paria, parias
Słowo tamilskie określające niedotykalnych, dzisiaj — wyrobnik, nieudacznik, niewykwalifikowany robotnik; fr. les hors-castes = wykluczeni z kast, sformułowanie anachroniczne, pochodzące z epoki kolonialnej
- — fr. intouchables; chociaż Konstytucja z 1955 roku w żadnym wypadku nie zniosła systemu warn, to jednak wypowiedziała się kategorycznie przeciwko niedotykalności. Artykuł 17 Konstytucji, zatytułowany „Prawo przeciw dyskryminacji rasowej i religijnej”, jednoznacznie znosi niedotykalność, zabrania stosowania takiego kryterium w jakiejkolwiek formie, a niedostosowanie się do powyższego i wystawienie osoby na przykrości wynikłe z powyższego jest uważane za wykroczenie i podlega karze. Jest ich w Indiach około 160 milionów. W dawnych Indiach nie mogli uczęszczać do świątyń, gdyż nie byli wyznawcami żadnej z religii hindu; pozostawali pod wpływem pierwotnego szamanizmu i animizmu. W toku dziejów podlegali jednak systematycznej, podstawowej braminizacji.
- — boże dziecię, nazwa nadana przez Mahatmę Gandhiego, stała się nazwą ruchu na rzecz zniesienia niedotykalności (od 1929). Gandhi postulował równość tych ludzi wobec boga, gdyż, podobnie jak wszystkie istoty, zostali stworzeni przez tego samego Stwórcę i z tego tytułu mających prawo do nieskrępowanego życia i rozwoju. Ten ruch właśnie doprowadził do opublikowania artykułu 17 Konstytucji.
Jednak Gandhi, mający idealne wyczucie systemu indyjskiego, najpierw wprowadzał w ich społecznościach w południowej Afryce żelazne rygory czystości i szacunku dla dharmy oraz nauczał poszanowania własnej godności, a dopiero potem walczył, by zostali oni uznani przez społeczeństwo. Zapoczątkował typowy proces braminizacji tych warstw.
Jakkolwiek trudne są w swych założeniach religie hindu (zakazy/nakazy szlachetnego życia, fobia rozmaicie pojętej czystości), to jednak zawsze ostatecznie przyjmowały one na swe łono wszystkich tych, którzy akceptowali dość wysoko ustawioną poprzeczkę ideału społecznego i sami dążyli do poprawy statusu materialnego i karmicznego. Zawsze można było tego dokonać dzięki długopokoleniowej zmianie podwalin egzystencji, dzięki przyjęciu religijnego, to znaczy etyczno-moralnego, sposobu życia. Ale nie dzięki jednorazowemu, formalnemu rytuałowi, jak chrzest czy wyznanie wiary. Utrzymująca się wspaniała różnorodność, wielość i rozmaitość kultów, religii i wierzeń — Indie nigdy w żadnym momencie swej historii nie były monoteistyczne — zaprzecza w sposób oczywisty tezie o sztywności i schematyczności systemu warn (tak zwanego systemu kastowego). Choć nie istnieje formalny prozelityzm, czyli „przejście” na którąś z religii hindu, to wszystkie akceptowały obcych. Aż do dnia dzisiejszego. - — nazwa nadana przez Indoeuropejczyków tubylczym plemionom z dolin Indusu i Gangi, być może starożytnym ludom drawidyjskim. Były to ludy ciemnoskóre, mówiące różnymi dialektami, mieszkające w umocnionych osadach Indii północno-zachodnich, prawdopodobnie dalecy spadkobiercy upadłej i zapominanej cywilizacji Harappy i Mohendżo Daro. W czasach wedyjskich byli traktowani jak słudzy-niewolnicy. Część z nich z całą pewnością uległa cywilizacji aryjskiej, wchodząc w skład warny siudrów, a część pozostała poza warnami, poza kastami. Mechanizmy regulujące wchodzenie do nowego, warnowego systemu społeczeństwa, pozostawanie poza czy też nagłe bycie wykluczonym z systemu warnowego nie są znane i pozostają największą tajemnicą. Należy założyć, że chodziło o przyjęcie zupełnie nowego systemu wartości, propagowanego przez braminów i spisanego w Wedach. Nie wiadomo, co decydowało i na jakiej zasadzie niektóre ludy korzystały z procesu regulacji życia społecznego przez aryjskich przybyszów, a inne — nie korzystały.
- — niewolnik, sługa; jeden z niewiernych demonów o spłaszczonych nosach, nienawidzący bogów i ludzi. Kalidas, Kalidasa znaczy niewolnik Kali.
- — złe stworzenie, wrogie ludziom i bogom, są ciemne i obrzydliwe, choć przypominają wyglądem ludzi, rabują i znęcają się nad swymi ofiarami.
- — słowo drawidyjskie określające niewykwalifikowanego robotnika, z bardzo niskiej dżati z okolic Bombaju. Przyjęło się w czasach kolonialnych jako określenie wyrobnika, zwłaszcza noszącego duże ciężary — to oni nosili w lektykach bogatych Indusów i kolonizatorów, a później ciągnęli rikszę w zaprzęgu. Dziś przenoszą bagaże na dworcach kolejowych i prowadzą riksze rowerowe.
- — uciskany
·÷·
Niesłusznie uważa się, że niedotykalni należą do warny siudrów, to błąd — są to ludzie spoza systemu warnowego. Podobnie, wszyscy obcokrajowcy, w tym Europejczycy, mieszkający w Indiach nazywani mleczczha są poza systemem warnowym.
Niektórzy uważają, że niedotykalni zostali wykluczeni z systemu warnowego z powodu uporczywego obstawania przy jedzeniu mięsa wołowego, a więc nieprzestrzeganiu zasad czystości. Inni twierdzą, że są to pierwsi wyznawcy buddyzmu, którzy z pogardą odrzucili system warn, a więc zostali z niego wykluczeni…
Prawdą też jest, że w dawnych wiekach bramini zawsze toczyli wojnę przeciwko wszystkim tym, którzy odrzucali system warnowy i „przechodzili” na inne religie — z tego powodu ani chrześcijanie, ani nawet buddyści nie cieszą się ogólnie wielkim szacunkiem — zawsze istnieje teoretyczne domniemanie, że pochodzą z najniższych warstw społecznych i chcieli „poprawić” swój byt nie poprzez braminizację, lecz poprzez ucieczkę. Muzułmanie natomiast są traktowani jako „ofiary” polityki islamizacji, prowadzonej przez Wielkich Mogołów i z tego powodu patrzy się na nich lepszym okiem — w gruncie rzeczy są nadal hindusami…
Przy przyjęciu na wyższe uczelnie obowiązuje quota dla kandydatów z niższych dżati. Również przy przyjmowaniu na wysokie stanowiska obowiązuje quota. Studenci wyższych uczelni buntują się przeciwko tej niesprawiedliwości, gdyż po uzyskaniu dyplomu nie mogą zajmować wysokich stanowisk. Tworzy się bardzo niezdrowa „ideologia kastowa”, wykorzystywana przez praktycznie wszystkie środowiska polityczne, niezręcznie wspierana przez ideologie demokratyczne. Model demokracji typu europejskiego, pochodzący ze starożytnej Grecji, nie ma w Indiach racji bytu.
*
Treść - © 2008-2010 Danuta Orlewicz
Kod i grafika - © 2008-2010 Jacek Iwański
Zorganizowanie systemu warn nie było wynikiem jednorazowego gwałtu najeźdźcy i narzucenia jedynej słusznej wizji społecznej, lecz fuzji kilku dobrze rozwiniętych kultur, dogadywania się zwycięzców i zwyciężonych oraz symbiozy wielu bardzo różnych elementów. Trwało 1000 lat przez okres nazwany później wedyjskim (od 1600 do 600 p.n.e.) i objęło tereny Pendżabu (dorzecza Indusu) i Niziny Hindustańskiej. Indoeuropejczyków było liczebnie niewielu, więc nie mogli oni liczyć ani na samowystarczalność, ani na supremację siły. Genialność tego systemu polegała na tym, że żadna z grup społecznych nie mogła stać się samowystarczalna, a każdy producent miał swego odbiorcę-konsumenta. System ten nie zakładał nierówności społecznej lecz komplementarność i współdziałanie, nie określał zawodu lepszego i gorszego, ani lepszej lub gorszej funkcji, uruchamiał wymianę dóbr (także pozamaterialnych), współtworzenie i koegzystencję.
Pytanie o liczbę bogów w religiach hindu jest bezzasadne, gdyż rzeczywistość boska mieni się niezliczoną ilością aspektów. Część opracowań, artykułów, podręczników, przewodników i słowników, powtarza z uporem, że w Indiach jest 330 milionów bogów. Kiedy Indie odzyskały niepodległość i rozpoczęto poważne prace badawcze na temat indyjskiej religijności, wciąż pytano hindusów: ilu macie bogów? Ktoś wreszcie odpowiedział — bogów jest tylu, ilu mieszkańców Indii. A że w 1947 roku było w Indiach 330 milionów mieszkańców…
Gandhi chciał za wszelką cenę powrócić do czasów sprzed kolonizacji Anglików, a nawet sprzed inwazji Wielkich Mogołów i odrestaurować Indie w ich kształcie niemal mistycznym. Dlatego tak ostro występował przeciw własności prywatnej i doprowadził do oddania ziemi wieśniakom. Uważał, że warny są tworem boskim, a nie umową społeczną, dlatego przetrwają każdą narzuconą przez obcych strukturę polityczną, w tym również demokrację typu europejskiego, której świt przyszło mu było oglądać…
Gdy człowiek postępuje zgodnie ze swoją dharmą, wtedy robi dobrze to, co ma zrobić — tancerz tańczy, garncarz garnki lepi, król rządzi, podróżnik udaje się w świat, handlarz handluje. Człowiek musi poddać się dharmie — starzec umiera, niemowlę krzyczy, dorosły bierze na siebie odpowiedzialność, wojownik — wystawia się na niebezpieczeństwo. Według tego samego prawa — rzeka płynie do morza, ptak śpiewa, słońce wschodzi i zachodzi, owoc dojrzewa, wulkan wybucha, fala uderza o brzeg, a ziemia kręci się. Prawo to rządzi tak ładem kosmicznym, jak i porządkiem społecznym oraz osobowym ego.
Trudno zrozumieć i nie wiedzieć czemu przybrała w polszczyźnie rodzaj męski — Ganges.A przecież Ganga to śliczna, młoda bogini, devi. O wdzięcznie pochylonej głowie w białej koronie, wpatrzona w nurt swojej rzeki, siedzi na krokodylu unoszącym się po leniwie płynących wodach. W lewej dolnej ręce trzyma dzbanek na wodę (charakterystyczny lily, do dziś sprzedawany na ghatach w Waranasi), prawą ręką wykonuje gest pozdrowienia, w lewej górnej — trzyma naszyjnik malę (też wciąż sprzedawany w Waranasi), w prawej górnej — kwiat lotosu. Niekiedy przedstawia się ją tylko z dzbankiem lily i lutnią. Jej siostrą jest siedząca na żółwiu devi Jamuna, dopływ prawobrzeżny, niegdyś bardzo obfity w wodę, dziś — zanikający.
Drawidowie opracowali około 3300 p.n.e., po Egipcjanach i Sumerach, trzecie pismo i choć językoznawcom nie udało się odczytać pisma piktograficznego, to wiadomo, że było to pismo samorodne, bez żadnych wpływów ościennych (dlatego nie można go odczytać). Cywilizacja ta oparta była o system powiązanych ze sobą autonomicznych państw-miast, prowadzących regularną i ożywioną wymianę handlową z wszystkimi niemal ośrodkami ówczesnego świata. Brak centralnej władzy politycznej szedł w parze z brakiem jednej totalitarnej religii, we wszystkich znanych nam domenach życia cechowała ją wielka różnorodność. Dzięki glinianym tabliczkom sumeryjskim wiadomo, że kwitł handel z Mezopotamią, dokąd Drawidowie przywozili metale szlachetne, perły, kość słoniową, wyroby z miedzi, ceramikę i szkło. Wprawdzie nie znali koła, ale byli znakomitymi żeglarzami, a system kanałów i wielkie rzeki pozwalały docierać stateczkami w każde miejsce. Cywilizację tę można nazwać teokracją przemysłowo-kupiecką. Był to jeden z pierwszych w świecie regionów uprawy zbóż na wielką skalę, a potężne magazyny w centrum każdego miasta pozwalają przypuszczać, że zboże było „walutą” wymienialną na wszystkie inne niezbędne produkty.
Ci Indoeuropejczycy, którzy przybyli nad Indus określali siebie mianem arya, co znaczy szlachetny, ustanawiając dla siebie pozycję wyższości wobec dasów, ciemnoskórego ludu, mówiącego różnymi tubylczymi językami i mieszkającego w umocnionych osadach nad brzegami rzek. Nie wiadomo, czy Indoeuropejczycy i Arjowie to ta sama grupa ludów, bowiem część tubylczej ludności znad Indusu, o miejscowej kulturze hindu, mogła na przykład stać się arya po spełnieniu określonych przez najeźdźcę wymogów. Wedy opisywały proces in statu nascendi tworzenia się nowej cywilizacji, która powstawała z fuzji wielu, wielu elementów, nie tylko przyniesionych z zewnątrz, lecz przede wszystkim lokalnych. W trakcie migracji i podbojów Arjowie potrafili umiejętnie podporządkować sobie i zasymilować osiadłe ludy rolnicze. Od zarania znali napięcia powodowane symbiozą niejednorodnych, a nawet przeciwstawnych orientacji religijnych, ale potrafili nad nimi zapanować.
Bramini nigdy nie tworzyli i nie tworzą spójnej, jednolitej grupy, zobligowanej do jakiejś sformalizowanej „służby”. Żenią się, mają dzieci, pozostają zanurzeni w życiu z wszelkimi jego problemami natury etyczno-moralnej, borykają się z problemami finansowymi, zarabiają na życie, jedni lepiej, inni gorzej. Ponieważ w zasadzie nie wolno im wykonywać żadnych prac fizycznych, więc uplasowali się w tak zwanych zawodach intelektualnych i pracują jako profesorowie, lekarze, sędziowie i adwokaci oraz urzędnicy wszystkich szczebli drabiny społecznej. Kiedy bramin odprawia ważną ceremonię religijną, domowy rytuał czy pudżę, wtedy jest kapłanem. Kiedy przygotowuje posiłek, jest kucharzem, a kiedy wypieka chleb — jest piekarzem. Kiedy nie znajduje pracy — jest biednym braminem, a kiedy dobrze zarabia — jest bogatym braminem.
Każda Weda przedstawia następujący szereg: mantra (samhita) — brahmana — aranjaka — upaniszad.Podział ten odpowiada czterem etapom życia bramina i każdego hindusa, który decyduje się na życie „wyższe”. Młody człowiek staje się uczniem, poznaje dyscyplinę i uczy się na pamięć mantr wedyjskich. Następnie zakłada ognisko domowe, staje się gospodarzem i niesie ofiarę swym bogom. Po spełnieniu obowiązku przekazania wiedzy swoim synom, wycofuje się z życia społecznego i udaje w miejsce odosobnienia (dziś nie jest to leśna pustelnia, lecz aszram), gdzie studiuje aranjaki, teksty leśne. I wreszcie bierze kij żebraczy (dziś porzuca świat symbolicznie) i staje się sannjasinem, przenikniętym wysoką wiedzą upaniszadów.
Cała dżati może zmienić wyznawaną religię. I tak np. w stanie Maharashtra dżati niedotykalnych, wykonująca zawód rzeźników, przeszła w XIX wieku — jako cała grupa społeczna — na islam. Jednak w życiu codziennym i zawodowym niewiele to zmieniło, a i zakres ich obowiązków pozostał ten sam. Dżati zmieniająca religię nie cieszy się szacunkiem społeczności hindu, dlatego wszelkie konwersje, na islam czy na chrześcijaństwo, pozostają mocno podejrzane.
Już podczas tego pierwszego najazdu muzułmanów złupiono Nalandę i inne wielkie klasztory na terenie północno-wschodnich Indii. Tam gdzie pojawiali się muzułmanie afgańscy, tam płonęły księgozbiory i mordowano zakonników. Klasztor w Nalandzie powstał w pierwszych wiekach naszej ery i był jednym z najstarszych i najświetniejszych uniwersytetów na świecie. Przez siedem stuleci stanowił duchowe centrum Azji Południowej. Uczęszczało do niego nawet czasem aż do 10 000 studentów, a nauczało aż 2 000 nauczycieli. Medycyna, nauki przyrodnicze, prawo oraz filozofie wszystkich religii stały otworem dla każdego, bez ograniczenia stanu, majątku czy koloru skóry. Afganowie wzięli podobno mnichów za żołnierzy i spalili obiekt — biblioteka zawierająca 9 mln rękopisów miała gorzeć cały rok. W ciągu dwustu lat zostały zrujnowane wszystkie klasztory, a rok 1199 — zniszczenie uniwersytetu-klasztoru w Nalandzie (dziś Bihar) — jest symboliczną datą końca buddyzmu w Indiach.
Było ich sześciu, bynajmniej nie wspaniałych.Tylko jeden miał przydomek „Wielki”, był też narkoman, homoseksualista i alkoholik.Wszyscy jak jeden mąż przeszli do Historii. Właściwie — wtargnęli. Panowali 180 lat.Pozostawili po sobie zgliszcza po tysiącletnich hinduskich świątyniach, ale także prosperujące szlaki handlowe.