mandala
Okrąg nakreślony na piasku lub ułożony z kamieni był pierwszą świątynią, przestrzenią sacrum, w którą człowiek wkraczał z czasu i przestrzeni profanum. Mandala stała się jednym z najważniejszych schematów graficznych występujących w tybetańskiej mistyce i sztuce. Jednak pochodzi z Indii: pojawia się we wszystkich niemal kamiennych świątyniach aryjskich, wykorzystana na wiele geometrycznych sposobów, a najpiękniej przedstawione na plafonach mandapy (kwadratowe zadaszenie wsparte na czterech kolumnach).
Kolisty diagram przedstawia proces rozwijania się kosmosu z jego centrum bindi, a kwadrat symbolizuje świątynię z licznymi bóstwami i demonami, tymczasową siedzibę boskich zasad. Prawdziwe mandale powstają wyłącznie w umyśle, a malowanie czy usypywanie ich z piasku stosuje się jako pomoc, by odzwierciedlić jej schemat w umyśle.
Mandale tybetańskie wypełnione są ogromną ilością przeróżnych postaci — są to buddowie, bodhisattwowie, boginie mądrości, demony, strażnicy. Nie powinno się brać tych postaci ani idei, które one ucieleśniają, za jakąś „rzeczywistość”, lecz rozumieć je jako pomocne wizje, wyłaniające się z tej samej pustki, z której pochodzi każda nasza iluzja i złudne, ograniczające doświadczenie. Podczas medytacji „wprowadzamy” do pustki i owe postacie, i nasze iluzje, spoglądamy na nie z zewnątrz jak bierny widz i konsekwentnie pozbawiamy energii; nie podtrzymywane przez nasze emocje iluzje, pozbawione energii, nikną same, rozpływając się w pustce.
System bóstw nie jest ani całkiem zewnętrzny ani wyłącznie pojęciowy, nie jest przedmiotem regularnej obserwacji, nauki czy rozmyślań. „Bogowie są w nas” i należy traktować te wyobrażenia bóstw jako nie uświadomione aspekty naszego wewnętrznego ja i nie zatrzymywać się nad nimi myślą zbyt długo. Mandala to droga odkrywania i scalania na nowo zagubionych i rozproszonych części nas samych. Dla medytującego to wewnętrzna przestrzeń świadomości, połączenie z kosmosem.
C.G. Jung interesował się mandalą, gdyż uważał ją za doskonały obraz umysłu — zgadzał się z odkryciem w duchu wschodnim, że umysł ma strukturę kolistą, poszczególne informacje są umieszczane w sektorach (płaszczyznach) zgodnie z naszymi emocjami (a nie „logicznie” lub „racjonalnie”), przepływ zaś informacji podlega zupełnie nieznanym procesom i jest trudny do uchwycenia. C.G. Jung wiedział też, że informacja, która raz znalazła się w mandali umysłu nigdy nie znika, lecz znajduje sobie „tematycznie” swoje miejsce. Wykorzystywał mandalę do pracy z ludźmi chorymi, bowiem rysowany przez pacjenta diagram wskazywał na miejsca zaburzeń w umyśle.
Człowiek często maluje mandalę spontanicznie wtedy, gdy jest zdenerwowany, czuje się źle i odczuwa potrzebę uspokojenia umysłu, przeorganizowania informacji. Albo wtedy, gdy jest nadzwyczaj szczęśliwy, naładowany nieoczekiwaną energią pozytywną i potrzebuje ujawnienia swej radości w kształt materialny.
Natomiast mandale rysowane przez wielkie duchowe osobistości Tybetu przedstawiają wzór idealny, doskonały, ostateczny. Stosowanie takiej mandali do medytacji prowadzi umysł do doskonałości, to znaczy do wyciszenia, wygaszenia zaburzających lustrzaną taflę emocji.
Świadomość jest jak ogień lampki oliwnej, której płomień pali się ku górze, a umysł jak lustro oliwy bez skazy odbija świat rzeczywisty. Spokojny umysł porównuje się również do tafli jeziora w bezwietrzny dzień — wtedy świat odbija się w wodzie taki, jaki jest, gdy natomiast powierzchnia wody jest zmarszczona i targa nią wichura, wtedy odbija świat nieprawdziwy, zaburzony (naszymi emocjami).
*
Treść - © 2008-2010 Danuta Orlewicz
Kod i grafika - © 2008-2010 Jacek Iwański
Pierwszą świątynią człowieka była mandala, okrąg nakreślony na piasku, ułożony z kamieni, patyczków, kopczyków łajna świętej krowy. Okrąg wyznaczał przestrzeń sacrum, w którą człowiek przenosił się z przestrzeni profanum, a święto wyznaczało święty czas. Następnie znajdowano naturalne ołtarze — niezwykły kamień, pagórek, brzeg rzeki, polanka w lesie. Pierwszą kamienną budowlą sakralną ochraniającą ołtarz zbudowany przez człowieka była mandapa — cztery kolumny podtrzymujące kwadratowy plafon. W kwadracie plafonu umieszczano płaskorzeźbę mandali o niezwykle plastycznym i przestrzennym rysunku dającym wrażenie głębi. Mandapy z płaskimi kolumnami wykuwano też niekiedy w skale.
Celem hinduskich pielgrzymek jest tirtha, bród, miejsce, gdzie świat boski styka się ze światem ziemskim. Dżinijskiego proroka nazywano tirthankara, twórcą brodu; to nauczyciel, który przygotowuje uczniów do przejścia na drugą stronę. Są to również miejsca zstąpienia bogów i awatarów boskich na ziemię. Tradycyjną, klasyczną tirthą jest ghat — brzeg rzeki, miejsce rytualnych kąpieli i kremacji zwłok. Tirthą może być cała rzeka (Ganga, Kaweri), wyjątkowa góra (Arunaczala, Kailasa), jezioro (Manasarowar, Puszkar), brzeg morza (Kanyakumari) lub miejsce związane z pobytem wielkiego nauczyciela. Najczęściej w takim miejscu znajduje się świątynia, ale nie musi to być regułą. Równina Kurukszetra jest tirthą, przypominającą Wielką Bitwę Bharatów, ale nie ma tam żadnego sanktuarium.
Ci Indoeuropejczycy, którzy przybyli nad Indus określali siebie mianem arya, co znaczy szlachetny, ustanawiając dla siebie pozycję wyższości wobec dasów, ciemnoskórego ludu, mówiącego różnymi tubylczymi językami i mieszkającego w umocnionych osadach nad brzegami rzek. Nie wiadomo, czy Indoeuropejczycy i Arjowie to ta sama grupa ludów, bowiem część tubylczej ludności znad Indusu, o miejscowej kulturze hindu, mogła na przykład stać się arya po spełnieniu określonych przez najeźdźcę wymogów. Wedy opisywały proces in statu nascendi tworzenia się nowej cywilizacji, która powstawała z fuzji wielu, wielu elementów, nie tylko przyniesionych z zewnątrz, lecz przede wszystkim lokalnych. W trakcie migracji i podbojów Arjowie potrafili umiejętnie podporządkować sobie i zasymilować osiadłe ludy rolnicze. Od zarania znali napięcia powodowane symbiozą niejednorodnych, a nawet przeciwstawnych orientacji religijnych, ale potrafili nad nimi zapanować.
Znak bindi kładą sobie kobiety zamężne na czole między brwiami — cynober rozrobiony z proszkiem sandałowym. Czerwień oznacza energię sprawczą, działającą, śiakti, także przebudzoną energię erotyczną (proszkiem cynobrowym obsypuje się również posągi bóstw w świątyniach). Dzisiaj mężatki nie mają obowiązku nosić bindi, ale wciąż go tradycyjnie nakładają. Jest tak mocno zakorzeniony w tradycji, że pozostaje nieodłącznym elementem hinduskiego stroju kobiecego. Obecnie kupuje się gotowe przylepki, różnej wielkości, kształtu i koloru pasujące do stroju, nastroju i okazji.
Jest to ta część człowieka, która domaga się wiecznej atencji, ochrony, uwielbienia i rośnie w pychę. Nie pozwala wejść w prawdziwy kontakt z innym, gdyż kieruje się sztywną hierarchią ważności, nie biorąc pod uwagę ani intuicji, ani uczuć. Ego jest zawsze anachroniczne, bo czerpie z pokładów starego doświadczenia wczoraj, zamiast być otwarte i nastawione na to, co pojawia się dzisiaj jako zupełnie nowe. Jest samotne, oddzielone, „wygnane”, a przez to właśnie cierpiące i nieszczęśliwe. Nie możemy od niego ani uciec, ani go porzucić. Możemy tylko radykalnie zmienić nasze nastawienie — ego wymaga miłości (kochaj samego siebie) i łagodnego traktowania, poszanowania i pieszczot, ale musi być trzymane w ryzach i za żadną cenę nie może nami kierować.