WstępKontaktindeksybibliografiamapyprzekazsłowato nie takmieszkańcypostaciepodróżeIndiastart
indiaguide menu
 

moje trasy

Wszelkie stereotypy prowadzą do rozczarowania.
Rozczarowanie jest wprost proporcjonalne do naszej niewiedzy.
[Danna]

Kiedy myślę Indie i czuję zapach trociczek, i widzę oczyma wyobraźni kolorowe sari, i czuję wiatr od morza, to mam na myśli Indie południowe. Wbrew temu, co sądzi większość polskich turystów (daje o sobie znać stereotyp „biednej południowej części świata”) indyjskie stany południa — Kerala, Karnataka i Tamil Nadu — są zamożniejsze niż stany północne. Starożytna cywilizacja drawidyjska, spowinowacona z Egiptem, Sumerem i Mezopotamią zostawiła tu swój niezatarty ślad — to dla tych, którzy lubią w podróżach nutkę etnograficzną. Nie dotarli tu w zamierzchłych czasach Arjowie, wobec czego utrzymały się przedaryjskie kulty religijne i formy organizacji społecznej, nie został, na przykład, całkiem zniesiony matriarchat. W starożytności Wybrzeże Malabarskie bogaciło się na handlu korzennym z Arabami i Rzymem — stąd przywożono barwnik na słynną purpurę antyczną dla senatorskiej togi i jedwab na suknie dla bogatych Rzymianek, przyprawy i olejki eteryczne do produkcji wód perfumowanych. W czasach nowożytnych, kiedy Indie północne były plądrowane przez agresywne plemiona afgańskie, kobiety zabierane do haremów, a siłą obrzezani mężczyźni powtarzali dla ratowania życia pięć filarów wiary Mahometa, Indie południowe nadal wzbogacały się handlem z Wenecją i przeżywały renesans gospodarczy, religijny i kulturowy. Wielcy Mogołowie również nie zdobyli ani centralnie położonego Dekanu, ani południa i nie zdetronizowali żadnej z potężnych hinduskich dynastii władających tymi terenami. Nie zniszczyli — jak w Indiach północnych — hinduskich świątyń i miejsc kultu.

Turystyka jest tu świetnie zorganizowana, hotele i autobusy lokalne cechuje wyższy standard niż na północy. Łatwiej dogadać się na temat własnych potrzeb i oczekiwań, gdyż wszyscy znają język angielski.

Panuje tam wspaniała dieta wegetariańska, a kuchnia jest znakomita — egzotyczne dania, jak na przykład ryba w sosie kokosowym, bywają podane na liściu palmowym, a potrawę wkłada do ust zgrabnie ułożonymi palcami prawej ręki i spożywa z lekkim sercem i umysłem, bez alkoholu. Kto kocha owoce morza, dla tego Kerala i Tamil Nadu są rajem na ziemi.

Drugim wspaniałym miejscem podróży po Indiach jest Radżastan, wart specjalnie przygotowanej tułaczki, ale na bardziej luksusowym poziomie. Najlepiej jest wynająć w Delhi taksówkę i jeździć sobie w dowolnym rytmie po miastach i miasteczkach. Pałaców, pałacyków, okazałych domostw, pięknie malowanych domów haveli, fortec i okalających je murów obronnych jest tyle, że można spędzić tam cały miesiąc i jeden dzień dłużej. Zdumiewa bogactwo cywilizacyjne, ale wszak była to ziemia leżąca pomiędzy bogatą Persją i równie bogatą Niziną Gangestańską i wszystkie ważne szlaki handlowe tędy przebiegały.

Turystyka została tu świetnie zorganizowana już w latach pięćdziesiątych przez dawnych maharadżów, którzy swoje pałace przeobrazili w hotele dostępne na każdą kieszeń — można spać w czworakach albo w luksusowej suicie okazałego zespołu pałacowego.

Wyjątkowa ta kraina wraz z Indiami południowymi zbiera około 65-70% całego zagranicznego ruchu turystycznego w Indii.

Już w latach pięćdziesiątych maharadża z Udajpuru otworzył swoistą imprezę turystyczną, a mianowicie przygotował do drogi swój osobisty i prywatny pociąg, którym wcześniej zwyczajowo podróżował po Indiach z całym dworem i luksusem. Pociąg ten, Palace on wheels, Pałac na kołach, zrobił furorę w ówczesnych elitach mieszczańskiej finansjery, a podróżowali nim Lady i Lord Mountbatten, książę Rajner z Monaco, Vivien Leigh z Przeminęło z wiatrem, a także Lee Radziwiłł wraz z siostrą Jacqueline Kennedy, i wielu, wielu innych uroczych dziwaków. Przez wszystkie te lata został utrzymany poziom luksusu oferowanej usługi, choć pociągiem dawno już przestały jeździć koronowane głowy i gwiazdy filmowe. Wnętrza w stylu angielskim i modnej w latach dwudziestych chińszczyzny oraz najbardziej wysublimowanej secesji, a przede wszystkim obsługa w liberii serwująca stosowne trunki i egzotyczne dania, wszystko to sprawia, że człowiekowi nie chce się wysiadać z pociągu na stacjach kolejnych miast i za nic ma zwiedzanie ich równie niezwykłej architektury.

Warto wsiąść do tego pociągu, bo jako jedyny w Indiach nie jest byle jaki…

Ladakh to uczta dla oka dzięki bajkowości krajobrazów. Niewiele jest w świecie przestrzeni równie pustych, ale jednocześnie tak przyjaznych dla chwilowego ludzkiego bytowania…

Jest to jednak trasa głównie dla samotników, umiejących być za pan brat z błękitnym niebem i kłębiastą chmurką na horyzoncie, lubiących godzinami słuchać szumu wiatru i nie wymówić przy tym ani słowa… Dla innych, jak mi mówią turyści, jest tam zbyt nudno i nie ma co robić…

Trasa Indie północne i Nepal jest klasyczną propozycją dla większości turystów, którzy przewidują, iż Indii nie pokochają, a chcą zwiedzić najważniejsze zabytki, takie jak Tadż Mahal, Czerwony Fort w Agrze czy świątynie w Kadżuraho i zobaczyć rzekę Gangę w Varanasi. Trasa jest trochę uciążliwa ze względu na przeludnienie północnych Indii — Uttar Pradesh liczy sobie 180 mln mieszkańców — więc drogi są zakorkowane, zabytki zadeptane, knajpki zatkane, a hotele zarezerwowane, ale poza tym jest to trasa sprawdzona, bez niespodzianek. Zwiedza się jednak głównie Indie muzułmańskie. Nepal natomiast zachwyca (po Indiach!) znikomą liczbą ludności i pięknymi widokami Małych Himalajów.

Na trasie Birma-Kambodża najważniejszy jest dla mnie oczywiście Angkor Wat. Został on zbudowany przez Khmerów, ludność Kambodży, ale cały kunszt architektoniczny zawdzięcza władcom obcym, przybyłym tu z Indii południowych. Władcy ci, podobnie jak władcy indyjscy, przyjęli tytuł Varmana, a ich iszta dewatą, boskością prowadzącą, był hinduski bóg Rama. Stąd na płaskorzeźbach większości starych świątyń przedstawiona jest historia Ramy i Sity według eposu Ramajana.

Pierwsze świątynie zbudowane są zgodnie z modelem przyjętym w Indiach, gdzie archetypem świątyni była mityczna góra Meru. Zdumiewa ogrom genialnego zamysłu khmerskiej stolicy, ale i ogrom niewolnictwa, w jakim bramini trzymali podbitą ludność.

*