pudża
rytuał, obrzęd, ceremonia, poświęcenie
Termin stosunkowo późny (nie występuje w Wedach), zapożyczony z drawidyjskiego, w języku tamilskim czasownik puczu oznacza oblewanie podobizn bóstw rozgrzanym masłem i obsypywanie czerwonym proszkiem, co oznacza adorację, oddawanie czci.
Pudża nie jest nabożeństwem, choć przybiera pewne formy liturgiczne.
Zwłaszcza nie jest mszą, ta bowiem jest powtórzeniem ofiary Ciała i Krwi Chrystusa na wieczną pamiątkę i przemianą Ciała w chleb, a Krwi — w wino.
Rytuał nigdy nie jest przemianą, lecz właśnie zachowaniem po wsze czasy, zaklęciem pierwotnego na wieczność.
Rytuał przywraca nieskazitelny porządek, pierwotny stan świata sprzed skalania go myślą człowieka.
Liturgia pudży może być rozbudowana i oparta na starożytnych świętych tekstach, jak aarti ku czci rzeki Gangi w Varanasi, albo bardzo prosta, wypływająca z potrzeby chwili — założenia fundamentów domu, kupna samochodu, wyjazdu w dalekie strony, otwarcia sklepu, zasiewu pola, przyjścia na świat cielaka, czyli na szczęście i pomyślność wszystkiego!
W świątyni, z okazji świąt, pudża jest zazwyczaj dynamiczna, wiąże się z aktywnym uczestnictwem. Najbardziej ekstatyczne są pudże śiwaickie — rozbrzmiewa wtedy bębenek damaru, za pomocą którego Śiwa wybija rytm tańca, niszcząc i odtwarzając świat. Uczestnicy tańczą, śpiewają, klaszczą w dłonie, śmieją się, podrygują, potrząsają dzwonkami i świszczą w piszczałki. Dopuszczalne są wszelkie zachowania emocjonalne, gdyż religia to puszczenie w ruch czystych emocji właśnie: ktoś głośno płacze, inny skanduje mantry, dzieci krzyczą, śmieją się głośno i biegają po całej świątyni. Wcale nie musi jej odprawiać bramin, częściej jest to ludowy pudżarin, młody chłopak z ludu opiekujący się bożym przybytkiem, choćby był to tylko kamień na rozdrożu dróg.
Wszędzie składa się kwiaty i owoce, a orzech kokosu jest symbolem ukrytego wewnątrz nas duchowego piękna (dopiero po rozbiciu zewnętrznej brzydkiej skorupy pojawia się czysta biel mleczka kokosowego, dar bogów): na ołtarzu domowym, w świątyni, w małej kapliczce zatopionej wśród pól rzepaku czy wciśniętej w narożnik ulicy, na drodze, pod drzewem, nad rzeką, w grocie, na szczycie góry, na kamieniu. Dziś nie jest to jak za czasów starożytnych ofiara, lecz podarunek, prasad.
Kapłankami ołtarzy domowych są oczywiście kobiety, które codziennie rano o wschodzie słońca jak Indie długie i szerokie składają kwiaty, oblewają mlekiem i święconą wodą rodzinnych bogów, posypują ołtarze cynobrowym proszkiem — każda po swojemu. To one kładą znak tilak na czole domowników przed ich wyjściem z domu. Tylko w Indiach jeszcze kobiety są nadal kapłankami domowej świątyni i strażniczkami świętego ognia, aarti. Zobacz film Czasem słońce, czasem deszcz!
Pudżą osobistą jest pozdrowienie słońca, surja namaskara, modlitwa ciała, wykonywana przed świtem, by wchłonąć energię wschodzącego słońca i pobudzić krążenie krwi oraz zjednoczyć się z kosmosem. Także ten, kto codziennie rano czyta z namaszczeniem fragment Mahabharaty, Ramajany lub inny święty tekst, odprawia pudżę osobistą.
Każde zatrzymanie myśli, dyskursu wewnętrznego, powstrzymanie pracy umysłu automatycznego manas i oddanie się refleksji, zadumie, medytacji, wtopienie się w przyrodę, rozmarzenie o nieskończoności, rozpłynięcie się w niebycie — wszelkie próby „podłączenia” się pod to coś, co jest od nas większe, „złączenia” z tym, co jest tajemnicze, nazywamy pudżą. A pudże z wszystkich okazji i świąt razem wzięte oraz wszystkie ołtarze osobiste i świątynne składają się na daną religię (religere=połączyć).
*
Treść - © 2008-2010 Danuta Orlewicz
Kod i grafika - © 2008-2010 Jacek Iwański
Każda Weda przedstawia następujący szereg: mantra (samhita) — brahmana — aranjaka — upaniszad.Podział ten odpowiada czterem etapom życia bramina i każdego hindusa, który decyduje się na życie „wyższe”. Młody człowiek staje się uczniem, poznaje dyscyplinę i uczy się na pamięć mantr wedyjskich. Następnie zakłada ognisko domowe, staje się gospodarzem i niesie ofiarę swym bogom. Po spełnieniu obowiązku przekazania wiedzy swoim synom, wycofuje się z życia społecznego i udaje w miejsce odosobnienia (dziś nie jest to leśna pustelnia, lecz aszram), gdzie studiuje aranjaki, teksty leśne. I wreszcie bierze kij żebraczy (dziś porzuca świat symbolicznie) i staje się sannjasinem, przenikniętym wysoką wiedzą upaniszadów.
Trudno zrozumieć i nie wiedzieć czemu przybrała w polszczyźnie rodzaj męski — Ganges.A przecież Ganga to śliczna, młoda bogini, devi. O wdzięcznie pochylonej głowie w białej koronie, wpatrzona w nurt swojej rzeki, siedzi na krokodylu unoszącym się po leniwie płynących wodach. W lewej dolnej ręce trzyma dzbanek na wodę (charakterystyczny lily, do dziś sprzedawany na ghatach w Waranasi), prawą ręką wykonuje gest pozdrowienia, w lewej górnej — trzyma naszyjnik malę (też wciąż sprzedawany w Waranasi), w prawej górnej — kwiat lotosu. Niekiedy przedstawia się ją tylko z dzbankiem lily i lutnią. Jej siostrą jest siedząca na żółwiu devi Jamuna, dopływ prawobrzeżny, niegdyś bardzo obfity w wodę, dziś — zanikający.
Pierwszą świątynią człowieka była mandala, okrąg nakreślony na piasku, ułożony z kamieni, patyczków, kopczyków łajna świętej krowy. Okrąg wyznaczał przestrzeń sacrum, w którą człowiek przenosił się z przestrzeni profanum, a święto wyznaczało święty czas. Następnie znajdowano naturalne ołtarze — niezwykły kamień, pagórek, brzeg rzeki, polanka w lesie. Pierwszą kamienną budowlą sakralną ochraniającą ołtarz zbudowany przez człowieka była mandapa — cztery kolumny podtrzymujące kwadratowy plafon. W kwadracie plafonu umieszczano płaskorzeźbę mandali o niezwykle plastycznym i przestrzennym rysunku dającym wrażenie głębi. Mandapy z płaskimi kolumnami wykuwano też niekiedy w skale.
Śiwa niszczy maję (ułudę) i zdziera zasłonę maji ze wszystkich rzeczy, ale jednocześnie posiada 108 imion, z których każde jest i mają, i mocą.Śiwa jest odpowiedzialny za rodzenie i za umieranie, daje życie, gdyż jest szafarzem prokreacji, ale jako Władca śmierci — niszczy je.
Istnieją ogromne ilości formuł bardziej lub mniej sakralnych, mistrz duchowy może utworzyć dla swojego ucznia specjalną kompozycję znaczeniowo-dźwiękową, której brzmienie i znaczenie musi zostać zachowane w tajemnicy (ochrona energii).
Bramini nigdy nie tworzyli i nie tworzą spójnej, jednolitej grupy, zobligowanej do jakiejś sformalizowanej „służby”. Żenią się, mają dzieci, pozostają zanurzeni w życiu z wszelkimi jego problemami natury etyczno-moralnej, borykają się z problemami finansowymi, zarabiają na życie, jedni lepiej, inni gorzej. Ponieważ w zasadzie nie wolno im wykonywać żadnych prac fizycznych, więc uplasowali się w tak zwanych zawodach intelektualnych i pracują jako profesorowie, lekarze, sędziowie i adwokaci oraz urzędnicy wszystkich szczebli drabiny społecznej. Kiedy bramin odprawia ważną ceremonię religijną, domowy rytuał czy pudżę, wtedy jest kapłanem. Kiedy przygotowuje posiłek, jest kucharzem, a kiedy wypieka chleb — jest piekarzem. Kiedy nie znajduje pracy — jest biednym braminem, a kiedy dobrze zarabia — jest bogatym braminem.
Między brwiami znajduje się czakra adźnia, czakra poznania intuicyjnego rozwijana przez religie.Praca nad otwarciem trzeciego oka, oka poznania, jest domeną mędrców, mistyków i wielkich nauczycieli, ale przypominanie człowiekowi o cząstce boskiej intuicji, którą nosi on w sobie jest celem wszystkich obrzędów religijnych.
Mahabharata ukazuje wojnę jako jedyny sposób rozwiązywania przez mężczyzn konfliktów społecznych. Co więcej, wojna jawi się jako najlepszy sposób ostatecznego rozwiązania konfliktu — apokaliptycznej zagłady. Nawet bóg Kriszna nawołuje do wojny niszczącej stary świat. By mogło powstać nowe, stare trzeba totalnie zniszczyć, obrócić wniwecz, świat wypalić i zatopić, nie pozostawić kamienia na kamieniu i wszystko zacząć od początku. Ksiatrijowie zawiedli zakłócając namiętnością porządek świata, więc trzeba ich wszystkich unicestwić. Nawet bóg Kriszna nawołuje do bratobójczej wojny.
Rawana był uosobieniem zła w najczystszej postaci, a w dodatku obdarzonym mocą rozsiewania go i rozprzestrzeniania. Bez pomocy Ramy ludzie nie potrafiliby go ani opanować ani nawet unieszkodliwić. Rawana postanowił pomścić siostrę i wysłał do lasu pięknego, złotego jelonka na przynętę. Kiedy Sita zobaczyła jelonka pobiegła za nim, ale nie mogła go dogonić i poprosiła Ramę, by go upolował. Rama i Lakszmana wyruszyli w pogoń za jelonkiem. Sita została sama i wtedy właśnie Rawana zjechał do niej z przestworzy na lśniącym rydwanie i porwał ją na Sri Lankę.
Funkcjonuje sam dla siebie, bez określonego celu, a napędzany siłą namiętności sprawia, że myśli narzucają się, przypływają bezwiednie i kotłują. W umyśle automatycznym powstają skojarzenia przez większość czasu mało interesujące i nietwórcze oraz zaburzenia biegu myśli zwane „dyfluencją”, rozpływaniem — zamiast trzymać się jednego zagadnienia, myśl niepostrzeżenie przeskakuje do skojarzeń bliskoznacznych. Przechodzi nagle z jednej skrajności w drugą, często z domieszką ironii, goryczy i złośliwości.