Treść - © 2008-2010 Danuta Orlewicz
Kod i grafika - © 2008-2010 Jacek Iwański
Niekrzywdzenie dotyczy wielu płaszczyzn, to nie tylko bezpośrednie niezabijanie, lecz przede wszystkim poszanowanie granic: politycznych, społecznych, osobistych, granic ciała i psychiki (moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego). Poszanowanie granic rasowych, wiekowych czy własnych zawsze ograniczonych możliwości. Zniesienie granicy wieku jest krzywdzeniem samego siebie: na przykład gdy dojrzały mężczyzna zachowuje się jak dwudziestolatek, kobieta wymusza młodość poprzez lifting, a młodzieży pozwala się rządzić.
W październiku 1992 roku zebrało się tam, by „rozpocząć dzieło zniszczenia”, 200 tysięcy ludzi, którzy skandowali dzień i noc w miejscu, gdzie urodził się Rama, zbudujemy świątynię! 6 grudnia tłum wtargnął siłą do miasteczka i gołymi rękoma, kamień po kamieniu, cegła po cegle, rozebrał meczet, którego nie bronił już żaden muzułmanin. Osoby, które zginęły (zadeptane przez napór tłumu, a nie wskutek starć) zostały okrzyknięte męczennikami sprawy hinduskiej. Rozegrała się tam, jak w Ramajanie, mitologiczna walka dobra ze złem. Zło utożsamiono z muzułmanami. Wydarzenia w Ajodhji miały dla świata wydźwięk jedynie polityczny, podczas gdy dla hindusów — mitologiczny, jak zawsze.
Czaraka ze starożytnego miasta Takszasili stworzył pierwsze przekazane potomności dzieło lekarskie. Było przeznaczone do opanowania ustnego, w formie rozmowy między Atreją-lekarzem a uczniami, każda rozmowa kończyła się wierszem. Czaraka-Samhita ukazuje niezwykły poziom ziołolecznictwa, a zbiory ziół i leków przewyższają zbiory egipskie, z których zresztą wiele było zwyczajowo importowanych z Indii.
Gdy przejmował tron, na Nizinie Gangestańskiej panował chaos i głód, prymitywni Afganowie niepodzielnie rządzili Bengalem. Gdy odchodził był — prawdopodobnie — najbogatszym władcą świata, zostawiał wspaniale zorganizowaną administrację i uszczelniony system podatkowy, odnowioną i sprawną armię. Zjednoczył dwie trzecie Indii, przede wszystkim mieczem i perswazją podporządkował sobie Radżputów (zostawił im dziedziczne prawo do własności domen), zdobył Gudżarat i uciszył Afganów w Bengalu, wcielił do imperium Kaszmir. Kiedy umierał, w skarbcu cesarskim znajdował się majątek wartości od 139 do 166 milionów rupii.
Amrita powstała z ubijania oceanu mleka przez dewów i asurów (bogów i demony). Ubijanie mleka wydobywa esencję, ekstrakt tego, co najistotniejsze — złociste masło, z płynu wydobywa się konkret, materia.
Już od początku lat dwudziestych XIX wieku jedynie Kompania dysponowała liczącą się siłą militarną na subkontynencie. Jednakże jej zwierzchność nad Indiami nigdy nie miała charakteru całkowitego. Trzymanie w dyscyplinie praktycznie każdego regionu wymagało obecności wojska i dowódców oraz planowanych akcji bojowych. Przy pomocy sipajów, wojska najemnego, utrzymywanego zresztą przez indyjskich władców, prowadzono praktycznie bez przerwy operacje militarne przeciwko Birmańczykom na północnym wschodzie, a na północnym zachodzie — przeciwko Afganom. Tylko dwa państwa indyjskie zachowały ostatecznie całkowitą autonomię — Baroda i Majsur.
Ci Indoeuropejczycy, którzy przybyli nad Indus określali siebie mianem arya, co znaczy szlachetny, ustanawiając dla siebie pozycję wyższości wobec dasów, ciemnoskórego ludu, mówiącego różnymi tubylczymi językami i mieszkającego w umocnionych osadach nad brzegami rzek. Nie wiadomo, czy Indoeuropejczycy i Arjowie to ta sama grupa ludów, bowiem część tubylczej ludności znad Indusu, o miejscowej kulturze hindu, mogła na przykład stać się arya po spełnieniu określonych przez najeźdźcę wymogów. Wedy opisywały proces in statu nascendi tworzenia się nowej cywilizacji, która powstawała z fuzji wielu, wielu elementów, nie tylko przyniesionych z zewnątrz, lecz przede wszystkim lokalnych. W trakcie migracji i podbojów Arjowie potrafili umiejętnie podporządkować sobie i zasymilować osiadłe ludy rolnicze. Od zarania znali napięcia powodowane symbiozą niejednorodnych, a nawet przeciwstawnych orientacji religijnych, ale potrafili nad nimi zapanować.
Poprzez unieruchomienie ciała uzyskuje się efekt unieruchomienia umysłu, czyli zatrzymania strumienia doznań i dopiero wtedy, i tylko wtedy, możliwe jest prawidłowe spostrzeżenie oddechu. Jeśli bowiem joga ma jakiś cel, to jest nim właśnie zdyscyplinowanie oddechu, pranajama. Innymi słowy, asany ćwiczy się nie dla elastyczności ciała, lecz dla uzyskania kontroli nad oddechem. Oddech jest tym, co zostało nam dane, co posiadamy na własność i co możemy opanować. Poprzez panowanie nad oddechem, panujemy nad umysłem.
Jako dobrze zorganizowane instytucje charytatywne zaczęły powstawać w XIX wieku, pod okiem Anglików. Było to przede wszystkim miejsce odradzania się studiów nad religiami hindu i rodzimymi językami, głównie sanskrytem, po katastrofie wprowadzenia islamu przez Wielkich Mogołów. Po wtóre — jako autentyczne miejsce duchowego wsparcia guru dla uczniów. Rozmaite były losy różnych aśramów powołanych do istnienia — niektóre przepadły, inne są do dziś powszechnie znanymi, szacownymi pomnikami pracy na rzecz ludu. Większość z nich zawsze miała charakter bardziej społeczny niż czysto duchowy; każdy wybitny mędrzec otwierając swój aśram uruchamia cały wachlarz działalności gospodarczych, a duchowości naucza poprzez konkretne działanie.
Najwyższa Jaźń, Ja, Ja Sam, dusza indywidualna, duch indywidualny
W stopniu silniejszym niż jego poprzednicy dążył do osłabienia „czynnika hinduskiego” w cesarstwie: w 1659 zabronił stawiania nowych świątyń, w 1664 — zakazał reperowania starych, w 1665 — rozmyślnie kazał wyburzyć hinduskie świątynie i posągi bóstw w Gudżaracie i w Radżastanie, a w 1669 roku — w całym cesarstwie. Do Waranasi, świętego miejsca hinduizmu, wysłał specjalny oddział wojskowy z rozkazem wyburzenia co do jednej wszystkich hinduskich świątyń. W 1667 roku zabronił obchodzenia w całym państwie najważniejszych dla Hindusów świąt — holi i diwali. Na subkontynencie zamieszkałym przez mieszaninę różnych ras i różnych religii, rygorystycznie ortodoksyjna orientacja Aurangzeba była równoznaczna z samobójstwem. Najwięcej zła wyrządził pod sam koniec swego panowania, kiedy cesarstwo waliło się w gruzy i gołym okiem widać było, że nic nie powstrzyma upadku i dynastii, i cesarstwa, i ostatecznie całych Indii.
Pojawianie się awatarów znakomicie obrazuje (i potwierdza) teorię ewolucji. Według myśli hindu ewolucja nie przebiega po stale wznoszącej się ku górze linii prostej, lecz po spirali, cyklicznie wracając do tego samego punktu na wyższym poziomie. Punktem zwrotnym na spirali jest Objawienie, pojawienie się boskiej istoty, która zasadniczo zmienia kształt życia na ziemi, najpierw biologicznego, a następnie społecznego i wreszcie duchowego. Pierwsze zstąpienie boga Wisznu to ryba (Matsja), symboliczna informacja, że życie powstało w wodzie, drugie — żółw (Kurma) żyjący częściowo w wodzie częściowo na lądzie, trzecie — dzik (Waraha) pozostający już tylko na lądzie.
Zachodnia cywilizacja nie rozpoznaje istnienia dwóch rzeczywistości: duchowej niezmiennej i materialnej zmiennej, buduje się więc nadal w porządku awidja, pozostając w żenującym stanie pomieszania. Efektem jest życie w iluzji (maja). Zachód wprawdzie do czegoś dąży, ale zupełnie nie wie do czego. Człowiek, który nie rozróżnia porządku duchowego od porządku psychicznego, jest skazany na wieczne pomiędzy (zwischen). A ponieważ nie potrafi nadać swemu życiu kierunku „w górę”, więc nie ma gdzie zmierzać i „kręci się w kółko” w płaskiej, nudnej doczesności, lub, co gorsza, spada „w dół”, w grzęzawisko uzależnień i banalnych rozrywek.
Babur miał się za Turka i nie znosił określenia mongoł czy mogoł. Jego siłą było poczucie wspólnej sprawy, dyscyplina oraz dobra artyleria i bojowe wyćwiczenie wojowników. Był człowiekiem kulturalnym w sensie ogłady i stosowania określonych dworskich manier. Indii nie znosił, w porównaniu z bajeczną Samarkandą wydawały mu się szare i zacofane. W swoim pamiętniku, Baburnama, notuje: Nie ma tu dobrych koni, dobrych psów, winogron, melonów i świeżych owoców. Nie ma tu lodu ani zimnej wody, nie ma dobrego pieczywa ani gotowanego jadła na bazarach, nie ma łaźni, szkół, świec, pochodni czy lichtarzy. Ale jednocześnie jest zdumiony rozmiarami Indii pełnych ludzi, towarów oraz wyrobów ze złota i srebra.
Europejczycy bardzo często przesadzają i dają kwoty za duże, nieadekwatne do wykonanej usługi i taryfy lokalnej. Indusi wiedzą doskonale ile płaci się za co i nawet milionerzy nigdy tej kwoty nie przekraczają.
Dla hindusów, Bhagawan jest jednym z imion określających boga. Ale nie jest to imię-rzeczownik określający kim ten bóg jest, lecz jaki jest, a więc to epitet wskazujący przymiot boga. W dodatku jest to epitet stały, to znaczy taki, który określa każdą objawiającą się boskość. I jak to zwykle w religiach hindu bywa dla jednych Bhagawanem jest Rama, dla drugich — Kriszna, a dla innych — Wisznu.
W Indiach bhakti najbardziej ujawniała się i ujawnia w kulcie boga Kriszny, zwłaszcza w słynnym tańcu lilarasa. Kiedy Kriszna gra na flecie wszystkie kobiety opuszczają swoich mężów i biegną oddać się szalonemu tańcu z bogiem, a każda kobieta ma złudzenie, że bóg tańczy tylko z nią. Opowieści o pożądaniu i pragnieniu zespolenia z Kriszną wkładane są w usta pastereczki Radhy, która opiewa tęsknotę w rzewnych pieśniach (ragach). Wymykanie się młodej kobiety nocą spod dachu małżonka prosto w objęcia pięknego Kriszny, to oczywiście metafora duszy, która tęskni za zjednoczeniem z boskością. Gra na flecie to odwieczne przywoływanie duszy, to czarowanie jej, by zapomniała o ziemskim cierpieniu. Do kultu i tradycji Kriszny odwołuje się dziś w Indiach około 300 mln ludzi.
DZIEŃ 12: Wyjazd do klasztoru Tsurpu (50 km, 3 godziny) założonego przez pierwszego Karmapę w 1189 roku (dziś tulku z tej linii prowadzą słynny klasztor Rumtek w Sikkimie). Wyboista, górska droga szutrowa wiedzie nas przez zagubione wioski, poletka pieczołowicie uprawiane przez dzielne jaki, zagajniki wierzb płaczących i… najbardziej typowy krajobraz Tybetu. W drodze powrotnej — klasztor Drepung z 1416 r., siedziba lamów do czasu zbudowania Potali. Po południu zakupy na bazarach. Nocleg w Lhasie.
Znak bindi kładą sobie kobiety zamężne na czole między brwiami — cynober rozrobiony z proszkiem sandałowym. Czerwień oznacza energię sprawczą, działającą, śiakti, także przebudzoną energię erotyczną (proszkiem cynobrowym obsypuje się również posągi bóstw w świątyniach). Dzisiaj mężatki nie mają obowiązku nosić bindi, ale wciąż go tradycyjnie nakładają. Jest tak mocno zakorzeniony w tradycji, że pozostaje nieodłącznym elementem hinduskiego stroju kobiecego. Obecnie kupuje się gotowe przylepki, różnej wielkości, kształtu i koloru pasujące do stroju, nastroju i okazji.
DZIEŃ 13/14: Dwa dni to akurat dość czasu na zwiedzanie zagubionej w dżungli khmerskiej stolicy. Na obszarze Angkor Thomu zbudowano między IX a XIII wiekiem wiele hinduskich świątyń, które symbolizują kosmiczną górę Meru, ośrodek władzy i jednocześnie siedzibę bogów, na czele z gigantycznym Angkor Watem. Ale fascynują także mniejsze świątynie (Bayon, Ta Prohm, itd.), często porośnięte gęstą roślinnością w stylu Indiana Jones. Hipnotyczne wrażenie wywierają dawne bramy miejskie z wielkimi kamiennymi twarzami o namiętnych ustach i migdałowych oczach. Noclegi w Siem Reap.
Bogowie indyjscy zawsze występują w parach. Siakti-bogini może być samotna, samostanowiąca i samorządna (Durga, Ćamunda, Kumari, surasundari, Waiśnawi), ale bóg — nie. Nie ma ani jednego „samotnego boga”, bez pary, ponieważ nie mógłby wtedy działać. Musi mieć przy sobie swoją siakti.
Jest tylko twórcą dharmy, prawa naturalnego, zasad biologicznych i kosmicznych, a nie twórcą materialnej struktury wszechświata. Mimo że otrzymał postać starca z długą (białą) brodą o trzech twarzach (czwarta jest niewidzialna), nie oddaje mu się kultu i nie stawia świątyń, nie obchodzi świąt na jego cześć. Został Zapomniany. Stał się bogiem „papierowym” (zwrot M. Eliade'go). Przestał odpowiadać na zapotrzebowania religijne. Po okresie wedyzmu, bramini wprowadzili go do panteonu hinduskiego, ale nie udało się go tam utrzymać jako postać znaczącą. Kiedy murti przestaje być wielbiona przez wielbicieli, to znaczy, że jest im niepotrzebna.
Brahman nie jest tożsamy z Bogiem chrześcijan, którego opisuje się w jakościach pozytywnych, takich jak wszechmocny, wszechobecny, dobry, mądry. Bóg judeo-chrześcijański jest postacią, Bogiem osobowym, reprezentowanym na ziemi przez swego Syna, również Osobę. Brahmana opisuje się poprzez negację tego, czym nie jest, słynne neti-neti.
Bramini nigdy nie tworzyli i nie tworzą spójnej, jednolitej grupy, zobligowanej do jakiejś sformalizowanej „służby”. Żenią się, mają dzieci, pozostają zanurzeni w życiu z wszelkimi jego problemami natury etyczno-moralnej, borykają się z problemami finansowymi, zarabiają na życie, jedni lepiej, inni gorzej. Ponieważ w zasadzie nie wolno im wykonywać żadnych prac fizycznych, więc uplasowali się w tak zwanych zawodach intelektualnych i pracują jako profesorowie, lekarze, sędziowie i adwokaci oraz urzędnicy wszystkich szczebli drabiny społecznej. Kiedy bramin odprawia ważną ceremonię religijną, domowy rytuał czy pudżę, wtedy jest kapłanem. Kiedy przygotowuje posiłek, jest kucharzem, a kiedy wypieka chleb — jest piekarzem. Kiedy nie znajduje pracy — jest biednym braminem, a kiedy dobrze zarabia — jest bogatym braminem.
Najsilniejsze więzy maciczne występują w parach bliźniąt: brat-brat, siostra-siostra, brat-siostra. Te więzy nie mogą zostać zerwane, gdyż nie można zerwać czegoś, co nie zostało nawiązane, coś co było już odciśnięte w pamięci ciała, gdy rodzeństwo bliźniaków przyszło na świat. Jedyną parą, która realizuje koncepcję połączenia przeciwieństw męski-żeński jest para bliźniaków brat-siostra, archetyp pary.
Mówi się, że cesarz Asioka był dla buddyzmu tym, kim dla chrześcijaństwa Konstantyn Wielki. Po brutalnym rozprawieniu się z ludnością Kalingi (państwo we wschodnich Indiach, dzisiejsza Orissa) i jej całkowitym podporządkowaniu, w trakcie którego zginęło ponoć 50 tysięcy mieszkańców, Asioka z dynastii Maurjów zamknął się na długi czas w odosobnieniu. Do świata powrócił jako nowy człowiek. Przyjął dharmę Buddy, którą zapragnął rozprzestrzeniać w swoim państwie. Wspierał mnichów buddyjskich i fundował liczne klasztory. Prawdopodobnie podjął studia w znanym uniwersytecie buddyjskim w Takszasili, wielkim ówczesnym ośrodku medycyny i buddyzmu.
Tekst zostanie opublikowany we wrześniu 2008 r.
4. Wyrażam się we własnym imieniu, używając słowa ja — ja tego nie lubię, mnie się to nie podoba, mam duże zastrzeżenia… zamiast bezosobowych formuł typu — ale to głupie, to złe, to beznadziejne, dlaczego oni tego nie przyniosą, nie załatwią, nie zrobią, nie naprawią.
4. anahata — zielona, w stanie lotnym, o dwunastu płatkach lotosu, ulokowana w sercu. Łączy czakry dolne i czakry wyższe. Co najmniej od 3000 lat, od czasów leśnych mędrców, a później Buddy, ludzkość znajduje się na etapie rozwijania czakry serca; wszyscy mistycy, mędrcy i guru podkreślają konieczność świadomego otwierania się na miłość (nurt bhakti w Indiach, rozwijanie współczucia w buddyzmie, nauki Jezusa o miłości bliźniego). Na poziomie indywidualnym, słuchanie i patrzenie sercem to rozwijanie intuicji i przekraczanie ego, wyjście ku drugiemu. Na tym co najmniej poziomie sytuują się wszystkie świadome matki, niektórzy terapeuci i lekarze, a także wielu społeczników oraz wszyscy bez wyjątku prawdziwi guru (gdy wiedzie ich pycha i żądza władzy dusz, to znaczy, że ich świadomość pozostaje na poziomie trzeciej czakry). Trzeba podkreślić, że na Zachodzie człowiek w swej masie wciąż wycofuje się do poziomu czakry splotu słonecznego, czyli do poziomu dziecięcego infantylizmu i niebezpiecznego narcyzmu. Praca nad podniesieniem poziomu świadomości całego społeczeństwa wymaga czasu i ogromnego wysiłku ludzi przebudzonych.
Po dziesięciu latach studiów nad starożytnymi tekstami hindu wydał Zmieszanie się Dwóch Oceanów, tekst, który do dziś pozostaje najlepszym studium porównawczym dwóch wielkich religii subkontynentu indyjskiego, hindu i islamu. Po opublikowaniu tego dzieła muzułmańska inkwizycja ogłosiła Darę heretykiem, ateistą, hipokrytą i oportunistą. Dzieło to jest do dziś na liście lektur obowiązkowych w Santiniketan, szkole założonej przez Rabindranatha Tagore.
Można powiedzieć, że wszyscy hindusi zachowują się jak niewierny Tomasz, który musi dotknąć rany Chrystusa (istoty rzeczy), by uwierzyć. Jeśli nie zobaczą i nie dotkną, to nie wierzą.
2600-1800 p.n.e. — rozwój cywilizacji Doliny Indusu, zwanej też harappejską, z 70 wielkimi państwami-miastami, w tym Harappą, Mohendżo Daro i portem Lothal
Za patriarchalnych czasów wedyjskich starożytne boginie ustąpiły miejsca męskim bogom słonecznej mocy, ale kult siakti, energii żeńskiej powrócił ze zdwojoną mocą w epoce klasycznej i późniejszych. Literatura epicka i opowieści mitologiczne, Purany, przypominają imiona wszystkich starożytnych bogiń i nadają im formy ikonograficzne, znane do dziś. Od końca epoki buddyjskiej, czyli od około 200 lat p.n.e. aż do lat 1200 n.e. traktaty filozoficzno-religijne rozwijające kult siakti przyjęły ogólną nazwę tantry. Kult Wielkiej Bogini zaczął zapewne odradzać się na antypodach myśli buddyjskiej, całkowicie pozbawionej pierwiastka żeńskiego. Siaktyzm i tantryzm, nieco odmienne, ale oba odwołujące się do idei żeńskiej energii kosmicznej, centralnego tematu Devi-sutry z Rigwedy, X, 125, stały się osobnymi religiami, które objęły całe Indie i przetrwały do naszych czasów. W tekstach filozoficznych epoki klasycznej, siakti to Mahadevi, Wielka Bogini lub Mahamaya, Wielka Iluzja, która w wierzeniach ludowych przybrała w każdym regionie i w każdej wiosce inną postać ikonograficzną i inne imię, lecz najczęściej występując pod postacią Wielkiej Matki. Mahamaya jest tą, która daje życie, karmi i odbiera życie. Ale przede wszystkim pozostaje potęgą kosmiczną wprowadzającą świat w ruch, w życie.
Gdy człowiek postępuje zgodnie ze swoją dharmą, wtedy robi dobrze to, co ma zrobić — tancerz tańczy, garncarz garnki lepi, król rządzi, podróżnik udaje się w świat, handlarz handluje. Człowiek musi poddać się dharmie — starzec umiera, niemowlę krzyczy, dorosły bierze na siebie odpowiedzialność, wojownik — wystawia się na niebezpieczeństwo. Według tego samego prawa — rzeka płynie do morza, ptak śpiewa, słońce wschodzi i zachodzi, owoc dojrzewa, wulkan wybucha, fala uderza o brzeg, a ziemia kręci się. Prawo to rządzi tak ładem kosmicznym, jak i porządkiem społecznym oraz osobowym ego.
Walczył o wprowadzenie reprezentacji niedotykalnych do parlamentu indyjskiego, używając argumentu, że niedotykalni to dawni buddyści, którzy zostali podporządkowani, a następnie zniewoleni przez braminów. Utrzymywał, że pariasi i ludność plemienna są rdzennymi mieszkańcami Indii, a hindusi — „zdobywcami”. Nonsensy te, nie poparte żadnymi dokumentami, zostały świadomie wykorzystane przez Anglików, którzy przy każdej sposobności rozdzierali społeczeństwo na strzępy, by łatwiej zarządzać: niedotykalni, muzułmanie i hindusi osobno w parlamencie stanowili mniejsze zagrożenie niż ich wspólny front.
Drawidowie opracowali około 3300 p.n.e., po Egipcjanach i Sumerach, trzecie pismo i choć językoznawcom nie udało się odczytać pisma piktograficznego, to wiadomo, że było to pismo samorodne, bez żadnych wpływów ościennych (dlatego nie można go odczytać). Cywilizacja ta oparta była o system powiązanych ze sobą autonomicznych państw-miast, prowadzących regularną i ożywioną wymianę handlową z wszystkimi niemal ośrodkami ówczesnego świata. Brak centralnej władzy politycznej szedł w parze z brakiem jednej totalitarnej religii, we wszystkich znanych nam domenach życia cechowała ją wielka różnorodność. Dzięki glinianym tabliczkom sumeryjskim wiadomo, że kwitł handel z Mezopotamią, dokąd Drawidowie przywozili metale szlachetne, perły, kość słoniową, wyroby z miedzi, ceramikę i szkło. Wprawdzie nie znali koła, ale byli znakomitymi żeglarzami, a system kanałów i wielkie rzeki pozwalały docierać stateczkami w każde miejsce. Cywilizację tę można nazwać teokracją przemysłowo-kupiecką. Był to jeden z pierwszych w świecie regionów uprawy zbóż na wielką skalę, a potężne magazyny w centrum każdego miasta pozwalają przypuszczać, że zboże było „walutą” wymienialną na wszystkie inne niezbędne produkty.
Odziedziczył po Akbarze sprawnie funkcjonujące państwo bez długów, świetnie zorganizowany system podatkowy, skarb wypełniony po brzegi i dobrze wyszkolonych urzędników dworskich, którzy już potrafili służyć sprawie cesarstwa. Ich znaczenie za jego rządów wzrosło, ale sama władza cesarska była chwiejna. Cesarz często popadał w stany otępienia na przemian z napadami dzikiego despotyzmu. Wprowadził walki ludzi z dzikimi zwierzętami oraz walki słoni — słonie były głodzone i pojone wodą z cukrem, by rozsierdzone łatwiej wpadały w szał i „dzielnie” walczyły ze sobą, a także zawody w zapasach i szermierce. Mimo tego sadyzmu uchodził za władcę sprawiedliwego, zapewne dlatego, że w ogóle nie tępił religijnych tradycji hindu, a także wprowadził zwyczaj tak zwanego łańcucha: każdy kto poczuł się pokrzywdzony, miał prawo pociągnąć za zwisający z okna dżarokha łańcuch i przywołać cesarza, by się pożalić. Jego szczęk niewiele razy dochodził do uszu władcy…
Cała dżati może zmienić wyznawaną religię. I tak np. w stanie Maharashtra dżati niedotykalnych, wykonująca zawód rzeźników, przeszła w XIX wieku — jako cała grupa społeczna — na islam. Jednak w życiu codziennym i zawodowym niewiele to zmieniło, a i zakres ich obowiązków pozostał ten sam. Dżati zmieniająca religię nie cieszy się szacunkiem społeczności hindu, dlatego wszelkie konwersje, na islam czy na chrześcijaństwo, pozostają mocno podejrzane.
Wieśniacy z okolic Agry, którzy zbuntowali się przeciwko atakom ucisku ze strony Aurangzeba. Tak długo jak chodziło tylko o podatki, byli skłonni je płacić, ale kiedy cesarz zaczął niszczyć świątynie, podnieśli w 1668 roku krwawy bunt. Przestali uprawiać ziemię i płacić podatki, a zaczęli plądrować okolicę, biorąc odwet za zbytek cesarskich urzędników i religijne zbezczeszczenia, sił zaś dodawały im rodząca się świadomość upadku cesarstwa i poczucie bezkarności. Tak jak Radżputowie, z którymi byli zresztą skoligaceni, przyczynili się do odnowy hinduskich tradycji i religii. Formowali specjalne oddziały i przyjęli nazwę — Dżatowie (może zostali tak nazwani przez innych). Wieśniacy ci posuwali się do tego, że zabijali własne kobiety, by uchronić je przed gwałtem muzułmanów i z samobójczą determinacją atakowali oddziały mogolskie. U schyłku cesarstwa stali się tak silni i bogaci, że potrafili powstrzymać armię mogolsko-maracką liczącą 80 tysięcy zbrojnych.
Jedną z głównych cech charakterystycznych dżiwanmukty jest to, że znajduje źródło własnej mocy w sobie samym. Jest niewzruszony w sobie, przebywa poza sferą winy i kary, poza grą uczuć, które są chlebem powszednim każdego z nas. Inne cechy to — stałość emocjonalna, niewinność oraz pewność ducha. Ma moc powoływania uczniów i zatrzymania ich na dłużej, nawet po okresie chwilowego miłosnego uniesienia.
Jest to ta część człowieka, która domaga się wiecznej atencji, ochrony, uwielbienia i rośnie w pychę. Nie pozwala wejść w prawdziwy kontakt z innym, gdyż kieruje się sztywną hierarchią ważności, nie biorąc pod uwagę ani intuicji, ani uczuć. Ego jest zawsze anachroniczne, bo czerpie z pokładów starego doświadczenia wczoraj, zamiast być otwarte i nastawione na to, co pojawia się dzisiaj jako zupełnie nowe. Jest samotne, oddzielone, „wygnane”, a przez to właśnie cierpiące i nieszczęśliwe. Nie możemy od niego ani uciec, ani go porzucić. Możemy tylko radykalnie zmienić nasze nastawienie — ego wymaga miłości (kochaj samego siebie) i łagodnego traktowania, poszanowania i pieszczot, ale musi być trzymane w ryzach i za żadną cenę nie może nami kierować.
Port Goa utrzymywał bardzo ścisłe związki z Lizboną i stał się w drugiej połowie XVI i na początku XVII wieku najbogatszym portem świata, ośrodkiem handlu złotem i kamieniami szlachetnymi, a handel rozkwitł dzięki hinduskim kupcom z Hampi, stolicy Widżajanagaru oraz kupcom arabskim, pływającym tradycyjnie od wieków na Wybrzeże Malabarskie i zatrzymującym się w Goa na wymianę towarów. Niebywała świetność miasta trwała zaledwie 100 lat, gdyż w połowie XVII wieku zostało zdziesiątkowane powtarzającymi się epidemiami cholery. Choroby lęgły się z powodu braku dostępu do wody pitnej i fatalnych warunków sanitarnych — miasto ulokowane zostało na skalistym podłożu, co utrudniało, a nawet czyniło niemożliwym kopanie studni. Do dzisiaj Goa ma poważne problemy z wodą pitną. Ogromne przeludnienie miasta w okresie świetności stało się dlań zgubą. W połowie XVII wieku ówczesny władca miasta zarządził exodus i mieszkańcy zostali zmuszeni do przeniesienia się do Panadżi, położonego bliżej oceanu, u ujścia rzeki Mandovi. Z wyjątkiem kościołów, piękne jak z bajki domy kupców w Goa zostały rozebrane i zbudowano z nich dzisiejsze domy w Panadżi.
W Polsce nie było żadnego przewodnika, ani nawet mapy, a nieliczne artykuły prasowe, niepoważne i zamieszczane na ostatnich stronach gazet, powtarzały takie banały, stereotypy i slogany, że wiadomo było od razu, iż nie może w to wierzyć, a co dopiero uczyć się. Zdecydowana większość z nich prezentowała subiektywne emocje osób prywatnych wyjeżdżających do Indii z bardzo różnych, często nieuświadomionych powodów. Mnie nigdy nie interesowało to, co ktoś prywatnie przeżywa, spotykając sadhu ubranego w szafranowe szaty i wyciągającego rękę po jałmużnę, ani jakich doznaje uczuć podczas wschodu słońca nad Gangą. Mnie interesowała rzetelna wiedza o sadhu — skąd pomarańczowe szaty i dlaczego żebrze, o Gandze — dlaczego ta rzeka jest tak ważna dla religii hindu i dlaczego w językach europejskich przybrała rodzaj męski. Mnie naprawdę zainteresowała cywilizacja, która ma pięć tysięcy i więcej lat. A na jej temat praktycznie nie było (i nadal nie ma) żadnych poważniejszych analiz czy prób zrozumienia tej jakże innej, fascynującej rzeczywistości.
Uosabia mądrość i spryt życia codziennego, dawania sobie rady w drobnych sprawach, to on podsuwa tymczasowe, niebanalne, czasem humorystyczne rozwiązania — jest od „wiązania trampka gąsienicą, kiedy nie ma sznurówek”, zresztą wiąże koniec z końcem i skleja beznadziejne sytuacje, zapewniając ludziom choć odrobinę sukcesu. Bez jego błogosławieństwa nikt nie może dopiąć celu. Słoń potrafi przedzierać się przez dżunglę, więc wskazuje drogę podróżnikom, a jego szczurek przeciska się przez każdą dziurę i szczelinę, zawsze znajdując wyjście. Kochają go więc podróżnicy, kupcy, złodzieje, ludzie nauki i literatury. Jako opiekunowi sztuk pięknych, artyści składają mu ofiarę z kwiatów, pushpanjali.
Gayatri Devi odziedziczyła po matce wszystko — urodę i lekkość obejścia, talent w zarządzaniu dobrami, zaangażowanie w sprawy publiczne i orientację w sprawach politycznych, praktycznie cały majątek Gaekwarów z Barody i nawet zdrowy rozsądek. Podobnie jak jej matka potajemnie i wbrew woli rodziców wyszła za mąż za maharadżę z Dżajpuru. Dżaj był piękny, mądry i bogaty, a jeśli dwie pierwsze żony poślubił ze względów polityczno-rodowych, to śliczna Gayatri stała się wybranką jego serca. Została jego trzecią żoną, a ślub, którego matka długo nie mogła jej wybaczyć, a zwłaszcza tego, że jej córka została Jej Wysokością Trzecią, okazał się skandalem opisanym przez wszystkie londyńskie gazety. Po ślubie wrócili do Dżajpuru, gdzie Gayatri zamieszkała w zenanie, kobiecej części pałacu. Aktywnie włączyła się, podobnie jak większość dawnych władców Indii, do budowy Indii demokratycznych — została parlamentarzystką, wybraną największą ilością głosów.
Afganowie osiadli w Bihar, z dala od dworu cesarskiego, regularnie plądrowali okolice i choć nie mordowali lokalnych władców, to korzystali z ich bogactwa. Panną, na północnej granicy Gondwany, zarządzał Asaf Khan Abul Masdżid, rodowity Tadżyk, którego ojciec zabrał się z drużyną Babura aż na podbój Indii. Kiedy Akbar powierzył temu Tadżykowi misję podboju Gondwany, ziemiami Gondów zarządzała księżniczka z radżpuckiego rodu Czandela z Bundelkhand, rani Durgawati. Odpierała zwycięsko najazdy Afganów z Biharu, ale uległa szpiegom Tadżyka Asaf Khana, przebranym za wędrownych kupców…
Według hindusów, byt zewnętrzny i umysł (manas) posiadają trzy właściwości, są jakby splecione z trzech nici: tamas — bezwład i nietrwałość, radżas — pobudzenie i namiętność, sattwa — czystość, świetlistość, lekkość. Dzięki tej troistej koncepcji, religie hindu nigdy nie popadły ani w etyczno-moralny (manicheistyczny) podział na dobro i zło jak w chrześcijaństwie, ani w fatalizm instynktu życia przeciwko instynktowi śmierci jak w psychologii zachodniej.
Oddział Gurkhów brał udział w walkach z Tybetem w 1814 roku i spisał się tak dobrze, że Brytyjczycy już od początku XIX wieku zaczęli ich wynajmować do poruczeń i misji specjalnych w szczególnie trudnych regionach i niebezpiecznych sytuacjach. Z dziesięciu pułków jakie znajdowały się w armii brytyjskiej w 1947 roku, cztery zostały przejęte przez Anglików, a sześć pozostało w Indiach. Brytyjscy Gurkhowie składają przysięgę wierności Koronie Brytyjskiej; brali udział w wojnie o Falklandy w 1982 roku. Gurkhowie indyjscy składają przysięgę wierności rządowi Indii; wysłano ich przeciwko Tamilskim Tygrysom na Sri Lance i na Malediwach. Ayo Gurkhali to budzący grozę średniowieczny okrzyk wojenny towarzyszący wyciąganiu noży kukri, a płynąca krew, nektar Mahakali, jest do dziś poświęcana bogini Kali.
W Indiach, dzieci z warny braminów oddawane są na naukę do guru i to właśnie nadaje im statut drugi raz narodzonego. Rytuał przejścia polega na symbolicznej „śmierci” dziecka i jego ponownych narodzinach. Guru jest nową matką i przekazuje dziecku swą moc-opiekę w formule mantry inicjacyjnej. To także wzbudza podejrzliwość na Zachodzie, gdzie dziecko jest traktowane jak bezwzględna własność swoich rodziców, którzy wychowują je jak chcą i zgodnie z własnym (niekoniecznie akceptowanym społecznie) systemem wartości. Wszelkie wtrącanie się osób trzecich w proces wychowawczy jest piętnowane i traktowane jako naruszenie własności osobistej. Rodzice nie chcą, by nauczyciel miał na dziecko większy wpływ niż oni. Na Zachodzie, więź matka-dziecko wyradza się często w związek toksyczny, właśnie dlatego, że postać matki jest zbyt ważna, jedna jedyna i ustanowiona „raz na zawsze”. Gdy dziecko nie potrafi „porzucić” swej matki, by iść w świat i ustanawiać nowe, równie ważnie, a może dla rozwoju duchowego ważniejsze więzi, zatrzymuje swój rozwój wewnętrzny.
Pomagał Ramie odnaleźć Sitę, gdy została porwana na Sri Lankę i był głównym, obok Ramy, bohaterem wielkiej bitwy, w której Rawana i jego rakszasy zostały całkowicie rozbite. Po bitwie Rama chciał zapłacić Hanumanowi za usługę, ale ten odmówił, ciesząc się jednak, że został potraktowany jak dowódca małp, a nie jak sługa niewolnik, któremu nigdy się za usługi nie płaci. Odtąd służył Ramie bezgranicznie oddany i wierny.
Pytanie o liczbę bogów w religiach hindu jest bezzasadne, gdyż rzeczywistość boska mieni się niezliczoną ilością aspektów. Część opracowań, artykułów, podręczników, przewodników i słowników, powtarza z uporem, że w Indiach jest 330 milionów bogów. Kiedy Indie odzyskały niepodległość i rozpoczęto poważne prace badawcze na temat indyjskiej religijności, wciąż pytano hindusów: ilu macie bogów? Ktoś wreszcie odpowiedział — bogów jest tylu, ilu mieszkańców Indii. A że w 1947 roku było w Indiach 330 milionów mieszkańców…
Historycy twierdzą, że nic nie osiągnął, bo przedkładał towarzystwo mistyków muzułmańskich nad żołnierzy. W 1544 roku stracił Indie na rzecz władcy afgańskiego Szer Szacha i mozolnie budowane przez Babura państwo stanęło na krawędzi katastrofy. Humajun udał się na wygnanie na dwór szacha Persji, gdzie spędził dziesięć lat, osiągnąwszy znakomitą wiedzę o kulturze perskiej i architekturze Timurydów w Samarkandzie i Heracie. Udało mu się zebrać „drużynę” i cudem odzyskać w 1555 roku skrawek Indii wokół Delhi.
hinduski, hinduska — przymiotnik odnoszący się do obyczajów hindusów — wyznawców religii hindu lub Hindusów — mieszkańców Indii sprzed 1857, mówimy hinduska świątynia, hinduski strój, hinduski obyczaj, hinduskie święto (w opozycji do: święto muzułmańskie, chrześcijańskie, buddyjskie).indyjski, indyjska — przymiotnik określający to, co należy do porządku politycznego, administracyjnego, rzadziej religijnego, choć mówimy wciąż indyjscy bogowie (zamiast hinduscy) w znaczeniu „bogowie całego kontynentu”. Jest indyjski premier, indyjski czas, indyjski pociąg, indyjska sztuka i architektura, indyjski strój. Ale nie ma czegoś takiego, jak na przykład indyjska świątynia, gdyż każda religia inaczej nazywa swoją świątynię — mandir, meczet, wihara, gurdwara, kościół, tirtha, ghat, synagoga, etc.
Moje podróżowanie jest wciąż na nowo stawianym pytaniem: Indie, co to znaczy? A także: Co Indie znaczycie dla mnie?
DZIEŃ 12: Waranasi: o wschodzie słońca przejażdżka łodziami po świętej rzece Gandze, spacer po ghatach i starym mieście. Powrót do hotelu na śniadanie. Przejazd do Sarnath, gdzie Budda po doznaniu Przebudzenia wygłosił pierwszą naukę do pięciu ukochanych uczniów zebranych w Parku Łani, znaną jako „pierwszy obrót koła praw”. Muzeum Archeologiczne z kolumną Asioki i słynnymi lwami, godłem Indii. Emporium tak zwanych „brokatów z Waranasi”. Po południu czas wolny. Wieczorem — wspaniała pudża na Dasaswamedh ghat (riksza 150 rupii). Nocleg w Waranasi.
DZIEŃ 6: Przejazd do Tiruczirapalli, 55 km). Wejście po 437 stopniach do kaplicy Fort Rock, zawieszonej na osiemdziesięciometrowej skale, skąd rozciąga się widok na całą okolicę. Zwiedzanie miasta-świątyni Srirangam otoczonej siedmioma murami obronnymi i dwudziestu jeden gopuram, jednej z największych w Indiach. Czas wolny na wałęsanie się po bazarach i sklepach. Po południu, przejazd do Maduraj (130 km) — zwiedzanie świątyni Meenakshi. Czas wolny na zakupy i kolację. Wieczorna pudża — powrót do świątyni na procesję posągu Śiwy, który bramini przenoszą na noc do jego małżonki, bogini Parwati. Pożegnanie z wielkimi świątyniami południowych Indii. Nocleg w Maduraj.
Le maître et le thérapeute to pierwsza publikacja, wydana przez Albin Michel w 1991 roku, owoc pięciu lat badań, ukończonych dysertacją doktorską. Jest to prowokujące i bardzo krytyczne wobec współczesnych europejskich terapeutów dzieło, porównujące rolę i znaczenie mistrza duchowego i terapeuty. Guru spotyka osoby wyjątkowo zdrowe psychicznie, gdyż świadome swego rozwoju duchowego i (w Indiach) dążące do wyzwolenia, natomiast terapeuta spotyka osoby o umyśle zagubionym, niekiedy zaburzonym patologicznie, „pacjentów” nieświadomych swego duchowego potencjału i jego umysł zostaje zainfekowany, skażony. Autor przejechał całe Indie wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu autentycznych mistrzów duchowych, opisuje ich pracę z uczniami, a także ostrzega przed tymi, których nie sposób obdarzyć zaufaniem ze względu na drobne, nieczytelne dla profana, patologie.
Linearny diagram używany do medytacji. Podstawową jantrą jest trójkąt równoboczny z kropką bindi w środku, ku któremu kieruje się uwaga całej świadomości. Bywa kombinacją wielu trójkątów, ale zawsze z bindi w środku, jako miejscem skupienia energii.
Nie oczekuj — nigdy i nigdzie nie wydarzy się to, czego oczekujesz, a zawsze i wszędzie wydarzy się to, czego wcale się nie spodziewasz. I to jest właśnie prawdziwa przygoda.
Łukasz pisze dalej, że Rodzice zabrali Jezusa do Nazaretu i „był im poddany” i „czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi”. Któregoś dnia znów poszedł do świątyni, ale tym razem nie wrócił do domu. Maria szukała go jak zwykle. Być może zagubił się w kolorowym tłumie handlarzy drobiazgów i doktryn religijnych, nauczycieli, mistyków, nawiedzonych mędrców, rozhisteryzowanych kobiet i płaczących dzieci. Z kim poszedł? I gdzie? Z jakim Nauczycielem? Czy spotkał joginów? Szalonego męża czy leśnego mędrca riszi ze Wschodu? Czy gromadkę wędrownych mnichów, od których roiło się w świątyniach?
Mówi się, że każde słowo sanskryckie ma teoretycznie 32 znaczenia, przystosowane do 32 nauk podstawowych, ale w takich naukach jak na przykład muzyka, astronomia czy medycyna, jedno słowo sanskryckie ma to samo znaczenie, gdyż struktura tych nauk jest taka sama. Wschodni system myślenia dąży do utrzymania wspólnej podstawy dla wszystkich nauk, podczas gdy zachodni — pokawałkował całą rzeczywistość na zupełnie osobne światy (poszczególne nauki), a słowa nabrały zupełnie innych znaczeń dla każdej odrębnej rzeczywistości naukowej.
Uważał, na przykład, że nasza pamięć jest magazynem przeszłości, z którego stale czerpiemy jakieś idee, zamiast żyć. Struktura wzmacnianego w naszych społeczeństwach ego prowadzi nie do pokory, lecz do władzy, nie do miłości, lecz do nienawiści. Poczucie oddzielenia od podłoża duchowego sprawia, że człowiek Zachodu bardziej ufa słowu niż rzeczywistemu doświadczeniu. W ogóle uważał, że wypracowana przez nas koncepcja człowieczeństwa jest czystą abstrakcją. Zauważył, że nie potrafimy żyć.
Największe zainteresowanie jogą na Zachodzie zaczęło się wtedy, gdy zauważono jej możliwości powstrzymania procesów starzenia się. Zachód jest opętany ideą conservatio, w tym przypadku zachowaniem młodości i zdrowia. Jeśli więc joga zyskuje u nas rację bytu, to nie dlatego, że wyzwala, lecz dlatego, że administruje kolejny narkotyk — utrzymanie młodości i zdrowia (na wieczność?). Praktyka jogi na Zachodzie nie bierze pod uwagę całości systemu filozoficznego, z którego się zrodziła. Trzy z cytowanych przez Eliadego pojęć-kluczy — karma, maja i nirwana — pozostają kompletnie obce naszej umysłowości. I tak długo jak są obce, nie można mówić o nawet wstępnym rozumieniu tego, czym jest joga.
Dzięki pomocy maharadży z Kasimbazar założył w 1918 roku szkołę w Ranczi, której program nawiązywał do nauk starożytnych riszich. Był absolutnie przekonany, że tylko wartości etyczno-moralne i duchowe dają człowiekowi szczęście. Zakres nauczania obejmował przedmioty praktyczne z rolnictwa, przemysłu i handlu oraz podstawowe wiadomości teoretyczne. Uczniowie uczyli się jogi i medytacji, a od 1916 roku przyjęto Jogodę, specjalnie przygotowany przez Joganandę program rozwoju wewnętrznego uczniów. Szkoła ta stała się znaną na całe Indie instytucją, a pod ogólną nazwą Jogoda Sat-Sanga rozwinęły się filie w Midnapore, Lakszmanpurzez i Puri. Siedziba główna w Ranczi prowadzi do dziś oddział medyczny, który bezpłatnie otacza opieką ubogich mieszkańców okolicznych wiosek. Ten sam ruch został na Zachodzie nazwany Self-Realization Fellowship.
Joni jest przyrównywana do kosmicznego jaja, z którego narodził się „pan stworzenia”. Jajo i każda forma kolisto-owalna, Ziemia i planety, Słońce, Księżyc, jest całością zawierającą uformowany system. Jajo jest symbolem materialnej realizacji, pierwszym stadium bytu, zalążkiem stworzenia. Lecz nie wystarczy „dać życie” — funkcja lingamu — należy je także ochronić i wykarmić — to symboliczna funkcja joni. Wykarmienie, doprowadzenie do dojrzałości jest równie ważne jak urodzenie.
Kiedy zmarł w Gudżaracie, muzułmanie i hindusi pokłócili się o jego ciało: jedni chcieli go pochować, drudzy — spalić, więc uzgodnili, że przetną ciało na pół. Legenda niesie, że kiedy podniesiono całun skrywający ciało, znaleziono stertę kwiatów. Muzułmanie pochowali połowę, a hindusi spalili resztę.
Najważniejsza część Kamasutry to 64 pozycje splotów i uścisków ciała pozwalające osiągnąć najwyższe zadowolenie. Osiem omawianych tematów to: uścisk, pocałunek, pieszczoty palcami i drapanie paznokciami, gryzienie, odpoczynek, krzyki i westchnienia, odwrócenie ról męskiej i kobiecej oraz pieszczoty ustne, a każdy z rozdziałów traktuje o ośmiu różnych sposobach uzyskania przyjemności. Jeśli w sztuce kochania konieczna jest różnorodność, to dlatego, że pragnienie budzi się dzięki różnorodności sposobów. Lecz gdy nie ma miłości między kochankami to i 64 pozycji będzie za mało. Dlatego kurtyzany, ostrzega autor, znające niezliczoną ilość technik miłosnych mają takie wzięcie. Kurtyzana była kobietą poszukiwaną, gdyż doznawała swobodnej rozkoszy seksualnej, a w środowisku mówiono o niej z… rozkoszą.
Pojęcie karmy, podobnie jak pojęcie reinkarnacji, pojawia się spontanicznie w naszym kręgu kulturowym i zaczyna wywierać pewien wpływ. Modyfikuje, na przykład, zapędy terapeutów do wnioskowania o problemach pacjenta na podstawie historii jego obecnego życia, gdyż okazuje się, że część naszych zachowań jest zupełnie niezrozumiała i zaskakująca. W wielu terapiach mówi się zatem o złogach karmicznych — pewnej puli modeli zachowań przyniesionych ze sobą na świat nie wiadomo skąd. Zgodnie z intuicją nowoczesnych psychologii, karma to zespół nie rozwiązanych problemów wewnątrzpsychicznych.
DZIEŃ 9: Wcześnie rano wyjeżdżamy w kierunku Doliny Nubra, 150 km, 6 godzin jazdy. Podążamy najwyżej na świecie położoną drogą przejezdną aż do przełęczy Khardung La (5602 m). Fantastyczne widoki na Stok Kangri i majestatyczny zjazd do wiosek Khardang i Khalsar, dalej wzdłuż rzeki Shayok aż do spotkania z himalajskim potężnym potokiem Nubra. Zwiedzamy gompę Samthaling. Kolacja przy świecach oraz przymusowe oglądanie gwiazd, gdyż nie da się spać pod tak pięknym niebem, ale wreszcie gdy gwiazdy zbledną, usiłujemy zasnąć w luksusowych namiotach w bazie w Sumer.
Kobieta rozwija czakrę serca nie tylko mentalnie poprzez wzbudzanie ciepłych uczuć do swego dziecka, ale wręcz fizycznie. Karmiąca pierś wzbiera ogromną energią, zwaną erosem, libido, śiakti, wypełniając czakrę serca i dając kobiecie poczucie mocy kochania całego świata, nie tylko swojego dziecka. Nawet jeśli kobieta nie karmi, ale trzyma dziecko na kolanach, to już następuje ładowanie baterii. W Indiach do trzeciego roku życia dziecko przebywa niemal cały czas w ramionach matki, najczęściej w rozkroczu jej nóg. Dzięki karmieniu piersią dzień po dniu dziecko dotyka, masuje, czasem uciska, czakrę anahata, która w ten sposób przeobraża się. Świadoma praca, jaką może na tym etapie wykonać kobieta, to przejście od miłości do własnego dziecka do miłowania całej ludzkości. Nad tym pracują wielcy nauczyciele, guru, którzy czerpią swą moc właśnie z tego aspektu archetypu matki (guru jest dla ucznia jak matka, ponieważ przeprowadza do nowych narodzin).
Oryginalnie miał 191 karatów, ale w 1852 roku został na rozkaz królowej Wiktorii pocięty przez złotników holenderskich, co Hindusi uważali za barbarzyństwo, bowiem według nich kamienie, a zwłaszcza takie kamienie, posiadają duszę i nie wolno ich kaleczyć. Londyńska firma jubilerska Garrad's sprowadziła z Amsterdamu wybitnego szlifierza i zleciła oszlifowanie diamentu w płaską rozetę. Dziś ma już tylko 109 karatów. Nie jest ani największym, ani najpiękniejszym diamentem świata, ale jego niezwykła indyjska historia oraz bezprawne przywłaszczenie klejnotu przez królową Wiktorię sprawiają, że należy do najczęściej wspominanych klejnotów świata.
Wszyscy Czolowie wielbili boga Śiwę, ale wzorowa tolerancja religijna była filarem ich państwa. Okres między X a XIII wiekiem został uznany za jeden z najlepszych okresów w dziejach sztuki indyjskiej, kiedy brązy osiągnęły najwyższy kunszt nie mając sobie równych. Śiwa tańczący pod postacią Nataradży, i związana z nim mitologia kosmicznego tańca, na trwałe zdobył sobie miejsce w religii wszystkich hindusów. W Indiach północnych, Śiwa medytuje na szczycie świętej góry Kailasy, w pokrytych śniegiem Himalajach, w Indiach południowych — tańczy w ekstazie i uśmiecha się do ludzi. Za czasów Pallawów życie religijne zdominowali buddyści i dżiniści, a ulubionym bogiem władców stał się Wisznu, występujący często pod tajemniczą postacią kobiecą, nazywany wtedy Mohini. Koczownicy mieszkający na rubieżach państwa nie ulegli braminizacji, pozostając przy wierzeniach animistycznych. Tolerancja religijna nadal była regułą.
Murti Kriszny, jego postać, jest też jedną z najbardziej skomplikowanych, ukazuje wielość aspektów niekiedy wewnętrznie sprzecznych (wojownik nawołujący do zniszczenia/radosne niewinne dziecko) odbiegając zarówno od nieskomplikowanej postaci Wisznu, którego jest awatarem jak i od spójnej i jednoznacznej postaci Ramy. W różnych regionach Indii przybiera różne twarze, jest wielbiony pod wieloma imionami i sławiony w mitach o różnej treści. Niewątpliwie jest w Indiach jedną z największych mocy boskich, ukazując się wielbicielom pod taką formą, jaką oni sami sobie wybiorą i jakiej oczekują. I dla nich jest wtedy Najwyższym Objawieniem, Jedyną Boską Rzeczywistością, Potęgą Świata — Iśwarą.
Hampi było wtedy jednym z najwyśmienitszych ośrodków handlowych na świecie. Wspaniałe świątynie przyciągały pielgrzymów, którzy podczas świąt religijnych przysparzali bogactwa braminom oraz przyświątynnym kupcom. Wszystkie praktycznie budowle były zorientowane na handel — świątynie miały długie perystyle, swoiste forum romanum, gdzie kwitło codzienne życie i wymiana towarów. Hampi było też stolicą religijną Widżajanagaru, a w świątyniach śpiewały, grały na instrumentach i tańczyły słynne devadasi, boskie służebnice, organizujące teatralne widowiska mniej religijne, a bardziej mitologiczne i uprawiające zapewne nierząd. Kult Wisznu charakteryzował się mniejszym natężeniem emocjonalnym i religijnym oddaniem, był za to bardziej radosny i zwyczajnie ludzki.
Krowa związana jest przede wszystkim z kultem boga Kriszny, który spędził dzieciństwo i młodość wśród pasterzy krów. Przedstawia się ją jako białą, śliczną, idylliczną jałówkę z oczami łani, a Krisznę jako młodego pasterza — Gopal, Gowinda — grającego na flecie. Krowa jest reliktem najstarszej warstwy kulturowo-religijnej Indii, dziś trudno więc zrozumieć jej niezwykłość. Dla nas krowa jest nazbyt pospolitym zwierzęciem, a odzwierciedla życie na wsi, które obarcza się takimi epitetami jak: bieda, zacofanie, brud, gnuśność i prymitywizm.
Śiakti człowieka (eros, libido) jest uśpiona i leży u podstawy kręgosłupa, jak wąż zwinięta trzy i pół razy, pięć razy lub osiem razy wokół najniższej czakry. Nazywa się ją często energią wężową. Obudzona kundalini wznosi się centralnym kanałem energetycznym, przechodząc od podstawy kręgosłupa przez wszystkie czakry do szczytu głowy, gdzie przebija się do czystej świadomości.
Były trzy rodzaje lasu: shrivan — dający bogactwo, tapovan — pozwalający prowadzić życie medytacyjne i mahavan — dający schronienie dzikim zwierzętom. Shrivan należał do wioski. Społeczność opiekowała się swoim zagajnikiem zbierając to, co las po prostu dawał — korzonki, zioła, leśne owoce, chrust, paszę dla zwierząt domowych, mech do budowy chaty. Wieśniacy strzegli czystych źródeł jako miejsc szczególnie świętych. Las trzymał wilgoć, a ludzie szukali w lesie schronienia przed upałem, przychodzili odpocząć po pracy, świętować i odprawiać rytuały. Zasady eksploatacji były rygorystycznie określone i przestrzegane, gdy ktoś wyciął, na przykład, jedno drzewo na budowę domu, sadził pięć nowych. Shrivan był lasem przyjaznym, przestrzennym, w którym nie sposób było się zgubić. Dzieci bawiły się samotnie lub w grupkach, ale bez kurateli dorosłych, znały każde schronienie zaprzyjaźnionych zwierząt. Jedynym niebezpieczeństwem były węże.
Bardzo ważną informacją, podawaną konsekwentnie do publicznej wiadomości, jest liczba kobiet przypadająca na 1000 mężczyzn w każdym stanie, dla całych Indii wynosi ona 933. Każdy stan musi prowadzić rządowy program zmniejszający liczbę nie dopuszczanych do życia dziewczynek i rozliczać się z wyników w stosownym ministerstwie w Delhi. Od czasu opublikowania tych wyników, rządy stanowe podjęły rzeczywiste wysiłki, by sytuację zmienić.
Boska gra polega na tworzeniu iluzorycznej rzeczywistości, która bawi się z nami w chowanego, igra naszym losem, podsuwa nieprawdziwą ocenę sytuacji, żartuje, wymiguje się i stwarza świat pozorów, a trwa wiecznie. Gra bogów, poprzez którą ukazują oni nietrwałą, zmienną rzeczywistość, przez człowieka braną za prawdę, lecz jest to tylko złudzenie.
Lingam osadzony na joni jest w Indiach znakiem wszechobecnym — pozwala dzieciom zrozumieć od najmłodszych lat potęgę erotycznej siły, która porusza świat. Widoczny i odczuwalny jest wśród Indusów brak katastrofalnego w skutkach tłumienia i wyparcia „tych rzeczy” (angielski purytanizm wziął górę tylko w niektórych kręgach społecznych, jak środowisko braminów i nuworyszy). Dziecko nie jest wyizolowane od seksualnych aspektów życia, buduje się wokół niego dyskretną wstydliwość, ale nie stawia murów zakłamania i nieobecności tematu. Dotykanie lingamu przez chłopczyków, a joni przez dziewczynki nie wzbudza niczyjego (niezdrowego) zdziwienia, ot, każdy musi siebie dogłębnie poznać…
najpiękniejsze w Indiach są dzieci; niesztywne;giętkość ich doprowadza do drżenia, bo to jak wspominać coś, co się utraciło.mam wrażenie, że dzieci europejskie są usztywnione, grube i niemrawe;a blask ich oczu zgasł przed ekranami telewizorów…uśmiech dzieci Indii jest tak naturalny, że wprowadza w stan całkowitej radości,bez powodu… a ponieważ jest ich tu tak dużo, śmieję się cały czas:))))
Obuwie — najlepsze są sandały sprawdzone czyli „rozchodzone”, takie na wyższej, płaskiej podeszwie; dobrze też nosi się obuwie zamknięte, ale płócienne, przewiewne. Paniom absolutnie nie polecam butów na obcasach. Przed wejściem do świątyni hindu, do meczetu czy do gurdwary należy zdjąć obuwie — hindusi i buddyści chodzą boso, wyrażając w ten sposób szacunek dla bóstwa. Jeśli kontakt z zimną posadzką byłby dla Państwa nieprzyjemny, to proszę zabrać stare skarpety i nosić je zawsze w kieszeni lub w bagażu podręcznym. Przed wejściem do niektórych sklepików również zdejmuje się obuwie.
Po skończonym dniu pracy, zamiast odpoczywać i spać, chodziła nad morze lub do świątyni i całymi nocami medytowała, śpiewała i mantrowała. Jej obyczaje wzbudzały podejrzliwość, temperowaną jedynie wielkim oddaniem i miłością do ludzi — zawsze jeszcze znajdowała czas, by odwiedzać starych i chorych, którzy zwierzali się jej ze swych nieszczęść, przede wszystkim braku miłości i opieki swych dorosłych dzieci. Obserwując egoizm ludzkich zachowań Sudhamani upewniała się, że jedyną stałą wartością w świecie jest bezwarunkowe oddanie się miłości boskiej. Droga, na którą wstąpiła w tak młodym wieku, prowadzi ją do dziś — pragnienie uwewnętrznienia w sobie boskiej miłości i oddania się ludziom.
Ma Ananda Mayi, Matka Wypełniona Szczęśliwością, od najmłodszych lat promieniowała magnetyczną siłą przyciągania, która większości jej wielbicieli dawała pewność, że w Mataji — Ukochanej Matce — objawia się Bóg. Miała też moc powoływania uczniów i wiele osób pozostało przy niej nawet wbrew swoim oczekiwaniom. Często, zwłaszcza w młodym wieku, doznawała religijnej ekstazy, pogrążała się w samoistnym stanie samadhi, tańczyła na koniuszkach palców z wyrazem błogości i uwielbienia na twarzy. Od zarania podążała spontanicznie drogą wedanty, niedwoistości. Nie pobierała nauk od żadnego guru, czerpała je z boskiej intuicji.
Mahabharata ukazuje wojnę jako jedyny sposób rozwiązywania przez mężczyzn konfliktów społecznych. Co więcej, wojna jawi się jako najlepszy sposób ostatecznego rozwiązania konfliktu — apokaliptycznej zagłady. Nawet bóg Kriszna nawołuje do wojny niszczącej stary świat. By mogło powstać nowe, stare trzeba totalnie zniszczyć, obrócić wniwecz, świat wypalić i zatopić, nie pozostawić kamienia na kamieniu i wszystko zacząć od początku. Ksiatrijowie zawiedli zakłócając namiętnością porządek świata, więc trzeba ich wszystkich unicestwić. Nawet bóg Kriszna nawołuje do bratobójczej wojny.
Wszystko, co łączy się z obrazem maharadży należy dziś do sfery mitu i ludowej imaginacji, ale trzeba pamiętać, że jest to mit pospołu angielski i nierozerwalnie związany z panowaniem Brytyjczyków na subkontynencie indyjskim, którzy o swojej władzy mówili zresztą Radż brytyjski. Bogactwa maharadżów niewątpliwie powstały dzięki ekonomicznej polityce kolonizatorów, którzy wprowadzili nowe sposoby zarabiania pieniędzy, rozbuchali potrzeby i wspierali egzotykę, by z niej bez żenady korzystać. Ekscentryczne przyjęcia, widowiska i polowania w oprawie monarszej, wizyty księcia Walii i jego świty oraz innych dostojników Korony były na porządku dziennym. Angielska arystokracja zabiegała o uczestnictwo w każdej ekstrawagancji, nierzadko fałszując i podrabiając nazwiska na zaproszeniach.
Gandhi chciał za wszelką cenę powrócić do czasów sprzed kolonizacji Anglików, a nawet sprzed inwazji Wielkich Mogołów i odrestaurować Indie w ich kształcie niemal mistycznym. Dlatego tak ostro występował przeciw własności prywatnej i doprowadził do oddania ziemi wieśniakom. Uważał, że warny są tworem boskim, a nie umową społeczną, dlatego przetrwają każdą narzuconą przez obcych strukturę polityczną, w tym również demokrację typu europejskiego, której świt przyszło mu było oglądać…
W filmie Mały Budda Bertolucci przedstawia maję jako śliczną uliczną tancerkę, która nagle zjawia się przy bramie, gdy młody książę Siddhartha opuszcza przypadkowo pałac ojcowski. Zwinnym, pięknym ciałem i tańcem rąk kusi młodego mężczyznę, przywołując go do siebie. Lecz za każdym razem, gdy Siddhartha pragnie jej dotknąć i pochwycić, tancerka rozpływa się, znika. Potem znów pojawia się tuż-tuż przed nim, w blasku słońca, by równie prędko przepaść w ponurym zaułku. Książę biegnąc za tancerką oddala się od domu tak daleko, że powrót staje się niemożliwy. Książę nigdy już nie powróci do pałacu, ale przestanie gonić tancerkę-ułudę. Kiedyś porzuci ją ostatecznie.
Indyjskie przysłowie mówi, że małżeństwo układane jest w niebie. Życie rodzinne jest w Indiach najwyższą wartością, stąd dobór małżonków tradycja przekazuje rodzicom i krewnym. Tradycyjne małżeństwa aranżowane są w obrębie jednej kasty, choć nie jest niemożliwe, i nigdy nie było, poślubienie kogoś spoza własnej kasty — przykład Małgosi i Kumara jest tu znamienny. Los kobiety po ślubie pozostaje w rękach męża. Rodzice przekazują córkę nowej rodzinie wraz z posagiem, ale bez prawa do dziedziczenia dóbr po śmierci rodziców. Zabezpieczeniem kobiety jest złota biżuteria, którą w razie potrzeby musi ona spieniężyć.
Funkcjonuje sam dla siebie, bez określonego celu, a napędzany siłą namiętności sprawia, że myśli narzucają się, przypływają bezwiednie i kotłują. W umyśle automatycznym powstają skojarzenia przez większość czasu mało interesujące i nietwórcze oraz zaburzenia biegu myśli zwane „dyfluencją”, rozpływaniem — zamiast trzymać się jednego zagadnienia, myśl niepostrzeżenie przeskakuje do skojarzeń bliskoznacznych. Przechodzi nagle z jednej skrajności w drugą, często z domieszką ironii, goryczy i złośliwości.
Okrąg nakreślony na piasku lub ułożony z kamieni był pierwszą świątynią, przestrzenią sacrum, w którą człowiek wkraczał z czasu i przestrzeni profanum. Mandala stała się jednym z najważniejszych schematów graficznych występujących w tybetańskiej mistyce i sztuce. Jednak pochodzi z Indii: pojawia się we wszystkich niemal kamiennych świątyniach aryjskich, wykorzystana na wiele geometrycznych sposobów, a najpiękniej przedstawione na plafonach mandapy (kwadratowe zadaszenie wsparte na czterech kolumnach).
Istnieją ogromne ilości formuł bardziej lub mniej sakralnych, mistrz duchowy może utworzyć dla swojego ucznia specjalną kompozycję znaczeniowo-dźwiękową, której brzmienie i znaczenie musi zostać zachowane w tajemnicy (ochrona energii).
Maraccy książęta, pochodzący często z rodzin o niskim statucie społecznym, poświęcali znaczną część dochodów na wspieranie wszystkich religii hindu. Otaczali opieką świątynie i miejsca starożytnych kultów, organizowali pielgrzymki i święta, po okresie dominacji islamu i dławienia hinduskiej religijności przez sułtanów i wezyrów odnowili poczucie przynależności do wielkiej starożytnej kultury hindu.
O swojej pracy mówiła, że to nie dobroczynność (takie słowo nie istnieje w językach indyjskich), lecz miłość akceptująca, bhakti. Bardzo indyjskie w jej pracy było wyrażanie miłości poprzez dotyk — dotknięcie zbolałego ciała biedaka czy chorego na trąd wymaga od Sióstr niezmierzonych pokładów miłości i pełnej akceptacji, ale też wysokiej świadomości i wiedzy psychologicznej. Całkowite poddanie się woli Boga, bez oceniania i nawet bez rozumienia tego, dlaczego zostało się powołanym, działanie na rzecz drugiego człowieka, przekroczenie własnego Ja oraz ułudy świata wewnętrznego na rzecz realności świata zewnętrznego w całej jego nędzy i brutalności — oto droga Matki Teresy i jej Sióstr.
Wyhamowanie działania tego umysłu owocuje mniejszym ubytkiem energii, gdyż komentarze i krytyka rzeczywistości pochłaniają ogromne ilości energii psychicznej. Gdy manas jest zatrzymany, rozpada się mur bzdurnych myśli, mniemań i opinii, odgradzający nas od rzeczywistości — wtedy dopiero możemy nawiązać z nią prawdziwy kontakt, a przede wszystkim prawdziwy kontakt z drugą osobą. Umiejętność zatrzymania manasu, co nazywane jest nie-myśleniem, jest umiejętnością jak każda inna i można się jej nauczyć poprzez medytację.
Celem hinduskich pielgrzymek jest tirtha, bród, miejsce, gdzie świat boski styka się ze światem ziemskim. Dżinijskiego proroka nazywano tirthankara, twórcą brodu; to nauczyciel, który przygotowuje uczniów do przejścia na drugą stronę. Są to również miejsca zstąpienia bogów i awatarów boskich na ziemię. Tradycyjną, klasyczną tirthą jest ghat — brzeg rzeki, miejsce rytualnych kąpieli i kremacji zwłok. Tirthą może być cała rzeka (Ganga, Kaweri), wyjątkowa góra (Arunaczala, Kailasa), jezioro (Manasarowar, Puszkar), brzeg morza (Kanyakumari) lub miejsce związane z pobytem wielkiego nauczyciela. Najczęściej w takim miejscu znajduje się świątynia, ale nie musi to być regułą. Równina Kurukszetra jest tirthą, przypominającą Wielką Bitwę Bharatów, ale nie ma tam żadnego sanktuarium.
Drawidowie, prawdopodobnie autochtoni, mają skórę bardzo ciemną, hebanową, a nawet całkiem czarną, ale twarze bez rysów negroidalnych; są niscy i drobni, zamieszkują całe Indie południowe. Na pograniczu północno-wschodnim występują grupy mongoloidalne, przybyłe z Mongolii i Chin. Kolowie, Bhilowie i Mundowie to plemiona rodzime; są niskiego wzrostu, ciemnoskóre i wklęsłonose. Po Grekach nie zostało ani śladu (najwyżej na terenach dawnej Baktrii, czyli w dzisiejszym Pakistanie).
Kiedy myślę Indie i czuję zapach trociczek, i widzę oczyma wyobraźni kolorowe sari, i czuję wiatr od morza, to mam na myśli Indie południowe. Wbrew temu, co sądzi większość polskich turystów (daje o sobie znać stereotyp „biednej południowej części świata”) indyjskie stany południa — Kerala, Karnataka i Tamil Nadu — są zamożniejsze niż stany północne. Starożytna cywilizacja drawidyjska, spowinowacona z Egiptem, Sumerem i Mezopotamią zostawiła tu swój niezatarty ślad — to dla tych, którzy lubią w podróżach nutkę etnograficzną. Nie dotarli tu w zamierzchłych czasach Arjowie, wobec czego utrzymały się przedaryjskie kulty religijne i formy organizacji społecznej, nie został, na przykład, całkiem zniesiony matriarchat.
Swaminathan udowadnia, że wiedza daje ekonomiczną stabilność i rozeznanie w rynku. W zorganizowanej przez niego na terenie Tamil Nadu sieci biowiosek ogromną rolę odgrywa Internet. Dzięki Internetowi założona w 1995 roku organizacja MSSRF (M.S. Swaminathan Research Foundation) znana jest na całym świecie. Ten „guru techniczny”, nauczający z własnej woli i inicjatywy, stymulujący i wspierający przedsiębiorczość oddolną, nie działa w próżni — bierze na przykład pod uwagę i system dżati, i na wskroś indyjską mentalność nieufności wobec polityków, działaczy i Państwa jako takiego. Dla wieśniaków ważne jest tylko zaufanie do nauczyciela i własne doświadczenie.
Kobiety muszą spełniać zasady Grameen Banku (16 przykazań), uczą się inwestowania skromnych sum tak, by przyniosły one realną korzyść rodzinie i wspólnocie. To przeniesienie punktu ciężkości na kobiety jest jedną z zasadniczych innowacji Junusa.
Buddyjskie Królestwo Lo, przez obcokrajowców nazywane Mustangiem, leży na północ od ośmiotysięczników Annapurny i Daulagiri, na wyżynie między Nepalem a Tybetem. Do 1992 roku nikt nie odwiedzał tej krainy, nieosiągalnej za himalajskim łańcuchem gór o 6000 m n.p.m. wysokości, spowitej nimbem tajemnicy; obecnie zaledwie do tysiąca osób rocznie otrzymuje pozwolenie na pieszą wędrówkę z Jomsom do stolicy. Dziś Mustang jest częścią Nepalu. Szlak łączący Tybet z Indiami, poprzez przełom rzeki Kali Gandaki, należy do wielkich szlaków handlowych Azji — tędy szła słynna tybetańska sól ze słonych jezior na północ od rzeki Cangpo (Brahmaputra) oraz wełna jaków, minerały, herbata i jedwab. Rdzenni mieszkańcy tej ziemi, Lobowie, żyją ostrożnie, nie zakłócając ścisłych praw ekologii — unikają nadmiernej eksploatacji środowiska, a ich maksymą, która stanie się też naszą, jest: Zostaw w Górnym Mustangu tylko ślady swoich stóp.
Już podczas tego pierwszego najazdu muzułmanów złupiono Nalandę i inne wielkie klasztory na terenie północno-wschodnich Indii. Tam gdzie pojawiali się muzułmanie afgańscy, tam płonęły księgozbiory i mordowano zakonników. Klasztor w Nalandzie powstał w pierwszych wiekach naszej ery i był jednym z najstarszych i najświetniejszych uniwersytetów na świecie. Przez siedem stuleci stanowił duchowe centrum Azji Południowej. Uczęszczało do niego nawet czasem aż do 10 000 studentów, a nauczało aż 2 000 nauczycieli. Medycyna, nauki przyrodnicze, prawo oraz filozofie wszystkich religii stały otworem dla każdego, bez ograniczenia stanu, majątku czy koloru skóry. Afganowie wzięli podobno mnichów za żołnierzy i spalili obiekt — biblioteka zawierająca 9 mln rękopisów miała gorzeć cały rok. W ciągu dwustu lat zostały zrujnowane wszystkie klasztory, a rok 1199 — zniszczenie uniwersytetu-klasztoru w Nalandzie (dziś Bihar) — jest symboliczną datą końca buddyzmu w Indiach.
Jako że w języku hindi nie ma słów proszę i dziękuję, to często Indusi używają zamiast nich słowa namaste.Pozdrowieniu towarzyszy gest złożonych na piersiach rąk i lekkie, dziękczynne skinienie głowy.Do osób starszych i bardzo szacownych zwracamy się namaskar.
Anne Bancroft, autorka Współczesnych mistyków i mędrców oraz Jerzy Prokopiuk, autor wstępu, nazywają ich tak:Mistycy i mędrcy. Przynoszący ratunek. Magowie zaklinający rzeczywistość. Gnostycy. Budowniczowie mostu. Samotni wyzwoliciele. Prorocy. Okultyści. Ci, którzy widzą. Matki. Prządki mądrości. Awatarowie.
Nirwana nie jest miejscem wiecznego pobytu (jak raj), lecz stanem, do którego dochodzi się stopniowo.Nie jest łaską, lecz owocem rozdawanej miłości bhakti i pracy karma.
Nie można „streścić” nauki Nisargadatta Maharaja, gdyż to, co przekazywał wypływało z jego wewnętrznego doświadczenia. Opowiadał o swoim niepowtarzalnym dochodzeniu do prawdy i nauczał jak zmierzać do własnej. Lecz siedzieć u stóp mistrza to nie to samo, co czytać relacje ze spotkań z nim. Nauki zapisane na papierze są naukami martwymi.
Pewnego dnia starzec, idący brzegiem drogi o kilka kroków przed swoją starowinką, zauważył błyszczący w pyle drogi diament. Szybko rozkopał ziemię, by go zagrzebać, myśląc, że gdyby go zobaczyła żona, to wzbudziłby w niej pożądanie i straciłaby w ten sposób dobrą karmę, jaką jest wyrzeczenie się rzeczy tego świata.
Pewien golibroda spał pod zaczarowanym drzewem, które doń przemówiło: „Czy przyjmiesz siedem dzbanów pełnych złota?” Rozejrzał się wokół i nie zobaczył nikogo, ale taka darowizna rozbudziła w nim zachłanność, więc odpowiedział: „Tak, przyjmuję siedem dzbanów.” Głos odezwał się znowu: „Wracaj do siebie, dzbany są w twoim domu”.
Chłopczyk nigdy nie widział krowy, tylko mistrz opowiedział mu, jak wygląda.Gdy dorósł, wybrał się po raz pierwszy w życiu do miasteczka, gdzie na środku placu i zobaczył pomnik krowy. Pomyślał sobie: „Tak, to na pewno to zwierzę!”Nieopodal stał cebrzyk pełen wapna, a wieśniak zabierał się właśnie do bielenia ścian domu. „A to pewnie jest mleko!” — rzekł sobie chłopczyk i wypił jednym haustem.
Małpa znalazła raz pusty orzech kokosu, a kiedy nim potrząsnęła, usłyszała jakiś dziwny szmer. Udało jej się przecisnąć rękę przez wąski otwór. Poczuła, że w środku jest kostka cukru, lecz by ją pochwycić, musiała zacisnąć pięść, a wtedy nie mogła wyjąć ręki ze środka orzecha.
— Nie martwcie się, ludzie — mówi Narada — idę właśnie do bogów, to zapytam ich jaka jest wasza dola i niedola, i jak ułożą się wasze sprawy. Nie martw się, człowieku, sąsiad ma cielną jałówkę, odsprzeda cielaka za pół ceny! A ty, kobieto, nie obrażaj bogów próżnymi jękami. Rok nawet nie minie, gdy twe łono nosić będzie następne dziecko. I wy, wieśniacy, nie marnujcie sił na smutek. Już i z pomocą całej gospodarnej wsi, pobudujecie nowy dom. Tymczasem składajcie bogom kwiaty i palcie kadzidła, by zapach okadzał ich siedziby.
Zgodnie z poleceniem swego guru, pewien sadhu sklecił sobie szałas, oddalony od wszelkich innych ludzkich domostw, a dach przykrył liśćmi. Zamieszkał w chatynce i rozpoczął życie religijne. Codziennie rano, po obmyciu ciała, wieszał na drzewie tuż koło chatki marny wierzchni kawałek materiału i spodni kaupin. Ale pewnego dnia, gdy wrócił z pobliskiej wioski, gdzie poszedł wyżebrać codzienną strawę, zobaczył, że szczury zjadły jego kaupin i następnego dnia musiał iść wyżebrać nowy.
Trzech przyjaciół szło przez las. Spotkali na drodze tygrysa.Jeden krzyknął: „Jesteśmy zgubieni!”Drugi zawołał: „Pan Wszechmocny ochroni nas, nie mamy żadnego powodu, by uciekać. Prośmy Boga!”
Był sobie ojciec, który miał trzech synów. Razu pewnego chciał sprawdzić, który z nich jest najbardziej zaradny, by temu przekazać schedę rodzinną. Dał więc każdemu po sto rupii i polecił sprowadzić taki towar, którym wypełnił by się cały sklep.Pierwszy syn zakupił bawełnę, drugi zaś — siano, ale ojciec nie był zadowolony.
Pewnego dnia Narada rzekł do Pana wszechświata: „Panie, ukaż mi Twoją Maję, która zwykle sprawia, że rzeczy niemożliwe stają się możliwe”. Pan skinął na znak zgody i w jakiś czas później zabrał Naradę w podróż. Po przebyciu długiej drogi, Panu zachciało się pić, usiadł więc i rzekł do Narady: „Chce mi się pić, przynieś mi skądś wody”. Narada udał się na poszukiwanie wody, ale nie znajdując jej blisko, oddalał się coraz bardziej, aż zobaczył wreszcie w oddali rzekę. Kiedy zbliżył się do brzegu, ujrzał dziewczę cudnej urody i od razu został pod urokiem jej piękna.
— A widzisz, kazałeś mi, Narado, być dobrą i niegroźną. To ja sobie ufnie pełzałam do bawiących się w piłkę chłopaków, a oni nagle zaczęli obrzucać mnie kamieniami. Ledwo uszłam z życiem!
diwali, dipawali — najważniejsze święto obchodzone w całych Indiach, rozpoczyna się w 14-ty dzień księżycowy miesiąca kartik, po dwóch tygodniach ciemności, gdy księżyc jest w nowiu, a więc w czarnym księżycu, między końcem września a początkiem listopada; dipa to mała lampka oliwna, zaś awali znaczy rząd — podczas święta wszyscy hindusi, niezależnie od wyznawanej religii, wystawiają przed dom rzędy zapalonych lampek oliwnych. Jest to symboliczne zwycięstwo światła nad ciemnością, dobra nad złem, na pamiątkę zwycięstwa boga Ramy nad demonem Rawaną.
korzeń świeżego imbiru ma właściwości aseptyczne; pomaga przy przeziębieniu, chorobach gardła i stanach grypowych — kawałek imbiru kroimy na małe kawałeczki albo trzemy na grubej tarce i zalewamy gorącą herbatą. Polecam znakomitą szarlotkę z imbirem — jabłka są mdłe, więc utarty imbir dodany do jabłek podnosi smak tego typowego polskiego ciasta.
Tak silnie naładowana energią duchową, że samo wypowiadanie jej wprowadza w stan pełnej koncentracji.Jest dźwiękiem wibracji, z której powstał świat, a recytując ją uczestniczy się w akcie tworzenia.Materia powstała z dźwięku, a ponieważ dźwięk — kosmiczna wibracja — był przed stworzeniem wszechświata, om jest więc najczystszym i najświętszym pierwotnym dźwiękiem.
Rozwinięty kwiat lotosu, koloru białego lub różowego, stał się tronem Buddy, który niemal zawsze wyobrażony jest jako jogin siedzący w pozycji lotosu w kwiecie lotosu, podobnie większość bodhisattwów.
Większość torów kolejowych została zbudowana przez niegdysiejszych władców, maharadżów, którzy dołożyli wszelkich starań, by ich kolejowe salonki, buduary i sypialnie nie tylko dorównały pałacom, ale przewyższały je pod względem przepychu i luksusu — mieszkając w pałacu na kołach wchodzimy w baśń z tysiąca i jednej nocy.
Najważniejsze były i są wioski i ich nieustępliwa wiejska autonomia, około 80% ludności Indii żyje w 500 000 wiosek. Organem zarządzającym jest w nich pańczajat, rada złożona z pięciu „starszych”, kierowana przez naczelnika, decydująca o wszystkich sprawach lokalnych. Jest to bardzo stara, istniejąca od stuleci forma zarządzania. Mahatma Gandhi nazywał ją anarchią zharmonizowaną i anarchią samokontrolującą się.
Niesłusznie uważa się, że niedotykalni należą do warny siudrów, to błąd — są to ludzie spoza systemu warnowego. Podobnie, wszyscy obcokrajowcy, w tym Europejczycy, mieszkający w Indiach nazywani mleczczha są poza systemem warnowym.Niektórzy uważają, że niedotykalni zostali wykluczeni z systemu warnowego z powodu uporczywego obstawania przy jedzeniu mięsa wołowego, a więc nieprzestrzeganiu zasad czystości. Inni twierdzą, że są to pierwsi wyznawcy buddyzmu, którzy z pogardą odrzucili system warn, a więc zostali z niego wykluczeni…
12 sierpnia 1947 roku Podział stał się faktem i na subkontynencie indyjskim powstały dwa niezależne, suwerenne państwa — okrojone Indie oraz Pakistan Zachodni i Pakistan Wschodni zarządzany surrealistycznie jako jeden kraj. Był to w gruncie rzeczy trójpodział — Indiom odcięto historyczną kolebkę hindusów, dorzecze rzeki Indus oraz brutalnie rozpołowiono i Pendżab i Bengal. Nikt na tym nie zyskał, raczej wszyscy stracili. Mimo to 15 sierpnia świętowano pierwszy dzień niepodległości.
Chodzi o specjalny gatunek wełny pochodzący ze wyczesywania wysokogórskiej kozy (capra hircus), która żyje na wysokości od 3000 do 5000 metrów w Himalajach; idealnym miejscem wypasu jest również płaskowyż tybetański. Koza chyangra (nazwa nepalska) przebywa na tych wysokościach tylko w lecie, przemierzając ogromne przestrzenie w poszukiwaniu pożywienia, ubogiej zieleniny. Wełna pozyskiwana jest z podbrzusza, do którego nigdy nie dochodzi słońce, dlatego jest tak bardzo ciepła, a jednocześnie lekka i delikatna.
Nikt nigdy nie dowie się, ilu mężczyzn zostało zastrzelonych przez nią samą, a ilu z jej rozkazu, ilu mężczyzn upokorzyła tylko słowem, ilu publiczną manifestacją, a ilu pozbawiła męskości. Pomściła nie tylko swoje krzywdy wobec mężczyzn, którzy potraktowali ją z niewiarygodną wprost brutalnością, lecz także krzywdy innych kobiet. Kiedy wraz z Wikramem wpadali nagle do wioski, Fulan Dewi zbierała na placu przed świątynią wszystkie kobiety i pytała, kto jest w wiosce najbardziej okrutnym i rozpasanym nikczemnikiem. Wioska zazwyczaj przestawała chronić takiego człowieka i wydawała go bandytom.
The Treefold Puja, pieśń lub modlitwa do Buddy, jest śpiewana przez członków ruchu buddyjskiego Western Buddhist Order (WBO) założonego przez Sangharakszitę, wybitnego znawcę tradycji buddyjskiej, którego Wprowadzenie do buddyzmu ukazało się nakładem Wydawnictwa A. Przełożyliśmy tę pieśń z angielskiego razem z Amarasiddhi, świeckim mnichem zakonu WBO, nauczającym medytacji metta bhavana.
Kawa z charakterem
Pierwszą i jednocześnie najwybitniejszą do dzisiaj osobą działającą na polu polskiej nauki w dziedzinie indologii był Andrzej Gawroński (1885-1927). Wybitny językoznawca i poliglota (znał około 60 języków), od 1916 roku profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Lwowskiego, wykładowca w Uniwersytecie w Lipsku, dał się poznać już w bardzo młodym wieku jako geniusz językowy. Niestety, z braku funduszy na leczenie zmarł w Lipsku na gruźlicę mając zaledwie czterdzieści dwa lata i tym samym nie dowiedzieliśmy się, jak bliskie pokrewieństwa łączą języki słowiańskie, a zwłaszcza język polski, z sanskrytem. Jego Podręcznik sanskrytu pozostaje do dzisiaj podstawowym podręcznikiem akademickim sanskrytu dla studentów indologii w Polsce.
Trwała umiejętność „kontaktowania się” z własnym oddechem i oparcia się na nim uwalnia od strachu i wszystkich innych negatywnych emocji. Uciążliwe emocje takie jak strach, żal, lęki i niepokoje, złość, gniew, uraza i niechęć nie mogą pojawić się na ekranie naszego umysłu, kiedy jesteśmy skupieni na oddechu. Gdy nie ma tych emocji w umyśle, to znikają one również z naszego ciała (kulka w gardle, gniecenie w dołku, bóle głowy, bezsenność).
Każdy tekst pisany wymaga interpretacji, komentarza, podczas, gdy w przekazie ustnym rozumienie dzieje się na bieżąco, w trakcie słuchania. Głębszemu zrozumieniu towarzyszy intuicja i odbiór serca. Mistrz przekazuje swą wiedzę za każdym razem inaczej, w zależności od poziomu słuchaczy, używając języka filozoficznego, bądź zwykłego, codziennego.
Przekaz dokonywał się z ojca na syna w obrębie jednej rodziny, która strzegła czystości mowy i wierności treści. Do słuchania tekstów z czasem dopuszczono także ksiatrijów i wajsiów, a poprzez dyskusję mogli oni uczestniczyć w opracowaniu komentarzy i wyjaśnień niezrozumiałych fragmentów. Siudrów nie dopuszczano do słuchania, więc tym bardziej nie mieli żadnego udziału w ostatecznym kształcie dzieła.
Maluję powolutku dzień po dniu obraz danej kultury, dorzucam barw i cieni, wymazuję kolory jaskrawe. Wiem, co już powiedziałam, wiem, co dorzucę za chwilę, jutro, za parę dni. Fiszki w głowie otwierają się same — zgodność czasu, miejsca i akcji. Dawkuję informacje, opowiadam w autobusie anegdoty i zdarzenia z dnia codziennego. Nieustannie i wciąż odpowiadam na pytania, z których pierwsze pojawia się rano, kiedy otwieram oczy: Czy Kriszna jest siódmym czy ósmym awatarem Wisznu? pyta moja pokojowa towarzyszka, a kiedy siadam do śniadania — robię podsumowanie dnia poprzedniego dla tych, którzy decydują się jeść śniadanie wraz ze mną.
Płynne, klarowane masło uchodziło niegdyś za dar bogów, dzięki barwie mieniącego się złota. Tak jak u nas bogatą krainę nazywano mlekiem i miodem płynącą, tak w Indiach — kraj płynął mlekiem i masłem o kolorze boskiego złota. Od starożytności używane jest do podtrzymania świętego ognia w obrzędach ofiarnych i podczas pudży. W dawnych Indiach oblewano nim posągi bóstw, progi świątyń i buddyjskie stupy. Do dziś stupa Boudinath w Dolinie Katmandu oblewana jest ghee i trzeba bardzo uważać, by nie poślizgnąć się spacerując po białej czaszy.
W świątyni, z okazji świąt, pudża jest zazwyczaj dynamiczna, wiąże się z aktywnym uczestnictwem. Najbardziej ekstatyczne są pudże śiwaickie — rozbrzmiewa wtedy bębenek damaru, za pomocą którego Śiwa wybija rytm tańca, niszcząc i odtwarzając świat. Uczestnicy tańczą, śpiewają, klaszczą w dłonie, śmieją się, podrygują, potrząsają dzwonkami i świszczą w piszczałki. Dopuszczalne są wszelkie zachowania emocjonalne, gdyż religia to puszczenie w ruch czystych emocji właśnie: ktoś głośno płacze, inny skanduje mantry, dzieci krzyczą, śmieją się głośno i biegają po całej świątyni. Wcale nie musi jej odprawiać bramin, częściej jest to ludowy pudżarin, młody chłopak z ludu opiekujący się bożym przybytkiem, choćby był to tylko kamień na rozdrożu dróg.
Rodzina ożeniła go z dziesięcioletnią dziewczynką, którą zaopiekował się czule… i zajął życiem rodzinnym, ani na chwilę nie przestając pisać. W latach 1890-95 administrował rodzinną posiadłością, gdzie w zgodzie z przyjętym ideałem filozoficznym wspomagał wieśniaków bardziej niż ich wykorzystywał, często nie przyjmując należnych mu pieniędzy. Wieśniacy nazywali go „Zamindar Babu” i okazywali wdzięczność. Napisane z humorem i troską o człowieka opowiadania z tego okresu, zebrane w trzech tomach Galpaguchchha, dają świadectwo obyczajów i życia bengalskich wieśniaków sprzed klęsk żywiołowych, jakie w następnym stuleciu miały zrujnować Bengal.
Dawna Radżputana, kraj walecznych Radżputów, jest pod każdym względem krainą wyjątkową. Politycznie należy do Indii, ale prowadzi własne życie, oparte na przeszło tysiącletniej tradycji. Żyją wciąż synowie potężnych rodów maharadżów, utrzymując wbrew czasowi swe bajeczne siedziby, strzegąc rodzinnych tajemnic, a dbając o stare i nowe interesy. Ich niezwykłe fortece i fortuny były tu zdobywane, tracone i odzyskiwane w rytmie wschodów i zachodów słońca. Kraj kolorowych kobiet chowających się w malowanych domach haveli. Kraj pustyni i jej rumaków, wielbłądów.
W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu.
Jako obrońca starożytnego porządku społecznego stoi na straży dharmy i systemu warn. Zyskał na popularności w ostatnich czasach z powodu impasu politycznego w Ajodhji i stał się ikoną hinduskiego nacjonalizmu. Ale bardziej jako bohater narodowy niż boski posłaniec boga Wisznu. Wielbicielem Ramy był Mahatma Gandhi.
Rawana był uosobieniem zła w najczystszej postaci, a w dodatku obdarzonym mocą rozsiewania go i rozprzestrzeniania. Bez pomocy Ramy ludzie nie potrafiliby go ani opanować ani nawet unieszkodliwić. Rawana postanowił pomścić siostrę i wysłał do lasu pięknego, złotego jelonka na przynętę. Kiedy Sita zobaczyła jelonka pobiegła za nim, ale nie mogła go dogonić i poprosiła Ramę, by go upolował. Rama i Lakszmana wyruszyli w pogoń za jelonkiem. Sita została sama i wtedy właśnie Rawana zjechał do niej z przestworzy na lśniącym rydwanie i porwał ją na Sri Lankę.
Syn ubogiego, pobożnego bramina z Kalkuty miał od najmłodszych lat doświadczenia mistyczne. Każdego człowieka brał za swego nauczyciela; spotkał na swej drodze wielu wybitnych mistrzów duchowych. Inicjację otrzymał od tantrycznego ascety, który rozpoznał w nim boską inkarnację, awatarę. Stąd duchowe imię — siódmej i ósmej awatary boga Wisznu.
Gdy zachorował na raka gardła, aktem woli i nieograniczonej miłości przyjął na siebie karmę uczniów, przepalając ją swym cierpieniem. Do końca życia pozostał pogodny, twierdził, że nie cierpi.Odszedł w 1950 roku. Pochowano go w asanie kwiatu lotosu, a uczniowie nie mieli żadnej wątpliwości, że urzeczywistnił siebie i osiągnął samadhi, pełne wyzwolenie. Już za życia uważano go za dżiwanmuktę.
Na Wschodzie nie używa się terminu reinkarnacja, a w potocznym myśleniu mówi się jedynie o dobrej lub złej karmie, zgodnie z którą człowiek powróci do życia, aby nadal wypalać i oczyszczać zgromadzone złogi karmiczne. Kolejny powrót do ciała jest odbierany w perspektywie negatywnej, gdyż ciało jest więzieniem dla duszy. Życie doczesne ma swoje blaski tylko wtedy, gdy jest same w sobie dyscypliną i służy wzrastaniu rozumienia i usubtelnianiu duszy. W przeciwnym wypadku jest bezsensowną wegetacją, marnowaniem Czasu, udręką i niepojętym cierpieniem.
Trudno zrozumieć i nie wiedzieć czemu przybrała w polszczyźnie rodzaj męski — Ganges.A przecież Ganga to śliczna, młoda bogini, devi. O wdzięcznie pochylonej głowie w białej koronie, wpatrzona w nurt swojej rzeki, siedzi na krokodylu unoszącym się po leniwie płynących wodach. W lewej dolnej ręce trzyma dzbanek na wodę (charakterystyczny lily, do dziś sprzedawany na ghatach w Waranasi), prawą ręką wykonuje gest pozdrowienia, w lewej górnej — trzyma naszyjnik malę (też wciąż sprzedawany w Waranasi), w prawej górnej — kwiat lotosu. Niekiedy przedstawia się ją tylko z dzbankiem lily i lutnią. Jej siostrą jest siedząca na żółwiu devi Jamuna, dopływ prawobrzeżny, niegdyś bardzo obfity w wodę, dziś — zanikający.
Tworzyli całkiem dobrze zorganizowane wspólnoty, żywiąc się tym, co dawał im las i przynosiła ludność z okolicznych wiosek, słuchająca nauk. Koncepcją ich życia było nieustanne „podążanie naprzód”, a nie życie osiadłe, w którym zamiera wszelki duch i ruch myśli. Niekiedy praktykowali skrajny ascetyzm, by jak najszybciej dojść do wyzwolenia.
Romain Rolland był zafascynowany sztuką teatralną i muzyką na długo przedtem zanim spotkał Rabindranatha Tagore, a przecież podobnie jak bengalski Poeta pragnął kształtować u przychodzącego do teatru widza wrażliwość na dobro, piękno i prawdę. Opiewał świat pokoju i braterstwa zamiast nienawiści na długo przedtem zanim spotkał Mahatmę Gandhiego i poznał jego ideały non-violence i nieposłuszeństwa obywatelskiego.
Wiadomo, że przywędrowali z północno-zachodnich Indii, z historycznego regionu Sindh (dzisiejszy Pakistan), leżącego między Persją a Indiami. Już w 1927 językoznawcy udowodnili, że fonetyka języka cygańskiego wykazuje bliski związek z centralną grupą języków hindi oraz z językiem perskim. Język ten uformował się około V wieku. Czy sami zadecydowali o swojej wędrówce czy zostali wypędzeni i za co — nie wiadomo.
W Indiach sacrum i profanum współistnieją, współdziałają, współtworzą i układają mozaikę rzeczywistości, są pomieszane ze sobą jak ziarno z plewami, jak marchewka z groszkiem. Albo jak, według mitologii indyjskiej, mleko z wodą, z której to mikstury tylko hamsa, biały łabędź potrafi wydobyć i wypić czyste mleko.Świat jest raz sacrum, a raz — profanum. Jest święty i nie jest święty, jednocześnie. Świat bywa sacrum, jak też bywa profanum.
Warunkiem podjęcia sadhany jest przestrzeganie co najmniej trzech reguł, dzięki którym obudzona przez praktykę energia skierowana zostaje ku najwyższemu celowi, jakim jest przebudzenie duchowe. Te reguły to: ahimsa — niekrzywdzenie, satja — trzymanie się prawdy i brahmaczarja — wstrzemięźliwość płciowa (co oznacza uporządkowane życie seksualne, a nie — jak obawiają się ludzie Zachodu — całkowitą abstynencję seksualną; chodzi tu bowiem o świadome kierowanie energią libido i nie popadanie w uzależnienie od seksu, a także o dotrzymanie wierności jednemu partnerowi).
Wierząc, że świat został stworzony przez twórczą siłę maji wyrzeka się iluzorycznych dóbr tego świata i działania na jego rzecz. Nie gromadzi w ten sposób nowej karmy i uwalnia się, by dążyć ku najwyższej Rzeczywistości.
Samadhi jest stanem umysłu, do którego dochodzi się przez całe życie poprzez surową dyscyplinę (jogę).Tylko nieliczne szkoły uznają, że samadhi można osiągnąć nagle, bez przygotowania, pod wpływem szoku psychicznego (japońskie satori).W buddyzmie samadhi jest wejściem w stan nirwany, wygaszenia wszelkich doznań.Religie hindu używają terminu moksza, co oznacza ostateczne wyzwolenie duszy indywidualnej z cyklu powtórnych narodzin, samsary, dzięki połączeniu się z brahmanem, a więc dzięki realizacji najwyższego stanu świadomości.
Samsara to łańcuch przykuwający do świata ułudy, który z natury swej jest nietrwały.Śmierć jest konsekwencją narodzin, wobec czego chodzi o to, by za wszelką cenę nie narodzić się ponownie.Wyzwolenie się z koła samsary, uwolnienie od cyklu narodzin jest celem wszystkich religii hindu i wschodnich praktyk kontemplacyjnych, medytacyjnych, ascetycznych, z których joga pozostaje niewątpliwie najbardziej skuteczną.
Czwarty i ostatni etap życia pobożnego bramina, który po wypełnieniu swych obowiązków względem rodziny wycofuje się z życia doczesnego. Wyrzeka się świata zjawiskowego i wszelkiego w nim działania, by nie gromadzić karmy na przyszłe inkarnacje. Podejmuje życie pustelnika lub wędrownego ascety, oddając się wyłącznie urzeczywistnieniu brahmana w sobie. Medytuje, studiuje aranjaki i upaniszady, praktykuje jogę. Jego szafranowe szaty są widocznym znakiem wyrzeczenia. Dzisiaj już coraz mniej wyrzeczeńców chodzi po drogach Indii, raczej zamykają się w pustelniach i aszramach.
Doprawdy nie wiem dlaczego uważa się powszechnie, iż filozofie Wschodu są pesymistyczne. Jeśli w samym słowie określającym Byt pojawia się pojęcie błogostanu-rozkoszy to znaczy, że szczęśliwość jest immanentną cechą Bytu, a to nie jest pesymistyczne. Wręcz przeciwnie.
Starożytny hinduski obyczaj samospalenia wdowy na stosie wraz z ciałem męża nie znajduje poświadczenia w najstarszych tekstach. Nie był stosowany powszechnie, dotyczył wyłącznie kobiet z warny braminów i ksiatrijów.Spotkał się z moralnym potępieniem ze strony Anglików, którzy w 1829 roku wprowadzili zakaz jego praktykowania na terenach Kompanii Wschodnioindyjskiej. Do dziś wciąż znajdują się kobiety dokonujące samospalenia — w hinduskiej mitologii Sati pozostaje bowiem przykładem najwierniejszej żony, w imię której wdowy składają ofiarę z siebie dla swych mężów.
W Indiach mężczyzna często mówi o swojej partnerce — to jest moja siakti. Zauważyłam, że mówi tak jedynie wtedy, gdy istnieje między nimi silny związek erotyczny i braterstwo dusz. Kiedy natomiast związek jest zły i przypadkowy, gdy brak świadomej współpracy nad jednością, wtedy mężczyzna mówi o żonie Kali, co dla niego znaczy, że jest ona osobą nie współdziałającą, a więc niszczącą związek. Modelem dla par małżeńskich jest Kriszna i jego siakti Radha oraz Rama ze swoją siakti Sitą.
W zasadzie od razu po wyodrębnieniu swej tożsamości, już w siedemnastym wieku, Sikhowie byli uciskani i prześladowani przez cesarzy mogolskich, ponosząc wielkie ofiary dla ochrony i zachowania swej wiary oraz odrębności narodowej. Paradoks polegał na tym, że ich religia była znacznie bliższa islamowi (instynkt samozachowawczy i przemyślność polityczna Guru Nanaka) niż jakakolwiek inna religia hindu, a mimo to muzułmanie traktowali ich jak innowierców, żądając płacenia podatku wyznaniowego (dżizja), co powodowało wieczne zatargi i niesnaski. Jedynie Akbar rozumiał intencje i aspiracje Sikhów, a także wyczuwał ich wzrastającą siłę, napierającą jak burza — otrzymali tedy firman nadający im ziemię wokół Amritsaru, który do dziś jest podstawą do roszczeń terytorialnych wciąż śnionego, autonomicznego państwa. Notorycznie odmawiali poddania się cesarstwu Wielkich Mogołów, zaciekle bronili przed hinduskimi radżami. Zawsze walczyli o swoją suwerenność.
Śiwa niszczy maję (ułudę) i zdziera zasłonę maji ze wszystkich rzeczy, ale jednocześnie posiada 108 imion, z których każde jest i mają, i mocą.Śiwa jest odpowiedzialny za rodzenie i za umieranie, daje życie, gdyż jest szafarzem prokreacji, ale jako Władca śmierci — niszczy je.
Jedno z imion bogini Parwati, która jest śiakti Śiwy.Na starych monetach zgłoska śri występuje jako emblemat bogini dobrobytu i fortuny, Lakszmi.
Jogę rozumiano dotychczas jako metodę prowadzącą do zerwania ze światem i odcięcia się od jego doczesnych wpływów. Joga w rozumieniu Śri Aurobindo prowadzi natomiast do oczyszczenia umysłu, tak by mógł on odkryć Umysł kosmiczny i sprowadzić jego jasność, szczęśliwość, moc i subtelność w życie codzienne. Według Śri Aurobindo dzięki jodze jest możliwe otwarcie się na boską wyższą świadomość i odkrycie własnego prawdziwego Ja oraz pozostanie w jedności z Boskością tak, by owa siła przemieniała nasz umysł, życie i ciało. Idąc drogą jogi dynamicznej możliwe staje się urzeczywistnienie Życia Boskiego tu i teraz.
Podczas gdy wśród władców europejskich panowała fobia posiadania syna-następcy i dynastie przepadały z powodu jego braku, a kłótnie o objęcie tronu doprowadzały do zamieszek, wojen o sukcesję, agresji z zewnątrz i innych kataklizmów społecznych, w Indiach istniało od zawsze zwyczajowe prawo adopcji. Korzystali z niego wszyscy, a dla władców był to prosty i skuteczny sposób nie tylko zapewnienia ciągłości linii rodowej, ale zapewnienia spokoju w księstwie. Skorzystali z niego Wadijarowie z Majsuru, Gaekwarowie z Barody, Sawai Madho Singh, który adoptował 11-letniego Sawai Man Singha II (Dżaja) z Dżajpuru, później wielkiego przyjaciela królowej Elżbiety, księcia Filipa i Lorda Mountbattena. I obecny maharadża Dżajpuru przeprowadził niedawno rytuał adopcji swego wnuka na kolejnego maharadżę klanu Kaczwaha.
Islam nigdy nie był w Indiach religią jednolitą, podlegał podobnej atomizacji jak tak zwany hinduizm, dzieląc się na wiele odłamów, religii i sekt. Nurt sufi pojawił się wraz z przybyciem muzułmanów, ale uważa się, że właśnie w Indiach znalazł najlepsze warunki rozwoju, ulegając wpływom duchowości perskiej, hinduskiej i buddyjskiej i nabierając treści mistycznych, głównie pod wpływem Wedanty. Nurt ten pokazuje zupełnie inną twarz islamu.
Tytuł nadawany hinduskim ascetom i świątobliwym mężom, których uważa się za wybitnych mistrzów duchowych.Uczniowie nazywają swego nauczyciela swamidżi (końcówka dżi to czułe zdrobnienie używane wobec ukochanych osób).Tytułu swami nie można nadać sobie samemu, lecz musi go nadać inny swami. Nowe imię kończy się zazwyczaj słowem ananda, szczęśliwość.
W lutym 1951 roku spotyka Ma Anandę Mayi i natychmiast prosi o pozwolenie zostania przy niej. Przez półtora roku nie odstępuje jej na krok. Kiedy jego spodnie miały już tylko same dziury, a łaty nie trzymały się łat i wszystkie odpadły, wtedy Ma ulitowała się i przywołała go do siebie. Otrzymał najpiękniejszy prezent — pomarańczowe szaty sannjasina.
W Niemczech swastyka stała się znakiem złowieszczym, a naziści wybrali ją jako symbol czystej „niemieckości” z wielu powodów. Po pierwsze, nawiązywała do kultów pogańskich, tak modnych w Europie w drugiej połowie XIX wieku. Następnie, była dumnym znakiem aryjskiej „najwyższej rasy”. Dziewiętnastowieczni językoznawcy udowodnili, że spośród wszystkich języków indoeuropejskich język niemiecki wykazuje najwięcej podobieństw do sanskrytu, stwierdzili więc, że i cała kultura germańska zyskuje dzięki temu statut „lepszej”, bo nie tylko najstarszej w Europie, ale w ogóle tak starożytnej jak same Indie. Mgliste pojęcie na temat tak zwanego systemu kastowego (systemu warn), gdzie — jak sądzili naziści — został już zrealizowany podział na panów i niewolników (Arjowie i pariasi) dawało realne podstawy do podziału całej reszty świata, pod egidą Niemców, na lepszych i gorszych.
Pierwszą świątynią człowieka była mandala, okrąg nakreślony na piasku, ułożony z kamieni, patyczków, kopczyków łajna świętej krowy. Okrąg wyznaczał przestrzeń sacrum, w którą człowiek przenosił się z przestrzeni profanum, a święto wyznaczało święty czas. Następnie znajdowano naturalne ołtarze — niezwykły kamień, pagórek, brzeg rzeki, polanka w lesie. Pierwszą kamienną budowlą sakralną ochraniającą ołtarz zbudowany przez człowieka była mandapa — cztery kolumny podtrzymujące kwadratowy plafon. W kwadracie plafonu umieszczano płaskorzeźbę mandali o niezwykle plastycznym i przestrzennym rysunku dającym wrażenie głębi. Mandapy z płaskimi kolumnami wykuwano też niekiedy w skale.
W stanie Orissa przetrwał taniec odissi, wykonywany przez mahari, tancerki świątynne, które odgrywały dramat liryczny Gitagowindę, skomponowany przez Dżajadewę około roku 1200, opiewający miłość Kriszny i Radhy. W Indiach północnych, pod wyraźnym wpływem tańca derwiszów rozwijał się taniec kathak, którego podstawowe elementy to obroty i wybijanie rytmu stopami. Ale ten taniec to już sprawa męska, nie mająca nic wspólnego z kobiecymi tańcami wielkich świątyń Indii południowych. System devadasi został ostatecznie zniesiony przez Anglików dopiero w 1925 roku, gdyż przez cały wiek XIX i wcześniej angielscy arystokraci korzystali z ich usług, nazywając je bajaderami lub naucz girls.
Podróżnik arabski Ibn Bahita, który odwiedził kraj w 1335 roku, opisał wielki zbiornik czy staw wodny, nad którym stały świątynie zamieszkałe przez joginów o długich, posypanych popiołem włosach i pożółkłej od ascezy skórze. Dodał, że statuetki wielu bóstw były okaleczone albo całkowicie rozbite przez muzułmanów.Z czasem wioska w ogóle opustoszała, a świątynie porosły roślinnością tak gęstą, że zniknęły z oczu przejezdnych podróżników i kupców, jak zniknęła również sieć dróg, która niegdyś do nich prowadziła. To prawdopodobnie ocaliło świątynie od zniszczenia przez kolejnego najeźdźcę, Wielkich Mogołów.
Wstąpił na tron dzięki pomocy potężnego teścia Asaf Chana, de facto sprawującego władzę za czasów Dżahangira. Udał własną śmierć (wypił kozią krew, a potem zwymiotował w obecności wojskowych dowódców i przewrócił się), a Mumtaz wiozła go w orszaku żałobnym aż do Agry. Na oczach tłumu podczas durbaru w Czerwonym Forcie wydobył się z trumny i ogłosił cesarzem. Wykonał natychmiastowy wyrok śmierci na wszystkich bratankach i kuzynach — bracia już nie żyli — był pierwszym monarchą mogolskim, który przelał cesarską krew rodzinną. Gdy wstępował na tron miał 36 lat i było przed nim 30 lat panowania. Był bardziej Indem niż Mogołem, a jego żona była czystą Persjanką.
Wszyscy wiedzą, że pewien cesarz tak bardzo kochał swoją żonę, że po jej śmierci zbudował najpiękniejszy grobowiec świata. Niektórzy wiedzą trochę więcej, a mianowicie to, że cesarz ten miał na imię Szahdżahan, jego żona — Mumtaz, i że nieoczekiwanie zmarła ona w połogu.Bardzo niewiele osób wie, że ten cesarz pochodził z dynastii Wielkich Mogołów, że Mogołowie zbrojnie wtargnęli do Indii, że okupowali kraj przez 180 lat i ciemiężyli Hindusów próbując ludności narzucić islam.
Do stworzenia tanki używa się płótna przeważnie bawełnianego (rzadziej z jedwabiu), które gruntuje się kurzym białkiem. Mistrz rysuje węglem drzewnym szkice postaci i zarys tła, a uczniowie-lamowie nakładają farby roślinne i mineralne, wypełniają postacie kolorami. Na końcu mistrz dodaje elementy złote. Ceremonia „otwarcia oczu” — malowania oczu postaciom — wieńczy dzieło i również wykonywana jest przez mistrza.
Między brwiami znajduje się czakra adźnia, czakra poznania intuicyjnego rozwijana przez religie.Praca nad otwarciem trzeciego oka, oka poznania, jest domeną mędrców, mistyków i wielkich nauczycieli, ale przypominanie człowiekowi o cząstce boskiej intuicji, którą nosi on w sobie jest celem wszystkich obrzędów religijnych.
W tym dziale pragnę zaprezentować tłumaczenia fragmentów tekstów, które są mi emocjonalnie bliskie lub dostarczyły mi niezapomnianych wrażeń intelektualnych. Chodzi nie o całe książki, lecz fragmenty lub drobne formy literackie, takie perełki. Przypuszczam, że znajdzie się tu ogromna ilość tekstów Jacques'a Vigne'a, a to z bardzo wielu powodów.Po pierwsze, otrzymałam je od niego w formie „rękopisu”, to znaczy zostały one wystukane na zwykłej maszynie do pisania w małym domku w Kankhal i jako że nie były nigdzie publikowane, mogę je tu przedstawić. Po drugie, poznał on Indie tak dogłębnie — religie, filozofie i życie zwykłego człowieka — że jest jedyną osobą, której mogę zawierzyć, a przyznaję, że jego właśnie interpretacje najbardziej rozjaśniły mi i przybliżyły światopogląd hindusów.
To nie to, że czegoś nie wiemy, gnębi nas, lecz to, że wiemy, iż coś nie jest takWill Rogers
Nie tyle był przeciwny nauczycielom, ile uważał, że niewiele mają oni do powiedzenia jednostce, która sama musi dochodzić do odnalezienia sensu życia.Zwykł mawiać, że Jeśli ludzkość ma zostać zbawiona od chaosu, który sama stworzyła, to trzeba ją uwolnić od jej zbawicieli
Powstały głównie w VI i V wieku p.n.e. w okresie fermentu religijnego, jakim było poddanie w wątpliwość roli kapłanów i ich monopolu w sprawach religijnych. Tematyka ściśle wedyjska, czyli składanie rytualnych ofiar bogom, ustępuje miejsca zagadnieniom filozoficznym i metafizycznym.
L’enseignement de Ramakrishna, paroles groupees et annotees par Jean Herbert
Albin Michel
Paris
1947
Indie, (Cud jakim były Indie)
Basham Arthur L.
Państwowy Instytut Wydawniczy
Warszawa
2000
Zorganizowanie systemu warn nie było wynikiem jednorazowego gwałtu najeźdźcy i narzucenia jedynej słusznej wizji społecznej, lecz fuzji kilku dobrze rozwiniętych kultur, dogadywania się zwycięzców i zwyciężonych oraz symbiozy wielu bardzo różnych elementów. Trwało 1000 lat przez okres nazwany później wedyjskim (od 1600 do 600 p.n.e.) i objęło tereny Pendżabu (dorzecza Indusu) i Niziny Hindustańskiej. Indoeuropejczyków było liczebnie niewielu, więc nie mogli oni liczyć ani na samowystarczalność, ani na supremację siły. Genialność tego systemu polegała na tym, że żadna z grup społecznych nie mogła stać się samowystarczalna, a każdy producent miał swego odbiorcę-konsumenta. System ten nie zakładał nierówności społecznej lecz komplementarność i współdziałanie, nie określał zawodu lepszego i gorszego, ani lepszej lub gorszej funkcji, uruchamiał wymianę dóbr (także pozamaterialnych), współtworzenie i koegzystencję.
Zasadniczą podstawą filozofii upaniszad, filozofią wedanty, jest twierdzenie, że „atma brahma ća”, atman i brahman (to jedno). Mówiąc słowami Deussena: Brahman, to jest owa siła, którą, wcieloną we wszystkich istotach, mamy zawsze przed sobą, która wszystkie światy tworzy, dźwiga, podtrzymuje i znów wchłania w siebie, owa siła wieczna, boska, nieskończona jest tożsamą z Atmanem, z tym, co po odrzuceniu wszelkiej zewnętrzności znajdujemy w sobie jako naszą najwewnętrzniejszą, najprawdziwszą istotę, jako nasze własne ja, naszą własną duszęcyt. za Stanisławem Michalskim, Upaniszady, Warszawa-Kraków, 1913
Każda Weda przedstawia następujący szereg: mantra (samhita) — brahmana — aranjaka — upaniszad.Podział ten odpowiada czterem etapom życia bramina i każdego hindusa, który decyduje się na życie „wyższe”. Młody człowiek staje się uczniem, poznaje dyscyplinę i uczy się na pamięć mantr wedyjskich. Następnie zakłada ognisko domowe, staje się gospodarzem i niesie ofiarę swym bogom. Po spełnieniu obowiązku przekazania wiedzy swoim synom, wycofuje się z życia społecznego i udaje w miejsce odosobnienia (dziś nie jest to leśna pustelnia, lecz aszram), gdzie studiuje aranjaki, teksty leśne. I wreszcie bierze kij żebraczy (dziś porzuca świat symbolicznie) i staje się sannjasinem, przenikniętym wysoką wiedzą upaniszadów.
Zdobył w Indiach reputację zarówno jako wódz jak i administrator. Zostawił po sobie przykład bez precedensu, nie spotykany ani wśród oficerów brytyjskich, ani cywilnych urzędników — przykład uczciwości, przyzwoitego traktowania krajowców, bezwzględności w ściganiu nieróbstwa i nieudolności zawodowej. W sprawach wojskowych wprowadził zmiany rewolucyjne — zaopatrywanie wojska w pochodzie przez lokalnych dostawców, dyscyplinę i szybkie manewry, dbałość o żołnierza. Doprowadził wojsko angielskie do niespotykanego przedtem stanu sprawności bojowej.
Było ich sześciu, bynajmniej nie wspaniałych.Tylko jeden miał przydomek „Wielki”, był też narkoman, homoseksualista i alkoholik.Wszyscy jak jeden mąż przeszli do Historii. Właściwie — wtargnęli. Panowali 180 lat.Pozostawili po sobie zgliszcza po tysiącletnich hinduskich świątyniach, ale także prosperujące szlaki handlowe.
Wykonany z drzewa hebanowego lub chlebowego, ma okrągłe pudło rezonansowe, do którego dołączone jest pudło z tykwy. Obydwa pudła przymocowane są do gryfu z końcówką rzeźbioną w kształcie pawia lub głowy lwa.Posiada 7 strun ze stali i mosiądzu — 4 melodyczne i 3 rytmiczne dla akompaniamentu, wprawia się je w drganie techniką szarpaną.
Pojawianie się na ziemi awatarów Wisznu obrazuje (i potwierdza) teorię ewolucji. Jednocześnie wyjaśnia nieustanne przechodzenie jednej formy w drugą, zanikanie i odradzanie, pulsowanie wielości światów i aspektów. Według hinduskiej myśli filozoficznej, ewolucja nie przebiega po stale wznoszącej się ku górze linii prostej, lecz po spirali. Objawienie się na ziemi Boskości przyspiesza ruch w górę po spirali, a objawiające się siły zła powodują regres i spadek w dół. Każde Objawienie, które można traktować jako wprowadzenie do układu ogromnej ilości Energii pozytywnej lub negatywnej, odzwierciedla poziom duchowy danego czasu historycznego, gdyż ilość (modlących się) przechodzi w jakość (Objawienie). Wtedy dokonuje się przekształcenie życia na ziemi, kiedyś biologiczne, później i teraz społeczne, a następnie — duchowe.
Wyjaśniał prawo karmy jako skutki wszystkich działań, tak poprzednich jak i obecnych, a więc polecał ćwiczyć bezinteresowność, samowyrzeczenie i nie przywiązywanie się do rezultatów czynów, owoców jakiegokolwiek działania. Polecana przez niego karma-joga polega na tak intensywnym byciu w świecie poprzez pracę i czynienie, że następuje „wypalenie” przyczyn poprzednich uczynków, a skutki nie pojawiają się. Na tej drodze konieczne jest też uprawianie bhakti-jogi, żarliwej nabożności i niezachwianej wiary w dobre skutki doczesne naszych starań. Zaś w miarę poznawania umysłu, dźniana-joga, dzięki głębokiemu zrozumieniu formuły neti neti, ani to ani tamto, następuje spontaniczne, nie wymuszone i nie nakazane przez żadne autorytety, zaniechanie wszelkiego działania.
Podglądacz podchodzi, rozgląda się, unosi aparat, waha się, podchodzi jeszcze bliżej, bo światłocień nie ten, przykłada aparat do oczu, przesuwa dziecko — chce zobaczyć więcej, nie waha się, bez słowa przeciska przez tłum pielgrzymów, nadeptuje czyste sari rozłożone na brzegu i… cyk.