Aurangzeb
1618-{1658}-1707
Waldemar Hansen w Pawim tronie nazywa go geniuszem zła, a także, po szekspirowskim Jagonie, „złośliwością nie umotywowaną”. Jego ojciec — żmiją wykarmioną na własnej piersi. Mój przyjaciel hindus nazwał go nikczemnikiem, nieszczęściem swego kraju, Hitlerem Indii.
Obaj bracia, Dara Szikoh i Aurangzeb, byli ludźmi głęboko wyobcowanymi. Samotni, oderwani od rzeczywistości, pławiący się w dostatku życia dworskiego i uwielbieniu poddanych, karmili swe kompleksy, dręczące przeczucia i fobie tak, że urosły one do wielkości potworów, które mogły już tylko nawzajem się pożreć. Nie wiadomo, czy ukochana Mumtaz była świadoma narastającej z dnia na dzień nienawiści Aurangzeba do swego najstarszego brata. Para cesarska rozwiązała ten problem zdawałoby się najprościej — nielubianego Aurangzeba trzymano z daleka od dworu, a jako czternastolatka wysłano do obozu wojskowego na naukę. Gdy Darę faworyzowano w sposób ostentacyjny, obsypywano prezentami i zaszczytami, Aurangzeba łajano za nieudolność militarną, nawet gdy kampanie były niemożliwe do wygrania. Cesarz nie dawał synowi pieniędzy na operacje wojskowe, a gdy ten przegrywał, nie był zapraszany na durbar, a jeśli był — cesarz krytykował go publicznie, nie dawał prezentów ani apanaży.
29 maja 1658 roku doszło do jednej z największych i najbardziej doniosłych bitew w dziejach świata. Rozegrały się losy nie tylko rodziny Timurydów, ale losy całego subkontynentu indyjskiego. Na równinie Samugarh, nad rzeką Czambal, stanęło 120 tysięcy Radżputów, obrońców hinduizmu, naprzeciw tylko 40 tysiącom wojsk Aurangzeba i 10 tysiącom wojsk Murada. Po mistrzowsku rozegrał tę bitwę.
Ogłosił się cesarzem 5 czerwca 1659 roku. Bracia jeszcze żyli, Szahdżahan był więźniem, a Dżahanara dobrowolną towarzyszką ojca. Kazał rzucać w tłum złote i srebrne monety, więc błyskawicznie roztrwonił nadwyżkę finansową państwa. Wydał zakaz picia wina i korzystania z rozrywek, używania haszyszu i gier hazardowych, pozamałżeńskich stosunków płciowych, wygłaszania heretyckich poglądów, bluźnierstw i noszenia brody dłuższej niż na szerokość czterech palców. Kobietom zakazał chodzić w obcisłych spodniach, nakazał wkładać tylko szerokie pantalony. Gardził przepychem dworu, a ponieważ w muzyce był głuchy jak pień, wyrzucił muzyków. Nie znosił malarstwa. Przepędził astrologów, zniósł urząd nadwornego poety, zresztą nie znosił języka perskiego, kochał tylko turecki, język obozów wojskowych. Zabronił sadzić róże w ogrodach cesarskich, nie interesował go harem, przestał przyjmować młode dziewczęta, więc światem kobiecym w pałacu w Delhi rządziły wdowy i stare panny.
Sztywny formalista, codziennie przepisywał fragment Koranu i z czasem potrafił recytować go na pamięć. Wstrętny bigot, codziennie rano robił na szydełku czapeczkę i kazał sprzedawać ją na targu za marny pieniądz. Był chorobliwie skąpy — srebrne kałamarze wymienił na porcelanowe i paranoidalnie podejrzliwy — własnych braci bez przerwy posądzał o knowania. Skryty, nieufny, wolał przebywać w obozach wojskowych niż w haremach — zresztą skrycie wyśmiewano jego niezręczności wobec kobiet. O żonach prawie nic nie wiadomo, żadna konkubina nie rozpaliła jego serca, dzieci srogo karał, synowie bali się go, a córki były mu obojętne. Zniósł, o dziwo, edykt zabraniający małżeństwa córom cesarskim.
Ograniczył działalność piratów, nie dopuścił do osadowienia się kupców europejskich, przyłączył Czittagong. Kupcy muzułmańscy zostali zwolnieni z opłat celnych, hindusi zaś musieli opłacać 5% wartości towaru.
W 1679 przywrócił dżizję, podatek od niewiernych (po 115 latach od jej zniesienia przez Akbara), chociaż stanowiła tylko 5% wpływów w skali całego imperium i wielu doradców muzułmańskich sprzeciwiało się tej decyzji. W stopniu silniejszym niż jego poprzednicy dążył do osłabienia „czynnika hinduskiego” w cesarstwie: w 1659 zabronił stawiania nowych świątyń, w 1664 — zakazał reperowania starych, w 1665 — rozmyślnie kazał wyburzyć hinduskie świątynie i posągi bóstw w Gudżaracie i w Radżastanie, a w 1669 roku — w całym cesarstwie. Do Waranasi, świętego miejsca hinduizmu, wysłał specjalny oddział wojskowy z rozkazem wyburzenia co do jednej wszystkich hinduskich świątyń. W 1667 roku zabronił obchodzenia w całym państwie najważniejszych dla Hindusów świąt — holi i diwali. Na subkontynencie zamieszkałym przez mieszaninę różnych ras i różnych religii, rygorystycznie ortodoksyjna orientacja Aurangzeba była równoznaczna z samobójstwem. Najwięcej zła wyrządził pod sam koniec swego panowania, kiedy cesarstwo waliło się w gruzy i gołym okiem widać było, że nic nie powstrzyma upadku i dynastii, i cesarstwa, i ostatecznie całych Indii.
Co z tego, że był żołnierzem i politykiem znacznie bardziej utalentowanym niż Dara i pozostali bracia, gdy kampanie wojskowe pożerały cały roczny budżet państwa. W 1681 roku Aurangzeb opuścił ostatecznie Delhi i wyruszył zdobyć Dekan: bajeczne Bidżapur i Golkondę. Wszystkie jego podboje były nieopłacalne — wojna w Dekanie pochłaniała 100 tysięcy ludzi rocznie, a straty w koniach, słoniach, wielbłądach i wołach wynosiły 300 tysięcy rocznie. By zdobyć Bidżapur (1686) zasypano z rozkazu cesarza fosę, płacąc okolicznej ludności od każdego przyniesionego kosza z gliną. Sikander, młodziutki władca ostatniej starożytnej hinduskiej monarchii, zgnił w więzieniu. Zdobywanie Golkondy (1687) było ostatnim spektakularnym widowiskiem ostatniego Mogoła. Przez kolejnych dwadzieścia lat kręcił się w kółko, tracąc wojsko i wpływy, ale udawał, że rządzi. Ironią losu, najbardziej znienawidzony cesarz żył najdłużej ze wszystkich Timurydów — 89 lat. Zmarł w 1707 roku.
Dynastia upadła bez huku i fanfaronady. Synowie Aurangzeba byli gnuśni, zepsuci do szpiku kości i niezdolni do rządzenia. Okradano ich bezlitośnie. Synów ich synów też, a wnuków jeszcze bardziej. Od 1803 roku ostatni władcy mogolscy dostawali od Anglików rentę. Lecz nie było aż tak wielkiej anarchii, jak by się wydawało. Wieśniacy i rzemieślnicy pracowali, a urzędnicy nadal zbierali cesarskie podatki, teraz kładąc pieniądz we własną kieszeń. Bengal rozkwitł za czasów Mira Dżumli, niegdyś najwyższego urzędnika finansowego Golkondy, potem za jego syna Asaf Chana. Radżputowie budowali nowe miasta, radżowie odtworzyli swe tubylcze państewka. Władzę brał, kto chciał. Hindusi zaczynali żyć na nowo.
*
Treść - © 2008-2010 Danuta Orlewicz
Kod i grafika - © 2008-2010 Jacek Iwański
Po dziesięciu latach studiów nad starożytnymi tekstami hindu wydał Zmieszanie się Dwóch Oceanów, tekst, który do dziś pozostaje najlepszym studium porównawczym dwóch wielkich religii subkontynentu indyjskiego, hindu i islamu. Po opublikowaniu tego dzieła muzułmańska inkwizycja ogłosiła Darę heretykiem, ateistą, hipokrytą i oportunistą. Dzieło to jest do dziś na liście lektur obowiązkowych w Santiniketan, szkole założonej przez Rabindranatha Tagore.
W latach 1001-1027 tureckie plemiona dokonały siedemnastu wypraw rabunkowych plądrując bezlitośnie krainę Doabu i Radżputanę. Coraz częściej występujące na rubieżach porwania kobiet i sprzedawanie ich do haremu islamskich możnowładców sprawiły, że kobiety trzeba było chronić i ostatecznie zamknąć w zenanie. Zapewne w tym okresie Radżputowie nauczyli się twardego rzemiosła wojennego, zaczęli spać ze sztyletem pod poduszką i bronić ziemi, którą już całkowicie uważali za swoją. Ożywiała ich specyficzna perska wiara w magiczną moc uderzania i zabijania, używali sztyletu katar. Zetknięcie się z islamem nadało nową wartość ich misji obrońców religii i ziemi hindu.
Pytanie o liczbę bogów w religiach hindu jest bezzasadne, gdyż rzeczywistość boska mieni się niezliczoną ilością aspektów. Część opracowań, artykułów, podręczników, przewodników i słowników, powtarza z uporem, że w Indiach jest 330 milionów bogów. Kiedy Indie odzyskały niepodległość i rozpoczęto poważne prace badawcze na temat indyjskiej religijności, wciąż pytano hindusów: ilu macie bogów? Ktoś wreszcie odpowiedział — bogów jest tylu, ilu mieszkańców Indii. A że w 1947 roku było w Indiach 330 milionów mieszkańców…
Wstąpił na tron dzięki pomocy potężnego teścia Asaf Chana, de facto sprawującego władzę za czasów Dżahangira. Udał własną śmierć (wypił kozią krew, a potem zwymiotował w obecności wojskowych dowódców i przewrócił się), a Mumtaz wiozła go w orszaku żałobnym aż do Agry. Na oczach tłumu podczas durbaru w Czerwonym Forcie wydobył się z trumny i ogłosił cesarzem. Wykonał natychmiastowy wyrok śmierci na wszystkich bratankach i kuzynach — bracia już nie żyli — był pierwszym monarchą mogolskim, który przelał cesarską krew rodzinną. Gdy wstępował na tron miał 36 lat i było przed nim 30 lat panowania. Był bardziej Indem niż Mogołem, a jego żona była czystą Persjanką.
Gdy przejmował tron, na Nizinie Gangestańskiej panował chaos i głód, prymitywni Afganowie niepodzielnie rządzili Bengalem. Gdy odchodził był — prawdopodobnie — najbogatszym władcą świata, zostawiał wspaniale zorganizowaną administrację i uszczelniony system podatkowy, odnowioną i sprawną armię. Zjednoczył dwie trzecie Indii, przede wszystkim mieczem i perswazją podporządkował sobie Radżputów (zostawił im dziedziczne prawo do własności domen), zdobył Gudżarat i uciszył Afganów w Bengalu, wcielił do imperium Kaszmir. Kiedy umierał, w skarbcu cesarskim znajdował się majątek wartości od 139 do 166 milionów rupii.
Pierwszą świątynią człowieka była mandala, okrąg nakreślony na piasku, ułożony z kamieni, patyczków, kopczyków łajna świętej krowy. Okrąg wyznaczał przestrzeń sacrum, w którą człowiek przenosił się z przestrzeni profanum, a święto wyznaczało święty czas. Następnie znajdowano naturalne ołtarze — niezwykły kamień, pagórek, brzeg rzeki, polanka w lesie. Pierwszą kamienną budowlą sakralną ochraniającą ołtarz zbudowany przez człowieka była mandapa — cztery kolumny podtrzymujące kwadratowy plafon. W kwadracie plafonu umieszczano płaskorzeźbę mandali o niezwykle plastycznym i przestrzennym rysunku dającym wrażenie głębi. Mandapy z płaskimi kolumnami wykuwano też niekiedy w skale.
diwali, dipawali — najważniejsze święto obchodzone w całych Indiach, rozpoczyna się w 14-ty dzień księżycowy miesiąca kartik, po dwóch tygodniach ciemności, gdy księżyc jest w nowiu, a więc w czarnym księżycu, między końcem września a początkiem listopada; dipa to mała lampka oliwna, zaś awali znaczy rząd — podczas święta wszyscy hindusi, niezależnie od wyznawanej religii, wystawiają przed dom rzędy zapalonych lampek oliwnych. Jest to symboliczne zwycięstwo światła nad ciemnością, dobra nad złem, na pamiątkę zwycięstwa boga Ramy nad demonem Rawaną.
Było ich sześciu, bynajmniej nie wspaniałych.Tylko jeden miał przydomek „Wielki”, był też narkoman, homoseksualista i alkoholik.Wszyscy jak jeden mąż przeszli do Historii. Właściwie — wtargnęli. Panowali 180 lat.Pozostawili po sobie zgliszcza po tysiącletnich hinduskich świątyniach, ale także prosperujące szlaki handlowe.
Już od początku lat dwudziestych XIX wieku jedynie Kompania dysponowała liczącą się siłą militarną na subkontynencie. Jednakże jej zwierzchność nad Indiami nigdy nie miała charakteru całkowitego. Trzymanie w dyscyplinie praktycznie każdego regionu wymagało obecności wojska i dowódców oraz planowanych akcji bojowych. Przy pomocy sipajów, wojska najemnego, utrzymywanego zresztą przez indyjskich władców, prowadzono praktycznie bez przerwy operacje militarne przeciwko Birmańczykom na północnym wschodzie, a na północnym zachodzie — przeciwko Afganom. Tylko dwa państwa indyjskie zachowały ostatecznie całkowitą autonomię — Baroda i Majsur.
Podczas gdy wśród władców europejskich panowała fobia posiadania syna-następcy i dynastie przepadały z powodu jego braku, a kłótnie o objęcie tronu doprowadzały do zamieszek, wojen o sukcesję, agresji z zewnątrz i innych kataklizmów społecznych, w Indiach istniało od zawsze zwyczajowe prawo adopcji. Korzystali z niego wszyscy, a dla władców był to prosty i skuteczny sposób nie tylko zapewnienia ciągłości linii rodowej, ale zapewnienia spokoju w księstwie. Skorzystali z niego Wadijarowie z Majsuru, Gaekwarowie z Barody, Sawai Madho Singh, który adoptował 11-letniego Sawai Man Singha II (Dżaja) z Dżajpuru, później wielkiego przyjaciela królowej Elżbiety, księcia Filipa i Lorda Mountbattena. I obecny maharadża Dżajpuru przeprowadził niedawno rytuał adopcji swego wnuka na kolejnego maharadżę klanu Kaczwaha.
Wszystko, co łączy się z obrazem maharadży należy dziś do sfery mitu i ludowej imaginacji, ale trzeba pamiętać, że jest to mit pospołu angielski i nierozerwalnie związany z panowaniem Brytyjczyków na subkontynencie indyjskim, którzy o swojej władzy mówili zresztą Radż brytyjski. Bogactwa maharadżów niewątpliwie powstały dzięki ekonomicznej polityce kolonizatorów, którzy wprowadzili nowe sposoby zarabiania pieniędzy, rozbuchali potrzeby i wspierali egzotykę, by z niej bez żenady korzystać. Ekscentryczne przyjęcia, widowiska i polowania w oprawie monarszej, wizyty księcia Walii i jego świty oraz innych dostojników Korony były na porządku dziennym. Angielska arystokracja zabiegała o uczestnictwo w każdej ekstrawagancji, nierzadko fałszując i podrabiając nazwiska na zaproszeniach.