Swami Wiwekananda
1863-1902
wiweka = rozpoznanie, rozróżnienie rzeczywistego od nierzeczywistego;
ananda = szczęśliwość
Urodził się w Kalkucie w rodzinie starej bengalskiej arystokracji. Gdy jako młody człowiek spotkał wielkiego bengalskiego mistyka Ramakrishnę, porzucił dom i został jego uczniem. Po odejściu ukochanego mistrza, zgodnie z jego zaleceniem, prowadził przez trzy lata życie wędrownego mnicha. Następnie zdobył pełne wykształcenie uniwersyteckie. Odbył czteroletnią podróż do różnych krajów, by zapoznać ludzi z naukami Ramakrishny.
W 1892 roku wystąpił na forum Światowego Parlamentu Religii w Chicago i jako pierwszy zapoznał Zachód z duchowością religii hindu. Słynne wystąpienie, przyjęte owacją na stojąco: w każdej religii drzemie prawda, każda dusza ma charakter boski, cały świat jest wielką jednością — wzbudziło nie tylko szacunek dla jego osoby, ale zainicjowało zainteresowanie tym, co dziś nazywamy hinduizmem. Jego klasyczna już dziś książka o karma-jodze nawołuje do działania na rzecz zbliżenia wszystkich religii. Ciekawe, iż ten pełen werwy człowiek, organizator i działacz zrozumiał bodaj najlepiej nie-działanie swego mistrza mistyka.
Wyjaśniał prawo karmy jako skutki wszystkich działań, tak poprzednich jak i obecnych, a więc polecał ćwiczyć bezinteresowność, samowyrzeczenie i nie przywiązywanie się do rezultatów czynów, owoców jakiegokolwiek działania. Polecana przez niego karma-joga polega na tak intensywnym byciu w świecie poprzez pracę i czynienie, że następuje „wypalenie” przyczyn poprzednich uczynków, a skutki nie pojawiają się. Na tej drodze konieczne jest też uprawianie bhakti-jogi, żarliwej nabożności i niezachwianej wiary w dobre skutki doczesne naszych starań. Zaś w miarę poznawania umysłu, dźniana-joga, dzięki głębokiemu zrozumieniu formuły neti neti, ani to ani tamto, następuje spontaniczne, nie wymuszone i nie nakazane przez żadne autorytety, zaniechanie wszelkiego działania.
Całe życie poświęcił pracy na rzecz poznania i zrozumienia przez Zachód kultur Wschodu. Współprzyczynił się do odrodzenia religii hindu. Do dziś uważany jest za jednego z największych interpretatorów wedanty. Pod jego wpływem pozostawali Rabindranath Tagore i Mahatma Gandhi.
W 1897 założył w Belur pod Kalkutą Ramakrishna Mission, instytucję, której zadaniem było budowanie szkół, bibliotek, sierocińców, szpitali i opieka nad wychowankami. Misje nie szerzą żadnej religii, ich celem jest: z hindusa uczynić lepszego hindusa, z chrześcijanina — lepszego chrześcijanina, dzięki zrozumieniu nauk Ramakrishny.
·÷·
Każda dusza jest potencjalnie boska.
Boskość tę wydobyć trzeba dzięki opanowaniu — joga — swej zewnętrznej i wewnętrznej natury.
Czyń to poprzez pracę, karma-jogę lub wiarę-oddanie bogu, bhakti-jogę, poprzez poznanie umysłu i opanowanie psychiki, dźniana-jogę lub opanowanie dziedziny filozoficznej, darśianę.
Wybierz jedną metodę, dwie lub wszystkie i osiągnij wyzwolenie (wewnętrzna wedanta). Oto cała religia.
Doktryny, dogmaty, obrządki, święte księgi, świątynie, wszelkie inne formy religijności są tylko drugorzędnymi szczegółami.[Swami Wiwekananda Karmajoga, joga działania,
Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 1997]
*
Treść - © 2008-2010 Danuta Orlewicz
Kod i grafika - © 2008-2010 Jacek Iwański
Syn ubogiego, pobożnego bramina z Kalkuty miał od najmłodszych lat doświadczenia mistyczne. Każdego człowieka brał za swego nauczyciela; spotkał na swej drodze wielu wybitnych mistrzów duchowych. Inicjację otrzymał od tantrycznego ascety, który rozpoznał w nim boską inkarnację, awatarę. Stąd duchowe imię — siódmej i ósmej awatary boga Wisznu.
Pytanie o liczbę bogów w religiach hindu jest bezzasadne, gdyż rzeczywistość boska mieni się niezliczoną ilością aspektów. Część opracowań, artykułów, podręczników, przewodników i słowników, powtarza z uporem, że w Indiach jest 330 milionów bogów. Kiedy Indie odzyskały niepodległość i rozpoczęto poważne prace badawcze na temat indyjskiej religijności, wciąż pytano hindusów: ilu macie bogów? Ktoś wreszcie odpowiedział — bogów jest tylu, ilu mieszkańców Indii. A że w 1947 roku było w Indiach 330 milionów mieszkańców…
Największe zainteresowanie jogą na Zachodzie zaczęło się wtedy, gdy zauważono jej możliwości powstrzymania procesów starzenia się. Zachód jest opętany ideą conservatio, w tym przypadku zachowaniem młodości i zdrowia. Jeśli więc joga zyskuje u nas rację bytu, to nie dlatego, że wyzwala, lecz dlatego, że administruje kolejny narkotyk — utrzymanie młodości i zdrowia (na wieczność?). Praktyka jogi na Zachodzie nie bierze pod uwagę całości systemu filozoficznego, z którego się zrodziła. Trzy z cytowanych przez Eliadego pojęć-kluczy — karma, maja i nirwana — pozostają kompletnie obce naszej umysłowości. I tak długo jak są obce, nie można mówić o nawet wstępnym rozumieniu tego, czym jest joga.
Zasadniczą podstawą filozofii upaniszad, filozofią wedanty, jest twierdzenie, że „atma brahma ća”, atman i brahman (to jedno). Mówiąc słowami Deussena: Brahman, to jest owa siła, którą, wcieloną we wszystkich istotach, mamy zawsze przed sobą, która wszystkie światy tworzy, dźwiga, podtrzymuje i znów wchłania w siebie, owa siła wieczna, boska, nieskończona jest tożsamą z Atmanem, z tym, co po odrzuceniu wszelkiej zewnętrzności znajdujemy w sobie jako naszą najwewnętrzniejszą, najprawdziwszą istotę, jako nasze własne ja, naszą własną duszęcyt. za Stanisławem Michalskim, Upaniszady, Warszawa-Kraków, 1913
Rodzina ożeniła go z dziesięcioletnią dziewczynką, którą zaopiekował się czule… i zajął życiem rodzinnym, ani na chwilę nie przestając pisać. W latach 1890-95 administrował rodzinną posiadłością, gdzie w zgodzie z przyjętym ideałem filozoficznym wspomagał wieśniaków bardziej niż ich wykorzystywał, często nie przyjmując należnych mu pieniędzy. Wieśniacy nazywali go „Zamindar Babu” i okazywali wdzięczność. Napisane z humorem i troską o człowieka opowiadania z tego okresu, zebrane w trzech tomach Galpaguchchha, dają świadectwo obyczajów i życia bengalskich wieśniaków sprzed klęsk żywiołowych, jakie w następnym stuleciu miały zrujnować Bengal.
Gandhi chciał za wszelką cenę powrócić do czasów sprzed kolonizacji Anglików, a nawet sprzed inwazji Wielkich Mogołów i odrestaurować Indie w ich kształcie niemal mistycznym. Dlatego tak ostro występował przeciw własności prywatnej i doprowadził do oddania ziemi wieśniakom. Uważał, że warny są tworem boskim, a nie umową społeczną, dlatego przetrwają każdą narzuconą przez obcych strukturę polityczną, w tym również demokrację typu europejskiego, której świt przyszło mu było oglądać…
Można powiedzieć, że wszyscy hindusi zachowują się jak niewierny Tomasz, który musi dotknąć rany Chrystusa (istoty rzeczy), by uwierzyć. Jeśli nie zobaczą i nie dotkną, to nie wierzą.