jesteś gościem
Nie bądź gościem, którego chce się wyrzucić z domu.
PIĘĆ SPOSOBÓW NA NIE
Nie oczekuj — nigdy i nigdzie nie wydarzy się to, czego oczekujesz, a zawsze i wszędzie wydarzy się to, czego wcale się nie spodziewasz.
I to jest właśnie prawdziwa przygoda.
Nie żądaj tego, czego nie możesz dostać.
Przysłowie francuskie mówi: Najpiękniejsza dziewczyna na świecie może dać tylko to, co ma
W Indiach nie żądaj papieru toaletowego w przydrożnym szalecie, rachunku za taksówkę, wody pitnej przy stole. Na śniadanie nie żądaj polskiego bochenka świeżego chleba (i tak najlepszy to ten, który piecze twoja matka). Przy straganie, gdy kupujesz owoce, nie wyczekuj w nieskończoność zwrotu reszty 1 rupii 75 pajsa, bo szkoda czasu i atłasu, a życie płynie dalej. Do kolacji nie żądaj wina ani wódki (wina jedź napić się do Francji, a wódki — do Moskwy). Nie obejmuj dziewczyny na ulicy, choćby nie wiem jak ci się spodobała — zawsze gdzieś czai się brat, ojciec, wujek lub mąż i… zbiją ci pysk.
Nie dziwuj się. Zdziwienie zachowaniem innych ujawnia często brak wiedzy z zakresu podstaw socjologii. Zbyt ostentacyjne — może urazić. Nie dziw się, kiedy w restauracji przyniosą ci miseczkę z ciepłą wodą i kawałkiem cytryny, po to, byś umył koniuszki palców po jedzeniu. Nie bądź zdziwiony, kiedy gość z sąsiedniego stolika wyrabia zgrabnie swymi palcami kulki z ryżu na swoim talerzu i zręcznie popychając kciukiem wkłada je do ust. Pomyśl: „On jest u siebie”. Obserwuj. A może ty też tak potrafisz? Nie dziw się, kiedy Indus beknie przy stole, a na ulicy wypluwa flegmę oczyszczając płuca (flegma — według niego — zawiera najgorsze dla organizmu trucizny). Pomyśl: „Nie znoszę tego, ale on jest u siebie. Jak dobrze, że u nas w Europie nikt nie pluje na ulicy…”
Nie porównuj i nie krytykuj. Postawa oceniająca zamyka nas na możliwość zrozumienia tego, co inne. Nasza krytyka opiera się często na wyznawanym prywatnie systemie wartości. Nie tylko różne kultury wyznają różne systemy wartości, ale też każdy podróżnik wyznaje swój własny osobisty.
Analizowanie, osądzanie, różnicowanie, porównywanie — to postawy typowo europejskie, określające też (po cichu) naszą domniemaną wyższość. My myślimy kategoriami lepszy/gorszy, ładny/brzydki, dobry/zły, nadający się/bezużyteczny, bogaty=szczęśliwy, biedny=nieszczęśliwy. Chcemy koniecznie ustalić zgodnie z naszą prywatną busolą, że to jest na pewno złe, a tamto — bezwzględnie dobre. Zapominamy, że w Świecie mierzą różnymi miarami.
Pytasz czy riksze są sprawiedliwe czy nie? Nie pytaj — siadaj na rikszę i jedź tam, gdzie chcesz dojechać.
Mówisz, że restauracja to speluna i nie będziesz jadł. To nie jedz, masz wybór, ale nie truj innym, którzy chcą tam zjeść. Ustalasz, że pałac jest siódmym (lub trzydziestym szóstym) cudem świata, że jest kiczem lub arcydziełem (znany polski malarz powiedział kiedyś grupie, że Tadż Mahal mu się nie podoba i pozostali turyści chcieli go pobić). Więc po co gadasz głośno — czy nie lepiej po prostu… spokojnie oglądać, myśleć swoje i nie ferować wyroków. Bo gdy ustalasz to sobie dla siebie, po cichu, we własnym rozumie i w skrytości serca, nie narzucasz swojego mniemania innym. Gdy robisz to głośno — kakofonia prywatnych systemów wartości zabija radość spotkania tym, którzy mają świeże spojrzenie i nic specjalnego nie mniemają.
Gdy podróżujemy z innymi, obowiązuje zasada primum non nocere — nie szkodzić innym w obserwowaniu świata. Krytyka krzywdzi, gwałci, szkodzi, narzuca. Krytyka jest agresją. Bywa, że zamienia się w próżne krytykanctwo. Wiadomo, że warunki szkolnictwa w Nepalu są gorsze niż w Polsce, ale wiadomo, że w Polsce są gorsze niż we Francji. Wiadomo, że w Indiach drogi są gorsze niż w Polsce, ale w Polsce są gorsze niż w Niemczech. Wiadomo, że w Bombaju jest dużo żebraków, ale w Stanach Zjednoczonych jest żebraków za dużo jak na amerykańskie bogactwo.
Bywają tacy turyści, którzy niby oderwali się od telewizora, ale nadal patrzą na świat jak przez szybę — beznamiętnie i bezmyślnie. Zawsze i wszędzie czują się obco, zawsze i wszędzie chcą zmieniać świat po swojemu. Podróżowanie to przede wszystkim próba zrozumienia innego, jego smutków i radości, to przekraczanie iluzji, mniemań i fałszywych osądów.
Nie wyśmiewaj. Wyśmiewanie jest najlepszą z możliwych taktyk, by pozbawić nas gościny w trybie natychmiastowym, z wilczym biletem. Jest szczególnie okrutne i bolesne. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że szydzeniem maskujemy nasz strach przed innością. Bo nie lubimy, gdy coś jawi nam się jako przerażające, niezrozumiałe, śmieszne lub dziwne. Wyśmiewaniem udowadniamy wyższość naszych pojęć i sposobów działania, które uznajemy za lepsze, ale które niekoniecznie są adekwatne do danej sytuacji.
Często wyśmiewamy, bo nie wiemy, co zrobić. Lepiej nic nie robić! Dopytać, dowiedzieć się. Trzy razy pomylimy się, dwa razy zapomnimy, a za siódmym razem wzbudzimy szacunek i radość naszych gospodarzy, że tak szybko pojęliśmy ich obyczaje. Na tu i teraz, na chwilę. Przecież i tak wracamy do naszych kapci i na nasze śmieci.
Jesteś gościem.
Bądź gościem, którego chce się zaprosić ponownie.
PIĘĆ SPOSOBÓW NA TAK
Akceptuj w zasadzie wszystkie zachowania, które nie są agresywne. Jeśli komuś wyrządzają krzywdę na twoich oczach, to reaguj roztropnie i rozważnie, zapewniając sobie i osobom towarzyszącym poczucie bezpieczeństwa. Najczęściej i tak nie dowiesz się, o co chodzi.
Jeśli natomiast ktoś siusia dyskretnie przy drodze, no to cóż — nawet, gdy cię to oburza, to pomyśl o Wersalu, tam dworzanie zwyczajowo sikali za kotarę i uprawiali miłość na korytarzach.
Wykazuj zainteresowanie (czasem nawet zmuś się trochę) sprawami domowymi, rodzinnymi, zawodowymi. Pytaj i dopytuj się o wszystko, co cię intryguje, czego nie rozumiesz, co cię bawi, denerwuje i śmieszy. Zyskasz sobie uśmiech zwykłego człowieka i zawsze się czegoś dowiesz.
Naucz się języka kraju, do którego jedziesz. Jeśli mimo pięciu prywatnych lekcji i najszczerszych chęci, jeszcze w dniu wyjazdu nie znasz go, to trudno. Ale pamiętaj, że to jest twój problem! I jeśli nic nie rozumiesz z tego, co ludzie do ciebie mówią, to również jest to twój problem.
Jeśli nie potrafisz mówić w malayalam czy w urdu, to pamiętaj, że zawsze istniał wspaniały język — język ciała. Ma on prostą gramatykę — twoich rąk i mimiki twarzy, i jeszcze prostszą składnię — grę oczu i uśmiech. Jest też język intuicji, którym mówi twoje serce i dusza. Im gorzej znasz język obcy, tym bardziej się uśmiechaj!
Ucz się codziennie innego spojrzenia na rzeczywistość i innych zachowań — a może w domu jedzenie rękoma będzie wygodniejsze niż jedzenie widelcem i nożem? A może w domu siedzenie na podłodze jest przyjemniejsze niż na twardym krześle? A może rację ma nasze dziecko, gdy uczy się wiersza w pozycji półleżącej z łokciami na poduszkach machając nogami? A może rozsądniej oblewać się w wannie zimną wodą, zamiast leżeć godzinami w gorącej kąpieli?
Pomagaj wzrokiem, uśmiechem, dłonią, ręką i całym sobą. Kiedy recepcjonista szuka w paszporcie twego nazwiska, otwórz mu paszport na dobrze znanej ci stronie i nie bądź zdziwiony, że nie umie odczytać twego imienia (ty też nie potrafisz odczytać jego!). Gdy rikszarz jedzie rikszą pod górkę, zejdź dyskretnie zapewniając, że wciąż jesteś jego pasażerem, a potem lekko wskocz znowu, jakbyś wskakiwał na rumaka. Lecz nie wyrywaj kobiecie wora, który dźwiga na plecach i nie zdejmuj dzbana z głowy, bo i tak nie uniesiesz ani wora, ani dzbana — ale zatrzymaj się, usuń z drogi i uśmiechnij się! To największa pomoc.
Bądź gościem, którego nie chce wypuścić się z domu.


