hindu
Religia wyznacza rytm narodowy indyjskiego ludu. Z każdym biciem serca Hindus zbliża się do celu wiecznej chwały — uobecnienia Boga w sobie. Kiedy ktoś wymawia imię Boga, jego czułe ucho wychwytuje melodię i intonuje hymn na Jego chwałę. Bywa, że nie ma co jeść ani gdzie spać, a sklepienie niebieskie jest mu często jedynym schronieniem, ale w sercu nosi Boga. Wie, że na scenę życia wchodził niezliczoną ilość razy, tyleż samo razy z niej schodził, a setki kolejnych narodzin pozwoliły mu nacieszyć się wszystkim, co świat stworzony mógł mu zaofiarować i poznawszy tę jedyną prawdę, że wszystko na ziemi przemija, wie, że nic go już nie zadowoli. Teraz chce tylko odnaleźć i zanurzyć się w źródle, z którego tryska wszelkie objawienie…
Dlatego od najwcześniejszych lat dzieciństwa powtarza modlitwę: „Medytuję nad potęgą Istoty, która stworzyła ten świat. Niech oświeci Ona mój umysł.”
Wspaniała i piękna przyroda objawiająca tę Istotę jest dlań przedmiotem zachwytu. Przepełnione Jej tchnieniem święte księgi rozmaitych religii wzbudzają w nim szacunek i uwielbienie, podobnie jak ten, kto Ją odnalazł i opowiada o drodze doń wiodącej.
[Elizabeth Haich, mistrz duchowy]
My, mieszkańcy Zachodu, znajdziemy się wkrótce na rozdrożu, do którego myśliciele indyjscy doszli już jakieś siedemset lat przed Chrystusem.
[Heinrich Zimmer, indolog]
Hindu to zbawienna pułapka. Wszyscy przybysze z zewnątrz, nawet muzułmanie, ulegli urokowi prawdy o człowieku i świecie, wiedzy o czystej psychologii i socjologii zupełnie pozbawionych ideologii politycznych. Kogo choć raz wstrząśnie iluzja świata, ten postawi stopę na subkontynencie i podąży drogami Indii. Choćby we śnie. Indie nie czekają na odkrycie, ale cierpliwie czekają na zrozumienie.
·÷·
Hinduizm to termin europejski, sztucznie utworzony przez Anglików na potrzeby pierwszego spisu powszechnego, który został przeprowadzony w 1872 roku. W swej fobii klasyfikowania i oceniania, podzielili oni ludność subkontynentu na hindu people i muslim people. Ten zupełnie sztuczny i arbitralny podział, którego smutne konsekwencje trwają do dziś, nie dał oczywiście żadnej interesującej odpowiedzi na pytanie kim są badani. Z faktu, iż ktoś określił się hindu wcale nie wynikało, że wyznawał którąś z religii staroindyjskich lub hinduskich, mógł bowiem mieć na myśli przynależność do wspólnoty społecznej hindu. Właściwie wszyscy muzułmanie w Indiach są jednocześnie hindu — podbita ludność przechodziła na islam pod groźbą utraty życia lub utraty środków do życia. Wielu muzułmanów, jak na przykład mieszkańcy Bengalu, czują się na swój sposób hindu, gdyż są mieszkańcami subkontynentu oraz współtwórcami i uczestnikami cywilizacji hindu. Podobnie Sikhowie, którzy wprawdzie walczą o autonomię religijną i o wyłączenie ich religii z tygla wierzeń hinduskich, ale również mają siebie za hindu. Także dżiniści i buddyści uważają siebie za hindu. Mieszkańcy Indii do dziś bardziej utożsamiają się z miejscem zamieszkania niż z wyznawaną religią. Nazwa islam, zamiast wcześniej używanej nazwy w liczbie mnogiej mahometanie lub muzułmanie, pojawiła się w angielskim nazewnictwie też dopiero w XIX wieku.
Na określenie wszystkich mieszkańców Indii, Anglicy zaczęli z czasem używać nazwy indians i indian people.
Żaden hindus, mieszkający w Indiach lub poza Indiami, nie jest „wyznawcą” hinduizmu, gdyż jest to nazwa zbiorcza obejmująca wszystkie występujące na subkontynencie i w regionach zamieszkałych przez hindusów, formacje i odłamy religijne. Nie można być „wyznawcą” zbioru różnorodnych i sprzecznych elementów. Żaden więc hindus nie może być jednocześnie żarliwym sługą Śiwy, Ramy, Kriszny (religia bhakti), bogini Kali (tantryzm), rzeki Gangi (religia Kumbha Mela) i pozostałych, których jest mnogość. Każdy hindus dokładnie określa swoją religię.
Tak więc, gdy mieszkaniec Indii mówi nam dzisiaj, że jest hindu, to nigdy nie mamy pewności czy ma on na myśli cywilizację czy swoją religię. Hinduska tożsamość obejmuje przede wszystkim miejsce zamieszkania, następnie cywilizację, światopogląd i mentalność, a także religię (ale niekoniecznie). Trzeba podkreślić z wielkim naciskiem, że podobnie jak nauki Buddy (tak zwany buddyzm) obejmują filozofię, religię i psychologię oraz stosowne rytuały, tak hinduizm obejmuje powyższe dyscypliny oraz inne, niezwykle różnorodne dziedziny życia, myślenia i działania ludzkiego, jak choćby jogę, wedyzm, braminizm, ajurwedę, kamasutrę, wegetarianizm oraz indywidualne nauki mędrców (Ramakrishny, Wiwekanandy, Joganandy, Sai Baby) mówiące o zjednoczeniu człowieka z Absolutem, z Jednią, z Nieokreślonym, z TYM.
Hinduizm jako termin funkcjonuje wprawdzie w religioznawstwie, filozofii i kulturoznawstwie, ale nie wiadomo, co oznacza — nikt jeszcze nie zdołał zdefiniować hinduizmu.
Nul ne sait definir ce qu'est veritablement l'hindouisme.[Guy Sorman, Le genie de l'Inde, str. 240.]
Lecz nie sposób nie używać tego słowa-walizki, w której mieści się po prostu cały subkontynent i gwiazdy nad nim świecące, deszcze monsunowe i diaspora.
hinduista — słowo błędnie utworzone, być może pod fatalnym wpływem marksista, egzystencjalista, seksista, mające jakoby określać wyznawcę. Ale skoro na hinduizm nie można „przejść” (prozelityzm) i nie można stać się nowym wyznawcą (prozelitą), to nie ma na świecie hinduistów, są jedynie hindusi, miłośnicy jednej z wielu religii hindu, urodzeni w Indiach lub pochodzący z Indii, gdziekolwiek dziś mieszkają. Polskie słowo hinduista jest po prostu błędnym tłumaczeniem angielskiego słowa hindu. W języku angielskim używa się słów indian i hindu. W języku francuskim — indien, indienne oraz hindou, hindoue.
hinduistyczny — równie błędnie w języku polskim utworzony przymiotnik, który nie wiadomo co oznacza. To tak jakbyśmy mówili kościół katolicystyczny, zamiast katolicki.
·÷·
O religiach Księgi (patrząc jedynie okiem hindusa)
Trzy religie Bliskiego Wschodu — judaizm, chrześcijaństwo, islam są religiami patriarchalno-monoteistycznymi, wytworem jednego życia duchowego, życia semickiego.
Każda ma swoją Świętą Księgę, ustalającą mapę wiary, są to: Tora, Biblia, Koran.
Występuje w nich męska postać o podobnych cechach: Jahwe, Bóg, Allah, który jest Bogiem Osobowym.
Jest on Stworzycielem Świata i Panem wszelkiego stworzenia, a więc panuje, wyznacza nagrody i kary.
Religie te mniej troszczą się o człowieka, a jeszcze mniej o kobietę, a tylko o Mężczyznę-Boga, w Imię którego mężczyznom wolno zabijać (dżihad w islamie), podbijać (czyńcie ziemię swoją poddaną w Biblii), wykluczać (kobiety, tj. połowę społeczności, w islamie) i zmuszać do przyjęcia własnej wiary (ewangelizacja w chrześcijaństwie).
Nie ma w tych religiach ani jednej bogini. W judaizmie, kobieta nie może wejść do synagogi i uczestniczyć w modlitwie na równi z mężczyznami, ma tam specjalnie wyznaczone, gorsze miejsce; w islamie — ma wzbroniony wstęp do meczetu; w chrześcijaństwie — przez 1500 lat nie miała duszy i była całkowicie poddana mężczyźnie.
We wszystkich trzech religiach — zabrania się kobiecie sprawować jakichkolwiek rytuałów religijnych. Kobieta jako taka jest problemem, obsesją i fobią tych religii.
Ich obsesją jest ponadto: pojęcie OJCOSTWA rozumiane jako stwarzanie, kreacja; idea PANOWANIA widziana jako poddanie i zniewolenie innych oraz idea WYŻSZOŚCI pojmowana jako poniżanie i napiętnowanie innego.
·÷·
Hindu nie jest religią w naszym rozumieniu tego słowa. Brak tu Boga Osobowego, wyznania wiary, księgi dogmatów, Kościoła, najwyższego zwierzchnika i kapłanów, brak Założyciela. Gdy zapytamy hindusa o jego religię, odpowie, że jest to Sanatana Dharma — odwieczna zasada, coś zupełnie różnego od naszego rozumienia religii.
Hindu jest bardziej filozofią życia i światopoglądem.
Religie hindu przetrwały sześć, a może nawet siedem tysięcy lat nieprzerwanie w łonie jednej spójnej cywilizacji. Już sam ten fakt świadczy o ich obcowaniu z wiecznością.
W religiach hindu nie ma wyznawców, gdyż nie ma wyznania wiary. Są wielbiciele i miłośnicy boga czy bogini albo jakiejś koncepcji filozoficznej — używa się słów a fan, miłośnik oraz a devot, entuzjasta, oddany (w języku polskim słowa dewot, dewotka brzmią negatywnie, bo kojarzą się z powierzchowną pobożnością). W głębszym znaczeniu filozoficznym, podążający konkretną ścieżką duchową to sadhaka, a jego indywidualna droga to sadhana.
Hindusi nie używają też pojęć wierny i niewierny, które zostały wprowadzone przez islam, nazywający muzułmanów wiernymi, a wszystkich pozostałych — niewiernymi.
Wszystkie religie hindu są monoteistyczne.
Nie wypracowały one idei boga osobowego, lecz ideę boskości bezosobowej, zbliżoną do panującej we współczesnej fizyce koncepcji energetycznego pojmowania świata (są więc jedną wielką metafizyką). TO jest Bezosobowe — Absolut, Jedność, Jedyna Najwyższa Rzeczywistość, Jednia, Podstawowa Zasada, Najwyższy Duch.
Człowiek przynależy do TEGO, sam jest TYM, wypracowane w Upaniszadach tot twam asi, ty jesteś tym, leży u podstaw religijności hindu. Hinduska religijność uczy dostrzegać Absolut w każdej cząstce wszechświata, w Przyrodzie ożywionej i nieożywionej.
Boginie i bogowie są emanacją, aspektami owej Najwyższej Rzeczywistości.
Świat nie został ani stworzony ani zrodzony. Świat JEST i istniał wiecznie, sanatana.
Brahma nie stworzył świata, lecz zasady w nim panujące. Wisznu jest strażnikiem dharmy i przerywa kosmiczny sen w nieskończonym oceanie „jeszcze-nie-stworzonego-wszechświata”, by zstąpić na ziemię i przynieść ludziom nowe zasady. Odpowiedzialność za świat ponoszą nie tylko bogowie, ale także ludzie, których obowiązuje przestrzeganie dharmy. Świat bowiem jest stwarzany tu i teraz przez ludzi i przez bogów równocześnie. Bogowie są wśród ludzi, a nie na wyżynach doskonałości, interweniują w sprawy ludzkie na co dzień, a nie od święta, obdarzają łaską zawsze, w każdym momencie naszej egzystencji, choć człowiek może tego nie dostrzegać.
Etyczno-moralną konsekwencją upaniszadowego tot twam asi jest nabożny, religijny stosunek do drugiego Człowieka, gdyż Boskość objawia się w każdej bez wyjątku istocie ludzkiej, pozdrowienie namaste, co znaczy moja cząstka boskości pozdrawia twoją cząstkę boskości, streszcza najlepiej szacunek do drugiego. Hindusi przejawiają mistyczne zespolenie ze wszystkim, co ich otacza — drzewa, kwiaty, skały, kamienie, rzeki, jeziora, morze, ziemia, wschód i zachód słońca, księżyc, gwiazdy — okazują nabożny, religijny stosunek do Przyrody, która cała jest Boskością, a ludzie tylko jej częścią. Mają nabożny, religijny stosunek do zwierząt — w Indiach święte są nie tylko krowy i byki, lecz także węże, zwłaszcza kobra, małpy, pawie, szczury, a więc te zwierzęta, które żyją najbliżej człowieka i są skazane na jego niezręczności. Hindus nigdy z rozmysłem nie zabija, lecz pokojowo usuwa ze swej drogi lub pomieszczenia myszy, gekony, karaluchy, żuczki, muchy i komary — nigdy nie widziałam, by uganiał się z packą za muchą i ukatrupiał ją na szybie.
W hindu nie ma panteonu bogów o strukturze hierarchicznej zależności. Nie ma Boga najwyższego, który sprawowałby władzę nad innymi. Bogowie nie dzierżą zresztą żadnej władzy. Nawet najwyżsi, są tylko aspektami Rzeczywistości, częścią tej Rzeczywistości, która jako całość pozostaje niepoznawalna. Cząstkowość, niepełność boga, ale nie jego ułomność, wyrażona jest poprzez koncepcję awatary, całkowitego zstąpienia boga na ziemię tu i teraz pod jakąś konkretną postacią. Ramakrishna powiedział: awatara to ten, który daje zbawienie. Za każdym razem, kiedy objawia się szczególna moc Boskości, następuje wcielenie. A jeśli komuś trudno było zrozumieć ideę wcielenia, mówił: wystarczy wierzyć, że Boskie istnieje, i że cały wszechświat i wszystkie istoty są jego objawieniem.[L’enseignement de Ramakrishna, chapitre XVI, 1036-1048.]
Pytanie o liczbę bogów w religiach hindu jest bezzasadne, gdyż rzeczywistość boska mieni się niezliczoną ilością aspektów. Część opracowań, artykułów, podręczników, przewodników i słowników, powtarza z uporem, że w Indiach jest 330 milionów bogów. Kiedy Indie odzyskały niepodległość i rozpoczęto poważne prace badawcze na temat indyjskiej religijności, wciąż pytano hindusów: ilu macie bogów? Ktoś wreszcie odpowiedział — bogów jest tylu, ilu mieszkańców Indii. A że w 1947 roku było w Indiach 330 milionów mieszkańców… Śmieszne, że wciąż bezkrytycznie cytuje się tę liczbę. Przewodnik po Hampi, którego uważnie podsłuchiwałam podczas zwiedzania ruin miasta, powiedział z całkowitą powagą dwóm Francuzkom, że w Indiach jest 2 miliony bogów — przynajmniej twórczo interpretował.
Hindu jest w swej istocie zbiorem sekt, herezji, odłamów, stowarzyszeń, szkół, doktryn i prądów, które w dodatku zmieniały się i kształtowały w procesie historycznym. Sekta jest w Indiach, by tak rzec, podstawową jednostką religijnej organizacji. Pojęcie to nie ma znaczenia pejoratywnego. Tak jak greckie słowo hairesis, herezja, oznaczało autonomiczną szkołę myśli filozoficznej, tak pochodzące z łaciny słowo sekta, określa w ścisłym znaczeniu kierunek, szkołę myślenia, pewien sposób życia. Religie hindu nie stworzyły jednego kościoła, jednej doktryny, jednego dogmatu, ani jednej ortodoksji ustalonej przez taką czy inną zwierzchność. Każda religia hindu jest osobną drogą i przedstawia różną wizję świata, człowieka i boga — joga, tantryzm, religia bhakti, śiwaizm, wisznuizm, religia rzeki Gangi, religie bogiń: Durgi, Kali, Lakszmi, joga integralna, joga klasyczna, nie mówiąc o religiach sikhów, buddystów i dżinistów, które wyrosły z pnia hindu. Indywidualni jogini, nagowie, sannjasini, sadhu, babowie i guru prezentują własne rozumienie świata i człowieka, tworząc rozmaite szkoły i sekty.
W religiach hindu nie ma hierarchii władzy duchowej, bo w ogóle nikt nie trzyma rządu dusz. Bramini — to nie kapłani. Nie stanowią i nigdy nie stanowili jednolitej grupy, zobligowanej do jakiejś sformalizowanej „służby”. Pozostają z reguły bardzo religijni, są dumni z noszenia świętego sznura, symbolu podwójnego urodzenia i podążania starożytną drogą, która jest ich wybraną dharmą. W opinii samych hindusów, pozostają nadal elitą duchowo-moralną, dając innym przykład szlachetnego i czystego życia. Ale nie mają żadnej władzy. Na południu Indii, w Tamil Nadu, rola religijna braminów jest wciąż ważna, na północy — ich oddziaływanie jest niewielkie.
Kiedy papież Jan Paweł II przybył 6 listopada 1999 roku do Indii, powstał problem, kto ma go witać. Żaden ze świątobliwych mężów, guru, mistrzów duchowych, przewodników rozmaitych sekt, wyznań i religii nie ma bowiem w Indiach takiej rangi społecznej jak papież, będący głową całego Kościoła Katolickiego. Jana Pawła II witał Minister Spraw Zagranicznych, przyjmując go wyłącznie jako szefa państwa Watykan, a nie jako przywódcę religijnego. Obstając przy różnorodności religii, rząd indyjski konsekwentnie realizuje postulat czystej laickości państwa, nie godząc się na wpływ żadnej z nich na sprawy państwowe i pozostawiając sprawę uczuć religijnych wyłącznie życiu prywatnemu swych obywateli.
Wedy nie są, jak sądzą niektórzy, pismem świętym religii hindu, określającymi kanon lub dogmat obowiązujący wszystkich hindusów. Religia hindu nie jest religią księgi. Arjowie, Wedy i sanskryt to przybysze z zewnątrz. Do dziś przetrwały w nieskazitelnej formie niektóre religie wcześniejsze (w większości kobiece), a inne choć uległy ogromnym przekształceniom, to ukazują substrat przedaryjski (śiwaizm, tantryzm, siaktyzm). Wedy pozostają najważniejszym tekstem świętym dla braminów, którzy stanowią najwyżej 6% społeczeństwa. Dla miłośników Kriszny tekstem świętym jest Bhagawadgita. Dla podążających za przykładem Ramy najważniejszym tekstem, nie uważanym za święty, jest Ramajana. Kto wybrał na iszta dewatę współczesnego mędrca i guru, na przykład Sai Babę, ten będzie jego teksty uważał za święte.
Starożytną religię Indii określa się mianem wedyzmu, ale nic już z niego nie przetrwało oprócz literatury i od dawna nie składa się przebłagalnych rytualnych ofiar bogom zgodnie z nakazem Wed. Późniejszy braminizm, który wypracował bardziej osobisty stosunek człowieka do bóstwa i dyscyplinę pobożności, rozumianej jako pokora wobec niepojętej Wyższej Rzeczywistości, wchłonąwszy w swój system religijny wiele elementów ludowych, też już w Indiach przestał istnieć, zwłaszcza gdy potępiono, wydaje się raz na zawsze, system warnowy. Od połowy I tysiąclecia p.n.e. bramiński system religijno-społeczny przeżył kryzys pod wpływem ruchu reformatorskiego leśnych mędrców, riszi, z których Makkhali Gosala (560-484), Mahawira ( 547-467) i Gautama Budda (550-483) stworzyli nowe szkoły. W dzisiejszej religijności hindu rysuje się dominanta pracy nad sobą na wybranej indywidualnie drodze, zgodnie z wewnętrznymi potrzebami ducha. Można rzec, iż istotnie dokonała się głęboka, postulowana przez braminów przemiana rozpalenia ognia wewnętrznego, zamiast ognia rytualnego. Poszukiwaniom własnego Ja przyświeca starożytna formuła tot twam asi, a zmagania ze sobą są rozsupływane przez wciąż dostępną starożytną wiedzę psychologiczną. W procesie historycznego rozwoju przepadło więc wiele elementów hindu, zbędnych i mało dla człowieka znaczących, ale pozostało doświadczenie jednostek, riszi, guru, świętych i wyzwolonych za życia, którzy swą wiedzę przekazywali i przekazują w tradycji ustnej. To do nich zwracają się dzisiejsi poszukujący.
Ustne przekazywanie tradycji duchowej jest regułą. Mistrz duchowy ma moc powoływania uczniów i daje im swe niepowtarzalne doświadczenie, zdobyte rzetelnym poszukiwaniem wewnętrznym. W tym sensie, nauczyciele przekazują „żywą prawdę”, ożywioną duchem konkretnej epoki, a nie utrwalone przez wieki martwe dogmaty, przykazania, formułki stworzone przez innych. Dlatego każda epoka ma swoich mistrzów. Rolą mistrza duchowego jest prowadzenie ucznia po labiryncie własnych doznań ku takiemu doświadczeniu wewnętrznemu, które przyniesie radość, ulgę i spełnienie; ogromna część tego nauczania przebiega poza słowami, poprzez miłość, jaką uczeń otrzymuje przebywając u stóp mistrza. Od wieków ich podstawowym nauczaniem jest wiedza, że największym wrogiem człowieka jest jego własne ego. Ego przyjmuje za pewnik, że wyobrażenia o sobie i pragnienia kształtują to, kim człowiek jest. Gdy tymczasem nie jest niczym innym, jak tylko marionetką swych przeszłych uczynków, karmy, i wciąż niepojętych sił przyrody. Ego jest zasadniczą przyczyną dualizmu i maji, iluzji, przeświadczenia, że to ja sprawiam (ahankara), kiedy stworzenie uznaje siebie za Stwórcę.
Guru był i jest najważniejszym przekaźnikiem hindu (pierwszym guru człowieka jest matka, drugim — ojciec, a następnie pojawiają się inni nauczyciele). Tak jak we wszystkich religiach, tak w hindu następuje przeniesienie życia religijnego ze sfery zewnętrznej (świątynia) do sfery intymnej, wewnętrznej. Zamiast ofiar przebłagalnych, rytuałów i obrzędów, wzrasta potrzeba zrozumienia siebie, innych i otaczającego świata. Wzrasta więc rola rytuałów domowych, w których główną rolę odgrywają kobiety. Wprawdzie proces wprowadzania patriarchatu przez Arjów w miejsce pierwotnego matriarchatu trwał długo, od około 1700 p.n.e. do dziś, to jednak przetrwała koncepcja dwubiegunowości energii kosmicznej, siakti i śiwy, całkowicie równorzędnych i prawomocnych, a archetypem dla hinduskiej kobiety pozostaje Mahadevi, utożsamiana z boginią Durgą występującą pod wieloma imionami. Dziś chodzi o to, by zrozumieć na wyższym poziomie symbolicznym działanie energii żeńskiej i wpleść ją ponownie w wszechobecną energię męską, która zaniedbuje świat i człowieka. W zakresie przywrócenia światu owej siakti, energii żeńskiej, hindusi będą mieli wiele do powiedzenia.
Poważani i wciąż ważni są w hindu wędrowni asceci, sannjasini, którzy dają najlepsze świadectwo żywej wiary. Uczą oni, że najwyższym i jedynym celem człowieka jest urzeczywistnienie siebie, to znaczy przekroczenie własnych ograniczeń, zjednoczenie z wyższym sobą i połączenie z własną Jaźnią, która jest połączeniem z Boskością ukrytą w nas samych. I nie ma znaczenia czy człowiek czyni to z pomocą boga czy bogów, świątyni, medytacji, dyscypliny, ascezy, modlitwy, filozofii, psychologii, warsztatu artystycznego czy pracy, wyrzeczenia czy gromadzenia (cnót), czy tylko rzetelnego wykonywania zawodu. Nie ma znaczenia czy człowiek podąża ścieżką samotną czy idzie wspólnie z innymi, czy oddaje się wybranemu guru czy bogu, czy też rozważaniom czysto filozoficznym poprzez zdyscyplinowane czytanie Wed, Mahabharaty, Ramajany, Bhagawadgity, ważne jest, by człowiek szedł. By był w ruchu ku osiągnięciu wyzwolenia. Najwyższym celem hindusa jest bowiem wyzwolenie z iluzji siebie i świata, wyzwolenie z samsary, koła narodzin i śmierci. Oczywiście, można przyspieszyć swe wyzwolenie podejmując wysiłek życia ascetycznego i wyrzekając się świata zjawiskowego, ale joga i asceza są ścieżkami trudnymi i nie dla wszystkich dostępnymi. Zdecydowana większość hindusów podąża drogą tradycji, a nie indywidualnych ścieżek. Lecz wiedzą oni, że dążenie do świętości nie jest niemotą i pasywną wegetacją, a rozmyślnym wyborem i działaniem.
Ze światopoglądu religijnego hindu wypływa też, na przykład, specyficzne traktowanie dziecka. Od momentu narodzin dziecko jest traktowane jak Osoba, w pełni świadoma i ukształtowana Istota, za której rozwój rodzice nie czują się aż tak bardzo odpowiedzialni, ale której rozwoju nie mogą powstrzymać lub przekierować. Dziecko wybiera rodziców zgodnie ze swoją karmą i przychodzi na świat, by spełnić siebie, a nie oczekiwania dorosłych. Obce są w hinduskiej rodzinie koncepcje tresowania, wychowania, kierowania, urabiania, wykształcenia osobowości dziecka na wzór i podobieństwo społecznych lub rodzicielskich oczekiwań. Potrzebuje ono tylko dobrych warunków, podlewania jak roślinkę, której kod genetyczny zawarty w ziarnie stymuluje specyficzny rozwój, po swojemu. Tajemnica wyrodzenia się z rodziny, inności, odejścia i swoistego nieposłuszeństwa wobec zasad hołdowanych w zespole rodzinnym jest rozumiana jako konsekwencja karmy z poprzednich wcieleń i nie budzi w zasadzie niepokoju. Dziecko od najmłodszych lat skazane jest na działanie złogów karmicznych i na odpowiedzialność za swoje niezawisłe decyzje. Nie wchodzi w grę wymuszanie miłości do rodziców, gdyż dziecko idzie za głosem swego serca w wyborze osób, które pokocha spontanicznie na swej drodze życia. Rodzicom jest winne tylko szacunek za przyjęcie w progi domu i stworzenie warunków do wzrostu. Matka nie traktuje dziecka jak swoją własność, a ojciec — jak przedłużenie gatunku. Rodzice pozostają tylko czasowymi opiekunami w jego aktualnej inkarnacji i nie uważają siebie za jedynych. Często dziękują dziecku za przybycie w progi ich domu i wyjątkowe spotkanie. Umożliwienie przybycia do rodziny nie jest tożsame z daniem życia, kreacja to tylko stworzenie cielesnej powłoki, a nie — ducha, który przybywa wolny i niezawisły. Rodzice nie są stworzycielami owego ducha, czy jaźni, są tylko miejscem budzenia się starej świadomości i uruchomienia nowych mocy. Im mniej przeszkadzania, a więcej pozwolenia na to, by dziecko było tym, kim jest, tym lepiej wypełniony obowiązek rodzicielski.
Idea wegetarianizmu należy do religijnej warstwy hindu, a nie do dietetyki. Wszystkie praktycznie pisma święte i nauki mędrców podkreślają, że podstawowym obowiązkiem człowieka jest utrzymanie własnego ciała w dobrym zdrowiu, a więc spożywanie produktów czystych. W przeciwnym razie umysł nie może pozostać skupiony w nabożnej koncentracji i nie może poznawać siebie. Mięso traktuje się jako materię ciężką, brudna, skalaną, która najbardziej zanieczyszcza ciało. Odmowa spożywania mięsa, zwłaszcza ssaków należących do naszego rzędu, jest odmową zabijania zwierząt, których natura jest boska. Wegetarianizm jest praktycznym zastosowaniem idei ahimsy, niekrzywdzenia.
Założenie, że każda żywa istota podlega prawu reinkarnacji leży u podstaw wszystkich bez wyjątku wierzeń hindu. Lecz hindusi rozumieją reinkarnację jako możliwość osiągnięcia ostatecznego wyzwolenia w tym życiu tu i teraz i braku smutnej dla nich konieczności ponownego przyjścia na świat. Jeśli konieczny jest powrót do życia w takiej czy innej formie, to w rękach człowieka spoczywa obowiązek (dharma) wypracowania dobrej karmy, zgodnie z którą przyszłe wcielenie będzie takie, na jakie człowiek sobie zasłuży. W następnym życiu nie zrealizuje się jednak na pewno widzimisię naszej rozpasanej woli i jej paskudnego chciejstwa. Posiadamy tylko intuicję prawa karmy, a nie wiedzę, gdyż nie znamy konsekwencji wszystkich naszych poprzednich wcieleń. Karma rozumiana jest jako pojęcie etyczno-moralne i nadaje sens relacjom międzyludzkim, mniej relacjom człowiek-boskość, ustalając naszą przyszłość. Reinkarnacja jest zakodowanym prawem fizyki — prawa zachowania energii.
Codzienne uczestnictwo w pudży w świątyni o wschodzie i o zachodzie słońca jest zalecane, ale nie jest to warunek sine qua non bycia pobożnym hindusem. Kobiety odprawiają codziennie pudżę domową, na rodzinnym ołtarzu. Ołtarz i bóstwo domowe okadzają kadzidełkiem, oblewają wodą świętą i obsypują cynobrowym proszkiem i ryżem, układają kwiaty i owoce, recytują mantry. W pudży domowej uczestniczy tylko ten kto chce, a cała rodzina — jedynie podczas ważnych uroczystości. Każdy hindus ma ponadto swoją ulubioną świątynię, którą odwiedza według własnego wewnętrznego religijnego porządku, bywa ona związana z dzieciństwem lub istotnym wydarzeniem duchowym własnym lub kogoś dlań ważnego i bliskiego. Hindusi wybierają się też często w pielgrzymkę do miejsca, które szczególnie chcą odwiedzić, samotnie albo w towarzystwie bliskich. Zgodnie z tradycją uczestniczą w najważniejszych hinduskich świętach Diwali i Holi, ale już w świętach lokalnych niekoniecznie. Podczas pudży, pudżarin nakłada na czoło serdecznym palcem święty znak tilak, który jest znakiem większości religii hindu. Znak ten hindus może nałożyć sobie sam lub nakłada go matka, siostra, ojciec czy ktoś bliski podczas pudży domowej. Wszędzie w świątyniach spotyka się swastykę, aryjski znak słońca, dający gwarancję powodzenia we wszystkich przedsięwzięciach. Świątynia domowa i budowanie własnych ołtarzy jest jedną z najważniejszych cech hindu. W ołtarzyku osobistym hindusa znaleźć można jego bóstwo prowadzące, iszta dewatę, figurkę boga, zdjęcie guru lub stopy osoby świętej, znaki graficzne — zgłoskę OM czy swastykę, kwiat lotosu lub śiwa-lingę, ogólne znaki religii hindu. Znaleźć można wiele, wiele innych uświęconych rzeczy, wszak układanie własnego ołtarza odpowiada nastrojowi chwili. Potrzebie serca i ducha.
Kremacja ciała po śmierci jest jednym z najważniejszych rytuałów hindu. Już Arjowie palili zwłoki swoich zmarłych na stosie kremacyjnym, gdyż to oni nadali ogniu najwyższą moc oczyszczającą. W czasach drawidyjskich stosowano pochówek do ziemi. Kremacja jest aktem symbolicznym, ogień przepala związki łączące człowieka z tym-życiem-tu-i-teraz, trawi złą karmę i przepala złogi karmiczne. Dba się o to, by już w czasie umierania osoba nic nie posiadała i zerwała materialno-emocjonalne związki ze światem. Spalanie ciała pozwala duchowi szybciej wydobyć się z okowów materii i podążyć ku nowemu, lepszemu, jak uważają hindusi, wcieleniu.
Według mitologii indyjskiej na początku była Ziemia, Śri (nie Słowo) spoczywająca na kwiecie lotosu, więc lotos jest symbolem Stworzenia, kreacji, podporą wszystkiego, co istnieje w świecie materialnym i duchowym. Bogini Lakszmi spoczywa na różowym kwiecie lotosu, a bogini Saraswati — na białym; w ikonografii wielu bogów przedstawia się siedzących na kwiecie lotosu, także — Buddę. Lotos jest apoteozą piękna i idealnej symetrii. Korzenie kwiatu lotosu tkwią w mętnych wodach podświadomości, zamknięty kwiat o kształcie jaja wynurza się i przebija łodygą taflę wody, naszą świadomość, rozchylające się płatki symbolizują proces otwierania się duszy, zaś płatki otwarte ku górze — nasze dążenie ku nadświadomości, boskiej jaźni.
Ująć religie hindu jednym zdaniem?
Ahimsa paramo dharma, niekrzywdzenie najwyższą zasadą,
recytacja świętej zgłoski Om — hymnem duchowym,
jej sanskrycka grafia — herbem;
swastyka to słoneczny totem szczęścia domowego,
kwiat lotosu — ikona świata widzialnego, przejawionego,
tot twam asi — mantra uwznioślenia i ubóstwienia świata.
Reszta jest iluzją, złudzeniem, mają…
*
Treść - © 2008-2010 Danuta Orlewicz
Kod i grafika - © 2008-2010 Jacek Iwański
Już podczas tego pierwszego najazdu muzułmanów złupiono Nalandę i inne wielkie klasztory na terenie północno-wschodnich Indii. Tam gdzie pojawiali się muzułmanie afgańscy, tam płonęły księgozbiory i mordowano zakonników. Klasztor w Nalandzie powstał w pierwszych wiekach naszej ery i był jednym z najstarszych i najświetniejszych uniwersytetów na świecie. Przez siedem stuleci stanowił duchowe centrum Azji Południowej. Uczęszczało do niego nawet czasem aż do 10 000 studentów, a nauczało aż 2 000 nauczycieli. Medycyna, nauki przyrodnicze, prawo oraz filozofie wszystkich religii stały otworem dla każdego, bez ograniczenia stanu, majątku czy koloru skóry. Afganowie wzięli podobno mnichów za żołnierzy i spalili obiekt — biblioteka zawierająca 9 mln rękopisów miała gorzeć cały rok. W ciągu dwustu lat zostały zrujnowane wszystkie klasztory, a rok 1199 — zniszczenie uniwersytetu-klasztoru w Nalandzie (dziś Bihar) — jest symboliczną datą końca buddyzmu w Indiach.
Już od początku lat dwudziestych XIX wieku jedynie Kompania dysponowała liczącą się siłą militarną na subkontynencie. Jednakże jej zwierzchność nad Indiami nigdy nie miała charakteru całkowitego. Trzymanie w dyscyplinie praktycznie każdego regionu wymagało obecności wojska i dowódców oraz planowanych akcji bojowych. Przy pomocy sipajów, wojska najemnego, utrzymywanego zresztą przez indyjskich władców, prowadzono praktycznie bez przerwy operacje militarne przeciwko Birmańczykom na północnym wschodzie, a na północnym zachodzie — przeciwko Afganom. Tylko dwa państwa indyjskie zachowały ostatecznie całkowitą autonomię — Baroda i Majsur.
W zasadzie od razu po wyodrębnieniu swej tożsamości, już w siedemnastym wieku, Sikhowie byli uciskani i prześladowani przez cesarzy mogolskich, ponosząc wielkie ofiary dla ochrony i zachowania swej wiary oraz odrębności narodowej. Paradoks polegał na tym, że ich religia była znacznie bliższa islamowi (instynkt samozachowawczy i przemyślność polityczna Guru Nanaka) niż jakakolwiek inna religia hindu, a mimo to muzułmanie traktowali ich jak innowierców, żądając płacenia podatku wyznaniowego (dżizja), co powodowało wieczne zatargi i niesnaski. Jedynie Akbar rozumiał intencje i aspiracje Sikhów, a także wyczuwał ich wzrastającą siłę, napierającą jak burza — otrzymali tedy firman nadający im ziemię wokół Amritsaru, który do dziś jest podstawą do roszczeń terytorialnych wciąż śnionego, autonomicznego państwa. Notorycznie odmawiali poddania się cesarstwu Wielkich Mogołów, zaciekle bronili przed hinduskimi radżami. Zawsze walczyli o swoją suwerenność.
Śiwa niszczy maję (ułudę) i zdziera zasłonę maji ze wszystkich rzeczy, ale jednocześnie posiada 108 imion, z których każde jest i mają, i mocą.Śiwa jest odpowiedzialny za rodzenie i za umieranie, daje życie, gdyż jest szafarzem prokreacji, ale jako Władca śmierci — niszczy je.
Jako obrońca starożytnego porządku społecznego stoi na straży dharmy i systemu warn. Zyskał na popularności w ostatnich czasach z powodu impasu politycznego w Ajodhji i stał się ikoną hinduskiego nacjonalizmu. Ale bardziej jako bohater narodowy niż boski posłaniec boga Wisznu. Wielbicielem Ramy był Mahatma Gandhi.
Murti Kriszny, jego postać, jest też jedną z najbardziej skomplikowanych, ukazuje wielość aspektów niekiedy wewnętrznie sprzecznych (wojownik nawołujący do zniszczenia/radosne niewinne dziecko) odbiegając zarówno od nieskomplikowanej postaci Wisznu, którego jest awatarem jak i od spójnej i jednoznacznej postaci Ramy. W różnych regionach Indii przybiera różne twarze, jest wielbiony pod wieloma imionami i sławiony w mitach o różnej treści. Niewątpliwie jest w Indiach jedną z największych mocy boskich, ukazując się wielbicielom pod taką formą, jaką oni sami sobie wybiorą i jakiej oczekują. I dla nich jest wtedy Najwyższym Objawieniem, Jedyną Boską Rzeczywistością, Potęgą Świata — Iśwarą.
W Indiach bhakti najbardziej ujawniała się i ujawnia w kulcie boga Kriszny, zwłaszcza w słynnym tańcu lilarasa. Kiedy Kriszna gra na flecie wszystkie kobiety opuszczają swoich mężów i biegną oddać się szalonemu tańcu z bogiem, a każda kobieta ma złudzenie, że bóg tańczy tylko z nią. Opowieści o pożądaniu i pragnieniu zespolenia z Kriszną wkładane są w usta pastereczki Radhy, która opiewa tęsknotę w rzewnych pieśniach (ragach). Wymykanie się młodej kobiety nocą spod dachu małżonka prosto w objęcia pięknego Kriszny, to oczywiście metafora duszy, która tęskni za zjednoczeniem z boskością. Gra na flecie to odwieczne przywoływanie duszy, to czarowanie jej, by zapomniała o ziemskim cierpieniu. Do kultu i tradycji Kriszny odwołuje się dziś w Indiach około 300 mln ludzi.
Trudno zrozumieć i nie wiedzieć czemu przybrała w polszczyźnie rodzaj męski — Ganges.A przecież Ganga to śliczna, młoda bogini, devi. O wdzięcznie pochylonej głowie w białej koronie, wpatrzona w nurt swojej rzeki, siedzi na krokodylu unoszącym się po leniwie płynących wodach. W lewej dolnej ręce trzyma dzbanek na wodę (charakterystyczny lily, do dziś sprzedawany na ghatach w Waranasi), prawą ręką wykonuje gest pozdrowienia, w lewej górnej — trzyma naszyjnik malę (też wciąż sprzedawany w Waranasi), w prawej górnej — kwiat lotosu. Niekiedy przedstawia się ją tylko z dzbankiem lily i lutnią. Jej siostrą jest siedząca na żółwiu devi Jamuna, dopływ prawobrzeżny, niegdyś bardzo obfity w wodę, dziś — zanikający.
Największe zainteresowanie jogą na Zachodzie zaczęło się wtedy, gdy zauważono jej możliwości powstrzymania procesów starzenia się. Zachód jest opętany ideą conservatio, w tym przypadku zachowaniem młodości i zdrowia. Jeśli więc joga zyskuje u nas rację bytu, to nie dlatego, że wyzwala, lecz dlatego, że administruje kolejny narkotyk — utrzymanie młodości i zdrowia (na wieczność?). Praktyka jogi na Zachodzie nie bierze pod uwagę całości systemu filozoficznego, z którego się zrodziła. Trzy z cytowanych przez Eliadego pojęć-kluczy — karma, maja i nirwana — pozostają kompletnie obce naszej umysłowości. I tak długo jak są obce, nie można mówić o nawet wstępnym rozumieniu tego, czym jest joga.
Czaraka ze starożytnego miasta Takszasili stworzył pierwsze przekazane potomności dzieło lekarskie. Było przeznaczone do opanowania ustnego, w formie rozmowy między Atreją-lekarzem a uczniami, każda rozmowa kończyła się wierszem. Czaraka-Samhita ukazuje niezwykły poziom ziołolecznictwa, a zbiory ziół i leków przewyższają zbiory egipskie, z których zresztą wiele było zwyczajowo importowanych z Indii.
Najważniejsza część Kamasutry to 64 pozycje splotów i uścisków ciała pozwalające osiągnąć najwyższe zadowolenie. Osiem omawianych tematów to: uścisk, pocałunek, pieszczoty palcami i drapanie paznokciami, gryzienie, odpoczynek, krzyki i westchnienia, odwrócenie ról męskiej i kobiecej oraz pieszczoty ustne, a każdy z rozdziałów traktuje o ośmiu różnych sposobach uzyskania przyjemności. Jeśli w sztuce kochania konieczna jest różnorodność, to dlatego, że pragnienie budzi się dzięki różnorodności sposobów. Lecz gdy nie ma miłości między kochankami to i 64 pozycji będzie za mało. Dlatego kurtyzany, ostrzega autor, znające niezliczoną ilość technik miłosnych mają takie wzięcie. Kurtyzana była kobietą poszukiwaną, gdyż doznawała swobodnej rozkoszy seksualnej, a w środowisku mówiono o niej z… rozkoszą.
Syn ubogiego, pobożnego bramina z Kalkuty miał od najmłodszych lat doświadczenia mistyczne. Każdego człowieka brał za swego nauczyciela; spotkał na swej drodze wielu wybitnych mistrzów duchowych. Inicjację otrzymał od tantrycznego ascety, który rozpoznał w nim boską inkarnację, awatarę. Stąd duchowe imię — siódmej i ósmej awatary boga Wisznu.
Wyjaśniał prawo karmy jako skutki wszystkich działań, tak poprzednich jak i obecnych, a więc polecał ćwiczyć bezinteresowność, samowyrzeczenie i nie przywiązywanie się do rezultatów czynów, owoców jakiegokolwiek działania. Polecana przez niego karma-joga polega na tak intensywnym byciu w świecie poprzez pracę i czynienie, że następuje „wypalenie” przyczyn poprzednich uczynków, a skutki nie pojawiają się. Na tej drodze konieczne jest też uprawianie bhakti-jogi, żarliwej nabożności i niezachwianej wiary w dobre skutki doczesne naszych starań. Zaś w miarę poznawania umysłu, dźniana-joga, dzięki głębokiemu zrozumieniu formuły neti neti, ani to ani tamto, następuje spontaniczne, nie wymuszone i nie nakazane przez żadne autorytety, zaniechanie wszelkiego działania.
Dzięki pomocy maharadży z Kasimbazar założył w 1918 roku szkołę w Ranczi, której program nawiązywał do nauk starożytnych riszich. Był absolutnie przekonany, że tylko wartości etyczno-moralne i duchowe dają człowiekowi szczęście. Zakres nauczania obejmował przedmioty praktyczne z rolnictwa, przemysłu i handlu oraz podstawowe wiadomości teoretyczne. Uczniowie uczyli się jogi i medytacji, a od 1916 roku przyjęto Jogodę, specjalnie przygotowany przez Joganandę program rozwoju wewnętrznego uczniów. Szkoła ta stała się znaną na całe Indie instytucją, a pod ogólną nazwą Jogoda Sat-Sanga rozwinęły się filie w Midnapore, Lakszmanpurzez i Puri. Siedziba główna w Ranczi prowadzi do dziś oddział medyczny, który bezpłatnie otacza opieką ubogich mieszkańców okolicznych wiosek. Ten sam ruch został na Zachodzie nazwany Self-Realization Fellowship.
Warunkiem podjęcia sadhany jest przestrzeganie co najmniej trzech reguł, dzięki którym obudzona przez praktykę energia skierowana zostaje ku najwyższemu celowi, jakim jest przebudzenie duchowe. Te reguły to: ahimsa — niekrzywdzenie, satja — trzymanie się prawdy i brahmaczarja — wstrzemięźliwość płciowa (co oznacza uporządkowane życie seksualne, a nie — jak obawiają się ludzie Zachodu — całkowitą abstynencję seksualną; chodzi tu bowiem o świadome kierowanie energią libido i nie popadanie w uzależnienie od seksu, a także o dotrzymanie wierności jednemu partnerowi).
Powstały głównie w VI i V wieku p.n.e. w okresie fermentu religijnego, jakim było poddanie w wątpliwość roli kapłanów i ich monopolu w sprawach religijnych. Tematyka ściśle wedyjska, czyli składanie rytualnych ofiar bogom, ustępuje miejsca zagadnieniom filozoficznym i metafizycznym.
Jest tylko twórcą dharmy, prawa naturalnego, zasad biologicznych i kosmicznych, a nie twórcą materialnej struktury wszechświata. Mimo że otrzymał postać starca z długą (białą) brodą o trzech twarzach (czwarta jest niewidzialna), nie oddaje mu się kultu i nie stawia świątyń, nie obchodzi świąt na jego cześć. Został Zapomniany. Stał się bogiem „papierowym” (zwrot M. Eliade'go). Przestał odpowiadać na zapotrzebowania religijne. Po okresie wedyzmu, bramini wprowadzili go do panteonu hinduskiego, ale nie udało się go tam utrzymać jako postać znaczącą. Kiedy murti przestaje być wielbiona przez wielbicieli, to znaczy, że jest im niepotrzebna.
Pojawianie się na ziemi awatarów Wisznu obrazuje (i potwierdza) teorię ewolucji. Jednocześnie wyjaśnia nieustanne przechodzenie jednej formy w drugą, zanikanie i odradzanie, pulsowanie wielości światów i aspektów. Według hinduskiej myśli filozoficznej, ewolucja nie przebiega po stale wznoszącej się ku górze linii prostej, lecz po spirali. Objawienie się na ziemi Boskości przyspiesza ruch w górę po spirali, a objawiające się siły zła powodują regres i spadek w dół. Każde Objawienie, które można traktować jako wprowadzenie do układu ogromnej ilości Energii pozytywnej lub negatywnej, odzwierciedla poziom duchowy danego czasu historycznego, gdyż ilość (modlących się) przechodzi w jakość (Objawienie). Wtedy dokonuje się przekształcenie życia na ziemi, kiedyś biologiczne, później i teraz społeczne, a następnie — duchowe.
Gdy człowiek postępuje zgodnie ze swoją dharmą, wtedy robi dobrze to, co ma zrobić — tancerz tańczy, garncarz garnki lepi, król rządzi, podróżnik udaje się w świat, handlarz handluje. Człowiek musi poddać się dharmie — starzec umiera, niemowlę krzyczy, dorosły bierze na siebie odpowiedzialność, wojownik — wystawia się na niebezpieczeństwo. Według tego samego prawa — rzeka płynie do morza, ptak śpiewa, słońce wschodzi i zachodzi, owoc dojrzewa, wulkan wybucha, fala uderza o brzeg, a ziemia kręci się. Prawo to rządzi tak ładem kosmicznym, jak i porządkiem społecznym oraz osobowym ego.
Jako że w języku hindi nie ma słów proszę i dziękuję, to często Indusi używają zamiast nich słowa namaste.Pozdrowieniu towarzyszy gest złożonych na piersiach rąk i lekkie, dziękczynne skinienie głowy.Do osób starszych i bardzo szacownych zwracamy się namaskar.
Krowa związana jest przede wszystkim z kultem boga Kriszny, który spędził dzieciństwo i młodość wśród pasterzy krów. Przedstawia się ją jako białą, śliczną, idylliczną jałówkę z oczami łani, a Krisznę jako młodego pasterza — Gopal, Gowinda — grającego na flecie. Krowa jest reliktem najstarszej warstwy kulturowo-religijnej Indii, dziś trudno więc zrozumieć jej niezwykłość. Dla nas krowa jest nazbyt pospolitym zwierzęciem, a odzwierciedla życie na wsi, które obarcza się takimi epitetami jak: bieda, zacofanie, brud, gnuśność i prymitywizm.
Pojawianie się awatarów znakomicie obrazuje (i potwierdza) teorię ewolucji. Według myśli hindu ewolucja nie przebiega po stale wznoszącej się ku górze linii prostej, lecz po spirali, cyklicznie wracając do tego samego punktu na wyższym poziomie. Punktem zwrotnym na spirali jest Objawienie, pojawienie się boskiej istoty, która zasadniczo zmienia kształt życia na ziemi, najpierw biologicznego, a następnie społecznego i wreszcie duchowego. Pierwsze zstąpienie boga Wisznu to ryba (Matsja), symboliczna informacja, że życie powstało w wodzie, drugie — żółw (Kurma) żyjący częściowo w wodzie częściowo na lądzie, trzecie — dzik (Waraha) pozostający już tylko na lądzie.
12 sierpnia 1947 roku Podział stał się faktem i na subkontynencie indyjskim powstały dwa niezależne, suwerenne państwa — okrojone Indie oraz Pakistan Zachodni i Pakistan Wschodni zarządzany surrealistycznie jako jeden kraj. Był to w gruncie rzeczy trójpodział — Indiom odcięto historyczną kolebkę hindusów, dorzecze rzeki Indus oraz brutalnie rozpołowiono i Pendżab i Bengal. Nikt na tym nie zyskał, raczej wszyscy stracili. Mimo to 15 sierpnia świętowano pierwszy dzień niepodległości.
Czwarty i ostatni etap życia pobożnego bramina, który po wypełnieniu swych obowiązków względem rodziny wycofuje się z życia doczesnego. Wyrzeka się świata zjawiskowego i wszelkiego w nim działania, by nie gromadzić karmy na przyszłe inkarnacje. Podejmuje życie pustelnika lub wędrownego ascety, oddając się wyłącznie urzeczywistnieniu brahmana w sobie. Medytuje, studiuje aranjaki i upaniszady, praktykuje jogę. Jego szafranowe szaty są widocznym znakiem wyrzeczenia. Dzisiaj już coraz mniej wyrzeczeńców chodzi po drogach Indii, raczej zamykają się w pustelniach i aszramach.
Wierząc, że świat został stworzony przez twórczą siłę maji wyrzeka się iluzorycznych dóbr tego świata i działania na jego rzecz. Nie gromadzi w ten sposób nowej karmy i uwalnia się, by dążyć ku najwyższej Rzeczywistości.
W Indiach, dzieci z warny braminów oddawane są na naukę do guru i to właśnie nadaje im statut drugi raz narodzonego. Rytuał przejścia polega na symbolicznej „śmierci” dziecka i jego ponownych narodzinach. Guru jest nową matką i przekazuje dziecku swą moc-opiekę w formule mantry inicjacyjnej. To także wzbudza podejrzliwość na Zachodzie, gdzie dziecko jest traktowane jak bezwzględna własność swoich rodziców, którzy wychowują je jak chcą i zgodnie z własnym (niekoniecznie akceptowanym społecznie) systemem wartości. Wszelkie wtrącanie się osób trzecich w proces wychowawczy jest piętnowane i traktowane jako naruszenie własności osobistej. Rodzice nie chcą, by nauczyciel miał na dziecko większy wpływ niż oni. Na Zachodzie, więź matka-dziecko wyradza się często w związek toksyczny, właśnie dlatego, że postać matki jest zbyt ważna, jedna jedyna i ustanowiona „raz na zawsze”. Gdy dziecko nie potrafi „porzucić” swej matki, by iść w świat i ustanawiać nowe, równie ważnie, a może dla rozwoju duchowego ważniejsze więzi, zatrzymuje swój rozwój wewnętrzny.
Bramini nigdy nie tworzyli i nie tworzą spójnej, jednolitej grupy, zobligowanej do jakiejś sformalizowanej „służby”. Żenią się, mają dzieci, pozostają zanurzeni w życiu z wszelkimi jego problemami natury etyczno-moralnej, borykają się z problemami finansowymi, zarabiają na życie, jedni lepiej, inni gorzej. Ponieważ w zasadzie nie wolno im wykonywać żadnych prac fizycznych, więc uplasowali się w tak zwanych zawodach intelektualnych i pracują jako profesorowie, lekarze, sędziowie i adwokaci oraz urzędnicy wszystkich szczebli drabiny społecznej. Kiedy bramin odprawia ważną ceremonię religijną, domowy rytuał czy pudżę, wtedy jest kapłanem. Kiedy przygotowuje posiłek, jest kucharzem, a kiedy wypieka chleb — jest piekarzem. Kiedy nie znajduje pracy — jest biednym braminem, a kiedy dobrze zarabia — jest bogatym braminem.
Każda Weda przedstawia następujący szereg: mantra (samhita) — brahmana — aranjaka — upaniszad.Podział ten odpowiada czterem etapom życia bramina i każdego hindusa, który decyduje się na życie „wyższe”. Młody człowiek staje się uczniem, poznaje dyscyplinę i uczy się na pamięć mantr wedyjskich. Następnie zakłada ognisko domowe, staje się gospodarzem i niesie ofiarę swym bogom. Po spełnieniu obowiązku przekazania wiedzy swoim synom, wycofuje się z życia społecznego i udaje w miejsce odosobnienia (dziś nie jest to leśna pustelnia, lecz aszram), gdzie studiuje aranjaki, teksty leśne. I wreszcie bierze kij żebraczy (dziś porzuca świat symbolicznie) i staje się sannjasinem, przenikniętym wysoką wiedzą upaniszadów.
Ci Indoeuropejczycy, którzy przybyli nad Indus określali siebie mianem arya, co znaczy szlachetny, ustanawiając dla siebie pozycję wyższości wobec dasów, ciemnoskórego ludu, mówiącego różnymi tubylczymi językami i mieszkającego w umocnionych osadach nad brzegami rzek. Nie wiadomo, czy Indoeuropejczycy i Arjowie to ta sama grupa ludów, bowiem część tubylczej ludności znad Indusu, o miejscowej kulturze hindu, mogła na przykład stać się arya po spełnieniu określonych przez najeźdźcę wymogów. Wedy opisywały proces in statu nascendi tworzenia się nowej cywilizacji, która powstawała z fuzji wielu, wielu elementów, nie tylko przyniesionych z zewnątrz, lecz przede wszystkim lokalnych. W trakcie migracji i podbojów Arjowie potrafili umiejętnie podporządkować sobie i zasymilować osiadłe ludy rolnicze. Od zarania znali napięcia powodowane symbiozą niejednorodnych, a nawet przeciwstawnych orientacji religijnych, ale potrafili nad nimi zapanować.
Dla hindusów, Bhagawan jest jednym z imion określających boga. Ale nie jest to imię-rzeczownik określający kim ten bóg jest, lecz jaki jest, a więc to epitet wskazujący przymiot boga. W dodatku jest to epitet stały, to znaczy taki, który określa każdą objawiającą się boskość. I jak to zwykle w religiach hindu bywa dla jednych Bhagawanem jest Rama, dla drugich — Kriszna, a dla innych — Wisznu.
Rawana był uosobieniem zła w najczystszej postaci, a w dodatku obdarzonym mocą rozsiewania go i rozprzestrzeniania. Bez pomocy Ramy ludzie nie potrafiliby go ani opanować ani nawet unieszkodliwić. Rawana postanowił pomścić siostrę i wysłał do lasu pięknego, złotego jelonka na przynętę. Kiedy Sita zobaczyła jelonka pobiegła za nim, ale nie mogła go dogonić i poprosiła Ramę, by go upolował. Rama i Lakszmana wyruszyli w pogoń za jelonkiem. Sita została sama i wtedy właśnie Rawana zjechał do niej z przestworzy na lśniącym rydwanie i porwał ją na Sri Lankę.
Zorganizowanie systemu warn nie było wynikiem jednorazowego gwałtu najeźdźcy i narzucenia jedynej słusznej wizji społecznej, lecz fuzji kilku dobrze rozwiniętych kultur, dogadywania się zwycięzców i zwyciężonych oraz symbiozy wielu bardzo różnych elementów. Trwało 1000 lat przez okres nazwany później wedyjskim (od 1600 do 600 p.n.e.) i objęło tereny Pendżabu (dorzecza Indusu) i Niziny Hindustańskiej. Indoeuropejczyków było liczebnie niewielu, więc nie mogli oni liczyć ani na samowystarczalność, ani na supremację siły. Genialność tego systemu polegała na tym, że żadna z grup społecznych nie mogła stać się samowystarczalna, a każdy producent miał swego odbiorcę-konsumenta. System ten nie zakładał nierówności społecznej lecz komplementarność i współdziałanie, nie określał zawodu lepszego i gorszego, ani lepszej lub gorszej funkcji, uruchamiał wymianę dóbr (także pozamaterialnych), współtworzenie i koegzystencję.
Tworzyli całkiem dobrze zorganizowane wspólnoty, żywiąc się tym, co dawał im las i przynosiła ludność z okolicznych wiosek, słuchająca nauk. Koncepcją ich życia było nieustanne „podążanie naprzód”, a nie życie osiadłe, w którym zamiera wszelki duch i ruch myśli. Niekiedy praktykowali skrajny ascetyzm, by jak najszybciej dojść do wyzwolenia.
Jedną z głównych cech charakterystycznych dżiwanmukty jest to, że znajduje źródło własnej mocy w sobie samym. Jest niewzruszony w sobie, przebywa poza sferą winy i kary, poza grą uczuć, które są chlebem powszednim każdego z nas. Inne cechy to — stałość emocjonalna, niewinność oraz pewność ducha. Ma moc powoływania uczniów i zatrzymania ich na dłużej, nawet po okresie chwilowego miłosnego uniesienia.
Jest to ta część człowieka, która domaga się wiecznej atencji, ochrony, uwielbienia i rośnie w pychę. Nie pozwala wejść w prawdziwy kontakt z innym, gdyż kieruje się sztywną hierarchią ważności, nie biorąc pod uwagę ani intuicji, ani uczuć. Ego jest zawsze anachroniczne, bo czerpie z pokładów starego doświadczenia wczoraj, zamiast być otwarte i nastawione na to, co pojawia się dzisiaj jako zupełnie nowe. Jest samotne, oddzielone, „wygnane”, a przez to właśnie cierpiące i nieszczęśliwe. Nie możemy od niego ani uciec, ani go porzucić. Możemy tylko radykalnie zmienić nasze nastawienie — ego wymaga miłości (kochaj samego siebie) i łagodnego traktowania, poszanowania i pieszczot, ale musi być trzymane w ryzach i za żadną cenę nie może nami kierować.
Pojęcie karmy, podobnie jak pojęcie reinkarnacji, pojawia się spontanicznie w naszym kręgu kulturowym i zaczyna wywierać pewien wpływ. Modyfikuje, na przykład, zapędy terapeutów do wnioskowania o problemach pacjenta na podstawie historii jego obecnego życia, gdyż okazuje się, że część naszych zachowań jest zupełnie niezrozumiała i zaskakująca. W wielu terapiach mówi się zatem o złogach karmicznych — pewnej puli modeli zachowań przyniesionych ze sobą na świat nie wiadomo skąd. Zgodnie z intuicją nowoczesnych psychologii, karma to zespół nie rozwiązanych problemów wewnątrzpsychicznych.
W filmie Mały Budda Bertolucci przedstawia maję jako śliczną uliczną tancerkę, która nagle zjawia się przy bramie, gdy młody książę Siddhartha opuszcza przypadkowo pałac ojcowski. Zwinnym, pięknym ciałem i tańcem rąk kusi młodego mężczyznę, przywołując go do siebie. Lecz za każdym razem, gdy Siddhartha pragnie jej dotknąć i pochwycić, tancerka rozpływa się, znika. Potem znów pojawia się tuż-tuż przed nim, w blasku słońca, by równie prędko przepaść w ponurym zaułku. Książę biegnąc za tancerką oddala się od domu tak daleko, że powrót staje się niemożliwy. Książę nigdy już nie powróci do pałacu, ale przestanie gonić tancerkę-ułudę. Kiedyś porzuci ją ostatecznie.
Pierwszą świątynią człowieka była mandala, okrąg nakreślony na piasku, ułożony z kamieni, patyczków, kopczyków łajna świętej krowy. Okrąg wyznaczał przestrzeń sacrum, w którą człowiek przenosił się z przestrzeni profanum, a święto wyznaczało święty czas. Następnie znajdowano naturalne ołtarze — niezwykły kamień, pagórek, brzeg rzeki, polanka w lesie. Pierwszą kamienną budowlą sakralną ochraniającą ołtarz zbudowany przez człowieka była mandapa — cztery kolumny podtrzymujące kwadratowy plafon. W kwadracie plafonu umieszczano płaskorzeźbę mandali o niezwykle plastycznym i przestrzennym rysunku dającym wrażenie głębi. Mandapy z płaskimi kolumnami wykuwano też niekiedy w skale.
W Indiach mężczyzna często mówi o swojej partnerce — to jest moja siakti. Zauważyłam, że mówi tak jedynie wtedy, gdy istnieje między nimi silny związek erotyczny i braterstwo dusz. Kiedy natomiast związek jest zły i przypadkowy, gdy brak świadomej współpracy nad jednością, wtedy mężczyzna mówi o żonie Kali, co dla niego znaczy, że jest ona osobą nie współdziałającą, a więc niszczącą związek. Modelem dla par małżeńskich jest Kriszna i jego siakti Radha oraz Rama ze swoją siakti Sitą.
Samsara to łańcuch przykuwający do świata ułudy, który z natury swej jest nietrwały.Śmierć jest konsekwencją narodzin, wobec czego chodzi o to, by za wszelką cenę nie narodzić się ponownie.Wyzwolenie się z koła samsary, uwolnienie od cyklu narodzin jest celem wszystkich religii hindu i wschodnich praktyk kontemplacyjnych, medytacyjnych, ascetycznych, z których joga pozostaje niewątpliwie najbardziej skuteczną.
Niekrzywdzenie dotyczy wielu płaszczyzn, to nie tylko bezpośrednie niezabijanie, lecz przede wszystkim poszanowanie granic: politycznych, społecznych, osobistych, granic ciała i psychiki (moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego). Poszanowanie granic rasowych, wiekowych czy własnych zawsze ograniczonych możliwości. Zniesienie granicy wieku jest krzywdzeniem samego siebie: na przykład gdy dojrzały mężczyzna zachowuje się jak dwudziestolatek, kobieta wymusza młodość poprzez lifting, a młodzieży pozwala się rządzić.
Na Wschodzie nie używa się terminu reinkarnacja, a w potocznym myśleniu mówi się jedynie o dobrej lub złej karmie, zgodnie z którą człowiek powróci do życia, aby nadal wypalać i oczyszczać zgromadzone złogi karmiczne. Kolejny powrót do ciała jest odbierany w perspektywie negatywnej, gdyż ciało jest więzieniem dla duszy. Życie doczesne ma swoje blaski tylko wtedy, gdy jest same w sobie dyscypliną i służy wzrastaniu rozumienia i usubtelnianiu duszy. W przeciwnym wypadku jest bezsensowną wegetacją, marnowaniem Czasu, udręką i niepojętym cierpieniem.
W świątyni, z okazji świąt, pudża jest zazwyczaj dynamiczna, wiąże się z aktywnym uczestnictwem. Najbardziej ekstatyczne są pudże śiwaickie — rozbrzmiewa wtedy bębenek damaru, za pomocą którego Śiwa wybija rytm tańca, niszcząc i odtwarzając świat. Uczestnicy tańczą, śpiewają, klaszczą w dłonie, śmieją się, podrygują, potrząsają dzwonkami i świszczą w piszczałki. Dopuszczalne są wszelkie zachowania emocjonalne, gdyż religia to puszczenie w ruch czystych emocji właśnie: ktoś głośno płacze, inny skanduje mantry, dzieci krzyczą, śmieją się głośno i biegają po całej świątyni. Wcale nie musi jej odprawiać bramin, częściej jest to ludowy pudżarin, młody chłopak z ludu opiekujący się bożym przybytkiem, choćby był to tylko kamień na rozdrożu dróg.
Istnieją ogromne ilości formuł bardziej lub mniej sakralnych, mistrz duchowy może utworzyć dla swojego ucznia specjalną kompozycję znaczeniowo-dźwiękową, której brzmienie i znaczenie musi zostać zachowane w tajemnicy (ochrona energii).
diwali, dipawali — najważniejsze święto obchodzone w całych Indiach, rozpoczyna się w 14-ty dzień księżycowy miesiąca kartik, po dwóch tygodniach ciemności, gdy księżyc jest w nowiu, a więc w czarnym księżycu, między końcem września a początkiem listopada; dipa to mała lampka oliwna, zaś awali znaczy rząd — podczas święta wszyscy hindusi, niezależnie od wyznawanej religii, wystawiają przed dom rzędy zapalonych lampek oliwnych. Jest to symboliczne zwycięstwo światła nad ciemnością, dobra nad złem, na pamiątkę zwycięstwa boga Ramy nad demonem Rawaną.
Między brwiami znajduje się czakra adźnia, czakra poznania intuicyjnego rozwijana przez religie.Praca nad otwarciem trzeciego oka, oka poznania, jest domeną mędrców, mistyków i wielkich nauczycieli, ale przypominanie człowiekowi o cząstce boskiej intuicji, którą nosi on w sobie jest celem wszystkich obrzędów religijnych.
W Niemczech swastyka stała się znakiem złowieszczym, a naziści wybrali ją jako symbol czystej „niemieckości” z wielu powodów. Po pierwsze, nawiązywała do kultów pogańskich, tak modnych w Europie w drugiej połowie XIX wieku. Następnie, była dumnym znakiem aryjskiej „najwyższej rasy”. Dziewiętnastowieczni językoznawcy udowodnili, że spośród wszystkich języków indoeuropejskich język niemiecki wykazuje najwięcej podobieństw do sanskrytu, stwierdzili więc, że i cała kultura germańska zyskuje dzięki temu statut „lepszej”, bo nie tylko najstarszej w Europie, ale w ogóle tak starożytnej jak same Indie. Mgliste pojęcie na temat tak zwanego systemu kastowego (systemu warn), gdzie — jak sądzili naziści — został już zrealizowany podział na panów i niewolników (Arjowie i pariasi) dawało realne podstawy do podziału całej reszty świata, pod egidą Niemców, na lepszych i gorszych.
Tak silnie naładowana energią duchową, że samo wypowiadanie jej wprowadza w stan pełnej koncentracji.Jest dźwiękiem wibracji, z której powstał świat, a recytując ją uczestniczy się w akcie tworzenia.Materia powstała z dźwięku, a ponieważ dźwięk — kosmiczna wibracja — był przed stworzeniem wszechświata, om jest więc najczystszym i najświętszym pierwotnym dźwiękiem.
Rozwinięty kwiat lotosu, koloru białego lub różowego, stał się tronem Buddy, który niemal zawsze wyobrażony jest jako jogin siedzący w pozycji lotosu w kwiecie lotosu, podobnie większość bodhisattwów.
Lingam osadzony na joni jest w Indiach znakiem wszechobecnym — pozwala dzieciom zrozumieć od najmłodszych lat potęgę erotycznej siły, która porusza świat. Widoczny i odczuwalny jest wśród Indusów brak katastrofalnego w skutkach tłumienia i wyparcia „tych rzeczy” (angielski purytanizm wziął górę tylko w niektórych kręgach społecznych, jak środowisko braminów i nuworyszy). Dziecko nie jest wyizolowane od seksualnych aspektów życia, buduje się wokół niego dyskretną wstydliwość, ale nie stawia murów zakłamania i nieobecności tematu. Dotykanie lingamu przez chłopczyków, a joni przez dziewczynki nie wzbudza niczyjego (niezdrowego) zdziwienia, ot, każdy musi siebie dogłębnie poznać…