bramin
Nazywanie bramina kapłanem jest jednym z największych błędów interpretacyjnych przy omawianiu funkcjonowania społeczeństwa indyjskiego. Owszem, w starożytności bramin mógł spełniać i często spełniał rozmaite rytuały, ale nie na tym polegała jego główna funkcja społeczna.
Bramini są dziś elitą intelektualną Indii. Stoją na czele partii politycznych, wiodąc je do boju o lepsze jutro środkami czysto demokratycznymi, zmieniają mentalność społeczną oddziałując poprzez mass-media, tworzą stowarzyszenia i organizacje para-rządowe, wypełniają rozliczne obowiązki szefów, przywódców, polityków czy przewodniczących, są żarliwymi mówcami i obrońcami trudnych spraw, przemawiają i wykładają, walczą słowem, świadczą czynem. Wielu z nich nie uczęszcza w ogóle do żadnej świątyni, ale większość pozostaje ludźmi na wskroś religijnymi. Są dumni z świętego sznura upawita, symbolu inicjacji podwójnego urodzenia. Ich rola społeczna polega na dawaniu przykładu szlachetnego i czystego życia (arja=szlachetny) na wszystkich możliwych poziomach. W opinii samych hindusów pozostają nadal elitą duchowo-moralną. To do nich biegną wieśniacy po poradę i pocieszenie, są zawsze obecni podczas ślubu, narodzin dziecka i przy kremacji. To doradcy, terapeuci, nauczyciele z bożej łaski, spowiednicy, opiekunowie, wróżbici, pocieszyciele… Jedynie w Tamil Nadu bramini wciąż odprawiają rytuały, stojąc na straży starożytnej, drawidyjsko-wedyjskiej spuścizny religijnej. Ich rola jest więc dziś niejednoznaczna i trudna do uchwycenia.
Stanowią około 6% społeczeństwa indyjskiego.
Za czasów radżu brytyjskiego, Anglicy zatrudniali braminów jako urzędników, a więc zostawali oni wykształconymi prawnikami, adwokatami, sekretarzami, lekarzami… Cały system warn miał w czasach kolonialnych wszelkie możliwe warunki, by upaść. A jednak przetrwał i nie stał się przeżytkiem, i w dzisiejszych Indiach też ma się dobrze. Z całą pewnością przeżyje także demokrację, choć podlega stałym zmianom ewolucyjnym (ale nie rewolucyjnym).
Bramini nigdy nie tworzyli i nie tworzą spójnej, jednolitej grupy, zobligowanej do jakiejś sformalizowanej „służby”. Żenią się, mają dzieci, pozostają zanurzeni w życiu z wszelkimi jego problemami natury etyczno-moralnej, borykają się z problemami finansowymi, zarabiają na życie, jedni lepiej, inni gorzej. Ponieważ w zasadzie nie wolno im wykonywać żadnych prac fizycznych, więc uplasowali się w tak zwanych zawodach intelektualnych i pracują jako profesorowie, lekarze, sędziowie i adwokaci oraz urzędnicy wszystkich szczebli drabiny społecznej. Kiedy bramin odprawia ważną ceremonię religijną, domowy rytuał czy pudżę, wtedy jest kapłanem. Kiedy przygotowuje posiłek, jest kucharzem, a kiedy wypieka chleb — jest piekarzem. Kiedy nie znajduje pracy — jest biednym braminem, a kiedy dobrze zarabia — jest bogatym braminem.
W dawnych Indiach bramini spełniali czasem funkcję kapłanów i byli pośrednikami, jak wszędzie, między człowiekiem a bóstwem, odprawiając rozmaite obrzędy religijne stosownie do zapotrzebowań różnych społeczności. Ale obsługiwali tylko ryty wedyjskie, skupiając się przede wszystkim na studiowaniu Wed. Obrzędy lokalne sprzed przybycia Arjów były odprawiane przez niearyjskich służebników, w rodzimych dialektach i w tradycyjnych, bardzo starożytnych miejscach kultu. Każda społeczność wiejska dysponowała grupą ludzi obsługującą te miejsca i przynależne im święta, zgodnie z lokalnym obrzędem — bramini byli dopuszczeni albo nie do biernego udziału i obserwowania pradawnej religijności. Z pewnością nie obsługiwali obrzędów niearyjskich. Do dzisiaj każda dżati w społecznościach wiejskich ma własną świątynię, w której czci swoje własne, jedyne i niepowtarzalne bóstwo i swoich ludzi (nie braminów) do odprawiania pudży. Ci służebnicy (gurav), wybierani przez każdą dżati oddzielnie, żyli i żyją do dziś z datków ludności tubylczej i ewentualnie z opłat pielgrzymów odwiedzających świątynię.
Po przybyciu Arjów, społeczeństwo praindyjskie podzieliło się w procesie asymilacji na dwie części: rasę białych Arjów i rasę ciemnych tubylców, nie-Arjów. Dopiero po jakimś czasie, w procesie budowania nowej organizacji społecznej, z rasy białych przybyszów wyłoniły się trzy warny podwójnie urodzonych, pełniących funkcje przywódcze i organizacyjne. Ludy niearyjskie o ciemniejszej skórze spełniały funkcję pracowników-wytwórców, kontynuując stare rzemiosło, pracując przy eksploatacji lasów i wód (polowania i łowienie ryb), uprawiając ziemię i hodując bydło. Cała ta olbrzymia grupa siudrów żyła własną tradycją. Czasem nieledwie zauważając, iż pojawiły się grupy białych osadników, chcących rządzić. Udało się to dopiero po jakimś czasie.
Bramini odegrali w zamierzchłych czasach zupełnie wyjątkową rolę, a mianowicie przyswoili intelektualnie i przetworzyli ogromny dorobek cywilizacyjny ludów drawidyjskich i wszystkich innych ludów tubylczych, z którymi przyszło im się zetknąć na subkontynencie indyjskim. Przemierzali Indie wzdłuż i wszerz, dążąc oczywiście do rozprzestrzenienia ich wiedzy, czyli Wed, ale poznając jednocześnie rodzime tradycje. Ludności niearyjskiej starali się narzucić stworzony przez siebie ustrój społeczny, zgodny z kosmologią, mitologią i nauką Wed, ale także własne wyobrażenia, interpretacje i poglądy na życie i świat. Podglądając starożytne ryty i obyczaje, chętnie przejmowali wierzenia ludowe i niebanalne sposoby okiełznania nieprzychylnych człowiekowi sił przyrody, by następnie wszystko to legalizować i braminizować. Szerzone przez nich nauki stawały się coraz bardziej syntetyczne i synkretyczne. Gdziekolwiek się osiedlali, wszędzie zatrudniali się jako nauczyciele, mężowie zaufania książąt i władców, królów i pańczajatów, depozytariusze i interpretatorzy świętej tradycji Wed oraz stróże dharmy, a nadto jako egzorcyści, wykładacze snów i oznak niebiańskich. Jednak ich działalność nie mogła przekraczać wielu kompetencji lokalnych wodzów plemiennych i służebników kultów starszych niż wedyjskie. Od momentu pojawienia się na subkontynencie indyjskim byli skazani na współpracę i interpretowanie rozmaitych tradycji w duchu akceptacji i poszanowania tkanki, by tak rzec, rodzimej, zastanej. Służyli społeczeństwu swoją wiedzą i nabytym znawstwem wszystkich komponentów starożytnych indyjskich kultur. To oni spisywali tajemne mantry i ich wykładnie znaczeniowe, formułowali pierwsze zrozumienie pogłębionej myśli religijnej najeźdźców i redagowali pierwsze teksty religijne. Poprzez interpretację przyjmowali nowych bogów, zachowując zarazem własne pojęcia duchowe i uporządkowali to, co udało im się zrozumieć z najdawniejszego substraktu wierzeń na subkontynencie. To oni współtworzyli, wraz z poetami riszi i słuchającymi ich opowieści ludźmi, wspólny język — sanskryt. Przez trwający tysiąc lat okres wedyjski — od 1600 do 600 p.n.e. — byli ustami tworzącego się nowego społeczeństwa. Dopiero w późniejszym okresie męczyli ludność sztywnymi regułami, których znaczenia nikt już poza nimi nie rozumiał. Z początkiem naszej ery zaczęli poszerzać swoje wpływy poza Nizinę Hindustańską, na cały subkontynent indyjski, odgrywając zawsze wielką rolę w jednoczeniu różnych grup etnicznych w procesie braminizacji, który nie ustał do dziś.
W okresie wedyjskim wytworzyli — wciąż aktualny — schemat życia pobożnego bramina, dzielący się tradycyjnie na cztery etapy:
[wprawdzie sannjasini dziś nie chodzą już po drogach Indii, to jednak kontynuują tradycję w pustelniach i
aśramach]
- brahmaczarja
- studiowanie, czytanie świętych tekstów, wdrożenie w dyscyplinę;
- garhastnja
- założenie rodziny i szeroko pojęte życie społeczne;
- wanaprastha
- porzucenie rodziny (za jej zgodą) i spraw doczesnych, wyrzeczenie się wszelkiego działania;
- sannjasa
- życie pustelnika lub wędrownego ascety, przyjęcie szafranowych szat jako oznaki wyrzeczenia, oddanie się medytacji, czyli urzeczywistnieniu brahmana w sobie, studiowanie aranjaków i upaniszad; sannjasin może zostać joginem;
Bramini dokonali wspaniałej syntezy elementów drawidyjskich i indoeuropejskich, dając podwaliny układowi społecznemu, którego zręby przetrwały w niezmienionej postaci aż do 1527 roku, przekształcając się ewolucyjnie za każdym razem, gdy zaistniała tego potrzeba. Owa organizacja społeczna — Warnaśrama Dharma — jest wciąż swego rodzaju federacją bardzo różnych grup społecznych, z których każda posiada (sztywno) określony kodeks postępowania. Bramini jako grupa nie sprawowali rządu dusz — nie utworzyli wszak nigdy i nigdzie żadnego Kościoła ani hierarchii, którą można by nazwać organizacją religijną! Byli chodzącym modelem-archetypem aryjskiego, czyli szlachetnego postępowania, na które składało się, między innymi, przyjęcie obyczajów czystości małżeńskiej, wchodzenie w związki endogamiczne, omijanie zachowań nieczystych, na przykład mijania się z prawdą, nieprzyjmowanie pracy fizycznej, palenie ciała po śmierci i studiowanie świętych Wed oraz pism mędrców, a z biegiem czasu — ścisły wegetarianizm.
Mahatma Gandhi pochodził z warny wajsiów, ale jego życie było spełnieniem ideału bramina.
Tworzyli zawsze różnorodne dżati, podobnie jak we wszystkich innych grupach zawodowych. W Karnatace, bramini z dżati Gomantak posiadali na własność liczne świątynie, zakładali prywatne szkoły i instytuty badania literatury i języka, mieli własne ziemie, z których czerpali pokaźne dochody. Bhat to człowiek znający się na kosmosie, umiejący wyjaśnić prawa przyrody i ruchy planet, studiujący astrologię i nadejście monsunów, znający genealogię ludzi i bogów. Joshi opracowują horoskopy. Inni (terapeuci?) — odczyniają zło w człowieku i próbują łagodzić nieznane, zagrażające mu siły. Wszystkim braminom wspólne jest poszanowanie ascezy i dyscypliny. Większość ceni wiedzę, naukę i mądrość. Już od czasów Upaniszad, kiedy przestali składać krwawe ofiary, stworzyli ideał przepalania karmy w ogniu wewnętrznym — diksza, nawiązując do ideału duchowości starożytnych mędrców i ascetów. Bramin to ideał do osiągnięcia, a nie — pochodzenie. I tak jest do dziś.
Przybycie pierwszych kolonizatorów na Goa i w inne regiony Indii zbiegło się w czasie z najazdem wojsk turecko-mogolskich i utworzeniem cesarstwa Wielkich Mogołów. Zarówno chrześcijaństwo jak islam, obie religie monoteistyczno-totalitarne, okazywały pogardę i przemoc wobec miejscowych wielorakich religii hindu. Obie dopuszczały się nadużyć i gwałtów wobec braminów, którzy zawsze bronili każdej religii, nie tylko wedyjskiej, i każdej społeczności, nie tylko bramińskiej. Chrześcijanie wyśmiewali braminów jako castos, czyścioszki, traktując ich jak prymitywnych kacyków, a ich społeczności — jak ludy z okresu kamienia łupanego, gotowe do „nawrócenia”. Muzułmanie brali ich za przywódców „bałwochwalczych kultów”, których należało w pierwszej kolejności karać lub systematycznie i wszelkimi sposobami przeciągnąć na islam. Cesarstwo i kolonializm widziały więc w braminach to… kim zawsze byli — elitę intelektualną, broniącą tradycji hindu i własnej historii. Zniszczenie tej warstwy, a przynajmniej deprecjacja jej oddziaływania i społecznego znaczenia leżało w interesie każdej władzy centralnej. Od tego czasu datuje się współczesne (angielskie) niezrozumienie jej roli w społeczeństwie indyjskim.
Z drugiej strony nie należy przeceniać roli braminów, którzy w swej dumie zawsze mieli tendencję do sprowadzania całej kultury indyjskiej do ich tradycji. Jakkolwiek ważne są Wedy, to z całą pewnością nie stanowią podwalin dla całej cywilizacji indyjskiej, ani nie znajdują się w jej centrum, ani też nie wyczerpują jej wszystkich treści. Do dzisiaj zresztą nie ma pewności czy Warnaśrama Dharma nie jest typem organizacji społecznej pochodzącej z kultury przedaryjskiej…
Historia jak wiadomo zaczyna się wtedy, gdy naród uświadamia sobie swoją tożsamość i własną rolę, jaka przypadła mu w udziale na arenie dziejów. Bramini nie tylko uświadomili sobie swoją społeczną i historyczną rolę, ale potrafili zebrać i uporządkować całość swego doświadczenia i ustnie przekazać swoim synom kompendium tej wiedzy, zachowując jedyną w swoim rodzaju ciągłość przekazu. Spisanie dziejów nie polega bynajmniej na datowaniu rządów poszczególnych (często miernych) władców czy wygranych (często przypadkowo) bitew, lecz na opisie najistotniejszej części własnej kultury — historii idei, filozofii i duchowości oraz metod pozwalających osiągnąć pewien ideał. Nie warto bowiem zatrzymywać się nad polityką, czyli nad tym co przemijające, warto zapisać dla przyszłych pokoleń jedynie rzeczy trwałe, nieprzemijające, wspólne a nie jednostkowe, idealne z punktu widzenia ducha ludzkiego — to właśnie uczynili bramini.
Nie zgadzam się z twierdzeniem Jana Kieniewicza w jego Historii Indii, że jest to kraj z wielką przeszłością, ale bez historii.Bramini opowiadają swoim synom do dziś najstarsze tradycje wedyjskie, a więc najbardziej istotną część historii. I jeśli Indie są takie modne, to właśnie dlatego, że tylko tam przetrwała najistotniejsza treść ludzkiej działalności — myśl egzystencjalna, filozofia Upaniszad, duchowość i tradycje ezoteryczne.
*
Treść - © 2008-2010 Danuta Orlewicz
Kod i grafika - © 2008-2010 Jacek Iwański
Już od początku lat dwudziestych XIX wieku jedynie Kompania dysponowała liczącą się siłą militarną na subkontynencie. Jednakże jej zwierzchność nad Indiami nigdy nie miała charakteru całkowitego. Trzymanie w dyscyplinie praktycznie każdego regionu wymagało obecności wojska i dowódców oraz planowanych akcji bojowych. Przy pomocy sipajów, wojska najemnego, utrzymywanego zresztą przez indyjskich władców, prowadzono praktycznie bez przerwy operacje militarne przeciwko Birmańczykom na północnym wschodzie, a na północnym zachodzie — przeciwko Afganom. Tylko dwa państwa indyjskie zachowały ostatecznie całkowitą autonomię — Baroda i Majsur.
Zorganizowanie systemu warn nie było wynikiem jednorazowego gwałtu najeźdźcy i narzucenia jedynej słusznej wizji społecznej, lecz fuzji kilku dobrze rozwiniętych kultur, dogadywania się zwycięzców i zwyciężonych oraz symbiozy wielu bardzo różnych elementów. Trwało 1000 lat przez okres nazwany później wedyjskim (od 1600 do 600 p.n.e.) i objęło tereny Pendżabu (dorzecza Indusu) i Niziny Hindustańskiej. Indoeuropejczyków było liczebnie niewielu, więc nie mogli oni liczyć ani na samowystarczalność, ani na supremację siły. Genialność tego systemu polegała na tym, że żadna z grup społecznych nie mogła stać się samowystarczalna, a każdy producent miał swego odbiorcę-konsumenta. System ten nie zakładał nierówności społecznej lecz komplementarność i współdziałanie, nie określał zawodu lepszego i gorszego, ani lepszej lub gorszej funkcji, uruchamiał wymianę dóbr (także pozamaterialnych), współtworzenie i koegzystencję.
W świątyni, z okazji świąt, pudża jest zazwyczaj dynamiczna, wiąże się z aktywnym uczestnictwem. Najbardziej ekstatyczne są pudże śiwaickie — rozbrzmiewa wtedy bębenek damaru, za pomocą którego Śiwa wybija rytm tańca, niszcząc i odtwarzając świat. Uczestnicy tańczą, śpiewają, klaszczą w dłonie, śmieją się, podrygują, potrząsają dzwonkami i świszczą w piszczałki. Dopuszczalne są wszelkie zachowania emocjonalne, gdyż religia to puszczenie w ruch czystych emocji właśnie: ktoś głośno płacze, inny skanduje mantry, dzieci krzyczą, śmieją się głośno i biegają po całej świątyni. Wcale nie musi jej odprawiać bramin, częściej jest to ludowy pudżarin, młody chłopak z ludu opiekujący się bożym przybytkiem, choćby był to tylko kamień na rozdrożu dróg.
Każda Weda przedstawia następujący szereg: mantra (samhita) — brahmana — aranjaka — upaniszad.Podział ten odpowiada czterem etapom życia bramina i każdego hindusa, który decyduje się na życie „wyższe”. Młody człowiek staje się uczniem, poznaje dyscyplinę i uczy się na pamięć mantr wedyjskich. Następnie zakłada ognisko domowe, staje się gospodarzem i niesie ofiarę swym bogom. Po spełnieniu obowiązku przekazania wiedzy swoim synom, wycofuje się z życia społecznego i udaje w miejsce odosobnienia (dziś nie jest to leśna pustelnia, lecz aszram), gdzie studiuje aranjaki, teksty leśne. I wreszcie bierze kij żebraczy (dziś porzuca świat symbolicznie) i staje się sannjasinem, przenikniętym wysoką wiedzą upaniszadów.
Ci Indoeuropejczycy, którzy przybyli nad Indus określali siebie mianem arya, co znaczy szlachetny, ustanawiając dla siebie pozycję wyższości wobec dasów, ciemnoskórego ludu, mówiącego różnymi tubylczymi językami i mieszkającego w umocnionych osadach nad brzegami rzek. Nie wiadomo, czy Indoeuropejczycy i Arjowie to ta sama grupa ludów, bowiem część tubylczej ludności znad Indusu, o miejscowej kulturze hindu, mogła na przykład stać się arya po spełnieniu określonych przez najeźdźcę wymogów. Wedy opisywały proces in statu nascendi tworzenia się nowej cywilizacji, która powstawała z fuzji wielu, wielu elementów, nie tylko przyniesionych z zewnątrz, lecz przede wszystkim lokalnych. W trakcie migracji i podbojów Arjowie potrafili umiejętnie podporządkować sobie i zasymilować osiadłe ludy rolnicze. Od zarania znali napięcia powodowane symbiozą niejednorodnych, a nawet przeciwstawnych orientacji religijnych, ale potrafili nad nimi zapanować.
Cała dżati może zmienić wyznawaną religię. I tak np. w stanie Maharashtra dżati niedotykalnych, wykonująca zawód rzeźników, przeszła w XIX wieku — jako cała grupa społeczna — na islam. Jednak w życiu codziennym i zawodowym niewiele to zmieniło, a i zakres ich obowiązków pozostał ten sam. Dżati zmieniająca religię nie cieszy się szacunkiem społeczności hindu, dlatego wszelkie konwersje, na islam czy na chrześcijaństwo, pozostają mocno podejrzane.
Pierwszą świątynią człowieka była mandala, okrąg nakreślony na piasku, ułożony z kamieni, patyczków, kopczyków łajna świętej krowy. Okrąg wyznaczał przestrzeń sacrum, w którą człowiek przenosił się z przestrzeni profanum, a święto wyznaczało święty czas. Następnie znajdowano naturalne ołtarze — niezwykły kamień, pagórek, brzeg rzeki, polanka w lesie. Pierwszą kamienną budowlą sakralną ochraniającą ołtarz zbudowany przez człowieka była mandapa — cztery kolumny podtrzymujące kwadratowy plafon. W kwadracie plafonu umieszczano płaskorzeźbę mandali o niezwykle plastycznym i przestrzennym rysunku dającym wrażenie głębi. Mandapy z płaskimi kolumnami wykuwano też niekiedy w skale.
Drawidowie opracowali około 3300 p.n.e., po Egipcjanach i Sumerach, trzecie pismo i choć językoznawcom nie udało się odczytać pisma piktograficznego, to wiadomo, że było to pismo samorodne, bez żadnych wpływów ościennych (dlatego nie można go odczytać). Cywilizacja ta oparta była o system powiązanych ze sobą autonomicznych państw-miast, prowadzących regularną i ożywioną wymianę handlową z wszystkimi niemal ośrodkami ówczesnego świata. Brak centralnej władzy politycznej szedł w parze z brakiem jednej totalitarnej religii, we wszystkich znanych nam domenach życia cechowała ją wielka różnorodność. Dzięki glinianym tabliczkom sumeryjskim wiadomo, że kwitł handel z Mezopotamią, dokąd Drawidowie przywozili metale szlachetne, perły, kość słoniową, wyroby z miedzi, ceramikę i szkło. Wprawdzie nie znali koła, ale byli znakomitymi żeglarzami, a system kanałów i wielkie rzeki pozwalały docierać stateczkami w każde miejsce. Cywilizację tę można nazwać teokracją przemysłowo-kupiecką. Był to jeden z pierwszych w świecie regionów uprawy zbóż na wielką skalę, a potężne magazyny w centrum każdego miasta pozwalają przypuszczać, że zboże było „walutą” wymienialną na wszystkie inne niezbędne produkty.
Najważniejsze były i są wioski i ich nieustępliwa wiejska autonomia, około 80% ludności Indii żyje w 500 000 wiosek. Organem zarządzającym jest w nich pańczajat, rada złożona z pięciu „starszych”, kierowana przez naczelnika, decydująca o wszystkich sprawach lokalnych. Jest to bardzo stara, istniejąca od stuleci forma zarządzania. Mahatma Gandhi nazywał ją anarchią zharmonizowaną i anarchią samokontrolującą się.
Gdy człowiek postępuje zgodnie ze swoją dharmą, wtedy robi dobrze to, co ma zrobić — tancerz tańczy, garncarz garnki lepi, król rządzi, podróżnik udaje się w świat, handlarz handluje. Człowiek musi poddać się dharmie — starzec umiera, niemowlę krzyczy, dorosły bierze na siebie odpowiedzialność, wojownik — wystawia się na niebezpieczeństwo. Według tego samego prawa — rzeka płynie do morza, ptak śpiewa, słońce wschodzi i zachodzi, owoc dojrzewa, wulkan wybucha, fala uderza o brzeg, a ziemia kręci się. Prawo to rządzi tak ładem kosmicznym, jak i porządkiem społecznym oraz osobowym ego.
Istnieją ogromne ilości formuł bardziej lub mniej sakralnych, mistrz duchowy może utworzyć dla swojego ucznia specjalną kompozycję znaczeniowo-dźwiękową, której brzmienie i znaczenie musi zostać zachowane w tajemnicy (ochrona energii).
Tworzyli całkiem dobrze zorganizowane wspólnoty, żywiąc się tym, co dawał im las i przynosiła ludność z okolicznych wiosek, słuchająca nauk. Koncepcją ich życia było nieustanne „podążanie naprzód”, a nie życie osiadłe, w którym zamiera wszelki duch i ruch myśli. Niekiedy praktykowali skrajny ascetyzm, by jak najszybciej dojść do wyzwolenia.
Jako dobrze zorganizowane instytucje charytatywne zaczęły powstawać w XIX wieku, pod okiem Anglików. Było to przede wszystkim miejsce odradzania się studiów nad religiami hindu i rodzimymi językami, głównie sanskrytem, po katastrofie wprowadzenia islamu przez Wielkich Mogołów. Po wtóre — jako autentyczne miejsce duchowego wsparcia guru dla uczniów. Rozmaite były losy różnych aśramów powołanych do istnienia — niektóre przepadły, inne są do dziś powszechnie znanymi, szacownymi pomnikami pracy na rzecz ludu. Większość z nich zawsze miała charakter bardziej społeczny niż czysto duchowy; każdy wybitny mędrzec otwierając swój aśram uruchamia cały wachlarz działalności gospodarczych, a duchowości naucza poprzez konkretne działanie.
Brahman nie jest tożsamy z Bogiem chrześcijan, którego opisuje się w jakościach pozytywnych, takich jak wszechmocny, wszechobecny, dobry, mądry. Bóg judeo-chrześcijański jest postacią, Bogiem osobowym, reprezentowanym na ziemi przez swego Syna, również Osobę. Brahmana opisuje się poprzez negację tego, czym nie jest, słynne neti-neti.
Powstały głównie w VI i V wieku p.n.e. w okresie fermentu religijnego, jakim było poddanie w wątpliwość roli kapłanów i ich monopolu w sprawach religijnych. Tematyka ściśle wedyjska, czyli składanie rytualnych ofiar bogom, ustępuje miejsca zagadnieniom filozoficznym i metafizycznym.
Gandhi chciał za wszelką cenę powrócić do czasów sprzed kolonizacji Anglików, a nawet sprzed inwazji Wielkich Mogołów i odrestaurować Indie w ich kształcie niemal mistycznym. Dlatego tak ostro występował przeciw własności prywatnej i doprowadził do oddania ziemi wieśniakom. Uważał, że warny są tworem boskim, a nie umową społeczną, dlatego przetrwają każdą narzuconą przez obcych strukturę polityczną, w tym również demokrację typu europejskiego, której świt przyszło mu było oglądać…
Pojęcie karmy, podobnie jak pojęcie reinkarnacji, pojawia się spontanicznie w naszym kręgu kulturowym i zaczyna wywierać pewien wpływ. Modyfikuje, na przykład, zapędy terapeutów do wnioskowania o problemach pacjenta na podstawie historii jego obecnego życia, gdyż okazuje się, że część naszych zachowań jest zupełnie niezrozumiała i zaskakująca. W wielu terapiach mówi się zatem o złogach karmicznych — pewnej puli modeli zachowań przyniesionych ze sobą na świat nie wiadomo skąd. Zgodnie z intuicją nowoczesnych psychologii, karma to zespół nie rozwiązanych problemów wewnątrzpsychicznych.
Było ich sześciu, bynajmniej nie wspaniałych.Tylko jeden miał przydomek „Wielki”, był też narkoman, homoseksualista i alkoholik.Wszyscy jak jeden mąż przeszli do Historii. Właściwie — wtargnęli. Panowali 180 lat.Pozostawili po sobie zgliszcza po tysiącletnich hinduskich świątyniach, ale także prosperujące szlaki handlowe.
Pytanie o liczbę bogów w religiach hindu jest bezzasadne, gdyż rzeczywistość boska mieni się niezliczoną ilością aspektów. Część opracowań, artykułów, podręczników, przewodników i słowników, powtarza z uporem, że w Indiach jest 330 milionów bogów. Kiedy Indie odzyskały niepodległość i rozpoczęto poważne prace badawcze na temat indyjskiej religijności, wciąż pytano hindusów: ilu macie bogów? Ktoś wreszcie odpowiedział — bogów jest tylu, ilu mieszkańców Indii. A że w 1947 roku było w Indiach 330 milionów mieszkańców…
Już podczas tego pierwszego najazdu muzułmanów złupiono Nalandę i inne wielkie klasztory na terenie północno-wschodnich Indii. Tam gdzie pojawiali się muzułmanie afgańscy, tam płonęły księgozbiory i mordowano zakonników. Klasztor w Nalandzie powstał w pierwszych wiekach naszej ery i był jednym z najstarszych i najświetniejszych uniwersytetów na świecie. Przez siedem stuleci stanowił duchowe centrum Azji Południowej. Uczęszczało do niego nawet czasem aż do 10 000 studentów, a nauczało aż 2 000 nauczycieli. Medycyna, nauki przyrodnicze, prawo oraz filozofie wszystkich religii stały otworem dla każdego, bez ograniczenia stanu, majątku czy koloru skóry. Afganowie wzięli podobno mnichów za żołnierzy i spalili obiekt — biblioteka zawierająca 9 mln rękopisów miała gorzeć cały rok. W ciągu dwustu lat zostały zrujnowane wszystkie klasztory, a rok 1199 — zniszczenie uniwersytetu-klasztoru w Nalandzie (dziś Bihar) — jest symboliczną datą końca buddyzmu w Indiach.
Niesłusznie uważa się, że niedotykalni należą do warny siudrów, to błąd — są to ludzie spoza systemu warnowego. Podobnie, wszyscy obcokrajowcy, w tym Europejczycy, mieszkający w Indiach nazywani mleczczha są poza systemem warnowym.Niektórzy uważają, że niedotykalni zostali wykluczeni z systemu warnowego z powodu uporczywego obstawania przy jedzeniu mięsa wołowego, a więc nieprzestrzeganiu zasad czystości. Inni twierdzą, że są to pierwsi wyznawcy buddyzmu, którzy z pogardą odrzucili system warn, a więc zostali z niego wykluczeni…