INDIE północne i NEPAL
- 1
- Zbiórka uczestników wyprawy na lotnisku Okęcie w Warszawie. Przelot do Delhi przez jeden z europejskich portów lotniczych.
- 2
- Przylot do Delhi, wymiana pieniędzy, przyjazd do hotelu na małe spanko. Po śniadaniu — zwiedzanie Old Delhi: meczet Dżama Masdżid (największy w Indiach), z którego zobaczymy Czerwony Fort (Lal Qila) i Lahore Gate, gdzie ogłoszono niepodległość Indii. Dalej, Radż Ghat nad rzeką Jamuną z Samadhi Mahatmy Gandhiego. New Delhi: India Gate i rezydencja Prezydenta Indii (Rasztrapati Bhavan), Droga Królewska (Radżpath) wraz z Parlamentem (Sansad Bhavan). Po południu, dom-muzeum Indiry Gandhi, grobowiec Humajuna — pierwowzór Tadż Mahalu, a o zachodzie słońca — kompleks Qutab Minar. Wieczorową porą — świątynia Sikhów ze złotą kopułą i basenem do rytuału chrztu (amrita). Powrót do hotelu na kolację i nocleg.
- 3
- Po śniadaniu — świątynia Lakszmi Narayan z ołtarzami hinduskich bogów. Następnie wyjazd do stolicy Radżastanu, Dżajpuru, zwanego „Różowym miastem”. Po drodze lunch, czyli somosa, masala dosa lub palak paneer. Fort Amber, stolica klanu radżpuckiego, a później państwa Dżajpur od 986 do 1727. Emporium współczesnej sztuki użytkowej i szlifiernia diamentów. Nocleg w Dżajpurze, w tradycyjnym hotelu sieci Heritage Hotels.
- 4
- Zwiedzanie „Różowego Miasta”: Hawa Mahal i City Palace, miejski pałac maharadżów, Dżantar Mantar, obserwatorium astronomiczne. Emporium dywanów, makatek i jedwabi. Po południu — Jaigarh (Fort Dżaja) z pięknym widokiem na fortecę Amber i na miasto Dżajpur. Nekropolia maharadżów w Gajtor. Powrót do hotelu i odpoczynek w ogrodach lub wyjazd do kina na film, jakiś indyjski produkcyjniak (100 rupii), a w luksusowym kinie… można pospać w miękkich fotelach, zaś nieznajomość hindi w żadnym stopniu nie przeszkadza w zrozumieniu fabuły. Nocleg w Dżajpurze.
- 5
- Całodzienna wycieczka na skraj pustyni Thar do świętego miasta Puszkar. Targi Wielbłądów, które przyciągają pielgrzymów i turystów odbywają się tylko w pełnię księżyca Kartik (listopad). Jest tam 400 świątyń, a wśród nich — świątynia poświęcona bogu Brahmie, jedyna w Indiach. Dla chętnych — podejście do świątyni Sawitri, skąd rozpościera się niepowtarzalny widok na miasteczko, na Wężową Górę i na pustynię Thar. Powrót do hotelu w Dżajpurze i pokaz tańców radżastańskich (około 200 IR). Nocleg.
- 6
- Wyjazd z hotelu wcześnie rano do ogrodów Sisodia Rani, podpatrywanie pielgrzymów w zespole świątyń w Galta i karmienie świętych małp. Lunch w przydrożnym zajeździe, a następnie Fatehpur Sikri, Umarłe Miasto Mogołów i wspaniały meczet Akbara ze słynną Bramą Zwycięstwa oraz ażurowy grobowiec świętego męża Salima Cziszti na dziedzińcu meczetu. Przyjazd do Agry i zakwaterowanie w hotelu. Nocleg w Agrze.
- 7
- Zwiedzanie Agry: niepowtarzalny Tadż Mahal, grobowiec cesarskiej małżonki oraz monumentalny Lal Qila cesarza Akbara (Czerwony Fort), gdzie więziony był Szahdżahan. Emporium ze sztuką wzorowaną na pietra dura. Po południu, dla chętnych (taxi 400 rupii), wyjazd do Mathury, mitycznego miejsca narodzin Kriszny i do Vrindaban, gdzie młodziutki Kriszna pląsał z pastereczkami gopi, a gdzie dziś znajduje się amerykański ośrodek Hare Kriszna (można brać udział w pudży). Po drodze rzut oka na grobowiec Akbara w Sikandrze. Nocleg w Agrze.
- 8
- Wyjazd do Orczi. Po drodze zwiedzanie imponującej XVI-wiecznej fortecy Man Singha w Gwalior oraz Jai Vilas, pałacu maharadżów Scindia, jednego z najstarszych i najbardziej szacownych rodów arystokratycznych (o czym świadczy osobista wizyta prezydenta Clintona w marcu 2000). Dalej na trasie — fort słynnej Rani z Dżansi (indyjskiej Joanny d’Arc), która broniła swej ziemi przed zakusami Anglików w 1857. Przejazd na nocleg do wioski Orczia. Wieczorna biesiada w zupełnie wyjątkowej scenerii… Nocleg w Orczi.
- 9
- Wcześnie rano spacer śladami bohaterów filmu Kamasutra: powitanie słońca nad rzeką Betwa (autentyczny kadr z filmu). Zwiedzanie uroczej wioski Orczia — Pałacu Dżahangira, Pałacu Dinmana Hardaula oraz świątyni Lakszmi Narajan. Po południu — przejazd do Kadżuraho. Nocleg w Kadżuraho.
- 10
- Kadżuraho — zwiedzanie tysiącletnich świątyń (na liście UNESCO), które intrygują, szokują, bawią i uczą, a wciąż nie wiadomo z jakiego powodu zostały zbudowane… Przejazd do świątyń dżinijskich. Emporium aryjskiej sztuki użytkowej. Po południu, dla chętnych rezerwat przyrody (jeep + wstępy 300 rupii) lub ruiny pałacu Ramgarh i restauracja na drzewie Tree House z widokiem na rzekę Ken (jeep 400 rupii). Wieczorem, dla chętnych, spektakl „Światło i Dźwięk” w zespole świątyń (200 rupii) lub pokaz klasycznych tańców indyjskich w emporium Kandariya (200 rupii). Nocleg w Kadżuraho.
- 11
- Całodzienny przejazd autokarem Kadżuraho — Waranasi (Benares). Możliwość przelotu samolotem Kadżuraho-Varanasi około 120$, decyzja i rezerwacja na miejscu. Nocleg w Waranasi.
- 12
- Waranasi: o wschodzie słońca przejażdżka łodziami po świętej rzece Gandze, spacer po ghatach i starym mieście. Powrót do hotelu na śniadanie. Przejazd do Sarnath, gdzie Budda po doznaniu Przebudzenia wygłosił pierwszą naukę do pięciu ukochanych uczniów zebranych w Parku Łani, znaną jako „pierwszy obrót koła praw”. Muzeum Archeologiczne z kolumną Asioki i słynnymi lwami, godłem Indii. Emporium tak zwanych „brokatów z Waranasi”. Po południu czas wolny. Wieczorem — wspaniała pudża na Dasaswamedh ghat (riksza 150 rupii). Nocleg w Waranasi.
- 13
- Całodzienny przejazd do granicy z Nepalem. Po wypełnieniu formalności dojazd do hotelu w Bhairawa na nocleg.
- 14
- Wyjazd z hotelu bardzo wcześnie rano — zwiedzanie Lumbini, miejsca narodzin Buddy. Przejazd przez Teraj do Chitwan Parku. Zakwaterowanie w hotelu i czas wolny na lunch w jednej z tubylczych restauracyjek nad rzeką Rapti. Po południu — spacer na słoniach w głąb parku i bezkrwawe łowy filmowo-zdjęciowe na nosorożce, pawie i antylopy. Wieczorem — pokaz tańców ludowych plemienia Tharu (to ci, którzy nigdy nie ulegli panującej w dżungli gorączce malarycznej!) — 150 RN (rupii nepalskich). Nocleg w rajskim skrawku dżungli.
- 15
- Chitwan Park — przejażdżka łodziami po rzece Rapti (i po grzbietach krokodyli) do farmy słoni z nowo narodzonymi słoniątkami. Po południu — przejazd jedną z najpiękniejszych tras widokowych Nepalu — przez Nizinę Teraj, pasmo Sziwalik i Małe Himalaje do Pokhary. Nocleg w Pokharze.
- 16
- Bardzo wcześnie rano (tylko przy dobrej pogodzie!) wyjazd lokalnym jeepem (250 RN) na parking pod wzgórze Sarangot, podejście na spektakl zapalania szczytów. Powrót do hotelu na śniadanie. Cała Pokhara nasza — dzień wolny, ze stałym widokiem (tylko przy dobrej pogodzie) na świętą górę Machru Puczre (Rybi Ogon). Program fakultatywny — wodospad Devi (pieszo lub rowerem), przejażdżka łódką po jeziorze Fewa, podejście do budowanej przez Japończyków Stupy Pokoju na podziwianie Annapurny, Annapurny Południowej, Dhaulagiri i pasma Langtang Himal, zakupy u Tybetańczyków. Nocleg w Pokharze.
- 17
- Przejazd z Pokhary do Katmandu przez centralną część Nepalu, jedną z najpiękniejszych tras górskich. Po drodze, dla chętnych: wypoczynkowy rafting na rzece Trisuli (25$). Wieczorem — spacer po Thamelu. Nocleg w Katmandu.
- 18
- Dla chętnych: lot nad Himalajami — 125,- USD. Zwiedzanie Doliny Katmandu: oficjalna królewska świątynia w Pasiupatinath i miasteczko Deopatan nad rzeką Bagmati. Następnie stupa Boudinath, jedno z najważniejszych centrów buddyzmu tybetańskiego. Powrót do Katmandu: Durbar Square z świątyniami fundatorów, Hanuman Doka i Pałac Królewski, Dom Żywej Bogini Kumari. Nocleg w Katmandu.
- 19
- Dalsze zwiedzanie Doliny: stupa Swajambunath, wspięcie się po 365 stopniach na szczyt myśli buddyjskiej, kręcenie młynkami modlitewnymi na rzecz pokoju na świecie. Przejazd do Lalitpuru (Patanu): zwiedzanie klasztorów buddyjskich, w tym Złotej Świątyni, Durbar Square. Przejazd do Bhaktapur, najstarszego miasta Doliny: Durbar Square, Złota Brama w Pałacu Królewskim, Plac Njatapola i Dzielnica Tacapal ze świątynią Dattatraja. Nocleg w Katmandu.
- 20
- Czas wolny na zakupy. Około godz. 13:00 przygotowania do wyjazdu. Transfer na lotnisko. Godz. 17:00 wylot do Delhi. Przerwa tranzytowa.
- 21
- Przerwa tranzytowa. Odlot z Delhi do Moskwy około godz. 3:00. Przylot do Moskwy, a następnie do Warszawy.
Trasa realizowana jest przez Logos Travel Marek Śliwka
*
Treść - © 2008-2010 Danuta Orlewicz
Kod i grafika - © 2008-2010 Jacek Iwański
12 sierpnia 1947 roku Podział stał się faktem i na subkontynencie indyjskim powstały dwa niezależne, suwerenne państwa — okrojone Indie oraz Pakistan Zachodni i Pakistan Wschodni zarządzany surrealistycznie jako jeden kraj. Był to w gruncie rzeczy trójpodział — Indiom odcięto historyczną kolebkę hindusów, dorzecze rzeki Indus oraz brutalnie rozpołowiono i Pendżab i Bengal. Nikt na tym nie zyskał, raczej wszyscy stracili. Mimo to 15 sierpnia świętowano pierwszy dzień niepodległości.
Gandhi chciał za wszelką cenę powrócić do czasów sprzed kolonizacji Anglików, a nawet sprzed inwazji Wielkich Mogołów i odrestaurować Indie w ich kształcie niemal mistycznym. Dlatego tak ostro występował przeciw własności prywatnej i doprowadził do oddania ziemi wieśniakom. Uważał, że warny są tworem boskim, a nie umową społeczną, dlatego przetrwają każdą narzuconą przez obcych strukturę polityczną, w tym również demokrację typu europejskiego, której świt przyszło mu było oglądać…
Historycy twierdzą, że nic nie osiągnął, bo przedkładał towarzystwo mistyków muzułmańskich nad żołnierzy. W 1544 roku stracił Indie na rzecz władcy afgańskiego Szer Szacha i mozolnie budowane przez Babura państwo stanęło na krawędzi katastrofy. Humajun udał się na wygnanie na dwór szacha Persji, gdzie spędził dziesięć lat, osiągnąwszy znakomitą wiedzę o kulturze perskiej i architekturze Timurydów w Samarkandzie i Heracie. Udało mu się zebrać „drużynę” i cudem odzyskać w 1555 roku skrawek Indii wokół Delhi.
Wszyscy wiedzą, że pewien cesarz tak bardzo kochał swoją żonę, że po jej śmierci zbudował najpiękniejszy grobowiec świata. Niektórzy wiedzą trochę więcej, a mianowicie to, że cesarz ten miał na imię Szahdżahan, jego żona — Mumtaz, i że nieoczekiwanie zmarła ona w połogu.Bardzo niewiele osób wie, że ten cesarz pochodził z dynastii Wielkich Mogołów, że Mogołowie zbrojnie wtargnęli do Indii, że okupowali kraj przez 180 lat i ciemiężyli Hindusów próbując ludności narzucić islam.
Pierwszą świątynią człowieka była mandala, okrąg nakreślony na piasku, ułożony z kamieni, patyczków, kopczyków łajna świętej krowy. Okrąg wyznaczał przestrzeń sacrum, w którą człowiek przenosił się z przestrzeni profanum, a święto wyznaczało święty czas. Następnie znajdowano naturalne ołtarze — niezwykły kamień, pagórek, brzeg rzeki, polanka w lesie. Pierwszą kamienną budowlą sakralną ochraniającą ołtarz zbudowany przez człowieka była mandapa — cztery kolumny podtrzymujące kwadratowy plafon. W kwadracie plafonu umieszczano płaskorzeźbę mandali o niezwykle plastycznym i przestrzennym rysunku dającym wrażenie głębi. Mandapy z płaskimi kolumnami wykuwano też niekiedy w skale.
W zasadzie od razu po wyodrębnieniu swej tożsamości, już w siedemnastym wieku, Sikhowie byli uciskani i prześladowani przez cesarzy mogolskich, ponosząc wielkie ofiary dla ochrony i zachowania swej wiary oraz odrębności narodowej. Paradoks polegał na tym, że ich religia była znacznie bliższa islamowi (instynkt samozachowawczy i przemyślność polityczna Guru Nanaka) niż jakakolwiek inna religia hindu, a mimo to muzułmanie traktowali ich jak innowierców, żądając płacenia podatku wyznaniowego (dżizja), co powodowało wieczne zatargi i niesnaski. Jedynie Akbar rozumiał intencje i aspiracje Sikhów, a także wyczuwał ich wzrastającą siłę, napierającą jak burza — otrzymali tedy firman nadający im ziemię wokół Amritsaru, który do dziś jest podstawą do roszczeń terytorialnych wciąż śnionego, autonomicznego państwa. Notorycznie odmawiali poddania się cesarstwu Wielkich Mogołów, zaciekle bronili przed hinduskimi radżami. Zawsze walczyli o swoją suwerenność.
Amrita powstała z ubijania oceanu mleka przez dewów i asurów (bogów i demony). Ubijanie mleka wydobywa esencję, ekstrakt tego, co najistotniejsze — złociste masło, z płynu wydobywa się konkret, materia.
Pojawianie się na ziemi awatarów Wisznu obrazuje (i potwierdza) teorię ewolucji. Jednocześnie wyjaśnia nieustanne przechodzenie jednej formy w drugą, zanikanie i odradzanie, pulsowanie wielości światów i aspektów. Według hinduskiej myśli filozoficznej, ewolucja nie przebiega po stale wznoszącej się ku górze linii prostej, lecz po spirali. Objawienie się na ziemi Boskości przyspiesza ruch w górę po spirali, a objawiające się siły zła powodują regres i spadek w dół. Każde Objawienie, które można traktować jako wprowadzenie do układu ogromnej ilości Energii pozytywnej lub negatywnej, odzwierciedla poziom duchowy danego czasu historycznego, gdyż ilość (modlących się) przechodzi w jakość (Objawienie). Wtedy dokonuje się przekształcenie życia na ziemi, kiedyś biologiczne, później i teraz społeczne, a następnie — duchowe.
Dawna Radżputana, kraj walecznych Radżputów, jest pod każdym względem krainą wyjątkową. Politycznie należy do Indii, ale prowadzi własne życie, oparte na przeszło tysiącletniej tradycji. Żyją wciąż synowie potężnych rodów maharadżów, utrzymując wbrew czasowi swe bajeczne siedziby, strzegąc rodzinnych tajemnic, a dbając o stare i nowe interesy. Ich niezwykłe fortece i fortuny były tu zdobywane, tracone i odzyskiwane w rytmie wschodów i zachodów słońca. Kraj kolorowych kobiet chowających się w malowanych domach haveli. Kraj pustyni i jej rumaków, wielbłądów.
Wszystko, co łączy się z obrazem maharadży należy dziś do sfery mitu i ludowej imaginacji, ale trzeba pamiętać, że jest to mit pospołu angielski i nierozerwalnie związany z panowaniem Brytyjczyków na subkontynencie indyjskim, którzy o swojej władzy mówili zresztą Radż brytyjski. Bogactwa maharadżów niewątpliwie powstały dzięki ekonomicznej polityce kolonizatorów, którzy wprowadzili nowe sposoby zarabiania pieniędzy, rozbuchali potrzeby i wspierali egzotykę, by z niej bez żenady korzystać. Ekscentryczne przyjęcia, widowiska i polowania w oprawie monarszej, wizyty księcia Walii i jego świty oraz innych dostojników Korony były na porządku dziennym. Angielska arystokracja zabiegała o uczestnictwo w każdej ekstrawagancji, nierzadko fałszując i podrabiając nazwiska na zaproszeniach.
Jest tylko twórcą dharmy, prawa naturalnego, zasad biologicznych i kosmicznych, a nie twórcą materialnej struktury wszechświata. Mimo że otrzymał postać starca z długą (białą) brodą o trzech twarzach (czwarta jest niewidzialna), nie oddaje mu się kultu i nie stawia świątyń, nie obchodzi świąt na jego cześć. Został Zapomniany. Stał się bogiem „papierowym” (zwrot M. Eliade'go). Przestał odpowiadać na zapotrzebowania religijne. Po okresie wedyzmu, bramini wprowadzili go do panteonu hinduskiego, ale nie udało się go tam utrzymać jako postać znaczącą. Kiedy murti przestaje być wielbiona przez wielbicieli, to znaczy, że jest im niepotrzebna.
Było ich sześciu, bynajmniej nie wspaniałych.Tylko jeden miał przydomek „Wielki”, był też narkoman, homoseksualista i alkoholik.Wszyscy jak jeden mąż przeszli do Historii. Właściwie — wtargnęli. Panowali 180 lat.Pozostawili po sobie zgliszcza po tysiącletnich hinduskich świątyniach, ale także prosperujące szlaki handlowe.
Gdy przejmował tron, na Nizinie Gangestańskiej panował chaos i głód, prymitywni Afganowie niepodzielnie rządzili Bengalem. Gdy odchodził był — prawdopodobnie — najbogatszym władcą świata, zostawiał wspaniale zorganizowaną administrację i uszczelniony system podatkowy, odnowioną i sprawną armię. Zjednoczył dwie trzecie Indii, przede wszystkim mieczem i perswazją podporządkował sobie Radżputów (zostawił im dziedziczne prawo do własności domen), zdobył Gudżarat i uciszył Afganów w Bengalu, wcielił do imperium Kaszmir. Kiedy umierał, w skarbcu cesarskim znajdował się majątek wartości od 139 do 166 milionów rupii.
Wstąpił na tron dzięki pomocy potężnego teścia Asaf Chana, de facto sprawującego władzę za czasów Dżahangira. Udał własną śmierć (wypił kozią krew, a potem zwymiotował w obecności wojskowych dowódców i przewrócił się), a Mumtaz wiozła go w orszaku żałobnym aż do Agry. Na oczach tłumu podczas durbaru w Czerwonym Forcie wydobył się z trumny i ogłosił cesarzem. Wykonał natychmiastowy wyrok śmierci na wszystkich bratankach i kuzynach — bracia już nie żyli — był pierwszym monarchą mogolskim, który przelał cesarską krew rodzinną. Gdy wstępował na tron miał 36 lat i było przed nim 30 lat panowania. Był bardziej Indem niż Mogołem, a jego żona była czystą Persjanką.
Murti Kriszny, jego postać, jest też jedną z najbardziej skomplikowanych, ukazuje wielość aspektów niekiedy wewnętrznie sprzecznych (wojownik nawołujący do zniszczenia/radosne niewinne dziecko) odbiegając zarówno od nieskomplikowanej postaci Wisznu, którego jest awatarem jak i od spójnej i jednoznacznej postaci Ramy. W różnych regionach Indii przybiera różne twarze, jest wielbiony pod wieloma imionami i sławiony w mitach o różnej treści. Niewątpliwie jest w Indiach jedną z największych mocy boskich, ukazując się wielbicielom pod taką formą, jaką oni sami sobie wybiorą i jakiej oczekują. I dla nich jest wtedy Najwyższym Objawieniem, Jedyną Boską Rzeczywistością, Potęgą Świata — Iśwarą.
W świątyni, z okazji świąt, pudża jest zazwyczaj dynamiczna, wiąże się z aktywnym uczestnictwem. Najbardziej ekstatyczne są pudże śiwaickie — rozbrzmiewa wtedy bębenek damaru, za pomocą którego Śiwa wybija rytm tańca, niszcząc i odtwarzając świat. Uczestnicy tańczą, śpiewają, klaszczą w dłonie, śmieją się, podrygują, potrząsają dzwonkami i świszczą w piszczałki. Dopuszczalne są wszelkie zachowania emocjonalne, gdyż religia to puszczenie w ruch czystych emocji właśnie: ktoś głośno płacze, inny skanduje mantry, dzieci krzyczą, śmieją się głośno i biegają po całej świątyni. Wcale nie musi jej odprawiać bramin, częściej jest to ludowy pudżarin, młody chłopak z ludu opiekujący się bożym przybytkiem, choćby był to tylko kamień na rozdrożu dróg.
Już od początku lat dwudziestych XIX wieku jedynie Kompania dysponowała liczącą się siłą militarną na subkontynencie. Jednakże jej zwierzchność nad Indiami nigdy nie miała charakteru całkowitego. Trzymanie w dyscyplinie praktycznie każdego regionu wymagało obecności wojska i dowódców oraz planowanych akcji bojowych. Przy pomocy sipajów, wojska najemnego, utrzymywanego zresztą przez indyjskich władców, prowadzono praktycznie bez przerwy operacje militarne przeciwko Birmańczykom na północnym wschodzie, a na północnym zachodzie — przeciwko Afganom. Tylko dwa państwa indyjskie zachowały ostatecznie całkowitą autonomię — Baroda i Majsur.
Odziedziczył po Akbarze sprawnie funkcjonujące państwo bez długów, świetnie zorganizowany system podatkowy, skarb wypełniony po brzegi i dobrze wyszkolonych urzędników dworskich, którzy już potrafili służyć sprawie cesarstwa. Ich znaczenie za jego rządów wzrosło, ale sama władza cesarska była chwiejna. Cesarz często popadał w stany otępienia na przemian z napadami dzikiego despotyzmu. Wprowadził walki ludzi z dzikimi zwierzętami oraz walki słoni — słonie były głodzone i pojone wodą z cukrem, by rozsierdzone łatwiej wpadały w szał i „dzielnie” walczyły ze sobą, a także zawody w zapasach i szermierce. Mimo tego sadyzmu uchodził za władcę sprawiedliwego, zapewne dlatego, że w ogóle nie tępił religijnych tradycji hindu, a także wprowadził zwyczaj tak zwanego łańcucha: każdy kto poczuł się pokrzywdzony, miał prawo pociągnąć za zwisający z okna dżarokha łańcuch i przywołać cesarza, by się pożalić. Jego szczęk niewiele razy dochodził do uszu władcy…
Podróżnik arabski Ibn Bahita, który odwiedził kraj w 1335 roku, opisał wielki zbiornik czy staw wodny, nad którym stały świątynie zamieszkałe przez joginów o długich, posypanych popiołem włosach i pożółkłej od ascezy skórze. Dodał, że statuetki wielu bóstw były okaleczone albo całkowicie rozbite przez muzułmanów.Z czasem wioska w ogóle opustoszała, a świątynie porosły roślinnością tak gęstą, że zniknęły z oczu przejezdnych podróżników i kupców, jak zniknęła również sieć dróg, która niegdyś do nich prowadziła. To prawdopodobnie ocaliło świątynie od zniszczenia przez kolejnego najeźdźcę, Wielkich Mogołów.
Ci Indoeuropejczycy, którzy przybyli nad Indus określali siebie mianem arya, co znaczy szlachetny, ustanawiając dla siebie pozycję wyższości wobec dasów, ciemnoskórego ludu, mówiącego różnymi tubylczymi językami i mieszkającego w umocnionych osadach nad brzegami rzek. Nie wiadomo, czy Indoeuropejczycy i Arjowie to ta sama grupa ludów, bowiem część tubylczej ludności znad Indusu, o miejscowej kulturze hindu, mogła na przykład stać się arya po spełnieniu określonych przez najeźdźcę wymogów. Wedy opisywały proces in statu nascendi tworzenia się nowej cywilizacji, która powstawała z fuzji wielu, wielu elementów, nie tylko przyniesionych z zewnątrz, lecz przede wszystkim lokalnych. W trakcie migracji i podbojów Arjowie potrafili umiejętnie podporządkować sobie i zasymilować osiadłe ludy rolnicze. Od zarania znali napięcia powodowane symbiozą niejednorodnych, a nawet przeciwstawnych orientacji religijnych, ale potrafili nad nimi zapanować.
Trudno zrozumieć i nie wiedzieć czemu przybrała w polszczyźnie rodzaj męski — Ganges.A przecież Ganga to śliczna, młoda bogini, devi. O wdzięcznie pochylonej głowie w białej koronie, wpatrzona w nurt swojej rzeki, siedzi na krokodylu unoszącym się po leniwie płynących wodach. W lewej dolnej ręce trzyma dzbanek na wodę (charakterystyczny lily, do dziś sprzedawany na ghatach w Waranasi), prawą ręką wykonuje gest pozdrowienia, w lewej górnej — trzyma naszyjnik malę (też wciąż sprzedawany w Waranasi), w prawej górnej — kwiat lotosu. Niekiedy przedstawia się ją tylko z dzbankiem lily i lutnią. Jej siostrą jest siedząca na żółwiu devi Jamuna, dopływ prawobrzeżny, niegdyś bardzo obfity w wodę, dziś — zanikający.
Mówi się, że cesarz Asioka był dla buddyzmu tym, kim dla chrześcijaństwa Konstantyn Wielki. Po brutalnym rozprawieniu się z ludnością Kalingi (państwo we wschodnich Indiach, dzisiejsza Orissa) i jej całkowitym podporządkowaniu, w trakcie którego zginęło ponoć 50 tysięcy mieszkańców, Asioka z dynastii Maurjów zamknął się na długi czas w odosobnieniu. Do świata powrócił jako nowy człowiek. Przyjął dharmę Buddy, którą zapragnął rozprzestrzeniać w swoim państwie. Wspierał mnichów buddyjskich i fundował liczne klasztory. Prawdopodobnie podjął studia w znanym uniwersytecie buddyjskim w Takszasili, wielkim ówczesnym ośrodku medycyny i buddyzmu.
Pomagał Ramie odnaleźć Sitę, gdy została porwana na Sri Lankę i był głównym, obok Ramy, bohaterem wielkiej bitwy, w której Rawana i jego rakszasy zostały całkowicie rozbite. Po bitwie Rama chciał zapłacić Hanumanowi za usługę, ale ten odmówił, ciesząc się jednak, że został potraktowany jak dowódca małp, a nie jak sługa niewolnik, któremu nigdy się za usługi nie płaci. Odtąd służył Ramie bezgranicznie oddany i wierny.