karma, karman
czyn, uczynek, działanie od kri = działać
Cztery zespolone pojęcia podstawowe, cztery idee-siły wprowadzają nas od razu w istotę duchowości indyjskiej: karman, maja, nirwana i joga.[Mircea Eliade, Joga. Nieśmiertelność i wolność, Warszawa 1997, Wydawnictwo Naukowe PWN]
Każde działanie jest karmą.
W praktyce termin ten oznacza skutki naszych działań, w tym także skutki działań z naszych przeszłych egzystencji.
Prawo karmy (karmana) głosi, że każdy czyn ma przyczynę, a poszczególne uczynki wywołują następstwa, których nie da się uniknąć. Jak każde prawo natury jest ono powszechne i wpływa zarówno na los indywidualny człowieka, jak na losy poszczególnych społeczeństw, narodów, kontynentów i ostatecznie całego świata i kosmosu.
Absolutnie nie wolno utożsamiać karmy z pojęciem grzechu, jeśli już to raczej z predestynacją czy z przeznaczeniem, ale w znaczeniu bycia wtłoczonym w konkretny garnitur rodzinnych genów i uzależnionym od kodu DNA.
Każdy jest niewolnikiem swojego charakteru — wyzwalanie się ze stanu niewolnictwa, to proces powolnego rozumienia i okiełzania własnego charakteru.
Nie ma „złej” i „dobrej” karmy. Karma jest indywidualnym losem, darem, a także wyzwaniem i drogą.
Hindusi na co dzień życzą sobie często „good karma” i wykonują rozmaite domowe i publiczne rytuały, by obecną karmę „poprawić”, a przyszłą — uczynić lżejszą do zniesienia. Podczas święta Kumbha Mela pielgrzymi dążą do kąpieli w rzece Gandze, mając nadzieję, że ich karma zostanie oczyszczona, a nawet ostatecznie przepalona, a łańcuch samsary, kołowrotu narodzin i śmierci — przerwany.
Indyjskie praktyki ascetyczne używają sformułowania przepalenie, wypalenie karmy.
Wszystkie religie obiecują nagrodę za czynienie dobra, ale wszystkie odraczają „wypłatę nagrody” na później, mamiąc rajskim ogrodem, życiem wiecznym czy „lepszym” życiem w przyszłym wcieleniu.
Te idee przestają być dziś atrakcyjne. Człowiek skierował się na życie tu i teraz. Życie objawiło mu się jako interesujące, gdyż jest przygodą samą w sobie, peregrynacją po zakamarkach własnej psyche z jej niesamowitymi wspomnieniami innych czasów, innych przestrzeni, z jej intuicją pierwotnej przynależności do Kosmosu.
Karma nadaje życiu wymiar etyczny, gdyż warunkuje zachowanie wobec drugiego człowieka i wobec zwierząt. Niekrzywdzenie, w tym niezabijanie zwierząt, jest pierwszym krokiem do uzyskania dobrej karmy, a więc spokoju psychicznego. Wegetarianizm całkowicie wpisuje się w ten wymiar.
Pojęcie karmy, podobnie jak pojęcie reinkarnacji, pojawia się spontanicznie w naszym kręgu kulturowym i zaczyna wywierać pewien wpływ. Modyfikuje, na przykład, zapędy terapeutów do wnioskowania o problemach pacjenta na podstawie historii jego obecnego życia, gdyż okazuje się, że część naszych zachowań jest zupełnie niezrozumiała i zaskakująca. W wielu terapiach mówi się zatem o złogach karmicznych — pewnej puli modeli zachowań przyniesionych ze sobą na świat nie wiadomo skąd. Zgodnie z intuicją nowoczesnych psychologii, karma to zespół nie rozwiązanych problemów wewnątrzpsychicznych.
Pojęcie karmy w dużym stopniu niweluje pojęcie grzechu i łagodzi poczucie winy, gdyż zwraca uwagę na niezamierzony, nieświadomy, niejako przymusowy charakter naszych działań — i wobec tego zachęca do poznania własnego umysłu i zwiększenia udziału świadomości i intuicji w naszym życiu.
*
Treść - © 2008-2010 Danuta Orlewicz
Kod i grafika - © 2008-2010 Jacek Iwański
W filmie Mały Budda Bertolucci przedstawia maję jako śliczną uliczną tancerkę, która nagle zjawia się przy bramie, gdy młody książę Siddhartha opuszcza przypadkowo pałac ojcowski. Zwinnym, pięknym ciałem i tańcem rąk kusi młodego mężczyznę, przywołując go do siebie. Lecz za każdym razem, gdy Siddhartha pragnie jej dotknąć i pochwycić, tancerka rozpływa się, znika. Potem znów pojawia się tuż-tuż przed nim, w blasku słońca, by równie prędko przepaść w ponurym zaułku. Książę biegnąc za tancerką oddala się od domu tak daleko, że powrót staje się niemożliwy. Książę nigdy już nie powróci do pałacu, ale przestanie gonić tancerkę-ułudę. Kiedyś porzuci ją ostatecznie.
Nirwana nie jest miejscem wiecznego pobytu (jak raj), lecz stanem, do którego dochodzi się stopniowo.Nie jest łaską, lecz owocem rozdawanej miłości bhakti i pracy karma.
Największe zainteresowanie jogą na Zachodzie zaczęło się wtedy, gdy zauważono jej możliwości powstrzymania procesów starzenia się. Zachód jest opętany ideą conservatio, w tym przypadku zachowaniem młodości i zdrowia. Jeśli więc joga zyskuje u nas rację bytu, to nie dlatego, że wyzwala, lecz dlatego, że administruje kolejny narkotyk — utrzymanie młodości i zdrowia (na wieczność?). Praktyka jogi na Zachodzie nie bierze pod uwagę całości systemu filozoficznego, z którego się zrodziła. Trzy z cytowanych przez Eliadego pojęć-kluczy — karma, maja i nirwana — pozostają kompletnie obce naszej umysłowości. I tak długo jak są obce, nie można mówić o nawet wstępnym rozumieniu tego, czym jest joga.
Trudno zrozumieć i nie wiedzieć czemu przybrała w polszczyźnie rodzaj męski — Ganges.A przecież Ganga to śliczna, młoda bogini, devi. O wdzięcznie pochylonej głowie w białej koronie, wpatrzona w nurt swojej rzeki, siedzi na krokodylu unoszącym się po leniwie płynących wodach. W lewej dolnej ręce trzyma dzbanek na wodę (charakterystyczny lily, do dziś sprzedawany na ghatach w Waranasi), prawą ręką wykonuje gest pozdrowienia, w lewej górnej — trzyma naszyjnik malę (też wciąż sprzedawany w Waranasi), w prawej górnej — kwiat lotosu. Niekiedy przedstawia się ją tylko z dzbankiem lily i lutnią. Jej siostrą jest siedząca na żółwiu devi Jamuna, dopływ prawobrzeżny, niegdyś bardzo obfity w wodę, dziś — zanikający.
Samsara to łańcuch przykuwający do świata ułudy, który z natury swej jest nietrwały.Śmierć jest konsekwencją narodzin, wobec czego chodzi o to, by za wszelką cenę nie narodzić się ponownie.Wyzwolenie się z koła samsary, uwolnienie od cyklu narodzin jest celem wszystkich religii hindu i wschodnich praktyk kontemplacyjnych, medytacyjnych, ascetycznych, z których joga pozostaje niewątpliwie najbardziej skuteczną.
Niekrzywdzenie dotyczy wielu płaszczyzn, to nie tylko bezpośrednie niezabijanie, lecz przede wszystkim poszanowanie granic: politycznych, społecznych, osobistych, granic ciała i psychiki (moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego). Poszanowanie granic rasowych, wiekowych czy własnych zawsze ograniczonych możliwości. Zniesienie granicy wieku jest krzywdzeniem samego siebie: na przykład gdy dojrzały mężczyzna zachowuje się jak dwudziestolatek, kobieta wymusza młodość poprzez lifting, a młodzieży pozwala się rządzić.
Na Wschodzie nie używa się terminu reinkarnacja, a w potocznym myśleniu mówi się jedynie o dobrej lub złej karmie, zgodnie z którą człowiek powróci do życia, aby nadal wypalać i oczyszczać zgromadzone złogi karmiczne. Kolejny powrót do ciała jest odbierany w perspektywie negatywnej, gdyż ciało jest więzieniem dla duszy. Życie doczesne ma swoje blaski tylko wtedy, gdy jest same w sobie dyscypliną i służy wzrastaniu rozumienia i usubtelnianiu duszy. W przeciwnym wypadku jest bezsensowną wegetacją, marnowaniem Czasu, udręką i niepojętym cierpieniem.
Gdy człowiek postępuje zgodnie ze swoją dharmą, wtedy robi dobrze to, co ma zrobić — tancerz tańczy, garncarz garnki lepi, król rządzi, podróżnik udaje się w świat, handlarz handluje. Człowiek musi poddać się dharmie — starzec umiera, niemowlę krzyczy, dorosły bierze na siebie odpowiedzialność, wojownik — wystawia się na niebezpieczeństwo. Według tego samego prawa — rzeka płynie do morza, ptak śpiewa, słońce wschodzi i zachodzi, owoc dojrzewa, wulkan wybucha, fala uderza o brzeg, a ziemia kręci się. Prawo to rządzi tak ładem kosmicznym, jak i porządkiem społecznym oraz osobowym ego.