WstępKontaktindeksybibliografiamapyprzekazsłowato nie takmieszkańcypostaciepodróżeIndiastart
indiaguide menu
 

Mustang

Tylko dla wytrawnych turystów!

Treking w Górnym Mustangu należy do najtrudniejszych w Himalajach. Wprawdzie średnie wysokości mieszczą się między 3000 a 4000 m n.p.m., ale ścieżki są śliskie, zasypane osuwającym się piargiem i żwirem, poprzecinane głębokimi wąwozami. Trzeba pokonywać spore przewyższenia, schodzić pionowo w dół aż na dno rzeki i ponownie piąć się po zboczach kanionów na wysokie przełęcze. Ścieżki wiodą skrajem przepaści i każdy nieostrożny krok grozi niebezpieczeństwem. Ostry wiatr bezlitośnie szarpie ubrania, a niesiony przezeń pył i piasek utrudnia oddychanie. Piekące słońce parzy usta, nos, policzki, dłonie, a oczy doprowadza do łez. W nocy temperatura spada do zera. Długość dziennej trasy uzależniona jest od rozlokowania wiosek i dostępu do wody. Dystanse dzielące wioski, w których nocujemy, muszą zostać pokonane niezależnie od jawiących się przeszkód (zmęczenie, znużenie, brak silnej woli, kaprysy, bóle głowy, zniewalające piękno krajobrazu kuszące do pozostania na dłużej…). Obowiązują dobre buty i dobry sprzęt.

Buddyjskie Królestwo Lo, przez obcokrajowców nazywane Mustangiem, leży na północ od ośmiotysięczników Annapurny i Daulagiri, na wyżynie między Nepalem a Tybetem. Do 1992 roku nikt nie odwiedzał tej krainy, nieosiągalnej za himalajskim łańcuchem gór o 6000 m n.p.m. wysokości, spowitej nimbem tajemnicy; obecnie zaledwie do tysiąca osób rocznie otrzymuje pozwolenie na pieszą wędrówkę z Jomsom do stolicy. Dziś Mustang jest częścią Nepalu. Szlak łączący Tybet z Indiami, poprzez przełom rzeki Kali Gandaki, należy do wielkich szlaków handlowych Azji — tędy szła słynna tybetańska sól ze słonych jezior na północ od rzeki Cangpo (Brahmaputra) oraz wełna jaków, minerały, herbata i jedwab. Rdzenni mieszkańcy tej ziemi, Lobowie, żyją ostrożnie, nie zakłócając ścisłych praw ekologii — unikają nadmiernej eksploatacji środowiska, a ich maksymą, która stanie się też naszą, jest: Zostaw w Górnym Mustangu tylko ślady swoich stóp.

1
Zbiórka uczestników wyprawy na lotnisku Okęcie w Warszawie o 9.20. Odlot z Warszawy do Moskwy o 11.20, a następnie do Delhi o 19.15.
2
Przylot do Katmandu. Załatwienie formalności na wyjazd do Mustangu. Po południu — przejazd do Pokhary (200 km). Kolacja w jednej z rozlicznych knajpeczek nad jeziorem Fewa. Nocleg w Pokharze, u podnóży Himalajów.
3
Przygotowanie do trekingu — ostatnie zakupy: kurtki Goretex za połowę europejskiej ceny, buty i okulary przeciwsłoneczne, pasty i kremy, słodkości i pikle… prasowanie sznurówek i slipek. Psychiczne nastrojenie się do wyprawy poprzez wpatrywanie w nieskazitelną taflę Jeziora Fewa. Nocleg w Pokharze, u podnóży Himalajów.
4
Lot z Pokhary (900 m) do Jomsom (2720 m) — widok na całą Dolinę Pokhary, zawijasy rzeki Seti i Jezioro Fewa z jednej, a pasmo Annapurny — z drugiej strony. Niewykluczone, iż samolot osiądzie w korycie rzeki Kali Gandaki. Nocleg w guest house w Jomsom.
5
Wielki start! Ruszamy do Kagbeni (2900 m) wzdłuż znakomicie sławnej Kali Gandaki, jej prawym brzegiem. Trawers po stromym zboczu, w poprzek piargów (które znowu — jak zwykle — zmiotły ścieżkę). Zejście do dna rzeki — szerokie, suche koryto pełne jest czarnych kamieni z żółtym nalotem. Nocleg w obozowisku w Kagbeni.
6
Z Kagbeni do Chhuksang (3050 m) szlak wiedzie przez wysokie przełęcze i gwałtowne zejścia w dół, idziemy krok za krokiem przekraczając małe strumyczki, nasze Rubikony. Nocleg w obozowisku na trasie.
7
Z Chhuksang do Samar (3700 m). Ścieżka opuszcza dolinę i wspina się do uroczej, przyklejonej do zbocza wioseczki Chele. Mijamy coraz mniejsze skupiska ludzkie, kaniony potoków himalajskich z rwącą wodą (gdyby tak przemienić to nepalskie „białe złoto” w energię elektryczną, to jakże bogatym krajem byłby Nepal). Przechodzimy wskroś kolczastych krzewów, postrzępionych skał i białych obłoków, a wciąż widać północne ściany masywu Annapurny. Dochodzimy do wioski Samar, dokąd chętnie docierają ornitolodzy, by obserwować rzadkie drapieżne ptaki. Nocleg w guest house.
8
Z Samar do Tamagaon (3850 m). Olśniewające widoki (jeśli Annapurna, bogini obfitości będzie nam łaskawa) na Nilgiri Hills, Thorang peak i inne posypane śniegiem jak lukrem okrągłości i trójkąty szczytów. Nocleg w bazie noclegowej.
9
Z Tamagaon do Tsarang (3650 m). Przez kolejną przełęcz docieramy do drugiego co do wielkości i znaczenia miasta w Królestwie, Tsarang. Nad urwiskiem, na skalnej grzędzie — dzong należący do potężnych niegdyś władców oraz buddyjski klasztor z XV wieku z największym tu zbiorem ksiąg. Nocleg w bazie namiotowej.
10
Z Tsarang do Lo Monthang (3790 m). Jak zwykle wspinamy się na przełęcz, a szlak doprowadza nas, przez naturalną bramę między skałami, do rozległej doliny, przypominającej pustynię — tu właśnie władca Ame Pal wzniósł około 1420 roku swoją stolicę. Lo Monthang znaczy upragniona równina, i nasze pragnienia spełniają się tutaj! Nocleg na dachu domu mieszkańca stolicy Mustangu.
11
Odpoczynek w Lo Monthang. Zwiedzamy otoczoną murami stolicę (do niedawna zamykano na noc jedyną bramę): sto pięćdziesiąt domostw harmonijnie ułożonych jak klocki lego, średniowieczny pałac i trzy buddyjskie gompy z XV wieku. Dla chętnych — spacer do fortu Kacze, pierwszej siedziby króla. Święto Tidżi zapewniające zwycięstwo dobra nad złem, tańczone przez mnichów w maskach, pozwoli nam dotknąć tybetańskiego misterium życia. Nocleg na dachu domu.
12
Z Lo Monthang do Gheme (3690 m). Ze stolicy wracamy przez Lo Gekar, odwiedzając najstarszy klasztor w królestwie. Dalej mijamy niezwykłe formacje skalne, labirynt wąskich przejść pośród tytanicznych granitowych grzybów i upiornych wież skalnych, skąd patrzą na nas dostojne sępy. Docieramy do Tangmaru — zielone łąki i pasące się konie mówią nam, że życie tu trwa. Idziemy dalej, a po drodze wstępujemy do żeńskiej gompy w Gheme. Nocleg w bazie turystycznej.
13 — 16
Powrót z Gheme do Jomsom. Dni podobne do siebie — pobudka o świcie, herbata z masłem z jaka lub campa zmieszana z gorącą wodą przyniesiona do namiotu przez Szerpę, miska ciepłej wody za całą wannę, na śniadanie — podpłomyk, trochę czarnej kawy (mleko niezdrowe na tych wysokościach) i marsz powrotny; obiad w południe — trochę ryżu, jakaś puszka i wspomnienia początku drogi w górę, przed spełnieniem marzeń; na kolację — znowu podpłomyk, makaron, trochę jarzyn, herbata z masłem jaka… Przychodzący na zawołanie sen w podniebnym królestwie. Noclegi w bazach namiotowych, a w Jomsom — w guest house.
17
Rano — lot samolotem z Jomsom do Pokhary. Przejazd autobusem z Pokhary do Katmandu przez centralną część Nepalu, jedną z najpiękniejszych tras górskich. Po drodze, dla chętnych: wypoczynkowy rafting na rzece Trisuli (25$). Nocleg w Katmandu.
18
Dla jednych — czas wolny na zakupy i drobne zwiedzanie Katmandu, dla pozostałych — dolce far niente czyli nicnierobienie. Transfer na lotnisko. Godz. 17.00 wylot do Delhi. Przerwa tranzytowa.
19
Przerwa tranzytowa. Odlot z Delhi do Moskwy około godz. 3.00. Przylot do Moskwy, a następnie powrót do Warszawy.

Trasa realizowana jest przez Logos Travel Marek Śliwka

*