bakszysz
= jałmużna, datek, dar, zapłata, napiwek
Słowo to pojawiło się na obszarze osmańsko-tureckim (bachszysz) i stąd trafiło do języka polskiego oraz w strefie wpływów perskich (bachszisz) i stamtąd przedostało się do Indii. Nie pochodzi z sanskrytu ani innego języka indyjskiego.
Bakszysz to wiele różnych sposobów przepływu pieniądza. Najczęściej jest normalną, handlową wymianą. Nikt na tym nie traci: biedny wykonuje pracę-usługę, a bogatszy daje w zamian pieniążek. W świątyni za ów pieniążek otrzymuje modlitwę-wsparcie u bogów za siebie i swoich bliskich. Od każdej dobrze załatwionej sprawy hindus i muzułmanin dobrowolnie płaci bogom „szczęsne” za sprzyjanie w interesach, a świątynia może się utrzymać za takie datki.
W Polsce słowo to ma zabarwienie negatywne i kojarzy się z natarczywym wyłudzaniem i wymuszaniem jakiejś kwoty pieniężnej, która nie należy się osobie proszącej o nią. W dobrze ułożonym społeczeństwie kapitalistycznym, gdzie wszyscy pracują i otrzymują pensję, żądanie dodatkowej zapłaty jest napiętnowane moralnie i kojarzy się z łapówką. Uważa się, iż łapówkarstwo jest naganne, gdyż jest niewidoczne i brak nad nim kontroli społecznej.
Europejczycy bardzo często przesadzają i dają kwoty za duże, nieadekwatne do wykonanej usługi i taryfy lokalnej. Indusi wiedzą doskonale ile płaci się za co i nawet milionerzy nigdy tej kwoty nie przekraczają.
Otóż w Indiach bakszysz jest kontrolowany społecznie. Za drobne usługi cena jest zwyczajowo ustalona i tylko taką należy wypłacać.
W hotelach i restauracjach personel kontroluje przepływ dodatkowych pieniędzy od klientów, na które składają się bakszysze z sali restauracyjnej, za bagaże, pranie odzieży i inne usługi. Z uzbieranej w ciągu dnia (tygodnia, miesiąca) puli wypłaca się każdemu pracownikowi odpowiednią kwotę według jego stanowiska i zasług (liczy się np. starszeństwo). Gdy zostawiamy napiwek kelnerowi, to wiadomo, że musi on podzielić się z kucharzem i chłopcem od obierania jarzyn oraz szefem sali. Gdy dajemy napiwek bagażowemu, to musi on podzielić się z tymi, którzy pracują w ogrodzie, przy bramie wejściowej i na recepcji, a także z tymi pracownikami, którzy są aktualnie chorzy lub nie przyszli do pracy z okazji uroczystości rodzinnych. Jest to cały system, niewidoczny gołym okiem, ale niekiedy wspaniale funkcjonujący i zabezpieczający interesy całej grupy. Często myślimy, że przyczyniamy się do wzbogacenia tylko jednego chłopca hotelowego, gdy tymczasem wspomagamy całą grupę.
Gdy umawiamy się na usługę za określoną kwotę, jak w przypadku rikszy, motorikszy i taksówki, to płacimy dokładnie tyle, na ile umówiliśmy się. Typowe dla Europejczyków zaokrąglanie kwoty jest naganne. Pamiętam jak moja znajoma z Bangalore, osoba dość majętna, wyliczyła dokładnie 37,50 rupii za kurs motorikszą do miasta. Na moje zdziwienie, dlaczego skąpi i odlicza pieniądze zamiast dać kierowcy 40,- rupii, odpowiedziała krótko: „Umówiliśmy się na trzydzieści siedem pięćdziesiąt”.
W starożytnych Indiach istniał jeszcze prasad, dar pożywienia składany w świątyni bogom.
Po obrzędzie pudży, bramini rozdawali poświęcone dary boże biednym przed świątynią. Był to znakomity sposób dawania, pozbawiony uczucia upokorzenia wobec osoby przyjmującej. Z drugiej strony ci, którzy siedzieli pod świątynią zawsze dziękowali modlitwą, obdarowując w ten sposób darczyńcę dobrą karmą. Tak było w świecie, w którym nie było pieniędzy albo nie wolno ich było dotykać, jak wyrzeczeńcom i pariasom. Dzisiaj dar pożywienia przekształcił się w datek występujący w formie pieniężnej.
W islamie zakat jest czwartym filarem wiary, za postem w ramadanie, a przed pielgrzymką do Mekki. Ten podatek został wprowadzony przez samego Proroka i zawsze był obowiązkowy, a wynosił 2,5 % dochodu rodziny na rzecz gminy. Nigdy nie poddany w wątpliwość, odgrywał ogromną rolę w konsolidowaniu się wspólnot muzułmańskich, a z czasem — tytułem naśladownictwa — także innych wspólnot religijnych na terenie całych Indii.
Sikhowie, od czasu Guru Nanaka, idąc za przykładem muzułmanów również kładą nacisk na konieczność dzielenia się i wspomagania innych. Przy ich świątyniach, gurdwarach, funkcjonują kuchnie wspólnoty, langar, finansowane z datków, gdzie ubogi i bogaty, uczony i ignorant, książę i biedak otrzymują taki sam posiłek, siedząc razem w jednym rzędzie — na znak całkowitej równości. Zakładane przez sikhów centra misyjne, przeznaczone do przyjmowania i dystrybucji jałmużny i darów nazywają się wprost „bakszysz”.
W słowie tym zawiera się zwyczajna prośba o szczodrość. Jest to datek ofiarowany ubogiemu jako uczynek miłosierny. A ten jest całkowicie dobrowolny. Dobrowolność jałmużny jest warunkiem sine qua non dawania. Nie może być wymuszona, wyłudzona, wyrwana z naszej kieszeni. Jeśli nie czujemy w sobie głębokiego, prawdziwego miłosierdzia, ludzkiego odruchu wspierania i opieki nad słabym, poszkodowanym i nędznikiem, jeśli nie mamy tej ukrytej w sercu sprężynki szczodrobliwości, która spontanicznie kieruje rękę do kieszeni i wydobywa tkwiący na dnie ostatni grosz, to lepiej odejdźmy nic nie dając. Bardziej bowiem niszczące dla naszej duszy jest poczucie bycia naciąganym i wykorzystanym, niż budujące uczucie wspierania drugiego. Dobrowolność oznacza również, że dajemy ile chcemy, komu chcemy i kiedy chcemy. Hindus rozpocznie swój dzień od dania małego pieniążka jednemu, dwóm potrzebującym pod świątynią. Przekaże jakąś większą kwotę raz w życiu na budowę nowej świątyni, mniejszą — na odnowę swojej świątyni rodzinnej, a kiedy zdarzy mu się jakieś nieszczęście — jednorazowo wpłaci spory dar do aśramu, by cała wspólnota wspierała modlitwą jego rodzinę. Jakiś inny hindus zostawi codziennie pewną sumkę w restauracji, gdzie jada posiłek, by wieczorem nakarmiono tam bezdomnych.
Dzieci żądające bakszyszu na ulicy — to osobny temat. Same nie wymyślają przecież takiego sposobu zarabiania pieniędzy, lecz są zmuszane do tego przez rodziców lub alfonsów. Gdy nie wyłudzą tylu pieniędzy, ile żąda od nich opiekun, nie dostają jeść, a nawet bywają dotkliwie pobite.
Wydaje się, że baksz-system spełnia w Indiach funkcję Janosika — odbiera tym, którzy mają więcej i daje tym, którzy mają mniej. Jest nie tylko akceptowany społecznie, jest społecznie niezbędny w państwie całkowicie pozbawionym systemu zabezpieczeń socjalnych, funkcjonującym wprost przeciwnie niż państwo opiekuńcze. Zastępuje też redystrybucję pieniądza płynącego z podatków, utrzymujących tylko wielkie przedsięwzięcia państwowe. Granice między niegroźnym baksz-systemem, szarą strefą, systemem mafijnym, a kontrolowanym przez państwo systemem podatkowym są oczywiście bardzo płynne i niemożliwe do uchwycenia.
Indira Gandhi powiedziała kiedyś, że gdyby nie szara strefa w gospodarce, to Indie nie ruszyłyby z miejsca.
*
Treść - © 2008-2010 Danuta Orlewicz
Kod i grafika - © 2008-2010 Jacek Iwański
Pytanie o liczbę bogów w religiach hindu jest bezzasadne, gdyż rzeczywistość boska mieni się niezliczoną ilością aspektów. Część opracowań, artykułów, podręczników, przewodników i słowników, powtarza z uporem, że w Indiach jest 330 milionów bogów. Kiedy Indie odzyskały niepodległość i rozpoczęto poważne prace badawcze na temat indyjskiej religijności, wciąż pytano hindusów: ilu macie bogów? Ktoś wreszcie odpowiedział — bogów jest tylu, ilu mieszkańców Indii. A że w 1947 roku było w Indiach 330 milionów mieszkańców…
Już podczas tego pierwszego najazdu muzułmanów złupiono Nalandę i inne wielkie klasztory na terenie północno-wschodnich Indii. Tam gdzie pojawiali się muzułmanie afgańscy, tam płonęły księgozbiory i mordowano zakonników. Klasztor w Nalandzie powstał w pierwszych wiekach naszej ery i był jednym z najstarszych i najświetniejszych uniwersytetów na świecie. Przez siedem stuleci stanowił duchowe centrum Azji Południowej. Uczęszczało do niego nawet czasem aż do 10 000 studentów, a nauczało aż 2 000 nauczycieli. Medycyna, nauki przyrodnicze, prawo oraz filozofie wszystkich religii stały otworem dla każdego, bez ograniczenia stanu, majątku czy koloru skóry. Afganowie wzięli podobno mnichów za żołnierzy i spalili obiekt — biblioteka zawierająca 9 mln rękopisów miała gorzeć cały rok. W ciągu dwustu lat zostały zrujnowane wszystkie klasztory, a rok 1199 — zniszczenie uniwersytetu-klasztoru w Nalandzie (dziś Bihar) — jest symboliczną datą końca buddyzmu w Indiach.
W świątyni, z okazji świąt, pudża jest zazwyczaj dynamiczna, wiąże się z aktywnym uczestnictwem. Najbardziej ekstatyczne są pudże śiwaickie — rozbrzmiewa wtedy bębenek damaru, za pomocą którego Śiwa wybija rytm tańca, niszcząc i odtwarzając świat. Uczestnicy tańczą, śpiewają, klaszczą w dłonie, śmieją się, podrygują, potrząsają dzwonkami i świszczą w piszczałki. Dopuszczalne są wszelkie zachowania emocjonalne, gdyż religia to puszczenie w ruch czystych emocji właśnie: ktoś głośno płacze, inny skanduje mantry, dzieci krzyczą, śmieją się głośno i biegają po całej świątyni. Wcale nie musi jej odprawiać bramin, częściej jest to ludowy pudżarin, młody chłopak z ludu opiekujący się bożym przybytkiem, choćby był to tylko kamień na rozdrożu dróg.
Bramini nigdy nie tworzyli i nie tworzą spójnej, jednolitej grupy, zobligowanej do jakiejś sformalizowanej „służby”. Żenią się, mają dzieci, pozostają zanurzeni w życiu z wszelkimi jego problemami natury etyczno-moralnej, borykają się z problemami finansowymi, zarabiają na życie, jedni lepiej, inni gorzej. Ponieważ w zasadzie nie wolno im wykonywać żadnych prac fizycznych, więc uplasowali się w tak zwanych zawodach intelektualnych i pracują jako profesorowie, lekarze, sędziowie i adwokaci oraz urzędnicy wszystkich szczebli drabiny społecznej. Kiedy bramin odprawia ważną ceremonię religijną, domowy rytuał czy pudżę, wtedy jest kapłanem. Kiedy przygotowuje posiłek, jest kucharzem, a kiedy wypieka chleb — jest piekarzem. Kiedy nie znajduje pracy — jest biednym braminem, a kiedy dobrze zarabia — jest bogatym braminem.
Pojęcie karmy, podobnie jak pojęcie reinkarnacji, pojawia się spontanicznie w naszym kręgu kulturowym i zaczyna wywierać pewien wpływ. Modyfikuje, na przykład, zapędy terapeutów do wnioskowania o problemach pacjenta na podstawie historii jego obecnego życia, gdyż okazuje się, że część naszych zachowań jest zupełnie niezrozumiała i zaskakująca. W wielu terapiach mówi się zatem o złogach karmicznych — pewnej puli modeli zachowań przyniesionych ze sobą na świat nie wiadomo skąd. Zgodnie z intuicją nowoczesnych psychologii, karma to zespół nie rozwiązanych problemów wewnątrzpsychicznych.
Niesłusznie uważa się, że niedotykalni należą do warny siudrów, to błąd — są to ludzie spoza systemu warnowego. Podobnie, wszyscy obcokrajowcy, w tym Europejczycy, mieszkający w Indiach nazywani mleczczha są poza systemem warnowym.Niektórzy uważają, że niedotykalni zostali wykluczeni z systemu warnowego z powodu uporczywego obstawania przy jedzeniu mięsa wołowego, a więc nieprzestrzeganiu zasad czystości. Inni twierdzą, że są to pierwsi wyznawcy buddyzmu, którzy z pogardą odrzucili system warn, a więc zostali z niego wykluczeni…
W zasadzie od razu po wyodrębnieniu swej tożsamości, już w siedemnastym wieku, Sikhowie byli uciskani i prześladowani przez cesarzy mogolskich, ponosząc wielkie ofiary dla ochrony i zachowania swej wiary oraz odrębności narodowej. Paradoks polegał na tym, że ich religia była znacznie bliższa islamowi (instynkt samozachowawczy i przemyślność polityczna Guru Nanaka) niż jakakolwiek inna religia hindu, a mimo to muzułmanie traktowali ich jak innowierców, żądając płacenia podatku wyznaniowego (dżizja), co powodowało wieczne zatargi i niesnaski. Jedynie Akbar rozumiał intencje i aspiracje Sikhów, a także wyczuwał ich wzrastającą siłę, napierającą jak burza — otrzymali tedy firman nadający im ziemię wokół Amritsaru, który do dziś jest podstawą do roszczeń terytorialnych wciąż śnionego, autonomicznego państwa. Notorycznie odmawiali poddania się cesarstwu Wielkich Mogołów, zaciekle bronili przed hinduskimi radżami. Zawsze walczyli o swoją suwerenność.
Pierwszą świątynią człowieka była mandala, okrąg nakreślony na piasku, ułożony z kamieni, patyczków, kopczyków łajna świętej krowy. Okrąg wyznaczał przestrzeń sacrum, w którą człowiek przenosił się z przestrzeni profanum, a święto wyznaczało święty czas. Następnie znajdowano naturalne ołtarze — niezwykły kamień, pagórek, brzeg rzeki, polanka w lesie. Pierwszą kamienną budowlą sakralną ochraniającą ołtarz zbudowany przez człowieka była mandapa — cztery kolumny podtrzymujące kwadratowy plafon. W kwadracie plafonu umieszczano płaskorzeźbę mandali o niezwykle plastycznym i przestrzennym rysunku dającym wrażenie głębi. Mandapy z płaskimi kolumnami wykuwano też niekiedy w skale.
Jako dobrze zorganizowane instytucje charytatywne zaczęły powstawać w XIX wieku, pod okiem Anglików. Było to przede wszystkim miejsce odradzania się studiów nad religiami hindu i rodzimymi językami, głównie sanskrytem, po katastrofie wprowadzenia islamu przez Wielkich Mogołów. Po wtóre — jako autentyczne miejsce duchowego wsparcia guru dla uczniów. Rozmaite były losy różnych aśramów powołanych do istnienia — niektóre przepadły, inne są do dziś powszechnie znanymi, szacownymi pomnikami pracy na rzecz ludu. Większość z nich zawsze miała charakter bardziej społeczny niż czysto duchowy; każdy wybitny mędrzec otwierając swój aśram uruchamia cały wachlarz działalności gospodarczych, a duchowości naucza poprzez konkretne działanie.