Swami Vijayananda (Widżajananda)
ur. 1914
Urodził się w 1914 roku w Marsylii. Dzieciństwo przeżył w skupieniu religijnym. W wieku dorastania odrzucił katechizm i Kościół Katolicki. Mając 18 lat przeżył pierwszy zachwyt myślą Wschodu czytając Karmajogę Wiwekanandy. Wybrał studia medyczne i zawód lekarza. Prowadził praktykę lekarską koło Marsylii, ale po ośmiu latach pracy przekazał ją swojemu bratu. Studiował dogłębnie buddyzm terawadę i hinduską wedantę. W 1950 roku wybrał się na wakacje duchowe do Indii i na Sri Lankę.
W lutym 1951 roku spotyka Ma Anandę Mayi i natychmiast prosi o pozwolenie zostania przy niej. Przez półtora roku nie odstępuje jej na krok. Kiedy jego spodnie miały już tylko same dziury, a łaty nie trzymały się łat i wszystkie odpadły, wtedy Ma ulitowała się i przywołała go do siebie. Otrzymał najpiękniejszy prezent — pomarańczowe szaty sannjasina.
Przez osiem lat mieszka w aszramie Ma w Benares nad Gangą. Przez dziewięć lat pędzi życie prawie pustelnicze w małej aszramie Almora u podnóży Himalajów, skąd schodzi do wioski tylko po jedzenie. Przez siedem lat oddaje się całkowitej samotności w pustelni Dhaulchina w Himalajach indyjskich na wysokości 7000 metrów, podziwiając Nanda Devi. Na wyraźne życzenie Ma schodzi w 1975 na niziny i osiedla się u jej boku w Kankhal, gdzie mieszka do dziś.
Spotkałam go w kwietniu 1989 roku podczas mojego pierwszego pobytu w Indiach i usłyszałam odpowiedzi na wszystkie zadane mu pytania. Przyjechałam do aszramu specjalnie w lutym 1997 roku, żeby postawić mu kolejne pytania.
Siedząc u stóp mistrza zapomniałam o wszystkich pytaniach. Po prostu tam byłam.
Spotkałam go raz przypadkiem na ulicy w Kankhal, koło studni. Przypominał mi Sokratesa.
Widżajananda emanuje wiedzą radosną.
Dziękuję mu za wsparcie duchowe, które śle nieustannie z małej mieściny Kankhal położonej u stóp Himalajów.
*
Treść - © 2008-2010 Danuta Orlewicz
Kod i grafika - © 2008-2010 Jacek Iwański
Wyjaśniał prawo karmy jako skutki wszystkich działań, tak poprzednich jak i obecnych, a więc polecał ćwiczyć bezinteresowność, samowyrzeczenie i nie przywiązywanie się do rezultatów czynów, owoców jakiegokolwiek działania. Polecana przez niego karma-joga polega na tak intensywnym byciu w świecie poprzez pracę i czynienie, że następuje „wypalenie” przyczyn poprzednich uczynków, a skutki nie pojawiają się. Na tej drodze konieczne jest też uprawianie bhakti-jogi, żarliwej nabożności i niezachwianej wiary w dobre skutki doczesne naszych starań. Zaś w miarę poznawania umysłu, dźniana-joga, dzięki głębokiemu zrozumieniu formuły neti neti, ani to ani tamto, następuje spontaniczne, nie wymuszone i nie nakazane przez żadne autorytety, zaniechanie wszelkiego działania.
Ma Ananda Mayi, Matka Wypełniona Szczęśliwością, od najmłodszych lat promieniowała magnetyczną siłą przyciągania, która większości jej wielbicieli dawała pewność, że w Mataji — Ukochanej Matce — objawia się Bóg. Miała też moc powoływania uczniów i wiele osób pozostało przy niej nawet wbrew swoim oczekiwaniom. Często, zwłaszcza w młodym wieku, doznawała religijnej ekstazy, pogrążała się w samoistnym stanie samadhi, tańczyła na koniuszkach palców z wyrazem błogości i uwielbienia na twarzy. Od zarania podążała spontanicznie drogą wedanty, niedwoistości. Nie pobierała nauk od żadnego guru, czerpała je z boskiej intuicji.
Czwarty i ostatni etap życia pobożnego bramina, który po wypełnieniu swych obowiązków względem rodziny wycofuje się z życia doczesnego. Wyrzeka się świata zjawiskowego i wszelkiego w nim działania, by nie gromadzić karmy na przyszłe inkarnacje. Podejmuje życie pustelnika lub wędrownego ascety, oddając się wyłącznie urzeczywistnieniu brahmana w sobie. Medytuje, studiuje aranjaki i upaniszady, praktykuje jogę. Jego szafranowe szaty są widocznym znakiem wyrzeczenia. Dzisiaj już coraz mniej wyrzeczeńców chodzi po drogach Indii, raczej zamykają się w pustelniach i aszramach.
Jako dobrze zorganizowane instytucje charytatywne zaczęły powstawać w XIX wieku, pod okiem Anglików. Było to przede wszystkim miejsce odradzania się studiów nad religiami hindu i rodzimymi językami, głównie sanskrytem, po katastrofie wprowadzenia islamu przez Wielkich Mogołów. Po wtóre — jako autentyczne miejsce duchowego wsparcia guru dla uczniów. Rozmaite były losy różnych aśramów powołanych do istnienia — niektóre przepadły, inne są do dziś powszechnie znanymi, szacownymi pomnikami pracy na rzecz ludu. Większość z nich zawsze miała charakter bardziej społeczny niż czysto duchowy; każdy wybitny mędrzec otwierając swój aśram uruchamia cały wachlarz działalności gospodarczych, a duchowości naucza poprzez konkretne działanie.
Trudno zrozumieć i nie wiedzieć czemu przybrała w polszczyźnie rodzaj męski — Ganges.A przecież Ganga to śliczna, młoda bogini, devi. O wdzięcznie pochylonej głowie w białej koronie, wpatrzona w nurt swojej rzeki, siedzi na krokodylu unoszącym się po leniwie płynących wodach. W lewej dolnej ręce trzyma dzbanek na wodę (charakterystyczny lily, do dziś sprzedawany na ghatach w Waranasi), prawą ręką wykonuje gest pozdrowienia, w lewej górnej — trzyma naszyjnik malę (też wciąż sprzedawany w Waranasi), w prawej górnej — kwiat lotosu. Niekiedy przedstawia się ją tylko z dzbankiem lily i lutnią. Jej siostrą jest siedząca na żółwiu devi Jamuna, dopływ prawobrzeżny, niegdyś bardzo obfity w wodę, dziś — zanikający.