o krowie
„Świętość” krowy nie polega na tym, że nie wolno jej dotykać, lecz na tym, że jest zwierzęciem pożytecznym.
W tym sensie, wszystkie zwierzęta w Indiach są święte, jak święte jest każde życie (prawo karmy).
Krowa-żywicielka nie jest w Indiach przedmiotem kultu.
Przedmiotem kultu jest natomiast byk Nandin, wierzchowiec Śiwy.
W ikonografii często przedstawiany w kolorze białym, przed świątyniami śiwaickimi — z kamienia ciemnego lub z marmuru, w pozycji leżącej, pod baldachimem. Jest starożytnym symbolem chaosu, sił ciemnych, nieokiełznanych i zagrażających człowiekowi. Uosabia moc, także jak najbardziej potencję seksualną, którą można posiąść przez ujarzmienie biologicznych impulsów i zapanowanie nad żądzą. Oblewanie byków mlekiem z kurkumą i ziołami dokonywane przez braminów podczas ceremonii w świątyniach tamilskich, oznacza obłaskawienie i poskromienie tych sił.
Krowa związana jest przede wszystkim z kultem boga Kriszny, który spędził dzieciństwo i młodość wśród pasterzy krów. Przedstawia się ją jako białą, śliczną, idylliczną jałówkę z oczami łani, a Krisznę jako młodego pasterza — Gopal, Gowinda — grającego na flecie. Krowa jest reliktem najstarszej warstwy kulturowo-religijnej Indii, dziś trudno więc zrozumieć jej niezwykłość. Dla nas krowa jest nazbyt pospolitym zwierzęciem, a odzwierciedla życie na wsi, które obarcza się takimi epitetami jak: bieda, zacofanie, brud, gnuśność i prymitywizm.
Tymczasem Indie były zawsze par excellence wiejskie, bukoliczne, ludyczne, płodne i obfite, a wiejskość generowała wysoką kulturę, która streszcza się właśnie w nadaniu szczególnej godności zwierzęciu, które daje do życia wszystko, czego człowiek potrzebuje. Jest wcieleniem dobrego, łagodnego aspektu Wielkiej Bogini, której łono jest nieskończone — Gau Mata, Matka Krowa. To płodność i obfitość w czystej postaci.
Daje pięć bezcennych produktów: mleko, łajno, urynę, pot i łzy.
Z mleka zaś: masło (ghee), serwatkę i jogurt (lassi).
Masło klarowane staje się nieśmiertelnym ghee , nie psuje się i może być długo przechowywane. Ze względu na złoty kolor symbolicznie łączony ze słońcem, zawsze było bezcennym produktem do oblewania posągów w świątyni i do palenia lampek wotywnych. Ciąg znaczeniowy krowa-mleko-masło-słońce-bogowie funkcjonuje podobnie jak u nas w przeszłości: zboże-chleb-komunia-Bóg.
Napój z mleka, serwatki, masła, łajna i uryny uchodzi za niezwykle skuteczny dla oczyszczania duszy i ciała.
Z krowiego łajna wykonuje się placki, które odpowiednio wymieszane ze słomą i wysuszone służą jako opał, z powodzeniem zastępując drewno. 3/4 ludności Indii wciąż gotuje swoją strawę na ogniu z krowiego łajna.
Pot jest zbierany ze skóry zwierzęcia drewnianą spatułką i przechowywany w specjalnym pojemniku; korzystają z niego jak na lekarstwo tylko starsze osoby. Uryna również służy celom leczniczym, wszak krowa jako wegetarianka ma odchody niezwykle czyste, o właściwościach antyseptycznych.
Łzy ofiarowuje się w darze tylko świętym mężom.
Popiół ze spalonych odchodów krowich jest używany przez pątników i ascetów do posypywania ciała.
Podczas święta Kumbha Mela widziałam pątnika, który w obozie pielgrzymów zbudował sobie pustelnię — narysował krąg, na którym porozkładał kopczyki krowiego łajna, usiadł w środku, zapalił maleńki ogień i rozpoczął modlitwę. Choć tłumy przechodziły obok, nikt nie naruszał kręgu jego pustelni…
Pobożny hindus nie przejdzie obok krowy nie dotknąwszy jej ręką, którą dotyka następnie czoła, kłaniając się zwierzęciu. Oddanie czci krowie nie jest bałwochwalstwem, lecz oznaką szacunku.
Gdy krowa przestaje dawać mleko zostaje wygoniona i porzucona, gdyż śmierć krowy w domu nie wróży nic dobrego. Żywi ją ulica — otrzymuje pierwszą przygotowaną przez domowe kuchnie ćapatę (placek z pełnej mąki), a mieszkańcy wyrzucają przed dom obierki z jarzyn i odpadki pożywienia. Korzysta też hojnie z zieleniny pozostawionej po targu warzywnym.
Wegetarianizm, wprowadzony prawdopodobnie po okresie wedyjskim, jako reakcja przeciw zabijaniu zwierząt na wielkie całopalne stosy ofiarne, rygorystycznie zakazuje hindusom jedzenia wołowiny. Co najmniej 1/3 populacji Indii pozostaje czystymi wegetarianami (zwłaszcza na południu), 1/3 spożywa mięso bardzo rzadko (i jedynie w zimie), a tylko 1/3 spożywa mięso regularnie, w niewielkich zresztą ilościach (nieznane są wędliny i przetwórstwo).
Muzułmanie jak wiadomo nie jedzą wieprzowiny. Oba zakazy oznaczają, że w restauracjach indyjskich panuje poprawność kulinarna i można jeść tylko kurczaki, ryby oraz jarzyny.
Prześladowania religijne prowadzone systematycznie przez muzułmanów za panowania Wielkich Mogołów były często skierowane przeciw krowom żyjącym w świątyni. Na porządku dziennym było zabijanie tych biednych stworzeń na oczach hindusów, nawet za czasów Akbara, którego tolerancję wszyscy znali. A jednak dopuszczano się bezczeszczenia świątyń, zwłaszcza gubernatorzy prowincji i dowódcy wojskowi, którzy byli nietykalni i chronieni przez ortodoksyjnych ulemów i wobec których sam cesarz nie mógł interweniować. Jeden z najlepszych generałów mogolskich, Hussain Quli Khan, wpadł do hinduskiej świątyni w Nagarkot na koniu i zabił krowę na oczach wiernych, w obecności ukochanego przyjaciela Akbara, Radży Birbala (w 1572 roku). Nie można go było ukarać za to bestialstwo.
Musicie zrozumieć, że dla nas, hindusów, krowa jest stworzeniem pochodzenia boskiego, podobnie jak bramini. Toteż spożywanie krowiego mięsa byłoby jeszcze większym świętokradztwem niż kanibalizm. Krowa jest matką nas wszystkich. Czcimy w niej macierzyństwo par excellence: fakt, że krowa żuje pokarm, skłania ludzi do przetrawiania odwiecznych prawd; jej łagodne spojrzenie rodzi współczucie i zachęca nas do opieki nad ludźmi ubogimi, bezbronnymi, upokorzonymi; biały kolor krowiego mleka stanowi wzór czystości, jego pożywność symbolizuje zdrowie. Niewzruszoność tego zwierzęcia mogłaby być wzorem dla ascety; patrząc na nie, odnosi się wrażenie, jakby ciągle intensywnie medytowało nad kondycją ludzką. Przypominający łanię wygląd, jak również wilgotne spojrzenie krowich oczu świadczą o łagodności i potulności.
Zabicie krowy może spowodować katastrofę i suszę jak również zanik podziałów kastowych, co mogłoby zapoczątkować upadek. W Mahabharacie powiedziano, że ten, kto zabije krowę, żyć będzie w piekle tyle lat, ile włosów porasta skórę tego zwierzęcia.
Wszystko, co od krowy pochodzi, jest rzeczą świętą: krowie łajno i uryna używane są w medycynie ajurwedy, bramini zaś wyrabiają z nich placki, pańćagawja, które zjadają, by się tym sposobem ustrzec od nieczystości. Kobiety smarują krowim łajnem glinianą podłogę w kuchni, by zapewnić dobrobyt rodzinie, odpędzić karaluchy i białe mrówki.[Z Pascala Brucknera, Pariasi (rozdz. „Jej Garbata Wysokość”, str.301-311)]
Ryk krowy przypomina pierwszą sylabę, od której wywodzi się ludzkość i świat: om.
Mahatma Gandhi powiedział kiedyś: Celem moim jest, aby cały świat przyjął zasadę ochrony krów, która oznacza wzięcie w opiekę wszelkiego pozbawionego głosu stworzenia, któremu Bóg dał życie.
Ahimsa paramo dharma, brak gwałtu największą religią. Przetłumaczę inaczej: niekrzywdzenie najwyższą zasadą.
*
Treść - © 2008-2010 Danuta Orlewicz
Kod i grafika - © 2008-2010 Jacek Iwański
Pojęcie karmy, podobnie jak pojęcie reinkarnacji, pojawia się spontanicznie w naszym kręgu kulturowym i zaczyna wywierać pewien wpływ. Modyfikuje, na przykład, zapędy terapeutów do wnioskowania o problemach pacjenta na podstawie historii jego obecnego życia, gdyż okazuje się, że część naszych zachowań jest zupełnie niezrozumiała i zaskakująca. W wielu terapiach mówi się zatem o złogach karmicznych — pewnej puli modeli zachowań przyniesionych ze sobą na świat nie wiadomo skąd. Zgodnie z intuicją nowoczesnych psychologii, karma to zespół nie rozwiązanych problemów wewnątrzpsychicznych.
Śiwa niszczy maję (ułudę) i zdziera zasłonę maji ze wszystkich rzeczy, ale jednocześnie posiada 108 imion, z których każde jest i mają, i mocą.Śiwa jest odpowiedzialny za rodzenie i za umieranie, daje życie, gdyż jest szafarzem prokreacji, ale jako Władca śmierci — niszczy je.
Pierwszą świątynią człowieka była mandala, okrąg nakreślony na piasku, ułożony z kamieni, patyczków, kopczyków łajna świętej krowy. Okrąg wyznaczał przestrzeń sacrum, w którą człowiek przenosił się z przestrzeni profanum, a święto wyznaczało święty czas. Następnie znajdowano naturalne ołtarze — niezwykły kamień, pagórek, brzeg rzeki, polanka w lesie. Pierwszą kamienną budowlą sakralną ochraniającą ołtarz zbudowany przez człowieka była mandapa — cztery kolumny podtrzymujące kwadratowy plafon. W kwadracie plafonu umieszczano płaskorzeźbę mandali o niezwykle plastycznym i przestrzennym rysunku dającym wrażenie głębi. Mandapy z płaskimi kolumnami wykuwano też niekiedy w skale.
Bramini nigdy nie tworzyli i nie tworzą spójnej, jednolitej grupy, zobligowanej do jakiejś sformalizowanej „służby”. Żenią się, mają dzieci, pozostają zanurzeni w życiu z wszelkimi jego problemami natury etyczno-moralnej, borykają się z problemami finansowymi, zarabiają na życie, jedni lepiej, inni gorzej. Ponieważ w zasadzie nie wolno im wykonywać żadnych prac fizycznych, więc uplasowali się w tak zwanych zawodach intelektualnych i pracują jako profesorowie, lekarze, sędziowie i adwokaci oraz urzędnicy wszystkich szczebli drabiny społecznej. Kiedy bramin odprawia ważną ceremonię religijną, domowy rytuał czy pudżę, wtedy jest kapłanem. Kiedy przygotowuje posiłek, jest kucharzem, a kiedy wypieka chleb — jest piekarzem. Kiedy nie znajduje pracy — jest biednym braminem, a kiedy dobrze zarabia — jest bogatym braminem.
W stanie Orissa przetrwał taniec odissi, wykonywany przez mahari, tancerki świątynne, które odgrywały dramat liryczny Gitagowindę, skomponowany przez Dżajadewę około roku 1200, opiewający miłość Kriszny i Radhy. W Indiach północnych, pod wyraźnym wpływem tańca derwiszów rozwijał się taniec kathak, którego podstawowe elementy to obroty i wybijanie rytmu stopami. Ale ten taniec to już sprawa męska, nie mająca nic wspólnego z kobiecymi tańcami wielkich świątyń Indii południowych. System devadasi został ostatecznie zniesiony przez Anglików dopiero w 1925 roku, gdyż przez cały wiek XIX i wcześniej angielscy arystokraci korzystali z ich usług, nazywając je bajaderami lub naucz girls.
Murti Kriszny, jego postać, jest też jedną z najbardziej skomplikowanych, ukazuje wielość aspektów niekiedy wewnętrznie sprzecznych (wojownik nawołujący do zniszczenia/radosne niewinne dziecko) odbiegając zarówno od nieskomplikowanej postaci Wisznu, którego jest awatarem jak i od spójnej i jednoznacznej postaci Ramy. W różnych regionach Indii przybiera różne twarze, jest wielbiony pod wieloma imionami i sławiony w mitach o różnej treści. Niewątpliwie jest w Indiach jedną z największych mocy boskich, ukazując się wielbicielom pod taką formą, jaką oni sami sobie wybiorą i jakiej oczekują. I dla nich jest wtedy Najwyższym Objawieniem, Jedyną Boską Rzeczywistością, Potęgą Świata — Iśwarą.
Trudno zrozumieć i nie wiedzieć czemu przybrała w polszczyźnie rodzaj męski — Ganges.A przecież Ganga to śliczna, młoda bogini, devi. O wdzięcznie pochylonej głowie w białej koronie, wpatrzona w nurt swojej rzeki, siedzi na krokodylu unoszącym się po leniwie płynących wodach. W lewej dolnej ręce trzyma dzbanek na wodę (charakterystyczny lily, do dziś sprzedawany na ghatach w Waranasi), prawą ręką wykonuje gest pozdrowienia, w lewej górnej — trzyma naszyjnik malę (też wciąż sprzedawany w Waranasi), w prawej górnej — kwiat lotosu. Niekiedy przedstawia się ją tylko z dzbankiem lily i lutnią. Jej siostrą jest siedząca na żółwiu devi Jamuna, dopływ prawobrzeżny, niegdyś bardzo obfity w wodę, dziś — zanikający.
Już podczas tego pierwszego najazdu muzułmanów złupiono Nalandę i inne wielkie klasztory na terenie północno-wschodnich Indii. Tam gdzie pojawiali się muzułmanie afgańscy, tam płonęły księgozbiory i mordowano zakonników. Klasztor w Nalandzie powstał w pierwszych wiekach naszej ery i był jednym z najstarszych i najświetniejszych uniwersytetów na świecie. Przez siedem stuleci stanowił duchowe centrum Azji Południowej. Uczęszczało do niego nawet czasem aż do 10 000 studentów, a nauczało aż 2 000 nauczycieli. Medycyna, nauki przyrodnicze, prawo oraz filozofie wszystkich religii stały otworem dla każdego, bez ograniczenia stanu, majątku czy koloru skóry. Afganowie wzięli podobno mnichów za żołnierzy i spalili obiekt — biblioteka zawierająca 9 mln rękopisów miała gorzeć cały rok. W ciągu dwustu lat zostały zrujnowane wszystkie klasztory, a rok 1199 — zniszczenie uniwersytetu-klasztoru w Nalandzie (dziś Bihar) — jest symboliczną datą końca buddyzmu w Indiach.
Było ich sześciu, bynajmniej nie wspaniałych.Tylko jeden miał przydomek „Wielki”, był też narkoman, homoseksualista i alkoholik.Wszyscy jak jeden mąż przeszli do Historii. Właściwie — wtargnęli. Panowali 180 lat.Pozostawili po sobie zgliszcza po tysiącletnich hinduskich świątyniach, ale także prosperujące szlaki handlowe.
Gdy przejmował tron, na Nizinie Gangestańskiej panował chaos i głód, prymitywni Afganowie niepodzielnie rządzili Bengalem. Gdy odchodził był — prawdopodobnie — najbogatszym władcą świata, zostawiał wspaniale zorganizowaną administrację i uszczelniony system podatkowy, odnowioną i sprawną armię. Zjednoczył dwie trzecie Indii, przede wszystkim mieczem i perswazją podporządkował sobie Radżputów (zostawił im dziedziczne prawo do własności domen), zdobył Gudżarat i uciszył Afganów w Bengalu, wcielił do imperium Kaszmir. Kiedy umierał, w skarbcu cesarskim znajdował się majątek wartości od 139 do 166 milionów rupii.
Zorganizowanie systemu warn nie było wynikiem jednorazowego gwałtu najeźdźcy i narzucenia jedynej słusznej wizji społecznej, lecz fuzji kilku dobrze rozwiniętych kultur, dogadywania się zwycięzców i zwyciężonych oraz symbiozy wielu bardzo różnych elementów. Trwało 1000 lat przez okres nazwany później wedyjskim (od 1600 do 600 p.n.e.) i objęło tereny Pendżabu (dorzecza Indusu) i Niziny Hindustańskiej. Indoeuropejczyków było liczebnie niewielu, więc nie mogli oni liczyć ani na samowystarczalność, ani na supremację siły. Genialność tego systemu polegała na tym, że żadna z grup społecznych nie mogła stać się samowystarczalna, a każdy producent miał swego odbiorcę-konsumenta. System ten nie zakładał nierówności społecznej lecz komplementarność i współdziałanie, nie określał zawodu lepszego i gorszego, ani lepszej lub gorszej funkcji, uruchamiał wymianę dóbr (także pozamaterialnych), współtworzenie i koegzystencję.
Mahabharata ukazuje wojnę jako jedyny sposób rozwiązywania przez mężczyzn konfliktów społecznych. Co więcej, wojna jawi się jako najlepszy sposób ostatecznego rozwiązania konfliktu — apokaliptycznej zagłady. Nawet bóg Kriszna nawołuje do wojny niszczącej stary świat. By mogło powstać nowe, stare trzeba totalnie zniszczyć, obrócić wniwecz, świat wypalić i zatopić, nie pozostawić kamienia na kamieniu i wszystko zacząć od początku. Ksiatrijowie zawiedli zakłócając namiętnością porządek świata, więc trzeba ich wszystkich unicestwić. Nawet bóg Kriszna nawołuje do bratobójczej wojny.
Czaraka ze starożytnego miasta Takszasili stworzył pierwsze przekazane potomności dzieło lekarskie. Było przeznaczone do opanowania ustnego, w formie rozmowy między Atreją-lekarzem a uczniami, każda rozmowa kończyła się wierszem. Czaraka-Samhita ukazuje niezwykły poziom ziołolecznictwa, a zbiory ziół i leków przewyższają zbiory egipskie, z których zresztą wiele było zwyczajowo importowanych z Indii.
Tak silnie naładowana energią duchową, że samo wypowiadanie jej wprowadza w stan pełnej koncentracji.Jest dźwiękiem wibracji, z której powstał świat, a recytując ją uczestniczy się w akcie tworzenia.Materia powstała z dźwięku, a ponieważ dźwięk — kosmiczna wibracja — był przed stworzeniem wszechświata, om jest więc najczystszym i najświętszym pierwotnym dźwiękiem.
Gandhi chciał za wszelką cenę powrócić do czasów sprzed kolonizacji Anglików, a nawet sprzed inwazji Wielkich Mogołów i odrestaurować Indie w ich kształcie niemal mistycznym. Dlatego tak ostro występował przeciw własności prywatnej i doprowadził do oddania ziemi wieśniakom. Uważał, że warny są tworem boskim, a nie umową społeczną, dlatego przetrwają każdą narzuconą przez obcych strukturę polityczną, w tym również demokrację typu europejskiego, której świt przyszło mu było oglądać…