskie) oraz muzułmanie z przesłaniem dżihadu, świętej wojny przeciw Anglikom i całe północne Indie stanęły w ogniu. Ale prawdziwym powodem wzburzenia było oczywiście pozbawienie prowincji Oudh suwerenności. Po roku powstanie zostało krwawo stłumione.
[...]
Do czasów durbaru w Delhi w 1911 roku żadne miasto nigdy nie było stolicą całych Indii. W XIX wieku Anglicy nie wyznaczyli stolicy dla całego Radżu brytyjskiego; można mówić jedynie o miastach ważnych, jakim niewątpliwie były Kalkuta i Bombaj.
[...]
Na durbarze w Delhi nie obyło się bez paru skandali, jak na przykład odwrócenie się plecami do władcy brytyjskiego i odejście, zamiast eleganckiego wycofywania się tyłem ze wzrokiem utkwionym w oblicze cesarza Indii. To odwrócenie się plecami do Jerzego V podczas durbaru przeszło do historii jako czyn bohaterski — tak właśnie mieli postąpić maharadża z Barody i maharadża Udaj z Udajpuru. Świadectwa epoki zgodnie potwierdzają, iż durbar w Delhi był jedną z najświetniejszych i najokazalszych ceremonii Radżu brytyjskiego. Przenosząc stolicę z Kalkuty do Delhi, Anglicy chcieli przypodobać się Hindusom i okazać szacunek starożytnej stolicy, która została założona przez Bharatów i była cytowana w Mahabharacie. Na początku XX wieku Anglicy chwytali się propagandowych spektakli, nie mających już wielkiego znaczenia, ale łechcących dumę władców indyjskich. Wzniesiono podium o marmurowych schodach, gdzie cesarska para zasiadła pod złotym baldachimem. Wokół zbudowano amfiteatr mogący pomieścić 100 tysięcy osób, a całość terenu zajmowała 40 km2. Książęta i władcy Indii przybyli hucznie wraz z rodzinami, całym dworem i służbą, wydobyli z kufrów najlepsze paradne stroje, specjalnie obstalowane na tę okazję. Wystawiono dwieście dwadzieścia trzy książęce obozy, a w niezliczonej ilości namiotów (podobno 40 tysięcy), których wystrój i urządzenie w niczym nie odbiegało od luksusów pałacowych, rozkwitało paradne życie dworskie. Wokół namiotów roztaczały się ogrody i aleje wysadzane krzakami róż, łączące poszczególne obozowiska. Durbar trwał przez parę tygodni, a festyny, rauty, mecze gry w polo, spotkania za purdahem w zenanie dla kobiet i prywatne spotkania klubowe dla mężczyzn nie miały końca. W miasteczku namiotów zamieszkało podobno 300 tysięcy osób. Było obecnych 161 książąt. Ale rzucała się w oczy i była szeroko komentowana nieobecność maharany Mewaru, Fateha Singha. Należał do najstarszego królewskiego rodu, cieszył się uznaniem i estymą, nienawidził Anglików tak jak jego poprzednicy nienawidzili Wielkiego Mogoła. Reszta obnosiła i pokazywała publicznie najlepsze klejnoty z dworskiej szkatuły — maharadża z Patiali obnosił się ze swymi diamentami, maharadża z Gwalior obnażał publicznie wspaniały pas z prawdziwych pereł, a maharadża z Barody — słynny naszyjnik z pereł.
[...]
Kolonializm brytyjski nie łączył się z opresją religijną, inkwizycją jak u Portugalczyków, ani z ewangelizacją prowadzoną na siłę przez misje chrześcijańskie. Nieokiełzany kapitalizm skrywał się za modelową wręcz indyferencją religijną w białych rękawiczkach, w smokingu i pod typowym kolonialnym hełmem, chroniącym kolonizatorów przed indyjskim słońcem — ten fakt ukrywa wciąż przed nami prawdziwe oblicze angielskich kolonizatorów. Byli znienawidzeni, aczkolwiek żadne akty nienawiści nie występowały nagminnie, co najwyżej sporadycznie. Od początku istnienia Radżu, Indusi walczyli o zniesienie dyskryminacji rasowej, Anglicy bowiem wprowadzili przepisy zabraniające mieszkańcom Indii noszenia broni, przebywania w angielskich klubach elitarnych, podróżowania w pociągu w przedziałach pierwszej klasy, i innych. Od 1880 ukazywała się regularnie prasa w języku angielskim, dotycząca spraw subkontynentu, to prawda, że kolonizatorzy pozwolili w końcu założyć prasę w językach lokalnych, a bramini byli wspierani jako elita intelektualna. Z czasem nawet synowie uboższych rodziców, nie tylko maharadżów, mogli wyjeżdżać do Anglii i studiować, lecz po to, by po powrocie obejmować stanowiska w administracji imperium brytyjskiego.
[...]
Stworzona przez Anglików Archeological Survey of India, którego pierwszym dyrektorem był Aleksander Cunningham, rozpoczęła badania nad dawną sztuką i numizmatyką indyjską. W Europie Indie zaczynają zadziwiać, nie tyle naturalną egzotyką, co starożytną historią i w pełni ukształtowanym systemem filozoficznym; Arthur Schopenhauer uznał Bhagawadgitę za najwspanialszy owoc filozoficznej myśli nie tylko indyjskiej, lecz światowej. Jednak ówczesne odkrycia doprowadziły do ukształtowania się mitu aryjskiego, zgodnie z którym Indie miały zawdzięczać rozwój swej wysokiej cywilizacji wyłącznie przybyciu tam plemion indoeuropejskich. W XIX wieku uważano, że cywilizacja indyjska ma co najwyżej 3500 lat, trzeba było późniejszych odkryć, by zrozumieć, że poprzedziła ją cywilizacja doliny Indusu, która zostawiła głębokie ślady w cywilizacji drawidyjskiej, do dziś żywej w południowych Indiach, i że prahistoria subkontynentu sięga 6000 lat. Do Indii zaczęli napływać z Wysp Brytyjskich prawdziwi koneserzy cywilizacji indyjskiej, rozpoczynający poważne studia i badania historyczno-archeologiczne.
[...]
W pierwszej połowie XVIII wieku zyski handlowe Kompanii ustępowały zyskom stowarzyszeń kupców arabskich, ale ponieważ jej zwierzchność zaczęła ogarniać wnętrze kraju, a nie tylko wybrzeża, zaczęła też przejmować wszelkimi sposobami dostawców, na których dotychczas nie miała wpływu, gdyż dostawy pozostawały w rękach kupców indyjskich, a źródła dostaw były jej niekiedy całkowicie nieznane i znajdowały się daleko od portów. Kupcy angielscy zaczęli przejmować lokalny handel cukrem, betelem, opium i solą. Europa płaciła srebrem, gdyż jeśli chodzi o towary nie miała wiele do zaproponowania Indiom, a Anglicy srebra nie mieli, więc musieli stosować inne manewry. Indie należały do największych na świecie producentów bawełny i jedwabiu, głównie na Wybrzeżu Koromandel. Handel bawełną i jedwabiem przyniósł prawdziwe bogactwo Kompanii. Największe sukcesy handlowe można było osiągnąć także w Bengalu — zakłady włókiennicze były rozlokowane nad całą rzeką Gangą, co pozwalało spławiać bawełnę z Delhi, Luknau, Allahabadu, Waranasi i Patny, wzdłuż rzeki Hugli aż do Fortu William w Bengalu.
[...]
To od Bengalu Robert Clive zaczął więc budować podwaliny pod przyszłe imperium brytyjskie. Bengal, Bihar i Orissa od czasów Akbara były jedną silną, świetnie zagospodarowaną i administracyjnie dobrze zorganizowaną prowincją, zarządzaną bezpośrednio przez drugiego syna cesarskiego (pierwszy był następcą tronu) — było to jedno z najwyższych i najbardziej odpowiedzialnych stanowisk na dworze, a prowincja była tak bogata, że cesarze nigdy nie chcieli jej oddać w obce ręce. Szudża, syn Szahdżahana i brat Aurangzeba, został namiestnikiem Bengalu, Biharu i Orissy gdy miał 26 lat i wkrótce stał się niekoronowanym władcą Indii Wschodnich, zaś w czasie wojny sukcesyjnej rzeczywiście koronował się na cesarza, zanim uciekł przed bratem w kierunku Chittagongu. Prowincja urosła w siłę i uniezależniła się od cesarstwa, pozostając pod zarządem wysokich urzędników, którzy utworzyli dynastię muzułmańskich nababów, pozwalając zasiadać na niższych stanowiskach państwowych rodowitym Bengalczykom. Na terenie Bengalu zawsze istniała wielka sieć bazarów, na których kupcy muzułmańscy i hinduscy wymieniali towary pochodzące ze wszystkich regionów Indii. W Bengalu uprawiano ryż i rośliny strączkowe oraz morwę do hodowli jedwabników, w Biharze — pszenicę i opium. W wymianie handlowej uczestniczyli nie tylko Hindusi, ale także Arabowie i muzułmanie indyjscy oraz wszyscy Europejczycy. Tak więc Bengal miał w XVII wieku kwitnącą gospodarkę, dobrze rozwiniętą wymianę handlową i sieć przedsiębiorstw finansowych, służących pożyczkami i zabezpieczeniami. Niezależność Bengalu została jednak zaprzepaszczona przez samego władcę. Młody Siradż ud-Daula zajął nierozważnie w 1756 roku Fort William, koło Kalkuty, bastion Albionu, co wywołało panikę i wściekłość Anglików. Robert Clive odzyskał Fort w roku następnym, a nababowi wydał ostateczną bitwę pod Palasi. Chaos w Bengalu trwał do 1764 roku, kiedy w bitwie pod Buksor wojsko Kompanii pokonało kolejnego władcę, wezyra. W 1765 roku Kompania podpisała traktaty pokojowe z cesarzem mogolskim w Delhi, który nadał jej tytuł nababa Bengalu, włączając Kompanię w struktury imperium mogolskiego. Punkt ciężkości rodzącego się imperium brytyjskiego przeniósł się z zachodniego wybrzeża do Indii Wschodnich, do Bengalu i późniejszej Prezydentury Madras, obejmującej Karnatakę (państwo Majsur) i Tamil Nadu. Bombaj ustąpił na jakiś czas miejsca Kalkucie. Dopiero za Radżu brytyjskiego Bombaj zyskał na znaczeniu, a Kalkuta nic na tym nie straciła.
[...]
Kompania zdołała utrzymać monopol solny i handlu opium, rozpoczynając erę kultur przemysłowych — herbaty w Madras i Assamie, juty w Bengalu, bawełny, kawy i tytoniu w wielu różnych regionach. Systematyczna eksploatacja Indii i scentralizowana biurokracja doprowadziły do niewiarygodnego zubożenia praktycznie wszystkich mieszkańców subkontynentu, gdyż handel zamiast przez hinduskich wajsiów był prowadzony przez urzędników Kompanii, zaś kultury przemysłowe, czyli monokultury, zrujnowały wielowiekowe doświadczenie wieśniaków, którzy prowadzili uprawy różnorodne, zgodnie z warunkami klimatyczno-geograficznymi. Wieś była zawsze w Indiach jednostką autonomiczną, samodzielnie zarządzającą zarówno sprawami gospodarczymi jak i społecznymi, zupełnie nie interesując się polityką, którą zajmował się król, nie mieszając się z kolei w sprawę zarządzania wsią. Tradycja, czyli doświadczenie mówiło, że każda wieś musi dysponować wielorakim asortymentem upraw, by nie znaleźć się w dramatycznej sytuacji, gdy jedna uprawa dozna klęski nieurodzaju. Tradycja, czyli doświadczenie mówiło, że wieś musi całkowicie wyżywić się sama, a dopiero nadwyżki mogą być odsprzedawane drogą wymiany handlowej. Anglicy zniszczyli doszczętnie subtelny system gospodarczy, który leżał u podstaw zamożności każdej warny i każdej dżati (kasty). Znamiennym jest fakt, że wszyscy najeźdźcy, zarówno starożytni Arjowie, jak średniowieczni Afganowie i nawet Wielcy Mogołowie, zrozumieli mądrość owego tradycyjnego systemu uprawiania ziemi i nigdy go nie zniszczyli, a tylko czerpali potężne korzyści finansowe z produkowanego bogactwa, czyli podatków; niszczyli natomiast, jako wyznawcy islamu, hinduską religijność; Anglicy zaś w swej indyferencji religijnej nie mieszali się w sprawy religijne, ale zniszczyli doszczętnie system ekonomiczny Indii, a zatem bogactwo ich mieszkańców, mieszając się w sprawy gospodarki. Koszta własne tej polityki były przerażające — 100 000 000, sto milionów istnień ludzkich pochłonęły błędy angielskiej gospodarki scentralizowanej, kompletnie nieprzystosowanej do specyficznej sytuacji rolnictwa w Indiach. Sto milionów istnień ludzkich poniosło śmierć w wyniku niemożności zaspokojenia potrzeby podstawowej, a mianowicie żywności, ci ludzie umarli z powodu głodu i braku rozmaitości w rolnictwie. Niekontrolowane wylewy rzek, głównie w Bengalu w delcie rzeki Gangi, normalne, bo historycznie od wieków występujące, więc poświadczone i przewidywalne susze oraz brak komunikacji między regionami monokultur kosztowały, powtórzmy to po raz trzeci — 100 000 000 śmierci. Ten ostatni problem mogła rozwiązać dopiero, i zaiste rozwiązała, dobra komunikacja, i dopiero budowa kolei w połowie XIX wieku poprawiła częściowo problemy związane z wyżywieniem. O ileż lepszy byłby wyzysk (w formie podatków), gdyby tylko pozwolono Indusom rządzić się po swojemu we własnych strukturach! Systematycznie i systemowo wprowadzano też prawo własności ziemskiej, które pozbawiało wieśniaków ojcowizny i pod koniec XIX wieku spowodowało swoiste apogeum — ruch emigracji za chlebem do ośrodków przemysłowych (Bombaj, Kalkuta), gdzie utworzyli oni slumsy, istniejące do dziś.
[...]
Kompania Wschodnioindyjska od końca XVIII wieku werbowała do swej armii rodzimych mieszkańców Indii, sipaje=miejscowi, głównie Sikhów i Gurkhów, poddając ich musztrze angielskich oficerów. Powstanie, Rewolta czy Bunt Sipajów wybuchł, kiedy dowiedziano się, że tłuszcz konieczny do czyszczenia luf armatnich czy konserwacji amunicji pochodzi jakoby z krowy, co wzburzyło hindusów lub wieprza, co wzburzyło muzułmanów. 29 marca 1857 roku 80 tysięcy żołnierzy było gotowych do przeciwstawienia się temu zarządzeniu. Powstańcy zdobyli Delhi i wiele innych ośrodków władzy brytyjskiej. Buntownicy, jak ich nazywają Anglicy, powstańcy, jak ich nazywają hindusi i muzułmanie, konsolidowali się wokół osoby cesarza mogolskiego, Bahadura Szaha II w Delhi, który dla nich był zapewne gwarantem starego porządku. Paradoksalnie, lepszy wydawał się powrót do „rodzimego” porządku cesarstwa mogolskiego niż panowanie prawdziwie „obcych” Anglików. Do buntu sipajów dołączyli wieśniacy (powstanie chłopskie) oraz muzułmanie z przesłaniem dżihadu, świętej wojny przeciw Anglikom i całe północne Indie stanęły w ogniu. Ale prawdziwym powodem wzburzenia było oczywiście pozbawienie prowincji Oudh suwerenności. Po roku powstanie zostało krwawo stłumione.
[...]
Do czasów durbaru w Delhi w 1911 roku żadne miasto nigdy nie było stolicą całych Indii. W XIX wieku Anglicy nie wyznaczyli stolicy dla całego Radżu brytyjskiego; można mówić jedynie o miastach ważnych, jakim niewątpliwie były Kalkuta i Bombaj.
[...]
Na durbarze w Delhi nie obyło się bez paru skandali, jak na przykład odwrócenie się plecami do władcy brytyjskiego i odejście, zamiast eleganckiego wycofywania się tyłem ze wzrokiem utkwionym w oblicze cesarza Indii. To odwrócenie się plecami do Jerzego V podczas durbaru przeszło do historii jako czyn bohaterski — tak właśnie mieli postąpić maharadża z Barody i maharadża Udaj z Udajpuru. Świadectwa epoki zgodnie potwierdzają, iż durbar w Delhi był jedną z najświetniejszych i najokazalszych ceremonii Radżu brytyjskiego. Przenosząc stolicę z Kalkuty do Delhi, Anglicy chcieli przypodobać się Hindusom i okazać szacunek starożytnej stolicy, która została założona przez Bharatów i była cytowana w Mahabharacie. Na początku XX wieku Anglicy chwytali się propagandowych spektakli, nie mających już wielkiego znaczenia, ale łechcących dumę władców indyjskich. Wzniesiono podium o marmurowych schodach, gdzie cesarska para zasiadła pod złotym baldachimem. Wokół zbudowano amfiteatr mogący pomieścić 100 tysięcy osób, a całość terenu zajmowała 40 km2. Książęta i władcy Indii przybyli hucznie wraz z rodzinami, całym dworem i służbą, wydobyli z kufrów najlepsze paradne stroje, specjalnie obstalowane na tę okazję. Wystawiono dwieście dwadzieścia trzy książęce obozy, a w niezliczonej ilości namiotów (podobno 40 tysięcy), których wystrój i urządzenie w niczym nie odbiegało od luksusów pałacowych, rozkwitało paradne życie dworskie. Wokół namiotów roztaczały się ogrody i aleje wysadzane krzakami róż, łączące poszczególne obozowiska. Durbar trwał przez parę tygodni, a festyny, rauty, mecze gry w polo, spotkania za purdahem w zenanie dla kobiet i prywatne spotkania klubowe dla mężczyzn nie miały końca. W miasteczku namiotów zamieszkało podobno 300 tysięcy osób. Było obecnych 161 książąt. Ale rzucała się w oczy i była szeroko komentowana nieobecność maharany Mewaru, Fateha Singha. Należał do najstarszego królewskiego rodu, cieszył się uznaniem i estymą, nienawidził Anglików tak jak jego poprzednicy nienawidzili Wielkiego Mogoła. Reszta obnosiła i pokazywała publicznie najlepsze klejnoty z dworskiej szkatuły — maharadża z Patiali obnosił się ze swymi diamentami, maharadża z Gwalior obnażał publicznie wspaniały pas z prawdziwych pereł, a maharadża z Barody — słynny naszyjnik z pereł.
[...]
Kolonializm brytyjski nie łączył się z opresją religijną, inkwizycją jak u Portugalczyków, ani z ewangelizacją prowadzoną na siłę przez misje chrześcijańskie. Nieokiełzany kapitalizm skrywał się za modelową wręcz indyferencją religijną w białych rękawiczkach, w smokingu i pod typowym kolonialnym hełmem, chroniącym kolonizatorów przed indyjskim słońcem — ten fakt ukrywa wciąż przed nami prawdziwe oblicze angielskich kolonizatorów. Byli znienawidzeni, aczkolwiek żadne akty nienawiści nie występowały nagminnie, co najwyżej sporadycznie. Od początku istnienia Radżu, Indusi walczyli o zniesienie dyskryminacji rasowej, Anglicy bowiem wprowadzili przepisy zabraniające mieszkańcom Indii noszenia broni, przebywania w angielskich klubach elitarnych, podróżowania w pociągu w przedziałach pierwszej klasy, i innych. Od 1880 ukazywała się regularnie prasa w języku angielskim, dotycząca spraw subkontynentu, to prawda, że kolonizatorzy pozwolili w końcu założyć prasę w językach lokalnych, a bramini byli wspierani jako elita intelektualna. Z czasem nawet synowie uboższych rodziców, nie tylko maharadżów, mogli wyjeżdżać do Anglii i studiować, lecz po to, by po powrocie obejmować stanowiska w administracji imperium brytyjskiego.
[...]
Stworzona przez Anglików Archeological Survey of India, którego pierwszym dyrektorem był Aleksander Cunningham, rozpoczęła badania nad dawną sztuką i numizmatyką indyjską. W Europie Indie zaczynają zadziwiać, nie tyle naturalną egzotyką, co starożytną historią i w pełni ukształtowanym systemem filozoficznym; Arthur Schopenhauer uznał Bhagawadgitę za najwspanialszy owoc filozoficznej myśli nie tylko indyjskiej, lecz światowej. Jednak ówczesne odkrycia doprowadziły do ukształtowania się mitu aryjskiego, zgodnie z którym Indie miały zawdzięczać rozwój swej wysokiej cywilizacji wyłącznie przybyciu tam plemion indoeuropejskich. W XIX wieku uważano, że cywilizacja indyjska ma co najwyżej 3500 lat, trzeba było późniejszych odkryć, by zrozumieć, że poprzedziła ją cywilizacja doliny Indusu, która zostawiła głębokie ślady w cywilizacji drawidyjskiej, do dziś żywej w południowych Indiach, i że prahistoria subkontynentu sięga 6000 lat. Do Indii zaczęli napływać z Wysp Brytyjskich prawdziwi koneserzy cywilizacji indyjskiej, rozpoczynający poważne studia i badania historyczno-archeologiczne.
Tak czy inaczej, rola Indoeuropejczyków została wielce przeceniona w koncepcjach dziewiętnastowiecznego historyzmu. Z jednej strony wykazywał on wyższość wszystkiego, co europejskie, a z drugiej — wyższość wszystkiego, co starożytne. Kiedy nagle okazało się, że cywilizacja Indii jest starsza od cywilizacji greckiej, trzeba było zbudować takie teorie, które pozwoliłyby podłączyć się pod ową starszą od greckiej starożytność. Stąd mit o wspólnym pochodzeniu. Anglikom było to pomocne w zarządzaniu Indiami, a Niemcy mieli na czym oprzeć swe rasistowskie i nazistowskie, jakoby starożytne, koncepcje wyższości i czystości ras. Była to czysta ideologia Indoeuropejczyków z Europy. Dziś, zarówno w Indiach jak i na Zachodzie, zwraca się szczególniejszą uwagę na rodzime cywilizacje, zwłaszcza Indii południowych.
Jako dobrze zorganizowane instytucje charytatywne zaczęły powstawać w XIX wieku, pod okiem Anglików. Było to przede wszystkim miejsce odradzania się studiów nad religiami hindu i rodzimymi językami, głównie sanskrytem, po katastrofie wprowadzenia islamu przez Wielkich Mogołów. Po wtóre — jako autentyczne miejsce duchowego wsparcia guru dla uczniów. Rozmaite były losy różnych aśramów powołanych do istnienia — niektóre przepadły, inne są do dziś powszechnie znanymi, szacownymi pomnikami pracy na rzecz ludu. Większość z nich zawsze miała charakter bardziej społeczny niż czysto duchowy; każdy wybitny mędrzec otwierając swój aśram uruchamia cały wachlarz działalności gospodarczych, a duchowości naucza poprzez konkretne działanie. Organizuje się ochronki dla sierot, schroniska dla niepełnosprawnych, hospicja dla ludzi starych i bezdomnych, wsparcie i pracę dla najbardziej upośledzonych, szkoły, biblioteki i kluby sportowe. Aśram to miejsce, w którym można okazać swoje miłosierdzie i w bardzo prosty sposób zrealizować naturalną ludzką potrzebę pomagania i wspierania innych. Istnienie aśramu w danej społeczności bardzo silnie konsoliduje więzi lokalne.
Dynastia upadła bez huku i fanfaronady. Synowie Aurangzeba byli gnuśni, zepsuci do szpiku kości i niezdolni do rządzenia. Okradano ich bezlitośnie. Synów ich synów też, a wnuków jeszcze bardziej. Od 1803 roku ostatni władcy mogolscy dostawali od Anglików rentę. Lecz nie było aż tak wielkiej anarchii, jak by się wydawało. Wieśniacy i rzemieślnicy pracowali, a urzędnicy nadal zbierali cesarskie podatki, teraz kładąc pieniądz we własną kieszeń. Bengal rozkwitł za czasów Mira Dżumli, niegdyś najwyższego urzędnika finansowego Golkondy, potem za jego syna Asaf Chana. Radżputowie budowali nowe miasta, radżowie odtworzyli swe tubylcze państewka. Władzę brał, kto chciał. Hindusi zaczynali żyć na nowo.
rozgromienie wojsk Sułtana Tipu przez Wellingtona i przejęcie władzy nad państwem Majsur przez Anglików; dopiero w 1881 powrócili Wadijarowie, rodzimi władcy
[...]
zdobycie Bengalu przez wojska Robert Clive'a dające Anglikom pierwsze posiadłości ziemskie w Indiach
[...]
zdobycie Bengalu przez wojska Robert Clive'a dające Anglikom pierwsze posiadłości ziemskie w Indiach
Bogini Kali jest w Europie najbardziej znana ze wszystkich bogiń indyjskich, być może ze względu na swój „demoniczny”, obcy naszej kulturze obraz kobiecości (naszyjnik z czaszek wokół szyi, zwisający z ust czerwony język, przekrwione oczy, „deptanie” boga Śiwy). Jest najbardziej znana, bo „straszy”, zamiast koić jak Notre Dame, nasza Matka Boska. Była bodaj pierwszą boginią, z jaką Anglicy spotkali się w Indiach — w Kalkucie, jednym z niewielu miast oddanych jej kultowi.
[...]
Kult bogini Kali przetrwał w najsilniejszej formie w Bengalu, gdzie każda wioska ma swoją kalibari, przybytek bogini. Jej wielkim poddanym był Ramakrishna, mistyk bengalski z XIX wieku, który przywrócił w Indiach czysty kult tej bogini. Świątynia Dakshineswar w północnej Kalkucie stała się najważniejszym miejscem kultu. Anglicy kolonizujący w tym czasie Kalkutę myśleli, iż owa intensywność oddawania kultu bogini jest typowa dla całych Indii — miasto było zbudowane na ziemi Kali (Kali-kshetra), nad brzegiem Gangi i nazywało się Kalighat. Ale to Ramakrishna i jego uczeń Wiwekananda przyciągnęli żarem oddania innych mieszkańców nowego miasta. W walce o niepodległość Indii, Kali zyskała nową symbolikę — jako personifikacja Bengalu pomogła wystąpić w ataku frontalnym przeciw Anglikom, a walka ta rozpoczęła się właśnie w Kalkucie.
[...]
Kult bogini Kali przetrwał w najsilniejszej formie w Bengalu, gdzie każda wioska ma swoją kalibari, przybytek bogini. Jej wielkim poddanym był Ramakrishna, mistyk bengalski z XIX wieku, który przywrócił w Indiach czysty kult tej bogini. Świątynia Dakshineswar w północnej Kalkucie stała się najważniejszym miejscem kultu. Anglicy kolonizujący w tym czasie Kalkutę myśleli, iż owa intensywność oddawania kultu bogini jest typowa dla całych Indii — miasto było zbudowane na ziemi Kali (Kali-kshetra), nad brzegiem Gangi i nazywało się Kalighat. Ale to Ramakrishna i jego uczeń Wiwekananda przyciągnęli żarem oddania innych mieszkańców nowego miasta. W walce o niepodległość Indii, Kali zyskała nową symbolikę — jako personifikacja Bengalu pomogła wystąpić w ataku frontalnym przeciw Anglikom, a walka ta rozpoczęła się właśnie w Kalkucie.
Podczas gdy Mahatma Gandhi jest na zachodzie postacią znaną i poważaną, dr Ambedkar pozostaje zupełnie nieznany. Był w czasach nam współczesnych pierwszym pariasem, który — dzięki poparciu Anglików — zdobył w latach 30-tych XX wieku wykształcenie i został prawnikiem.
[...]
Walczył o wprowadzenie reprezentacji niedotykalnych do parlamentu indyjskiego, używając argumentu, że niedotykalni to dawni buddyści, którzy zostali podporządkowani, a następnie zniewoleni przez braminów. Utrzymywał, że pariasi i ludność plemienna są rdzennymi mieszkańcami Indii, a hindusi — „zdobywcami”. Nonsensy te, nie poparte żadnymi dokumentami, zostały świadomie wykorzystane przez Anglików, którzy przy każdej sposobności rozdzierali społeczeństwo na strzępy, by łatwiej zarządzać: niedotykalni, muzułmanie i hindusi osobno w parlamencie stanowili mniejsze zagrożenie niż ich wspólny front.
[...]
Gandhi walczył o podniesienie moralności i godności wszystkich mieszkańców subkontynentu wobec Anglików, a sprawy kastowości były dlań pochodną zniewolenia kolonialnego. Ratował całą cywilizację indyjską i jej różnorodność. Oboje walczyli o równość, ale Gandhi chciał reformy moralnej, edukacji mas i indywidualnej odpowiedzialności, a Ambedkar — rozwiązań prawnych, nakazów i zakazów oraz władzy mas. Gandhi był przeciwny dyskryminacji warnowej i walczył o to, by niedotykalni mogli wejść do świątyni, poznać i zrozumieć starożytność kraju, a przez to współtworzyć obecną cywilizację hindu. Dla Ambedkara — było sprawą zupełnie obojętną czy pariasi uczęszczają do świątyni czy nie, natomiast bez względu na wykształcenie lub całkowity jego brak mieli obejmować stanowiska. Na obsadzenie wysokich stanowisk politycznych w administracji państwowej, w Parlamencie i na Uniwersytetach została ustalona quota, zarezerwowana dla pariasów i członków niskich dżati i wspólnot plemiennych.
[...]
Walczył o wprowadzenie reprezentacji niedotykalnych do parlamentu indyjskiego, używając argumentu, że niedotykalni to dawni buddyści, którzy zostali podporządkowani, a następnie zniewoleni przez braminów. Utrzymywał, że pariasi i ludność plemienna są rdzennymi mieszkańcami Indii, a hindusi — „zdobywcami”. Nonsensy te, nie poparte żadnymi dokumentami, zostały świadomie wykorzystane przez Anglików, którzy przy każdej sposobności rozdzierali społeczeństwo na strzępy, by łatwiej zarządzać: niedotykalni, muzułmanie i hindusi osobno w parlamencie stanowili mniejsze zagrożenie niż ich wspólny front.
[...]
Gandhi walczył o podniesienie moralności i godności wszystkich mieszkańców subkontynentu wobec Anglików, a sprawy kastowości były dlań pochodną zniewolenia kolonialnego. Ratował całą cywilizację indyjską i jej różnorodność. Oboje walczyli o równość, ale Gandhi chciał reformy moralnej, edukacji mas i indywidualnej odpowiedzialności, a Ambedkar — rozwiązań prawnych, nakazów i zakazów oraz władzy mas. Gandhi był przeciwny dyskryminacji warnowej i walczył o to, by niedotykalni mogli wejść do świątyni, poznać i zrozumieć starożytność kraju, a przez to współtworzyć obecną cywilizację hindu. Dla Ambedkara — było sprawą zupełnie obojętną czy pariasi uczęszczają do świątyni czy nie, natomiast bez względu na wykształcenie lub całkowity jego brak mieli obejmować stanowiska. Na obsadzenie wysokich stanowisk politycznych w administracji państwowej, w Parlamencie i na Uniwersytetach została ustalona quota, zarezerwowana dla pariasów i członków niskich dżati i wspólnot plemiennych.
Pojawiła się też „teoria afrykańska”, sformułowana w latach 60. poprzedniego wieku przez Senegalczyka wykształconego we Francji, Cheikh Anta Diopy, który twierdził, że Drawidowie są z pochodzenia Afrykanami — Il est, en effet, incontestable que les Dravidiens partagent le meme sang noir avec leurs freres d'Afrique et la diaspora. Rzeczywiście, są wśród nich ludzie o czarnej lub bardzo ciemnej skórze, choć bez cech negroidalnych, o czarnych, prostych i mocnych włosach, choć nie kręconych. Jednak ta teoria nie zaprzecza poprzedniej, gdyż duża część budowniczych cywilizacji doliny Indusu musiała pochodzić z północno-wschodniej Afryki, głównie z Nubii, niezwykle zamożnej w czasach starożytnych dzięki swym kopalniom złota (okres Kerma 3100-2800 p.n.e.). W późniejszych latach Nubijczycy stali się quasi niewolnikami, ale od faraonów począwszy aż po władców perskich włącznie, byli doceniani jako żołnierze (Kserkses miał ich podobno 100 tysięcy). Za czasów Wielkich Mogołów nubijskie dziewczęta uważano za najpiękniejsze i masowo sprowadzano je do haremów; nawet Anglicy korzystali z dawnej tradycji — Nubijka była najdroższą kobietą do kupienia w domu publicznym. Komponent rasy czarnej pozostaje na południu Indii bardzo wysoki.
W tym znaczeniu można mówić o dżati osiadłych w Chicago Polaków, którzy przybyli do Stanów Zjednoczonych „za chlebem” na fali emigracji końca XIX wieku. Fantastycznie, jak w laboratorium, można zaobserwować formujące się dżati Polaków w Wielkiej Brytanii — już są gildy sklepikarzy z polską kiełbasą i kapustą kiszoną, gildy sprzedaży nieruchomości dla (uboższych niż Anglicy) Polaków oraz szczególna oferta pracy — pewne zawody są „typowo polskie”, „rezerwowane” dla Polaków (hydraulik, pielęgniarka), a inne — są na razie nieosiągalne (z wyjątkiem jednostek wybitnych). Od tych wszystkich gild zawodowych — etnicznych grup nacisku — będzie zależał los polskich emigrantów w Anglii w przyszłości.
Wielokrotnie atakowali i wywozili łupy również z Czerwonego Fortu w Delhi, lecz wiadomo, że największej wywózki majątku Wielkich Mogołów dokonał władca Persji, Nadir Szach, który w 1739 roku przybył z Teheranu do Delhi ze sporą armią. Na wozach zaprzężonych w indyjskie bawoły i wielbłądy całymi tygodniami wywoził z pałaców dworskich namiestników cenne tureckie i perskie kobierce, zasłony, lampy i złote łańcuchy (biżuterię pozabierała służba). Wywiózł cesarskie konie i bogato zdobne słonie oraz całe tabory wyposażonych we wszystko namiotów. Persowie zrabowali też bezcenny baldachim z pereł zdobiący sarkofag Mumtaz w Tadż Mahalu, a także słynny pawi tron wykonany na polecenie Szahdżahana przez złotników z Czandni Czowk w Szahdżahanbadzie (Old Delhi), który być może nadal znajduje się w Teheranie. Po Persach i Dżatach nic już nie zostało do zrabowania dla Anglików…
[...]
Park Narodowy Keoladeo Ghana, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, w Bharatpur to dawna domena maharadżów, którzy zagospodarowali bagnisty teren, przeprowadzili prace melioracyjne, zbudowali zbiornik wodny i utworzyli rezerwat niezwykłych ptaków. Do 1947 roku było to zwyczajowe miejsce polowań na ptactwo dla Anglików i władców indyjskich.
[...]
Park Narodowy Keoladeo Ghana, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, w Bharatpur to dawna domena maharadżów, którzy zagospodarowali bagnisty teren, przeprowadzili prace melioracyjne, zbudowali zbiornik wodny i utworzyli rezerwat niezwykłych ptaków. Do 1947 roku było to zwyczajowe miejsce polowań na ptactwo dla Anglików i władców indyjskich.
Ale Portugalczycy zdecydowanie wcześniej, bo już w 1415 roku, jako pierwsze nowożytne państwo europejskie rozpoczynają erę kolonizacji świata, zdobywając w 1415 roku Ceutę leżącą poza Europą, na kontynencie afrykańskim w Mauretanii. Europa wzięła za bohatera Ferdynanda Księcia Niezłomnego, którego z taką religijną pasją przedstawił nam Juliusz Słowacki. Kolonizacja poszła dwoma torami — hiszpańsko-portugalską furią chrystianizacji Ameryki Południowej wraz ze zniewoleniem afrykańskich Murzynów oraz angielską zlaicyzowaną żądzą pieniądza pod płaszczykiem „ucywilizowania” zdobytych terenów. Hiszpanie i Portugalczycy dokonali ludobójstwa w imię Chrystusa, Anglicy zaś — ekonomicznej destrukcji w imię mamony. Portugalia spróbowała pierwszej drogi także w Indiach — drogi brutalnej chrystianizacji i kolonizacji. Tylko zbyt mała liczebność Portugalczyków nie pozwoliła dokonać większych zbrodni. W bezwzględny sposób wyparli kupców arabskich, przejmując na jakiś czas kontrolę nad handlem korzeniami.
[...]
Duńska Kompania Wschodnioindyjska powstała w 1616 roku otrzymując przywilej handlowy od króla Christiana IV. W 1620 roku założyła stanowisko handlowe w Tranquebar. Przez pierwsze 19 lat wysłano jednak tylko 18 okrętów (z czego aż 11 zaginęło). Importowała swego czasu więcej herbaty niż kompania brytyjska i z tego aż 90% przemycała do Wielkiej Brytanii z dużym zyskiem. Została rozwiązana już w 1729 roku, a nieliczni wolni kupcy duńscy przeszli pod jurysdykcję innych kompanii. Kiedy w 1807 roku Dania straciła całą swą flotę zakończyła się dlań era handlu przyprawami i produktami kolonialnymi. Tranquebar został ostatecznie sprzedany Anglikom w 1845 roku.
[...]
Miasto Pondicherry zostało założone przez Francuza Francois Martina w 1673 roku, i należało później przez jakiś czas do Holendrów, a nawet do Anglików, ale ostatecznie w XIX wieku rozwinęło się jako duży ośrodek kultury francuskiej, łącząc styl kolonialny z francuszczyzną. W XIX wieku było niejednokrotnie miejscem schronienia działaczy walki narodowowyzwoleńczej, którzy ukrywali się tu przed Anglikami (Sri Aurobindo). Wszystkie posiadłości francuskie stały się własnością Francji w 1817 roku i były bezpośrednio administrowane przez Francję od 1848 roku.
[...]
Duńska Kompania Wschodnioindyjska powstała w 1616 roku otrzymując przywilej handlowy od króla Christiana IV. W 1620 roku założyła stanowisko handlowe w Tranquebar. Przez pierwsze 19 lat wysłano jednak tylko 18 okrętów (z czego aż 11 zaginęło). Importowała swego czasu więcej herbaty niż kompania brytyjska i z tego aż 90% przemycała do Wielkiej Brytanii z dużym zyskiem. Została rozwiązana już w 1729 roku, a nieliczni wolni kupcy duńscy przeszli pod jurysdykcję innych kompanii. Kiedy w 1807 roku Dania straciła całą swą flotę zakończyła się dlań era handlu przyprawami i produktami kolonialnymi. Tranquebar został ostatecznie sprzedany Anglikom w 1845 roku.
[...]
Miasto Pondicherry zostało założone przez Francuza Francois Martina w 1673 roku, i należało później przez jakiś czas do Holendrów, a nawet do Anglików, ale ostatecznie w XIX wieku rozwinęło się jako duży ośrodek kultury francuskiej, łącząc styl kolonialny z francuszczyzną. W XIX wieku było niejednokrotnie miejscem schronienia działaczy walki narodowowyzwoleńczej, którzy ukrywali się tu przed Anglikami (Sri Aurobindo). Wszystkie posiadłości francuskie stały się własnością Francji w 1817 roku i były bezpośrednio administrowane przez Francję od 1848 roku.
Gayatri Devi pochodzi z rodziny maharadży z Koś Biharu (Cooch Behar, Górny Bihar), maleńkiego państewka ukrytego w Himalajach. Miasto Darjeeling z widokiem na Kandżendzongę, otoczone plantacjami słynnej herbaty, założonymi przez Anglików, był niegdyś ich prywatną własnością. Matka, księżniczka Indira Devi pochodziła z klanu Gaekwarów z Barody, najbogatszych maharadżów Indii, którzy od końca XIX wieku prowadzili światłą politykę reform w swoim państwie. Wielki reformator Sajadżi Rao był jej matecznym dziadkiem. Byli bajecznie bogaci i dla księżniczki był przeznaczony na męża równie majętny maharadża z Gwalior, z klanu Scindia. Ale na durbarze w Delhi w 1911 roku poznała pięknego, acz biednego księcia, w którym zakochała się na zabój. Nawet nie był następcą tronu, lecz tylko młodszym synem. Jednak Indira dopięła swego i poślubiła go potajemnie wbrew woli rodziców.
Kiedy w 1847 roku umiera trzydziestojednoletni król Rayendra Bir Bikram Shah Dev, premier Jung Bahadur Kuwar z radżpuckiej rodziny Szumszerów zmienia styl sprawowania rządów i przestaje skrywać się w cieniu królewskich wyrostków. Ogłasza się maharadżą Kaski i Lamjung (w regionie Pokhary) i przyjmuje tytuł Rany, królewski tytuł Radżputów z Mewaru. Ten tytuł brzmiał niestety lepiej niż szach. Stał się równy królowi i zaczął rządzić otwarcie. Otworzył towarową linię kolejową, dzięki której sprowadzał z Indii materiały do budowy swych okazałych pałaców i zbudował pierwszą w Nepalu elektrownię na ropę naftową, która produkowała prąd do tych okazałych pałaców. Sir Jung Bahadur Rana odwiedził Anglię, gdzie otrzymał od królowej tytuł sir, ale zrobił wszystko, by Anglików nie wpuścić do Nepalu. Uchroniło to kraj przed kolonializmem, ale zamknęło na wszelkie wpływy zewnętrzne, a radykalnie wsteczna i konserwatywna polityka prowadzona konsekwentnie przez wszystkich Ranów uczyniła z tego kraju królestwo feudalne z czasów wczesnego średniowiecza. Wszyscy ludzie byli własnością króla, a to swoiste niewolnictwo zostało zniesione dopiero w 1924 roku. Nepal właściwie nadal składał się z niezliczonej ilości drobnych księstw zajmujących niewielkie powierzchnie, a w każdej dolinie rządził kacyk opłacany przez kogoś z rodziny Szumszerów.
[...]
Oddział Gurkhów brał udział w walkach z Tybetem w 1814 roku i spisał się tak dobrze, że Brytyjczycy już od początku XIX wieku zaczęli ich wynajmować do poruczeń i misji specjalnych w szczególnie trudnych regionach i niebezpiecznych sytuacjach. Z dziesięciu pułków jakie znajdowały się w armii brytyjskiej w 1947 roku, cztery zostały przejęte przez Anglików, a sześć pozostało w Indiach. Brytyjscy Gurkhowie składają przysięgę wierności Koronie Brytyjskiej; brali udział w wojnie o Falklandy w 1982 roku. Gurkhowie indyjscy składają przysięgę wierności rządowi Indii; wysłano ich przeciwko Tamilskim Tygrysom na Sri Lance i na Malediwach. Ayo Gurkhali to budzący grozę średniowieczny okrzyk wojenny towarzyszący wyciąganiu noży kukri, a płynąca krew, nektar Mahakali, jest do dziś poświęcana bogini Kali.
[...]
Oddział Gurkhów brał udział w walkach z Tybetem w 1814 roku i spisał się tak dobrze, że Brytyjczycy już od początku XIX wieku zaczęli ich wynajmować do poruczeń i misji specjalnych w szczególnie trudnych regionach i niebezpiecznych sytuacjach. Z dziesięciu pułków jakie znajdowały się w armii brytyjskiej w 1947 roku, cztery zostały przejęte przez Anglików, a sześć pozostało w Indiach. Brytyjscy Gurkhowie składają przysięgę wierności Koronie Brytyjskiej; brali udział w wojnie o Falklandy w 1982 roku. Gurkhowie indyjscy składają przysięgę wierności rządowi Indii; wysłano ich przeciwko Tamilskim Tygrysom na Sri Lance i na Malediwach. Ayo Gurkhali to budzący grozę średniowieczny okrzyk wojenny towarzyszący wyciąganiu noży kukri, a płynąca krew, nektar Mahakali, jest do dziś poświęcana bogini Kali.
Hinduizm to termin europejski, sztucznie utworzony przez Anglików na potrzeby pierwszego spisu powszechnego, który został przeprowadzony w 1872 roku. W swej fobii klasyfikowania i oceniania, podzielili oni ludność subkontynentu na hindu people i muslim people. Ten zupełnie sztuczny i arbitralny podział, którego smutne konsekwencje trwają do dziś, nie dał oczywiście żadnej interesującej odpowiedzi na pytanie kim są badani. Z faktu, iż ktoś określił się hindu wcale nie wynikało, że wyznawał którąś z religii staroindyjskich lub hinduskich, mógł bowiem mieć na myśli przynależność do wspólnoty społecznej hindu. Właściwie wszyscy muzułmanie w Indiach są jednocześnie hindu — podbita ludność przechodziła na islam pod groźbą utraty życia lub utraty środków do życia. Wielu muzułmanów, jak na przykład mieszkańcy Bengalu, czują się na swój sposób hindu, gdyż są mieszkańcami subkontynentu oraz współtwórcami i uczestnikami cywilizacji hindu. Podobnie Sikhowie, którzy wprawdzie walczą o autonomię religijną i o wyłączenie ich religii z tygla wierzeń hinduskich, ale również mają siebie za hindu. Także dżiniści i buddyści uważają siebie za hindu. Mieszkańcy Indii do dziś bardziej utożsamiają się z miejscem zamieszkania niż z wyznawaną religią. Nazwa islam, zamiast wcześniej używanej nazwy w liczbie mnogiej mahometanie lub muzułmanie, pojawiła się w angielskim nazewnictwie też dopiero w XIX wieku.
[...]
Na określenie wszystkich mieszkańców Indii, Anglicy zaczęli z czasem używać nazwy indians i indian people.
[...]
Na określenie wszystkich mieszkańców Indii, Anglicy zaczęli z czasem używać nazwy indians i indian people.
Żadne inne dzieło architektury mogolskiej nie spina tak dobitnie historii Wielkich Mogołów jak ten grobowiec właśnie. Grobowiec Humajuna jest pierwowzorem późniejszego Tadż Mahalu (nic nie powstaje ex nihilo) i wiadomo, że Szahdżahan wielokrotnie studiował tę budowlę. Tutaj zostało wrzucone bezgłowe ciało Dary Szikoha, syna Szahdżahana i Mumtaz, co sugeruje przecięta płyta cenotafu na górnym tarasie. Tutaj w 1857 roku Anglicy ujęli ostatniego cesarza Mogołów. Trzej inni młodzi książęta ukryci w saraceńskich arkadach zostali przez porucznika Hodsona siłą wywleczeni i bez sądu straceni, po czym wystawieni na widok publiczny. Panującego tylko w Delhi, marnego cesarza sądzono przez 42 dni — uznano winnym wszystkich zarzutów i skazano na wygnanie do Rangunu, gdzie zmarł w 1862 roku — ostatni z dynastii Timurydów.
Kiedy nastał Radż brytyjski, Anglicy zaczęli używać nazw pochodnych od słowa indian, nie wyróżniającego statusów religijnych.
Wyjazd do Orczi. Po drodze zwiedzanie imponującej XVI-wiecznej fortecy Man Singha w Gwalior oraz Jai Vilas, pałacu maharadżów Scindia, jednego z najstarszych i najbardziej szacownych rodów arystokratycznych (o czym świadczy osobista wizyta prezydenta Clintona w marcu 2000). Dalej na trasie — fort słynnej Rani z Dżansi (indyjskiej Joanny d’Arc), która broniła swej ziemi przed zakusami Anglików w 1857. Przejazd na nocleg do wioski Orczia. Wieczorna biesiada w zupełnie wyjątkowej scenerii… Nocleg w Orczi.
Hindi jest językiem bardzo młodym, odczuwanym jako sztuczny (na kształt esperanto), bez tradycji i bez historii, którego piśmiennictwo zaczęło się kształtować dopiero w pierwszej połowie XIX wieku pod wpływem zapotrzebowań kolonizatorów. Anglicy na początku wspierali tworzenie się hindi, usiłując znaleźć dla Radżu brytyjskiego jakiś jeden wspólny język porozumiewawczy w całym tym tyglu nieporozumienia. Ale wprowadzając w 1835 roku język angielski jako urzędowy, zahamowali rozwój i rolę hindi. Trudno powiedzieć, ile milionów posługuje się nim dzisiaj, w sensie prywatnego, a nie urzędowego użycia. Większość obywateli północy jest dwu-, trzy-, a nawet czterojęzyczna i wcale nie uważa go za „swój” język — w domu rozmawia jakimś językiem rodzinnym. Na pewno więcej obywateli potrafi czytać niż mówić i pisać. Podaje się różne liczby od 250 do 900 milionów, szacunkowo najbliższa realnej sytuacji to 480 mln. Tylko 40% ludności deklaruje w spisach znajomość hindi.
[...]
W 1947 roku, Indie odziedziczyły po Anglikach cały podział administracyjny oparty na arbitralnych cięciach władzy kolonialnej, której dewizą było dziel i rządź, a celem — rozbijanie jedności etnicznej. Anglicy oparli się na podziale Akbara na powiaty zamindar, zgodnie z potrzebą ówczesnego cesarstwa. Ludność tych prowincji, podzielona etnicznie i językowo, chciała wreszcie w niepodległych Indiach wrócić do podziałów historyczno-językowych. Przecież o to właśnie walczył Gandhi, o wolność, godność i siłę samostanowienia każdej społeczności. Jawaharlal Nehru zaniedbał te sprawy aż do 1952 roku, kiedy działacz i bojownik o wolność kraju Andhra, Potti Sriramulu podjął głodówkę na rzecz wyłonienia nowego stanu obejmującego całą ludność mówiącą w języku telugu. Otóż na południu Indii dogorywało wielkie poangielskie państwo Madras, obejmujące swym zasięgiem Tamil Nadu (tamilski), część Andhra Pradesh (telugu) i część Karnataki (kannara). Nehru zbagatelizował „zamieszki” ludności domagającej się nowego państwa i Potti Sriramulu zmarł z głodu. Ten fakt wzburzył całe Indie i zmienił sytuację. Natychmiast powołano komisję językową, która zadecydowała ukonstytuowanie się w 1953 roku stanu Andhra Pradesh z telugu jako językiem urzędowym, a w 1956 roku powstały, na tych samych zasadach, stan Tamil Nadu z tamilskim i stan Karnataka z językiem kannara. Od tego czasu aż do dziś, podział etniczny i językowy stanowi podstawowe kryterium tworzenia się nowych stanów. Tak właśnie w 2000 roku wyłoniono z Biharu stan Jharkhand, a z Orissy — Chhattisgarh.
[...]
W 1947 roku, Indie odziedziczyły po Anglikach cały podział administracyjny oparty na arbitralnych cięciach władzy kolonialnej, której dewizą było dziel i rządź, a celem — rozbijanie jedności etnicznej. Anglicy oparli się na podziale Akbara na powiaty zamindar, zgodnie z potrzebą ówczesnego cesarstwa. Ludność tych prowincji, podzielona etnicznie i językowo, chciała wreszcie w niepodległych Indiach wrócić do podziałów historyczno-językowych. Przecież o to właśnie walczył Gandhi, o wolność, godność i siłę samostanowienia każdej społeczności. Jawaharlal Nehru zaniedbał te sprawy aż do 1952 roku, kiedy działacz i bojownik o wolność kraju Andhra, Potti Sriramulu podjął głodówkę na rzecz wyłonienia nowego stanu obejmującego całą ludność mówiącą w języku telugu. Otóż na południu Indii dogorywało wielkie poangielskie państwo Madras, obejmujące swym zasięgiem Tamil Nadu (tamilski), część Andhra Pradesh (telugu) i część Karnataki (kannara). Nehru zbagatelizował „zamieszki” ludności domagającej się nowego państwa i Potti Sriramulu zmarł z głodu. Ten fakt wzburzył całe Indie i zmienił sytuację. Natychmiast powołano komisję językową, która zadecydowała ukonstytuowanie się w 1953 roku stanu Andhra Pradesh z telugu jako językiem urzędowym, a w 1956 roku powstały, na tych samych zasadach, stan Tamil Nadu z tamilskim i stan Karnataka z językiem kannara. Od tego czasu aż do dziś, podział etniczny i językowy stanowi podstawowe kryterium tworzenia się nowych stanów. Tak właśnie w 2000 roku wyłoniono z Biharu stan Jharkhand, a z Orissy — Chhattisgarh.
Erotyczne malowidła i rzeźby boskiej pary zespolonej w uścisku przynoszą szczęście. W dawnych Indiach każdy dom posiadał pokój miłosny, gdzie ściany pokryte były erotycznymi freskami. Za czasów Wielkich Mogołów wprowadzono zakaz malowideł ściennych o tematyce erotycznej, zwłaszcza na zewnętrznych ścianach domów, ale temat został przejęty przez miniaturzystów tworzących słynne miniatury mogolskie (do dziś sprzedawane), świadczące o subtelnej wiedzy na temat sztuki miłości i wysublimowanej dekoracji wnętrz. Anglicy zniszczyli praktycznie doszczętnie spontaniczny erotyzm indyjskiej cywilizacji, wciskając ją w ramy ciasnego purytanizmu, likwidując, między innymi, starożytną instytucję devadasi, spełniających także rolę kurtyzan i prostytutek i nie zezwalając na otwarcie „współczesnych” domów publicznych. Pewien szacowny współczesny bramin interesujący się zagadnieniem, podobnie jak Watsjajana, autor Kamasutry, stwierdza „w kraju, gdzie nie ma prostytutek, każdy dom staje się burdelem”.
Tym samym w 1566 roku imperium przestało istnieć, choć na gruzach Widżajanagaru pojawiła się czwarta dynastia zubożałych i niewiele już znaczących władców Arawidu (Karnata), którzy z coraz większym trudem utrzymywali nominalną integralność królestwa, a odeszła w niepamięć w 1680 roku. Niesnaski wewnętrzne, regularne ciosy wojsk muzułmańskich, pojawienie się nowej siły, Anglików, którym musieli odsprzedać w 1639 roku ziemie pod port w Madras, spowodowały ostateczny upadek ostatniego wielkiego hinduskiego królestwa południowych Indii.
Naturalne związki łączące wioskę z pobliskim lasem zostały całkowicie zerwane w XIX wieku, kiedy Anglicy nie tylko przejęli nadzór nad wszystkimi lasami, ale zawłaszczyli je, pozbawiając lokalną ludność prawa korzystania z dobrodziejstw shrivanu i tapovanu. Rozpoczęli gwałtowną, niczym nie ograniczoną eksploatację i grabież lasów na skalę przemysłową. Na konstrukcje statków angielskiej floty handlowej i marynarki wojennej szły, aż do 1947 roku, wszystkie zapasy drzewa tekowego. Również budowa kolei indyjskiej doprowadziła do gwałtownego przetrzebienia lasów. Przez cały XIX wiek Anglicy wznosili z drewna miasta kolonialne, które były raz po raz trawione przez pożary (Madras, Kalkuta), a następnie znów z drewna odbudowywane. Bezczeszczono źródła czystej wody, pozbawiając lokalną ludność tradycyjnych miejsc świętych.
Tymczasem na początku XVIII wieku w niektórych regionach kontynentu zaczęła już działać i panoszyć się bez ograniczeń Kompania Wschodnioindyjska, która w połowie XVIII wieku nabyła pierwsze posiadłości w Bengalu i w okolicach Madrasu. Zawierała porozumienia z miejscowymi elitami wykorzystując siłę militarną, naciski gospodarcze, lisią politykę i podstępne intrygi, a przede wszystkim słynną rzymską zasadę dziel i rządź, nie pozostawiając żadnych szans dla normalnego funkcjonowania większości państewek. Równie słynna polityka impeachment, postawienie w stan oskarżenia z błahego powodu, wprowadzona przez Warrena Hastingsa, zezwalała na trzymanie żołnierzy na terenie dóbr maharadży i bezpośrednią kontrolę nad wszystkimi jego przedsięwzięciami. Anglicy, a potem imperium, zawsze po mistrzowsku wykorzystywali wszystkie stare napięcia zrodzone z wcześniejszych konfliktów między hindusami i muzułmanami aż do rewolty sipajów włącznie, podkreślając różnice, rozdrapując stare rany, a utrzymanie naturalnego rozdźwięku między tymi dwoma religiami pozwalało im na rozgrywanie konkretnych gier i rozgrywek politycznych.
[...]
Dynastie osiemnastowieczne powstały najczęściej w wyniku przewrotu pałacowego i pochodzą od dowódców armii obsługujących słabych władców, jak dynastia Hajdarabadu, rody Gaekwarów z Barody, Scindiów z Gwalior, Holkarów z Indore. Państwo Benares rozkwitło, jak zawsze dzięki swej lokacji nad rzeką Gangą i wysokim podatkom z handlu i pielgrzymek. Niektórym starożytnym dynastiom radżpuckim udało się wspaniale odbudować swoje państwa — Dżajpur, Udajpur czy Majsur, ale po 1857 roku władzę w Indiach, drogą energicznej kolonizacji, dyplomacji oraz zwykłego podboju lub schedy po Kompanii Wschodnioindyjskiej, skutecznie przejęła Wielka Brytania. Setki książąt indyjskich podpisywało traktaty, przekazując swoje państewka pod protekcję, czyli dominację angielskiego imperium. Wielu maharadżów stało się władcami jedynie dzięki wsparciu Anglików — podpisywali tak zwane traktaty pokojowe, alianse i pakty przyjaźni, zwane dosti London. Niektórzy radżowie nigdy się nie ugięli, o wielu zupełnie zapomniano, a jeszcze inni byli na indyjskiej szachownicy tak marnymi pionkami, że nie warto było fatygować dyplomatów, gdyż stany książęce nie leżały na drodze interesów twórców imperium brytyjskiego. Anglicy nigdy nie byli władcami całych Indii, na indyjskiej mapie pozostało sporo miejsc, w których nigdy nie pojawił się żaden angielski kolonizator w słynnym kasku i na koniu, z czasem pojawili się natomiast angielscy miłośnicy, wielbiciele i koneserzy indyjskiej cywilizacji.
[...]
System zależności lennej wytworzył się w Indiach w wyniku wieloletniego paktowania — większość władców nie pochodziła bowiem z kraju, którym władała. Przychodzący z zewnątrz uzurpatorzy, jeśli chcieli stać się dobrymi administratorami i czerpać zyski z rzemiosła królowania, musieli układać się z gildiami kupców i wieśniaków, szefami starożytnych rodów i klanów (z tytułem dżagirdar, thakur lub talukdar) i chcąc nie chcąc poddać się istniejącym układom. Bagatelizowanie lokalnych tradycji i świąt, brak poszanowania istniejących układów sił wśród ludności miejscowej doprowadzały do upadku dynastii, a ludności tak naprawdę było obojętne kto rządzi, czyli komu płaci podatki. Władcy pochodzący z hinduskich klanów radżpuckich jak i rodzimi Marathowie, Dżatowie i Sikhowie, znakomicie wypełnili w XVIII wieku próżnię po zarządcach mogolskich. Kto tylko umiał zagarnąć władzę, ten ją zagarniał, a następcy stawali się bardziej lub mniej trwałą i udaną dynastią, której spadkobiercy niekiedy żyją po dziś dzień. Bardzo silna potrzeba społeczna odtworzenia starożytnej warny ksiatrijów sprawiła, że warstwa ta odrodziła się błyskawicznie, wspierana zresztą przez Anglików, którzy musieli się przecież na kimś oprzeć. Anglicy z Kompanii Wschodnioindyjskiej wspierali niemal każdego władcę terytorialnego w zamian za jego lojalność i, oczywiście, odpowiednie płatności oraz za utrzymywanie wojska najemnego, sipajów. Za Radżu brytyjskiego, wzmacniali dodatkowo poczucie bezpieczeństwa władców nadając im różne dziwaczne i nic nie znaczące tytuły i przywileje, komiczne herby, autorytatywnie określając, na przykład, ilość salw armatnich przynależnych tytułowi. Było to prześmiewcze i żenujące, ale Brytyjczycy świetnie się bawili. Izba Książąt (la Chambre des Princes) zorganizowana na podobieństwo Izby Lordów, broniąca interesów władców Indii i przywracająca im godność osobistą ukonstytuowała się dopiero w latach dwudziestych XX wieku.
[...]
Anglicy w sposób o wiele bardziej okrutny niż rodzimi władcy traktowali Hindusów jak poddanych i służących, obywateli drugiej kategorii, wzbraniając na przykład — nawet tym, którzy ukończyli Oxford — podróżowania pierwszą klasą i przebywania w luksusowych angielskich klubach i okazując Hindusom na każdym kroku pogardę za „gusła” i „pogańskie obyczaje”. Nie zdawali sobie sprawy i nigdy tego nie dociekali, że ich młoda cywilizacja zderzyła się z cywilizacją naprawdę wysokich lotów, od której mogli byli czegoś się nauczyć… Zdaje się, że to oni właśnie byli najbardziej zachwyceni systemem warnowym, rozumiejąc go opacznie jako system niesprawiedliwości społecznej umożliwiający podłe traktowanie i poniżanie ludzi. Samo już mówienie o Indiach jako o „kolonii” i chęć „kolonizacji” kraju, w którym istniały wypracowane przez wieki praktycznie wszystkie instytucje społeczne, których Anglicy w ogóle nie dostrzegali, urąga ich domniemanej prawości…
[...]
Bieda w Indiach została wygenerowana w XIX wieku, kiedy Anglicy wprowadzili własność ziemską, w związku z czym ogromna rzesza drobnych rolników straciła swe poletka w wyniku różnych zadłużeń, manipulacji nieruchomościami i angielskiej polityki konfiskaty dóbr. Jak również z powodu wprowadzenia angielskiego monopolu na kultury przemysłowe — jutę (Bengal), herbatę (Assam, Madras), bawełnę i tytoń. Wyzuci z ziemi biedacy, nie mogący trwać przy uprawach tradycyjnych, tłoczyli się wokół powstających miast i byli zatrudniani w angielskich zakładach przemysłowych, skazani na łaskę i niełaskę kolonizatorów. To oni zaludniają do dziś slumsy wielkich aglomeracji, takich jak Bombaj czy Kalkuta, miast zbudowanych przecież za czasów angielskich. Mahatma Gandhi wprowadzając reformę rolną i oddając wieśniakom ziemię, chciał powrócić do stanu sprzed kolonizacji — kiedy ziemia należała do bogów, nie do władców, a wieśniacy tylko ją uprawiali. Lecz ten powrót byłby anachroniczny i nie mógłby udać się w świecie, w którym własność ziemska i własność nieruchomości są podstawą ekonomii.
[...]
Dynastie osiemnastowieczne powstały najczęściej w wyniku przewrotu pałacowego i pochodzą od dowódców armii obsługujących słabych władców, jak dynastia Hajdarabadu, rody Gaekwarów z Barody, Scindiów z Gwalior, Holkarów z Indore. Państwo Benares rozkwitło, jak zawsze dzięki swej lokacji nad rzeką Gangą i wysokim podatkom z handlu i pielgrzymek. Niektórym starożytnym dynastiom radżpuckim udało się wspaniale odbudować swoje państwa — Dżajpur, Udajpur czy Majsur, ale po 1857 roku władzę w Indiach, drogą energicznej kolonizacji, dyplomacji oraz zwykłego podboju lub schedy po Kompanii Wschodnioindyjskiej, skutecznie przejęła Wielka Brytania. Setki książąt indyjskich podpisywało traktaty, przekazując swoje państewka pod protekcję, czyli dominację angielskiego imperium. Wielu maharadżów stało się władcami jedynie dzięki wsparciu Anglików — podpisywali tak zwane traktaty pokojowe, alianse i pakty przyjaźni, zwane dosti London. Niektórzy radżowie nigdy się nie ugięli, o wielu zupełnie zapomniano, a jeszcze inni byli na indyjskiej szachownicy tak marnymi pionkami, że nie warto było fatygować dyplomatów, gdyż stany książęce nie leżały na drodze interesów twórców imperium brytyjskiego. Anglicy nigdy nie byli władcami całych Indii, na indyjskiej mapie pozostało sporo miejsc, w których nigdy nie pojawił się żaden angielski kolonizator w słynnym kasku i na koniu, z czasem pojawili się natomiast angielscy miłośnicy, wielbiciele i koneserzy indyjskiej cywilizacji.
[...]
System zależności lennej wytworzył się w Indiach w wyniku wieloletniego paktowania — większość władców nie pochodziła bowiem z kraju, którym władała. Przychodzący z zewnątrz uzurpatorzy, jeśli chcieli stać się dobrymi administratorami i czerpać zyski z rzemiosła królowania, musieli układać się z gildiami kupców i wieśniaków, szefami starożytnych rodów i klanów (z tytułem dżagirdar, thakur lub talukdar) i chcąc nie chcąc poddać się istniejącym układom. Bagatelizowanie lokalnych tradycji i świąt, brak poszanowania istniejących układów sił wśród ludności miejscowej doprowadzały do upadku dynastii, a ludności tak naprawdę było obojętne kto rządzi, czyli komu płaci podatki. Władcy pochodzący z hinduskich klanów radżpuckich jak i rodzimi Marathowie, Dżatowie i Sikhowie, znakomicie wypełnili w XVIII wieku próżnię po zarządcach mogolskich. Kto tylko umiał zagarnąć władzę, ten ją zagarniał, a następcy stawali się bardziej lub mniej trwałą i udaną dynastią, której spadkobiercy niekiedy żyją po dziś dzień. Bardzo silna potrzeba społeczna odtworzenia starożytnej warny ksiatrijów sprawiła, że warstwa ta odrodziła się błyskawicznie, wspierana zresztą przez Anglików, którzy musieli się przecież na kimś oprzeć. Anglicy z Kompanii Wschodnioindyjskiej wspierali niemal każdego władcę terytorialnego w zamian za jego lojalność i, oczywiście, odpowiednie płatności oraz za utrzymywanie wojska najemnego, sipajów. Za Radżu brytyjskiego, wzmacniali dodatkowo poczucie bezpieczeństwa władców nadając im różne dziwaczne i nic nie znaczące tytuły i przywileje, komiczne herby, autorytatywnie określając, na przykład, ilość salw armatnich przynależnych tytułowi. Było to prześmiewcze i żenujące, ale Brytyjczycy świetnie się bawili. Izba Książąt (la Chambre des Princes) zorganizowana na podobieństwo Izby Lordów, broniąca interesów władców Indii i przywracająca im godność osobistą ukonstytuowała się dopiero w latach dwudziestych XX wieku.
[...]
Anglicy w sposób o wiele bardziej okrutny niż rodzimi władcy traktowali Hindusów jak poddanych i służących, obywateli drugiej kategorii, wzbraniając na przykład — nawet tym, którzy ukończyli Oxford — podróżowania pierwszą klasą i przebywania w luksusowych angielskich klubach i okazując Hindusom na każdym kroku pogardę za „gusła” i „pogańskie obyczaje”. Nie zdawali sobie sprawy i nigdy tego nie dociekali, że ich młoda cywilizacja zderzyła się z cywilizacją naprawdę wysokich lotów, od której mogli byli czegoś się nauczyć… Zdaje się, że to oni właśnie byli najbardziej zachwyceni systemem warnowym, rozumiejąc go opacznie jako system niesprawiedliwości społecznej umożliwiający podłe traktowanie i poniżanie ludzi. Samo już mówienie o Indiach jako o „kolonii” i chęć „kolonizacji” kraju, w którym istniały wypracowane przez wieki praktycznie wszystkie instytucje społeczne, których Anglicy w ogóle nie dostrzegali, urąga ich domniemanej prawości…
[...]
Bieda w Indiach została wygenerowana w XIX wieku, kiedy Anglicy wprowadzili własność ziemską, w związku z czym ogromna rzesza drobnych rolników straciła swe poletka w wyniku różnych zadłużeń, manipulacji nieruchomościami i angielskiej polityki konfiskaty dóbr. Jak również z powodu wprowadzenia angielskiego monopolu na kultury przemysłowe — jutę (Bengal), herbatę (Assam, Madras), bawełnę i tytoń. Wyzuci z ziemi biedacy, nie mogący trwać przy uprawach tradycyjnych, tłoczyli się wokół powstających miast i byli zatrudniani w angielskich zakładach przemysłowych, skazani na łaskę i niełaskę kolonizatorów. To oni zaludniają do dziś slumsy wielkich aglomeracji, takich jak Bombaj czy Kalkuta, miast zbudowanych przecież za czasów angielskich. Mahatma Gandhi wprowadzając reformę rolną i oddając wieśniakom ziemię, chciał powrócić do stanu sprzed kolonizacji — kiedy ziemia należała do bogów, nie do władców, a wieśniacy tylko ją uprawiali. Lecz ten powrót byłby anachroniczny i nie mógłby udać się w świecie, w którym własność ziemska i własność nieruchomości są podstawą ekonomii.
Urodził się w zasobnej rodzinie kupców (wajsiów) w małym miasteczku w Gudżaracie. Rodzina wysłała go na studia prawnicze do Wielkiej Brytanii, gdzie spędził najsmutniejsze lata swego życia (bardzo cierpiał z powodu zimnego klimatu i braku wyżywienia wegetariańskiego). Karierę prawnika rozpoczął w Afryce Południowej (Natal) broniąc zrazu interesów swej kupieckiej dżati, a następnie, głęboko poruszony bardzo złym traktowaniem Indusów przez kolonizatorów, rozpoczął walkę o poprawę ich statusu społecznego. Pozostając bezwzględnie i bezgranicznie wierny raz przyjętym zasadom, zażądał tego samego od Indusów — najpierw zdobycie szacunku do własnej osoby, następnie zmianę poziomu świadomości (braminizacja) i dzięki temu zmianę spojrzenia na własny los, wreszcie — domaganie się sprawiedliwych praw dla społeczności. Osiągnięcie satyagrahy, siły prawdy, wymagało wprowadzenia w swoje życie dyscypliny i ascezy w sensie panowania nad emocjami i świadomością. Uważał, że tylko czyste życie upoważnia do walki o słuszne prawa. Nauczał oporu wobec niesprawiedliwości, ale przyjął żelazną zasadę niestosowania przemocy — ahimsę. Zasady te przyniosły zaskakujące rezultaty w budzeniu świadomości Indusów w Afryce i po powrocie do Indii, w 1914 roku Mahatma Gandhi zastosował je w walce z kolonizacją brytyjską. Znalazł natychmiastowe oparcie w silnych tradycją i moralnością wspólnotach wieśniaków, których status podniósł do rangi bojowników o wolność i demokrację. Anglików najbardziej zaskoczyła i zbiła z tropu metoda nieposłuszeństwa obywatelskiego oraz odniesienie się do etyki jako oręża działania politycznego. Siłą Mahatmy, półnagiego fakira, była jego nieprzewidywalność, a Anglicy obawiali się każdej akcji, gdyż nawet jeśli nie kończyła się jakimś realnym sukcesem politycznym, to Indusi integrowali się i podnosili poziom świadomości walki. Gandhi był wielokrotnie więziony przez Anglików, ale okresy odosobnienia znosił pogodnie i z pokorą, pracując nad dalszymi szczegółami akcji politycznej.
[...]
Uczestniczył w negocjacjach dotyczących odzyskania niepodległości — był żarliwym przeciwnikiem podziału Indii i podział ten uznał za swą osobistą porażkę (wspierane przez Anglików odłączenie się Pakistanu od Indii). Usiłował doprowadzić do zaprzestania konfrontacji na tle religijnym między muzułmanami i hindusami poprzez protestacyjne głodówki (uratował obie społeczności w Kalkucie i w Delhi), ale poległ ostatecznie na tym właśnie polu. W styczniu 1948 roku został zastrzelony przez hinduskiego fanatyka, który miał mu za złe obronę interesów muzułmanów w Indiach.
[...]
Mahatma Gandhi nie zwalczał systemu warnowego, wręcz przeciwnie, uważał, iż jest to jedna z najoryginalniejszych cech życia indyjskiego. Lecz potępiał jego niesprawiedliwości, przede wszystkim dyskryminację niskich warstw społecznych, jak na przykład fakt, że pariasi nie mogli wchodzić do świątyni hinduskiej, ani uczestniczyć w pudżach. Warny przeżywał i odczuwał dosłownie, tak jak powiedziano w jednym z hymnów Rigwedy: cztery warny, stany społeczne, powstały z różnych części ciała złożonego w ofierze Praczłowieka — Pana Stworzeń; z jego ust narodzili się bramini, z jego ramion — ksiatrijowie, z lędźwi — wajsiowie i ze stóp — siudrowie. Wierzył w siłę tego mitu, gdyż rozumiał jego głębokiego przesłanie — wzajemną współpracę poszczególnych grup społecznych, ich komplementarność, nie zaś hierarchię ważności, gdyż jedni nie mogą żyć i funkcjonować bez drugich, w tym znaczeniu stopy nie są gorsze od ust, a lędźwie od ramion. Gandhi chciał za wszelką cenę powrócić do czasów sprzed kolonizacji Anglików, a nawet sprzed inwazji Wielkich Mogołów i odrestaurować Indie w ich kształcie niemal mistycznym. Dlatego tak ostro występował przeciw własności prywatnej i doprowadził do oddania ziemi wieśniakom. Uważał, że warny są tworem boskim, a nie umową społeczną, dlatego przetrwają każdą narzuconą przez obcych strukturę polityczną, w tym również demokrację typu europejskiego, której świt przyszło mu było oglądać…
[...]
Niektórzy politolodzy (Guy Sorman) widzą w nim jedynie nietypowego polityka, którego ideologia poruszyła masy i doprowadziła do wyrzucenia Anglików z Indii. Jednak Gandhi nie był ani politykiem, ani rewolucjonistą, ani działaczem politycznym. Był uosobieniem indyjskiego guru, Nauczyciela, mieszkał wszak w założonym przez siebie aszramie, i czerpał z niezgłębionej skarbnicy odwiecznej myśli wielkich indyjskich filozofów, nauczycieli i mistyków. Jeśli tak szybko zwrócono nań uwagę — Hindusi w Republice Południowej Afryki — to dlatego, że wszystko, o czym mówił, pieczętował czynem. Jego walka to nie zmyślne, wyrachowane działanie polityczne, lecz nieugięta postawa życiowa, walka prowadzona przede wszystkim ze sobą samym (braminizacja, trzeba wciąż pamiętać, że Gandhi nie był braminem). Mimo, iż spędził w Anglii parę dobrych lat i poznał angielskie maniery, nigdy nie był English gentleman (jak Nehru i Jinnah) i w jego myśleniu i zachowaniu nie było śladu wpływu Zachodu. Zresztą do całej cywilizacji Zachodu zachowywał znamienną nieufność.
[...]
Mówi się dziś w polityce o wielkim wpływie Gandhiego na świat i o jego szczególnej postawie politycznej (fr. gandhisme). Guy Sorman pisze, że C'est sans conteste la contribution contemporaine essentielle de l'Inde au mondeTo bez wątpienia najistotniejszy wkład Indii dla współczesnego świata
[...]
Guy Sorman, Le genie de l'Inde, str.272.Zresztą pamięta się dziś bardziej, że był półnagim fakirem stosującym zmyślne sztuczki polityczne przeciwko Anglikom, że był atletą wolności
[...]
Catherine Clementbo choć drobnej postury i słabowitego zdrowia trenował siłę wewnętrzną (w codziennej dyscyplinie), że był guru i nauczał poprzez dawanie przykładu własnym życiem. Nie pamięta się, zwłaszcza w Indiach, o tym, że prowadził fachowe parlamentarne dysputy z wytrawnymi adwersarzami politycznymi.
[...]
Gandhi jak najbardziej chciał zmienić indyjskie społeczeństwo, ale nie poprzez zmianę struktur, lecz zgodnie z tradycją indyjską poprzez oddziaływanie światłych jednostek i dawanie przez nich przykładu. Tylko poprzez wysiłek zmiany siebie, można zmienić świat. Zmieniając świat, nie zmienimy człowieka — jest dokładnie odwrotnie. Satyagraha, siła prawdy, możliwa jest do osiągnięcia tylko poprzez moralność i ascezę. Jego nieufność do zachodniej cywilizacji wynikała z obserwacji niespójności życia i myślenia jej ideologów — podwójna moralność Anglików, którzy u siebie stosowali szlachetne prawo i jednocześnie zgodnie z tym prawem wyzyskiwali Indusów, potwierdzała jego przypuszczenia o niskim poziomie etycznym Europy (II wojna światowa ugruntowała tę postawę).
[...]
Po raz pierwszy na szeroką skalę Mahatma Gandhi użył tej broni organizując słynny marsz solny w 1930 roku, by złamać narzucony przez Anglików monopol sprzedaży soli; wyruszył z aszramu Sabarmati w Ahmadabadzie do Dandii nad oceanem, gdzie zamierzał uwarzyć sól z wody morskiej, co było zabronione. Jego zwycięstwem było nie uwarzenie soli, lecz solidarność tłumu wieśniaków, którzy w niespotykanej liczbie poszli za nim.
[...]
Łagodność charakteru Mahatmy Gandhiego, wrodzona i wyćwiczona w dyscyplinie codziennego życia, zwróciła na niego uwagę wszystkich kobiet. Kobiety brały ogromny udział w walce o niepodległość Indii. Nie dająca się już dziś ukryć androgynia jego myśli, w której dążenie do spokoju przeważało nad dążeniem do zwycięstwa za wszelką cenę, a zrozumienie drugiego człowieka (nawet Anglika) wykluczało zwalczanie go męskimi metodami, pozostaje postawą na wskroś indyjską. Bhakti, postawa miłości i łagodności nie jest tylko domeną kobiet, lecz także każdego indyjskiego guru i mędrca. Gandhi nie chciał Anglików wyrzucić z Indii, lecz wyprosić. Przeprowadzając głodówki protestacyjne wiedział, że wszyscy go tak bardzo kochają, że uczynią wszystko, byle tylko nie dopuścić do jego śmierci. Łagodząc konflikty religijne oparł się na tej miłości, a wszystkie strony, hindusi, muzułmanie i Sikhowie, ostatecznie ugięły się przed tą siłą kochania, zdolną wymusić na przeciwniku daleko idące ustępstwa.
[...]
Kiedy Mahatma Gandhi walczył o niepodległość Indii, był to bardzo biedny kraj, zniszczony ekonomicznie przez Anglików. A jednak w centrum jego nauki nie pojawia się idea wzbogacania się, lecz idea godności człowieka. W taki czy inny sposób, namawiał on raczej do samoograniczania się i skromności, niż do zdobywania majątku i bogacenia się za wszelką cenę. W pewnym sensie przywrócił wartość biedzie (nie głodowaniu), uznając ją za szlachetniejszą formą życia niż pogoń za dobrami materialnymi. Ten postulat skromności i godności, ascezy jako wolnego wyboru, wyrzeczenia się posiadania nadmiaru rzeczy materialnych jest również całkowicie indyjski, chociaż w dawnych wiekach rozwijała się jednocześnie trójmyśl artha — dharma — kama, wzbogacanie się — obowiązek — przyjemność.
[...]
Uczestniczył w negocjacjach dotyczących odzyskania niepodległości — był żarliwym przeciwnikiem podziału Indii i podział ten uznał za swą osobistą porażkę (wspierane przez Anglików odłączenie się Pakistanu od Indii). Usiłował doprowadzić do zaprzestania konfrontacji na tle religijnym między muzułmanami i hindusami poprzez protestacyjne głodówki (uratował obie społeczności w Kalkucie i w Delhi), ale poległ ostatecznie na tym właśnie polu. W styczniu 1948 roku został zastrzelony przez hinduskiego fanatyka, który miał mu za złe obronę interesów muzułmanów w Indiach.
[...]
Mahatma Gandhi nie zwalczał systemu warnowego, wręcz przeciwnie, uważał, iż jest to jedna z najoryginalniejszych cech życia indyjskiego. Lecz potępiał jego niesprawiedliwości, przede wszystkim dyskryminację niskich warstw społecznych, jak na przykład fakt, że pariasi nie mogli wchodzić do świątyni hinduskiej, ani uczestniczyć w pudżach. Warny przeżywał i odczuwał dosłownie, tak jak powiedziano w jednym z hymnów Rigwedy: cztery warny, stany społeczne, powstały z różnych części ciała złożonego w ofierze Praczłowieka — Pana Stworzeń; z jego ust narodzili się bramini, z jego ramion — ksiatrijowie, z lędźwi — wajsiowie i ze stóp — siudrowie. Wierzył w siłę tego mitu, gdyż rozumiał jego głębokiego przesłanie — wzajemną współpracę poszczególnych grup społecznych, ich komplementarność, nie zaś hierarchię ważności, gdyż jedni nie mogą żyć i funkcjonować bez drugich, w tym znaczeniu stopy nie są gorsze od ust, a lędźwie od ramion. Gandhi chciał za wszelką cenę powrócić do czasów sprzed kolonizacji Anglików, a nawet sprzed inwazji Wielkich Mogołów i odrestaurować Indie w ich kształcie niemal mistycznym. Dlatego tak ostro występował przeciw własności prywatnej i doprowadził do oddania ziemi wieśniakom. Uważał, że warny są tworem boskim, a nie umową społeczną, dlatego przetrwają każdą narzuconą przez obcych strukturę polityczną, w tym również demokrację typu europejskiego, której świt przyszło mu było oglądać…
[...]
Niektórzy politolodzy (Guy Sorman) widzą w nim jedynie nietypowego polityka, którego ideologia poruszyła masy i doprowadziła do wyrzucenia Anglików z Indii. Jednak Gandhi nie był ani politykiem, ani rewolucjonistą, ani działaczem politycznym. Był uosobieniem indyjskiego guru, Nauczyciela, mieszkał wszak w założonym przez siebie aszramie, i czerpał z niezgłębionej skarbnicy odwiecznej myśli wielkich indyjskich filozofów, nauczycieli i mistyków. Jeśli tak szybko zwrócono nań uwagę — Hindusi w Republice Południowej Afryki — to dlatego, że wszystko, o czym mówił, pieczętował czynem. Jego walka to nie zmyślne, wyrachowane działanie polityczne, lecz nieugięta postawa życiowa, walka prowadzona przede wszystkim ze sobą samym (braminizacja, trzeba wciąż pamiętać, że Gandhi nie był braminem). Mimo, iż spędził w Anglii parę dobrych lat i poznał angielskie maniery, nigdy nie był English gentleman (jak Nehru i Jinnah) i w jego myśleniu i zachowaniu nie było śladu wpływu Zachodu. Zresztą do całej cywilizacji Zachodu zachowywał znamienną nieufność.
[...]
Mówi się dziś w polityce o wielkim wpływie Gandhiego na świat i o jego szczególnej postawie politycznej (fr. gandhisme). Guy Sorman pisze, że C'est sans conteste la contribution contemporaine essentielle de l'Inde au mondeTo bez wątpienia najistotniejszy wkład Indii dla współczesnego świata
[...]
Guy Sorman, Le genie de l'Inde, str.272.Zresztą pamięta się dziś bardziej, że był półnagim fakirem stosującym zmyślne sztuczki polityczne przeciwko Anglikom, że był atletą wolności
[...]
Catherine Clementbo choć drobnej postury i słabowitego zdrowia trenował siłę wewnętrzną (w codziennej dyscyplinie), że był guru i nauczał poprzez dawanie przykładu własnym życiem. Nie pamięta się, zwłaszcza w Indiach, o tym, że prowadził fachowe parlamentarne dysputy z wytrawnymi adwersarzami politycznymi.
[...]
Gandhi jak najbardziej chciał zmienić indyjskie społeczeństwo, ale nie poprzez zmianę struktur, lecz zgodnie z tradycją indyjską poprzez oddziaływanie światłych jednostek i dawanie przez nich przykładu. Tylko poprzez wysiłek zmiany siebie, można zmienić świat. Zmieniając świat, nie zmienimy człowieka — jest dokładnie odwrotnie. Satyagraha, siła prawdy, możliwa jest do osiągnięcia tylko poprzez moralność i ascezę. Jego nieufność do zachodniej cywilizacji wynikała z obserwacji niespójności życia i myślenia jej ideologów — podwójna moralność Anglików, którzy u siebie stosowali szlachetne prawo i jednocześnie zgodnie z tym prawem wyzyskiwali Indusów, potwierdzała jego przypuszczenia o niskim poziomie etycznym Europy (II wojna światowa ugruntowała tę postawę).
[...]
Po raz pierwszy na szeroką skalę Mahatma Gandhi użył tej broni organizując słynny marsz solny w 1930 roku, by złamać narzucony przez Anglików monopol sprzedaży soli; wyruszył z aszramu Sabarmati w Ahmadabadzie do Dandii nad oceanem, gdzie zamierzał uwarzyć sól z wody morskiej, co było zabronione. Jego zwycięstwem było nie uwarzenie soli, lecz solidarność tłumu wieśniaków, którzy w niespotykanej liczbie poszli za nim.
[...]
Łagodność charakteru Mahatmy Gandhiego, wrodzona i wyćwiczona w dyscyplinie codziennego życia, zwróciła na niego uwagę wszystkich kobiet. Kobiety brały ogromny udział w walce o niepodległość Indii. Nie dająca się już dziś ukryć androgynia jego myśli, w której dążenie do spokoju przeważało nad dążeniem do zwycięstwa za wszelką cenę, a zrozumienie drugiego człowieka (nawet Anglika) wykluczało zwalczanie go męskimi metodami, pozostaje postawą na wskroś indyjską. Bhakti, postawa miłości i łagodności nie jest tylko domeną kobiet, lecz także każdego indyjskiego guru i mędrca. Gandhi nie chciał Anglików wyrzucić z Indii, lecz wyprosić. Przeprowadzając głodówki protestacyjne wiedział, że wszyscy go tak bardzo kochają, że uczynią wszystko, byle tylko nie dopuścić do jego śmierci. Łagodząc konflikty religijne oparł się na tej miłości, a wszystkie strony, hindusi, muzułmanie i Sikhowie, ostatecznie ugięły się przed tą siłą kochania, zdolną wymusić na przeciwniku daleko idące ustępstwa.
[...]
Kiedy Mahatma Gandhi walczył o niepodległość Indii, był to bardzo biedny kraj, zniszczony ekonomicznie przez Anglików. A jednak w centrum jego nauki nie pojawia się idea wzbogacania się, lecz idea godności człowieka. W taki czy inny sposób, namawiał on raczej do samoograniczania się i skromności, niż do zdobywania majątku i bogacenia się za wszelką cenę. W pewnym sensie przywrócił wartość biedzie (nie głodowaniu), uznając ją za szlachetniejszą formą życia niż pogoń za dobrami materialnymi. Ten postulat skromności i godności, ascezy jako wolnego wyboru, wyrzeczenia się posiadania nadmiaru rzeczy materialnych jest również całkowicie indyjski, chociaż w dawnych wiekach rozwijała się jednocześnie trójmyśl artha — dharma — kama, wzbogacanie się — obowiązek — przyjemność.
Po śmierci Aurangzeba, kiedy cesarstwo Wielkich Mogołów praktycznie przestało istnieć, otworzyła się jeszcze większa szansa ekspansji marackiej, tym bardziej, że zwolniono z więzienia wnuka Śiwadżiego, Śahu. Udało mu się zdobyć kontrolę nad państwem i podpisać traktaty pokojowe z dworem mogolskim, a swoją politykę oparł o daleko idącą współpracę ze starymi rodami marackimi. W 1713 roku, Śahu utworzył urząd peszwy, premiera, i stanowisko to objął Baladżi Wiśwanath. Od roku 1727 peszwowie zagarnęli całą władzę, stanowisko stało się dziedziczne i w ich rękach spoczywała faktyczna władza nad państwem Marathów. Prowadzili nadal politykę ekspansji, zagarniając coraz to nowe ziemie. Zdobyli Gudżarat, Malwę, część Radżastanu, zagrozili nawet Bengalowi. W drugiej połowie XVIII wieku stanowili poważną siłę polityczną i militarną, odnosili zwycięstwa nad Anglikami i wydawało się, że nic nie powstrzyma ich przed opanowaniem całego kraju. Delhi przeszło na własność Marathów w 1788 roku.
Na południu Indii dominują Tamilowie (używana jest niepoprawna nazwa tego ludu — Tamilczycy), średniego wzrostu o ciemnej karnacji skóry. Przybywały do Indii wciąż nowe migracje ludności hebrajskiej — po zdobyciu Jerozolimy przez Nabuchodonozora II w 587 roku p.n.e. przybyli do Kerali Żydzi „Czarni”, a od 135 roku n.e. i później przybywali Żydzi „Biali”. Od II wieku naszej ery osiedlała się ludność syryjska. Arabowie z Półwyspu Arabskiego zasiedlali przez stulecia Wybrzeże Malabarskie i stanowią do dziś silną i zwartą grupę rasową. Znaleźli w Indiach azyl Parsowie, wyznawcy religii Zaratusztry, którzy uszli z Persji z powodu prześladowań ze strony muzułmanów w VII-XII wieku. Wielcy Mogołowie, którzy zdobyli północne Indie w 1527 roku, są mieszanką plemion tureckich i afgańskich. Portugalczycy pozostawili po sobie mieszanki ludności w Goa i Koczinie, Francuzi — w Pondicherry, ale po Anglikach, jak po Grekach, nie został żaden ślad.
Muhammad Ali Jinnah, urodzony w kupieckiej rodzinie w Karaczi, był adwokatem, mieszkał w Bombaju i tam zasłynął jako wspaniały mówca (podobnie jak Gandhi). Jak wielu indyjskich prawników wykształconych przez Anglików był liberałem i w teorii żarliwie popierał system konstytucyjny, oparty na twardym prawie. W latach dojrzałych nie był leaderem żadnego ruchu społecznego (odwrotnie niż Gandhi). Popierał Indyjski Kongres Narodowy, partię hinduskich wieśniaków, a dopiero w latach dwudziestych XX wieku, będąc grubo po pięćdziesiątce, związał się z Ligą Muzułmańską, której najważniejszym postulatem było zabezpieczenie pozycji indyjskich muzułmanów. Nie wiadomo dokładnie kiedy i w jakich okolicznościach pojawiło się żądanie zapewnienia im równego udziału we władzy bez względu na ich liczbę, choć stanowili zaledwie 20% ogółu ludności subkontynentu i, o czym się głośno nie mówiło ale pamiętało, pozostawali oni obcymi najeźdźcami, którzy niegdyś niszczyli hinduską religijność.
[...]
Lord Linlithgow ustępując w 1943 roku z funkcji wicekróla po siedmiu latach jej sprawowania, był przekonany, iż władza Anglików nad Indiami trwać będzie jeszcze przynajmniej przez następne trzydzieści lat.
[...]
Przysłany do Delhi w 1947 roku Lord Mountbatten, ostatni wicekról Indii, zastosował po raz ostatni okrutną zasadę rządzenia w brytyjskim imperium: dziel i… potem już nikt nie da sobie rady w rządzeniu. Tak jak Wielcy Mogołowie wyburzyli wszystkie hinduskie świątynie pod sam koniec panowania, tak Lord zadał najstraszliwszy cios dokładnie w momencie odejścia Anglików. Po Podziale rana broczy krwią do dzisiaj. Oto zemsta Albionu!
[...]
Lord Mountbatten był pewnym siebie lwem salonowym, dobrym admirałem, który jako dowódca sił alianckich w Azji południowo-wschodniej wsławił się tym, że wyparł wojska japońskie z Birmy. W sprawach indyjskich wykazywał się totalną ignorancją, a misją uwolnienia Indii od Anglików został obarczony dlatego, iż był prawnukiem królowej Wiktorii (a także bratankiem cara Mikołaja i kuzynem Alfonsa XIII).
[...]
Jawaharlal Nehru był bardziej brytyjski niż niejeden Anglik, pochodził z rodziny braminów kaszmirskich o tradycjach prawniczych i politycznych, marzył o demokracji parlamentarnej według modelu brytyjskiego. Nie posiadał się z radości, że ostatecznie, osobiście, zwyciężył Anglików, ale bez ich pomocy nie mógłby w Indiach sprawować władzy. Zawsze był przeciwnikiem podziału Indii według kryteriów religijnych. Jednak Mountbatten zdołał go do Podziału przekonać.
[...]
Gandhi ratował sytuację jak mógł. Wybrał najbardziej symboliczne ze wszystkich miejsc, by ogłosić niepodległość Indii. Lahore Gate w Czerwonym Forcie w Old Delhi była skierowana w kierunku stolicy nowego państwa. Ta dzielnica Delhi była nie tylko zamieszkała przez ludność całkowicie muzułmańską, ale nawiązywała do ostatniej przed Anglikami, rodzimej, choć nie w pełni hinduskiej formacji władzy — do Wielkich Mogołów i ich imperium. Gandhi chciał rozpocząć dzieło tworzenia nowego państwa od kontynuacji historii, a jeśli z wyłączeniem z tej historii kogoś, to Anglików, ale nigdy nie muzułmanów. Część z nich zrozumiała ten symboliczny gest.
[...]
Bengal, stara hinduska prowincja najwcześniej zdobyta przez Mogołów, gdzie zdołała się wytworzyć niemalże idealna symbioza między hindusami i muzułmanami, zwłaszcza w obliczu Anglików rezydujących w Kalkucie, wobec których ustanowili oni jeden front, został arbitralnie przecięty na pół i jego wschodnia część stała się Pakistanem Wschodnim. Kraj ten zawsze był trudny do rządzenia ze względu na nikłą komunikację między pojedynczymi wioskami, a wylewy dopływów Gangi w delcie odcinały ludność od wszelkiej władzy centralnej. Większość urzędników wysokiego szczebla i dowódcy armii pochodzili z Pakistanu Zachodniego, wzbudzając tu wrogość. Kulturowa jedność i wspólna historia łączyła wszystkich muzułmanów pomimo wszystko z Bengalem. Ludność muzułmańska posługiwała się językiem bengalskim.
[...]
Lord Linlithgow ustępując w 1943 roku z funkcji wicekróla po siedmiu latach jej sprawowania, był przekonany, iż władza Anglików nad Indiami trwać będzie jeszcze przynajmniej przez następne trzydzieści lat.
[...]
Przysłany do Delhi w 1947 roku Lord Mountbatten, ostatni wicekról Indii, zastosował po raz ostatni okrutną zasadę rządzenia w brytyjskim imperium: dziel i… potem już nikt nie da sobie rady w rządzeniu. Tak jak Wielcy Mogołowie wyburzyli wszystkie hinduskie świątynie pod sam koniec panowania, tak Lord zadał najstraszliwszy cios dokładnie w momencie odejścia Anglików. Po Podziale rana broczy krwią do dzisiaj. Oto zemsta Albionu!
[...]
Lord Mountbatten był pewnym siebie lwem salonowym, dobrym admirałem, który jako dowódca sił alianckich w Azji południowo-wschodniej wsławił się tym, że wyparł wojska japońskie z Birmy. W sprawach indyjskich wykazywał się totalną ignorancją, a misją uwolnienia Indii od Anglików został obarczony dlatego, iż był prawnukiem królowej Wiktorii (a także bratankiem cara Mikołaja i kuzynem Alfonsa XIII).
[...]
Jawaharlal Nehru był bardziej brytyjski niż niejeden Anglik, pochodził z rodziny braminów kaszmirskich o tradycjach prawniczych i politycznych, marzył o demokracji parlamentarnej według modelu brytyjskiego. Nie posiadał się z radości, że ostatecznie, osobiście, zwyciężył Anglików, ale bez ich pomocy nie mógłby w Indiach sprawować władzy. Zawsze był przeciwnikiem podziału Indii według kryteriów religijnych. Jednak Mountbatten zdołał go do Podziału przekonać.
[...]
Gandhi ratował sytuację jak mógł. Wybrał najbardziej symboliczne ze wszystkich miejsc, by ogłosić niepodległość Indii. Lahore Gate w Czerwonym Forcie w Old Delhi była skierowana w kierunku stolicy nowego państwa. Ta dzielnica Delhi była nie tylko zamieszkała przez ludność całkowicie muzułmańską, ale nawiązywała do ostatniej przed Anglikami, rodzimej, choć nie w pełni hinduskiej formacji władzy — do Wielkich Mogołów i ich imperium. Gandhi chciał rozpocząć dzieło tworzenia nowego państwa od kontynuacji historii, a jeśli z wyłączeniem z tej historii kogoś, to Anglików, ale nigdy nie muzułmanów. Część z nich zrozumiała ten symboliczny gest.
[...]
Bengal, stara hinduska prowincja najwcześniej zdobyta przez Mogołów, gdzie zdołała się wytworzyć niemalże idealna symbioza między hindusami i muzułmanami, zwłaszcza w obliczu Anglików rezydujących w Kalkucie, wobec których ustanowili oni jeden front, został arbitralnie przecięty na pół i jego wschodnia część stała się Pakistanem Wschodnim. Kraj ten zawsze był trudny do rządzenia ze względu na nikłą komunikację między pojedynczymi wioskami, a wylewy dopływów Gangi w delcie odcinały ludność od wszelkiej władzy centralnej. Większość urzędników wysokiego szczebla i dowódcy armii pochodzili z Pakistanu Zachodniego, wzbudzając tu wrogość. Kulturowa jedność i wspólna historia łączyła wszystkich muzułmanów pomimo wszystko z Bengalem. Ludność muzułmańska posługiwała się językiem bengalskim.
Nasze polskie myślenie o Indiach pozostaje na poziomie dziewiętnastowiecznych, pierwszych interpretacji uczynionych przez Anglików. Niewielu badaczy wykazało przenikliwość i żywe zainteresowanie indyjską przeszłością, z wyjątkiem A. Bashama, który oddał Indiom hołd, dając swej dziś już klasycznej książce tytuł The wonder that was India, Cud, jakim były Indie. Polski wydawca, Państwowy Instytut Wydawniczy, uprzejmie zrezygnował z tego znamiennego tytułu, wprowadzając tytuł banalny: Indie. Pytam — dlaczego pozbawiono nas wiedzy o tym, że Indie były kiedyś cudem?
Ród Tagore z Kalkuty był jednym z tych wyśmienitych rodów, które w XIX wieku, mimo obecności Anglików, pracowały nad kształtem Indii całkowicie indyjskich. Jego dziadek Dvarkanath Tagore i wielki Ram Mohan Roy założyli w 1830 roku „Brahmo Samaj”, ruch teistyczny łączący elementy tradycji hinduskiej, islamskiej i chrześcijańskiej, odrzucający kult obrazków i idolatrię. Ruch ten był elitarny i nie miał wielkiego zasięgu ani większego wsparcia, nawet wśród średniej klasy rodzącego się w Kalkucie indyjskiego mieszczaństwa, nie mówiąc o biedniejszych warstwach społecznych, ale wpłynął pośrednio i w czasach dużo późniejszych na odnowienie myśli i religii hinduskiej i otworzył nowe horyzonty. Przede wszystkim, Bengalczycy zogniskowani wokół Ram Mohan Roya, Dvarkanatha i Debendranatha Tagore, jak później wokół Rabindranatha, zajęli się sprawami społecznymi walcząc o zniesienie niesprawiedliwości generowanych przez system warnowy, promowali filantropię, namawiali do akcji charytatywnych, budowali za swoje pieniądze nowe świątynie hinduskie, a restaurowali stare, zakładali szkoły i ochronki dla biednych dzieci, organizowali szpitale i wsparcie finansowe dla najbiedniejszych. Wnieśli wielki wkład w emancypację kobiet poprzez nakłanianie kobiet do nauki i pracy. Rodzina Tagore nie potępiała systemu warnowego jako takiego, lecz walczyła o jego prawidłowe zrozumienie, takie jakie miał w czasach historycznych. Uważali, że jego nieprawidłowe funkcjonowanie bierze się z nadużywania władzy przez warny wyższe, czyli z braku wiedzy o tym, czym jest dharma, a nieumiejętność samoobrony warn niższych pochodzi z braku wiedzy o tym, na czym polega elementarna godność ludzka — to właśnie rodzi niesprawiedliwość społeczną.
Podpisali traktat z Anglikami w 1818 roku. Pałac Umaid Bhawan, budowany w latach 1929-1943 jest jedną z największych prywatnych rezydencji świata, dziś zarabia na siebie jako luksusowy hotel. Prace zostały podjęte z powodu paroletniej straszliwej suszy, jaka dotknęła region — zatrudniono 3 000 robotników, aby wspomóc biedne rodziny wieśniaków.
[...]
Bikaner, o powierzchni 61 355 km2, został założony w 1488 roku przez Rao Bika, księcia z klanu Rathore, młodszego syna władcy Dżodhpuru. Książę wykazywał się nieposkromioną ambicją, wobec czego ojciec wysłał go na podbój nowych ziem, z dala od swego państwa. Mając pod swą komendą mały oddziałek wojska, Bika walczył przez trzydzieści lat z dzikimi plemionami osiadłymi na pustyni, ale osiągnął cel i zbudował sobie królestwo. Od XVI wieku Bikaner znajdował się na szlaku handlowym między Persją a Niziną Hindustańską, a nawet na szlaku jedwabnym między Chinami a Bliskim Wschodem. Władcy prowadzili w Wielkimi Mogołami politykę ugodową, dzięki czemu stali się drugim co do wielkości państwem Radżputany, a ich dewiza brzmiała: niech żyje król pustyni. Piękny pałac-forteca Junagarh został wzniesiony w 1588 roku przez radżę Radż Singha, a nowoczesny Lalgarh Palace (1902-1926) przez Gangę Singha za czasów angielskich. Traktat pokojowy z Anglikami, podpisany w 1818 roku, chronił radżpuckie księstwa przede wszystkim przed Marathami.
[...]
Znajduje się tutaj jedyna w Azji farma hodowli wielbłądów, założona pod koniec XIX wieku, dostarczająca wielbłądy juczne dla armii sipajów, która prowadziła uciążliwe wojny afgańskie. Bez wielbłądów Anglicy nie mogliby przerzucać prowiantu, broni i amunicji, a radżowie — wzbogacić się. Dzięki ogromnym sumom pobieranym od Anglików za wielbłądy, zbudowano pierwszą w Indiach sieć elektryczną, zmodernizowano administrację, budowano szkoły i szpitale. Ale największym przedsięwzięciem była budowa kanału Ganga i sieci kanałów irygacyjnych, dzięki którym ogromne tereny księstwa Bikaner zostały pokryte żyznymi polami żywiącymi ludzi. Autorem powyższych usprawnień był Radża Ganga Singh (1881-1942), jeden z najbardziej światłych ludzi swej epoki.
[...]
W XVII wieku maharawal Sabal Singh (1651-1661) potwierdził hołd lenny Aurangzebowi, ale zważywszy na rychły upadek imperium, nie miało to już żadnego znaczenia. Miasto i państwo o powierzchni 42 268 km2 rozkwitły, a bogaci kupcy zbudowali jedne z najpiękniejszych radżpuckich haveli (bogate i pięknie dekorowane domy) — Patwon ki, Salim Singh ki, Nathmal ki. Jako jedno z ostatnich księstw, Dżajsalmer podpisał traktaty ugodowe z Brytyjczykami dopiero w XIX wieku.
[...]
Udaj Singh wskazał miejsce na lokację miasta już w 1569 roku, ale Udajpur był budowany w latach 1597-1620 i stał się jednym z najpiękniejszych miast Radżputany. Zwłaszcza XVIII wiek był okresem największej prosperity — odrodziły się sztuki plastyczne, zwłaszcza oryginalna sztuka miniatury mewarskiej, najstarsza w Radżputanie, istniejąca od XV wieku i najmniej podobna do miniatury mogolskiej. Podobnie jak inni władcy, ranowie z Mewaru podpisali traktaty pokojowe z Anglikami w 1818 roku.
[...]
Maharadżowie stali się niezwykle bogaci, gdyż od czasów Wielkich Mogołów produkowali kule armatnie, sprzedając je do cesarskiej armii. Kiedy zaś pojawili się Anglicy, sprzedawali kule Anglikom, a kiedy nastały Indie niepodległe — sprzedawali je rządowi indyjskiemu.
[...]
Bikaner, o powierzchni 61 355 km2, został założony w 1488 roku przez Rao Bika, księcia z klanu Rathore, młodszego syna władcy Dżodhpuru. Książę wykazywał się nieposkromioną ambicją, wobec czego ojciec wysłał go na podbój nowych ziem, z dala od swego państwa. Mając pod swą komendą mały oddziałek wojska, Bika walczył przez trzydzieści lat z dzikimi plemionami osiadłymi na pustyni, ale osiągnął cel i zbudował sobie królestwo. Od XVI wieku Bikaner znajdował się na szlaku handlowym między Persją a Niziną Hindustańską, a nawet na szlaku jedwabnym między Chinami a Bliskim Wschodem. Władcy prowadzili w Wielkimi Mogołami politykę ugodową, dzięki czemu stali się drugim co do wielkości państwem Radżputany, a ich dewiza brzmiała: niech żyje król pustyni. Piękny pałac-forteca Junagarh został wzniesiony w 1588 roku przez radżę Radż Singha, a nowoczesny Lalgarh Palace (1902-1926) przez Gangę Singha za czasów angielskich. Traktat pokojowy z Anglikami, podpisany w 1818 roku, chronił radżpuckie księstwa przede wszystkim przed Marathami.
[...]
Znajduje się tutaj jedyna w Azji farma hodowli wielbłądów, założona pod koniec XIX wieku, dostarczająca wielbłądy juczne dla armii sipajów, która prowadziła uciążliwe wojny afgańskie. Bez wielbłądów Anglicy nie mogliby przerzucać prowiantu, broni i amunicji, a radżowie — wzbogacić się. Dzięki ogromnym sumom pobieranym od Anglików za wielbłądy, zbudowano pierwszą w Indiach sieć elektryczną, zmodernizowano administrację, budowano szkoły i szpitale. Ale największym przedsięwzięciem była budowa kanału Ganga i sieci kanałów irygacyjnych, dzięki którym ogromne tereny księstwa Bikaner zostały pokryte żyznymi polami żywiącymi ludzi. Autorem powyższych usprawnień był Radża Ganga Singh (1881-1942), jeden z najbardziej światłych ludzi swej epoki.
[...]
W XVII wieku maharawal Sabal Singh (1651-1661) potwierdził hołd lenny Aurangzebowi, ale zważywszy na rychły upadek imperium, nie miało to już żadnego znaczenia. Miasto i państwo o powierzchni 42 268 km2 rozkwitły, a bogaci kupcy zbudowali jedne z najpiękniejszych radżpuckich haveli (bogate i pięknie dekorowane domy) — Patwon ki, Salim Singh ki, Nathmal ki. Jako jedno z ostatnich księstw, Dżajsalmer podpisał traktaty ugodowe z Brytyjczykami dopiero w XIX wieku.
[...]
Udaj Singh wskazał miejsce na lokację miasta już w 1569 roku, ale Udajpur był budowany w latach 1597-1620 i stał się jednym z najpiękniejszych miast Radżputany. Zwłaszcza XVIII wiek był okresem największej prosperity — odrodziły się sztuki plastyczne, zwłaszcza oryginalna sztuka miniatury mewarskiej, najstarsza w Radżputanie, istniejąca od XV wieku i najmniej podobna do miniatury mogolskiej. Podobnie jak inni władcy, ranowie z Mewaru podpisali traktaty pokojowe z Anglikami w 1818 roku.
[...]
Maharadżowie stali się niezwykle bogaci, gdyż od czasów Wielkich Mogołów produkowali kule armatnie, sprzedając je do cesarskiej armii. Kiedy zaś pojawili się Anglicy, sprzedawali kule Anglikom, a kiedy nastały Indie niepodległe — sprzedawali je rządowi indyjskiemu.
Spotkał się z moralnym potępieniem ze strony Anglików, którzy w 1829 roku wprowadzili zakaz jego praktykowania na terenach Kompanii Wschodnioindyjskiej. Do dziś wciąż znajdują się kobiety dokonujące samospalenia — w hinduskiej mitologii Sati pozostaje bowiem przykładem najwierniejszej żony, w imię której wdowy składają ofiarę z siebie dla swych mężów.
Królestwo Sikhów zostało rozszerzone o podbite prowincje Dżammu i Kaszmir i rozciągało się wielkim trójkątem od spieczonych równin Sindu po przełęcz Chajber na północy i Himalaje na północnym wschodzie. Na południu długa wstęga rzeki Satledż oddzielała je od Indii, gdzie coraz bardziej panoszyli się Brytyjczycy. Wyszkoleni przez europejskich najemników żołnierze sikhijscy stali się najwspanialszym wojskiem w Indiach, poza najemnymi sipajami Kompanii. Ich żelazna dyscyplina żołnierska była szeroko znana. Pendżab stał się niezależnym, bogatym i potężnym państwem. Przetrwało ono, niestety, tylko dziesięć lat od śmierci swego twórcy. Randżit Singh, Lew Pendżabu, zmarł 28 czerwca 1839 roku na zawał serca. Gdy został sparaliżowany i pozbawiony mowy, gestem nakazał, by Koh-i-Noora, jego największy skarb, złożono w ofierze w hinduskiej świątyni Dżagannath. Rozkazu tego nie wykonano.
[...]
Regentką została rani Dżindan, próbująca rządzić w imieniu swego syna Dalipa. Na dworze panował chaos, a rozwiązły tryb życia regentki (nazywanej przez Anglików Messaliną Pendżabu) pogrążał państwo. Anglicy tylko czekali pretekstu i kiedy pierwsi khalsa sikhijscy przekroczyli granicę, uderzyli. Niewielu zdołało uciec, lecz żaden się nie poddał tak pisała prasa w Londynie, a bitwę o Pendżab nazwała „indyjskim Waterloo”.
[...]
W zamian miał otrzymać pięć lakhów rupii pensji i zachować jednak tytuł maharadży. Miał dziesięć i pół roku. Anglicy stali się absolutnymi władcami Pendżabu. Podsumowanie wartości samych klejnotów, z wyjątkiem Koh-i-Noora, dało sumę prawie miliona funtów.
[...]
Sikhowie nie zdołali utrzymać swego państwa, które zostało starte na proch w trzech obrotach koła historii: pierwszy, to aneksja Pendżabu przez Anglików w 1849 roku, preludium do przejęcia Indii przez Imperium Brytyjskie. Drugi to dramatyczny Podział w 1947 roku, rozdzierający jednolity kawałek ziemi pomiędzy dwa państwa — islamski Pakistan i w większości hinduskie, demokratyczne Indie; Sikhowie zwalczali wtedy zaciekle muzułmanów z niepojętym, jak na teoretyczne założenia ich religii, okrucieństwem, lecz raczej nie podnosili miecza na hindusów. I wreszcie trzeci obrót koła historii — podział przeprowadzony pokojowo reformą administracyjną w 1966 roku, kiedy to część indyjską podzielono jeszcze na dwa stany: Himachal Pradesh i Harjanę z ludnością mówiącą w hindi i wyznającą religie hindu oraz par excellence sikhijski Pendżab.
[...]
Regentką została rani Dżindan, próbująca rządzić w imieniu swego syna Dalipa. Na dworze panował chaos, a rozwiązły tryb życia regentki (nazywanej przez Anglików Messaliną Pendżabu) pogrążał państwo. Anglicy tylko czekali pretekstu i kiedy pierwsi khalsa sikhijscy przekroczyli granicę, uderzyli. Niewielu zdołało uciec, lecz żaden się nie poddał tak pisała prasa w Londynie, a bitwę o Pendżab nazwała „indyjskim Waterloo”.
[...]
W zamian miał otrzymać pięć lakhów rupii pensji i zachować jednak tytuł maharadży. Miał dziesięć i pół roku. Anglicy stali się absolutnymi władcami Pendżabu. Podsumowanie wartości samych klejnotów, z wyjątkiem Koh-i-Noora, dało sumę prawie miliona funtów.
[...]
Sikhowie nie zdołali utrzymać swego państwa, które zostało starte na proch w trzech obrotach koła historii: pierwszy, to aneksja Pendżabu przez Anglików w 1849 roku, preludium do przejęcia Indii przez Imperium Brytyjskie. Drugi to dramatyczny Podział w 1947 roku, rozdzierający jednolity kawałek ziemi pomiędzy dwa państwa — islamski Pakistan i w większości hinduskie, demokratyczne Indie; Sikhowie zwalczali wtedy zaciekle muzułmanów z niepojętym, jak na teoretyczne założenia ich religii, okrucieństwem, lecz raczej nie podnosili miecza na hindusów. I wreszcie trzeci obrót koła historii — podział przeprowadzony pokojowo reformą administracyjną w 1966 roku, kiedy to część indyjską podzielono jeszcze na dwa stany: Himachal Pradesh i Harjanę z ludnością mówiącą w hindi i wyznającą religie hindu oraz par excellence sikhijski Pendżab.
Śiwaizm jest religią i filozofią proto-historyczną, całkowicie pierwotną, i tylko niektóre jej elementy przetrwały do naszych czasów. Oprócz nurtu wygładzonego, „dozwolonego”, płynącego po powierzchni normalnym, szerokim nurtem, przetrwały do naszych czasów różne archaiczne wspólnoty, na przykład tantryków czy też paśupatów oddających cześć Śiwie pod postacią Władcy Zwierząt. Zawsze istniał i rozwijał się obok hinduskich religii oficjalnych, równolegle do wedyzmu, braminizmu, nawet islamu i dzisiejszego specyficznego purytanizmu, który hindusi odziedziczyli po Anglikach. Widoczne jest teraz zawahanie między tym, co dozwolone we współczesnym świecie euro-amerykańskim, a własnym dziedzictwem kultury. Stąd niektórzy hindusi nie wiedzą czy odczuwać wstyd czy dumę wobec golizny kamiennych apsar z Kadżuraho i kultu lingamu, świadczących o inności ich rodzimej kultury.
W 1906 wrócił do Kalkuty i zaangażował się w politykę. Wydawał czasopismo Bande Mataram, w którym przedstawiał stanowisko partii nacjonalistycznej. Jego działalność polityczna skoncentrowała się wokół trzech istotnych zagadnień: szerzenia idei rewolucyjnych mających doprowadzić do zbrojnego powstania przeciw kolonizatorom, rozwijania wśród szerokich mas ideału niepodległości kraju, który w tamtych czasach był uważany za chimeryczny i niemożliwy do zrealizowania oraz organizowania jawnej opozycji zdolnej osłabić podwaliny rządu brytyjskiego poprzez ideę odmawiania współpracy (non-cooperation) i biernego oporu. W niedługim czasie został jednym z najważniejszych przywódców bengalskiego ruchu oporu, choć jego osoba pozostawała w cieniu, a narzędziem było jedynie słowo. W 1908 roku został zatrzymany przez Anglików i osadzony w więzieniu.
[...]
Rok więzienia okazał się momentem zwrotnym w życiu Śri Aurobindo. Poświęcił się bez reszty studiowaniu jogi i medytacji, a idea wyzwolenia Indii od kolonizatorów przybrała znacznie szerszą postać — wyzwolenia człowieka od ograniczeń projektowanych przez umysł. Gdy wyszedł z więzienia, jego zapał walki rewolucyjnej miał już zupełnie inny wymiar. Anglicy jednak nadal nadzorowali działalność dziennikarską Aurobindo i byli gotowi znów go zatrzymać. Ukrywał się najpierw we francuskim kantorze Chandernagor, by ostatecznie w 1910 roku zbiec do Pondicherry. Uznał, iż niepodległość Indii jest tylko kwestią czasu, a jego obecność w tej walce nie jest ani niezbędna, ani konieczna. Oznaczało to przede wszystkim całkowite zerwanie z dotychczasową działalnością nawołującą do zbrojnej rewolucji.
[...]
Rok więzienia okazał się momentem zwrotnym w życiu Śri Aurobindo. Poświęcił się bez reszty studiowaniu jogi i medytacji, a idea wyzwolenia Indii od kolonizatorów przybrała znacznie szerszą postać — wyzwolenia człowieka od ograniczeń projektowanych przez umysł. Gdy wyszedł z więzienia, jego zapał walki rewolucyjnej miał już zupełnie inny wymiar. Anglicy jednak nadal nadzorowali działalność dziennikarską Aurobindo i byli gotowi znów go zatrzymać. Ukrywał się najpierw we francuskim kantorze Chandernagor, by ostatecznie w 1910 roku zbiec do Pondicherry. Uznał, iż niepodległość Indii jest tylko kwestią czasu, a jego obecność w tej walce nie jest ani niezbędna, ani konieczna. Oznaczało to przede wszystkim całkowite zerwanie z dotychczasową działalnością nawołującą do zbrojnej rewolucji.
Losy dawnych królów, książąt i administratorów rozpatruję oddzielnie, gdyż każde państewko to osobny rozdział otwierający niepowtarzalną historią, a każda rodzina to inna, osobliwa bajka. Zwracam tu uwagę na pochodzenie dynastii, moment dojścia do władzy i dzisiejsze losy (jeśli są mi znane). Moje opowieści w żaden sposób nie wyczerpują istoty tych państwowości, ani ukrytych, często nieznanych sprężyn wejścia na scenę historii i gwałtownego zejścia, ani reguł przetrwania do dnia dzisiejszego. Nie omawiam szczegółów sprawowania władzy ani korzyści, jakie ewentualnie czerpała ludność zamieszkała na ich terenach. Ciekawi mnie natomiast, w jaki sposób państewka te radziły sobie w zmiennych kolejach losu, po to by przetrwać. Przetrwać — to znaczyło chronić lokalną ludność przed zmianami wprowadzanymi nieuchronnie przez wszystkich obcych najeźdźców. Ideologią władców było i jest trwanie za wszelką cenę — w Indiach nieznane było pojęcie zdrady, a każde paktowanie na rzecz zachowania integralności księstwa było możliwe i konieczne. Nie chodzi mi tutaj o to, kto był mocniejszy, bogatszy, ważniejszy, zwłaszcza w oczach Wielkich Mogołów czy Anglików, lecz w jaki sposób istniał i trwał jako jedno kolorowe szkiełko czy mikroskopijny okruch pośród pozostałych sześciuset szkiełek tworzących wyjątkowo barwny indyjski witraż. Szkiełka bezpowrotnie rozpadły się wszystkie w proch, lecz w świadomości zbiorowej pozostała pamięć splendoru książęcych wydarzeń.
[...]
Rządzący tam od XVIII wieku Gaekwarowie byli Marathami, a ich bohaterem — wielki Śiwadżi, obrońca tradycji hindu, świetny organizator i dowódca partyzantki walczącej z armią Wielkich Mogołów. Wielki hinduski zryw narodowy, który pod egidą Marathów ogarnął w XVIII wieku Dekan omal nie zakończył się zjednoczeniem całych Indii. Marathom nie powiodło się, ale ostatecznie utworzyli szereg państw, z których największe to Gwalior, Indore i Baroda. Powstała w 1719 roku, a swe bogactwo zawdzięczała ścisłej współpracy z Anglikami — handel i wojskowość były dwoma dziedzinami napełniającymi skarbiec. Lecz najbardziej Baroda wzbogaciła się na wzroście cen bawełny z powodu wojny secesyjnej w Ameryce. Khande Rao nabył w 1866 roku brazylijski diament „Gwiazdę Południa”.
[...]
To on zatrudnił jako sekretarza młodego Aurobindo, powracającego ze studiów w Anglii, który w Barodzie miał spędzić czternaście niezwykle płodnych i kształcących lat życia (1893-1907). W tamtejszych bibliotekach publicznych i prywatnych po raz pierwszy zetknął się ze starożytną historią Indii i nauczył się sanskrytu, czytając z wypiekami na twarzy indyjskie eposy Mahabharatę i Ramajanę. Na dworze w Barodzie powstał i rozgorzał jeden z najsilniejszych ośrodków walki narodowowyzwoleńczej przeciwko Anglikom (obok Kalkuty).
[...]
Podatek nakładano na każdego podróżnego i na każdą płynącą Gangą łódź z towarem — miasto było tak bogate, że Balawant Singh (1740-1770) odbudował część Benaresu, sfinansował nową armię, wzniósł nowy pałac Ramnagar, zapoczątkował coroczne święto muzyki i tańca. Miasto (i państwo) stało się zbyt bogate, by ominęła je swym zainteresowaniem Kompania Wschodnioindyjska, która zmusiła gubernatora (mogolskiego) do poddania im miasta. Ale kiedy panujący bramin, Ćajt Singh objął w 1775 roku zarząd mennicy Kompanii, sytuacja uspokoiła się, ale tylko na pięć lat, niestety. Anglicy tak dalece nie orientowali się w wydarzeniach ówczesnych Indii, że sądzili, iż rosnąca potęga Marathów zagraża miastu i że zostanie ono przez nich zajęte. Marathowie byli wszak hindusami i nigdy nie splądrowaliby świętego miasta Benares, a jeśli plądrowali okolice, to wyłącznie schedę po Wielkich Mogołach. Warren Hastings, generalny gubernator Indii, zażądał od władcy wielkich pieniędzy za stawienie oporu Marathom. Gdy w 1780 roku maharadża wciąż odmawiał pieniędzy, żołnierze Warrena Hastingsa wtargnęli siłą do pałacu, znieważyli władcę zrzucając z głowy turban, a gdy służba zaczęła się bronić, rozgorzały walki i żołnierze zdewastowali pałac. Maharadża uciekł przez okno na sznurze z powiązanych szali, a oficerowie splądrowali pałac, dzieląc skarb między siebie i traktując go jako zdobycz. Władca tułał się po okolicy przez 30 lat z kartką na plecach: „Jestem maharadżą Benaresu”. Było to jedno z najbardziej skandalicznych wydarzeń XVIII wieku, które oburzyło nawet Brytyjczyków.
[...]
Przez sto lat Benares miało tylko trzech maharadżów, ziemskich reprezentantów Śiwy: w latach 1781-1796 panował Mahib Narain Singh, którego Anglicy osadzili na tronie jako spolegliwego członka rodu, pozbawiając resztek władzy i dochodu z handlu, a zostawiając tylko prawo do dochodu z niewielu okolicznych ziem. Jego pobożność podziwiana była w całych Indiach — codziennie budziła go krowa, po czym schodził po ghatach kąpać się do Gangi. W jego apartamentach prywatnych nie było cienia luksusu, tylko sale recepcyjne olśniewały gości bajkowym wystrojem. W latach 1796-1835 panował Udit Narain Singh, który oddawał się wyłącznie religii i literaturze (za jego czasów wydano kolejną Ramajanę), a w latach 1835-1889 — Iśwari Prasad Narain Singh, który panował ponad pół wieku, a miał zaledwie 15 lat, gdy wstąpił na tron. Poeta, malarz, znawca perskiego, arabskiego i sanskrytu, utworzył Queens College, instytut badań nad dawnymi rękopisami hinduskimi, zaczątek późniejszego uniwersytetu. Był też wielbicielem muzyki i tańca i wprowadził współzawodnictwo o najbardziej udekorowaną galerę — jego osobista łódź miała dziób w kształcie pawia.
[...]
Kiedy usłyszał, że we wsi Stoke Row w hrabstwie Oxford z powodu niedostatku wody w suche lato „mycie dzieci odkłada się na czas nieokreślony”, kazał na dowód przyjaźni kopać studnię, bo nie mógł uwierzyć, że dzieci pozostaną nie umyte (kąpiel według hindusów odtwarza aurę i oczyszcza organizm, także w znaczeniu symbolicznym). Wizyta księcia Edwarda w Ramnagar w 1875 roku zapisała się w kronikach jako jeden z najpiękniejszych festynów, jakie kiedykolwiek zgotowano Anglikom w Indiach. Ucztę wydano jednak w osobnych pomieszczeniach, gdyż ze względów kastowych maharadża nie spożywał pożywienia ze swoimi gośćmi. Bale i rauty trwały parę tygodni, urządzano przyjęcia nocne przy zapalonych pochodniach, a podczas oficjalnego durbaru rozdano nie byle jakie prezenty: bele benareskiego kimbhabu, złote i srebrne brokaty, benareskie muśliny… Maharadżowie odbywali przejażdżki na bogato zdobionych słoniach, siedząc w kunsztownych hawdahach (siedzisko), a packi ze srebrzystego włosia jaka, którymi odganiano muchy nad ich głowami stanowiły nieodzowny element oznak władzy i szacunku.
[...]
Dżansi (Jhansi) było tak znakomicie zarządzane przez drobną szlachtę lokalną, że w XVIII wieku szybko się rozwinęło i nawet zagarnęło ziemie Orchhi. Ale od 1803 roku Kompania Wschodnioindyjska chciała osadzić w fortecy swój garnizon i zażądała podpisania stosownych traktatów, których podpisania lokalni władcy odmawiali. Kiedy w 1853 roku radża zmarł bezdzietnie, a władzę przejęła jego żona, Lakszmi Bai, Anglicy wykorzystali sytuację, by przejąć fort. Odrzucili odwieczne tradycyjne prawo indyjskich władców do adopcji i wprowadzili precedens prawny mówiący o tym, że jeśli władca nie ma męskiego potomka, to jego państwo automatycznie przechodzi pod panowanie Anglików. Lakszmi Bai została z fortu brutalnie wyrzucona i musiała się ukryć. Otrzymała schronienie u radży z Orchhi, zebrała resztki swej armii, skorzystała z pospolitego ruszenia i próbowała odbić fort. Nie miała szans i wkrótce poległa w walce. Rani z Jhansi jest utożsamiana z francuską Joanną d'Arc, walczącą przeciwko Anglikom.
[...]
Księstwo Hajdarabadu zostało założone przez Muhammada Kuli Kutb Szacha ze stolicą w Golkondzie w 1589 roku. Forteca ta, najmocniejsza w Indiach południowych, została zdobyta w 1687 roku po oblężeniu trwającym osiem miesięcy i całkowicie zniszczona przez Aurangzeba. Stolicę księstwa przeniesiono do Hajdarabad. Dynastię założył w 1713 roku muzułmański gubernator Dekanu Asaf Dżach, który przyjął tytuł Nizam ul-Mulk. Jego następcy brali udział w walkach między Francuzami a Anglikami o panowanie nad Indiami południowymi. Po zdobyciu miasta przez wojska Kompanii Wschodnioindyjskiej na początku XIX wieku, pozostali pod jej protektoratem aż do 1857 roku, by następnie przejść pod protektorat królowej Wiktorii i stać się filarem Radżu brytyjskiego.
[...]
Pewien radżpucki wojownik przywłaszczył sobie w XI wieku ziemie Doabu (między Gangą i Jamuną) w Pendżabie, które zostały przejęte przez przywódcę sikhijskiego. W latach 1747-1783 Sikhowie utworzyli tam małe księstwo, całkowicie uzależnione od Anglików. Sprzedając się w służbę wojskową Kompanii Wschodnioindyjskiej otrzymali zamindari, wielki majątek ziemski, w nagrodę za dobrą służbę. W 1890 roku Jagatjit Singh objął tron w wieku pięciu lat i z dochodów z tych włości zbudował sobie na początku XX wieku wymarzony pałac.
[...]
Przewrót pałacowy Hajdara Ali w 1759 roku pozbawił Wadijarów władzy, a państwo majsurskie stało się pod ich panowaniem najpoważniejszym zagrożeniem dla angielskich interesów w południowych Indiach. Sułtan Hajdar Ali i jego syn, słynny Sułtan Tipu, walczyli zaciekle, by pokonać Anglików i zabronić im wstępu do Indii południowych. Mimo że sprzymierzyli się z Francuzami, zostali jednak pokonani w 1799 roku przez Arthura Wellesleya.
[...]
Anglicy osadzili na tronie pięcioletniego Mummadiego Krisznaradżę Wadijara, którego zrazu ochraniali w zamian za kontrybucję, a następnie zdjęli z tronu (1831), zarzuciwszy mu rozrzutność i korupcję (polityka impeachment, postawienie w stan oskarżenia z błahego, to znaczy każdego powodu). Przez trzydzieści lat rządziła Majsurem, najbogatszym państwem południa Indii, angielska komisja, po czym królowa Wiktoria odznaczyła maharadżę (1868) Orderem Gwiazdy Indii, pozwalając na objęcie tronu jego adoptowanemu synowi. Wszyscy chłopcy z hinduskich rodzin arystokratycznych państwa Majsur, synowie rodu lub synowie adoptowani, zasiadający na tronie lub tylko obejmujący wysokie urzędy państwowe, otrzymywali wykształcenie na modłę angielską i stawali się gentelmen: znakomicie grali w polo, w golfa, w squash, jeździli konno jak jockey, palili cygara, ale… nie pili whisky, bowiem byli wegetarianami. Przeszła do historii ich czystość religijna, nie pozwalająca spożywać posiłków wraz z „nieczystymi” angielskimi gośćmi. Anglicy faktycznie zarządzali Majsurem do 1881 roku.
[...]
Orczia została ostatecznie opuszczona przez władców w 1783 roku. Brak wyraźnej władzy centralnej — jednego silnego maharadży — doprowadził do upadku ekonomicznego wszystkich księstw bundelskich i sprowokował przejęcie władzy przez Anglików nad całym Bundelkhandem; ludność odpłynęła do większych ośrodków, a księstwo nie zostało odbudowane i nie stało się podporą Radżu brytyjskiego.
[...]
W 1939 roku w pałacowych garażach Patiali stało 27 Rolls-Royce'sów i setka samochodów innych luksusowych marek. Radża zawdzięczał swoje bogactwo wierności Anglikom, to znaczy dzięki świetnie utrzymanym oddziałom wojskowym, których akcje militarne wspierały brytyjskich kolonizatorów. W muzeum pałacu w Patiali znajduje się też kolekcja medali za „heroiczne czyny” oddane w służbie Anglikom.
[...]
Państwo Rampur było w rękach nababów z plemienia Patanów, pochodzących z regionu Rohel, położonego między Peshwarem i Afganistanem. Przybyli oni do Indii pod koniec XVII wieku, by splądrować, a następnie zająć nowe tereny. Utworzyli silne państwo, zagrażające nawet prowincji Oudh (dziś Luknau), która od starożytności była znakomicie zagospodarowana. Patanowie zawsze wspierali Anglików, dostarczając za duże pieniądze najemnych żołnierzy, sipajów, do wojsk Kompanii Wschodnioindyjskiej.
[...]
Rządzący tam od XVIII wieku Gaekwarowie byli Marathami, a ich bohaterem — wielki Śiwadżi, obrońca tradycji hindu, świetny organizator i dowódca partyzantki walczącej z armią Wielkich Mogołów. Wielki hinduski zryw narodowy, który pod egidą Marathów ogarnął w XVIII wieku Dekan omal nie zakończył się zjednoczeniem całych Indii. Marathom nie powiodło się, ale ostatecznie utworzyli szereg państw, z których największe to Gwalior, Indore i Baroda. Powstała w 1719 roku, a swe bogactwo zawdzięczała ścisłej współpracy z Anglikami — handel i wojskowość były dwoma dziedzinami napełniającymi skarbiec. Lecz najbardziej Baroda wzbogaciła się na wzroście cen bawełny z powodu wojny secesyjnej w Ameryce. Khande Rao nabył w 1866 roku brazylijski diament „Gwiazdę Południa”.
[...]
To on zatrudnił jako sekretarza młodego Aurobindo, powracającego ze studiów w Anglii, który w Barodzie miał spędzić czternaście niezwykle płodnych i kształcących lat życia (1893-1907). W tamtejszych bibliotekach publicznych i prywatnych po raz pierwszy zetknął się ze starożytną historią Indii i nauczył się sanskrytu, czytając z wypiekami na twarzy indyjskie eposy Mahabharatę i Ramajanę. Na dworze w Barodzie powstał i rozgorzał jeden z najsilniejszych ośrodków walki narodowowyzwoleńczej przeciwko Anglikom (obok Kalkuty).
[...]
Podatek nakładano na każdego podróżnego i na każdą płynącą Gangą łódź z towarem — miasto było tak bogate, że Balawant Singh (1740-1770) odbudował część Benaresu, sfinansował nową armię, wzniósł nowy pałac Ramnagar, zapoczątkował coroczne święto muzyki i tańca. Miasto (i państwo) stało się zbyt bogate, by ominęła je swym zainteresowaniem Kompania Wschodnioindyjska, która zmusiła gubernatora (mogolskiego) do poddania im miasta. Ale kiedy panujący bramin, Ćajt Singh objął w 1775 roku zarząd mennicy Kompanii, sytuacja uspokoiła się, ale tylko na pięć lat, niestety. Anglicy tak dalece nie orientowali się w wydarzeniach ówczesnych Indii, że sądzili, iż rosnąca potęga Marathów zagraża miastu i że zostanie ono przez nich zajęte. Marathowie byli wszak hindusami i nigdy nie splądrowaliby świętego miasta Benares, a jeśli plądrowali okolice, to wyłącznie schedę po Wielkich Mogołach. Warren Hastings, generalny gubernator Indii, zażądał od władcy wielkich pieniędzy za stawienie oporu Marathom. Gdy w 1780 roku maharadża wciąż odmawiał pieniędzy, żołnierze Warrena Hastingsa wtargnęli siłą do pałacu, znieważyli władcę zrzucając z głowy turban, a gdy służba zaczęła się bronić, rozgorzały walki i żołnierze zdewastowali pałac. Maharadża uciekł przez okno na sznurze z powiązanych szali, a oficerowie splądrowali pałac, dzieląc skarb między siebie i traktując go jako zdobycz. Władca tułał się po okolicy przez 30 lat z kartką na plecach: „Jestem maharadżą Benaresu”. Było to jedno z najbardziej skandalicznych wydarzeń XVIII wieku, które oburzyło nawet Brytyjczyków.
[...]
Przez sto lat Benares miało tylko trzech maharadżów, ziemskich reprezentantów Śiwy: w latach 1781-1796 panował Mahib Narain Singh, którego Anglicy osadzili na tronie jako spolegliwego członka rodu, pozbawiając resztek władzy i dochodu z handlu, a zostawiając tylko prawo do dochodu z niewielu okolicznych ziem. Jego pobożność podziwiana była w całych Indiach — codziennie budziła go krowa, po czym schodził po ghatach kąpać się do Gangi. W jego apartamentach prywatnych nie było cienia luksusu, tylko sale recepcyjne olśniewały gości bajkowym wystrojem. W latach 1796-1835 panował Udit Narain Singh, który oddawał się wyłącznie religii i literaturze (za jego czasów wydano kolejną Ramajanę), a w latach 1835-1889 — Iśwari Prasad Narain Singh, który panował ponad pół wieku, a miał zaledwie 15 lat, gdy wstąpił na tron. Poeta, malarz, znawca perskiego, arabskiego i sanskrytu, utworzył Queens College, instytut badań nad dawnymi rękopisami hinduskimi, zaczątek późniejszego uniwersytetu. Był też wielbicielem muzyki i tańca i wprowadził współzawodnictwo o najbardziej udekorowaną galerę — jego osobista łódź miała dziób w kształcie pawia.
[...]
Kiedy usłyszał, że we wsi Stoke Row w hrabstwie Oxford z powodu niedostatku wody w suche lato „mycie dzieci odkłada się na czas nieokreślony”, kazał na dowód przyjaźni kopać studnię, bo nie mógł uwierzyć, że dzieci pozostaną nie umyte (kąpiel według hindusów odtwarza aurę i oczyszcza organizm, także w znaczeniu symbolicznym). Wizyta księcia Edwarda w Ramnagar w 1875 roku zapisała się w kronikach jako jeden z najpiękniejszych festynów, jakie kiedykolwiek zgotowano Anglikom w Indiach. Ucztę wydano jednak w osobnych pomieszczeniach, gdyż ze względów kastowych maharadża nie spożywał pożywienia ze swoimi gośćmi. Bale i rauty trwały parę tygodni, urządzano przyjęcia nocne przy zapalonych pochodniach, a podczas oficjalnego durbaru rozdano nie byle jakie prezenty: bele benareskiego kimbhabu, złote i srebrne brokaty, benareskie muśliny… Maharadżowie odbywali przejażdżki na bogato zdobionych słoniach, siedząc w kunsztownych hawdahach (siedzisko), a packi ze srebrzystego włosia jaka, którymi odganiano muchy nad ich głowami stanowiły nieodzowny element oznak władzy i szacunku.
[...]
Dżansi (Jhansi) było tak znakomicie zarządzane przez drobną szlachtę lokalną, że w XVIII wieku szybko się rozwinęło i nawet zagarnęło ziemie Orchhi. Ale od 1803 roku Kompania Wschodnioindyjska chciała osadzić w fortecy swój garnizon i zażądała podpisania stosownych traktatów, których podpisania lokalni władcy odmawiali. Kiedy w 1853 roku radża zmarł bezdzietnie, a władzę przejęła jego żona, Lakszmi Bai, Anglicy wykorzystali sytuację, by przejąć fort. Odrzucili odwieczne tradycyjne prawo indyjskich władców do adopcji i wprowadzili precedens prawny mówiący o tym, że jeśli władca nie ma męskiego potomka, to jego państwo automatycznie przechodzi pod panowanie Anglików. Lakszmi Bai została z fortu brutalnie wyrzucona i musiała się ukryć. Otrzymała schronienie u radży z Orchhi, zebrała resztki swej armii, skorzystała z pospolitego ruszenia i próbowała odbić fort. Nie miała szans i wkrótce poległa w walce. Rani z Jhansi jest utożsamiana z francuską Joanną d'Arc, walczącą przeciwko Anglikom.
[...]
Księstwo Hajdarabadu zostało założone przez Muhammada Kuli Kutb Szacha ze stolicą w Golkondzie w 1589 roku. Forteca ta, najmocniejsza w Indiach południowych, została zdobyta w 1687 roku po oblężeniu trwającym osiem miesięcy i całkowicie zniszczona przez Aurangzeba. Stolicę księstwa przeniesiono do Hajdarabad. Dynastię założył w 1713 roku muzułmański gubernator Dekanu Asaf Dżach, który przyjął tytuł Nizam ul-Mulk. Jego następcy brali udział w walkach między Francuzami a Anglikami o panowanie nad Indiami południowymi. Po zdobyciu miasta przez wojska Kompanii Wschodnioindyjskiej na początku XIX wieku, pozostali pod jej protektoratem aż do 1857 roku, by następnie przejść pod protektorat królowej Wiktorii i stać się filarem Radżu brytyjskiego.
[...]
Pewien radżpucki wojownik przywłaszczył sobie w XI wieku ziemie Doabu (między Gangą i Jamuną) w Pendżabie, które zostały przejęte przez przywódcę sikhijskiego. W latach 1747-1783 Sikhowie utworzyli tam małe księstwo, całkowicie uzależnione od Anglików. Sprzedając się w służbę wojskową Kompanii Wschodnioindyjskiej otrzymali zamindari, wielki majątek ziemski, w nagrodę za dobrą służbę. W 1890 roku Jagatjit Singh objął tron w wieku pięciu lat i z dochodów z tych włości zbudował sobie na początku XX wieku wymarzony pałac.
[...]
Przewrót pałacowy Hajdara Ali w 1759 roku pozbawił Wadijarów władzy, a państwo majsurskie stało się pod ich panowaniem najpoważniejszym zagrożeniem dla angielskich interesów w południowych Indiach. Sułtan Hajdar Ali i jego syn, słynny Sułtan Tipu, walczyli zaciekle, by pokonać Anglików i zabronić im wstępu do Indii południowych. Mimo że sprzymierzyli się z Francuzami, zostali jednak pokonani w 1799 roku przez Arthura Wellesleya.
[...]
Anglicy osadzili na tronie pięcioletniego Mummadiego Krisznaradżę Wadijara, którego zrazu ochraniali w zamian za kontrybucję, a następnie zdjęli z tronu (1831), zarzuciwszy mu rozrzutność i korupcję (polityka impeachment, postawienie w stan oskarżenia z błahego, to znaczy każdego powodu). Przez trzydzieści lat rządziła Majsurem, najbogatszym państwem południa Indii, angielska komisja, po czym królowa Wiktoria odznaczyła maharadżę (1868) Orderem Gwiazdy Indii, pozwalając na objęcie tronu jego adoptowanemu synowi. Wszyscy chłopcy z hinduskich rodzin arystokratycznych państwa Majsur, synowie rodu lub synowie adoptowani, zasiadający na tronie lub tylko obejmujący wysokie urzędy państwowe, otrzymywali wykształcenie na modłę angielską i stawali się gentelmen: znakomicie grali w polo, w golfa, w squash, jeździli konno jak jockey, palili cygara, ale… nie pili whisky, bowiem byli wegetarianami. Przeszła do historii ich czystość religijna, nie pozwalająca spożywać posiłków wraz z „nieczystymi” angielskimi gośćmi. Anglicy faktycznie zarządzali Majsurem do 1881 roku.
[...]
Orczia została ostatecznie opuszczona przez władców w 1783 roku. Brak wyraźnej władzy centralnej — jednego silnego maharadży — doprowadził do upadku ekonomicznego wszystkich księstw bundelskich i sprowokował przejęcie władzy przez Anglików nad całym Bundelkhandem; ludność odpłynęła do większych ośrodków, a księstwo nie zostało odbudowane i nie stało się podporą Radżu brytyjskiego.
[...]
W 1939 roku w pałacowych garażach Patiali stało 27 Rolls-Royce'sów i setka samochodów innych luksusowych marek. Radża zawdzięczał swoje bogactwo wierności Anglikom, to znaczy dzięki świetnie utrzymanym oddziałom wojskowym, których akcje militarne wspierały brytyjskich kolonizatorów. W muzeum pałacu w Patiali znajduje się też kolekcja medali za „heroiczne czyny” oddane w służbie Anglikom.
[...]
Państwo Rampur było w rękach nababów z plemienia Patanów, pochodzących z regionu Rohel, położonego między Peshwarem i Afganistanem. Przybyli oni do Indii pod koniec XVII wieku, by splądrować, a następnie zająć nowe tereny. Utworzyli silne państwo, zagrażające nawet prowincji Oudh (dziś Luknau), która od starożytności była znakomicie zagospodarowana. Patanowie zawsze wspierali Anglików, dostarczając za duże pieniądze najemnych żołnierzy, sipajów, do wojsk Kompanii Wschodnioindyjskiej.
Po upadku dynastii Czolów, sława devadasi poczęła gasnąć aż do dekadencji obyczajowej i całkowitej ruiny zawodu włącznie. Pozbawione ochrony i szacunku możnych i bogatych obywateli państwa, a także pod wpływem sztywnego, ortodoksyjnego islamu, musiały zaprzestać uprawiania sztuki i stały się służącymi braminów, którzy sprzedawali je jako prostytutki. W latach 1675 — 1855 na dworze książąt Tanjore z dynastii Nayak podjęto próby odtworzenia kanonu tańca południowych Indii, ustalając jakieś zasady i repertuar. Nazywano go różnie, ale ostatecznie w roku 1920 przyjął nazwę Bharata Natyam. Jednak nadal nie wiadomo dokładnie jak wyglądał taniec boskich służebnic. W Kerali przetrwały zręby tańca kobiet — Mohini Attam. W stanie Orissa przetrwał taniec odissi, wykonywany przez mahari, tancerki świątynne, które odgrywały dramat liryczny Gitagowindę, skomponowany przez Dżajadewę około roku 1200, opiewający miłość Kriszny i Radhy. W Indiach północnych, pod wyraźnym wpływem tańca derwiszów rozwijał się taniec kathak, którego podstawowe elementy to obroty i wybijanie rytmu stopami. Ale ten taniec to już sprawa męska, nie mająca nic wspólnego z kobiecymi tańcami wielkich świątyń Indii południowych. System devadasi został ostatecznie zniesiony przez Anglików dopiero w 1925 roku, gdyż przez cały wiek XIX i wcześniej angielscy arystokraci korzystali z ich usług, nazywając je bajaderami lub naucz girls.
W tamtych czasach nastąpiło pomylenie pojęć warna, dżati, kasta, które to pomylenie przejęli Anglicy i które ciągnie się przez wieki.
[...]
W żadnym wypadku system oparty na warnach nie generuje sam z siebie biedy. Masy biedoty wytworzyły się w Indiach w drugiej połowie XIX wieku, kiedy Anglicy wprowadzili własność ziemi i kiedy ogromna rzesza biednych rolników straciła swoje poletka w wyniku różnych zadłużeń, manipulacji nieruchomościami i angielskiej polityki konfiskaty dóbr. A także z powodu wprowadzenia przez Anglików monokultur — juty, herbaty, kawy i tytoniu, które w niektórych regionach (Bengal) doprowadziły do rujnacji całych wsi. Wyzuci z ojcowizny biedacy tłoczyli się wokół powstających miast i byli zatrudniani w rodzących się na chybił trafił zakładach przemysłowych, skazani na łaskę i niełaskę kolonizatorów. To ci dawni wieśniacy zaludniają do dziś slumsy wielkich pokolonialnych aglomeracji, takich jak Bombaj (przybyli tłumnie od 1853 roku, gdy budowano pierwszą linię kolejową) czy Kalkuta (parę lat braku obfitego monsunu na początku XX wieku doprowadziło do ucieczki z bengalskich wiosek ogromnej rzeszy wieśniaków — oni to zaludnili słynne miasto radości). Mahatma Gandhi, wprowadzając reformę rolną i oddając wieśniakom ziemię, chciał powrócić do stanu sprzed kolonizacji — kiedy ziemia należała do bogów, a wieśniacy tylko ją uprawiali. Oczywiście, to nie mogło udać się w świecie, w którym własność ziemska stanowi podstawę ekonomii.
[...]
W żadnym wypadku system oparty na warnach nie generuje sam z siebie biedy. Masy biedoty wytworzyły się w Indiach w drugiej połowie XIX wieku, kiedy Anglicy wprowadzili własność ziemi i kiedy ogromna rzesza biednych rolników straciła swoje poletka w wyniku różnych zadłużeń, manipulacji nieruchomościami i angielskiej polityki konfiskaty dóbr. A także z powodu wprowadzenia przez Anglików monokultur — juty, herbaty, kawy i tytoniu, które w niektórych regionach (Bengal) doprowadziły do rujnacji całych wsi. Wyzuci z ojcowizny biedacy tłoczyli się wokół powstających miast i byli zatrudniani w rodzących się na chybił trafił zakładach przemysłowych, skazani na łaskę i niełaskę kolonizatorów. To ci dawni wieśniacy zaludniają do dziś slumsy wielkich pokolonialnych aglomeracji, takich jak Bombaj (przybyli tłumnie od 1853 roku, gdy budowano pierwszą linię kolejową) czy Kalkuta (parę lat braku obfitego monsunu na początku XX wieku doprowadziło do ucieczki z bengalskich wiosek ogromnej rzeszy wieśniaków — oni to zaludnili słynne miasto radości). Mahatma Gandhi, wprowadzając reformę rolną i oddając wieśniakom ziemię, chciał powrócić do stanu sprzed kolonizacji — kiedy ziemia należała do bogów, a wieśniacy tylko ją uprawiali. Oczywiście, to nie mogło udać się w świecie, w którym własność ziemska stanowi podstawę ekonomii.
W maju 1798 roku przybył do Indii jako gubernator generalny Fortu William w Bengalu jego brat, Robert Wellesley lord Mornington, sprawujący ten urząd do 1805 roku. Indie nie należały jeszcze do imperium, były luźną zbiorowością prowincji, pozostających nominalnie pod władzą rodzimych książąt, eksploatowanych niemiłosiernie przez Kompanię Wschodnio-indyjską. Francuzi układali się z książętami, by zagarnąć niektóre prowincje i wyrzucić z nich Anglików. Francuscy eksperci odlewali działa, a oficerowie musztrowali żołnierzy tak dla Sułtana Tipu, suwerena państwa Majsur, jak dla nizama z Hajdarabadu i Mahadżi Szinde, wodza Marathów. Nowy generalny gubernator kontynuował politykę Robert Clive'a i rozpoczął dzieło podporządkowania nowych państw, książętom pozostawiając zewnętrzne pozory rządzenia tylko wówczas, o ile rezygnowali oni z rzeczywistej władzy. Dwaj bracia Wellesley, Robert i Arthur, pokonali, jeden polityką, drugi orężem, dwie największe siły południowych Indii — państwo Majsur i konfederację sił marackich.
[...]
Gubernator generalny groźbami i pochlebstwami nakłonił nizama z Hajdarabadu do odprawienia ze służby francuskich oficerów i oddania dobrze wyćwiczonych oddziałów piechoty do dyspozycji Brytyjczyków oraz zapewnił sobie neutralność Mahadżi Szindy w wypadku wojny z Sułtanem Tipu. Władcy indyjscy rywalizowali i kłócili się między sobą, a Anglicy zgodnie z zasadą divide et impera podsycali te waśnie.
[...]
Wellesley dysponując oddziałami sipajów i Anglików awansował na dowódcę dywizji.
[...]
Pierwszym punktem programu było zmiecenie z powierzchni ziemi wojsk Sułtana Tipu, który na swą główną kwaterę obrał Seringapatam, piętnaście kilometrów od Majsuru. Armia brytyjska składała się z 20 tysięcy Europejczyków i sipajów pod naczelnym dowództwem generała Harrisa. Wojsku towarzyszyło 200 tysięcy ludzi z obsługi, 120 tysięcy wołów, niezliczone stada osłów, wielbłądów, koni i słoni. Do tego wędrującego miasta, które posuwało się 20 kilometrów dziennie, przyłączył się nizam z Hajdarabadu z siłami 16 tysięcy wojowników, oddając swe siły pod komendę Arthur Wellesleya. Sułtan Tipu posiadał zaś 33 tysiące dobrze wyćwiczonej piechoty, 15 tysięcy jazdy i znaczny ciąg artylerii. Przystępując do ataku na bagnety, Arthur Wellesley rozstrzygnął pierwsze starcie na korzyść Anglików.
[...]
12 marca 1803 poprowadził wojsko na pierwszą samodzielną wielką wyprawę wojenną, by wesprzeć Marathów (opłacanych przez Anglików) przeciw wielkim, niespokojnym książętom hinduskim: nie chcieli poddać się Anglikom członkowie rodu Gaekwad z Barody, ród Scindia z Gwalioru, Bhonsla z Nagpuru i Holkare z Indoru. Świeżo upieczony generał chciał podbić kraj, by uprzedzić w tym Francuzów, których motto brzmiało: Czy w okresie pokoju, czy też wojny z Wielką Brytanią, celem każdego francuskiego męża stanu musi być podważanie wpływów, władzy i dobrobytu Anglików w Indiach.
[...]
Czy w okresie pokoju, czy też wojny z Wielką Brytanią, celem każdego francuskiego męża stanu musi być podważanie wpływów, władzy i dobrobytu Anglików w Indiach.
[...]
25 września 1803 Wellesley znalazł się niespodziewanie w obliczu marackiej armii, sam posiadając zaledwie 5 tysięcy ludzi i 17 armat. Odniósł druzgocące zwycięstwo. Była to jego ostatnia bitwa w Indiach, a kompania maracka została zwycięsko zakończona (ostatecznie wszystkie terytoria do 1818 roku dostały się pod władanie Anglików).
[...]
Gubernator generalny groźbami i pochlebstwami nakłonił nizama z Hajdarabadu do odprawienia ze służby francuskich oficerów i oddania dobrze wyćwiczonych oddziałów piechoty do dyspozycji Brytyjczyków oraz zapewnił sobie neutralność Mahadżi Szindy w wypadku wojny z Sułtanem Tipu. Władcy indyjscy rywalizowali i kłócili się między sobą, a Anglicy zgodnie z zasadą divide et impera podsycali te waśnie.
[...]
Wellesley dysponując oddziałami sipajów i Anglików awansował na dowódcę dywizji.
[...]
Pierwszym punktem programu było zmiecenie z powierzchni ziemi wojsk Sułtana Tipu, który na swą główną kwaterę obrał Seringapatam, piętnaście kilometrów od Majsuru. Armia brytyjska składała się z 20 tysięcy Europejczyków i sipajów pod naczelnym dowództwem generała Harrisa. Wojsku towarzyszyło 200 tysięcy ludzi z obsługi, 120 tysięcy wołów, niezliczone stada osłów, wielbłądów, koni i słoni. Do tego wędrującego miasta, które posuwało się 20 kilometrów dziennie, przyłączył się nizam z Hajdarabadu z siłami 16 tysięcy wojowników, oddając swe siły pod komendę Arthur Wellesleya. Sułtan Tipu posiadał zaś 33 tysiące dobrze wyćwiczonej piechoty, 15 tysięcy jazdy i znaczny ciąg artylerii. Przystępując do ataku na bagnety, Arthur Wellesley rozstrzygnął pierwsze starcie na korzyść Anglików.
[...]
12 marca 1803 poprowadził wojsko na pierwszą samodzielną wielką wyprawę wojenną, by wesprzeć Marathów (opłacanych przez Anglików) przeciw wielkim, niespokojnym książętom hinduskim: nie chcieli poddać się Anglikom członkowie rodu Gaekwad z Barody, ród Scindia z Gwalioru, Bhonsla z Nagpuru i Holkare z Indoru. Świeżo upieczony generał chciał podbić kraj, by uprzedzić w tym Francuzów, których motto brzmiało: Czy w okresie pokoju, czy też wojny z Wielką Brytanią, celem każdego francuskiego męża stanu musi być podważanie wpływów, władzy i dobrobytu Anglików w Indiach.
[...]
Czy w okresie pokoju, czy też wojny z Wielką Brytanią, celem każdego francuskiego męża stanu musi być podważanie wpływów, władzy i dobrobytu Anglików w Indiach.
[...]
25 września 1803 Wellesley znalazł się niespodziewanie w obliczu marackiej armii, sam posiadając zaledwie 5 tysięcy ludzi i 17 armat. Odniósł druzgocące zwycięstwo. Była to jego ostatnia bitwa w Indiach, a kompania maracka została zwycięsko zakończona (ostatecznie wszystkie terytoria do 1818 roku dostały się pod władanie Anglików).
Ostatni z Timurydów zmarł w 1862 roku, w wieku 87 lat, na wygnaniu w Rangunie, przepędzony przez Anglików.
Arabowie Anglicy w Indiach, daty, kraj Czolów, mieszkańcy, moje trasy, muzułmanie, Stany Książęce Indii, warna
To od Bengalu Robert Clive zaczął więc budować podwaliny pod przyszłe imperium brytyjskie. Bengal, Bihar i Orissa od czasów Akbara były jedną silną, świetnie zagospodarowaną i administracyjnie dobrze zorganizowaną prowincją, zarządzaną bezpośrednio przez drugiego syna cesarskiego (pierwszy był następcą tronu) — było to jedno z najwyższych i najbardziej odpowiedzialnych stanowisk na dworze, a prowincja była tak bogata, że cesarze nigdy nie chcieli jej oddać w obce ręce. Szudża, syn Szahdżahana i brat Aurangzeba, został namiestnikiem Bengalu, Biharu i Orissy gdy miał 26 lat i wkrótce stał się niekoronowanym władcą Indii Wschodnich, zaś w czasie wojny sukcesyjnej rzeczywiście koronował się na cesarza, zanim uciekł przed bratem w kierunku Chittagongu. Prowincja urosła w siłę i uniezależniła się od cesarstwa, pozostając pod zarządem wysokich urzędników, którzy utworzyli dynastię muzułmańskich nababów, pozwalając zasiadać na niższych stanowiskach państwowych rodowitym Bengalczykom. Na terenie Bengalu zawsze istniała wielka sieć bazarów, na których kupcy muzułmańscy i hinduscy wymieniali towary pochodzące ze wszystkich regionów Indii. W Bengalu uprawiano ryż i rośliny strączkowe oraz morwę do hodowli jedwabników, w Biharze — pszenicę i opium. W wymianie handlowej uczestniczyli nie tylko Hindusi, ale także Arabowie i muzułmanie indyjscy oraz wszyscy Europejczycy. Tak więc Bengal miał w XVII wieku kwitnącą gospodarkę, dobrze rozwiniętą wymianę handlową i sieć przedsiębiorstw finansowych, służących pożyczkami i zabezpieczeniami. Niezależność Bengalu została jednak zaprzepaszczona przez samego władcę. Młody Siradż ud-Daula zajął nierozważnie w 1756 roku Fort William, koło Kalkuty, bastion Albionu, co wywołało panikę i wściekłość Anglików. Robert Clive odzyskał Fort w roku następnym, a nababowi wydał ostateczną bitwę pod Palasi. Chaos w Bengalu trwał do 1764 roku, kiedy w bitwie pod Buksor wojsko Kompanii pokonało kolejnego władcę, wezyra. W 1765 roku Kompania podpisała traktaty pokojowe z cesarzem mogolskim w Delhi, który nadał jej tytuł nababa Bengalu, włączając Kompanię w struktury imperium mogolskiego. Punkt ciężkości rodzącego się imperium brytyjskiego przeniósł się z zachodniego wybrzeża do Indii Wschodnich, do Bengalu i późniejszej Prezydentury Madras, obejmującej Karnatakę (państwo Majsur) i Tamil Nadu. Bombaj ustąpił na jakiś czas miejsca Kalkucie. Dopiero za Radżu brytyjskiego Bombaj zyskał na znaczeniu, a Kalkuta nic na tym nie straciła.
arabscy kupcy osiedlają się na Wybrzeżu Malabarskim i prowadzą ożywiony handel
[...]
Arabowie zdobywają Sind (dalej już nigdy nie poszli) — ekspansja kupiecka Arabów w kierunku Azji południowo-wschodniej trwa do X wieku, lecz nigdzie nie udaje im się utworzyć trwałych państwowości
[...]
hinduski podróżnik przedstawia w Bagdadzie traktat o astronomii, Siddhanta, przetłumaczony przez al-Fazariego, oraz traktat o matematyce i zapoznaje Arabów z cyframi hinduskimi; utworzony przez Hindusów system dziesiętny i liczba zero trafia na Bliski Wschód w IX wieku
[...]
Arabowie zdobywają Sind (dalej już nigdy nie poszli) — ekspansja kupiecka Arabów w kierunku Azji południowo-wschodniej trwa do X wieku, lecz nigdzie nie udaje im się utworzyć trwałych państwowości
[...]
hinduski podróżnik przedstawia w Bagdadzie traktat o astronomii, Siddhanta, przetłumaczony przez al-Fazariego, oraz traktat o matematyce i zapoznaje Arabów z cyframi hinduskimi; utworzony przez Hindusów system dziesiętny i liczba zero trafia na Bliski Wschód w IX wieku
Nie wiadomo kiedy dokładnie pojawili się królowie nazywani Czolami, ale wspomina o nich Mahabharata. Ich późniejsze władanie poświadczone jest inskrypcją z czasów cesarza Asioki, to jest z III wieku p.n.e. Asioka, panujący nad całą północną częścią subkontynentu indyjskiego, traktował władców z południa jak przyjaciół, a nie jak poddanych czy wrogów. Inskrypcja wskazuje, że Czolowie od dawien dawna żyli w kraju Czolamandalam, który rozciągał się od Wybrzeża Koromandelskiego (nad dzisiejszą Zatoką Bengalską) na wschodzie po Wybrzeże Malabarskie za łańcuchem górskim Ghatów Zachodnich na zachodzie, od starożytnego miasta Maduraj na południu po płaskowyż Dekanu na północy. Na początku naszej ery mówiono także o ludności zwanej Czolami, dobrze znanej w ówczesnym świecie — wzmiankuje o nich grecki geograf Ptolemeusz z Aleksandrii. W starożytności, Wybrzeże Malabarskie bogaciło się na handlu korzeniami dzięki kupcom arabskim, którzy wywozili je do Arabia Felix, a następnie odsprzedawali dalej, zaś do cesarstwa rzymskiego wywozili barwnik na purpurę antyczną (tyryjską), pochodzącą z wydzieliny gruczołu śluzowego ślimaków purpurowca i rozkolców, niezbędną do barwienia słynnej senatorskiej togi. Po upadku Rzymu, Arabowie nadal wywozili korzenie, ale do bogacącej się i rosnącej w siłę Wenecji. Wiadomo, że między I a XI wiekiem porty Koromandelu prowadziły ożywiony handel z Cejlonem, Jawą i wybrzeżem malajskim.
[...]
Widżajala Czola był zrazu wasalem Pallawów, ale kiedy w 850 roku zdobył Tandżawur, on i jego synowie w trzy pokolenia zbudowali imperium. Do połowy X wieku podporządkowali sobie Pallawów i innych drobnych władców południowych Indii. Tandżawur stało się kosmopolityczną stolicą, do której przybywali kupcy z Arabii Felix oraz Malajowie i Chińczycy z Azji, a złoto i srebro wymieniano na indyjski heban i kość słoniową, przyprawy i bawełnę. Tamilowie od Chińczyków nauczyli się wszystkich tajemnic jedwabiu, od Arabów — żeglowania i handlowania, a od Malajów — jubilerstwa, tkactwa i barwienia batików. Międzynarodową renomą cieszyli się indyjscy rzemieślnicy zorganizowani w gildie i korporacje kupieckie, odlewający rzeźby z miedzi i brązu starożytną metodą traconego wosku. Tańczący Śiwa, Nataradża, stał się po wieki symbolem dynastii Czolów.
[...]
Widżajala Czola był zrazu wasalem Pallawów, ale kiedy w 850 roku zdobył Tandżawur, on i jego synowie w trzy pokolenia zbudowali imperium. Do połowy X wieku podporządkowali sobie Pallawów i innych drobnych władców południowych Indii. Tandżawur stało się kosmopolityczną stolicą, do której przybywali kupcy z Arabii Felix oraz Malajowie i Chińczycy z Azji, a złoto i srebro wymieniano na indyjski heban i kość słoniową, przyprawy i bawełnę. Tamilowie od Chińczyków nauczyli się wszystkich tajemnic jedwabiu, od Arabów — żeglowania i handlowania, a od Malajów — jubilerstwa, tkactwa i barwienia batików. Międzynarodową renomą cieszyli się indyjscy rzemieślnicy zorganizowani w gildie i korporacje kupieckie, odlewający rzeźby z miedzi i brązu starożytną metodą traconego wosku. Tańczący Śiwa, Nataradża, stał się po wieki symbolem dynastii Czolów.
Na południu Indii dominują Tamilowie (używana jest niepoprawna nazwa tego ludu — Tamilczycy), średniego wzrostu o ciemnej karnacji skóry. Przybywały do Indii wciąż nowe migracje ludności hebrajskiej — po zdobyciu Jerozolimy przez Nabuchodonozora II w 587 roku p.n.e. przybyli do Kerali Żydzi „Czarni”, a od 135 roku n.e. i później przybywali Żydzi „Biali”. Od II wieku naszej ery osiedlała się ludność syryjska. Arabowie z Półwyspu Arabskiego zasiedlali przez stulecia Wybrzeże Malabarskie i stanowią do dziś silną i zwartą grupę rasową. Znaleźli w Indiach azyl Parsowie, wyznawcy religii Zaratusztry, którzy uszli z Persji z powodu prześladowań ze strony muzułmanów w VII-XII wieku. Wielcy Mogołowie, którzy zdobyli północne Indie w 1527 roku, są mieszanką plemion tureckich i afgańskich. Portugalczycy pozostawili po sobie mieszanki ludności w Goa i Koczinie, Francuzi — w Pondicherry, ale po Anglikach, jak po Grekach, nie został żaden ślad.
Kiedy myślę Indie i czuję zapach trociczek, i widzę oczyma wyobraźni kolorowe sari, i czuję wiatr od morza, to mam na myśli Indie południowe. Wbrew temu, co sądzi większość polskich turystów (daje o sobie znać stereotyp „biednej południowej części świata”) indyjskie stany południa — Kerala, Karnataka i Tamil Nadu — są zamożniejsze niż stany północne. Starożytna cywilizacja drawidyjska, spowinowacona z Egiptem, Sumerem i Mezopotamią zostawiła tu swój niezatarty ślad — to dla tych, którzy lubią w podróżach nutkę etnograficzną. Nie dotarli tu w zamierzchłych czasach Arjowie, wobec czego utrzymały się przedaryjskie kulty religijne i formy organizacji społecznej, nie został, na przykład, całkiem zniesiony matriarchat. W starożytności Wybrzeże Malabarskie bogaciło się na handlu korzennym z Arabami i Rzymem — stąd przywożono barwnik na słynną purpurę antyczną dla senatorskiej togi i jedwab na suknie dla bogatych Rzymianek, przyprawy i olejki eteryczne do produkcji wód perfumowanych. W czasach nowożytnych, kiedy Indie północne były plądrowane przez agresywne plemiona afgańskie, kobiety zabierane do haremów, a siłą obrzezani mężczyźni powtarzali dla ratowania życia pięć filarów wiary Mahometa, Indie południowe nadal wzbogacały się handlem z Wenecją i przeżywały renesans gospodarczy, religijny i kulturowy. Wielcy Mogołowie również nie zdobyli ani centralnie położonego Dekanu, ani południa i nie zdetronizowali żadnej z potężnych hinduskich dynastii władających tymi terenami. Nie zniszczyli — jak w Indiach północnych — hinduskich świątyń i miejsc kultu.
Muzułmanie mieszkający w Indiach nie są Arabami.Podbój północnych Indii przez muzułmanów nie dokonał się za sprawą Arabów z kalifatów Damaszku, a później Bagdadu, których oddziały dotarły jedynie do Sindu (kraina w dolinie rzeki Indus) oraz do Afganistanu, i następnie musiały się wycofać. Indie zostały zaatakowane przez afgańskie i tureckie plemiona z Azji Środkowej, nawrócone na islam. Początkowo ich celem był tylko rabunek.
Baroda (dziś Vadodara), o powierzchni 21 408 km2, leżała nad Morzem Arabskim i korzystała z dobrodziejstw handlu z Arabami.
Nazwa kasta pojawiła się po raz pierwszy w 1510 roku, kiedy Portugalczycy zajęli Goa. Słowo casta w języku portugalskim znaczy niewinny, czysty, skromny, a zastosowano go wyłącznie w odniesieniu do braminów, których najeźdźcy postrzegali jako kapłanów pogańskich religii i kultów, mających w społeczeństwie najwyższą władzę (co nie było prawdą) i których z tej racji należało tępić. Zauważmy od razu, że nazwa ta pochodzi z zewnątrz. Portugalczycy nie zadali sobie trudu, by starannie opisać zastaną rzeczywistość, której w ogóle nie mieli zamiaru ani poznać, ani zrozumieć, a którą — jako chrześcijanie — po prostu gardzili. Słowo casta nabrało znaczenia pogardliwego — czyścioch i było używane jako obelga, tak jak w innych realiach burżuj, komuch, czarnuch, białas, katol, wykształciuch. Pamiętajmy również, że w tamtych czasach w Europie nie zażywano w ogóle kąpieli, nie używano mydła i nie myto się całymi tygodniami, wobec czego dziwactwem był na wpół nagi bramin, kąpiący się, o zgrozo, codziennie. Poza tym Portugalczycy nie przybyli w celach czysto handlowych (jak Arabowie lub Żydzi), lecz z zamiarem przeprowadzenia ewangelizacji. Pierwszy ich atak poszedł w kierunku braminów, których upokarzano i mordowano w imieniu Inkwizycji (1560-1812), pozbawiano dóbr i włości. Nota bene, chrześcijanie porządku syryjskiego, osiedleni na Wybrzeżu Malabarskim od około roku 380 n.e. i tworzący własną dżati również doznawali pewnych upokorzeń, gdyż nie chcieli ugiąć się przed katolicką władzą biskupią.
Arjowie Ajodhja 6 grudnia 1992, Anglicy w Indiach, Arjowie, boginie i bogowie, brat i siostra, daty, Drawidowie, hindu, języki, kraj Czolów, moje trasy, przekaz ustny — zapisany, religia rzeki Gangi, Romowie, Stany Książęce Indii, swastyka, warna, Wedy
Ajodhja, urocze miasteczko nad rzeką Ghaghararą, lewym dopływem rzeki Gangi, tak starożytne jak oddalone o siedemdziesiąt kilometrów Waranasi, jest zamieszkałe przez ludy indyjskie od trzech, może trzech i pół tysiąca lat. Kiedy pojawili się tu Arjowie, ludność żyła na wysokim poziomie kultur rolniczych, ale bez nadmiernie rozbudowanej organizacji państwowej. Idea starożytnych monarchii indyjskich opierała się na przekonaniu, że gwarantem utrzymania dharmy, porządku kosmicznego, jest król. Wspólnota plemienna nauczyła się go wybierać z warstwy kapłanów-wojowników, ksiatrijów.
Kompania zdołała utrzymać monopol solny i handlu opium, rozpoczynając erę kultur przemysłowych — herbaty w Madras i Assamie, juty w Bengalu, bawełny, kawy i tytoniu w wielu różnych regionach. Systematyczna eksploatacja Indii i scentralizowana biurokracja doprowadziły do niewiarygodnego zubożenia praktycznie wszystkich mieszkańców subkontynentu, gdyż handel zamiast przez hinduskich wajsiów był prowadzony przez urzędników Kompanii, zaś kultury przemysłowe, czyli monokultury, zrujnowały wielowiekowe doświadczenie wieśniaków, którzy prowadzili uprawy różnorodne, zgodnie z warunkami klimatyczno-geograficznymi. Wieś była zawsze w Indiach jednostką autonomiczną, samodzielnie zarządzającą zarówno sprawami gospodarczymi jak i społecznymi, zupełnie nie interesując się polityką, którą zajmował się król, nie mieszając się z kolei w sprawę zarządzania wsią. Tradycja, czyli doświadczenie mówiło, że każda wieś musi dysponować wielorakim asortymentem upraw, by nie znaleźć się w dramatycznej sytuacji, gdy jedna uprawa dozna klęski nieurodzaju. Tradycja, czyli doświadczenie mówiło, że wieś musi całkowicie wyżywić się sama, a dopiero nadwyżki mogą być odsprzedawane drogą wymiany handlowej. Anglicy zniszczyli doszczętnie subtelny system gospodarczy, który leżał u podstaw zamożności każdej warny i każdej dżati (kasty). Znamiennym jest fakt, że wszyscy najeźdźcy, zarówno starożytni Arjowie, jak średniowieczni Afganowie i nawet Wielcy Mogołowie, zrozumieli mądrość owego tradycyjnego systemu uprawiania ziemi i nigdy go nie zniszczyli, a tylko czerpali potężne korzyści finansowe z produkowanego bogactwa, czyli podatków; niszczyli natomiast, jako wyznawcy islamu, hinduską religijność; Anglicy zaś w swej indyferencji religijnej nie mieszali się w sprawy religijne, ale zniszczyli doszczętnie system ekonomiczny Indii, a zatem bogactwo ich mieszkańców, mieszając się w sprawy gospodarki. Koszta własne tej polityki były przerażające — 100 000 000, sto milionów istnień ludzkich pochłonęły błędy angielskiej gospodarki scentralizowanej, kompletnie nieprzystosowanej do specyficznej sytuacji rolnictwa w Indiach. Sto milionów istnień ludzkich poniosło śmierć w wyniku niemożności zaspokojenia potrzeby podstawowej, a mianowicie żywności, ci ludzie umarli z powodu głodu i braku rozmaitości w rolnictwie. Niekontrolowane wylewy rzek, głównie w Bengalu w delcie rzeki Gangi, normalne, bo historycznie od wieków występujące, więc poświadczone i przewidywalne susze oraz brak komunikacji między regionami monokultur kosztowały, powtórzmy to po raz trzeci — 100 000 000 śmierci. Ten ostatni problem mogła rozwiązać dopiero, i zaiste rozwiązała, dobra komunikacja, i dopiero budowa kolei w połowie XIX wieku poprawiła częściowo problemy związane z wyżywieniem. O ileż lepszy byłby wyzysk (w formie podatków), gdyby tylko pozwolono Indusom rządzić się po swojemu we własnych strukturach! Systematycznie i systemowo wprowadzano też prawo własności ziemskiej, które pozbawiało wieśniaków ojcowizny i pod koniec XIX wieku spowodowało swoiste apogeum — ruch emigracji za chlebem do ośrodków przemysłowych (Bombaj, Kalkuta), gdzie utworzyli oni slumsy, istniejące do dziś.
Arjowie to nie Aryjczycy.
[...]
Z nazwą Arjowie wiąże się nierozerwalnie termin Indoeuropejczycy.
[...]
Ci Indoeuropejczycy, którzy przybyli nad Indus określali siebie mianem arya, co znaczy szlachetny, ustanawiając dla siebie pozycję wyższości wobec dasów, ciemnoskórego ludu, mówiącego różnymi tubylczymi językami i mieszkającego w umocnionych osadach nad brzegami rzek. Nie wiadomo, czy Indoeuropejczycy i Arjowie to ta sama grupa ludów, bowiem część tubylczej ludności znad Indusu, o miejscowej kulturze hindu, mogła na przykład stać się arya po spełnieniu określonych przez najeźdźcę wymogów. Wedy opisywały proces in statu nascendi tworzenia się nowej cywilizacji, która powstawała z fuzji wielu, wielu elementów, nie tylko przyniesionych z zewnątrz, lecz przede wszystkim lokalnych. W trakcie migracji i podbojów Arjowie potrafili umiejętnie podporządkować sobie i zasymilować osiadłe ludy rolnicze. Od zarania znali napięcia powodowane symbiozą niejednorodnych, a nawet przeciwstawnych orientacji religijnych, ale potrafili nad nimi zapanować. Nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że na ostateczną postać kultury indyjskiej miały ogromny wpływ wcześniejsze, bardziej rozwinięte cywilizacje Bliskiego Wschodu i doliny Indusu z ośrodkami w Mohendżo Daro i Harappie z lat 2600-1800 p.n.e. Rola Indoeuropejczyków została wyolbrzymiona w XIX wieku i przesadnie wywyższona.
[...]
W każdym razie nastąpiło stopniowe połączenie obu kultur z zachowaniem ich najlepszych elementów — agresywny i militarnie silniejszy lud nomadów wszedł w kontakt z kulturą bardziej zaawansowaną technologicznie i stojącą na wyższym poziomie gospodarczym. Arjowie byli przepełnieni wiarą w słuszność swej misji i właśnie ta wewnętrzna energia zainspirowała wieszczów do stworzenia Wed, zbioru hymnów komponowanych przez 1000 lat aryjskiej hegemonii. Te święte teksty tworzono w sanskrycie, który stał się największym skarbem indoaryjskich ludów, a był jednym z najwcześniejszych języków indoeuropejskich.
[...]
Arjowie lubili muzykę i taniec, grali na flecie, lutni i harfie, znali grę w kości, gustowali w odurzających napojach. Główni bogowie byli związani bardziej z kultem słońca niż księżyca, a ich mitologia roztaczała wizję wolności i zwycięstwa ludzi. Stworzyli panteon potężnych, męskich bogów jadących na rydwanach, ogniem rozświetlających wszelkie mroki, a gdy zwalczali siły ciemności, słońce świeciło za ich plecami. Nomadzi ze stepów, koczownicy zawsze w siodle, dzięki koniom stali się wojownikami. Pojęcie boga związali z sakralnością niebiańską, z ideą światła i transcendencji (wysokości), a także z ideą ojcostwa, zwierzchności i tworzenia. Ich Bóg-Niebo stał się stwórcą świata, władcą kosmosu. Żeńskie bóstwa płodności — bliskie ludom rolniczym — mieli za nic i nie okazywali im szacunku. Wzgardzili boginią-ziemią i wilgotną głębią jej otchłani, gdzie długo dojrzewa to, co ma być zrodzone. Współodczuwanie, współbycie i trwanie matki nudziło ich. Nie chcieli pozostać w miejscu, wciąż gdzieś gnali. Wyznawali kult ognia, Agni, więc bogom — pojmowanym raczej jako zjawiska natury — składali ofiary całopalne, by dym zanosił je „w górę”, do nieba. Wielbili uśmiechniętego Suryę, słońce, które traktowali jak ożywiciela przenikającego wszelkie istoty i podtrzymującego życie. Cieszyli się mocą błyskawicy i suchego trzasku gromu Indry, który zapowiadał ożywcze deszcze monsunowe. Nie wznosili sanktuariów, obrzędy sprawiali pod gołym niebem, nad strumykami i na wzgórzach.
[...]
Guy Sorman w Le genie de l'Inde uważa, że Arjowie i ich warny nie pochodzą od Indoeuropejczyków, a mit „aryjski” został ukuty w XIX wieku. W rzeczywistości warnowy układ społeczny, oparty o kryterium arya, szlachetny wytworzył się w Indiach pod wpływem mieszania się czynników politycznych, społecznych, kulturowych, ludowych, rasowych, językowych, etnicznych, tak rodzimych jak i napływowych.
[...]
Z nazwą Arjowie wiąże się nierozerwalnie termin Indoeuropejczycy.
[...]
Ci Indoeuropejczycy, którzy przybyli nad Indus określali siebie mianem arya, co znaczy szlachetny, ustanawiając dla siebie pozycję wyższości wobec dasów, ciemnoskórego ludu, mówiącego różnymi tubylczymi językami i mieszkającego w umocnionych osadach nad brzegami rzek. Nie wiadomo, czy Indoeuropejczycy i Arjowie to ta sama grupa ludów, bowiem część tubylczej ludności znad Indusu, o miejscowej kulturze hindu, mogła na przykład stać się arya po spełnieniu określonych przez najeźdźcę wymogów. Wedy opisywały proces in statu nascendi tworzenia się nowej cywilizacji, która powstawała z fuzji wielu, wielu elementów, nie tylko przyniesionych z zewnątrz, lecz przede wszystkim lokalnych. W trakcie migracji i podbojów Arjowie potrafili umiejętnie podporządkować sobie i zasymilować osiadłe ludy rolnicze. Od zarania znali napięcia powodowane symbiozą niejednorodnych, a nawet przeciwstawnych orientacji religijnych, ale potrafili nad nimi zapanować. Nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że na ostateczną postać kultury indyjskiej miały ogromny wpływ wcześniejsze, bardziej rozwinięte cywilizacje Bliskiego Wschodu i doliny Indusu z ośrodkami w Mohendżo Daro i Harappie z lat 2600-1800 p.n.e. Rola Indoeuropejczyków została wyolbrzymiona w XIX wieku i przesadnie wywyższona.
[...]
W każdym razie nastąpiło stopniowe połączenie obu kultur z zachowaniem ich najlepszych elementów — agresywny i militarnie silniejszy lud nomadów wszedł w kontakt z kulturą bardziej zaawansowaną technologicznie i stojącą na wyższym poziomie gospodarczym. Arjowie byli przepełnieni wiarą w słuszność swej misji i właśnie ta wewnętrzna energia zainspirowała wieszczów do stworzenia Wed, zbioru hymnów komponowanych przez 1000 lat aryjskiej hegemonii. Te święte teksty tworzono w sanskrycie, który stał się największym skarbem indoaryjskich ludów, a był jednym z najwcześniejszych języków indoeuropejskich.
[...]
Arjowie lubili muzykę i taniec, grali na flecie, lutni i harfie, znali grę w kości, gustowali w odurzających napojach. Główni bogowie byli związani bardziej z kultem słońca niż księżyca, a ich mitologia roztaczała wizję wolności i zwycięstwa ludzi. Stworzyli panteon potężnych, męskich bogów jadących na rydwanach, ogniem rozświetlających wszelkie mroki, a gdy zwalczali siły ciemności, słońce świeciło za ich plecami. Nomadzi ze stepów, koczownicy zawsze w siodle, dzięki koniom stali się wojownikami. Pojęcie boga związali z sakralnością niebiańską, z ideą światła i transcendencji (wysokości), a także z ideą ojcostwa, zwierzchności i tworzenia. Ich Bóg-Niebo stał się stwórcą świata, władcą kosmosu. Żeńskie bóstwa płodności — bliskie ludom rolniczym — mieli za nic i nie okazywali im szacunku. Wzgardzili boginią-ziemią i wilgotną głębią jej otchłani, gdzie długo dojrzewa to, co ma być zrodzone. Współodczuwanie, współbycie i trwanie matki nudziło ich. Nie chcieli pozostać w miejscu, wciąż gdzieś gnali. Wyznawali kult ognia, Agni, więc bogom — pojmowanym raczej jako zjawiska natury — składali ofiary całopalne, by dym zanosił je „w górę”, do nieba. Wielbili uśmiechniętego Suryę, słońce, które traktowali jak ożywiciela przenikającego wszelkie istoty i podtrzymującego życie. Cieszyli się mocą błyskawicy i suchego trzasku gromu Indry, który zapowiadał ożywcze deszcze monsunowe. Nie wznosili sanktuariów, obrzędy sprawiali pod gołym niebem, nad strumykami i na wzgórzach.
[...]
Guy Sorman w Le genie de l'Inde uważa, że Arjowie i ich warny nie pochodzą od Indoeuropejczyków, a mit „aryjski” został ukuty w XIX wieku. W rzeczywistości warnowy układ społeczny, oparty o kryterium arya, szlachetny wytworzył się w Indiach pod wpływem mieszania się czynników politycznych, społecznych, kulturowych, ludowych, rasowych, językowych, etnicznych, tak rodzimych jak i napływowych.
Arjowie, myślący kategoriami ładu apollińskiego, uporządkowali starohinduskie bóstwa ładu dionizyjskiego, w którym pleniły się bujnie i rodziły w ekstatycznej wizji wciąż nowe formy. I tak wyróżnili oni tylko trzy boginie, tworząc żeńską trimurti — Saraswati, Lakszmi i Parwati — przyporządkowaną trimurti męskiej. Inne boginie pozostały całkowicie wolne, żadnej już nie związano z bogiem, na czele z Durgą, której przyporządkowano wszystkie znane imiona bogiń lokalnych. Tych imion-konceptów jest 108. Nawet Lakszmi, której osobowość tak bardzo wyemancypowała się z idei bezosobowej siakti-Mahadevi, jest inkarnacją bogini Durgi.
W dawnych Indiach istniało natomiast modelowe zrównoważenie pierwiastka żeńskiego i męskiego aż do czasu przybycia Arjów, którzy zniszczyli tę subtelną ideę egzystencjalnej równości. Patriarchat odarł kobietę ze wszystkich jej pierwotnych sił i możliwości — brutalnie odebrał ją bratu i wrzucił w ramiona obcego, panującego nad jej losem. Odebrał ją matce i wrzucił w domostwo obcej, starej kobiety. Stłumił naturalny dziewczęcy erotyzm i wykreował jedyną możliwą dla kobiety rolę — rolę matki. Ubóstwił dziewicę, a dla ulżenia swym chuciom i sprawienia sobie przyjemności wykreował prostytutkę. Dawniej patriarchat oceniał kobietę przez pryzmat jej rozrodczości, dziś szacuje kobietę wyłącznie przez pryzmat jej seksualności.
pierwsi Arjowie przekraczają rzekę Indus i podążają w kierunku Indii wschodnich
[...]
kolejne plemiona Arjów brutalnie wkraczają na rydwanach i triumfalnie nadal prą na wschód
[...]
kolejne plemiona Arjów brutalnie wkraczają na rydwanach i triumfalnie nadal prą na wschód
Alain Danielou uważa, że Drawidowie to jeden z ludów o największym potencjale cywilizacyjnym, jaki pojawił się w znanych nam czasach historycznych. Weszli na scenę historii w szóstym tysiącleciu przed naszą erą i trwali aż do drugiego. Promieniowanie objęło swym zasięgiem cały subkontynent indyjski, na północy sięgając aż po miasta sumeryjskie. Żadna cywilizacja epoki brązu nie miała tak dużego zasięgu — 500 tysięcy km2 (dwa razy większy niż Sumer). Ta cywilizacja wcale nie została rozbita i zniszczona przez hordy aryjskie, napływające między 1900 a 1500 p.n.e. (a może nawet wcześniej), lecz przez nich przejęta. Ale z powodu swej ciemnej skóry, choć nie ma na to żadnych dowodów, Drawidowie mogli zostać zdegradowani w hierarchii społecznej dając początek niższym warnom. Mogli też nie zostać przyjęci do wielkiej rodziny aryjskiego brata. Trzymając się koncepcji ich łagodnego, a nie bojowego charakteru, można założyć, że przed agresją Arjów nie potrafili się obronić nie tylko militarnie, ale i psychicznie.
[...]
Koncept Arja został rozpuszczony. Patriarchat nie wygrał, a dokonała się jedynie synteza religii Matki (hindu) z religią Ojca (arja). Sanskryt nie wygrał z językami drawidyjskimi, które przetrwały, podczas gdy on jest quasi martwy. Arjowie nie narzucili swoich bogów, zmienili swoje obyczaje. Natomiast w hinduskich wierzeniach ludowych zachowały się praktycznie wszystkie główne nurty starożytnych religii sprzed przybycia ludów indoeuropejskich, a w kulturze wysokiej zachował się cały dorobek Arjów. Hindu zostało wzbogacone.
[...]
Arjów czystej krwi nie ma, gdyż ich krew rozpuściła się w milionie milionów tubylców, podobnie jak krew ludów harappejskich. Ale jedna kropla tej krwi w żyłach Drawidy wystarczy, aby odczuł on nieskończoność bytu, którą i my za nim odczuwamy. Hindu to zwycięstwo własnej ziemi, lecz nie w sensie ojcowizny czy patriotyzmu, lecz w znaczeniu długiego trwania i bycia ukorzenionym u siebie na zawsze. I nie jest to zwycięstwo nad czymś, a ku czemuś.
[...]
Koncept Arja został rozpuszczony. Patriarchat nie wygrał, a dokonała się jedynie synteza religii Matki (hindu) z religią Ojca (arja). Sanskryt nie wygrał z językami drawidyjskimi, które przetrwały, podczas gdy on jest quasi martwy. Arjowie nie narzucili swoich bogów, zmienili swoje obyczaje. Natomiast w hinduskich wierzeniach ludowych zachowały się praktycznie wszystkie główne nurty starożytnych religii sprzed przybycia ludów indoeuropejskich, a w kulturze wysokiej zachował się cały dorobek Arjów. Hindu zostało wzbogacone.
[...]
Arjów czystej krwi nie ma, gdyż ich krew rozpuściła się w milionie milionów tubylców, podobnie jak krew ludów harappejskich. Ale jedna kropla tej krwi w żyłach Drawidy wystarczy, aby odczuł on nieskończoność bytu, którą i my za nim odczuwamy. Hindu to zwycięstwo własnej ziemi, lecz nie w sensie ojcowizny czy patriotyzmu, lecz w znaczeniu długiego trwania i bycia ukorzenionym u siebie na zawsze. I nie jest to zwycięstwo nad czymś, a ku czemuś.
Wedy nie są, jak sądzą niektórzy, pismem świętym religii hindu, określającymi kanon lub dogmat obowiązujący wszystkich hindusów. Religia hindu nie jest religią księgi. Arjowie, Wedy i sanskryt to przybysze z zewnątrz. Do dziś przetrwały w nieskazitelnej formie niektóre religie wcześniejsze (w większości kobiece), a inne choć uległy ogromnym przekształceniom, to ukazują substrat przedaryjski (śiwaizm, tantryzm, siaktyzm). Wedy pozostają najważniejszym tekstem świętym dla braminów, którzy stanowią najwyżej 6% społeczeństwa. Dla miłośników Kriszny tekstem świętym jest Bhagawadgita. Dla podążających za przykładem Ramy najważniejszym tekstem, nie uważanym za święty, jest Ramajana. Kto wybrał na iszta dewatę współczesnego mędrca i guru, na przykład Sai Babę, ten będzie jego teksty uważał za święte.
[...]
Guru był i jest najważniejszym przekaźnikiem hindu (pierwszym guru człowieka jest matka, drugim — ojciec, a następnie pojawiają się inni nauczyciele). Tak jak we wszystkich religiach, tak w hindu następuje przeniesienie życia religijnego ze sfery zewnętrznej (świątynia) do sfery intymnej, wewnętrznej. Zamiast ofiar przebłagalnych, rytuałów i obrzędów, wzrasta potrzeba zrozumienia siebie, innych i otaczającego świata. Wzrasta więc rola rytuałów domowych, w których główną rolę odgrywają kobiety. Wprawdzie proces wprowadzania patriarchatu przez Arjów w miejsce pierwotnego matriarchatu trwał długo, od około 1700 p.n.e. do dziś, to jednak przetrwała koncepcja dwubiegunowości energii kosmicznej, siakti i śiwy, całkowicie równorzędnych i prawomocnych, a archetypem dla hinduskiej kobiety pozostaje Mahadevi, utożsamiana z boginią Durgą występującą pod wieloma imionami. Dziś chodzi o to, by zrozumieć na wyższym poziomie symbolicznym działanie energii żeńskiej i wpleść ją ponownie w wszechobecną energię męską, która zaniedbuje świat i człowieka. W zakresie przywrócenia światu owej siakti, energii żeńskiej, hindusi będą mieli wiele do powiedzenia.
[...]
Kremacja ciała po śmierci jest jednym z najważniejszych rytuałów hindu. Już Arjowie palili zwłoki swoich zmarłych na stosie kremacyjnym, gdyż to oni nadali ogniu najwyższą moc oczyszczającą. W czasach drawidyjskich stosowano pochówek do ziemi. Kremacja jest aktem symbolicznym, ogień przepala związki łączące człowieka z tym-życiem-tu-i-teraz, trawi złą karmę i przepala złogi karmiczne. Dba się o to, by już w czasie umierania osoba nic nie posiadała i zerwała materialno-emocjonalne związki ze światem. Spalanie ciała pozwala duchowi szybciej wydobyć się z okowów materii i podążyć ku nowemu, lepszemu, jak uważają hindusi, wcieleniu.
[...]
Guru był i jest najważniejszym przekaźnikiem hindu (pierwszym guru człowieka jest matka, drugim — ojciec, a następnie pojawiają się inni nauczyciele). Tak jak we wszystkich religiach, tak w hindu następuje przeniesienie życia religijnego ze sfery zewnętrznej (świątynia) do sfery intymnej, wewnętrznej. Zamiast ofiar przebłagalnych, rytuałów i obrzędów, wzrasta potrzeba zrozumienia siebie, innych i otaczającego świata. Wzrasta więc rola rytuałów domowych, w których główną rolę odgrywają kobiety. Wprawdzie proces wprowadzania patriarchatu przez Arjów w miejsce pierwotnego matriarchatu trwał długo, od około 1700 p.n.e. do dziś, to jednak przetrwała koncepcja dwubiegunowości energii kosmicznej, siakti i śiwy, całkowicie równorzędnych i prawomocnych, a archetypem dla hinduskiej kobiety pozostaje Mahadevi, utożsamiana z boginią Durgą występującą pod wieloma imionami. Dziś chodzi o to, by zrozumieć na wyższym poziomie symbolicznym działanie energii żeńskiej i wpleść ją ponownie w wszechobecną energię męską, która zaniedbuje świat i człowieka. W zakresie przywrócenia światu owej siakti, energii żeńskiej, hindusi będą mieli wiele do powiedzenia.
[...]
Kremacja ciała po śmierci jest jednym z najważniejszych rytuałów hindu. Już Arjowie palili zwłoki swoich zmarłych na stosie kremacyjnym, gdyż to oni nadali ogniu najwyższą moc oczyszczającą. W czasach drawidyjskich stosowano pochówek do ziemi. Kremacja jest aktem symbolicznym, ogień przepala związki łączące człowieka z tym-życiem-tu-i-teraz, trawi złą karmę i przepala złogi karmiczne. Dba się o to, by już w czasie umierania osoba nic nie posiadała i zerwała materialno-emocjonalne związki ze światem. Spalanie ciała pozwala duchowi szybciej wydobyć się z okowów materii i podążyć ku nowemu, lepszemu, jak uważają hindusi, wcieleniu.
Trzy wielkie cywilizacje powstały u zarania dziejów w dolinach życiodajnych rzek — egipska nad Nilem, sumeryjska nad Tygrysem i Eufratem, drawidyjska nad Indusem. Po Egipcjanach, Sumerowie stworzyli około 3500 p.n.e. pismo klinowe, najstarszą odmianę pisma na Bliskim Wschodzie. Język elamicki, powstały w cieniu wielkiego wynalazku sumeryjskiego, również był zapisywany pismem klinowym. Drawidowie opracowali trzecie pismo około 3300 p.n.e., na tysiąc pięćset lat przed przybyciem pierwszych Arjów, którzy niewiarygodnie późno (dlaczego?) zastosowali devanagari do zapisu sanskrytu. Choć pismo piktograficzne znad Indusu nie zostało odczytane, to jednak wiadomo, że było samorodne, bez żadnych wpływów ościennych (dlatego nie można go odczytać). Języki sumeryjskie i drawidyjskie należą do aglutacyjnych, podobnie jak języki czarnej Afryki.
[...]
Prace porównawcze stwierdzają duże podobieństwa między staroegipskim, językami drawidyjskimi i językami czarnej Afryki (senegalsko-gwinejskimi), co dowodzi, że języki aglutacyjne dominowały w okresie neolitu w Afryce, basenie Morza Śródziemnego i w Azji południowej. Dziś wiadomo, że gruziński i baskijski są pozostałymi na dalekich peryferiach skamielinami starożytnych wpływów świata drawidyjskiego. Pierwsi mieszkańcy Grecji należeli prawdopodobnie do cywilizacji drawidyjskiej (mieszkańcy Troi zdobytej przez plemiona aryjskie). Szukano pokrewieństw z językami uralskimi, a także aramejskim, ale żadne wyniki nie rozjaśniły podstawowych tajemnic. Wiadomo, że języki drawidyjskie wchłonęły słownictwo języków irańskich (z pewnością elamickiego) i późniejszego sanskrytu.
[...]
Arjowie nie przynieśli ze sobą pisma, a jeśli w ogóle spotkali się z pismem harappejskim nad Indusem, to nie wykazali żadnego zainteresowania. Być może uznali znaki piktograficzne za nic nie znaczące gryzmoły lub tajemnicze rysunki, a do pisma jako takiego odczuwali pogardę. Ukołysani prozodią swojej mowy i zachwyceni jej możliwościami mnemotechnicznymi, tworzyli pieśni i hymny tylko ustnie i przekazywali je następnym pokoleniom udoskonalając sposoby zapamiętywania. Tylko pojawia się tu jedno pytanie: czy to oni skomponowali cztery zbiory hymnów wedyjskich, czy tylko je usłyszeli od poetów znad Indusu?
[...]
Brak potrzeby zapisu był zdaje się podyktowany wiarą w jakieś niezwykłe pochodzenie tych hymnów, które zostały przez nich nazwane śruti, czyli objawione, usłyszane. Dziś wiadomo, że Rigweda została skomponowana około 3900 p.n.e., a więc w czasach na długo poprzedzających przybycie plemion indoeuropejskich. Może właśnie niezwykłość tych hymnów, już wtedy odczuwanych jako archaiczne, kazała nazwać je śruti. Co także od razu miało oznaczać, że owe hymny są „tylko dla wtajemniczonych”, „nie dla wszystkich”. Ustna tradycja zawsze podkreślała, że Wedy zostały objawione wieszczom-poetom, riszi, nad rzeką Saraswati. Ale wtedy, kiedy Arjowie przybyli nad Indus, rzeka Saraswati już nie istniała — pochłonęły ją piaski pustyni Thar w wyniku potężnej katastrofy sejsmograficznej, która doprowadziła do wyludnienia około 1000 siedzib ludzkich, rozlokowanych nad tą rzeką (nad Indusem było ich tylko około 50). Arjowie powtarzali usłyszane hymny wedyjskie i utrwalali je aż do formy skamieniałej języka, w jakim były przez setki lat powtarzane, języka wedyjskiego, najstarszej postaci staroindyjskiego, mówionego do V wieku p.n.e.
[...]
Pismo zostało ponownie wprowadzone do Indii dopiero w VI wieku p.n.e., przeszło tysiąc lat po przybyciu Arjów nad Indus. Władca perski Dariusz I zdobywszy dolinę Indusu i założywszy Satrapię perską, zastosował pismo aramejskie dla użytku kupców w celach handlowych (wprowadził też pieniądz w monetach). Z tego pisma wyłonił się alfabetyczno-sylabiczny system brahmi, używany do VI wieku, od którego wywodzą się wszystkie alfabety indyjskie (również drawidyjskie). Najstarszym pomnikiem alfabetu brahmi są inskrypcje cesarza Asioki, który użył go do zapisu swoich edyktów na kolumnach i jest pewne, że to on nakazał fachowe opracowanie pisma.
[...]
Prace porównawcze stwierdzają duże podobieństwa między staroegipskim, językami drawidyjskimi i językami czarnej Afryki (senegalsko-gwinejskimi), co dowodzi, że języki aglutacyjne dominowały w okresie neolitu w Afryce, basenie Morza Śródziemnego i w Azji południowej. Dziś wiadomo, że gruziński i baskijski są pozostałymi na dalekich peryferiach skamielinami starożytnych wpływów świata drawidyjskiego. Pierwsi mieszkańcy Grecji należeli prawdopodobnie do cywilizacji drawidyjskiej (mieszkańcy Troi zdobytej przez plemiona aryjskie). Szukano pokrewieństw z językami uralskimi, a także aramejskim, ale żadne wyniki nie rozjaśniły podstawowych tajemnic. Wiadomo, że języki drawidyjskie wchłonęły słownictwo języków irańskich (z pewnością elamickiego) i późniejszego sanskrytu.
[...]
Arjowie nie przynieśli ze sobą pisma, a jeśli w ogóle spotkali się z pismem harappejskim nad Indusem, to nie wykazali żadnego zainteresowania. Być może uznali znaki piktograficzne za nic nie znaczące gryzmoły lub tajemnicze rysunki, a do pisma jako takiego odczuwali pogardę. Ukołysani prozodią swojej mowy i zachwyceni jej możliwościami mnemotechnicznymi, tworzyli pieśni i hymny tylko ustnie i przekazywali je następnym pokoleniom udoskonalając sposoby zapamiętywania. Tylko pojawia się tu jedno pytanie: czy to oni skomponowali cztery zbiory hymnów wedyjskich, czy tylko je usłyszeli od poetów znad Indusu?
[...]
Brak potrzeby zapisu był zdaje się podyktowany wiarą w jakieś niezwykłe pochodzenie tych hymnów, które zostały przez nich nazwane śruti, czyli objawione, usłyszane. Dziś wiadomo, że Rigweda została skomponowana około 3900 p.n.e., a więc w czasach na długo poprzedzających przybycie plemion indoeuropejskich. Może właśnie niezwykłość tych hymnów, już wtedy odczuwanych jako archaiczne, kazała nazwać je śruti. Co także od razu miało oznaczać, że owe hymny są „tylko dla wtajemniczonych”, „nie dla wszystkich”. Ustna tradycja zawsze podkreślała, że Wedy zostały objawione wieszczom-poetom, riszi, nad rzeką Saraswati. Ale wtedy, kiedy Arjowie przybyli nad Indus, rzeka Saraswati już nie istniała — pochłonęły ją piaski pustyni Thar w wyniku potężnej katastrofy sejsmograficznej, która doprowadziła do wyludnienia około 1000 siedzib ludzkich, rozlokowanych nad tą rzeką (nad Indusem było ich tylko około 50). Arjowie powtarzali usłyszane hymny wedyjskie i utrwalali je aż do formy skamieniałej języka, w jakim były przez setki lat powtarzane, języka wedyjskiego, najstarszej postaci staroindyjskiego, mówionego do V wieku p.n.e.
[...]
Pismo zostało ponownie wprowadzone do Indii dopiero w VI wieku p.n.e., przeszło tysiąc lat po przybyciu Arjów nad Indus. Władca perski Dariusz I zdobywszy dolinę Indusu i założywszy Satrapię perską, zastosował pismo aramejskie dla użytku kupców w celach handlowych (wprowadził też pieniądz w monetach). Z tego pisma wyłonił się alfabetyczno-sylabiczny system brahmi, używany do VI wieku, od którego wywodzą się wszystkie alfabety indyjskie (również drawidyjskie). Najstarszym pomnikiem alfabetu brahmi są inskrypcje cesarza Asioki, który użył go do zapisu swoich edyktów na kolumnach i jest pewne, że to on nakazał fachowe opracowanie pisma.
Jak wszędzie, tak w dolinach rzek Indii południowych, nad Kaweri, Kriszną, Penneru i Ponnayar, rozwijały się u zarania dziejów cywilizacje rolnicze, a plony zbierano dwa razy do roku, głównie ryż. W czerwcu i październiku monsuny przynosiły obfite opady deszczu, a sieć znakomicie utrzymanych kanałów irygacyjnych pozwalała kontrolować przybór wód. Wieśniacy rozwijali coraz lepszą organizację plemienną, by odeprzeć zagrożenie ze strony koczowników i myśliwych mieszkających na wzgórzach, na suchych równinach i wyżynach pomiędzy życiodajnymi rzekami. Nauczyli się wybierać spośród siebie wodzów, których znaczenie rosło wraz z rozbudową systemu administracyjnego i poszerzania areału rolniczego. Królowie-wojownicy walczyli między sobą o dominację nad całym terytorium, ale zadanie to było trudne do wykonania z powodu górskiego ukształtowanie terenu i naturalnego braku komunikacji między kotlinami rzek, co również nie pozwalało utrzymać zdobytych sojuszników na trwałe. Granice pozostawały płynne, dynastie powstawały i upadały, łącząc się między sobą poprzez małżeństwa lub wyrzynając w pień, a wieśniacy cierpliwie nakłaniali bawoły do pracy w polu, śpiewając pieśni o nowych bogach, pijąc wino i tańcząc w ekstazie podczas religijnych świąt. Położone daleko na południu i odcięte od siebie doliny rzek uchroniły sięgającą czasów przedwedyjskich rodzimą kulturę tamilską przed wpływem Arjów, a język tamilski przed dominacją sanskrytu. Tamilowie przyjęli z czasem przybyłe z północy koncepcje religijne i od VIII do VII wieku p.n.e. poczęli wyznawać tych samych bogów, ale tworzyli własne mitologie. Kraj pozostał kolebką cywilizacji drawidyjskiej, której odrębność zachowała się do dziś. Nazwa ludu pochodzi od nazwy starożytnego klanu wojowników Damila, Dramila, Drawida, skąd pochodzą obie nazwy — Drawidowie i Tamilowie.
Kiedy myślę Indie i czuję zapach trociczek, i widzę oczyma wyobraźni kolorowe sari, i czuję wiatr od morza, to mam na myśli Indie południowe. Wbrew temu, co sądzi większość polskich turystów (daje o sobie znać stereotyp „biednej południowej części świata”) indyjskie stany południa — Kerala, Karnataka i Tamil Nadu — są zamożniejsze niż stany północne. Starożytna cywilizacja drawidyjska, spowinowacona z Egiptem, Sumerem i Mezopotamią zostawiła tu swój niezatarty ślad — to dla tych, którzy lubią w podróżach nutkę etnograficzną. Nie dotarli tu w zamierzchłych czasach Arjowie, wobec czego utrzymały się przedaryjskie kulty religijne i formy organizacji społecznej, nie został, na przykład, całkiem zniesiony matriarchat. W starożytności Wybrzeże Malabarskie bogaciło się na handlu korzennym z Arabami i Rzymem — stąd przywożono barwnik na słynną purpurę antyczną dla senatorskiej togi i jedwab na suknie dla bogatych Rzymianek, przyprawy i olejki eteryczne do produkcji wód perfumowanych. W czasach nowożytnych, kiedy Indie północne były plądrowane przez agresywne plemiona afgańskie, kobiety zabierane do haremów, a siłą obrzezani mężczyźni powtarzali dla ratowania życia pięć filarów wiary Mahometa, Indie południowe nadal wzbogacały się handlem z Wenecją i przeżywały renesans gospodarczy, religijny i kulturowy. Wielcy Mogołowie również nie zdobyli ani centralnie położonego Dekanu, ani południa i nie zdetronizowali żadnej z potężnych hinduskich dynastii władających tymi terenami. Nie zniszczyli — jak w Indiach północnych — hinduskich świątyń i miejsc kultu.
Arjowie mieli zaufanie wyłącznie do słowa mówionego i zamiast szukać sposobów na zapisanie hymnów, pieśni i modlitw, które usłyszeli starożytni riszi nad rzeką Saraswati, znaleźli językowe sposoby zapamiętania i społeczny sposób na przekazanie wiedzy przyszłym pokoleniom. Sposobem na utrwalenie tekstu w pamięci był oczywiście rym, rytm, prozodia i różne rozwiązania fonetyczne, a sposobem na przekazanie spuścizny kolejnym pokoleniom — utworzenie specjalnej grupy osób, której jedynym zadaniem było zapamiętanie owych tekstów. Tą grupą byli bramini. Jako „wybrańcy”, wyróżnieni spośród innych grup, „podwójnie urodzeni” nadali swemu zajęciu najwyższą rangę. Przekaz dokonywał się z ojca na syna w obrębie jednej rodziny, która strzegła czystości mowy i wierności treści. Do słuchania tekstów z czasem dopuszczono także ksiatrijów i wajsiów, a poprzez dyskusję mogli oni uczestniczyć w opracowaniu komentarzy i wyjaśnień niezrozumiałych fragmentów. Siudrów nie dopuszczano do słuchania, więc tym bardziej nie mieli żadnego udziału w ostatecznym kształcie dzieła.
Wprawdzie kolebką cywilizacji indyjskiej jest Indus i rzeki Pendżabu (Pięciorzecze), a Ganga zyskała na znaczeniu dopiero po przybyciu Arjów, to jednak pozostała do dziś najważniejszą rzeką północnych Indii. Jest szczególnie związana z mitologią boga Śiwy.
W Polsce pierwsze wzmianki o Cyganach pochodzą z 1419 roku. Nazwa wywodzi się z greki bizantyjskiej — Atsinganos znaczy ten, który nie dotyka lub jest nietykalny. Tak nazywano pewną grupę etniczną zajmującą się czarami. Jest to wyraźne nawiązanie do niedotykalnych, czyli starożytnych ludów znad Indusu, którzy po inwazji Arjów zostali poniżeni do roli sług.
Kerala za czasów Asioki (III wiek) była częścią królestwa tamilskiego o nazwie Keralaputra pod panowaniem dynastii Ćertala. Napływający z północy Arjowie integrowali się bez przeszkód z ludnością drawidyjską, rozwijały się religie hindu, nauki Buddy i Mahawiry. Wraz z przybyciem kupców perskich i syryjskich osiedlających się stopniowo na Wybrzeżu Malabarskim, rozprzestrzeniło się chrześcijaństwo św. Tomasza i powstał Kościół syro-malabarski. Istniało wiele kolonii kupców żydowskich, a w VII wieku wraz z kupcami arabskimi przybył islam.
Występujący w wielu dawnych kulturach znak słońca, symbol solarny do Indii został przyniesiony przez Arjów.
[...]
W Niemczech swastyka stała się znakiem złowieszczym, a naziści wybrali ją jako symbol czystej „niemieckości” z wielu powodów. Po pierwsze, nawiązywała do kultów pogańskich, tak modnych w Europie w drugiej połowie XIX wieku. Następnie, była dumnym znakiem aryjskiej „najwyższej rasy”. Dziewiętnastowieczni językoznawcy udowodnili, że spośród wszystkich języków indoeuropejskich język niemiecki wykazuje najwięcej podobieństw do sanskrytu, stwierdzili więc, że i cała kultura germańska zyskuje dzięki temu statut „lepszej”, bo nie tylko najstarszej w Europie, ale w ogóle tak starożytnej jak same Indie. Mgliste pojęcie na temat tak zwanego systemu kastowego (systemu warn), gdzie — jak sądzili naziści — został już zrealizowany podział na panów i niewolników (Arjowie i pariasi) dawało realne podstawy do podziału całej reszty świata, pod egidą Niemców, na lepszych i gorszych.
[...]
W Niemczech swastyka stała się znakiem złowieszczym, a naziści wybrali ją jako symbol czystej „niemieckości” z wielu powodów. Po pierwsze, nawiązywała do kultów pogańskich, tak modnych w Europie w drugiej połowie XIX wieku. Następnie, była dumnym znakiem aryjskiej „najwyższej rasy”. Dziewiętnastowieczni językoznawcy udowodnili, że spośród wszystkich języków indoeuropejskich język niemiecki wykazuje najwięcej podobieństw do sanskrytu, stwierdzili więc, że i cała kultura germańska zyskuje dzięki temu statut „lepszej”, bo nie tylko najstarszej w Europie, ale w ogóle tak starożytnej jak same Indie. Mgliste pojęcie na temat tak zwanego systemu kastowego (systemu warn), gdzie — jak sądzili naziści — został już zrealizowany podział na panów i niewolników (Arjowie i pariasi) dawało realne podstawy do podziału całej reszty świata, pod egidą Niemców, na lepszych i gorszych.
Niesłusznie uważa się, że niedotykalni należą do warny siudrów, to błąd — są to ludzie spoza warn. Ich status społeczny pozostaje bardzo niejasny — dlaczego pozostali na marginesie społeczeństw zarówno drawidyjskich jak i aryjskich — tego nie wiadomo. Wiadomo, że już w bardzo odległych czasach nazywano ich niedotykalnymi. Musieli schodzić z drogi ludziom z pozostałych warn, nie wolno im było czerpać wody z tej samej studni, ani mieszkać w centrum wioski. Już od najdawniejszych czasów byli obarczani najbardziej „brudnymi” pracami, jak czyszczenie kanałów ściekowych i obsługa stosów kremacyjnych. Każde dotknięcie przez niedotykalnego, nawet przypadkowe, wiązało się z poczuciem bycia „nieczystym”, a hindus niczego bardziej się nie obawia niż posądzenia o „nieczystość”. Muzułmanie przejęli pewne „nieczyste” zawody, na przykład to oni są dziś w Indiach rzeźnikami.
Największym osiągnięciem aryjskich przybyszów, było skomponowanie Wed, zbioru hymnów i rytualnych formuł recytowanych przez poetów, wieszczów i leśnych mędrców, riszi. Zapisywanie tych tekstów nastąpiło dopiero w wiekach średnich i wiadomo, że szło opornie i opieszale, tak jakby cały proces zapisywania był wyraźnie powstrzymywany przez tradycję niezapisywania.
[...]
Tu przechowały się pierwsze spisane przekazy o wyobrażeniach i postępowaniu lekarskim w Indiach po najeździe Arjów. Samhita zawiera opisy wielu chorób, na przykład malarii: o demonie gorączki, współczuj nam i oszczędź nas… a także tropikalnej dyzenterii, tyfusu, cholery, dżumy, trądu i ospy. W opisach można rozpoznać reumatyzm, objawy padaczki, obłęd, syndrom zapalenia oczu, żółtaczkę, zapalenie oskrzeli, bóle głowy i inne. Przy stanach gorączkowych przywoływano Agni, boga ognia. W okresie wedyjskim kapłani zalecali jako pomoc cierpiącym wznoszenie modłów błagalnych do bogów, nakazywali składanie ofiar, recytowali zaklęcia i odprawiali czary przeciwko demonom sprowadzającym choroby, uspokajali i uśmierzali strach. Uważano, że przyczyną choroby jest zła karma.
[...]
Tu przechowały się pierwsze spisane przekazy o wyobrażeniach i postępowaniu lekarskim w Indiach po najeździe Arjów. Samhita zawiera opisy wielu chorób, na przykład malarii: o demonie gorączki, współczuj nam i oszczędź nas… a także tropikalnej dyzenterii, tyfusu, cholery, dżumy, trądu i ospy. W opisach można rozpoznać reumatyzm, objawy padaczki, obłęd, syndrom zapalenia oczu, żółtaczkę, zapalenie oskrzeli, bóle głowy i inne. Przy stanach gorączkowych przywoływano Agni, boga ognia. W okresie wedyjskim kapłani zalecali jako pomoc cierpiącym wznoszenie modłów błagalnych do bogów, nakazywali składanie ofiar, recytowali zaklęcia i odprawiali czary przeciwko demonom sprowadzającym choroby, uspokajali i uśmierzali strach. Uważano, że przyczyną choroby jest zła karma.
Duńczycy Europejczycy w Indiach
Duńska Kompania Wschodnioindyjska powstała w 1616 roku otrzymując przywilej handlowy od króla Christiana IV. W 1620 roku założyła stanowisko handlowe w Tranquebar. Przez pierwsze 19 lat wysłano jednak tylko 18 okrętów (z czego aż 11 zaginęło). Importowała swego czasu więcej herbaty niż kompania brytyjska i z tego aż 90% przemycała do Wielkiej Brytanii z dużym zyskiem. Została rozwiązana już w 1729 roku, a nieliczni wolni kupcy duńscy przeszli pod jurysdykcję innych kompanii. Kiedy w 1807 roku Dania straciła całą swą flotę zakończyła się dlań era handlu przyprawami i produktami kolonialnymi. Tranquebar został ostatecznie sprzedany Anglikom w 1845 roku.
Francuzi Anglicy w Indiach, Birma-Kambodża, Europejczycy w Indiach, mieszkańcy, Stany Książęce Indii, swastyka, Wellington
Wiliam Hawkins jako pierwszy rozwinął flagę angielską w porcie Surat w Gudżaracie, na wybrzeżu zachodnim, w 1608 roku. Port Surat został założony przez Portugalczyków w 1540 roku na mocy układów handlowych z cesarstwem Wielkich Mogołów, a niepoślednią rolę w jego zarządzaniu odegrali Parsowie, wyznawcy Zoroastry, przybyli z Persji. Przynosił ogromne dochody z opłat celnych od europejskich kupców, którzy wywozili stąd pierwsze indyjskie jedwabie, bawełnę i złoto. W niewiele lat port ten stał się wielkim ośrodkiem handlowym, z którego przede wszystkim korzystało cesarstwo, gdyż dla muzułmanów było to miejsce rozpoczęcia pielgrzymki do Mekki, a ogromną rolę odgrywali tu wciąż kupcy arabscy. W 1573 roku sam Akbar i jego matka wyruszyli stąd na pielgrzymkę do Mekki. W 1616 roku zarządzanie portem Surat przejęli Holendrzy, w 1664 roku przywódca Marathów Śiwadżi zdobył i splądrował Surat, który był ówcześnie największym i najbogatszym portem Indii. Śiwadżi oddał port pod zarządzanie Francuzów, a Kompania przejęła Surat dopiero w 1800 roku, kiedy był on już tylko portem peryferyjnym, wspomagającym Bombaj.
[...]
Port w Bombaju przejęła od Portugalczyków korona brytyjska jako posag portugalskiej księżniczki Katarzyny Braganza, a następnie przekazała go Kompanii w 1668 roku za symboliczne 10 funtów rocznego czynszu. W 1687 roku zostaje do Bombaju przeniesiona z Suratu siedziba Zarządu Głównego angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej dla całych Indii. Żadne prywatne przedsiębiorstwo w Bombaju nie mogło obejść się bez finansowego wsparcia parskich bankierów, którzy trzymali kluczowe stanowiska bankowe aż do czasów nam współczesnych. Budowę portu w Kalkuty rozpoczęto od budowy Fortu William w 1696 roku. Do końca XVII wieku Kompania ugruntowała swój monopol handlowy, choć musiała go dzielić z Holendrami, których zyski okazały się najwyższe, a ich Kompania w 1669 roku najbogatszą w Europie. Ale od początku XVIII wieku nieposkromiona żądza zysków dyrektorów angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej doprowadziła do jej gwałtownego rozwoju i przejęcia władzy absolutnej. Nominalnie była wciąż przedsiębiorstwem handlowym, ale tak dalece rozszerzyła zasięg swej władzy, że w rezultacie weszła w konflikt z państwami o podobnie zaborczych intencjach, przede wszystkim z Francją i Holandią. Fort Saint-George w Madrasie był miejscem zażartych walk, kiedy to Francuzi zapragnęli zdobyć swój przyczółek do kolonizacji Indii. Ostatecznie zostali pokonani przez Robert Clive'a w 1751 roku pod Arcot i zmuszeni do opuszczenia Indii (opuścili bezpowrotnie Madras, osiedlając się w Pondicherry).
[...]
Port w Bombaju przejęła od Portugalczyków korona brytyjska jako posag portugalskiej księżniczki Katarzyny Braganza, a następnie przekazała go Kompanii w 1668 roku za symboliczne 10 funtów rocznego czynszu. W 1687 roku zostaje do Bombaju przeniesiona z Suratu siedziba Zarządu Głównego angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej dla całych Indii. Żadne prywatne przedsiębiorstwo w Bombaju nie mogło obejść się bez finansowego wsparcia parskich bankierów, którzy trzymali kluczowe stanowiska bankowe aż do czasów nam współczesnych. Budowę portu w Kalkuty rozpoczęto od budowy Fortu William w 1696 roku. Do końca XVII wieku Kompania ugruntowała swój monopol handlowy, choć musiała go dzielić z Holendrami, których zyski okazały się najwyższe, a ich Kompania w 1669 roku najbogatszą w Europie. Ale od początku XVIII wieku nieposkromiona żądza zysków dyrektorów angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej doprowadziła do jej gwałtownego rozwoju i przejęcia władzy absolutnej. Nominalnie była wciąż przedsiębiorstwem handlowym, ale tak dalece rozszerzyła zasięg swej władzy, że w rezultacie weszła w konflikt z państwami o podobnie zaborczych intencjach, przede wszystkim z Francją i Holandią. Fort Saint-George w Madrasie był miejscem zażartych walk, kiedy to Francuzi zapragnęli zdobyć swój przyczółek do kolonizacji Indii. Ostatecznie zostali pokonani przez Robert Clive'a w 1751 roku pod Arcot i zmuszeni do opuszczenia Indii (opuścili bezpowrotnie Madras, osiedlając się w Pondicherry).
Całodzienne zwiedzanie kambodżańskiej stolicy: Pałac Królewski, Srebrna Pagoda, Pomnik Zwycięstwa, przeciekawe Muzeum Narodowe zbudowane przez Francuzów, z niezwykłymi pamiątkami z czasów imperium Angkor Wat, Killing Fields, bazar… Nocleg w Phnom Penh.
Francuska Kompania Wschodnioindyjska (la Compagnie Francaise des Indes Orientales) powstała dopiero w 1664 roku z powołania Colberta, ministra Ludwika XIV. Ale wydaje się, iż w Indiach wszystkie karty były już rozdane i Francuzom nie udało się zdobyć znaczących pozycji strategicznych, z których kolonizacja francuska mogła była być możliwa i udana. Kompania została rozwiązana z powodu kłopotów finansowych już w 1769 roku.
[...]
Joseph Francois Dupleix służył w Kompanii francuskiej od 1720 roku. Od 1741 roku jako jej dyrektor rozpoczął agresywną politykę kolonialną, a dzięki swej żonie Joannie Castro, zwanej Dżam Begam, która była przyjaciółką Markizy de Pompadour, metresy Ludwika XV i była osobiście wspierana szkatułą królewską, zdobył w 1746 roku po ciężkich walkach fort Czennaiapatinam (Madras). Lecz później poniósł same porażki i wreszcie Robert Clive zmusił Francuzów do kapitulacji i oddania portu Madras, a Dupleix pozostawiony przez rząd francuski samemu sobie, w końcu odwołany, powrócił do Francji w niesławie. Klęska pod Arkot w 1751 roku wyeliminowała Francuzów z Indii, a następca Dupleixa podpisał z Kompanią angielską traktat, na mocy którego oddano Brytyjczykom wszystkie ziemie zdobyte przez Dupleixa. Wzniesiono mu pomnik w Pondicherry w 1870 roku.
[...]
Joseph Francois Dupleix służył w Kompanii francuskiej od 1720 roku. Od 1741 roku jako jej dyrektor rozpoczął agresywną politykę kolonialną, a dzięki swej żonie Joannie Castro, zwanej Dżam Begam, która była przyjaciółką Markizy de Pompadour, metresy Ludwika XV i była osobiście wspierana szkatułą królewską, zdobył w 1746 roku po ciężkich walkach fort Czennaiapatinam (Madras). Lecz później poniósł same porażki i wreszcie Robert Clive zmusił Francuzów do kapitulacji i oddania portu Madras, a Dupleix pozostawiony przez rząd francuski samemu sobie, w końcu odwołany, powrócił do Francji w niesławie. Klęska pod Arkot w 1751 roku wyeliminowała Francuzów z Indii, a następca Dupleixa podpisał z Kompanią angielską traktat, na mocy którego oddano Brytyjczykom wszystkie ziemie zdobyte przez Dupleixa. Wzniesiono mu pomnik w Pondicherry w 1870 roku.
Na południu Indii dominują Tamilowie (używana jest niepoprawna nazwa tego ludu — Tamilczycy), średniego wzrostu o ciemnej karnacji skóry. Przybywały do Indii wciąż nowe migracje ludności hebrajskiej — po zdobyciu Jerozolimy przez Nabuchodonozora II w 587 roku p.n.e. przybyli do Kerali Żydzi „Czarni”, a od 135 roku n.e. i później przybywali Żydzi „Biali”. Od II wieku naszej ery osiedlała się ludność syryjska. Arabowie z Półwyspu Arabskiego zasiedlali przez stulecia Wybrzeże Malabarskie i stanowią do dziś silną i zwartą grupę rasową. Znaleźli w Indiach azyl Parsowie, wyznawcy religii Zaratusztry, którzy uszli z Persji z powodu prześladowań ze strony muzułmanów w VII-XII wieku. Wielcy Mogołowie, którzy zdobyli północne Indie w 1527 roku, są mieszanką plemion tureckich i afgańskich. Portugalczycy pozostawili po sobie mieszanki ludności w Goa i Koczinie, Francuzi — w Pondicherry, ale po Anglikach, jak po Grekach, nie został żaden ślad.
Księstwo Hajdarabadu zostało założone przez Muhammada Kuli Kutb Szacha ze stolicą w Golkondzie w 1589 roku. Forteca ta, najmocniejsza w Indiach południowych, została zdobyta w 1687 roku po oblężeniu trwającym osiem miesięcy i całkowicie zniszczona przez Aurangzeba. Stolicę księstwa przeniesiono do Hajdarabad. Dynastię założył w 1713 roku muzułmański gubernator Dekanu Asaf Dżach, który przyjął tytuł Nizam ul-Mulk. Jego następcy brali udział w walkach między Francuzami a Anglikami o panowanie nad Indiami południowymi. Po zdobyciu miasta przez wojska Kompanii Wschodnioindyjskiej na początku XIX wieku, pozostali pod jej protektoratem aż do 1857 roku, by następnie przejść pod protektorat królowej Wiktorii i stać się filarem Radżu brytyjskiego.
[...]
Przewrót pałacowy Hajdara Ali w 1759 roku pozbawił Wadijarów władzy, a państwo majsurskie stało się pod ich panowaniem najpoważniejszym zagrożeniem dla angielskich interesów w południowych Indiach. Sułtan Hajdar Ali i jego syn, słynny Sułtan Tipu, walczyli zaciekle, by pokonać Anglików i zabronić im wstępu do Indii południowych. Mimo że sprzymierzyli się z Francuzami, zostali jednak pokonani w 1799 roku przez Arthura Wellesleya.
[...]
Przewrót pałacowy Hajdara Ali w 1759 roku pozbawił Wadijarów władzy, a państwo majsurskie stało się pod ich panowaniem najpoważniejszym zagrożeniem dla angielskich interesów w południowych Indiach. Sułtan Hajdar Ali i jego syn, słynny Sułtan Tipu, walczyli zaciekle, by pokonać Anglików i zabronić im wstępu do Indii południowych. Mimo że sprzymierzyli się z Francuzami, zostali jednak pokonani w 1799 roku przez Arthura Wellesleya.
Że tak się nie stało — wiemy. Jedną z osób, która przestrzegała Hindusów przed wejściem w sojusz z Niemcami, była Wanda Dynowska, Polka, która uciekła z armią Andersa i po zmiennych kolejach losu osiadła w południowych Indiach. W Pondicherry, mieście należącym jeszcze wtedy do Francuzów, spotykała się ze Śri Aurobindo, filozofem i myślicielem, którego wpływ na indyjską myśl polityczną był ogromny. Ona to właśnie ostrzegała go przed nazistami i ich grą na „archaicznych symbolach”.
W maju 1798 roku przybył do Indii jako gubernator generalny Fortu William w Bengalu jego brat, Robert Wellesley lord Mornington, sprawujący ten urząd do 1805 roku. Indie nie należały jeszcze do imperium, były luźną zbiorowością prowincji, pozostających nominalnie pod władzą rodzimych książąt, eksploatowanych niemiłosiernie przez Kompanię Wschodnio-indyjską. Francuzi układali się z książętami, by zagarnąć niektóre prowincje i wyrzucić z nich Anglików. Francuscy eksperci odlewali działa, a oficerowie musztrowali żołnierzy tak dla Sułtana Tipu, suwerena państwa Majsur, jak dla nizama z Hajdarabadu i Mahadżi Szinde, wodza Marathów. Nowy generalny gubernator kontynuował politykę Robert Clive'a i rozpoczął dzieło podporządkowania nowych państw, książętom pozostawiając zewnętrzne pozory rządzenia tylko wówczas, o ile rezygnowali oni z rzeczywistej władzy. Dwaj bracia Wellesley, Robert i Arthur, pokonali, jeden polityką, drugi orężem, dwie największe siły południowych Indii — państwo Majsur i konfederację sił marackich.
[...]
12 marca 1803 poprowadził wojsko na pierwszą samodzielną wielką wyprawę wojenną, by wesprzeć Marathów (opłacanych przez Anglików) przeciw wielkim, niespokojnym książętom hinduskim: nie chcieli poddać się Anglikom członkowie rodu Gaekwad z Barody, ród Scindia z Gwalioru, Bhonsla z Nagpuru i Holkare z Indoru. Świeżo upieczony generał chciał podbić kraj, by uprzedzić w tym Francuzów, których motto brzmiało: Czy w okresie pokoju, czy też wojny z Wielką Brytanią, celem każdego francuskiego męża stanu musi być podważanie wpływów, władzy i dobrobytu Anglików w Indiach.
[...]
12 marca 1803 poprowadził wojsko na pierwszą samodzielną wielką wyprawę wojenną, by wesprzeć Marathów (opłacanych przez Anglików) przeciw wielkim, niespokojnym książętom hinduskim: nie chcieli poddać się Anglikom członkowie rodu Gaekwad z Barody, ród Scindia z Gwalioru, Bhonsla z Nagpuru i Holkare z Indoru. Świeżo upieczony generał chciał podbić kraj, by uprzedzić w tym Francuzów, których motto brzmiało: Czy w okresie pokoju, czy też wojny z Wielką Brytanią, celem każdego francuskiego męża stanu musi być podważanie wpływów, władzy i dobrobytu Anglików w Indiach.
Grecy daty, mieszkańcy, Radżputowie
Aleksander Wielki po podboju imperium perskiego przybywa nad Indus mając pod swą komendą 25-30 tysięcy ludzi, zdobywa Baktrię i tworzy trzy nowe satrapie, ale wycofuje się do Macedonii, gdzie umiera w 323; w parę lat po przetoczeniu się Greków nie zostaje po nich żaden ślad, ale fakt pozostaje faktem, że pierwszymi najeźdźcami z zewnątrz byli właśnie oni
Biali Hunowie (Heftalici), pochodzenia tureckiego, utworzyli silną organizację plemienną na terytorium dzisiejszego Afganistanu i wielokrotnie najeżdżali Indie północne, pozostawiając po sobie urodzone z gwałtów liczne potomstwo. Późniejsi Afganowie, którzy wtargnęli do Indii na dobre około roku 1200, są niewątpliwie spadkobiercami Hunów, mają piękne pociągłe twarze i jasny kolor skóry. Scytowie, nazwa nadana przez starożytnych Greków koczowniczym ludom pochodzenia irańskiego, zmieszali się całkowicie z ludami pogranicza.
[...]
Na południu Indii dominują Tamilowie (używana jest niepoprawna nazwa tego ludu — Tamilczycy), średniego wzrostu o ciemnej karnacji skóry. Przybywały do Indii wciąż nowe migracje ludności hebrajskiej — po zdobyciu Jerozolimy przez Nabuchodonozora II w 587 roku p.n.e. przybyli do Kerali Żydzi „Czarni”, a od 135 roku n.e. i później przybywali Żydzi „Biali”. Od II wieku naszej ery osiedlała się ludność syryjska. Arabowie z Półwyspu Arabskiego zasiedlali przez stulecia Wybrzeże Malabarskie i stanowią do dziś silną i zwartą grupę rasową. Znaleźli w Indiach azyl Parsowie, wyznawcy religii Zaratusztry, którzy uszli z Persji z powodu prześladowań ze strony muzułmanów w VII-XII wieku. Wielcy Mogołowie, którzy zdobyli północne Indie w 1527 roku, są mieszanką plemion tureckich i afgańskich. Portugalczycy pozostawili po sobie mieszanki ludności w Goa i Koczinie, Francuzi — w Pondicherry, ale po Anglikach, jak po Grekach, nie został żaden ślad.
[...]
Na południu Indii dominują Tamilowie (używana jest niepoprawna nazwa tego ludu — Tamilczycy), średniego wzrostu o ciemnej karnacji skóry. Przybywały do Indii wciąż nowe migracje ludności hebrajskiej — po zdobyciu Jerozolimy przez Nabuchodonozora II w 587 roku p.n.e. przybyli do Kerali Żydzi „Czarni”, a od 135 roku n.e. i później przybywali Żydzi „Biali”. Od II wieku naszej ery osiedlała się ludność syryjska. Arabowie z Półwyspu Arabskiego zasiedlali przez stulecia Wybrzeże Malabarskie i stanowią do dziś silną i zwartą grupę rasową. Znaleźli w Indiach azyl Parsowie, wyznawcy religii Zaratusztry, którzy uszli z Persji z powodu prześladowań ze strony muzułmanów w VII-XII wieku. Wielcy Mogołowie, którzy zdobyli północne Indie w 1527 roku, są mieszanką plemion tureckich i afgańskich. Portugalczycy pozostawili po sobie mieszanki ludności w Goa i Koczinie, Francuzi — w Pondicherry, ale po Anglikach, jak po Grekach, nie został żaden ślad.
W tyglu Azji Środkowej mieszały się rasy, języki i obyczaje, a plemiona raz po raz sprzymierzały się w rozmaite konfederacje i tworzyły różne kombinacje wojskowe, które parły do przodu i zagarniały coraz to nowe ziemie. W tamtych czasach nie było ani Afganistanu ani Pakistanu, tereny te również należały do Indii i były miejscem spotkań wszystkich przybyszów, którzy wcześniej czy później szli dalej do Indii, wlewając się na subkontynent przez słynny przesmyk Kyber. Zatrzymały się tam ludy indoeuropejskie, a za nimi miedzy VII a III wiekiem p.n.e. Scytowie, później Grecy, Partowie i Kuszanowie, lud irański pochodzący ze stepów Azji, który między I a III wiekiem n.e. utworzył dobrze zorganizowaną federację państw pod wodzą Kaniszki (127-147n.e.), którego dzieło było kontynuowane przez indyjską dynastię Guptów. Od V wieku pojawiają się znowu ludy irańskie — Śwetahunowie (przez Greków nazwani Heftalitami, a przez nas — Białymi Hunami), którzy zdominowali wszystkie osiadłe tam ludy i utworzyli silną organizację plemienną na terenie Afganistanu. Stąd wtargnęli do Indii niszcząc osady Doabu, Bengal i Bihar, zadając śmiertelny cios państwu Guptów, które zniknęło z dziejów na początku VI wieku. Przez jakieś trzydzieści lat zachodnie Indie znalazły się pod królami huńskimi, ale konfederacja radżów północnoindyjskich odniosła nad nimi druzgocące zwycięstwo w 528 roku. Ich impet został całkowicie wyhamowany, zostali odrzuceni aż do Kaszmiru, gdzie niebawem lud ten utracił swą odrębność i został wchłonięty przez mieszankę ludności miejscowej. Wszystkich obcych, którzy przybyli od północnego zachodu i z Hindukuszu, głównie Scytów, Partów, Saków i Hunów, osiedlających się na granicach Indii Zachodnich nazywano Śaka. Śwetahunowie najmniej zasymilowali się w Pendżabie i można przyjąć, że dzisiejsi Sikhowie są ich najbliższymi potomkami.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
Heftalici mieszkańcy, Radżputowie
Biali Hunowie (Heftalici), pochodzenia tureckiego, utworzyli silną organizację plemienną na terytorium dzisiejszego Afganistanu i wielokrotnie najeżdżali Indie północne, pozostawiając po sobie urodzone z gwałtów liczne potomstwo. Późniejsi Afganowie, którzy wtargnęli do Indii na dobre około roku 1200, są niewątpliwie spadkobiercami Hunów, mają piękne pociągłe twarze i jasny kolor skóry. Scytowie, nazwa nadana przez starożytnych Greków koczowniczym ludom pochodzenia irańskiego, zmieszali się całkowicie z ludami pogranicza.
W tyglu Azji Środkowej mieszały się rasy, języki i obyczaje, a plemiona raz po raz sprzymierzały się w rozmaite konfederacje i tworzyły różne kombinacje wojskowe, które parły do przodu i zagarniały coraz to nowe ziemie. W tamtych czasach nie było ani Afganistanu ani Pakistanu, tereny te również należały do Indii i były miejscem spotkań wszystkich przybyszów, którzy wcześniej czy później szli dalej do Indii, wlewając się na subkontynent przez słynny przesmyk Kyber. Zatrzymały się tam ludy indoeuropejskie, a za nimi miedzy VII a III wiekiem p.n.e. Scytowie, później Grecy, Partowie i Kuszanowie, lud irański pochodzący ze stepów Azji, który między I a III wiekiem n.e. utworzył dobrze zorganizowaną federację państw pod wodzą Kaniszki (127-147n.e.), którego dzieło było kontynuowane przez indyjską dynastię Guptów. Od V wieku pojawiają się znowu ludy irańskie — Śwetahunowie (przez Greków nazwani Heftalitami, a przez nas — Białymi Hunami), którzy zdominowali wszystkie osiadłe tam ludy i utworzyli silną organizację plemienną na terenie Afganistanu. Stąd wtargnęli do Indii niszcząc osady Doabu, Bengal i Bihar, zadając śmiertelny cios państwu Guptów, które zniknęło z dziejów na początku VI wieku. Przez jakieś trzydzieści lat zachodnie Indie znalazły się pod królami huńskimi, ale konfederacja radżów północnoindyjskich odniosła nad nimi druzgocące zwycięstwo w 528 roku. Ich impet został całkowicie wyhamowany, zostali odrzuceni aż do Kaszmiru, gdzie niebawem lud ten utracił swą odrębność i został wchłonięty przez mieszankę ludności miejscowej. Wszystkich obcych, którzy przybyli od północnego zachodu i z Hindukuszu, głównie Scytów, Partów, Saków i Hunów, osiedlających się na granicach Indii Zachodnich nazywano Śaka. Śwetahunowie najmniej zasymilowali się w Pendżabie i można przyjąć, że dzisiejsi Sikhowie są ich najbliższymi potomkami.
Holendrzy Anglicy w Indiach, Europejczycy w Indiach, muzułmanie, Stany Książęce Indii
Wiliam Hawkins jako pierwszy rozwinął flagę angielską w porcie Surat w Gudżaracie, na wybrzeżu zachodnim, w 1608 roku. Port Surat został założony przez Portugalczyków w 1540 roku na mocy układów handlowych z cesarstwem Wielkich Mogołów, a niepoślednią rolę w jego zarządzaniu odegrali Parsowie, wyznawcy Zoroastry, przybyli z Persji. Przynosił ogromne dochody z opłat celnych od europejskich kupców, którzy wywozili stąd pierwsze indyjskie jedwabie, bawełnę i złoto. W niewiele lat port ten stał się wielkim ośrodkiem handlowym, z którego przede wszystkim korzystało cesarstwo, gdyż dla muzułmanów było to miejsce rozpoczęcia pielgrzymki do Mekki, a ogromną rolę odgrywali tu wciąż kupcy arabscy. W 1573 roku sam Akbar i jego matka wyruszyli stąd na pielgrzymkę do Mekki. W 1616 roku zarządzanie portem Surat przejęli Holendrzy, w 1664 roku przywódca Marathów Śiwadżi zdobył i splądrował Surat, który był ówcześnie największym i najbogatszym portem Indii. Śiwadżi oddał port pod zarządzanie Francuzów, a Kompania przejęła Surat dopiero w 1800 roku, kiedy był on już tylko portem peryferyjnym, wspomagającym Bombaj.
[...]
Port w Bombaju przejęła od Portugalczyków korona brytyjska jako posag portugalskiej księżniczki Katarzyny Braganza, a następnie przekazała go Kompanii w 1668 roku za symboliczne 10 funtów rocznego czynszu. W 1687 roku zostaje do Bombaju przeniesiona z Suratu siedziba Zarządu Głównego angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej dla całych Indii. Żadne prywatne przedsiębiorstwo w Bombaju nie mogło obejść się bez finansowego wsparcia parskich bankierów, którzy trzymali kluczowe stanowiska bankowe aż do czasów nam współczesnych. Budowę portu w Kalkuty rozpoczęto od budowy Fortu William w 1696 roku. Do końca XVII wieku Kompania ugruntowała swój monopol handlowy, choć musiała go dzielić z Holendrami, których zyski okazały się najwyższe, a ich Kompania w 1669 roku najbogatszą w Europie. Ale od początku XVIII wieku nieposkromiona żądza zysków dyrektorów angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej doprowadziła do jej gwałtownego rozwoju i przejęcia władzy absolutnej. Nominalnie była wciąż przedsiębiorstwem handlowym, ale tak dalece rozszerzyła zasięg swej władzy, że w rezultacie weszła w konflikt z państwami o podobnie zaborczych intencjach, przede wszystkim z Francją i Holandią. Fort Saint-George w Madrasie był miejscem zażartych walk, kiedy to Francuzi zapragnęli zdobyć swój przyczółek do kolonizacji Indii. Ostatecznie zostali pokonani przez Robert Clive'a w 1751 roku pod Arcot i zmuszeni do opuszczenia Indii (opuścili bezpowrotnie Madras, osiedlając się w Pondicherry).
[...]
Port w Bombaju przejęła od Portugalczyków korona brytyjska jako posag portugalskiej księżniczki Katarzyny Braganza, a następnie przekazała go Kompanii w 1668 roku za symboliczne 10 funtów rocznego czynszu. W 1687 roku zostaje do Bombaju przeniesiona z Suratu siedziba Zarządu Głównego angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej dla całych Indii. Żadne prywatne przedsiębiorstwo w Bombaju nie mogło obejść się bez finansowego wsparcia parskich bankierów, którzy trzymali kluczowe stanowiska bankowe aż do czasów nam współczesnych. Budowę portu w Kalkuty rozpoczęto od budowy Fortu William w 1696 roku. Do końca XVII wieku Kompania ugruntowała swój monopol handlowy, choć musiała go dzielić z Holendrami, których zyski okazały się najwyższe, a ich Kompania w 1669 roku najbogatszą w Europie. Ale od początku XVIII wieku nieposkromiona żądza zysków dyrektorów angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej doprowadziła do jej gwałtownego rozwoju i przejęcia władzy absolutnej. Nominalnie była wciąż przedsiębiorstwem handlowym, ale tak dalece rozszerzyła zasięg swej władzy, że w rezultacie weszła w konflikt z państwami o podobnie zaborczych intencjach, przede wszystkim z Francją i Holandią. Fort Saint-George w Madrasie był miejscem zażartych walk, kiedy to Francuzi zapragnęli zdobyć swój przyczółek do kolonizacji Indii. Ostatecznie zostali pokonani przez Robert Clive'a w 1751 roku pod Arcot i zmuszeni do opuszczenia Indii (opuścili bezpowrotnie Madras, osiedlając się w Pondicherry).
Holenderska Kompania Wschodnioindyjska powstała zaraz po brytyjskiej, już w 1602 roku, uchwałą parlamentu Republiki Zjednoczonych Prowincji i otrzymała monopol na działalność kolonialną w Azji. Błyskawicznie stała się koncernem międzynarodowym, korzystając z wielkich prywatnych inwestycji niemieckich i żydowskich, była pierwszą spółką wypuszczającą akcje i papiery wartościowe. Zakładała kantony w Iranie, Bangladesz, Syjamie (Tajlandia), Chinach i na Wyspie Sormoza (Tajwan), w Japonii (oraz, dla przypomnienia, w Południowej Afryce — kolonię w Cape, w RPA). W 1640 roku złamała portugalski monopol na handel cynamonem, zdobywając port Galle na Cejlonie (Sri Lanka). Od 1650 roku Holendrzy penetrowali Wybrzeże Malabarskie od Trivandrum po Kochin. Przejęli zwierzchnictwo (handlowe) nad portugalskim Mattancherry, gdzie odrestaurowali w 1663 roku pałac radży Kochinu (nazywany do dziś Dutch Palace).
[...]
Miasto Pondicherry zostało założone przez Francuza Francois Martina w 1673 roku, i należało później przez jakiś czas do Holendrów, a nawet do Anglików, ale ostatecznie w XIX wieku rozwinęło się jako duży ośrodek kultury francuskiej, łącząc styl kolonialny z francuszczyzną. W XIX wieku było niejednokrotnie miejscem schronienia działaczy walki narodowowyzwoleńczej, którzy ukrywali się tu przed Anglikami (Sri Aurobindo). Wszystkie posiadłości francuskie stały się własnością Francji w 1817 roku i były bezpośrednio administrowane przez Francję od 1848 roku.
[...]
Miasto Pondicherry zostało założone przez Francuza Francois Martina w 1673 roku, i należało później przez jakiś czas do Holendrów, a nawet do Anglików, ale ostatecznie w XIX wieku rozwinęło się jako duży ośrodek kultury francuskiej, łącząc styl kolonialny z francuszczyzną. W XIX wieku było niejednokrotnie miejscem schronienia działaczy walki narodowowyzwoleńczej, którzy ukrywali się tu przed Anglikami (Sri Aurobindo). Wszystkie posiadłości francuskie stały się własnością Francji w 1817 roku i były bezpośrednio administrowane przez Francję od 1848 roku.
Jedynie na Wybrzeżu Malabarskim (na zachodzie) już od czasów starożytnych osiedlali się kupcy arabscy z Półwyspu Arabskiego, zakładając kantory i prowadząc pokojowy handel wymienny. Na tle ludności drawidyjskiej wyróżniali się piękną budową ciała i tężyzną fizyczną. Z czasem stworzyli coś na kształt talassokracji kupców całego Morza Arabskiego, zarządzanej przez zamorinów z portu Kalikut, gdzie udało im się założyć małe księstwo. Aż do XVI wieku ci „radżowie morza” pochodzenia arabskiego stawiali silny opór zakusom Portugalczyków, ale w 1604 podpisali traktat z Holendrami, kończący ich walkę z potęgą europejską.
Koczi jako państewko zajmowało północną część Kerali ze stolicą w Mattancherry. W 1557 roku Portugalczycy wybudowali nowy pałac dla tamtejszego władcy, Vira Kerala Varmana. Skromne wnętrza ozdobiono pięknymi freskami ilustrującymi Mahabharatę i Ramajanę oraz mity spisane w puranach. Pałac nosi nazwę Pałacu Holenderskiego, gdyż Holendrzy odnowili go w XVII wieku.
Hunowie Gurkhowie, mieszkańcy, Radżputowie, Sikhowie
Gurkhowie przybyli do Nepalu w XVI wieku, uciekając z Radżastanu przed kolejną nawałnicą ludów afgańsko-mogolskich zdobywających północne Indie. Byli Radżputami. Ich los nie był ani przypadkowy, ani nieświadomy. Za nimi stała długa tradycja rodów radżpuckich ksiatrijów, którzy weszli na drogę hinduskiej dharmy około V wieku n.e. Pochodzili prawdopodobnie od Scytów i Hunów, ale na terenie Indii przejęli wierzenia i religie hindu, czym zdobywali sobie zaufanie wśród rodzimej ludności. W zasadzie zaprzestali rabunku i grabieży, a wybitnym dowódcom klanowym udawało się organizować małe państewka, gdyż nie tylko wojenkę mieli za zawód, ale także zarządzanie zdobytymi terytoriami i zasobami ludzkimi. Przechodzili z czasem w osiadły tryb życia ustanawiając dynastie, z których wiele istnieje do dziś. Opowieść mitologiczna wyjaśnia pochodzenie nazwy ludu i etosu rzemiosła wojennego, który od zarania dziejów naznaczył ich specyficzny los i pokierował jego spełnieniem.
Biali Hunowie (Heftalici), pochodzenia tureckiego, utworzyli silną organizację plemienną na terytorium dzisiejszego Afganistanu i wielokrotnie najeżdżali Indie północne, pozostawiając po sobie urodzone z gwałtów liczne potomstwo. Późniejsi Afganowie, którzy wtargnęli do Indii na dobre około roku 1200, są niewątpliwie spadkobiercami Hunów, mają piękne pociągłe twarze i jasny kolor skóry. Scytowie, nazwa nadana przez starożytnych Greków koczowniczym ludom pochodzenia irańskiego, zmieszali się całkowicie z ludami pogranicza.
W tyglu Azji Środkowej mieszały się rasy, języki i obyczaje, a plemiona raz po raz sprzymierzały się w rozmaite konfederacje i tworzyły różne kombinacje wojskowe, które parły do przodu i zagarniały coraz to nowe ziemie. W tamtych czasach nie było ani Afganistanu ani Pakistanu, tereny te również należały do Indii i były miejscem spotkań wszystkich przybyszów, którzy wcześniej czy później szli dalej do Indii, wlewając się na subkontynent przez słynny przesmyk Kyber. Zatrzymały się tam ludy indoeuropejskie, a za nimi miedzy VII a III wiekiem p.n.e. Scytowie, później Grecy, Partowie i Kuszanowie, lud irański pochodzący ze stepów Azji, który między I a III wiekiem n.e. utworzył dobrze zorganizowaną federację państw pod wodzą Kaniszki (127-147n.e.), którego dzieło było kontynuowane przez indyjską dynastię Guptów. Od V wieku pojawiają się znowu ludy irańskie — Śwetahunowie (przez Greków nazwani Heftalitami, a przez nas — Białymi Hunami), którzy zdominowali wszystkie osiadłe tam ludy i utworzyli silną organizację plemienną na terenie Afganistanu. Stąd wtargnęli do Indii niszcząc osady Doabu, Bengal i Bihar, zadając śmiertelny cios państwu Guptów, które zniknęło z dziejów na początku VI wieku. Przez jakieś trzydzieści lat zachodnie Indie znalazły się pod królami huńskimi, ale konfederacja radżów północnoindyjskich odniosła nad nimi druzgocące zwycięstwo w 528 roku. Ich impet został całkowicie wyhamowany, zostali odrzuceni aż do Kaszmiru, gdzie niebawem lud ten utracił swą odrębność i został wchłonięty przez mieszankę ludności miejscowej. Wszystkich obcych, którzy przybyli od północnego zachodu i z Hindukuszu, głównie Scytów, Partów, Saków i Hunów, osiedlających się na granicach Indii Zachodnich nazywano Śaka. Śwetahunowie najmniej zasymilowali się w Pendżabie i można przyjąć, że dzisiejsi Sikhowie są ich najbliższymi potomkami.
Następca Randżita Singha, zażywający opium maharadża imbecyl utrzymał się na tronie rok i trzy miesiące. Otruto go, a jego syn zginął tragicznie, gdy wracał z ceremonii pogrzebowej ojca. Kolejny Singh zasiadł na tronie w styczniu 1841 roku, a został zastrzelony już we wrześniu 1843 roku, podczas gdy jego dwunastoletni syn Pratap został poćwiartowany we własnym ogrodzie — oto fragment historii dynastii, której pochodzenie od Hunów nie wzbudza cienia wątpliwości…
Kuszanowie Radżputowie
W tyglu Azji Środkowej mieszały się rasy, języki i obyczaje, a plemiona raz po raz sprzymierzały się w rozmaite konfederacje i tworzyły różne kombinacje wojskowe, które parły do przodu i zagarniały coraz to nowe ziemie. W tamtych czasach nie było ani Afganistanu ani Pakistanu, tereny te również należały do Indii i były miejscem spotkań wszystkich przybyszów, którzy wcześniej czy później szli dalej do Indii, wlewając się na subkontynent przez słynny przesmyk Kyber. Zatrzymały się tam ludy indoeuropejskie, a za nimi miedzy VII a III wiekiem p.n.e. Scytowie, później Grecy, Partowie i Kuszanowie, lud irański pochodzący ze stepów Azji, który między I a III wiekiem n.e. utworzył dobrze zorganizowaną federację państw pod wodzą Kaniszki (127-147n.e.), którego dzieło było kontynuowane przez indyjską dynastię Guptów. Od V wieku pojawiają się znowu ludy irańskie — Śwetahunowie (przez Greków nazwani Heftalitami, a przez nas — Białymi Hunami), którzy zdominowali wszystkie osiadłe tam ludy i utworzyli silną organizację plemienną na terenie Afganistanu. Stąd wtargnęli do Indii niszcząc osady Doabu, Bengal i Bihar, zadając śmiertelny cios państwu Guptów, które zniknęło z dziejów na początku VI wieku. Przez jakieś trzydzieści lat zachodnie Indie znalazły się pod królami huńskimi, ale konfederacja radżów północnoindyjskich odniosła nad nimi druzgocące zwycięstwo w 528 roku. Ich impet został całkowicie wyhamowany, zostali odrzuceni aż do Kaszmiru, gdzie niebawem lud ten utracił swą odrębność i został wchłonięty przez mieszankę ludności miejscowej. Wszystkich obcych, którzy przybyli od północnego zachodu i z Hindukuszu, głównie Scytów, Partów, Saków i Hunów, osiedlających się na granicach Indii Zachodnich nazywano Śaka. Śwetahunowie najmniej zasymilowali się w Pendżabie i można przyjąć, że dzisiejsi Sikhowie są ich najbliższymi potomkami.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
Mogołowie Ajodhja 6 grudnia 1992, Akbar, Anglicy w Indiach, aszram, Babur, bramin, daty, Drawidowie, Dżahangir, Dżatowie, Humajun, Kamasutra, Koh-i-noor, krowa, maharadżowie, Mahatma Gandhi, Marathowie, miejsca sacrum, obrzędy i święta, pariasi, Partition 1947, przekaz ustny — przypowieści, przewodnik czy pilot, Radżastan, Radżputowie, siakti, Sikhowie, Stany Książęce Indii, świątynie w Kadżuraho, Szahdżahan, Tadż Mahal, tilak, warna, Wielcy Mogołowie
Indie nigdy nie poddały się całkowitej islamizacji. Z drugiej strony, nigdy nie przestał w świadomości Indusów obowiązywać wydany przez Akbara w 1594 roku dekret religijny traktujący o równości wszystkich religii: Gdyby jakiś niewierny chciał zbudować kościół albo synagogę, albo świątynię dla jakiegoś bóstwa, albo parsyjską wieżę milczenia, nikt nie może mu w tym przeszkodzić.Meczety wznoszone przez władców muzułmańskich na wolnej ziemi nigdy nie budziły wrogich nastrojów, nigdy też hindusi nie zamierzali wyburzać cesarskich fundacji, takich jak Dżama Masdżid w Agrze, Delhi czy Fatehpur Sikri. Budziły natomiast zawsze ogromny sprzeciw meczety zbudowane na ruinach świątyń hinduskich zniszczonych przez muzułmanów. Kiedy tylko pojawiła się pierwsza możliwość odbudowy tych świątyń — hindusi natychmiast skorzystali ze sposobności. W Waranasi świątynia Śiwy została odbudowana przez ówczesne władze miejskie już w XVIII wieku, a w Mathurze świątynia Kriszny — dopiero w latach osiemdziesiątych XX wieku dzięki fundacji rodziny Birla, bogatych przemysłowców. Po upadku cesarstwa Wielkich Mogołów, wielokrotnie w XIX wieku zabiegano u władz brytyjskich o rozebranie meczetu w Ajodhji, symbolu dawnego najeźdźcy i o odbudowanie świątyni. Brytyjska polityka wygrywania dla siebie antagonizmów religijnych pozostawiała tę sprawę na wszelki wypadek otwartą. Tak więc meczet na ruinach świątyni Ramy w Ajodhji wciąż stał.
Wojskowa i administracyjna elita państwa w 1595 roku liczyła 1823 osoby — wyższych urzędników różnego pochodzenia i dowódców wojskowych, którzy mieli pod swoją komendą 141 000 ciężkozbrojnych jeźdźców. Za czasów pierwszych Mogołów wszystkie konie pochodziły z Azji Środkowej, a Akbar wprowadził regularny system hodowli konia.
Anglicy pojawili się w Indiach sto lat po Portugalczykach, tak naprawdę dopiero po roku 1619, kiedy otrzymali od Dżahangira monopol na prowadzenie handlu. Do roku 1707 działalność Kompanii Wschodnioindyjskiej była sporadyczna, a Anglicy osiedlali się jedynie na wybrzeżach i nie docierali w głąb kraju. Po śmierci Aurangzeba, która wyznaczyła kres panowania dynastii Wielkich Mogołów nad północnymi Indiami, Kompania prowadziła niczym nie ograniczone grabieże, plądrowanie i łupienie indyjskich towarów. Wprawdzie na tronie cesarskim w Delhi zasiadali nadal, do 1858 roku, spadkobiercy dynastii mogolskiej, lecz całkowicie utracili oni władzę i przestano się z nimi liczyć. Kompania umiejętnie wykorzystała pustkę władzy i rozpoczęła systematyczną eksploatację Indii, która trwała do lat 60. XIX wieku.
[...]
Wiliam Hawkins jako pierwszy rozwinął flagę angielską w porcie Surat w Gudżaracie, na wybrzeżu zachodnim, w 1608 roku. Port Surat został założony przez Portugalczyków w 1540 roku na mocy układów handlowych z cesarstwem Wielkich Mogołów, a niepoślednią rolę w jego zarządzaniu odegrali Parsowie, wyznawcy Zoroastry, przybyli z Persji. Przynosił ogromne dochody z opłat celnych od europejskich kupców, którzy wywozili stąd pierwsze indyjskie jedwabie, bawełnę i złoto. W niewiele lat port ten stał się wielkim ośrodkiem handlowym, z którego przede wszystkim korzystało cesarstwo, gdyż dla muzułmanów było to miejsce rozpoczęcia pielgrzymki do Mekki, a ogromną rolę odgrywali tu wciąż kupcy arabscy. W 1573 roku sam Akbar i jego matka wyruszyli stąd na pielgrzymkę do Mekki. W 1616 roku zarządzanie portem Surat przejęli Holendrzy, w 1664 roku przywódca Marathów Śiwadżi zdobył i splądrował Surat, który był ówcześnie największym i najbogatszym portem Indii. Śiwadżi oddał port pod zarządzanie Francuzów, a Kompania przejęła Surat dopiero w 1800 roku, kiedy był on już tylko portem peryferyjnym, wspomagającym Bombaj.
[...]
Wiliam Hawkins jako pierwszy rozwinął flagę angielską w porcie Surat w Gudżaracie, na wybrzeżu zachodnim, w 1608 roku. Port Surat został założony przez Portugalczyków w 1540 roku na mocy układów handlowych z cesarstwem Wielkich Mogołów, a niepoślednią rolę w jego zarządzaniu odegrali Parsowie, wyznawcy Zoroastry, przybyli z Persji. Przynosił ogromne dochody z opłat celnych od europejskich kupców, którzy wywozili stąd pierwsze indyjskie jedwabie, bawełnę i złoto. W niewiele lat port ten stał się wielkim ośrodkiem handlowym, z którego przede wszystkim korzystało cesarstwo, gdyż dla muzułmanów było to miejsce rozpoczęcia pielgrzymki do Mekki, a ogromną rolę odgrywali tu wciąż kupcy arabscy. W 1573 roku sam Akbar i jego matka wyruszyli stąd na pielgrzymkę do Mekki. W 1616 roku zarządzanie portem Surat przejęli Holendrzy, w 1664 roku przywódca Marathów Śiwadżi zdobył i splądrował Surat, który był ówcześnie największym i najbogatszym portem Indii. Śiwadżi oddał port pod zarządzanie Francuzów, a Kompania przejęła Surat dopiero w 1800 roku, kiedy był on już tylko portem peryferyjnym, wspomagającym Bombaj.
Jako dobrze zorganizowane instytucje charytatywne zaczęły powstawać w XIX wieku, pod okiem Anglików. Było to przede wszystkim miejsce odradzania się studiów nad religiami hindu i rodzimymi językami, głównie sanskrytem, po katastrofie wprowadzenia islamu przez Wielkich Mogołów. Po wtóre — jako autentyczne miejsce duchowego wsparcia guru dla uczniów. Rozmaite były losy różnych aśramów powołanych do istnienia — niektóre przepadły, inne są do dziś powszechnie znanymi, szacownymi pomnikami pracy na rzecz ludu. Większość z nich zawsze miała charakter bardziej społeczny niż czysto duchowy; każdy wybitny mędrzec otwierając swój aśram uruchamia cały wachlarz działalności gospodarczych, a duchowości naucza poprzez konkretne działanie. Organizuje się ochronki dla sierot, schroniska dla niepełnosprawnych, hospicja dla ludzi starych i bezdomnych, wsparcie i pracę dla najbardziej upośledzonych, szkoły, biblioteki i kluby sportowe. Aśram to miejsce, w którym można okazać swoje miłosierdzie i w bardzo prosty sposób zrealizować naturalną ludzką potrzebę pomagania i wspierania innych. Istnienie aśramu w danej społeczności bardzo silnie konsoliduje więzi lokalne.
W 1519 przekroczył Indus. 21 kwietnia 1526 roku, kiedy Słońce stało w znaku Strzelca, „na wysokości grotu lancy” 12 tysięcy nieuchwytnych kawalerzystów szarżujących na koniach arabskich rozgromiło pod Panipatem 100 tysięcy najmitów ostatniego sułtana Delhi, Ibrahima Lodi. Rozpoczyna się w Indiach panowanie rodu, który sam siebie nazwał dynastią Wielkich Mogołów.
Przybycie pierwszych kolonizatorów na Goa i w inne regiony Indii zbiegło się w czasie z najazdem wojsk turecko-mogolskich i utworzeniem cesarstwa Wielkich Mogołów. Zarówno chrześcijaństwo jak islam, obie religie monoteistyczno-totalitarne, okazywały pogardę i przemoc wobec miejscowych wielorakich religii hindu. Obie dopuszczały się nadużyć i gwałtów wobec braminów, którzy zawsze bronili każdej religii, nie tylko wedyjskiej, i każdej społeczności, nie tylko bramińskiej. Chrześcijanie wyśmiewali braminów jako castos, czyścioszki, traktując ich jak prymitywnych kacyków, a ich społeczności — jak ludy z okresu kamienia łupanego, gotowe do „nawrócenia”. Muzułmanie brali ich za przywódców „bałwochwalczych kultów”, których należało w pierwszej kolejności karać lub systematycznie i wszelkimi sposobami przeciągnąć na islam. Cesarstwo i kolonializm widziały więc w braminach to… kim zawsze byli — elitę intelektualną, broniącą tradycji hindu i własnej historii. Zniszczenie tej warstwy, a przynajmniej deprecjacja jej oddziaływania i społecznego znaczenia leżało w interesie każdej władzy centralnej. Od tego czasu datuje się współczesne (angielskie) niezrozumienie jej roli w społeczeństwie indyjskim.
Babur wkracza do Indii północnych i rozpoczyna się panowanie Wielkich Mogołów
[...]
umiera Aurangzeb i kończy się panowanie Wielkich Mogołów nad Niziną Hindustańską, w Kaszmirze, Pendżabie, Bengalu, Radżastanie i Gudżaracie
[...]
umiera Aurangzeb i kończy się panowanie Wielkich Mogołów nad Niziną Hindustańską, w Kaszmirze, Pendżabie, Bengalu, Radżastanie i Gudżaracie
Pojawiła się też „teoria afrykańska”, sformułowana w latach 60. poprzedniego wieku przez Senegalczyka wykształconego we Francji, Cheikh Anta Diopy, który twierdził, że Drawidowie są z pochodzenia Afrykanami — Il est, en effet, incontestable que les Dravidiens partagent le meme sang noir avec leurs freres d'Afrique et la diaspora. Rzeczywiście, są wśród nich ludzie o czarnej lub bardzo ciemnej skórze, choć bez cech negroidalnych, o czarnych, prostych i mocnych włosach, choć nie kręconych. Jednak ta teoria nie zaprzecza poprzedniej, gdyż duża część budowniczych cywilizacji doliny Indusu musiała pochodzić z północno-wschodniej Afryki, głównie z Nubii, niezwykle zamożnej w czasach starożytnych dzięki swym kopalniom złota (okres Kerma 3100-2800 p.n.e.). W późniejszych latach Nubijczycy stali się quasi niewolnikami, ale od faraonów począwszy aż po władców perskich włącznie, byli doceniani jako żołnierze (Kserkses miał ich podobno 100 tysięcy). Za czasów Wielkich Mogołów nubijskie dziewczęta uważano za najpiękniejsze i masowo sprowadzano je do haremów; nawet Anglicy korzystali z dawnej tradycji — Nubijka była najdroższą kobietą do kupienia w domu publicznym. Komponent rasy czarnej pozostaje na południu Indii bardzo wysoki.
W ostatnich latach panowania Dżahangira rozpoczęła się kampania dekańska — pierwsze próby podporządkowania cesarstwu niezależnych sułtanatów środkowych i południowych Indii zakończyły się wprawdzie niepowodzeniem, ale coraz to nowe operacje militarne zaczęły uszczuplać skarb państwa, a całkowita dyslokacja machiny wojennej na południe dokonana przez Aurangzeba ostatecznie zgubiła cesarstwo. Dekan nigdy nie został całkowicie podbity przez Wielkich Mogołów.
Wielokrotnie atakowali i wywozili łupy również z Czerwonego Fortu w Delhi, lecz wiadomo, że największej wywózki majątku Wielkich Mogołów dokonał władca Persji, Nadir Szach, który w 1739 roku przybył z Teheranu do Delhi ze sporą armią. Na wozach zaprzężonych w indyjskie bawoły i wielbłądy całymi tygodniami wywoził z pałaców dworskich namiestników cenne tureckie i perskie kobierce, zasłony, lampy i złote łańcuchy (biżuterię pozabierała służba). Wywiózł cesarskie konie i bogato zdobne słonie oraz całe tabory wyposażonych we wszystko namiotów. Persowie zrabowali też bezcenny baldachim z pereł zdobiący sarkofag Mumtaz w Tadż Mahalu, a także słynny pawi tron wykonany na polecenie Szahdżahana przez złotników z Czandni Czowk w Szahdżahanbadzie (Old Delhi), który być może nadal znajduje się w Teheranie. Po Persach i Dżatach nic już nie zostało do zrabowania dla Anglików…
Żadne inne dzieło architektury mogolskiej nie spina tak dobitnie historii Wielkich Mogołów jak ten grobowiec właśnie. Grobowiec Humajuna jest pierwowzorem późniejszego Tadż Mahalu (nic nie powstaje ex nihilo) i wiadomo, że Szahdżahan wielokrotnie studiował tę budowlę. Tutaj zostało wrzucone bezgłowe ciało Dary Szikoha, syna Szahdżahana i Mumtaz, co sugeruje przecięta płyta cenotafu na górnym tarasie. Tutaj w 1857 roku Anglicy ujęli ostatniego cesarza Mogołów. Trzej inni młodzi książęta ukryci w saraceńskich arkadach zostali przez porucznika Hodsona siłą wywleczeni i bez sądu straceni, po czym wystawieni na widok publiczny. Panującego tylko w Delhi, marnego cesarza sądzono przez 42 dni — uznano winnym wszystkich zarzutów i skazano na wygnanie do Rangunu, gdzie zmarł w 1862 roku — ostatni z dynastii Timurydów.
Erotyczne malowidła i rzeźby boskiej pary zespolonej w uścisku przynoszą szczęście. W dawnych Indiach każdy dom posiadał pokój miłosny, gdzie ściany pokryte były erotycznymi freskami. Za czasów Wielkich Mogołów wprowadzono zakaz malowideł ściennych o tematyce erotycznej, zwłaszcza na zewnętrznych ścianach domów, ale temat został przejęty przez miniaturzystów tworzących słynne miniatury mogolskie (do dziś sprzedawane), świadczące o subtelnej wiedzy na temat sztuki miłości i wysublimowanej dekoracji wnętrz. Anglicy zniszczyli praktycznie doszczętnie spontaniczny erotyzm indyjskiej cywilizacji, wciskając ją w ramy ciasnego purytanizmu, likwidując, między innymi, starożytną instytucję devadasi, spełniających także rolę kurtyzan i prostytutek i nie zezwalając na otwarcie „współczesnych” domów publicznych. Pewien szacowny współczesny bramin interesujący się zagadnieniem, podobnie jak Watsjajana, autor Kamasutry, stwierdza „w kraju, gdzie nie ma prostytutek, każdy dom staje się burdelem”.
Inni utrzymują, że Koh-i-Noor nigdy nie należał do rodziny Wielkich Mogołów.
[...]
Indyjscy historycy nazywają go Babur's diamond i utrzymują, że był w posiadaniu wszystkich Wielkich Mogołów.
[...]
Indyjscy historycy nazywają go Babur's diamond i utrzymują, że był w posiadaniu wszystkich Wielkich Mogołów.
Prześladowania religijne prowadzone systematycznie przez muzułmanów za panowania Wielkich Mogołów były często skierowane przeciw krowom żyjącym w świątyni. Na porządku dziennym było zabijanie tych biednych stworzeń na oczach hindusów, nawet za czasów Akbara, którego tolerancję wszyscy znali. A jednak dopuszczano się bezczeszczenia świątyń, zwłaszcza gubernatorzy prowincji i dowódcy wojskowi, którzy byli nietykalni i chronieni przez ortodoksyjnych ulemów i wobec których sam cesarz nie mógł interweniować. Jeden z najlepszych generałów mogolskich, Hussain Quli Khan, wpadł do hinduskiej świątyni w Nagarkot na koniu i zabił krowę na oczach wiernych, w obecności ukochanego przyjaciela Akbara, Radży Birbala (w 1572 roku). Nie można go było ukarać za to bestialstwo.
Już dawno przepadła pamięć o latach świetności dawnych potężnych dynastii indyjskich, takich jak Czalukja, Maurya, Gupta, Czola, Pandawa czy Hojsala, kiedy w 1527 roku do Indii wkroczyły kohorty ludów turecko-mogolskich, których dowódcy wojskowi utworzyli samozwańczą dynastię Wielkich Mogołów. Za ich panowania nastąpił ostateczny upadek niezależności wielu średniowiecznych, a nawet starożytnych, lokalnych formacji społecznych. Jeśli maharadżom i sułtanom udawało się zachować państwowość, to tylko kosztem daleko idącej współpracy (państewka radżpuckie) lub konieczności płacenia różnego typu danin i haraczy (Golkonda, Bidżapur). Najeźdźcy przejęli silny Sułtanat Delhijski, istniejący od 1210 do roku 1626, kiedy to zmarł ostatni, sprzymierzony z Mogołami sułtan. Zajęli Indie północne, ale praktycznie nigdy na trwałe nie zdobyli całego Dekanu, ani zwłaszcza południa, gdzie przetrwały stare formacje. W 1489 roku muzułmańskie państwo Bahmanidów rozpadło się na pięć silnych sułtanatów: Bidar, Ahmednagar i Berar, Bidżapur, Golkonda (późniejszy Hajdarabad) i Ahmedabad. Widżajanagar, jedno z największych hinduskich królestw, założone w 1336 przez Hariharę i Bukkę kontrolowało całe Indie południowe i Wybrzeże Malabarskie. Jej upadek stał się faktem po słynnej bitwie pod Talikot w 1566 roku, kiedy konfederacja pięciu sułtanatów Dekanu splądrowała i zrównała z ziemią Hampi, bajkową stolicę Widżajanagaru. Wtedy urosło do wielkości potęgi państwo Majsur. W Kerali przez cały okres panowania Wielkich Mogołów trzymały się dzielnie miniaturowe księstwa hinduskie. W centralnych Indiach podnieśli się Marathowie, budując od XVI wieku nowoczesne państwo, które swym zasięgiem o mało co nie objęło w XVIII wieku całego subkontynentu.
[...]
Czasy między upadkiem cesarstwa Wielkich Mogołów a wprowadzeniem demokratycznej Federacji Indyjskiej dzielą się na dwa okresy:
[...]
Jeszcze do lat 70. XX wieku, kiedy dzieci indyjskie słuchały bajek zaczynających się od słów Ek tha raja, był raz król, to znały tego króla z publicznych durbarów, widywały go na tarasie pałacu, wiwatowały na jego cześć, gdy odświętnie ubrany jechał na słoniu podczas religijnej procesji, słuchały opowieści ojców o darsianie u ukochanego króla-ojca. Gdy wystawiano regalia koronacyjne, były dumne, gdyż owe piękne przedmioty powstawały w warsztatach ich ojców. Rytuał koronacyjny przeprowadzano z wielką pompą, ale sam w sobie był on często nadzwyczaj prosty — nowy władca siadał na poduszce pośród swoich poddanych i nakładał na głowę turban swego ojca na znak kontynuacji linii rodowej i przejęcia po nim obowiązków. Władcy indyjscy żyli zawsze znacznie bliżej ludu niż w jakiejkolwiek innej stronie świata. Dbać o ziemie lenne znaczyło dla nich nie tylko wprowadzać reformy, lecz przede wszystkim budować świątynie i organizować święta. Ilość funduszy idących na te cele była niekiedy nieograniczona (Benares, Majsur, Dżajpur). Jednocześnie ludność wiejska posiadała praktycznie nieograniczoną wolność samostanowienia i była od niepamiętnych czasów tak dobrze zorganizowana w pańczajaty, że zarządcy, często nowo przybyli, musieli umieć tę ludność do siebie przekonać, wprowadzając jak najlepsze reformy administracyjne i taką organizację pracy, by okazała się wydajniejsza od poprzedniej. Tradycyjny podatek wiejski, zbierany regularnie przez poborców podatkowych nazywanych z perska diwan, wynosił 1/6 upraw (za czasów Wielkich Mogołów wynosił 1/3 upraw, za czasów angielskich rolnicy oddawali niemal wszystko ). Poza tym władcy ściągali podatki z wszelkiego rodzaju handlu i pielgrzymek, ale musieli za każdym razem dogadywać się co do ich wysokości z gildiami kupieckimi i z braminami.
[...]
Czasy między upadkiem cesarstwa Wielkich Mogołów a wprowadzeniem demokratycznej Federacji Indyjskiej dzielą się na dwa okresy:
[...]
Jeszcze do lat 70. XX wieku, kiedy dzieci indyjskie słuchały bajek zaczynających się od słów Ek tha raja, był raz król, to znały tego króla z publicznych durbarów, widywały go na tarasie pałacu, wiwatowały na jego cześć, gdy odświętnie ubrany jechał na słoniu podczas religijnej procesji, słuchały opowieści ojców o darsianie u ukochanego króla-ojca. Gdy wystawiano regalia koronacyjne, były dumne, gdyż owe piękne przedmioty powstawały w warsztatach ich ojców. Rytuał koronacyjny przeprowadzano z wielką pompą, ale sam w sobie był on często nadzwyczaj prosty — nowy władca siadał na poduszce pośród swoich poddanych i nakładał na głowę turban swego ojca na znak kontynuacji linii rodowej i przejęcia po nim obowiązków. Władcy indyjscy żyli zawsze znacznie bliżej ludu niż w jakiejkolwiek innej stronie świata. Dbać o ziemie lenne znaczyło dla nich nie tylko wprowadzać reformy, lecz przede wszystkim budować świątynie i organizować święta. Ilość funduszy idących na te cele była niekiedy nieograniczona (Benares, Majsur, Dżajpur). Jednocześnie ludność wiejska posiadała praktycznie nieograniczoną wolność samostanowienia i była od niepamiętnych czasów tak dobrze zorganizowana w pańczajaty, że zarządcy, często nowo przybyli, musieli umieć tę ludność do siebie przekonać, wprowadzając jak najlepsze reformy administracyjne i taką organizację pracy, by okazała się wydajniejsza od poprzedniej. Tradycyjny podatek wiejski, zbierany regularnie przez poborców podatkowych nazywanych z perska diwan, wynosił 1/6 upraw (za czasów Wielkich Mogołów wynosił 1/3 upraw, za czasów angielskich rolnicy oddawali niemal wszystko ). Poza tym władcy ściągali podatki z wszelkiego rodzaju handlu i pielgrzymek, ale musieli za każdym razem dogadywać się co do ich wysokości z gildiami kupieckimi i z braminami.
Mahatma Gandhi nie zwalczał systemu warnowego, wręcz przeciwnie, uważał, iż jest to jedna z najoryginalniejszych cech życia indyjskiego. Lecz potępiał jego niesprawiedliwości, przede wszystkim dyskryminację niskich warstw społecznych, jak na przykład fakt, że pariasi nie mogli wchodzić do świątyni hinduskiej, ani uczestniczyć w pudżach. Warny przeżywał i odczuwał dosłownie, tak jak powiedziano w jednym z hymnów Rigwedy: cztery warny, stany społeczne, powstały z różnych części ciała złożonego w ofierze Praczłowieka — Pana Stworzeń; z jego ust narodzili się bramini, z jego ramion — ksiatrijowie, z lędźwi — wajsiowie i ze stóp — siudrowie. Wierzył w siłę tego mitu, gdyż rozumiał jego głębokiego przesłanie — wzajemną współpracę poszczególnych grup społecznych, ich komplementarność, nie zaś hierarchię ważności, gdyż jedni nie mogą żyć i funkcjonować bez drugich, w tym znaczeniu stopy nie są gorsze od ust, a lędźwie od ramion. Gandhi chciał za wszelką cenę powrócić do czasów sprzed kolonizacji Anglików, a nawet sprzed inwazji Wielkich Mogołów i odrestaurować Indie w ich kształcie niemal mistycznym. Dlatego tak ostro występował przeciw własności prywatnej i doprowadził do oddania ziemi wieśniakom. Uważał, że warny są tworem boskim, a nie umową społeczną, dlatego przetrwają każdą narzuconą przez obcych strukturę polityczną, w tym również demokrację typu europejskiego, której świt przyszło mu było oglądać…
Po śmierci Aurangzeba, kiedy cesarstwo Wielkich Mogołów praktycznie przestało istnieć, otworzyła się jeszcze większa szansa ekspansji marackiej, tym bardziej, że zwolniono z więzienia wnuka Śiwadżiego, Śahu. Udało mu się zdobyć kontrolę nad państwem i podpisać traktaty pokojowe z dworem mogolskim, a swoją politykę oparł o daleko idącą współpracę ze starymi rodami marackimi. W 1713 roku, Śahu utworzył urząd peszwy, premiera, i stanowisko to objął Baladżi Wiśwanath. Od roku 1727 peszwowie zagarnęli całą władzę, stanowisko stało się dziedziczne i w ich rękach spoczywała faktyczna władza nad państwem Marathów. Prowadzili nadal politykę ekspansji, zagarniając coraz to nowe ziemie. Zdobyli Gudżarat, Malwę, część Radżastanu, zagrozili nawet Bengalowi. W drugiej połowie XVIII wieku stanowili poważną siłę polityczną i militarną, odnosili zwycięstwa nad Anglikami i wydawało się, że nic nie powstrzyma ich przed opanowaniem całego kraju. Delhi przeszło na własność Marathów w 1788 roku.
Oprócz powyższych, znalazły się na liście UNESCO inne zabytki: z czasów cesarstwa Wielkich Mogołów Czerwony Fort w Agrze oraz Czerwony Fort w Delhi, grobowiec cesarza Humajuna, Fatehpur Sikri, miasto-widmo wraz z zespółem pałacowym Akbara.
Podczas panowania niektórych cesarzy z dynastii Wielkich Mogołów (1526-1707) istniał zakaz odprawiania świąt holi i diwali.
[...]
Jednym z najważniejszych gestów religijnych jest nałożenie tiki, tilaku — czerwonego znaku na czole, wspólnego wszystkim religiom hindu, będącego jednocześnie ich widocznym znakiem rozpoznawczym. Za czasów Wielkich Mogołów hindusom nie wolno było nosić tiki.
[...]
Sikhowie świętują zniszczenie sił zła, ale mają jeszcze inny powód do radości, gdyż w 1620 roku na święto Diwali zostało uwolnionych z fortecy w Gwalior, więzienia stanowego Wielkich Mogołów, 52 radżów hinduskich. Uwolnienia środkami politycznymi domagał się 6-ty guru Sikhów, Hargobinda Singh, którego ludność witała wtedy w świątyniach pełnych zapalonych lampeczek.
[...]
Jednym z najważniejszych gestów religijnych jest nałożenie tiki, tilaku — czerwonego znaku na czole, wspólnego wszystkim religiom hindu, będącego jednocześnie ich widocznym znakiem rozpoznawczym. Za czasów Wielkich Mogołów hindusom nie wolno było nosić tiki.
[...]
Sikhowie świętują zniszczenie sił zła, ale mają jeszcze inny powód do radości, gdyż w 1620 roku na święto Diwali zostało uwolnionych z fortecy w Gwalior, więzienia stanowego Wielkich Mogołów, 52 radżów hinduskich. Uwolnienia środkami politycznymi domagał się 6-ty guru Sikhów, Hargobinda Singh, którego ludność witała wtedy w świątyniach pełnych zapalonych lampeczek.
Prawdą też jest, że w dawnych wiekach bramini zawsze toczyli wojnę przeciwko wszystkim tym, którzy odrzucali system warnowy i „przechodzili” na inne religie — z tego powodu ani chrześcijanie, ani nawet buddyści nie cieszą się ogólnie wielkim szacunkiem — zawsze istnieje teoretyczne domniemanie, że pochodzą z najniższych warstw społecznych i chcieli „poprawić” swój byt nie poprzez braminizację, lecz poprzez ucieczkę. Muzułmanie natomiast są traktowani jako „ofiary” polityki islamizacji, prowadzonej przez Wielkich Mogołów i z tego powodu patrzy się na nich lepszym okiem — w gruncie rzeczy są nadal hindusami…
Gandhi ratował sytuację jak mógł. Wybrał najbardziej symboliczne ze wszystkich miejsc, by ogłosić niepodległość Indii. Lahore Gate w Czerwonym Forcie w Old Delhi była skierowana w kierunku stolicy nowego państwa. Ta dzielnica Delhi była nie tylko zamieszkała przez ludność całkowicie muzułmańską, ale nawiązywała do ostatniej przed Anglikami, rodzimej, choć nie w pełni hinduskiej formacji władzy — do Wielkich Mogołów i ich imperium. Gandhi chciał rozpocząć dzieło tworzenia nowego państwa od kontynuacji historii, a jeśli z wyłączeniem z tej historii kogoś, to Anglików, ale nigdy nie muzułmanów. Część z nich zrozumiała ten symboliczny gest.
[...]
Państwo muzułmańskie tworzono w pośpiechu, przejęto 17,5 procent majątku dawnych nie podzielonych Indii i jedną trzecią sił zbrojnych. Dwie części, które utworzyły Pakistan, „kraj czystych”, paki, nie miały ze sobą nic wspólnego przed rokiem 1947. Indie nie były przygotowane na rozpad — żadna ze stron nie miała koncepcji granic i praktycznie wszystkie nowe granice były od razu sporne. Należy podkreślić, że granice wcześniejsze — dystryktów, państw, księstw i innych formacji administracyjnych — zostały przeprowadzone przez Wielkich Mogołów w taki sposób, by służyć wyłącznie interesom cesarstwa, a późniejsza brytyjska polityka wygrywała dla siebie wszelkie regionalne i religijne antagonizmy, zrodzone na tym tle za czasów cesarstwa. Granice te przebiegały często niezgodnie z granicami językowymi, kulturowymi i historycznymi poszczególnych regionów. Podział rozognił wszystkie stare rany, a marzenie o prawdziwej wolności dodało siły i buty, by walczyć o tożsamość dawnych krain.
[...]
Państwo muzułmańskie tworzono w pośpiechu, przejęto 17,5 procent majątku dawnych nie podzielonych Indii i jedną trzecią sił zbrojnych. Dwie części, które utworzyły Pakistan, „kraj czystych”, paki, nie miały ze sobą nic wspólnego przed rokiem 1947. Indie nie były przygotowane na rozpad — żadna ze stron nie miała koncepcji granic i praktycznie wszystkie nowe granice były od razu sporne. Należy podkreślić, że granice wcześniejsze — dystryktów, państw, księstw i innych formacji administracyjnych — zostały przeprowadzone przez Wielkich Mogołów w taki sposób, by służyć wyłącznie interesom cesarstwa, a późniejsza brytyjska polityka wygrywała dla siebie wszelkie regionalne i religijne antagonizmy, zrodzone na tym tle za czasów cesarstwa. Granice te przebiegały często niezgodnie z granicami językowymi, kulturowymi i historycznymi poszczególnych regionów. Podział rozognił wszystkie stare rany, a marzenie o prawdziwej wolności dodało siły i buty, by walczyć o tożsamość dawnych krain.
Wielu mistrzów, jeszcze w XIX wieku, było niepiśmiennych i nazywano ich „analfabetami”… To wielkie nieporozumienie. Niepiśmienny był Kabir, poeta mistyk, który śpiewał swe pieśni w zrozumiałym języku lokalnym. Niepiśmienny był Akbar, cesarz Wielkich Mogołów, przyjmujący od hinduskich guru nauczanie przekazywane ustnie. Niepiśmienny był Ramakrishna, mistyk bengalski, którego nauk słuchali z zapartym tchem intelektualiści. Ze współczesnych — Phoolan Devi, parlamentarzystka, bojowniczka o prawa kobiet. Jeśli nie umieli pisać, to nie znaczy, że byli analfabetami.
Przewodnicy lokalni, gajdy, jak ich nazywamy, są bardziej lub mniej oddani grupie, lepiej lub gorzej wykształceni, potrafią wciągnąć w swą opowieść lub zanudzić na śmierć szczegółami. Pamiętam jak przewodniczka w Pałacu Książęcym w Monako zatrzymywała się przed każdym portretem i opowiadała historię kolejnego członka rodziny książęcej. Od kołyski w nieskończoność życia przyszłego — popadłam w znudzenie po paru minutach, choć uwielbiam sagi rodzinne. W Indiach północnych, w cesarskich pałacach, meczetach i grobach przewodnicy rozpoczynają wszyscy jednako: „Było sześciu Wielkich Mogołów. Pierwszy…”. Mogę machać rękami, robić znaczące miny, błagać, by pominęli tę wyliczankę, bo moi turyści już od Delhi powtarzają imiona tych cesarzy. Nic z tego, w Agrze znowu: „Było sześciu cesarzy. Pierwszy…”. I w Orczii, i w Waranasi: „Było sześciu…”.
Przejazd z Dżajpuru do Agry. Po drodze zwiedzanie Fatehpur Sikri, Umarłego Miasta zbudowanego przez twórcę cesarstwa Wielkich Mogołów, Akbara. Nocleg w hotelu Howard Park Plaza.
Gdy nie mieli własnego syna, który mógłby zapewnić ciągłość dynastii, Radżputowie często uciekali się do adopcji. Rytuał adopcji był wiążący i niezbywalny, wzięcie dziecka na kolana oznaczało nominację go na syna. W dawnych czasach koronacja była skromnym rytuałem — młody maharadża siadał na zdobnej poduszce (gaddi) wśród swoich podwładnych, na posadzce w sali audiencji publicznych (diwan-i-am), a ważny urzędnik państwowy nakładał mu turban na głowę w dowód poddaństwa możnych nowemu władcy. Za czasów Wielkich Mogołów cesarz nakładał nowemu władcy rajtilak (kropkę na czole, znak przynależności do religii hindu). Kwestie genealogiczne rodów nabrały istotnego znaczenia dopiero w okresie mogolskim, odwoływali się do więzów krwi i wspólnego pochodzenia, wzmocnili mitotwórcze legendy rodzinne. Akbar pozostawił im prawo dziedziczenia własności domen, po części jako zapłatę za wierną służbę i, odwrotnie, jako gwarant ich wierności.
[...]
Udajpur (Mewar) o powierzchni 33 987 km2 jest jednym z najpiękniejszych regionów Indii. Władcy Mewaru noszą do dziś tytuł maharana, pochodzą ze starszej linii Surjawamsia, synów słońca, a pod swą komendą mieli niegdyś 36 innych klanów. Ich założycielem był legendarny Bappu Rawal, którego guru Harit Raszi namaścił w duchu odpowiedzialności za dobro swego ludu. Bogini Eklingji czuwa od VII wieku nad dharmą, spełnianiem obowiązku ksiatriji. Czittorgarh, najpotężniejsza forteca rodu i jednocześnie całej Radżputany, a w czasach Wielkich Mogołów — symbol potęgi Sisodiów, będąca przez osiemset lat ich stolicą, została zdobyta przez Akbara w 1567 roku i zrównana z ziemią. Zginęło 30 000 mieszkańców, mordowanych metodycznie i do ostatniego. Zginęło 8 000 ksiatrijów, wybornych wojowników. Ale uratował się podobno w całości radżpucki oddział wyśmienitych łuczników, którzy w odpowiednim momencie uszli z miasta w przebraniu biednych, wiejskich kobiet. W Czittor urodziła się i żyła największa hinduska poetka, Mira Bai (1503-1573), opiewająca mistyczną miłość do Kriszny; na szczęście wiodła życie wędrowne i podczas oblężenia przebywała w Dwarce.
[...]
Nasz ród był mądry i wykorzystał wszystkie sprzyjające okoliczności, by rozwinąć swą potęgę, a dzięki lojalności wobec władzy Wielkich Mogołów brał udział we wszystkich znaczących wydarzeniach tamtych czasów. Córy naszego szlachetnego rodu nie tylko rodziły cesarskie dzieci i następców tronu, lecz dostępowały zaszczytu noszenia korony cesarskiej…
[...]
Maharadżowie stali się niezwykle bogaci, gdyż od czasów Wielkich Mogołów produkowali kule armatnie, sprzedając je do cesarskiej armii. Kiedy zaś pojawili się Anglicy, sprzedawali kule Anglikom, a kiedy nastały Indie niepodległe — sprzedawali je rządowi indyjskiemu.
[...]
W 1562 roku, Rana Singh z Amberu oddał Akbarowi swą córkę Dżodabai za żonę. Spośród trzech kobiet, które oczekiwały dziecka, ta właśnie księżniczka powiła Dżahangira, następcę tronu. Parę lat później, po hekatombie Czittorgarhu, Akbar powierzył Ranie dowództwo nad armią cesarską i Radżputowie stali się zbrojnym ramieniem Wielkich Mogołów. Mogli wzbogacać się na kampaniach wojskowych i dziedziczyć swoje ziemie (tego nie wolno było hindusom).
[...]
Udajpur (Mewar) o powierzchni 33 987 km2 jest jednym z najpiękniejszych regionów Indii. Władcy Mewaru noszą do dziś tytuł maharana, pochodzą ze starszej linii Surjawamsia, synów słońca, a pod swą komendą mieli niegdyś 36 innych klanów. Ich założycielem był legendarny Bappu Rawal, którego guru Harit Raszi namaścił w duchu odpowiedzialności za dobro swego ludu. Bogini Eklingji czuwa od VII wieku nad dharmą, spełnianiem obowiązku ksiatriji. Czittorgarh, najpotężniejsza forteca rodu i jednocześnie całej Radżputany, a w czasach Wielkich Mogołów — symbol potęgi Sisodiów, będąca przez osiemset lat ich stolicą, została zdobyta przez Akbara w 1567 roku i zrównana z ziemią. Zginęło 30 000 mieszkańców, mordowanych metodycznie i do ostatniego. Zginęło 8 000 ksiatrijów, wybornych wojowników. Ale uratował się podobno w całości radżpucki oddział wyśmienitych łuczników, którzy w odpowiednim momencie uszli z miasta w przebraniu biednych, wiejskich kobiet. W Czittor urodziła się i żyła największa hinduska poetka, Mira Bai (1503-1573), opiewająca mistyczną miłość do Kriszny; na szczęście wiodła życie wędrowne i podczas oblężenia przebywała w Dwarce.
[...]
Nasz ród był mądry i wykorzystał wszystkie sprzyjające okoliczności, by rozwinąć swą potęgę, a dzięki lojalności wobec władzy Wielkich Mogołów brał udział we wszystkich znaczących wydarzeniach tamtych czasów. Córy naszego szlachetnego rodu nie tylko rodziły cesarskie dzieci i następców tronu, lecz dostępowały zaszczytu noszenia korony cesarskiej…
[...]
Maharadżowie stali się niezwykle bogaci, gdyż od czasów Wielkich Mogołów produkowali kule armatnie, sprzedając je do cesarskiej armii. Kiedy zaś pojawili się Anglicy, sprzedawali kule Anglikom, a kiedy nastały Indie niepodległe — sprzedawali je rządowi indyjskiemu.
[...]
W 1562 roku, Rana Singh z Amberu oddał Akbarowi swą córkę Dżodabai za żonę. Spośród trzech kobiet, które oczekiwały dziecka, ta właśnie księżniczka powiła Dżahangira, następcę tronu. Parę lat później, po hekatombie Czittorgarhu, Akbar powierzył Ranie dowództwo nad armią cesarską i Radżputowie stali się zbrojnym ramieniem Wielkich Mogołów. Mogli wzbogacać się na kampaniach wojskowych i dziedziczyć swoje ziemie (tego nie wolno było hindusom).
Kult siakti rozprzestrzenił się szczególnie w XIII wieku, tuż przed napływem do Indii silnej frakcji islamu (plemiona afgańskie), który ponownie zniewolił kobietę, sprowadzając ją do roli służalczej wobec mężczyzn. Ale tantryzm przetrwał w nurtach podziemnych, dobrze ukrytych i odzyskał swą siłę wraz z odrodzeniem się religii hindu w XVIII wieku, po upadku cesarstwa Wielkich Mogołów, i trwa do dziś.
W zasadzie od razu po wyodrębnieniu swej tożsamości, już w siedemnastym wieku, Sikhowie byli uciskani i prześladowani przez cesarzy mogolskich, ponosząc wielkie ofiary dla ochrony i zachowania swej wiary oraz odrębności narodowej. Paradoks polegał na tym, że ich religia była znacznie bliższa islamowi (instynkt samozachowawczy i przemyślność polityczna Guru Nanaka) niż jakakolwiek inna religia hindu, a mimo to muzułmanie traktowali ich jak innowierców, żądając płacenia podatku wyznaniowego (dżizja), co powodowało wieczne zatargi i niesnaski. Jedynie Akbar rozumiał intencje i aspiracje Sikhów, a także wyczuwał ich wzrastającą siłę, napierającą jak burza — otrzymali tedy firman nadający im ziemię wokół Amritsaru, który do dziś jest podstawą do roszczeń terytorialnych wciąż śnionego, autonomicznego państwa. Notorycznie odmawiali poddania się cesarstwu Wielkich Mogołów, zaciekle bronili przed hinduskimi radżami. Zawsze walczyli o swoją suwerenność.
Losy dawnych królów, książąt i administratorów rozpatruję oddzielnie, gdyż każde państewko to osobny rozdział otwierający niepowtarzalną historią, a każda rodzina to inna, osobliwa bajka. Zwracam tu uwagę na pochodzenie dynastii, moment dojścia do władzy i dzisiejsze losy (jeśli są mi znane). Moje opowieści w żaden sposób nie wyczerpują istoty tych państwowości, ani ukrytych, często nieznanych sprężyn wejścia na scenę historii i gwałtownego zejścia, ani reguł przetrwania do dnia dzisiejszego. Nie omawiam szczegółów sprawowania władzy ani korzyści, jakie ewentualnie czerpała ludność zamieszkała na ich terenach. Ciekawi mnie natomiast, w jaki sposób państewka te radziły sobie w zmiennych kolejach losu, po to by przetrwać. Przetrwać — to znaczyło chronić lokalną ludność przed zmianami wprowadzanymi nieuchronnie przez wszystkich obcych najeźdźców. Ideologią władców było i jest trwanie za wszelką cenę — w Indiach nieznane było pojęcie zdrady, a każde paktowanie na rzecz zachowania integralności księstwa było możliwe i konieczne. Nie chodzi mi tutaj o to, kto był mocniejszy, bogatszy, ważniejszy, zwłaszcza w oczach Wielkich Mogołów czy Anglików, lecz w jaki sposób istniał i trwał jako jedno kolorowe szkiełko czy mikroskopijny okruch pośród pozostałych sześciuset szkiełek tworzących wyjątkowo barwny indyjski witraż. Szkiełka bezpowrotnie rozpadły się wszystkie w proch, lecz w świadomości zbiorowej pozostała pamięć splendoru książęcych wydarzeń.
[...]
Rządzący tam od XVIII wieku Gaekwarowie byli Marathami, a ich bohaterem — wielki Śiwadżi, obrońca tradycji hindu, świetny organizator i dowódca partyzantki walczącej z armią Wielkich Mogołów. Wielki hinduski zryw narodowy, który pod egidą Marathów ogarnął w XVIII wieku Dekan omal nie zakończył się zjednoczeniem całych Indii. Marathom nie powiodło się, ale ostatecznie utworzyli szereg państw, z których największe to Gwalior, Indore i Baroda. Powstała w 1719 roku, a swe bogactwo zawdzięczała ścisłej współpracy z Anglikami — handel i wojskowość były dwoma dziedzinami napełniającymi skarbiec. Lecz najbardziej Baroda wzbogaciła się na wzroście cen bawełny z powodu wojny secesyjnej w Ameryce. Khande Rao nabył w 1866 roku brazylijski diament „Gwiazdę Południa”.
[...]
W XIV wieku terytoria te zostały podbite przez muzułmanów, a następnie włączone do cesarstwa Wielkich Mogołów jako prowincja Kaszmir. Po upadku cesarstwa, od 1756 roku na ziemie te napłynęły wojownicze plemiona afgańskie. Kaszmir został zdobyty przez Sikhów i włączony do Pendżabu w 1835 roku. Po wojnie angielsko-sikhijskiej, kiedy Brytyjczycy zaanektowali Pendżab (1849), Kaszmir został sprzedany władcy Jammu, Gulabowi Singhowi i stał się państwem Jammu & Kaszmir, z zimową stolicą w Jammu, a letnią — w Srinagar, ukochanym mieście Akbara. Nigdy nie został włączony do imperium brytyjskiego i pozostał samodzielnym księstwem, zarządzanym przez maharadżę.
[...]
Księstwo Bundelów z Orczi leżało wprawdzie na kresach cesarstwa Wielkich Mogołów, ale daleko od głównych szlaków politycznych i handlowych, i trzeba było nieźle spiskować i paktować, by utrzymać władzę i dobrobyt terenów. Bir Singh Deo sprzymierzył się z następcą tronu księciem Salimem, przyszłym cesarzem Dżahangirem. Na jego rozkaz, by mu się przypodobać, zezwolił na zabójstwo Abulfazla, który był ukochanym przyjacielem Akbara, wezyrem (premierem) i biografem, i napisał o cesarskim przyjacielu słynną Akbar Nama, ale ostro łajał i krytykował księcia Salima za pijaństwo i rozwiązły tryb życia. Salim miał ministra swego ojca w nienawiści i czyhał tylko sposobności pozbycia się największego wroga — Bundelowie byli mu posłuszni. Po czym rozpoczęli budowę potężnego Jahangir Mahal dla cesarza (za pieniądze otrzymane za usługę), w którym cesarz był łaskaw spędzić tylko jedną noc, polując w okolicznych lasach. Niebawem Bundelowie podupadli, a od 1627 roku kraj popadł w rozdrobnienie feudalne, pozwalające plądrować go komukolwiek. Z błahego pseudopolitycznego powodu, a bardziej dla męskiej zabawy, Szahdżahan kazał splądrować mlekiem płynące i obsypane kwieciem ziemie Orczii.
[...]
Rządzący tam od XVIII wieku Gaekwarowie byli Marathami, a ich bohaterem — wielki Śiwadżi, obrońca tradycji hindu, świetny organizator i dowódca partyzantki walczącej z armią Wielkich Mogołów. Wielki hinduski zryw narodowy, który pod egidą Marathów ogarnął w XVIII wieku Dekan omal nie zakończył się zjednoczeniem całych Indii. Marathom nie powiodło się, ale ostatecznie utworzyli szereg państw, z których największe to Gwalior, Indore i Baroda. Powstała w 1719 roku, a swe bogactwo zawdzięczała ścisłej współpracy z Anglikami — handel i wojskowość były dwoma dziedzinami napełniającymi skarbiec. Lecz najbardziej Baroda wzbogaciła się na wzroście cen bawełny z powodu wojny secesyjnej w Ameryce. Khande Rao nabył w 1866 roku brazylijski diament „Gwiazdę Południa”.
[...]
W XIV wieku terytoria te zostały podbite przez muzułmanów, a następnie włączone do cesarstwa Wielkich Mogołów jako prowincja Kaszmir. Po upadku cesarstwa, od 1756 roku na ziemie te napłynęły wojownicze plemiona afgańskie. Kaszmir został zdobyty przez Sikhów i włączony do Pendżabu w 1835 roku. Po wojnie angielsko-sikhijskiej, kiedy Brytyjczycy zaanektowali Pendżab (1849), Kaszmir został sprzedany władcy Jammu, Gulabowi Singhowi i stał się państwem Jammu & Kaszmir, z zimową stolicą w Jammu, a letnią — w Srinagar, ukochanym mieście Akbara. Nigdy nie został włączony do imperium brytyjskiego i pozostał samodzielnym księstwem, zarządzanym przez maharadżę.
[...]
Księstwo Bundelów z Orczi leżało wprawdzie na kresach cesarstwa Wielkich Mogołów, ale daleko od głównych szlaków politycznych i handlowych, i trzeba było nieźle spiskować i paktować, by utrzymać władzę i dobrobyt terenów. Bir Singh Deo sprzymierzył się z następcą tronu księciem Salimem, przyszłym cesarzem Dżahangirem. Na jego rozkaz, by mu się przypodobać, zezwolił na zabójstwo Abulfazla, który był ukochanym przyjacielem Akbara, wezyrem (premierem) i biografem, i napisał o cesarskim przyjacielu słynną Akbar Nama, ale ostro łajał i krytykował księcia Salima za pijaństwo i rozwiązły tryb życia. Salim miał ministra swego ojca w nienawiści i czyhał tylko sposobności pozbycia się największego wroga — Bundelowie byli mu posłuszni. Po czym rozpoczęli budowę potężnego Jahangir Mahal dla cesarza (za pieniądze otrzymane za usługę), w którym cesarz był łaskaw spędzić tylko jedną noc, polując w okolicznych lasach. Niebawem Bundelowie podupadli, a od 1627 roku kraj popadł w rozdrobnienie feudalne, pozwalające plądrować go komukolwiek. Z błahego pseudopolitycznego powodu, a bardziej dla męskiej zabawy, Szahdżahan kazał splądrować mlekiem płynące i obsypane kwieciem ziemie Orczii.
Z czasem wioska w ogóle opustoszała, a świątynie porosły roślinnością tak gęstą, że zniknęły z oczu przejezdnych podróżników i kupców, jak zniknęła również sieć dróg, która niegdyś do nich prowadziła. To prawdopodobnie ocaliło świątynie od zniszczenia przez kolejnego najeźdźcę, Wielkich Mogołów.
Europejscy kronikarze, nie znający historii Indii, piszą, że Szahdżahan był najbardziej lubiany ze wszystkich Wielkich Mogołów, ale ze względu na jego politykę wobec hindusów, śmiem w to wątpić.
Bardzo niewiele osób wie, że ten cesarz pochodził z dynastii Wielkich Mogołów, że Mogołowie zbrojnie wtargnęli do Indii, że okupowali kraj przez 180 lat i ciemiężyli Hindusów próbując ludności narzucić islam.
[...]
W latach 1615-1627 trzy osoby sprawowały władzę w cesarstwie Wielkich Mogołów — Etimaduddaula, jego syn Asaf Chan oraz córka, którą Dżahangir poślubił z wielkiej miłości, gdy miała 34 lata. Podobno dla jej długich, czarnych warkoczy, wybitnej inteligencji, świetnie opanowanej sztuce jeździeckiej i umiejętności polowania na tygrysy. Wyjątkowo piękna i zmysłowa kipiała pomysłami, radośnie wcielając je w życie — na przykład wprowadziła nową modę na ciągnące się po ziemi muślinowe treny, peszwy, i zmusiła dwór do ich noszenia. Jej knowania, by utrzymać niekiedy wymykającą się z rąk władzę obmierzły wreszcie wszystkim i wszyscy na końcu ją opuścili, ale mimo to dla historii pozostała kobietą fascynującą.
[...]
W latach 1615-1627 trzy osoby sprawowały władzę w cesarstwie Wielkich Mogołów — Etimaduddaula, jego syn Asaf Chan oraz córka, którą Dżahangir poślubił z wielkiej miłości, gdy miała 34 lata. Podobno dla jej długich, czarnych warkoczy, wybitnej inteligencji, świetnie opanowanej sztuce jeździeckiej i umiejętności polowania na tygrysy. Wyjątkowo piękna i zmysłowa kipiała pomysłami, radośnie wcielając je w życie — na przykład wprowadziła nową modę na ciągnące się po ziemi muślinowe treny, peszwy, i zmusiła dwór do ich noszenia. Jej knowania, by utrzymać niekiedy wymykającą się z rąk władzę obmierzły wreszcie wszystkim i wszyscy na końcu ją opuścili, ale mimo to dla historii pozostała kobietą fascynującą.
W czasie panowania Wielkich Mogołów (okupacji muzułmańskiej) nawoływał on do jawnego noszenia tiki, podczas gdy Hindusi dla bezpieczeństwa ukrywali swoją wiarę i znaku tego całe lata nie nakładali. Gdy go dumnie nosili, podlegali jakiejś karze, rygorystycznie nakładanej przez cesarza aż do śmierci włącznie; utrata dóbr lub przymusowe przejście na islam było jedną z łagodniejszych kar.
Były epoki (czasy powedyjskie), kiedy bramini rządzili niepodzielnie wieśniakami i zbijali fortuny na składaniu ofiar całopalnych. Były takie czasy (za życia Buddy), kiedy rządzili ksiatrijowie, którzy zdobywali nowe terytoria i budowali nowe państwa. Ksiatrijowie prawie zawsze wywodzili się z wieśniaków — uzyskawszy przewagę ekonomiczną dzięki dobrej ekonomii, zbroili się, a następnie uzyskiwali wsparcie ideologiczno-astrologiczne braminów i po otrzymaniu świętego znaku tilak, tworzyli dynastie, które panowały aż do wygaśnięcia. Gdy cała dżati brała za broń, wtedy wszyscy stawali się wojownikami-ksiatrijami (Sikhowie z Pendżabu pod egidą Guru Nanaka). W czasach nowożytnych, od 1527 roku, kiedy Indie dostały się pod jarzmo Wielkich Mogołów, rola braminów znacznie zmalała i stali się oni bardziej nauczycielami w konspiracji, dzięki którym hindusi nie zapomnieli o własnej tożsamości. Za czasów angielskich bramini jako urzędnicy brali odpowiedzialność za losy radżu brytyjskiego, ale także za przetrwanie starożytnych Indii. System warn miał w czasach kolonialnych wszelkie możliwe warunki, by raz na zawsze upaść. Jednak przetrwał i uratował hinduską tożsamość.
Pochodzenie Mogołów jest do dziś nie rozwiązaną tajemnicą.
[...]
Państwo Wielkich Mogołów było znacznie większe niż imperium perskie czy tureckie.
[...]
Państwo Wielkich Mogołów było znacznie większe niż imperium perskie czy tureckie.
Parsowie mieszkańcy
Na południu Indii dominują Tamilowie (używana jest niepoprawna nazwa tego ludu — Tamilczycy), średniego wzrostu o ciemnej karnacji skóry. Przybywały do Indii wciąż nowe migracje ludności hebrajskiej — po zdobyciu Jerozolimy przez Nabuchodonozora II w 587 roku p.n.e. przybyli do Kerali Żydzi „Czarni”, a od 135 roku n.e. i później przybywali Żydzi „Biali”. Od II wieku naszej ery osiedlała się ludność syryjska. Arabowie z Półwyspu Arabskiego zasiedlali przez stulecia Wybrzeże Malabarskie i stanowią do dziś silną i zwartą grupę rasową. Znaleźli w Indiach azyl Parsowie, wyznawcy religii Zaratusztry, którzy uszli z Persji z powodu prześladowań ze strony muzułmanów w VII-XII wieku. Wielcy Mogołowie, którzy zdobyli północne Indie w 1527 roku, są mieszanką plemion tureckich i afgańskich. Portugalczycy pozostawili po sobie mieszanki ludności w Goa i Koczinie, Francuzi — w Pondicherry, ale po Anglikach, jak po Grekach, nie został żaden ślad.
Partowie Radżputowie
W tyglu Azji Środkowej mieszały się rasy, języki i obyczaje, a plemiona raz po raz sprzymierzały się w rozmaite konfederacje i tworzyły różne kombinacje wojskowe, które parły do przodu i zagarniały coraz to nowe ziemie. W tamtych czasach nie było ani Afganistanu ani Pakistanu, tereny te również należały do Indii i były miejscem spotkań wszystkich przybyszów, którzy wcześniej czy później szli dalej do Indii, wlewając się na subkontynent przez słynny przesmyk Kyber. Zatrzymały się tam ludy indoeuropejskie, a za nimi miedzy VII a III wiekiem p.n.e. Scytowie, później Grecy, Partowie i Kuszanowie, lud irański pochodzący ze stepów Azji, który między I a III wiekiem n.e. utworzył dobrze zorganizowaną federację państw pod wodzą Kaniszki (127-147n.e.), którego dzieło było kontynuowane przez indyjską dynastię Guptów. Od V wieku pojawiają się znowu ludy irańskie — Śwetahunowie (przez Greków nazwani Heftalitami, a przez nas — Białymi Hunami), którzy zdominowali wszystkie osiadłe tam ludy i utworzyli silną organizację plemienną na terenie Afganistanu. Stąd wtargnęli do Indii niszcząc osady Doabu, Bengal i Bihar, zadając śmiertelny cios państwu Guptów, które zniknęło z dziejów na początku VI wieku. Przez jakieś trzydzieści lat zachodnie Indie znalazły się pod królami huńskimi, ale konfederacja radżów północnoindyjskich odniosła nad nimi druzgocące zwycięstwo w 528 roku. Ich impet został całkowicie wyhamowany, zostali odrzuceni aż do Kaszmiru, gdzie niebawem lud ten utracił swą odrębność i został wchłonięty przez mieszankę ludności miejscowej. Wszystkich obcych, którzy przybyli od północnego zachodu i z Hindukuszu, głównie Scytów, Partów, Saków i Hunów, osiedlających się na granicach Indii Zachodnich nazywano Śaka. Śwetahunowie najmniej zasymilowali się w Pendżabie i można przyjąć, że dzisiejsi Sikhowie są ich najbliższymi potomkami.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
Patanowie Radżputowie
Po 140 latach dobrej passy, pierwszej grabieży dokonał w 1294 roku sułtan z Delhi, po oblężeniu trwającym osiem lat. Kobiety ze szlachetnych rodów hinduskich popełniły dżauhar, a miasto zostało doszczętnie zrujnowane. Drugiej grabieży dokonał inny szach Delhi, który zabrał kolejne bogactwa, a w XVI wieku przybyli po łupy po sąsiedzku mieszkający Patanowie (koczownicy afgano-pakistańscy). Pod koniec XVI wieku udało się odnowić fortecę i powrócić do czasów świetności. Forteca zwycięsko obroniła się przed pierwszymi Mogołami, a handel znów wzbogacał mieszkańców. Miejsce strategiczne zapewniało względne bezpieczeństwo, ogromne oddalenie od władzy centralnej sprawiało, że Mogołami nikt się tam nie przejmował. Złożono na wszelki wypadek hołd lenny Akbarowi i dano mu córkę za żonę.
Portugalczycy Anglicy w Indiach, daty, Europejczycy w Indiach, Indie południowe, królestwo Widżajanagaru, miejsca sacrum, mieszkańcy, Polacy wobec Indii, Stany Książęce Indii, warna
Anglicy pojawili się w Indiach sto lat po Portugalczykach, tak naprawdę dopiero po roku 1619, kiedy otrzymali od Dżahangira monopol na prowadzenie handlu. Do roku 1707 działalność Kompanii Wschodnioindyjskiej była sporadyczna, a Anglicy osiedlali się jedynie na wybrzeżach i nie docierali w głąb kraju. Po śmierci Aurangzeba, która wyznaczyła kres panowania dynastii Wielkich Mogołów nad północnymi Indiami, Kompania prowadziła niczym nie ograniczone grabieże, plądrowanie i łupienie indyjskich towarów. Wprawdzie na tronie cesarskim w Delhi zasiadali nadal, do 1858 roku, spadkobiercy dynastii mogolskiej, lecz całkowicie utracili oni władzę i przestano się z nimi liczyć. Kompania umiejętnie wykorzystała pustkę władzy i rozpoczęła systematyczną eksploatację Indii, która trwała do lat 60. XIX wieku.
[...]
Królowa Elżbieta I powołała do życia w 1600 roku British East India Company i była to pierwsza spółka handlowa typu joint venture na świecie. Stała się wzorem do utworzenia podobnych spółek i niedługo po niej powstały kompanie holenderska (1602), duńska (1616) i francuska (1664). Portugalczycy, którzy jako pierwsi kupcy z Europy zakładali na ziemi indyjskiej faktorie, prowadzili handel na innych zasadach.
[...]
Do Europy zaczęły z czasem napływać: opium, indygo do barwienia tkanin, muśliny, jedwabie i brokaty, diamenty, pieprz, imbir, masło indyjskie (ghee, tzn. masło klarowane), cukier z trzciny cukrowej, laka, saletra do wyrobu prochu strzelniczego i wiele innych towarów. W 1647 roku Kompania liczyła już 23 angielskich wysokich urzędników. Otrzymała od Elżbiety I monopol handlowy z Wschodnimi Indiami (Zachodnie pozostawały jeszcze w rękach Portugalczyków), szerokie uprawnienia polityczne i administracyjne daleko wykraczające poza handel, a od początku XVIII wieku prawo organizacji armii, zawierania układów politycznych i bicia własnej waluty oraz prawo do posiadania własności ziemskich.
[...]
Wiliam Hawkins jako pierwszy rozwinął flagę angielską w porcie Surat w Gudżaracie, na wybrzeżu zachodnim, w 1608 roku. Port Surat został założony przez Portugalczyków w 1540 roku na mocy układów handlowych z cesarstwem Wielkich Mogołów, a niepoślednią rolę w jego zarządzaniu odegrali Parsowie, wyznawcy Zoroastry, przybyli z Persji. Przynosił ogromne dochody z opłat celnych od europejskich kupców, którzy wywozili stąd pierwsze indyjskie jedwabie, bawełnę i złoto. W niewiele lat port ten stał się wielkim ośrodkiem handlowym, z którego przede wszystkim korzystało cesarstwo, gdyż dla muzułmanów było to miejsce rozpoczęcia pielgrzymki do Mekki, a ogromną rolę odgrywali tu wciąż kupcy arabscy. W 1573 roku sam Akbar i jego matka wyruszyli stąd na pielgrzymkę do Mekki. W 1616 roku zarządzanie portem Surat przejęli Holendrzy, w 1664 roku przywódca Marathów Śiwadżi zdobył i splądrował Surat, który był ówcześnie największym i najbogatszym portem Indii. Śiwadżi oddał port pod zarządzanie Francuzów, a Kompania przejęła Surat dopiero w 1800 roku, kiedy był on już tylko portem peryferyjnym, wspomagającym Bombaj.
[...]
Port w Bombaju przejęła od Portugalczyków korona brytyjska jako posag portugalskiej księżniczki Katarzyny Braganza, a następnie przekazała go Kompanii w 1668 roku za symboliczne 10 funtów rocznego czynszu. W 1687 roku zostaje do Bombaju przeniesiona z Suratu siedziba Zarządu Głównego angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej dla całych Indii. Żadne prywatne przedsiębiorstwo w Bombaju nie mogło obejść się bez finansowego wsparcia parskich bankierów, którzy trzymali kluczowe stanowiska bankowe aż do czasów nam współczesnych. Budowę portu w Kalkuty rozpoczęto od budowy Fortu William w 1696 roku. Do końca XVII wieku Kompania ugruntowała swój monopol handlowy, choć musiała go dzielić z Holendrami, których zyski okazały się najwyższe, a ich Kompania w 1669 roku najbogatszą w Europie. Ale od początku XVIII wieku nieposkromiona żądza zysków dyrektorów angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej doprowadziła do jej gwałtownego rozwoju i przejęcia władzy absolutnej. Nominalnie była wciąż przedsiębiorstwem handlowym, ale tak dalece rozszerzyła zasięg swej władzy, że w rezultacie weszła w konflikt z państwami o podobnie zaborczych intencjach, przede wszystkim z Francją i Holandią. Fort Saint-George w Madrasie był miejscem zażartych walk, kiedy to Francuzi zapragnęli zdobyć swój przyczółek do kolonizacji Indii. Ostatecznie zostali pokonani przez Robert Clive'a w 1751 roku pod Arcot i zmuszeni do opuszczenia Indii (opuścili bezpowrotnie Madras, osiedlając się w Pondicherry).
[...]
Kolonializm brytyjski nie łączył się z opresją religijną, inkwizycją jak u Portugalczyków, ani z ewangelizacją prowadzoną na siłę przez misje chrześcijańskie. Nieokiełzany kapitalizm skrywał się za modelową wręcz indyferencją religijną w białych rękawiczkach, w smokingu i pod typowym kolonialnym hełmem, chroniącym kolonizatorów przed indyjskim słońcem — ten fakt ukrywa wciąż przed nami prawdziwe oblicze angielskich kolonizatorów. Byli znienawidzeni, aczkolwiek żadne akty nienawiści nie występowały nagminnie, co najwyżej sporadycznie. Od początku istnienia Radżu, Indusi walczyli o zniesienie dyskryminacji rasowej, Anglicy bowiem wprowadzili przepisy zabraniające mieszkańcom Indii noszenia broni, przebywania w angielskich klubach elitarnych, podróżowania w pociągu w przedziałach pierwszej klasy, i innych. Od 1880 ukazywała się regularnie prasa w języku angielskim, dotycząca spraw subkontynentu, to prawda, że kolonizatorzy pozwolili w końcu założyć prasę w językach lokalnych, a bramini byli wspierani jako elita intelektualna. Z czasem nawet synowie uboższych rodziców, nie tylko maharadżów, mogli wyjeżdżać do Anglii i studiować, lecz po to, by po powrocie obejmować stanowiska w administracji imperium brytyjskiego.
[...]
Królowa Elżbieta I powołała do życia w 1600 roku British East India Company i była to pierwsza spółka handlowa typu joint venture na świecie. Stała się wzorem do utworzenia podobnych spółek i niedługo po niej powstały kompanie holenderska (1602), duńska (1616) i francuska (1664). Portugalczycy, którzy jako pierwsi kupcy z Europy zakładali na ziemi indyjskiej faktorie, prowadzili handel na innych zasadach.
[...]
Do Europy zaczęły z czasem napływać: opium, indygo do barwienia tkanin, muśliny, jedwabie i brokaty, diamenty, pieprz, imbir, masło indyjskie (ghee, tzn. masło klarowane), cukier z trzciny cukrowej, laka, saletra do wyrobu prochu strzelniczego i wiele innych towarów. W 1647 roku Kompania liczyła już 23 angielskich wysokich urzędników. Otrzymała od Elżbiety I monopol handlowy z Wschodnimi Indiami (Zachodnie pozostawały jeszcze w rękach Portugalczyków), szerokie uprawnienia polityczne i administracyjne daleko wykraczające poza handel, a od początku XVIII wieku prawo organizacji armii, zawierania układów politycznych i bicia własnej waluty oraz prawo do posiadania własności ziemskich.
[...]
Wiliam Hawkins jako pierwszy rozwinął flagę angielską w porcie Surat w Gudżaracie, na wybrzeżu zachodnim, w 1608 roku. Port Surat został założony przez Portugalczyków w 1540 roku na mocy układów handlowych z cesarstwem Wielkich Mogołów, a niepoślednią rolę w jego zarządzaniu odegrali Parsowie, wyznawcy Zoroastry, przybyli z Persji. Przynosił ogromne dochody z opłat celnych od europejskich kupców, którzy wywozili stąd pierwsze indyjskie jedwabie, bawełnę i złoto. W niewiele lat port ten stał się wielkim ośrodkiem handlowym, z którego przede wszystkim korzystało cesarstwo, gdyż dla muzułmanów było to miejsce rozpoczęcia pielgrzymki do Mekki, a ogromną rolę odgrywali tu wciąż kupcy arabscy. W 1573 roku sam Akbar i jego matka wyruszyli stąd na pielgrzymkę do Mekki. W 1616 roku zarządzanie portem Surat przejęli Holendrzy, w 1664 roku przywódca Marathów Śiwadżi zdobył i splądrował Surat, który był ówcześnie największym i najbogatszym portem Indii. Śiwadżi oddał port pod zarządzanie Francuzów, a Kompania przejęła Surat dopiero w 1800 roku, kiedy był on już tylko portem peryferyjnym, wspomagającym Bombaj.
[...]
Port w Bombaju przejęła od Portugalczyków korona brytyjska jako posag portugalskiej księżniczki Katarzyny Braganza, a następnie przekazała go Kompanii w 1668 roku za symboliczne 10 funtów rocznego czynszu. W 1687 roku zostaje do Bombaju przeniesiona z Suratu siedziba Zarządu Głównego angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej dla całych Indii. Żadne prywatne przedsiębiorstwo w Bombaju nie mogło obejść się bez finansowego wsparcia parskich bankierów, którzy trzymali kluczowe stanowiska bankowe aż do czasów nam współczesnych. Budowę portu w Kalkuty rozpoczęto od budowy Fortu William w 1696 roku. Do końca XVII wieku Kompania ugruntowała swój monopol handlowy, choć musiała go dzielić z Holendrami, których zyski okazały się najwyższe, a ich Kompania w 1669 roku najbogatszą w Europie. Ale od początku XVIII wieku nieposkromiona żądza zysków dyrektorów angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej doprowadziła do jej gwałtownego rozwoju i przejęcia władzy absolutnej. Nominalnie była wciąż przedsiębiorstwem handlowym, ale tak dalece rozszerzyła zasięg swej władzy, że w rezultacie weszła w konflikt z państwami o podobnie zaborczych intencjach, przede wszystkim z Francją i Holandią. Fort Saint-George w Madrasie był miejscem zażartych walk, kiedy to Francuzi zapragnęli zdobyć swój przyczółek do kolonizacji Indii. Ostatecznie zostali pokonani przez Robert Clive'a w 1751 roku pod Arcot i zmuszeni do opuszczenia Indii (opuścili bezpowrotnie Madras, osiedlając się w Pondicherry).
[...]
Kolonializm brytyjski nie łączył się z opresją religijną, inkwizycją jak u Portugalczyków, ani z ewangelizacją prowadzoną na siłę przez misje chrześcijańskie. Nieokiełzany kapitalizm skrywał się za modelową wręcz indyferencją religijną w białych rękawiczkach, w smokingu i pod typowym kolonialnym hełmem, chroniącym kolonizatorów przed indyjskim słońcem — ten fakt ukrywa wciąż przed nami prawdziwe oblicze angielskich kolonizatorów. Byli znienawidzeni, aczkolwiek żadne akty nienawiści nie występowały nagminnie, co najwyżej sporadycznie. Od początku istnienia Radżu, Indusi walczyli o zniesienie dyskryminacji rasowej, Anglicy bowiem wprowadzili przepisy zabraniające mieszkańcom Indii noszenia broni, przebywania w angielskich klubach elitarnych, podróżowania w pociągu w przedziałach pierwszej klasy, i innych. Od 1880 ukazywała się regularnie prasa w języku angielskim, dotycząca spraw subkontynentu, to prawda, że kolonizatorzy pozwolili w końcu założyć prasę w językach lokalnych, a bramini byli wspierani jako elita intelektualna. Z czasem nawet synowie uboższych rodziców, nie tylko maharadżów, mogli wyjeżdżać do Anglii i studiować, lecz po to, by po powrocie obejmować stanowiska w administracji imperium brytyjskiego.
Portugalczycy przejmują Goa od Sułtanatu Bahmanidów
Portugalczycy, posuwając się stopniowo wzdłuż zachodniego wybrzeża Afryki, opłynęli Przylądek Dobrej Nadziei i przez Ocean Indyjski dotarli do Wybrzeża Malabarskiego.
[...]
Ale Portugalczycy zdecydowanie wcześniej, bo już w 1415 roku, jako pierwsze nowożytne państwo europejskie rozpoczynają erę kolonizacji świata, zdobywając w 1415 roku Ceutę leżącą poza Europą, na kontynencie afrykańskim w Mauretanii. Europa wzięła za bohatera Ferdynanda Księcia Niezłomnego, którego z taką religijną pasją przedstawił nam Juliusz Słowacki. Kolonizacja poszła dwoma torami — hiszpańsko-portugalską furią chrystianizacji Ameryki Południowej wraz ze zniewoleniem afrykańskich Murzynów oraz angielską zlaicyzowaną żądzą pieniądza pod płaszczykiem „ucywilizowania” zdobytych terenów. Hiszpanie i Portugalczycy dokonali ludobójstwa w imię Chrystusa, Anglicy zaś — ekonomicznej destrukcji w imię mamony. Portugalia spróbowała pierwszej drogi także w Indiach — drogi brutalnej chrystianizacji i kolonizacji. Tylko zbyt mała liczebność Portugalczyków nie pozwoliła dokonać większych zbrodni. W bezwzględny sposób wyparli kupców arabskich, przejmując na jakiś czas kontrolę nad handlem korzeniami.
[...]
Stare miasto Goa założone zostało przez sułtanów z dynastii Bahmanidów i około roku 1440 było dużym portem morskim. Lokalna ludność nazywała ten niewielki obszar, wciśnięty między skaliste wzgórza a Ocean Indyjski — Gopapura, Gowapuri. Zdobyte przez portugalskiego żeglarza Alfonso de Albuquerque, Goa stało się od 1510 roku przystanią dla przypływających z misją kolonizacyjną Portugalczyków. Ufortyfikowali oni miasto w 1565 roku i uczynili stolicą wszystkich swych posiadłości nad Oceanem Indyjskim. W 1538 roku powstało biskupstwo, a w 1557 — arcybiskupstwo. Już w 1542 roku przypłynął jezuita, Franciszek Ksawery, z misją chrystianizacji Wybrzeża Malabarskiego.
[...]
Goa pozostało kolonią portugalską aż do 1962 roku. Portugalczycy przypłynęli do Indii jako pierwsi nowożytni Europejczycy i jako ostatni je opuścili. Na Goa wiele rodzin nadal mówi po portugalsku i kultywuje stare portugalskie obyczaje.
[...]
W 1534 roku Portugalczycy założyli nowy port w bon bahia, dobrej zatoce — Bombay. Port rozwijał się dobrze, ale stanowiąc część posagu portugalskiej księżniczki Katarzyny Braganza, żony króla angielskiego Karola II, przeszedł w 1661 roku pod zarząd angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej za sumę 10 funtów rocznego czynszu. W 1687 roku zostaje tam przeniesiona z Suratu siedziba Zarządu Głównego angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej dla całych Indii.
[...]
W 1557 roku radża Kochinu, Vira Kerala Varman (1537-61) otrzymał od Portugalczyków w prezencie piękny, nowy pałac.
[...]
Ale Portugalczycy zdecydowanie wcześniej, bo już w 1415 roku, jako pierwsze nowożytne państwo europejskie rozpoczynają erę kolonizacji świata, zdobywając w 1415 roku Ceutę leżącą poza Europą, na kontynencie afrykańskim w Mauretanii. Europa wzięła za bohatera Ferdynanda Księcia Niezłomnego, którego z taką religijną pasją przedstawił nam Juliusz Słowacki. Kolonizacja poszła dwoma torami — hiszpańsko-portugalską furią chrystianizacji Ameryki Południowej wraz ze zniewoleniem afrykańskich Murzynów oraz angielską zlaicyzowaną żądzą pieniądza pod płaszczykiem „ucywilizowania” zdobytych terenów. Hiszpanie i Portugalczycy dokonali ludobójstwa w imię Chrystusa, Anglicy zaś — ekonomicznej destrukcji w imię mamony. Portugalia spróbowała pierwszej drogi także w Indiach — drogi brutalnej chrystianizacji i kolonizacji. Tylko zbyt mała liczebność Portugalczyków nie pozwoliła dokonać większych zbrodni. W bezwzględny sposób wyparli kupców arabskich, przejmując na jakiś czas kontrolę nad handlem korzeniami.
[...]
Stare miasto Goa założone zostało przez sułtanów z dynastii Bahmanidów i około roku 1440 było dużym portem morskim. Lokalna ludność nazywała ten niewielki obszar, wciśnięty między skaliste wzgórza a Ocean Indyjski — Gopapura, Gowapuri. Zdobyte przez portugalskiego żeglarza Alfonso de Albuquerque, Goa stało się od 1510 roku przystanią dla przypływających z misją kolonizacyjną Portugalczyków. Ufortyfikowali oni miasto w 1565 roku i uczynili stolicą wszystkich swych posiadłości nad Oceanem Indyjskim. W 1538 roku powstało biskupstwo, a w 1557 — arcybiskupstwo. Już w 1542 roku przypłynął jezuita, Franciszek Ksawery, z misją chrystianizacji Wybrzeża Malabarskiego.
[...]
Goa pozostało kolonią portugalską aż do 1962 roku. Portugalczycy przypłynęli do Indii jako pierwsi nowożytni Europejczycy i jako ostatni je opuścili. Na Goa wiele rodzin nadal mówi po portugalsku i kultywuje stare portugalskie obyczaje.
[...]
W 1534 roku Portugalczycy założyli nowy port w bon bahia, dobrej zatoce — Bombay. Port rozwijał się dobrze, ale stanowiąc część posagu portugalskiej księżniczki Katarzyny Braganza, żony króla angielskiego Karola II, przeszedł w 1661 roku pod zarząd angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej za sumę 10 funtów rocznego czynszu. W 1687 roku zostaje tam przeniesiona z Suratu siedziba Zarządu Głównego angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej dla całych Indii.
[...]
W 1557 roku radża Kochinu, Vira Kerala Varman (1537-61) otrzymał od Portugalczyków w prezencie piękny, nowy pałac.
Niespieszny wyjazd autorikszami do starej dzielnicy żydowskiej, zwiedzanie synagogi, Pałacu Mattancherry zbudowanego przez Portugalczyków dla rodzimego radży. Powrót do Fortcochi i zwiedzanie uroczej willi w stylu kolonialnym, gdzie znajduje się siedziba arcybiskupstwa oraz Indo-Portuguese Museum. Czas wolny. Wieczorem — spektakl tańca kathakali, obrazującego perypetie głównych bohaterów Ramajany lub Mahabharaty. Nocleg w Fortcochi.
Dopiero w 1509 roku pojawił się władca godny swego potężnego królestwa — Krisznadewaradża z dynastii Tuluwa. Rządził przez dwadzieścia lat, z których większość spędził w siodle i na słoniu bojowym, walcząc przeciw sułtanom z Dekanu i broniąc niezawisłości swych terytoriów. Był przyjazny dla obcokrajowców, sprawiedliwy dla swoich, miły w obejściu i szlachetny w uczynkach. Wzniósł jazdę konną do rangi sztuki i we wszystkich świątyniach kazał rzeźbić szeregi jeźdźców na koniach wzniesionych do ataku. Zbudował rozliczne świątynie, był nie tylko wielkim królem, ale też poetą piszącym poezje w języku telugu, a dramaty w sanskrycie. Opiekował się erudytami i pisarzami. Studiował społeczno-polityczne warunki w swoim państwie, dochody dzielił na cztery części — dwie czwarte szły na utrzymanie wojska, jedna czwarta szła na dary dla świątyń, rytuały i obrzędy religijne (świątynie utrzymywały się z własnych dochodów) i jedna czwarta — na pomyślność i dobrobyt mieszkańców. Kazał opracować projekty nawadniania ziemi i rozwijania rolnictwa. Podatki z handlu były niewielkie. Utrzymywał kontakty z Portugalczykami i innymi kupcami obcej narodowości, którzy wszyscy zgodnie potwierdzali wiadomości o przepychu dworu i dobrobycie społeczeństwa. Wprawdzie jeszcze zdołał utrzymać integralność terytoriów, ale dni Widżajanagary były już policzone. W Dekanie konsolidowały swe siły niezależne sułtanaty, których jedynym celem od lat było rozbicie hinduskiego królestwa Widżajanagaru. Zostawił po sobie wspaniałe świątynie, wzniesione w monumentalnym stylu o charakterystycznych wieżach gopuram i bajkową stolicę Hampi.
A z czasów wcześniejszych — Kutab Minar, minaret wzniesiony w Delhi w latach 1194-1199 przez pierwszego muzułmańskiego władcę północnych Indii. Z czasów kolonizatorów angielskich uznano tylko piękny secesyjny Dworzec Kolejowy Victoria w Bombaju, a z czasów kolonizatorów portugalskich — kościoły i klasztory w Goa.
Na południu Indii dominują Tamilowie (używana jest niepoprawna nazwa tego ludu — Tamilczycy), średniego wzrostu o ciemnej karnacji skóry. Przybywały do Indii wciąż nowe migracje ludności hebrajskiej — po zdobyciu Jerozolimy przez Nabuchodonozora II w 587 roku p.n.e. przybyli do Kerali Żydzi „Czarni”, a od 135 roku n.e. i później przybywali Żydzi „Biali”. Od II wieku naszej ery osiedlała się ludność syryjska. Arabowie z Półwyspu Arabskiego zasiedlali przez stulecia Wybrzeże Malabarskie i stanowią do dziś silną i zwartą grupę rasową. Znaleźli w Indiach azyl Parsowie, wyznawcy religii Zaratusztry, którzy uszli z Persji z powodu prześladowań ze strony muzułmanów w VII-XII wieku. Wielcy Mogołowie, którzy zdobyli północne Indie w 1527 roku, są mieszanką plemion tureckich i afgańskich. Portugalczycy pozostawili po sobie mieszanki ludności w Goa i Koczinie, Francuzi — w Pondicherry, ale po Anglikach, jak po Grekach, nie został żaden ślad.
Pierwszym Polakiem, który odwiedził Indie był prawdopodobnie żeglarz z Gdańska, Krzysztof Pawłowski. Wypłynął z Portugalczykami z Lizbony i dotarł do Goa w 1596 roku. Pozostawił po sobie opis drogi morskiej w formie obszernego listu-relacji w języku francuskim. Nie był zachwycony Indiami, pisał, że spotkał „okopciałych” ludzi… Zmarł w 1603.
Złoty okres to wiek IX-X, kiedy rozwijała się myśl filozoficzna i literatura w języku malajalam. Jednak w XI wieku państwo rozpadło się na wiele ksiąstewek i przeszło pod panowanie dynastii Czolów. W 1498 na Wybrzeże Malabarskie przypłynęli Portugalczycy, których wielce zaskoczył wysoki poziom życia całej ludności.
[...]
Koczi jako państewko zajmowało północną część Kerali ze stolicą w Mattancherry. W 1557 roku Portugalczycy wybudowali nowy pałac dla tamtejszego władcy, Vira Kerala Varmana. Skromne wnętrza ozdobiono pięknymi freskami ilustrującymi Mahabharatę i Ramajanę oraz mity spisane w puranach. Pałac nosi nazwę Pałacu Holenderskiego, gdyż Holendrzy odnowili go w XVII wieku.
[...]
Koczi jako państewko zajmowało północną część Kerali ze stolicą w Mattancherry. W 1557 roku Portugalczycy wybudowali nowy pałac dla tamtejszego władcy, Vira Kerala Varmana. Skromne wnętrza ozdobiono pięknymi freskami ilustrującymi Mahabharatę i Ramajanę oraz mity spisane w puranach. Pałac nosi nazwę Pałacu Holenderskiego, gdyż Holendrzy odnowili go w XVII wieku.
Nazwa kasta pojawiła się po raz pierwszy w 1510 roku, kiedy Portugalczycy zajęli Goa. Słowo casta w języku portugalskim znaczy niewinny, czysty, skromny, a zastosowano go wyłącznie w odniesieniu do braminów, których najeźdźcy postrzegali jako kapłanów pogańskich religii i kultów, mających w społeczeństwie najwyższą władzę (co nie było prawdą) i których z tej racji należało tępić. Zauważmy od razu, że nazwa ta pochodzi z zewnątrz. Portugalczycy nie zadali sobie trudu, by starannie opisać zastaną rzeczywistość, której w ogóle nie mieli zamiaru ani poznać, ani zrozumieć, a którą — jako chrześcijanie — po prostu gardzili. Słowo casta nabrało znaczenia pogardliwego — czyścioch i było używane jako obelga, tak jak w innych realiach burżuj, komuch, czarnuch, białas, katol, wykształciuch. Pamiętajmy również, że w tamtych czasach w Europie nie zażywano w ogóle kąpieli, nie używano mydła i nie myto się całymi tygodniami, wobec czego dziwactwem był na wpół nagi bramin, kąpiący się, o zgrozo, codziennie. Poza tym Portugalczycy nie przybyli w celach czysto handlowych (jak Arabowie lub Żydzi), lecz z zamiarem przeprowadzenia ewangelizacji. Pierwszy ich atak poszedł w kierunku braminów, których upokarzano i mordowano w imieniu Inkwizycji (1560-1812), pozbawiano dóbr i włości. Nota bene, chrześcijanie porządku syryjskiego, osiedleni na Wybrzeżu Malabarskim od około roku 380 n.e. i tworzący własną dżati również doznawali pewnych upokorzeń, gdyż nie chcieli ugiąć się przed katolicką władzą biskupią.
Sakowie Radżputowie
W tyglu Azji Środkowej mieszały się rasy, języki i obyczaje, a plemiona raz po raz sprzymierzały się w rozmaite konfederacje i tworzyły różne kombinacje wojskowe, które parły do przodu i zagarniały coraz to nowe ziemie. W tamtych czasach nie było ani Afganistanu ani Pakistanu, tereny te również należały do Indii i były miejscem spotkań wszystkich przybyszów, którzy wcześniej czy później szli dalej do Indii, wlewając się na subkontynent przez słynny przesmyk Kyber. Zatrzymały się tam ludy indoeuropejskie, a za nimi miedzy VII a III wiekiem p.n.e. Scytowie, później Grecy, Partowie i Kuszanowie, lud irański pochodzący ze stepów Azji, który między I a III wiekiem n.e. utworzył dobrze zorganizowaną federację państw pod wodzą Kaniszki (127-147n.e.), którego dzieło było kontynuowane przez indyjską dynastię Guptów. Od V wieku pojawiają się znowu ludy irańskie — Śwetahunowie (przez Greków nazwani Heftalitami, a przez nas — Białymi Hunami), którzy zdominowali wszystkie osiadłe tam ludy i utworzyli silną organizację plemienną na terenie Afganistanu. Stąd wtargnęli do Indii niszcząc osady Doabu, Bengal i Bihar, zadając śmiertelny cios państwu Guptów, które zniknęło z dziejów na początku VI wieku. Przez jakieś trzydzieści lat zachodnie Indie znalazły się pod królami huńskimi, ale konfederacja radżów północnoindyjskich odniosła nad nimi druzgocące zwycięstwo w 528 roku. Ich impet został całkowicie wyhamowany, zostali odrzuceni aż do Kaszmiru, gdzie niebawem lud ten utracił swą odrębność i został wchłonięty przez mieszankę ludności miejscowej. Wszystkich obcych, którzy przybyli od północnego zachodu i z Hindukuszu, głównie Scytów, Partów, Saków i Hunów, osiedlających się na granicach Indii Zachodnich nazywano Śaka. Śwetahunowie najmniej zasymilowali się w Pendżabie i można przyjąć, że dzisiejsi Sikhowie są ich najbliższymi potomkami.
Scytowie Gurkhowie, Radżputowie
Gurkhowie przybyli do Nepalu w XVI wieku, uciekając z Radżastanu przed kolejną nawałnicą ludów afgańsko-mogolskich zdobywających północne Indie. Byli Radżputami. Ich los nie był ani przypadkowy, ani nieświadomy. Za nimi stała długa tradycja rodów radżpuckich ksiatrijów, którzy weszli na drogę hinduskiej dharmy około V wieku n.e. Pochodzili prawdopodobnie od Scytów i Hunów, ale na terenie Indii przejęli wierzenia i religie hindu, czym zdobywali sobie zaufanie wśród rodzimej ludności. W zasadzie zaprzestali rabunku i grabieży, a wybitnym dowódcom klanowym udawało się organizować małe państewka, gdyż nie tylko wojenkę mieli za zawód, ale także zarządzanie zdobytymi terytoriami i zasobami ludzkimi. Przechodzili z czasem w osiadły tryb życia ustanawiając dynastie, z których wiele istnieje do dziś. Opowieść mitologiczna wyjaśnia pochodzenie nazwy ludu i etosu rzemiosła wojennego, który od zarania dziejów naznaczył ich specyficzny los i pokierował jego spełnieniem.
W tyglu Azji Środkowej mieszały się rasy, języki i obyczaje, a plemiona raz po raz sprzymierzały się w rozmaite konfederacje i tworzyły różne kombinacje wojskowe, które parły do przodu i zagarniały coraz to nowe ziemie. W tamtych czasach nie było ani Afganistanu ani Pakistanu, tereny te również należały do Indii i były miejscem spotkań wszystkich przybyszów, którzy wcześniej czy później szli dalej do Indii, wlewając się na subkontynent przez słynny przesmyk Kyber. Zatrzymały się tam ludy indoeuropejskie, a za nimi miedzy VII a III wiekiem p.n.e. Scytowie, później Grecy, Partowie i Kuszanowie, lud irański pochodzący ze stepów Azji, który między I a III wiekiem n.e. utworzył dobrze zorganizowaną federację państw pod wodzą Kaniszki (127-147n.e.), którego dzieło było kontynuowane przez indyjską dynastię Guptów. Od V wieku pojawiają się znowu ludy irańskie — Śwetahunowie (przez Greków nazwani Heftalitami, a przez nas — Białymi Hunami), którzy zdominowali wszystkie osiadłe tam ludy i utworzyli silną organizację plemienną na terenie Afganistanu. Stąd wtargnęli do Indii niszcząc osady Doabu, Bengal i Bihar, zadając śmiertelny cios państwu Guptów, które zniknęło z dziejów na początku VI wieku. Przez jakieś trzydzieści lat zachodnie Indie znalazły się pod królami huńskimi, ale konfederacja radżów północnoindyjskich odniosła nad nimi druzgocące zwycięstwo w 528 roku. Ich impet został całkowicie wyhamowany, zostali odrzuceni aż do Kaszmiru, gdzie niebawem lud ten utracił swą odrębność i został wchłonięty przez mieszankę ludności miejscowej. Wszystkich obcych, którzy przybyli od północnego zachodu i z Hindukuszu, głównie Scytów, Partów, Saków i Hunów, osiedlających się na granicach Indii Zachodnich nazywano Śaka. Śwetahunowie najmniej zasymilowali się w Pendżabie i można przyjąć, że dzisiejsi Sikhowie są ich najbliższymi potomkami.
[...]
Około wieku XV powstała nowa legenda, nawiązująca i do czasów wedyjskich, i do czasów walk ze Scytami czy Śwetahunami, a przede wszystkim do czasów przyjmowania religii hindu pod egidą braminów. Wszyscy Radżputowie uznawali zawsze za najważniejsze miejsce swego kultu najwyższy wierzchołek Mount Abu, w górach Arawalli, gdzie wyłoniły się z ognia cztery główne plemiona radżpuckie. Na zboczu góry Śikhara (1880 m) medytowali za czasów wedyjskich riszi, recytując najstarsze sanskryckie teksty. Właśnie tam, w świętym miejscu Agnikand, zapłonął wielki ogień Agnikula w intencji ratowania ziemi przed niszczącymi ją demonami. W odpowiedzi na modlitwy przebłagalne braminów z ognia wyłonili się czterej ksiatrijowie, którzy uwolnili ziemię od demonów. Można w tej legendzie dopatrzeć się reminiscencji z dawnych czasów, kiedy nie-aryjscy przywódcy plemienni pod okiem braminów sprawowali rytuały i palili stosy ofiarne przyjmując dharmę hindu i jednocześnie konsolidowali się, by stawić opór przeciw Scytom. Niewykluczone, że takie wielkie spotkanie głównych rodów radżpuckich odbyło się w 556 roku, kiedy Bappu Rawal, legendarny protoplasta klanu Sisodia, został obdarzony nadzwyczajną siłą, dzielnością i brawurą konieczną do obrony terytoriów. We wszystkich radżpuckich legendach rodzinnych powtarza się motyw konieczności ćwiczenia się w rzemiośle wojennym i jakby nakaz pozostania ksiatriją, wojownikiem, którego efektem jest ów słynny honor niepoddania się przeciwnikowi i walki aż do utraty życia w imię wolności klanu. Radżputowie podzielili się na cztery linie Agnikula, pochodzących z ognia, do których należały miedzy innymi dynastie Czalukja, Solanki z Gudżaratu, Chauhan z Kota. Linia Paramara obejmowała 35 klanów, Parihara — 12 klanów, Solanki — 16 klanów, Czauhan — 24 klany.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
[...]
Około wieku XV powstała nowa legenda, nawiązująca i do czasów wedyjskich, i do czasów walk ze Scytami czy Śwetahunami, a przede wszystkim do czasów przyjmowania religii hindu pod egidą braminów. Wszyscy Radżputowie uznawali zawsze za najważniejsze miejsce swego kultu najwyższy wierzchołek Mount Abu, w górach Arawalli, gdzie wyłoniły się z ognia cztery główne plemiona radżpuckie. Na zboczu góry Śikhara (1880 m) medytowali za czasów wedyjskich riszi, recytując najstarsze sanskryckie teksty. Właśnie tam, w świętym miejscu Agnikand, zapłonął wielki ogień Agnikula w intencji ratowania ziemi przed niszczącymi ją demonami. W odpowiedzi na modlitwy przebłagalne braminów z ognia wyłonili się czterej ksiatrijowie, którzy uwolnili ziemię od demonów. Można w tej legendzie dopatrzeć się reminiscencji z dawnych czasów, kiedy nie-aryjscy przywódcy plemienni pod okiem braminów sprawowali rytuały i palili stosy ofiarne przyjmując dharmę hindu i jednocześnie konsolidowali się, by stawić opór przeciw Scytom. Niewykluczone, że takie wielkie spotkanie głównych rodów radżpuckich odbyło się w 556 roku, kiedy Bappu Rawal, legendarny protoplasta klanu Sisodia, został obdarzony nadzwyczajną siłą, dzielnością i brawurą konieczną do obrony terytoriów. We wszystkich radżpuckich legendach rodzinnych powtarza się motyw konieczności ćwiczenia się w rzemiośle wojennym i jakby nakaz pozostania ksiatriją, wojownikiem, którego efektem jest ów słynny honor niepoddania się przeciwnikowi i walki aż do utraty życia w imię wolności klanu. Radżputowie podzielili się na cztery linie Agnikula, pochodzących z ognia, do których należały miedzy innymi dynastie Czalukja, Solanki z Gudżaratu, Chauhan z Kota. Linia Paramara obejmowała 35 klanów, Parihara — 12 klanów, Solanki — 16 klanów, Czauhan — 24 klany.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
Śwetahunowie Radżputowie
W tyglu Azji Środkowej mieszały się rasy, języki i obyczaje, a plemiona raz po raz sprzymierzały się w rozmaite konfederacje i tworzyły różne kombinacje wojskowe, które parły do przodu i zagarniały coraz to nowe ziemie. W tamtych czasach nie było ani Afganistanu ani Pakistanu, tereny te również należały do Indii i były miejscem spotkań wszystkich przybyszów, którzy wcześniej czy później szli dalej do Indii, wlewając się na subkontynent przez słynny przesmyk Kyber. Zatrzymały się tam ludy indoeuropejskie, a za nimi miedzy VII a III wiekiem p.n.e. Scytowie, później Grecy, Partowie i Kuszanowie, lud irański pochodzący ze stepów Azji, który między I a III wiekiem n.e. utworzył dobrze zorganizowaną federację państw pod wodzą Kaniszki (127-147n.e.), którego dzieło było kontynuowane przez indyjską dynastię Guptów. Od V wieku pojawiają się znowu ludy irańskie — Śwetahunowie (przez Greków nazwani Heftalitami, a przez nas — Białymi Hunami), którzy zdominowali wszystkie osiadłe tam ludy i utworzyli silną organizację plemienną na terenie Afganistanu. Stąd wtargnęli do Indii niszcząc osady Doabu, Bengal i Bihar, zadając śmiertelny cios państwu Guptów, które zniknęło z dziejów na początku VI wieku. Przez jakieś trzydzieści lat zachodnie Indie znalazły się pod królami huńskimi, ale konfederacja radżów północnoindyjskich odniosła nad nimi druzgocące zwycięstwo w 528 roku. Ich impet został całkowicie wyhamowany, zostali odrzuceni aż do Kaszmiru, gdzie niebawem lud ten utracił swą odrębność i został wchłonięty przez mieszankę ludności miejscowej. Wszystkich obcych, którzy przybyli od północnego zachodu i z Hindukuszu, głównie Scytów, Partów, Saków i Hunów, osiedlających się na granicach Indii Zachodnich nazywano Śaka. Śwetahunowie najmniej zasymilowali się w Pendżabie i można przyjąć, że dzisiejsi Sikhowie są ich najbliższymi potomkami.
[...]
Wydaje się, że to właśnie przeciw Śwetahunom ludy północno-zachodnich Indii po raz pierwszy stawiły opór i skonsolidowały swe siły, wtedy też zdobyły ogromne doświadczenie militarne. Najazdy pod egidą wodzów huńskich zniszczyły lub rozproszyły dawne wojownicze, ale słabo zorganizowane plemiona Radżputany, a ich miejsce zajęli zasymilowani przybysze różnego pochodzenia i autoramentu. Od nich wywodzi się większość wczesnośredniowiecznych klanów radżpuckich, z których wiele istnieje do dziś. Zbulwersowali oni system warnowy odnawiając aryjską warnę ksiatrijów i przejęli na długie lata organizację państwową terenów rozlokowanych między Azją środkową a Doabem. Od końca V do XI wieku istniał tu słaby twór państwowy nazwany Pratihara od imienia dynastii wywodzącej się z klanu Gurjara przybyłego z Azji Centralnej. W tym samym czasie Niziną Hindustańską, Biharem i Bengalem dowodziła dynastia Pala (750 — XII wiek), a Dekanem i ziemiami nad Morzem Arabskim — dynastia Rashtrakuta (około 700-950).
[...]
Około wieku XV powstała nowa legenda, nawiązująca i do czasów wedyjskich, i do czasów walk ze Scytami czy Śwetahunami, a przede wszystkim do czasów przyjmowania religii hindu pod egidą braminów. Wszyscy Radżputowie uznawali zawsze za najważniejsze miejsce swego kultu najwyższy wierzchołek Mount Abu, w górach Arawalli, gdzie wyłoniły się z ognia cztery główne plemiona radżpuckie. Na zboczu góry Śikhara (1880 m) medytowali za czasów wedyjskich riszi, recytując najstarsze sanskryckie teksty. Właśnie tam, w świętym miejscu Agnikand, zapłonął wielki ogień Agnikula w intencji ratowania ziemi przed niszczącymi ją demonami. W odpowiedzi na modlitwy przebłagalne braminów z ognia wyłonili się czterej ksiatrijowie, którzy uwolnili ziemię od demonów. Można w tej legendzie dopatrzeć się reminiscencji z dawnych czasów, kiedy nie-aryjscy przywódcy plemienni pod okiem braminów sprawowali rytuały i palili stosy ofiarne przyjmując dharmę hindu i jednocześnie konsolidowali się, by stawić opór przeciw Scytom. Niewykluczone, że takie wielkie spotkanie głównych rodów radżpuckich odbyło się w 556 roku, kiedy Bappu Rawal, legendarny protoplasta klanu Sisodia, został obdarzony nadzwyczajną siłą, dzielnością i brawurą konieczną do obrony terytoriów. We wszystkich radżpuckich legendach rodzinnych powtarza się motyw konieczności ćwiczenia się w rzemiośle wojennym i jakby nakaz pozostania ksiatriją, wojownikiem, którego efektem jest ów słynny honor niepoddania się przeciwnikowi i walki aż do utraty życia w imię wolności klanu. Radżputowie podzielili się na cztery linie Agnikula, pochodzących z ognia, do których należały miedzy innymi dynastie Czalukja, Solanki z Gudżaratu, Chauhan z Kota. Linia Paramara obejmowała 35 klanów, Parihara — 12 klanów, Solanki — 16 klanów, Czauhan — 24 klany.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
[...]
Wydaje się, że to właśnie przeciw Śwetahunom ludy północno-zachodnich Indii po raz pierwszy stawiły opór i skonsolidowały swe siły, wtedy też zdobyły ogromne doświadczenie militarne. Najazdy pod egidą wodzów huńskich zniszczyły lub rozproszyły dawne wojownicze, ale słabo zorganizowane plemiona Radżputany, a ich miejsce zajęli zasymilowani przybysze różnego pochodzenia i autoramentu. Od nich wywodzi się większość wczesnośredniowiecznych klanów radżpuckich, z których wiele istnieje do dziś. Zbulwersowali oni system warnowy odnawiając aryjską warnę ksiatrijów i przejęli na długie lata organizację państwową terenów rozlokowanych między Azją środkową a Doabem. Od końca V do XI wieku istniał tu słaby twór państwowy nazwany Pratihara od imienia dynastii wywodzącej się z klanu Gurjara przybyłego z Azji Centralnej. W tym samym czasie Niziną Hindustańską, Biharem i Bengalem dowodziła dynastia Pala (750 — XII wiek), a Dekanem i ziemiami nad Morzem Arabskim — dynastia Rashtrakuta (około 700-950).
[...]
Około wieku XV powstała nowa legenda, nawiązująca i do czasów wedyjskich, i do czasów walk ze Scytami czy Śwetahunami, a przede wszystkim do czasów przyjmowania religii hindu pod egidą braminów. Wszyscy Radżputowie uznawali zawsze za najważniejsze miejsce swego kultu najwyższy wierzchołek Mount Abu, w górach Arawalli, gdzie wyłoniły się z ognia cztery główne plemiona radżpuckie. Na zboczu góry Śikhara (1880 m) medytowali za czasów wedyjskich riszi, recytując najstarsze sanskryckie teksty. Właśnie tam, w świętym miejscu Agnikand, zapłonął wielki ogień Agnikula w intencji ratowania ziemi przed niszczącymi ją demonami. W odpowiedzi na modlitwy przebłagalne braminów z ognia wyłonili się czterej ksiatrijowie, którzy uwolnili ziemię od demonów. Można w tej legendzie dopatrzeć się reminiscencji z dawnych czasów, kiedy nie-aryjscy przywódcy plemienni pod okiem braminów sprawowali rytuały i palili stosy ofiarne przyjmując dharmę hindu i jednocześnie konsolidowali się, by stawić opór przeciw Scytom. Niewykluczone, że takie wielkie spotkanie głównych rodów radżpuckich odbyło się w 556 roku, kiedy Bappu Rawal, legendarny protoplasta klanu Sisodia, został obdarzony nadzwyczajną siłą, dzielnością i brawurą konieczną do obrony terytoriów. We wszystkich radżpuckich legendach rodzinnych powtarza się motyw konieczności ćwiczenia się w rzemiośle wojennym i jakby nakaz pozostania ksiatriją, wojownikiem, którego efektem jest ów słynny honor niepoddania się przeciwnikowi i walki aż do utraty życia w imię wolności klanu. Radżputowie podzielili się na cztery linie Agnikula, pochodzących z ognia, do których należały miedzy innymi dynastie Czalukja, Solanki z Gudżaratu, Chauhan z Kota. Linia Paramara obejmowała 35 klanów, Parihara — 12 klanów, Solanki — 16 klanów, Czauhan — 24 klany.
[...]
Jeden z wielkich rodów tureckich pod wodzą przywódców plemiennych stworzył pod koniec X wieku, na terenie dzisiejszego Pakistanu i Afganistanu, potężne królestwo w Ghazni, a jego najwybitniejszy przedstawiciel Mahmud z Ghazni atakował bogate, lecz skłócone królestwa północnoindyjskie, których większość była zarządzana przez klany radżpuckie. W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu. Kiedy forteca była nie do utrzymania, wszyscy ginęli, gdyż honor nie pozwalał dostać się w ręce wroga. Jednak mieszanka krwi Scytów, Greków, Partów, Kuszanów i Śwetahunów pozostała wybuchowa. Stojąc na szrankach, malowali twarze i tułów na żółto, rozpruwali brzuch i spadali nieżywi na wroga. Kobiety z rodzin ksiatrijów i braminów nauczyły się dokonywać rytuału dżauhar — w kobiecej części fortecy, w basenach rytualnych, które opróżniały z wody, układały stos całopalny i rzucały się w ogień z dziećmi na ręku, by nie dostać się w ręce wroga.
Żydzi daty, mieszkańcy, Stany Książęce Indii, warna
do Kerali przybywają „Czarni” Żydzi, potomkowie niewolników z Babilonu
[...]
po zniszczeniu Jerozolimy przybywają do Kerali Żydzi „Biali”
[...]
po zniszczeniu Jerozolimy przybywają do Kerali Żydzi „Biali”
Na południu Indii dominują Tamilowie (używana jest niepoprawna nazwa tego ludu — Tamilczycy), średniego wzrostu o ciemnej karnacji skóry. Przybywały do Indii wciąż nowe migracje ludności hebrajskiej — po zdobyciu Jerozolimy przez Nabuchodonozora II w 587 roku p.n.e. przybyli do Kerali Żydzi „Czarni”, a od 135 roku n.e. i później przybywali Żydzi „Biali”. Od II wieku naszej ery osiedlała się ludność syryjska. Arabowie z Półwyspu Arabskiego zasiedlali przez stulecia Wybrzeże Malabarskie i stanowią do dziś silną i zwartą grupę rasową. Znaleźli w Indiach azyl Parsowie, wyznawcy religii Zaratusztry, którzy uszli z Persji z powodu prześladowań ze strony muzułmanów w VII-XII wieku. Wielcy Mogołowie, którzy zdobyli północne Indie w 1527 roku, są mieszanką plemion tureckich i afgańskich. Portugalczycy pozostawili po sobie mieszanki ludności w Goa i Koczinie, Francuzi — w Pondicherry, ale po Anglikach, jak po Grekach, nie został żaden ślad.
Kerala za czasów Asioki (III wiek) była częścią królestwa tamilskiego o nazwie Keralaputra pod panowaniem dynastii Ćertala. Napływający z północy Arjowie integrowali się bez przeszkód z ludnością drawidyjską, rozwijały się religie hindu, nauki Buddy i Mahawiry. Wraz z przybyciem kupców perskich i syryjskich osiedlających się stopniowo na Wybrzeżu Malabarskim, rozprzestrzeniło się chrześcijaństwo św. Tomasza i powstał Kościół syro-malabarski. Istniało wiele kolonii kupców żydowskich, a w VII wieku wraz z kupcami arabskimi przybył islam.
Nazwa kasta pojawiła się po raz pierwszy w 1510 roku, kiedy Portugalczycy zajęli Goa. Słowo casta w języku portugalskim znaczy niewinny, czysty, skromny, a zastosowano go wyłącznie w odniesieniu do braminów, których najeźdźcy postrzegali jako kapłanów pogańskich religii i kultów, mających w społeczeństwie najwyższą władzę (co nie było prawdą) i których z tej racji należało tępić. Zauważmy od razu, że nazwa ta pochodzi z zewnątrz. Portugalczycy nie zadali sobie trudu, by starannie opisać zastaną rzeczywistość, której w ogóle nie mieli zamiaru ani poznać, ani zrozumieć, a którą — jako chrześcijanie — po prostu gardzili. Słowo casta nabrało znaczenia pogardliwego — czyścioch i było używane jako obelga, tak jak w innych realiach burżuj, komuch, czarnuch, białas, katol, wykształciuch. Pamiętajmy również, że w tamtych czasach w Europie nie zażywano w ogóle kąpieli, nie używano mydła i nie myto się całymi tygodniami, wobec czego dziwactwem był na wpół nagi bramin, kąpiący się, o zgrozo, codziennie. Poza tym Portugalczycy nie przybyli w celach czysto handlowych (jak Arabowie lub Żydzi), lecz z zamiarem przeprowadzenia ewangelizacji. Pierwszy ich atak poszedł w kierunku braminów, których upokarzano i mordowano w imieniu Inkwizycji (1560-1812), pozbawiano dóbr i włości. Nota bene, chrześcijanie porządku syryjskiego, osiedleni na Wybrzeżu Malabarskim od około roku 380 n.e. i tworzący własną dżati również doznawali pewnych upokorzeń, gdyż nie chcieli ugiąć się przed katolicką władzą biskupią.
*


