sadhana
dyscyplina, regularne ćwiczenia duchowe na wybranej drodze
Ten, kto idzie drogą rozwoju duchowego to sadhaka.
Najczęściej, by odnaleźć swoją jogę, sadhaka poddaje się wybranemu guru, którego nauki wprowadza w życie. Może wybrać bliską obecność guru i zamieszkać przy nim w aśramie, albo też pobierać nauki nie zrywając związków z życiem społecznym i spotykać się z mistrzem tylko w kluczowych momentach życia.
Warunkiem podjęcia sadhany jest przestrzeganie co najmniej trzech reguł, dzięki którym obudzona przez praktykę energia skierowana zostaje ku najwyższemu celowi, jakim jest przebudzenie duchowe. Te reguły to: ahimsa — niekrzywdzenie, satja — trzymanie się prawdy i brahmaczarja — wstrzemięźliwość płciowa (co oznacza uporządkowane życie seksualne, a nie — jak obawiają się ludzie Zachodu — całkowitą abstynencję seksualną; chodzi tu bowiem o świadome kierowanie energią libido i nie popadanie w uzależnienie od seksu, a także o dotrzymanie wierności jednemu partnerowi).
Nicią przewodnią sadhany może być recytowanie mantry, obserwacja oddechu, asany, medytacja, oddanie się boskości wiodącej, iszta dewata (np. Krisznie, Jezusowi), bezpośredni kontakt z mistrzem oraz inne formy zdyscyplinowania umysłu.
Sadhaną Ramany Maharishiego było nieustanne pytanie — Kim jestem? — i systematyczne odrzucanie pojawiających się na ekranie umysłu różnorakich odpowiedzi.
Sadhaną współcześnie żyjącej Ma Amritanandamayi jest bhakti, miłość i współczucie.
Sadhaną chrześcijanina — podążanie drogą wskazaną przez Jezusa z Nazaretu, miłość bliźniego swego.
Słowo sadhaka tłumaczy się często jako „wierny”. Tylko w takim rozumieniu, w jakim pianista pozostaje wierny wewnętrznemu powołaniu i codziennie ćwiczy swe partytury pod okiem ukochanego mistrza.
Inne tłumaczenie to „uczeń” — w tym sensie sadhaka podobnie jak czeladnik terminuje u majstra.
*
Treść - © 2008-2010 Danuta Orlewicz
Kod i grafika - © 2008-2010 Jacek Iwański
Największe zainteresowanie jogą na Zachodzie zaczęło się wtedy, gdy zauważono jej możliwości powstrzymania procesów starzenia się. Zachód jest opętany ideą conservatio, w tym przypadku zachowaniem młodości i zdrowia. Jeśli więc joga zyskuje u nas rację bytu, to nie dlatego, że wyzwala, lecz dlatego, że administruje kolejny narkotyk — utrzymanie młodości i zdrowia (na wieczność?). Praktyka jogi na Zachodzie nie bierze pod uwagę całości systemu filozoficznego, z którego się zrodziła. Trzy z cytowanych przez Eliadego pojęć-kluczy — karma, maja i nirwana — pozostają kompletnie obce naszej umysłowości. I tak długo jak są obce, nie można mówić o nawet wstępnym rozumieniu tego, czym jest joga.
Warunkiem podjęcia sadhany jest przestrzeganie co najmniej trzech reguł, dzięki którym obudzona przez praktykę energia skierowana zostaje ku najwyższemu celowi, jakim jest przebudzenie duchowe. Te reguły to: ahimsa — niekrzywdzenie, satja — trzymanie się prawdy i brahmaczarja — wstrzemięźliwość płciowa (co oznacza uporządkowane życie seksualne, a nie — jak obawiają się ludzie Zachodu — całkowitą abstynencję seksualną; chodzi tu bowiem o świadome kierowanie energią libido i nie popadanie w uzależnienie od seksu, a także o dotrzymanie wierności jednemu partnerowi).
W Indiach, dzieci z warny braminów oddawane są na naukę do guru i to właśnie nadaje im statut drugi raz narodzonego. Rytuał przejścia polega na symbolicznej „śmierci” dziecka i jego ponownych narodzinach. Guru jest nową matką i przekazuje dziecku swą moc-opiekę w formule mantry inicjacyjnej. To także wzbudza podejrzliwość na Zachodzie, gdzie dziecko jest traktowane jak bezwzględna własność swoich rodziców, którzy wychowują je jak chcą i zgodnie z własnym (niekoniecznie akceptowanym społecznie) systemem wartości. Wszelkie wtrącanie się osób trzecich w proces wychowawczy jest piętnowane i traktowane jako naruszenie własności osobistej. Rodzice nie chcą, by nauczyciel miał na dziecko większy wpływ niż oni. Na Zachodzie, więź matka-dziecko wyradza się często w związek toksyczny, właśnie dlatego, że postać matki jest zbyt ważna, jedna jedyna i ustanowiona „raz na zawsze”. Gdy dziecko nie potrafi „porzucić” swej matki, by iść w świat i ustanawiać nowe, równie ważnie, a może dla rozwoju duchowego ważniejsze więzi, zatrzymuje swój rozwój wewnętrzny.
Jako dobrze zorganizowane instytucje charytatywne zaczęły powstawać w XIX wieku, pod okiem Anglików. Było to przede wszystkim miejsce odradzania się studiów nad religiami hindu i rodzimymi językami, głównie sanskrytem, po katastrofie wprowadzenia islamu przez Wielkich Mogołów. Po wtóre — jako autentyczne miejsce duchowego wsparcia guru dla uczniów. Rozmaite były losy różnych aśramów powołanych do istnienia — niektóre przepadły, inne są do dziś powszechnie znanymi, szacownymi pomnikami pracy na rzecz ludu. Większość z nich zawsze miała charakter bardziej społeczny niż czysto duchowy; każdy wybitny mędrzec otwierając swój aśram uruchamia cały wachlarz działalności gospodarczych, a duchowości naucza poprzez konkretne działanie.
Niekrzywdzenie dotyczy wielu płaszczyzn, to nie tylko bezpośrednie niezabijanie, lecz przede wszystkim poszanowanie granic: politycznych, społecznych, osobistych, granic ciała i psychiki (moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego). Poszanowanie granic rasowych, wiekowych czy własnych zawsze ograniczonych możliwości. Zniesienie granicy wieku jest krzywdzeniem samego siebie: na przykład gdy dojrzały mężczyzna zachowuje się jak dwudziestolatek, kobieta wymusza młodość poprzez lifting, a młodzieży pozwala się rządzić.
Istnieją ogromne ilości formuł bardziej lub mniej sakralnych, mistrz duchowy może utworzyć dla swojego ucznia specjalną kompozycję znaczeniowo-dźwiękową, której brzmienie i znaczenie musi zostać zachowane w tajemnicy (ochrona energii).
Trwała umiejętność „kontaktowania się” z własnym oddechem i oparcia się na nim uwalnia od strachu i wszystkich innych negatywnych emocji. Uciążliwe emocje takie jak strach, żal, lęki i niepokoje, złość, gniew, uraza i niechęć nie mogą pojawić się na ekranie naszego umysłu, kiedy jesteśmy skupieni na oddechu. Gdy nie ma tych emocji w umyśle, to znikają one również z naszego ciała (kulka w gardle, gniecenie w dołku, bóle głowy, bezsenność).
Poprzez unieruchomienie ciała uzyskuje się efekt unieruchomienia umysłu, czyli zatrzymania strumienia doznań i dopiero wtedy, i tylko wtedy, możliwe jest prawidłowe spostrzeżenie oddechu. Jeśli bowiem joga ma jakiś cel, to jest nim właśnie zdyscyplinowanie oddechu, pranajama. Innymi słowy, asany ćwiczy się nie dla elastyczności ciała, lecz dla uzyskania kontroli nad oddechem. Oddech jest tym, co zostało nam dane, co posiadamy na własność i co możemy opanować. Poprzez panowanie nad oddechem, panujemy nad umysłem.
Murti Kriszny, jego postać, jest też jedną z najbardziej skomplikowanych, ukazuje wielość aspektów niekiedy wewnętrznie sprzecznych (wojownik nawołujący do zniszczenia/radosne niewinne dziecko) odbiegając zarówno od nieskomplikowanej postaci Wisznu, którego jest awatarem jak i od spójnej i jednoznacznej postaci Ramy. W różnych regionach Indii przybiera różne twarze, jest wielbiony pod wieloma imionami i sławiony w mitach o różnej treści. Niewątpliwie jest w Indiach jedną z największych mocy boskich, ukazując się wielbicielom pod taką formą, jaką oni sami sobie wybiorą i jakiej oczekują. I dla nich jest wtedy Najwyższym Objawieniem, Jedyną Boską Rzeczywistością, Potęgą Świata — Iśwarą.
Łukasz pisze dalej, że Rodzice zabrali Jezusa do Nazaretu i „był im poddany” i „czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi”. Któregoś dnia znów poszedł do świątyni, ale tym razem nie wrócił do domu. Maria szukała go jak zwykle. Być może zagubił się w kolorowym tłumie handlarzy drobiazgów i doktryn religijnych, nauczycieli, mistyków, nawiedzonych mędrców, rozhisteryzowanych kobiet i płaczących dzieci. Z kim poszedł? I gdzie? Z jakim Nauczycielem? Czy spotkał joginów? Szalonego męża czy leśnego mędrca riszi ze Wschodu? Czy gromadkę wędrownych mnichów, od których roiło się w świątyniach?
Gdy zachorował na raka gardła, aktem woli i nieograniczonej miłości przyjął na siebie karmę uczniów, przepalając ją swym cierpieniem. Do końca życia pozostał pogodny, twierdził, że nie cierpi.Odszedł w 1950 roku. Pochowano go w asanie kwiatu lotosu, a uczniowie nie mieli żadnej wątpliwości, że urzeczywistnił siebie i osiągnął samadhi, pełne wyzwolenie. Już za życia uważano go za dżiwanmuktę.
Po skończonym dniu pracy, zamiast odpoczywać i spać, chodziła nad morze lub do świątyni i całymi nocami medytowała, śpiewała i mantrowała. Jej obyczaje wzbudzały podejrzliwość, temperowaną jedynie wielkim oddaniem i miłością do ludzi — zawsze jeszcze znajdowała czas, by odwiedzać starych i chorych, którzy zwierzali się jej ze swych nieszczęść, przede wszystkim braku miłości i opieki swych dorosłych dzieci. Obserwując egoizm ludzkich zachowań Sudhamani upewniała się, że jedyną stałą wartością w świecie jest bezwarunkowe oddanie się miłości boskiej. Droga, na którą wstąpiła w tak młodym wieku, prowadzi ją do dziś — pragnienie uwewnętrznienia w sobie boskiej miłości i oddania się ludziom.
W Indiach bhakti najbardziej ujawniała się i ujawnia w kulcie boga Kriszny, zwłaszcza w słynnym tańcu lilarasa. Kiedy Kriszna gra na flecie wszystkie kobiety opuszczają swoich mężów i biegną oddać się szalonemu tańcu z bogiem, a każda kobieta ma złudzenie, że bóg tańczy tylko z nią. Opowieści o pożądaniu i pragnieniu zespolenia z Kriszną wkładane są w usta pastereczki Radhy, która opiewa tęsknotę w rzewnych pieśniach (ragach). Wymykanie się młodej kobiety nocą spod dachu małżonka prosto w objęcia pięknego Kriszny, to oczywiście metafora duszy, która tęskni za zjednoczeniem z boskością. Gra na flecie to odwieczne przywoływanie duszy, to czarowanie jej, by zapomniała o ziemskim cierpieniu. Do kultu i tradycji Kriszny odwołuje się dziś w Indiach około 300 mln ludzi.